Author: newuser

  • Padło pytanie o zaprzysiężenie sędziów TK. Prezydent: Miałem zastrzeżenia

    Padło pytanie o zaprzysiężenie sędziów TK. Prezydent: Miałem zastrzeżenia

    Prezydent Karol Nawrocki w obszernym wywiadzie udzielonym w Kanał Zero odniósł się do jednej z najbardziej kontrowersyjnych decyzji ostatnich tygodni, dotyczącej zaprzysiężenia nowych sędziów Trybunał Konstytucyjny. Wyjaśnił, że jego działania były podyktowane przede wszystkim chęcią zapewnienia ciągłości funkcjonowania tej kluczowej instytucji państwowej, nawet mimo poważnych wątpliwości co do sposobu wyłonienia wszystkich kandydatów przez parlament.

    „Chciałem, żeby Trybunał mógł działać”

    Prezydent podkreślił, że sytuacja była daleka od komfortowej, a decyzja, którą podjął, była wynikiem trudnego kompromisu. Jak zaznaczył, miał istotne zastrzeżenia wobec całej szóstki sędziów wybranych przez Sejm, jednak jednocześnie zdawał sobie sprawę, że brak odpowiedniej liczby członków w Trybunale może sparaliżować jego pracę.

    – W pewnym momencie stanąłem przed wyborem: albo podtrzymuję swoje wątpliwości i nie zaprzysiężam nikogo, ryzykując dalszą destabilizację, albo – mimo tych zastrzeżeń – podejmuję decyzję, która umożliwi funkcjonowanie Trybunału. Uznałem, że interes państwa wymaga działania – tłumaczył.

    W efekcie zdecydował się na zaprzysiężenie dwóch osób spośród sześciu wskazanych przez Sejm, co – jak zaznaczył – pozwoliło osiągnąć minimalny skład niezbędny do pracy organu, wynoszący 11 sędziów.

    Brak odpowiedzi ze strony Sejmu

    Prezydent zwrócił uwagę, że przed podjęciem decyzji próbował uzyskać dodatkowe wyjaśnienia od parlamentu. Jak relacjonował, szef jego kancelarii, Zbigniew Bogucki, skierował do marszałka Sejmu, Włodzimierz Czarzasty, formalne zapytanie w sprawie szczegółów dotyczących wyboru sędziów.

    Chodziło przede wszystkim o precyzyjne wskazanie, który z wybranych kandydatów ma zastąpić konkretnego sędziego kończącego kadencję. Tego typu dokument – zdaniem prezydenta – powinien zostać przekazany, aby umożliwić prawidłową ocenę sytuacji prawnej.

    – Liczyłem na współpracę i jasność ze strony Sejmu. Niestety, nie otrzymałem odpowiedzi, która rozwiałaby moje wątpliwości. Zostałem postawiony w sytuacji, w której musiałem sam dokonać wyboru – zaznaczył.

    Kontrowersje wokół pozostałych czterech sędziów

    Największe emocje budzi jednak los pozostałych czterech osób wybranych przez Sejm. Karol Nawrocki jednoznacznie podkreślił, że nigdy nie zadeklarował definitywnej odmowy przyjęcia od nich ślubowania. Jednocześnie skrytykował sposób, w jaki zdecydowali się oni złożyć przysięgę – bez udziału głowy państwa.

    Uroczystość w Sali Kolumnowej Sejmu, podczas której sędziowie złożyli ślubowanie w obecności marszałka, prezydent określił jako „show” oraz „cyrk”. Jego zdaniem było to działanie pozbawione podstaw konstytucyjnych, które dodatkowo komplikuje i tak napiętą sytuację wokół Trybunału.

    – Uważam, że powinni poczekać na rozstrzygnięcie tej kwestii w sposób zgodny z prawem, zamiast tworzyć fakty dokonane – mówił.

    Decyzja w rękach Trybunału

    Prezydent zaznaczył, że ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie powinno należeć do samego Trybunał Konstytucyjny. Jak podkreślił, to właśnie ten organ – którego zdolność do działania została już jego zdaniem zabezpieczona – powinien dokonać interpretacji obowiązujących przepisów i ocenić skuteczność złożonego ślubowania.

    Zarysował dwa możliwe scenariusze. W pierwszym Trybunał uzna, że sędziowie, mimo wcześniejszego zaprzysiężenia przed notariuszem w Sejmie, powinni ponownie złożyć ślubowanie przed prezydentem. W takiej sytuacji – jak zadeklarował – nie będzie się wahał i dokona stosownych czynności.

    W drugim wariancie Trybunał może uznać, że działania sędziów w Sejmie były równoznaczne z odmową złożenia przysięgi przed głową państwa. Wówczas – jak zaznaczył prezydent – nie będzie podstaw do dalszych działań z jego strony.

    Tło sporu

    Cała sytuacja ma swoje źródło w decyzji Sejmu z 13 marca, kiedy to parlament wybrał sześciu nowych sędziów do Trybunał Konstytucyjny. W tamtym momencie w Trybunale obsadzonych było jedynie 9 z 15 przewidzianych stanowisk, co znacząco utrudniało jego funkcjonowanie.

    Prezydent zdecydował się zaprosić do Pałacu Prezydenckiego tylko dwoje z nich – Magdalenę Bentkowską oraz Dariusza Szostka – i to właśnie oni jako pierwsi złożyli ślubowanie zgodnie z dotychczasową praktyką konstytucyjną.

    Pozostała czwórka – Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda oraz Anna Korwin-Piotrowska – zdecydowała się na inny krok. 9 kwietnia, podczas uroczystości w Sejmie, złożyli ślubowanie bez udziału prezydenta. Co więcej, w tej samej ceremonii ponownie uczestniczyli także Bentkowska i Szostek, którzy wcześniej byli już zaprzysiężeni przez głowę państwa.

    Stanowisko prezesa Trybunału

    Do sprawy odniósł się również prezes Trybunał Konstytucyjny, Bogdan Święczkowski. Jego stanowisko jest jednoznaczne – sędziowie, którzy nie złożyli ślubowania przed prezydentem, nie objęli swoich funkcji.

    W konsekwencji nie zostali oni dopuszczeni do orzekania ani do wykonywania obowiązków w Trybunale. To dodatkowo zaostrza spór i stawia pod znakiem zapytania legalność części działań oraz przyszłość funkcjonowania całej instytucji.

    Spór, który może mieć dalsze konsekwencje

    Obecna sytuacja wokół Trybunał Konstytucyjny jest jednym z najpoważniejszych kryzysów konstytucyjnych ostatnich lat. Różnice interpretacyjne dotyczą nie tylko samej procedury zaprzysiężenia, ale również zakresu kompetencji poszczególnych organów państwa.

    Decyzja, którą w najbliższym czasie podejmie Trybunał, może mieć kluczowe znaczenie nie tylko dla losu czterech sędziów, ale także dla ustabilizowania sytuacji prawnej w Polsce. Jednocześnie wypowiedzi prezydenta wskazują, że nie zamyka on drogi do kompromisu, pozostawiając sobie przestrzeń do działania w zależności od rozstrzygnięcia organu konstytucyjnego.

  • Morderczy bój Świątek z młodą Rosjanką. Wielki zwrot w trzecim secie

    Morderczy bój Świątek z młodą Rosjanką. Wielki zwrot w trzecim secie

    Iga Świątek miała w Stuttgarcie nie tylko sportowy cel, ale i osobisty rachunek do wyrównania. Przed rokiem dwukrotnie przegrała z Mirrą Andriejewą – i były to porażki, które kosztowały ją sporo emocji oraz odbiły się szerokim echem w mediach. Ćwierćfinał WTA 500 w Niemczech wydawał się idealną okazją, by odwrócić niekorzystną historię. Tak się jednak nie stało. Polka uległa 6:3, 4:6, 3:6.

    Rywalek, z którymi Świątek ma ujemny bilans, jest niewiele. Rosjanka wciąż pozostaje jedną z nich. Choć przez długi czas zanosiło się na przełamanie tej serii, końcówka znów należała do młodszej zawodniczki.

    Początek spotkania nie ułożył się po myśli Polki. Już w pierwszym gemie została przełamana, a chwilę później Andriejewa prowadziła 2:0. Mimo to zarówno Świątek, jak i jej trener Francisco Roig zachowywali spokój. To było szczególnie widoczne w kontekście wydarzeń sprzed roku, gdy emocje często brały górę.

    Tym razem reakcja była zupełnie inna. Świątek szybko się pozbierała – najpierw pewnie wygrała gema serwisowego, potem odrobiła stratę przełamania, a następnie objęła prowadzenie. Kluczowy moment nastąpił przy stanie 3:2, gdy Polka obroniła dwa break pointy i zakończyła długiego gema asem serwisowym. Od tego momentu kontrolowała przebieg pierwszego seta, który wygrała zasłużenie 6:3.

    Jej gra była wtedy solidna i przemyślana. Dobrze operowała głębokimi uderzeniami, szczególnie kierując piłki na forhend rywalki, który nie zawsze był stabilny. Nie grała przesadnie agresywnie, ale wystarczająco skutecznie, by wywierać presję.

    Druga partia przyniosła więcej wahań. Andriejewa zaczęła grać odważniej, ryzykując szczególnie przy serwisie, gdzie osiągała imponujące prędkości. Ponownie objęła prowadzenie 2:0, lecz Świątek znów potrafiła wrócić do gry. Mimo problemów z pierwszym podaniem, Polka wyrównała na 3:3.

    Końcówka seta należała jednak do Rosjanki. W decydującym momencie wykorzystała słabszy serwis Świątek i przełamała ją na 6:4. Choć statystyki nie wskazywały na wyraźną przewagę którejkolwiek z zawodniczek, to Andriejewa była w tym fragmencie bardziej konkretna.

    Decydujący set rozpoczął się obiecująco dla Polki. Świątek przełamała rywalkę i wyszła na 2:0, zachowując spokój i kontrolę nad emocjami. Wydawało się, że tym razem utrzyma przewagę. Miała nawet szansę na podwójne przełamanie i prowadzenie 3:0.

    To był jednak moment zwrotny. Andriejewa, mimo wcześniejszych oznak frustracji, potrafiła wrócić na wysoki poziom. Zaczęła grać odważniej i skuteczniej, a Świątek stopniowo traciła pewność. Od stanu bliskiego 3:0 dla Polki zrobiło się 5:2 dla Rosjanki.

    W tym fragmencie meczu u Świątek pojawiły się oznaki bezradności. Zaczęła częściej popełniać błędy, jej serwis przestał funkcjonować, a w dłuższych wymianach brakowało jej cierpliwości. Andriejewa wykorzystała ten moment bez wahania i zamknęła mecz.

    To już trzecia z rzędu porażka Świątek z tą rywalką. Choć przez długi czas Polka prezentowała się lepiej – szczególnie mentalnie w porównaniu do poprzednich spotkań – to końcówka ponownie pokazała, że Andriejewa potrafi odwracać losy trudnych meczów.

    Przed Świątek teraz kluczowa część sezonu na kortach ziemnych. Turnieje w Madrycie i Rzymie będą ostatnim etapem przygotowań do Rolanda Garrosa. Jeśli chce wrócić na swój najwyższy poziom, musi znaleźć sposób, by utrzymywać koncentrację i jakość gry w decydujących momentach – właśnie takich jak ten w Stuttgarcie.

  • Dlatego Świątek przegrała z Andriejewą. To było widać nawet z trybun

    Dlatego Świątek przegrała z Andriejewą. To było widać nawet z trybun

    Ćwierćfinał turnieju WTA w Stuttgarcie nie zakończył się po myśli Iga Świątek. Polka przegrała z Mirra Andriejewa 6:3, 4:6, 3:6, mimo że rozpoczęła spotkanie od wygrania pierwszego seta. Choć na korcie prezentowała się spokojniej niż w poprzednich tygodniach, nie zdołało to przełamać jej niekorzystnej serii – od listopada 2025 roku nie pokonała żadnej zawodniczki z czołowej dziesiątki rankingu.

    Dla Świątek był to szczególny występ – pierwszy turniej pod okiem nowego szkoleniowca Francisco Roig, a zarazem inauguracja sezonu na kortach ziemnych. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że Andriejewa – aktualnie dziewiąta rakieta świata – wygrała z Polką już dwa wcześniejsze pojedynki w ubiegłym roku.

    Początek meczu nie był udany dla Świątek. Szybko została przełamana i przegrywała 0:2, popełniając sporo błędów, szczególnie przy własnym serwisie. Mimo trudnego startu zachowała jednak spokój, który w ostatnich miesiącach nie zawsze był jej atutem. Stopniowo poprawiała swoją grę, zwłaszcza z bekhendu, i odrobiła straty, wychodząc na prowadzenie 3:2. Kluczowy moment nastąpił w długim, 18-punktowym gemie, który pozwolił jej przejąć inicjatywę.

    Z biegiem czasu Polka zaczęła dominować – jej forhend nabrał rotacji i stabilności, a serwis funkcjonował coraz lepiej. Tymczasem Andriejewa zaczęła tracić cierpliwość, popełniała więcej błędów i reagowała nerwowo, nawet wdając się w dyskusje ze swoją trenerką Conchita Martínez. Ostatecznie Świątek wygrała pierwszego seta 6:3, wygrywając cztery z ostatnich pięciu gemów.

    Na trybunach panowała znakomita atmosfera. Kibice – w tym liczni Polacy – głośno wspierali dwukrotną triumfatorkę turnieju (2022–2023), skandując jej imię. W pewnym momencie spotkanie z uwagą obserwowała także Karolína Muchová, która chwilę wcześniej awansowała do półfinału po zwycięstwie nad Coco Gauff.

    Drugi set rozpoczął się jednak podobnie jak pierwszy – od prowadzenia Andriejewej 2:0. Choć Świątek zdołała odrobić straty i doprowadzić do remisu 4:4, końcówka należała do Rosjanki. W decydujących momentach grała odważnie i skutecznie, zamykając partię efektownym returnem na 6:4.

    Przed trzecim setem Świątek udała się na krótką przerwę, natomiast Andriejewa intensywnie konsultowała się z trenerką. Po powrocie na kort Polka szybko przełamała rywalkę i była bliska objęcia prowadzenia 3:0, jednak nie wykorzystała swojej szansy. Rosjanka wyrównała na 2:2, imponując kolejnym finezyjnym skrótem.

    Od tego momentu inicjatywa przeszła na stronę Andriejewej. Świątek obniżyła poziom, a w końcówce zaczęła okazywać więcej frustracji. Mimo gorącego dopingu publiczności nie była w stanie odwrócić losów spotkania i przegrała decydującego seta 3:6.

    Dla Polki to kolejny mecz w tym sezonie, w którym – mimo wygranego pierwszego seta – nie potrafiła utrzymać przewagi. Teraz przed nią przygotowania do turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie, który rozpoczyna się 21 kwietnia.

    W półfinałach w Stuttgarcie Karolína Muchová zmierzy się z Elina Switolina, natomiast Mirra Andriejewa zagra z Jelena Rybakina lub Leylah Fernandez.

  • Zapytaliśmy Świątek po przegranej z Andriejewą. “Nie jestem taką osobą”

    Zapytaliśmy Świątek po przegranej z Andriejewą. “Nie jestem taką osobą”

    Iga Świątek zakończyła swój udział w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie na etapie ćwierćfinału. Polka uległa Mirrze Andriejewej 6:3, 4:6, 3:6, choć w decydującym secie była bardzo blisko przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę. Mimo rozczarowania wynikiem, w jej wypowiedziach po meczu dało się wyczuć nutę optymizmu.

    Po spotkaniu Świątek pojawiła się na konferencji prasowej, gdzie odniosła się m.in. do kwestii pewności siebie. Jeszcze miesiąc wcześniej, po porażce z Magdą Linette w Miami, przyznawała, że brakuje jej tego elementu. Teraz podkreśla, że odbudowa mentalna to proces, który wymaga czasu i regularnej gry.

    – Pewność siebie nie pojawia się z dnia na dzień. Potrzebuję kolejnych meczów, powtórzeń i pozytywnych doświadczeń na korcie. To coś, nad czym muszę pracować krok po kroku – zaznaczyła.

    Choć wynik w Stuttgarcie nie spełnił jej oczekiwań, zawodniczka dostrzega pozytywne aspekty swojej gry. Turniej był dla niej jednym z pierwszych występów pod okiem nowego trenera, Francisco Roiga, z którym niedawno rozpoczęła współpracę. Przygotowania do startu obejmowały m.in. treningi w akademii Rafaela Nadala.

    Sama tenisistka przyznała, że nie spodziewała się natychmiastowej poprawy formy i pełnej zmiany nastawienia. Jednocześnie zauważyła, że w trakcie meczu z Andriejewą towarzyszyło jej więcej spokoju niż w poprzednich występach.

    – Przez większą część spotkania czerpałam radość z gry. To dla mnie ważny sygnał, bo wcześniej nie zawsze tak było. Chcę znów cieszyć się tenisem i wierzyć w swoje możliwości – podkreśliła.

    Świątek odniosła się także do momentu, w którym straciła kontrolę nad trzecim setem. Od prowadzenia 2:0 wygrała już tylko jednego gema, mimo że miała szansę na podwójne przełamanie.

    – Muszę jeszcze raz obejrzeć ten mecz. Na korcie nie czułam się wystarczająco pewnie przy serwisie. Brakowało precyzji, piłki były zbyt wygodne dla rywalki. Z głębi kortu grałam jednak całkiem solidnie – oceniła.

    Polka nie ukrywa, że serwis pozostaje jednym z elementów wymagających poprawy. Ma jednak świadomość, nad czym powinna pracować w najbliższym czasie.

    Kolejną okazją do sprawdzenia formy będzie turniej WTA 1000 w Madrycie. W ubiegłym roku Świątek dotarła tam do półfinału, natomiast w obecnym sezonie wciąż czeka na pierwszy awans do najlepszej czwórki zawodów.

  • Andriejewa wygrała ze Świątek, później zapadło inne rozstrzygnięcie. Wszystko już jasne

    Andriejewa wygrała ze Świątek, później zapadło inne rozstrzygnięcie. Wszystko już jasne

    Piątkowy ćwierćfinał turnieju WTA 500 w Stuttgarcie nie zakończył się po myśli Iga Świątek. Polka była bardzo blisko zwycięstwa — w decydującym secie prowadziła z przewagą przełamania i miała szansę na wynik 3:0 — jednak nie zdołała wykorzystać okazji. Ten moment okazał się przełomowy. Od tego czasu inicjatywę przejęła Mirra Andriejewa, która wygrała pięć gemów z rzędu i odwróciła losy spotkania. Ostatecznie 18-letnia Rosjanka triumfowała 3:6, 6:4, 6:3, notując trzecie z rzędu zwycięstwo nad Świątek.

    Kilka godzin później poznaliśmy jej kolejną rywalkę. W ostatnim ćwierćfinale zmierzyły się Jelena Rybakina oraz Leylah Fernandez. Faworytką była reprezentantka Kazachstanu, pełniąca rolę turniejowej „jedynki” pod nieobecność Aryna Sabalenka. Kanadyjka przystępowała jednak do meczu w dobrym nastroju po imponującym odwróceniu losów poprzedniego spotkania.

    Pierwszy set był niezwykle wyrównany i pełen zwrotów akcji. Fernandez rozpoczęła pewnie, a w pewnym momencie prowadziła już 5:2 i miała trzy piłki setowe przy serwisie rywalki. Rybakina zdołała jednak wyjść z ogromnych kłopotów i doprowadziła do tie-breaka. W nim decydujący okazał się jeden mini break — Kanadyjka wygrała 7:6(5).

    Druga partia długo pozostawała wyrównana, ale w końcówce przewagę zaznaczyła Rybakina. Od stanu 2:4 wygrała cztery kolejne gemy, a seta zakończyła przy podwójnym błędzie serwisowym przeciwniczki.

    Trzeci set dostarczył jeszcze więcej emocji. Fernandez ponownie uzyskała przełamanie i prowadziła 4:2, a następnie 5:3, będąc o krok od zwycięstwa. Rybakina nie poddała się jednak i doprowadziła do wyrównania, broniąc przy tym piłki meczowej. O losach awansu ponownie zdecydował tie-break. W nim również nie zabrakło dramatyzmu — przy stanie 6:5 Kanadyjka miała drugiego meczbola, lecz trzy ostatnie punkty padły łupem Rybakiny. Ostatecznie to Kazaszka zwyciężyła 6:7(5), 6:4, 7:6(6).

    Tym samym poznaliśmy komplet półfinalistek turnieju w Stuttgarcie. W pierwszym meczu o finał zmierzą się Elina Switolina i Karolina Muchova, natomiast w drugim półfinale dojdzie do starcia Jelena Rybakina z Mirra Andriejewa.

  • To stało się po porażce z Andriejewą. Nici z planu Świątek, straciła wielką szansę

    To stało się po porażce z Andriejewą. Nici z planu Świątek, straciła wielką szansę

    Iga Świątek zakończyła swój udział w tegorocznym turnieju WTA Stuttgart na etapie ćwierćfinału. Polka musiała uznać wyższość Mirra Andriejewa, a ta porażka niesie za sobą nie tylko sportowe rozczarowanie, lecz także istotne konsekwencje rankingowe.

    Początek rywalizacji w niemieckiej imprezie był dla Świątek bardzo udany. W swoim pierwszym meczu pewnie pokonała Laura Siegemund, co otworzyło jej drogę do ćwierćfinału. Tam jednak czekało znacznie trudniejsze wyzwanie – pojedynek z jedną z najbardziej utalentowanych zawodniczek młodego pokolenia.

    Spotkanie z Andriejewą dostarczyło wielu emocji. Pierwszy set padł łupem Polki, która kontrolowała przebieg gry i wydawała się zmierzać po zwycięstwo. W drugiej partii sytuacja uległa jednak zmianie – Rosjanka podniosła poziom, zaczęła grać agresywniej i doprowadziła do wyrównania. Decydujący set był niezwykle zacięty. Choć Świątek jako pierwsza przełamała rywalkę, nie zdołała utrzymać przewagi, a końcówka należała do Andriejewej, która przypieczętowała awans do półfinału.

    Przegrana ta ma również wymiar rankingowy. Tego samego dnia swoją szansę na powiększenie dorobku punktowego straciła także Coco Gauff, która niespodziewanie uległa Karolína Muchová. Przed tymi spotkaniami różnica między Gauff a Świątek w zestawieniu WTA była minimalna – wynosiła zaledwie kilkanaście punktów. Gdyby Polka wygrała swój mecz, wyprzedziłaby Amerykankę i awansowała w rankingu. Porażka sprawiła jednak, że ta szansa na razie przepadła.

    Sytuacja wciąż pozostaje jednak otwarta. Już wkrótce tenisistki przeniosą się do WTA Madrid Open, gdzie układ sił może ponownie ulec zmianie. Wynika to z faktu, że w ubiegłym roku Gauff dotarła tam aż do finału, podczas gdy Świątek zakończyła zmagania na półfinale. Oznacza to, że Amerykanka będzie bronić większej liczby punktów rankingowych.

    W praktyce jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Madrycie Polka może przesunąć się wyżej w rankingu. Aby jednak utrzymać przewagę i ją powiększyć, będzie musiała nie tylko dobrze zaprezentować się na korcie, ale również liczyć na potknięcia swojej głównej rywalki.

  • Andriejewa wyrzuca Świątek z turnieju, ale co stało się potem. Jest komunikat WTA .

    Andriejewa wyrzuca Świątek z turnieju, ale co stało się potem. Jest komunikat WTA .

    Iga Świątek bardzo dobrze rozpoczęła swój występ w turnieju w Stuttgarcie. W pierwszym spotkaniu, już pod okiem nowego trenera Francisco Roig, pewnie pokonała Laura Siegemund. Już od początku było jednak jasne, że prawdziwym sprawdzianem formy będzie ćwierćfinałowe starcie z Mirra Andriejewa.

    Polka po niespełna półtora roku zakończyła współpracę z Wim Fissette. Decyzja zapadła po zaskakującej porażce w drugiej rundzie turnieju w Miami, gdzie musiała uznać wyższość Magda Linette. Nowym szkoleniowcem został doświadczony Hiszpan Roig, a jego pierwszym poważnym sprawdzianem jest właśnie rywalizacja w Stuttgarcie, gdzie pojawiła się niemal cała światowa czołówka – z wyjątkiem liderki rankingu, Aryna Sabalenka.

    Pierwszy mecz Świątek wypadł bardzo solidnie – bez większych problemów ograła Siegemund i pewnie zameldowała się w ćwierćfinale. Tam czekało ją jednak zdecydowanie trudniejsze zadanie. Po drugiej stronie siatki stanęła Andriejewa, dziewiąta rakieta świata, która od początku narzuciła bardzo wysokie tempo gry.

    Spotkanie okazało się długie i niezwykle wymagające. Trwało ponad dwie godziny i zakończyło się dopiero po trzech wyrównanych setach. W decydującej partii lepsza była Rosjanka, która wygrała 6:3. Świątek, mimo obiecującego początku seta i prowadzenia 2:0, zaczęła popełniać coraz więcej błędów, co pozwoliło rywalce przejąć inicjatywę.

    Tuż po zakończeniu meczu Women’s Tennis Association opublikowała w mediach społecznościowych krótkie podsumowanie spotkania. Podkreślono w nim ogromny wysiłek Andriejewej: „Ciężko wywalczone zwycięstwo. Mirra Andriejewa walczyła do końca i pokonała Świątek!” – napisano.

  • Aż huczy ws. Fissette’a. “Wielki sukces”. Świętuje po rozstaniu ze Świątek

    Aż huczy ws. Fissette’a. “Wielki sukces”. Świętuje po rozstaniu ze Świątek

    Iga Świątek rywalizuje obecnie w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie walczy o swoje pierwsze trofeum pod okiem nowego szkoleniowca, Francisco Roiga. Tymczasem jej były trener, Wim Fissette, może już pochwalić się premierowym sukcesem po zakończeniu współpracy z byłą liderką światowego rankingu. W Belgii nie brakuje głosów uznania dla 46-letniego szkoleniowca, choć jednocześnie pojawiają się spekulacje dotyczące jego kolejnych zawodowych kroków.

    W tym roku reprezentacja Polski nie wystąpi w finałowym turnieju Billie Jean King Cup. Zespół prowadzony przez Dawida Celtę przegrał decydujące spotkanie z Ukrainą w Gliwicach, a brak Igi Świątek w składzie okazał się znaczący. W efekcie Polki straciły szansę na wrześniowy występ w Shenzhen. O końcowy triumf powalczą natomiast reprezentacje Ukrainy, Czech, Wielkiej Brytanii, Włoch, Kazachstanu, Hiszpanii, Chin oraz Belgii, której kapitanem jest właśnie Fissette.

    Belg poprowadził swoją drużynę do głośnego zwycięstwa nad reprezentacją Stanów Zjednoczonych w meczu decydującym o awansie. Choć Amerykanki wystąpiły w osłabionym składzie – zabrakło m.in. Coco Gauff, Amandy Anisimovej i Jessiki Peguli – to wciąż uchodziły za faworytki. Belgijki jednak sprawiły niespodziankę, a kluczowy punkt zdobyła Greet Minnen, pokonując Ivę Jovic w pojedynku singlowym.

    – Jesteśmy na drodze do finałów Billie Jean King Cup. Jestem niezwykle dumny z tego zespołu i jego determinacji. Dziękuję także kibicom, którzy nas wspierali – ich energia była bezcenna – podkreślał Fissette po zwycięstwie.

    Belgijski tenis przeżywa obecnie wyraźne odrodzenie, a reprezentacja, która jeszcze niedawno pozostawała w cieniu, dziś wraca do światowej czołówki. Lokalni eksperci są zgodni – ogromna w tym zasługa obecnego kapitana kadry.

    – Trener z takim doświadczeniem, pracujący wcześniej z wieloma wybitnymi osobowościami, potrafił stworzyć z tej grupy prawdziwy zespół – ocenił dziennikarz Christophe Moons. Podobnie wypowiada się były tenisista Filip Dewulf, który zwraca uwagę, że Fissette od kilku lat konsekwentnie budował drużynę opartą na młodych zawodniczkach, co przyniosło wymierne efekty. Jego zdaniem nawet Elise Mertens ponownie zaangażowała się w grę dla reprezentacji właśnie dzięki tej przemianie.

    Na razie nie jest jasne, jaka będzie kolejna decyzja w karierze belgijskiego szkoleniowca. Możliwe, że wkrótce wróci do pracy w cyklu WTA lub ATP. W mediach pojawiają się również doniesienia sugerujące potencjalną współpracę z Mirrą Andriejewą – zawodniczką, z którą Iga Świątek mierzy się w walce o półfinał turnieju w Stuttgarcie.

  • Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie wchodzi w kluczową fazę – w piątek rozegrane zostaną ćwierćfinały. Po zwycięstwie Mirry Andriejewej nad Alycią Parks stało się jasne, że kibice zobaczą jej pierwsze starcie z Igą Świątek na korcie ziemnym. Już na etapie losowania było spore prawdopodobieństwo, że Polka trafi właśnie na młodą Rosjankę lub Jelenę Ostapenko. Ostatecznie los skojarzył ją z 18-latką z Krasnojarska. Warto więc przypomnieć, jak wyglądał ich pierwszy pojedynek w karierze, zakończony triumfem raszynianki.

    W ostatnim czasie Świątek rozpoczęła nowy etap w swojej karierze. Zmiana trenera i modyfikacje w przygotowaniach do sezonu na mączce to ważne kroki, które mają przynieść efekty w kolejnych miesiącach. Pierwszym oficjalnym występem pod wodzą Francisco Roiga był mecz drugiej rundy w Stuttgarcie przeciwko Laurze Siegemund. Polka wygrała pewnie 6:2, 6:3, choć – co naturalne – nie był to jeszcze tenis na najwyższym możliwym poziomie. Na pełną ocenę nowej współpracy przyjdzie czas dopiero po kilku turniejach.

    Prawdziwy sprawdzian czeka jednak Świątek w piątek. Nie wcześniej niż o godzinie 17:00 zmierzy się z Andriejewą – mistrzynią Wimbledonu 2025. Będzie to ich czwarte spotkanie, ale pierwsze rozegrane na nawierzchni ziemnej, która uchodzi za królestwo Polki. Dotychczasowy bilans bezpośrednich pojedynków wynosi 2–1 dla Rosjanki, a wszystkie mecze odbyły się na kortach twardych.

    Ich pierwsza konfrontacja miała miejsce dwa lata temu w Cincinnati. Wówczas lepsza okazała się Świątek, choć początek spotkania nie układał się po jej myśli. Polka szybko straciła serwis i mimo kilku okazji nie była w stanie odrobić strat w pierwszym secie, który padł łupem Andriejewej 6:4.

    Druga partia wyglądała już zupełnie inaczej. Świątek od początku narzuciła swoje warunki, przełamała rywalkę i kontrolowała przebieg seta, wygrywając go 6:3. Tym samym doprowadziła do decydującej odsłony.

    W trzecim secie obie tenisistki prezentowały bardzo wysoki poziom serwowania. Przez długi czas żadna z nich nie była w stanie wypracować break pointa. Dopiero w końcówce pojawiły się pierwsze szanse – przy stanie 5:5 Polka wykorzystała jedną z nich, korzystając także z nerwowości młodej rywalki. Chwilę później Świątek serwowała po zwycięstwo. Choć Andriejewa miała jeszcze okazję doprowadzić do tie-breaka, nie zdołała jej wykorzystać. Ostatecznie Polka wygrała 4:6, 6:3, 7:5 po dwóch i pół godzinie gry, awansując do półfinału.

    Kolejne spotkania obu zawodniczek miały już zupełnie inny przebieg. Na początku sezonu 2025 Andriejewa znajdowała się w znakomitej formie. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju pokonała Świątek 6:3, 6:3, a kilka tygodni później w Indian Wells znów okazała się lepsza – tym razem po trzysetowym boju 7:6(1), 1:6, 6:3. Co więcej, Rosjanka wygrała oba te turnieje, notując najlepszy okres w swojej dotychczasowej karierze.

    Również obecnie Andriejewa prezentuje solidną dyspozycję. Ma na koncie serię sześciu zwycięstw z rzędu, zapoczątkowaną triumfem w turnieju WTA 500 w Linzu. Przed Świątek stoi więc trudne zadanie – spróbuje nie tylko zatrzymać rozpędzoną rywalkę, ale także wyrównać bilans ich bezpośrednich spotkań. Atutem Polki powinna być jednak gra na mączce. O tym, czy uda jej się to wykorzystać, przekonamy się w piątkowe popołudnie.

  • Decydowały się losy Świątek. 96 minut meczu z udziałem Gauff w Stuttgarcie

    Decydowały się losy Świątek. 96 minut meczu z udziałem Gauff w Stuttgarcie

    Iga Świątek udanie rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Polka bez większych problemów pokonała Laurę Siegemund w dwóch setach i awansowała do ćwierćfinału. Choć głównym celem 24-latki pozostaje walka o końcowy triumf, w tle toczy się równie istotna rywalizacja – o powrót na podium światowego rankingu. Już dziś mogło się okazać, czy raszynianka odzyska miejsce w czołowej trójce. Wszystko zależało od wyniku meczu Coco Gauff z Ludmiłą Samsonową.

    Po turnieju WTA 1000 w Miami doszło do przetasowania na trzeciej pozycji rankingu. Coco Gauff wykorzystała wpadkę Świątek, która odpadła już w drugiej rundzie, i wyprzedziła Polkę. Amerykanka potrzebowała awansu do finału i choć po drodze rozgrywała wymagające, trzysetowe spotkania, dopięła swego. W decydującym meczu musiała jednak uznać wyższość Aryny Sabalenki.

    Kolejnym przystankiem dla obu tenisistek był Stuttgart, gdzie rywalizacja o miejsce w TOP 3 nabrała nowego tempa. Różnica między nimi wynosiła zaledwie 15 punktów, co oznaczało, że Świątek musiała zajść dalej niż Gauff, by odzyskać trzecią lokatę. Polka wykonała pierwszy krok, awansując do ćwierćfinału po zwycięstwie nad Siegemund. Następnie presja przeniosła się na Amerykankę, która zmierzyła się z Ludmiłą Samsonową w walce o miejsce w najlepszej ósemce.

    Początek tego spotkania był niespodziewany. Gauff została przełamana już w pierwszym gemie, i to do zera. Samsonowa szybko poszła za ciosem, obejmując prowadzenie 3:0 z przewagą dwóch przełamań. Wydawało się, że Rosjanka ma wszystko pod kontrolą, jednak sytuacja zaczęła się odwracać. Amerykanka najpierw zdobyła pierwszego gema, a następnie zaczęła odrabiać straty. Po siedmiu gemach to ona wyszła na prowadzenie.

    Końcówka seta przyniosła kolejne zwroty akcji. Samsonowa jeszcze raz objęła prowadzenie i przy stanie 5:4 serwowała po zwycięstwo w partii. Nie wykorzystała jednak swojej szansy – od stanu 15:0 przegrała cztery kolejne punkty, kończąc gema podwójnym błędem serwisowym. Ostatecznie to Gauff lepiej poradziła sobie w decydujących momentach i wygrała pierwszego seta 7:5.

    Przebieg końcówki premierowej odsłony wyraźnie wpłynął na dalszy przebieg meczu. W drugim secie Samsonowa nie była już w stanie nawiązać równorzędnej walki. Gauff szybko objęła prowadzenie 4:0, dominując rywalkę. Choć Rosjanka zdołała jeszcze utrzymać jedno podanie i miała okazję na przełamanie, nie wykorzystała swoich szans. Amerykanka konsekwentnie kontrolowała przebieg gry i przypieczętowała zwycięstwo, wygrywając drugiego seta 6:1.

    Całe spotkanie trwało 96 minut i zakończyło się triumfem Gauff 7:5, 6:1. Tym samym walka o trzecie miejsce w rankingu pozostaje nierozstrzygnięta. Kolejna odsłona tej rywalizacji nastąpi w piątek. Gauff zmierzy się z Karoliną Muchovą, natomiast Świątek stanie naprzeciw Mirry Andriejewej. Spotkanie Amerykanki zaplanowano nie przed godziną 14:00, a pojedynek Polki ma rozpocząć się nie wcześniej niż o 17:00.