Author: newuser

  • Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    Podczas gdy Magda Linette i Magdalena Fręch rywalizowały w swoich meczach pierwszej rundy turnieju WTA 1000 w Rzymie, na kortach w stolicy Włoch pojawiła się również Jelena Ostapenko. Co ciekawe, wszystkie trzy spotkania połączył identyczny scenariusz otwarcia — każdy z pierwszych setów zakończył się wynikiem 6:0. O ile jednak dla Polek był to bolesny początek i zapowiedź trudnych zmagań, o tyle w przypadku Łotyszki kibice oglądali pokaz absolutnej dominacji. Nie bez powodu Ostapenko bywa określana mianem „zmory” Igi Świątek — ma bowiem wyjątkowo korzystny bilans bezpośrednich pojedynków z liderką polskiego tenisa.

    Rywalizacja w głównej drabince turnieju rozpoczęła się we wtorek, a dzień później do gry przystąpiły reprezentantki Polski. Iga Świątek, jako zawodniczka rozstawiona, rozpocznie swój udział dopiero od drugiej rundy, dlatego w środę uwaga kibiców skupiła się na występach Magdy Linette i Magdaleny Fręch. Linette zmierzyła się na korcie numer 14 z Tatjaną Marią, natomiast Fręch rywalizowała na korcie Pietrangeli z Alexandrą Ealą. Oba spotkania rozpoczęły się równolegle o godzinie 11:00 i w obu przypadkach pierwszy set zakończył się dla Polek bardzo dotkliwą porażką 0:6.

    W tym samym czasie na głównym korcie — Campo Centrale — rozgrywany był trzeci mecz, który przyniósł identyczny wynik w pierwszej partii. Jelena Ostapenko, aktualnie 36. rakieta świata, stanęła naprzeciw Lucrezii Stefanini, reprezentantki gospodarzy występującej dzięki dzikiej karcie. Choć Łotyszka nie może zaliczyć ostatnich tygodni do szczególnie udanych — po półfinale w Dosze jej forma wyraźnie spadła, a jedynie w Miami zdołała wygrać dwa mecze — w Rzymie pokazała tenis na bardzo wysokim poziomie.

    Z kolei Stefanini, plasująca się dopiero na 154. miejscu w rankingu WTA, nie imponowała ostatnio wynikami. Występowała głównie w mniej prestiżowych turniejach, a w ważniejszych imprezach, takich jak Madryt, Miami czy Indian Wells, odpadała już na etapie kwalifikacji. Również w Rzymie szybko okazało się, że różnica klas między nią a Ostapenko jest bardzo wyraźna.

    Pierwszy set był jednostronnym widowiskiem. Włoszka nie była w stanie nawiązać walki w żadnym gemie — nie tylko nie wypracowała break pointów, ale nawet ani razu nie doprowadziła do równowagi. Łącznie zdobyła zaledwie dziewięć punktów, przegrywając partię 0:6. Ostapenko, mimo że nie grała bezbłędnie, dominowała dzięki sile swoich uderzeń i skutecznemu drugiemu serwisowi, który pozwalał jej kontrolować przebieg wymian.

    Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od kolejnego przełamania na korzyść Łotyszki, choć Stefanini zdołała w pewnym momencie wypracować break pointa. Ostapenko zachowała jednak zimną krew, wygrywając kluczowe akcje dzięki dobremu serwisowi i pewnemu forhendowi. Szybko objęła prowadzenie 4:0 i wydawało się, że zakończy mecz tzw. „rowerkiem”.

    Do tego jednak ostatecznie nie doszło. Przy stanie 0:4 Stefanini zdołała przełamać rywalkę i zapisać na swoim koncie jedynego gema w całym spotkaniu. Choć popełniła podwójny błąd serwisowy i musiała bronić się przed atakami Ostapenko przy siatce, wykorzystała moment słabszej koncentracji przeciwniczki. Był to jednak jedynie krótki przebłysk — w dalszej części meczu Włoszka zdobyła już tylko dwa punkty.

    Ostatecznie Jelena Ostapenko zwyciężyła 6:0, 6:1 w zaledwie 54 minuty, pewnie meldując się w drugiej rundzie. Tam czeka ją znacznie trudniejsze zadanie — starcie z rozstawioną z numerem szóstym Amandą Anisimovą.

  • Podwójny triumf Igi Świątek. To była perfekcja. Sama powiedziała: “Wow”

    Podwójny triumf Igi Świątek. To była perfekcja. Sama powiedziała: “Wow”

    Rzym od lat zajmuje szczególne miejsce w kalendarzu WTA i w sercach wielu tenisistek. Dla Iga Świątek stolica Włoch to jeden z najważniejszych przystanków w sezonie. Polka aż trzykrotnie sięgała tam po tytuł, a przed startem kolejnej edycji turnieju rangi 1000 została zapytana o finał, który wspomina najcieplej. W odpowiedzi wróciła do momentu, gdy połączyła triumf w Rzymie ze zwycięstwem w Madrycie, określając tamten występ jako „idealny turniej”.

    Liderka polskiego tenisa przygotowuje się do pierwszego meczu w tegorocznej odsłonie zmagań w Rzymie. Jej przeciwniczką będzie jedna z dwóch zawodniczek: Daria Kasatkina lub Caty McNally. Już na początku pobytu w Italii Świątek podkreśliła, że czuje się tam wyjątkowo dobrze i z przyjemnością wraca na rzymskie korty.

    – Cieszę się, że tu jestem. Uwielbiam to miejsce. To jeden z najbardziej ekscytujących turniejów, także pod względem życia poza kortem. Po prostu czerpię radość z chwili – powiedziała podczas konferencji prasowej.

    To jednak nie zakończyło jej medialnych wystąpień. W rozmowie dla kanału TennisLegends Świątek została poproszona o wskazanie finału w Rzymie, który miał dla niej szczególne znaczenie. Polka bez wahania cofnęła się pamięcią do dwóch wyjątkowych momentów w swojej karierze.

    Najpierw przywołała triumf z 2021 roku, kiedy po raz pierwszy wygrała turniej tej rangi. W finale zdeklasowała wówczas Karolína Plíšková, zwyciężając 6:0, 6:0. Jak podkreśliła, był to dla niej ważny sygnał, że potrafi wygrywać największe imprezy również po sukcesie w Paryżu. Dodała, że tamto zwycięstwo dało jej ogromny zastrzyk motywacji i wiary we własne możliwości.

    Drugim szczególnym wspomnieniem był dla niej sezon 2024, kiedy najpierw triumfowała w Madrycie, a następnie sięgnęła po tytuł w Rzymie. – Pomyślałam wtedy: „wow”. Wygranie tych dwóch turniejów z rzędu nie jest łatwe, bo panują tam różne warunki. A ja zrobiłam to z dużą pewnością siebie. To było niesamowite doświadczenie – przyznała.

    Świątek podkreśliła, że właśnie w 2024 roku czerpała z gry w Rzymie najwięcej radości, także poza samą rywalizacją. – Szczerze mówiąc, nazwałabym to perfekcyjnym turniejem. A wyjazd na Rolanda Garrosa po takich zwycięstwach był czymś naprawdę wyjątkowym – podsumowała.

  • Sabalenka zobaczyła Świątek i wybuchnęła śmiechem. “Chcesz mi pomóc?”

    Sabalenka zobaczyła Świątek i wybuchnęła śmiechem. “Chcesz mi pomóc?”

    Rywalizacja między Aryna Sabalenka a Iga Świątek od dawna budzi ogromne emocje – zarówno na korcie, jak i w rankingu WTA. Tym razem tenisistki znalazły się w centrum uwagi nie z powodu meczu, lecz zabawnej sytuacji podczas konferencji prasowej.

    Po zakończeniu turnieju w Madrycie światowa czołówka przeniosła się do Rzymu, gdzie rozgrywane są kolejne prestiżowe zawody. Wśród największych gwiazd ponownie znajdują się Sabalenka – aktualna liderka rankingu – oraz Świątek, która już trzykrotnie triumfowała na rzymskich kortach.

    Do nietypowej sceny doszło w trakcie konferencji prasowej z udziałem Białorusinki. Sabalenka odpowiadała właśnie na pytanie dziennikarza dotyczące trudności w jej wcześniejszym meczu. Zaczęła spokojnie analizować sytuację, sugerując, że problemem mógł być wysoki poziom spotkania, gdy nagle przerwała swoją wypowiedź.

    Powodem była pojawiająca się na sali Świątek. Widząc Polkę, Sabalenka natychmiast zareagowała z uśmiechem i w żartobliwym tonie zwróciła się do niej, zapraszając ją do pomocy w odpowiedzi na „trudne pytanie”. – „Chodź! Chcesz mi pomóc odpowiedzieć?” – rzuciła, wywołując śmiech na sali. Po krótkiej wymianie zdań między zawodniczkami sytuacja zakończyła się wspólnym rozbawieniem.

    Obie tenisistki rozpoczną rywalizację w Rzymie od drugiej rundy. Sabalenka zmierzy się z Barbora Krejčíková, która wcześniej pokonała Elsa Jacquemot. Z kolei Świątek wciąż czeka na swoją pierwszą przeciwniczkę – będzie nią zwyciężczyni pojedynku między Caty McNally a Daria Kasatkina.

  • Świątek nie zdążyła wyjść na kort. Ogłaszają: Panika. Nie pomógł nawet Nadal

    Świątek nie zdążyła wyjść na kort. Ogłaszają: Panika. Nie pomógł nawet Nadal

    Iga Świątek szykuje się do inauguracji swojego występu w turnieju WTA 1000 w Rzymie, jednak uwaga wielu ekspertów już teraz kieruje się w stronę zbliżającego się wielkimi krokami Rolanda Garrosa. Pojawia się pytanie, czy rezultat osiągnięty we Włoszech może mieć przełożenie na jej dyspozycję w Paryżu. W podcaście „Nothing Major Show” nie zabrakło w tej sprawie wyraźnych różnic zdań – jeden z uczestników posunął się nawet do ostrych słów, nie szczędząc Polce krytyki i ironii, przywołując przy tym postać Rafaela Nadala.

    Rzymski turniej jest dla Świątek ostatnim sprawdzianem przed powrotem na korty Rolanda Garrosa, gdzie w ostatnich latach dominowała. Nie zmienia tego fakt, że w ubiegłym sezonie odpadła tam w półfinale po starciu z Aryną Sabalenką. W poniedziałek Polka poznała swoją potencjalną drogę w turnieju w stolicy Włoch – rozpocznie od drugiej rundy dzięki wolnemu losowi, a jej pierwszą rywalką będzie zwyciężczyni pojedynku Darii Kasatkiny z Caty McNally. W dalszej fazie zmagań możliwe jest także starcie z Naomi Osaką, która obecnie współpracuje z byłym trenerem Świątek, Tomaszem Wiktorowskim.

    Kluczowe pytanie brzmi: czy wynik osiągnięty w Rzymie wpłynie na mentalne przygotowanie Świątek do French Open? Czy ewentualne wczesne odpadnięcie powinno wzbudzać niepokój? W podcaście „Nothing Major Show” opinie były podzielone.

    John Isner zachował spokój, podkreślając, że nie wiąże bezpośrednio występu w Rzymie z szansami Polki w Paryżu. Jego zdaniem różnica poziomów między Świątek a większością rywalek w początkowej fazie Rolanda Garrosa jest na tyle duża, że nawet słabszy wynik we Włoszech nie musi mieć większego znaczenia. Wystarczy, że dobrze wejdzie w turniej i złapie rytm, by odzyskać komfort gry na swoich ulubionych kortach.

    Zupełnie inaczej sytuację ocenił Steve Johnson, który otwarcie przyznał, że zaczyna się niepokoić. Według niego Świątek potrzebuje solidnego wyniku, by odbudować pewność siebie, której – jego zdaniem – obecnie jej brakuje. W swojej wypowiedzi pozwolił sobie nawet na uszczypliwość, nawiązując do zdjęcia Polki z Rafaelem Nadalem. Zasugerował ironicznie, że jedyną radą, jaką mogła od niego otrzymać, było… częstsze granie w golfa.

    Johnson poszedł jeszcze dalej, twierdząc, że brak awansu do ćwierćfinału w Rzymie powinien być sygnałem alarmowym. Podkreślił, że przed Rolandem Garrosem kluczowe jest odbudowanie pewności siebie, a brak półfinału w obecnym sezonie tylko pogłębia jego obawy.

  • We wtorek z samego rana narzeczony radośnie ogłosił ws. Sabalenki. Komunikat z Rzymu

    We wtorek z samego rana narzeczony radośnie ogłosił ws. Sabalenki. Komunikat z Rzymu

    Aryna Sabalenka rozpocznie rywalizację w turnieju Internazionali BNL d’Italia od drugiej rundy, ale już od kilku dni przebywa w Rzymie, gdzie przygotowuje się do startu. Towarzyszy jej narzeczony, Georgios Frangulis, który we wtorkowy poranek przekazał wyjątkową wiadomość. Okazuje się, że właśnie w stolicy Włoch tenisistka świętuje swoje 28. urodziny.

    Ostatni występ w Madrycie nie potoczył się po myśli liderki rankingu WTA. Sabalenka sensacyjnie uległa znacznie niżej notowanej Hailey Baptiste 6:2, 2:6, 6:7 i odpadła już na etapie ćwierćfinału. Nie zamierzała jednak długo rozpamiętywać tej porażki — szybko przeniosła się do Rzymu, gdzie już wkrótce rozpocznie walkę o kolejny tytuł.

    Pobyt we Włoszech zbiegł się z wyjątkową okazją. 5 maja Białorusinka obchodziła 28. urodziny, a jej partner zadbał o to, by ten dzień był szczególny. W mediach społecznościowych opublikował wspólne zdjęcia i skierował do ukochanej pełne emocji życzenia. „Wszystkiego najlepszego dla miłości mojego życia i najwspanialszej kobiety. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że jesteś obok mnie. Kocham cię ponad wszystko” — napisał Frangulis.

    Idealnym prezentem dla samej siebie byłoby dla Sabalenki zwycięstwo w rzymskim turnieju, którego dotąd nie udało jej się wygrać. W jej części drabinki znajdują się m.in. Magda Linette, Linda Noskova, Amanda Anisimova, Coco Gauff, Mirra Andriejewa oraz Jasmine Paolini. W ewentualnym finale mogłaby zmierzyć się z jedną z czołowych zawodniczek, takich jak Jelena Rybakina, Iga Świątek, Jessica Pegula, Elina Switolina, Victoria Mboko, Marta Kostiuk czy Karolina Muchova.

    Najlepszy dotychczas wynik Sabalenki w Rzymie to finał z 2024 roku, w którym musiała uznać wyższość Igi Świątek (2:6, 3:6). Polka triumfowała w tym turnieju także w 2021 i 2022 roku, zapisując się na stałe w historii tej imprezy.

    Bez względu na wynik tegorocznych zmagań Sabalenka zachowa pozycję liderki światowego rankingu. Obecnie ma na koncie 10 110 punktów i wyraźnie wyprzedza rywalki. Na drugim miejscu znajduje się Jelena Rybakina (8 555 pkt), a trzecia jest Iga Świątek (6 948 pkt).

    Czołówka rankingu WTA (stan na 5 maja 2026):

    1. Aryna Sabalenka – 10 110 pkt

    2. Jelena Rybakina – 8 555 pkt

    3. Iga Świątek – 6 948 pkt

    4. Coco Gauff – 6 749 pkt

    5. Jessica Pegula – 6 136 pkt

    6. Amanda Anisimova – 5 985 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4 181 pkt

    8. Jasmine Paolini – 3 722 pkt

    9. Victoria Mboko – 3 531 pkt

    10. Elina Switolina – 3 530 pkt

  • Sabalenka rozpętała burzę. Radykalna deklaracja. Jest gotowa do buntu

    Sabalenka rozpętała burzę. Radykalna deklaracja. Jest gotowa do buntu

    Temat wynagrodzeń w największych turniejach tenisowych ponownie wywołał burzę. W poniedziałek światło dzienne ujrzało głośne oświadczenie czołowych zawodniczek i zawodników, którzy zwracają uwagę na – ich zdaniem – niewspółmierny wzrost nagród w stosunku do przychodów generowanych m.in. przez Roland Garros. Pod dokumentem podpisała się także Aryna Sabalenka, która nie wyklucza nawet bojkotu, jeśli rozmowy nie przyniosą oczekiwanych rezultatów.

    Spór między tenisistami a organizatorami czterech najważniejszych imprez – Australian Open, Roland Garros, Wimbledon oraz US Open – trwa już od kwietnia ubiegłego roku. Najlepsi gracze domagają się bardziej sprawiedliwego podziału zysków. Wspomniane oświadczenie, poparte przez największe gwiazdy dyscypliny, w tym Igę Świątek, ponownie nadało sprawie rozgłos.

    Zawodnicy skupili się szczególnie na nadchodzącym Roland Garros, podkreślając, że tempo wzrostu puli nagród nie nadąża za rosnącymi przychodami całego turnieju. Ich zdaniem udział procentowy przeznaczany na wynagrodzenia pozostaje zbyt niski. Do tej kwestii odniosła się również Sabalenka podczas konferencji prasowej przed turniejem WTA w Rzymie, a jej słowa szybko obiegły media.

    Białorusinka nie kryła rozczarowania obecną sytuacją. Zaznaczyła, że to właśnie zawodnicy tworzą widowisko, bez którego turnieje nie miałyby racji bytu, dlatego powinni otrzymywać adekwatne wynagrodzenie. Nie wykluczyła przy tym radykalnych działań.

    Jej zdaniem może nadejść moment, w którym bojkot stanie się jedynym skutecznym narzędziem walki o prawa tenisistów. Podkreśliła też, że w takiej sytuacji środowisko zawodniczek mogłoby się zjednoczyć, ponieważ wiele aspektów funkcjonowania turniejów wielkoszlemowych uznają za niesprawiedliwe.

    Sabalenka wyraziła jednak nadzieję, że trwające negocjacje zakończą się kompromisem satysfakcjonującym wszystkie strony. Nieco spokojniejsze stanowisko prezentuje Iga Świątek, która określiła potencjalny bojkot jako rozwiązanie ostateczne i zaznaczyła, że liczy na osiągnięcie porozumienia drogą rozmów.

  • Niepokojące wieści ws. Świątek tuż przed meczem w Rzymie. “Cierpi na korcie”

    Problemy zdrowotne zmusiły Igę Świątek do wycofania się z turnieju w Madrycie, jednak teraz Polka szykuje się do startu w Rzymie. Mimo to wokół jej formy pojawiają się pewne obawy. Trener Paweł Ostrowski w rozmowie z „Faktem” zwrócił uwagę na niepokojące sygnały, które – jego zdaniem – wciąż są widoczne w grze tenisistki.

    Podczas rywalizacji w Madrycie Świątek nie była w stanie dokończyć spotkania trzeciej rundy i musiała przedwcześnie zakończyć udział w turnieju. Po meczu nie kryła rozczarowania. Przyznała, że to był dla niej wyjątkowo trudny dzień, a brak pełnej kontroli nad własną grą i decyzjami na korcie był szczególnie bolesny. Jednocześnie uspokoiła kibiców, informując, że jej stan zdrowia się poprawia i planuje występ w Rzymie.

    Zgodnie z zapowiedziami, Polka jest już we Włoszech i przygotowuje się do pierwszego meczu, który ma rozegrać 8 maja. Korty Internazionali d’Italia należą do jej ulubionych miejsc – triumfowała tam już trzykrotnie, w 2021, 2022 i 2024 roku. To daje kibicom powody do optymizmu, zwłaszcza że od czasu rozpoczęcia współpracy z Francisco Roigiem Świątek wydaje się bardziej spokojna i pogodna.

    Nie wszyscy jednak patrzą na jej sytuację bez zastrzeżeń. Paweł Ostrowski podkreśla, że mimo sukcesów wciąż dostrzega u niej brak swobody. Jego zdaniem tenisistka sprawia wrażenie przytłoczonej presją. Nawet wygrywane punkty nie dają jej widocznej satysfakcji – wyglądają raczej jak obowiązek niż efekt naturalnej radości z gry. Trener porównuje jej stan do dźwigania ciężkiego bagażu, który wpływa nie tylko na psychikę, ale i na fizyczność zawodniczki.

    Ostrowski zauważa, że największym problemem jest brak lekkości i spontaniczności na korcie. W jego opinii perfekcjonizm Świątek, który wcześniej był jednym z kluczy do sukcesu, może teraz działać na jej niekorzyść, generując nadmierne napięcie. Dlatego sugeruje, by tenisistka spróbowała podejść do rywalizacji z większym dystansem.

    Jak zaznacza, Świątek nie musi już niczego udowadniać – jej osiągnięcia, w tym tytuły wielkoszlemowe, mówią same za siebie. Kluczowe może być dla niej przestawienie myślenia z „muszę” na „mogę”, co pozwoliłoby odzyskać radość z gry.

    Na koniec szkoleniowiec odniósł się do współpracy Polki z nowym trenerem, Francisco Roigiem, który zastąpił Wima Fissette’a. Przyznaje, że trudno ocenić, czy nowy członek sztabu będzie w stanie pomóc jej zrzucić mentalne obciążenie, ale wyraża nadzieję, że tak się stanie. Zaufanie między zawodniczką a trenerem wydaje się być obecne – teraz pozostaje czekać na efekty tej współpracy.

  • Głośno o podopiecznej Wiktorowskiego. Wielki powrót, przyćmiła inne gwiazdy

    Głośno o podopiecznej Wiktorowskiego. Wielki powrót, przyćmiła inne gwiazdy

    Zmagania w Internazionali BNL d’Italia dopiero się rozkręcają, a już wiadomo, że jednej z największych gwiazd kobiecego tenisa zabraknie na miejscu od pierwszych dni. Naomi Osaka pojawi się we Włoszech z opóźnieniem. Informację tę przekazała w mediach społecznościowych dziennikarka Jessica Schiffer. Powód? Jeszcze przed wylotem do Europy Japonka uczestniczyła w jednym z najważniejszych wydarzeń świata mody – prestiżowej Met Gala.

    Osaka od lat należy do ścisłej czołówki światowego tenisa. Była liderka rankingu WTA ma na koncie cztery tytuły wielkoszlemowe – triumfowała w Australian Open (2019, 2021) oraz US Open (2018, 2020). Obecnie współpracuje z trenerem Tomasz Wiktorowski i znalazła się na liście uczestniczek rzymskiego turnieju, jednak w dniu losowania drabinki stało się jasne, że jej przylot do Italii nieco się opóźni.

    Wszystko przez udział w tegorocznej Met Gali, która – jak co roku – przyciągnęła największe nazwiska ze świata sportu, kultury i mody. Tegoroczne hasło przewodnie brzmiało „Fashion is Art”, czyli „Moda to sztuka”, co zapowiadało spektakularne stylizacje na czerwonym dywanie w Metropolitan Museum of Art.

    Naomi Osaka zdecydowanie nie zawiodła. Jej kreację przygotował znany projektant Robert Wun. Japonka pojawiła się w efektownym, białym kapeluszu oraz płaszczu przypominającym suknię, z wyraźnie zarysowanymi, „architektonicznymi” ramionami i długą, pelerynową spódnicą. Całość zdobiły subtelne czerwone pióra, co sprawiło, że tenisistka była niemal nie do poznania.

    To jednak był dopiero początek spektaklu. Na schodach muzeum Osaka zdjęła wierzchnią warstwę stroju, odsłaniając dopasowaną suknię podkreślającą sylwetkę. Kreacja została bogato ozdobiona kryształami Swarovskiego i – jak podawały media – była wykonywana ręcznie przez ponad 3200 godzin, co przekłada się na przeszło 136 dni pracy.

    Po zakończeniu gali Naomi Osaka ruszy do Europy, by dołączyć do rywalizacji w Rzymie. Dzięki rozstawieniu rozpocznie turniej od drugiej rundy, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Katie Boulter – Eva Lys.

  • Sprzeciw Sabalenki i innych gwiazd. Padł mocny apel. Ostra reakcja z Rosji

    Sprzeciw Sabalenki i innych gwiazd. Padł mocny apel. Ostra reakcja z Rosji

    Do rozpoczęcia kwalifikacji do Rolanda Garrosa pozostały zaledwie dwa tygodnie, a start turnieju głównego nastąpi niespełna trzy tygodnie od teraz. Wraz ze zbliżającą się imprezą rośnie jednak nie tylko sportowe napięcie – coraz więcej mówi się o konflikcie między czołowymi tenisistami a organizatorami turniejów wielkoszlemowych.

    Jak informuje agencja Associated Press, w poniedziałek czołowi zawodnicy światowego tenisa – w tym Aryna Sabalenka, Jannik Sinner czy Coco Gauff – wyrazili swoje niezadowolenie wobec organizatorów paryskiego turnieju. Ich zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim wysokości puli nagród, ale także braku działań w kwestiach takich jak długoterminowa opieka zdrowotna czy system emerytalny dla graczy.

    Organizatorzy French Open ogłosili 16 kwietnia, że w tegorocznej edycji przeznaczą na nagrody finansowe 61,7 mln euro, co oznacza wzrost o 9,5 procent względem poprzedniego roku. Tenisiści zwracają jednak uwagę, że same kwoty nominalne nie oddają pełnego obrazu sytuacji. Kluczowy jest bowiem udział puli nagród w całkowitych przychodach turnieju – a ten, według ich wyliczeń, spada.

    Z danych przedstawionych przez zawodników wynika, że udział ten zmniejszy się z 15,5 procent w 2024 roku do prognozowanych 14,9 procent w 2026 roku. Co więcej, w 2025 roku wskaźnik ten wynosił jedynie 14,3 procent. Choć więc kwoty rosną, to w relacji do przychodów turniej przeznacza na tenisistów proporcjonalnie mniej środków. Gracze oczekują, by udział ten wzrósł do poziomu około 22 procent – podobnego do tego, jaki obowiązuje w turniejach rangi ATP i WTA 1000.

    Na razie organizatorzy Roland Garros nie odnieśli się oficjalnie do zarzutów.

    Nie wszyscy jednak podzielają stanowisko zawodników. Krytycznie wobec ich postulatów wypowiedział się Jewgienij Kafielnikow, były lider rankingu ATP, dwukrotny mistrz turniejów wielkoszlemowych i złoty medalista olimpijski z Sydney. W rozmowie z rosyjskim „Sport-Expressem” stwierdził, że obecni gracze powinni docenić wysiłek poprzednich pokoleń.

    – Powinni być wdzięczni tym, którzy byli przed nimi i zbudowali fundamenty, dzięki którym dziś mogą zarabiać tak duże pieniądze. Te skargi są nieuzasadnione – powiedział.

    Narastający konflikt między zawodnikami a organizatorami najważniejszych turniejów tenisowych trwa już od kwietnia 2025 roku. Wówczas gracze podkreślali, że w przeciwieństwie do innych globalnych dyscyplin sportu, tenis wciąż opiera się zmianom w zakresie zarządzania i inwestowania w przyszłość. Zwracali również uwagę na brak realnego dialogu oraz niewystarczające działania na rzecz poprawy warunków życia i bezpieczeństwa zawodników, którzy – jak podkreślają – stanowią fundament całej dyscypliny.

  • Trener Świątek ma duży problem. Skończyły się czasy, gdy świat trząsł się ze strachu

    Trener Świątek ma duży problem. Skończyły się czasy, gdy świat trząsł się ze strachu

    Lech Sidor nie ma wątpliwości – kobiecy tenis wszedł w nową fazę, a dominacja kilku największych nazwisk przestaje być oczywistością. Ekspert zwraca uwagę, że ostatnie turnieje pokazały wyraźnie, iż półfinały największych imprez nie są już domeną wyłącznie ścisłej czołówki.

    – Wystarczy spojrzeć na Madryt. W najlepszej czwórce znalazły się zawodniczki z różnych rejonów rankingu: Mirra Andriejewa z TOP10, ale też Hailey Baptiste, Marta Kostiuk czy Anastasia Potapova. To pokazuje, że hierarchia się wyrównuje – tłumaczy.

    Koniec „łatwych” meczów dla faworytek

    Zdaniem Sidora, czasy, gdy zawodniczki z czołowej piątki bez większego wysiłku przechodziły przez pierwsze rundy, należą już do przeszłości. Dziś poziom jest znacznie bardziej wyrównany, a rywalki spoza ścisłej czołówki potrafią postawić bardzo trudne warunki.

    – Kiedyś mecz numeru 3 z numerem 30 często kończył się szybkim 6:2, 6:2. Teraz takie scenariusze zdarzają się znacznie rzadziej. Wracamy do czasów ogromnej konkurencji, kiedy przed turniejami wielkoszlemowymi trudno było wskazać jednoznaczną faworytkę – podkreśla.

    Czołówka przestała budzić strach

    Ekspert zauważa też zmianę mentalną wśród rywalek. Najlepsze tenisistki, takie jak Aryna Sabalenka, Elena Rybakina czy Iga Świątek, nie są już postrzegane jako nie do pokonania.

    – Świat nie stoi w miejscu. Rywalki analizują, uczą się i szukają sposobów na wygrywanie z najlepszymi. Coraz większą rolę odgrywa fizyczność i siła gry – zaznacza Sidor.

    Problem Świątek jest głębszy

    W kontekście Igi Świątek pojawia się dodatkowy problem. Polka od dłuższego czasu nie odnosi zwycięstw nad zawodniczkami z TOP10, co utrudnia jej powrót do pełnej dominacji.

    – Kiedyś miała komfort kilku spokojnych rund na rozruch. Dziś od pierwszego meczu musi grać na najwyższym poziomie. To utrudnia wprowadzanie zmian, bo pod presją zawodnik wraca do starych nawyków – tłumaczy ekspert.

    To prowadzi do błędnego koła – brak wyników obniża pewność siebie, a brak pewności utrudnia rozwój i adaptację nowych elementów gry.

    Szansa na przełamanie w Paryżu

    Mimo trudnej sytuacji Sidor widzi jednak światełko w tunelu. Jego zdaniem atutem Świątek może być świeżość fizyczna oraz naturalna wytrzymałość.

    – Jeśli doda do tego spokój mentalny, może znów wejść na swój najwyższy poziom. Kluczowe będzie, żeby przestała analizować każdy удар i zaczęła grać bardziej intuicyjnie – ocenia.

    Ekspert sugeruje też, że Polka mogłaby czasowo uprościć swoją grę, na wzór tego, jak robiła to Caroline Wozniacki w trudniejszych momentach kariery – grając bardziej zachowawczo, budując akcje i wykorzystując swoją kondycję.

    – Iga nie musi się cofać głęboko za linię końcową. Wystarczy drobna korekta ustawienia i wykorzystanie jej mocnego topspinowego forhendu, który wciąż jest jedną z najgroźniejszych broni w kobiecym tenisie – podsumowuje Sidor.