Author: newuser

  • Lewandowski gotowy na transfer, prezes Barcelony reaguje. Agent Polaka wezwany

    Lewandowski gotowy na transfer, prezes Barcelony reaguje. Agent Polaka wezwany

    Przyszłość Robert Lewandowski w FC Barcelona wisi na włosku. Coraz więcej wskazuje na to, że kapitan reprezentacji Polski poważnie rozważa zmianę barw klubowych, a jednym z najbardziej konkretnych kierunków jest Juventus FC. Na rozwój wydarzeń błyskawicznie zareagował prezes „Dumy Katalonii”, Joan Laporta, który zdecydował się na pilne spotkanie z piłkarzem i jego agentem, Pini Zahavi.

    Według najnowszych doniesień Lewandowski jest już bardzo blisko opuszczenia Barcelony. Choć klub zaproponował mu przedłużenie kontraktu, Polak nie jest przekonany do pozostania — zwłaszcza w roli rezerwowego i przy znacząco niższym wynagrodzeniu.

    Najbardziej konkretna oferta nadeszła z Turynu. Juventus FC miał zaproponować 37-letniemu napastnikowi roczną umowę wartą około 6 milionów euro netto plus bonusy. Jak informują włoskie media, pierwsze rozmowy przedstawicieli zawodnika z władzami klubu przebiegły w pozytywnej atmosferze. Sam Lewandowski ma postrzegać „Starą Damę” jako najciekawszą opcję i coraz poważniej myśli o przeprowadzce do Serie A.

    W obliczu tych sygnałów Joan Laporta postanowił działać. Szef Barcelony chce zrobić wszystko, by zatrzymać swojego snajpera, którego wielokrotnie publicznie chwalił. Według hiszpańskich mediów zaplanowano już spotkanie z Pini Zahavi, podczas którego mają zostać omówione wszystkie scenariusze i podjęta ostateczna decyzja.

    Obecnie Lewandowski zarabia w Barcelonie około 16 milionów euro netto rocznie. Klub z Katalonii nadal jest więc w stanie zaproponować mu wyższe wynagrodzenie niż Juventus, choć ograniczenia finansowe i przepisy ligi sprawiają, że nowa oferta nie może być niższa niż połowa jego dotychczasowej pensji.

    Co z innymi opcjami? Polak miał już odrzucić możliwość gry w MLS, uznając tamtejsze propozycje za mało atrakcyjne finansowo. Wciąż aktualny pozostaje natomiast kierunek saudyjski, gdzie kluby kuszą gigantycznymi kontraktami.

    Najbliższe dni mogą okazać się kluczowe dla przyszłości jednego z najlepszych napastników świata.

  • Radość Polki po szalonym meczu w Madrycie. Andriejewa poznała rywalkę w finale

    Radość Polki po szalonym meczu w Madrycie. Andriejewa poznała rywalkę w finale

    Turniej WTA 1000 w Madrycie dobiega końca i choć wiele kart zostało już odkrytych, jedna wciąż pozostaje zakryta — kto sięgnie po tytuł? Odpowiedź poznamy w sobotę, po wielkim finale. W czwartek rozegrano półfinały, które dostarczyły ogromnych emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

    Najpierw awans do finału wywalczyła Mirra Andriejewa, pokonując Hailey Baptiste 6:4, 7:6 (8), choć końcówka drugiego seta była dla niej niezwykle nerwowa. Rosjanka zmarnowała dużą przewagę i musiała bronić dwóch piłek setowych, ale ostatecznie dopięła swego i zameldowała się w decydującym meczu.

    Wieczorem oczy kibiców skierowały się na starcie Marty Kostiuk z Anastazją Potapową. Ten mecz miał dodatkowy kontekst i od początku było jasne, że emocji nie zabraknie. Ukrainka przystępowała do spotkania z imponującą serią 10 zwycięstw na mączce i była w świetnej formie. Z kolei Potapowa znalazła się w turnieju niemal przypadkiem — jako „szczęśliwa przegrana”, po wycofaniu się Madison Keys. I tę szansę wykorzystała znakomicie, eliminując po drodze m.in. Jelenę Rybakinę.

    Początek półfinału należał do Kostiuk. Ukrainka szybko objęła prowadzenie 3:0 i kontrolowała przebieg gry. Choć Potapowa próbowała się jeszcze ratować, nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki. Set zakończył się wynikiem 6:2, a Rosjanka (reprezentująca obecnie Austrię) popełniła aż 21 niewymuszonych błędów.

    Druga partia przyniosła jednak całkowite odwrócenie ról. Kostiuk straciła rytm, zaczęła się mylić, a Potapowa wykorzystała moment słabości rywalki. Szybko zrobiło się 5:0 i choć Ukrainka uniknęła „bajgla”, set zakończył się wynikiem 6:1 dla Potapowej.

    Decydująca odsłona znów przyniosła zwrot akcji. Tym razem to Kostiuk wróciła do swojej gry, a Potapowa zaczęła popełniać błędy. Efekt był błyskawiczny — 4:0 dla Ukrainki i praktycznie rozstrzygnięty mecz. Ostatecznie Kostiuk zwyciężyła 6:2, 1:6, 6:1, meldując się w finale. W jej boksie triumfowała trenerka Sandra Zaniewska, która symbolicznie pokazała kartę – waleta karo.

    Po zakończeniu spotkania doszło do sytuacji, której można było się spodziewać. Kostiuk nie podała ręki Potapowej. Już wcześniej zapowiadała, że nie zamierza tego robić wobec zawodniczek związanych z Rosją, które nie potępiły wojny. Wyjątek zrobiła jedynie dla Darii Kasatkiny, która otwarcie sprzeciwiła się agresji.

    — To niczego nie zmienia. Zmiana paszportu bez jasnego stanowiska to za mało — podkreślała Ukrainka jeszcze przed meczem.

    Finał zapowiada się więc nie tylko jako sportowe widowisko, ale także starcie dwóch mocnych osobowości.

  • Narzeczony zrobił to po porażce Sabalenki w Madrycie. Musiała skomentować

    Narzeczony zrobił to po porażce Sabalenki w Madrycie. Musiała skomentować

    Aryna Sabalenka sprawiła niemałą sensację, odpadając w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 Madrid Open po porażce z Hailey Baptiste. Białorusinka, która przed rokiem triumfowała w stolicy Hiszpanii, tym razem musiała uznać wyższość rywalki i pożegnała się z marzeniami o obronie tytułu. Krótko po meczu głos w mediach społecznościowych zabrał jej narzeczony, Georgios Frangulis, a odpowiedź tenisistki pojawiła się niemal natychmiast.

    Sabalenka przyjechała do Madrytu jako główna faworytka i trudno było się temu dziwić – broniła trofeum wywalczonego przed rokiem. Początek tegorocznych zmagań również układał się po jej myśli. Najpierw pokonała Peyton Stearns, następnie wygrała z Jaqueline Cristian, a w 1/8 finału po zaciętym, trzysetowym pojedynku wyeliminowała Naomi Osaka.

    Prawdziwe zaskoczenie przyniósł jednak ćwierćfinał. Na korcie Manolo Santana liderka rankingu napotkała ogromny opór ze strony Baptiste. Amerykanka przegrała pierwszego seta, ale w dwóch kolejnych zaprezentowała się znacznie lepiej, grając odważnie i agresywnie. Ostatecznie Sabalenka uległa 6:2, 2:6, 6:7 (6).

    Po spotkaniu Białorusinka wskazała moment przełomowy: przyznała, że dwa podwójne błędy serwisowe na początku drugiego seta dodały rywalce pewności siebie. Podkreśliła również, że Baptiste zaczęła grać śmielej i zasłużyła na słowa uznania.

    Po meczu aktywny w sieci był także Frangulis, który opublikował na Instagramie zdjęcia z pobytu w Madrycie, w tym wspólne fotografie z Sabalenką. Wpis szybko przyciągnął uwagę kibiców, a wśród licznych komentarzy pojawił się również ten od samej tenisistki. Sabalenka krótko, lecz wymownie odpowiedziała po portugalsku: „Kocham cię”.

  • Sabalenka wyeliminowana z turnieju WTA Madryt. Sześć meczboli nie wystarczyło

    Sabalenka wyeliminowana z turnieju WTA Madryt. Sześć meczboli nie wystarczyło

    Wtorkowe ćwierćfinały turnieju WTA 1000 w Madrycie w górnej części drabinki singlowej przyniosły ogromne emocje i niespodziewane rozstrzygnięcia. Rywalizację rozpoczęło starcie Mirry Andriejewej z Leylah Fernandez, które zakończyło się zwycięstwem młodej Rosjanki. Dzięki temu mogła ona ze spokojem oczekiwać na swoją półfinałową rywalkę. Wieczorem, na korcie Manolo Santana Stadium, pojawiła się Aryna Sabalenka, która zmierzyła się z Hailey Baptiste. Spotkanie okazało się prawdziwym thrillerem, zakończonym sensacyjną porażką liderki światowego rankingu – mimo że miała aż sześć piłek meczowych.

    Po wymagającej serii turniejów w ramach Sunshine Double Sabalenka zdecydowała się odpuścić zawody WTA 500 w Stuttgarcie. Jej nieobecność wykorzystała Jelena Rybakina, która sięgnęła po tytuł w Porsche Tennis Grand Prix i wyprzedziła Białorusinkę w rankingu Race 2026. Przed turniejem w Madrycie przewaga mistrzyni Australian Open wynosiła 183 punkty. Jednak niespodziewana porażka Rybakiny w stolicy Hiszpanii – gdzie uległa Anastazji Potapowej – otworzyła Sabalence drogę do odzyskania prowadzenia w zestawieniu. Warunkiem było jednak dotarcie co najmniej do półfinału.

    Wieczorne spotkanie Sabalenki z Baptiste rozpoczęło się zgodnie z przewidywaniami. Białorusinka pewnie wygrała swoje pierwsze gemy serwisowe, a dzięki skutecznej grze na returnie szybko objęła prowadzenie 3:0. Kontrolowała przebieg pierwszego seta, choć w pewnym momencie pozwoliła rywalce wrócić do gry. Ostatecznie jednak zakończyła partię wynikiem 6:2.

    Drugi set przyniósł niespodziewany zwrot. Sabalenka zaczęła popełniać seryjnie podwójne błędy serwisowe, co wyraźnie wpłynęło na jej pewność siebie. Baptiste wykorzystała ten moment, przejęła inicjatywę i zaczęła dominować na korcie. Choć Białorusinka próbowała jeszcze odrabiać straty, Amerykanka utrzymała przewagę i wygrała seta również 6:2, doprowadzając do decydującej odsłony.

    Na początku trzeciego seta Sabalenka wróciła do gry i szybko objęła prowadzenie 2:0. Jednak i tym razem nie zdołała utrzymać kontroli nad wydarzeniami. Baptiste zaczęła coraz śmielej atakować, doprowadzając do kolejnych przełamań. Kluczowe momenty meczu obfitowały w zwroty akcji – obie zawodniczki miały swoje szanse, a napięcie rosło z każdym gemem.

    Przy stanie 5:4 dla Sabalenki to ona serwowała po zwycięstwo i miała kilka piłek meczowych, jednak żadnej z nich nie wykorzystała. Baptiste zdołała się obronić i doprowadziła do remisu. Ostatecznie o losach spotkania zdecydował tie-break. W nim również nie brakowało emocji – Sabalenka prowadziła, ale Amerykanka odrobiła straty i przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę.

    Hailey Baptiste wygrała całe spotkanie 2:6, 6:2, 7:6(6), odnosząc największy sukces w swojej dotychczasowej karierze. W półfinale zmierzy się z Mirrą Andriejewą. Dla Sabalenki to bolesna porażka – nie tylko odpadła z turnieju, ale także straciła szansę na powrót na prowadzenie w rankingu Race, w którym nadal na czele pozostaje Jelena Rybakina.

  • Znów się nie udało. Sabalenka daleko za Świątek. Trzeci raz stało się to samo

    Znów się nie udało. Sabalenka daleko za Świątek. Trzeci raz stało się to samo

    Tegoroczny turniej Mutua Madrid Open przyniósł wyjątkowo nieoczekiwane rozstrzygnięcia. Do ćwierćfinałów awansowały zaledwie dwie zawodniczki z czołowej dziesiątki rankingu WTA, a tylko jedna z nich była rozstawiona w gronie 1–8. Chodziło o Aryna Sabalenka – trzykrotną triumfatorkę madryckiej imprezy, która miała realną szansę zostać pierwszą tenisistką z czterema tytułami na kortach Caja Mágica. Ten scenariusz jednak się nie spełnił. We wtorek Białorusinka sensacyjnie uległa Hailey Baptiste, mimo że dysponowała aż sześcioma piłkami meczowymi. Co więcej, wraz z porażką przepadła także kolejna okazja na przełamanie niekorzystnej serii.

    Już sam zestaw ćwierćfinalistek był sporym zaskoczeniem. W tej fazie zabrakło takich gwiazd jak Iga Świątek, Jelena Rybakina, Coco Gauff czy Jessica Pegula. Część z nich zmagała się z problemami zdrowotnymi, co znacząco wpłynęło na przebieg rywalizacji. W grze o półfinał pozostała jednak młoda Mirra Andriejewa, która jako druga zawodniczka z TOP 10 zdołała dotrzeć tak daleko.

    W tej sytuacji wiele wskazywało na to, że Sabalenka, będąca w znakomitej formie, pewnie wykorzysta swoją szansę. Białorusinka wygrała aż 26 z ostatnich 27 spotkań, triumfowała w trzech z czterech turniejów, w których brała udział, a w każdym z nich docierała do finału. Madryt od lat jej sprzyja – szybkie korty i specyfika położenia idealnie pasują do jej stylu gry.

    Mimo to na korcie Manolo Santana Stadium doszło do sensacji. Sabalenka przegrała z Baptiste, która do turnieju przystępowała jako zawodniczka z drugiego szeregu i ledwo zmieściła się w gronie rozstawionych. Było to ich drugie starcie w krótkim czasie – miesiąc wcześniej spotkały się w Miami, również w ćwierćfinale. Wówczas Sabalenka także miała swoje szanse, prowadziła w kluczowych momentach obu setów, ale nie potrafiła ich wykorzystać.

    W Madrycie początek meczu należał do Amerykanki, która wygrała pierwszego seta 6:2, dominując tempem i siłą uderzeń. Sabalenka po rozmowie z trenerem zmieniła ustawienie, co przyniosło efekt – drugą partię wygrała w identycznym stosunku. W decydującym secie emocje sięgnęły zenitu. Białorusinka prowadziła już 2:0, później jednak straciła przewagę i przegrywała 3:4. Baptiste także miała swoje problemy, szczególnie przy serwisie, ale w kluczowych momentach potrafiła się bronić.

    Najbardziej dramatyczny był końcowy fragment spotkania. Amerykanka obroniła pięć piłek meczowych przy stanie 4:5, doprowadziła do tie-breaka, w którym Sabalenka prowadziła już 4:1 i miała kolejną okazję do zamknięcia meczu. Ostatecznie jednak to Baptiste zachowała więcej zimnej krwi i odwróciła losy rywalizacji.

    Dzięki temu to ona zmierzy się w półfinale z Andriejewą, a Sabalenka po raz kolejny musi pogodzić się z utratą szansy na poprawienie swojej serii zwycięstw. Białorusinka wciąż nie potrafi przebić bariery 15 wygranych meczów z rzędu – podobna sytuacja miała miejsce już kilkukrotnie, gdy przegrywała niespodziewanie z niżej notowanymi rywalkami.

    Dla porównania, Iga Świątek w 2022 roku osiągnęła imponującą serię 37 kolejnych zwycięstw, którą zakończyła dopiero Alizé Cornet podczas Wimbledon. To wciąż najlepszy wynik w XXI wieku.

    Sabalenka teraz przeniesie się do rywalizacji w Internazionali BNL d’Italia, a następnie wystąpi w Roland Garros. W optymistycznym scenariuszu może tam rozegrać nawet kilkanaście spotkań, jednak na realną szansę pobicia swojej „klątwy piętnastu zwycięstw” najprawdopodobniej będzie musiała poczekać do sezonu trawiastego.

    https://x.com/BastienFachan/status/2049229010505191567?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2049229010505191567%7Ctwgr%5Ebc384ac7d07faae1ce9cea9e0ef5314bee7afd1d%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-znow-sie-nie-udalo-sabalenka-daleko-za-swiatek-trzeci-raz-stnId23470200

  • Sabalenka “przewidziała” swoją przyszłość. Tak teraz wygląda jej życie

    Sabalenka “przewidziała” swoją przyszłość. Tak teraz wygląda jej życie

    Aryna Sabalenka od lat należy do ścisłej elity kobiecego tenisa i regularnie odnosi znaczące sukcesy na światowych kortach. Sport nie jest jednak jedyną dziedziną, która zajmuje ważne miejsce w jej życiu. Już kilka lat temu zdradziła, co sprawia jej przyjemność poza rywalizacją – choć wtedy nie przypuszczała, że z czasem stanie się to niemal codziennym elementem jej rzeczywistości.

    Białorusinka to dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w świecie tenisa. Od kilku sezonów utrzymuje się w czołówce rankingu WTA, a zainteresowanie mediów towarzyszyło jej jeszcze zanim sięgnęła po pozycję liderki. Jej ofensywny styl gry oraz charyzmatyczna osobowość sprawiły, że szybko stała się jedną z głównych twarzy kobiecego touru.

    Choć na korcie kojarzona jest przede wszystkim z siłą, determinacją i sportową zadziornością, poza nim pokazuje zupełnie inne oblicze. W jednym z wywiadów sprzed kilku lat przyznała, że lubi dbać o swój wizerunek i brać udział w sesjach zdjęciowych. Jak sama mówiła, sprawia jej satysfakcję możliwość zobaczenia siebie w eleganckim wydaniu – w makijażu i stylowych kreacjach – mimo że na co dzień nie czuje się związana ze światem glamour.

    Z perspektywy czasu widać, że to zainteresowanie przerodziło się w coś znacznie większego. Obecnie Sabalenka funkcjonuje nie tylko jako gwiazda sportu, ale także jako ważna postać w świecie mody. Regularnie pojawia się na prestiżowych wydarzeniach, zasiada w pierwszych rzędach pokazów znanych projektantów i współpracuje z renomowanymi markami, w tym z domem mody Gucci. Coraz częściej gości również na okładkach magazynów, udowadniając, że można łączyć karierę sportową z wyrazistym, kobiecym wizerunkiem.

    Aktualnie Sabalenka przebywa w Madrycie, gdzie bierze udział w turnieju Mutua Madrid Open i broni wywalczonego przed rokiem tytułu. W ćwierćfinale zmierzy się z Amerykanką Hailey Baptiste. Spotkanie zaplanowano na wtorek 28 kwietnia, nie wcześniej niż na godzinę 20:00.

  • Na dłoni Światek luksusowy zegarek. Trzeba zapłacić za niego fortunę

    Na dłoni Światek luksusowy zegarek. Trzeba zapłacić za niego fortunę

    Od kilku dni kibice w Polsce z niepokojem śledzą informacje dotyczące zdrowia Iga Świątek. Zawodniczka z Raszyna była zmuszona skreczować w sobotnim meczu przeciwko Ann Li, którego stawką był awans do czwartej rundy prestiżowego turnieju w Madrycie. Jeszcze wcześniej jednak Polka korzystała z pobytu w Hiszpanii, zwiedzając stolicę i dzieląc się zdjęciami w mediach społecznościowych. Na jednej z fotografii uwagę przykuwał luksusowy zegarek marki Rolex, którego wartość sięga sześciocyfrowej kwoty.

    Początek sezonu na kortach ziemnych nie układa się po myśli Świątek. Podopieczna Francisco Roig nie osiągnęła oczekiwanego wyniku w Stuttgarcie, a jeszcze trudniejsze chwile przeżyła podczas rywalizacji w Madrycie. Turniej zakończyła już po drugim występie. Powodem były problemy zdrowotne – choć w starciu z Li udało jej się wygrać jednego seta, to w decydującej partii, przy stanie 0:3, zdecydowała się poddać mecz. Nawet interwencja medyczna nie pozwoliła jej kontynuować gry.

    Po spotkaniu tenisistka wyjaśniła, że od kilku dni zmagała się z wirusem. Podkreślała, że jej samopoczucie było bardzo niestabilne – momentami czuła się lepiej, by za chwilę całkowicie opadać z sił. Brak energii i ogólne osłabienie sprawiły, że nie była w stanie rywalizować na odpowiednim poziomie.

    Mimo tych problemów zdrowotnych, pobyt w Madrycie nie był dla niej wyłącznie trudnym doświadczeniem. W wolnych chwilach zawodniczka spędzała czas na zwiedzaniu miasta w towarzystwie koleżanek z touru, dokumentując te momenty na Instagramie.

    Jedno ze zdjęć wzbudziło szczególne zainteresowanie – nie tylko ze względu na tło, ale także na zegarek, który miała na nadgarstku. Okazało się, że jest to model Rolex Yacht-Master. To ekskluzywny czasomierz, ceniony zarówno za funkcjonalność, jak i elegancki design. Wykonany z wysokiej jakości materiałów, często wybierany jest przez miłośników żeglarstwa i luksusowego stylu życia. Jego cena sięga około 100 tysięcy złotych, a dostępny jest w różnych wariantach kolorystycznych. Świątek zdecydowała się na wersję w odcieniach złota i czerni.

  • Tę wizytę Świątek zapamięta na zawsze. Zdjęcia w momencie obiegły sieć, to był niezwykły moment dla tenisistki

    Tę wizytę Świątek zapamięta na zawsze. Zdjęcia w momencie obiegły sieć, to był niezwykły moment dla tenisistki

    Iga Świątek od dawna podkreśla, że jej życie nie kręci się wyłącznie wokół tenisa. Choć na korcie należy do światowej czołówki, poza nim chętnie oddaje się swoim pasjom. Raszynianka uwielbia książki, nie wyobraża sobie dnia bez muzyki, a gdy tylko znajdzie chwilę wytchnienia, sięga po filmy i seriale. Wśród jej ulubionych produkcji znajdują się zarówno „Przyjaciele”, jak i kultowe „The Office”. To właśnie zamiłowanie do tej drugiej serii doprowadziło do wyjątkowego spotkania z aktorem Steve’em Carellem, znanym z roli Michaela Scotta.

    Do tej niecodziennej sytuacji doszło latem 2024 roku w Londynie. Carell pojawił się w stolicy Wielkiej Brytanii przy okazji promocji filmu „Gru i Minionki: Pod przykrywką” („Despicable Me 4”), w którym użyczył głosu jednej z głównych postaci. W tym samym czasie rozpoczynał się wielkoszlemowy Wimbledon, więc aktor postanowił odwiedzić słynne korty. To właśnie tam przecięły się jego drogi z Igą Świątek.

    Dla polskiej tenisistki, będącej wielką fanką „The Office”, było to niezwykle emocjonujące doświadczenie. Spotkanie z Carellem z pewnością zapadło jej w pamięć na długo, co zresztą dało się zauważyć po jej reakcji w mediach społecznościowych.

    Sam aktor również nie krył zachwytu atmosferą londyńskiego turnieju. W rozmowie opublikowanej na oficjalnych kanałach Wimbledonu podkreślał wyjątkowy charakter tego miejsca. Zwracał uwagę na silnie odczuwalną tradycję, energię zawodników i kibiców oraz poczucie uczestnictwa w czymś naprawdę szczególnym. Nie była to zresztą jego pierwsza wizyta na trybunach – wcześniej miał już okazję oglądać na żywo starcia największych legend tenisa, takich jak Roger Federer i Rafael Nadal.

    Ciekawostką jest fakt, że w czwartej części przygód Minionków pojawił się także wątek tenisowy związany z postacią dubbingowaną przez Carella, co w pewien sposób tworzy symboliczne połączenie między jego wizytą na Wimbledonie a światem sportu.

    Jeśli chodzi o występ Igi Świątek w Wimbledonie 2024, zakończyła ona rywalizację na trzeciej rundzie. Po obiecującym początku przegrała z Julią Putincewą 6:3, 1:6, 2:6. Ostatecznie tytuł w turnieju singlowym kobiet zdobyła Barbora Krejcikova. Dla Świątek był to kolejny krok w drodze do sukcesu na londyńskiej trawie, na który przyszło jej jeszcze trochę poczekać.

  • Niespodzianka. Jest potwierdzenie ws. Nawrockiego. Ksiądz pokazał zdjęcia

    Niespodzianka. Jest potwierdzenie ws. Nawrockiego. Ksiądz pokazał zdjęcia

    W niedzielę prezydent RP Karol Nawrocki złożył niespodziewaną wizytę na wydarzeniu sportowym. Towarzyszyli mu synowie – Daniel i Antoni, a także kapelan głowy państwa, ksiądz Jarosław Wąsowicz. Duchowny udostępnił w mediach społecznościowych wspólne zdjęcia z tego wyjścia, które dla wielu obserwatorów było sporym zaskoczeniem.

    Choć Karol Nawrocki zdążył już przyzwyczaić opinię publiczną do obecności na różnych imprezach sportowych – jak chociażby zawody na Wielkiej Krokwi w Zakopanem – rzadko pojawia się na wydarzeniach niższej rangi. Jednym z nielicznych wyjątków był jego udział w A-klasowym meczu Jaguara Wolanów jesienią ubiegłego roku. Tym razem zdecydował się jednak odwiedzić finałowy turniej trzeciej ligi koszykarzy, który rozegrano w Warszawie.

    O obecności prezydenta poinformował w mediach społecznościowych Michał Rachoń – dziennikarz TV Republika, a jednocześnie zawodnik PKS Basket Warszawa, biorący udział w turnieju. Jak podkreślił, Nawrocki przywitał się z wszystkimi drużynami, w tym także z jego zespołem.

    Wizytę potwierdził również ksiądz Jarosław Wąsowicz, publikując fotografię z prezydentem oraz jego synami.

    Sam turniej zakończył się zwycięstwem Świeckiego Klubu Koszykówki, który – podobnie jak UKS Regis Wieliczka – wywalczył awans do drugiej ligi.

    Prezydent odniósł się do swojej obecności w hali w rozmowie z TV Republika. Podkreślił, że niedzielę postanowił spędzić z synami aktywnie, zamiast pozostawać w domu. Zaznaczył również, że jako były amator sportu dostrzega ogromne zaangażowanie i pasję uczestników turnieju. Zwrócił uwagę na atmosferę panującą na trybunach, gdzie licznie zgromadzone rodziny wspierały swoje drużyny. Jak podkreślił, takie wydarzenia sprzyjają nie tylko promocji zdrowego stylu życia, ale także budowaniu pozytywnych więzi społecznych wokół sportu.

  • Oto jaką dyscyplinę trenuje córka Wilfredo Leona. “Ma tylko 9 lat”

    Oto jaką dyscyplinę trenuje córka Wilfredo Leona. “Ma tylko 9 lat”

    Wilfredo Leon od lat uchodzi za jednego z najwybitniejszych siatkarzy na świecie i może poszczycić się imponującym dorobkiem. Wśród jego największych sukcesów znajdują się m.in. srebrne medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata, złoto mistrzostw Europy, dwa triumfy w Lidze Narodów oraz aż cztery zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Okazuje się jednak, że sportowe ambicje w rodzinie Leona nie kończą się na nim – jego najstarsza córka również marzy o karierze, choć w zupełnie innej dyscyplinie.

    Dziewięcioletnia Natalia coraz śmielej zaznacza swoją obecność w świecie sportu, stawiając na tenis. Niedawno wygrała turniej w Łęcznej, czym pochwalił się jej ojciec w rozmowie z TVP Sport. Co ciekawe, młoda zawodniczka już teraz może pochwalić się imponującą kolekcją trofeów – nawet większą niż jej tata w tym samym wieku.

    Leon zdradził zabawną anegdotę z życia rodzinnego. Natalia przyniosła do miejsca, gdzie przechowuje swoje medale i puchary, kolejne trofeum i zauważyła, jak wiele nagród zdobył jej ojciec. Siatkarz odpowiedział, że w jej wieku miał ich zaledwie kilka, podczas gdy ona zgromadziła już około dziesięciu. Podkreślił przy tym, że jeśli chce powiększać swoją kolekcję, powinna kontynuować udział w turniejach i rozwijać swoją pasję.

    Mimo widocznych sukcesów córki, Leon wraz z żoną nie zamierza wywierać na nią presji. Zwraca uwagę, że najważniejsze jest to, aby robiła to, co naprawdę sprawia jej radość. Natalia łączy treningi z nauką i innymi zajęciami, a rodzice chcą, by wciąż miała przestrzeń na beztroskie dzieciństwo. Jeśli kiedyś uzna, że tenis nie jest dla niej, będą wspierać ją w poszukiwaniu innej drogi.

    Siatkarz podkreśla, że droga na szczyt wymaga ogromnych poświęceń, dlatego decyzja o poważnym uprawianiu sportu musi należeć wyłącznie do niej. Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że Natalia z powodzeniem rozwija swój talent, a jej trofea zdobią już rodzinne mieszkanie w Lublinie.

    Tymczasem sam Leon wciąż walczy o kolejne sukcesy. Wkrótce może wzbogacić swoją kolekcję o następny medal PlusLigi, choć jego drużyna Bogdanka Lublin przegrała pierwszy mecz finałowy z Wartą Zawiercie 0:3. Kolejne spotkanie zaplanowano na 29 kwietnia i to ono może zadecydować o dalszych losach rywalizacji.