Author: newuser

  • To pierwszy taki mecz w karierze Świątek. “Przegrała i znokautowała”

    To pierwszy taki mecz w karierze Świątek. “Przegrała i znokautowała”

    Takiego spotkania Iga Świątek nie rozegrała jeszcze w całej swojej seniorskiej karierze. W trzeciej rundzie Australian Open Polka zaprezentowała prawdziwy tenisowy rollercoaster, pokonując Annę Kalinską 6:1, 1:6, 6:1. Najpierw całkowita dominacja, potem zaskakujący kryzys i wreszcie ponowny nokaut. A jakby tego było mało – o ćwierćfinał raszynianka zagra z rywalką, której nikt się na tym etapie nie spodziewał.

    Sobotnie starcie z Rosjanką miało wyjątkowo nietypowy przebieg. Świątek w pierwszym secie była niemal bezbłędna – wygrała go w zaledwie 24 minuty, oddając rywalce tylko jednego gema. Jednak w drugiej partii obraz gry zmienił się diametralnie. To Kalinska przejęła inicjatywę, a Polka nagle straciła rytm, zaczęła się spieszyć i popełniać proste błędy.

    Jak wynika z analizy wszystkich meczów Igi Świątek od początku jej występów w seniorskiej rywalizacji w 2019 roku, nigdy wcześniej nie zakończyła ona spotkania wynikiem 6:1, 1:6, 6:1. Tak skrajne różnice w poszczególnych setach zdarzają się w profesjonalnym tenisie niezwykle rzadko.

    – Pierwszy set wyglądał zdecydowanie lepiej niż wcześniejsze mecze Igi w tym turnieju, z Yue Yuan i Marie Bouzkovą. Od drugiej partii coś się jednak zacięło. Świątek grała nerwowo, spieszyła się, a jej reakcje – rozkładane ręce i spojrzenia w stronę sztabu na trybunach – mówiły wiele – analizował w komentarzu wideo dziennikarz Sport.pl Dominik Senkowski.

    Kluczowe okazało się jednak otwarcie decydującego seta. To wtedy Świątek błyskawicznie odskoczyła na 3:0, czym całkowicie podcięła skrzydła Kalinskiej. Rosjanka wyglądała na zrezygnowaną, a publiczność coraz wyraźniej okazywała niezadowolenie z tempa, w jakim uciekały jej kolejne punkty. Trzecia partia znów była popisem Polki – zakończonym wygraną 6:1 i pewnym awansem do czwartej rundy.

    W poniedziałek w Melbourne wiceliderka światowego rankingu miała zmierzyć się z Naomi Osaką, co zapowiadało się na jedno z największych wydarzeń turnieju. Do tego pojedynku jednak nie dojdzie. Japonka wycofała się tuż przed meczem z powodu kontuzji, a jej miejsce zajmie reprezentantka gospodarzy – Maddison Inglis.

    – Szkoda, że nie zobaczymy meczu Świątek – Osaka. Dwie byłe liderki rankingu, dziesięć tytułów wielkoszlemowych łącznie i dodatkowy smaczek w postaci trenerów, którzy jeszcze niedawno pracowali „po drugiej stronie”. Dla kobiecego tenisa byłoby to ogromne wydarzenie – podkreśla Senkowski.

    Rywalka Polki będzie jednak prawdziwą sensacją tej edycji Australian Open. Maddison Inglis zajmuje obecnie 168. miejsce w rankingu WTA, a najwyżej w karierze była notowana na 112. pozycji. Do turnieju głównego w Melbourne musiała przebijać się przez eliminacje, a awans do czwartej rundy to jej najlepszy wynik w historii startów wielkoszlemowych.

    Dotychczas tylko raz wygrała mecz w pierwszej rundzie turnieju tej rangi, a jej wcześniejszym maksimum była trzecia runda Australian Open cztery lata temu. Ze Świątek mierzyła się tylko raz – w lutym 2021 roku w Adelajdzie. Wówczas Polka nie pozostawiła złudzeń, zwyciężając 6:1, 6:3.

    Teraz obie spotkają się ponownie, a stawką będzie miejsce w ćwierćfinale wielkoszlemowego turnieju. Dla Inglis to życiowa szansa, dla Świątek – obowiązek potwierdzenia aspiracji do końcowego triumfu.

  • Hurkacz odpadł, a tu taka nowina. Jednak Polak zagra w ćwierćfinale Australian Open

    Hurkacz odpadł, a tu taka nowina. Jednak Polak zagra w ćwierćfinale Australian Open

    Czwartkowe wydarzenia na kortach Australian Open przyniosły polskim kibicom spore rozczarowanie w singlu mężczyzn. Hubert Hurkacz sensacyjnie odpadł już w drugiej rundzie, przegrywając z Ethanem Quinnem. Mimo tej niespodzianki biało-czerwoni nie zostali jednak bez pozytywnych emocji w męskiej rywalizacji. O awans do ćwierćfinału debla walczył bowiem bohater niedawnego United Cup – Jan Zieliński. Warszawianin po raz kolejny zaprezentował się znakomicie, a losy spotkania rozstrzygnęły się w zaledwie 68 minut.

    Tegoroczny Australian Open już teraz jest dla Jana Zielińskiego turniejem wyjątkowym. Wszystko za sprawą historycznego sukcesu w United Cup, gdzie wspólnie z Katarzyną Kawą pozostali niepokonani w pięciu meczach miksta i poprowadzili Polskę do pierwszego w dziejach triumfu w tych drużynowych rozgrywkach. Styczeń to dla Zielińskiego także nowy rozdział w deblu mężczyzn. Jego nowym partnerem został Brytyjczyk Luke Johnson. Przed przylotem do Melbourne duet miał okazję wystąpić tylko w jednym turnieju – imprezie rangi ATP 250 w Adelajdzie, gdzie wygrał mecz otwarcia, kończąc udział na drugiej rundzie.

    Po przenosinach do Melbourne Zieliński łączył start w deblu mężczyzn z rywalizacją w mikście, gdzie występował u boku Su-Wei Hsieh. Ten wątek zakończył się jednak szybko – obrońcy tytułu z Australian Open 2024 pożegnali się z turniejem już w pierwszej rundzie, przegrywając z parą Irina Chromaczowa/Christian Harrison 4:6, 6:7(5). Od tego momentu Polak mógł skupić się wyłącznie na grze podwójnej.

    W czwartek Zieliński i Johnson stanęli do walki o awans do ćwierćfinału debla. Ich rywalami byli Adam Pavlasek, były partner deblowy Polaka, oraz Australijczyk John-Patrick Smith. Spotkanie rozegrano na John Cain Arena, trzecim co do ważności obiekcie turnieju, co miało dodatkowe znaczenie ze względu na obecność miejscowego tenisisty.

    Od pierwszych piłek Zieliński i Johnson starali się przejąć inicjatywę. Rozpoczęli mecz od serwisu, wywierając presję na przeciwnikach. Już w drugim gemie mieli aż pięć break pointów, lecz nie zdołali ich wykorzystać. Kluczowy moment pierwszego seta nadszedł jednak w czwartym gemie, gdy rywale nie zdobyli ani jednego punktu przy własnym podaniu. Przełamanie okazało się decydujące – polsko-brytyjska para do końca partii pewnie kontrolowała sytuację i wygrała ją 6:3.

    Drugi set również szybko ułożył się po myśli Zielińskiego i Johnsona. Już w trzecim gemie wypracowali dwa break pointy i wykorzystali pierwszego z nich. Od tego momentu konsekwentnie zmierzali po zwycięstwo i awans do ćwierćfinału. Przy stanie 5:4 przypieczętowali sukces, a w dziesiątym gemie Jan Zieliński popisał się efektownym lobem, po którym nie krył radości, celebrując udane zagranie. Po 68 minutach rywalizacji mecz dobiegł końca – Polak i Brytyjczyk zwyciężyli 6:3, 6:4.

    W walce o półfinał Australian Open Zieliński i Johnson zmierzą się z jedną z najmocniejszych par turnieju: albo z duetem Marcelo Arevalo/Mate Pavić, albo z parą Austin Krajicek/Nikola Mektic.

  • Świątek kontra Inglis. Wszystko jasne ws. walki o ćwierćfinał AO. Znamy decyzję

    Świątek kontra Inglis. Wszystko jasne ws. walki o ćwierćfinał AO. Znamy decyzję

    Iga Świątek awansowała do 1/8 finału tegorocznego Australian Open po prawdziwym thrillerze w starciu z Anną Kalinską. W walce o miejsce w najlepszej „16” Polka musiała przejść przez spore turbulencje, ale ostatecznie wyszła z nich obronną ręką. Na tym etapie turnieju jej rywalką będzie nierozstawiona Maddison Inglis. Australijka skorzystała w poprzedniej rundzie na wycofaniu się z dalszej gry Naomi Osaki. Organizatorzy opublikowali już plan gier na poniedziałek w Melbourne – znamy dokładną godzinę meczu z udziałem liderki polskiej reprezentacji.

    Od początku rywalizacji w Melbourne Australian Open stawia przed Igą Świątek kolejne wyzwania. Raszynianka niemal w każdej rundzie zmuszona jest radzić sobie z momentami kryzysu. Podobny scenariusz miało jej spotkanie trzeciej rundy z Anną Kalinską. Polka rozpoczęła je znakomicie, wygrywając pierwszą partię 6:1, jednak w drugim secie inicjatywę przejęła rywalka i role na korcie całkowicie się odwróciły. O awansie do czwartej rundy decydował więc trzeci set, w którym ponownie dominowała Świątek. Ostatecznie zwyciężyła 6:1, 1:6, 6:1 i zameldowała się w najlepszej szesnastce turnieju.

    Układ drabinki zapowiadał w 1/8 finału hitowe starcie pomiędzy Igą Świątek a Naomi Osaką. Gdy obie tenisistki były o krok od bezpośredniej konfrontacji, plany pokrzyżowały problemy zdrowotne Japonki. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa wycofała się z turnieju na kilka godzin przed meczem trzeciej rundy z Maddison Inglis. W efekcie Australijka awansowała walkowerem i to ona zmierzy się z Polką w walce o awans do ćwierćfinału w Melbourne.

    Można powiedzieć, że 168. rakieta świata skorzystała na pechu rywalki z Azji. Jednocześnie Inglis zyskała cenny czas na regenerację, co może mieć znaczenie, biorąc pod uwagę jej dotychczasową drogę w turnieju. Australijka musiała bowiem przebijać się do głównej drabinki przez eliminacje, a z pięciu meczów rozegranych w Melbourne aż cztery kończyła w trzech setach. Dla 28-latki już sam awans do czwartej rundy Australian Open jest ogromnym sukcesem, a dodatkowe dni odpoczynku mogą wpłynąć na jej dyspozycję w starciu z liderką światowego rankingu.

    Organizatorzy Australian Open ogłosili już plan gier na poniedziałek. Mecz Igi Świątek z Maddison Inglis został wyznaczony jako pierwszy pojedynek sesji wieczornej na Rod Laver Arena. Oznacza to, że spotkanie powinno rozpocząć się tuż po godzinie 9:00 czasu polskiego. Po zakończeniu tej rywalizacji na głównym korcie zaprezentują się Novak Djoković oraz Jakub Menšík.

    Na Margaret Court Arena rozegrany zostanie natomiast mecz, który wyłoni potencjalną rywalkę dla zwyciężczyni pojedynku Świątek – Inglis. Jelena Rybakina zmierzy się tam z Elise Mertens. To spotkanie zaplanowano jako trzecie w kolejności od godziny 1:30 czasu polskiego, co oznacza, że wcześniej poznamy triumfatorkę kazachsko-belgijskiego starcia.

  • Sabalenka grała z Mboko o ćwierćfinał Australian Open. Koniec po dwóch setach

    Sabalenka grała z Mboko o ćwierćfinał Australian Open. Koniec po dwóch setach

    The second week of competition in the main draw of the Australian Open 2026 has begun, and the very first Sunday match on Rod Laver Arena immediately attracted plenty of attention. World No. 1 Aryna Sabalenka faced the highly promising Victoria Mboko, with a place in the quarterfinals of the Grand Slam tournament in Melbourne at stake. Although the opening stages suggested a one-sided affair, the match grew increasingly interesting as it progressed. The final outcome was decided after 86 minutes of play.

    Sabalenka had not dropped a single set either at the Australian Open 2026 or throughout the entire season. Her impressive streak nearly came to an end in the third round, however, when she faced Anastasia Potapova. The WTA rankings leader had to reach her highest level, as her opponent played boldly and forced tie-breaks in both sets. In the second set, Potapova even came back from 0–4, and in the decisive tie-break she held four set points. Ultimately, though, the tournament’s top seed kept her composure, winning 7–6(4), 7–6(7) and securing a place in the last 16.

    In the fourth round, the Belarusian met 19-year-old Victoria Mboko for the first time. The Canadian is considered one of the biggest revelations of recent months, having won the WTA 1000 tournament in Montreal last season. In Melbourne, she reached this stage after a hard-fought three-set victory over Clara Tauson. For Mboko, it was her first-ever encounter with the world No. 1. On paper, the matchup promised plenty of excitement, but initially the reality on court told a different story.

    Sabalenka opened the match on serve and was tested straight away. Mboko earned two break points thanks to spectacular returns—one down the line and one cross-court. The WTA leader managed to escape the danger and hold serve. The next games largely followed the servers’ lead until the fourth game, when the Canadian ran into serious trouble for the first time. Sabalenka capitalized ruthlessly, breaking her opponent to love, and soon after built a 3–1 lead.

    After the change of ends, Mboko’s situation became even more difficult. Serving at 40–15, she failed to close out the game, allowing Sabalenka back to deuce before the top seed struck with a decisive winner. Moments later, Sabalenka held a double-break advantage and comfortably closed out the opening set on her own serve, winning it 6–1 without dropping a single point.

    The second set began with continued dominance from Sabalenka. She broke Mboko to love once again and confirmed the advantage to go up 2–0. The Canadian finally halted a run of seven consecutive lost games in the third game, getting her name back on the scoreboard. It proved only a brief respite, however, as the tournament favorite quickly regained control and, after another break, led 4–1.

    Then came an unexpected twist. Sabalenka momentarily lost her focus, while Mboko visibly relaxed and raised her level. The Canadian recovered one break and then held serve from 0–30. For the first time in a while, the pressure shifted toward the world No. 1. Sabalenka responded in her trademark style, restoring a two-game cushion.

    The tension peaked in the tenth game. Sabalenka held two match points but failed to convert them. Moments later, Mboko earned break points and capitalized, leveling the score at 5–5. The 19-year-old gained momentum and guaranteed herself at least a tie-break. She even fought for another break in the twelfth game, but Sabalenka survived a series of deuces and forced the decisive breaker.

    The tie-break was a display of experience and authority from the world No. 1. Sabalenka played flawlessly, leaving her opponent with little chance. After 86 minutes, she sealed a 6–1, 7–6(1) victory and advanced to the quarterfinals of the Australian Open 2026, where she will face either Iva Jović or Yulia Putintseva.

  • Ewa Pajor wyszła na Real Madryt. To musiało się tak skończyć. Absolutny pokaz siły

    Ewa Pajor wyszła na Real Madryt. To musiało się tak skończyć. Absolutny pokaz siły

    W sobotnim finale Superpucharu Hiszpanii doszło do kolejnej odsłony wielkiego „El Clásico”. FC Barcelona zmierzyła się z Realem Madryt i – zgodnie z przewidywaniami – potwierdziła swoją dominację. Jedną z piłkarek, które miały poprowadzić „Dumę Katalonii” do triumfu, była Ewa Pajor. Choć reprezentantka Polski nie wpisała się na listę strzelczyń, i tak może świętować kolejne trofeum. Barcelona wygrała 2:0 i po raz kolejny udowodniła, że krajowy Superpuchar to jej absolutne królestwo. To, co „Blaugrana” prezentuje w tych rozgrywkach w ostatnich latach, jest wręcz demonstracją siły.

    Niespełna dwa tygodnie wcześniej męska drużyna FC Barcelony, prowadzona przez Hansiego Flicka, sięgnęła w Dżuddzie po Superpuchar Hiszpanii, pokonując w finale Real Madryt 3:2. Jedną z bramek dla katalońskiego zespołu zdobył wówczas Robert Lewandowski. Dokładnie 13 dni później kibice obu klubów znów mogli emocjonować się starciem Barcelony z Realem w walce o to samo trofeum – tym razem jednak w wydaniu kobiecym.

    Zdecydowanymi faworytkami tego pojedynku były zawodniczki Barcelony, które w poprzednim sezonie zdominowały krajowe rozgrywki, sięgając po mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Królowej oraz Superpuchar. Co więcej, „Barca” zdobywa to trofeum nieprzerwanie od sezonu 2021/2022 i także tym razem nie zamierzała oddać go rywalkom.

    Jedną z kluczowych postaci miała być Ewa Pajor. Zgodnie z zapowiedziami hiszpańskich mediów Polka wyszła w podstawowym składzie i pełniła rolę liderki ofensywy. Jej znaczenie było jeszcze większe ze względu na kontuzję Aitany Bonmatí, która nie mogła wystąpić w finale.

    Choć to Pajor miała przyciągać największą uwagę, bohaterką pierwszej połowy została Esmee Brugts. Holenderka najlepiej zachowała się przy rzucie rożnym w 28. minucie i precyzyjnym strzałem głową z bliskiej odległości otworzyła wynik spotkania.

    https://x.com/rfef/status/2015130369629024511?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2015130369629024511%7Ctwgr%5Eb97b5d9a439e572c656b38d065f2fe1effa44d2a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fla-liga%2Fnews-ewa-pajor-wyszla-na-real-madryt-to-musialo-sie-tak-skonczycnId22543159

    Przez długi czas wydawało się, że to trafienie przesądzi o losach tytułu. Barcelona kontrolowała przebieg gry, ale brakowało jej skuteczności w wykończeniu akcji. Przewaga „Dumy Katalonii” była jednak wyraźna, co doskonale odzwierciedlały statystyki – 18 strzałów Barcelony, z czego aż 12 celnych, wobec zaledwie 8 uderzeń Realu Madryt i tylko jednego strzału w światło bramki.

    Przełamanie nastąpiło dopiero w doliczonym czasie gry. W 93. minucie Alexia Putellas pewnie wykorzystała rzut karny, ustalając wynik meczu na 2:0 i przypieczętowując triumf Barcelony.

    https://x.com/rfef/status/2015151448477057099?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2015151448477057099%7Ctwgr%5Eb97b5d9a439e572c656b38d065f2fe1effa44d2a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fla-liga%2Fnews-ewa-pajor-wyszla-na-real-madryt-to-musialo-sie-tak-skonczycnId22543159

    Wraz z ostatnim gwizdkiem Ewa Pajor i jej koleżanki mogły unieść ręce w geście zwycięstwa, a następnie odebrać trofeum dla triumfatorek Superpucharu Hiszpanii. Puchar po raz piąty z rzędu trafił na Camp Nou, potwierdzając niepodważalną dominację FC Barcelony w tych rozgrywkach.

  • Fatalny zwrot akcji. Po meczu padł werdykt. “Iga nie jest tego świadoma”

    Fatalny zwrot akcji. Po meczu padł werdykt. “Iga nie jest tego świadoma”

    Sobotnie zwycięstwo Igi Świątek nad Anną Kalinską dało jej awans do kolejnej rundy Australian Open, jednak mimo końcowego sukcesu pojawiły się powody do niepokoju. Wszystko przez gwałtowny i trudny do wytłumaczenia zwrot akcji w drugim secie, w którym Polka zupełnie straciła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. To właśnie ten fragment spotkania stał się głównym tematem komentarzy ekspertów, w tym Tomasza Wolfkego, który w rozmowie z portalem „WP Sportowe Fakty” nie krył konsternacji.

    Początek meczu w trzeciej rundzie turnieju w Melbourne zapowiadał się dla Świątek wręcz idealnie. W pierwszym secie wiceliderka światowego rankingu dominowała od pierwszej piłki, oddając Kalinskiej zaledwie jednego gema. Jej gra była poukładana, konsekwentna i oparta na dobrze dobranej taktyce. Niewiele wskazywało na to, że obraz rywalizacji może się diametralnie zmienić.

    A jednak druga partia przyniosła całkowite odwrócenie ról. Tym razem to Świątek zatrzymała się na jednym wygranym gemie, a Rosjanka przejęła inicjatywę i narzuciła własne warunki. O losach awansu musiał więc rozstrzygnąć trzeci set, w którym ponownie zobaczyliśmy Polkę w znacznie lepszym wydaniu. Wynik znów był identyczny jak na początku meczu – 6:1 – lecz tym razem korzystny dla drugiej rakiety świata.

    Po spotkaniu Świątek nie ukrywała zadowolenia z końcowego rezultatu, jednocześnie przyznając, że mecz miał dwa zupełnie różne oblicza. – Były dwa zwroty akcji, ale szczerze mówiąc nie jestem zaskoczona, bo Anna potrafi grać świetnie. I właśnie to zrobiła w drugim secie. Może ja mogłam zacząć go bardziej intensywnie albo spróbować czegoś innego. Najważniejsze, że w trzecim secie to się udało – podsumowała Polka.

    Znacznie bardziej krytycznie na wydarzenia z drugiej partii spojrzał Tomasz Wolfke. Komentator Eurosportu przyznał wprost, że sam ma problem ze zrozumieniem, co dokładnie wydarzyło się na korcie. – Ja już nic nie rozumiem. Pewnie nie tylko ja. Wszystko rozstrzyga się w jej głowie. Mam wrażenie, że Iga sama do końca nie jest świadoma, co się stało. Trudno to logicznie wytłumaczyć – stwierdził ekspert.

    Wolfke zwrócił uwagę, że podobne załamania zdarzają się w kobiecym tenisie częściej niż w męskim, co zresztą sama Świątek zauważyła w jednej z pomeczowych wypowiedzi. – Wyniki w stylu 0:6 czy 1:6 nie są w WTA niczym nadzwyczajnym – dodał komentator.

    Zdaniem Wolfkego kluczowy moment drugiego seta nastąpił przy stanie 1:3. Wówczas gra Polki kompletnie się rozsypała. – Nagle przestała realizować założenia taktyczne. W pierwszym secie grała lżej, dokładniej, wszystko było pod kontrolą. Potem zaczęła uderzać z pełną siłą, piłki lądowały w autach albo Kalinska wykorzystywała tempo i przejmowała inicjatywę. Gdy coś nie idzie po myśli Igi, wygląda to tak, jakby wpadała w panikę – ocenił Wolfke, podkreślając, że problem ma przede wszystkim podłoże mentalne.

    Ekspert zaznaczył również, że jednym z mankamentów w grze Świątek bywa brak wyraźnego planu B – rozwiązania, które można wdrożyć, gdy podstawowa strategia przestaje działać. To właśnie w takich momentach Polka, jego zdaniem, traci płynność i pewność siebie.

    Mimo tych uwag Świątek może już skupić się na kolejnym wyzwaniu. W czwartej rundzie Australian Open zmierzy się – przynajmniej na papierze – z rywalką znacznie niżej notowaną. Jej przeciwniczką w walce o ćwierćfinał będzie reprezentantka gospodarzy Maddison Inglis, zajmująca 168. miejsce w rankingu WTA. To spotkanie powinno dać Polce szansę na spokojniejszy występ, choć wydarzenia z meczu z Kalinską pokazują, że w Melbourne nic nie można brać za pewnik.

  • Tak wygląda ranking WTA po szalonym meczu Świątek w Australian Open

    Tak wygląda ranking WTA po szalonym meczu Świątek w Australian Open

    Iga Świątek w trzeciej rundzie Australian Open zmierzyła się z rozstawioną Anną Kalinską i po trzysetowym pojedynku zameldowała się w kolejnej fazie turnieju. Mecz miał bardzo nierówny przebieg – Polka rozpoczęła go znakomicie, później na moment straciła kontrolę, by w decydującej partii znów całkowicie zdominować rywalkę. Zwycięstwo miało również konkretne przełożenie na jej pozycję w rankingu WTA Live.

    Wiceliderka światowego zestawienia bez straty seta przeszła przez dwie pierwsze rundy Australian Open, pokonując kolejno Yue Yuan oraz Marie Bouzkovą. Prawdziwy test przyszedł jednak dopiero w trzeciej rundzie, gdzie po drugiej stronie siatki stanęła Anna Kalinska – zawodniczka rozstawiona z numerem 31, znana z nieustępliwego stylu gry.

    Początek spotkania był popisem Świątek. Polka od pierwszych piłek narzuciła wysokie tempo, świetnie serwowała i bezlitośnie wykorzystywała błędy rywalki, szybko wygrywając pierwszego seta 6:1. W drugiej partii sytuacja odwróciła się niemal o 180 stopni. Kalinska przejęła inicjatywę, a 24-letnia raszynianka nie potrafiła znaleźć rytmu, co zakończyło się porażką 1:6. Decydujący set znów należał jednak do Igi – Polka uspokoiła grę, wróciła do swojej solidności i ponownie zwyciężyła 6:1, pieczętując awans do czwartej rundy.

    Wygrana z Kalinską oznacza dla Świątek dopisanie 110 punktów do dorobku w rankingu WTA Live. Polka wciąż zajmuje drugie miejsce, jednak jej strata do liderki Aryny Sabalenki pozostaje zbyt duża, by w Melbourne realnie myśleć o wyprzedzeniu Białorusinki. Jednocześnie przewaga Igi nad najgroźniejszymi rywalkami w walce o podium – Amandą Anisimovą i Coco Gauff – jest wyraźna.

    Ranking WTA Live po meczu Iga Świątek – Anna Kalinska:

    1. Aryna Sabalenka – 9930 pkt (maksymalnie 11 690 pkt w przypadku triumfu w AO)

    2. Iga Świątek – 7788 pkt (maks. 9548 pkt)

    3. Amanda Anisimova – 6490 pkt (maks. 8250 pkt)

    4. Coco Gauff – 6233 pkt (maks. 7993 pkt)

    5. Jelena Rybakina – 5740 pkt (maks. 7610 pkt)

    6. Jessica Pegula – 5563 pkt (maks. 7323 pkt)

    7. Mirra Andriejewa – 4731 pkt (maks. 6491 pkt)

    8. Jasmine Paolini – 4267 pkt

    9. Belinda Bencic – 3342 pkt

    10. Jekatierina Aleksandrowa – 2983 pkt
    …

    38. Magda Linette – 1277 pkt

    60. Magdalena Fręch – 1033 pkt

    W czwartej rundzie Australian Open Iga Świątek zmierzy się z kwalifikantką Maddison Inglis. Australijka awansowała dalej po wycofaniu się Naomi Osaki, która zrezygnowała z gry z powodu kontuzji mięśni brzucha.

  • Trener tak podsumował to, co zrobiła Świątek z Rosjanką. “Panika, amok”

    Trener tak podsumował to, co zrobiła Świątek z Rosjanką. “Panika, amok”

    „No czego tu więcej chcieć?” – pytał retorycznie były trener Igi Świątek, obserwując jej koncertową grę w pierwszym secie meczu z Anną Kalinską w trzeciej rundzie Australian Open. Polka wygrała tę partię 6:1 i nic nie zapowiadało dramatu. A jednak już kilkanaście minut później sama była kompletnie zdezorientowana. – Nie wiem, co się stało – mówiła po secie przegranym… również 1:6. Komentator Eurosportu skwitował to jednym słowem: „panika”. Na szczęście w decydującej odsłonie liderka polskiego tenisa odzyskała kontrolę i zwyciężyła 6:1, 1:6, 6:1.

    Ten mecz był osobliwy. A momentami wręcz niewytłumaczalny. Iga Świątek wsiadła na tenisową karuzelę, ale jakby zapomniała zapiąć pasów bezpieczeństwa. Przez chwilę balansowała na granicy wypadnięcia z gry, fundując kibicom emocje, o które nikt specjalnie nie prosił.

    Już po 24 minutach wiceliderka rankingu WTA prowadziła z 33. tenisistką świata 1:0 w setach. Pierwsza partia zakończyła się szybkim i efektownym 6:1, a Kalinska w jej trakcie leżała na korcie, korzystając z masażu pleców. W studiu Eurosportu Piotr Sierzputowski, komentujący spotkanie razem z Justyną Kostyrą, nie krył zachwytu.

    – Ona nawet nie próbuje grać maksymalnie mocno po pierwszym serwisie. Zwolniła, gra z rotacją, czego wcześniej praktycznie nie widzieliśmy. To jeden z tych elementów, o których mówiliśmy – poprawa gry. Iga ma narzędzia, tylko musi się do nich przekonać. Skoro ma taką przewagę, nie ma sensu grać na 100 procent w każdej piłce. Można zagrać spokojniej, wyjść do siatki, pomieszać serwisem. Return działa świetnie. No czego tu więcej chcieć? – analizował były szkoleniowiec Świątek.

    Pierwszy set wyglądał jak tenisowy ideał. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się komentarze, że to najlepszy występ Igi od finału zeszłorocznego Wimbledonu, w którym rozbiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. W loży trenerskiej z miejsc zrywali się Wim Fissette, Daria Abramowicz, Maciej Ryszczuk i Kacper Żuk. Po jednej z efektownych akcji psycholożka Świątek aż krzyknęła z radości, unosząc zaciśniętą pięść.

    Szczególnie zapadła w pamięć wymiana przy stanie 4:1 i 30:15 dla Igi przy serwisie Kalinskiej. Polka odważyła się wtedy na ofensywny slajs tuż przy siatce – zagranie kompletnie niekojarzone z jej stylem. Ale w pierwszym secie Świątek próbowała nowych rozwiązań i wszystko funkcjonowało perfekcyjnie. Do czasu.

    Nagle coś się załamało. W drugiej partii Polka zupełnie straciła rytm. – Bez pośpiechu, tak jak w pierwszym secie – apelował Sierzputowski, gdy Kalinska wyszła na 2:0. – Tego wcześniej nie było. Teraz jest coraz więcej błędów, i to nie minimalnych, tylko wyraźnych. Decyzje są gorsze, pojawia się presja wyniku – dodawał, gdy Rosjanka prowadziła już 3:1.

    – To są błędy z paniki. Takie, które mówią: „Nie wiem, co zrobić”. Przeciwniczka niczego szczególnego nie zmieniła – podkreślał były trener Igi, gdy set właściwie wymykał się spod kontroli.

    Po porażce 1:6 Świątek gestykulowała w stronę swojego sztabu. – Nie wiem, co się stało – rzuciła bezradnie. Trudno się z nią nie zgodzić. Zjazd formy był dramatyczny. W całym drugim secie Polka wygrała zaledwie 13 procent punktów po własnym serwisie. – Pierwszy raz w życiu widzę taką statystykę – przyznał Sierzputowski. I zaznaczał, że problem nie leżał wyłącznie w podaniu, lecz w tym, co działo się później – w wymianach.

    Dla porównania: w pierwszym secie Świątek wygrywała aż 75 procent punktów przy swoim serwisie. Spadek z 75 do 13 procent brzmi jak sportowa abstrakcja.

    – Iga musi wyjść z tego dziwnego amoku – mówił Sierzputowski przed decydującą partią. Skąd on się wziął?

    Jeszcze przed meczem Eurosport przytoczył wypowiedź Barbary Schett, byłej tenisistki, dziś cenionej ekspertki. – Styl Igi sprawia, że trudno jej utrzymać najwyższy poziom przez cały mecz. Gra bardzo agresywnie, często na zasadzie wszystko albo nic. Czasem wkłada w uderzenia za dużo siły, spieszy się, co prowadzi do błędów. Kluczem jest równowaga – kiedy zaatakować, a kiedy się wycofać. Często chce kończyć wymiany zbyt szybko. Widać też, że wprowadzanie nowych elementów nie przychodzi jej łatwo. To wymaga czasu i wiąże się z błędami. Ale każdy zawodnik musi się rozwijać – mówiła Schett, porównując Polkę do Novaka Djokovicia.

    Ta diagnoza idealnie pasowała do meczu z Kalinską. W pierwszym secie była harmonia, różnorodność i spokój. W drugim – pośpiech, frustracja i zapętlenie w błędach.

    Na szczęście w trzeciej partii Świątek znów pokazała klasę. Od pierwszych piłek przejęła inicjatywę i szybko odskoczyła rywalce. Po pół godzinie prowadziła 5:0 i było jasne, że tym razem kontroli już nie wypuści. Mecz zakończyła przy drugim meczbolu.

    Wynik 6:1, 1:6, 6:1 brzmi paradoksalnie, ale słowa Justyny Kostyry trafnie oddały przebieg spotkania. – Iga ten mecz przetrwała – stwierdziła komentatorka. – Pierwszy set był jednym z najlepszych w jej karierze. W drugim musiało wydarzyć się coś wewnętrznie, bo nagle kompletnie straciła kontrolę – podsumował Sierzputowski.

    Teraz przed Świątek czwarta runda Australian Open 2026 i pojedynek z Maddison Inglis – Australijką zajmującą dopiero 168. miejsce w rankingu WTA, która awansowała po wycofaniu się kontuzjowanej Naomi Osaki. Polka będzie zdecydowaną faworytką. Ale jej celem musi być nie tylko zwycięstwo, lecz także pełna kontrola emocji i koncentracji od pierwszej do ostatniej piłki.

    Jeśli Iga myśli o triumfie w Australian Open – jedynym wielkoszlemowym turnieju, którego jeszcze nie wygrała – takich huśtawek, jak w meczu z Kalinską, z pewnością będzie chciała uniknąć.

  • Cios dla Wiktorowskiego. Nagła rezygnacja. Nie będzie starcia ze Świątek w Melbourne

    Cios dla Wiktorowskiego. Nagła rezygnacja. Nie będzie starcia ze Świątek w Melbourne

    Już od losowania drabinki Australian Open wielu polskich kibiców z niecierpliwością wyczekiwało możliwego hitu z udziałem Igi Świątek i Naomi Osaki. Wizja starcia dwóch byłych liderkiń rankingu WTA rozpalała wyobraźnię fanów, tym bardziej że obie tenisistki bez większych problemów awansowały do trzeciej rundy turnieju. Do bezpośredniej konfrontacji brakowało zaledwie jednego zwycięstwa. Niespodziewanie z Melbourne napłynęły jednak bardzo przykre informacje. W sobotni poranek polskiego czasu ogłoszono, że podopieczna Tomasza Wiktorowskiego wycofuje się z rywalizacji.

    Naomi Osaka od początku zmagań w pierwszym tegorocznym Wielkim Szlemie zmagała się z problemami zdrowotnymi. Choć Japonka zdołała dotrzeć do trzeciej rundy, to już w meczu z Soraną Cîrsteą musiała skorzystać z przerwy medycznej. Wówczas interwencja lekarzy przyniosła pozytywny efekt, a czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa zdołała pokonać doświadczoną Rumunkę. Wydawało się, że wszystko zmierza w stronę długo wyczekiwanego pojedynku z Igą Świątek w czwartej rundzie. Los napisał jednak zupełnie inny scenariusz.

    W sobotni poranek Osaka przekazała kibicom za pośrednictwem mediów społecznościowych, że jej udział w turnieju właśnie dobiegł końca.
    „Podjęłam trudną decyzję o wycofaniu się, aby zająć się tym, czego po ostatnim meczu wymaga mój organizm. Byłam bardzo podekscytowana możliwością dalszej gry, a ten występ znaczył dla mnie naprawdę wiele, dlatego zatrzymanie się w tym momencie łamie mi serce. Nie mogę jednak ryzykować pogorszenia stanu zdrowia, jeśli chcę wrócić na kort” – napisała Japonka na Instagramie.

    Wycofanie Osaki oznacza, że wyczekiwany mecz ze Świątek pozostanie jedynie w sferze marzeń. W dalszej części komunikatu tenisistka podziękowała kibicom, zespołowi oraz organizatorom turnieju za okazane wsparcie i życzliwość. W trzeciej rundzie miała zmierzyć się z Maddison Inglis i na papierze była wyraźną faworytką starcia z reprezentantką gospodarzy. Tym razem na przeszkodzie stanęły jednak problemy zdrowotne, które od lat regularnie dają o sobie znać w jej karierze. Przypomnijmy, że w październiku 2025 roku Osaka wycofała się również z turnieju w Osace z powodu kontuzji lewej nogi.

    Przedwczesny koniec Australian Open to także spory cios dla Tomasza Wiktorowskiego. Polski szkoleniowiec z pewnością liczył na możliwość zmierzenia się swojej podopiecznej z Igą Świątek w czwartej rundzie turnieju. Na pierwsze starcie z byłą zawodniczką będzie jednak musiał jeszcze poczekać.

  • Przerwa medyczna Igi Świątek, teraz ujawniła ten kłopot. “Wina trenera”

    Przerwa medyczna Igi Świątek, teraz ujawniła ten kłopot. “Wina trenera”

    Po dwóch setach sobotniego spotkania czwartej rundy Australian Open kibice Igi Świątek mogli poczuć niepokój. Anna Kalinska doprowadziła do wyrównania, wygrywając drugą partię zdecydowanie i oddając Polce zaledwie jednego gema. Dodatkowo raszynianka poprosiła o przerwę medyczną, co tylko spotęgowało napięcie. Po meczu w rozmowie z Eurosportem wyjaśniła jednak, skąd wziął się problem, żartobliwie wskazując winnego – swojego trenera Wima Fissette’a.

    – Interesujący wynik meczu – tak rozmowę na korcie rozpoczęła Barbara Schett. Iga Świątek pokonała Annę Kalinską 6:1, 1:6, 6:1 i awansowała do czwartej rundy Australian Open. Spotkanie trwało godzinę i 41 minut, a jego przebieg był pełen wyraźnych zwrotów akcji. – W drugim secie trafiała piłki, których nie trafiała w pierwszym – przyznała wprost polska tenisistka, tłumacząc nagłą metamorfozę rywalki.

    Emocji nie zabrakło także w samej końcówce. Po ostatniej wymianie przez kilka sekund panowała niepewność – system Hawk-Eye nie wywołał autu po zagraniu Świątek. Obie zawodniczki spojrzały jeszcze na ekran z wizualizacją „close call”, ale szybko stało się jasne, że piłka była dobra. – Ja wierzę systemowi, nigdy nie miałam takiej piłki, która byłaby źle oceniona. Kilka lat temu, w czasie covidu, kiedy ten system jeszcze raczkował, zdarzały się błędy. Przyznaję, że to zagranie nie było piękne technicznie – zaznaczyła wiceliderka światowego rankingu.

    Jak się okazało, Świątek nie była w pełni świadoma turniejowych układanek – nie wiedziała, że w czwartej rundzie zmierzy się z Maddison Inglis ani że potencjalną rywalką na tym etapie mogła być Naomi Osaka.

    Już po meczu, w rozmowie z polskim Eurosportem, Polka szerzej przeanalizowała to, co wydarzyło się na korcie. – Czasami w damskim tenisie nie da się wszystkiego wytłumaczyć. Z jednej strony nie wiedziałam do końca, co się wydarzyło, a z drugiej w pewnym sensie mogłam się tego spodziewać. Anna gra bardzo ryzykownie i kiedy te piłki zaczynają jej wchodzić… Na pewno trochę obniżyłam poziom i dałam jej szansę, ale nie byłam w stanie jasno wskazać, gdzie dokładnie popełniam błędy – tłumaczyła.

    Świątek podkreśliła, że zna styl Kalinskiej z wcześniejszych pojedynków. – Grałam z nią już kilka razy i wiem, że potrafi mieć serie gemów, w których wszystko jej wychodzi, a potem nagle się to zmienia. Mam wrażenie, że dokładnie to zobaczyliśmy w tym meczu. Chciałam skupić się na sobie i być gotowa, by wykorzystać moment, gdy momentum znów przejdzie na moją stronę – zaznaczyła.

    Polka dodała też, że czuje się w Melbourne coraz lepiej, wyraźnie lepiej niż tuż po przylocie do Australii, co napawa ją optymizmem przed kolejnymi wyzwaniami.

    Nie zabrakło również pytania o przerwę medyczną między drugim a trzecim setem, spowodowaną problemami z odciskami na palcach. – To wina mojego trenera – zaśmiała się Świątek. – W okresie przygotowawczym testowaliśmy mniejszą rączkę w rakiecie. Ostatecznie i tak zostaliśmy przy tej samej, ale przez chwilę grałam rączką mniejszą o milimetr albo dwa i zrobiłam sobie dziurę w palcu. Już się wygoiła, ale czasami trzeba ją jeszcze zatejpować. Nawet przy krótkich paznokciach wbijam je sobie w palec. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak dziewczyny potrafią grać z tipsami – zakończyła z uśmiechem.