Author: newuser

  • Stracony finał Świątek. Pierwszy taki przypadek. Teraz pod lupą Sabalenka

    Stracony finał Świątek. Pierwszy taki przypadek. Teraz pod lupą Sabalenka

    Ubiegłoroczna porażka Iga Świątek z Madison Keys podczas Australian Open wciąż pozostaje jednym z najbardziej pamiętnych momentów sezonu. Polka przegrała wtedy 7:5, 1:6, 6:7 (8-10), mimo że wcześniej miała piłkę meczową i była o krok od awansu do wielkoszlemowego finału. Była to pierwsza taka sytuacja w jej karierze w głównym cyklu WTA. Teraz tamto spotkanie ponownie stało się tematem dyskusji, tym razem w kontekście obecnej formy Aryna Sabalenka.

    W ostatnich tygodniach wokół liderki światowego rankingu pojawiło się sporo pytań. Eksperci zaczęli zastanawiać się, czy Białorusinka nie wpadła w drobny kryzys po dwóch zaskakujących występach w turniejach rangi WTA 1000. Najpierw w Madrycie sensacyjnie odpadła w ćwierćfinale po porażce z Hailey Baptiste, mimo że wcześniej nie wykorzystała aż sześciu piłek meczowych. Następnie w Rzymie zakończyła rywalizację już w 1/16 finału, przegrywając z Sorana Cîrstea po trzysetowym pojedynku, w trakcie którego potrzebowała nawet przerwy medycznej.

    Do tej sytuacji odniosła się była znakomita tenisistka Andrea Petković podczas programu Tennis Channel. Niemka porównała obecną sytuację Sabalenki do wydarzeń sprzed roku związanych ze Świątek.

    – Gdy Iga Świątek przegrała z Madison Keys w Australian Open, był to pierwszy raz w jej karierze w tourze WTA, kiedy przegrała mecz mimo wcześniejszej piłki meczowej. Potem aż do Wimbledonu miała trudniejszy okres, a przecież bardzo szybko zaczęto mówić o jej kryzysie. Czy podobnie może być teraz z Aryną Sabalenką? – zastanawiała się Petković.

    Innego zdania był były brytyjski tenisista Mark Petchey. Według niego ostatnie niepowodzenia nie muszą negatywnie wpłynąć na Sabalenkę przed Rolandem Garrosem, a wręcz mogą okazać się dla niej korzystne.

    – Myślę, że to nie zaszkodzi jej przed Rolandem Garrosem. Biorąc pod uwagę, jak dużo grała i jakie sukcesy osiągnęła wcześniej w Indian Wells oraz Miami, teraz pojedzie do Paryża znacznie świeższa. Wielkie mistrzynie potrafią budować formę właśnie podczas Wielkich Szlemów – ocenił.

    Petchey zwrócił również uwagę na element gry Sabalenki, który jego zdaniem wymaga poprawy na kortach ziemnych.

    – Czasami mam wrażenie, że na mączce chce za bardzo przyspieszać i zbyt mocno forsuje grę ofensywną. Przy dzisiejszej szybkości piłki trudno skutecznie się bronić. Moja rada byłaby taka, by nie wystawiała się tak często na kontrataki rywalek przy siatce – podsumował Brytyjczyk.

  • Switolina zabiegała Rybakinę! Będzie wielki hit ze Świątek w półfinale w Rzymie

    Switolina zabiegała Rybakinę! Będzie wielki hit ze Świątek w półfinale w Rzymie

    Elina Switolina sprawiła ogromną niespodziankę w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie. Ukrainka po bardzo słabym początku odwróciła losy spotkania z Jeleną Rybakiną i po trzysetowym boju wywalczyła awans do półfinału Italian Open. To właśnie ona będzie kolejną rywalką Igi Świątek w walce o finał imprezy na Foro Italico.

    Mecz Switoliny z Rybakiną był ostatnim ćwierćfinałem kobiecego turnieju. Po wcześniejszym odpadnięciu Aryny Sabalenki to reprezentantka Kazachstanu uchodziła za główną kandydatkę do triumfu w całej imprezie. Ukrainka jednak od początku turnieju prezentowała solidną formę, co potwierdza jej wysokie miejsce w rankingu WTA Race.

    Na zwyciężczynię tego starcia od kilku godzin czekała już Iga Świątek. Polka wcześniej rozbiła Jessicę Pegulę 6:1, 6:2, notując pierwszy w tym sezonie awans do półfinału turnieju singlowego. Było to również jej pierwsze od pół roku zwycięstwo nad zawodniczką z czołowej dziesiątki rankingu.

    Początek spotkania należał zdecydowanie do Rybakiny. Kazaszka dominowała praktycznie w każdym elemencie gry, szybko obejmując prowadzenie 3:0. Switolina miała ogromne problemy z odnalezieniem rytmu, a rywalka regularnie wywierała presję przy jej serwisie. Ukrainka zdołała wprawdzie uniknąć kolejnego przełamania, ale przewaga wiceliderki światowego rankingu była wyraźna. Rybakina pewnie utrzymywała własne podanie i konsekwentnie budowała przewagę, wygrywając pierwszego seta 6:2.

    Również druga partia rozpoczęła się po myśli Kazaszki. Tym razem jednak Switolina zaczęła stopniowo podnosić poziom swojej gry. Po obronie trudnego gema serwisowego nabrała pewności siebie, a w piątym gemie wreszcie przełamała Rybakinę. Od tego momentu spotkanie całkowicie się odmieniło.

    W drugim secie obie tenisistki miały ogromne problemy ze skutecznością przy break pointach. Łącznie wykorzystały zaledwie trzy z 23 okazji na przełamanie. Mimo to Switolina utrzymała przewagę i zwyciężyła 6:4, doprowadzając do decydującej partii.

    Trzeci set rozpoczął się znakomicie dla Ukrainki, która szybko objęła prowadzenie 3:0 po dwóch przełamaniach. Choć Rybakina próbowała wrócić do gry i dwukrotnie odrabiała straty, z każdą kolejną akcją było widać narastające zmęczenie po jej stronie. Kazaszka popełniała coraz więcej błędów, a Switolina świetnie wykorzystywała długie wymiany na rzymskiej mączce.

    Końcówka należała już do Ukrainki. Switolina utrzymała nerwy na wodzy i przy własnym serwisie przypieczętowała zwycięstwo 2:6, 6:4, 6:4 po dwóch godzinach i 25 minutach niezwykle zaciętej walki.

    Półfinałowe spotkanie Igi Świątek z Eliną Switoliną zaplanowano na czwartek. Mecz rozpocznie się nie wcześniej niż o godzinie 20:30 na Campo Centrale i będzie drugim pojedynkiem sesji wieczornej. Wcześniej na kort wyjdą Martin Landaluce i Daniił Miedwiediew.

    https://x.com/WTA/status/2054638612520562797?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2054638612520562797%7Ctwgr%5E17330fa963b33f425417c4b17adc92f30319f012%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732788874switolina-zabiegala-rybakine-bedzie-wielki-hit-ze-swiatek-w.html

  • Sabalenka ujawniła skrywany od lat sekret. Lawina komentarzy

    Sabalenka ujawniła skrywany od lat sekret. Lawina komentarzy

    Aryna Sabalenka od lat pozostaje jedną z największych gwiazd kobiecego tenisa. Białorusinka nie tylko dominuje na kortach i utrzymuje się w ścisłej czołówce rankingu WTA, ale również świetnie odnajduje się w świecie mediów i show-biznesu. Liderka światowego zestawienia chętnie angażuje się w kampanie reklamowe, pojawia się na prestiżowych wydarzeniach i współpracuje z największymi markami modowymi. Tym razem podczas pobytu w Rzymie postanowiła jednak pokazać kibicom coś znacznie bardziej prywatnego.

    Przy okazji turnieju Internazionali BNL d’Italia Sabalenka nawiązała współpracę z włoską edycją magazynu Vogue. Zamiast klasycznej sesji zdjęciowej tenisistka zdecydowała się nagrać materiał, w którym zdradziła, co na co dzień nosi w swojej torebce. Nagranie szybko obiegło media społecznościowe i wywołało spore zainteresowanie fanów.

    Jednym z pierwszych przedmiotów, które pokazała Białorusinka, były… psie przysmaki. Jak wyjaśniła, od kiedy podróżuje ze swoim pięciomiesięcznym pupilem o imieniu Ash, zawsze ma przy sobie smakołyki dla psa. Dzięki nim nagradza go za dobre zachowanie. W jej torebce nie brakuje też mokrych chusteczek, bo – jak sama przyznała – przy zwierzęciu nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć.

    Sabalenka opowiedziała również o swoim podejściu do wyglądu i makijażu. Przyznała, że poza kortem bardzo lubi czuć się kobieco i chętnie wykonuje make-up. Według niej podczas meczów najważniejsza jest rywalizacja, dlatego nie skupia się wtedy na wyglądzie. Inaczej jest jednak w codziennym życiu. Makijaż sprawia, że czuje się bardziej pewna siebie i po prostu lepiej ze sobą.

    Wśród rzeczy, bez których nie rusza się z domu, znajduje się także aparat cyfrowy. Tenisistka uwielbia robić zdjęcia ważnym chwilom – szczególnie momentom spędzanym z zespołem, partnerem czy ukochanym psem. Jednocześnie zdradziła, że istnieje jeden typ fotografii, którego kompletnie nie lubi wykonywać. Chodzi o zdjęcia jedzenia. Jak żartobliwie podkreśliła, „do tego jeszcze nie doszła”.

    Choć Sabalenka pozostaje numerem jeden światowego rankingu, jej przygoda z tegorocznym turniejem w Rzymie zakończyła się niespodziewanie szybko. Białorusinka odpadła już w 1/16 finału po trzysetkowej porażce z Soraną Cirsteą. Tymczasem o końcowy triumf nadal walczy Iga Świątek, która pewnie pokonała Jessicę Pegulę i zameldowała się w półfinale imprezy.

    https://www.instagram.com/reel/DYRjZYREfIL/?utm_source=ig_web_copy_link

  • Odliczanie do starcia Gauff – Cirstea, a tu walkower. Oficjalnie: choroba

    Odliczanie do starcia Gauff – Cirstea, a tu walkower. Oficjalnie: choroba

    Tegoroczny turniej Internazionali d’Italia wkracza w decydującą fazę. W środę na kortach Foro Italico mają zostać dokończone ćwierćfinały kobiecego singla, a jednym z najważniejszych wydarzeń dnia będzie starcie Igi Świątek z Jessicą Pegulą. Awans do półfinału zapewniły sobie już wcześniej Coco Gauff oraz Sorana Cirstea, której znakomita postawa w Rzymie wzbudza ogromne zainteresowanie. Szczególnie że doświadczona Rumunka wcześniej wyeliminowała Arynę Sabalenkę.

    36-letnia Cirstea przeżywa we włoskiej stolicy wyjątkowe chwile. Rumunka już wcześniej ogłosiła, że obecny sezon będzie jej ostatnim w zawodowej karierze, dlatego jej świetny występ w Rzymie ma dodatkowy wymiar. Pierwszy mecz w zawodowym tourze rozegrała jeszcze jako 14-latka, a teraz — po ponad dwóch dekadach rywalizacji — znów jest blisko życiowych osiągnięć. Dzięki awansowi do półfinału zapewniła sobie co najmniej 21. miejsce w rankingu WTA, wyrównując najlepszy wynik w karierze sprzed 13 lat.

    Jeśli jednak sięgnęłaby po końcowy triumf w Rzymie, mogłaby awansować nawet na 15. pozycję światowego rankingu, co zagwarantowałoby jej bardzo korzystne rozstawienie przed Roland Garros.

    Cirstea miejsce w półfinale wywalczyła we wtorek, pokonując Jelenę Ostapenko. W walce o finał ma zmierzyć się z Coco Gauff. Tymczasem jeszcze przed tym spotkaniem z Rzymu napłynęły niepokojące informacje dotyczące zdrowia Rumunki.

    Środa miała być dla niej wyjątkowo intensywnym dniem. Organizatorzy zaplanowali bowiem nie tylko ćwierćfinały singla, ale również dalszą część rywalizacji deblowej. W harmonogramie znalazły się m.in. mecze Coco Gauff, Mirry Andriejewej czy Jessiki Peguli. Na kort miała wyjść także para Sorana Cirstea/Jaqueline Cristian, która miała walczyć o awans do ćwierćfinału debla przeciwko rozstawionym z numerem drugim Katerinie Siniakovej i Taylor Townsend.

    Ostatecznie tego spotkania zabrakło jednak w oficjalnym planie gier. Jak wynika z turniejowej drabinki opublikowanej przez WTA, Cirstea wycofała się z rywalizacji deblowej z powodu choroby.

    Na razie nic nie wskazuje jednak na poważniejsze problemy zdrowotne. Wszystko sugeruje, że Rumunka postanowiła przede wszystkim oszczędzać siły przed niezwykle wymagającym półfinałem z Gauff. W Rzymie rozegrała już pięć spotkań singlowych i jedno deblowe, dlatego regeneracja może okazać się kluczowa.

    Sama Gauff również nie będzie miała chwili wytchnienia. Amerykanka ma pojawić się na korcie deblowym po godz. 14 na Supertennis Arena. Włoski turniej rozgrywa w parze z Caty McNally — tenisistką, którą Iga Świątek po bardzo trudnym meczu pokonała wcześniej w pierwszej rundzie singla.

  • Iga Świątek ujawniła, co usłyszała od Nadala. “Wprowadziłam to”

    Obserwując Igę Świątek podczas tegorocznego turnieju na kortach Foro Italico, trudno oprzeć się wrażeniu, że w jej grze coraz mocniej widoczne są inspiracje stylem Rafaela Nadala. Po efektownym zwycięstwie nad Jessicą Pegulą właśnie o wpływ legendarnego Hiszpana została zapytana podczas konferencji prasowej.

    Polka rozegrała jeden z najlepszych meczów w tym sezonie, pokonując Amerykankę 6:1, 6:2 i awansując do półfinału turnieju WTA 1000 w Rzymie. To jej pierwszy półfinał imprezy singlowej od września ubiegłego roku, a jednocześnie pierwsze od miesięcy zwycięstwo nad zawodniczką z czołowej dziesiątki rankingu WTA. Pegula zajmuje obecnie piąte miejsce na świecie, jednak w starciu ze Świątek była praktycznie bezradna.

    Po spotkaniu Iga pojawiła się na konferencji prasowej, gdzie wiele pytań dotyczyło jej rosnącej formy oraz współpracy z nowym trenerem Francisco Roigiem. To właśnie były wieloletni współpracownik Rafaela Nadala od kilku tygodni odpowiada za przygotowanie Polki. Ich wspólna praca rozpoczęła się na Majorce w Akademii Nadala, a sam Hiszpan aktywnie uczestniczył w pierwszych treningach.

    Świątek została zapytana, czy wskazówki otrzymane od „Rafy” udało jej się już wykorzystać podczas meczów. Odpowiedziała bez wahania.

    – Tak, zdecydowanie. Wszystko, co mówił Rafael, było bardzo spójne z tym, co Francis powtarza mi każdego dnia. Pracujemy już jakiś czas i te elementy zaczynają przychodzić bardziej naturalnie. Dzięki temu łatwiej podejmuję decyzje na korcie. W ostatnich meczach realizowałam praktycznie wszystko, czego oczekiwał ode mnie trener – zarówno taktycznie, jak i technicznie. Mam też większy automatyzm w grze. W poprzednich miesiącach za dużo analizowałam podczas spotkań, za dużo myślałam. Teraz czuję większą pewność – tłumaczyła Polka.

    Współpraca z Roigiem wzbudziła spore zainteresowanie w tenisowym środowisku. Hiszpan przez niemal dwie dekady był jednym z najważniejszych ludzi w sztabie Nadala i współtworzył jego sukcesy na kortach ziemnych. Co ciekawe, według zagranicznych mediów Nadal osobiście angażował się w treningi Świątek bardziej niż wcześniej w przypadku innych zawodniczek, które pracowały z Roigiem.

    Sam mecz z Pegulą pokazał, jak wyraźnie zmienia się tenis Polki. Jej gra była pełna cierpliwości, rotacji i taktycznej dyscypliny – cech charakterystycznych dla stylu Nadala. Świątek imponowała przede wszystkim topspinem, który na wolnej mączce sprawiał Amerykance ogromne problemy.

    Polka zwróciła uwagę, że nawierzchnia odegrała w tym meczu kluczową rolę.

    – Każda nawierzchnia podkreśla inne atuty. Ostatnio grałyśmy głównie na szybkich kortach i tam Jessice było łatwiej. Tym razem sytuacja była odwrotna. Jej tenis opiera się na bardzo płaskich uderzeniach, a ja bazuję na rotacji. Na mączce mogłam lepiej wykorzystać swoje mocne strony – wyjaśniła Świątek.

    Różnica stylów była widoczna niemal w każdej wymianie. Pegula, która świetnie radzi sobie na kortach twardych dzięki szybkim, płaskim uderzeniom, w Rzymie nie była w stanie przejąć inicjatywy. Wolniejsza nawierzchnia odbierała jej zagranom dynamikę, a wysoko odbijające piłki po topspinach Świątek zmuszały ją do niewygodnych uderzeń ponad linią barków.

    Właśnie ten element szczególnie przypomina dziś tenis Nadala. Hiszpan przez lata dominował na mączce dzięki ogromnej rotacji i cierpliwemu budowaniu akcji. Teraz podobne schematy coraz częściej można dostrzec u Świątek. Roig wniósł do jej gry więcej spokoju i konsekwencji, a efekty tej pracy są coraz bardziej widoczne. Polka lepiej serwuje, odważniej gra po drugim podaniu i znacznie pewniej porusza się po korcie.

    Dla Peguli półfinał w Rzymie okazał się bolesnym zderzeniem z realiami gry na ziemi. Amerykanka próbowała skracać wymiany i zmieniać rytm, ale Świątek kontrolowała wydarzenia praktycznie od pierwszej do ostatniej piłki. Nawet zwykle spokojna Pegula momentami wyglądała na wyraźnie sfrustrowaną.

    Teraz przed Polką kolejne wyzwanie. W półfinale zmierzy się z Jeleną Rybakiną lub Eliną Switoliną. Obie rywalki sprawiały jej w ostatnich miesiącach problemy, ale forma prezentowana obecnie przez Świątek daje kibicom powody do optymizmu. W Rzymie wygląda na zawodniczkę, która odzyskuje swój najlepszy tenis – a wraz z nim pewność siebie, której brakowało jej jeszcze kilka tygodni temu.

  • Świątek ujawniła, co było jej problemem w ostatnich miesiącach. Jasny przekaz z Włoch

    Świątek ujawniła, co było jej problemem w ostatnich miesiącach. Jasny przekaz z Włoch

    Iga Świątek coraz wyraźniej wraca do poziomu, do którego przyzwyczaiła kibiców w swoich najlepszych momentach kariery. Podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie Polka prezentuje tenis pełen pewności siebie, spokoju i agresji, co pozwoliło jej zameldować się już w półfinale imprezy. Po efektownym zwycięstwie nad Jessicą Pegulą raszynianka zdradziła, z czym zmagała się w ostatnich miesiącach i co najbardziej przeszkadzało jej na korcie.

    Sezon Świątek rozpoczęła jeszcze we współpracy z Wimem Fissette’em. Belg odpowiadał za przygotowania Polki do rozgrywek oraz prowadził ją aż do końca marcowych turniejów. Po zawodach w Miami doszło jednak do rozstania. Iga uznała, że potrzebuje zmian i zakończyła współpracę z trenerem po niespełna półtora roku.

    Niedługo później rozpoczęły się poszukiwania nowego szkoleniowca. Bardzo szybko na czoło kandydatów wysunął się Francisco Roig i to właśnie Hiszpan został oficjalnie ogłoszony trenerem Świątek na początku kwietnia.

    Już teraz widać pierwsze efekty tej współpracy. W Rzymie Polka po raz pierwszy w tym sezonie awansowała do półfinału turnieju, a w ćwierćfinale nie dała większych szans Jessice Peguli, wygrywając 6:1, 6:2 na głównym korcie Campo Centrale.

    Po spotkaniu liderka polskiego tenisa pojawiła się na konferencji prasowej. W rozmowie z dziennikarzami została zapytana między innymi o swój forehand i charakterystyczną rotację, która znów stała się jedną z jej największych broni.

    — Zawsze chcę wykorzystywać większą rotację, bo to coś, co od dawna robiłam bardzo dobrze, może nawet lepiej niż wiele innych zawodniczek. To mój dodatkowy atut. Te korty również bardzo temu sprzyjają. Podczas treningów na Majorce był to jeden z najważniejszych elementów pracy — przyznała Świątek.

    Najciekawsze słowa padły jednak wtedy, gdy Polka odniosła się do swojej dyspozycji mentalnej z ostatnich miesięcy. Świątek otwarcie przyznała, że na korcie brakowało jej automatyzmu i pewności w podejmowaniu decyzji.

    — W ostatnich meczach wszystko funkcjonowało bardzo dobrze i realizowałam założenia bez większego zastanawiania się. Cieszę się, że wracają automatyzmy, bo wcześniej za dużo analizowałam podczas gry. Nie byłam pewna swoich decyzji — podsumowała tenisistka.

    Forma prezentowana przez Świątek w stolicy Włoch może być bardzo dobrym sygnałem przed kolejnymi tygodniami sezonu i zbliżającym się Rolandem Garrosem. Polka wygląda na zawodniczkę, która odzyskuje swobodę oraz pewność siebie, a to w jej przypadku często oznacza powrót do dominacji na korcie.

  • Świątek jest nie do zatrzymania. Tak wygląda ranking WTA po meczu z Pegulą

    Świątek jest nie do zatrzymania. Tak wygląda ranking WTA po meczu z Pegulą

    Iga Świątek nie zwalnia tempa podczas turnieju w Rzymie. Polska tenisistka w imponującym stylu awansowała do półfinału imprezy rangi WTA 1000, rozbijając Jessica Pegula 6:1, 6:2. Dzięki temu umocniła się na trzeciej pozycji w światowym rankingu WTA i zwiększyła przewagę nad depczącą jej po piętach Coco Gauff.

    Ćwierćfinałowe spotkanie miało jednostronny przebieg. Pierwszy set trwał zaledwie 29 minut, a Świątek całkowicie zdominowała rywalkę, oddając jej tylko jednego gema. W drugiej partii obraz gry się nie zmienił — Polka kontrolowała wydarzenia na korcie od początku do końca i przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 6:2. Cały pojedynek zakończył się po 68 minutach gry.

    Dla 24-letniej raszynianki to pierwszy w tym sezonie awans do półfinału turnieju głównego cyklu WTA. Sukces w Rzymie przyniósł jej kolejne punkty rankingowe i obecnie Świątek ma na koncie 7273 punkty. Oznacza to, że niezależnie od wyniku półfinału utrzyma trzecią lokatę przed Coco Gauff, która zgromadziła dotąd 6489 punktów.

    Amerykanka również zameldowała się w półfinale i pozostaje faworytką starcia z Sorana Cîrstea. Nawet triumf Gauff w całym turnieju nie pozwoli jej jednak wyprzedzić Świątek — w takim przypadku jej dorobek wyniósłby 7099 punktów. Rumunka pokazała już jednak w Rzymie, że potrafi sprawiać niespodzianki, eliminując m.in. Linda Nosková oraz liderkę rankingu WTA Aryna Sabalenka.

    Białorusinka może odczuwać spory niedosyt po swoim występie w stolicy Włoch, tym bardziej że coraz mocniej naciska ją Elena Rybakina. Kazaszka ma obecnie 8705 punktów, a zwycięstwo w Rzymie pozwoliłoby jej zbliżyć się do Sabalenki na dystans zaledwie kilkuset punktów. Najpierw musi jednak pokonać Elina Svitolina, a później ewentualnie zmierzyć się ze Świątek.

    W dalszej części zestawienia piąte miejsce utrzymuje Jessica Pegula z dorobkiem 6286 punktów. Za nią plasuje się Amanda Anisimova, która zgromadziła 5958 punktów. Mirra Andreeva po porażce z Gauff musi natomiast oglądać się za siebie, ponieważ triumf Switoliny w Rzymie oznaczałby awans Ukrainki przed Rosjankę w rankingu.

    Czołową dziesiątkę światowego rankingu uzupełniają Victoria Mboko oraz Karolína Muchová.

    Aktualne TOP 10 rankingu WTA po zwycięstwie Świątek nad Pegulą prezentuje się następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 9960 pkt

    2. Jelena Rybakina – 8705 pkt

    3. Iga Świątek – 7273 pkt

    4. Coco Gauff – 6489 pkt

    5. Jessica Pegula – 6286 pkt

    6. Amanda Anisimova – 5958 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4181 pkt

    8. Elina Switolina – 3530 pkt

    9. Victoria Mboko – 3405 pkt

    10. Karolina Muchova – 3328 pkt

  • To dlatego Świątek rozbiła Pegulę. Aż przecieraliśmy oczy

    To dlatego Świątek rozbiła Pegulę. Aż przecieraliśmy oczy

    Iga Świątek rozegrała w Rzymie jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 nie pozostawiła żadnych złudzeń Jessice Peguli, wygrywając 6:1, 6:2. Z trybun można było dostrzec nie tylko dominację Polki na korcie, ale także coraz wyraźniejszy wpływ nowego szkoleniowca — Francisco Roiga — którego energia i sposób pracy zaczynają przynosić efekty.

    To spotkanie miało dla Świątek ogromne znaczenie. Nie chodziło wyłącznie o awans do półfinału. Polka od dawna czekała na zwycięstwo nad rywalką z czołowej dziesiątki rankingu WTA — ostatni taki triumf odniosła jeszcze podczas WTA Finals w Rijadzie, gdy pokonała Madison Keys. Również bilans z Pegulą nie przemawiał na jej korzyść, bo ostatni raz wygrała z Amerykanką trzy lata temu, podczas turnieju kończącego sezon w Cancun. Dodatkowo w tym roku ani razu nie udało jej się przebić bariery ćwierćfinału.

    Od pierwszych piłek było jednak widać, że Świątek jest wyjątkowo skoncentrowana. Charakterystyczne rytuały — poprawianie czapki, kontrolowanie naciągu rakiety czy głębokie wydechy — pomagały jej utrzymać odpowiedni poziom skupienia. Z perspektywy trybun doskonale było widać, jak intensywnie pracuje mentalnie podczas meczu.

    Polka rozpoczęła spotkanie znakomicie. Grała agresywnie, ale jednocześnie bardzo precyzyjnie. Budowała akcje cierpliwie, odpowiednio dobierała moment przyspieszenia i niemal nie popełniała błędów. Pegula szybko zaczęła mieć problemy z odnalezieniem rytmu. Amerykanka, zwykle niezwykle spokojna na korcie, tym razem już po pierwszym przełamaniu dała upust frustracji. Przy stanie 0:2 kopnęła nogą w powietrze, później coraz częściej kręciła głową i gestykulowała po nieudanych akcjach.

    Nie sposób było nie wrócić myślami do jej słów sprzed kilku tygodni, wypowiedzianych w podcaście „The Player’s Box Podcast”. Pegula żartowała wtedy, że współpraca Świątek z Rafaelem Nadalem na Majorce brzmi „nielegalnie”, bo połączenie Igi i Rafy na mączce jest przerażające dla rywalek. Po tym meczu te słowa mogły brzmieć już znacznie mniej humorystycznie.

    W pierwszym secie Pegula kompletnie nie radziła sobie z rotacją i tempem piłek posyłanych przez Polkę. Topspin Świątek sprawiał Amerykance ogromne problemy, a kolejne błędy rywalki tylko napędzały liderkę polskiego tenisa. Efekt był bezlitosny — 6:1 po zaledwie kilkudziesięciu minutach gry.

    Największe wrażenie robiło jednak to, że Świątek nie straciła koncentracji po tak pewnie wygranej partii. W poprzednich miesiącach zdarzało jej się obniżać poziom po mocnym początku meczu, ale tym razem wyglądała dojrzale i stabilnie mentalnie. Drugi set rozpoczęła od kolejnego przełamania i błyskawicznie objęła prowadzenie 2:0.

    Pegula była coraz bardziej bezradna. Coraz częściej mówiła do siebie, rozkładała ręce i irytowała się po prostych błędach. Nawet próby mobilizacji ze strony trenera Marka Knowlesa nie przynosiły efektów — Amerykanka momentami nawet nie spoglądała w stronę swojego boksu.

    Z kolei w sztabie Świątek panowała zupełnie inna atmosfera. Siedząc blisko boksu Polki, można było dokładnie obserwować zachowanie Francisco Roiga. Hiszpan jest znacznie bardziej ekspresyjny niż poprzedni trenerzy Igi. Żywo reaguje na przebieg akcji, często pokazuje gestami sposób zagrania czy rotację piłki, a Świątek regularnie szuka z nim kontaktu wzrokowego.

    To wyraźna zmiana. Wcześniej Polka najczęściej spoglądała w stronę Darii Abramowicz, szukając wsparcia mentalnego. Teraz coraz częściej wymienia spojrzenia właśnie z Roigiem, a ich komunikacja ma bardziej techniczny charakter. Widać, że tenisistka zaczyna coraz lepiej rozumieć filozofię pracy nowego szkoleniowca.

    Roig przez całe spotkanie bardzo żywiołowo reagował na dobre zagrania Świątek. Bił brawo, zachęcał do dalszej agresywnej gry i nieustannie wysyłał pozytywne sygnały. Często rozmawiał też z pozostałymi członkami sztabu — Tomaszem Moczekiem czy Maciejem Ryszczukiem. Sama Świątek przyznała zresztą niedawno w Rzymie, że od początku bardzo dobrze dogaduje się z Hiszpanem i szybko złapała z nim wspólny język.

    Na korcie przewaga Polki tylko rosła. Było już 4:0, potem 5:1 i stało się jasne, że Pegula nie będzie w stanie odwrócić losów spotkania. Ostatecznie Świątek wygrała 6:1, 6:2 w zaledwie 67 minut, awansując do pierwszego w tym sezonie półfinału turnieju WTA.

    To był występ imponujący nie tylko pod względem tenisowym, ale przede wszystkim mentalnym. Polka wytrzymała presję ćwierćfinału, nie dała się ponieść emocjom i od początku kontrolowała przebieg meczu. Z bliska naprawdę można było poczuć, jak pozytywna energia płynąca od Francisco Roiga zaczyna działać na Świątek. Coraz częściej przypomina zawodniczkę, która w poprzednich latach dominowała na kortach ziemnych.

    W półfinale turnieju w Rzymie Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Elina Switolina — Jelena Rybakina. Drugą parę półfinałową stworzą Sorana Cirstea i Coco Gauff.

  • Sabalenka wraca do swoich najgorszych zachowań. Za chwilę wszystko straci

    Sabalenka wraca do swoich najgorszych zachowań. Za chwilę wszystko straci

    Aryna Sabalenka jeszcze niedawno dominowała w kobiecym tourze i wydawało się, że nikt nie będzie w stanie zagrozić jej pozycji liderki rankingu WTA. Tymczasem po nieudanych występach w Madrycie i Rzymie wokół Białorusinki zaczęły pojawiać się coraz większe znaki zapytania. Po porażkach z niżej notowanymi rywalkami sama tenisistka tłumaczyła słabszą dyspozycję problemami zdrowotnymi i przeciążeniem organizmu. Lech Sidor patrzy jednak na sytuację zupełnie inaczej.

    – Mam wrażenie, że Sabalenka stała się własnym problemem – mówi ekspert Eurosportu i autor kanału Trzeci Serwis. Jego zdaniem w grze liderki światowego rankingu zniknęły cechy, które wcześniej wyniosły ją na szczyt: głód zwycięstw, koncentracja i nieustępliwość.

    Sidor przypomina, że gdy Sabalenka walczyła o pozycję numer jeden z Igą Świątek, prezentowała zupełnie inne podejście. – Wtedy była w niej ogromna determinacja. Widać było tenisową pasję i pełne skupienie na celu. Dziś proporcje mocno się zachwiały – ocenia.

    Ekspert zauważa, że przewaga Białorusinki nad rywalkami w rankingu WTA zaczyna topnieć w bardzo szybkim tempie. Coraz bliżej są zarówno Jelena Rybakina, jak i Iga Świątek czy Coco Gauff. – Jeszcze chwilę temu Sabalenka miała dużą przewagę i sprawiała wrażenie zawodniczki nie do zatrzymania. Teraz kolejne wpadki powodują, że inne tenisistki znów uwierzyły, że można ją dogonić – podkreśla.

    Zdaniem Sidora problem nie dotyczy wyłącznie samej gry. Coraz częściej zwraca się uwagę na życie poza kortem i medialny wizerunek liderki rankingu. – Za dużo jest wszystkiego wokół: imprez, sesji zdjęciowych, medialnego szumu. Widzimy fotografie z luksusowych wydarzeń, futra, prywatne loty. Mam wrażenie, że tenis przestał być absolutnym numerem jeden – mówi.

    Ekspert uważa również, że na korcie wróciły zachowania, które wcześniej Sabalenka próbowała wyeliminować. Chodzi przede wszystkim o nerwowe reakcje, obrażanie się po błędach i wyraźną frustrację. – Wygląda momentami tak, jakby nie dopuszczała do siebie myśli, że może przegrać z niżej notowaną rywalką. W meczu z Hailey Baptiste miałem wrażenie, że do końca nie wierzyła w możliwość porażki – tłumaczy.

    Sidor przyznaje, że spodziewał się reakcji po nieudanym występie w Madrycie. Liczył, że porażka podziała na Sabalenkę mobilizująco. – Myślałem, że w Rzymie zobaczymy zupełnie inną zawodniczkę, bardziej skupioną i sportowo rozdrażnioną. Tymczasem pojawił się ciąg dalszy teatralnych reakcji i pretensji – ocenia.

    Porównując zachowanie Białorusinki do dawnych mistrzów, ekspert przywołał Ivana Lendla. – Lendl był perfekcjonistą i potrafił się irytować nawet po drobnych błędach, ale za tym zawsze szła ogromna dyscyplina. U Sabalenki momentami wygląda to bardziej na strojenie fochów niż sportową złość – zaznacza.

    Na koniec Sidor nie ukrywa, że kolejne nieudane tygodnie mogą mieć dla liderki rankingu bardzo poważne konsekwencje. – Jeśli jeszcze jeden czy dwa turnieje jej nie wyjdą, może naprawdę odczuć presję. Pozycja numer jeden jest dla niej bardzo ważna i mocno ją podkreśla. Tyle że sam status nie wystarczy. Żeby utrzymać się na szczycie, musi wrócić do tej wersji siebie, która kiedyś goniła Świątek i zachwycała agresywnym, ale jednocześnie zdyscyplinowanym tenisem. Teraz mam wrażenie, że zrobiła się z niej trochę tenisowa królewna – podsumowuje ekspert.

  • Na ten wynik czekała Świątek. Gauff prowadziła z Andriejewą już 5:1 w trzecim secie

    Na ten wynik czekała Świątek. Gauff prowadziła z Andriejewą już 5:1 w trzecim secie

    Coco Gauff i Mirra Andriejewa stanęły naprzeciw siebie w ćwierćfinale Internazionali d’Italia, a stawką był nie tylko awans do półfinału turnieju w Rzymie. Wynik tego spotkania miał również ogromne znaczenie dla układu czołówki rankingu WTA przed losowaniem Roland Garros. Dla Igi Świątek szczególnie korzystny byłby triumf 19-letniej Rosjanki, bo zapewniłby Polce utrzymanie trzeciej pozycji na świecie. Kibice zgromadzeni na Campo Centrale dostali jednak widowisko pełne zwrotów akcji, emocji i trzysetowej walki zakończonej zwycięstwem Amerykanki.

    Już przed meczem wiadomo było, że Aryna Sabalenka przystąpi do French Open jako liderka rankingu, a Jelena Rybakina pozostanie numerem dwa. Pewna miejsca w czołowej czwórce była także Iga Świątek, co gwarantuje jej uniknięcie starcia z Sabalenką, Rybakiną lub Coco Gauff już na etapie ćwierćfinału w Paryżu. Wciąż jednak trwała walka o trzecią lokatę pomiędzy Świątek, Gauff i Jessicą Pegulą. Spośród nich tylko Coco mogła jeszcze wyprzedzić Polkę przed Roland Garros.

    Historia bezpośrednich pojedynków zdecydowanie przemawiała za Amerykanką. Gauff wygrała wszystkie cztery wcześniejsze mecze z Andriejewą, w tym trzy na kortach ziemnych. Rok wcześniej pokonała Rosjankę również w ćwierćfinale w Rzymie.

    Spotkanie rozpoczęło się nerwowo. Gauff już w pierwszej akcji popełniła podwójny błąd serwisowy, chwilę później podobny błąd przydarzył się Andriejewej. Obie utrzymały jednak swoje podania. Szybko inicjatywę przejęła Rosjanka, która przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 3:1. Przy stanie 15:40 w kolejnym gemie serwisowym Amerykanki wydawało się, że może odskoczyć jeszcze bardziej.

    Gauff zdołała jednak wyjść z opresji, a potem całkowicie odmieniła losy seta. Wygrała dziewięć kolejnych punktów i doprowadziła do remisu 3:3. Momentum ponownie zmieniło jednak właścicielkę. Andriejewa zaczęła grać odważniej, imponowała precyzją i szybko odzyskała kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Zdobyła przełamanie na 4:3, a chwilę później podwyższyła prowadzenie na 5:3.

    Choć Gauff utrzymała jeszcze własne podanie, nie była już w stanie odrobić strat. Andriejewa spokojnie zamknęła seta przy swoim serwisie i po 37 minutach wygrała pierwszą partię 6:4, prezentując tenis bardzo wysokiej jakości.

    Początek drugiego seta mógł jeszcze bardziej podbudować Rosjankę. Gauff prowadziła w swoim gemie 40:0, ale Andriejewa doprowadziła do break pointa. W kluczowym momencie Amerykanka jednak się przebudziła. Zaczęła poruszać się znacznie lepiej, grała agresywniej i coraz częściej spychała rywalkę do defensywy.

    Szczególne wrażenie zrobił fenomenalny bekhend Gauff po krosie, którym zakończyła jednego z gemów. Piłka idealnie zmieściła się przy linii, a Andriejewa mogła jedynie bezradnie odprowadzić ją wzrokiem. Coco szybko zbudowała przewagę 3:0 i tym razem nie oddała już kontroli nad setem.

    Poziom gry w tej partii był mniej stabilny niż w pierwszym secie, obie tenisistki popełniały sporo błędów. Rosjanka jeszcze dwukrotnie ratowała się ze stanu 0:30 przy własnym podaniu, ale za trzecim razem skapitulowała. Gauff wygrała drugiego seta 6:2 i doprowadziła do decydującej odsłony.

    Trzeci set rozpoczął się znakomicie dla Andriejewej, która szybko zdobyła przełamanie. Nie zdołała jednak potwierdzić przewagi. Gauff obroniła się w niezwykle efektowny sposób, co wywołało żywiołową reakcję jej matki na trybunach. Po chwili Amerykanka wyrównała na 1:1, a następnie sama przejęła inicjatywę.

    Gauff objęła prowadzenie 3:1 z przełamaniem, mimo że momentami popełniała bardzo kosztowne błędy przy serwisie. Jeden z jej podwójnych błędów był wręcz kuriozalny — piłka poleciała wysoko w trybuny, nawet nie dotykając kortu. Mimo tego Amerykanka utrzymała podanie i odskoczyła na 4:1.

    Kluczowy moment nastąpił chwilę później. Gauff po niezwykle widowiskowej wymianie, podczas której biegała praktycznie po całym korcie i rozpaczliwie broniła się przed atakami Rosjanki, zdobyła kolejne przełamanie. Prowadziła już 5:1 i wydawało się, że losy meczu są rozstrzygnięte.

    Andriejewa nie zamierzała jednak składać broni. Rosjanka obroniła piłkę meczową przy stanie 2:5, a następnie jeszcze jedną przy 3:5. Doprowadziła do niezwykle nerwowej końcówki i była o krok od wyrównania na 5:5. Gauff wytrzymała jednak presję. W najważniejszych momentach zachowała więcej spokoju i ostatecznie wygrała całe spotkanie 4:6, 6:2, 6:4.

    Dzięki temu zwycięstwu Coco Gauff nadal pozostaje w grze o trzecią pozycję w rankingu WTA. Aby wyprzedzić Igę Świątek przed Roland Garros, musi jednak wygrać cały turniej w Rzymie. Oznacza to konieczność pokonania najpierw Sorany Cirstei w półfinale, a później triumfu w finale. Dodatkowo Polka musiałaby przegrać swoje spotkanie z Jessicą Pegulą. Jeśli Świątek zwycięży w czwartek, zachowa trzecią lokatę bez względu na dalsze wyniki Gauff.