Author: iamgoodluck

  • Nie było litości na Campo Centrale. 6:1, 6:2. Iga Świątek wskazała powód

    Nie było litości na Campo Centrale. 6:1, 6:2. Iga Świątek wskazała powód

    To był pokaz siły Igi Świątek i dowód na to, że polska tenisistka wraca na właściwe tory. W środowym starciu z Jessicą Pegulą była liderka rankingu WTA odniosła pewne zwycięstwo na Campo Centrale, wygrywając 6:1, 6:2. Tym samym zanotowała pierwszy w tym sezonie awans do półfinału, w dodatku pokonując rywalkę z TOP 10 rankingu. Po spotkaniu Iga Świątek wskazała na powody tak pewnego triumfu.

    – Wraca najlepsza wersja Igi Świątek – takie głosy zaczęły pojawiać się po ostatnich meczach Polki w Rzymie. A zwłaszcza po starciu z Naomi Osaką, którą 24-latka zmiotła z kortu w meczu IV rundy, wygrywając 6:2, 6:1.

    Jednocześnie jako prawdziwy test dla naszej tenisistki jawiło się ćwierćfinałowe spotkanie z Jessicą Pegulą. I jeśli rzeczywiście był to papierek lakmusowy, jego wskazania należy odczytywać jak najbardziej pozytywnie.

    Dzisiejszy mecz był bowiem pokazem siły w wykonaniu Igi Świątek. Powiedzieć, że Polka była poza zasięgiem Amerykanki, to jak nie powiedzieć nic. Oddała jej bowiem łącznie tylko trzy gemy i wygrywając 6:1, 6:2 przypieczętowała swój awans do półfinału.

    WTA 1000 Rzym. Iga Świątek w półfinale. Polka cieszy się swoją grą
    Nie dziwi więc, że Iga Świątek była zadowolona z tego, co zaprezentowała na korcie. Jak przyznała, to owoc tego, jak wyglądał początek jej współpracy z Francisco Roigiem. Sama czuje się bowiem zdecydowanie lepiej niż przed rokiem na tym samym etapie sezonu.

    co robiliśmy przez ostatnie tygodnie, na pewno bardzo mi pomogło. Czuję się znacznie lepiej. Mam dużo pewności siebie przy swoich uderzeniach. Korzystałam z tego od początku meczu. Nakładałam dużą presję na Jessie. Jestem bardzo zadowolona z tego, jak dzisiaj grałam
    mówiła Polka podczas wywiadu na korcie
    – Na pewno w zeszłym toku przed sezonem na mączce czułam się zupełnie inaczej. W porównaniu z grą treningu i bez poczucia, że idzie się do przodu, w kierunku, w który wszyscy rozumieją, gdy decyzje na korcie stają się intuicyjne, a nie wymuszone, takie coś bardzo ułatwia. Jak w każdym sporcie, trzeba dobrze trenować, by dobrze grać. Czas przed mączką przepracowaliśmy bardzo fajnie, więc cieszę się, że teraz mogę to wykorzystać – dodała 24-latka później przed kamerą Canal+ Sport.

    Przeszła także do bardziej szczegółowych powodów tak pewnego zwycięstwa z Jessicą Pegulą.

    – Serwis jest super, ale to nie jest tak, że wygrałam ten mecz serwisem. Na pewno dużo rzeczy działało i dużo rzeczy zrobiłam. Nadawałam sporo rotacji piłce i ona odskakiwała Jessice z rakiety. Taki był cel i tak trenowałam przez ostatnie tygodnie. Zagrałam tak, jak chciałam – ogłosiła Iga Świątek.

    Półfinałową rywalkę naszej tenisistki wyłoni dzisiejsze starcie Jeleny Rybakiny z Eliną Switoliną. Sama zainteresowana ma tego świadomość i przyznała, że być może obejrzy choć kawałek ich spotkania.

    – Oczywiście, niemożliwym jest to, by nie wiedzieć, kto pozostał w turnieju. Wiem, kto jest w grze. Będę przygotowywać się tak samo, jak przed każdym innym spotkaniem. Może obejrzę część dzisiejszych spotkań, ale większość informacji dociera do mnie od mojego trenera. Przygotuję się i będę gotowa na jutro – zadeklarowała była liderka rankingu WTA.

  • Kiedy Iga Świątek gra z Jessicą Pegulą? O której mecz? WTA Rzym [TRANSMISJA]

    Kiedy Iga Świątek gra z Jessicą Pegulą? O której mecz? WTA Rzym [TRANSMISJA]

    Iga Świątek zagra z Jessicą Pegulą w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie. Dla obu tenisistek będzie to 12 bezpośrednia konfrontacja. Bilans przemawia za Polką, ale ostatnio z Amerykanką nie wiodło jej się najlepiej. O której godzinie gra Świątek dzisiaj? Gdzie obejrzeć w TV mecz Świątek – Pegula? Tenis. Transmisja na żywo, stream. Relacja tekstowa i wynik w Interii Sport.

    Mecz Iga Świątek – Jessica Pegula w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie zostanie rozegrany dzisiaj 13 maja nie przed godziną 13:00. Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport 2. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy CANAL+ Online. Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Iga Świątek – Jessica Pegula. WTA Rzym. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]
    Iga Świątek (WTA 3) jak na razie z bardzo dobrej strony pokazuje się podczas turnieju w Rzymie. W pierwszym meczu Polka pokonała Caty McNally 6:1, 6:7 (5), 6:3 i awansowała do III rundy. To spotkanie nie obeszło się bez problemów naszej tenisistki, ale w kolejnym zagrała już prawdziwy “koncert”. Nasza tenisistka zmierzyła się z Elisabettą Cocciaretto i rozgromiła ją 6:1, 6:0. W IV rundzie zagrała z Naomi Osaką i ponownie poradziła sobie bez większych problemów, wygrywając z Japonką 6:2, 6:1.

    W ćwierćifnale turnieju WTA w Rzymie Świątek będzie rywalizowała z Jessicą Pegulą (WTA 5). Amerykanka, podobonie jak Polka, zaczęła udział w zmaganiach od II rundy i jak na razie radzi sobie znakomicie. W żadnym z meczów nie pozwoliła rywalkom ugrać seta, a w spotkaniu z Zeynep Sonmez jedną z parti wygrała do zera, z kolei Rebekę Masarovą w III rundzie ograła notując “rowerek”. W IV rundzie jej rywalką była Anastazja Potapowa, którą pokonała 7:6(6), 6:2.

    Świątek i Pegula rozegrały jak dotąd 11 spotkań przeciwko sobie. Sześć zwycięstw odniosła Polka, a pięć Amerykanka. Ostatnie dwa mecze niestety padły łupem Peguli, ale tym razem tenisistki zmierzą się na mączce i to dopiero po raz drugi. Jedyny raz miał miejsce w trakcie Rolanda Garrosa 2022 i wówczas Świątek triumfowała 6:3, 6:2.

    Mecz Iga Świątek – Jessica Pegula w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie zostanie rozegrany dzisiaj 13 maja nie przed godziną 13:00. Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport 2. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy CANAL+ Online.

  • “Iga przeżyje…”. Jedno zdanie Zwolińskiej wystarczyło, żeby rozpętało się piekło

    “Iga przeżyje…”. Jedno zdanie Zwolińskiej wystarczyło, żeby rozpętało się piekło

    – Może to będzie z mojej strony kontrowersyjne, ale na pewno szczere: wydaje mi się, że dla Lewandowskiego i Świątek nie jest istotne, które oni miejsca zajmą w plebiscycie – mówi Sport.pl Klaudia Zwolińska. Kajakarka górska, która zdobyła tytuł sportowca roku w Polsce, po trzech medalach mistrzostw świata teraz zapowiada trzy medale olimpijskie. I to złote.

    Klaudia Zwolińska przed Igą Świątek – takie rozstrzygnięcie plebiscytu “Przeglądu Sportowego” na sportowca roku 2025 wielu kibiców uznało ze sensacyjne. W rozmowie ze Sport.pl nasza wybitna kajakarka opowiada, jak pokonała znakomitą tenisistkę i ile kosztowało – a może raczej wciąż ją kosztuje – plebiscytowe zwycięstwo.

    Zwolińska już imponuje tym, co osiągnęła – w 2024 roku została wicemistrzynią olimpijską, natomiast w 2025 r. na mistrzostwach świata wywalczyła dwa medale złote i jeden brązowy. W kolejnych latach zdecydowanie chce zdobyć jeszcze więcej.

  • 6:3, 6:2 na Wielkim Szlemie. Możliwa powtórka. Podwójna szansa dla Świątek

    6:3, 6:2 na Wielkim Szlemie. Możliwa powtórka. Podwójna szansa dla Świątek

    Iga Świątek jest już o krok od pierwszego w tym sezonie półfinału. Ostatnią przeszkodą Polki na drodze do najlepszej czwórki w Rzymie jest Jessica Pegula. Obie dotychczas mierzyły się na kortach ziemnych zaledwie raz – podczas wielkoszlemowego Rolanda Garrosa w 2022 roku. Raszynianka wygrała wówczas 6:3, 6:2. Nasz były tenisista Michał Dembek jest przekonany, że mimo ostatnich problemów 24-latki, teraz może dojść do powtórki. Wskazał nawet powody przemawiające za postawioną przez niego tezą.

    Awans Igi Świątek do ćwierćfinału imprezy WTA 1000 w Rzymie stał się faktem. W drodze do grona najlepszej ósemki polska tenisistka nie dała żadnych szans innej byłej liderce światowego rankingu Naomi Osace. 24-latka pokonała podopieczną swojego byłego trenera Tomasza Wiktorowskiego 6:2, 6:1. Potrzebowała do tego 82 minut.

    Teraz Iga Świątek staje przed szansą, by po raz pierwszy w tym sezonie awansować do półfinału. By tak się stało, musi pokonać w środę Amerykankę Jessicę Pegulę. I właśnie między innymi do starcia Polki z piątą obecnie rakietą świata odniósł się na kanale “Sofa Sportowa” były tenisista Michał Dembek.

    – Mecz z Pegulą da nam dużo odpowiedzi na pewne pytania. To będzie spotkanie, w którym Iga może upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. Najpierw przerwać tę serię porażek z zawodniczkami z czołowej dziesiątki rankingu WTA, później do tego dodać w końcu przekroczenie bariery ćwierćfinału. Jeśli Iga wygra kolejne spotkanie i faktycznie będzie w stanie te dwie rzeczy osiągnąć, to mam takie wrażenie, że później będzie już dużo, dużo łatwiej jeżeli chodzi o utrzymanie wysokiego poziomu – stwierdził 28-latek.

    WTA Rzym. Iga Świątek walczy o półfinał. “Tu upatrywałbym szans”
    Michał Dembek zaznacza przy tym, że Iga Świątek ma pozytywny bilans bezpośrednich pojedynków z Jessicą Pegulą. I choć dwie ostatnie potyczki nie potoczyły się po myśli Polki (porażki na US Open i w finale ubiegłorocznego turnieju w Bad Homburg), jedyny mecz na mączce zakończył się jej pewnym zwycięstwem.

    – Jeżeli chodzi o bezpośredni bilans pomiędzy paniami, to Iga Świątek prowadzi 6:5. Natomiast na mączce Polka z Amerykanką spotkała się zaledwie jeden raz, w roku 2022 na kortach Rolanda Garrosa. Iga była lepsza, wygrywając 6:3, 6:2 – przypomniał były polski tenisista, a obecnie trener.

    Jego zdaniem mimo ostatnich problemów Igi Świątek i złej passy z tenisistkami z absolutnej czołówki, teraz jednak jest spora szansa na powtórkę wyniku z paryskich kortów. Wskazał nawet konkretne powody, które pomagają wierzyć w triumf Raszynianki.

    Jeżeli chodzi o Pegulę, to nie jest zawodniczka, która czuje się komfortowo na kortach ziemnych. Ktoś powie: “Wygrana w Charleston”. Zielona mączka to zupełnie inny świat w porównaniu do tej pomarańczowej europejskiej. To jest pierwsza rzecz
    powiedział Michał Dembek
    I dodał: – Druga rzecz, Jessica Pegula uwielbia grać nisko. Uwielbia, kiedy ma uderzenia w okolicach biodra, kiedy gra płasko. Korty ziemne powodują oczywiście dużo wyższy kozioł i ona nie jest w swojej strefie komfortu. Dlatego tu bardzo dużo upatrywałbym takich szans dla Igi Świątek, jeżeli chodzi o same warunki. Jeżeli Iga Świątek będzie w stanie utrzymać tę jakość gry i zmianę rotacji (…) to Pegula będzie miała problemy. Jestem o tym absolutnie przekonany. I taka gra na Pegulę moim zdaniem wystarczy.

  • “Przestała być świętym Mikołajem”. Tak hiszpański plan działa na Igę Świątek

    “Przestała być świętym Mikołajem”. Tak hiszpański plan działa na Igę Świątek

    – Najważniejsze jest to, że Iga Świątek przestała strzelać, że przestała być świętym Mikołajem rozdającym prezenty. Ta maszyna powoli zaczyna się odkręcać, już momentami widać tę starą, dobrą Igę – mówi w rozmowie z nami Lech Sidor, autor kanału Trzeci Serwis na YT. – Teraz Pegula i jej trenerzy zastanawiają się, gdzie jest ta Iga, co robi 40 błędów – dodaje, a cała jego analiza pokazuje, jak ogromną przemianę przeszła Polka w turnieju w Rzymie. Po rozbiciu Naomi Osaki zagra w ćwierćfinale z Jessicą Pegulą.

    Dariusz Ostafiński, Interia: Zbigniew Boniek w Prawdzie Futbolu powiedział, że zobaczył dwie pierwsze piłki w meczu Igi Świątek z Naomi Osaką i już wiedział, jak to się skończy.

    Lech Sidor, autor kanału Trzeci Serwis na YouTube: Jak się gra z Osaką, to trzeba uważać do końca, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Pierwszy set pamiętnego meczu na Roland Garrosie też był w jedną stronę, ale pamiętamy, co działo się potem.

    I mając w głowie tamto wspomnienie, byliśmy pełni obaw.

    – A jeszcze te obawy potęgowały obrazki z meczu Osaki ze Sznajder, gdzie kamery pokazały, że Wiktorowski się uśmiechnął. Bo, jak to zrobił, to znaczy, że jest dobrze. Zresztą Osaka mocno zbiła Sznajder i patrząc na to, nastawialiśmy się na walkę. Na to nastawiała się też Iga, a wyszło 6:2, 6:1.

    Zmylił nas uśmiech trenera Wiktorowskiego
    Dlaczego Osaka nie była tamtą Osaką z pamiętnego meczu na Roland Garros?

    – Żeby była tamtą Osaką, to musiałaby grac więcej na ziemi. A jeszcze na Foro Italico jest tak, że każdy kort się różni. Jak w Paryżu, gdzie na głównym gra się inaczej niż na bocznych. Nawet wiatr inaczej tam wieje. Zmierzam jednak do tego, że zawodnik może się do tego przyzwyczaić, jak jest nagrany. A jak nie jest, tak jak Osaka, to potem ma problem, żeby coś z tego uszyć. Jak miałbym mocniej przeanalizować ten mecz Igi z Osaką, to dodałbym, że nie podobało mi się bieganie Osaki. Nie miała też pomysłu na granie. Kombinowała czy grać blisko linii, czy odejść.

    Czyli przygotowanie taktyczne było słabe.

    – Patrząc na to, że Osaka pracuje z Wiktorowskim, należałoby sądzić, że Świątek zostanie rozpracowana. Problem Osaki polegał jednak pewnie na tym, że przez ostatnie dwanaście miesięcy wystarczyło przebić cztery piłki w meczu z Igą, bo Światek sama robiła resztę. To się jednak zmieniło.

    Hiszpański plan działa. “Nadal dołożył trzy grosze”
    Ludzie już piszą, że wróciła stara, dobra Iga.

    – Tak daleko to bym jeszcze nie szedł, ale powiedziałbym, że Iga pewne rzeczy zrozumiała. Choćby to, że nie ma sensu majstrować przy serwisie, że nie ma sensu szukanie na siłę jakiejś nowej techniki prowadzenia rakiety, żeby szukać asów. Iga, tak sądzę, już wie, że jak jest rozluźniona, to prędzej czy później strzeli asa, ale kluczem do wygranej jest ten jej roboczy serwis, głęboki, wysoki. Bo można zamknąć oczy i strzelać, ale to ruska ruletka. Pewniejsze jest wybieganie i wyrzeźbienie każdego punktu. Wtedy zmusza się rywalkę do ciężkiej pracy. Przeciwniczka musi się mocno nabiegać i naprzebijać, żeby coś ugrać.

    Powrót do takiego grania, to jest robota nowego trenera Francisco Roiga.

    – To jest ten hiszpański plan taktyczny Roiga i Nadala, bo on swoje trzy grosze też dołożył. Tę zmianę było widać już w meczu z McNally. Tam jeszcze Igę raz, czy dwa poniosło, zapomniała na moment o takim graniu, ale uratowała ten mecz przebłyskiem geniuszu w trzecim secie. Najważniejsze jest jednak to, że Iga przestała strzelać, że przestała być świętym Mikołajem rozdającym prezenty. Ta maszyna powoli zaczyna się odkręcać, już momentami widać tę starą, dobrą Igę, ale daleki jestem od hurraoptymizmu. Za dużo widziałem. Może się zdarzyć, że ktoś rzuci rękawicę, a Iga w panice zapomni o nowych ustaleniach i wrócą stare demony.

    W meczu z Pegulą stawia na Igę Świątek
    Czyli z ocenami wstrzymujemy się do meczu z Pegulą i ewentualnie w półfinale z Rybakiną?

    – Tak. I to pomimo tego, że Pegula zawsze miała z Igą pod górkę, bo nie lubi jej wysokiego top-spina. Pegula gra płasko, w pierwszym tempie i ma kłopot z tymi rywalkami, które grają głęboko, a piłka po ich uderzeniach skacze wysoko. Dlatego stawiałbym na Igę. Tylko ona musi trzymać fason, iść dalej tą ścieżką i nie słuchać, jak ktoś mówi, że jej styl jest bezbarwny, że gra, jak robot, jak maszyna. Nie ma niczego złego w bazowaniu na automatyzmie. Niektóre zawodniczki tak mają, że włączają stoper, a po 20-30 minutach, kiedy rywalka oddycha już rękawami, kończą mecz.

    Ten proces, który oglądamy, to jest powrót do ustawień fabrycznych, które kiedyś już przyniosły sukcesy.

    – Hiszpanie sprawili, że Iga zaczyna sobie przypominać najlepsze lata i to, jak konstruowała punkty. Jest prawa, lewa, a jak przeciwniczka jest już w pelargoniach, to wtedy bije spokojnie w środek. Czasem trzeba cierpliwie budować wynik. Czasem, jak się nie wie, co zrobić, to można przebić piłkę. Miałem takiego trenera, który mówił: przebij, niech się rywal wykaże. Iga musi tak samo. Wiadomo, że błędy też w tej grze się przydarzą, ale jak to będzie w proporcjach 1 do 5, to inne dziewczyny znów będą się jej bały. Będą wiedziały, że aby z nią wygrać, to będą musiały podjąć olbrzymi wysiłek fizyczny.

    Fissette nie był w stanie dotrzeć do Świątek
    Za kadencji Wima Fissette ten strach rywalek gdzieś uleciał.

    – Już dawno mówiłem, że on się nie sprawdzi. Fissette, choć nie jest złym trenerem, to nie był w stanie dotrzeć do Igi. Świątek nie raz okazywała swoim zachowaniem, że tam nie ma chemii. Fissette chciał wprowadzić coś swojego, odcisnąć swoje piętno, ale to granie à la Fissette, na strzał, na szybko nie było w charakterze Świątek. McNally liczyła na takie prezenty, ale w kluczowym momencie Świątek nie dała jej nic za darmo i wygrała.

    – Powiedziałem, że stawiam na Igę, ale Pegula będzie groźna, bo jest sprytna. Ma takie mecze, że potrafi się obrazić i dojść do wniosku, że nic z tego nie będzie. Głównie jednak walczy i szuka. Ma też kumatych trenerów, z którymi lubi rozmawiać. Na pewno już analizowali ten mecz Igi z Osaką i zastanawiają się, gdzie jest ta Świątek, co robi 40 błedów. Pegula zrobi wszystko, żeby wybić Igę z rytmu, żeby nie mogła grać tej swojej stabilnej, ciężkiej gry. Pójście na grę à la Świątek, zwłaszcza na dłuższym dystansie czasowym, mógłby jej tylko jakiś szarlatan doradzić.

    Najważniejsze jest jednak to, że już chyba nie musimy się martwić o to, czy ta nowa trenerska miotła działa, bo w końcu widać, że tak jest.

    – Pojawiły się mecze. Nie jeden, dwa, ale jakaś seria. Na podstawie dwóch rund ciężko dokonać jakieś analizy i ustawić kolejny trening pod braki. Jak nie ma materiału, bo jeden mecz przepchnięty, a w drugim klęska, to człowiek zaczyna wymyślać koła kwadratowe, ale nic z tego nie wynika. Teraz będziemy mieli minimum cztery mecze, a to już prawie maraton. Byłoby dobrze, jakby Świątek w Rzymie doszła co najmniej do półfinału, bo wtedy będzie miała odpowiednio naładowane akumulatory na Roland Garros.

  • Zaskakujące spekulacje ws. transferu Lewandowskiego, inny Polak reaguje. Krótki komunikat

    Zaskakujące spekulacje ws. transferu Lewandowskiego, inny Polak reaguje. Krótki komunikat

    Robert Lewandowski wciąż nie zakomunikował swojej decyzji odnośnie przyszłości, nie wiadomo więc, czy zostanie w FC Barcelona, czy może zdecyduje się na transfer. W ostatnim czasie spekulacje na temat Polaka przybierają na sile, zdaniem portugalskich mediów kapitan naszej kadry narodowej mógłby zagrać dla jednej z tamtejszych czołowych drużyn. Na te doniesienia zareagował już były piłkarz FC Porto Grzegorz Mielcarski, który krótko i dosadnie ocenił szanse na powodzenie takiego transferu.

    Robert Lewandowski razem z kolegami przypieczętował już obronę tytułu mistrzów Hiszpanii, piłkarze FC Barcelona w poniedziałkowe popołudnie hucznie świętowali wywalczenie trofeum, dumnie paradując po ulicach stolicy Katalonii. Obrazki ukazujące świetnie bawiących się Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego momentalnie obiegły media społecznościowe, ale przy okazji wywołują dyskusję – czy to ostatnia parada mistrzowska “Lewego” w Barcelonie?

    Przyszłość Lewandowskiego, któremu wraz z końcem czerwca wygasa kontrakt z klubem z Camp Nou, stoi pod dużym znakiem zapytania. 37-latek ma być kuszony ofertami ze Stanów Zjednoczonych i Arabii Saudyjskiej, łączono go też z Juventusem. Coraz mniej realny staje się scenariusz, zgodnie z którym Polak pozostałby w Barcelonie, ponieważ musiałby się pogodzić z rolą rezerwowego, na co “Prawdzie Futbolu” zwrócił ostatnio uwagę Zbigniew Boniek.

    “W Barcelonie według mnie nie zostanie. Jeśli zostanie, to po to, żeby rok siedzieć na ławce. Nie wiem, czy będzie mu się to podobało. Wydaje mi się, że ambicje Roberta są inne” – stwierdził.

    Robert Lewandowski w FC Porto? Grzegorz Mielcarski dosadnie ws. plotek
    Dość nieoczekiwanie Lewandowski zaczął być łączony także z portugalskimi klubami. Tamtejsze media donoszą, że włodarze FC Porto zaczęli interesować się Polakiem, który po ewentualnym dołączeniu do ekipy “Smoków” mógłby dzielić szatnię z trzema rodakami: Janem Bednarkiem, Jakubem Kiwiorem i Oskarem Pietuszewskim. Na te spekulacje w rozmowie z TVP Sport krótko i dosadnie zareagował Grzegorz Mielcarski – były napastnik FC Porto, a obecnie komentator.

    Wydaje mi się, że nie jest to realny temat. Z całym szacunkiem i moją miłością do Porto myślę, że jest kilka silniejszych klubów z mocniejszych lig w Europie, które chciałyby Roberta. Abstrahując od wielkości Porto, ale to nie ten kierunek
    ocenił.
    Mielcarski zauważył, że tak ambitnego zawodnika jak Lewandowski nie interesowałaby rywalizacja ligowa z drużynami pokroju Sporting czy Bonfica. Poza tym, jego zdaniem “Lewy” nie chciałby dołączyć do drużyny, w której byłby kolejnym, czwartym już Polakiem.

    “Nawet jeżeli ciekawe portugalskie źródło poinformowało o takim kierunku, to ja dałbym może 10 procent szans na powodzenie” – skwitował.

  • Sensacyjna pogromczyni Sabalenki znów to zrobiła!

    Sensacyjna pogromczyni Sabalenki znów to zrobiła!

    Sorana Cirstea kontynuuje swój piękny sen podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie. Rumunka została pierwszą półfinalistką tej imprezy po pokonaniu w dwóch zupełnie różnych setach Jeleny Ostapenko. Tie-break drugiej partii był jej popisem.

    Pierwszy ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Rzymie zapowiadał się bardzo interesująco. Przed startem zmagań można było się spodziewać, że znajdzie się w nim Aryna Sabalenka. Liderka światowego rankingu w trzeciej rundzie musiała jednak uznać wyższość Sorany Cirstei, ponosząc jedną z najwiekszych porażek w ostatnim czasie.

    Rumunka, która rozgrywa ostatni sezon w karierze, po pokonaniu turniejowej “jedynki” poszła za ciosem i zameldowała się w ćwierćfinale. Tam trafiła na Jelena Ostapenko, która na poprzednich etapach rywalizacji w stolicy Włoch dwukrotnie odrabiała stratę po przegranym secie. Choć Łotyszka nie prezentowała ostatnio najwyższej formy, zawsze jest groźną przeciwniczką.

    Potwierdziła to w pierwszym gemie, w którym mogła zanotować przełamanie. Cirstea skutecznie się jednak wybroniła, co dodało jej skrzydeł. Najlepiej świadczy o tym fakt, że po utrzymaniu podania “na czysto” to ona cieszyła się z wypracowania przewagi, która pozwoliła jej odskoczyć na 3:1.

    Rumunka grała bardzo pewnie i skutecznie. W przeciwieństwie do Ostapenko, która nie potrafiła znaleźć rytmu i popełniała sporo błędów. To sprawiło, że Cirstea zdominowała tę rywalizację, dołożyła drugie przełamanie i po zaledwie 26 minutach gry cieszyła się ze zwycięstwa 6:1.

    Gra wyrównała się od początku drugiej partii. Obie zawodniczki pewnie utrzymywały podania i nie pozwalały rywalkom na zbyt wiele. Pierwszy break point pojawił się w piątym gemie, w którym przewagę mogła wypracować Rumunka. Ostapenko zdołała się jednak wybronić.

    Po chwili to Łotyszka przypuściła atak na serwis przeciwniczki, który okazał się skuteczny. Był to początek serii przełamań, która trwała cztery gemy. Przerwała ją Cirstea, która obroniła piłkę setową i po utrzymaniu podania doprowadziła do stanu 5:5. W późniejszych gemach górą również były serwujące, co sprawiło, że o losach tej odsłony zadecydował tie-break.

    W nim Cirstea okazała się bezkonkurencyjna. Szybko przejęła kontrolę i rozbiła Ostapenko, triumfując 7-0. Rumunka zameldowała się tym samym w półfinale zmagań w Rzymie, osiągając ten etap turnieju rangi WTA 1000 po raz czwarty w karierze. 36-latka o premierowy finał powalczy z Coco Gauff lub Mirrą Andriejewą.

  • Nie milkną echa meczu Świątek z Osaką. Nagły werdykt Hiszpanów. W tle Roig

    Nie milkną echa meczu Świątek z Osaką. Nagły werdykt Hiszpanów. W tle Roig

    Iga Świątek w kapitalnym stylu zameldowała się w ćwierćfinale WTA 1000 Rzym. W czwartej rundzie Polka rozbiła Naomi Osakę 6:2, 6:1, dzięki czemu teraz zagra z Jessiką Pegulą. O starciu naszej reprezentantki z Japonką rozpisywały się m.in. hiszpańskie media. “Niełatwo jest tak dobrze zgrać się z nowym trenerem” – pisze jeden z portali.

    Przed rozpoczęciem pojedynku Igi Świątek z Naomi Osaką w Rzymie wielu ekspertów i kibiców spodziewało się zaciętego i wyrównanego spotkania. Zwłaszcza biorąc pod uwagę dosyć nieregularną formę 24-latki w ostatnim czasie. Jednocześnie nie można zapominać, że Osaka to czterokrotna mistrzyni Wielkich Szlemów.

    Tymczasem Świątek w poniedziałkowy wieczór “wróciła do ustawień fabrycznych”. Nasza tenisistka zmiażdżyła podopieczną Tomasza Wiktorowskiego swoją dynamiką i szybkością na korcie. Efektem świetnej formy było zwycięstwo 6:2, 6:1 w ekspresowym tempie. Tylko w początkowych fazach meczu Japonka była w stanie realnie postraszyć młodszą rywalkę.

    Hiszpanie zobaczyli mecz Świątek w Rzymie. Nie bali się tego napisać. Oto werdykt
    Dyspozycja Igi Świątek w starciu 1/8 finału Internazionali d’Italia przypadła do gustu ekspertom puntodebreak.com. “Iga Świątek całkowicie połączyła się z Francisco Roigiem” – piszą tamtejsi fachowcy, zwracając również uwagę na swojego rodaka, który od kwietnia jest szkoleniowcem polskiej tenisistki.

    “Niełatwo jest tak dobrze zgrać się z nowym trenerem, ale w tym przypadku możemy powiedzieć, że wszystko poszło idealnie od samego początku” – dodano. Współpracę z 58-latkiem Świątek rozpoczęła od treningów w akademii Rafaela Nadala na Majorce, gdzie zarówno Roig, jak i sam legendarny Hiszpan szlifowali jej poszczególne zagrania.

    Wszystko wskazuje na to, że obecnie mistrzyni Wimbledonu powoli wraca do starych, dobrych nawyków, które wykrzesała z siebie w czasie – krótkiej jeszcze – kadencji nowego trenera.

    – Szczerze mówiąc, od początku czułam, że rozumiem Francisa. Myślę, że to też zależy od konkretnej relacji z trenerem. Ale myślę, że każdy zawodnik chce mieć trenera z dobrym okiem, jasnym planem działania i sposobem na osiągnięcie celu. Francis ma naprawdę dobry pomysł, jeśli chodzi o dostosowywanie treningu do aktualnych potrzeb zawodniczki. Jest też świadomy wszystkich czynników, które wpływają na grę. Powiedziałabym, że wszystko się ze sobą łączy, zarówno pod względem fizycznym, psychicznym, jak i technicznym podczas treningów. Wiesz, że on zdaje sobie z tego sprawę. To miłe – tłumaczyła po meczu z Osaką.

    “To zdecydowane zwycięstwo Polki, która stopniowo zaczyna przypominać swoją dawną dominację na kortach ziemnych” – dodają dziennikarze puntodebreak.com, podkreślając dyspozycję Igi Świątek na jej ukochanej mączce. W ćwierćfinale WTA 1000 Rzym 24-latka zagra z Jessiką Pegulą.

  • Triumf nad Sabalenką, jest dalszy ciąg tej historii. Dwa sety z Ostapenko

    Triumf nad Sabalenką, jest dalszy ciąg tej historii. Dwa sety z Ostapenko

    Na środę i czwartek organizatorzy Internazionali d’Italia zaplanowali ćwierćfinałową rywalizację w turnieju WTA. Jako pierwsze na Campo Centrale pojawiły się Jelena Ostapenko i Sorana Cirstea – jedyne dwie w tym gronie spoza najlepszej dziesiątki rankingu. Rumunka ma po tym sezonie zakończyć karierę, dziś stanęła przed szansą awansu na 21. miejsce w rankingu, wyrównanie swojej najlepszej pozycji z… sierpnia 2013 roku. Tyle że po drugiej siatce pojawiła się “odrodzona” Jelena Ostapenko. Półfinalistkę poznaliśmy po dwóch setach.

    Rumunka po tym sezonie zakończy karierę, tak zapowiedziała już kilka miesięcy temu. A gra teraz najlepiej od wielu lat, w rankingu jest 26., ale w razie awansu do półfinału miała zapewnioną 21. lokatę. Nigdy nie była wyżej, a na tej pozycji znalazła się w sierpniu 2013 roku, po finale w Toronto, gdy uległa Serenie Williams. To było jedno z sześciu jej spotkań w karuierze przewodzącą w danej chwili w światowym rankingu, ugrała dwa gemy. W pięciu innych, w tym trzech z Igą Świątek, ugrała raptem 17 gemów.

    Dwa tygodnie temu w Madrycie w ćwierćfinałowych bataliach na Caja Magica wystąpiła zaledwie jedna zawodniczka z ośmiu najwyżej rozstawionych. Była to Aryna Sabalenka, która zresztą na etapie 1/4 finału sensacyjnie przegrała z Hailey Baptiste.

    W Rzymie wszystko wróciło do normy – w 1/4 finału znalazło się sześć z ośmiu topowych tenisistek, uprzywilejowanych w losowaniu. Zabrakło jedynie… Sabalenki oraz Amandy Anisimovej, które wycofała się z turnieju tuż przed pierwszym spotkaniem. Trzy pary ćwierćfinałowe tworzyły gwiazdy, bo taki status mają: Gauff, Andriejewa, Rybakina, Switolina, Świątek i Pegula. A tę czwartą – Sorana Cirstea i Jelena Ostapenko.

    A w Rzymie dokonała rzeczy historycznej, przynajmniej dla siebie. Cztery dni temu ograła na Campo Centrale Arynę Sabalenkę, w siódmym swoim podejściu do światowej “1”. To po tamtym spotkaniu została na korcie zapytana, co musi się stać, aby zmieniła decyzję o odłożeniu rakiety na półkę. Przyznała, że jeśli wygra turniej na Foro Italico, to… się zastanowi.

    Dziś jej piękna przygoda miała zostać wystawiona na ciężką próbę. Jelena Ostapenko, po kolejnej serii niezbyt udanych turniejów, znów prezentowała się w Rzymie dobrze.

    WTA 1000 w Rzymie. Walka o półfinał na Campo Centrale. Sorana Cirstea kontra Jelena Ostapenko
    Sytuacje, w których Ostapenko wygrywa cztery mecze w jednym turnieju, można ograniczyć do jednego czy dwóch występów w sezonie. W tym roku miało to miejsce w Dosze, dotarła tam do półfinału, później znów zgasła. W Rzymie miewała już dobre występy, trzy lata temu gościła w półfinale, tam zatrzymała ją Jelena Rybakina. Tę edycję zaczęła od starcia na Campo Centrale z Lucrezią Stefanini, ale trzy kolejne spotkania rozegrała na pięknym Pietrangeli, gdzie specyfika gry jest zupełnie inna. I inny kontakt z publicznością, z którą Łotyszka potrafi często współpracować. Niewiele jest zresztą w tourze zawodniczek, które tak chętnie rozdają autografy po spotkaniach.

    Tyle że powrót na największy stadion nie wyszedł jej dobrze. Po 16 minutach Ostapenko przegrywała już 1:4, sprawiała wrażenie nieobecnej myślami na korcie. To była ta gorsza strona Łotyszki – z wielu turniejów w ostatnich miesiącach. Za moment Rumunka w swoim gemie serwisowym przegrywała już 0-40, groziło jej kolejne przełamanie. Wygrała dwie akcje, ale przy trzeciej Cirstea zagrała returnem na ciało Łotyszki, a ta wyrzuciła forhend w aut.

    Ten set był popisem 36-latki, po 26 minutach Sorana miała już w dorobku triumf w secie (6:1). Ona popełniła cztery niewymuszone błędy, Jelena – aż 16.

    Na Foro Italico Łotyszka przegrywała już pierwsze sety w starciach z Eleną-Gabrielą Ruse czy Qinwen Zheng, ale wygrywała całe spotkania. Potrafi się zmobilizować w decydujących momentach.

    W drugiej partii szukała tego właściwego rytmu, a gdy już się wydawało, że go znalazła, po przełamaniu Cirstei na 4:2, za chwilę się pogubiła. Pierwszy break point dla Rumunki Jelena mogła spokojnie obronić, była przy siatce. A jej slajs trafił dokładnie w tę właśnie siatkę.

    Niemniej było widać obniżenie jakości gry po stronie Rumunki, zwłaszcza przy serwisie. Nie dawał jej już takiej przewagi jak w pierwszej partii.

  • Wina spada na Sabalenkę. “To absurd”. Iga Świątek może odzyskać tytuł

    Wina spada na Sabalenkę. “To absurd”. Iga Świątek może odzyskać tytuł

    Turniej WTA 1000 w Rzymie wkracza w decydującą fazę. Ale wzrok części ekspertów ucieka już powoli w stronę Rolanda Garrosa, zwłaszcza w kontekście Aryny Sabalenki, która sensacyjnie wypadła z drabinki w Italii już na poziomie III rundy. Głos w sprawie Białorusinki zabrał legendarny Andy Roddick, odnosząc się do zmartwień, które rozgorzały wokół liderki rankingu WTA. Jego zdaniem winę w tym aspekcie ponosi de facto… sama zainteresowana. Zaznaczył przy tym, że sytuacja Aryny Sabalenki otwiera szansę przed resztą stawki, także Igą Świątek, która chce odzyskać tytuł w Paryżu.
    Aryna Sabalenka jeszcze nigdy w swojej karierze nie wygrała turnieju w Rzymie. I tym razem nie było jej to dane. Z “Wiecznym Miastem” pożegnała się już w 1/16 finału, a jej pogromczynią okazała się rumuńska tenisistka Sorana Cirstea. 27. zawodniczka rankingu WTA pokonała jego liderkę po trzysetowym boju, w trakcie którego Białorusinka prosiła o przerwę medyczną.

    To drugi z rzędu nieudany “tysięcznik” dla Aryny Sabalenki, która wcześniej niespodziewaną porażką z Hailey Baptiste w ćwierćfinale zakończyła swój udział w imprezie w Madrycie.

    Ten przykry dla niej dublet sprawił, że w mediach rozgorzała dyskusja dotycząca formy pierwszej rakiety świata przed startującym 24 maja Rolandem Garrosem. Teraz dołączył do niej także Andy Roddick.

    Sensacja z Sabalenką. Roddick reaguje ws. Białorusinki oraz Igi Świątek
    Słynny amerykański tenisista utrzymuje, że winna wszelkich niepokojów wokół swojej osoby winna jest sama Aryna Sabalenka, która przyzwyczaiła nas w ostatnim czasie do niebotycznego poziomu swojej gry.

    – Jest teraz zestawiana sama ze sobą. Doszła do takiego poziomu regularności. To absurd. Więc gdy nagle ma dwa złe turnieje, mówimy: “Hej, to dziwne. To coś innego. To nie to, do czego nas przyzwyczaiła”. To nie znaczy, że mamy przejść w tryb pełnego kryzysu, martwiąc się o Sabalenkę. Zapewniam was, że o wiele zawodniczek martwię się bardziej, niż o nią – powiedział były lider rankingu ATP.

    43-latek uważa jednak jednocześnie, że w tym roku drzwi do wielkoszlemowego tytułu w sercu Francji mogą stać szeroko otwarte przed sporą liczbą zawodniczek. Największą od 2020 roku, gdy byliśmy świadkami pierwszego aktu dominacji Igi Świątek na paryskiej mączce.

    To nie znaczy, że Sabalenka nie może wygrać Rolanda Garrosa i nie należy do faworytek. Ciągle uważam, że jest zdecydowanym numer jeden przed turniejem. Ale to sprawia, że Iga Świątek może mówić sobie: “Okej, jeśli tylko będę w stanie odnaleźć część swojej formy, jeśli tylko odzyskam cokolwiek, jestem w stanie to zrobić. Aryna nie gra swojego najlepszego tenisa”
    stwierdził Andy Roddick
    I dodał: – Tu mniej chodzi o to, czy martwimy się o Sabalenkę jako tenisistkę. Bardziej chodzi o to, że reszta stawki myśli sobie, że skoro nie jest tak dobra i perfekcyjna jak zazwyczaj, może otwiera to szerzej drzwi dla części z nas, dla 10 czy 15 procent. Moim zdaniem tak jest.

    Były reprezentant Stanów Zjednoczonych wyraził także wiarę w to, że Igę Świątek stać na odzyskanie tytułu Rolanda Garosa.

    – Iga może tam wrócić. Stara się odnaleźć coś w swojej grze. Pamiętacie, gdy ostatnio chciała coś odnaleźć, jadąc na ubiegłoroczny Wimbledon? Ona może wszystko odwrócić. Wiem, że nie jest nawet blisko tego, by grać tak powtarzalnie, jak miało to miejsce w przeszłości. Ale to w niej jest – zagwarantował słynny zawodnik.