Author: newuser

  • Jednak wycofanie. Gauff podjęła decyzję. Koniec marzeń o tym tytule w Madrycie

    Jednak wycofanie. Gauff podjęła decyzję. Koniec marzeń o tym tytule w Madrycie

    Problemy zdrowotne nie odpuszczają tenisistkom rywalizującym w turnieju WTA 1000 w Madrycie. W sobotę z ich powodu z zawodów wycofała się Iga Świątek, która skreczowała w meczu z Ann Li. W niedzielę podobne kłopoty dotknęły jej rywalkę w rankingu – Coco Gauff. Amerykanka, mimo poważnych problemów, zdołała jednak dokończyć spotkanie z Soraną Cîrsteą i awansować do kolejnej rundy. Długo jednak nie było jasne, czy będzie w stanie kontynuować grę w turnieju.

    W Madrycie coraz wyraźniej daje się we znaki wirus, który krąży wśród zawodniczek. Dopadł on m.in. Świątek, która w starciu z Li walczyła do końca, ale w trzecim secie zdecydowała się poddać, by nie pogłębiać osłabienia organizmu. Z kolei w niedzielny poranek pojawiła się informacja, że Ludmiła Samsonowa nie przystąpi do meczu z Lindą Noskovą – również z powodu choroby.

    Niepokojące sceny rozegrały się także podczas pierwszego niedzielnego spotkania na korcie Manolo Santana Stadium. W trakcie meczu Gauff miała poważne problemy żołądkowe – w pewnym momencie zwymiotowała przy ławce sędziowskiej i potrzebowała interwencji medycznej. Po udzielonej pomocy jej stan się poprawił, co pozwoliło jej odwrócić losy pojedynku z Cîrsteą i zameldować się w czwartej rundzie.

    Pojawiły się jednak wątpliwości dotyczące dalszego udziału Amerykanki w turnieju. Już w poniedziałek zaplanowano mecze 1/8 finału singla, a Gauff wciąż pozostawała również w rywalizacji deblowej, gdzie występowała w parze z Robin Montgomery. Ich kolejnymi rywalkami miały być Ulrikke Eikeri i Quinn Gleason.

    Ostateczna decyzja zapadła krótko po godzinie 14:00. Gauff postanowiła wycofać się z gry podwójnej, aby skupić się na regeneracji. Oficjalny komunikat WTA potwierdził, że przyczyną jest infekcja żołądkowa. W efekcie Eikeri i Gleason awansowały do ćwierćfinału walkowerem.

    Na ten moment Amerykanka nie rezygnuje jednak z rywalizacji w singlu. Zamierza wykorzystać czas na odpoczynek i spróbować wrócić do pełni sił przed meczem z Noskovą o awans do ćwierćfinału. Stawka jest wysoka – Gauff walczy o utrzymanie trzeciego miejsca w rankingu WTA. Aby pozostać przed Świątek, musi dotrzeć co najmniej do półfinału, ponieważ przed rokiem dotarła w Madrycie aż do finału i broni aż 650 punktów.

  • 6:4, 2:0 i zwrot w meczu Coco Gauff. Amerykankę dopadło to, co Igę Świątek

    6:4, 2:0 i zwrot w meczu Coco Gauff. Amerykankę dopadło to, co Igę Świątek

    Niedzielne zmagania podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie rozpoczęły się punktualnie o godzinie 11:00. Na inaugurację dnia na korcie Manolo Santana Stadium pojawiła się Coco Gauff, która zmierzyła się z rozstawioną z numerem 25 Soraną Cirsteą. Spotkanie od samego początku zapowiadało się emocjonująco i rzeczywiście takie było – nie zabrakło zwrotów akcji, a także problemów zdrowotnych po stronie Amerykanki.

    Jeszcze przed meczem sytuacja w rankingu była niezwykle interesująca. W zestawieniu z 20 kwietnia Gauff miała zaledwie sześć punktów przewagi nad Igą Świątek. Polka jednak zakończyła już udział w turnieju po kreczu w trzeciej rundzie przeciwko Ann Li, co otworzyło Amerykance drogę do utrzymania wysokiej pozycji. Aby mieć pewność zachowania trzeciego miejsca bez oglądania się na wyniki Jessiki Peguli, Gauff potrzebowała co najmniej awansu do finału.

    Amerykanka bardzo dobrze rozpoczęła tegoroczne zmagania w Madrycie, pewnie pokonując Leolię Jeanjean 6:3, 6:0. W starciu z Cirsteą poprzeczka zawisła jednak zdecydowanie wyżej. Rumunka, która miesiąc wcześniej przegrała z Gauff w Miami, liczyła na rewanż i od pierwszych piłek pokazała, że jest gotowa na walkę.

    Początek meczu był wyrównany, ale już w trzecim gemie doszło do pierwszego przełamania. Od tego momentu gra zamieniła się w prawdziwy festiwal breaków. Cirstea zdołała w pewnym momencie uzyskać przewagę i choć Gauff jeszcze odrobiła straty, to końcówka należała do Rumunki. Serwując przy stanie 5:4, pewnie zamknęła seta wynikiem 6:4.

    Druga partia rozpoczęła się od kolejnego mocnego uderzenia Cirstei, która szybko objęła prowadzenie 2:0. Gauff jednak nie zamierzała się poddawać i doprowadziła do wyrównania. Spotkanie wciąż obfitowało w przełamania, a żadna z zawodniczek nie potrafiła na dłużej ustabilizować swojej gry.

    Przy stanie 4:4 doszło do niepokojącej sytuacji. Gauff zaczęła mieć wyraźne problemy zdrowotne – podobne do tych, które wcześniej zmusiły Igę Świątek do wycofania się z turnieju. Amerykanka źle się poczuła i w trakcie gema zwymiotowała do kosza przy ławce sędziowskiej. Na kort natychmiast wezwano fizjoterapeutę oraz lekarza.

    Po krótkiej przerwie i udzieleniu pomocy Gauff zdecydowała się kontynuować grę. Co więcej, zdołała podnieść poziom i przechylić losy seta na swoją korzyść. Najpierw utrzymała serwis, a następnie wykorzystała presję ciążącą na rywalce. Ostatecznie wygrała drugą partię 7:5, doprowadzając do decydującego seta.

    W trzeciej odsłonie spotkania przewaga Amerykanki była już wyraźna. Wyglądało na to, że po przyjęciu leków jej stan się poprawił, co natychmiast przełożyło się na jakość gry. Cirstea jeszcze na początku seta broniła się ambitnie, ratując kilka break pointów, jednak z każdą minutą traciła kontrolę nad meczem. Gauff dominowała i zdobyła pięć gemów z rzędu, zamykając partię wynikiem 6:1.

    Ostatecznie Coco Gauff odniosła efektowne zwycięstwo 4:6, 7:5, 6:1, pokazując ogromny charakter i determinację mimo problemów zdrowotnych. Teraz pozostaje pytanie, jak jej organizm zareaguje w kolejnych dniach turnieju. W czwartej rundzie czeka ją starcie z Lindą Noskovą.

  • Tytuł w Australian Open, na WTA Madryt nie będzie. To Andriejewa gra dalej

    Tytuł w Australian Open, na WTA Madryt nie będzie. To Andriejewa gra dalej

    Sobotnie mecze podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie dostarczyły kibicom wielu emocji. Niestety dla polskich fanów nie były to najlepsze wieści — Iga Świątek musiała wycofać się z rywalizacji w trzeciej rundzie spotkania z Ann Li z powodu problemów zdrowotnych. Zupełnie inny przebieg miał dzień Mirry Andriejewej, dla której okazał się on wyjątkowo udany. Rosjanka odniosła bowiem dwa zwycięstwa, a jedno z nich miało szczególnie prestiżowy charakter.

    Andriejewa rozpoczęła swoje zmagania o godzinie 13:00 na korcie Arantxa Sanchez Stadium, gdzie walczyła o awans do czwartej rundy z Dalmą Galfi. Początek meczu nie ułożył się po jej myśli — szybko przegrywała 0:2. Zdołała jednak opanować sytuację i po 90 minutach gry triumfowała 6:3, 6:2. Tym samym zameldowała się w gronie szesnastu najlepszych zawodniczek turnieju, gdzie trafiła na kolejną Węgierkę — Annę Bondar, która wcześniej sensacyjnie wyeliminowała rozstawioną z numerem siódmym Elinę Switolinę.

    Pojedynek Andriejewej z Bondar zaplanowano dopiero na poniedziałek, jednak Rosjanka pojawiła się na korcie jeszcze tego samego dnia. Po południu wystąpiła na korcie numer 7 w meczu deblowym, walcząc o ćwierćfinał. W parze z Dianą Sznajder chciała kontynuować dobrą passę po wcześniejszym zwycięstwie nad duetem Katarzyna Piter/Anastasia Detiuc (6:4, 6:0). Tym razem poprzeczka była zawieszona znacznie wyżej — po drugiej stronie siatki stanęły Elise Mertens i Shuai Zhang, rozstawione z numerem trzecim i triumfatorki tegorocznego Australian Open.

    Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla Belgijki i Chinki, które szybko zdobyły przełamanie. Niedługo potem inicjatywę przejęły jednak Rosjanki, wygrywając trzy gemy z rzędu i obejmując prowadzenie. Mimo że Mertens i Zhang zdołały odrobić straty, końcówka seta należała do Andriejewej i Sznajder. Nierozstawiony duet wykorzystał drugą piłkę setową i wygrał pierwszą partię 7:5.

    Drugi set także dostarczył wielu emocji. Już w pierwszym gemie rywalki miały trzy break pointy, ale Rosjanki wyszły z opresji obronną ręką. Kluczowy moment nastąpił w czwartym gemie, gdy Andriejewa i Sznajder przełamały przeciwniczki, a następnie powiększyły przewagę do 4:1. Przy stanie 5:3 serwowały po zwycięstwo, jednak musiały jeszcze bronić trzech break pointów. Ponownie zachowały zimną krew i ostatecznie zamknęły mecz wynikiem 7:5, 6:3.

    Dzięki temu zwycięstwu Rosjanki awansowały do ćwierćfinału, gdzie zmierzą się z jedną z dwóch par: Ellen Perez/Demi Schuurs lub Maria Kozyriewa/Miriam Skoch.

    Porażka może mieć poważne konsekwencje dla Elise Mertens. Belgijka nie obroniła punktów za ubiegłoroczny finał, przez co jej pozycja liderki rankingu deblowego jest zagrożona. Najbliżej wyprzedzenia jej jest Katerina Siniakova — do objęcia prowadzenia wystarczy jej jedno zwycięstwo i awans do półfinału. Matematyczne szanse na wskoczenie na pierwsze miejsce zachowują także Jasmine Paolini i Sara Errani, choć w ich przypadku scenariusz wymaga korzystnych wyników innych spotkań oraz zdobycia tytułu w Madrycie.

  • Ekspert załamuje ręce nad grą Igi Świątek. “Może nie ma tego w DNA”

    Ekspert załamuje ręce nad grą Igi Świątek. “Może nie ma tego w DNA”

    Niepokojące sygnały płyną z występów Iga Świątek podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka zakończyła rywalizację już na etapie 1/16 finału, kreczując w trzecim secie meczu przeciwko Ann Li. Powodem były problemy zdrowotne – od dwóch dni zmagała się z zatruciem pokarmowym. Jednak zdaniem eksperta Tomasz Wolfke, to nie sam krecz jest największym problemem.

    W rozmowie z Interią dziennikarz przyznaje, że zdecydowanie bardziej martwi go poziom gry Świątek. Jego zdaniem Polce brakuje wyraźnych postępów, mimo niedawnych zmian w sztabie szkoleniowym i pracy wykonanej podczas zgrupowania na Majorce.

    Wolfke podkreśla, że większa liczba rozegranych meczów w Madrycie mogłaby pomóc tenisistce wdrożyć nowe elementy do gry. Tymczasem występ zakończył się szybko, a sam mecz z Li – jak zaznacza – był do wygrania. Jego zdaniem kluczowy był pierwszy set: gdyby Świątek go rozstrzygnęła na swoją korzyść, być może zdołałaby przetrwać trudniejszy moment fizyczny i awansować dalej, gdzie czekałoby interesujące starcie z Leylah Fernandez.

    Ekspert nie ukrywa, że obecnie widzi więcej minusów niż plusów. Zwraca uwagę na rosnącą liczbę niewymuszonych błędów oraz tendencję do skracania wymian i grania „na jedno uderzenie”. To jego zdaniem stoi w sprzeczności z filozofią, jaką powinni przekazywać nowi trenerzy – Carlos Roig oraz Rafael Nadal – którzy raczej promują cierpliwość i regularność.

    Tymczasem gra Świątek staje się bardziej agresywna, ale nie zawsze skuteczna. Wolfke zauważa, że choć ofensywny styl może w przyszłości przynieść efekty, obecnie prowadzi do błędów i porażek w turniejach, które jeszcze niedawno były dla Polki niemal „pewne”. Przypomina, że w sezonach 2023–2024 Świątek dominowała na kortach ziemnych, a jej finałowy pojedynek z Aryna Sabalenka w Madrycie uchodził za jeden z najlepszych meczów kobiecego tenisa.

    Obecnie jednak forma Polki wyraźnie odbiega od tamtego poziomu. Szczególnie niepokoi liczba błędów – nawet na ulubionej nawierzchni. W przeszłości Świątek rzadko przekraczała dwucyfrowy wynik w tej statystyce na mączce, teraz zdarza się to regularnie.

    Wolfke zwraca również uwagę na brak konsekwencji w ofensywie. Jego zdaniem Świątek często kończy akcję jednym uderzeniem, nie podejmując próby jej wykończenia kolejnym ruchem do przodu. Brakuje jej instynktu „dobicia” rywalki przy siatce, co może wynikać z naturalnych predyspozycji do gry zza linii końcowej.

    W podobnym tonie wypowiadał się wcześniej Wojciech Fibak, który sugerował, że problemem może być utrata pewności siebie, a nie brak nowych umiejętności. Według tej teorii zadaniem trenera jest raczej odbudowa mentalna niż rewolucja w stylu gry.

    Nie zmienia to jednak faktu, że konkurencja nie śpi. Wolfke zauważa, że takie zawodniczki jak Elena Rybakina czy Sabalenka wyraźnie odjechały Świątek pod względem formy.

    Mimo krytycznej oceny ekspert nie przekreśla szans Polki. Wciąż widzi w niej jedną z czołowych tenisistek świata i liczy, że poprawa nadejdzie już podczas turnieju w Rzymie. Jeśli jednak tak się nie stanie, pytania o sens i efekty pracy na Majorce staną się jeszcze głośniejsze.

    Na horyzoncie pozostaje także Roland Garros, gdzie – jak sugeruje Wolfke – możliwe jest wsparcie ze strony samego Nadala, wieloletniego idola Świątek. Brak jego obecności w Paryżu byłby dużym zaskoczeniem, a jego ewentualna pomoc mogłaby okazać się bezcenna w kluczowym momencie sezonu.

  • Tak Sabalenka odpowiedziała na odpadnięcie Świątek. Szybkie zakończenie w Madrycie

    Tak Sabalenka odpowiedziała na odpadnięcie Świątek. Szybkie zakończenie w Madrycie

    Sobotnie wydarzenia podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie przyniosły przykre wieści dla polskich kibiców. Iga Świątek, zmagająca się z problemami zdrowotnymi, była zmuszona skreczować w połowie trzeciego seta meczu przeciwko Ann Li. Kilka godzin później na kort wyszła liderka światowego rankingu – Aryna Sabalenka, która rywalizowała o miejsce w najlepszej szesnastce turnieju. Obrończyni tytułu zmierzyła się z rozstawioną z numerem 29 Jaqueline Cristian i pewnie zwyciężyła 6:1, 6:4.

    Dla Sabalenki był to pierwszy występ na kortach ziemnych w tym sezonie. Białorusinka zrezygnowała wcześniej ze startu w Stuttgarcie, nie czując się w pełni gotowa do rywalizacji. Postawiła na dodatkowy tydzień przygotowań przed turniejem w stolicy Hiszpanii, gdzie broniła tytułu wywalczonego przed rokiem. Co ciekawe, triumfowała w Madrycie już trzykrotnie – w latach 2021, 2023 i 2025 – a teraz chciała przełamać „nieparzystą” serię zwycięstw.

    W swoim pierwszym meczu w tegorocznej edycji turnieju Sabalenka nie uniknęła trudnych momentów. W starciu z Peyton Stearns miała kłopoty zwłaszcza w pierwszym secie – przy stanie 5:5 i 0-30 musiała bronić się przed stratą przewagi. Ostatecznie jednak opanowała sytuację i wygrała cały mecz 7:5, 6:3.

    W pojedynku trzeciej rundy przeciwko Cristian od początku narzuciła wysokie tempo. Już w pierwszych gemach wyraźnie dominowała, skutecznie przełamując rywalkę i kontrolując przebieg spotkania. Rumunka zdołała zapisać na swoim koncie pierwszego gema dopiero w czwartej odsłonie, a chwilę później ponownie straciła serwis. Sabalenka zamknęła pierwszego seta bez większych problemów wynikiem 6:1.

    Druga partia była bardziej wyrównana. Cristian złapała rytm i zaczęła pewniej utrzymywać własne podanie, zmuszając Sabalenkę do większego wysiłku. Kluczowy moment nastąpił w szóstym gemie, gdy Rumunka wypracowała aż cztery break pointy i była bliska objęcia prowadzenia 4:2. Liderka rankingu zdołała jednak wyjść z opresji, co okazało się przełomowe dla dalszego przebiegu seta.

    Decydujący cios Sabalenka zadała w dziewiątym gemie, przełamując rywalkę po błędzie Cristian. Następnie bez problemów utrzymała serwis i przypieczętowała zwycięstwo po 84 minutach gry, kończąc mecz efektownym dropszotem. Dzięki temu awansowała do czwartej rundy, gdzie zmierzy się z Naomi Osaka lub Anhelina Kalinina.

  • Popis Osaki w Madrycie, 6:1 już na otwarcie. Naomi kontra Aryna Sabalenka

    Popis Osaki w Madrycie, 6:1 już na otwarcie. Naomi kontra Aryna Sabalenka

    Z perspektywy polskich kibiców najważniejszym wydarzeniem sobotnich zmagań podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie był przedwczesny koniec występu Iga Świątek, która zmuszona była skreczować. Po jej meczu harmonogram dnia przewidywał jeszcze kilka interesujących spotkań, jednak prawdziwe tenisowe emocje nadeszły dopiero w sesji wieczornej. Wtedy na kortach pojawiły się m.in. Aryna Sabalenka oraz Naomi Osaka. Obie wielkoszlemowe mistrzynie zaprezentowały się z bardzo dobrej strony i wywalczyły awans do czwartej rundy, gdzie zmierzą się ze sobą w bezpośrednim pojedynku.

    Ich rywalizacja zapowiada się niezwykle ciekawie, tym bardziej że jeszcze niedawno spotkały się w czwartej rundzie turnieju w Indian Wells. Był to dopiero ich drugi oficjalny mecz – pierwszy od 2018 roku. Wówczas lepsza okazała się Sabalenka, która wygrała w dwóch setach 6:2, 6:4, rewanżując się za wcześniejszą porażkę w US Open. Teraz los ponownie skojarzył je w tej samej fazie turnieju, tym razem w Madrycie.

    Jako pierwsza o miejsce w najlepszej „16” walczyła Sabalenka. Liderka światowego rankingu zmierzyła się z Jaqueline Cristian i od początku narzuciła swoje warunki gry. Choć w drugim secie Rumunka próbowała nawiązać bardziej wyrównaną walkę, ostatecznie Białorusinka kontrolowała przebieg spotkania i zwyciężyła 6:1, 6:4.

    Kilka minut później na korcie pojawiła się Osaka, której rywalką była Anhelina Kalinina – finalistka turnieju WTA 1000 w Rzymie sprzed trzech lat. Japonka rozpoczęła mecz bardzo pewnie, szybko obejmując prowadzenie i wywierając presję na przeciwniczce. Już w pierwszym secie zbudowała wyraźną przewagę, wychodząc na 4:0. Kalinina zdołała co prawda zdobyć jednego gema, ale był to jedynie chwilowy przebłysk – Osaka zamknęła partię wynikiem 6:1.

    Drugi set rozpoczął się podobnie. Japonka błyskawicznie przełamała rywalkę i kontrolowała przebieg spotkania. Choć Ukrainka próbowała jeszcze odwrócić losy rywalizacji i zmniejszyła stratę, Osaka zachowała koncentrację. Ostatecznie zakończyła mecz w dziewiątym gemie, wykorzystując piątego meczbola i wygrywając 6:1, 6:3.

    W efekcie kibice mogą szykować się na hitowe starcie czwartej rundy – pojedynek dwóch wielkoszlemowych mistrzyń, czyli Sabalenki i Osaki, który zapowiada się jako jedno z najciekawszych spotkań całego turnieju.

  • Sceny w Monachium. Pajor z golem, potem dwie czerwone kartki. Zawód Barcelony

    Sceny w Monachium. Pajor z golem, potem dwie czerwone kartki. Zawód Barcelony

    Piłkarki FC Barcelona Femení po efektownym rozgromieniu Real Madrid Femenino w ćwierćfinale Ligi Mistrzów (aż 12:2 w dwumeczu) przystąpiły do walki o finał rozgrywek. W półfinale ich rywalkami zostały zawodniczki Bayern Munich Women, mistrzynie Niemiec. Pierwsze spotkanie rozegrano na Allianz Arena, a w wyjściowym składzie Barcelony od początku pojawiła się Ewa Pajor.

    Polka błyskawicznie zaznaczyła swoją obecność na boisku. Już w 8. minucie, po świetnej akcji, w której udział wzięły Patri Guijarro oraz Esmee Brugts, napastniczka Barcelony znalazła się w idealnej pozycji w polu karnym i z pierwszej piłki pokonała Ena Mahmutovic. Było to trafienie najwyższej klasy i szybkie prowadzenie „Dumy Katalonii”.

    Po zdobyciu gola tempo gry nieco spadło. Obie drużyny częściej walczyły o kontrolę w środku pola, a klarownych sytuacji było mniej. Około 30. minuty ponownie aktywna była Brugts, która spróbowała strzału z dystansu, jednak jej uderzenie nie sprawiło większych problemów bramkarce Bayernu.

    Gospodynie również miały swoje momenty. Najbardziej wyróżniała się Klara Buhl, która w końcówce pierwszej połowy oddała groźny strzał, lecz świetnie interweniowała Cata Coll. Do przerwy Barcelona prowadziła 1:0.

    Po zmianie stron drużyna z Hiszpanii ruszyła do ataku. Już na początku drugiej połowy Brugts znów była bliska gola, jednak tym razem piłka zatrzymała się na słupku. Barcelona naciskała, a w 60. minucie bliska podwyższenia wyniku była Irene Paredes. Po rzucie rożnym defensorka sprytnie próbowała zaskoczyć bramkarkę strzałem tyłem do bramki, ale jedna z zawodniczek Bayernu wybiła piłkę z linii.

    Niewykorzystane sytuacje zemściły się kilka minut później. W 69. minucie Bayern przeprowadził szybki kontratak. Pernille Harder popędziła lewą stroną i idealnie wyłożyła piłkę do Franziska Kett, która pewnym strzałem doprowadziła do wyrównania.

    Końcówka spotkania była bardzo nerwowa. W 80. minucie Kett obejrzała czerwoną kartkę za pociągnięcie za włosy Salma Paralluelo. Decyzja została podtrzymana mimo analizy VAR. Emocji nie wytrzymał również szkoleniowiec Bayernu, Jose Barcala, który także został ukarany czerwoną kartką.

    Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 1:1, co dla Barcelony może być wynikiem rozczarowującym, biorąc pod uwagę przebieg meczu i liczbę stworzonych sytuacji. O awansie do finału zdecyduje rewanż, który odbędzie się 3 maja.

  • Świątek tego zwyczajnie nie robi. Wydarzyło się w Madrycie. Dopiero trzeci raz w karierze

    Iga Świątek przyjechała do Madrytu z dużą dawką optymizmu. Turniej na kortach ziemnych miał być dla niej idealną okazją do złapania odpowiedniego rytmu i powrotu do najlepszej formy. Niestety już w piątek pojawiły się pierwsze sygnały, że coś jest nie tak – Polka niespodziewanie zakończyła trening aż 45 minut przed planowanym czasem. Wówczas nie wzbudziło to jeszcze większego niepokoju, jednak dzień później sytuacja stała się poważniejsza.

    W meczu trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie Świątek zmierzyła się z Ann Li. Choć była zdecydowaną faworytką, z biegiem spotkania było widać, że nie prezentuje swojej typowej energii i intensywności. Po wyrównaniu stanu meczu i wygraniu drugiego seta, jej organizm odmówił jednak posłuszeństwa. W trzeciej partii, przy stanie 0:3, Polka zdecydowała się skreczować.

    To wyjątkowo rzadki widok w karierze liderki światowego tenisa. Świątek od lat uchodzi za zawodniczkę, która zawsze walczy do końca – cechę tę przejęła m.in. od swojego idola, Rafael Nadal. W ciągu niemal dekady profesjonalnej kariery tylko trzykrotnie była zmuszona zejść z kortu przed zakończeniem meczu.

    Pierwszy taki przypadek miał miejsce w 2018 roku podczas turnieju ITF w Warszawie, gdy jako młoda zawodniczka rywalizowała z Joanną Zawadzką. Po przegranym tie-breaku w pierwszym secie i stracie prowadzenia w drugim (1:3), zdecydowała się na wycofanie z meczu.

    Na kolejny krecz trzeba było czekać prawie pięć lat. Tym razem sytuacja była znacznie bardziej dramatyczna – w ćwierćfinale turnieju w Rzymie Świątek, broniąca tytułów z lat 2021 i 2022, zmierzyła się z Jelena Rybakina. W tie-breaku drugiego seta Polka niefortunnie postawiła stopę, uszkadzając staw skokowy. Mimo prób kontynuowania gry, przy stanie 2:2 w decydującej partii musiała się poddać. Po spotkaniu Rybakina przyznała, że widziała moment urazu i było jasne, że ból uniemożliwia dalszą grę.

    Trzeci przypadek nastąpił właśnie w Madrycie – niemal trzy sezony później. Tym razem jednak powodem nie była kontuzja, lecz choroba, która stopniowo osłabiała organizm zawodniczki. Już przed meczem pojawiały się drobne sygnały ostrzegawcze, ale dopiero w trakcie rywalizacji ich skala stała się w pełni widoczna.

    Choć wycofanie się z meczu to dla Świątek sytuacja wyjątkowa, tym razem można mówić o pewnym szczęściu w nieszczęściu – brak urazu oznacza, że powrót do pełni sił powinien nastąpić stosunkowo szybko.

  • Nagroda pocieszenia po dramacie. Taki czek dostała Świątek

    Nagroda pocieszenia po dramacie. Taki czek dostała Świątek

    Iga Świątek walczyła do końca, ale tym razem organizm nie pozwolił jej dokończyć rywalizacji. Polska tenisistka musiała skreczować w meczu trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie, a główną przyczyną były problemy zdrowotne, które nasiliły się w trakcie spotkania. Mimo przedwczesnego zakończenia występu w stolicy Hiszpanii, Polka nie wyjedzie z pustymi rękami – za osiągnięcie 1/16 finału otrzymała solidne wynagrodzenie.

    Pojedynek z Ann Li od początku zapowiadał się jako formalność dla czwartej rakiety świata. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te oczekiwania. Choć Świątek starała się narzucić swój rytm gry, wyraźnie było widać, że nie jest w pełni sił. Kluczowy moment nastąpił w trzecim secie – przy stanie 2:0 dla rywalki Polka poprosiła o przerwę medyczną. Po interwencji lekarza wróciła jeszcze na kort, ale nie była już w stanie skutecznie rywalizować.

    Niedługo później, przy wyniku 7:6, 2:6, 3:0 i 30:0 dla Amerykanki, Świątek podeszła do siatki i poddała mecz. Tym samym to Ann Li zameldowała się w 1/8 finału, a Polka opuszczała kort wyraźnie rozczarowana i osłabiona chorobą.

    Po spotkaniu była liderka rankingu WTA wyjaśniła, co stało za jej dyspozycją. Przyznała, że od dwóch dni zmagała się z infekcją wirusową, która mocno odbiła się na jej samopoczuciu. Podkreśliła, że momentami czuła się dobrze, ale zdarzały się też chwile całkowitego braku energii i problemów ze stabilnością fizyczną.

    Mimo wszystko zdecydowała się wyjść na kort i spróbować powalczyć. Jak zaznaczyła, w przeszłości zdarzało jej się grać mimo choroby i osiągać dobre wyniki, dlatego liczyła, że tym razem będzie podobnie. Szybko jednak okazało się, że organizm nie pozwoli na kolejny taki wysiłek.

    Choć sportowo turniej w Madrycie zakończył się dla niej wcześniej, niż planowała, Świątek może liczyć na finansową rekompensatę. Za awans do trzeciej rundy otrzymała 54 tysiące euro, co przekłada się na około 230 tysięcy złotych. Dla porównania, zwyciężczyni całego turnieju zgarnie aż milion euro.

  • Świątek opuściła Madryt we łzach. Teraz ogłasza. Wyciekła brutalna prawda

    Świątek opuściła Madryt we łzach. Teraz ogłasza. Wyciekła brutalna prawda

    Iga Świątek przedwcześnie zakończyła swój udział w turnieju WTA 1000 w Madrycie. W meczu trzeciej rundy przeciwko Ann Li Polka była zmuszona skreczować, a już po spotkaniu ujawniła, że od kilku dni zmagała się z chorobą.

    Początek rywalizacji w stolicy Hiszpanii był dla Iga Świątek bardzo udany. W drugiej rundzie pewnie pokonała Daria Snigur 6:1, 6:2, dzięki czemu awansowała do kolejnego etapu zmagań. Tam czekało ją jednak znacznie trudniejsze wyzwanie.

    Spotkanie z Amerykanką od początku było wyrównane. Pierwszy set zakończył się tie-breakiem, w którym lepsza okazała się Li, wygrywając 7:4. Świątek szybko jednak odpowiedziała – w drugiej partii zaprezentowała się znakomicie i pewnie zwyciężyła 6:2, doprowadzając do remisu w meczu.

    Decydująca odsłona rozpoczęła się jednak w dramatycznych okolicznościach. Przy stanie 0:2 na korcie pojawił się sztab medyczny. Polka zgłosiła problemy zdrowotne i próbowała jeszcze walczyć po zażyciu leków, ale jej stan nie pozwalał na dalszą rywalizację. Ostatecznie, przy wyniku 6:7, 6:2, 0:3, była zmuszona skreczować i pożegnać się z turniejem.

    Jak ujawniła po meczu, już wcześniej nie czuła się w pełni sił.
    – W niektórych momentach czułam się dobrze, a w innych naprawdę źle. Wiedziałam, że to będzie trudne, ale mimo to chciałam spróbować – przyznała. Dodała również, że w przeszłości zdarzało jej się grać mimo choroby i odnosić zwycięstwa, jednak tym razem problem był znacznie poważniejszy.

    – Myślę, że wszystko zależy od skali problemów zdrowotnych. Tym razem było gorzej niż wcześniej – podkreśliła.

    Po zakończeniu spotkania Świątek opuściła kort ze łzami w oczach. Już od drugiego seta było widać, że zmaga się z dużym osłabieniem – momentami miała problemy z utrzymaniem równowagi, była ospała i wyraźnie brakowało jej energii. Jak się okazało, za wszystko odpowiadała choroba, która uniemożliwiła jej dalszą walkę o zwycięstwo w Madrycie.