Author: newuser

  • Takich słów Osaki mało kto się spodziewał. Dopiero co wywołała burzę

    Takich słów Osaki mało kto się spodziewał. Dopiero co wywołała burzę

    Naomi Osaka podczas tegorocznego Australian Open przyciąga uwagę nie tylko wynikami, ale przede wszystkim nietuzinkowymi stylizacjami, w których pojawia się na korcie. Jej oryginalne kreacje – parasol, kapelusz z długim welonem czy spodnie przypominające spódnicę – wzbudzają zainteresowanie mediów na całym świecie. Dużo mniej zachwytu wywołuje natomiast jej postawa w trakcie meczów. Zastrzeżenia dotyczą nie tylko formy sportowej byłej liderki rankingu WTA, lecz także jej zachowania, na które po jednym ze spotkań zwróciła uwagę Sorana Cirstea.

    Japonka, trenowana przez Tomasza Wiktorowskiego, postanowiła dodać tenisowym kortom odrobinę mody i teatralności. Styl, którym się wyróżnia, stał się jednym z najczęściej komentowanych tematów pierwszych dni turnieju w Melbourne. Problem w tym, że gdy przychodzi do samej gry, Osaka nie imponuje już tak bardzo jak kiedyś. Dwukrotna triumfatorka Australian Open (2019 i 2021) z dużnym trudem przebrnęła przez dwie pierwsze rundy. Najpierw po trzysetowej batalii pokonała Chorwatkę Antonię Ruzic 6:3, 3:6, 6:4, a następnie w podobnym stylu uporała się z Rumunką Soraną Cirsteą, zwyciężając 6:3, 4:6, 6:2.

    Spotkanie z Cirsteą miało jednak nie tylko sportowy wymiar. W trzecim secie, przy stanie 4:2 i 30-30 z perspektywy serwującej Rumunki, doszło do nerwowej sytuacji. Cirstea zaczęła zgłaszać pretensje do sędzi, twierdząc, że okrzyki rywalki przed jej serwisem ją rozpraszają. Gra została na dłuższą chwilę przerwana, a atmosfera na korcie wyraźnie się zagęściła.

    Bezpośrednio po meczu Naomi Osaka nie okazywała szczególnego zrozumienia dla zarzutów rywalki. Jej komentarz, przytoczony przez portugalskiego dziennikarza Jose Morgado, wywołał spore poruszenie. – Była zła z powodu moich motywacyjnych okrzyków „come on”. Chyba to był jej ostatni Australian Open, więc pewnie dlatego była zdenerwowana. Mogła mi to powiedzieć w trakcie meczu – stwierdziła Japonka, co wielu odebrało jako lekceważące.

    Do sprawy wrócono jednak podczas pomeczowej konferencji prasowej. Osaka, mając więcej czasu na ochłonięcie, zaprezentowała zupełnie inne oblicze. – Chcę przeprosić. To, co powiedziałam na korcie, było lekceważące, a ja nie lubię w ten sposób traktować ludzi. To nie jest w moim stylu. Kiedy się dopinguję okrzykami, nie robię tego po to, by rozpraszać przeciwniczkę. Jeśli Sorana chciałaby ze mną o tym porozmawiać, jestem na to otwarta – przyznała była liderka rankingu WTA, pokazując klasę i dystans do własnych emocji.

    W trzeciej rundzie Australian Open Naomi Osaka zmierzy się z reprezentantką gospodarzy Maddison Inglis. Zwyciężczyni tego spotkania może w kolejnej fazie trafić na Igę Świątek, choć wcześniej liderka polskiego tenisa będzie musiała uporać się z Anną Kalinską.

  • Dwa dni do meczu a Świątek ogłasza coś takiego. “Nie wiem, czy możecie to usłyszeć”

    Dwa dni do meczu a Świątek ogłasza coś takiego. “Nie wiem, czy możecie to usłyszeć”

    W sobotę w Melbourne temperatura sięgnie ekstremalnych wartości – i nie będzie to jedyny czynnik, który może wpłynąć na przebieg meczu Igi Świątek w trzeciej rundzie Australian Open. Synoptycy zapowiadają nawet 40 stopni Celsjusza, a w takich warunkach każda dodatkowa niedyspozycja może okazać się kluczowa. Tymczasem wiceliderka światowego rankingu otwarcie przyznała, że zmaga się z problemami zdrowotnymi, które mogą odbić się na jej dyspozycji na korcie.

    Świątek zgodnie z planem zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju, choć początek rywalizacji nie był dla niej spacerem. W pierwszym meczu sporo nerwów napsuła jej Yue Yuan. Chińska kwalifikantka postawiła twarde warunki, a Polka musiała walczyć przez ponad dwie godziny, by zwyciężyć 7:6(5), 6:3. Dopiero końcówka spotkania przyniosła większą kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Znacznie spokojniejszy przebieg miało starcie drugiej rundy z Marie Bouzkovą. Czeszka, sklasyfikowana na 44. miejscu w rankingu WTA, nie była w stanie dotrzymać tempa Polce. Świątek oddała rywalce zaledwie pięć gemów i wygrała 6:2, 6:3, spędzając na korcie o około 40 minut mniej niż w poprzednim meczu. W kontekście jej aktualnej dyspozycji fizycznej taki oszczędny występ ma szczególne znaczenie.

    – Czułam się pewnie – podkreślała Świątek po spotkaniu z Bouzkovą. Na pomeczowej konferencji prasowej wróciła jednak do tematu przemęczenia, o którym coraz częściej mówią czołowi zawodnicy i zawodniczki touru. – Terminarz jest bardzo napakowany. Nie mamy czasu, by się całkowicie zresetować. To praktycznie niemożliwe. Mam wrażenie, że sezon nie ma ani początku, ani końca – przyznała, zapowiadając, że będzie szukała okazji do odpoczynku nawet w trakcie sezonu.

    Polka doceniła również styl gry swojej rywalki z drugiej rundy. – W pewnych momentach musiałam częściej podchodzić do siatki, bo Bouzkova świetnie broni i bardzo dużo biega. Trudno wtedy zagrać czystego winnera. Wiedzieliśmy w sztabie, że to może być kluczowe, dlatego skupiliśmy się na tym elemencie podczas treningów. Dzięki temu czułam się pewnie – tłumaczyła.

    Niepokój mogą jednak budzić słowa Świątek dotyczące jej zdrowia. – Nie wiem, czy to słychać, ale trochę się przeziębiłam. Chciałam zwalczyć chorobę i wrócić do dobrej dyspozycji, ale poza tym niewiele więcej mogłam zrobić – wyznała 24-latka.

    Te problemy mogą mieć istotny wpływ na jej sobotni mecz trzeciej rundy. Rywalką Świątek będzie Anna Kalinska, zajmująca 33. miejsce w rankingu WTA. Dodatkowym przeciwnikiem Polki będą jednak warunki atmosferyczne. Prognozy zapowiadają falę upałów, a temperatura w Melbourne może przekroczyć nawet 40 stopni Celsjusza. W połączeniu z niedawno przebytą chorobą będzie to dla wiceliderki światowego rankingu jeden z najtrudniejszych testów od początku turnieju.

  • Była 2:40 w nocy. Rosjanka oskarżała WTA ws. Świątek. Teraz bój o 1,1 mln

    Była 2:40 w nocy. Rosjanka oskarżała WTA ws. Świątek. Teraz bój o 1,1 mln

    Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy Australian Open, gdzie czekała już na nią Anna Kalinska. Choć ich wcześniejsze pojedynki nie należą do najliczniejszych, każdy z nich budził spore emocje. Szczególnie jeden mecz zapisał się w pamięci fanów – przed jego rozpoczęciem Rosjanka publicznie oskarżała WTA o faworyzowanie Polki, narzekając przy tym na powrót do domu o 2:40 w nocy. Teraz obie zawodniczki zmierzą się o znacznie wyższą stawkę: ponad milion złotych i cenne punkty rankingowe w wielkoszlemowej rywalizacji.

    Świątek dotarła do trzeciej rundy dzięki zwycięstwom nad kwalifikantką Yue Yuan oraz Czeszką Marie Bouzkovą, którą pokonała w czwartek w dwóch setach 6:2, 6:3. Już po tym triumfie było jasne, że w kolejnej rundzie zmierzy się z Anną Kalinską, która tego samego dnia pewnie ograła Austriaczkę Julię Grabher 6:3, 6:3. Zwyciężczyni tego starcia awansuje do 1/8 finału, a minimalna nagroda finansowa wynosi 480 000 dolarów australijskich, czyli ponad 1,1 mln zł.

    Dotychczas obie zawodniczki mierzyły się trzykrotnie. W ich pierwszym pojedynku w Dubaju w 2024 roku lepsza okazała się Anna Kalinska, eliminując Świątek w półfinale. Polka szybko jednak odrobiła straty w kolejnym sezonie w Ameryce Północnej – najpierw w Cincinnati, a potem podczas US Open. Szczególnie mecz w Ohio odbywał się w wyjątkowych okolicznościach, a frustracja Rosjanki wybuchła jeszcze przed jego rozpoczęciem z powodu układu terminarza.

    Do sytuacji doszło w sierpniu 2025 roku w ćwierćfinale turnieju w Cincinnati. Obie zawodniczki przystępowały do rywalizacji w zupełnie innych warunkach: Świątek miała za sobą zaledwie 2 godziny i 48 minut gry w poprzednich rundach, podczas gdy Kalinska spędziła na korcie ponad 6 godzin.

    To jednak nie był jedyny powód jej niezadowolenia. 27-latka była wściekła na – jej zdaniem – niesprawiedliwy układ kalendarza i publicznie narzekała, że po zwycięstwie nad Jekateriną Aleksandrową miała zbyt mało czasu na regenerację przed meczem z Polką. W mediach społecznościowych pisała:

    > „Jak WTA i organizatorzy turnieju mogą oczekiwać, że sportowcy dadzą z siebie wszystko, kiedy terminarz jest tak niesprawiedliwy? Po moim meczu z Aleksandrową wróciłam do domu o 2:40 w nocy i nie mogłam zasnąć do 4 rano. Trochę pospałam i przyjechałam na obiekt, żeby trenować, a potem dowiaduję się, że mam zaplanowany mecz następnego dnia o 11:00 rano.”

    Rosjanka dodała również:

    > „Jak organizatorzy turnieju i WTA mogą oczekiwać, że odzyskam siły i będę nieustannie dostosowywać swój rytm snu, który jest jednym z najważniejszych elementów regeneracji? Wydaje się to trochę jednostronne.”

    Sam mecz nie układał się jednak po myśli Kalinskiej, która zmagała się z problemami fizycznymi. W trzecim gemie poprosiła o przerwę medyczną z powodu bólu łydki. Po powrocie na kort kontynuowała grę z obandażowaną nogą, ale nie mogła być zadowolona z końcowego wyniku – Świątek zwyciężyła 5:3, 6:4, a cztery dni później sięgnęła po tytuł.

  • A jednak, oto co stało się w Australii. Atak choroby. Świątek obwieszcza

    A jednak, oto co stało się w Australii. Atak choroby. Świątek obwieszcza

    Iga Świątek konsekwentnie realizuje swój plan podczas tegorocznego Australian Open. W drugiej rundzie turniejowej drabinki liderka polskiego tenisa zmierzyła się z Czeszką Marie Bouzkovą i od pierwszych piłek było jasne, kto rozdaje karty. Wiceliderka rankingu WTA wygrała 6:2, 6:3, kontrolując przebieg spotkania i pewnie meldując się w trzeciej rundzie. Po meczu Polka pojawiła się zarówno w rozmowie na korcie, jak i na konferencji prasowej, gdzie padło zaskakujące wyznanie dotyczące jej zdrowia.

    Dla Igi Świątek tegoroczny Australian Open ma wyjątkowe znaczenie – to kolejny krok w stronę skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema. Turniej w Melbourne rozpoczęła od starcia z kwalifikantką Yue Yuan, która postawiła jej trudne warunki i doprowadziła nawet do tie-breaka w pierwszym secie. Na dłuższym dystansie różnica klas była jednak widoczna, a Polka zamknęła mecz w dwóch partiach.

    W drugiej rundzie na jej drodze stanęła Marie Bouzková. Czeszka tylko momentami była w stanie zagrozić faworytce. Najwięcej emocji przyniósł drugi set, gdy Bouzková objęła prowadzenie 3:1. Reakcja Świątek była jednak błyskawiczna i bezwzględna – pięć wygranych gemów z rzędu zakończyło rywalizację i przypieczętowało awans Polki do kolejnej fazy. Tam jej rywalką będzie Rosjanka Anna Kalinska.

    – Czułam się dziś naprawdę dobrze na korcie. Byłam zdecydowanie bardziej swobodna niż w pierwszej rundzie i chciałam od początku grać odważnie – mówiła Świątek tuż po spotkaniu. – Warunki nie były łatwe. Na trybunach może nie było tego aż tak czuć, ale na korcie wiało bardzo mocno i musiałam się do tego dostosować. Dlatego jestem zadowolona ze swojego występu – podkreślała.

    Po meczu głos zabrała również Andrea Petković, która zapytała Polkę o to, jak spędza wolny czas podczas pobytu w Australii. – Każdy dzień jest dniem plażowym – odpowiedziała z uśmiechem Świątek. – To sprawia mi ogromną przyjemność. Po prostu cieszę się Australią. Mam tylko nadzieję, że wiatr w końcu się uspokoi, bo nawet na plaży bardzo wieje. Wczoraj jednak sporo pracowałam, żeby zachować balans – dodała.

    Ten temat powrócił później na konferencji prasowej, ale w zupełnie innym kontekście. Wówczas Iga Świątek zaskoczyła dziennikarzy szczerym wyznaniem dotyczącym swojego samopoczucia. – W ostatnich dniach skupiałam się głównie na treningach. Byłam też… nie wiem, czy to słychać… trochę chora – powiedziała, a lekka chrypka w głosie tylko potwierdzała jej słowa. – Chciałam po prostu wrócić do dobrej formy, dlatego nie robiłam zbyt wiele poza tym. Szczerze mówiąc, nie byłam w stanie – dodała.

    Jedna z dziennikarek dopytała, czy w takich sytuacjach Polka ratuje się herbatą. – W domu tak, ale tutaj musiałabym iść do sklepu, więc odpuściłam – odpowiedziała z uśmiechem Świątek. – Ale herbatę bardzo lubię – zakończyła.

    Mimo drobnych problemów zdrowotnych forma Igi Świątek w Melbourne wygląda obiecująco, a kolejne mecze pokażą, jak daleko Polka jest w stanie zajść w walce o triumf na australijskich kortach.

  • Sceny po meczu Świątek, nagle pokazali trybuny. A Wiktorowski świętuje

    Sceny po meczu Świątek, nagle pokazali trybuny. A Wiktorowski świętuje

    Iga Świątek w błyskawicznym stylu zameldowała się w trzeciej rundzie Australian Open. Polka ponownie nie straciła ani jednego seta i może spokojnie przygotowywać się do kolejnego występu w Melbourne. Tuż po zejściu raszynianki z kortu uwagę kibiców przykuło jednak inne wydarzenie. Na obiekcie rozpoczął się mecz Naomi Osaki, zawodniczki prowadzonej przez Tomasza Wiktorowskiego. Japonka sprawiła, że o jej występie zrobiło się głośno jeszcze przed pierwszym uderzeniem piłki. W pewnym momencie realizator transmisji skierował kamery na trybuny — a to, co tam zobaczono, było absolutnie wyjątkowe.

    Tegoroczny Australian Open obfituje w nietypowe i zaskakujące sceny. Choćby w środowym spotkaniu Świątek z Marie Bouzkovą doszło do kuriozalnej sytuacji pod siatką, gdy Polka omal nie została przypadkowo trafiona przez Czeszkę. Rywalka przegrała wymianę, lecz nie potrafiła pogodzić się z werdyktem i ruszyła z pretensjami do sędziego. Dzień wcześniej z kolei nad kortami w Melbourne pojawił się deszcz, który wymusił przerwanie meczu Magdaleny Fręch.

    Jeszcze wcześniej kibiców zachwyciła jednak Naomi Osaka — nie tyle samą grą, co odważnym i bardzo nietypowym pomysłem tuż przed meczem pierwszej rundy. Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego zaprezentowała się w cyjanowo-białej tunice, białych spodniach oraz kapeluszu z efektownym trenem z tiulu. Stylizację uzupełniał specjalnie dobrany parasol. Internet natychmiast oszalał na punkcie Japonki, a komentatorzy zastanawiali się, czy tenisistka zdecyduje się na podobny pokaz również przy kolejnej okazji.

    Odpowiedź przyszła w czwartkowy poranek polskiego czasu. Osaka ponownie postanowiła przyciągnąć uwagę jeszcze przed rozpoczęciem spotkania — tym razem przygotowani byli już nie tylko obserwatorzy w sieci, ale i kibice na trybunach. Wśród widzów pojawiły się fanki Japonki ubrane w welony i dodatki nawiązujące do jej wcześniejszej stylizacji. Kamery szybko wychwyciły ten szczegół.
    „Niektórzy fani na widowni mają na sobie welony pasujące do jej odważnego wyglądu z poprzedniego wieczoru. Naomi, co ty zaczęłaś?” — napisał popularny profil „The Tennis Letter” w serwisie X. „Naomi Osaka zapoczątkowała modowy trend w Melbourne” — dodało z kolei „TNT Sports”.

    Wokół zawodniczki prowadzonej przez Tomasza Wiktorowskiego zapanowało prawdziwe szaleństwo — i nic nie wskazuje na to, by miało szybko wygasnąć. Japonka nie kończy bowiem swojej przygody w Melbourne. W czwartkowym meczu w trzech setach pokonała Soranę Cîrsteę. Choć w trakcie spotkania potrzebowała przerwy medycznej, ostatecznie to ona mogła cieszyć się z kolejnego zwycięstwa na australijskich kortach.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2014258098811404488?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2014258098811404488%7Ctwgr%5E121d57fec3a06eeb284a984c208f2f607e7ffa18%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Faustralian-open%2Fnews-sceny-po-meczu-swiatek-nagle-pokazali-trybuny-a-wiktorowskinId22542287

  • Skarga na Świątek na Australian Open. Kuriozalna akcja, jest reakcja Polki

    Skarga na Świątek na Australian Open. Kuriozalna akcja, jest reakcja Polki

    Podczas spotkania drugiej rundy Australian Open pomiędzy Igą Świątek a Marie Bouzkovą doszło do jednej z najbardziej nietypowych i komentowanych akcji tegorocznego turnieju. W pewnym momencie Polka zagrała piłkę w taki sposób, że ta – ku zaskoczeniu wszystkich – po odbiciu się po stronie rywalki nabrała niezwykłej rotacji i bez jakiejkolwiek ingerencji Czeszki… wróciła z powrotem na kort zajmowany przez Świątek. Bouzkova próbowała jeszcze ratować sytuację, lecz bezskutecznie. Chwilę później zgłosiła pretensje do sędziego, jednak jej protest niczego nie zmienił. Po meczu do całego zdarzenia odniosła się również sama wiceliderka światowego rankingu.

    Iga Świątek ma już za sobą dwie udane rundy w Melbourne. W pierwszym meczu pokonała Chinkę Yue Yuan 7:6(5), 6:3, a następnie w zdecydowanym stylu uporała się z Marie Bouzkovą, zwyciężając 6:2, 6:3. Kolejną rywalką Polki będzie Rosjanka Anna Kalinska. Ich pojedynek zaplanowano na sobotę, 24 stycznia, choć dokładna godzina rozpoczęcia spotkania nie została jeszcze podana. Tymczasem echa pojedynku z Czeszką wciąż są żywe, a wszystko za sprawą jednej, wyjątkowo kuriozalnej wymiany.

    Do zdarzenia doszło w siódmym gemie pierwszego seta, przy prowadzeniu Świątek 4:2. Polka zagrała piłkę tuż nad siatką, a ta po odbiciu się po stronie Bouzkovej, dzięki ogromnej rotacji, wróciła na stronę kortu zajmowaną przez Igę. Obie tenisistki znajdowały się wówczas bardzo blisko siatki. Bouzková, nie chcąc odpuścić, spróbowała jeszcze dotknąć piłki, lecz przy tej próbie zahaczyła o siatkę. Zgodnie z przepisami punkt został przyznany Świątek, co wywołało wyraźne niezadowolenie po stronie Czeszki.

    Bouzkova natychmiast zgłosiła swoje zastrzeżenia sędziemu, argumentując, że zachowanie Polki miało ją zdekoncentrować, a wręcz przestraszyć w decydującym momencie. Po analizie sytuacji przy użyciu powtórek wideo arbiter nie miał jednak żadnych wątpliwości i nie przychylił się do protestu tenisistki z Czech. Jej tłumaczenia nie przekonały również komentatorów Eurosportu. „Nie, nie postraszyła jej. To była dziwna sytuacja, ale Bouzkova nie mogła być wystraszona. Po prostu spanikowała” – usłyszeli widzowie podczas transmisji.

    Do głośnej akcji odniosła się także sama Iga Świątek. Już po zakończeniu meczu, gdy emocje nieco opadły, Polka opublikowała w mediach społecznościowych dwie relacje. Najpierw udostępniła zdjęcie dokumentujące moment kuriozalnej wymiany, opatrując je roześmianą emotikoną. Chwilę później pokazała kilka ujęć, na których widać jej reakcję tuż po zdarzeniu. Całość skwitowała żartobliwym podpisem: „Pokerowa mina”, pokazując tym samym duży dystans do całej sytuacji i potwierdzając, że potrafi zachować luz nawet w najbardziej niecodziennych momentach wielkoszlemowej rywalizacji.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/2014231383535751548?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2014231383535751548%7Ctwgr%5E80771f5b8926368ece192c02d73afb0832ef5f37%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-skarga-na-swiatek-na-australian-open-kuriozalna-akcja-jest-rnId22542225

  • Czesi przemówili po triumfie Świątek. Jasny przekaz zaraz po meczu na Australian Open

    Czesi przemówili po triumfie Świątek. Jasny przekaz zaraz po meczu na Australian Open

    Iga Świątek bez większych komplikacji awansowała do trzeciej rundy Australian Open. W środowy poranek wiceliderka światowego rankingu WTA pokonała Marie Bouzkovą 6:2, 6:3, potwierdzając swoją wysoką dyspozycję na kortach w Melbourne. Choć w drugim secie Czeszka na moment postawiła się faworytce i objęła prowadzenie 3:1, Polka szybko odzyskała kontrolę nad meczem i nie pozwoliła rywalce na sprawienie niespodzianki. Tuż po zakończeniu spotkania czeskie media krótko, lecz wymownie oceniły występ obu tenisistek.

    W drugiej rundzie turnieju los skojarzył Świątek z Bouzkovą, aktualnie 44. rakietą świata. Zdecydowaną faworytką była Polka i już od pierwszych piłek pokazała, dlaczego zajmuje drugie miejsce w rankingu WTA. Pierwszy set przebiegał pod jej pełną kontrolą – Raszynianka była wyraźnie szybsza, bardziej dynamiczna i skuteczniejsza w ofensywie. Jej mocne, przyspieszane uderzenia sprawiały Czeszce ogromne problemy, a ta zdołała ugrać w tej partii jedynie dwa gemy. Wszystko wskazywało na to, że również druga odsłona szybko zakończy się jednostronnym rozstrzygnięciem.

    Scenariusz na moment się jednak zmienił. Bouzkova, mimo przegranego pierwszego gema drugiego seta, zaczęła grać odważniej. Najpierw wyrównała przy własnym podaniu, a chwilę później sensacyjnie przełamała Świątek. Po chwili dołożyła gema serwisowego i objęła prowadzenie 3:1. W tym fragmencie meczu Czeszka imponowała walecznością i znakomitą defensywą, wyciągając trudne piłki i skutecznie utrudniając Polce kończenie akcji winnerami.

    Z perspektywy kibiców Igi sytuacja mogła wyglądać nieco niepokojąco, ale liderka polskiego tenisa zareagowała w najlepszy możliwy sposób. Od stanu 1:3 Świątek podkręciła tempo, poprawiła skuteczność przy returnie i przejęła inicjatywę. Efekt był jednoznaczny – od tego momentu wygrała wszystkie kolejne gemy i zamknęła spotkanie wynikiem 6:3. Cały mecz trwał godzinę i 19 minut.

    Po ostatniej piłce Polka nie ukrywała sportowej pewności siebie. – Wiem, że to może zabrzmieć nieskromnie, ale po zdobyciu tylu tytułów trudno jest być w pełni zadowolonym po jednym zwycięstwie. Teraz najbardziej cieszę się po wygraniu całego turnieju – mówiła na gorąco prosto z kortu.

    Występ obu zawodniczek uważnie obserwowali także czescy dziennikarze. Na łamach portali sport.cz oraz isport.blesk.cz podkreślano waleczność Bouzkovej, ale jednocześnie jasno zaznaczano różnicę klas. „Marie Bouzkova nie poprawiła swojego najlepszego wyniku w Australian Open i po raz kolejny zakończyła udział na drugiej rundzie. Choć walczyła jak lwica i wielokrotnie popisywała się swoją znakomitą obroną, Iga Świątek była poza jej zasięgiem” – napisano.

    Z kolei tenisovysvet.cz skupił się na faktach i statystykach. „Marie Bouzkova (44.) nie sprawiła niespodzianki w drugiej rundzie Australian Open. Przegrała z faworyzowaną Polką Igą Świątek (2.) w godzinę i 19 minut 2:6, 3:6” – czytamy. Podkreślono również, że w pierwszym secie Czeszka trzykrotnie straciła podanie, a w drugim, mimo prowadzenia 3:1, od tego momentu punkty zdobywała już wyłącznie Świątek, która zanotowała aż 31 uderzeń kończących przy zaledwie trzech po stronie rywalki.

    Dla Igi Świątek był to kolejny pewny krok w stronę dalszej fazy turnieju i wyraźny sygnał dla rywalek, że w Melbourne ponownie celuje w najwyższe cele.

  • Czeszka ruszyła do Świątek, sędzia musiał interweniować. Zawrzało w Melbourne

    Czeszka ruszyła do Świątek, sędzia musiał interweniować. Zawrzało w Melbourne

    Iga Świątek nie pozostawiła Marie Bouzkovej złudzeń w pierwszym secie meczu drugiej rundy Australian Open. Polka była bezwzględna i potrzebowała niespełna 40 minut, by wygrać partię 6:2. Choć wynik jasno wskazywał dominację wiceliderki rankingu WTA, na korcie w Melbourne nie zabrakło emocji. W pewnym momencie zrobiło się nawet nerwowo – wszystko przez kuriozalną sytuację, po której interweniować musiał sędzia Damien Dumusois. Czeszka miała sporo pretensji do Świątek, a nagranie z tej akcji błyskawicznie obiegło media społecznościowe.

    Po trudnym starcie turnieju i kłopotach z Yue Yuan w pierwszej rundzie, Świątek przystępowała do pojedynku z Bouzkovą w roli zdecydowanej faworytki. Różnica w rankingu – aż 42 miejsca – oraz fakt, że Czeszka nigdy wcześniej nie pokonała Polki, tylko to potwierdzały. Od pierwszych piłek raszynianka zaznaczyła swoją przewagę.

    Mecz rozpoczął się od przełamania serwisu Bouzkovej i szybkiego prowadzenia Świątek 2:0. Chwilę później Polka niespodziewanie straciła jednak własne podanie i zrobiło się 2:1. Był to jedynie moment dekoncentracji – kolejne gemy należały już do niej. Przy stanie 4:1 kontrolowała wydarzenia na korcie, a presja wyraźnie przeniosła się na rywalkę.

    Najwięcej emocji przyniósł siódmy gem. Po dłuższej wymianie obie tenisistki ruszyły do siatki. Piłka zagrana przez Świątek zachowała się w niezwykły sposób – po odbiciu od kortu nabrała takiej rotacji, że zaczęła wracać na stronę Polki. Bouzkova nie zamierzała jednak odpuszczać i pobiegła do siatki, próbując jeszcze ratować sytuację, choć było jasne, że jest na straconej pozycji.

    Cała scena wyglądała dość komicznie. Świątek szykowała się do uderzenia, po czym zrezygnowała i próbowała uniknąć ewentualnego trafienia piłką zagraną przez rywalkę. Ostatecznie punkt przyznano Polce, ale Czeszka natychmiast ruszyła z pretensjami. Sędzia Damien Dumusois musiał wkroczyć do akcji i po chwili ogłosił decyzję – Bouzkova po swoim zagraniu dotknęła siatki, więc punkt należał się Świątek.

    44. rakieta świata próbowała jeszcze tłumaczyć, że została „postraszona” zachowaniem Polki, co wpłynęło na jej reakcję. Arbiter pozostał jednak nieugięty. Komentatorzy Eurosportu określili całe zajście mianem najdziwniejszej akcji tegorocznego Australian Open, a nagranie w mgnieniu oka rozprzestrzeniło się w mediach społecznościowych.

    Zamieszanie nie wybiło Świątek z rytmu. Polka spokojnie domknęła seta, wygrywając 6:2 w niespełna 40 minut i zrobiła wyraźny krok w stronę awansu do trzeciej rundy wielkoszlemowego turnieju w Melbourne.

  • Koniec dla “zmory” Świątek. Nagły zwrot akcji. Eliminacja z połówki Polki w Melbourne

    Koniec dla “zmory” Świątek. Nagły zwrot akcji. Eliminacja z połówki Polki w Melbourne

    Rywalizacja w drugiej rundzie singla Australian Open powoli dobiega końca. Zanim na korcie miała zameldować się Iga Świątek, uwagę kibiców przyciągnął mecz rozegrany na jednym z bocznych kortów, w którym wystąpiła Jelena Ostapenko. Łotyszka, od lat uznawana za prawdziwą „zmorę” raszynianki, widniała w drabince jako potencjalna rywalka Polki w półfinale turnieju w Melbourne. Już wiadomo jednak, że do takiego starcia nie dojdzie. Ostapenko pożegnała się z Australian Open po wyjątkowo bolesnym zwrocie akcji.

    Mistrzyni Roland Garros z 2017 roku jest jedyną tenisistką w czołówce, która może pochwalić się perfekcyjnym bilansem spotkań z Igą Świątek. Łotyszka wygrała wszystkie sześć bezpośrednich pojedynków z liderką polskiego tenisa. Czwartkowe losowanie sprawiło, że obie zawodniczki trafiły do dolnej połówki drabinki i teoretycznie mogły zmierzyć się ze sobą najwcześniej w półfinale. Warunek był jeden – każda z nich musiała odnieść po pięć zwycięstw w drodze do tego etapu.

    Pierwszą rundę zarówno Świątek, jak i Ostapenko przeszły bez najmniejszych problemów. Polka pewnie pokonała Yue Yuan, natomiast Łotyszka nie straciła seta w starciu z Rebeccą Sramkovą. W drugiej rundzie obie walczyły już o awans do 1/16 finału. Jako pierwsza na kort wyszła Ostapenko, która zajmując 24. miejsce w rankingu WTA, zmierzyła się z notowaną na 46. pozycji Xinyu Wang.

    Chinka miała już w tym sezonie na koncie cenne zwycięstwo – w okresie przygotowawczym pokonała Igę Świątek. Rówieśniczka Polki bardzo solidnie rozpoczęła nowy rok, docierając do finału turnieju WTA 250 w Auckland. Później odpadła w drugiej rundzie zawodów w Hobart po porażce z Magdą Linette, by następnie przenieść się do Melbourne. W pierwszym meczu Australian Open bez straty seta wyeliminowała Anhelinę Kalininę, co dało jej przepustkę do starcia z Ostapenko.

    Choć początek pojedynku absolutnie nie zapowiadał sensacji, to z biegiem czasu obraz gry uległ diametralnej zmianie. Ostatecznie to Xinyu Wang zeszła z kortu jako zwyciężczyni, eliminując jedną z najbardziej niewygodnych rywalek Igi Świątek i przekreślając możliwość ich półfinałowego starcia w Melbourne.

    (more…)

  • Cały świat zobaczył Ukrainkę na Australian Open. “Co ona ma na twarzy?”

    Cały świat zobaczył Ukrainkę na Australian Open. “Co ona ma na twarzy?”

    Jeszcze niedawno nazwisko Oleksandry Olijnikowej znane było wyłącznie najbardziej zagorzałym znawcom kobiecego tenisa. Tegoroczny Australian Open sprawił jednak, że o Ukraince zrobiło się głośno na całym świecie. Najpierw zaskoczyła postawą w meczu z obrończynią tytułu Madison Keys, a chwilę później wywołała prawdziwą burzę swoimi ostrymi wypowiedziami na temat Rosjan. Jakby tego było mało, ogromne emocje i dyskusje wzbudził również jej nietypowy… wygląd.

    Jeszcze rok temu Olijnikowa balansowała na obrzeżach trzeciej setki rankingu WTA. Dziś mówi się o niej niemal wszędzie. Co prawda Ukrainka pożegnała się z Australian Open już w pierwszej rundzie, ale początek spotkania z Madison Keys był w jej wykonaniu wręcz sensacyjny. Zajmująca 92. miejsce w rankingu tenisistka szybko objęła prowadzenie 4:0 z triumfatorką turnieju sprzed roku. Ostatecznie przegrała 6:7 (6), 1:6, jednak zdążyła przykuć uwagę kibiców i ekspertów. I to nie tylko samą grą.

    Ogromne poruszenie wywołał bowiem jej wizerunek. Olijnikowa wyraźnie wyróżnia się na tle rywalek. Duże tatuaże na szyi i ramieniu oraz twarz pokryta kolorowymi kropkami sprawiły, że media społecznościowe dosłownie zapłonęły. Internauci nie kryli zdziwienia i konsternacji. „Niech ktoś mi powie, że to tylko makijaż”, „Dlaczego Olijnikowa wygląda jak meksykański gangster?”, „To są tatuaże czy coś innego?” – pytali użytkownicy platformy X, nie mogąc dojść do porozumienia.

    W końcu sama zawodniczka postanowiła rozwiać wszelkie wątpliwości. Jak wyjaśniła w rozmowie z australijskim portalem news.com.au, kropki na twarzy nie są trwałymi tatuażami. – To tatuaże tymczasowe. Po meczu zmywam je olejkiem oczyszczającym – przyznała.

    Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Olijnikowa zdradziła, że wszystko zaczęło się podczas US Open. – Byłam na zakupach i zobaczyłam taki tatuaż na twarzy. Pomyślałam, że to coś ciekawego. Potem zaczęłam sama je robić i zmieniać wzory. Bawiłam się gwiazdkami, serduszkami, a teraz mam kwiaty. To po prostu część mojego stylu – tłumaczyła. Jak dodała, wszystko jest przemyślane. – Zauważyliście, że to pasowało do stroju i kortu? Niebieska sukienka, niebieskie kwiaty, niebieski kort – podkreślała z uśmiechem.

    O Ukraince zrobiło się jednak głośno nie tylko z powodu jej oryginalnego image’u. Podczas Australian Open Olijnikowa pojawiła się na jednej z konferencji prasowych w koszulce z mocnym przesłaniem: „Potrzebuję waszej pomocy, aby chronić ukraińskie dzieci i kobiety, ale nie mogę o tym tutaj mówić”. Ten gest wywołał duże poruszenie i szeroką dyskusję w mediach.

    Na tym jednak nie koniec. Tenisistka udzieliła również głośnego wywiadu, w którym wprost domagała się dyskwalifikacji zawodników z Rosji i Białorusi, w tym liderki rankingu Aryny Sabalenki. – Wierzę, że ci sportowcy powinni zostać wykluczeni z imprez sportowych – stwierdziła bez ogródek.

    Oleksandra Olijnikowa w krótkim czasie stała się jedną z najbardziej wyrazistych postaci kobiecego tenisa. Jej gra, odważne poglądy i nietypowy styl sprawiły, że obok jej nazwiska nie da się przejść obojętnie.