Author: newuser

  • Polska trenerka Kostiuk wyjawia, w jaki sposób rozbroiła Igę Świątek

    Polska trenerka Kostiuk wyjawia, w jaki sposób rozbroiła Igę Świątek

    Oto przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Sandra Zaniewska zdradza kulisy zwycięstwa Kostiuk nad Świątek. „Nie mogła pozwolić Idze przejąć kontroli”

    Marta Kostiuk kontynuuje znakomitą passę na kortach ziemnych i coraz śmielej zapisuje kolejne rozdziały swojej tenisowej historii. Ukrainka, która jeszcze kilka miesięcy temu zajmowała miejsce pod koniec trzeciej dziesiątki rankingu WTA, dziś znajduje się już w ścisłej światowej czołówce. Jej imponująca forma znalazła potwierdzenie podczas Roland Garros, gdzie w czwartej rundzie pokonała Igę Świątek, kończąc marzenia Polki o kolejnym triumfie w Paryżu.

    Za sukcesami 23-letniej zawodniczki stoi między innymi polska trenerka Sandra Zaniewska. To właśnie ona w rozmowie po spotkaniu szczegółowo wyjaśniła, jakie elementy taktyki pozwoliły jej podopiecznej znaleźć sposób na jedną z najlepszych tenisistek świata.

    Jeszcze niedawno Kostiuk i Świątek rywalizowały podczas Billie Jean King Cup w Gliwicach. Od tamtego czasu Ukrainka wykonała jednak ogromny krok naprzód. W rankingu WTA przesunęła się z 28. na 13. miejsce, a jej seria zwycięstw na mączce urosła do szesnastu kolejnych spotkań.

    Według Zaniewskiej kluczowe znaczenie miało odpowiednie podejście do pojedynku ze Świątek.

    – Marta wyszła na kort z nastawieniem, by wygrać ten mecz. Pierwszy set był bardzo wyrównany i równie dobrze mógł zakończyć się w jedną albo drugą stronę. Miałam jednak wrażenie, że Marta szybciej dostosowywała się do wydarzeń na korcie. Po pierwszej partii przewaga psychologiczna była już po jej stronie. Nawet mimo przełamania na początku drugiego seta czułam, że spotkanie zaczyna układać się bardziej po myśli Marty – przyznała trenerka.

    Dla Zaniewskiej zwycięstwo nad Świątek na paryskiej mączce ma wyjątkowy wymiar.

    – Pokonanie Igi na Roland Garros to coś niezwykłego. Żartobliwie porównywałam to nawet do zwycięstwa nad Rafaelem Nadalem w kobiecym tenisie. To naprawdę szczególne osiągnięcie i źródło ogromnej satysfakcji – podkreśliła.

    Agresja od początku była podstawą planu

    Trenerka nie ukrywała, że przygotowana strategia opierała się przede wszystkim na ofensywnym nastawieniu.

    – Wiedziałyśmy, że Marta musi grać agresywnie. Gdyby pozwoliła Idze przejąć inicjatywę, narzucać tempo i przesuwać ją po korcie, byłoby bardzo trudno. Na mączce topspin Świątek potrafi być niezwykle skuteczny. Dlatego od początku celem było przejęcie kontroli nad wymianami – wyjaśniła.

    Istotnym elementem było również odpowiednie reagowanie na serwis Polki.

    – Na początku meczu Marta zbyt mocno forsowała returny po pierwszym podaniu Igi, zwłaszcza gdy były one bardziej rotowane i wolniejsze. Skutkowało to błędami. Z czasem zaczęła jednak lepiej czekać na piłkę i odpowiadać cięższymi uderzeniami. Dzięki temu mogła budować wymiany na własnych warunkach – tłumaczyła.

    Kostiuk wywierała także dużą presję przy drugim serwisie Świątek.

    – Regularnie wchodziła w kort po drugim podaniu rywalki. To sprawiło, że Iga znalazła się pod dodatkową presją, co miało duże znaczenie szczególnie w drugim secie – oceniła szkoleniowiec.

    Taktyka zakładała cierpliwość i walkę fizyczną

    Zaniewska zwróciła uwagę, że plan nie polegał wyłącznie na szybkim kończeniu punktów.

    – Chciałyśmy, aby Marta dyktowała kierunki gry i częściej zmuszała Igę do reagowania niż odwrotnie. Jednocześnie nie zamierzałyśmy unikać długich wymian. Obie zawodniczki są świetnie przygotowane fizycznie, dlatego wiedziałyśmy, że możemy rywalizować również na tym polu – powiedziała.

    Jak podkreśliła, świadomość umiejętności Świątek na nawierzchni ziemnej sprawiła, że sztab Kostiuk nie zakładał konieczności podejmowania nadmiernego ryzyka.

    – Wiedząc, jak dobrze Iga czuje się na mączce, nie oczekiwałyśmy, że Marta będzie kończyć każdą akcję po kilku uderzeniach. Założenie było takie, że jeśli sytuacja tego wymaga, może spokojnie wytrzymywać długie wymiany i cierpliwie czekać na właściwy moment do ataku. To również okazało się bardzo ważne – podsumowała Sandra Zaniewska.

    Teraz przed Ukrainką kolejne wielkie wyzwanie. W ćwierćfinale Roland Garros zmierzy się ze swoją rodaczką, Elina Switolina, a stawką będzie miejsce w najlepszej czwórce turnieju.

  • Dosadne stanowisko WTA po meczu Chwalińskiej. Padło kilka epitetów ws. Polki

    Dosadne stanowisko WTA po meczu Chwalińskiej. Padło kilka epitetów ws. Polki

    Oto przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Maja Chwalińska kontynuuje swój fantastyczny marsz przez tegoroczny Roland Garros. Polska tenisistka, która rozpoczęła turniej od kwalifikacji, zameldowała się już w ćwierćfinale wielkoszlemowej imprezy, wzbudzając zachwyt kibiców i ekspertów na całym świecie. Jej znakomita postawa nie umknęła również uwadze WTA, która po zakończeniu zmagań czwartej rundy poświęciła Polce wyjątkowo dużo miejsca na swojej oficjalnej stronie internetowej.

    24-letnia zawodniczka jest bez wątpienia jedną z największych sensacji paryskiego turnieju. Najpierw pewnie przeszła przez trzy rundy kwalifikacji, nie oddając rywalkom ani jednego seta. Następnie rozpoczęła imponującą serię zwycięstw w głównej drabince, eliminując kolejno Qinwen Zheng, Elise Mertens, Marię Sakkari oraz Diane Parry. Szczególnie cenne było ostatnie zwycięstwo odniesione na korcie Philippe-Chatrier przeciwko reprezentantce gospodarzy.

    Dzięki temu sukcesowi Chwalińska awansowała do ćwierćfinału, gdzie jej kolejną przeciwniczką będzie Anna Kalinska. Już sam fakt obecności Polki w najlepszej ósemce turnieju jest ogromnym osiągnięciem, co podkreślono także w oficjalnym podsumowaniu czwartej rundy opublikowanym przez WTA.

    Artykuł zatytułowany „Najważniejsze wydarzenia czwartej rundy Roland Garros: Chwalińska zachwyca, Kalinska nabiera rozpędu, a Sabalenka tańczy” od pierwszych zdań wskazywał, że Polka znalazła się w centrum uwagi. Autorzy przypomnieli, że została dopiero czwartą reprezentantką Polski w erze Open, która dotarła do ćwierćfinału wielkoszlemowego turnieju singlowego. Wcześniej dokonały tego jedynie Agnieszka Radwańska, Iga Świątek oraz Magda Linette.

    Największe wrażenie robi jednak sposób, w jaki WTA opisała osiągnięcia Chwalińskiej. W tekście nie szczędzono komplementów pod adresem Polki.

    „Brakuje słów, by w pełni oddać to, czego dokonała Chwalińska w Paryżu. Można jednak próbować: niezwykła, fenomenalna, spektakularna, inspirująca, olśniewająca, zapierająca dech w piersiach i wręcz niewiarygodna” – napisano.

    Autorzy podkreślili również, że siedem zwycięstw odniesionych przez Polkę podczas tegorocznej edycji Roland Garros należy uznać za osiągnięcie wyjątkowe. Szczególne uznanie zyskał jej występ przeciwko Diane Parry.

    Zdaniem WTA był to być może najlepszy mecz Chwalińskiej w całym turnieju. Polka z dużą pewnością siebie pokonała francuską zawodniczkę 6:3, 6:2, nie dając się ponieść atmosferze stworzonej przez miejscowych kibiców na największym korcie kompleksu.

    W analizie sporo miejsca poświęcono także najbliższej rywalce Polki. Anna Kalinska została przedstawiona jako jedna z najbardziej utalentowanych tenisistek w tourze, która mimo ogromnych możliwości wciąż nie zdobyła jeszcze tytułu w singlu.

    WTA zwróciła uwagę na jej dramatyczny pojedynek z Anastazją Potapową. Rosjanka zwyciężyła 6:4, 2:6, 7:6(7), choć w decydującej partii musiała odwracać losy spotkania, a rywalka dwukrotnie serwowała po zwycięstwo. Według autorów artykułu Kalinska po raz kolejny udowodniła swoją odporność psychiczną i ogromny potencjał.

    Eksperci WTA podkreślają, że zarówno Kalinska, jak i Chwalińska stoją przed życiową szansą. Zwyciężczyni ich środowego pojedynku znajdzie się w półfinale Roland Garros i będzie o dwa kroki od zdobycia wielkoszlemowego trofeum.

    Ćwierćfinałowe starcie Mai Chwalińskiej z Anną Kalinską odbędzie się 3 czerwca. Dla obu zawodniczek będzie to jedna z najważniejszych prób w dotychczasowej karierze, a dla Polki kolejna okazja do napisania pięknej historii na paryskich kortach.

  • Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Poniżej znajduje się przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Ćwierćfinał Roland Garros 2026, który początkowo miał być kolejnym etapem marszu Igi Świątek po sukces w Paryżu, ostatecznie przyniósł zupełnie inne emocje. Po niespodziewanej porażce Polki z Martą Kostiuk uwaga kibiców skupiła się na pozostałych uczestniczkach rywalizacji o miejsca w najlepszej czwórce turnieju. Jednym z najbardziej interesujących spotkań dnia było starcie Mirry Andriejewej z Soraną Cirsteą. Zapowiadał się wyrównany pojedynek dwóch zawodniczek będących w świetnej formie, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    Historia obu tenisistek doskonale pokazuje różnicę pokoleń. Gdy Sorana Cirstea zachwycała kibiców podczas Roland Garros 2009 i docierała do ćwierćfinału imprezy, eliminując po drodze takie gwiazdy jak Alize Cornet, Caroline Wozniacki czy Jelena Janković, Mirra Andriejewa miała zaledwie dwa lata. Wówczas wydawało się, że przed Rumunką otwiera się droga do wielkiej kariery. Choć przez kolejne lata utrzymywała się w światowej czołówce, nigdy nie udało jej się na stałe wejść do ścisłego grona najlepszych zawodniczek świata.

    Dopiero sezon 2026 okazał się dla niej wyjątkowy. Cirstea ogłosiła, że będzie to jej ostatni rok na zawodowych kortach, a jednocześnie zaczęła osiągać wyniki, jakich wcześniej nie notowała. Zdobyła tytuł w Kluż-Napoce, dotarła do półfinałów w Rouen i prestiżowym turnieju w Rzymie, a także po raz pierwszy w karierze pokonała aktualną liderkę rankingu WTA. Dzięki tym rezultatom awansowała na 18. miejsce na świecie – najwyższe w swojej karierze.

    W Paryżu również imponowała. Do ćwierćfinału dotarła bez straty seta, tracąc w czterech meczach zaledwie 16 gemów. Szczególne wrażenie zrobiło jej zwycięstwo 6:0, 6:0 nad Solaną Sierrą. Nic więc dziwnego, że wielu ekspertów spodziewało się interesującego widowiska przeciwko Andriejewej.

    Rosjanka od pierwszych minut pokazała jednak, dlaczego uważa się ją za jedną z największych gwiazd przyszłości kobiecego tenisa. Już teraz może pochwalić się półfinałem i ćwierćfinałem Roland Garros oraz dwoma tytułami rangi WTA 1000. W meczu z Cirsteą zaprezentowała tenis niemal perfekcyjny.

    Pierwszy set był prawdziwym pokazem siły i precyzji 19-latki. Andriejewa znakomicie serwowała, agresywnie atakowała i bezbłędnie kontrolowała przebieg wymian. Rumunka walczyła o każdą piłkę, jednak nie była w stanie znaleźć sposobu na rozpędzoną przeciwniczkę. Po zaledwie 22 minutach i kilku sekundach pierwsza partia dobiegła końca wynikiem 6:0 dla Rosjanki.

    Na początku drugiego seta pojawiła się nadzieja na bardziej wyrównaną walkę. Cirstea wygrała pierwszego gema, a następnie stoczyła zaciętą walkę przy serwisie rywalki. Przez chwilę wydawało się, że mecz może nabrać rumieńców. Gdy jednak Rumunka objęła prowadzenie 2:1, Andriejewa ponownie przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Rosjanka ograniczyła liczbę błędów, zaczęła jeszcze skuteczniej wykorzystywać swoje atuty i szybko odzyskała przewagę. Cirstea nie była w stanie dotrzymać jej kroku ani pod względem szybkości, ani jakości uderzeń. Kolejne gemy trafiały na konto młodszej zawodniczki, a losy spotkania stawały się coraz bardziej przesądzone.

    Po niespełna godzinie gry wszystko było już jasne. Mirra Andriejewa zwyciężyła 6:0, 6:3, potrzebując zaledwie 56 minut i 43 sekund na awans do półfinału Roland Garros. Był to występ, który potwierdził jej ogromny potencjał i status jednej z głównych kandydatek do końcowego triumfu.

    W walce o finał Rosjanka zmierzy się z lepszą z ukraińskiego pojedynku pomiędzy Eliną Switoliną a Martą Kostiuk. Jeśli utrzyma poziom zaprezentowany w ćwierćfinale, każda z potencjalnych rywalek stanie przed niezwykle trudnym zadaniem.

  • Komunikat z obozu Nawrockiego. Brak prezydenta, a tu radość. I to potrójna

    Komunikat z obozu Nawrockiego. Brak prezydenta, a tu radość. I to potrójna

    Poniżej przeredagowana wersja artykułu:

    Historyczny sukces Wieczystej Kraków. Awans do Ekstraklasy stał się faktem

    Niedzielny wieczór zapisze się złotymi zgłoskami w historii Wieczystej Kraków. Klub, który jeszcze kilka lat temu występował na niższych szczeblach rozgrywkowych, zrealizował ambitny cel i po raz pierwszy wywalczył awans do PKO BP Ekstraklasy. Tym samym spełniło się marzenie właściciela Wojciecha Kwietnia, a krakowski zespół przypieczętował imponujący marsz przez kolejne ligi. W ciągu sześciu lat Wieczysta zanotowała aż pięć awansów.

    Dwa miejsca premiowane bezpośrednim awansem do Ekstraklasy przypadły wcześniej uznanym markom polskiej piłki – Wiśle Kraków i Śląskowi Wrocław. O ostatnią przepustkę do najwyższej klasy rozgrywkowej rywalizowały natomiast w barażach Polonia Warszawa, ŁKS Łódź, Chrobry Głogów oraz Wieczysta Kraków.

    Ostatecznie to drużyna prowadzona przez Kazimierza Moskala okazała się najlepsza. W finałowym spotkaniu barażowym krakowianie pokonali Chrobrego Głogów 2:1, choć początek meczu nie układał się po ich myśli. Goście objęli prowadzenie po trafieniu Myrosława Mazura, stawiając gospodarzy w trudnej sytuacji.

    Jeszcze przed przerwą Wieczysta zdołała jednak doprowadzić do wyrównania za sprawą Lisandro Semedo. Po zmianie stron decydujący cios zadał Stefan Feiertag, którego gol przesądził o zwycięstwie i historycznym awansie krakowskiego zespołu do Ekstraklasy.

    Sukces Wieczystej odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych. Wśród osób gratulujących klubowi znalazł się szef gabinetu prezydenta RP Karola Nawrockiego, Paweł Szefernaker, znany ze swojego zainteresowania piłką nożną.

    Polityk zwrócił uwagę na wyjątkową sytuację Krakowa, który – jak zauważył – mimo politycznych zawirowań może cieszyć się z niezwykłego osiągnięcia sportowego. Po awansie Wieczystej stolica Małopolski będzie miała aż trzech przedstawicieli w Ekstraklasie.

    „Gratulacje dla Wieczystej Kraków za awans do Ekstraklasy. Kraków to fenomen. To jedyne miasto w Polsce, które nie ma prezydenta, a ma aż trzy kluby w Ekstraklasie” – napisał Szefernaker na platformie X.

    W dalszej części wpisu podkreślił również, że sukces Wieczystej jest dowodem na to, jak ważne są długofalowa wizja i konsekwentna realizacja założonych celów.

    „Wieczysta pokazuje, że historia i duża baza kibiców mają znaczenie, ale dziś równie istotne są strategia, plan działania i konsekwencja. Właśnie w ten sposób buduje się trwały sukces” – dodał.

    Awans Wieczystej oznacza kolejny rozdział w niezwykłej historii klubu, który w rekordowym tempie przebył drogę z niższych lig do piłkarskiej elity. W nadchodzącym sezonie krakowianie po raz pierwszy będą mieli okazję rywalizować z najlepszymi drużynami w kraju.

  • Sabalenka grała z Osaką o ćwierćfinał. Pasjonujące starcie gwiazd w Paryżu

    Sabalenka grała z Osaką o ćwierćfinał. Pasjonujące starcie gwiazd w Paryżu

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Po raz pierwszy od trzech lat wieczorna sesja na kortach Rolanda Garrosa została poświęcona rywalizacji kobiet w singlu. Na głównej arenie turnieju, Court Philippe-Chatrier, kibice mogli obejrzeć starcie dwóch czterokrotnych mistrzyń wielkoszlemowych – Aryny Sabalenki i Naomi Osaki. Japonka liczyła na przełamanie niekorzystnej passy przeciwko liderce światowego rankingu i rewanż za dwie porażki poniesione wcześniej w tym sezonie. Mimo obiecującego początku ponownie lepsza okazała się jednak Białorusinka, która zwyciężyła 7:5, 6:3 i awansowała do ćwierćfinału.

    Wcześniej poznaliśmy siedem z ośmiu uczestniczek ćwierćfinałów tegorocznego Roland Garros. Z perspektywy polskich kibiców największą sensacją okazało się odpadnięcie Igi Świątek. Czterokrotna triumfatorka paryskiej imprezy zakończyła udział już na etapie czwartej rundy po porażce z Martą Kostiuk. Powody do radości dała natomiast Maja Chwalińska, która rozgrywa najlepszy turniej w swojej karierze. W poniedziałek pewnie pokonała Diane Parry 6:3, 6:2 i zameldowała się w ćwierćfinale, gdzie zmierzy się z Anną Kalinską.

    Wieczorny mecz miał wyjątkowy ciężar gatunkowy. Sabalenka i Osaka należą do najbardziej utytułowanych zawodniczek swojego pokolenia, mając na koncie po cztery triumfy wielkoszlemowe. Wszystkie te sukcesy odnosiły jednak na kortach twardych – zarówno Białorusinka, jak i Japonka dwukrotnie wygrywały Australian Open oraz US Open. Tym razem przyszło im walczyć na paryskiej mączce o miejsce w najlepszej ósemce turnieju.

    Było to już trzecie spotkanie tych tenisistek w sezonie 2026. Pierwszy raz zmierzyły się w Indian Wells, gdzie Sabalenka wygrała w dwóch setach. Znacznie bardziej wyrównany przebieg miał ich pojedynek w Madrycie. Osaka wygrała wówczas pierwszą partię po tie-breaku, a w drugiej prowadziła z przewagą przełamania. Mimo to Białorusinka odwróciła losy meczu i zwyciężyła 6:7(1), 6:3, 6:2. W Paryżu Japonka chciała wreszcie znaleźć sposób na swoją rywalkę.

    Początek spotkania dawał jej nadzieję. Osaka rozpoczęła od utrzymania serwisu po zaciętej walce na przewagi, a chwilę później wykorzystała problemy Sabalenki przy podaniu i objęła prowadzenie 2:0. Liderka rankingu szybko jednak odzyskała rytm gry. Natychmiast odrobiła stratę przełamania, a następnie zaczęła dominować przy własnym serwisie. W czwartym gemie posłała aż trzy asy, sygnalizując, że opanowała już nerwy związane z początkiem meczu.

    W dalszej części pierwszego seta obie zawodniczki skutecznie utrzymywały własne podania, choć Osaka musiała wkładać w to znacznie więcej wysiłku. Kilkukrotnie ratowała się grą na przewagi i coraz mocniej odczuwała presję wywieraną przez Sabalenkę przy returnie. Kluczowy moment nadszedł przy stanie 5:5. Białorusinka przejęła inicjatywę, wygrała cztery kolejne punkty przy serwisie rywalki i zdobyła przełamanie. Chwilę później bez najmniejszych problemów zamknęła seta asem serwisowym, wygrywając go 7:5.

    Druga partia rozpoczęła się spokojniej dla Osaki, jednak z każdym kolejnym gemem coraz wyraźniej było widać przewagę liderki rankingu. Japonka nadal potrafiła odpowiadać mocnymi uderzeniami, ale coraz częściej musiała wychodzić z trudnych sytuacji przy własnym podaniu. W piątym gemie obroniła jeszcze szansę na przełamanie, jednak nie była w stanie utrzymać takiego poziomu koncentracji przez cały set.

    Decydujący cios Sabalenka zadała w siódmym gemie. Osaka popełniła kilka błędów, a Białorusinka natychmiast wykorzystała moment słabości przeciwniczki. Już przy pierwszym break poincie przełamała Japonkę i wyszła na prowadzenie, którego nie oddała do końca spotkania. Od tego momentu Naomi nie zdołała już zdobyć ani jednego gema.

    Po 87 minutach gry Aryna Sabalenka mogła cieszyć się z kolejnego zwycięstwa nad Osaką i awansu do ćwierćfinału Roland Garros. Liderka rankingu WTA wygrała 7:5, 6:3, potwierdzając swoją znakomitą formę. Jej następną rywalką będzie Diana Sznajder, z którą powalczy o miejsce w półfinale paryskiego turnieju.

  • Hit ze Świątek. Polska trenerka ukraińskiej gwiazdy nazwała Igę krótko

    Hit ze Świątek. Polska trenerka ukraińskiej gwiazdy nazwała Igę krótko

    Sandra Zaniewska przed meczem Marty Kostiuk z Igą Świątek: „To będzie znakomite widowisko”

    Przed jednym z najciekawszych spotkań tegorocznego Roland Garros trenerka Marty Kostiuk, Sandra Zaniewska, nie ma wątpliwości, że jej podopieczną czeka wyjątkowo trudne zadanie. Ukrainka znajduje się obecnie w znakomitej formie, ale po drugiej stronie siatki stanie Iga Świątek – zawodniczka od lat uznawana za królową kortów ziemnych.

    W rozmowie z Interią Zaniewska podkreśliła, że mimo świetnej dyspozycji Kostiuk to właśnie Polka pozostaje faworytką starcia.

    – Widzimy, że Iga w ostatnich tygodniach odzyskuje swój najlepszy tenis i z każdym kolejnym meczem prezentuje się coraz lepiej. Marta od dłuższego czasu nie przegrała spotkania na mączce, dlatego to zestawienie zapowiada się niezwykle interesująco. Z jednej strony zawodniczka będąca na fali zwycięstw, z drugiej specjalistka od tej nawierzchni. Mimo wszystko uważam, że to Iga pozostaje faworytką – oceniła szkoleniowiec.

    Zapytana o to, czy aktualna forma Kostiuk pozwala myśleć nawet o finale w Paryżu, Zaniewska przyznała, że w zespole nie wybiegają tak daleko w przyszłość.

    – Szczerze mówiąc, nigdy nie rozmawiałyśmy o finale. Nasze podejście jest bardzo proste – skupiamy się wyłącznie na najbliższym meczu. Tak działaliśmy podczas turniejów w Madrycie i Rzymie, i tak samo funkcjonujemy tutaj. Najważniejsze jest koncentrowanie się na rzeczach, które możemy kontrolować, a więc przede wszystkim na przygotowaniu do kolejnego spotkania – wyjaśniła.

    Trenerka została również zapytana o wymagające warunki atmosferyczne, które od początku turnieju dają się zawodniczkom we znaki. Jej zdaniem Kostiuk dobrze radzi sobie z wysokimi temperaturami.

    – Do tej pory wszystko przebiegało bez większych problemów. Po jednym z meczów Marta żartowała nawet, że ma nadzieję, iż nie będzie już musiała rywalizować w takich tropikalnych warunkach. Najtrudniejszy był dla niej pojedynek rozegrany w środku dnia, który dodatkowo okazał się bardzo długi. Na szczęście jest świetnie przygotowana fizycznie, dlatego takie wyzwania nie stanowią dla niej przeszkody nie do pokonania. Zawsze zakładamy możliwość gry w ekstremalnych warunkach i odpowiednio się do tego przygotowujemy – powiedziała.

    Zaniewska zwróciła także uwagę na element gry, z którego jest obecnie najbardziej zadowolona.

    – Najbardziej cieszy mnie to, że Marta potrafi znajdować rozwiązania w trakcie meczów. Nie zawsze wszystko funkcjonuje idealnie, czasem jedno uderzenie działa lepiej, inne gorzej. Ona jednak potrafi dostosować swoją grę do sytuacji i wybierać takie warianty, które dają jej największe szanse na zdobywanie punktów i odnoszenie zwycięstw – podkreśliła.

    Na koniec trenerka została zapytana o przygotowania taktyczne do meczu ze Świątek. Nie chciała zdradzać szczegółów, ale przyznała, że plan na spotkanie jest już opracowywany.

    – Nie ma jednego magicznego sposobu na Igę. Po każdym meczu analizujemy kolejną rywalkę i przygotowujemy konkretne założenia. Marta otrzymuje ode mnie informacje krok po kroku, a podczas treningów pracujemy nad elementami, które mogą okazać się kluczowe w nadchodzącym spotkaniu. Oczywiście szczegółów nie zdradzę, ale jesteśmy w trakcie dopracowywania wszystkich najważniejszych aspektów – zakończyła Zaniewska.

    Pojedynek Marty Kostiuk z Igą Świątek zapowiada się jako jedno z najciekawszych wydarzeń czwartej rundy Roland Garros. Zmierzą się dwie zawodniczki będące w bardzo dobrej dyspozycji, a stawką będzie awans do ćwierćfinału wielkoszlemowej imprezy w Paryżu.

  • Sabalenka czekała, thriller Osaki. 178 minut i taka reakcja Wiktorowskiego

    Sabalenka czekała, thriller Osaki. 178 minut i taka reakcja Wiktorowskiego

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Podczas gdy polscy kibice z zapartym tchem śledzili występ Mai Chwalińskiej w walce o awans do czwartej rundy Rolanda Garrosa, na korcie Suzanne-Lenglen rozgrywał się równie emocjonujący spektakl. Naomi Osaka i Iva Jovic stworzyły widowisko, które trwało blisko trzy godziny i trzymało w napięciu do ostatnich piłek. Zwycięsko z tej batalii wyszła Japonka, a jej sukces wywołał ogromną radość w sztabie szkoleniowym, na czele z Tomaszem Wiktorowskim.

    Osaka przyjechała do Paryża po bolesnym doświadczeniu z turnieju WTA 1000 w Rzymie. W czwartej rundzie została tam zdecydowanie pokonana przez Igę Świątek 2:6, 1:6. Sama przyznała później, że tak wyraźna porażka zachwiała jej pewnością siebie. Roland Garros stał się więc dla niej okazją do odbudowania formy i wiary we własne możliwości.

    Początek francuskiego turnieju był dla czterokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej bardzo udany. W pierwszych dwóch rundach nie straciła nawet seta, pokonując najpierw Laurę Siegemund, a następnie Donnę Vekić. Dzięki temu znalazła się o krok od potencjalnego hitowego starcia z Aryną Sabalenką w czwartej rundzie.

    Aby jednak doszło do takiego pojedynku, Osaka musiała najpierw uporać się z Ivą Jovic. Zadanie nie należało do łatwych. Obie tenisistki sąsiadują ze sobą w rankingu WTA – Japonka zajmuje 16. miejsce, natomiast Amerykanka plasuje się tuż za nią. Różnica poziomów była więc minimalna, co znalazło odzwierciedlenie na korcie.

    Pierwszy set od początku był niezwykle wyrównany. Obie zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania, a pierwsze większe emocje pojawiły się w piątym gemie. Wówczas Jovic wykorzystała szansę na przełamanie i objęła prowadzenie. Osaka szybko jednak odrobiła straty, a następnie wyszła na prowadzenie. Końcówka partii dostarczyła kolejnych zwrotów akcji. Japonka miała swoje okazje do zamknięcia seta jeszcze przed tie-breakiem, lecz dopiero w decydującej rozgrywce zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wykorzystując piątego setbola, wygrała pierwszą odsłonę 7:6(5).

    Drugi set był równie zacięty. Jedyne przełamania miały miejsce w trzecim i czwartym gemie. Najpierw przewagę zdobyła Osaka, ale chwilę później Jovic odpowiedziała tym samym. W dalszej części żadna z zawodniczek nie potrafiła przełamać rywalki, choć Amerykanka wywierała coraz większą presję. O losach seta ponownie przesądził tie-break, tym razem całkowicie zdominowany przez Jovic. Amerykanka wygrała go 7:3, doprowadzając do decydującej trzeciej partii.

    W ostatnim secie przez długi czas żadna z tenisistek nie była w stanie wypracować sobie break pointa. Wszystko zmieniło się dopiero w dziesiątym gemie. Jovic serwowała, by pozostać w meczu, i prowadziła już 30:15. Od tego momentu nie zdobyła jednak ani jednego punktu. Nerwowa końcówka i kilka błędów Amerykanki pozwoliły Osace przejąć inicjatywę i zakończyć spotkanie na swoją korzyść.

    Po ostatniej piłce Japonka natychmiast spojrzała w stronę swojego boksu. Wśród członków jej sztabu znajdował się Tomasz Wiktorowski, który nie krył ogromnej radości. Polski szkoleniowiec zacisnął pięść i żywiołowo świętował zwycięstwo swojej podopiecznej.

    Po 178 minutach pełnych emocji Naomi Osaka triumfowała 7:6(5), 6:7(3), 6:4 i awansowała do czwartej rundy Roland Garros. Teraz przed nią kolejne wielkie wyzwanie. Jej następną rywalką będzie zwyciężczyni pojedynku pomiędzy Aryną Sabalenką a Darią Kasatkiną. Jeśli dojdzie do starcia z liderką światowego rankingu, kibice mogą liczyć na jeden z najciekawszych meczów tej fazy turnieju.

  • Wzruszony trener Chwalińskiej powiedział w emocjach prawdę. Łzy w oczach

    Wzruszony trener Chwalińskiej powiedział w emocjach prawdę. Łzy w oczach

    Trener Mai Chwalińskiej nie krył wzruszenia po kolejnym znakomitym występie swojej podopiecznej na kortach Rolanda Garrosa. Jaroslav Machovsky przyznał, że po meczu z Marią Sakkari zabrakło mu słów, by opisać to, czego dokonała Polka.

    – Zagrała fantastyczne spotkanie. Widać było, że momentami brakowało jej energii, ale trudno uwierzyć, jak szybko potrafi ją odzyskać. Nie wiem, skąd w tym niewielkim organizmie bierze się tyle siły – mówił poruszony szkoleniowiec, który po meczu, cały zlany potem i w swojej charakterystycznej czapce będącej już niemal talizmanem, z dumą opowiadał o sukcesie zawodniczki.

    Czeski trener współpracujący z Chwalińską w klubie BKT Advantage Bielsko-Biała podkreślał, że był pod ogromnym wrażeniem tego, jak jego podopieczna poradziła sobie z wymagającą rywalką. Dla 24-letniej tenisistki było to już szóste spotkanie podczas tegorocznego turnieju w Paryżu, a mimo to potrafiła narzucić swoje warunki gry i zdominować znaną ze znakomitego przygotowania fizycznego Greczynkę.

    Zdaniem Machovskiego początek meczu nie wynikał z konieczności poznawania stylu gry przeciwniczki. Obie zawodniczki miały już okazję rywalizować ze sobą rok wcześniej, dlatego Chwalińska dobrze wiedziała, czego może się spodziewać.

    – Majka od początku miała plan na ten mecz. Problemem nie była taktyka, lecz energia. Jej uderzenia nie miały odpowiedniej dynamiki, wszystko było nieco za wolne. Kiedy jednak odzyskała świeżość i zaczęła grać swobodniej, przebieg spotkania całkowicie się zmienił – tłumaczył szkoleniowiec.

    Według niego przełomowym momentem był początek drugiej partii. Sakkari popełniła kilka błędów, a Polka wprowadziła drobne korekty do swojej gry.

    – Maja zaczęła częściej korzystać z forhendu i od tego momentu mecz wyglądał już zupełnie inaczej – podkreślał trener.

    Awans do czwartej rundy oznacza dla Chwalińskiej wejście do drugiego tygodnia wielkoszlemowego turnieju, a przed nią walka o miejsce w ćwierćfinale. Machovsky nie ukrywa, że szczególnie imponuje mu sposób, w jaki jego zawodniczka radzi sobie z ogromnym obciążeniem. Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji w głównej drabince musiała bowiem przejść przez trzy rundy kwalifikacji.

    – To naprawdę niezwykłe. Teraz najważniejsza będzie regeneracja. Trzeba odzyskać siły przed kolejnym spotkaniem i zobaczyć, jak organizm zareaguje. Niezależnie od tego, co wydarzy się dalej, już teraz można mówić o wielkim sukcesie – zaznaczył Czech, przypominając, jak ważnym osiągnięciem było już samo zwycięstwo nad Kateriną Siniakovą w pierwszej rundzie.

    Machovsky przyznał również, że spodziewał się po Marii Sakkari nieco więcej. W jego opinii Greczynka nie wykorzystała wszystkich możliwości, jakie dawała sytuacja.

    – Wiedziała, że Maja ma za sobą bardzo wiele godzin spędzonych na korcie i mogła spróbować inaczej rozegrać ten mecz. Moim zdaniem nie do końca dobrała odpowiednią taktykę. Ale to już sprawa jej i jej sztabu szkoleniowego – stwierdził z uśmiechem.

    Szkoleniowiec nie obawia się także wyzwań związanych z występami na największych arenach turnieju. Jak przypomina, jego podopieczna od dawna doskonale odnajduje się na dużych kortach i przy licznie zgromadzonej publiczności.

    – Maja uwielbia takie warunki. Już w kwalifikacjach grała na korcie Suzanne Lenglen przy pełnych trybunach i świetnie sobie z tym poradziła. Duże obiekty dodatkowo ją mobilizują – zaznaczył.

    Zapytany o to, jak daleko może zajść Chwalińska w tegorocznym Rolandzie Garrosie, trener nie chciał stawiać żadnych granic.

    – Trudno powiedzieć. W sporcie wszystko jest możliwe – odparł.

    Na zakończenie nie krył jednak ogromnych emocji związanych z historią swojej zawodniczki.

    – Jestem niezwykle szczęśliwy. Nie znam wielu osób, które w tak młodym wieku potrafiłyby tyle razy podnieść się po trudnych momentach i wrócić jeszcze silniejsze. Przetrwała naprawdę wiele i właśnie to najbardziej mnie wzrusza – powiedział, patrząc z dumą na swoją podopieczną.

  • Fibak bije na alarm ws. Świątek. “Od dwóch lat to samo”

    Fibak bije na alarm ws. Świątek. “Od dwóch lat to samo”

    Wojciech Fibak komentuje mecz Świątek – Linette. Wskazuje problem, który powraca od lat

    Historyczny polski pojedynek na kortach Rolanda Garrosa dostarczył kibicom wielu emocji. W trzeciej rundzie wielkoszlemowego turnieju w Paryżu naprzeciw siebie stanęły dwie najlepsze polskie tenisistki ostatnich lat – Iga Świątek i Magda Linette. Zwycięsko z tego starcia wyszła czterokrotna triumfatorka francuskiej imprezy, która pokonała rodaczkę 6:4, 6:4 i awansowała do kolejnej fazy zawodów.

    Spotkanie było wyjątkowe nie tylko ze względu na jego sportową rangę. Po raz pierwszy w historii dwie Polki zmierzyły się ze sobą w singlu kobiet na kortach Rolanda Garrosa. Mecz rozegrano na legendarnym korcie Philippe’a Chatriera, najważniejszej arenie całego kompleksu. To właśnie ten fakt szczególnie poruszył Wojciecha Fibaka, jednego z najwybitniejszych polskich tenisistów w historii.

    Były reprezentant Polski przyznał, że choć nie oglądał spotkania bezpośrednio z trybun, śledził je z ogromnym zainteresowaniem. Jak podkreślił, już sama obecność dwóch Polek na centralnym korcie była powodem do dumy.

    – Dwie Polki na korcie Philippe’a Chatriera to coś niezwykłego. To mój ulubiony kort na świecie. Wiele razy miałem okazję tam występować, a później przeżywałem tam sukcesy jako współpracownik Ivana Lendla. Kiedy dowiedziałem się, że właśnie tam odbędzie się polski pojedynek, poczułem ogromną satysfakcję – zaznaczył Fibak.

    Świątek wygrała, ale Linette postawiła trudne warunki

    Mimo że Iga Świątek była zdecydowaną faworytką spotkania, Magda Linette nie zamierzała oddawać meczu bez walki. Poznanianka kilkukrotnie potrafiła przejąć inicjatywę i zmusić liderkę polskiego tenisa do wysiłku. Oba sety były wyrównane, a o końcowym wyniku decydowały pojedyncze przełamania.

    Fibak zwrócił uwagę, że Linette miała swoje szanse, jednak nie zawsze wykorzystywała odpowiednie rozwiązania taktyczne.

    – Nie jestem przekonany, czy obrana przez Magdę strategia była najlepsza. Momentami próbowała grać z Igą jej własną bronią, a to niezwykle trudne zadanie. Świątek najlepiej czuje się w wymianach z głębi kortu i bardzo rzadko przegrywa takie pojedynki na mączce – ocenił były tenisista.

    Zdaniem Fibaka zawodniczki mierzące się z raszynianką powinny częściej szukać niestandardowych rozwiązań, skracać wymiany i zmuszać ją do częstego zmieniania pozycji na korcie.

    „Od dwóch lat to samo”

    Przy okazji analizy występu Świątek Fibak zwrócił uwagę na problem, który jego zdaniem powraca regularnie już od dłuższego czasu. Chodzi przede wszystkim o momenty słabszej koncentracji i niepotrzebne przestoje w grze.

    Według byłego tenisisty Polka wciąż dominuje większość rywalek, jednak od około dwóch sezonów zdarzają jej się fragmenty spotkań, w których traci kontrolę nad przebiegiem gry. W starciach z zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki może to mieć znacznie większe znaczenie niż w meczach z niżej notowanymi przeciwniczkami.

    Fibak podkreśla jednak, że mimo tych uwag Świątek pozostaje jedną z głównych kandydatek do końcowego triumfu w Paryżu. Jej doświadczenie na paryskiej mączce oraz imponujący bilans zwycięstw sprawiają, że każda rywalka musi wznieść się na najwyższy poziom, by myśleć o sprawieniu niespodzianki.

    Żal po porażce Huberta Hurkacza

    W rozmowie nie zabrakło również odniesienia do występu Huberta Hurkacza. Polski tenisista zakończył udział w Rolandzie Garrosie wcześniej, niż oczekiwali tego kibice. Fibak nie ukrywał rozczarowania takim obrotem spraw.

    Jego zdaniem wrocławianin miał realne możliwości, by zajść w tegorocznym turnieju znacznie dalej. Szczególnie że drabinka po kilku sensacyjnych rozstrzygnięciach zaczęła się otwierać, a z rywalizacji odpadło kilku wysoko rozstawionych zawodników.

    Były reprezentant Polski zaznaczył, że Hurkacz wciąż poszukuje pełnej stabilizacji po problemach zdrowotnych i zmianach w swoim sztabie szkoleniowym. Kiedy jednak znajduje odpowiedni rytm gry, jest w stanie rywalizować jak równy z równym z najlepszymi tenisistami świata.

    Maja Chwalińska coraz większą rewelacją turnieju

    Wojciech Fibak z dużym entuzjazmem wypowiedział się również o Mai Chwalińskiej, która przebojem wdarła się do trzeciej rundy paryskiego turnieju. Polka najpierw znakomicie przeszła kwalifikacje, a następnie odniosła dwa cenne zwycięstwa w głównej drabince.

    Zdaniem Fibaka jej mecz z Marią Sakkari zapowiada się niezwykle interesująco. Greczynka dysponuje większym doświadczeniem i przez wiele lat należała do światowej czołówki, ale obecnie nie znajduje się w najwyższej formie. Chwalińska natomiast imponuje pewnością siebie, regularnością oraz odważnym stylem gry.

    Ekspert uważa, że Polka nie stoi na straconej pozycji i może sprawić kolejną niespodziankę. Kluczowe będzie jednak utrzymanie wysokiej jakości serwisu oraz wykorzystywanie okazji do przejmowania inicjatywy w wymianach.

    Polki piszą historię w Paryżu

    Niezależnie od dalszych wyników tegoroczny Roland Garros już teraz zapisuje się jako jeden z najbardziej udanych turniejów dla polskiego tenisa kobiet. Do trzeciej rundy awansowały aż trzy reprezentantki Polski – Iga Świątek, Magda Linette i Maja Chwalińska.

    Tak liczna reprezentacja na tak zaawansowanym etapie wielkoszlemowej rywalizacji pokazuje, jak ogromny postęp wykonał polski tenis w ostatnich latach. Dla kibiców szczególnie symboliczny pozostanie jednak piątkowy pojedynek Świątek z Linette – pierwszy polski mecz singlowy kobiet na Rolandzie Garrosie, który pokazał siłę i głębię obecnego pokolenia zawodniczek.

  • Kostiuk przemówiła do Świątek. Rosną emocje przed polsko-ukraińskim starciem

    Kostiuk przemówiła do Świątek. Rosną emocje przed polsko-ukraińskim starciem

    Marta Kostiuk nie ukrywa, że z ogromnymi emocjami czeka na starcie z Igą Świątek w czwartej rundzie Rolanda Garrosa. Ukrainka, która właśnie notuje najlepszy okres w swojej karierze, podkreśla jednak, że mimo rosnącej pewności siebie doskonale zdaje sobie sprawę z klasy rywalki. – Przegrałam z nią trzy razy, jeszcze raz w czasach juniorskich. Bardzo chciałam ponownie się z nią zmierzyć i dlatego jestem podekscytowana tym meczem. Iga uwielbia grać w Paryżu, ale wierzę, że mam swoje szanse. Wiem, że będę underdogiem, jednak chcę wyjść na kort i cieszyć się tym spotkaniem najlepiej, jak potrafię – przyznała tenisistka.

    23-letnia Kostiuk kontynuuje imponującą serię zwycięstw na kortach ziemnych. W meczu trzeciej rundy pokonała Viktoriję Golubic 6:4, 6:3, odnosząc już 15. triumf z rzędu na mączce. Ukrainka współpracuje z polską trenerką Sandrą Zaniewską, a efekty tej współpracy są coraz bardziej widoczne.

    Po zwycięstwie nad Golubic Kostiuk zwracała uwagę przede wszystkim na trudne warunki atmosferyczne. – Zaczęłam bardzo dobrze, ale później trochę się spieszyłam. Było niezwykle wilgotno i z każdym dniem wszyscy coraz bardziej odczuwają skutki tego upału. Najważniejsze, że zachowałam cierpliwość i udało mi się zamknąć mecz w dwóch setach, nie rezygnując z agresywnej gry – oceniła zawodniczka, która w rankingu WTA przesuwa się już w okolice 13. miejsca.

    Choć dotychczasowy bilans spotkań wyraźnie przemawia na korzyść Świątek, Kostiuk podkreśla, że tym razem podchodzi do rywalizacji zupełnie inaczej. Iga wygrywała z nią zarówno na kortach twardych, jak i na mączce, a ich jedyny pojedynek na paryskiej cegle miał miejsce już kilka lat temu – również w czwartej rundzie French Open.

    Ukrainka przyznała, że w poprzednich starciach często przegrywała mentalnie jeszcze przed wyjściem na kort. Teraz jednak sytuacja wygląda inaczej. – Mam zupełnie inne odczucia niż przed naszym meczem w Cincinnati. Wtedy przegrałam to spotkanie jeszcze zanim się rozpoczęło. Dziś już tak nie myślę. Nadal jestem jednak tą samą zawodniczką, która trzy razy z nią przegrała, a Iga to czterokrotna mistrzyni tego turnieju. Oczywiście chciałabym być faworytką, ale rozsądek mówi coś innego – powiedziała szczerze.

    Mimo ogromnego szacunku dla Świątek, Kostiuk nie zamierza wychodzić na kort z kompleksem niższości. – Ta seria zwycięstw niczego nie zmienia w moim nastawieniu. Chcę po prostu zagrać najlepiej, jak potrafię, i czerpać radość z tego meczu. Nawet jeśli uda mi się wygrać jednego seta, będę bardzo szczęśliwa. Tak właśnie patrzę na to spotkanie – podsumowała Ukrainka przed jednym z najciekawiej zapowiadających się pojedynków czwartej rundy.