Author: newuser

  • Adamek potwierdza. Sensacyjne starcie na koniec kariery? “Zaboli go każde słowo”

    Adamek potwierdza. Sensacyjne starcie na koniec kariery? “Zaboli go każde słowo”

    Tomasz Adamek szykuje się do ostatniej walki. Niewykluczony pojedynek z Marcinem Najmanem

    Tomasz Adamek zapowiada, że jeszcze w tym roku po raz ostatni wejdzie do ringu. Choć dokładna data jego pożegnalnej walki nie jest jeszcze znana, były mistrz świata jasno deklaruje, że to definitywny koniec jego sportowej drogi. W rozmowie podkreśla, że ma dość wieloletnich ringowych wojen i chce zamknąć ten rozdział w sposób symboliczny.

    – To będzie moje ostatnie wejście do ringu. Nie ma opcji, żebym to przedłużał. Wystarczy, zrobiłem swoje – mówi stanowczo.

    Adamek marzy o tym, by jego pożegnanie odbyło się właśnie między linami. Chciałby po walce chwycić za mikrofon i podziękować kibicom, którzy towarzyszą mu od początku zawodowej kariery, czyli od 1999 roku. Podkreśla, że ich wsparcie było dla niego niezwykle ważne przez wszystkie lata.

    Nie wyklucza przy tym, że jego rywalem może być Marcin Najman. Jak zaznacza, ostateczna decyzja należy do organizatorów, w tym Mateusza Borka. Sam jednak nie ma żadnych obiekcji wobec takiego zestawienia.

    – Jeśli dostanę sygnał, że walczę z nim albo z kimkolwiek innym, to po prostu wejdę do ringu i zrobię swoje. Dla mnie to nie ma znaczenia – tłumaczy.

    Nie ukrywa przy tym swojego stosunku do Najmana, którego od lat nie uważa za pełnoprawnego sportowca. Ewentualną walkę traktowałby jako okazję do udowodnienia swoich racji.

    – Zbiję go na kwaśne jabłko i pokażę, jak wygląda prawdziwy pięściarz – zapowiada bez ogródek.

    Mimo zbliżających się 50. urodzin Adamek zapewnia, że jest w stanie przygotować się na najwyższym poziomie. Już rozpoczął treningi i podchodzi do tego wyzwania bardzo poważnie.

    – Jestem pewny swojej formy. Zacząłem przygotowania, biegam i chcę być gotowy na sto procent. Każdy cios, który przyjmie, będzie odpowiedzią na to, co o mnie mówił – dodaje.

    Co ciekawe, pięściarz deklaruje, że nie zamierza kończyć walki przed czasem, nawet jeśli pojawi się taka okazja.

    – Nie będę go szybko nokautował. Chcę, żeby poczuł każdy cios – zaznacza.

    Zapytany o możliwość porażki, stanowczo ją odrzuca.

    – Nigdy nie wychodziłem do ringu z myślą o przegranej. I tym razem też tak będzie – podkreśla.

    Pożegnalna walka ma mieć dla niego również wymiar sentymentalny. Adamek chciałby, by w tym wyjątkowym momencie towarzyszyli mu ludzie, którzy odegrali ważną rolę w jego karierze. Wspomina przy tym zarówno żyjących trenerów i współpracowników, jak i tych, którzy już odeszli.

    Nie brakuje także refleksji nad życiem poza sportem. Bokser przyznaje, że dziś większe znaczenie ma dla niego duchowość i relacja z Bogiem.

    – Dziękuję za wszystko, co mnie spotkało. W ringu przeżyłem wiele, ale teraz przyszedł czas, by to zamknąć – mówi.

    Zapowiada, że jego ostatnia walka będzie symbolicznym podsumowaniem całej kariery. I choć używa słowa „wojna”, podkreśla, że dla niego każdy pojedynek zawsze miał właśnie taki charakter.

    – Zawsze wychodzę do ringu jak na wojnę. I tak będzie też tym ostatnim razem – kończy.

  • WTA Stuttgart już bez mistrzyni Australian Open. Hit gwiazd dla Czeszki

    WTA Stuttgart już bez mistrzyni Australian Open. Hit gwiazd dla Czeszki

    Iga Świątek już w środę zapewniła sobie miejsce w ćwierćfinale turnieju Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie. Kolejne spotkanie rozegra w piątek, natomiast czwartkowy harmonogram przewidywał dokończenie rywalizacji w 1/8 finału. Już na otwarcie dnia kibice dostali prawdziwy hit – starcie Karoliny Muchovej z Elise Mertens, które okazało się jednym z najbardziej niezwykłych pojedynków całego turnieju.

    W Stuttgarcie początkowo miało wystąpić aż siedem zawodniczek z czołowej dziesiątki rankingu WTA, jednak po wycofaniu Aryny Sabalenki liczba ta zmniejszyła się do sześciu. Awans do ćwierćfinału wcześniej wywalczyły już Świątek oraz Elina Switolina, natomiast Jasmine Paolini pożegnała się z turniejem. Czwartkowe mecze miały odpowiedzieć na pytanie, czy pozostałe faworytki również zameldują się w najlepszej ósemce.

    Pojedynek Muchovej z Mertens, choć dotyczył zawodniczek z drugiej dziesiątki rankingu, zapowiadał się niezwykle interesująco. Czeszka to przecież triumfatorka turnieju WTA 1000 w Dosze, natomiast Belgijka może pochwalić się tytułem wielkoszlemowym w deblu oraz pozycją liderki światowego rankingu w grze podwójnej. Eksperci nieznacznie większe szanse dawali Muchovej – według wyliczeń sztucznej inteligencji miała około 68 procent prawdopodobieństwa zwycięstwa.

    Początek spotkania zupełnie jednak przeczył tym prognozom. Mertens od pierwszych piłek narzuciła bardzo agresywny styl gry, świetnie rozrzucała akcje i zmuszała rywalkę do biegania po korcie. Szybko przełamała Muchovą, a następnie pewnie utrzymywała własne podanie. Choć momentami wydawało się, że Czeszka łapie rytm, kolejne błędy – w tym podwójne – tylko pogłębiały jej problemy. Belgijka dominowała i po zaledwie 24 minutach zamknęła pierwszego seta wynikiem 6:1. Jej statystyki robiły ogromne wrażenie: dziewięć uderzeń kończących i ani jednego niewymuszonego błędu.

    Druga partia rozpoczęła się w podobnym tonie. Mertens, mimo pierwszych pomyłek serwisowych, szybko wróciła na właściwe tory i ponownie przełamała przeciwniczkę, wychodząc na prowadzenie 2:0. Wydawało się, że kontroluje sytuację, jednak wtedy nastąpił przełom. Muchova po raz pierwszy w meczu odebrała rywalce serwis, co wyraźnie dodało jej pewności siebie. Chwilę później doprowadziła do kolejnego przełamania, a Belgijka zaczęła popełniać coraz więcej błędów – w tym kosztowne podwójne.

    Od tego momentu obraz gry całkowicie się odwrócił. Czeszka przejęła inicjatywę, grała coraz swobodniej i skuteczniej, a Mertens zupełnie straciła rytm. Muchova wygrała drugiego seta 6:3, a Belgijka próbowała jeszcze przerwać złą passę, udając się na przerwę toaletową.

    Nie przyniosło to jednak oczekiwanego efektu. W decydującej partii Muchova była już nie do zatrzymania. Szybko objęła prowadzenie 4:0, kontrolowała wymiany i nie pozwalała rywalce wrócić do gry. Choć na moment pojawiły się drobne problemy przy własnym serwisie, Czeszka szybko je opanowała i zamknęła seta wynikiem 6:0.

    Ostatecznie Muchova odwróciła losy spotkania, wygrywając 1:6, 6:3, 6:0. W ćwierćfinale zmierzy się w piątek ze zwyciężczynią pojedynku Coco Gauff – Ludmiła Samsonowa.

  • Prezydent Karol Nawrocki na pogrzebie Jacka Magiery. Pośmiertnie odznaczył trenera

    Prezydent Karol Nawrocki na pogrzebie Jacka Magiery. Pośmiertnie odznaczył trenera

    Kancelaria Prezydenta RP potwierdziła udział prezydenta Karola Nawrockiego w uroczystościach pogrzebowych Jacka Magiery. Podczas ceremonii poinformowano, że głowa państwa zdecydowała o pośmiertnym uhonorowaniu zmarłego trenera Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie, wraz z uzasadnieniem decyzji, zostało przekazane wdowie po szkoleniowcu, Magdalenie Magierze.

    Jacek Magiera zmarł niespodziewanie 10 kwietnia, a wiadomość o jego odejściu wstrząsnęła środowiskiem sportowym i kibicami. Na mszy dziękczynnej za jego życie, która odbyła się w kościele pw. św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu, pojawiły się tłumy. Uroczystość miała niezwykle poruszający charakter – nie zabrakło łez, ale też oklasków, którymi żegnano trenera. Homilię wygłosił ks. Sylwester Łaska, prywatnie przyjaciel rodziny Magierów. W swoim kazaniu podkreślał siłę wiary bliskich zmarłego – jego żony i dzieci.

    Wspominał szczególnie moment tuż po tragicznych wydarzeniach. Jak mówił, w obliczu ogromnego bólu rodzina sięgnęła po modlitwę. Dzieci trenera, Janek i Małgosia, mimo straty ojca, rozdały obecnym różańce i zachęciły do wspólnej modlitwy, podkreślając, że byłoby to zgodne z wolą ich taty.

    Dwa dni później, 16 kwietnia, rozpoczęły się główne uroczystości pogrzebowe w Warszawie. Msza żałobna w Katedrze Polowej Wojska Polskiego zgromadziła rodzinę, przyjaciół oraz liczne grono przedstawicieli świata sportu. Obecni byli również oficjele państwowi, w tym prezydent Karol Nawrocki.

    Prezydent wszedł do świątyni bocznym wejściem, aby nie zakłócać przebiegu ceremonii. Na miejscu złożył kondolencje wdowie po trenerze. To właśnie Magdalena Magiera odebrała z jego rąk Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski przyznany pośmiertnie jej mężowi.

    Order Odrodzenia Polski, ustanowiony w 1921 roku, jest drugim najważniejszym odznaczeniem cywilnym w kraju – po Orderze Orła Białego. Przyznaje się go za wybitne osiągnięcia w różnych dziedzinach życia, takich jak nauka, kultura, sport, działalność społeczna czy służba państwowa.

    Kancelaria Prezydenta RP w oficjalnym komunikacie podkreśliła, że wyróżnienie dla Jacka Magiery jest wyrazem uznania dla jego dorobku trenerskiego oraz wkładu w rozwój sportu. Odznaczenie zostało wręczone podczas ceremonii pogrzebowej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego przy ulicy Długiej w Warszawie.

    Wcześniej prezydent pożegnał szkoleniowca również w mediach społecznościowych. W krótkim, pełnym emocji wpisie wyraził żal z powodu jego śmierci i podziękował za jego dokonania, publikując czarno-białe zdjęcie z trenerem.

  • Świątek naprawdę to powiedziała o Nadalu. Nawet się nie wahała

    Świątek naprawdę to powiedziała o Nadalu. Nawet się nie wahała

    Inauguracja współpracy z nowym szkoleniowcem wypadła bardzo przekonująco. Iga Świątek bez większych trudności zameldowała się w ćwierćfinale turnieju WTA w Stuttgarcie. Po meczu musiała jednak odpowiedzieć na dość nietypowe pytanie – została poproszona o opisanie, jakim trenerem jest… Rafael Nadal.

    Taki początek rywalizacji w Niemczech był dokładnie tym, na co liczyli zarówno kibice, jak i sama zawodniczka. W drugiej rundzie Polka pewnie pokonała reprezentantkę gospodarzy Laurę Siegemund 6:2, 6:3, prezentując przy tym kilka efektownych, a zarazem skutecznych zagrań.

    Dzięki temu zwycięstwu Świątek awansowała do ćwierćfinału, gdzie czeka już na kolejną przeciwniczkę. Bardzo możliwe, że będzie nią utalentowana Rosjanka Mirra Andriejewa, która ma jeszcze do rozegrania swój mecz z Alycią Parks. Wiadomo już, że spotkanie o półfinał z udziałem Polki odbędzie się w piątek 17 kwietnia, choć dokładna godzina nie została jeszcze ustalona.

    Po swoim pierwszym meczu w tegorocznej edycji turnieju Świątek udzieliła wywiadu na korcie. W jego trakcie padło zaskakujące pytanie – dziennikarka chciała wiedzieć, czy Rafael Nadal jest bardziej wyluzowanym, czy surowym trenerem.

    To nawiązanie do niedawnych treningów Polki na Majorce. Po ogłoszeniu współpracy z nowym trenerem, Francisco Roigiem, Świątek trenowała w akademii należącej do hiszpańskiego mistrza. W mediach szybko pojawiły się zdjęcia ze wspólnych zajęć z Nadalem.

    Jak więc według Świątek wygląda jego styl pracy? – Oczywiście to Francisco jest moim głównym trenerem i to on zgodził się na te treningi. Rafa od czasu do czasu dorzucał swoje wskazówki. Powiedziałabym, że był spokojny – wyjaśniła.

    Na pytanie, czy zdarzyło mu się podnieść głos, odpowiedziała przecząco. – Nie, motywował mnie w pozytywny sposób. Był spokojny, ale jednocześnie wymagający. To po prostu typowy Rafa. Kiedy coś mówi, wykonujesz to w stu procentach. Znając jego intensywność, chcesz na korcie dorównać jego zaangażowaniu. Sama jego obecność była dla mnie bardzo ważna – podsumowała Świątek.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2044500091550241134?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2044500091550241134%7Ctwgr%5E35a4d746bde3ededa3ddadb8e3385fc9d82a45c3%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-naprawde-to-powiedziala-o-nadalu-nawet-sie-nie-wahalnId23328936

  • Powrót Świątek, a na trybunach takie sceny. Nie tylko nowy trener u jej boku

    Powrót Świątek, a na trybunach takie sceny. Nie tylko nowy trener u jej boku

    Iga Świątek po niemal miesiącu przerwy ponownie pojawiła się na korcie. W drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Stuttgarcie zmierzyła się z Laurą Siegemund. Już na początku spotkania realizatorzy transmisji skupili uwagę na boksie Polki, gdzie zaszły wyraźne zmiany.

    Ostatni raz kibice oglądali Świątek 19 marca podczas turnieju WTA 1000 w Miami, gdzie uległa Magdzie Linette. Po tym występie doszło do istotnych roszad w jej sztabie szkoleniowym – 24-latka zakończyła współpracę z Wimem Fissette i zdecydowała się na nowy kierunek, rozpoczynając pracę z Francisco Roigiem.

    Turniej w Stuttgarcie jest pierwszym sprawdzianem dla odświeżonego zespołu Polki. Rozstawiona z numerem trzecim Świątek miała wolny los w pierwszej rundzie, dzięki czemu rywalizację rozpoczęła od drugiego etapu, gdzie jej przeciwniczką była doświadczona Niemka Laura Siegemund.

    Spotkanie rozpoczęło się w środowy wieczór, tuż przed godziną 20:00. Szybko pokazano boks Świątek, w którym po raz pierwszy podczas meczu zasiadł jej nowy trener Francisco Roig. Obok niego obecny był również ojciec tenisistki, Tomasz Świątek. W dalszej części transmisji dostrzeżono także członków sztabu – Macieja Ryszczuka oraz agenta Jules’a Merciera.

    Uwagę zwracała natomiast nieobecność psycholożki Darii Abramowicz. Dzień wcześniej uczestniczyła ona w spotkaniu ze studentami Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, dlatego nie towarzyszyła zawodniczce w Niemczech. Niewykluczone jednak, że dołączy do zespołu na dalszym etapie turnieju.

    Sam mecz trwał 90 minut i zakończył się pewnym zwycięstwem Świątek 6:2, 6:3. Dzięki temu Polka awansowała do ćwierćfinału. Swoją kolejną rywalkę pozna w czwartek – będzie nią zwyciężczyni starcia Alycia Parks – Mirra Andriejewa.

  • Była trenerka Igi Świątek ujawnia, jaka naprawdę jest za kulisami.

    Była trenerka Igi Świątek ujawnia, jaka naprawdę jest za kulisami.

    Paulina Wojtowicz, była trenerka Iga Świątek, zdecydowała się po latach wrócić wspomnieniami do okresu swojej współpracy z jedną z największych gwiazd współczesnego tenisa. W rozmowie udzielonej portalowi Sport.pl opowiedziała o kulisach ich relacji, rzucając nowe światło na to, jaka naprawdę jest Świątek poza kamerami, błyskiem fleszy i presją wielkich turniejów.

    Wojtowicz nie kryła wzruszenia, mówiąc o wspólnie spędzonym czasie. Podkreśliła, że choć formalnie to ona pełniła rolę trenerki, w rzeczywistości sama bardzo wiele wyniosła z tej relacji. Jej zdaniem współpraca z młodą tenisistką była czymś znacznie więcej niż tylko zawodowym projektem – była doświadczeniem, które ukształtowało ją jako człowieka i na zawsze pozostanie jednym z najważniejszych rozdziałów w jej życiu.

    – Myślę, że Iga dała mi więcej, niż ja byłam w stanie dać jej – przyznała szczerze. Wspominała początki, które wcale nie były łatwe. Zanim Świątek stała się globalną marką i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w świecie sportu, musiała mierzyć się z wieloma trudnościami. W tamtym czasie brakowało wsparcia ze strony dużych agencji, a droga na szczyt była znacznie bardziej wyboista, niż mogłoby się dziś wydawać.

    Wojtowicz zaznaczyła, że to właśnie wtedy była przy Idze – w momentach niepewności, w chwilach zwątpienia i podczas podejmowania pierwszych poważnych decyzji dotyczących kariery. Pomagała jej przechodzić przez wyzwania, które dla młodej zawodniczki mogły wydawać się przytłaczające. To doświadczenie zbudowało między nimi szczególną więź opartą na zaufaniu i wzajemnym zrozumieniu.

    Była trenerka zwróciła również uwagę na cechy charakteru Świątek, które – jej zdaniem – często pozostają niewidoczne dla kibiców i mediów. Podkreśliła przede wszystkim jej ogromną pokorę. Nawet w momentach największych sukcesów Iga nie zatracała dystansu do siebie i nie była w pełni świadoma skali własnej popularności oraz znaczenia swojej marki.

    – Ona naprawdę długo nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielką jest postacią – mówiła Wojtowicz. – To była jedna z rzeczy, które najbardziej mnie w niej uderzały.

    Jednocześnie nie ukrywała, że współpraca z tak ambitną zawodniczką wiązała się z wysokimi wymaganiami. Świątek, mimo swojej spokojnej natury, potrafi być bardzo konkretna i wymagająca wobec osób ze swojego otoczenia. Wie, czego chce, i oczekuje pełnego zaangażowania od tych, którym zaufa.

    Wojtowicz podkreśliła jednak, że kluczowym elementem w relacjach z Igą jest właśnie zaufanie. Kiedy tenisistka już kogoś do siebie dopuści, tworzy się silna, lojalna więź, która pozwala wspólnie pracować na najwyższym poziomie. To połączenie pokory, determinacji i jasno określonych oczekiwań sprawia, że Świątek jest nie tylko wybitną sportsmenką, ale także osobą, z którą – mimo wyzwań – warto budować długofalową współpracę.

    Na zakończenie była trenerka zaznaczyła, że możliwość bycia częścią tej drogi traktuje jako ogromny przywilej. Niezależnie od tego, jak potoczyły się ich dalsze losy zawodowe, czas spędzony u boku Igi pozostanie dla niej powodem do dumy i jednym z najcenniejszych doświadczeń w całej karierze.

  • Abramowicz długo milczała, ale już dość. Opuściła Świątek w jednym celu

    Abramowicz długo milczała, ale już dość. Opuściła Świątek w jednym celu

    Daria Abramowicz przez długi czas nie zabierała głosu, mimo że wokół jej współpracy z Igą Świątek narastały kontrowersje. Psycholożka wycofała się zarówno z wypowiedzi medialnych, jak i aktywności w mediach społecznościowych. Teraz jednak przerwała milczenie, publikując dwie aktualizacje, które rzucają światło na jej obecną sytuację. Okazuje się, że na pewien czas rozstała się z przebywającą w Stuttgarcie tenisistką.

    W ostatnim okresie Abramowicz znalazła się w centrum dyskusji. Część środowiska tenisowego sugeruje, że jej wpływ może mieć związek z obniżką formy Świątek. Pojawiają się także opinie, że relacja między zawodniczką a psycholożką jest zbyt bliska. Jednym z głosów w tej sprawie była wypowiedź Tomasza Smokowskiego, który zwrócił uwagę na ilość czasu, jaki liderka polskiego tenisa spędza poza kortem ze swoją psycholog. Dziennikarz zastanawiał się publicznie, czy taka relacja nie przekracza pewnych granic i czy nie powinna być bardziej sformalizowana oraz oddzielona od życia prywatnego.

    Podobne opinie wyrażali również inni komentatorzy i eksperci, m.in. Artur Szostaczka czy Lech Sidor. Do tej krytyki odniósł się wcześniej Tomasz Świątek, broniąc zarówno córki, jak i jej współpracowniczki. Mimo narastającej dyskusji same zainteresowane nie komentowały sprawy. Świątek pozostawała aktywna w kontaktach z kibicami, natomiast Abramowicz całkowicie zniknęła z przestrzeni publicznej — aż do teraz.

    Jak się okazuje, psycholożka pojawiła się w Warszawie, gdzie była pierwszym gościem projektu „Hot Seat – Gorące Krzesło”, organizowanego przez studentów Akademii Leona Koźmińskiego. Podczas spotkania opowiadała o kulisach pracy w sporcie wyczynowym i psychologii na najwyższym poziomie, bazując na własnych doświadczeniach. Wydarzenie cieszyło się dużym zainteresowaniem — aula była wypełniona po brzegi.

    W trakcie wykładu podkreśliła, że możliwość funkcjonowania w sporcie na własnych zasadach jest przywilejem dostępnym dla nielicznych, zwłaszcza wśród zawodników, którzy nie osiągnęli jeszcze statusu największych gwiazd. Fragmenty wystąpienia udostępniła później w mediach społecznościowych.

    Udział w wydarzeniu oznaczał jednak chwilową rozłąkę ze Świątek, która w tym czasie przygotowuje się do startu w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Polka rozpocznie rywalizację w środowy wieczór meczem z Laurą Siegemund. To dla niej szczególny turniej — triumfowała tam już dwukrotnie, w 2022 i 2023 roku.

    Nadchodzący występ będzie także pierwszym meczem Świątek pod wodzą nowego trenera, Francisco Roiga, który niedawno zastąpił Wima Fissette’a. Jak sama zawodniczka przyznała, współpraca dopiero się zaczyna, ale już teraz ocenia ją bardzo pozytywnie. Podkreśliła, że szybkie znalezienie szkoleniowca w trakcie sezonu było dużym wyzwaniem, dlatego ceni sobie poczucie stabilizacji, jakie daje jej nowy trener.

    Świątek zaznaczyła również, że zależało jej na kimś z doświadczeniem i dobrym wyczuciem technicznym, kto pomoże jej rozwijać się w różnych aspektach gry. Współpraca rozpoczęła się w Akademii Rafaela Nadala na Majorce i — jak podkreśla tenisistka — rozwija się w bardzo obiecującym kierunku.

  • Świątek zdradziła, co od razu zmienił u niej Roig. “Powrót do podstaw”

    Świątek zdradziła, co od razu zmienił u niej Roig. “Powrót do podstaw”

    Iga Świątek tuż przed startem rywalizacji w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie podzieliła się swoimi przemyśleniami na temat nowej współpracy trenerskiej oraz nadchodzącej części sezonu. Polska tenisistka przyznała, że na razie trudno jej jednoznacznie ocenić efekty pracy z nowym szkoleniowcem, ponieważ wszystko jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie.

    – To dopiero początek tej współpracy. Więcej będę mogła powiedzieć, gdy zaczniemy regularnie grać w turniejach. Czuję jednak, że to kierunek, który może mnie rozwinąć – zaznaczyła w rozmowie z Canal+Sport.

    Świątek, aktualnie czwarta rakieta świata, nie może zaliczyć początku sezonu do w pełni udanych. W trzech turniejach kończyła rywalizację na etapie ćwierćfinałów, a w Miami odpadła już w drugiej rundzie. Teraz jednak wchodzi w swoją ulubioną część sezonu – rozgrywki na kortach ziemnych, które od lat są jej największym atutem.

    – Zawsze z dużą radością witam sezon na mączce. Kiedy tylko zaczynam na niej grać, moja motywacja rośnie. To nawierzchnia, na której tenis wydaje mi się najbardziej logiczny i naturalny. Dzięki temu czerpię z gry największą przyjemność – podkreśliła Polka.

    Tenisistka została również zapytana o kulisy wyboru nowego trenera. Jak przyznała, sam proces decyzyjny nie był prosty i wymagał zaufania oraz odwagi.

    – Sam research to jedno, ale dopiero wyjście na kort pokazuje, jak trener naprawdę pracuje i komunikuje się z zawodnikiem. Tego nie da się ocenić przez telefon. Trzeba zaufać swojej decyzji i iść w nią w pełni. O Francisco słyszałam wiele dobrych opinii, rozmawiałam też o nim z Rafą Nadalem. Po naszej rozmowie utwierdziłam się w przekonaniu, że mamy podobną wizję pracy. To trener, który mówi wprost, co trzeba poprawić – wyjaśniła.

    Świątek zdradziła także, na czym skupili się podczas pierwszych treningów.

    – Na początku omówiliśmy, co chciałabym zmienić i jakie elementy wymagają poprawy według trenera. Na korcie wróciliśmy do podstaw, pracowaliśmy nad większym luzem w grze, żebym nie była spięta i skulona, bo to bardzo męczy. Chcemy też, żebym częściej korzystała z intuicji, która zawsze była moją mocną stroną. Skupiamy się również na regularności, bo tego ostatnio brakowało – przyznała.

    Polka podchodzi do zmian ze spokojem i nie oczekuje natychmiastowych efektów.

    – Daję sobie czas. Wierzę, że to proces, który zacznie przynosić rezultaty, ale nie musi się to wydarzyć od razu w Stuttgarcie czy Madrycie – dodała.

    Pierwszą rywalką Świątek w Stuttgarcie będzie doświadczona Niemka Laura Siegemund. Ich mecz zaplanowano na środowy wieczór, nie wcześniej niż o godzinie 18:30.

  • Świątek miażdży Niemki, już 20-0. Była radość po 68 min gry z Siegemund

    Świątek miażdży Niemki, już 20-0. Była radość po 68 min gry z Siegemund

    Na kolejny występ Igi Świątek na europejskich kortach kibice musieli czekać aż pół roku, a jej powrót do rywalizacji w turnieju WTA następuje po dziewięciu miesiącach przerwy. Ten moment nadchodzi w środę, gdy 24-letnia Polka rozpocznie sezon na mączce w hali Porsche Arena w Stuttgarcie. Niemcy to dla niej teren dobrze znany i zazwyczaj bardzo szczęśliwy, szczególnie jeśli chodzi o mecze z reprezentantkami tego kraju. Co ciekawe, mimo perfekcyjnego bilansu 20 zwycięstw i ani jednej porażki, jedno z takich spotkań zakończyło się dla niej łzami.

    Świątek nie występowała w Niemczech zbyt często, a mimo to zdążyła już zapisać się tam kilkoma znaczącymi wynikami. W czterech startach w Stuttgarcie sięgnęła po dwa tytuły, a do tego dołożyła finał w Bad Homburg. Choć zdarzało jej się wycofywać z turniejów w Berlinie czy właśnie w Bad Homburg – choćby z powodu przygotowań do Wimbledonu – to kiedy już pojawiała się na korcie, potrafiła dominować. Ma też na koncie epizod w niemieckiej Bundeslidze, choć nie na najwyższym poziomie rozgrywkowym.

    Jeszcze bardziej imponująco wygląda jej bilans przeciwko niemieckim tenisistkom. W całej karierze – zarówno juniorskiej, jak i seniorskiej – zmierzyła się z nimi 20 razy i za każdym razem wychodziła zwycięsko, tracąc przy tym zaledwie kilka setów. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie miała zbyt wielu okazji do gry z rywalkami ze ścisłej światowej czołówki. Nawet Angelique Kerber, z którą wygrała trzykrotnie, była już wtedy po swoich najlepszych latach.

    Szczególne miejsce w tej historii zajmuje Laura Siegemund – pierwsza przeciwniczka Świątek w tegorocznym Porsche Tennis Grand Prix. Obie tenisistki spotkały się dotąd dwukrotnie w singlu i w obu przypadkach lepsza była Polka. Ich pierwsze starcie miało miejsce w Madrycie w 2021 roku, gdy młoda jeszcze Świątek, świeżo po swoim pierwszym triumfie wielkoszlemowym, pokonała bardziej doświadczoną Niemkę 6:3, 6:3.

    Drugie spotkanie miało znacznie większą wagę – odbyło się w finale turnieju WTA w Warszawie w 2023 roku. Był to wyjątkowy moment dla Świątek, która chciała wreszcie triumfować na polskiej ziemi. Turniej był jednak dla niej ogromnym wyzwaniem fizycznym i organizacyjnym. Po wymagającym Wimbledonie i opóźnieniach spowodowanych pogodą musiała rozegrać kilka spotkań w bardzo krótkim czasie. W sobotę pokonała Lindę Noskovą, a później zaczęła półfinał z Yaniną Wickmayer, który został przerwany z powodu ciemności.

    Dokończenie półfinału nastąpiło następnego dnia, a Świątek wygrała go po tie-breaku. Niemal bez chwili odpoczynku przystąpiła do finału z Siegemund. Mimo zmęczenia nie dała rywalce żadnych szans, wygrywając 6:0, 6:1. Było to jej 13. zwycięstwo nad Niemką w zawodowej karierze.

    Kolejne spotkania z zawodniczkami z Niemiec przyszły dopiero na początku 2024 roku podczas United Cup. Najpierw Świątek pokonała Kerber, ale losy trofeum rozstrzygały się później. Hubert Hurkacz miał dwie piłki mistrzowskie w meczu z Alexandrem Zverevem, jednak nie zdołał ich wykorzystać. O wszystkim zadecydował mikst, w którym duet Świątek/Hurkacz zmierzył się z parą Zverev/Siegemund. Tym razem to Niemcy okazali się lepsi, wygrywając w trzecim secie i sięgając po tytuł. To właśnie wtedy, mimo wcześniejszych zwycięstw, Polka schodziła z kortu ze łzami w oczach.

    Bilans Świątek przeciwko Niemkom pozostaje jednak imponujący. W zawodowym tourze pokonywała m.in. Evę Lys (4:0), Angelique Kerber (3:0), Laurę Siegemund (2:0), Monę Barthel (2:0) czy Jule Niemeier (2:0). Do tego dochodzą pojedyncze zwycięstwa nad Tatjaną Marią, Tamarą Korpatsch, Sarah Rebeccą Sekulic, Kathariną Gerlach i Anną Klasen. Już jako juniorka również nie miała sobie równych w starciach z Niemkami, wygrywając z Jule Niemeier i Iriną Cantos Siemers.

    Teraz historia może zatoczyć koło, bo to właśnie od meczu z Laurą Siegemund Świątek rozpocznie kolejny rozdział swojej kariery na europejskiej mączce. Patrząc na jej dotychczasowe wyniki, trudno nie uznać jej za zdecydowaną faworytkę – choć tenis nie raz pokazał, że nawet najbardziej oczywiste scenariusze potrafią się skomplikować.

  • Trzysetowa batalia Świątek w Stuttgarcie. Ostapenko nagle wypaliła: Nienawidzimy

    Trzysetowa batalia Świątek w Stuttgarcie. Ostapenko nagle wypaliła: Nienawidzimy

    Po blisko miesięcznej przerwie Iga Świątek wraca do rywalizacji na światowych kortach. W środowy wieczór Polka rozpocznie swój występ w turnieju Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie, gdzie po raz pierwszy zaprezentuje się pod okiem nowego trenera. Jej premierową rywalką będzie Laura Siegemund. Jeśli Świątek odniesie zwycięstwo, w kolejnej rundzie może dojść do jej kolejnego starcia z niewygodną przeciwniczką – Jelena Ostapenko, z którą ma wyjątkowo niekorzystny bilans.

    Świątek ma w Stuttgarcie bardzo dobre wspomnienia – triumfowała tu dwukrotnie, w 2022 i 2023 roku, sięgając po tytuł już przy debiucie, a następnie skutecznie go broniąc. W 2024 roku jej marsz po kolejne trofeum zatrzymała dopiero w półfinale Jelena Rybakina.

    Podczas ubiegłorocznej edycji turnieju Polka w ćwierćfinale zmierzyła się z Ostapenko, która od lat pozostaje dla niej wyjątkowo trudną rywalką. Przed tamtym pojedynkiem bilans ich spotkań wynosił aż 0:5 na korzyść Łotyszki.

    Mecz rozpoczął się od wygranej Ostapenko 6:3, jednak tym razem scenariusz był inny niż wcześniej. Po raz pierwszy w historii swoich pojedynków ze starszą o cztery lata rywalką Świątek potrafiła odwrócić losy meczu po przegranym pierwszym secie. W drugiej partii Polka zwyciężyła 6:3 i wydawało się, że jest na dobrej drodze, by wreszcie przełamać niekorzystną serię.

    Decydujący set należał jednak do Ostapenko, która nie oddała własnego podania i dwukrotnie przełamała serwis Świątek, wygrywając ostatecznie 6:3, 3:6, 6:2. Po meczu Polka nie ukrywała, że była bliska zwycięstwa.

    – To był bardzo wyrównany pojedynek, miałam swoje szanse. Wcześniej nasze mecze wyglądały inaczej – ona grała wtedy niezwykle odważnie i trafiała niemal wszystko. Tym razem popełniała więcej błędów, ale nie wykorzystałam swoich okazji – przyznała.

    Na konferencji prasowej padło również pytanie o trudności w rywalizacji z Łotyszką. Świątek odpowiedziała z nutą ironii, sugerując, że frustracja to naturalna reakcja w takich sytuacjach.

    Z kolei Ostapenko, tuż po spotkaniu, podkreśliła, że ich pojedynki zawsze są wymagające dla obu stron. Przyznała, że mimo ogromnego szacunku do Świątek i jej zespołu, każde ich starcie to prawdziwa bitwa, w której liczy się walka do ostatniej piłki.

    Łotyszka ma zresztą świetne wspomnienia ze Stuttgartu – w ubiegłym roku sięgnęła po tytuł, pokonując w finale Aryna Sabalenka 6:4, 6:1. W tegorocznej edycji rozpocznie zmagania od meczu z Mirra Andreeva. Jeśli odniesie dwa zwycięstwa, ponownie może stanąć naprzeciwko Świątek w ćwierćfinale.

    Warunkiem takiego scenariusza jest jednak wygrana Polki w pierwszym meczu. Spotkanie Świątek z Siegemund zaplanowano na środę 15 kwietnia, najwcześniej o godzinie 18:30. Wcześniej na korcie zobaczymy pojedynek Ostapenko z Andriejewą.