Author: newuser

  • Świątek podjęła decyzję ws. WTA Rzym. Organizatorzy przekazali oficjalny komunikat

    Świątek podjęła decyzję ws. WTA Rzym. Organizatorzy przekazali oficjalny komunikat

    Iga Świątek po raz pierwszy od niemal trzech lat była zmuszona skreczować mecz. W sobotnim spotkaniu trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie Polka nie dokończyła rywalizacji z Ann Li, wycofując się z powodu infekcji żołądkowo-jelitowej. Teraz pojawiły się jednak nowe, bardziej optymistyczne informacje – organizatorzy turnieju w Rzymie potwierdzili jej udział i przedstawili szczegółowy plan przygotowań.

    Jeszcze dwa dni temu Świątek przystępowała do pojedynku z Amerykanką w roli zdecydowanej faworytki. Było to ich pierwsze starcie na zawodowym poziomie, jednak Polka od początku zmagała się z wyraźnym osłabieniem organizmu. Problemy zdrowotne odbiły się na jej dyspozycji fizycznej. Choć w drugim secie potrafiła się podnieść po porażce w tie-breaku i doprowadzić do decydującej partii, w trzecim secie stało się jasne, że nie jest w stanie kontynuować gry na swoim poziomie.

    Po kilku gemach Świątek zeszła na ławkę, gdzie przez dłuższy czas była opatrywana przez fizjoterapeutę i lekarza WTA. Wróciła jeszcze na kort, lecz tylko na chwilę. Przy stanie 6:7(4), 6:2, 0:3 i 0-30 zdecydowała się zakończyć mecz przed czasem.

    Poprzedni taki przypadek miał miejsce trzy lata temu w Rzymie, gdy nie dokończyła ćwierćfinału z Jeleną Rybakiną z powodu kontuzji. Tym razem przyczyną był wirus. – Ostatnie dwa dni były naprawdę ciężkie. Chyba złapałam jakąś infekcję. Momentami było trochę lepiej, ale bywały też bardzo trudne chwile. Kompletnie brakowało mi energii i stabilności – przyznała tenisistka po meczu.

    Na szczęście najnowsze wieści są już znacznie bardziej pozytywne. Świątek poinformowała w mediach społecznościowych, że jej stan się poprawia. Zdradziła, że potrzebuje jeszcze jednego lub dwóch dni na pełną regenerację, po czym wróci do intensywnych treningów. Jednocześnie potwierdziła, że planuje występ w kolejnym turnieju w Rzymie.

    Informacje te potwierdzili również organizatorzy włoskiej imprezy. W oficjalnym komunikacie przekazano, że Polka jest już w drodze do stolicy Włoch, a pierwszy trening na kortach Foro Italico zaplanowano na 29 kwietnia.

    Turniej w Rzymie należy do ulubionych przystanków w kalendarzu Świątek. Triumfowała tam już trzykrotnie – w 2021, 2022 oraz 2024 roku. Tegoroczny start może być dla niej szczególnie ważny, ponieważ wciąż czeka na pierwszy półfinał w sezonie.

    Rywalizacja w głównej drabince rozpocznie się 5 maja, natomiast Świątek – jako jedna z najwyżej rozstawionych zawodniczek – wejdzie do gry dopiero kilka dni później. Oznacza to, że będzie miała jeszcze czas, by w pełni odzyskać siły i odpowiednio przygotować się do walki o kolejny sukces w stolicy Włoch.

  • Zwycięstwo Li ze Świątek i na tym koniec. Amerykanka wyeliminowana z turnieju WTA Madryt

    Zwycięstwo Li ze Świątek i na tym koniec. Amerykanka wyeliminowana z turnieju WTA Madryt

    Sobotni mecz pomiędzy Igą Świątek a Ann Li nie został dokończony. Polka była zmuszona skreczować w trakcie trzeciego seta z powodu problemów zdrowotnych, co automatycznie dało zwycięstwo Amerykance, ponieważ spotkanie zostało już rozpoczęte. Dwa dni później Li ponownie pojawiła się na korcie w Madrycie, tym razem walcząc o miejsce w ćwierćfinale turnieju WTA 1000. Jej starcie z Leylah Fernandez okazało się jednak dla niej bardzo trudne.

    Dla Li wygrana ze Świątek była dopiero drugim w karierze triumfem nad zawodniczką z czołowej dziesiątki rankingu WTA. Sukces ten miał jednak gorzki smak, szczególnie dla polskich kibiców, ponieważ wynikał z kreczu liderki polskiego tenisa, która zmagała się z infekcją żołądkowo-jelitową. W momencie przerwania meczu Amerykanka prowadziła 7:6(4), 2:6, 3:0 (30-0), co dało jej awans do czwartej rundy imprezy w stolicy Hiszpanii.

    W poniedziałek rozegrano wszystkie mecze 1/8 finału singla. Li stanęła przed kolejnym wyzwaniem, mierząc się z rozstawioną z numerem 24 Fernandez, która prezentowała ostatnio solidną formę, m.in. podczas turnieju w Stuttgarcie. Spotkanie rozpoczęło się krótko po godzinie 11:00 na korcie Stadium 3.

    Pierwszy set był początkowo wyrównany, a zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania. Pierwsze okazje na przełamanie pojawiły się dopiero w szóstym gemie, kiedy Kanadyjka miała dwie szanse na objęcie prowadzenia 4:2, jednak ich nie wykorzystała. Li zdołała się wybronić, lecz tylko na chwilę. W ósmym gemie straciła serwis, mimo prowadzenia 30-15. Przy stanie 5:3 Fernandez serwowała po zwycięstwo w secie i choć Amerykanka miała jeszcze dwie okazje na odrobienie strat, ostatecznie partia zakończyła się wynikiem 6:3 dla Kanadyjki.

    Druga odsłona rozpoczęła się od kolejnych prób przełamania ze strony Fernandez. Już w pierwszym gemie miała break pointa, ale skuteczna okazała się dopiero w trzecim. Od tego momentu kontrolowała przebieg spotkania. W siódmym gemie dołożyła kolejne przełamanie i przy stanie 5:2 serwowała po zwycięstwo. Tym razem nie wypuściła już okazji z rąk i po 83 minutach gry zakończyła mecz wynikiem 6:3, 6:2.

    Dzięki temu zwycięstwu Fernandez awansowała do ćwierćfinału, gdzie zmierzy się z Mirrą Andriejewą lub Anną Bondar. Dla Li była to natomiast ostatnia przeszkoda w tegorocznej edycji turnieju w Madrycie.

  • Koniec pięknej serii Sabalenki. Kapitalne widowisko z Osaką na Manolo Santana Stadium

    Koniec pięknej serii Sabalenki. Kapitalne widowisko z Osaką na Manolo Santana Stadium

    Na godzinę 13:00 zaplanowano jeden z najciekawszych meczów czwartej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie. Na korcie Manolo Santana Stadium pojawiła się liderka światowego rankingu, Aryna Sabalenka. Broniąca tytułu Białorusinka stanęła przed wymagającym zadaniem – jej rywalką była rozstawiona z numerem 14 Naomi Osaka. Już pierwszy set przyniósł przełamanie imponującej serii Sabalenki w tie-breakach. Ostatecznie zwyciężczynię poznaliśmy po 140 minutach zaciętej walki.

    Poniedziałek był pierwszym dniem turnieju, w którym mecze czwartej rundy rozgrywano równolegle w obu połówkach drabinki. Zmagania rozpoczęły się od górnej części, gdzie na czołowym miejscu znajduje się właśnie Sabalenka. Tuż po godzinie 13:00 liderka rankingu zameldowała się na korcie, rozpoczynając swoje spotkanie z Osaką.

    Było to trzecie oficjalne starcie obu zawodniczek. Dotychczasowy bilans był wyrównany, a niedawno, podczas turnieju w Indian Wells, Sabalenka zrewanżowała się Japonce za porażkę sprzed lat. W Madrycie po raz pierwszy zmierzyły się na nawierzchni ziemnej, co tylko podnosiło atrakcyjność tego pojedynku.

    Mecz rozpoczęła Osaka, a od pierwszych gemów tempo było bardzo wysokie. Obie tenisistki pewnie utrzymywały swoje podania, choć nie brakowało okazji na przełamania. W końcówce seta Sabalenka musiała się bronić przy stanie 30-30 w dwunastym gemie, ale zdołała doprowadzić do tie-breaka, kończąc gema asem serwisowym.

    Tie-breaki były dotąd mocną stroną Białorusinki – w tym sezonie nie przegrała żadnego. Tym razem jednak sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Osaka zagrała fenomenalnie, błyskawicznie obejmując prowadzenie 5:0 i nie oddając inicjatywy do końca. Ostatecznie wygrała tie-break i cały set 7:6(1), przerywając znakomitą passę rywalki.

    Druga partia rozpoczęła się od ofensywy Sabalenki, która już w drugim gemie miała trzy break pointy, jednak Osaka zdołała się wybronić. Chwilę później to Japonka przełamała jako pierwsza i znalazła się w korzystnej sytuacji. Liderka rankingu szybko jednak odpowiedziała przełamaniem do zera, wykorzystując także podwójny błąd serwisowy przeciwniczki.

    Kluczowy moment seta nastąpił przy stanie 4:3 dla Sabalenki. Osaka prowadziła przy swoim podaniu 40-0, ale w niewytłumaczalny sposób przegrała osiem kolejnych punktów. Białorusinka wykorzystała drugą piłkę setową i zamknęła partię wynikiem 6:3.

    Decydujący set rozpoczął się obiecująco dla Osaki, jednak z biegiem czasu coraz wyraźniej było widać jej zmęczenie. Sabalenka stopniowo przejmowała kontrolę nad meczem i w piątym gemie dopięła swego, zdobywając przełamanie. Japonka próbowała jeszcze odpowiedzieć, ale od tego momentu nie była już w stanie zdobyć ani jednego gema.

    Sabalenka pewnie utrzymała przewagę i zakończyła spotkanie zwycięstwem 6:7(1), 6:3, 6:2. Tym samym awansowała do ćwierćfinału, gdzie zmierzy się z Hailey Baptiste, która wcześniej wyeliminowała Belindę Bencic.

  • Rybakinie puściły nerwy w Madrycie. “To była kradzież”

    Rybakinie puściły nerwy w Madrycie. “To była kradzież”

    Podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie nie zabrakło emocji – i to nie tylko sportowych. Jelena Rybakina w trakcie swojego meczu wdała się w krótką, lecz wyraźną sprzeczkę z sędzią główną. Powodem była decyzja elektronicznego systemu wywoływania autów, z którą tenisistka zdecydowanie się nie zgadzała. Po spotkaniu nie gryzła się w język, określając sytuację jako „kradzież punktu”.

    Wiceliderka światowego rankingu pewnie zameldowała się w 1/8 finału imprezy w stolicy Hiszpanii, choć jej droga do tego etapu nie należała do najłatwiejszych. W pierwszym meczu Jelena Rybakina musiała się sporo napracować, by pokonać Elena-Gabriela Ruse 4:6, 6:3, 7:5. W kolejnym spotkaniu zmierzyła się z Qinwen Zheng. Początek znów nie był dla niej udany, jednak ostatecznie odwróciła losy rywalizacji i zwyciężyła 4:6, 6:4, 6:3.

    Najwięcej kontrowersji wzbudziła sytuacja z drugiego seta. Po jednym z serwisów Zheng system elektroniczny wskazał, że piłka trafiła w linię. Rybakina była jednak przekonana, że zagranie było autowe. Podeszła nawet do miejsca upadku piłki i pokazała ślad, który jej zdaniem potwierdzał błąd systemu. Jej reakcja była natychmiastowa i pełna emocji.

    – Czy wy sobie żartujecie? System się myli. Piłka nie dotknęła linii. To absolutnie błędna decyzja – mówiła zirytowana tenisistka w stronę sędzi.

    Po meczu temat wrócił. – W takiej sytuacji trudno ufać technologii. Nie było żadnego śladu, który odpowiadałby temu, co pokazała telewizja. To było bardzo frustrujące, bo czułam się, jakby odebrano mi punkt – przyznała.

    Do całej sytuacji odniosła się również dziennikarka Stephanie Myles, która zwróciła uwagę, że skoro korzysta się z systemu elektronicznego, jego decyzje są ostateczne i niepodważalne przez sędziego głównego.

    W walce o ćwierćfinał Jelena Rybakina zmierzy się z Anastasia Potapova, która wcześniej pokonała Jelena Ostapenko 4:6, 6:4, 6:4.

    Kazaszka prezentuje w tym sezonie znakomitą formę – ma na koncie już 27 zwycięstw i zaledwie 5 porażek. W 2026 roku triumfowała m.in. w Australian Open oraz w turnieju w Stuttgarcie, potwierdzając swoją przynależność do ścisłej światowej czołówki.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2048484971745296655?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2048484971745296655%7Ctwgr%5E6c2bf0b8409bb94216676f098cf057b00ee1cc96%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732753747rybakinie-puscily-nerwy-w-madrycie-to-byla-kradziez.html

  • Nie do wiary, gdzie pojawił się Karol Nawrocki. Decyzja prezydenta może zaskoczyć

    Nie do wiary, gdzie pojawił się Karol Nawrocki. Decyzja prezydenta może zaskoczyć

    To wydarzenie bez precedensu w historii polskiego boksu – tak organizacja Rocky Boxing Night 24 opisała wizytę głowy państwa na swojej gali. W Kościerzyna niespodziewanie pojawił się prezydent Karol Nawrocki, który nie tylko obserwował walki, ale w pewnym momencie wszedł również do ringu i zwrócił się bezpośrednio do jednego z zawodników.

    Nie od dziś wiadomo, że Nawrocki jest pasjonatem boksu. W przeszłości sam trenował tę dyscyplinę i przez lata nawiązał relacje z wieloma pięściarzami. Jednym z nich jest Kacper Meyna, z którym – jak sam zawodnik przyznał w jednym z wywiadów – łączy go wieloletnia znajomość przeradzająca się w przyjaźń. Ich relacja zaczęła się jeszcze w czasach, gdy Nawrocki kierował Muzeum II Wojny Światowej, a wspólne treningi stały się niemal codziennością. Później, gdy objął stanowisko w IPN i przeniósł się do Warszawy, spotykali się rzadziej, ale kontakt nie został zerwany.

    Podczas sobotniej gali Meyna zmierzył się z Anthony Wright i błyskawicznie rozprawił się z rywalem, nokautując go już w pierwszej rundzie. Chwilę po ogłoszeniu werdyktu do ringu wkroczył prezydent, który osobiście pogratulował zwycięzcy. – Niesamowity jesteś, gratulacje – powiedział Nawrocki, nie kryjąc uznania.

    Sam bokser podszedł do sytuacji z humorem. Po walce zdradził, że prezydent zaprosił go na wspólny trening. – Teraz wszyscy mówią o tym, ile prezydent wyciska na klatę, więc zaprosił mnie na siłownię. Lepiej nie odmawiać – żartował Meyna.

    Jak informowały lokalne media, wizyta Nawrockiego w Kościerzynie nie ograniczyła się wyłącznie do gali. Przed rozpoczęciem wydarzenia uczestniczył on we mszy świętej w kościele Świętej Trójcy, a następnie spotkał się z przedstawicielami lokalnej społeczności na plebanii.

    Wieczór obfitował również w inne sportowe emocje. Kibice zgromadzeni w hali Sokolnia mieli okazję obejrzeć pojedynek o mistrzostwo Polski oraz pas WBC Baltic Silver, w którym zmierzyli się Mateusz Polski i Igor Pryga. Z ringu jako podwójny triumfator schodził Polski, dokładając do gali kolejny mocny akcent.

  • Nawrocki zaskoczył. Tak się potem zachował. Wideo w sieci

    Nawrocki zaskoczył. Tak się potem zachował. Wideo w sieci

    Karol Nawrocki ponownie zwrócił na siebie uwagę, wybierając się na wydarzenie sportowe. Choć jego obecność na trybunach nie jest niczym zaskakującym, tym razem decyzja o odwiedzeniu turnieju trzeciej ligi koszykówki mężczyzn mogła budzić zdziwienie. Prezydent postanowił jednak spędzić niedzielę właśnie w ten sposób – obserwując z bliska rywalizację drużyn walczących o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Co więcej, jego zachowanie spotkało się z pozytywnym odbiorem – przywitał się bowiem ze wszystkimi zawodnikami biorącymi udział w turnieju.

    Nawrocki już wcześniej pokazywał, że sport pozostaje ważną częścią jego życia, także po objęciu najwyższego urzędu w państwie. Jako prezydent wielokrotnie pojawiał się na różnych wydarzeniach – kibicował reprezentantom Polski w piłce nożnej i koszykówce, a także śledził zmagania skoczków narciarskich podczas zawodów Pucharu Świata w Zakopanem.

    Tym razem jego wybór padł jednak na mniej oczywiste wydarzenie – finałowy turniej trzeciej ligi koszykówki, który odbył się w Warszawie. Nagranie z jego wizyty opublikował w mediach społecznościowych dziennikarz TV Republika, Michał Rachoń. Jak przekazał, prezydent przywitał się ze wszystkimi zawodnikami, w tym z koszykarzami PKS Basket Warszawa – zespołu, w którym sam występuje.

    Stołeczna drużyna nie może jednak zaliczyć turnieju do udanych. W rywalizacji grupy II zajęła ostatnie, czwarte miejsce. Najlepsza okazała się ekipa ze Świecia, która – podobnie jak UKS Regis Wieliczka – wywalczyła awans do drugiej ligi. Jak podkreślił Kujawsko-Pomorski Związek Koszykówki, dla Świeckiego Klubu Koszykówki to historyczny sukces i zwieńczenie znakomitego sezonu, a dla samego miasta – powrót na szczebel centralny po 14 latach przerwy.

    Sam prezydent odniósł się do swojej obecności na turnieju w rozmowie z TV Republika. Podkreślił, że był to dla niego sposób na spędzenie czasu z synami. Zamiast zostać w domu, zdecydowali się wspólnie wybrać na zawody. Przyznał również, że jako były amator sportu dostrzega ogromne zaangażowanie i pasję zawodników. Zwrócił też uwagę na atmosferę panującą na trybunach – obecność rodzin i wspólne kibicowanie uznał za ważny element promowania zdrowego stylu życia oraz budowania lokalnych więzi wokół sportu.

    https://x.com/michalrachon/status/2048370246856093882?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2048370246856093882%7Ctwgr%5Ebbd1c7b08d870d8d4d618110dc432065f0736124%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-nawrocki-zaskoczyl-tak-sie-potem-zachowal-wideo-w-siecinId23421743

  • “Koszmar” Świątek za burtą w Madrycie. Skandalistka skorzystała z okazji

    “Koszmar” Świątek za burtą w Madrycie. Skandalistka skorzystała z okazji

    Poznaliśmy komplet zawodniczek, które zagrają w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie. Ostatnie miejsce w tej fazie przypadło zwyciężczyni pojedynku Anastazji Potapowej z Jeleną Ostapenko, który rozegrano w niedzielny wieczór. Rosjanka reprezentująca obecnie Austrię, znana z kontrowersyjnych zachowań, trafiła do głównej drabinki jako „szczęśliwa przegrana”. Jej rywalka uchodzi natomiast za jedną z najtrudniejszych przeciwniczek dla Igi Świątek, z którą ma bardzo korzystny bilans. Ich bezpośrednie starcie trwało ponad dwie godziny i zakończyło się dopiero po trzech setach.

    Zmagania trzeciej rundy w Madrycie dobiegły końca. Dzień wcześniej z turniejem pożegnała się Iga Świątek, która była zmuszona skreczować w meczu z Ann Li z powodu problemów zdrowotnych. Niedługo później podobną decyzję podjęła Ludmiła Samsonowa, a kłopoty zdrowotne dopadły również Coco Gauff. Amerykanka zdołała jednak kontynuować rywalizację. W grze pozostaje także Jelena Rybakina, która w niedzielę pokonała Qinwen Zheng i czekała na wyłonienie swojej kolejnej przeciwniczki.

    Tę wyłoniło starcie Potapowej z Ostapenko. Pierwsza z nich w przeszłości wzbudzała sporo kontrowersji — między innymi poprzez pojawienie się na korcie w koszulce Spartaka Moskwa już po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, a także prowokacyjne zachowania wobec publiczności w Rzymie. W Madrycie musiała przebijać się przez kwalifikacje, w których odpadła w decydującym meczu. Mimo to znalazła się w głównej drabince dzięki wycofaniu Madison Keys.

    Szansę tę wykorzystała bardzo dobrze — najpierw pokonała Shuai Zhang, a następnie stanęła naprzeciwko rozstawionej z numerem 21 Ostapenko. Łotyszka rozpoczęła turniej od drugiej rundy, gdzie wyeliminowała Simonę Waltert, i uchodziła za lekką faworytkę tego pojedynku.

    Pierwszy set układał się po jej myśli. Ostapenko szybko przełamała rywalkę, a choć gra była wyrównana i obie tenisistki miały swoje okazje, to końcówka należała do niej — wygrała 6:4.

    W drugiej partii inicjatywę przejęła Potapowa. Kluczowy okazał się szósty gem, wygrany przez nią do zera. Od tego momentu kontrolowała przebieg wydarzeń i przy stanie 5:4 ponownie przełamała Ostapenko, doprowadzając do remisu w setach.

    Decydująca odsłona przyniosła sporo zwrotów akcji. Potapowa rozpoczęła ją znakomicie, wychodząc na prowadzenie 3:0 i oddając rywalce zaledwie dwa punkty. Ostapenko odpowiedziała imponującą serią czterech wygranych gemów z rzędu, odwracając losy seta na 4:3. Wydawało się, że Łotyszka pójdzie za ciosem, jednak od tego momentu nie wygrała już ani jednego gema. Końcówka należała do Potapowej, która ostatecznie zwyciężyła 4:6, 6:4, 6:4 i zameldowała się w czwartej rundzie po 131 minutach rywalizacji.

    Dla Ostapenko oznacza to koniec przygody z madryckim turniejem — wcześniej odpadła również z rywalizacji deblowej, gdzie grała w parze z Erin Routliffe.

  • Wskazano źródło zarazy w Madrycie. Iga Świątek nie miała szans. To koniec

    Wskazano źródło zarazy w Madrycie. Iga Świątek nie miała szans. To koniec

    Prestiżowy turniej Mutua Madrid Open przybrał w tym roku wyjątkowo niepokojący obrót. Z rywalizacji wycofało się już ponad 20 zawodników i zawodniczek, a wszystko wskazuje na to, że przyczyną problemów zdrowotnych jest wirus przenoszony drogą pokarmową. W sobotę z powodu bardzo złego samopoczucia mecz trzeciej rundy przerwała Iga Świątek, a dzień później z dalszej gry zrezygnowała także Ludmiła Samsonowa (20. miejsce w rankingu WTA). Pojawiły się również doniesienia o możliwym źródle zakażeń.

    – Przez ostatnie trzy dni czułam się fatalnie. Złapałam jakiegoś wirusa. Były momenty, kiedy było trochę lepiej, ale zdarzały się też chwile kompletnego wyczerpania. Starałam się walczyć, ale brakowało mi energii. Wiem, że wśród zawodników krąży jakiś wirus – nie tylko ja mam takie problemy – mówiła Świątek tuż po skreczowaniu meczu z Ann Li.

    Polka nie była pierwszą i – jak się okazuje – nie ostatnią zawodniczką, która z powodu choroby musiała wycofać się z madryckiego turnieju rangi WTA 1000.

    W niedzielę do grona dotkniętych problemami zdrowotnymi dołączyła Ludmiła Samsonowa. Organizatorzy poinformowali w mediach społecznościowych, że Rosjanka wycofała się z turnieju z powodu choroby, a jej rywalka, Linda Noskova, awansowała do czwartej rundy bez gry.

    Czeszka w 1/8 finału zmierzy się z Coco Gauff, która sama była bardzo blisko przedwczesnego zakończenia udziału w imprezie. W meczu z Soraną Cirsteą Amerykanka w pewnych momentach ledwo utrzymywała się na nogach. Ostatecznie jednak, dzięki ogromnej determinacji, zdołała odwrócić losy spotkania i zwyciężyć 4:6, 7:5, 6:1.

    – Sama nie wiem, jak udało mi się to przetrwać – przyznała Gauff po meczu. – W nocy czułam się dziwnie, ale rano było już lepiej. W trakcie gry miałam wrażenie, że zaraz zemdleję. Podano mi jednak leki, które pomogły. Byłam bardzo zmęczona i zdenerwowana, w pewnym momencie było mi nawet niedobrze.

    Gauff wycofała się już z rywalizacji deblowej, jednak w singlu wciąż walczy o jak najlepszy wynik.

    Według doniesień serwisu Puntodebreak.com, możliwą przyczyną masowych zatruć mogły być tacos z krewetkami serwowane podczas turnieju. Informacja ta nie została jednak oficjalnie potwierdzona. Tymczasem służby medyczne robią wszystko, by powstrzymać rozprzestrzenianie się choroby i zapobiec kolejnym wycofaniom w dalszej fazie zawodów.

  • Szalona radość Niemki. Turniejowe “1” za burtą zmagań WTA Madryt. Niesamowita pogoń

    Szalona radość Niemki. Turniejowe “1” za burtą zmagań WTA Madryt. Niesamowita pogoń

    À rangi WTA 1000 Madryt trwa już bez udziału polskich tenisistek – zarówno w singlu, jak i w deblu. Ostatnią nadzieją kibiców znad Wisły była Iga Świątek, jednak raszynianka musiała wycofać się z rywalizacji z powodu problemów żołądkowo-jelitowych. Mimo to zawody w stolicy Hiszpanii nadal dostarczają wielu emocji. Jedno z najbardziej widowiskowych spotkań rozegrano dziś na korcie numer 4, gdzie po ostatniej piłce nie zabrakło efektownej celebracji ze strony jednej z zawodniczek.

    Kilka dni temu Laura Siegemund i Jasmine Paolini zmierzyły się w drugiej rundzie singla. Wówczas Włoszka odwróciła losy meczu i triumfowała 3:6, 6:2, 6:4. Jej przygoda z turniejem indywidualnym zakończyła się jednak dzień później, gdy uległa Hailey Baptiste 5:7, 3:6.

    Obie tenisistki pozostały jednak w grze o dobry wynik w deblu – i los ponownie skojarzył je ze sobą, tym razem w 1/8 finału. Jasmine Paolini występowała w parze z Sara Errani, natomiast Laura Siegemund grała u boku Wiera Zwonariowa. Faworytkami według rozstawienia były Włoszki, ale przebieg meczu okazał się znacznie bardziej złożony.

    Początek spotkania był wyrównany, jednak jako pierwsze przełamanie wywalczyły Errani i Paolini, obejmując prowadzenie 4:1. Wydawało się, że kontrolują sytuację, lecz rywalki zaczęły odrabiać straty. Ostatecznie jednak to włoski duet wygrał pierwszą partię 6:4, choć końcówka była pełna zwrotów akcji i niewykorzystanych okazji po obu stronach.

    Drugi set układał się jeszcze lepiej dla rozstawionych z „jedynką” zawodniczek – prowadziły już 4:1 i były bliskie zamknięcia meczu. Wtedy jednak Siegemund i Zwonariowa rozpoczęły imponującą pogoń. Odrobiły straty, wygrały pięć gemów z rzędu i doprowadziły do super tie-breaka.

    Decydująca rozgrywka była wyrównana tylko na początku. Przy stanie 6-5 dla Włoszek inicjatywę przejęły Niemka i Rosjanka, które wygrały pięć kolejnych punktów i zapewniły sobie zwycięstwo 4:6, 6:4, 10-6.

    Po ostatniej akcji nie zabrakło emocji – Laura Siegemund w efektowny sposób świętowała triumf. Był to dla niej nie tylko rewanż za niedawną porażkę singlową z Jasmine Paolini, ale także dowód na ogromną determinację po odwróceniu losów meczu.

    W ćwierćfinale debla Siegemund i Zwonariowa zmierzą się z indonezyjskim duetem Aldila Sutjiadi / Janice Tjen.

  • Tytuł w Australian Open, na WTA Madryt nie będzie. To Andriejewa gra dalej

    Tytuł w Australian Open, na WTA Madryt nie będzie. To Andriejewa gra dalej

    Sobotnie zmagania w turnieju WTA 1000 w Madrycie przyniosły wiele emocji — niestety nie wszystkie były pozytywne dla polskich kibiców. Z rywalizacji wycofała się Iga Świątek, która w meczu trzeciej rundy przeciwko Ann Li skreczowała z powodu problemów zdrowotnych. Zupełnie inne nastroje panowały natomiast w obozie Mirry Andriejewej. Młoda Rosjanka zaliczyła znakomity dzień, odnosząc dwa zwycięstwa, w tym jedno szczególnie prestiżowe.

    Andriejewa rozpoczęła sobotnie występy na korcie Arantxa Sanchez Stadium, gdzie walczyła o awans do czwartej rundy z Dalmą Gálfi. Początek spotkania nie ułożył się po jej myśli — szybko przegrywała 0:2. Z czasem jednak przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i po 90 minutach gry mogła cieszyć się z pewnego zwycięstwa 6:3, 6:2. Tym samym zameldowała się w najlepszej szesnastce turnieju. W kolejnej rundzie zmierzy się z trzecią z rzędu reprezentantką Węgier — po Pannie Udvardy i Gálfi jej rywalką będzie Anna Bondar, która wcześniej sensacyjnie wyeliminowała rozstawioną z numerem siódmym Elinę Switolinę.

    Choć pojedynek z Bondar zaplanowano dopiero na poniedziałek, Andriejewa wróciła jeszcze tego samego dnia na kort — tym razem w rywalizacji deblowej. W parze z Dianą Sznajder walczyła o awans do ćwierćfinału. Rosjanki, które wcześniej pewnie pokonały duet Katarzyna Piter/Anastasia Detiuc 6:4, 6:0, tym razem stanęły przed znacznie trudniejszym wyzwaniem. Ich rywalkami były rozstawione z numerem trzecim Elise Mertens i Shuai Zhang — aktualne mistrzynie Australian Open 2026.

    Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla faworytek, które szybko przełamały serwis przeciwniczek. Odpowiedź Andriejewej i Sznajder była jednak błyskawiczna — wygrały trzy kolejne gemy i przejęły inicjatywę. Choć Mertens i Zhang zdołały jeszcze wyrównać stan rywalizacji, końcówka seta należała do Rosjanek, które wygrały go 7:5.

    Druga partia również obfitowała w emocje. Już na jej początku Belgijka i Chinka miały trzy break pointy, lecz nie potrafiły ich wykorzystać. Kluczowe przełamanie nastąpiło w czwartym gemie — tym razem na korzyść Andriejewej i Sznajder. Rosjanki konsekwentnie powiększały przewagę, obejmując prowadzenie 4:1. Przy stanie 5:3 stanęły przed szansą zamknięcia meczu, ale musiały jeszcze obronić trzy break pointy. Udało im się jednak utrzymać serwis i przypieczętować zwycięstwo 7:5, 6:3.

    Dzięki temu triumfowi awansowały do ćwierćfinału, gdzie zmierzą się z parą Ellen Perez/Demi Schuurs lub Maria Kozyriewa/Miriam Skoch.

    Porażka w Madrycie może mieć poważne konsekwencje dla Elise Mertens. Belgijka nie obroniła punktów za ubiegłoroczny finał, przez co jej pozycja liderki rankingu deblowego jest poważnie zagrożona. Najbliżej wyprzedzenia jej jest Katerina Siniakova — Czeszce wystarczy jedno zwycięstwo, by awansować na pierwsze miejsce. Matematyczne szanse na objęcie prowadzenia mają również Jasmine Paolini i Sara Errani, jednak w ich przypadku konieczne byłoby zdobycie tytułu w Madrycie oraz korzystny układ pozostałych wyników.