Author: newuser

  • Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Tak Świątek zapewniła sobie pierwszy triumf z Andriejewą. Trzysetowa batalia

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie wchodzi w kluczową fazę – w piątek rozegrane zostaną ćwierćfinały. Po zwycięstwie Mirry Andriejewej nad Alycią Parks stało się jasne, że kibice zobaczą jej pierwsze starcie z Igą Świątek na korcie ziemnym. Już na etapie losowania było spore prawdopodobieństwo, że Polka trafi właśnie na młodą Rosjankę lub Jelenę Ostapenko. Ostatecznie los skojarzył ją z 18-latką z Krasnojarska. Warto więc przypomnieć, jak wyglądał ich pierwszy pojedynek w karierze, zakończony triumfem raszynianki.

    W ostatnim czasie Świątek rozpoczęła nowy etap w swojej karierze. Zmiana trenera i modyfikacje w przygotowaniach do sezonu na mączce to ważne kroki, które mają przynieść efekty w kolejnych miesiącach. Pierwszym oficjalnym występem pod wodzą Francisco Roiga był mecz drugiej rundy w Stuttgarcie przeciwko Laurze Siegemund. Polka wygrała pewnie 6:2, 6:3, choć – co naturalne – nie był to jeszcze tenis na najwyższym możliwym poziomie. Na pełną ocenę nowej współpracy przyjdzie czas dopiero po kilku turniejach.

    Prawdziwy sprawdzian czeka jednak Świątek w piątek. Nie wcześniej niż o godzinie 17:00 zmierzy się z Andriejewą – mistrzynią Wimbledonu 2025. Będzie to ich czwarte spotkanie, ale pierwsze rozegrane na nawierzchni ziemnej, która uchodzi za królestwo Polki. Dotychczasowy bilans bezpośrednich pojedynków wynosi 2–1 dla Rosjanki, a wszystkie mecze odbyły się na kortach twardych.

    Ich pierwsza konfrontacja miała miejsce dwa lata temu w Cincinnati. Wówczas lepsza okazała się Świątek, choć początek spotkania nie układał się po jej myśli. Polka szybko straciła serwis i mimo kilku okazji nie była w stanie odrobić strat w pierwszym secie, który padł łupem Andriejewej 6:4.

    Druga partia wyglądała już zupełnie inaczej. Świątek od początku narzuciła swoje warunki, przełamała rywalkę i kontrolowała przebieg seta, wygrywając go 6:3. Tym samym doprowadziła do decydującej odsłony.

    W trzecim secie obie tenisistki prezentowały bardzo wysoki poziom serwowania. Przez długi czas żadna z nich nie była w stanie wypracować break pointa. Dopiero w końcówce pojawiły się pierwsze szanse – przy stanie 5:5 Polka wykorzystała jedną z nich, korzystając także z nerwowości młodej rywalki. Chwilę później Świątek serwowała po zwycięstwo. Choć Andriejewa miała jeszcze okazję doprowadzić do tie-breaka, nie zdołała jej wykorzystać. Ostatecznie Polka wygrała 4:6, 6:3, 7:5 po dwóch i pół godzinie gry, awansując do półfinału.

    Kolejne spotkania obu zawodniczek miały już zupełnie inny przebieg. Na początku sezonu 2025 Andriejewa znajdowała się w znakomitej formie. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju pokonała Świątek 6:3, 6:3, a kilka tygodni później w Indian Wells znów okazała się lepsza – tym razem po trzysetowym boju 7:6(1), 1:6, 6:3. Co więcej, Rosjanka wygrała oba te turnieje, notując najlepszy okres w swojej dotychczasowej karierze.

    Również obecnie Andriejewa prezentuje solidną dyspozycję. Ma na koncie serię sześciu zwycięstw z rzędu, zapoczątkowaną triumfem w turnieju WTA 500 w Linzu. Przed Świątek stoi więc trudne zadanie – spróbuje nie tylko zatrzymać rozpędzoną rywalkę, ale także wyrównać bilans ich bezpośrednich spotkań. Atutem Polki powinna być jednak gra na mączce. O tym, czy uda jej się to wykorzystać, przekonamy się w piątkowe popołudnie.

  • Decydowały się losy Świątek. 96 minut meczu z udziałem Gauff w Stuttgarcie

    Decydowały się losy Świątek. 96 minut meczu z udziałem Gauff w Stuttgarcie

    Iga Świątek udanie rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Polka bez większych problemów pokonała Laurę Siegemund w dwóch setach i awansowała do ćwierćfinału. Choć głównym celem 24-latki pozostaje walka o końcowy triumf, w tle toczy się równie istotna rywalizacja – o powrót na podium światowego rankingu. Już dziś mogło się okazać, czy raszynianka odzyska miejsce w czołowej trójce. Wszystko zależało od wyniku meczu Coco Gauff z Ludmiłą Samsonową.

    Po turnieju WTA 1000 w Miami doszło do przetasowania na trzeciej pozycji rankingu. Coco Gauff wykorzystała wpadkę Świątek, która odpadła już w drugiej rundzie, i wyprzedziła Polkę. Amerykanka potrzebowała awansu do finału i choć po drodze rozgrywała wymagające, trzysetowe spotkania, dopięła swego. W decydującym meczu musiała jednak uznać wyższość Aryny Sabalenki.

    Kolejnym przystankiem dla obu tenisistek był Stuttgart, gdzie rywalizacja o miejsce w TOP 3 nabrała nowego tempa. Różnica między nimi wynosiła zaledwie 15 punktów, co oznaczało, że Świątek musiała zajść dalej niż Gauff, by odzyskać trzecią lokatę. Polka wykonała pierwszy krok, awansując do ćwierćfinału po zwycięstwie nad Siegemund. Następnie presja przeniosła się na Amerykankę, która zmierzyła się z Ludmiłą Samsonową w walce o miejsce w najlepszej ósemce.

    Początek tego spotkania był niespodziewany. Gauff została przełamana już w pierwszym gemie, i to do zera. Samsonowa szybko poszła za ciosem, obejmując prowadzenie 3:0 z przewagą dwóch przełamań. Wydawało się, że Rosjanka ma wszystko pod kontrolą, jednak sytuacja zaczęła się odwracać. Amerykanka najpierw zdobyła pierwszego gema, a następnie zaczęła odrabiać straty. Po siedmiu gemach to ona wyszła na prowadzenie.

    Końcówka seta przyniosła kolejne zwroty akcji. Samsonowa jeszcze raz objęła prowadzenie i przy stanie 5:4 serwowała po zwycięstwo w partii. Nie wykorzystała jednak swojej szansy – od stanu 15:0 przegrała cztery kolejne punkty, kończąc gema podwójnym błędem serwisowym. Ostatecznie to Gauff lepiej poradziła sobie w decydujących momentach i wygrała pierwszego seta 7:5.

    Przebieg końcówki premierowej odsłony wyraźnie wpłynął na dalszy przebieg meczu. W drugim secie Samsonowa nie była już w stanie nawiązać równorzędnej walki. Gauff szybko objęła prowadzenie 4:0, dominując rywalkę. Choć Rosjanka zdołała jeszcze utrzymać jedno podanie i miała okazję na przełamanie, nie wykorzystała swoich szans. Amerykanka konsekwentnie kontrolowała przebieg gry i przypieczętowała zwycięstwo, wygrywając drugiego seta 6:1.

    Całe spotkanie trwało 96 minut i zakończyło się triumfem Gauff 7:5, 6:1. Tym samym walka o trzecie miejsce w rankingu pozostaje nierozstrzygnięta. Kolejna odsłona tej rywalizacji nastąpi w piątek. Gauff zmierzy się z Karoliną Muchovą, natomiast Świątek stanie naprzeciw Mirry Andriejewej. Spotkanie Amerykanki zaplanowano nie przed godziną 14:00, a pojedynek Polki ma rozpocząć się nie wcześniej niż o 17:00.

  • Adamek potwierdza. Sensacyjne starcie na koniec kariery? “Zaboli go każde słowo”

    Adamek potwierdza. Sensacyjne starcie na koniec kariery? “Zaboli go każde słowo”

    Tomasz Adamek szykuje się do ostatniej walki. Niewykluczony pojedynek z Marcinem Najmanem

    Tomasz Adamek zapowiada, że jeszcze w tym roku po raz ostatni wejdzie do ringu. Choć dokładna data jego pożegnalnej walki nie jest jeszcze znana, były mistrz świata jasno deklaruje, że to definitywny koniec jego sportowej drogi. W rozmowie podkreśla, że ma dość wieloletnich ringowych wojen i chce zamknąć ten rozdział w sposób symboliczny.

    – To będzie moje ostatnie wejście do ringu. Nie ma opcji, żebym to przedłużał. Wystarczy, zrobiłem swoje – mówi stanowczo.

    Adamek marzy o tym, by jego pożegnanie odbyło się właśnie między linami. Chciałby po walce chwycić za mikrofon i podziękować kibicom, którzy towarzyszą mu od początku zawodowej kariery, czyli od 1999 roku. Podkreśla, że ich wsparcie było dla niego niezwykle ważne przez wszystkie lata.

    Nie wyklucza przy tym, że jego rywalem może być Marcin Najman. Jak zaznacza, ostateczna decyzja należy do organizatorów, w tym Mateusza Borka. Sam jednak nie ma żadnych obiekcji wobec takiego zestawienia.

    – Jeśli dostanę sygnał, że walczę z nim albo z kimkolwiek innym, to po prostu wejdę do ringu i zrobię swoje. Dla mnie to nie ma znaczenia – tłumaczy.

    Nie ukrywa przy tym swojego stosunku do Najmana, którego od lat nie uważa za pełnoprawnego sportowca. Ewentualną walkę traktowałby jako okazję do udowodnienia swoich racji.

    – Zbiję go na kwaśne jabłko i pokażę, jak wygląda prawdziwy pięściarz – zapowiada bez ogródek.

    Mimo zbliżających się 50. urodzin Adamek zapewnia, że jest w stanie przygotować się na najwyższym poziomie. Już rozpoczął treningi i podchodzi do tego wyzwania bardzo poważnie.

    – Jestem pewny swojej formy. Zacząłem przygotowania, biegam i chcę być gotowy na sto procent. Każdy cios, który przyjmie, będzie odpowiedzią na to, co o mnie mówił – dodaje.

    Co ciekawe, pięściarz deklaruje, że nie zamierza kończyć walki przed czasem, nawet jeśli pojawi się taka okazja.

    – Nie będę go szybko nokautował. Chcę, żeby poczuł każdy cios – zaznacza.

    Zapytany o możliwość porażki, stanowczo ją odrzuca.

    – Nigdy nie wychodziłem do ringu z myślą o przegranej. I tym razem też tak będzie – podkreśla.

    Pożegnalna walka ma mieć dla niego również wymiar sentymentalny. Adamek chciałby, by w tym wyjątkowym momencie towarzyszyli mu ludzie, którzy odegrali ważną rolę w jego karierze. Wspomina przy tym zarówno żyjących trenerów i współpracowników, jak i tych, którzy już odeszli.

    Nie brakuje także refleksji nad życiem poza sportem. Bokser przyznaje, że dziś większe znaczenie ma dla niego duchowość i relacja z Bogiem.

    – Dziękuję za wszystko, co mnie spotkało. W ringu przeżyłem wiele, ale teraz przyszedł czas, by to zamknąć – mówi.

    Zapowiada, że jego ostatnia walka będzie symbolicznym podsumowaniem całej kariery. I choć używa słowa „wojna”, podkreśla, że dla niego każdy pojedynek zawsze miał właśnie taki charakter.

    – Zawsze wychodzę do ringu jak na wojnę. I tak będzie też tym ostatnim razem – kończy.

  • WTA Stuttgart już bez mistrzyni Australian Open. Hit gwiazd dla Czeszki

    WTA Stuttgart już bez mistrzyni Australian Open. Hit gwiazd dla Czeszki

    Iga Świątek już w środę zapewniła sobie miejsce w ćwierćfinale turnieju Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie. Kolejne spotkanie rozegra w piątek, natomiast czwartkowy harmonogram przewidywał dokończenie rywalizacji w 1/8 finału. Już na otwarcie dnia kibice dostali prawdziwy hit – starcie Karoliny Muchovej z Elise Mertens, które okazało się jednym z najbardziej niezwykłych pojedynków całego turnieju.

    W Stuttgarcie początkowo miało wystąpić aż siedem zawodniczek z czołowej dziesiątki rankingu WTA, jednak po wycofaniu Aryny Sabalenki liczba ta zmniejszyła się do sześciu. Awans do ćwierćfinału wcześniej wywalczyły już Świątek oraz Elina Switolina, natomiast Jasmine Paolini pożegnała się z turniejem. Czwartkowe mecze miały odpowiedzieć na pytanie, czy pozostałe faworytki również zameldują się w najlepszej ósemce.

    Pojedynek Muchovej z Mertens, choć dotyczył zawodniczek z drugiej dziesiątki rankingu, zapowiadał się niezwykle interesująco. Czeszka to przecież triumfatorka turnieju WTA 1000 w Dosze, natomiast Belgijka może pochwalić się tytułem wielkoszlemowym w deblu oraz pozycją liderki światowego rankingu w grze podwójnej. Eksperci nieznacznie większe szanse dawali Muchovej – według wyliczeń sztucznej inteligencji miała około 68 procent prawdopodobieństwa zwycięstwa.

    Początek spotkania zupełnie jednak przeczył tym prognozom. Mertens od pierwszych piłek narzuciła bardzo agresywny styl gry, świetnie rozrzucała akcje i zmuszała rywalkę do biegania po korcie. Szybko przełamała Muchovą, a następnie pewnie utrzymywała własne podanie. Choć momentami wydawało się, że Czeszka łapie rytm, kolejne błędy – w tym podwójne – tylko pogłębiały jej problemy. Belgijka dominowała i po zaledwie 24 minutach zamknęła pierwszego seta wynikiem 6:1. Jej statystyki robiły ogromne wrażenie: dziewięć uderzeń kończących i ani jednego niewymuszonego błędu.

    Druga partia rozpoczęła się w podobnym tonie. Mertens, mimo pierwszych pomyłek serwisowych, szybko wróciła na właściwe tory i ponownie przełamała przeciwniczkę, wychodząc na prowadzenie 2:0. Wydawało się, że kontroluje sytuację, jednak wtedy nastąpił przełom. Muchova po raz pierwszy w meczu odebrała rywalce serwis, co wyraźnie dodało jej pewności siebie. Chwilę później doprowadziła do kolejnego przełamania, a Belgijka zaczęła popełniać coraz więcej błędów – w tym kosztowne podwójne.

    Od tego momentu obraz gry całkowicie się odwrócił. Czeszka przejęła inicjatywę, grała coraz swobodniej i skuteczniej, a Mertens zupełnie straciła rytm. Muchova wygrała drugiego seta 6:3, a Belgijka próbowała jeszcze przerwać złą passę, udając się na przerwę toaletową.

    Nie przyniosło to jednak oczekiwanego efektu. W decydującej partii Muchova była już nie do zatrzymania. Szybko objęła prowadzenie 4:0, kontrolowała wymiany i nie pozwalała rywalce wrócić do gry. Choć na moment pojawiły się drobne problemy przy własnym serwisie, Czeszka szybko je opanowała i zamknęła seta wynikiem 6:0.

    Ostatecznie Muchova odwróciła losy spotkania, wygrywając 1:6, 6:3, 6:0. W ćwierćfinale zmierzy się w piątek ze zwyciężczynią pojedynku Coco Gauff – Ludmiła Samsonowa.

  • Prezydent Karol Nawrocki na pogrzebie Jacka Magiery. Pośmiertnie odznaczył trenera

    Prezydent Karol Nawrocki na pogrzebie Jacka Magiery. Pośmiertnie odznaczył trenera

    Kancelaria Prezydenta RP potwierdziła udział prezydenta Karola Nawrockiego w uroczystościach pogrzebowych Jacka Magiery. Podczas ceremonii poinformowano, że głowa państwa zdecydowała o pośmiertnym uhonorowaniu zmarłego trenera Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie, wraz z uzasadnieniem decyzji, zostało przekazane wdowie po szkoleniowcu, Magdalenie Magierze.

    Jacek Magiera zmarł niespodziewanie 10 kwietnia, a wiadomość o jego odejściu wstrząsnęła środowiskiem sportowym i kibicami. Na mszy dziękczynnej za jego życie, która odbyła się w kościele pw. św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu, pojawiły się tłumy. Uroczystość miała niezwykle poruszający charakter – nie zabrakło łez, ale też oklasków, którymi żegnano trenera. Homilię wygłosił ks. Sylwester Łaska, prywatnie przyjaciel rodziny Magierów. W swoim kazaniu podkreślał siłę wiary bliskich zmarłego – jego żony i dzieci.

    Wspominał szczególnie moment tuż po tragicznych wydarzeniach. Jak mówił, w obliczu ogromnego bólu rodzina sięgnęła po modlitwę. Dzieci trenera, Janek i Małgosia, mimo straty ojca, rozdały obecnym różańce i zachęciły do wspólnej modlitwy, podkreślając, że byłoby to zgodne z wolą ich taty.

    Dwa dni później, 16 kwietnia, rozpoczęły się główne uroczystości pogrzebowe w Warszawie. Msza żałobna w Katedrze Polowej Wojska Polskiego zgromadziła rodzinę, przyjaciół oraz liczne grono przedstawicieli świata sportu. Obecni byli również oficjele państwowi, w tym prezydent Karol Nawrocki.

    Prezydent wszedł do świątyni bocznym wejściem, aby nie zakłócać przebiegu ceremonii. Na miejscu złożył kondolencje wdowie po trenerze. To właśnie Magdalena Magiera odebrała z jego rąk Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski przyznany pośmiertnie jej mężowi.

    Order Odrodzenia Polski, ustanowiony w 1921 roku, jest drugim najważniejszym odznaczeniem cywilnym w kraju – po Orderze Orła Białego. Przyznaje się go za wybitne osiągnięcia w różnych dziedzinach życia, takich jak nauka, kultura, sport, działalność społeczna czy służba państwowa.

    Kancelaria Prezydenta RP w oficjalnym komunikacie podkreśliła, że wyróżnienie dla Jacka Magiery jest wyrazem uznania dla jego dorobku trenerskiego oraz wkładu w rozwój sportu. Odznaczenie zostało wręczone podczas ceremonii pogrzebowej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego przy ulicy Długiej w Warszawie.

    Wcześniej prezydent pożegnał szkoleniowca również w mediach społecznościowych. W krótkim, pełnym emocji wpisie wyraził żal z powodu jego śmierci i podziękował za jego dokonania, publikując czarno-białe zdjęcie z trenerem.

  • Świątek naprawdę to powiedziała o Nadalu. Nawet się nie wahała

    Świątek naprawdę to powiedziała o Nadalu. Nawet się nie wahała

    Inauguracja współpracy z nowym szkoleniowcem wypadła bardzo przekonująco. Iga Świątek bez większych trudności zameldowała się w ćwierćfinale turnieju WTA w Stuttgarcie. Po meczu musiała jednak odpowiedzieć na dość nietypowe pytanie – została poproszona o opisanie, jakim trenerem jest… Rafael Nadal.

    Taki początek rywalizacji w Niemczech był dokładnie tym, na co liczyli zarówno kibice, jak i sama zawodniczka. W drugiej rundzie Polka pewnie pokonała reprezentantkę gospodarzy Laurę Siegemund 6:2, 6:3, prezentując przy tym kilka efektownych, a zarazem skutecznych zagrań.

    Dzięki temu zwycięstwu Świątek awansowała do ćwierćfinału, gdzie czeka już na kolejną przeciwniczkę. Bardzo możliwe, że będzie nią utalentowana Rosjanka Mirra Andriejewa, która ma jeszcze do rozegrania swój mecz z Alycią Parks. Wiadomo już, że spotkanie o półfinał z udziałem Polki odbędzie się w piątek 17 kwietnia, choć dokładna godzina nie została jeszcze ustalona.

    Po swoim pierwszym meczu w tegorocznej edycji turnieju Świątek udzieliła wywiadu na korcie. W jego trakcie padło zaskakujące pytanie – dziennikarka chciała wiedzieć, czy Rafael Nadal jest bardziej wyluzowanym, czy surowym trenerem.

    To nawiązanie do niedawnych treningów Polki na Majorce. Po ogłoszeniu współpracy z nowym trenerem, Francisco Roigiem, Świątek trenowała w akademii należącej do hiszpańskiego mistrza. W mediach szybko pojawiły się zdjęcia ze wspólnych zajęć z Nadalem.

    Jak więc według Świątek wygląda jego styl pracy? – Oczywiście to Francisco jest moim głównym trenerem i to on zgodził się na te treningi. Rafa od czasu do czasu dorzucał swoje wskazówki. Powiedziałabym, że był spokojny – wyjaśniła.

    Na pytanie, czy zdarzyło mu się podnieść głos, odpowiedziała przecząco. – Nie, motywował mnie w pozytywny sposób. Był spokojny, ale jednocześnie wymagający. To po prostu typowy Rafa. Kiedy coś mówi, wykonujesz to w stu procentach. Znając jego intensywność, chcesz na korcie dorównać jego zaangażowaniu. Sama jego obecność była dla mnie bardzo ważna – podsumowała Świątek.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2044500091550241134?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2044500091550241134%7Ctwgr%5E35a4d746bde3ededa3ddadb8e3385fc9d82a45c3%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-naprawde-to-powiedziala-o-nadalu-nawet-sie-nie-wahalnId23328936

  • Powrót Świątek, a na trybunach takie sceny. Nie tylko nowy trener u jej boku

    Powrót Świątek, a na trybunach takie sceny. Nie tylko nowy trener u jej boku

    Iga Świątek po niemal miesiącu przerwy ponownie pojawiła się na korcie. W drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Stuttgarcie zmierzyła się z Laurą Siegemund. Już na początku spotkania realizatorzy transmisji skupili uwagę na boksie Polki, gdzie zaszły wyraźne zmiany.

    Ostatni raz kibice oglądali Świątek 19 marca podczas turnieju WTA 1000 w Miami, gdzie uległa Magdzie Linette. Po tym występie doszło do istotnych roszad w jej sztabie szkoleniowym – 24-latka zakończyła współpracę z Wimem Fissette i zdecydowała się na nowy kierunek, rozpoczynając pracę z Francisco Roigiem.

    Turniej w Stuttgarcie jest pierwszym sprawdzianem dla odświeżonego zespołu Polki. Rozstawiona z numerem trzecim Świątek miała wolny los w pierwszej rundzie, dzięki czemu rywalizację rozpoczęła od drugiego etapu, gdzie jej przeciwniczką była doświadczona Niemka Laura Siegemund.

    Spotkanie rozpoczęło się w środowy wieczór, tuż przed godziną 20:00. Szybko pokazano boks Świątek, w którym po raz pierwszy podczas meczu zasiadł jej nowy trener Francisco Roig. Obok niego obecny był również ojciec tenisistki, Tomasz Świątek. W dalszej części transmisji dostrzeżono także członków sztabu – Macieja Ryszczuka oraz agenta Jules’a Merciera.

    Uwagę zwracała natomiast nieobecność psycholożki Darii Abramowicz. Dzień wcześniej uczestniczyła ona w spotkaniu ze studentami Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, dlatego nie towarzyszyła zawodniczce w Niemczech. Niewykluczone jednak, że dołączy do zespołu na dalszym etapie turnieju.

    Sam mecz trwał 90 minut i zakończył się pewnym zwycięstwem Świątek 6:2, 6:3. Dzięki temu Polka awansowała do ćwierćfinału. Swoją kolejną rywalkę pozna w czwartek – będzie nią zwyciężczyni starcia Alycia Parks – Mirra Andriejewa.

  • Była trenerka Igi Świątek ujawnia, jaka naprawdę jest za kulisami.

    Była trenerka Igi Świątek ujawnia, jaka naprawdę jest za kulisami.

    Paulina Wojtowicz, była trenerka Iga Świątek, zdecydowała się po latach wrócić wspomnieniami do okresu swojej współpracy z jedną z największych gwiazd współczesnego tenisa. W rozmowie udzielonej portalowi Sport.pl opowiedziała o kulisach ich relacji, rzucając nowe światło na to, jaka naprawdę jest Świątek poza kamerami, błyskiem fleszy i presją wielkich turniejów.

    Wojtowicz nie kryła wzruszenia, mówiąc o wspólnie spędzonym czasie. Podkreśliła, że choć formalnie to ona pełniła rolę trenerki, w rzeczywistości sama bardzo wiele wyniosła z tej relacji. Jej zdaniem współpraca z młodą tenisistką była czymś znacznie więcej niż tylko zawodowym projektem – była doświadczeniem, które ukształtowało ją jako człowieka i na zawsze pozostanie jednym z najważniejszych rozdziałów w jej życiu.

    – Myślę, że Iga dała mi więcej, niż ja byłam w stanie dać jej – przyznała szczerze. Wspominała początki, które wcale nie były łatwe. Zanim Świątek stała się globalną marką i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w świecie sportu, musiała mierzyć się z wieloma trudnościami. W tamtym czasie brakowało wsparcia ze strony dużych agencji, a droga na szczyt była znacznie bardziej wyboista, niż mogłoby się dziś wydawać.

    Wojtowicz zaznaczyła, że to właśnie wtedy była przy Idze – w momentach niepewności, w chwilach zwątpienia i podczas podejmowania pierwszych poważnych decyzji dotyczących kariery. Pomagała jej przechodzić przez wyzwania, które dla młodej zawodniczki mogły wydawać się przytłaczające. To doświadczenie zbudowało między nimi szczególną więź opartą na zaufaniu i wzajemnym zrozumieniu.

    Była trenerka zwróciła również uwagę na cechy charakteru Świątek, które – jej zdaniem – często pozostają niewidoczne dla kibiców i mediów. Podkreśliła przede wszystkim jej ogromną pokorę. Nawet w momentach największych sukcesów Iga nie zatracała dystansu do siebie i nie była w pełni świadoma skali własnej popularności oraz znaczenia swojej marki.

    – Ona naprawdę długo nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielką jest postacią – mówiła Wojtowicz. – To była jedna z rzeczy, które najbardziej mnie w niej uderzały.

    Jednocześnie nie ukrywała, że współpraca z tak ambitną zawodniczką wiązała się z wysokimi wymaganiami. Świątek, mimo swojej spokojnej natury, potrafi być bardzo konkretna i wymagająca wobec osób ze swojego otoczenia. Wie, czego chce, i oczekuje pełnego zaangażowania od tych, którym zaufa.

    Wojtowicz podkreśliła jednak, że kluczowym elementem w relacjach z Igą jest właśnie zaufanie. Kiedy tenisistka już kogoś do siebie dopuści, tworzy się silna, lojalna więź, która pozwala wspólnie pracować na najwyższym poziomie. To połączenie pokory, determinacji i jasno określonych oczekiwań sprawia, że Świątek jest nie tylko wybitną sportsmenką, ale także osobą, z którą – mimo wyzwań – warto budować długofalową współpracę.

    Na zakończenie była trenerka zaznaczyła, że możliwość bycia częścią tej drogi traktuje jako ogromny przywilej. Niezależnie od tego, jak potoczyły się ich dalsze losy zawodowe, czas spędzony u boku Igi pozostanie dla niej powodem do dumy i jednym z najcenniejszych doświadczeń w całej karierze.

  • Abramowicz długo milczała, ale już dość. Opuściła Świątek w jednym celu

    Abramowicz długo milczała, ale już dość. Opuściła Świątek w jednym celu

    Daria Abramowicz przez długi czas nie zabierała głosu, mimo że wokół jej współpracy z Igą Świątek narastały kontrowersje. Psycholożka wycofała się zarówno z wypowiedzi medialnych, jak i aktywności w mediach społecznościowych. Teraz jednak przerwała milczenie, publikując dwie aktualizacje, które rzucają światło na jej obecną sytuację. Okazuje się, że na pewien czas rozstała się z przebywającą w Stuttgarcie tenisistką.

    W ostatnim okresie Abramowicz znalazła się w centrum dyskusji. Część środowiska tenisowego sugeruje, że jej wpływ może mieć związek z obniżką formy Świątek. Pojawiają się także opinie, że relacja między zawodniczką a psycholożką jest zbyt bliska. Jednym z głosów w tej sprawie była wypowiedź Tomasza Smokowskiego, który zwrócił uwagę na ilość czasu, jaki liderka polskiego tenisa spędza poza kortem ze swoją psycholog. Dziennikarz zastanawiał się publicznie, czy taka relacja nie przekracza pewnych granic i czy nie powinna być bardziej sformalizowana oraz oddzielona od życia prywatnego.

    Podobne opinie wyrażali również inni komentatorzy i eksperci, m.in. Artur Szostaczka czy Lech Sidor. Do tej krytyki odniósł się wcześniej Tomasz Świątek, broniąc zarówno córki, jak i jej współpracowniczki. Mimo narastającej dyskusji same zainteresowane nie komentowały sprawy. Świątek pozostawała aktywna w kontaktach z kibicami, natomiast Abramowicz całkowicie zniknęła z przestrzeni publicznej — aż do teraz.

    Jak się okazuje, psycholożka pojawiła się w Warszawie, gdzie była pierwszym gościem projektu „Hot Seat – Gorące Krzesło”, organizowanego przez studentów Akademii Leona Koźmińskiego. Podczas spotkania opowiadała o kulisach pracy w sporcie wyczynowym i psychologii na najwyższym poziomie, bazując na własnych doświadczeniach. Wydarzenie cieszyło się dużym zainteresowaniem — aula była wypełniona po brzegi.

    W trakcie wykładu podkreśliła, że możliwość funkcjonowania w sporcie na własnych zasadach jest przywilejem dostępnym dla nielicznych, zwłaszcza wśród zawodników, którzy nie osiągnęli jeszcze statusu największych gwiazd. Fragmenty wystąpienia udostępniła później w mediach społecznościowych.

    Udział w wydarzeniu oznaczał jednak chwilową rozłąkę ze Świątek, która w tym czasie przygotowuje się do startu w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Polka rozpocznie rywalizację w środowy wieczór meczem z Laurą Siegemund. To dla niej szczególny turniej — triumfowała tam już dwukrotnie, w 2022 i 2023 roku.

    Nadchodzący występ będzie także pierwszym meczem Świątek pod wodzą nowego trenera, Francisco Roiga, który niedawno zastąpił Wima Fissette’a. Jak sama zawodniczka przyznała, współpraca dopiero się zaczyna, ale już teraz ocenia ją bardzo pozytywnie. Podkreśliła, że szybkie znalezienie szkoleniowca w trakcie sezonu było dużym wyzwaniem, dlatego ceni sobie poczucie stabilizacji, jakie daje jej nowy trener.

    Świątek zaznaczyła również, że zależało jej na kimś z doświadczeniem i dobrym wyczuciem technicznym, kto pomoże jej rozwijać się w różnych aspektach gry. Współpraca rozpoczęła się w Akademii Rafaela Nadala na Majorce i — jak podkreśla tenisistka — rozwija się w bardzo obiecującym kierunku.

  • Świątek zdradziła, co od razu zmienił u niej Roig. “Powrót do podstaw”

    Świątek zdradziła, co od razu zmienił u niej Roig. “Powrót do podstaw”

    Iga Świątek tuż przed startem rywalizacji w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie podzieliła się swoimi przemyśleniami na temat nowej współpracy trenerskiej oraz nadchodzącej części sezonu. Polska tenisistka przyznała, że na razie trudno jej jednoznacznie ocenić efekty pracy z nowym szkoleniowcem, ponieważ wszystko jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie.

    – To dopiero początek tej współpracy. Więcej będę mogła powiedzieć, gdy zaczniemy regularnie grać w turniejach. Czuję jednak, że to kierunek, który może mnie rozwinąć – zaznaczyła w rozmowie z Canal+Sport.

    Świątek, aktualnie czwarta rakieta świata, nie może zaliczyć początku sezonu do w pełni udanych. W trzech turniejach kończyła rywalizację na etapie ćwierćfinałów, a w Miami odpadła już w drugiej rundzie. Teraz jednak wchodzi w swoją ulubioną część sezonu – rozgrywki na kortach ziemnych, które od lat są jej największym atutem.

    – Zawsze z dużą radością witam sezon na mączce. Kiedy tylko zaczynam na niej grać, moja motywacja rośnie. To nawierzchnia, na której tenis wydaje mi się najbardziej logiczny i naturalny. Dzięki temu czerpię z gry największą przyjemność – podkreśliła Polka.

    Tenisistka została również zapytana o kulisy wyboru nowego trenera. Jak przyznała, sam proces decyzyjny nie był prosty i wymagał zaufania oraz odwagi.

    – Sam research to jedno, ale dopiero wyjście na kort pokazuje, jak trener naprawdę pracuje i komunikuje się z zawodnikiem. Tego nie da się ocenić przez telefon. Trzeba zaufać swojej decyzji i iść w nią w pełni. O Francisco słyszałam wiele dobrych opinii, rozmawiałam też o nim z Rafą Nadalem. Po naszej rozmowie utwierdziłam się w przekonaniu, że mamy podobną wizję pracy. To trener, który mówi wprost, co trzeba poprawić – wyjaśniła.

    Świątek zdradziła także, na czym skupili się podczas pierwszych treningów.

    – Na początku omówiliśmy, co chciałabym zmienić i jakie elementy wymagają poprawy według trenera. Na korcie wróciliśmy do podstaw, pracowaliśmy nad większym luzem w grze, żebym nie była spięta i skulona, bo to bardzo męczy. Chcemy też, żebym częściej korzystała z intuicji, która zawsze była moją mocną stroną. Skupiamy się również na regularności, bo tego ostatnio brakowało – przyznała.

    Polka podchodzi do zmian ze spokojem i nie oczekuje natychmiastowych efektów.

    – Daję sobie czas. Wierzę, że to proces, który zacznie przynosić rezultaty, ale nie musi się to wydarzyć od razu w Stuttgarcie czy Madrycie – dodała.

    Pierwszą rywalką Świątek w Stuttgarcie będzie doświadczona Niemka Laura Siegemund. Ich mecz zaplanowano na środowy wieczór, nie wcześniej niż o godzinie 18:30.