Author: newuser

  • Switolina przetestowała formę Świątek. 70 minut gry na korcie w Rzymie

    Switolina przetestowała formę Świątek. 70 minut gry na korcie w Rzymie

    Turniej WTA 1000 w Rzymie przez lata był dla Iga Świątek miejscem wyjątkowym. Polka aż trzykrotnie triumfowała na słynnym Campo Centrale i właśnie na włoskiej mączce rozgrywała jedne z najlepszych spotkań w karierze. Tegoroczna edycja ma jednak dla niej zupełnie inny wymiar. 24-latka przystępuje do rywalizacji bez ani jednego indywidualnego półfinału w sezonie 2026 i w Rzymie chce wreszcie przełamać tę serię. W czwartek miała okazję sprawdzić swoją dyspozycję podczas treningu z Elina Switolina.

    Wszystko podporządkowano przygotowaniom do pierwszego meczu w turnieju. Losowanie drabinki, które odbyło się na Piazza del Popolo z udziałem samej Świątek, wskazało, że rywalką Polki będzie Daria Kasatkina albo Caty McNally. Ostatecznie awans wywalczyła Amerykanka, pokonując Kasatkinę bez straty seta. Tym samym kibice doczekają się kolejnego pojedynku Świątek z McNally. Poprzednio tenisistki zmierzyły się podczas ubiegłorocznego Wimbledonu i wtedy Amerykanka sprawiła Polce sporo problemów. Była jedyną zawodniczką, która odebrała Świątek seta w trakcie całego londyńskiego turnieju.

    Czwartkowe zajęcia miały być dla raszynianki generalnym sprawdzianem przed piątkowym starciem. Początkowo trening ze Switoliną zaplanowano na korcie numer 8, jednak organizatorzy zdecydowali się na zmianę i obie zawodniczki przeniosły się na kort numer 14, wyposażony w trybuny po obu stronach. Dzięki temu kibice mogli z bliska obserwować trening. Większość miejsc szybko zajęli polscy fani.

    Świątek i Switolina pojawiły się na korcie z niewielkim opóźnieniem, ale uwagę przyciągało coś jeszcze. Wcześniej na obiekcie zameldował się trener Polki, Francisco Roig, któremu towarzyszył Maciej Ryszczuk. Hiszpan miał gips na prawej nodze i poruszał się o kulach. Jak później przekazała PR manager tenisistki, Daria Sulgotowska, szkoleniowiec doznał zerwania ścięgna Achillesa podczas jednego z treningów w Rzymie. Z tego powodu nie brał aktywnego udziału w zajęciach i obserwował wszystko z ławki.

    W sztabie Świątek obecni byli również Tomasz Moczek oraz Daria Abramowicz, która wróciła po dłuższej nieobecności. Psycholożka aktywnie wspierała zawodniczkę — podawała piłki i co jakiś czas rozmawiała z Polką podczas ćwiczeń.

    Sam trening rozpoczął się od standardowej rozgrzewki i ćwiczeń serwisowych. Później tenisistki przeszły do intensywnych wymian przypominających fragmenty meczu. Zajęcia zakończyły się około godziny 14:15. Na koniec oba zespoły podziękowały sobie za wspólny trening, a wokół trybun ustawił się tłum kibiców liczących na autograf lub wspólne zdjęcie. Świątek i Switolina przez kilka minut spacerowały wokół kortu numer 14, rozdając podpisy i pozując do fotografii, po czym udały się do szatni.

    Teraz cała uwaga skupia się już na piątkowym spotkaniu Świątek z McNally. Organizatorzy umieścili pojedynek na Campo Centrale jako pierwszy mecz dnia.

    https://x.com/z_kortu/status/2052403333130842450?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2052403333130842450%7Ctwgr%5E12b9b2fc41886a9b2854abbb740394c705600021%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-switolina-przetestowala-forme-swiatek-70-minut-gry-na-korcienId23474539

  • One to widzą”. To dlatego Świątek ma takie problemy z wygrywaniem

    One to widzą”. To dlatego Świątek ma takie problemy z wygrywaniem

    Turniej w Internazionali d’Italia może okazać się dla Iga Świątek kluczowym momentem przed nadchodzącym French Open. Polka wraca do rywalizacji po nieudanym występie w Madrycie i problemach zdrowotnych, a eksperci zgodnie podkreślają, że w stolicy Włoch potrzebuje przede wszystkim odzyskać pewność siebie oraz rytm meczowy.

    Świątek rozpoczęła współpracę z nowym trenerem, Francisco Roig, który zastąpił Wim Fissette. Na razie jednak efekty tej zmiany trudno jednoznacznie ocenić. W Stuttgarcie Polka odpadła już po pierwszym meczu, a w Madrycie musiała wycofać się z turnieju z powodu wirusowego zatrucia i fatalnego samopoczucia. Właśnie dlatego rzymski „tysięcznik” urósł do rangi niezwykle ważnego sprawdzianu przed obroną tytułu w Paryżu.

    Zdaniem eksperta Polsatu Sport, Dawid Olejniczak, szanse Świątek na przełamanie nadal są duże, mimo że wielu obserwatorów zwraca uwagę na trudną drabinkę. Już w drugiej rundzie Polka zmierzy się z Catherine McNally, zawodniczką grającą bardzo szybko i agresywnie. Olejniczak podkreśla, że jeśli Amerykanka złapie swój rytm, może być niewygodną rywalką.

    Jeszcze większe wyzwania mogą czekać Świątek w kolejnych rundach. Potencjalnymi przeciwniczkami są między innymi Emma Navarro oraz Naomi Osaka. Ekspert zaznacza jednak, że przy pełni możliwości Polka nadal jest w stanie pokonać każdą z nich nawet bez straty seta.

    Problem polega na tym, że obecna forma Świątek pozostaje wielką niewiadomą. Jak zauważa Olejniczak, tenis to sport, w którym odbudowa pewności siebie nie następuje z dnia na dzień. Jednego dnia można zagrać znakomicie, a kolejnego wyraźnie słabiej. Dlatego trudno dziś przewidzieć, czy w Rzymie zobaczymy dawną dominującą wersję liderki światowego tenisa.

    Ekspert zwraca też uwagę na zmianę nastawienia rywalek wobec Polki. Gdy Świątek dominowała w tourze, wiele zawodniczek wychodziło na kort już z poczuciem respektu, a nawet strachu. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Kolejne tenisistki przekonały się, że można ją pokonać, co wyraźnie wpłynęło na psychologiczną równowagę w kobiecym tourze.

    Mimo to pojawiają się również pozytywne sygnały. Dobry mecz przeciwko Mirra Andriejewa w Stuttgarcie pokazał, że potencjał nadal jest ogromny, a występ w Madrycie trudno traktować jako wiarygodny punkt odniesienia z powodu choroby. Kluczowe będzie teraz to, czy Świątek zdoła rozegrać w Rzymie kilka solidnych spotkań z rzędu i odzyskać swobodę gry przed najważniejszym momentem sezonu na mączce.

    Równolegle ponownie wrócił temat współpracy Świątek z psycholożką Daria Abramowicz. Część ekspertów i komentatorów coraz częściej zastanawia się, jak duży wpływ na obecną sytuację tenisistki mają kwestie mentalne. Sama zawodniczka stara się jednak zachowywać spokój. Po przyjeździe do Rzymu podkreślała, że bardzo lubi atmosferę tego turnieju i cieszy się z powrotu do „wiecznego miasta”, które należy do jej ulubionych miejsc w całym kalendarzu WTA.

    Droga Świątek do finału nie będzie łatwa. W potencjalnych dalszych etapach turnieju mogą czekać między innymi Karolina Muchova, Jessica Pegula, Jelena Rybakina czy liderka rankingu Aryna Sabalenka. To sprawia, że każdy kolejny mecz może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla wyniku turnieju, ale także dla psychicznego odbudowania Polki przed Roland Garros.

  • To miał być spacer “Zmory Świątek”. Przegrany set, lekarz na korcie. Sceny na Pietrangeli

    To miał być spacer “Zmory Świątek”. Przegrany set, lekarz na korcie. Sceny na Pietrangeli

    Jeszcze przed rozpoczęciem czwartkowej rywalizacji na Foro Italico starcie Jeleny Ostapenko z Amandą Anisimovą zapowiadano jako jeden z największych hitów dnia. Ostatecznie kibice nie doczekali się jednak pojedynku Łotyszki z Amerykanką. Tuż przed wyjściem na kort Anisimova wycofała się z turnieju z powodu problemów z lewym nadgarstkiem, a jej miejsce zajęła Elena Gabriela Ruse. Rumunka, choć dzień wcześniej przegrała w finale kwalifikacji z Sinją Kraus, pozostała w Rzymie z nadzieją na status „szczęśliwej przegranej”. I właśnie ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę.

    Ruse dostała niespodziewaną szansę i od początku sprawiała ogromne problemy Ostapenko. Łotyszka, która dzień wcześniej rozbiła Lucię Stefanini 6:0, 6:1 w niespełna godzinę, tym razem wyglądała zupełnie inaczej. Po świetnym występie z Włoszką wydawało się, że odzyskuje dawną formę, choć obecnie znajduje się poza czołową „40” rankingu WTA po utracie wielu punktów zdobytych rok wcześniej w Dosze i Stuttgarcie.

    Mecz z Ruse od pierwszych piłek miał jednak bardzo nerwowy przebieg. Rumunka przyjęła prostą, ale skuteczną taktykę — starała się przede wszystkim utrzymywać piłkę w korcie, zmuszając Ostapenko do podejmowania ryzyka. Łotyszka odpowiadała agresywnymi uderzeniami, ale bardzo często pudłowała. Od stanu 2:2 przegrała cztery kolejne gemy, wszystkie po długich bataliach na przewagi, i niespodziewanie oddała pierwszego seta 2:6.

    Problemy Ostapenko nie ograniczały się wyłącznie do gry. W przerwie między partiami na korcie pojawiły się służby medyczne. Tenisistce mierzono ciśnienie, a jej reakcje sugerowały ogromną frustrację i zniechęcenie. Przez chwilę można było nawet odnieść wrażenie, że nie będzie w stanie kontynuować spotkania.

    Łotyszka wróciła jednak do gry, choć początek drugiego seta również nie był dla niej udany — została przełamana już w pierwszym gemie. Wtedy nastąpił jednak całkowity zwrot wydarzeń. Ostapenko zaczęła grać jeszcze bardziej ofensywnie, ale tym razem ryzykowne uderzenia zaczęły trafiać w kort. Błyskawicznie przejęła inicjatywę, odskoczyła rywalce i wygrała drugą partię 6:2.

    Decydujący set dostarczył kibicom prawdziwego tenisowego chaosu i ogromnych emocji. Na trybunach trwała głośna wymiana dopingu pomiędzy sympatykami obu zawodniczek, a na korcie nie brakowało nerwów, pretensji i dramatycznych momentów. Obie tenisistki seryjnie popełniały podwójne błędy serwisowe — w całym spotkaniu uzbierało się ich aż 19, przy zaledwie jednym asie.

    Ostapenko wielokrotnie dyskutowała z sędzią Fabio Souzą, gestykulowała w stronę swojego sztabu i wyraźnie przeżywała każdą akcję. Mimo chaosu w kluczowych momentach zachowała jednak więcej zimnej krwi. Nie pozwoliła Ruse doprowadzić do remisu 4:4, choć Rumunka miała ku temu dwie okazje przy własnym serwisie. Chwilę później Łotyszka obroniła jeszcze pięć break pointów, gdy walczyła o utrzymanie prowadzenia.

    Ostatecznie dopiero trzecia piłka meczowa zakończyła ten pełen zwrotów akcji pojedynek. Po ponad dwóch godzinach walki Jelena Ostapenko pokonała Elenę Gabrielę Ruse 2:6, 6:2, 6:3 i awansowała do kolejnej rundy turnieju w Rzymie.

  • Poważne problemy zdrowotne trenera Świątek. Jest nagranie, prosto z Rzymu

    Poważne problemy zdrowotne trenera Świątek. Jest nagranie, prosto z Rzymu

    Na początku kwietnia Iga Świątek poinformowała o ważnej zmianie w swoim sztabie szkoleniowym. Nowym trenerem wiceliderki rankingu WTA został 58-letni Francisco Roig, doskonale znany kibicom z wieloletniej współpracy z Rafael Nadal. Hiszpan zastąpił Wim Fissette, z którym Polka zakończyła współpracę po nieudanym występie w Miami i porażce z Magda Linette.

    Pierwsze tygodnie pracy z nowym szkoleniowcem nie należały jednak do najłatwiejszych. Debiut Świątek pod okiem Roiga przypadł na turniej w Stuttgart. Polka rozpoczęła tam zmagania od zwycięstwa nad Laura Siegemund, lecz w kolejnym spotkaniu musiała uznać wyższość Mirra Andriejewa. Następnie przeniosła się do Madryt, gdzie pokonała Daria Snigur, ale już w następnym meczu z Ann Li nie była w stanie dokończyć rywalizacji. Problemy zdrowotne zmusiły ją do poddania spotkania w trzecim secie.

    Bilans współpracy Świątek z nowym trenerem wynosi obecnie dwa zwycięstwa i dwie porażki. Polka liczy na poprawę rezultatów podczas prestiżowego turnieju WTA 1000 w Rzym, gdzie rozpoczęła już przygotowania do kolejnych występów na kortach ziemnych.

    Jeszcze niedawno w mediach społecznościowych pojawiały się nagrania z treningów, na których Roig aktywnie uczestniczył w zajęciach swojej podopiecznej. W akademii Nadala obaj trenerzy skupiali się między innymi na poprawie poszczególnych elementów gry Polki. Teraz jednak Hiszpan prawdopodobnie będzie zmuszony ograniczyć swoją rolę głównie do udzielania wskazówek z boku kortu.

    Powodem są problemy zdrowotne szkoleniowca. Profil „Z kortu – informacje tenisowe” opublikował nagranie, na którym Francisco Roig porusza się o kulach. Jego prawa noga została zabandażowana aż do kolana, co może sugerować skręcenie, poważniejsze nadwyrężenie lub inną kontuzję wymagającą oszczędzania kończyny.

    Przed Świątek pierwszy mecz podczas turnieju Internazionali d’Italia. Rywalką Polki będzie Caty McNally. Głos w sprawie aktualnej formy liderki polskiego tenisa zabrał ostatnio także Dawid Celt.

    – Ostatnie turnieje pokazują, że różnie bywa. Na razie trzeba trochę zmienić perspektywę i patrzeć na Igę przez pryzmat najbliższego meczu. Niech wygrywa, buduje pewność siebie i wtedy zobaczymy, co będzie dalej – ocenił szkoleniowiec.

    https://x.com/z_kortu/status/2052347420013379882?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2052347420013379882%7Ctwgr%5Ee2bcbc55ea839bfae4eeb174e421ad9ebb7eea6a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-powazne-problemy-zdrowotne-trenera-swiatek-jest-nagranie-pronId23474374

  • Głośno o Świątek przed Paryżem. Decyzja byłej liderki rankingu. “Niestety”

    Głośno o Świątek przed Paryżem. Decyzja byłej liderki rankingu. “Niestety”

    Choć turniej WTA 1000 w Rzymie dopiero się rozkręca, coraz więcej uwagi ekspertów kieruje się już w stronę zbliżającego się Rolanda Garrosa. To właśnie w Paryżu najlepsze tenisistki świata powalczą o drugi wielkoszlemowy tytuł sezonu, a jednym z głównych tematów pozostaje forma Igi Świątek, która na kortach im. Rolanda Garrosa od lat czuje się wyjątkowo.

    Polka swój udział w rzymskiej imprezie rozpocznie od drugiej rundy. Na pierwszy mecz musi jeszcze poczekać do piątku, ale już wiadomo, z kim przyjdzie jej się zmierzyć. Rywalką Świątek będzie Amerykanka Caty McNally, która w dwóch setach pokonała reprezentującą Australię Darię Kasatkinę 6:2, 6:3.

    Dla raszynianki turniej w Rzymie jest ostatnim sprawdzianem przed powrotem na ukochane korty w Paryżu. Roland Garros startuje już 24 maja, dlatego coraz częściej pojawiają się prognozy dotyczące tego, kto może odegrać kluczową rolę w walce o tytuł.

    Swoje typy przedstawiła była liderka rankingu WTA Tracy Austin podczas programu emitowanego w „Tennis Channel”. Amerykanka stworzyła ranking czterech głównych kandydatek do triumfu we French Open. Igę Świątek umieściła na czwartej pozycji, choć sama przyznała, że decyzja nie była dla niej łatwa.

    Austin zwróciła uwagę przede wszystkim na wyniki Polki z ostatnich miesięcy. Podkreśliła, że Świątek od dawna nie potrafi przebić się do decydujących faz turniejów, co wpłynęło na jej ocenę.

    – Musiałam umieścić Igę na tej liście, ale dopiero na czwartym miejscu. Nie przypominam sobie, by od września zeszłego roku dotarła do półfinału. Odpada wcześniej niż zwykle. Z drugiej strony mówimy przecież o zawodniczce, która wygrała Roland Garros aż cztery razy, w tym trzy edycje z rzędu – tłumaczyła była mistrzyni.

    Nie zabrakło również wątku zmian w sztabie szkoleniowym Polki. Austin odniosła się do rozpoczętej niedawno współpracy z Francisco Roigiem, zaznaczając, że nowy trener może jeszcze pozytywnie wpłynąć na grę Świątek.

    – To dla niej całkowicie nowa sytuacja. Francisco Roig dopiero zaczął z nią pracować przed turniejem w Stuttgarcie, gdzie szybko odpadła. Być może kilka kolejnych tygodni treningów, zwłaszcza nad serwisem, przyniesie efekty – oceniła.

    Mimo pewnych wątpliwości Amerykanka wierzy jednak, że sam powrót do Paryża może odbudować pewność siebie polskiej tenisistki.

    – Gdy wyjdzie na korty, na których triumfowała już czterokrotnie, może odzyskać swoje najlepsze odczucia i znów poczuć się bardzo mocna – stwierdziła Austin.

    W rankingu byłej liderki WTA trzecie miejsce zajęła Jelena Rybakina, druga była Coco Gauff, natomiast za główną faworytkę do zwycięstwa w tegorocznym Rolandzie Garrosie Tracy Austin uznała Arynę Sabalenkę.

  • 6:1, 1:6, 6:1. Świątek przykładem “szaleństwa”. Sabalenka wskazała powód

    6:1, 1:6, 6:1. Świątek przykładem “szaleństwa”. Sabalenka wskazała powód

    Mecz Igi Świątek z Anną Kalinską w trzeciej rundzie tegorocznego Australian Open był prawdziwym rollercoasterem emocji. Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:1, 1:6, 6:1 i stało się kolejnym przykładem szalonego scenariusza, z jakimi coraz częściej mamy do czynienia w kobiecym tenisie. Skąd biorą się tak gwałtowne zwroty akcji? Odpowiedzi na to pytanie próbowała udzielić Aryna Sabalenka podczas konferencji prasowej przed startem turnieju WTA 1000 w Rzymie.

    Pojedynek Świątek z Kalinską od początku układał się pod dyktando Polki. Liderka polskiego tenisa błyskawicznie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i pierwszego seta wygrała aż 6:1. Wydawało się, że Rosjanka, która po tej partii poprosiła o przerwę medyczną z powodu problemów z plecami, może mieć ogromne trudności z odwróceniem losów meczu.

    Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego. Kalinska wróciła na kort odmieniona i w drugim secie kompletnie zdominowała Świątek, oddając jej zaledwie jednego gema. Co ciekawe, po tej partii o pomoc medyczną poprosiła również sama Polka. Jak się później okazało, przerwa podziałała na nią mobilizująco, bo w decydującej odsłonie ponownie przejęła inicjatywę i jeszcze raz wygrała 6:1, pieczętując awans.

    Takie mecze pełne nagłych zmian rytmu i dominacji jednej ze stron od dłuższego czasu są charakterystyczne dla rywalizacji w tourze WTA. Dziennikarze postanowili więc zapytać o to Arynę Sabalenkę. Białorusinka została poproszona o wyjaśnienie, dlaczego w kobiecym tenisie tak często oglądamy wyniki w stylu 6:1, 1:6, 6:1 oraz skąd biorą się tak duże wahania formy nawet w trakcie jednego spotkania.

    Liderka rankingu WTA przyznała, że jej zdaniem kluczową rolę odgrywa przede wszystkim niezwykle wysoki poziom współczesnego tenisa kobiet.

    – To bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że wynika to przede wszystkim z poziomu gry. Jest on teraz naprawdę bardzo wysoki. Wystarczy stracić koncentrację na chwilę, czasem na jednego gema, i nagle cały set może wymknąć się spod kontroli. Utrzymanie pełnego skupienia od początku do końca meczu jest niezwykle trudne. Poziom stale rośnie, dlatego potrzebujemy jeszcze większej regularności, koncentracji i jakości gry – tłumaczyła Sabalenka.

    Białorusinka wskazała jednak także drugi powód, który jej zdaniem ma wpływ na tak dynamiczne zmiany przebiegu spotkań.

    – Dochodzą do tego również kwestie związane z byciem kobietą. To także może sprawić, że sytuacja na korcie zmienia się bardzo szybko. Można błyskawicznie przejść od jednej skrajności do drugiej. To jedyne wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy – dodała tenisistka.

    Sabalenka rozpocznie rywalizację w turnieju WTA 1000 w Rzymie od meczu z Barborą Krejcikovą. Liderka światowego rankingu będzie jedną z głównych faworytek do końcowego triumfu we włoskiej imprezie.

  • Wstrząs w świecie tenisa. Gauff przerwała milczenie ws. bojkotu

    Wstrząs w świecie tenisa. Gauff przerwała milczenie ws. bojkotu

    Temat możliwego bojkotu turniejów wielkoszlemowych coraz mocniej elektryzuje tenisowe środowisko. Po głośnych słowach Aryna Sabalenka głos zabrała również Coco Gauff. Amerykanka nie ukrywa, że rozumie frustrację zawodników i zawodniczek, którzy domagają się większego udziału w zyskach generowanych przez największe imprezy. Jednocześnie zaznaczyła, że ewentualny protest musiałby być wspólną decyzją całego środowiska.

    — Jeśli wszyscy byliby zgodni i podjęli wspólną decyzję, mogłabym sobie wyobrazić bojkot — przyznała Gauff podczas konferencji prasowej w Rzymie, cytowana przez rosyjskie media. Dodała jednak, że nie chciałaby zostać jedyną zawodniczką, która zdecydowałaby się na taki krok. Jej zdaniem kluczowe jest wypracowanie wspólnego stanowiska wśród tenisistów i tenisistek.

    Dyskusja o pieniądzach w tenisie rozgorzała po tym, jak czołowi gracze zaczęli otwarcie mówić o nierównym podziale przychodów z turniejów wielkoszlemowych. Wśród osób domagających się zmian znalazła się również Sabalenka, która stwierdziła, że bez zawodników nie byłoby ani widowiska, ani ogromnych wpływów generowanych przez największe imprezy.

    Nieco ostrożniej do sprawy podeszła Iga Świątek, która tonowała emocje i sugerowała, że bojkot nie jest rozwiązaniem, na które byłaby gotowa w tym momencie. Gauff podkreśliła natomiast, że walka nie dotyczy wyłącznie największych gwiazd kobiecego tenisa.

    — Nie chodzi tylko o mnie czy zawodniczki z czołówki. Walczymy o przyszłość całego sportu, szczególnie o tych tenisistów, którzy znajdują się poza ścisłą elitą — tłumaczyła Amerykanka.

    Zdaniem triumfatorki US Open problem najmocniej dotyka zawodników zajmujących miejsca od około 50. do 200. w rankingach. To właśnie oni często muszą żyć „od turnieju do turnieju”, mimo że tenis generuje ogromne pieniądze i należy do najbardziej dochodowych dyscyplin sportowych na świecie.

    Na razie jednak wszystkie rozmowy schodzą na dalszy plan, bo tenisistki skupiają się na rywalizacji w turnieju Italian Open. Gauff rozpocznie zmagania od drugiej rundy jako zawodniczka rozstawiona. Jej pierwszą rywalką będzie Tereza Valentová, która wcześniej wyeliminowała Yulia Putintseva.

    Choć Amerykanka pozostaje jedną z największych gwiazd touru, obecny sezon w jej wykonaniu trudno uznać za wybitny. Dotychczas tylko raz dotarła do finału — podczas turnieju w Miami — ale ostatecznie nie sięgnęła po trofeum.

  • Najbiedniejsi milionerzy grożą strajkiem. Elita rusza po swoje

    Najbiedniejsi milionerzy grożą strajkiem. Elita rusza po swoje

    Pomysł, by milionerzy i milionerki wychodzili na barykady i grozili strajkiem, może na pierwszy rzut oka wydawać się absurdalny. Historia sportu pokazuje jednak, że właśnie takie działania często okazują się najskuteczniejszym sposobem walki o większy udział w gigantycznych przychodach generowanych przez największe rozgrywki. Nic więc dziwnego, że coraz głośniej mówią o tym również tenisistki i tenisiści.

    Wszystko rozgorzało po ogłoszeniu przez organizatorów Roland Garros tegorocznej puli nagród. Choć zawodnicy i zawodniczki podzielą między siebie rekordowe 61,723 mln euro, czołowe gwiazdy światowego tenisa nie kryją rozczarowania. W specjalnym liście zwróciły uwagę, że wzrost nagród względem poprzedniego roku wyniósł jedynie 9,53 proc., podczas gdy przychody turniejów wielkoszlemowych rosną znacznie szybciej.

    Trudno oczywiście mówić o małych pieniądzach. Turnieje Wielkiego Szlema pozostają jednymi z najbardziej dochodowych wydarzeń w sporcie. Nawet golf, często uznawany za najbardziej zbliżoną dyscyplinę pod względem modelu finansowego, nie oferuje aż tak wysokich łącznych pul nagród. Tegoroczny Masters w Auguście dysponował budżetem 22,5 mln dolarów. Trzeba jednak zaznaczyć, że w golfie kobiety rywalizują osobno i walczą o zdecydowanie niższe premie.

    Są jednak obszary, w których golfiści wypadają lepiej od tenisistów. Rory McIlroy za triumf w Masters zgarnął aż 4,5 mln dolarów, czyli około 3,8 mln euro. Tymczasem zwycięzcy singlowego Roland Garros otrzymają po 2,8 mln euro.

    Największe pretensje tenisistów dotyczą jednak nie samych kwot, lecz procentowego udziału w przychodach generowanych przez turnieje. Według szacunków French Open przeznacza na premie niewiele ponad 15 proc. swoich wpływów. Podobny model obowiązuje również na Wimbledonie i US Open.

    W opublikowanym oświadczeniu zawodnicy podkreślili, że wraz ze wzrostem przychodów ich udział w zyskach systematycznie maleje.

    „Roland Garros bije rekordy przychodów, podczas gdy zawodnicy otrzymują coraz mniejszy udział w wartości, którą pomagają tworzyć” – napisano w stanowisku podpisanym przez czołowe gwiazdy tenisa.

    Tenisiści zwracają też uwagę, że inne wielkie dyscypliny sportu od dawna funkcjonują według nowocześniejszych zasad. W oświadczeniu podkreślono, że światowe ligi zawodowe inwestują w dobro zawodników i prowadzą z nimi realny dialog, podczas gdy organizatorzy Wielkich Szlemów pozostają odporni na zmiany.

    Coraz częściej mówi się więc o możliwości bojkotu największych turniejów. Taki scenariusz otwarcie poparła Aryna Sabalenka podczas konferencji prasowej przed zawodami w Rzymie.

    – To może być jedyny sposób walki o nasze prawa – przyznała liderka rankingu WTA. – Myślę, że prędzej czy później do tego dojdzie – dodała.

    Kilka godzin później podobne stanowisko zajęła Coco Gauff. Amerykanka podkreśliła, że problem nie dotyczy wyłącznie największych gwiazd, które mogą liczyć na wielomilionowe kontrakty sponsorskie.

    – Chodzi o przyszłość naszego sportu. Zawodniczki spoza ścisłej czołówki często żyją praktycznie od wypłaty do wypłaty. Jeśli spojrzymy na miejsca od 50. do 200. w rankingu, sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż w innych dyscyplinach – zaznaczyła Gauff.

    Tenisistki i tenisiści chcą, by organizatorzy Wielkich Szlemów przeznaczali na nagrody około 22 proc. swoich przychodów. To i tak znacznie mniej niż w największych amerykańskich ligach zawodowych. W NBA czy NFL udział zawodników w przychodach sięga bowiem około 50 proc.

    Sport zna już wiele przypadków, gdy groźba strajku przynosiła gigantyczne zmiany. W kobiecej lidze koszykówki WNBA zawodniczki wywalczyły ostatnio ogromne podwyżki właśnie dzięki stanowczej postawie i zapowiedziom protestu. Największe gwiazdy mają teraz zarabiać nawet siedem razy więcej niż jeszcze rok temu.

    Także w historii futbolu czy baseballu podobne konflikty kończyły się ustępstwami właścicieli. W angielskiej piłce już sama groźba strajku w 1961 roku doprowadziła do zniesienia limitu płac. Niedługo później Johnny Haynes podpisał rekordowy kontrakt wart 100 funtów tygodniowo.

    Na postulaty tenisistów odpowiedziała już Francuska Federacja Tenisowa, organizator Roland Garros. Federacja przypomniała, że od 2019 roku premie wzrosły o 45 proc., a ogromna część przychodów trafia na rozwój całego tenisa.

    FFT podkreśla, że funkcjonuje jako organizacja non-profit, a zyski z turnieju są inwestowane nie tylko w sam Roland Garros, ale również w szkolenie młodzieży, rozwój kobiecego tenisa, programy inkluzywności czy tenis na wózkach. Przypomniano też o inwestycjach infrastrukturalnych przekraczających 400 mln euro, które miały poprawić warunki dla zawodników i kibiców.

    Choć dziś bojkot Wielkiego Szlema wydaje się mało prawdopodobny, tenis ma już za sobą podobny precedens. W 1973 roku aż 81 zawodników, w tym większość rozstawionych tenisistów, wycofało się z Wimbledonu w geście solidarności z Nikolą Piliciem, zawieszonym przez ITF po odmowie gry w Pucharze Davisa.

    Mimo nieobecności największych gwiazd turniej nie stracił wtedy zainteresowania kibiców. Na trybunach pojawiło się około 300 tys. widzów, co było jednym z najlepszych wyników frekwencyjnych w historii imprezy.

  • Tuż przed godz. 22 wyjaśniło się ws. Świątek. Powtórzyła się sytuacja z Madrytu

    Tuż przed godz. 22 wyjaśniło się ws. Świątek. Powtórzyła się sytuacja z Madrytu

    Turniej WTA 1000 w Rzymie na dobre rozkręcił się już we wtorek, jednak dopiero środowe spotkania miały wyłonić komplet zawodniczek, które zameldują się w 1/32 finału. Niewiele brakowało, by plany organizatorów pokrzyżowała pogoda. Deszcz nad Foro Italico sprawił bowiem, że pod znakiem zapytania stanęło także to, z kim swój pierwszy mecz rozegra Iga Świątek. Polka czekała na zwyciężczynię starcia Darii Kasatkiny z Caty McNally, lecz przed godziną 19 nad Rzymem rozpętała się ulewa i rywalizację na wszystkich kortach przerwano.

    Na korty błyskawicznie wjechały specjalne płachty zabezpieczające mączkę, a pojawiły się obawy, że część spotkań zostanie przełożona na czwartek. Ostatecznie aura okazała się łaskawsza i po około półtorej godziny tenisistki wróciły do gry. Kasatkina i McNally mogły rozpocząć mecz na korcie numer 1, choć warunki były już bardzo trudne — zrobiło się chłodno i wilgotno.

    Rzymski turniej to dla największych gwiazd kobiecego tenisa ostatni wielki sprawdzian przed Roland Garros. Co prawda przed Paryżem odbędzie się jeszcze impreza WTA 500 w Strasburgu, ale po wycofaniu się Marty Kostiuk lista uczestniczek straciła większość zawodniczek ze ścisłej czołówki. Nic więc dziwnego, że dla takich tenisistek jak Aryna Sabalenka, Jelena Rybakina, Coco Gauff, Iga Świątek czy Mirra Andriejewa występ w Rzymie ma ogromne znaczenie.

    Szczególnie zmotywowana jest Sabalenka, która wciąż nie zdobyła tytułu na Foro Italico. Z kolei Świątek liczy na przełamanie trudniejszego początku sezonu i pierwszy półfinał, a najlepiej triumf — pierwszy od września ubiegłego roku. Włoskie korty należą jednak do jej ulubionych miejsc w kalendarzu, bo aż trzykrotnie sięgała tam po trofeum.

    Polka, rozstawiona z numerem czwartym, rozpocznie rywalizację dopiero od drugiej rundy. W środę miała poznać swoją przeciwniczkę — mogła nią zostać albo Daria Kasatkina, albo Caty McNally. Deszcz sprawił jednak, że przez moment nie było pewności, czy spotkanie w ogóle uda się rozegrać tego samego dnia.

    Dla Kasatkiny była to już kolejna okazja, by zmierzyć się ze Świątek, która mogła przejść jej koło nosa. Dwa tygodnie wcześniej w Madrycie również była o krok od starcia z Polką, lecz sensacyjnie przegrała dramatyczny pojedynek z Darią Snigur, mimo że miała aż cztery piłki meczowe. Ukrainka triumfowała wtedy po niezwykłym tie-breaku trzeciego seta zakończonym wynikiem 15:13.

    Przed środowym spotkaniem trudno było wskazać wyraźną faworytkę. McNally zaprezentowała się bardzo dobrze w Madrycie, gdzie dotarła do czwartej rundy i pokonała po drodze Viktorię Mboko. Zatrzymała ją dopiero późniejsza triumfatorka turnieju, Marta Kostiuk. Amerykanka pokazała też dobrą formę wcześniej w Rouen, gdzie również postawiła się Ukraince.

    Kasatkina z kolei próbowała odbudować rytm meczowy podczas turnieju WTA 125 w hiszpańskiej La Bisbal d’Emporda. Tam sięgnęła po tytuł i zanotowała serię zwycięstw, której brakowało jej od jesieni 2024 roku, gdy triumfowała w Ningbo po finale z Mirrą Andriejewą.

    Mecz w Rzymie od początku układał się jednak po myśli McNally. Kasatkina miała ogromne problemy z własnym serwisem — w pierwszym secie przegrała wszystkie swoje gemy przy podaniu. Amerykanka również nie zachwycała, ale grała zdecydowanie stabilniej i popełniała mniej błędów. Dzięki temu pewnie wygrała pierwszą partię 6:2 po 42 minutach gry.

    W drugim secie reprezentująca Australię tenisistka próbowała zmienić taktykę i częściej atakowała bekhend rywalki. Miała break pointy już w pierwszym i trzecim gemie, lecz nie potrafiła ich wykorzystać. McNally była natomiast bezlitosna i kiedy tylko pojawiła się okazja, natychmiast przełamała przeciwniczkę, obejmując prowadzenie 6:2, 4:1.

    Kasatkina zdołała jeszcze częściowo odrobić straty, ale wtedy nad Foro Italico ponownie zaczął padać deszcz. Spotkanie kontynuowano mimo trudnych warunków, a końcówka należała już do Amerykanki. McNally wygrała ostatecznie 6:2, 6:3 i to ona zagra w piątek z Igą Świątek.

    Historia z Madrytu powtórzyła się więc niemal idealnie — Kasatkina znów nie wykorzystała szansy na pojedynek z Polką.

    Dla Świątek starcie z McNally będzie jednak wyjątkowe. Obie zawodniczki świetnie się znają i już jako juniorki odnosiły wspólne sukcesy. W 2018 roku triumfowały razem w deblu juniorskiego Roland Garros. Polka przez pewien czas mieszkała nawet w domu Amerykanki podczas pobytu w USA.

    Na zawodowych kortach mierzyły się dotąd dwukrotnie — w Ostrawie oraz w Londynie. Szczególnie pamiętny był ich ubiegłoroczny pojedynek na Wimbledonie. McNally jako jedyna tenisistka zdołała wtedy urwać Świątek seta podczas jej znakomitego marszu po historyczny triumf w Londynie.

  • Świątek porównana do dziecka. Mocne słowa Rosjanki, nie hamowała się

    Świątek porównana do dziecka. Mocne słowa Rosjanki, nie hamowała się

    Postawa Igi Świątek w trwającym sezonie budzi coraz większy niepokój – i to nie tylko wśród polskich kibiców oraz ekspertów. Liderka światowego tenisa, która jeszcze niedawno imponowała stabilnością i dominacją, dziś zmaga się z wyraźnym kryzysem formy. Brakuje nie tylko wyników – Polka nie dotarła jeszcze w tym roku nawet do półfinału żadnego turnieju – ale również spokoju i opanowania w trudnych momentach na korcie.

    Zmiana trenera, na którą zdecydowała się kilka tygodni temu, miała być impulsem do odbudowy. Współpraca z Francisco Roigiem jak na razie nie przyniosła jednak oczekiwanych rezultatów. Choć kibice liczyli, że nowy szkoleniowiec pomoże 24-latce wrócić na właściwe tory, rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Szczególnie rozczarowujący był turniej w Madrycie, gdzie nadzieje na dobry wynik przekreśliły problemy zdrowotne.

    Nie tylko wyniki są jednak powodem do zmartwień. Coraz częściej uwagę zwraca zachowanie Świątek na korcie. W momentach kryzysowych widać u niej frustrację, nerwowość i brak dawnej odporności psychicznej. Symboliczne sceny miały miejsce w Miami, gdzie Polka niespodziewanie przegrała już na starcie z Magdą Linette. Była wyraźnie rozbita, a łzy były bardzo blisko. Nawet wskazówki płynące z jej boksu nie przyniosły efektu. Sama zawodniczka przyznała później, że po pierwszym secie coś w jej grze się załamało, jakby straciła kontrolę nad tym, co wcześniej funkcjonowało.

    Temat formy psychicznej i sportowej Świątek nie umknął także zagranicznym obserwatorom. W Rosji głos zabrała była tenisistka Anastasija Piwowarowa, która w bardzo ostrych słowach oceniła obecną sytuację Polki. Jej zdaniem kluczowym momentem był epizod związany z zamieszaniem dopingowym, po którym – jak twierdzi – Świątek nie jest już tą samą zawodniczką.

    Piwowarowa zasugerowała, że tamte wydarzenia mogły mieć poważny wpływ na psychikę liderki światowego rankingu. Według niej wcześniej Świątek przypominała „maszynę”, odporną na emocje i presję. Teraz – jak stwierdziła – jej reakcje są znacznie bardziej impulsywne, a zachowanie na korcie bywa chwiejne i nieprzewidywalne. W jej opinii Polka sprawia wrażenie zawodniczki, która straciła dawną pewność siebie.

    Nie można jednak zapominać, że pojedyncze momenty słabości zdarzały się Świątek także wcześniej. Choćby łzy po porażce z Jessicą Pegulą podczas United Cup w 2023 roku pokazywały, że emocje zawsze były częścią jej sportowej natury. Różnica polega jednak na tym, że wcześniej potrafiła je szybciej kontrolować i przekuwać w skuteczność na korcie.

    Mimo krytycznych głosów wciąż jest czas, by odwrócić niekorzystny trend. Turniej w Rzymie może okazać się przełomowy, a tuż za nim czeka przecież najważniejszy cel – Roland Garros. To właśnie paryskie korty były w ostatnich latach królestwem Świątek. Jeśli gdzieś ma odzyskać pewność siebie i wrócić do swojej najlepszej wersji, to właśnie tam.

    Dla kibiców pozostaje więc nadzieja, że obecne problemy są jedynie przejściowe, a słowa krytyki – zarówno z kraju, jak i z zagranicy – wkrótce stracą na aktualności.