Author: newuser

  • Takiego meczu nie było od 11 lat. Świątek kontra Linette. “Wisi kilka znaków zapytania”

    Takiego meczu nie było od 11 lat. Świątek kontra Linette. “Wisi kilka znaków zapytania”

    W trzeciej rundzie wielkoszlemowego Roland Garros w Paryżu kibice będą świadkami wyjątkowego wydarzenia — polskiego pojedynku w singlu kobiet pomiędzy Igą Świątek a Magdą Linette. Taki mecz w turnieju tej rangi nie zdarzył się od jedenastu lat. Choć zdecydowaną faworytką pozostaje czterokrotna mistrzyni paryskiej imprezy, Wojciech Fibak w rozmowie z Interią Sport podkreśla, że wokół tego starcia pojawia się kilka istotnych znaków zapytania.

    W połowie marca Magda Linette sprawiła dużą niespodziankę, pokonując Igę Świątek podczas turnieju w Miami 1:6, 7:5, 6:3. Tamta porażka okazała się przełomowa dla sztabu najlepszej polskiej tenisistki. Niedługo później zakończyła ona współpracę z Wimem Fissettem i rozpoczęła pracę z Hiszpanem Francisco Roigiem.

    Od momentu zmiany trenera Świątek rozegrała jedenaście spotkań, z których wygrała osiem. Trzy razy schodziła z kortu pokonana, choć jedna z porażek była efektem kreczowania po problemach zdrowotnych w Madrycie.

    Fibak zwraca uwagę, że mimo upływu kilku tygodni nie widać jeszcze wyraźnych zmian w stylu gry byłej liderki rankingu WTA.

    — Wszyscy pytają o nowe elementy w grze Igi, ale ja ich nadal nie dostrzegam. Tak samo było jeszcze za czasów współpracy z belgijskim trenerem. Oczywiście rola szkoleniowca jest bardzo ważna pod względem mentalnym i organizacyjnym, jednak trudno całkowicie zmieniać tenis zawodniczki, która od lat należy do światowej czołówki. Iga potrafi praktycznie wszystko. Można pewne rzeczy poprawiać czy dopracowywać, ale radykalne zmiany byłyby ryzykowne. Uważam jednak, że Francisco Roig był bardzo dobrym wyborem, bo Świątek potrzebowała przede wszystkim odzyskać stabilność — ocenił były wybitny tenisista.

    Fibak tym razem śledzi Roland Garros z dala od paryskich kortów, ponieważ niedawno przeszedł operację kolana.

    Starcie Świątek z Linette będzie historyczne dla polskiego tenisa. Ostatni raz dwie Polki spotkały się w Wielkim Szlemie w 2015 roku podczas US Open. Wówczas Agnieszka Radwańska pokonała Magdę Linette 6:3, 6:2 w drugiej rundzie nowojorskiego turnieju. Co ciekawe, dziś Radwańska współpracuje właśnie z Linette jako trenerka. Rundę wcześniej poznanianka wyeliminowała z kolei Urszulę Radwańską.

    Nigdy wcześniej Polki nie mierzyły się ze sobą w trzeciej rundzie kobiecego turnieju wielkoszlemowego. W rywalizacji mężczyzn jedynym takim polskim pojedynkiem pozostaje ćwierćfinał Wimbledonu z 2013 roku, gdy Jerzy Janowicz pokonał Łukasza Kubota.

    Magda Linette podkreśla, że zamierza postawić swojej rodaczce trudne warunki.

    — Zawsze wychodzę na kort z nastawieniem, by utrudnić rywalce grę. Iga tutaj czuje się znakomicie, ale ja również jestem w dobrej dyspozycji i chcę podejść do tego meczu bez presji. Spróbuję wszystkiego, żeby maksymalnie uprzykrzyć jej życie na korcie — zapowiedziała po zwycięstwie nad Jeleną Ostapenko.

    Z kolei Świątek zwróciła uwagę na charakterystyczny styl gry swojej przeciwniczki.

    — Magda jest bardzo solidną zawodniczką, która dobrze wybiera momenty do przyspieszenia gry. Gra dość płasko i potrafi uderzać bardzo precyzyjnie. Zobaczę jeszcze dokładniej, jak prezentuje się tutaj na mączce i odpowiednio przygotuję się do tego spotkania — powiedziała.

    Wojciech Fibak uważa, że choć Świątek pozostaje wyraźną faworytką, mecz wcale nie musi być jednostronny.

    — To świetna wiadomość dla polskiego tenisa, że doczekaliśmy się takiego pojedynku w Wielkim Szlemie. Już teraz wiadomo, że jedna z naszych zawodniczek zamelduje się w czwartej rundzie. W nietypowej sytuacji znajdzie się też Agnieszka Radwańska, która przecież od lat mocno wspiera Igę, a teraz pracuje z Magdą — zauważył.

    Były finalista debla Roland Garros zaznacza jednak, że forma Świątek nadal nie jest całkowicie stabilna.

    — Iga wygląda ostatnio lepiej, ale turnieje w Madrycie i Rzymie pokazały, że wciąż zdarzają jej się momenty nerwowości i braku regularności. Pewne sytuacje podczas meczu nadal potrafią wytrącić ją z równowagi. Linette dzięki swoim płaskim, szybkim uderzeniom granym blisko linii może sprawić jej sporo problemów. Na pewno nie jest bez szans — ocenił Fibak.

    Warto przypomnieć, że Wojciech Fibak pozostaje najbardziej utytułowanym polskim tenisistą pod względem liczby zwycięstw odniesionych na kortach Roland Garros. W singlu wygrał tam aż 25 spotkań. Wśród mężczyzn najbliżej jego osiągnięcia znajduje się Hubert Hurkacz z dziesięcioma triumfami.

    W przypadku kobiet imponującym bilansem może pochwalić się Iga Świątek. Polka odniosła już w Paryżu 42 zwycięstwa i przegrała jedynie trzy mecze, budując pozycję jednej z największych gwiazd współczesnego Roland Garros.

  • Chwalińska zachwyca, jej pierwszy trener wyjaśnia tajemnice sukcesu. “Rywalki sobie nie radzą”

    Chwalińska zachwyca, jej pierwszy trener wyjaśnia tajemnice sukcesu. “Rywalki sobie nie radzą”

    Maja Chwalińska zachwyca podczas tegorocznego Roland Garros i coraz śmielej puka do światowej czołówki. Polska tenisistka przebrnęła przez eliminacje niczym burza, a następnie w imponującym stylu awansowała do trzeciej rundy French Open. Najpierw pewnie pokonała swoją pierwszą rywalkę 6:4, 6:0, a później równie efektownie rozprawiła się z Elise Mertens. Jej były trener, Paweł Kałuża, nie kryje dumy z rozwoju swojej podopiecznej, choć jednocześnie studzi emocje związane z przewidywaniem jej przyszłości.

    – Nie chcę zgadywać, czy będzie pierwsza, dziesiąta czy trzydziesta na świecie. Najważniejsze, żeby stale się rozwijała. Nigdy nie wierzyłem w gwałtowne skoki, tylko w konsekwentne budowanie kariery krok po kroku. I właśnie tak Maja dochodziła do obecnego miejsca – podkreśla w rozmowie z Interią szkoleniowiec, który prowadził ją przez wiele lat.

    Kałuża przyznaje, że z ogromną satysfakcją obserwuje występy Chwalińskiej w Paryżu. Szczególne wrażenie robi na nim nie tylko fakt pokonywania wyżej notowanych przeciwniczek, ale przede wszystkim sposób, w jaki Polka to robi.

    – Czuję wielką dumę. Patrząc na jej formę i na to, jak radzi sobie z zawodniczkami ze światowej czołówki, naprawdę trudno się nie cieszyć – mówi trener.

    Według niego sukcesy Chwalińskiej nie są przypadkiem ani nagłym wybuchem formy. To efekt wielu lat systematycznej pracy i doświadczeń zbieranych podczas kolejnych turniejów.

    – Każdy występ, nawet ten mniej udany, był dla niej lekcją. Rozwijała się jako zawodniczka i jako człowiek. Ten sezon jest bardzo dobry, ale mam wrażenie, że ona jeszcze nie pokazała wszystkiego, na co ją stać – zaznacza.

    Eksperci często zwracają uwagę, że Chwalińska nie imponuje warunkami fizycznymi, ale nadrabia to innymi atutami. Jej pierwszy trener uważa jednak, że temat wzrostu jest przesadnie eksponowany.

    – Mam wrażenie, że komentatorzy częściej mówią o jej warunkach niż sama Maja o tym myśli. W historii tenisa było wiele zawodniczek o podobnym wzroście. Sam wzrost nie daje miejsca w czołówce. Maja wyróżnia się kreatywnością i różnorodnością gry. Oczywiście musi być świetnie przygotowana fizycznie, a ogromną rolę odgrywa też psychika – tłumaczy.

    Zdaniem Kałuży zwycięstwo nad Elise Mertens było dla Polki ogromnym impulsem mentalnym. Belgijka, notowana znacznie wyżej w rankingu, została wręcz zdominowana, szczególnie w drugim secie zakończonym wynikiem 6:0.

    – Zawodniczki z topu wciąż nie znają dobrze Mai. Nawet jeśli analizują jej mecze, to na korcie wszystko wygląda inaczej. Gra bardzo niewygodny tenis. Zmienia tempo, rotacje, wysokość piłki, potrafi zagrać skrót, slajsa czy nagle przyspieszyć. Dla rywalek to ogromny problem. Mertens kompletnie sobie z tym nie radziła – ocenia trener.

    Jak podkreśla, taki styl gry nie wziął się znikąd. Nad wszechstronnością Chwalińskiej pracowano od najmłodszych lat. Kałuża przypomina, że tenisistka trafiła do niego już jako siedmiolatka podczas programu Talentiady Tenisowej w Dąbrowie Górniczej.

    – Od początku stawialiśmy na różnorodność. Były zajęcia ogólnorozwojowe, ćwiczenia sprawnościowe i mnóstwo pracy nad techniką. Uczyliśmy się różnych zagrań, zmieniania tempa i rotacji. Nie chodziło tylko o forehand i backhand, ale też o voleje, smecze, skróty czy loby. To były prawdziwe tenisowe szachy – wspomina.

    Szkoleniowiec zdradza również, że liczył na to, iż Chwalińska urośnie nieco bardziej, ale mimo braku imponujących warunków fizycznych jej techniczny arsenał pozwolił jej skutecznie rywalizować z najlepszymi.

    Awans do czołowej setki rankingu WTA może być dla Polki bardzo ważnym momentem kariery. Dzięki temu łatwiej będzie jej dostawać się do największych turniejów bez konieczności gry w eliminacjach.

    – To otwiera przed nią ogromne możliwości. Uniknie kwalifikacji do US Open i Australian Open, a to ma wielkie znaczenie. Będzie też częściej pojawiać się w największych turniejach i transmisjach telewizyjnych. Już teraz ma wielu kibiców, a ich liczba na pewno wzrośnie. Pojawi się też większe zainteresowanie sponsorów, co w zawodowym sporcie jest bardzo ważne – tłumaczy.

    Choć wielu kibiców zaczyna marzyć o wielkiej karierze Chwalińskiej, jej były trener pozostaje ostrożny w prognozach.

    – Zawsze mierzyliśmy wysoko, ale dziś najważniejsze jest zdrowie. Jeśli będzie zdrowa i nadal tak ciężko pracowała, może zajść naprawdę daleko. Mecze z najlepszymi zawodniczkami świata tylko przyspieszają jej rozwój. Nie chcę jednak wyrokować, jakie miejsce osiągnie w rankingu. Najważniejsze, by nadal spokojnie się wspinała i rozwijała krok po kroku – podsumowuje Kałuża.

  • Definitywny koniec. Wycofanie Polki z Roland Garros. Potwierdziły się obawy

    Definitywny koniec. Wycofanie Polki z Roland Garros. Potwierdziły się obawy

    Tegoroczny Roland Garros układa się wyjątkowo pomyślnie dla polskich tenisistek. Aż trzy reprezentantki naszego kraju zameldowały się w trzeciej rundzie wielkoszlemowego turnieju w Paryżu. Do Igi Świątek i Magdy Linette dołączyła w czwartek również Maja Chwalińska. Blisko awansu była także Magdalena Fręch, jednak jej sytuację skomplikowały problemy zdrowotne. Teraz napłynęły już oficjalne informacje dotyczące dalszych losów łodzianki w stolicy Francji.

    W drugiej rundzie singla kobiet Roland Garros 2026 oglądaliśmy cztery Polki. Trzy z nich wywalczyły przepustkę do kolejnego etapu. Jako pierwsza awans zapewniła sobie Iga Świątek, która pokonała rywalkę 6:2, 6:3. Chwilę później okazało się, że w 1/16 finału dojdzie do polskiego pojedynku, ponieważ Magda Linette wyeliminowała Jelenę Ostapenko. Tym samym Łotyszka nie stanie przed szansą rozegrania siódmego meczu przeciwko raszyniance, z którą dotąd miała perfekcyjny bilans 6-0. W piątek o godzinie 12:00 kibice zobaczą za to kolejne starcie Świątek z Linette. Liderka polskiego tenisa spróbuje zrewanżować się za niespodziewaną porażkę z Miami.

    Świetne wiadomości napłynęły także z meczu Mai Chwalińskiej. Polka, która przebrnęła przez trzy rundy kwalifikacji i debiutuje w głównej drabince Roland Garros, kontynuuje znakomitą passę. Po zwycięstwie nad Qinwen Zheng, tym razem odprawiła Elise Mertens, wygrywając 6:4, 6:0. Dzięki temu po raz pierwszy w karierze awansowała do 1/16 finału turnieju wielkoszlemowego i jednocześnie zagwarantowała sobie miejsce w czołowej setce rankingu WTA. W sobotę powalczy o ćwierćfinał z Marią Sakkari.

    Jedyną Polką, która pożegnała się z rywalizacją singlową już w drugiej rundzie, została Magdalena Fręch. W spotkaniu z Jil Teichmann prowadziła już 5:3 i miała trzy piłki setowe, ale nie zdołała wykorzystać swojej szansy. Szwajcarka odwróciła losy seta, a następnie zwyciężyła cały mecz 7:5, 6:4. Mimo porażki Fręch wciąż mogła liczyć na występ w deblu, gdzie zgłosiła się do turnieju razem z Anną Bondar.

    Po meczu okazało się jednak, że reprezentantka Polski zmaga się z urazem. Podczas rozmowy z mediami przyznała, że problemy zdrowotne pojawiły się już w trakcie rozgrzewki. Badanie USG wykazało naciągnięcie mięśni brzucha, a sama tenisistka przyznała, że prawdopodobnie nie powinna była kontynuować gry po pierwszym secie. Fręch zdradziła, że ból nasilał się z każdym kolejnym gemem, a adrenalina nie była w stanie całkowicie go zagłuszyć.

    Już wtedy można było przypuszczać, że Polka zdecyduje się wycofać z rywalizacji deblowej, by skupić się na leczeniu i przygotowaniach do sezonu na kortach trawiastych. W czwartek wszystko stało się jasne. Nazwiska Magdaleny Fręch i Anny Bondar zniknęły z turniejowej drabinki, co potwierdziło ich wycofanie z zawodów. Tym samym udział polskiej tenisistki w Roland Garros 2026 dobiegł końca.

    W miejsce polsko-węgierskiego duetu do turnieju weszły Nicole Fossa Huergo i Tamara Korpatsch. Argentynka i Niemka wykorzystały swoją szansę, pokonując w pierwszej rundzie parę Ołeksandra Olijnykowa/Panna Udvardy 5:7, 6:4, 6:1.

  • Francuzi ogłosili ws. Złotej Piłki. Ewa Pajor już to wie. Może odliczać

    Francuzi ogłosili ws. Złotej Piłki. Ewa Pajor już to wie. Może odliczać

    Ewa Pajor i Alexia Putellas są obecnie wymieniane w gronie głównych faworytek do zdobycia kobiecej Złotej Piłki. W czwartek francuski dziennik „L’Equipe” przekazał nowe informacje dotyczące tegorocznej gali wręczenia prestiżowych nagród. Dla polskiej napastniczki to szczególnie istotna wiadomość, bo coraz więcej wskazuje na to, że jesienią może odegrać jedną z głównych ról. Co ciekawe, uroczystość po raz pierwszy od lat nie odbędzie się w Paryżu.

    „L’Equipe”, należące do tej samej grupy medialnej co magazyn „France Football”, odpowiedzialny za organizację plebiscytu, ujawniło termin i lokalizację gali podsumowującej sezon 2025/26. W porównaniu z poprzednim rokiem wprowadzono dwie istotne zmiany. Przede wszystkim ceremonia została przesunięta z września na październik — wcześniejszy termin miał być jedynie wyjątkiem wynikającym z napiętego kalendarza piłkarskiego. Tegoroczna gala została zaplanowana na poniedziałek, 26 października.

    Jeszcze większe zaskoczenie budzi jednak miejsce wydarzenia. Tym razem gala Złotej Piłki odbędzie się nie w stolicy Francji, lecz w Londynie. Organizatorzy chcą w ten sposób uczcić 70. rocznicę triumfu Stanleya Matthewsa, pierwszego laureata plebiscytu. Anglik odbierał nagrodę jako zawodnik Blackpool FC, dlatego wybór brytyjskiej stolicy ma symboliczny charakter.

    Jak podkreślono, ma to być decyzja jednorazowa i związana właśnie z jubileuszem, choć coraz częściej pojawiają się głosy, że gala o tak globalnym znaczeniu mogłaby w przyszłości częściej zmieniać lokalizację. Przypomniano również, że w latach 2010–2015 ceremonia odbywała się w Zurychu, gdy Złota Piłka była połączona z nagrodami FIFA.

    Na razie organizatorzy nie ogłosili dokładnej godziny rozpoczęcia wydarzenia. Najbardziej prawdopodobny wydaje się jednak start około godziny 21:00 czasu polskiego. Jeśli jednak gospodarze zdecydują się zachować tradycyjną godzinę według czasu lokalnego w Londynie, polscy kibice mogliby oglądać galę dopiero od 22:00.

    To wszystko ma ogromne znaczenie dla Ewy Pajor. Polska gwiazda kobiecej piłki jest coraz częściej wskazywana jako jedna z najpoważniejszych kandydatek do triumfu. W gronie jej największych rywalek wymienia się przede wszystkim Alexię Putellas. Hiszpańskie media, w tym felietonista „Mundo Deportivo” Xavier Bosch, podkreślają, że właśnie między tymi dwiema zawodniczkami może rozstrzygnąć się walka o najważniejsze indywidualne wyróżnienie w kobiecym futbolu.

    Nie wiadomo jeszcze, czy na gali pojawi się również Robert Lewandowski. Aby tak się stało, kapitan reprezentacji Polski musiałby znaleźć się w gronie trzydziestu nominowanych piłkarzy. Lista kandydatów ma zostać opublikowana najprawdopodobniej we wrześniu.

  • Smutek w Paryżu po meczu Sabalenki. 95 minut gry na Court Philippe-Chatrier

    Smutek w Paryżu po meczu Sabalenki. 95 minut gry na Court Philippe-Chatrier

    Czwartkowe zmagania na korcie Philippe-Chatrier podczas Roland Garros przyniosły ogromne emocje i sensacyjne rozstrzygnięcia. Już pierwszy mecz dnia zakończył się prawdziwym trzęsieniem ziemi – z turniejem pożegnał się Jannik Sinner, odpadając już w drugiej rundzie. Kilka godzin później oczy kibiców zwróciły się na liderkę światowego rankingu WTA, Arynę Sabalenkę, która stanęła przed trudnym zadaniem w starciu z reprezentantką gospodarzy Elsą Jacquemot. Po 95 minutach walki francuska publiczność opuszczała trybuny rozczarowana, bo awans wywalczyła Białorusinka.

    Sabalenka przyjechała do Paryża z dużą liczbą znaków zapytania dotyczących swojej formy na kortach ziemnych. W tegorocznych turniejach na mączce nie zdołała dotrzeć nawet do półfinału. W Madrycie zatrzymała ją Hailey Baptiste, choć Aryna miała aż sześć piłek meczowych. Jeszcze gorzej było w Rzymie, gdzie już w trzeciej rundzie musiała uznać wyższość Sorany Cirstei. Te wyniki sprawiały, że przed rozpoczęciem Roland Garros trudno było jednoznacznie ocenić, czy liderka rankingu jest gotowa do walki o końcowy triumf.

    Na inaugurację paryskiego turnieju Sabalenka zmierzyła się z Jessicą Bouzas Maneiro. Pierwszy set tego spotkania okazał się dla niej bardzo wymagający, a zwycięstwo 6:4 przyszło dopiero po długiej walce. W drugiej partii Białorusinka była już zdecydowanie skuteczniejsza i oddała rywalce jedynie dwa gemy. Jeszcze przed drugim meczem Aryna otrzymała dodatkowy powód do zadowolenia – po porażce Jeleny Rybakiny stało się jasne, że niezależnie od dalszych wyników utrzyma pozycję liderki światowego rankingu także po zakończeniu turnieju.

    W drugiej rundzie jej przeciwniczką była Elsa Jacquemot, aktualnie 67. zawodniczka świata. Francuzka mogła liczyć na ogromne wsparcie kibiców, którzy od pierwszych piłek żywiołowo reagowali na każdą udaną akcję swojej tenisistki.

    Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z planem Sabalenki. Liderka rankingu pewnie utrzymała własne podanie, tracąc zaledwie jeden punkt. Później jednak mecz wyraźnie się wyrównał. Już w trzecim gemie Aryna musiała bronić dwóch break pointów. Chwilę później sama przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 3:1, ale Jacquemot natychmiast odpowiedziała tym samym. Po sześciu gemach na tablicy wyników widniał remis 3:3, a atmosfera na trybunach stawała się coraz gorętsza.

    Końcówka pierwszego seta była wyjątkowo dramatyczna. Przy stanie 4:4 Jacquemot próbowała wywrzeć dodatkową presję na liderce rankingu, jednak Sabalenka wytrzymała trudny moment i utrzymała serwis. W kolejnym gemie Białorusinka miała aż trzy piłki setowe przy prowadzeniu 40:0, lecz Francuzka zdołała wrócić do gry i doprowadziła do stanu 5:5. Ostatecznie doświadczenie i siła uderzeń Sabalenki zrobiły różnicę. W dwunastym gemie ponownie wypracowała sobie setbole i tym razem wykorzystała drugą okazję, zamykając partię wynikiem 7:5.

    Początek drugiego seta mógł zwiastować niespodziankę. Jacquemot szybko wypracowała trzy break pointy z rzędu, a Sabalenka znalazła się pod ogromną presją. Liderka rankingu zareagowała jednak znakomicie, wygrywając pięć kolejnych wymian i wychodząc z bardzo trudnej sytuacji. Chwilę później sama przełamała Francuzkę i zaczęła przejmować pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Choć Jacquemot zdołała jeszcze zdobyć jednego gema i uniknąć całkowitej dominacji rywalki, końcówka należała już wyłącznie do Sabalenki. Białorusinka zdobyła kolejne przełamanie i przy stanie 5:1 serwowała po zwycięstwo. W tym momencie pojawił się jeszcze krótki moment nerwowości – Aryna prowadziła już 30:15, ale nagle straciła rytm i pozwoliła przeciwniczce przedłużyć mecz. Ostatecznie ósmy gem okazał się ostatnim w spotkaniu.

    Po 95 minutach gry Aryna Sabalenka mogła unieść ręce w geście triumfu po zwycięstwie 7:5, 6:2. Dla francuskiej publiczności oznaczało to koniec marzeń o niespodziance, ale miejscowi kibice docenili ambitną postawę Jacquemot. Liderka rankingu WTA zameldowała się natomiast w trzeciej rundzie Roland Garros, gdzie czeka ją starcie z Darią Kasatkiną.

  • Tie-break w meczu Osaki. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża za burtą Garrosa

    Tie-break w meczu Osaki. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża za burtą Garrosa

    Pierwsze dni tegorocznego Roland Garros już przyniosły kilka ogromnych niespodzianek. Z turniejem pożegnały się między innymi Jessica Pegula i Jelena Rybakina, choć jeszcze przed startem rywalizacji wiele osób widziało je w gronie kandydatek do końcowego triumfu. Spore emocje budziło również starcie Naomi Osaki z Donną Vekić. Trudno było wskazać wyraźną faworytkę – Japonka od lat nie czuje się najlepiej na paryskiej mączce, z kolei Chorwatka ma za sobą olimpijski finał rozegrany właśnie na tej nawierzchni. Ostatecznie po 111 minutach zaciętej walki zwycięsko z kortu zeszła Osaka.

    Patrząc na dorobek obu zawodniczek, cztery wielkoszlemowe tytuły czy pozycję w historii kobiecego tenisa, to właśnie Naomi wydawała się tenisistką z większym potencjałem. Roland Garros od zawsze pozostawał jednak dla niej problematyczny. Nawet w najlepszych latach kariery nigdy nie potrafiła w Paryżu przebić bariery trzeciej rundy. Podobne trudności miała zresztą na trawie, choć na kortach twardych przez lata dominowała praktycznie bezdyskusyjnie.

    Nowy rozdział rozpoczął się jednak dziesięć miesięcy temu, gdy współpracę z Japonką rozpoczął Tomasz Wiktorowski. Polski trener doskonale zna realia gry na ceglanej nawierzchni – razem z Igą Świątek świętował triumfy w Roland Garros i uczestniczył w budowaniu jej sukcesów w Paryżu. To właśnie doświadczenie Wiktorowskiego miało pomóc Osace zrobić krok naprzód także na mączce.

    Donna Vekić również miała z paryską nawierzchnią swoje wspomnienia. Rok temu sensacyjnie sięgnęła po srebrny medal igrzysk olimpijskich rozgrywanych właśnie na kortach Rolanda Garrosa. Chorwatka nigdy jednak nie była kojarzona z grą na ziemi – zdecydowanie lepiej odnajdywała się na szybkich nawierzchniach. Ostatnie miesiące nie należały dla niej do łatwych. Wypadła z czołowej dwudziestki rankingu, a nawet znalazła się poza pierwszą setką. Dopiero dobre wyniki w Linzu i Stambule pozwoliły jej ustabilizować sytuację rankingową.

    Mecz na korcie Simonne Mathieu od początku układał się zgodnie z przewidywaniami pod względem stylu gry. Osaka próbowała dominować niemal w każdej wymianie, uderzała mocniej i przejmowała inicjatywę. Ryzyko oznaczało jednak również błędy. Vekić szybko przełamała Japonkę i objęła prowadzenie 3:1, ale gdy podopieczna Wiktorowskiego podkręciła tempo, błyskawicznie odrobiła straty.

    Przy stanie 5:4 Chorwatka stanęła przed szansą zamknięcia seta przy własnym serwisie. Osaka jednak nie odpuszczała. Najpierw wywalczyła break pointa, a chwilę później kapitalnym bekhendem doprowadziła do remisu 5:5. Końcówka partii przyniosła jeszcze więcej napięcia. Vekić obroniła aż trzy piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka, lecz w nim praktycznie nie miała nic do powiedzenia. Seria błędów Chorwatki i pewna gra Osaki sprawiły, że Japonka szybko odskoczyła na 6-0 i po 62 minutach triumfowała w secie 7:6(1).

    Drugą odsłonę spotkania Osaka rozpoczęła równie agresywnie, choć momentami znów traciła koncentrację. Japonka potrafiła budować przewagę, by chwilę później oddawać punkty po własnych pomyłkach. Vekić pozostawała w kontakcie niemal do samego końca i nawet po utracie podania na 4:5 miała jeszcze szansę wrócić do gry. Chorwatka wypracowała break pointa po nieudanym ataku Osaki, ale decydujące akcje należały już do Japonki.

    Naomi zachowała więcej spokoju w kluczowych momentach i zamknęła spotkanie wynikiem 7:6(1), 6:4. Dzięki temu awansowała do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie zmierzy się z Ivą Jović. Jeśli pokona młodą Amerykankę, w czwartej rundzie może dojść do jej kolejnego wielkiego starcia z Aryną Sabalenką.

  • Ostatnia mistrzyni za burtą Roland Garros. 0:6 na starcie, koniec po 78 minutach

    Ostatnia mistrzyni za burtą Roland Garros. 0:6 na starcie, koniec po 78 minutach

    Piąty dzień rywalizacji podczas Roland Garros 2026 przyniósł dokończenie spotkań drugiej rundy singla. W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów na korcie numer 14 miał pojawić się Hubert Hurkacz, którego rywalem został Frances Tiafoe. Jeszcze przed starciem Polaka kibice obejrzeli jednak amerykański pojedynek w kobiecej części turnieju. Dla jednej z tenisistek zakończył się on wyjątkowo boleśnie.

    W ubiegłym tygodniu rozegrano dwa turnieje WTA — imprezę rangi 500 w Strasburgu oraz zawody rangi 250 w Rabacie. Oba finały rozpoczęły się niemal równocześnie, chwilę po godzinie 14:00. Jako pierwsza po tytuł sięgnęła Petra Marcinko. Chorwatka triumfowała jednak w nietypowych okolicznościach, ponieważ Anhelina Kalinina poddała mecz przy stanie 6:2, 3:0 dla rywalki.

    Znacznie więcej emocji dostarczył finał w Strasburgu. Tam kibice byli świadkami trzysetowego widowiska, zakończonego zwycięstwem Emmy Navarro. Amerykanka pokonała Victorię Mboko, która niedawno rozpoczęła współpracę z Wimem Fissette’em, 6:0, 5:7, 6:2. Dzięki temu Navarro została ostatnią triumfatorką turnieju WTA przed rozpoczęciem zmagań w Paryżu.

    We wtorek reprezentantka USA udanie rozpoczęła Roland Garros, pokonując Janice Tjen 6:4, 6:3. W drugiej rundzie czekało ją jednak trudniejsze zadanie — amerykańskie starcie z rozstawioną z numerem 17 Ivą Jovic. Na papierze zapowiadał się wyrównany pojedynek, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Jovic. Navarro szybko wypracowała prowadzenie 30:0, lecz młodsza z Amerykanek zdołała odwrócić losy gema i objąć prowadzenie. Chwilę później Emma miała okazję doprowadzić do remisu 1:1, jednak nie wykorzystała swojej szansy. Od tego momentu inicjatywa należała już wyłącznie do Ivy Jovic.

    Turniejowa „17” całkowicie zdominowała przebieg pierwszego seta. Navarro nie była w stanie znaleźć odpowiedzi na agresywną i pewną grę rywalki, przez co nie wygrała już ani jednego gema w tej partii. Jovic zamknęła seta wynikiem 6:0.

    Druga odsłona meczu rozpoczęła się równie źle dla mistrzyni ze Strasburga. W drugim gemie Navarro straciła podanie po długiej walce i obronie kolejnych break pointów. Po chwili Jovic prowadziła już 6:0, 3:0 i wydawało się, że spotkanie błyskawicznie dobiegnie końca.

    Dopiero wtedy Emma Navarro zdołała się przebudzić. Amerykanka zaczęła stopniowo odrabiać straty i przy stanie 2:4 obroniła kolejną okazję rywalki, wracając do gry. Końcówka należała jednak ponownie do 18-letniej Jovic. Młodsza z tenisistek wygrała trzy kolejne gemy i po 78 minutach zakończyła mecz zwycięstwem 6:0, 6:3.

    Dzięki efektownej wygranej Iva Jovic awansowała do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie zmierzy się z lepszą z pary Naomi Osaka — Donna Vekić.

  • Polska sensacja w Rolandzie Garrosie. “Trudno o większą, nota 10 na 10”

    Polska sensacja w Rolandzie Garrosie. “Trudno o większą, nota 10 na 10”

    Hubert Hurkacz i Maja Chwalińska – to właśnie tych dwoje polskich tenisistów najbardziej wyróżniło się indywidualnie w pierwszej rundzie Roland Garros. Tak przynajmniej uważa rozmówca Artura Gaca, który nie ukrywał ogromnego uznania zarówno dla postawy Hurkacza wracającego po problemach zdrowotnych, jak i dla sensacyjnego triumfu Chwalińskiej nad Qinwen Zheng.

    – Hubert wraca po długiej i trudnej kontuzji, która ciągnęła się za nim przez dłuższy czas. Mam nadzieję, że teraz jego sytuacja zdrowotna jest już zdecydowanie lepsza. Korty ziemne nigdy nie były dla niego wymarzoną nawierzchnią, a po takich przejściach tym bardziej nie jest mu łatwo – podkreślił. – Tym bardziej trzeba docenić zwycięstwo nad Hiszpanem, który bardzo dobrze czuje się na mączce. Najważniejsze, że Hubert potrafił zamknąć ten mecz i wytrzymał trudne momenty.

    Jeszcze więcej emocji wywołał jednak występ Mai Chwalińskiej. Polka najpierw przebrnęła przez kwalifikacje, a następnie sprawiła gigantyczną niespodziankę, eliminując mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng.

    – To jedna z największych sensacji całego turnieju. Naprawdę trudno przecenić skalę tego sukcesu – zaznaczył. – Qinwen Zheng świetnie gra na ziemi, a dodatkowo zdobyła przecież złoty medal olimpijski właśnie na tych kortach. Taki triumf daje ogromną pewność siebie. Tymczasem Maja kompletnie odebrała jej komfort gry.

    Rozmówca zwrócił uwagę, że Chwalińska mimo braku imponujących warunków fizycznych posiada ogromny tenisowy talent i niezwykłą kreatywność.

    – Dawid Celt nazwał ją kiedyś tenisową czarodziejką i trudno się z tym nie zgodzić. Ona potrafi robić na korcie rzeczy wyjątkowe. Dosłownie związała Zheng nogi i obrzydziła jej tenis – mówił z uznaniem. – To był prawdziwy tenis ziemny, pełen finezji, skrótów, lobów i inteligentnych rozwiązań. Tego dziś często brakuje.

    W rozmowie pojawiło się również porównanie do Agnieszki Radwańskiej.

    – Trochę zapomnieliśmy już, jak wygląda tenis oparty na sprycie i czuciu piłki. A przecież właśnie za to wszyscy kochali Agnieszkę Radwańską. Ona nie opierała swojej gry na sile, tylko na pomysłowości i technice. Maja ma w sobie coś podobnego i bardzo dobrze, że wciąż są zawodniczki potrafiące grać w taki sposób. Nie chciałbym, żeby tenis całkowicie został zdominowany przez samych bombardierów.

    Dużo miejsca poświęcono także sytuacji Huberta Hurkacza. Powrót po kontuzji, presja rankingu i konieczność odbudowy pewności siebie sprawiają, że każdy wygrany mecz ma dla niego ogromne znaczenie.

    – Doskonale rozumiem jego położenie. Sam przechodziłem przez podobne sytuacje z Karoliną, gdy zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Powrót po długiej przerwie zawsze jest trudny, zwłaszcza w największych turniejach – tłumaczył. – Ranking ma ogromne znaczenie, bo nierozstawiony zawodnik może od razu trafić na największych faworytów. Dlatego teraz kluczowe jest, by Hubert przetrwał pierwsze rundy i złapał rytm meczowy.

    Nie ukrywał też, że bardzo wierzy w możliwości Polaka.

    – Napisałem mu, że mocno mu kibicuję. Jeśli przejdzie trzy rundy, później może być już tylko lepiej. Paradoksalnie właśnie wtedy może stać się bardzo groźny dla każdego rywala.

    Pojawił się również temat charakteru Hurkacza, który od lat uchodzi za jednego z najbardziej kulturalnych tenisistów w tourze. Czy czasem nie brakuje mu jednak większej bezwzględności?

    – Kultura nigdy nie jest wadą. Hubert jest po prostu sobą i to trzeba szanować. Jasne, czasem można by oczekiwać większej agresji czy sportowego cwaniactwa, ale udawanie kogoś innego zazwyczaj kończy się źle – ocenił. – Jeśli odzyska pełne zaufanie do własnego ciała i zacznie regularnie wygrywać z najlepszymi, wtedy jego pewność siebie automatycznie wzrośnie. On pamięta przecież, że potrafił pokonywać Jannika Sinnera i innych wielkich graczy. Ma odpowiedni poziom i ogromne ambicje.

    Rozmówca podkreślił również profesjonalizm Hurkacza.

    – Hubert jest niesamowicie sumienny. Nie ma u niego fuszerki, odpuszczania czy taryfy ulgowej. To wzór profesjonalisty. Życzę mu, żeby z każdym kolejnym tygodniem wyglądał coraz lepiej i na Wimbledon pojechał już z pełnym przekonaniem o swojej sile.

    W dalszej części rozmowy pojawił się temat Igi Świątek. Zdaniem eksperta liderka polskiego tenisa spokojnie i dojrzale rozpoczęła turniej.

    – W Wielkich Szlemach nie liczy się to, ile gemów się straciło, tylko czy wygrało się mecz. Pierwsze rundy zawsze bywają trudne, nawet dla największych gwiazd. Historia zna mnóstwo przypadków sensacyjnych porażek faworytek już na starcie turnieju – przypomniał.

    Według niego Świątek zagrała dokładnie tak, jak wymagała tego sytuacja.

    – Nie musiała grać wybitnego meczu. Wystarczyło, że była solidna i skoncentrowana. Wygrała pewnie i kontrolowała wydarzenia na korcie. Największe wyzwania dopiero przed nią, bo jeśli drabinka ułoży się zgodnie z przewidywaniami, czekają ją bardzo wymagające pojedynki.

    Rozmówca wierzy jednak, że obecność nowego szkoleniowca może pomóc Polce w trudniejszych momentach turnieju.

    – Myślę, że nowy trener wnosi świeżość i może bardzo pozytywnie wpłynąć na Igę. Zwłaszcza gdy przyjdzie mierzyć się z rywalkami, które wcześniej sprawiały jej problemy. Wtedy zobaczymy, czy ta nowa energia rzeczywiście robi różnicę.

    Na horyzoncie może pojawić się także potencjalny hit z Jeleną Ostapenko, z którą Świątek do tej pory nie potrafiła znaleźć sposobu. Choć rozmówca liczy, że wcześniej Łotyszkę zatrzyma Magda Linette.

    – Bardzo kibicuję Magdzie. To zawodniczka niezwykle doświadczona i odporna psychicznie. W dodatku współpracuje z Agnieszką Radwańską, która doskonale rozumie tenis oparty na sprycie i taktyce. Mam nadzieję, że uda się doprowadzić do polskiego meczu w kolejnej rundzie – zakończył.

  • Krzyk, płacz i wózek inwalidzki. Taki koniec pogromczyni Sabalenki w Paryżu

    Krzyk, płacz i wózek inwalidzki. Taki koniec pogromczyni Sabalenki w Paryżu

    Środowe mecze drugiej rundy singla na kortach Rolanda Garrosa przyniosły polskim kibicom sporo emocji. Awans do kolejnej fazy wywalczyły dwie z trzech reprezentantek Polski — Iga Świątek oraz Magda Linette, które teraz staną naprzeciw siebie w bezpośrednim pojedynku o miejsce w 1/8 finału. W cieniu tych wydarzeń rozegrał się jednak dramatyczny mecz na korcie numer 6, gdzie doszło do jednej z najbardziej przykrych scen tegorocznego turnieju.

    W spotkaniu o trzecią rundę zmierzyły się Hailey Baptiste i Xiyu Wang. Amerykanka jeszcze kilka tygodni temu przeżywała najlepszy okres w swojej karierze. Kapitalny występ w Madrycie, gdzie pokonała między innymi Aryna Sabalenka po niezwykle dramatycznym meczu, pozwolił jej awansować do czołowej trzydziestki rankingu WTA. W Paryżu liczyła na kolejny przełomowy wynik, ale jej przygoda zakończyła się w prawdziwie koszmarnych okolicznościach.

    Jeszcze przed rozpoczęciem drugiej rundy wiele wskazywało na to, że w dolnej części drabinki może dojść do kilku wielkich hitów. Potencjalny pojedynek Świątek z Jelena Ostapenko przepadł po sensacyjnej porażce Łotyszki z Linette. Równie ciekawie zapowiadało się możliwe starcie Elena Rybakina z Baptiste. Ostatecznie jednak kibice zobaczą w piątek mecz Julia Starodubcewa z Wang, ponieważ Amerykanka nie była w stanie dokończyć swojego spotkania.

    Baptiste jeszcze niedawno pozostawała zawodniczką szerzej nieznaną. Choć od końcówki 2024 roku regularnie utrzymywała się w pierwszej setce rankingu, prawdziwy przełom nastąpił dopiero w obecnym sezonie. Dobre wyniki w Australii, półfinał turnieju w Abu Zabi i znakomity występ w Miami sprawiły, że zaczęto mówić o niej jako o jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się tenisistek w tourze. W Miami wyeliminowała między innymi Elina Switolina i Ostapenko, a w Madrycie ograła samą Sabalenkę po ponad 2,5 godzinach walki i obronie sześciu piłek meczowych. Dopiero w półfinale zatrzymała ją Mirra Andriejewa.

    Roland Garros rozpoczęła od bardzo trudnego starcia z Barbora Krejcikova. Choć przegrała pierwszego seta, zdołała odwrócić losy meczu i triumfowała 6:7, 7:6, 6:2. Wydawało się, że również przeciwko Wang może odrobić straty, mimo że od początku spotkania musiała gonić wynik.

    Kluczowy moment nastąpił przy stanie 4:5 w pierwszym secie. W niezwykle długim gemie Baptiste walczyła o wyrównanie, ale Wang skutecznie się broniła. Przy jednej z akcji Chinka zagrała mocny bekhend, piłka po taśmie spadła na stronę Amerykanki. Baptiste dobiegła do uderzenia, wykonała ruch na lewą nogę i nagle upadła na kort. Wszystko wskazuje na to, że doszło do bardzo poważnego urazu kolana.

    Tenisistka od razu zaczęła krzyczeć z bólu. Na kort wbiegł jej ojciec Qasim, ale zawodniczka prosiła, by jej nie dotykać. Chwilę później rozpłakała się, a sędzia Marija Cicak natychmiast wezwała pomoc medyczną. Na trybunach zapadła cisza, przerywana jedynie jękami cierpiącej zawodniczki.

    Po kilku minutach Baptiste została zabrana z kortu na wózku inwalidzkim. Dokładna diagnoza nie jest jeszcze znana — dopiero badania pokażą, czy doszło jedynie do przeprostu, czy też do poważniejszego uszkodzenia więzadeł. Już teraz wiadomo jednak, że Amerykanka najprawdopodobniej nie wystąpi również w deblu, gdzie miała zagrać u boku Venus Williams.

  • Świat czekał na hit Świątek – Ostapenko. Linette powiedziała: sprawdzam

    Świat czekał na hit Świątek – Ostapenko. Linette powiedziała: sprawdzam

    Gdy losowanie drabinki Rolanda Garrosa dobiegło końca, kibice błyskawicznie zaczęli wyczekiwać potencjalnego starcia Igi Świątek z Jeleną Ostapenko już w trzeciej rundzie. Taki scenariusz wydawał się bardzo realny — Polka pewnie przechodziła kolejne przeszkody, a Łotyszka, mistrzyni French Open z 2017 roku, miała uchodzić za jedną z największych przeszkód na drodze trzeciej rakiety świata. Tymczasem rzeczywistość napisała zupełnie inny scenariusz. Zamiast hitu Świątek – Ostapenko, kibice w Paryżu dostaną polski pojedynek Igi z Magdą Linette.

    Świątek swoje zadanie wykonała bez najmniejszych problemów. Najpierw odprawiła Emerson Jones, a następnie Sarę Bejlek, tracąc w obu spotkaniach łącznie zaledwie osiem gemów. Polka prezentowała się bardzo solidnie i spokojnie czekała na wyłonienie swojej kolejnej rywalki. A o tę walczyły Magda Linette i Jelena Ostapenko.

    Choć przed spotkaniem więcej argumentów przemawiało za Łotyszką, Linette od początku pokazała, że nie zamierza pełnić jedynie roli statystki. Polka weszła w mecz odważnie, agresywnie returnowała i świetnie czytała serwis rywalki. Już w pierwszych gemach było widać, że Ostapenko ma problem z utrzymaniem regularności, a Magda bardzo umiejętnie wykorzystywała każdą chwilę zawahania przeciwniczki.

    Kluczowym elementem pierwszego seta była cierpliwość i koncentracja Linette. Polka nie dawała się wyprowadzić z równowagi, podczas gdy Ostapenko coraz bardziej irytowała się sytuacjami wokół kortu. Łotyszka dyskutowała z sędzią Miriam Bley, zgłaszała pretensje dotyczące zachowania kibiców, a nawet przeszkadzało jej to, że Linette korzystała z lodówki podczas przerwy. Tymczasem Magda konsekwentnie realizowała swój plan.

    Efekt był imponujący. Ostapenko popełniała mnóstwo niewymuszonych błędów, miała problemy z drugim podaniem i nie potrafiła znaleźć rytmu. Linette natomiast utrzymywała wysoki poziom koncentracji, dobrze rozrzucała piłki i zasłużenie wygrała pierwszego seta 6:2. Statystyki tylko potwierdzały przewagę Polki — była skuteczniejsza i znacznie stabilniejsza od swojej rywalki.

    Druga partia wyglądała jednak zupełnie inaczej. Ostapenko pokazała wtedy swoją najlepszą wersję — niezwykle agresywną, ofensywną i praktycznie nie do zatrzymania. Łotyszka zaczęła ryzykować jeszcze bardziej, ale tym razem wszystko trafiało w kort. Jej returny były niezwykle mocne, a Linette momentami mogła jedynie bezradnie obserwować kolejne kończące uderzenia przeciwniczki.

    To właśnie wtedy można było zobaczyć, dlaczego Ostapenko od lat uchodzi za jedną z najbardziej nieprzewidywalnych tenisistek świata. Gdy wpada w odpowiedni rytm, potrafi grać tenis niemal perfekcyjny i narzucić tempo nawet największym gwiazdom kobiecego touru. Łotyszka wygrała drugiego seta 6:2 i wydawało się, że przejmuje pełną kontrolę nad spotkaniem.

    Decydująca partia ponownie przyniosła jednak zwrot akcji. Linette doskonale wiedziała, że kluczem będzie utrzymanie własnego serwisu i zmuszenie Ostapenko do grania pod presją. Polka znakomicie wytrzymała trudny moment przy stanie 2:2, gdy musiała bronić break pointów. Udało jej się wyjść z opresji dzięki odważnej grze i bardzo ważnemu asowi serwisowemu.

    Chwilę później to Ostapenko zaczęła się rozsypywać. Łotyszka ponownie straciła cierpliwość, pojawiły się nerwowe gesty w stronę sztabu, a Linette wykorzystała ten moment bezlitośnie. Przełamała rywalkę i odskoczyła na 4:2, a później pewnie utrzymywała przewagę.

    W końcówce Polka nie zadrżała. Przy prowadzeniu 5:2 kibice coraz głośniej dopingowali poznaniankę, a ona odwdzięczyła się kapitalnym zakończeniem spotkania. Ostatnia akcja była prawdziwą ozdobą meczu — Linette najpierw fenomenalnie obroniła trudną piłkę, a następnie posłała idealnego loba w linię, pieczętując sensacyjne zwycięstwo 6:2, 2:6, 6:2.

    Dla Magdy Linette to dopiero trzeci w karierze awans do trzeciej rundy Rolanda Garrosa, ale jednocześnie jeden z najbardziej wartościowych triumfów na paryskiej mączce. Dzięki tej wygranej wiadomo już, że co najmniej jedna Polka zamelduje się w drugim tygodniu turnieju.

    W piątek kibice zobaczą więc wyjątkowy mecz — Iga Świątek kontra Magda Linette. Zamiast kolejnego rozdziału historii rywalizacji Świątek z Ostapenko, Roland Garros przyniesie polskie starcie o miejsce w 1/8 finału.