Author: iamgoodluck

  • Szokująca porażka Sabalenki, ale co się stało później. Jest komunikat WTA

    Szokująca porażka Sabalenki, ale co się stało później. Jest komunikat WTA

    Wielka sensacja w turnieju Internazionali d’Italia. Ze zmaganiami na etapie trzeciej rundy nieoczekiwanie pożegnała się Aryna Sabalenka. Światowa “1” przegrała z Soraną Cirsteą. Chwilę po zakończeniu spotkania, które ogłosiła polska sędzia Marta Mrozińska WTA wydało komunikat.

    Aryna Sabalenka przyjechała na turniej Internazionali d’Italia jako główna faworytka do końcowego triumfu. Białorusinka na inaugurację pokonała Barborę Krejcikovą 6:2, 6:3, a w trzeciej rundzie czekało ją starcie z Soraną Cirsteą.

    Początek sobotniego spotkania należał zdecydowanie do Sabalenki, która wygrała pierwszą partię 6:2. W drugim secie prowadziła 2:0, a potem wpadła w tarapaty. Ostatecznie drugi set padł łupem Rumunki (6:3) i o wszystkim decydowała trzecia odsłona pojedynku. W niej Sabalenka – przy stanie 3:4 – poprosiła o przerwę medyczną, ponieważ zgłosiła uraz dolnej części pleców.

    Chwilę później wróciła do gry, doprowadziła do remisu 5:5, ale ostatnie słowo należało do Rumunki, która wygrała 7:5 i mogła cieszyć się z pokonania pierwszej rakiety świata.

    Sabalenka za burtą w Rzymie. Komunikat WTA
    Porażka Sabalenki to wielka niespodzianka. Tym bardziej na tak wczesnym etapie turnieju. Z pewnością o tym meczu będzie się mówiło przez najbliższe dni. Chwilę po meczu, który sędziowała polska sędzia Marta Mrozińska WTA wydało komunikat.

    Sejsmiczny Wstrząs Sorany! Sorana Cirstea pokonuje Sabalenkę i awansuje do 4. rundy

  • Koszmar Sabalenki, ale co stało się potem. Nagły komunikat, piszą o precedensie

    Koszmar Sabalenki, ale co stało się potem. Nagły komunikat, piszą o precedensie

    Turniej WTA Rzym trwa w najlepsze. Dla niektórych gwiazd przygoda z włoskimi zmaganiami zakończyła się jednak na dość wczesnym etapie. Jedną z nich niespodziewanie stała się Aryna Sabalenka, która w 1/16 finału została pokonana przez Soranę Cirsteę. Tuż po odpadnięciu światowej “1” pojawił się komunikat, który mógł mocno zaskoczyć fanów tenisa. Okazuje się bowiem, że sobotnia porażka Sabalenki nabrała bezprecedensowego wymiaru.

    5 maja oficjalnie rozpoczęły się zmagania kolejnego ważnego turnieju w kalendarzu WTA – Internazionali d’Italia 2026. Impreza ta, mimo że wciąż na dość wczesnym etapie, dostarczyła nam już kilku niespodziewanych rozstrzygnięć.

    Nie była ona zbyt owocna dla Polek. Magdalena Fręch oraz Magda Linette odpadły bowiem już przy pierwszej możliwej okazji. Iga Świątek co prawda awansowała do kolejnego etapu zmagań, choć mecz z Caty McNally zdecydowanie nie był dla Raszynianki przysłowiowym spacerkiem.

    Ogromu niespodzianek nie brakowało w starciach 1/16 finału włoskiej imprezy. Pierwszą z nich zafundowała nam obrończyni tytułu – Jasmine Paolini – przegrywając pojedynek z Elise Mertens. Jeszcze większa sensacja czekała jednak kibiców przy okazji meczu liderki rankingu WTA, Aryny Sabalenki. Pierwszy set starcia z Soraną Cirsteą nie zapowiadał tragedii Białorusinki. Kłopoty zaczęły się natomiast przy okazji drugiej partii, która padła łupem Rumunki. Decydujący set był bardzo zacięty, jednak minimalnie lepsza okazała się 27. zawodniczka rankingu WTA.

    Trzy rekordy w meczu Sabalenki. To nie zdarza się zbyt często
    Tuż po sensacyjnej porażce światowej “1” analitycy słynnego portalu statystycznego “Opta” wypuścili komunikat, który z pewnością zaskoczył wielu sympatyków tenisa. Okazuje się bowiem, że przy okazji zwycięstwa z Sabalenką, Cirstea pobiła aż trzy rekord. Wszystkie one mają związek z wiekiem zawodniczki. Rumunka ma obecnie 36 lat oraz 28 dni, a więc jest na zaawansowanym etapie swojej kariery.

    To sprawia, że od momentu pierwszej publikacji rankingu WTA (1975 rok), Cirstea stała się najstarszą zawodniczką, której udało się zwyciężyć bezpośredni mecz z liderką światowego zestawienia tenisistek. Automatycznie Rumunka stała się także najstarszą tenisistką, której ta sztuka udała się pomimo przegranej w pierwszym secie pojedynku.

    Cirstea jest także zawodniczką, która zaliczyła swój premierowy triumf nad światową “1” w najbardziej zaawansowanym wieku. Co prawda, to nie była jej pierwsza wygrana z Sabalenką w karierze. Podobnej sztuki dokonała ona bowiem w ćwierćfinale turnieju WTA Miami z 2023 roku. Wówczas Białorusinka znajdowała się jednak na 2. pozycji w rankingu WTA. Prym w światowym zestawieniu wiodła wówczas Iga Świątek.

  • Gigantyczna sensacja w Rzymie! Nagła zapaść Sabalenki

    Gigantyczna sensacja w Rzymie! Nagła zapaść Sabalenki

    Aryna Sabalenka w trzeciej rundzie turnieju w Rzymie wpadła już na rozstawioną zawodniczkę. Pierwszy set meczu z Soraną Cirsteą nie zapowiadał dużych problemów liderki rankingu, która drugią partii nagle się pogubiła. W trzeciej Sabalenka nie znalazła sposobu na świetnie dysponowaną Rumunkę i przegrała 6:2, 3:6, 5:7!

    Aryna Sabalenka (1. WTA) w bardzo dobrym stylu rozpoczęła turniej WTA 1000 w Rzymie, wygrywając 6:2, 6:3 z utytułowaną Barborą Krejcikovą (53. WTA). W trzeciej rundzie liderka światowego rankingu wpadła na Soranę Cirsteę (27. WTA), rozstawioną z numerem 26.

    Aryna Sabalenka przycisnęła Soranę Cirsteę w Rzymie. Potem sytuacja się zmieniła
    28-latka zaczęła odważnie i już w pierwszym gemie miała break point. Zmarnowała go, lecz potem już nie pomyliła się przy stanie 1:1. Przewagi przełamania musiała bronić od razu, co zrobiła skutecznie i było 3:1. W kolejnym gemie miała dwie kolejne szanse na odebranie podania Rumunce, ale ich nie wykorzystała.

    Dominująca Sabalenka z czasem dopięła swego. Mając prowadzenie 4:2, bardzo skutecznie zagrała na returnie, dzięki czemu zgarnęła kolejny gem. W następnym serwowała po zwycięstwo w całej partii – wystarczyła jej jedna piłka setowa i skończyło się 6:2.

    Drugą odsłonę lidera rankingu rozpoczęła od kolejnego przełamania. Jednak gdy miała prowadzenie 2:1, zaczęło się robić ciekawie. Trzy kolejne gemy przypadły returnującym, aż potem w końcu Cirstea obroniła podanie. To nie wszystko – zaraz potem wykorzystała drugi break point i prowadziła już 5:3. W kluczowym momencie wygrała gem do zera, co oznaczało trzeci set. Sabalenka prowadziła już 6:2, 3:2, ale pokpiła sprawę.

    Trzeci set rozstrzygnął mecz Sabalenki z Cirsteą w Rzymie
    Na jej nieszczęście od razu po krótkiej przerwie przegrała też serwis. Błyskawicznie się odegrała, a potem udało jej się objąć prowadzenie 2:1. Jednakże osiem lat starsza przeciwniczka nie odpuszczała – najpierw utrzymała podanie, po czym wykorzystała czwarty break point na wagę prowadzenia 3:2.

    Po dwóch kolejnych gemach Cirstea miała wynik 4:3, a Sabalenka potrzebowała pomocy fizjoterapeutki i miała przerwę medyczną. Wróciła na kort, ale za moment znalazła się pod ścianą, bo przegrywała 4:5 ze stratą przełamania. Jednak zagrała bardzo skutecznie, doprowadzając do remisu.

    Rumuńska tenisistka nie zwiesiła głowy i odegrała się na przeciwniczce, wykorzystując pierwszy break point na 6:5. Przy własnym serwisie tym razem Cirstea sprostała zadaniu i sensacyjnie wygrała 2:6. 6:3, 7:5. To też dla niej pierwsze w karierze zwycięstwo nad aktualną liderką rankingu, a wcześniej grała z zawodniczkami o takim statusie sześciokrotnie. Sobotnie spotkanie trwało 133 minuty, z czego sama ostatnia partia 61 minut.

    W czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie Sorana Cirstea zmierzy się z Lindą Noskovą (13. WTA), rozstawioną z numerem 13.

  • Potwierdzają się doniesienia o Wilfredo Leonie. Na to zanosiło się od dawna

    Potwierdzają się doniesienia o Wilfredo Leonie. Na to zanosiło się od dawna

    Jeszcze trwa walka o mistrzostwo Polski, a wokół Wilfredo León zrobiło się wyjątkowo głośno. Jak informuje „Super Express”, zapadła decyzja o realizacji serii filmów dokumentalnych poświęconych gwieździe reprezentacji Polski. Produkcją ma zająć się Papaya Films, a zdjęcia mają rozpocząć się jeszcze w tym roku.

    To wiadomość, która z pewnością ucieszy kibiców siatkówki. Historia Leona od dawna wydaje się gotowym scenariuszem filmowym — pełnym dramatycznych momentów, sukcesów i ważnych życiowych wyborów. W tle wielkiej kariery znajduje się również jego rodzina, a szczególnie żona Małgorzata, która odegrała istotną rolę w jego życiu poza boiskiem.

    Tymczasem sam zawodnik skupia się na finale PlusLigi. Po czterech spotkaniach w rywalizacji pomiędzy Aluron CMC Warta Zawiercie a Bogdanka LUK Lublin nadal nie poznaliśmy mistrza Polski. O wszystkim zdecyduje piąty mecz, który odbędzie się 10 maja w Sosnowcu. Leon jeszcze kilka dni temu mobilizował kibiców w mediach społecznościowych, podkreślając, że drużyna wciąż wierzy w końcowy triumf.

    Życie reprezentanta Polski mogłoby spokojnie posłużyć za materiał na pełnometrażowy film. Urodził się na Kubie jako wcześniak i ważył niewiele ponad dwa kilogramy. Pochodzi ze sportowej rodziny — jego ojciec był zapaśnikiem, a matka siatkarką. Już jako 14-latek zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Kuby, a trzy lata później został kapitanem kadry narodowej.

    Przełomowym momentem okazał się rok 2012. Po nieudanych kwalifikacjach olimpijskich Leon zdecydował się opuścić Kubę, co według tamtejszych przepisów oznaczało definitywne wykluczenie z reprezentacji. Kilka lat później rozpoczął nowy rozdział życia w Polsce. Od 2019 roku reprezentuje biało-czerwone barwy i sięgnął już po wiele sukcesów, w tym srebrny medal olimpijski w Paryżu, mistrzostwo Europy oraz triumfy w Lidze Narodów.

    Równie ciekawie wygląda jego historia miłosna. Z Małgorzatą poznał się przez internet, a po wielu rozmowach para spotkała się po raz pierwszy w 2011 roku w Gdańsku. Jak wspominał po latach siatkarz, już wtedy zrobiła na nim ogromne wrażenie. W tym roku małżeństwo będzie świętować 10. rocznicę ślubu.

    Para wychowuje troje dzieci — Natalię, Christiana i Selenę. Leonowie wielokrotnie podkreślali w wywiadach, że ogromną wagę przykładają do wychowania oraz nauki dobrych manier. Szczególnie zależy im na tym, by syn od najmłodszych lat uczył się szacunku i kultury osobistej.

  • Mistrzyni WTA 1000 znika ze ścieżki Świątek. Skandalistka znów bez litości

    Mistrzyni WTA 1000 znika ze ścieżki Świątek. Skandalistka znów bez litości

    Tytuł w Dosze, półfinał w Miami, finał w Stuttgarcie – Karolina Muchova w ostatnim czasie dość dokładnie planowała swój kalendarz, a to dawało wyniki. Zrezygnowała z gry w Madrycie, wypoczęta przyjechała do Rzymu. Dopiero po raz trzeci w karierze zdecydowała się na grę na Foro Italico, losowanie wydawało się dobre – trafiła na kwalifikantkę. A później tą okazała się… Anstazja Potapowa, półfinalistka z Caja Magica. Reprezentująca Austrię Rosjanka udowodniła, że poprzednie wyniki wcale dziełem przypadku nie były.

    Karolina Muchova była jedną z kilku wygranych ostatnich trzech miesięcy, czyli okresu po zakończeniu pierwszego Wielkiego Szlema. Czeszka już w Australii spisywała się nieźle, półfinał w Brisbane, 1/8 finału w Melbourne – to wyniki niezłe. A później przyszły jeszcze lepsze, z tytułem w Dosze i finałem w Stuttgarcie na czele. 29-letnia zawodniczka, rodem z Ołomuńca, przegrała tylko pięć spotkań: dwa z Coco Gauff, której “odpłaciła się” w Porsche Open, a po jednym z Igą Świątek, Aryną Sabalenką i Jeleną Rybakiną.

    Z gry w Madrycie zrezygnowała, godząc się na karne zero w rubryczce punktowej za brak obowiązkowego turnieju WTA 1000. Nie chciała ryzykować przeciążenia po wyczerpującym turnieju w Niemczech. W Rzymie została rozstawiona z “11”, po poniedziałkowym losowaniu miała świadomość, że zacznie od gry z kwalifikantką. A później się okazało, że będzie nią albo Anastazja Potapowa, albo Dalma Galfi. Ich starcie w środę wygrała ta pierwsza. I to już powinno być dla Czeszki ostrzeżeniem.

    Potapowa do listopada zeszłego roku reprezentowała Rosję, miała tam wielu fanów. Także i dlatego, że po wprowadzeniu obowiązkowej neutralności dla tenisistek i tenisistów z tego kraju, ona zdecydowała się na odważny gest. Najpierw w Dubaju, a później w Indian Wells paradowała w koszulce Spartaka Moskwa – klubu, któremu kibicuje. Ukrainki protestowały, wsparła je Iga Świątek, skończyło się na karze od WTA i zakazie dalszego celebrowania klubowych sympatii. Stąd tak duże było zaskoczenie w Moskwie, że nagle wystąpiła o obywatelstwo Austrii.

    W kwietniu Potapowa zaczęła prezentować zaskakująco dobrą formę, a przecież była już o włos od wypadnięcia z TOP 100 w rankingu. Finał w Linzu, półfinał w Madrycie, po pokonaniu m.in. Jeleny Rybakiny – to mówi samo za siebie. W Rzymie też musiała grać jeszcze kwalifikacje, ostatni raz na długi czas w turnieju tej rangi. Przeszła, wygrała z Galfi, a dziś stanęła do gry z Muchovą. Ona walczy o… rozstawienie podczas French Open. I jest tego bardzo blisko.

    WTA 1000 w Rzymie. Karolina Muchova kontra Anastazja Potapowa na Court 2

    Takiego obrotu spraw Czeszka chyba nie spodziewała się w najczarniejszych snach. Wygrała przecież z Potapową trzy ostatnie spotkania, jedyny raz uległa jej ponad siedem lat temu, gdy rywalka była czołową juniorką świata. Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby na początku spotkania, w dwóch gemach, wykorzystała choć jednego z czterech break pointów. Mogła prowadzić 3:0, przegrywała 1:2.
    Anastazja Potapowa

    Potapowa w Madrycie świetnie grała z głębi kortu – agresywnie, choć ryzykownie. I tego możemy spodziewać się po niej na mączce w kolejnych tygodniach. W piątek to ona wywalczyła breaka jako pierwsza, miała też piłkę na 5:2. Czeszka zdołała wtedy odrobić stratę przełamania, ale nie poparła tego swoim serwisem. I przegrała seta 3:6.

    Drugi był już jednostronny, choć grany na raty. Nad Foro Italico zaczęło padać, ich spotkanie – tak jak inne – zostało przerwane po pierwszym gemie na kilkadziesiąt minut. A gdy wznowiły mecz, Potapova podwyższyła na 2:0, później 3:0, wreszcie 4:0. I już spokojnie kontrolowała sytuację we własnych gemach.

    Wygrała ten mecz 6:3, 6:2. W niedzielę w 1/16 finału zmierzy się z Ludmiłą Samsonową. Jedna z nich, potencjalnie, może zmierzyć się w ćwierćfinale z Igą Świątek.
    Karolina Muchova wycofała się z turnieju WTA 1000 w Madrycie

  • Świątek zabrała głos po meczu z McNally. To było najważniejsze

    Świątek zabrała głos po meczu z McNally. To było najważniejsze

    Iga Świątek gra dalej w turnieju WTA 1000 w Rzymie. Reprezentantka Polski potrzebowała ponad dwóch godzin, ale pokonała 6:1, 6:7 (5), 6:3 Amerykankę Catherine McNally. – W ostatnich fragmentach tego meczu to ja dyktowałam warunki – przekazała Świątek w pomeczowym wywiadzie na korcie centralnym.

    Iga Świątek (3. WTA) udanie rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Rzymie. Reprezentantka Polski, choć nie bez problemów, pokonała 6:1, 6:7 (5), 6:3 Amerykankę Catherine McNally (63. WTA) w spotkaniu otwierającym piątkowe zmagania na korcie centralnym. McNally to postać doskonale znana Świątek, ponieważ te tenisistki grały w deblu w juniorskich turniejach wielkoszlemowych, czego efektem były triumfy w Wimbledonie i Roland Garros w 2018 r.

    Tak Świątek zareagowała po awansie. “To był trudny mecz”
    Tuż po zakończeniu spotkania Świątek udzieliła wywiadu na korcie centralnym w Rzymie. Polka przyznała, że ten mecz nie był dla niej łatwy.

    – Na pewno to był trudny mecz, Caty grała bardzo dobrze w tym meczu i walczyła o każdą piłkę. Świetnie grała też w defensywie. Musiałam być naprawdę skupiona, by zakończyć każdą wymianę. Zdarzały się błędy, zwłaszcza kiedy ona grała troszkę wolniej. Kiedy mocniej wiał wiatr, było ciężko zaadaptować się do tych warunków. Nie było łatwo, ale jestem szczęśliwa, że zagrałam solidnie w końcówce. W ostatnich fragmentach tego meczu to ja dyktowałam warunki – powiedziała.

    – Najważniejsze było przystosować się do trudniejszych warunków i wiedzieć, czego nie możesz zrobić na korcie. Pamiętam wiele trudnych meczów tutaj, zwłaszcza na początku turnieju, kiedy musisz być bardzo skupionym i walczyć o każdą piłkę, bo kort jest wolniejszy. Jest też chłodniej, niż zwykle, piłki są cięższe i trudniej zakończyć wymianę – dodała Świątek.

    – Nie wiem jeszcze, jak się będę relaksować. Na pewno zjem jakieś dobre jedzenie. Spaliłam trochę kalorii w tym meczu, więc w Rzymie mogę je nadrobić. Kluczowa będzie regeneracja, ale stratą czasu będzie pozostanie w hotelu – podsumowała.

    Świątek zagra w kolejnej rundzie z lepszą z pary Emma Navarro (USA) – Elisabetta Cocciaretto (Włochy). Z obiema tenisistkami Iga ma dodatni bilans – z Navarro 2-1, a z Cocciaretto 1-0. Jeżeli Świątek trafi na Navarro, to będzie miała okazję do rewanżu na Amerykance za październikowy pojedynek w czwartej rundzie turnieju w Pekinie. Wtedy Navarro wygrała 6:4, 4:6, 6:0.

  • Tego Świątek się nie spodziewała w II rundzie. Zdecydował trzeci set

    Tego Świątek się nie spodziewała w II rundzie. Zdecydował trzeci set

    Iga Świątek nie bez problemów zameldowała się w III rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. Polka pokonała Caty McNally 6:1, 6:7(5), 6:3. Po pierwszym secie nic nie wskazywało na emocjonujące starcie na Campo Centrale. Amerykanka jednak potrafiła wymuszać błędy rywalki, co poskutkowało niespodziewanie wygranym przez nią tie-breakiem i trzecim setem. A w nim też nie było łatwo.

    Rzym dobrze kojarzy się Idze Świątek, która trzykrotnie sięgała tu po triumf w zawodach rangi 1000. Teraz szuka formy, a pierwszą sposobnością do sprawdzenia się w grze był mecz II rundy turnieju z Caty McNally. Amerykanka mierzyła się z Polką po raz trzeci w karierze, licząc zawody juniorskie – to właśnie w nich jedyny raz była lepsza od trzeciej obecnie rakiety świata.

    Amerykanki nie można było lekceważyć. 63. zawodniczka światowego rankingu ma za sobą udany turniej w Madrycie, podczas którego ograła Victorię Mboko i Katerinę Siniakovą. W piątek również nie zamierzała oddawać Polce punktów za darmo – podobnie jak podczas zeszłorocznego Wimbledonu, gdy jako jedyna była w stanie wygrać seta przeciwko Świątek.

    Falstart Świątek i szybka poprawa. McNally nie miała szans
    Już pierwszy gem przyniósł przełamanie dla McNally, która doskonale operowała slajsem. Świątek z kolei dwukrotnie trafiła z forhendu w siatkę i mogła pluć sobie w brodę za zepsute zagrania. Polka starała się odkuć i szybko odłamać, na co nadzieje dał perfekcyjny bekhend na start drugiego gema oraz doskonały forhend po crossie. Następnie – mimo dobrej gry obronnej McNally – udało się zamknąć wymianę na swoją korzyść i zdobyć przełamanie powrotne. Po chwili Świątek bez straty punktu wygrała gem serwisowy.

    Dobra passa trwała w najlepsze. Amerykanka była przeganiana po korcie, a Polka dokręcała jej śrubę coraz mocniej. Rywalka była tłamszona do tego stopnia, że kolejnego gema – tym razem returnowego – Iga wygrała dość pewnie, do 15 punktów i prowadziła z przewagą jednego przełamania 3:1.

    I choć McNally robiła wszystko, by dogonić Polkę, to nie była w stanie z nią rywalizować na równym poziomie. Na szczególną uwagę zasługiwała akcja przy stanie 15:0, gdy kilkoma slajsami Amerykanka podeszła pod siatkę i próbowała zmylić Świątek. Ta jednak wytrzymała napór rywalki i minęła ją dobrym zagraniem. Po 20 minutach było 4:1, a w grze naszej tenisistki widać było zapomniany przez kibiców luz i spokój. Szybko zrobiło się 5:1, Polka zdobyła kolejne przełamanie i kontynuowała deklasowanie niżej notowanej przeciwniczki. Pierwszą partię Iga zakończyła wynikiem 6:1, po raz kolejny mijając McNally przy siatce bez większych problemów.

    Amerykanka dzielnie walczyła. Świątek nagle zaczęła się mylić
    Drugi set McNally rozpoczęła od dobrych serwisów, które sprawiły spore kłopoty Świątek. Polka niespodziewanie przegrała gema returnowego do zera. Ważne jednak było, by utrzymać swoje podanie, co nie było proste. Amerykanka w końcu zagrała pierwszego winnera przy siatce, choć było blisko, by taśma pomogła naszej tenisistce. Pomoc ta jednak nie była potrzebna, gdyż forhend Igi działał perfekcyjnie. 63. zawodniczka rankingu WTA z kolei posypała się na bekhendzie, do którego Polka kierowała kolejne zagrania. To dało Świątek przełamanie na 2:1 i to w gemie, w którym nie straciła ani jednego punktu.

    Tenisistka z USA odgryzła się chwilę później dobrym wolejem na 30:15, ale zaraz straciła przewagę, gdyż szukając winnera po prostej trafiła prosto w siatkę. A Iga nie omieszkała jej zgasić fenomenalnym zagraniem po crossie i zdobyciem kolejnego gema. Nie zdążyliśmy się obejrzeć, a już Polka mogła prowadzić z przewagą dwóch przełamań, choć miała moment słabości i nie wykorzystała trzech break pointów. McNally grała niepewnie, ale ostatecznie utrzymała serwis.

    Świątek nie pozostawiała złudzeń w dalszej części spotkania. Choć Amerykanka szukała swoich szans i wchodziła w dłuższe wymiany, to koniec przeważnie był taki sam – skuteczne zagranie forhendem lub bekhendem po crossie w wykonaniu Polki. Wprawdzie McNally jeszcze odgryzła się pięknym dropszotem, po którym Iga została sprowadzona do pozycji szpagatowej, ale w ogólnym rozrachunku czuć było, że to może być zbyt mało. Świadczył o tym m.in. potężny smecz po koźle zagrany przez naszą zawodniczkę. Amerykanka była jednak w stanie utrzymać serwis dzięki solidnej grze pod koniec gema. Było 4:3 dla Raszynianki.

    Amerykanka doprowadziła do tie-breaka i zgasiła Świątek
    Kolejny gem serwisowy wygrała Polka. Świątek returnowała o awans do kolejnej fazy rywalizacji w stolicy Włoch. O szybkie rozstrzygnięcie losów meczu nie było jednak łatwo, gdyż McNally zanotowała m.in. bardzo dobre wejście w kort. Amerykanka dyktowała warunki przy własnym podaniu, co zasługiwało na pochwały.

    Po zmianie piłek Polka zagrała pierwszego – i, jak się okazało, jedynego – w tym meczu asa serwisowego. Wiatr jednak płatał figle i przedłużał nadzieje Amerykanki na pozostanie w rywalizacji. Na 30:30 panie zaliczyły fenomenalną wymianę przy siatce, gdzie McNally w nieprawdopodobny sposób złapała woleja, ale ostatecznie musiała uznać wyższość Świątek. Niestety, Raszynianka popełniła błąd i wyrzuciła w aut, co dało Amerykance break point na 5:5. Ta go wykorzystała i na Campo Centrale wciąż było ciekawie!

    Wydawało się, że Iga zaliczy szybkie przełamanie powrotne, gdyż prowadziła już 40:0. McNally jednak doskonale broniła i wymuszała błędy na naszej tenisistce. To poskutkowało trzema zmarnowanymi przez Polkę break pointami. Czwarty na szczęście wykorzystała i prowadziła 6:5. Niestety, błędy wciąż trzymały się trzeciej rakiety świata – dała się przełamać, co poskutkowało tie-breakiem.

    A w nim było nerwowo. Obie zawodniczki co chwilę się myliły i nie potrafiły wypracować sobie przewagi. Pewniej jednak wyglądała Amerykanka, która najpierw zagrała bardzo ładny forhend, a następnie zmusiła Świątek do kolejnej pomyłki, wychodząc na dwupunktowe prowadzenie 4:2. Szybko je zniweczyła, gdyż najpierw konsekwentną akcją w jedną stronę kortu punkt wywalczyła Polka, a po chwili McNally popełniła podwójny błąd serwisowy.

    Ten stan rzeczy długo nie potrwał. Po 80 minutach drugiego seta to Amerykanka stanęła przed dwiema piłkami setowymi przy serwisie Świątek. Pierwszą Polka wybroniła po najlepszej w tym meczu wymianie. Jedna i druga tenisistka biegały jak szalone wszerz własnej strony kortu, ale ostatecznie to forhend naszej zawodniczki był zwycięski. Drugiej piłki już Raszynianka jednak nie dała rady obronić. McNally doprowadziła do trzeciego seta!

    Błąd błędem poganiany. Świątek z awansem po męczarniach
    Decydującą partię Świątek rozpoczęła od wygranego do zera gema serwisowego. Następnie, kiedy już wydawało się, że Amerykanka utrzyma serwis, Polce udało się najpierw zaatakować głębokim zagraniem pod linię końcową, a po chwili zanotować świetny smecz. Na pochwałę zasłużyła też wymiana slajsowa wygrana przez Raszyniankę. Trzecia rakieta świata jednak nie zdołała doprowadzić do przełamania, gdyż przeciągnęła forhend przy równowadze.

    Wiatr nie ustawał i co rusz dawał się we znaki obu paniom. Raz był po stronie Świątek, a raz po stronie McNally. W gemie serwisowym Polki natura ewidentnie z nią współgrała, bo pozwoliła jej na zaskoczenie Amerykanki w dość nieoczekiwany sposób po – jak się wydawało – zepsutym zagraniu. Po chwili udało się zdobyć upragnione przełamanie. Wybrzmiało głośne “jazda”, a my mieliśmy nadzieję na to, że Raszynianka “wjedzie” do III rundy.

  • Iga Świątek zaczyna turniej w Rzymie. O której mecz? Gdzie oglądać? [TRANSMISJA NA ŻYWO]

    Iga Świątek zaczyna turniej w Rzymie. O której mecz? Gdzie oglądać? [TRANSMISJA NA ŻYWO]

    Iga Świątek rozpoczyna grę w turnieju WTA 1000 w Rzymie. W drugiej rundzie rywalką Polki będzie Caty McNally, a więc jej przyjaciółka z czasów juniorskich. O której gra dzisiaj Iga Świątek? Gdzie oglądać mecz Iga Świątek – Caty McNally? Transmisja na żywo, stream, relacja, wynik.

    Czy Iga Świątek (3. WTA) wreszcie awansuje do półfinału turnieju tenisowego od czasu września 2025 roku i triumfu w Seulu? W tym roku ta sztuka jeszcze się Polce nie udała, więc może przełamie się w turnieju WTA 1000 w Rzymie, gdzie triumfowała w 2021, 2022 i 2024 roku. Przed rokiem odpadła w trzeciej rundzie. W ostatnim starcie Świątek skreczowała w trzeciej rundzie w Madrycie z powodu problemów zdrowotnych.

    Iga Świątek rozpoczyna grę w turnieju WTA 1000 w Rzymie
    Polska tenisistka miała wolny los w pierwszej rundzie turnieju w Wiecznym Mieście, a w drugiej zmierzy się Caty McNally (63. WTA). Amerykanka w drodze do tego spotkania pokonała 6:2, 6:3 Darię Kasatkinę (66. WTA). Nie jest tajemnicą, że Świątek i McNally łączą przyjacielskie relacje z czasów juniorskich, gdy wspólnie wygrywały w deblu Roland Garros w 2018 roku.

    W seniorskich zmaganiach grały ze sobą dwukrotnie i oba te mecze wygrała Iga Świątek. W razie wygranej, lepsza z tej pary, w trzeciej rundzie turnieju w Rzymie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Emma Navarro (35. WTA) – Elisabetta Cocciaretto (41. WTA).

    WTA 1000 w Rzymie. O której gra dzisiaj Iga Świątek? Gdzie oglądać mecz Iga Świątek – Caty McNally? Transmisja na żywo, stream, relacja, wynik
    Mecz Iga Świątek – Caty McNally zostanie rozegrany w piątek, 8 maja, o godz. 11:00. Transmisję z tego spotkania będzie można oglądać na kanale Canal+Sport 2 oraz na platformie Canal+ Online. Zapraszamy także do śledzenia relacji tekstowej z tego meczu na Sport.pl i w naszej aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Zwrot ws. Abramowicz w sztabie Świątek. To już oficjalne, potwierdzenie z Rzymu

    Zwrot ws. Abramowicz w sztabie Świątek. To już oficjalne, potwierdzenie z Rzymu

    Darii Abramowicz nie było przy Idze Świątek podczas turniejów w Stuttgarcie oraz w Madrycie. Menadżerka tenisistki zapewniała, że rotacja w sztabie to rzecz normalna, a sama psycholog obiecała, że wróci do pracy podczas zawodów w Rzymie. I tak oficjalnie się stało, pojawiła się właśnie na treningu Igi. Jej ponowna obecność to pewien zwrot, wszak do tej pory nie widzieliśmy jej w jednym boksie z nowym trenerem Polki.

    Caty McNally wygrała z Darią Kasatkiną 6:2, 6:3 w 1/64 finału turnieju Internazionali d’Italia i to właśnie Amerykanka zmierzy się z Igą Świątek w następnej rundzie. Mecz zaplanowano na piątek 8 maja, nie wcześniej niż o godzinie 10.00. Będzie to trzecie starcie obu tenisistek w historii. W poprzednich dwóch pojedynkach (Wimbledon 2025 i Ostrawa 2022) zwyciężała Polka.

    Świątek przebywa we Włoszech od kilku dni. Przyleciała tam z Hiszpanii, po tym, jak przez wzgląd na problemy zdrowotne musiała wycofać się z gry w Madrid Open. “Ciao Roma! Jestem szczęśliwa z powrotu na kort, we współpracy z moim teamem” – ogłosiła we wpisie w mediach społecznościowych. Wcześniej organizatorzy opublikowali wideo z jej udziałem.

    Okazuje się, że w sztabie Igi doszło do zmiany względem poprzednich turniejów. Wcześniej – w Stuttgarcie i w Madrycie – w jej boksie zabrakło Darii Abramowicz. Teraz sytuacja ma wyglądać inaczej.

    Daria Abramowicz wraca do boksu Igi Świątek. Jest już obecna w Rzymie
    Daria Abramowicz dołączyła do sztabu Igi Świątek w Rzymie. Widać ją m.in. w publikacji na profilu “Z kortu – informacje tenisowe” w momencie, w którym tenisistka wysiada z samochodu na Piazza del Popolo w północnej części miasta.

    To pewien zwrot akcji, jeśli chodzi o skład teamu Igi. Abramowicz w oficjalnym turnieju nie towarzyszyła tenisistce jeszcze ani razu, odkąd to posadę głównego trenera objął Francisco Roig. Najpierw była nieobecna w Stuttgarcie, co PR menadżerka Świątek tłumaczyła zwyczajową rotacją w ekipie.

    “Nieobecność na danym turnieju członka teamu nie jest niczym nadzwyczajnym. W trakcie długiego, około 11-miesięcznego sezonu WTA Tour, zdarza się, że dane osoby rotują i robią sobie przerwy. To naturalne i potrzebne” – wyjaśniła w komentarzu dla Sport.pl, a absencję w Madrycie tłumaczyła problemami zdrowotnymi psycholożki.

    Głos w sprawie nieobecności zabrała też sama Abramowicz. “To taki etap sezonu, w którym troszeczkę odpoczywam i zajmuję się innymi rzeczami. Po drugie: naturalnym w naszym zespole już od jest to, że trochę rotujemy z bardzo wielu powodów. Tak działają współczesne zespoły z uwagi i na komunikację, i dobrostan każdego z członków oraz dobro procesu. Wracamy w Rzymie. Sezon na mączce będziemy kontynuowali w pełnym składzie” – zapowiadała na gali plebiscytu Herosi organizowanej przez WP SportoweFakty.

  • Dwa tie-breaki, a później trzeci set w meczu Hurkacza. Udany rewanż za French Open

    Dwa tie-breaki, a później trzeci set w meczu Hurkacza. Udany rewanż za French Open

    Organizatorzy ATP Masters 1000 w Rzymie właśnie na środę zaplanowali rozpoczęcie zmagań w głównej drabince rywalizacji Internazionali BNL d’Italia. I po raz pierwszy od jesieni 2020 roku Hubert Hurkacz znalazł się na takiej pozycji, że musiał zaczynać grę od 1/64 finału. Na Campo Centrale zmierzył się z doświadczonym Yannickiem Hanfmannem, wcześniej rywalizowali tylko raz. Osiem lat temu w kwalifikacjach French Open, wtedy decydowały dwa tie-breaki. I teraz też dwa sety zakończyły się w ten sposób. A później dominował już Niemiec.

    Kapitalny start sezonu w United Cup, a później wyjątkowo, jak na możliwości Hurkacza, kiepskie wyniki na kortach twardych – tak wyglądały pierwsze trzy miesiące Wrocławianina po powrocie. I były obawy, czy mączka przyniesie jakiś przełom. Przyniosła, choć wciąż potencjał dwukrotnego triumfatora Mastersów nie oddaje jego aktualnej pozycji w rankingu. W Rzymie “Hubi” broni jeszcze punktów za zeszłoroczny ćwierćfinał, później ma do obrony dorobek za finał ATP 250 w Genewie, minimalnie przegrany rok temu z Djokoviciem. A dalej powinno być już z górki. Od połowy czerwca aż do końca roku bowiem pauzował

    W Madrycie Polak przegrał w drugiej rundzie zacięte spotkanie z Lorenzo Musettim. Nie zdecydował się na odpoczynek, ale na ścieżkę, którą miał w planach już rok temu. Wtedy, będąc jeszcze w Rzymie, zgłosił się do challengera w drugim tygodniu Mastersa. Nie zagrał w nim, bo na Foro Italico zasygnalizował powrót do formy, dotarł do najlepszej ósemki.

    A teraz z Madrytu ruszył do Cagliari – na Sardynii mógł wreszcie złapać rytm meczowy, odniósł kilka cennych zwycięstw. I zagrał o tytuł, choć ten mecz z Matteo Arnaldim przegrał. Dziś, pierwszy raz od 2020 roku, zaczął zmagania w Rzymie jako zawodnik nierozstawiony. Na Campo Centrale, największej arenie całego kompleksu, zmierzył się z Yannickiem Hanfmannem – 34-letnim Niemcem, który – podobnie jak Polak – ma wielki atut. Świetny serwis, dający przewagę. Ale już inne argumenty przemawiały raczej za Hurkaczem.

    ATP 1000 w Rzymie. Hubert Hurkacz kontra Yannick Hanfmann na Campo Centrale
    Z Niemcem “Hubi” mierzył się tylko raz – w 2018 roku w Paryżu, w kwalifikacjach Wielkiego Szlema. Wtedy to Hanfmann był rozstawiony, choć różnica między nimi w rankingu nie była wielka. Polak jednak wchodził już dość mocno do zawodowego tenisa, wygrał tamto starcie w dwóch tie-breakach.

    I tak długo było też dzisiaj – serwis decydował o wszystkim. Hurkacz w pierwszym secie zdobył 21 punktów po 21 pierwszych udanych serwisach. Ale pojawił się moment, gdy “jedynka” nie wpadała. Dokładniej zaś – w piątym gemie.

    Najpierw były dwa niewymuszone błędy w ofensywie, po nich zaś podwójny serwisowy. Niemiec uzyskał trzy break pointy, już w tym pierwszym miał przewagę sytuacyjną, a jednak wyrzucił piłkę za plac gry. Świetnymi serwisami Wrocławianin wyrównał, ale jeszcze raz musiał bronić się przed przełamaniem. Na szczęście wybrnął z tego.

    Doświadczonemu tenisiście z Niemiec, choć mieszkającemu w Antwerpii, też trzeba oddać to, że świetnie wprowadzał piłkę do gry. I momentalnie ruszał do przodu, Polak musiał odgrywać z głębokiej defensywy.

    A ponieważ obaj nie mieli już trudniejszych momentów serwisowych, decydować musiał tie-break.

    W nim Polak wygrał pierwszą bardzo długą akcję, w drugiej zaś wywalczył mini breaka. To już była duża zaliczka, ale decydujący okazał się kapitalny skrót Huberta w ostatnim punkcie przed zmianą stron. Dał mu prowadzenie 5-1, pozostało więc dorzucić dwa punkty. Już przy stanie 5-2 i własnych serwisach. Tyle że Hanfmann odrobił część strat, a za chwilę był bliski ogrania Polaka, który walczył przy siatce. I dał rade skończyć tę akcję. Hurkacz po 49 minutach zapisał partię na swoim koncie, wygrał 7:6 (3).

    W drugiej partii role się odwróciły – to Hanfmann po swoich gemach obejmował prowadzenie, a Polak go gonił. Tym razem w siódmym gemie Yannick uzyskał da break-pointy, po swoich kapitalnych akcjach. A to był pierwszy i drugi przypadek w meczu, gdy Hurkacz trafił pierwszym podaniem. I przegrał akcje. Później jednak i tak gema wygrał.

    Znów decydował więc tie-break, jak w pierwszej partii. Choć niewiele brakowało, by Polak miał trzy break pointy w 11. gemie. Taśma zatrzymała piłkę, po której powinno być 0-40.

    Tym razem w trzynastym gemie sytuacja była dokładnie odwrotna niż w pierwszym secie. To Hanfmann szybko wywalczył mini breaka, przy zmianie stron wygrywał aż 5-1. Hurkacz był trochę zdenerwowany, trudno się dziwić. I już nie odwrócił sytuacji, przegrał 2-7.

    Decydował więc trzeci set, ten zaczął się dla Polaka fatalnie. Pokpił sprawę przy stanie 40-15, zdecydował się na skrót po returnie rywala. I trafił w siatkę. A później przegrał gema. Pierwszy raz w meczu doszło do przełamania.

    Hurkacz musiał więc dokonać dwóch rzeczy, których przez dwie godziny mu się nie udało. Najpierw wywalczyć break point w gemie serwisowym Niemca. A później jeszcze go wykorzystać.

    To się ostatecznie wydarzyło, ale już po drugim przełamaniu serwisu Hurkacza. Z sytuacji krytycznej (1:4), zrobiła się nieco lepsza. Ale tylko na moment, przestał funkcjonować pierwszy serwis Huberta.

    Hanfmann wygrał 6:7 (3), 7:6 (2), 6:2. I to on zagra w piątek w 1/32 finału z Darderim.