Author: iamgoodluck

  • Szybki wyjazd Polki z Rzymu. Było warto. 6:0 skończyło mecz turniejowej “1”

    Szybki wyjazd Polki z Rzymu. Było warto. 6:0 skończyło mecz turniejowej “1”

    Gdyby Maja Chwalińska na tej 113. pozycji była w połowie kwietnia, znów, jak rok temu, powalczyłaby pewnie o główną drabinkę na Foro Italico. Wtedy pokonała po ponad trzygodzinnej walce Julię Starodubcewą, później przegrała trzysetową batalię z Marią Sakkari. Wtedy jednak pomogło jej to, że w pierwszej połowie kwietnia, gdy zamykały się zgłoszenia do Rzymu, była o mniej więcej 10 pozycji wyżej niż w tym roku. Owszem, niedawno zaliczyła wielki skok, po triumfie w WTA 125 w Oeiras, ale nieco za późno.

    Losowanie w Rzymie odbyło się w niedzielę – Chwalińska była pierwszą pod kreską. I czekała na to, czy któraś z zawodniczek się nie wycofa. Veronika Erjavec 30 godzin przed zaplanowanym w Rzymie meczem grała finał WTA 125 w Chinach z Katarzyną Kawą, Taylor Townsend w niedzielę rywalizowała w finale debla w Madrycie.

    Wszystkie zawodniczki przystąpiły jednak do gry. A Chwalińska od razu opuściła to miasto, ruszyła do Oksytanii we Francji. Miała bowiem wciąż aktywne zgłoszenie do zawodów ITF W75 w Saint-Gaudens. Została tam rozstawiona z “1”, organizatorzy czekali na wieści z Rzymu ws. Polki.

    Turniej w Saint-Gaudens. Maja Chwalińska kontra Amandine Hesse. Stawką 1/8 finału
    Dla Mai Chwalińskiej to najprawdopodobniej przedostatni turniej przed kwalifikacjami French Open. Zarazem decydujące chwile dotyczące występu w… WImbledonie. Na bazie rankingu z 18 maja zamkną się bowiem zgłoszenia do głównej części tego turnieju. A Chwalińska ma realną szansę, by pierwszy raz w karierze wskoczyć od razu, bez kwalifikacji, do drabinki.

    Prawdopodobnie nie da tego jeszcze tytuł w Oksytanii, ale po występie w kolejnym tygodniu, w zawodach ITF W75 w Zagrzebiu, może to stać się już realne.

    Na razie reprezentantka Polski cieszy się grą w Saint-Gaudens. W środę jej pierwszą rywalkę była doświadczona Francuzka Amandine Hesse, z którą kiedyś zagrała nawet Iga Świątek. 10 lat temu Hesse była w połowie drugiej setki rankingu, dziś jest 250 pozycji niżej. Choć w zeszłym tygodniu dotarła do półfinału zawodów tej samej rangi w Lopocie.

    Tylko w początkowej fazie tego spotkania Polka trochę się męczyła, po breaku rywalki przegrywała nawet 1:2. Szybko jednak opanowała sytuację, wygrała cztery kolejne gemy. Straciła co prawda jeszcze zapas przełamania w samej końcówce seta, ale Hesse nie potrafiła wyrównać na 5:5. Inna sprawa, że mocno przeszkadzał wiatr, na odkrytym korcie ma to spore znaczenie. Przy setbolu 33-latka z Francji trzy razy podrzucała piłkę i ją łapała. Udało się za czwartym razem, ale w końcu i tak, po długiej wymianie, Chwalińska trafiła w sam narożnik. Po 54 minutach było 6:4.

    Druga partia była już jednostronna, zakończyła się bajglem. Już siódmym na mączce w tym roku w wykonaniu reprezentantki Polski.

    O ćwierćfinał Chwalińska powalczy w czwartek ze Szwedką Lisą Zaar, będzie zdecydowaną faworytką.

  • Totalna demolka w starciu Andriejewej. Cztery dni po przegranym finale

    Totalna demolka w starciu Andriejewej. Cztery dni po przegranym finale

    Tytuł w Linzu, półfinał w Stuttgarcie, finał w Madrycie – Mirra Andriejewa z przytupem wkroczyła na korty ziemne. A w czwartek jako pierwsza z zawodniczek rozstawionych ruszyła do boju o trzecią rundę. Zapewne trochę podrażniona przegraną z Martą Kostiuk na Caja Magica. Jej rywalką na stadionie BNP Paribas była Antonia Ruzic. Chorwatka w pierwszym secie zdołała przełamać 19-latkę z Krasnojarska. I jak się okazało, ten gem miał… szczególne dla niej znaczenie.

    Mirra Andriejewa i Marta Kostiuk wyrosły na dwie dość nieoczywiste bohaterki pierwszej części zmagań na europejskiej mączce. Ukrainka wygrała wszystkie spotkania, w tym dwa tytuły: w Rouen (WTA 250) i Madrycie (WTA 1000). Przy czym wycofała się z rywalizacji w Rzymie i Strasburgu, zapewne oszczędzając zdrowie na najważniejszą imprezę wiosny – Roland Garros.

    19-letnia Rosjanka nie zwalnia zaś tempa, nie odpoczywa. Nie obroniła punktów za zeszły rok w Dubaju, Indian Wells i Miami, groziło jej wypadnięcie z TOP 10 rankingu. Zdecydowała się na dość odważny krok, poprosiła o dziką kartę do Linzu, wygrała tam halowe zawody WTA 500. A później był półfinał w Stuttgarcie, przegrany z Jeleną Rybakiną. I dwa finały w Madrycie – najpierw singlowy, później deblowy. Ten pierwszy zapewne bolał szczególnie, czego wyraz dała po meczu. Rozpłakała się.

    – Cóż, jak powiedział Rafa, to, co wydarzyło się w Madrycie, zostaje w Madrycie. A my jesteśmy już w Rzymie – mówiła na Foro Italico podczas spotkania z dziennikarzami. – Staram się podchodzić do każdego kolejnego turnieju z takim nastawieniem, nawet po nieudanym wyniku. To znaczy, nie takim, jakiego oczekiwałam – dodała.

    W Rzymie, jako rozstawiona z “8”, miała oczywiście wolny los. W drugiej rundzie wpadła na Chorwatkę Antonię Ruzić, która w ostatnich kilkunastu miesiącach poczyniła spore postępy. Nie było to losowanie złe, taką patrząc na kolejne rundy. Dopiero w 1/8 finału 19-latka może wpaść na broniącą tytułu Jasmine Paolini, choć Włoszka jest w kiepskiej dyspozycji. Ale to dopiero w przyszłym tygodniu.

    WTA 1000 w Rzymie. Mirra Andriejewa na BNP Paribas Arena. Dwa sety starcia z Antonią Ruzić
    Młoda Rosjanka trzykrotnie w zawodowej karierze wygrała swoje spotkania “rowerem”, czyli nie oddając przeciwniczce nawet gema. Ale tylko raz w głównym tourze – w marcu rozbiła w Indian Wells Solanę Sierrę. Tyle że dwa dni później przegrała mecz na wietrze z Kateriną Siniakovą i 6:0, 6:0 ze starcia z Argentynką poszło w niepamięć.

    Dziś Mirra od początku grała tak, jakby chciała pokazać, że demolowanie rywalek ma we krwi. W pierwszych dwóch gemach nie oddała Chorwatce ani jednego punktu. Dopiero w trzecim popełniła niewymuszony błędy, odbiła piłkę ramą. Co nie zmienia faktu, że jej przewaga rosła.

    Szybko więc zrobiło się 4:0 i dopiero wtedy doszło do pierwszego małego sukcesu Ruzić. Było 30-30, gdy Antonia wygrała dwie dłuższe akcje, w obu musiała zaryzykować. I to się opłaciło. Widać było różnicę w serwisie, na korzyść 19-latki. Gdy trafiała pierwszym podaniem, właściwie nie było gry.

    Andriejewa wygrała tego seta 6:1, trafiła serwisem w linię. A Chorwatka udałą się na dłuższą przerwę do szatni. Co jednak wiele nie zmieniło.

    Szybko bowiem okazało się, że mamy powtórkę z rozrywki. Mirra dorzucała kolejne gemy, bo nawet, gdy dochodziło do zaciętych końcówek, to ostatnie punkty i tak wpadały na jej konto. A Ruzić mogła polować na powtórkę z pierwszej partii.

    Taka szansa pojawiła się w piątym gemie, Ruzić miała stan 40-30, serwowała. I w wymianie zagrała za blisko Rosjanki, co ta natychmiast wykorzystała. Za moment Mirra popisała się kapitalnym dropszotem, zmieniła chwyt przed uderzeniem, zagrała go z góry. I trafiła w linię, Ruzić bezradnie patrzyła na ślad piłki. A po kolejnym ofensywnym forhendzie 19-latki zrobiło się 5:0 – zostało więc tylko dokończenie zadania.

  • Tego jeszcze nie było. 8 lat po tytule Świątek. Komunikat organizatorów

    Tego jeszcze nie było. 8 lat po tytule Świątek. Komunikat organizatorów

    Iga Świątek poznała wczoraj pierwszą rywalkę, z którą zmierzy się w drodze po swój potencjalny czwarty tytuł w Rzymie. Została nią Amerykanka Caty McNally. Dzień później organizatorzy turnieju zareagowali na ten fakt krótkim komunikatem, przypominając pewien wyjątkowy tytuł wywalczony przez Polkę 8 lat temu… właśnie u boku tenisistki ze Stanów Zjednoczonych. A przy tym podkreślili, że mamy do czynienia z sytuacją, która do tej pory jeszzce nie miała miejsca.

    W środę pod wieczór, na sam koniec dnia, w Rzymie zapadło pierwsze kluczowe rozstrzygnięcie dla Igi Świątek. Polka poznała bowiem swoją pierwszą rywalkę, z którą zmierzy się w drugiej rundzie włoskiego tysięcznika. Została nią reprezentantka Stanów Zjednoczonych Caty McNally. 24-latka pokonała w dwóch setach (6:2, 6:3) występującą pod australijską flagą Rosjankę Darię Kasatkinę.

    Na taki układ spraw dzień później zareagowali organizatorzy turnieju w stolicy Włoch, przypominając pewne wyjątkowe zdarzenie z przeszłości. A mianowicie wspólny triumf Igi Świątek i Caty McNally na kortach Rolanda Garrosa. Obie zawodniczki wygrały bowiem w 2018 roku juniorskie zmagania w grze podwójnej.

    Czerwiec 2018: Iga Świątek i Caty McNally wygrywają tytuł w deblu dziewcząt na Rolandzie Garrosie Maj 2026: Iga Świątek i Caty McNally mają zmierzyć się w drugiej rundzie w Rzymie
    czytamy w krótkim komunikacie
    Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    WTA 1000 Rzym. Iga Świątek kontra Caty McNally. Wyjątkowe starcie
    Jak podkreślają organizatorzy, teraz będziemy świadkami czegoś, czego w tourze WTA jeszcze nie było, bo Iga Świątek nigdy wcześniej nie mierzyła się ze swoją byłą deblową partnerką z Ameryki na mączce w światowym tourze.

    Co ciekawe, obie zmierzyły się jednak ze sobą na juniorskim Rolandzie Garrosie w 2018 roku także w singlu, trafiając na siebie na etapie półfinału. Lepsza w trzysetowym boju okazała się wówczas Amerykanka.

    Bezpośrednie starcie nie przeszkodziło im sięgnąć dzień później po tytuł w deblu. W wielkim finale duet Świątek-McNally pewnie ograł w dwóch setach (6:2, 7:5) japońską parę Yuki Naito/Naho Sato.

    W tourze WTA nasza była liderka światowego rankingu mierzyła się z reprezentantką Stanów Zjednoczonych dwukrotnie, wygrywając zarówno w 2022 roku w Ostrawie, jak i przed rokiem na Wimbledonie w drodze po swój pierwszy seniorski triumf w Londynie. Oby piątkowym pojedynkiem w Rzymie Iga Świątek tylko poprawiła te statystyki, nabierając rozpędu przed tegorocznym Rolandem Garrosem.

  • Takie wykształcenie zdobyła Świątek. Niebywały wynik. Sama to ogłosiła

    Takie wykształcenie zdobyła Świątek. Niebywały wynik. Sama to ogłosiła

    Czas egzaminów maturalnych A.D. 2026 trwa w najlepsze. Wczoraj na biurka maturzystów trafiły arkusze zawierające testy z języka obcego nowożytnego na poziomie podstawowym. Najwięcej uczniów postawiło rzecz jasna na język angielski. Tak jak zrobiła także przed sześcioma laty, kończąc naukę w liceum, Iga Świątek. Później polska tenisistka sama chwaliła się w sieci swoimi wynikami, a reakcje na nie mogła być tylko jedna.

    Iga Świątek w swojej edukacyjnej ścieżce zatrzymała się – jak na razie – na średnim wykształceniu. Nasza tenisistka jest absolwentką Niepublicznego Autorskiego Liceum Ogólnokształcące nr 42 w Warszawie. Po zakończeniu nauki Raszynianka przystąpiła rzecz jasna do matury, którą zdawała w 2020 roku, a więc tuż przed swoim premierowym triumfem na wielkoszlemowych kortach Rolanda Garrosa.

    Do swojego egzaminu dojrzałości Iga Świątek przygotowywała się w specyficznych, pandemicznych okolicznościach. Do wszystkiego, jak się zdaje, podchodziła jednak z humorem. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że siadała w domu do próbnych zadań w stroju jednorożca?

    Dlaczego skoro nosorożec jest nosorożcem, bo ma róg na nosie to jednorożec nie jest czolorożcem? Rozważ problem odwołując się do własnych refleksji. Twoja praca powinna liczyć jeden komentarz

    Matura. Taki wynik na egzaminie dojrzałości osiągnęła Iga Świątek
    Do samych egzaminów polska tenisistka podeszła już w pełni poważnie. Ba, towarzyszył jej przy tym stres, o czym sama opowiadała później w programie “Dzień dobry TVN”.

    – Ja się nie bałam o podstawę, ale potrzebowałam dużo czasu, aby przygotować się do matmy rozszerzonej. Właściwie całą kwarantannę wykorzystałam właśnie na matematykę i dzięki temu poszło mi dość dobrze. Na pewno nie tak, jak chciałam, bo trochę się stresowałam podczas samego egzaminu – opowiadała Iga Świątek.

    Poszło jej dość dobrze… czyli jak? Odpowiedź na to pytanie znamy doskonale, bo Iga Świątek sama pochwaliła się publicznie swoimi maturalnymi wynikami w mediach społecznościowych.

    Dzięki temu wiemy, że Iga Świątek na poziomie podstawowym uzyskała 83 procent z języka polskiego i po 100 procent z matematyki oraz zdawanego dziś przez wielu maturzystów języka angielskiego. Rozszerzony angielski zdała natomiast z wynikiem 96 procent, a matematykę 66 procent.

    Tutaj liczyłam na więcej
    stwierdziła bez ogródek sama zainteresowana
    Teraz za to na wiele liczą… fani Igi Świątek, mając nadzieję na jej udane występy najpierw na turnieju WTA 1000 w Rzymie, a później także na wspomnianym już Rolandzie Garrosie, który w swojej karierze wygrywała już łącznie czterokrotnie.

  • 6:1, 1:6, 6:1. Świątek przykładem “szaleństwa”. Sabalenka wskazała powód

    6:1, 1:6, 6:1. Świątek przykładem “szaleństwa”. Sabalenka wskazała powód

    6:1, 1:6, 6:1 – takim wynikiem zakończył się tegoroczny mecz Igi Świątek z Anną Kalinską w trzeciej rundzie wielkoszlemowego Australian Open. To jeden z wielu przykładów szalonych spotkań pełnych zwrotów w akcji, które mają miejsce w kobiecym tenisie. Skąd bierze się ich mnogość? O to zapytana została liderka rankingu WTA Aryna Sabalenka, która wprost wskazała na dwa powody.

    Wspomniane starcie z Anną Kalinską to na ten moment jeden z najbardziej szalonych meczów Igi Świątek w tym sezonie. Trwająca 101 minut tenisowa batalia rozpoczęła się po myśli Polki, która rozbiła Rosjankę 6:1 w pierwszym secie. W przerwie 27-latka poprosiła o przerwę medyczną, co – jak mogłoby się wydawać – jeszcze zmniejszało jej starcie na odrobienie strat.

    Mimo problemów z plecami Anna Kalinska dokonała jednak spektakularnego zwrotu akcji i to ona oddała w drugiej partii Idze Świątek jedynie jednego gema, po czym… o przerwę medyczną poprosiła nasza tenisistka.

    I dla niej był to szczęśliwy “omen”. Bo w decydującej odsłonie spotkania górą ponownie była właśnie Polka, znów wygrywając stosunkiem 6:1.

    Iga Świątek potwierdza. Trzydniowy koszmar. To było nieuniknione

    WTA 1000 Rzym. Szalone mecze w tourze. Sabalenka wskazała 2 powody
    To jeden z przykładów tego typu spotkań, które mają miejsce w kobiecym tenisie. O swoje przemyślenia dotyczące tego zjawiska Aryna Sabalenka została zapytana podczas konferencji prasowej w Rzymie, przed swoim pierwszym meczem na tamtejszym “tysięczniku”.

    – Możesz nam wytłumaczyć, to oznacza fakt, że w meczach kobiet następuje tyle wzlotów i upadków? Wiele razy widzimy wynik 6:1, 1:6, 6:1 albo dzieje się tak, jak z tobą ostatnio, gdy musisz bronić sześć piłek meczowych i zdobywasz jedną. W wielu przypadkach wygrywasz. Te wzloty i upadki są spowodowane wysokim poziomem? A może to przez zbyt silne emocje? Dlaczego się tak dzieje? – zagadnął Arynę Sabalenkę jeden z dziennikarzy.

    – Cóż, to bardzo interesujące pytania. Myślę, że to może przez poziom. On jest naprawdę wysoki. Jeśli stracisz koncentrację w jednym gemie, już przepadło. Jest już po secie. Nie jest łatwo skupiać się przez cały czas, od początku do samego końca. To jedyne wytłumaczenie, jakie mam. Poziom ciągle wzrasta, co wymaga od nas większej koncentracji, powtarzalności i lepszej gry – odpowiedziała Aryna Sabalenka.

    Po czym znalazła jeszcze jedną możliwą przyczynę takiego stanu rzeczy w tourze WTA.

    Bycie kobietą przy zmieniających się dodatkowo sprawia, że mecz może się szybko zmienić. Możesz przejść z jednej skrajności w drugą naprawdę błyskawiczne. Sądzą, że to już jedyne wytłumaczenie, jakie mam
    Liderka rankingu WTA rozpocznie batalię o tytuł w Rzymie od czwartkowego starcia z reprezentantką Czech – Barborą Krejcikovą.

  • Głośno o Świątek przed Paryżem. Decyzja byłej liderki rankingu. “Niestety”

    Głośno o Świątek przed Paryżem. Decyzja byłej liderki rankingu. “Niestety”

    Turniej WTA 1000 w Rzymie wciąż jest na początkowej fazie, lecz wzrok wielu ekspertów ucieka już powoli w stronę Rolanda Garrosa, gdzie najlepsze zawodniczki świata powalczą o drugi tytuł wielkoszlemowy w tym sezonie. W kontekście zmagań na paryskiej mączce nie może zabraknąć wątku “królowej” tamtejszych kortów – Igi Świątek. Teraz temat Polki wywołała była liderka światowego rankingu Tracy Austin, podejmując decyzję dotyczącą naszej zawodniczki.

    Iga Świątek zmagania w sercu Italii rozpocznie od drugiej rundy. Rozpocznie, bo wciąż czeka na swoje premierowe starcie, które powinno odbyć się w piątek. W środę Polka poznała natomiast swoją rywalkę. Została nią reprezentantka Stanów Zjednoczonych Caty McNally, która ograła 6:2, 6:3 występującą pod australijską flagą Rosjankę Darię Kasatkinę.

    Dla naszej tenisistki zmagania w Rzymie to ostatni test przed powrotem do swojego “paryskiego królestwa”. Wielkoszlemowa rywalizacja na kortach Rolanda Garrosa rozpocznie się 24 maja. Dlatego wielu ekspertów już teraz zastanawia się, co przyniesie ze sobą tegoroczna odsłona wielkoszlemowej francuskiej imprezy.

    Roland Garros. Typy byłej liderki rankingu WTA. Iga Świątek na liście
    Swoją analizę przeprowadziła w studiu “Tennis Channel” Tracy Austin. Była liderka rankingu WTA miała za zadanie przedstawić czteroosobową listę swoich kandydatek do końcowego triumfu, zaczynając od ostatniego miejsca. I właśnie na pozycji numer cztery umieściła Igę Świątek. Choć sama żałowała, że Polka znalazła się tak daleko.

    To jedna z kandydatek, o którą toczyła się walka. Musiałam umieścić na liście Igę Świątek. Niestety, wstawiłam ją na miejsce numer cztery, ponieważ nie pamiętam, by Iga dotarła do półfinału od września minionego roku. Przegrywa wcześniej. Ale wygrała Rolanda Garrosa łącznie cztery razy, notując przy tym serię trzech tytułów z rzędu
    powiedziała Amerykanka
    I mówiąc o zmianie w sztabie szkoleniowym Igi Świątek, dodała: – Ma nowego trenera Francisco Roiga. To była dla niej zupełna nowość przed Stuttgartem, gdzie szybko odpadła. Może pomoże im te kilka tygodni i praca nad serwisem.

    Iga Świątek i Aryna Sabalenka dały popis. Nagranie hitem w sieci

    Tracy Austin zaznaczyła także, że sama obecność na wyjątkowych dla siebie kortach Rolanda Garrosa może oddać Polce skrzydeł, przywołując piękne wspomnienia.

    – Kiedy wejdzie na kort, na którym wygrywała już czterokrotnie, myślę że odzyska dobre odczucia – stwierdziła.

    Na trzecim miejscu swojego rankingu Tracy Austin umieściła Jelenę Rybakinę, na drugim miejscu znalazła się Coco Gauff, a główną faworytkę do zgarnięcia tytułu Amerykanka widzi w Arynie Sabalence.

  • Wrze w świecie tenisa po słowach Sabalenki. Gwiazda dołącza do Białorusinki

    Wrze w świecie tenisa po słowach Sabalenki. Gwiazda dołącza do Białorusinki

    – To będzie jedyny sposób, by walczyć o swoje prawa – mówiła Aryna Sabalenka o potencjalnym bojkocie turniejów wielkoszlemowych w związku ze zbyt niskimi zdaniem tenisistów wynagrodzeniami. O pomysł światowej liderki została zapytana na konferencji prasowej Jasmine Paolini. – Robimy to, aby osiągnąć bardziej sprawiedliwe warunki dla zawodników – oznajmiła.

    – Myślę, że w pewnym momencie zbojkotujemy (turnieje wielkoszlemowe – red.). Czuję, że to będzie jedyny sposób, by walczyć o swoje prawa. Zdecydowanie, kiedy widzisz te liczby i kwoty, które otrzymują zawodnicy… czuję, że to my jesteśmy winni. Mam wrażenie, że bez nas nie byłoby turnieju i nie byłoby tej rozrywki. Czuję, że zdecydowanie zasługujemy na większy procent. Co mogę powiedzieć? Mam tylko szczerą nadzieję, że wszystkie negocjacje, które prowadzimy, w końcu doprowadzą do podjęcia właściwej decyzji, do wniosku, z którego wszyscy będą zadowoleni – mówiła Aryna Sabalenka (1. WTA). I może liczyć na wsparcie.

    Aryna Sabalenka ma kolejny głos poparcia ws. bojkotu. Jasmine Paolini przemówiła
    Na konferencji prasowej przed swoim pierwszym meczem “tysięcznika” w Rzymie Jasmine Paolini (8. WTA), obrończyni tytułu, została zapytana o tę kwestię. – To zdecydowanie gorący temat. Robimy to, aby osiągnąć bardziej sprawiedliwe warunki dla zawodników, w tym emerytury, urlopy macierzyńskie i wiele innych aspektów – powiedziała dwukrotna finalistka Wielkiego Szlema

    – W tej chwili turnieje Wielkiego Szlema nie są w to w równym stopniu zaangażowane. WTA jest zaangażowane, ATP jest zaangażowane, więc jest różnica. Walczymy o to. Dobrą rzeczą jest to, że wszyscy jesteśmy zjednoczeni i zmierzamy w tym samym kierunku – dodała. Po czym wskazała swoje zastrzeżenia do organizatorów Wielkich Szlemów.

    – Nieznacznie zwiększają pulę nagród, ale nieproporcjonalnie do przychodów. Co ważniejsze, nie dokładają się do emerytur ani zasiłków macierzyńskich, co uważam za istotne – wskazała. I odniosła się do kwestii bojkotu. – Jeśli wszyscy będziemy zgodni – a tak jest – i pozostaniemy zjednoczeni, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, może to być coś osiągalnego – ogłosiła. Tymi słowami wyraziła poparcie dla pomysłu Sabalenki.

    Gwiazdy żeńskiego tenisa jednomyślne ws. bojkotu
    Podobne zdanie w tej kwestii mają Iga Świątek (3. WTA) czy Jelena Rybakina (2. WTA). “Iga popiera ogólne stanowisko zawodników i zawodniczek i uważa, że ważne jest, aby tenisiści mieli realny głos w rozmowach dotyczących rozwoju dyscypliny. Jednocześnie są wyznaczone reprezentantki zawodniczek, które bezpośrednio uczestniczą w rozmowach, Iga szanuje tę strukturę. Jest na bieżąco, natomiast nie chce wchodzić w szczegóły tych rozmów” – przekazała Daria Sulgostowska, PR menedżerka Polki.

    – Jeśli większość powie, że nie gramy i bojkotujemy, to poprę to. Nie ma problemu. Ale zmiany są potrzebne nie tylko w turniejach wielkoszlemowych i nie tylko pod względem wzrostu puli nagród. Wielu nie bierze pod uwagę wysokich podatków. […] Trudno mówić o bojkocie. Jak już wspomniałam, przez lata pojawiały się różne problemy, ale zawodnikom nigdy nie udało się naprawdę zjednoczyć i niczego zmienić – to z kolei wypowiedź Kazaszki.

    Wcześniej największe gwiazdy żeńskiego i męskiego tenisa podpisały też list w tej sprawie. “Przy szacowanych przychodach przekraczających 400 mln euro w tym roku, udział wygranych wypłacanych zawodnikom prawdopodobnie pozostanie poniżej 15 proc., daleko od 22 proc., których domagamy się, aby zrównać turnieje Wielkiego Szlema z połączonymi turniejami ATP i WTA 1000, takimi jak np. ten w Rzymie” – można przeczytać w piśmie.

    Najbliższym turniejem wielkoszlemowym będzie Roland Garros, który wystartuje 24 maja i potrwa do 7 czerwca.

  • Wstrząs w świecie tenisa. Gauff przerwała milczenie ws. bojkotu

    Wstrząs w świecie tenisa. Gauff przerwała milczenie ws. bojkotu

    – Tu nie chodzi tylko o mnie. Walczymy o przyszłość sportu, a także tenisistów, zwłaszcza tych, którzy nie mogą liczyć na te same korzyści, co czołówka – podkreślała Coco Gauff. Tuż przed rywalizacją w Rzymie Amerykanka odniosła się do tematu możliwego bojkotu Roland Garros. Czy byłaby w stanie do niego przystąpić?

    – W pewnym momencie to zbojkotujemy [turnieje wielkoszlemowe, przyp. red.]. Czuję, że to będzie jedyny sposób, by walczyć o swoje prawa. Zdecydowanie, kiedy widzisz te liczby i kwoty, które otrzymują zawodnicy… czuję, że to my jesteśmy winni. Mam wrażenie, że bez nas nie byłoby turnieju i nie byłoby tej rozrywki. Czuję, że zdecydowanie zasługujemy na większy procent – podkreślała Aryna Sabalenka.

    Białorusinka była jedną z tych zawodniczek, które podpisały się pod oficjalnym listem, wzywającym do sprawiedliwego podziału zysków. Podobne stanowisko wyrażają druga i trzecia rakieta świata, choć Iga Świątek starała się nieco tonować emocje. Z jej słów można wywnioskować, że nie jest gotowa na bojkot. A czy gotowa jest Coco Gauff?

    Coco Gauff reaguje na bojkot. “Tu nie chodzi tylko o mnie”
    – W sytuacji, w której wszyscy działaliby razem i doszliby do porozumienia, tak, jestem w stanie to sobie wyobrazić [bojkot, przyp. red.]. Ale nie chciałabym być jedyną osobą, która nie pojawi się na korcie. To by wywołało dużo dyskusji i zostałabym z tym wszystkim sama. Potrzebujemy więc wspólnego dialogu – zaczęła Gauff na konferencji prasowej w Rzymie, cytowana przez championat.com. Była zadowolona, że szczególnie TOP 10 jest zgodne w tej sprawie.

    – Tu nie chodzi tylko o mnie. Walczymy o przyszłość sportu, a także tenisistów, zwłaszcza tych, którzy nie mogą liczyć na te same korzyści, co czołówka – podkreślała. Co miała dokładnie na myśli, mówiąc o tenisistach, którzy nie zaliczają się do grona najlepszych? – Patrząc na osoby, które zajmują miejsca od 50. do 200., widać, że czasami żyją od turnieju do turnieju, a w innych dyscyplinach sportu tak nie jest. A przecież tenis to żyła złota – stwierdziła.

    Przeciętny sezon w wykonaniu Gauff
    Teraz zarówno Gauff, jak i inne czołowe tenisistki, muszą skupić się na rywalizacji w WTA 1000 w Rzymie. Amerykanka przystąpi do tego turnieju jako rozstawiona, więc rozpocznie go od drugiej rundy. Jej rywalką będzie Tereza Valentova, która na start pokonała Julię Putincewą. Nie ulega wątpliwości, że to Gauff będzie faworytką, mimo że w tym sezonie nie błyszczy formą. Tylko raz udało jej się zameldować w finale – w Miami. Tytułu jednak nie zdobyła.

  • Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    Turniej w Rzym miał być dla Iga Świątek okazją do odzyskania pewności siebie i powrotu na zwycięską ścieżkę. Korty ziemne od lat są jej królestwem, a włoska impreza wielokrotnie przynosiła Polce wielkie sukcesy. Tym razem jednak kibice byli świadkami prawdziwego sportowego szoku. Mecz, który wielu

    Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawieekspertów określiło jako „koszmar” liderki polskiego tenisa, zakończył się błyskawicznie. Zaledwie 54 minuty wystarczyły, by rywalka całkowicie zdominowała spotkanie i rozbiła Świątek w niezwykle bolesnym stylu.
    Od pierwszych piłek było widać, że coś jest nie tak. Polka wyglądała na spiętą, brakowało jej typowej dynamiki, a przede wszystkim skuteczności. Rywalka natomiast weszła w mecz znakomicie — agresywnie returnowała, świetnie poruszała się po korcie i niemal nie popełniała błędów. Już po kilku gemach przewaga była wyraźna, a na trybunach zapanowało zaskoczenie. Niewielu spodziewało się, że spotkanie może przybrać aż tak jednostronny przebieg.

    Świątek od miesięcy przyzwyczaiła kibiców do dominacji. Gdy wchodzi na kort ziemny, większość przeciwniczek już na starcie wie, że czeka je niezwykle trudne zadanie. Tym razem role całkowicie się odwróciły. Polka była bezradna wobec ofensywnej gry przeciwniczki. Problemy pojawiały się praktycznie w każdym elemencie tenisowego rzemiosła — serwis nie dawał przewagi, return był spóźniony, a wymiany kończyły się niewymuszonymi błędami.

    Najbardziej zaskakiwał jednak brak pewności siebie. Świątek zazwyczaj imponuje spokojem i koncentracją, nawet w trudnych momentach. W tym meczu emocje były widoczne niemal od razu. Nerwowe spojrzenia w kierunku sztabu, szybkie gesty frustracji i coraz bardziej chaotyczne decyzje na korcie pokazywały, że Polka kompletnie nie może odnaleźć swojego rytmu.

    Pierwszy set zakończył się błyskawicznie. Rywalka przełamywała serwis Świątek raz za razem, nie pozostawiając jej miejsca na odbudowę. Kibice zgromadzeni w Rzymie przecierali oczy ze zdumienia. Włoskie media szybko zaczęły mówić o jednej z największych sensacji turnieju. Komentatorzy podkreślali, że dawno nie widzieli Polki w tak słabej dyspozycji.

    Druga partia miała być momentem przełamania, ale stało się zupełnie odwrotnie. Świątek próbowała grać bardziej agresywnie, jednak efekty były fatalne. Piłki lądowały poza kortem lub trafiały prosto w siatkę. Rywalka wyczuła słabość liderki i jeszcze mocniej naciskała. Każdy kolejny wygrany gem dodawał jej pewności siebie, a Polkę wpędzał w coraz większą frustrację.

    Eksperci zwracali uwagę, że problem może mieć głębsze podłoże. Ostatnie tygodnie były dla Świątek niezwykle wymagające. Intensywny kalendarz, ogromna presja oczekiwań i nieustanna walka o utrzymanie najwyższego poziomu mogły odbić się na psychice zawodniczki. W sporcie na najwyższym poziomie nawet najmniejszy kryzys mentalny potrafi mieć gigantyczne konsekwencje.

    Nie brakowało również opinii, że rywalki zaczęły lepiej rozumieć styl gry Polki. Jeszcze kilka lat temu agresywny topspin i szybkie przejmowanie inicjatywy były niemal nie do zatrzymania. Dziś coraz więcej tenisistek potrafi odpowiadać równie mocnym tempem i nie daje Świątek czasu na budowanie przewagi. W Rzymie było to widoczne wyjątkowo wyraźnie.

    Mimo bolesnej porażki wielu ekspertów apeluje jednak o spokój. Każda wielka mistrzyni przechodzi przez trudniejsze momenty. Nawet największe legendy kobiecego tenisa miały okresy słabszej formy, które wydawały się początkiem kryzysu, a kończyły się powrotem na szczyt. Świątek nadal pozostaje jedną z najlepszych zawodniczek świata i ma wszelkie narzędzia, by odbudować swoją grę.

    Warto również pamiętać, że tenis to sport niezwykle wymagający psychicznie. Zawodniczki podróżują przez niemal cały rok, zmieniają strefy czasowe, nawierzchnie i warunki atmosferyczne. Każdy turniej oznacza nową presję i konieczność szybkiego przystosowania się. Nawet krótki spadek formy może prowadzić do spektakularnych porażek.

    W przypadku Świątek problemem może być także ogrom oczekiwań ze strony kibiców i mediów. Polka przez lata przyzwyczaiła wszystkich do seryjnych zwycięstw, przez co każda porażka urasta do rangi wielkiej sensacji. Tymczasem konkurencja w kobiecym tenisie jest dziś niezwykle wyrównana. Różnice pomiędzy czołowymi zawodniczkami często są minimalne, a o wyniku decydują detale.

    Po meczu w Rzymie pojawiło się mnóstwo komentarzy w mediach społecznościowych. Jedni krytykowali postawę Polki, inni bronili jej i przypominali wcześniejsze sukcesy. Wielu fanów podkreślało, że nawet najlepsi sportowcy mają prawo do słabszego dnia. Pojawiły się również głosy, że taki mecz może paradoksalnie pomóc Świątek w dalszej części sezonu — uświadomić jej błędy i zmotywować do jeszcze cięższej pracy.

    Sztab szkoleniowy Polki z pewnością będzie teraz analizował każdy fragment spotkania. Kluczowe stanie się znalezienie przyczyn tak słabej gry i szybkie wyciągnięcie wniosków. W profesjonalnym sporcie reakcja na kryzys często jest ważniejsza niż sam kryzys. Najwięksi mistrzowie potrafią przekuć porażkę w dodatkową motywację.

    Sama Świątek wielokrotnie udowadniała już, że potrafi wracać silniejsza. Jej kariera rozwijała się błyskawicznie, ale nie brakowało w niej trudnych momentów. Polka zawsze jednak imponowała dojrzałością i umiejętnością wyciągania lekcji z niepowodzeń. Dlatego wielu ekspertów uważa, że także tym razem szybko odzyska najwyższą formę.

    Turniej w Rzymie miał być kolejnym krokiem w przygotowaniach do wielkoszlemowego French Open. Teraz pojawiają się pytania, czy tak bolesna porażka wpłynie na psychikę zawodniczki przed najważniejszymi startami sezonu. Korty w Paryżu od lat są dla Świątek wyjątkowym miejscem, dlatego kibice liczą, że właśnie tam nastąpi przełamanie.

    Nie można też zapominać o klasie przeciwniczki. Choć wiele uwagi skupia się na słabej postawie Polki, rywalka rozegrała niemal perfekcyjny mecz. Wykorzystywała każdą okazję, świetnie czytała grę Świątek i utrzymywała niezwykle wysoką intensywność. Takie występy pokazują, jak wysoki poziom prezentuje obecnie kobiecy tenis.

    54 minuty — tyle trwał jeden z najbardziej zaskakujących meczów w ostatnich występach Igi Świątek. Dla kibiców był to prawdziwy szok, dla ekspertów sygnał ostrzegawczy, a dla samej zawodniczki prawdopodobnie bardzo bolesna lekcja. Sport jednak wielokrotnie pokazywał, że największe porażki mogą stać się początkiem wielkiego powrotu.

    Najbliższe tygodnie pokażą, jak Polka zareaguje na ten trudny moment. Jedno jest pewne — cały tenisowy świat będzie uważnie obserwował kolejne występy Świątek. Kibice liczą, że „koszmar” z Rzymu okaże się jedynie krótkim epizodem, a polska mistrzyni szybko przypomni wszystkim, dlaczego od lat należy do ścisłej światowej czołówki.

  • Było 4:0, kiedy Pajor weszła na boisko. W końcu nadeszła 86. minuta

    Było 4:0, kiedy Pajor weszła na boisko. W końcu nadeszła 86. minuta

    Ewa Pajor pojawiła się na boisku dopiero w 72. minucie meczu ligowego z Levante, a mimo to zdążyła mieć asystę. FC Barcelona wysoko wygrała 5:0.

    Ewa Pajor była jedną z bohaterek niedzielnej rywalizacji FC Barcelony z Bayernem Monachium w półfinale Ligi Mistrzyń. Reprezentantka Polski zdobyła jednego gola, a FC Barcelona wygrała u siebie w rewanżu 4:2 i awansowała do finału rozgrywek.

    Było 4:0, kiedy Ewa Pajor weszła na boisko. W końcu nadeszła 86. minuta
    W środowe popołudnie FC Barcelona zmierzyła się w 27. kolejce przed własną publicznością z Levante. Tym razem w wyjściowej jedenastce Dumy Katalonii zabrakło Ewy Pajor. Polka usiadła tylko na ławce rezerwowych.

    FC Barcelona bez Pajor poradziła sobie świetnie. Po 34. minutach prowadziła już 2:0. Gole zdobyły 19-letnia Vicky Lopez oraz Claudia Pina. W przerwie spotkania trener Pere Romeu zdecydował się na dwie zmiany, ale wciąż Pajor nie pojawiła się na boisku. 29-latka weszła w 72. minucie, gdy FC Barcelona prowadziła już 4:0. W drugiej części trafiły: Pina (51.) i Carla Julia Martinez (66.).

    Pajor mimo, że przebywała na boisku tylko 18 minut, to i tak brała udział w piątej bramce. To ona bowiem miała asystę przy golu Sydney Schertenleib w 86. minucie. Polka przyjęła piłkę na linii pola karnego i od razu odegrała do Szwajcarki, która precyzyjnym, ładnym strzałem z 16 metrów w długi róg, zdobyła gola.

    Dla Pajor to piąta asysta w tym sezonie w lidze. Ma też 21 goli.

    Ostatecznie gospodynie wygrały pewnie aż 5:0. W meczu oddały aż 23 strzały, a rywalki zaledwie dwa.

    FC Barcelona już pod koniec kwietnia zapewniła sobie mistrzostwo Hiszpanii. Zespół Romeu po 27 kolejkach ma 78 punktów (26 zwycięstw i tylko jedna porażka) i imponujący bilans bramkowy: 120-7. Wicelider Real Madryt ma aż piętnaście punktów mniej.

    FC Barcelona w następnej kolejce 10 maja zagra na wyjeździe z zespołem Costa Adeje Tenerife.