Po dwóch setach sobotniego spotkania czwartej rundy Australian Open kibice Igi Świątek mogli poczuć niepokój. Anna Kalinska doprowadziła do wyrównania, wygrywając drugą partię zdecydowanie i oddając Polce zaledwie jednego gema. Dodatkowo raszynianka poprosiła o przerwę medyczną, co tylko spotęgowało napięcie. Po meczu w rozmowie z Eurosportem wyjaśniła jednak, skąd wziął się problem, żartobliwie wskazując winnego – swojego trenera Wima Fissette’a.
– Interesujący wynik meczu – tak rozmowę na korcie rozpoczęła Barbara Schett. Iga Świątek pokonała Annę Kalinską 6:1, 1:6, 6:1 i awansowała do czwartej rundy Australian Open. Spotkanie trwało godzinę i 41 minut, a jego przebieg był pełen wyraźnych zwrotów akcji. – W drugim secie trafiała piłki, których nie trafiała w pierwszym – przyznała wprost polska tenisistka, tłumacząc nagłą metamorfozę rywalki.
Emocji nie zabrakło także w samej końcówce. Po ostatniej wymianie przez kilka sekund panowała niepewność – system Hawk-Eye nie wywołał autu po zagraniu Świątek. Obie zawodniczki spojrzały jeszcze na ekran z wizualizacją „close call”, ale szybko stało się jasne, że piłka była dobra. – Ja wierzę systemowi, nigdy nie miałam takiej piłki, która byłaby źle oceniona. Kilka lat temu, w czasie covidu, kiedy ten system jeszcze raczkował, zdarzały się błędy. Przyznaję, że to zagranie nie było piękne technicznie – zaznaczyła wiceliderka światowego rankingu.
Jak się okazało, Świątek nie była w pełni świadoma turniejowych układanek – nie wiedziała, że w czwartej rundzie zmierzy się z Maddison Inglis ani że potencjalną rywalką na tym etapie mogła być Naomi Osaka.
Już po meczu, w rozmowie z polskim Eurosportem, Polka szerzej przeanalizowała to, co wydarzyło się na korcie. – Czasami w damskim tenisie nie da się wszystkiego wytłumaczyć. Z jednej strony nie wiedziałam do końca, co się wydarzyło, a z drugiej w pewnym sensie mogłam się tego spodziewać. Anna gra bardzo ryzykownie i kiedy te piłki zaczynają jej wchodzić… Na pewno trochę obniżyłam poziom i dałam jej szansę, ale nie byłam w stanie jasno wskazać, gdzie dokładnie popełniam błędy – tłumaczyła.
Świątek podkreśliła, że zna styl Kalinskiej z wcześniejszych pojedynków. – Grałam z nią już kilka razy i wiem, że potrafi mieć serie gemów, w których wszystko jej wychodzi, a potem nagle się to zmienia. Mam wrażenie, że dokładnie to zobaczyliśmy w tym meczu. Chciałam skupić się na sobie i być gotowa, by wykorzystać moment, gdy momentum znów przejdzie na moją stronę – zaznaczyła.
Polka dodała też, że czuje się w Melbourne coraz lepiej, wyraźnie lepiej niż tuż po przylocie do Australii, co napawa ją optymizmem przed kolejnymi wyzwaniami.
Nie zabrakło również pytania o przerwę medyczną między drugim a trzecim setem, spowodowaną problemami z odciskami na palcach. – To wina mojego trenera – zaśmiała się Świątek. – W okresie przygotowawczym testowaliśmy mniejszą rączkę w rakiecie. Ostatecznie i tak zostaliśmy przy tej samej, ale przez chwilę grałam rączką mniejszą o milimetr albo dwa i zrobiłam sobie dziurę w palcu. Już się wygoiła, ale czasami trzeba ją jeszcze zatejpować. Nawet przy krótkich paznokciach wbijam je sobie w palec. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak dziewczyny potrafią grać z tipsami – zakończyła z uśmiechem.

Leave a Reply