Author: newuser

  • Niebywały zwrot akcji. Na to wszyscy czekali. Anita Włodarczyk ogłasza światu

    Niebywały zwrot akcji. Na to wszyscy czekali. Anita Włodarczyk ogłasza światu

    Choć Anita Włodarczyk ma już 40 lat, wciąż nie zamierza definitywnie zamknąć swojej wielkiej kariery. Trzykrotna mistrzyni olimpijska jeszcze niedawno sugerowała, że występ na igrzyskach w Paryżu będzie jej ostatnim olimpijskim rozdziałem. Dziś jednak patrzy na przyszłość zupełnie inaczej i coraz wyraźniej daje do zrozumienia, że celem mogą być także igrzyska w Los Angeles w 2028 roku.

    Historia olimpijskich startów Włodarczyk trwa już niemal dwie dekady. W 2008 roku w Pekinie otarła się o medal, kończąc rywalizację tuż za podium. Później jednak zdominowała konkurencję rzutu młotem i sięgała po złote medale kolejno w Londynie, Rio de Janeiro oraz Tokio. W Paryżu ponownie zabrakło jej niewiele do podium — zakończyła zmagania na czwartej pozycji. Wtedy wydawało się, że to definitywny koniec jej olimpijskiej drogi.

    Dziś okazuje się jednak, że sportowa emerytura może jeszcze poczekać. Sama zawodniczka przyznaje, że po sukcesie w Tokio odzyskała ogromną motywację do dalszej pracy i rywalizacji na najwyższym poziomie. Jak podkreśla, jeszcze kilka lat temu była przekonana, że zakończy karierę około 35. roku życia. Tymczasem nadal regularnie trenuje i wciąż czerpie z tego ogromną satysfakcję.

    Włodarczyk nie ukrywa, że organizm wymaga dziś większej troski niż dawniej. Potrzebuje więcej czasu na regenerację, a w kole nie jest już tak dynamiczna jak przed laty. Mimo to nie zamierza rezygnować z marzeń o kolejnym olimpijskim występie. Zaznacza jednak ostrożnie, że kluczową rolę odegra zdrowie.

    Polka od dekady pozostaje również rekordzistką świata. Jej fenomenalny rezultat 82,98 m nadal pozostaje nieosiągalny dla rywalek i jest symbolem jej dominacji w historii tej konkurencji.

    Najbliższe tygodnie będą dla niej wyjątkowe także z innego powodu. Już 14 maja premierę będzie miał dokument „Anita”, opowiadający o życiu i karierze legendarnej lekkoatletki. Produkcja przygotowana przez Papaya Films ma pokazać nie tylko sukcesy sportsmenki, ale również kulisy jej wieloletniej walki o utrzymanie się na szczycie światowego sportu.

  • Demolka w meczu ze Świątek, do powtórki wyniku już nie dopuściła. Teraz sama deklasuje

    Demolka w meczu ze Świątek, do powtórki wyniku już nie dopuściła. Teraz sama deklasuje

    Sorana Cîrstea ma za sobą sześć pojedynków z Igą Świątek i każdy z nich kończył się zwycięstwem Polki. Kilka z tych starć było dla Rumunki wyjątkowo bolesnych. Dwa lata temu w Madrycie zdołała ugrać zaledwie dwa gemy, przegrywając 1:6, 1:6. Co ciekawe, od tamtego momentu żadna inna rywalka nie rozbiła jej już w tak wyraźny sposób. Nawet w przegranych spotkaniach Cîrstea potrafiła zdobywać przynajmniej trzy gemy. Teraz jednak sama urządziła tenisowy pokaz siły w Rzymie i wysłała wyraźny sygnał Arynie Sabalence.

    Doświadczona zawodniczka z Bukaresztu rozgrywa ostatni sezon w karierze. Z Igą Świątek po raz pierwszy zmierzyła się podczas Australian Open 2022, a ostatni raz obie tenisistki spotkały się w ubiegłym roku w Seulu. Wszystkie pojedynki padły łupem raszynianki, która dwukrotnie triumfowała bardzo pewnie — 6:1, 6:1. Takie rezultaty padły zarówno w Dosze, jak i później w Madrycie w 2024 roku.

    Właśnie mecz w stolicy Hiszpanii okazał się ostatnią tak dotkliwą porażką w karierze Rumunki. Od końcówki kwietnia 2024 roku Cîrstea, nawet jeśli schodziła z kortu pokonana, zawsze potrafiła ugrać co najmniej trzy gemy. W międzyczasie odniosła także dwa cenne triumfy — wygrała turniej w Cleveland w sierpniu 2025 roku, a trzy miesiące temu zwyciężyła również w Klużu-Napoce. Teraz chce pójść za ciosem podczas imprezy w Rzymie.

    Sezon na kortach ziemnych rozpoczęła od występu w Linzu, gdzie dotarła do ćwierćfinału i przegrała dopiero z późniejszą triumfatorką, Mirrą Andriejewą. Później awansowała do półfinału turnieju WTA 250 w Rouen, choć przed starciem z Weroniką Podrez wycofała się z rywalizacji. W Madrycie dotarła natomiast do trzeciej rundy, w której zatrzymała ją Coco Gauff. Następnym przystankiem stał się Rzym.

    W stolicy Włoch rozstawiona Cîrstea rozpoczęła zmagania od drugiej rundy, gdzie trafiła na Tatjanę Marię — pogromczynię Magdy Linette. Tym razem jednak to Niemka została całkowicie zdominowana.

    Rumunka błyskawicznie przejęła kontrolę nad spotkaniem. Już przy pierwszej okazji przełamała rywalkę i po chwili prowadziła 3:0. Maria próbowała jeszcze wrócić do gry, utrzymując dwa własne gemy serwisowe, ale nie potrafiła zagrozić przeciwniczce przy jej podaniu. Co więcej, przy stanie 2:5 ponownie straciła serwis i pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:2 dla Cîrstei.

    Drugi set był już prawdziwym popisem tenisistki z Bukaresztu. Największe problemy miała jedynie w czwartym gemie, kiedy Maria obroniła trzy break pointy. Przy czwartej okazji Rumunka dopięła jednak swego i odskoczyła na 4:0. Później nie oddała już ani jednego gema, kończąc spotkanie efektownym triumfem 6:2, 6:0 po zaledwie 54 minutach gry.

    Dzięki temu zwycięstwu 36-latka zameldowała się w trzeciej rundzie, gdzie czeka już Aryna Sabalenka. Liderka światowego rankingu wcześniej wyeliminowała Barborę Krejcikovą i pozostanie zdecydowaną faworytką sobotniego pojedynku. Cîrstea pokazała jednak, że znajduje się w bardzo dobrej formie i zamierza mocno postawić się Białorusince.

    Będzie to czwarte starcie obu zawodniczek. Dotychczas dwa razy wygrywała Sabalenka, ale Rumunka ma również miłe wspomnienie — triumfowała nad tenisistką z Mińska podczas turnieju w Miami w 2023 roku.

  • Switolina przetestowała formę Świątek. 70 minut gry na korcie w Rzymie

    Switolina przetestowała formę Świątek. 70 minut gry na korcie w Rzymie

    Turniej WTA 1000 w Rzymie przez lata był dla Iga Świątek miejscem wyjątkowym. Polka aż trzykrotnie triumfowała na słynnym Campo Centrale i właśnie na włoskiej mączce rozgrywała jedne z najlepszych spotkań w karierze. Tegoroczna edycja ma jednak dla niej zupełnie inny wymiar. 24-latka przystępuje do rywalizacji bez ani jednego indywidualnego półfinału w sezonie 2026 i w Rzymie chce wreszcie przełamać tę serię. W czwartek miała okazję sprawdzić swoją dyspozycję podczas treningu z Elina Switolina.

    Wszystko podporządkowano przygotowaniom do pierwszego meczu w turnieju. Losowanie drabinki, które odbyło się na Piazza del Popolo z udziałem samej Świątek, wskazało, że rywalką Polki będzie Daria Kasatkina albo Caty McNally. Ostatecznie awans wywalczyła Amerykanka, pokonując Kasatkinę bez straty seta. Tym samym kibice doczekają się kolejnego pojedynku Świątek z McNally. Poprzednio tenisistki zmierzyły się podczas ubiegłorocznego Wimbledonu i wtedy Amerykanka sprawiła Polce sporo problemów. Była jedyną zawodniczką, która odebrała Świątek seta w trakcie całego londyńskiego turnieju.

    Czwartkowe zajęcia miały być dla raszynianki generalnym sprawdzianem przed piątkowym starciem. Początkowo trening ze Switoliną zaplanowano na korcie numer 8, jednak organizatorzy zdecydowali się na zmianę i obie zawodniczki przeniosły się na kort numer 14, wyposażony w trybuny po obu stronach. Dzięki temu kibice mogli z bliska obserwować trening. Większość miejsc szybko zajęli polscy fani.

    Świątek i Switolina pojawiły się na korcie z niewielkim opóźnieniem, ale uwagę przyciągało coś jeszcze. Wcześniej na obiekcie zameldował się trener Polki, Francisco Roig, któremu towarzyszył Maciej Ryszczuk. Hiszpan miał gips na prawej nodze i poruszał się o kulach. Jak później przekazała PR manager tenisistki, Daria Sulgotowska, szkoleniowiec doznał zerwania ścięgna Achillesa podczas jednego z treningów w Rzymie. Z tego powodu nie brał aktywnego udziału w zajęciach i obserwował wszystko z ławki.

    W sztabie Świątek obecni byli również Tomasz Moczek oraz Daria Abramowicz, która wróciła po dłuższej nieobecności. Psycholożka aktywnie wspierała zawodniczkę — podawała piłki i co jakiś czas rozmawiała z Polką podczas ćwiczeń.

    Sam trening rozpoczął się od standardowej rozgrzewki i ćwiczeń serwisowych. Później tenisistki przeszły do intensywnych wymian przypominających fragmenty meczu. Zajęcia zakończyły się około godziny 14:15. Na koniec oba zespoły podziękowały sobie za wspólny trening, a wokół trybun ustawił się tłum kibiców liczących na autograf lub wspólne zdjęcie. Świątek i Switolina przez kilka minut spacerowały wokół kortu numer 14, rozdając podpisy i pozując do fotografii, po czym udały się do szatni.

    Teraz cała uwaga skupia się już na piątkowym spotkaniu Świątek z McNally. Organizatorzy umieścili pojedynek na Campo Centrale jako pierwszy mecz dnia.

    https://x.com/z_kortu/status/2052403333130842450?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2052403333130842450%7Ctwgr%5E12b9b2fc41886a9b2854abbb740394c705600021%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-switolina-przetestowala-forme-swiatek-70-minut-gry-na-korcienId23474539

  • One to widzą”. To dlatego Świątek ma takie problemy z wygrywaniem

    One to widzą”. To dlatego Świątek ma takie problemy z wygrywaniem

    Turniej w Internazionali d’Italia może okazać się dla Iga Świątek kluczowym momentem przed nadchodzącym French Open. Polka wraca do rywalizacji po nieudanym występie w Madrycie i problemach zdrowotnych, a eksperci zgodnie podkreślają, że w stolicy Włoch potrzebuje przede wszystkim odzyskać pewność siebie oraz rytm meczowy.

    Świątek rozpoczęła współpracę z nowym trenerem, Francisco Roig, który zastąpił Wim Fissette. Na razie jednak efekty tej zmiany trudno jednoznacznie ocenić. W Stuttgarcie Polka odpadła już po pierwszym meczu, a w Madrycie musiała wycofać się z turnieju z powodu wirusowego zatrucia i fatalnego samopoczucia. Właśnie dlatego rzymski „tysięcznik” urósł do rangi niezwykle ważnego sprawdzianu przed obroną tytułu w Paryżu.

    Zdaniem eksperta Polsatu Sport, Dawid Olejniczak, szanse Świątek na przełamanie nadal są duże, mimo że wielu obserwatorów zwraca uwagę na trudną drabinkę. Już w drugiej rundzie Polka zmierzy się z Catherine McNally, zawodniczką grającą bardzo szybko i agresywnie. Olejniczak podkreśla, że jeśli Amerykanka złapie swój rytm, może być niewygodną rywalką.

    Jeszcze większe wyzwania mogą czekać Świątek w kolejnych rundach. Potencjalnymi przeciwniczkami są między innymi Emma Navarro oraz Naomi Osaka. Ekspert zaznacza jednak, że przy pełni możliwości Polka nadal jest w stanie pokonać każdą z nich nawet bez straty seta.

    Problem polega na tym, że obecna forma Świątek pozostaje wielką niewiadomą. Jak zauważa Olejniczak, tenis to sport, w którym odbudowa pewności siebie nie następuje z dnia na dzień. Jednego dnia można zagrać znakomicie, a kolejnego wyraźnie słabiej. Dlatego trudno dziś przewidzieć, czy w Rzymie zobaczymy dawną dominującą wersję liderki światowego tenisa.

    Ekspert zwraca też uwagę na zmianę nastawienia rywalek wobec Polki. Gdy Świątek dominowała w tourze, wiele zawodniczek wychodziło na kort już z poczuciem respektu, a nawet strachu. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Kolejne tenisistki przekonały się, że można ją pokonać, co wyraźnie wpłynęło na psychologiczną równowagę w kobiecym tourze.

    Mimo to pojawiają się również pozytywne sygnały. Dobry mecz przeciwko Mirra Andriejewa w Stuttgarcie pokazał, że potencjał nadal jest ogromny, a występ w Madrycie trudno traktować jako wiarygodny punkt odniesienia z powodu choroby. Kluczowe będzie teraz to, czy Świątek zdoła rozegrać w Rzymie kilka solidnych spotkań z rzędu i odzyskać swobodę gry przed najważniejszym momentem sezonu na mączce.

    Równolegle ponownie wrócił temat współpracy Świątek z psycholożką Daria Abramowicz. Część ekspertów i komentatorów coraz częściej zastanawia się, jak duży wpływ na obecną sytuację tenisistki mają kwestie mentalne. Sama zawodniczka stara się jednak zachowywać spokój. Po przyjeździe do Rzymu podkreślała, że bardzo lubi atmosferę tego turnieju i cieszy się z powrotu do „wiecznego miasta”, które należy do jej ulubionych miejsc w całym kalendarzu WTA.

    Droga Świątek do finału nie będzie łatwa. W potencjalnych dalszych etapach turnieju mogą czekać między innymi Karolina Muchova, Jessica Pegula, Jelena Rybakina czy liderka rankingu Aryna Sabalenka. To sprawia, że każdy kolejny mecz może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla wyniku turnieju, ale także dla psychicznego odbudowania Polki przed Roland Garros.

  • To miał być spacer “Zmory Świątek”. Przegrany set, lekarz na korcie. Sceny na Pietrangeli

    To miał być spacer “Zmory Świątek”. Przegrany set, lekarz na korcie. Sceny na Pietrangeli

    Jeszcze przed rozpoczęciem czwartkowej rywalizacji na Foro Italico starcie Jeleny Ostapenko z Amandą Anisimovą zapowiadano jako jeden z największych hitów dnia. Ostatecznie kibice nie doczekali się jednak pojedynku Łotyszki z Amerykanką. Tuż przed wyjściem na kort Anisimova wycofała się z turnieju z powodu problemów z lewym nadgarstkiem, a jej miejsce zajęła Elena Gabriela Ruse. Rumunka, choć dzień wcześniej przegrała w finale kwalifikacji z Sinją Kraus, pozostała w Rzymie z nadzieją na status „szczęśliwej przegranej”. I właśnie ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę.

    Ruse dostała niespodziewaną szansę i od początku sprawiała ogromne problemy Ostapenko. Łotyszka, która dzień wcześniej rozbiła Lucię Stefanini 6:0, 6:1 w niespełna godzinę, tym razem wyglądała zupełnie inaczej. Po świetnym występie z Włoszką wydawało się, że odzyskuje dawną formę, choć obecnie znajduje się poza czołową „40” rankingu WTA po utracie wielu punktów zdobytych rok wcześniej w Dosze i Stuttgarcie.

    Mecz z Ruse od pierwszych piłek miał jednak bardzo nerwowy przebieg. Rumunka przyjęła prostą, ale skuteczną taktykę — starała się przede wszystkim utrzymywać piłkę w korcie, zmuszając Ostapenko do podejmowania ryzyka. Łotyszka odpowiadała agresywnymi uderzeniami, ale bardzo często pudłowała. Od stanu 2:2 przegrała cztery kolejne gemy, wszystkie po długich bataliach na przewagi, i niespodziewanie oddała pierwszego seta 2:6.

    Problemy Ostapenko nie ograniczały się wyłącznie do gry. W przerwie między partiami na korcie pojawiły się służby medyczne. Tenisistce mierzono ciśnienie, a jej reakcje sugerowały ogromną frustrację i zniechęcenie. Przez chwilę można było nawet odnieść wrażenie, że nie będzie w stanie kontynuować spotkania.

    Łotyszka wróciła jednak do gry, choć początek drugiego seta również nie był dla niej udany — została przełamana już w pierwszym gemie. Wtedy nastąpił jednak całkowity zwrot wydarzeń. Ostapenko zaczęła grać jeszcze bardziej ofensywnie, ale tym razem ryzykowne uderzenia zaczęły trafiać w kort. Błyskawicznie przejęła inicjatywę, odskoczyła rywalce i wygrała drugą partię 6:2.

    Decydujący set dostarczył kibicom prawdziwego tenisowego chaosu i ogromnych emocji. Na trybunach trwała głośna wymiana dopingu pomiędzy sympatykami obu zawodniczek, a na korcie nie brakowało nerwów, pretensji i dramatycznych momentów. Obie tenisistki seryjnie popełniały podwójne błędy serwisowe — w całym spotkaniu uzbierało się ich aż 19, przy zaledwie jednym asie.

    Ostapenko wielokrotnie dyskutowała z sędzią Fabio Souzą, gestykulowała w stronę swojego sztabu i wyraźnie przeżywała każdą akcję. Mimo chaosu w kluczowych momentach zachowała jednak więcej zimnej krwi. Nie pozwoliła Ruse doprowadzić do remisu 4:4, choć Rumunka miała ku temu dwie okazje przy własnym serwisie. Chwilę później Łotyszka obroniła jeszcze pięć break pointów, gdy walczyła o utrzymanie prowadzenia.

    Ostatecznie dopiero trzecia piłka meczowa zakończyła ten pełen zwrotów akcji pojedynek. Po ponad dwóch godzinach walki Jelena Ostapenko pokonała Elenę Gabrielę Ruse 2:6, 6:2, 6:3 i awansowała do kolejnej rundy turnieju w Rzymie.

  • Poważne problemy zdrowotne trenera Świątek. Jest nagranie, prosto z Rzymu

    Poważne problemy zdrowotne trenera Świątek. Jest nagranie, prosto z Rzymu

    Na początku kwietnia Iga Świątek poinformowała o ważnej zmianie w swoim sztabie szkoleniowym. Nowym trenerem wiceliderki rankingu WTA został 58-letni Francisco Roig, doskonale znany kibicom z wieloletniej współpracy z Rafael Nadal. Hiszpan zastąpił Wim Fissette, z którym Polka zakończyła współpracę po nieudanym występie w Miami i porażce z Magda Linette.

    Pierwsze tygodnie pracy z nowym szkoleniowcem nie należały jednak do najłatwiejszych. Debiut Świątek pod okiem Roiga przypadł na turniej w Stuttgart. Polka rozpoczęła tam zmagania od zwycięstwa nad Laura Siegemund, lecz w kolejnym spotkaniu musiała uznać wyższość Mirra Andriejewa. Następnie przeniosła się do Madryt, gdzie pokonała Daria Snigur, ale już w następnym meczu z Ann Li nie była w stanie dokończyć rywalizacji. Problemy zdrowotne zmusiły ją do poddania spotkania w trzecim secie.

    Bilans współpracy Świątek z nowym trenerem wynosi obecnie dwa zwycięstwa i dwie porażki. Polka liczy na poprawę rezultatów podczas prestiżowego turnieju WTA 1000 w Rzym, gdzie rozpoczęła już przygotowania do kolejnych występów na kortach ziemnych.

    Jeszcze niedawno w mediach społecznościowych pojawiały się nagrania z treningów, na których Roig aktywnie uczestniczył w zajęciach swojej podopiecznej. W akademii Nadala obaj trenerzy skupiali się między innymi na poprawie poszczególnych elementów gry Polki. Teraz jednak Hiszpan prawdopodobnie będzie zmuszony ograniczyć swoją rolę głównie do udzielania wskazówek z boku kortu.

    Powodem są problemy zdrowotne szkoleniowca. Profil „Z kortu – informacje tenisowe” opublikował nagranie, na którym Francisco Roig porusza się o kulach. Jego prawa noga została zabandażowana aż do kolana, co może sugerować skręcenie, poważniejsze nadwyrężenie lub inną kontuzję wymagającą oszczędzania kończyny.

    Przed Świątek pierwszy mecz podczas turnieju Internazionali d’Italia. Rywalką Polki będzie Caty McNally. Głos w sprawie aktualnej formy liderki polskiego tenisa zabrał ostatnio także Dawid Celt.

    – Ostatnie turnieje pokazują, że różnie bywa. Na razie trzeba trochę zmienić perspektywę i patrzeć na Igę przez pryzmat najbliższego meczu. Niech wygrywa, buduje pewność siebie i wtedy zobaczymy, co będzie dalej – ocenił szkoleniowiec.

    https://x.com/z_kortu/status/2052347420013379882?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2052347420013379882%7Ctwgr%5Ee2bcbc55ea839bfae4eeb174e421ad9ebb7eea6a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-powazne-problemy-zdrowotne-trenera-swiatek-jest-nagranie-pronId23474374

  • Głośno o Świątek przed Paryżem. Decyzja byłej liderki rankingu. “Niestety”

    Głośno o Świątek przed Paryżem. Decyzja byłej liderki rankingu. “Niestety”

    Choć turniej WTA 1000 w Rzymie dopiero się rozkręca, coraz więcej uwagi ekspertów kieruje się już w stronę zbliżającego się Rolanda Garrosa. To właśnie w Paryżu najlepsze tenisistki świata powalczą o drugi wielkoszlemowy tytuł sezonu, a jednym z głównych tematów pozostaje forma Igi Świątek, która na kortach im. Rolanda Garrosa od lat czuje się wyjątkowo.

    Polka swój udział w rzymskiej imprezie rozpocznie od drugiej rundy. Na pierwszy mecz musi jeszcze poczekać do piątku, ale już wiadomo, z kim przyjdzie jej się zmierzyć. Rywalką Świątek będzie Amerykanka Caty McNally, która w dwóch setach pokonała reprezentującą Australię Darię Kasatkinę 6:2, 6:3.

    Dla raszynianki turniej w Rzymie jest ostatnim sprawdzianem przed powrotem na ukochane korty w Paryżu. Roland Garros startuje już 24 maja, dlatego coraz częściej pojawiają się prognozy dotyczące tego, kto może odegrać kluczową rolę w walce o tytuł.

    Swoje typy przedstawiła była liderka rankingu WTA Tracy Austin podczas programu emitowanego w „Tennis Channel”. Amerykanka stworzyła ranking czterech głównych kandydatek do triumfu we French Open. Igę Świątek umieściła na czwartej pozycji, choć sama przyznała, że decyzja nie była dla niej łatwa.

    Austin zwróciła uwagę przede wszystkim na wyniki Polki z ostatnich miesięcy. Podkreśliła, że Świątek od dawna nie potrafi przebić się do decydujących faz turniejów, co wpłynęło na jej ocenę.

    – Musiałam umieścić Igę na tej liście, ale dopiero na czwartym miejscu. Nie przypominam sobie, by od września zeszłego roku dotarła do półfinału. Odpada wcześniej niż zwykle. Z drugiej strony mówimy przecież o zawodniczce, która wygrała Roland Garros aż cztery razy, w tym trzy edycje z rzędu – tłumaczyła była mistrzyni.

    Nie zabrakło również wątku zmian w sztabie szkoleniowym Polki. Austin odniosła się do rozpoczętej niedawno współpracy z Francisco Roigiem, zaznaczając, że nowy trener może jeszcze pozytywnie wpłynąć na grę Świątek.

    – To dla niej całkowicie nowa sytuacja. Francisco Roig dopiero zaczął z nią pracować przed turniejem w Stuttgarcie, gdzie szybko odpadła. Być może kilka kolejnych tygodni treningów, zwłaszcza nad serwisem, przyniesie efekty – oceniła.

    Mimo pewnych wątpliwości Amerykanka wierzy jednak, że sam powrót do Paryża może odbudować pewność siebie polskiej tenisistki.

    – Gdy wyjdzie na korty, na których triumfowała już czterokrotnie, może odzyskać swoje najlepsze odczucia i znów poczuć się bardzo mocna – stwierdziła Austin.

    W rankingu byłej liderki WTA trzecie miejsce zajęła Jelena Rybakina, druga była Coco Gauff, natomiast za główną faworytkę do zwycięstwa w tegorocznym Rolandzie Garrosie Tracy Austin uznała Arynę Sabalenkę.

  • 6:1, 1:6, 6:1. Świątek przykładem “szaleństwa”. Sabalenka wskazała powód

    6:1, 1:6, 6:1. Świątek przykładem “szaleństwa”. Sabalenka wskazała powód

    Mecz Igi Świątek z Anną Kalinską w trzeciej rundzie tegorocznego Australian Open był prawdziwym rollercoasterem emocji. Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:1, 1:6, 6:1 i stało się kolejnym przykładem szalonego scenariusza, z jakimi coraz częściej mamy do czynienia w kobiecym tenisie. Skąd biorą się tak gwałtowne zwroty akcji? Odpowiedzi na to pytanie próbowała udzielić Aryna Sabalenka podczas konferencji prasowej przed startem turnieju WTA 1000 w Rzymie.

    Pojedynek Świątek z Kalinską od początku układał się pod dyktando Polki. Liderka polskiego tenisa błyskawicznie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i pierwszego seta wygrała aż 6:1. Wydawało się, że Rosjanka, która po tej partii poprosiła o przerwę medyczną z powodu problemów z plecami, może mieć ogromne trudności z odwróceniem losów meczu.

    Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego. Kalinska wróciła na kort odmieniona i w drugim secie kompletnie zdominowała Świątek, oddając jej zaledwie jednego gema. Co ciekawe, po tej partii o pomoc medyczną poprosiła również sama Polka. Jak się później okazało, przerwa podziałała na nią mobilizująco, bo w decydującej odsłonie ponownie przejęła inicjatywę i jeszcze raz wygrała 6:1, pieczętując awans.

    Takie mecze pełne nagłych zmian rytmu i dominacji jednej ze stron od dłuższego czasu są charakterystyczne dla rywalizacji w tourze WTA. Dziennikarze postanowili więc zapytać o to Arynę Sabalenkę. Białorusinka została poproszona o wyjaśnienie, dlaczego w kobiecym tenisie tak często oglądamy wyniki w stylu 6:1, 1:6, 6:1 oraz skąd biorą się tak duże wahania formy nawet w trakcie jednego spotkania.

    Liderka rankingu WTA przyznała, że jej zdaniem kluczową rolę odgrywa przede wszystkim niezwykle wysoki poziom współczesnego tenisa kobiet.

    – To bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że wynika to przede wszystkim z poziomu gry. Jest on teraz naprawdę bardzo wysoki. Wystarczy stracić koncentrację na chwilę, czasem na jednego gema, i nagle cały set może wymknąć się spod kontroli. Utrzymanie pełnego skupienia od początku do końca meczu jest niezwykle trudne. Poziom stale rośnie, dlatego potrzebujemy jeszcze większej regularności, koncentracji i jakości gry – tłumaczyła Sabalenka.

    Białorusinka wskazała jednak także drugi powód, który jej zdaniem ma wpływ na tak dynamiczne zmiany przebiegu spotkań.

    – Dochodzą do tego również kwestie związane z byciem kobietą. To także może sprawić, że sytuacja na korcie zmienia się bardzo szybko. Można błyskawicznie przejść od jednej skrajności do drugiej. To jedyne wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy – dodała tenisistka.

    Sabalenka rozpocznie rywalizację w turnieju WTA 1000 w Rzymie od meczu z Barborą Krejcikovą. Liderka światowego rankingu będzie jedną z głównych faworytek do końcowego triumfu we włoskiej imprezie.

  • Wstrząs w świecie tenisa. Gauff przerwała milczenie ws. bojkotu

    Wstrząs w świecie tenisa. Gauff przerwała milczenie ws. bojkotu

    Temat możliwego bojkotu turniejów wielkoszlemowych coraz mocniej elektryzuje tenisowe środowisko. Po głośnych słowach Aryna Sabalenka głos zabrała również Coco Gauff. Amerykanka nie ukrywa, że rozumie frustrację zawodników i zawodniczek, którzy domagają się większego udziału w zyskach generowanych przez największe imprezy. Jednocześnie zaznaczyła, że ewentualny protest musiałby być wspólną decyzją całego środowiska.

    — Jeśli wszyscy byliby zgodni i podjęli wspólną decyzję, mogłabym sobie wyobrazić bojkot — przyznała Gauff podczas konferencji prasowej w Rzymie, cytowana przez rosyjskie media. Dodała jednak, że nie chciałaby zostać jedyną zawodniczką, która zdecydowałaby się na taki krok. Jej zdaniem kluczowe jest wypracowanie wspólnego stanowiska wśród tenisistów i tenisistek.

    Dyskusja o pieniądzach w tenisie rozgorzała po tym, jak czołowi gracze zaczęli otwarcie mówić o nierównym podziale przychodów z turniejów wielkoszlemowych. Wśród osób domagających się zmian znalazła się również Sabalenka, która stwierdziła, że bez zawodników nie byłoby ani widowiska, ani ogromnych wpływów generowanych przez największe imprezy.

    Nieco ostrożniej do sprawy podeszła Iga Świątek, która tonowała emocje i sugerowała, że bojkot nie jest rozwiązaniem, na które byłaby gotowa w tym momencie. Gauff podkreśliła natomiast, że walka nie dotyczy wyłącznie największych gwiazd kobiecego tenisa.

    — Nie chodzi tylko o mnie czy zawodniczki z czołówki. Walczymy o przyszłość całego sportu, szczególnie o tych tenisistów, którzy znajdują się poza ścisłą elitą — tłumaczyła Amerykanka.

    Zdaniem triumfatorki US Open problem najmocniej dotyka zawodników zajmujących miejsca od około 50. do 200. w rankingach. To właśnie oni często muszą żyć „od turnieju do turnieju”, mimo że tenis generuje ogromne pieniądze i należy do najbardziej dochodowych dyscyplin sportowych na świecie.

    Na razie jednak wszystkie rozmowy schodzą na dalszy plan, bo tenisistki skupiają się na rywalizacji w turnieju Italian Open. Gauff rozpocznie zmagania od drugiej rundy jako zawodniczka rozstawiona. Jej pierwszą rywalką będzie Tereza Valentová, która wcześniej wyeliminowała Yulia Putintseva.

    Choć Amerykanka pozostaje jedną z największych gwiazd touru, obecny sezon w jej wykonaniu trudno uznać za wybitny. Dotychczas tylko raz dotarła do finału — podczas turnieju w Miami — ale ostatecznie nie sięgnęła po trofeum.

  • Najbiedniejsi milionerzy grożą strajkiem. Elita rusza po swoje

    Najbiedniejsi milionerzy grożą strajkiem. Elita rusza po swoje

    Pomysł, by milionerzy i milionerki wychodzili na barykady i grozili strajkiem, może na pierwszy rzut oka wydawać się absurdalny. Historia sportu pokazuje jednak, że właśnie takie działania często okazują się najskuteczniejszym sposobem walki o większy udział w gigantycznych przychodach generowanych przez największe rozgrywki. Nic więc dziwnego, że coraz głośniej mówią o tym również tenisistki i tenisiści.

    Wszystko rozgorzało po ogłoszeniu przez organizatorów Roland Garros tegorocznej puli nagród. Choć zawodnicy i zawodniczki podzielą między siebie rekordowe 61,723 mln euro, czołowe gwiazdy światowego tenisa nie kryją rozczarowania. W specjalnym liście zwróciły uwagę, że wzrost nagród względem poprzedniego roku wyniósł jedynie 9,53 proc., podczas gdy przychody turniejów wielkoszlemowych rosną znacznie szybciej.

    Trudno oczywiście mówić o małych pieniądzach. Turnieje Wielkiego Szlema pozostają jednymi z najbardziej dochodowych wydarzeń w sporcie. Nawet golf, często uznawany za najbardziej zbliżoną dyscyplinę pod względem modelu finansowego, nie oferuje aż tak wysokich łącznych pul nagród. Tegoroczny Masters w Auguście dysponował budżetem 22,5 mln dolarów. Trzeba jednak zaznaczyć, że w golfie kobiety rywalizują osobno i walczą o zdecydowanie niższe premie.

    Są jednak obszary, w których golfiści wypadają lepiej od tenisistów. Rory McIlroy za triumf w Masters zgarnął aż 4,5 mln dolarów, czyli około 3,8 mln euro. Tymczasem zwycięzcy singlowego Roland Garros otrzymają po 2,8 mln euro.

    Największe pretensje tenisistów dotyczą jednak nie samych kwot, lecz procentowego udziału w przychodach generowanych przez turnieje. Według szacunków French Open przeznacza na premie niewiele ponad 15 proc. swoich wpływów. Podobny model obowiązuje również na Wimbledonie i US Open.

    W opublikowanym oświadczeniu zawodnicy podkreślili, że wraz ze wzrostem przychodów ich udział w zyskach systematycznie maleje.

    „Roland Garros bije rekordy przychodów, podczas gdy zawodnicy otrzymują coraz mniejszy udział w wartości, którą pomagają tworzyć” – napisano w stanowisku podpisanym przez czołowe gwiazdy tenisa.

    Tenisiści zwracają też uwagę, że inne wielkie dyscypliny sportu od dawna funkcjonują według nowocześniejszych zasad. W oświadczeniu podkreślono, że światowe ligi zawodowe inwestują w dobro zawodników i prowadzą z nimi realny dialog, podczas gdy organizatorzy Wielkich Szlemów pozostają odporni na zmiany.

    Coraz częściej mówi się więc o możliwości bojkotu największych turniejów. Taki scenariusz otwarcie poparła Aryna Sabalenka podczas konferencji prasowej przed zawodami w Rzymie.

    – To może być jedyny sposób walki o nasze prawa – przyznała liderka rankingu WTA. – Myślę, że prędzej czy później do tego dojdzie – dodała.

    Kilka godzin później podobne stanowisko zajęła Coco Gauff. Amerykanka podkreśliła, że problem nie dotyczy wyłącznie największych gwiazd, które mogą liczyć na wielomilionowe kontrakty sponsorskie.

    – Chodzi o przyszłość naszego sportu. Zawodniczki spoza ścisłej czołówki często żyją praktycznie od wypłaty do wypłaty. Jeśli spojrzymy na miejsca od 50. do 200. w rankingu, sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż w innych dyscyplinach – zaznaczyła Gauff.

    Tenisistki i tenisiści chcą, by organizatorzy Wielkich Szlemów przeznaczali na nagrody około 22 proc. swoich przychodów. To i tak znacznie mniej niż w największych amerykańskich ligach zawodowych. W NBA czy NFL udział zawodników w przychodach sięga bowiem około 50 proc.

    Sport zna już wiele przypadków, gdy groźba strajku przynosiła gigantyczne zmiany. W kobiecej lidze koszykówki WNBA zawodniczki wywalczyły ostatnio ogromne podwyżki właśnie dzięki stanowczej postawie i zapowiedziom protestu. Największe gwiazdy mają teraz zarabiać nawet siedem razy więcej niż jeszcze rok temu.

    Także w historii futbolu czy baseballu podobne konflikty kończyły się ustępstwami właścicieli. W angielskiej piłce już sama groźba strajku w 1961 roku doprowadziła do zniesienia limitu płac. Niedługo później Johnny Haynes podpisał rekordowy kontrakt wart 100 funtów tygodniowo.

    Na postulaty tenisistów odpowiedziała już Francuska Federacja Tenisowa, organizator Roland Garros. Federacja przypomniała, że od 2019 roku premie wzrosły o 45 proc., a ogromna część przychodów trafia na rozwój całego tenisa.

    FFT podkreśla, że funkcjonuje jako organizacja non-profit, a zyski z turnieju są inwestowane nie tylko w sam Roland Garros, ale również w szkolenie młodzieży, rozwój kobiecego tenisa, programy inkluzywności czy tenis na wózkach. Przypomniano też o inwestycjach infrastrukturalnych przekraczających 400 mln euro, które miały poprawić warunki dla zawodników i kibiców.

    Choć dziś bojkot Wielkiego Szlema wydaje się mało prawdopodobny, tenis ma już za sobą podobny precedens. W 1973 roku aż 81 zawodników, w tym większość rozstawionych tenisistów, wycofało się z Wimbledonu w geście solidarności z Nikolą Piliciem, zawieszonym przez ITF po odmowie gry w Pucharze Davisa.

    Mimo nieobecności największych gwiazd turniej nie stracił wtedy zainteresowania kibiców. Na trybunach pojawiło się około 300 tys. widzów, co było jednym z najlepszych wyników frekwencyjnych w historii imprezy.