Author: iamgoodluck

  • Wszystko policzone. Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek

    Wszystko policzone. Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek

    Iga Świątek odpadła w półfinale turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie, przez co nie poprawiła już swojego dorobku w światowym rankingu WTA. Przez to do 3. tenisistki wspomnianego zestawienia może zbliżyć się Coco Gauff.

    Do turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie Iga Świątek przystąpiła jako 3. tenisistka światowego rankingu WTA. Po tym, jak nasza tenisistka zameldowała się w półfinale, jasne stało się, że nie straci swojego miejsca.

    W dodatku Polka odrobiła część strat do wyżej notowanych rywalek, bo Aryna Sabalenka odpadła w trzeciej rundzie, a Jelena Rybakina w ćwierćfinale. W przypadku końcowego triumfu w stolicy Włoch miałaby na swoim koncie 7883 pkt.

    Tymczasem Świątek niespodziewanie doznała porażki w półfinale, bowiem musiała uznać wyższość Eliny Switoliny – 4:6, 6:2, 2:6. Wobec tego po zakończeniu turnieju w Rzymie w oficjalnym zestawieniu będzie miała 7273 “oczek”.

    Wspomniane wcześniej Sabalenka i Rybakina wciąż mają sporą przewagę nad naszą tenisistką. Białorusinka uzbierała bowiem 9960 pkt., natomiast reprezentantka Kazachstanu 8705. Ciekawiej jest z kolei tuż za plecami Polki.

    Coco Gauff w rankingu “na żywo” ma obecnie 6749 “oczka”, a zameldowała się w finale. W przypadku, gdy pokona Switolinę, zapewni sobie 7099 punktów. Wówczas jej strata do Świątek będzie wynosić jedynie 174 pkt.

    Warto dodać, że awans na przynajmniej 8. pozycję zanotuje Switolina, czyli pogromczyni naszej tenisistki. W przypadku, gdy Ukrainka zdobędzie tytuł w stolicy Włoch, minie jeszcze Mirrę Andriejewą i będzie 7.

  • Skasowany mecz Coco Gauff na Foro Italico. Oficjalnie podano chorobę

    Skasowany mecz Coco Gauff na Foro Italico. Oficjalnie podano chorobę

    Rok temu Internazionali d’Italia zapisało się na kartach historii w wyjątkowy sposób: tak rywalizację singlową, jak i deblową wygrała Jasmine Paolini. A to naprawdę przy dzisiejszej specjalizacji coś specjalnego. W tym roku szansę na takie osiągnięcie zachowała Coco Gauff. W czwartek awansowała do finału gry pojedynczej – na Campo Centrale pokonała Soranę Cirsteę. Jeszcze zanim rozpocząłby się drugi półfinał Igi Świątek z Eliną Switoliną, miała poznać swoją “drugą” przyszłość. Tymczasem organizatorzy turnieju przekazali zaskakujący komunikat.

    Do zakończenia zmagań na Foro Italico zostało już tylko kilka spotkań: w czwartek odbywają się półfinały gry pojedynczej w WTA, zaplanowano też dokończenie 1/4 finału w rywalizacji deblistek. Też z mocnymi nazwiskami, bo dziś na kort miały wyjść m.in. Mirra Andriejewa czy Coco Gauff, a w 1/2 finału znalazła się już Jessica Pegula. W piątek odbędą się półfinały debla, w sobotę finał gry pojedynczej, a w niedzielę – podwójnej. Później zaś elita ruszy już do Paryża, turniej WTA 500 w Strasburgu będzie miał jednak znacznie słabszą obsadę. Losowanie głównej drabinki Roland Garros w singlu zaplanowano na przyszły czwartek – na godz. 14.

    Dziś na Campo Centrale cieszyła się już Coco Gauff – Amerykanka miała problemy w początkowej fazie spotkania z rewelacją Internazionali d’Italia Soraną Cirsteą, została na początku przełamana. Od stanu 2:4 w pierwszym secie była już jednak lepsza, a przede wszystkim – bardziej dokładna. Wygrała to spotkanie 6:4, 6:3 – awansowała do sobotniego finału.

    Rywalkę Amerykanki poznamy późnym wieczorem – wyłoni ją starcie Igi Świątek z Eliną Switoliną. Zacznie się po zakończeniu spotkania Daniiła Miedwiediewa z Martinem Landaluce, zapewne nie wcześniej niż o godz. 21.

    Wcześniej jednak Gauff miała się dowiedzieć, czy będzie w stanie powtórzyć unikatowe w dzisiejszych warunkach osiągnięcie Jasmine Paolini.

    WTA 1000 w Rzymie. Odwołane drugie spotkanie Coco Gauff na Foro Italico
    Mająca polskie korzenie znakomita włoska tenisistka dokonała bowiem rok temu rzeczy niezwykłej. Najpierw wygrała Internazionali d’Italia w singlu, ogrywając w finale właśnie Coco Gauff 6:4, 6:2. A następnego dnia dorzuciła tytuł w deblu, wspólnie z Sarą Errani. I to też bez straty seta: ogrywając Weronikę Kudiermietową i Elise Mertens 6:4, 7:5. A później wspólnie triumfowały też na Court Philippe Chatrier w Paryżu.

    Coco też w przeszłości cieszyła się z sukcesów w deblu, była nawet światową “1”, wygrała French Open w 2024 roku. Teraz jednak łączy obie specjalizacje sporadycznie, w tym roku zdecydowała się na to dopiero po raz trzeci, po Dosze i Madrycie. Wspólnie z Caty McNally, którą w singlu z turnieju wyeliminowała w zeszły czwartek Iga Świątek.

    Wygrały dwa spotkania, dziś na korcie nr 2 miały zagrać o półfinał – z Cristiną Bucsą i Nicole Melichar-Martinez. Spotkanie miało się zacząć najwcześniej po godz. 18.30, to uzależnione było od przerwy młodszej z Amerykanek. Zwykle bowiem tenisistka dostaje w takim przypadku co najmniej dwie godziny po pierwszym spotkaniu.

    Tyle że dość szybko na stronie WTA pojawiła się informacja o walkowerze dla pary Bucsa/Melichar-Martinez. Oficjalnym powodem była… choroba McNally.

    A wkrótce pojawiła się też rozpiska na piątek: w tej sytuacji spotkanie Siniakova/Townsend – Bucsa/Melichar/Martinez zacznie się na Campo Centrale o godz. 13.30, przed starciem męskiego singla Casper Ruud – Luciano Darderi.

  • To był “koszmar” Świątek pod wodzą Fissette’a. Roig może mieć wielki problem

    To był “koszmar” Świątek pod wodzą Fissette’a. Roig może mieć wielki problem

    Iga Świątek w czwartkowy wieczór zagra z Eliną Switoliną o awans do finału turnieju WTA 1000 w Rzymie. W tym czeka ju Coco Gauff, która w dwóch setach pokonała Soranę Cirsteę. Ostatnie mecze między Polką i Amerykanką nie napawają optymizmem. Pod wodzą Wima Fissette’a Iga nie potrafiła znaleźć rozwiązania. Raszynianka przegrała wszystkie mecze z młodszą rywalką. Przed Francisco Roigem może pojawić się więc wielkie wyzwanie.
    Iga Świątek pod koniec marca zakończyła współpracę z Wimem Fissettem. Z Belgiem Polka rozstała się po blisko osiemnastu miesiącach wspólnej pracy. Raszynianka długo nie czekała na fachowca, który przejmie pieczę nad jego karierą. Po krótkich medialnych spekulacjach ogłosiła, że stawia na szkołę hiszpańską.

    Świątek na początku kwietnia przedstawiła Francisco Roiga jako swojego nowego trenera. Duet wspierany przez Rafaela Nadala swoją pracę rozpoczął w akademii Rafy na kortach na Majorce. Po miesiącu widać jej efekty. W Rzymie Polka prezentuje w końcu swoją najlepszą wersję.

    Świątek o krok od finału. W nim czeka koszmar Fissette’a
    Awansowała już do półfinału, w którym zmierzy się z Eliną Switoliną. Wiemy już, kto czeka w potencjalnym finale. Do tego bowiem w czwartkowe popołudnie awansowała Coco Gauff. Amerykanka w czasach pracy Igi z Fissettem wyrosła na prawdziwy koszmar naszej najlepszej tenisistki.

    Gdy Belg prowadził naszą zawodniczkę panie mierzyły się ze sobą czterokrotnie, Iga nie wygrała nawet jednego seta. Najbardziej wyrównany były mecze z początku ich współpracy. W turnieju WTA Finals 2024 Amerykanka wygrała z Igą 6:3, 6:4. Kilka miesięcy później w United Cup Gauff triumfowała 6:4, 6:4.

    Gauff goniła od stanu 2:4. Znamy pierwszą finalistkę WTA 1000 w Rzymie

    Paradoksalnie Iga najgorzej wypadła wtedy, kiedy jej przewaga miała być największa – w półfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie. Ten odbywał się na nawierzchni ziemnej. Świątek zdołała ugrać ledwie dwa gemy. Oba sety zakończyły się rezultatem 6:1, 6:1. Gauff w finale przegrała z Aryną Sabalenką.

    Ostatni mecz z Amerykanką pod wodzą Fissette’a miał miejsce kilka miesięcy temu. W United Cup Amerykanka ponownie poradziła sobie z Igą bez żadnych kłopotów, wygrywając 6:4, 6:2. To gigantyczna różnica w stosunku do wyników, które z tą tenisistką notowała Iga prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego.

    Pod wodzą polskiego szkoleniowca Iga z Gauff grała aż 11 razy, wygrała dziesięć z tych spotkań. Momentami doprowadzała swoją młodszą rywalkę do płaczu, jak podczas Roland Garros. Wydaje się, że pod wodzą Roiga Świątek wraca do “ustawień fabrycznych” z czasów Wiktorowskiego. O tym, czy duet polsko-hiszpański dostanie szansę zmierzenia się z Gauff przekonamy się już w czwartkowy wieczór. Relacja na Interia.Sport.pl.

  • Nagle przerwali mecz. Interwencja służb

    Nagle przerwali mecz. Interwencja służb

    Podczas meczu pomiędzy Soraną Cirsteą a Coco Gauff doszło do groźnej sytuacji. W drugim secie mecz przerwano, a kibic na trybunach potrzebował pomocy medycznej.

    Sytuacja wydarzyła się przy prowadzeniu Coco Gauff 1:0 w setach i 3:2 w gemach w kolejnej partii. Jeden z kibiców wymagał pomocy medycznej. W Rzymie jest zdecydowanie cieplej niż w Polsce, w dodatku słonecznie. Niewykluczone, że aura dała się we znaki i z tego tytułu kibic zasłabł.

    Uwagę na sytuację zwróciła Sorana Cirstea, która dostrzegła poruszenie na trybunach. Zaniepokojona Rumunka przerwała grę i poprosiła o interwencję służb medycznych. Udzielono pomocy poszkodowanej osobie, po czym została ona wyprowadzona z kortu dla bezpieczeństwa, zapewne w celu odbycia bardziej szczegółowych badań.

    Wracając do samego pojedynku pań na korcie, Gauff po przerwie nie roztrwoniła przewagi i wykorzystała komfortowe położenie. Amerykanka wygrała drugiego seta 6:3, w całym meczu triumfując 2:0. Teraz musi czekać na to, z kim zmierzy się w wielkim finale turnieju w Rzymie rangi WTA 1000. O tym zadecyduje wynik meczu Igi Świątek z Eliną Switoliną.

  • Trener reaguje na to, co na korcie robi Świątek. “Dziewczyny tego nienawidzą”

    Trener reaguje na to, co na korcie robi Świątek. “Dziewczyny tego nienawidzą”

    – Jeśli wprowadzimy różnicę między slajsem i topspinem, to wraz z normalnym uderzeniem już mamy trzy różne wysokości. Dziewczyny nienawidzą zmiany gry. Ludzie w akademii Nadala to wiedzą, jestem w stu procentach pewny, bo zjedli zęby na tenisie – mówi w rozmowie z Interią Paweł Strauss, weteran tenisa i wieloletni trener, oceniając ostatni bardzo wyraźny progres w meczach Igi Świątek, widoczny podczas turnieju na mączce w Rzymie.

    Artur Gac, Interia: Widzimy Igę Świątek, doszlusowującą do swojego najlepszego tenisa?

    Paweł Strauss: – Mnie się wydaje, że Iga złapała ziemię pod nogami. Po prostu ci ludzie wokół, czyli Hiszpanie, są solidni. To nie jest bajka, tylko prawdziwi, starzy wyjadacze kortów. A od Rafy Nadala, jeśli jest w to włączony, Iga na pewno dostanie solidną podstawę.

    Widać, nad czym dużo pracowali?

    – Moim zdaniem nad zakończeniem forhendu u Igi. Przedtem miała swój forhend, którego ani Sierzputowski, ani Wiktorowski nie ruszali. A teraz widać, że coś nastąpiło przy końcówce tego uderzenia. A jeśli jest końcówka trochę inna, to znaczy, że wykończenie też będzie troszeczkę inne.

    O co chodzi? Bardziej świdrowaty, “Nadalowy” forhend?

    – Nie “Nadalowy”, bo kobieta nigdy nie będzie miała takiej siły, jaką w ręku miał Nadal. Jednak to jest już forhend bardziej zgodny z biomechaniką.

    Jest to nowa jakość, której Iga dotąd na takim poziomie nie miała?

    – Jest mi bardzo trudno stwierdzić arbitralnie, ale widać, że ktoś jej zaczął mówić, by może spróbowała w ten sposób. Tak mi się wydaje. Bo to widzę po jej obecnych meczach. Jeśli je porównasz z tymi sprzed roku, to widzisz, że jej forhend zaczyna być miększy. Taki… procentowo i biomechanicznie bardziej naturalny. Do tego psychicznie pozycja trenerów hiszpańskich daje jej siłę. Mieć Nadala za plecami to teoretycznie jest baaaaardzo dużo, daje to wielką przewagę mentalną. Ponadto ma ze sobą całą akademię Nadala. A co stało się z Casperem Ruudem? Pojechał do Nadala gdy miał 16 lat i tam jeszcze piękniej się rozwinął pod względem tempa i szybkości.

    Niedawno Jessica Pegula, z którą Iga wygrała ćwierćfinał w Rzymie zażartowała widząc nagranie z treningu Igi z Rafą, że to połączenie powinno być zakazane. Bo to przepis na stworzenie potwora.

    – (śmiech) Coś w tym na pewno jest. Janek Choinski trenował z Nadalem. I to wyglądało tak, że choć Janek jest bardzo mocny i tak dalej, to po dwóch godzinach był wymieniony na innego zawodnika.

    Nie wytrzymywał trudów?

    – Ciężko, było mu bardzo ciężko. Intensywność Nadala była wtedy niesamowita. Ale nie można zapominać, że on w dalszym ciągu ćwiczy i trenuje, brzucha nie zapuszcza, więc jak stanie na korcie z dziewczyną, to ją po prostu zmusi do nieludzkiej pracy. A po takim treningu, jak zawodniczka wyjdzie na kort przeciw komuś o wolniejszym tempie, to czeka na piłkę.

    Dawid Celt w rozmowie z Interią dokłada jeszcze podobny schemat z bekhendu, bo wcześniej Świątek aż takiego topspina właśnie z bekhendu nie grała.

    – To jest też pewna forma zmiany rytmu. Bo wiadomo, że wszystkie dziewczyny grają dosyć płasko i często dostają piłki, które odbijają się na tej samej wysokości. Więc jeśli wprowadzimy różnicę między slajsem i topspinem, to wraz z normalnym uderzeniem już mamy trzy różne wysokości. Dziewczyny nienawidzą zmiany gry. Jak patrzysz na treningi, to tylko jest “boom, boom, boom”, czyli grają sobie równo, co później przenoszą na turnieje. Widać wyraźnie, że te dziewczyny, które potrafią zmieniać tempo gry, są zawsze trudniejsze. Jeżeli Iga wzbogaci wariacje w swojej grze, to tym lepiej dla niej. Kiedyś mówiliśmy o skrótach, co w pewnym momencie zniknęło i zaczęła pracować jak robot. A jeśli robisz to, co wszystkie inne dziewczyny, nie będziesz najlepsza. Sabalenkę można pokonać właściwie tylko poprzez zmianę gry, bo siłą ciężko to zrobić.

    W ostatnich miesiącach zastanawialiśmy się, czy Idze wystarczy wrócić do swojej najlepszej wersji i tego co dawało jej przewagę, czy jako że przeciwniczki nie stanęły w miejscu – konieczne stało się wzbogacenie tenisa.

    – Moim zdaniem to drugie. I na pewno ludzie z akademii Nadala, na czele z trenerem Francisco Roigiem, o tym wiedzą. Jestem tego w stu procentach pewny, bo zjedli zęby na tenisie. Każdy trener zawodowy wie o tym, że kobiecy tenis to są nogi i “boom, boom”. Więc jeśli mamy kobietę, która potrafi grać topspin i skrót, to jest trudna do rozbrojenia. Proszę spojrzeć, co się dzieje, gdy dziewczyny potrafią zagrać pierwszy serwis z rotacją na wysoki bekhend. Przeważnie nie są najwyższe, więc piłka odbija się w returnie ponad ich ramionami. A jakie w tenisie są najtrudniejsze zagrania? Właśnie z wysokich piłek, bo wtedy nie ma siły, żeby przyłożyć. Zostaje ci tylko przebicie na drugą stronę, ale jeśli to zrobisz, to Iga już czeka z forhendem, żeby dobić.

    – Jest wiele rzeczy, które można rozwinąć u Igi. I na pewno Hiszpanie doskonale to widzą. Poza tym widzą zaufanie z jej strony, co także jest reklamą dla ich akademii. Jeśli Idze pójdzie dobrze, to przyjedzie 15-20 dziewczyn z Polski, a także ileś ludzi dobrze sytuowanych, gdzie zostawią swoje pieniądze.

    Idze potrzebnych jest więcej zwycięstw, najlepiej w takim stylu jak w meczach z Naomi Osaką i Jessicą Pegulą, ale już widać, jak dobrze to jej zrobiło mentalnie.

    – Tak, to rzeczywiście widać. Trafiła do najlepszej akademii, jaka jest na świecie. Piatti Tennis Center we Włoszech też jest bardzo dobra, ale mała. Mouratoglou Tennis Academy działa, ale jest o niej bardzo cicho. Sanchez rozwija akademie w różnych miejscach na świecie, ale to się robi bardziej komercyjne, by kręcić na tym interes. Gołym okiem widać, że u Nadala potrafią skupić się na specjalizacji i dobrych zawodnikach.

  • Niepokojące obrazki w Rzymie. Służby medyczne na trybunach w meczu Gauff, konieczna była pomoc

    Niepokojące obrazki w Rzymie. Służby medyczne na trybunach w meczu Gauff, konieczna była pomoc

    Turniej WTA w Rzymie rozstrzygnie się pod koniec tego tygodnia, a w czwartkowe popołudnie poznamy pełen skład finału kobiet. O awans do tego kluczowego spotkania jako pierwsze walczyły Coco Gauff oraz Sorana Cirstea. Na trybunach Campo Centrale doszło do niebezpiecznego wydarzenia w trakcie drugiego seta i jeden z fanów na trybunach zasłabł. Niezbędna była interwencja służb medycznych.

    Już tylko cztery zawodniczki zostały w walce o tytuł najlepszej tenisistki turnieju WTA w Rzymie. W tym gronie znajduje się Iga Świątek, która na kortach w stolicy Włoch prezentuje się ze świetnej strony i rosną nadzieje, że sięgnie po triumf na swojej ulubionej nawierzchni. Droga do tego wciąż daleka, a aby osiągnąć ten sukces najpierw musi pokonać Elinę Switolinę. Wcześniej na korcie pojawiły się natomiast Coco Gauff oraz Sorana Cirstea.

    Obie panie od początku rywalizacji prezentowały się solidnie i pierwszy set był bardzo zacięty. Ostatecznie lepsza w pierwszej partii okazała się reprezentantka Stanów Zjednoczonych i wygrała 6:4. Drugi set również zaczął się dobrze dla Amerykanki, bo zdołała przełamać rywalkę już w jej pierwszym gemie serwisowym. Po piątym gemie mecz musiał zostać jednak przerwany.

    Niebezpieczne sceny na meczu Gauff – Cirstea. Interweniowały służby medyczne
    Gauff dostrzegła, że coś niepokojącego dzieje się na trybunach. Zasygnalizowała do arbiter spotkania, która przez krótkofalówkę zgłosiła potrzebę interwencji służb medycznych i wskazała miejsce, w którym doszło do niebezpiecznych scen. Okazało się, że jeden z kibiców zasłabł. Sędzia meczu poinformowała również Cirsteę o sytuacji. Spotkanie zostało wznowione dopiero po kilku minutach oczekiwania. Gdy medycy wynosili fana z obiektu, na trybunach rozległy się brawa.

    W akcji ratunkowej brać udział miały trzy zespoły medyczne, a dalsza pomoc medyczna kibicowi była udzielana poza obiektem. Dłuższa i nieplanowana przerwa w spotkaniu nie przeszkodziła Gauff w kontynuowaniu drogi do zwycięstwa.

    Choć reprezentantka Rumunii raz zdołała przełamać rywalkę, Gauff odwdzięczyła się tym samym i ostatecznie wygrała 6:4, 6:3 i jako pierwsza zawodniczka zameldowała się w finale turnieju WTA w Rzymie. Teraz Amerykanka będzie obserwowała, co wydarzy się w drugim półfinale z udziałem Świątek i Switoliny.

  • 1000 w Rzymie Gauff goniła od stanu 2:4. Znamy pierwszą finalistkę WTA 1000 w Rzymie

    1000 w Rzymie Gauff goniła od stanu 2:4. Znamy pierwszą finalistkę WTA 1000 w Rzymie

    Gdy w czwartek po godz. 15 zaczynały się kobiece zmagania na Campo Centrale w Rzymie, w grze o tytuł WTA 1000 zostały już tylko cztery najlepsze tenisistki. Zanim jednak przed swoją szansą na pierwszy finał w tym sezonie stanęła Iga Świątek, na największym stadionie zmierzyły się Sorana Cirstea i Coco Gauff. Rumunka jest rewelacją tego turnieju, pokonała m.in. Arynę Sabalenkę. A dziś chciała odegrać się na Amerykance za dwie niedawne porażki. To 36-letnia zawodniczka prowadziła w pierwszym secie 4:2. A później doszło do zwrotu akcji.

    Trzy zawodniczki z najlepszej dziesiątki rankingu, a wraz z nimi – już 36-letnia Sorana Cirstea. Rumunka kilka miesięcy temu zapowiedziała, że to jej ostatni sezon w tourze. I – jak dwa lata temu u Danielle Collins – właśnie wtedy przyszło to co najlepsze.

    Od dłuższego czasu Sorana gra co najmniej solidnie, jest w stanie rozgrywać równe spotkania z najlepszymi, ogrywa te słabsze rywalki. I to właśnie spowodowało, że miała już pewność awansu w najbliższym notowaniu rankingu WTA na 21. pozycję. To oznaczało wyrównanie rekordowej pozycji z… 2013 roku. A przecież mogła wejść do TOP 20, pierwszy raz w historii. Już teraz, po Rzymie. Warunkiem było pokonanie Coco Gauff.

    Amerykanka niby tu nie imponuje, przepycha wręcz kolejne spotkania, trzy razy wygrywała po trzysetowych bataliach. A przecież podobnie było w Miami, gdzie dotarła do finału, przegranego ostatecznie z Aryną Sabalenką. Tam wygrała m.in. z Cirsteą, podobnie jak później w Madrycie. Obie potyczki były trzysetowe, 22-latka pewniej spisywała się w ich drugich częściach.

    WTA 1000 w Rzymie. Coco Gauff kontra Sorana Cirstea. Pierwszy półfinał na Campo Centrale
    Gauff zaczęła tym razem od serwisu, szybko zrobiło się 40-0 na jej korzyść, a później Rumunka popisała się serią dziewięciu punktów z rzędu. Wygrała nie tylko gema otwarcia, przełamując czwartą rakietę świata, ale też “na sucho” przy własnym podaniu. Kończąc tę rozgrywkę dwoma asami. Trudno wyobrazić sobie lepszy początek.

    To był jedyny moment z kłopotami Amerykanki przy własnym serwisie w tej partii. Wszystkie pozostałe wygrywała łatwo, nie było w nich praktycznie walki. Mimo że Coco nie wprowadzała piłki tak mocno, jak we wcześniejszych spotkaniach z Rumunką robiły to: Sabalenka, Noskova czy Ostapenko. Nadawała odpowiedni kierunek, rotowała – Cirstea miała z tym problem.

    Gauff zaczęła sprawiać wrażenie zawodniczki nieco solidniejszej. Nie było to spotkanie wybitne, obie popełniały sporo błędów. Amerykanka zaczęła jednak grać jak przeciwko Andriejewej dwa dni temu – nie siliła się na ryzykowne akcje, przebijała piłkę, czekała na ruch Cirstei. A że sama świetnie biega po korcie, uzyskiwała przewagę.

    I to ona wygrała tę partię 6:4. 23 niewymuszone błędy Rumunki musiały jednak dać taki efekt. Gauff też znalazła się na minusie (5 winnerów, 14 błędów), ale nie aż tak dużym.

    Już wtedy Rumunka przekonała się chyba, że niewiele w tym spotkaniu będzie w stanie zdziałać. A początek drugiej partii pokazał, że naprawdę będzie ciężko. Owszem, sześć dni temu Cirstea też przegrała pierwszego seta w starciu z Sabalenką, nawet wyraźniej. A w drugim było 0:2, gdy nastąpiła zmiana sytuacji. Dziś jednak Amerykanka sprawiała wrażenie zawodniczki bardziej opanowanej niż wówczas Białorusinka. To pierwsze przełamania Coco wywalczyła w piękny sposób, świetnym skrótem, niby takim “od niechcenia”. Wszystko miała jednak świetnie zaplanowane.

    Choć doszło jednak do breaka powrotnego, na 1:2, a później Cirstea zdołała wyrównać. Po piątym gemie nad Campo Centrale nastała cisza – nad stanowiskami dziennikarskimi zasłabł kibic, gra została na 10 minut przerwana. Momentalnie na trybunie zjawiły się trzy ekipy medyczne.

    Po wznowieniu serwowała Sorana, dla niej mógł to być kluczowy moment tego spotkania. Została przełamana, choć za chwilę też wywalczyła breaka. Było więc 3:4, patrząc z jej perspektywy. Posłała asa na starcie kolejnego gema, a później Gauff pokazała, dlaczego jest nadal w piątce najlepszych tenisistek świata.

  • Gwiazda już czeka na Igę Świątek w finale

    Gwiazda już czeka na Igę Świątek w finale

    Bez olbrzymiej dramaturgii w pierwszym półfinale turnieju w Rzymie. W nim zakończyła się seria wygranych rewelacyjnej Sorany Cirstei. Coco Gauff wygrała z Rumunką 6:4, 6:3.

    Coco Gauff była faworytką w zestawieniu z jedną z rewelacji turnieju w Rzymie. W ćwierćfinale rozstawiona z numerem trzecim Amerykanka była mocniejsza niż Mirra Andriejewa, a we wcześniejszych rundach eliminowała Terezę Valentovą, Solanę Sierrę i Ivę Jović.

    Rumunka zagrała w stolicy Włoch z numerem 26. Największym zaskoczeniem było jej zwycięstwo w trzeciej rundzie z Aryną Sabalenką, a dodatkowo wygrywała z Tatjaną Marią, Lindą Noskovą i Jeleną Ostapenko.

    Tenisistki grały ze sobą w przeszłości trzy razy i za każdym razem potrzebowały trzech setów na rozstrzygnięcie. W każdym przypadku w decydującej partii zwyciężała Coco Gauff. Tak było jeszcze w bardzo młodym wieku w Australian Open w 2020 roku, a już w tym sezonie w Miami i w Madrycie. Także tym razem zawodniczka z USA była mocniejsza, ale nie oddała ani partii przeciwniczce.

    Gra w pierwszym secie była do czasu wyrównana. Sorana Cirstea wydawała się być bliżej zakończenia partii, ponieważ prowadziła 2:0, 3:1 i 4:2, ale na tym skończyło się to co dobre dla rewelacji turnieju. W czterech kolejnych gemach wygrała Coco Gauff i po pierwsze zdobyła przewagę w wyniku, a po drugie mentalną.

    Druga partia została przerwana przez deszcz. Ta pauza wpłynęła lepiej na tenisistkę ze Stanów Zjednoczonych. Od razu po niej było przełamanie serwisów 36-latki. Rozpoczęła się seria gemów dla returnujących, którą przerwała, domykając mecz, Goco Gauff w gemie na 6:3.

    Drugi półfinał rozpocznie się o godzinie 20:30, a w nim przeciwniczką Igi Świątek będzie Elina Switolina.

  • Wściekła Świątek cisnęła ręcznikiem, wcześniej poległa na Wimbledonie. Siódmy bój z Ukrainką

    Wściekła Świątek cisnęła ręcznikiem, wcześniej poległa na Wimbledonie. Siódmy bój z Ukrainką

    Iga Świątek zagra o finał Internazionali d’Italia. Plany pokrzyżować spróbuje jej Elina Switolina, która po niezwykle zaciętym meczu pokonała Jelenę Rybakinę. Będzie to siódme spotkanie Polki i Ukrainki w historii. Pierwsze obie tenisistki rozegrały pięć lat temu, właśnie w stolicy Włoch. Tylko dwa razy reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów schodziła z kortu jako triumfatorka. Przy okazji ich ostatniego pojedynku miały miejsce sceny, jakich nigdy więcej nie chcielibyśmy oglądać.

    Oprócz wyrównanego meczu z Caty McNally w drugiej rundzie Iga Świątek w Rzymie przejeżdża się po wszystkich kolejnych rywalkach. W meczach z Elisabettą Cocciaretto (6:1, 6:0), Naomi Osaką (6:2, 6:1) i Jessiką Pegulą (6:1, 6:2) straciła łącznie siedem gemów.

    Po kilku tygodniach pracy z Francisco Roigiem widać, że Polka wraca do swojej najlepszej wersji. Jej gra znów stała się dużo bardziej regularna i spokojna. Mistrzyni Wimbledonu korzysta ze sprawdzonych rozwiązań, które w połączeniu z wewnętrznym opanowaniem dają świetne rezultaty na korcie – w tym przypadku wolnej mączce w stolicy Włoch.

    Świątek wybuchła, Abramowicz na trybunach. Smutne obrazki w meczu z Ukrainką, czas na rewanż
    Po czterech wygranych meczach Świątek awansowała do półfinału. W środę wieczorem, około godz. 20:40, wszystko wskazywało na to, że na tym etapie jej najbliższą rywalką będzie Jelena Rybakina. Kazaszka rozbiła Elinę Switolinę 6:2 w pierwszym secie. Niewiele wskazywało na to, że Ukrainka zdoła się podnieść. Jednocześnie już niejednokrotnie udowadniała, że nie można przedwcześnie stawiać na niej krzyżyka.

    Switolina w imponującym stylu, po niezwykle wyczerpującym meczu wyszarpała zwycięstwo 2:6, 6:4, 6:4. Intensywność tego spotkania była niebotyczna. Szczególnie po stronie ukraińskiej tenisistki. Nagrodą jest półfinał i siódme w historii starcie z Igą Świątek.

    Po sześciu meczach korzystniejszym bilansem – 4:2 – może pochwalić się Raszynianka. Pierwszy raz obie panie spotkały się… właśnie w Rzymie, w 2021 roku. Wtedy to na etapie ćwierćfinału Polka wygrała 6:2, 7:5, a finalnie sięgnęła po tytuł – pierwszy “tysięcznik” w karierze.

    Następnie Świątek i Switolina spotkały się na Wimbledonie, dwa lata później. Wtedy Ukraince udało się wziąć rewanż. Na trawiastej nawierzchni, która wówczas była zmorą naszej reprezentantki, starsza z zawodniczek triumfowała 7:5, 6:7 (5), 6:2. Wówczas Elina Switolina odpadła w półfinale z późniejszą mistrzynią – Marketą Vondrousovą. Warto dodać, że już wtedy relacje Polki i Ukrainki były bardzo ciepłe. Iga Świątek mocno zaangażowała się w pomoc wschodnim sąsiadom, którzy w lutym 2022 roku zostali napadnięci przez Rosję. Zorganizowała charytatywne wydarzenie w Krakowie, obie tenisistki zebrały pół miliona na pomoc humanitarną.

    – Iga to wielka mistrzyni i wspaniały człowiek. Zrobiła tak wiele i nadal robi dla Ukrainy. Naprawdę ją u nas podziwiamy. W pewnym sensie gra przeciwko dobrej kumpeli jest trudna, bo nie chcesz widzieć jej porażki – mówiła po pojedynku w Londynie Switolina, która regularnie przypomina zaangażowanie młodszej koleżanki w dramat jej rodaków.

    Później tenisistki spotykały się na kortach w Dubaju, Miami i Paryżu, gdzie lepsza była Świątek. Ostatni mecz rozegrały w marcu tego roku, na WTA 1000 Indian Wells. Polka poległa 2:6, 6:4, 4:6. Ale nie sama porażka – po dosyć wyrównanym widowisku – była najważniejsza. Bardziej martwił nas stan psychiczny czterokrotnej mistrzyni Rolad Garros. Mimo krzyków apelujących o spokój autorstwa Darii Abramowicz frustracja Świątek sięgnęła zenitu. Ze wściekłości rzuciła ręcznikiem, po czym dodała: – “K***a, no! Sorry, grałam na odwal się. – Daria Abramowicz, pełniąca rolę psychologa od wielu lat, z sukcesami, nie ma ostatnio dobrej passy. To są zachowania, które można porównać z dolewaniem oliwy do ognia – komentował wówczas Lech Sidor.

    Miejmy nadzieję, że już nigdy nie przyjdzie nam oglądać Igi Świątek w takim stanie. Na szczęście obecnie nic na to nie wskazuje. Na Internazionali d’Italia 24-latka jest uśmiechnięta, wyciszona, czego efektem są kapitalne wyniki. Teraz czeka ją siódmy bój z Eliną Switoliną, która – nawet mimo olbrzymiej sympatii wobec Polki – będzie pragnęła wyrzucić ją z turnieju i zameldować się w finale. Jedno jest pewne – czeka nas dawka tenisa na najwyższym poziomie.

    Oto wszystkie dotychczasowe mecze Świątek i Switoliny:
    Iga Świątek – Elina Switolina 6:2, 7:5, Rzym 2021 (WTA 1000) – ćwierćfinał, mączka
    Elina Switolina – Iga Świątek 7:5, 6:7 (5-7), 6:2, Wimbledon 2023 (Wielki Szlem) – ćwierćfinał, trawa
    Iga Świątek – Elina Switolina 6:1, 6:4, Dubaj 2024 (WTA 1000) – 1/8 finału, twarda
    Iga Świątek – Elina Switolina 7:6 (7-1), 6:3, Miami 2025 (WTA 1000) – 1/8 finału, twarda
    Iga Świątek – Elina Switolina 6:1, 7:5, Roland Garros 2025 (Wielki Szlem) – ćwierćfinał, mączka
    Elina Switolina – Iga Świątek 6:2, 4:6, 6:4, Indian Wells 2026 (WTA 1000) – ćwierćfinał, twarda

  • Świątek w półfinale WTA Rzym, a tu takie słowa. “Totalna miazga”

    Świątek w półfinale WTA Rzym, a tu takie słowa. “Totalna miazga”

    Iga Świątek w kapitalnym stylu zameldowała się w półfinale WTA 1000 Rzym. W środę nasza reprezentantka pokonała Jessikę Pegulę 6:1, 6:2. Teraz jej przeciwniczką będzie Elina Switolina. – Rozwija się wraz z czasem trwania tego turnieju – mówi o swojej rodaczce w podcaście “Break Point” Dawid Celt.

    Wszystko wskazuje na to, że Iga Świątek wraca do starych, dobrych nawyków. Turniej Internazionali d’Italia w jej wykonaniu jest kapitalny. Pierwszy raz od pół roku dotarła do półfinału jakichkolwiek zawodów.

    Na etapie ćwierćfinału Polka rozbiła Jessikę Pegulę. Doświadczona Amerykanka zdołała ugrać łącznie tylko trzy gemy. Nasza tenisistka nękała ją topspinowymi forhendami, dynamiką i przede wszystkim regularnością zagrań.

    Co za słowa o Świątek, godziny przed półfinałem w Rzymie. “Robi się niebezpieczna”
    – Wyważony tenis, tak bym to określił. Iga jakby w pełni korzysta w tych warunkach, jakie panują w Rzymie, ze swojego potencjału. Świetnie, naprawdę świetnie operuje rotacjami. Ten topspinowy forhend naprawdę przynosi jej mnóstwo dobrego w tym turnieju. I generalnie, historycznie patrząc, na ziemi daje jej ogromną przewagę – analizował w rozmowie z Interią Dawid Celt.

    Kolejne wnioski kapitan reprezentacji Polski BJK wysnuł w sowim podcaście “Break Point”, gdzie wspólnie z Markiem Furjanem analizował dotychczasowe występy Świątek w stolicy Włoch. Celt zwrócił uwagę na pierwszy pojedynek z Caty McNally, w którym Świątek najpierw wygrała 6:1, ale drugiego seta przegrała po tie-breaku. W decydującej partii triumfowała 6:3.

    Zdaniem eksperta było to niezwykle istotne spotkanie, które rzutuje na cały turniej w wykonaniu 24-latki. – Mecz z McNally dał jej dużo pewności siebie (…) Uciekł jej set, ale zareagowała, podniosła poziom. Były po drodze małe problemy, ale ostatecznie domknęła ten mecz. Ona w tym meczu zagrała bardzo dobrze i było widać przebłyski świetnego grania – tłumaczył.

    Następnie doświadczony trener wziął pod lupę mecze z Elisabettą Cocciaretto, Naomi Osaką oraz Jessiką Pegulą, w których Iga Świątek była wręcz perfekcyjna.

    – Rozwija się wraz z czasem trwania tego turnieju. Pięć ostatnich setów? Totalna miazga. Nie przegrała w nich więcej niż dwa gemy. Z Cocciaretto do jednej bramki, z Osaką do jednej bramki. Z Pegulą też w zasadzie do jednej bramki. Robi się bardzo niebezpieczna dla czołowych tenisistek. Wysyła jasny sygnał, że wraca na właściwą ścieżkę. Iga złapała dobry kierunek i to jest pozytywne w tym wszystkim – przyznał.