• Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”

    Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”

    Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy – mówi Sport.pl Łukasz Fijałkowski, dyrektor operacyjny Eurosportu. I w szczegółowej rozmowie o planach stacji zapowiada nowość: transmisje kwalifikacji i meczów z dodatkowych kortów turniejów Wielkiego Szlema.

    Łukasz Fijałkowski z polskim oddziałem Eurosportu związany jest od 2018 roku. Od 2020 pełni funkcję dyrektora operacyjnego. Odpowiada nie tylko za analizę i akwizycję praw sportowych, ale też rozwój biznesu i technologii oraz marketing nadawcy. Od początku kwietnia działają już cztery kanały nadawcy, bo na rynku pojawiły się Eurosport 3 i 4. W poniższej rozmowie szczegółowo opowiada o funkcjonowaniu i planach stacji.

    Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! “Bardzo jej ufa”
    Kacper Sosnowski: Aż tak ciasno było z kontentem, że trzeba było od razu uruchomić dwa nowe kanały?

    Łukasz Fijałkowski: Kontentu nigdy nie jest za dużo, szczególnie sportowego. Natomiast rzeczywiście, jeśli w sporcie nakładają się na siebie wydarzenia, to nie da się pokazać wszystkiego w telewizji linearnej. Wtedy część transmisji wkładamy do streamingu, budując mocną streamingową ofertę dla widzów. Chcielibyśmy również móc je oferować tym, którzy wybrali telewizję linearną. Trzeba jednak brać pod uwagę także kwestię kosztów. Prawa sportowe są bardzo drogie, te ceny bywają wręcz niewiarygodne. Każda telewizja sportowa, która jest telewizją komercyjną, musi na swej działalności zarobić.
    Trudno zakładać, by przy większej konkurencji na rynku koszty praw nagle ostro wyhamowały, a to nie są dobre informacje dla telewizji i kibiców.

    – Wiesz jaki jest problem z prawami sportowymi? One są w tej chwili rozczłonkowane. Fani sportu muszą korzystać z usług wielu dostawców, żeby obejrzeć swoją ulubioną dyscyplinę, czy ligę w całości. Tak się dzieje, bo pieniądze wydawane na prawa, czasem po prostu nie spinają się telewizjom. Ktoś płaci ogromne pieniądze, a potem często musi się wspomagać sublicencją, która pomoże mu spłacić koszty i wyjść na swoje.
    Dlatego często przy nowych prawach nadawcy proponują widzom droższe pakiety, nowe kanały, czy rozwijają streaming.

    – Kiedy trafiły się nam prawa do NBA, które są bardzo atrakcyjnymi prawami, zastanawialiśmy się jak nimi zarządzać. Uznaliśmy, że najlepszym sposobem z punktu widzenia biznesowego, ale jednocześnie szerokiego dotarcia do widza, będą nowe kanały. Streaming nie ma jeszcze takiej penetracji jak telewizja, on się rozwija, jest przyszłością, ale na razie nie dociera do tylu widzów, ilu nadal ma telewizja linearna. Już od dekady słyszymy, że telewizja się kończy, niemniej jednak akurat sportowa telewizja ma się świetnie. W ostatnich latach regularnie bijemy rekordy oglądalności, co jest ogromnym osiągnięciem biorąc pod uwagę dużą konkurencję i nasycenie transmisji sportowych. Igrzyska w Paryżu były ogromnym sukcesem w stosunku do Tokio, a te w Mediolanie i Cortinie, w porównaniu z Pekinem. US Open w zeszłym roku obejrzało się najlepiej w historii transmisji tego turnieju w Eurosporcie. Skoki narciarskie? Teoretycznie w Pucharze Świata nasi skoczkowie nie bardzo mieli się czym pochwalić, a przed telewizorami zanotowaliśmy najlepsze otwarcie sezonu w historii. Potem to się wyrównało. Emocje sportowe raczej są przeżywane na żywo, bez względu na medium z jakiego korzystamy.
    I żeby wasz sport był na dużym ekranie i nie było rozczłonkowywania, musiał wejść Eurosport 3 i 4.

    – Takie jest założenie. W Eurosporcie 3, oprócz NBA, będzie całe Speedway Grand Prix. Widzowie żużla do tej pory musieli kombinować, korzystać ze streamingu albo kupować kanały kodowane, czego wielu w Polsce nie zrobiło. Ponieważ nasz model biznesowy polega na podpisywaniu umów z dystrybutorami, a nie na posiadaniu własnej platformy, postanowiliśmy otworzyć dwa dodatkowe kanały linearne i zaoferować je każdemu z operatorów telewizji w Polsce. Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy. Jednocześnie jesteśmy oczywiście w streamingu: w Playerze i HBO Max. W Playerze otworzyliśmy specjalnie nowy pakiet sportowy Eurosport Pass. Oferuje on wszystko, co ma Eurosport, w tym linearne kanały Eurosport 3 i 4 za bardzo rozsądne pieniądze.

    Na nowych antenach będziemy mogli pokazać dwa dodatkowe korty ze szlemów [Roland Garros, US Open i Australian Open]. Na początku turnieju, będziemy tam pokazywali też kwalifikacje! Tyle, ile zmieścimy. W Playerze będzie można za to obejrzeć również wszystkie transmitowane mecze, nawet te rozgrywane na bocznych kortach i bez wielkiej realizacji telewizyjnej.
    Ale widz najpierw musi te kanały mieć możliwość oglądać.

    – Liczba operatorów kablowych, którzy oferują nowe kanały zwiększa się z każdym tygodniem – teraz jest ich już około 37. Z dużych dystrybutorów mamy już podpisane umowy z Play i T-Mobile. Rozmawiamy z innymi. Zakładam, że za chwilę będziemy finalizowali współpracę z pozostałymi wielkimi platformami. Nasze założenie jest takie, że będziemy wszędzie, a tam, gdzie są nasze dwa pierwsze kanały, będą także dwa kolejne.
    Te kanały dla części widzów też będą jednak dodatkowo płatne, kolejne 5 czy 10 złotych u dystrybutora.

    – Jaka to będzie dokładnie kwota, to zależy od dystrybutora. Niektórzy oferują swoim abonentom Eurosportu oba kanały bez dodatkowych opłat. Eurosport Pass też jest u nas w dobrej cenie – za 20 złotych i jest tam wszystko: cztery kanały i dodatkowe transmisje. Nie wymagamy przy tym posiadania jakiegokolwiek innego pakietu. Jak ktoś nie chce paczki telewizji na żywo, bo interesuje go tylko sport, to bierze ten pakiet. Co miesiąc można go zresztą wypowiedzieć. I pytanie, czy dwie dychy to w takim układzie dużo? Tyle kosztuje jedna kawa na mieście albo trzy litry benzyny.
    Czy NBA, żużel i wielkie szlemy, które zresztą są skumulowane w pewnych okresach, wystarczą, by przekonać kibiców do dokupienia nowego pakietu na rok czy dwa?

    – Mamy NBA od października do czerwca, potem od maja do października jest żużel. W trakcie są szlemy. Oprócz tego na Eurosporcie 3 będziemy pokazywali całe łyżwiarstwo, które po igrzyskach cieszy się dużym zainteresowaniem. Będzie łyżwiarstwo figurowe, szybkie, short track. Pokażemy też kolarstwo, którego jest tak dużo, że nawet dwie anteny nie są w stanie obsłużyć wszystkiego. Sezon kolarski trwa właściwie cały rok. Jest kolarstwo szosowe, przełajowe, torowe, MTB, czy BMX. Do tego mamy sporty motorowe, zimowe, snowboard i skoki kobiet. Mam nadzieję, że to zadowoli naszych kibiców, gdy czegoś zabraknie im na głównych antenach.
    Czasem było o tym głośno na portalach społecznościowych, że choćby przez sterowane z centrali transmisje na Eurosporcie 1 i 2 nie było ważnych dla Polaków zmagań.

    – Sam mam taką anegdotę: kiedyś zadzwonił do mnie kibic z awanturą, że nie pokazujemy pływania. Nawet nie wiem, skąd miał numer. Tłumaczyłem mu, że my decydujemy, co ma priorytet pod kątem ważności dla odbiorcy. Okazało się, że jego syn startuje w zawodach, no i się nie dogadaliśmy. Oczywiście nie wszystko możemy pokazywać, bo do części wydarzeń nie mamy praw, ale mając dwie dodatkowe anteny, i to dedykowane polskiemu rynkowi, będzie nam łatwiej sprostać oczekiwaniom widzów.
    To teraz pewnie byłoby z tym pływaniem łatwiej, bo jest jeszcze mniej obłożony transmisjami Eurosport 4.

    – Tak, bo Eurosport 4 będzie też obszarem dla powtórek, wspomnień sportowych i dokumentów. W telewizji sportowej 24/7 większość programów to powtórki. Mało kogo stać na prawa siedem dni w tygodniu nawet w tzw. prime time.

    Natomiast obserwujemy zainteresowanie “złotymi momentami” z naszymi w roli głównej, więc na czwartym kanale pokażemy między innymi ważne dla Polaków retransmisje z Robertem Kubicą, Dawidem Kubackim, Igą Świątek, czy siatkarzami w roli głównej. Będą tam też podcasty Eurosportu, które nagrywamy od dwóch lat. Świetnie prowadzi je Piotr Karpiński. Pokażemy też dokumenty lokalne i międzynarodowe, w tym olimpijskie.
    Czyli, jak rozumiem, po pierwsze nie ma presji dokładania tam nowych praw, po drugie będziecie z zawartością nowych kanałów autonomiczni.

    – My cały czas szukamy. Mamy centralny dział praw. Jego priorytetem jest kupowanie praw paneuropejskich na 65 krajów. Wtedy dostajemy coś z dobrodziejstwem inwentarza. Eurosport 3 i 4 to kanały wyłącznie polskie! Oczywiście możemy przenieść tam część praw nabytych centralnie, których nie mieścimy na antenach 1 i 2, by nie trzymać ich tylko w streamingu. Z drugiej strony moim zadaniem jest też szukanie praw lokalnych, patrzenie na trendy, rzeczy przyszłościowe, sugerowanie ich centrali. Przygotowuję analizy biznesowe, biorąc pod uwagę oglądalność, koszty, grupę docelową, to, czy gdzieś są polscy sportowcy, gdzie możemy to pokazać. Sprawdzam też, czy gdzieś jeszcze w Europie kibice będą takim produktem zainteresowani, by była w tym synergia.
    A co konkretnie było kupione głównie pod Polskę?

    – Dobrym tego przykładem jest właśnie żużel. On był kupowany głównie pod Polskę, bo tu ma największą oglądalność, ale sprawdzamy przy tym też synergię z innymi rynkami: skandynawskim, niemieckim, czy brytyjskim, bo tam ten produkt też będzie atrakcyjny. Wtedy możemy lepiej ten zakup zmonetyzować. Jak tak się stanie, to mamy więcej pieniędzy, żeby kupić kolejne prawa i widzowie znów na czymś skorzystają.
    Jak ważny jest wasz głos dla centrali?

    – My mamy bardzo mocny głos. Eurosport w Polsce ma szczególną pozycję, bo jesteśmy częścią dużej grupy mediowej. Mamy w niej przecież TVN i TVN24. Możemy monetyzować sport w kanałach otwartych. Tak robimy ze skokami narciarskimi czy finałami Wielkich Szlemów z Igą Świątek, których wcześniej nie było w naziemnej TV. To jest ekosystem, który się napędza: Eurosport kupuje prawa, TVN z nich korzysta, co zwiększa zainteresowanie, na czym z kolei zyskuje Eurosport. Robimy też newsy sportowe dla TVN i TVN24. Ten drugi kanał informuje także o naszych ważnych sportowych wydarzeniach. Możemy również sami sobie kupić prawa lokalnie, jeśli to się nam zepnie biznesowo. Tour de Pologne, który teraz trafił do Eurosportu, jest kupiony przez nas w Polsce, a będzie pokazywany na wszystkich naszych rynkach, w 65 krajach w 27 językach, nawet w Kanadzie u naszego partnera. To również jest nasza siła, bo przecież organizator tego wyścigu też jest zainteresowany pokazywaniem go jak najszerzej. Tour de Pologne był zresztą brakującym ogniwem w Eurosporcie. Teraz mamy wszystkie wyścigi World Touru. Dodam też, że prawa kupujemy czasem tylko na Playera. Głównie są to lokalne prawa.
    Można jakoś określić ilu klientów pozyskaliście dzięki NBA lub chociaż jakim zainteresowaniem się amerykańska koszykówka cieszy?

    – NBA jest w Polsce zaskakująco popularne, zwłaszcza z polskim akcentem. Jest też przez niektórych odbierane jako wydarzenie, rodzaj show. Eurosport 3 jest obecnie kanałem niemierzonym, bez reklam, więc nie mam szczegółowych danych oglądalności telewizyjnej. Widzimy za to duże zainteresowanie w streamingu. Na początku NBA było transmitowane tylko jako kanał pop-up, włączający się na konkretne transmisje, co budziło pytania widzów o powtórki. Teraz Eurosport 3 ma pełną ramówkę, więc można obejrzeć mecz NBA również w ciągu dnia, bez wstawania w środku nocy czy o świcie. I tu mam również dobrą wiadomość, powtórki są już o stałych, przewidywalnych godzinach tak, żeby każdy mógł obejrzeć mecz swojej ulubionej drużyny.
    Z komunikatów waszych i publicznego nadawcy, który też ma swój pakiet NBA, wychodzi, że nie będzie u was finałów rozgrywek.

    – Tak, ale będziemy mieli finały konferencji. Mamy duży pakiet. W sezonie jest w sumie półtora tysiąca meczów. To jest nie do obejrzenia. Nasz kontrakt jest długofalowy – my mamy umowę na 11 lat, podczas gdy TVP na trzy lata. Zdradzę, że przy NBA, będziemy robili więcej niż tylko transmisje, bądźcie czujni.
    Redakcja, jeśli chodzi i o ludzi i o miejsce, też się powiększa.

    – W przypadku żużla zostajemy przy znanych twarzach, jak Michał Korościel, Marcin Kuźbicki, czy Marcelina Rutkowska-Konikiewicz. Jednak przy NBA, której wcześniej nie było w Eurosporcie, redakcja zdecydowanie urosła. Na stałe związali się z nami m.in. Mirek Noculak czy Eryk Chmielewski. Rozbudowujemy też infrastrukturę techniczną – nowe reżyserki i budki komentatorskie, do tego potrzeba inżynierów, wydawców, nad tym wszystkim czuwa Maciej Słomczyński.
    Mówiłeś, że telewizja nie umiera. Jak jednak wygląda przyrost waszych widzów w internecie?

    – Rozwój internetu jest olbrzymi, sam korzystam głównie z Playera, ale to nie oznacza końca telewizji, zwłaszcza w sporcie. Są to platformy komplementarne. Sport najlepiej ogląda się na dużym ekranie z dobrym dźwiękiem, a telefon czy tablet przydaje się w sytuacjach awaryjnych. Widz sportowy konsumuje treści wielokanałowo: w telewizji, na komórce i w social mediach. Ogląda zarówno pełne transmisje, jak i skróty w mediach społecznościowych czy newsy na dużej antenie. Tu też mamy mocną ofertę. Moim zdaniem mamy najlepsze wśród nadawców sportu media społecznościowe. Średnio publikujemy na naszych kanałach ponad 70 postów dziennie. W czasie igrzysk było ich ponad 200 dziennie. W tym czasie przebiliśmy milion obserwujących na Facebooku.

    W streamingu, podczas zmagań w Mediolanie i Cortinie odnotowaliśmy też 103 proc. wzrost widzów względem Pekinu. Obecnie najlepszą platformą do oglądania tego typu wydarzeń sportowych jest HBO Max, który pozwala na wybór dowolnej areny, oferuje powiadomienia o medalach i multistream czy komentarz w wielu językach. Widz sam sobie wybiera, co chce. Streaming jest idealny do wydarzeń sportowych o dużej intensywności.
    Czy Eurosportowi potrzebna jest jeszcze piłka nożna?

    – Szczerze, to nie. Eurosport nie inwestuje w piłkę nożną strategicznie na całym świecie, choć w niektórych krajach zdarzają się takie incydenty. To chyba jedyna telewizja sportowa, która radzi sobie bez futbolu, choć za każdym razem, gdy pojawiają się na rynku interesujące prawa piłkarskie, również bardzo poważnie je analizujemy. Często cena tych praw jest jednak nieracjonalna. Nasz model biznesowy opiera się na dystrybutorach, więc nie możemy nagle drastycznie podnieść cen abonamentu, żeby spłacić koszty transmisji jakiejś piłkarskiej ligi. Stawiamy na sporty, które rosną lokalnie i takie, które budują wierną widownię, jak kolarstwo czy sporty zimowe.
    Co ze skokami narciarskimi? Niedawno skończył się sezon i wasz dotychczasowy kontrakt.

    – To bardzo biznesowa kwestia i dopóki nie ma pewności, nic nie mogę powiedzieć. Skoki kojarzą się z Eurosportem od zawsze i chcielibyśmy, aby widzowie nadal mogli je u nas oglądać w dotychczasowym formacie.
    Czy transakcja przejęcia Warner Bros przez Paramount, która cały czas się proceduje, wpływa lub za chwilę wpłynie na waszą działalność?

    – My robimy swoje. Jak się pracuje w dużej amerykańskiej albo międzynarodowej korporacji, to dobrze się przyzwyczaić do tego, że coś się dookoła dzieje.
    Ile trwają przygotowania do igrzysk olimpijskich? One pochłaniają nie tylko mnóstwo pracy, ale też pieniędzy. Jak to się wam opłaca?

    – Ten temat powinieneś szczegółowo omówić z Maćkiem Słomczyńskim. On odpowiada za produkcję i redakcję Eurosportu w Polsce oraz prowadzi cały projekt igrzyskowy i wszystko zna od kuchni. A muszę powiedzieć, że byłoby o czym opowiadać. Ja przy igrzyskach zajmuję się głównie ich promocją, komunikacją i mediami społecznościowymi. Na produkcję patrzę trochę z boku i to, co mogę powiedzieć to, że przygotowania do igrzysk właściwie się nie kończą, bo igrzyska letnie i zimowe odbywają się co dwa lata. Obmyśla się wtedy m.in. koncepcję studia, miejsce pod to studio, scenografię, podpisuje umowy. Szuka gwiazd, z którymi się będzie współpracowało, tych lokalnych i międzynarodowych. Same igrzyska to ogromna operacja, Jesteśmy jedynym nadawcą, który produkuje je i transmituje na kilkudziesięciu rynkach jednocześnie. W ponad 20 językach. Robimy to z tak wielkim rozmachem, że chętnie współpracują z nami największe nazwiska. Przykładowo, jednego olimpijskiego dnia mamy u nas tyle godzin transmisji, co przez całe mistrzostwa świata w piłce nożnej. Igrzyska na pewno opłacają się wizerunkowo, bo Eurosport jest jednoznacznie kojarzony z tą imprezą.
    W lutym – miesiącu igrzysk – Eurosport 1 był w top 10 oglądalności wszystkich kanałów w Polsce.

    – To oczywiście wielki sukces, pokazujący także jak wielką magię mają w sobie igrzyska. W czasie igrzysk mamy taki udział w rynku, który normalnie jest nie do uzyskania.
    Teraz pytania od czytelników. Czy obok Speedway Grand Prix jest też szansa na żużlową ligę angielską lub szwedzką?

    – Po pierwsze, prawa sportowe muszą być dostępne na dany rynek, czyli w naszym przypadku na Polskę. Wtedy sprawdzamy, czy jesteśmy w stanie je zmonetyzować. W Polsce każdy żużel jest interesujący. Myśmy mieli długi czas zawody SEC, które oglądały się znakomicie. Jeszcze nie tak dawno pokazywaliśmy British Speedway i moim zdaniem jest to ciekawy temat, który warto mieć na oku.
    A gale MMA lub bokserskie? Kiedyś sportów walki było u was więcej.

    – Eurosport jest stacją na licencji francuskiej, nadawaną z Paryża. Musimy się dostosować do prawa francuskiego i do prawa polskiego. Przypomnę, że we Francji MMA jeszcze kilka lat temu było zabronione. Jako grupa jesteśmy jednak absolutnie zainteresowani MMA. Dowodem tego były choćby gale pokazywane na TVN Turbo. Ważne, by takie gale miały naszego lokalnego bohatera i były transmitowane o dobrej godzinie, a nie np. w amerykańskiej strefie czasowej. Czasem zresztą zgłaszają się do mnie różne federacje MMA i chętnie z nimi rozmawiam o potencjalnej współpracy.
    Czy wrócą WATTS? Wycinki ze śmiesznymi, dziwnymi rzeczami ze świata sportu?

    – Moim zdaniem nie wrócą. WATTS były programem produkowanym przez centralę Eurosportu, natomiast my ostatnio reaktywowaliśmy takie nasze, polskie WATTS na mediach społecznościowych. To się nazywało EuroShorty. Zrezygnowaliśmy z tych produkcji, bo jednak nie rezonowały. Sam żałuję, że nie ma WATTS.
    Dlaczego wasi komentatorzy są rzadko wysyłani na zawody, aby komentować je z miejsca?

    – W tej chwili komentuje się raczej centralnie z różnych powodów, również możliwości technologicznych. Wdrożyliśmy taki system play-outu [nadawania i realizacji], który pozwala realizować z polskiej reżyserki, coś, co się odbywa w zupełnie w innym miejscu na świecie. Zresztą z każdej reżyserki w Eurosporcie możemy zrealizować każde wydarzenie, które Eurosport transmituje. Są takie dyscypliny, jak na przykład kolarstwo, w których komentowanie sprzed ekranu ułatwia pracę, bo kolarze jadą setki kilometrów i nawet będąc na miejscu wyścigu, trzeba komentować patrząc na transmisję telewizyjną. Wyścig przenosi się z etapami i budki komentatorskie trzeba każdorazowo zwijać i stawiać w nowym miejscu, z całą infrastrukturą.

    Z drugiej strony są też takie wydarzenia, podczas których ewidentnie chcemy, żeby komentatorzy byli na miejscu, bo wtedy czują ducha imprezy, mają jej lepszy ogląd. Tak jest przy żużlu, polskich weekendach “skokowych” czy – częściowo – igrzyskach olimpijskich.

    Tutaj dodam, że przy niektórych transmisjach organizujemy strefy kibica, gdzie instalujemy budki komentatorskie i można zobaczyć na żywo, jak to wygląda. Tak jest na przykład podczas Tour de Pologne. Jeśli ktoś chciałby się spotkać ze swoimi ulubionymi komentatorami, znów zapraszam do śledzenia naszych socjali i wiadomości sportowych.
    Co z transmisjami w 4K? Otwarcie igrzysk miało taki standard, potem było już gorzej.

    – 4K to drogie medium, m.in. ze względu na koszty przesyłu danych. Będziemy jednak walczyć, by nie zniknęło, zwłaszcza przy Wielkich Szlemach czy igrzyskach. Najlepiej sprawdza się tu streaming, gdzie możemy zagwarantować dostarczenie sygnału w tej jakości. U operat

  • 6:1 na koniec meczu Kawy z mistrzynią rangi “500”. Stawką finał turnieju WTA

    6:1 na koniec meczu Kawy z mistrzynią rangi “500”. Stawką finał turnieju WTA

    Polscy tenisiści fundują spore emocje na początku maja. Dziś o awans do finału ATP Challenger 175 w Cagliari powalczy Hubert Hurkacz. O poranku zaś swój mecz o miejsce w decydującym starciu podczas WTA 125 w Huzhou rozgrywała Katarzyna Kawa. Nasza reprezentantka zmierzyła się z wielokrotną mistrzynią imprez rangi “500” w grze podwójnej – Hanyu Guo. Na koniec spotkania doszło do pogromu. Ostateczne rozstrzygnięcie poznaliśmy po 78 minutach.
    Katarzyna Kawa rywalizowała o awans do finału WTA 125 w Huzhou

    Katarzyna Kawa rywalizowała o awans do finału WTA 125 w Huzhou Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Katarzyna Kawa (163. WTA) zdecydowała się w tym tygodniu na nietypowy ruch. W momencie, gdy sezon na mączce w Europie trwa w najlepsze, nasza reprezentantka udała się do Chin, by rywalizować na tej samej nawierzchni. Podczas turnieju WTA 125 w Huzhou została rozstawiona z “3”. Polka bezproblemowo przebrnęła przez pierwsze dwie fazy zmagań. Więcej emocji zobaczyliśmy wczoraj, podczas ćwierćfinałowej potyczki z Warwarą Panszyną. 33-latka potrzebowała aż 2 godzin i 42 minut, by pokonać Rosjankę 6:3, 4:6, 6:1.

    Dziś zawodniczka klubu BKT Advantage Bielsko-Biała ponownie zameldowała się na arenie. Jej przeciwniczką w meczu o finał była rozstawiona z “5” tenisistka gospodarzy – Hanyu Guo (173. WTA). Chinka słynie przede wszystkim ze znakomitych występów w deblu. Ma na swoim koncie aż trzy tytuły rangi “500”, w zeszłym roku była nawet w finale tysięcznika. Z kolei Kawa walczyła w sobotę o swój trzeci finał WTA 125 w singlu. Zapowiadało się ciekawe starcie.

    Katarzyna Kawa kontra Hanyu Guo w półfinale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Guo. Już w pierwszym gemie obserwowaliśmy rywalizację na przewagi. Wówczas Chinka wyszła jeszcze z opresji bez potrzeby bronienia break pointów. Premierowa okazja na przełamanie pojawiła się w trakcie trzeciego rozdania. Wówczas Kawa prowadziła 40-15, a mimo to doszło do piłki na 3:1 dla Hanyu. Nasza reprezentantka wyszła z opresji i po chwili sama posiadała dwie szanse na returnie.

    Na breaka trzeba było jednak zaczekać aż do siódmego rozdania. Wówczas Katarzyna wyszła ze stanu 15-40 i po drugiej okazji na przełamanie wyszła na prowadzenie. Po zmianie stron ugruntowała swoją przewagę, dzięki czemu zrobiło się 5:3 dla zawodniczki BKT Advantage Bielsko-Biała. Polka przypilnowała różnicy do końca partii. Ostatecznie wygrała ją rezultatem 6:4.

    Na starcie drugiej części pojedynku doszło do deklasacji. Guo popełniała sporo błędów, czując ogromną presję, a Kawie wychodziło niemal wszystko. Nasza reprezentantka popisywała się nawet skutecznymi dropszotami. W pierwszych pięciu gemach zawodniczka pochodząca z Krynicy-Zdroju straciła zaledwie trzy punkty. Już przy stanie 5:0 Katarzyna serwowała po zwycięstwo w całym spotkaniu.

    33-latka wygrała pierwszą akcję, potem pachniało rezultatem 30-0. Gdy pani sędzia opuściła stołek i poszła sprawdzić ślad, okazało się jednak, że trzeba będzie powtórzyć akcję. Hanyu zanotowała serię czterech punktów z rzędu i zdobyła honorowe “oczko”. Na więcej Kawa już nie pozwoliła. W następnym rozdaniu doszło do kolejnego przełamania. Przy trzecim meczbolu Chinka posłała piłkę w siatkę i w taki oto sposób Katarzyna triumfowała w całym spotkaniu 6:4, 6:1. W finale turnieju rangi “125” w Huzhou spotka się z rozstawioną z “1” Veroniką Erjavec (96. WTA). Już sam awans do decydującego starcia dał Polce awans w nieoficjalnym rankingu “na żywo” na 150. miejsce. Jeśli je wygra, wówczas wskoczy w okolice 138. pozycji.
    Tenisistka w jasnej koszulce i białej czapce z daszkiem ściska zaciśniętą pięść w geście triumfu, stojąc na korcie ziemnym.

    Katarzyna KawaFoto Olimpik/Nur Photo AFP
    Kobieta w sportowym stroju tenisowym, okulary przeciwsłoneczne, biała czapka z daszkiem, zaciśnięta pięść w geście triumfu, intensywne skupienie podczas meczu tenisowego.

    Hanyu GuoMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Zawodniczka tenisa w trakcie meczu, ubrana w biało-czerwoną koszulkę z polską flagą, wyraża mocne emocje, zaciskając pięść i krzycząc z triumfem, w tle widzowie oraz osoba w niebieskiej bluzie i czapce.

    Katarzyna KawaAndrzej Iwańczuk/Reporter Reporter

    Zieliński/ Johnson – Heliovaara/ Patten. Skrót meczu.

  • „Donald Tusk wywołuje polityczną burzę, sugerując manipulacje wyborcze stojące za dojściem Karola Nawrockiego do władzy”

    „Donald Tusk wywołuje polityczną burzę, sugerując manipulacje wyborcze stojące za dojściem Karola Nawrockiego do władzy”

    „Donald Tusk wywołuje polityczną burzę, sugerując manipulacje wyborcze stojące za dojściem Karola Nawrockiego do władzy”

    „Donald Tusk wywołuje polityczną burzę, sugerując manipulacje wyborcze stojące za dojściem Karola Nawrockiego do władzy”

    Wprowadzenie: narastające napięcia polityczne w Polsce

    Polska scena polityczna ponownie znalazła się w centrum intensywnej debaty publicznej po serii wypowiedzi przypisywanych premierowi Donaldowi Tuskowi, które wywołały szeroką dyskusję na temat uczciwości procesów wyborczych oraz stabilności instytucji demokratycznych. Według relacji medialnych i komentarzy politycznych, Tusk miał zasugerować możliwość wystąpienia nieprawidłowości w trakcie procesu prowadzącego do wzrostu politycznego znaczenia Karola Nawrockiego, co natychmiast stało się przedmiotem ostrej reakcji zarówno opozycji, jak i części komentatorów społecznych.

    Choć brak jest jednoznacznych i potwierdzonych dowodów na jakiekolwiek manipulacje, sama narracja wokół tych oskarżeń doprowadziła do gwałtownego wzrostu napięć w debacie publicznej. W efekcie Polska ponownie znalazła się w centrum politycznego sporu dotyczącego zaufania do instytucji państwowych.

    Tło konfliktu politycznego

    Karol Nawrocki, jako postać publiczna związana z obszarem życia instytucjonalnego i historycznego, w ostatnich latach zyskał znaczącą rozpoznawalność. Jego rosnąca obecność w debacie publicznej została odebrana przez część środowisk politycznych jako naturalny efekt zmian społecznych i politycznych w kraju, natomiast inni interpretują ją jako element szerszej walki o wpływy w państwie.

    Donald Tusk, pełniący funkcję premiera i lidera jednej z głównych sił politycznych w Polsce, od lat pozostaje jedną z najbardziej wpływowych, ale i najbardziej kontrowersyjnych postaci sceny politycznej. Jego wypowiedzi często wywołują silne reakcje, szczególnie w kontekście kwestii związanych z demokracją, praworządnością i funkcjonowaniem instytucji publicznych.

    W tym kontekście rzekome sugestie dotyczące możliwych nieprawidłowości wyborczych zostały odebrane jako poważny zarzut, mimo że oficjalne stanowiska instytucji państwowych nie potwierdzają takich twierdzeń.

    Reakcje sceny politycznej

    Wypowiedzi przypisywane Tuskowi spotkały się z natychmiastową reakcją polityków opozycji, którzy uznali je za próbę podważenia legitymacji demokratycznie wyłonionych procesów. W ich ocenie tego typu narracje mogą prowadzić do dalszej polaryzacji społeczeństwa i osłabienia zaufania obywateli do systemu wyborczego.

    Z kolei zwolennicy obecnego rządu podkreślają, że zwracanie uwagi na potencjalne zagrożenia dla transparentności życia publicznego jest elementem odpowiedzialnej debaty politycznej. Ich zdaniem każda demokracja powinna być gotowa do analizowania i kontrolowania procesów wyborczych, aby zapobiegać ewentualnym nieprawidłowościom.

    Karol Nawrocki w swoich publicznych wypowiedziach miał odpierać wszelkie sugestie dotyczące jakichkolwiek nieprawidłowości, określając je jako element walki politycznej i próbę destabilizacji jego wizerunku.

    Rola mediów i opinii publicznej

    Media odegrały kluczową rolę w nagłośnieniu całej sprawy. Część redakcji podkreślała, że wypowiedzi polityczne zostały wyrwane z kontekstu lub nadinterpretowane, podczas gdy inne przedstawiały je jako element szerszego konfliktu politycznego w kraju.

    W mediach społecznościowych dyskusja przybrała jeszcze bardziej intensywny charakter. Użytkownicy dzielili się skrajnie różnymi opiniami, często opartymi bardziej na emocjach niż na faktach. W rezultacie temat szybko stał się jednym z głównych punktów debaty publicznej.

    Eksperci ds. komunikacji politycznej zwracają uwagę, że w erze cyfrowej informacje rozprzestrzeniają się w sposób błyskawiczny, co może prowadzić do eskalacji napięć nawet w sytuacjach, w których brakuje jednoznacznych dowodów.

    Analiza polityczna: co stoi za konfliktem?

    Analitycy wskazują, że obecny spór może być częścią szerszego procesu polaryzacji sceny politycznej w Polsce. W ostatnich latach obserwuje się narastające napięcia pomiędzy różnymi obozami politycznymi, które coraz częściej wykorzystują narracje dotyczące zagrożeń dla demokracji jako element strategii komunikacyjnej.

    W tym kontekście Karol Nawrocki staje się symbolem jednej strony sporu, natomiast Donald Tusk reprezentuje drugą stronę politycznego spektrum. Tego typu personalizacja konfliktu sprawia, że debata publiczna coraz rzadziej dotyczy konkretnych rozwiązań programowych, a coraz częściej skupia się na wzajemnych oskarżeniach.

    Eksperci podkreślają również, że brak zaufania między głównymi siłami politycznymi może prowadzić do dalszego osłabienia instytucji demokratycznych, jeśli nie zostaną podjęte działania mające na celu odbudowę dialogu.

    Wpływ na stabilność państwa

    Choć obecna sytuacja nie wskazuje na bezpośrednie zagrożenie dla stabilności państwa, rosnące napięcia polityczne mogą mieć długofalowe konsekwencje. W szczególności chodzi o spadek zaufania obywateli do instytucji wyborczych oraz do klasy politycznej jako całości.

    W demokratycznym systemie politycznym kluczowe znaczenie ma przekonanie obywateli, że proces wyborczy jest przejrzysty i uczciwy. Nawet niepotwierdzone sugestie dotyczące manipulacji mogą osłabić to zaufanie, jeśli są szeroko nagłaśniane i powielane.

    Z drugiej strony, całkowite ignorowanie kwestii przejrzystości wyborów również mogłoby prowadzić do negatywnych konsekwencji. Dlatego eksperci apelują o ostrożność w formułowaniu publicznych oskarżeń oraz o oparcie debaty na twardych danych.

    Perspektywy na przyszłość

    Przyszłość tej politycznej konfrontacji zależy w dużej mierze od dalszego rozwoju sytuacji oraz od tego, czy pojawią się jakiekolwiek oficjalne wyjaśnienia lub raporty instytucji odpowiedzialnych za nadzór nad procesami wyborczymi.

    Jeśli napięcia będą narastać, możliwe jest dalsze pogłębienie podziałów politycznych w kraju. Z kolei deeskalacja mogłaby nastąpić w przypadku uspokojenia retoryki oraz skupienia się na merytorycznej debacie.

    W dłuższej perspektywie kluczowe będzie odbudowanie zaufania społecznego oraz wzmocnienie mechanizmów kontroli i transparentności, które stanowią fundament każdego systemu demokratycznego.

    Obecna sytuacja polityczna wokół rzekomych sugestii Donalda Tuska dotyczących procesu wyborczego i rosnącej pozycji Karola Nawrockiego pokazuje, jak łatwo współczesna debata publiczna może zostać zdominowana przez emocje i interpretacje.

    Choć brak jest jednoznacznych dowodów na przedstawiane oskarżenia, sam fakt ich pojawienia się wywołał szeroką dyskusję na temat kondycji demokracji w Polsce, roli mediów oraz odpowiedzialności polityków za słowa, które wypowiadają.

    Niezależnie od dalszego rozwoju wydarzeń, sprawa ta już teraz wpisuje się w szerszy kontekst narastającej polaryzacji politycznej i pokazuje, że zaufanie do instytucji publicznych pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań współczesnej Polski.

  • Polityczny konflikt w Polsce się zaostrza: prezydent Karol Nawrocki blokuje wart 43,7 miliarda euro unijny plan obronny, a premier Donald Tusk uruchamia „plan B”

    Polityczny konflikt w Polsce się zaostrza: prezydent Karol Nawrocki blokuje wart 43,7 miliarda euro unijny plan obronny, a premier Donald Tusk uruchamia „plan B”

    Polityczny konflikt w Polsce się pogłębia: prezydent Karol Nawrocki blokuje wart 43,7 miliarda euro plan obronny UE wspierany przez premiera Donalda TuskaPolityczny konflikt w Polsce się pogłębia: prezydent Karol Nawrocki blokuje wart 43,7 miliarda euro plan obronny UE wspierany przez premiera Donalda Tuska

    Wprowadzenie

    Polska scena polityczna znalazła się w jednym z najbardziej napiętych momentów od lat. Spór pomiędzy prezydentem Karolem Nawrockim a rządem premiera Donalda Tuska osiągnął nowy poziom, po tym jak głowa państwa zdecydowała się zawetować kluczowy element unijnego programu obronnego o wartości 43,7 miliarda euro.

    Decyzja ta wywołała gwałtowną reakcję rządu, który uznał ją za poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i wiarygodności Polski w Unii Europejskiej. W efekcie kraj wszedł w fazę otwartego konfliktu politycznego, który może mieć długofalowe skutki dla relacji międzynarodowych, gospodarki oraz stabilności instytucji państwowych.

    Tło sporu politycznego

    Konflikt między prezydentem a rządem nie pojawił się nagle. Od miesięcy narastały napięcia dotyczące kierunku polityki zagranicznej, reform sądownictwa oraz sposobu finansowania obronności.

    Rząd Donalda Tuska od początku swojej kadencji podkreślał potrzebę ścisłej współpracy z Unią Europejską, szczególnie w obszarze bezpieczeństwa. W obliczu rosnących zagrożeń geopolitycznych w regionie, Warszawa aktywnie uczestniczyła w negocjacjach dotyczących wspólnego unijnego funduszu obronnego.

    Prezydent Karol Nawrocki prezentuje jednak bardziej sceptyczne podejście wobec części inicjatyw unijnych, argumentując, że mogą one ograniczać suwerenność państw członkowskich i zwiększać zależność od struktur centralnych UE.

    Czym jest plan obronny UE wart 43,7 miliarda euro?

    Sporny projekt to szeroko zakrojony program finansowania obronności w krajach Unii Europejskiej. Jego celem jest:

    modernizacja sił zbrojnych państw członkowskich

    zwiększenie wspólnych zdolności militarnych UE

    rozwój technologii obronnych, w tym systemów cyberbezpieczeństwa

    poprawa interoperacyjności armii europejskich

    Polska miała być jednym z kluczowych beneficjentów programu, otrzymując znaczące środki na modernizację armii, zakup sprzętu oraz rozwój infrastruktury wojskowej.

    Rząd argumentował, że udział w programie jest strategicznie istotny w kontekście zagrożeń wschodniej flanki NATO oraz niestabilności w regionie.

    Decyzja prezydenta i jej uzasadnienie

    Prezydent Karol Nawrocki zdecydował się jednak zawetować ustawę umożliwiającą udział Polski w programie.

    W swoim uzasadnieniu wskazał kilka kluczowych argumentów:

    obawy o nadmierną centralizację decyzji w Brukseli

    brak wystarczających gwarancji kontroli nad wydatkowaniem środków

    ryzyko uzależnienia polskiej polityki obronnej od instytucji unijnych

    konieczność zachowania pełnej suwerenności w sprawach wojskowych

    Według prezydenta, Polska powinna rozwijać własne zdolności obronne w oparciu o współpracę bilateralną i NATO, a nie poprzez rozbudowane mechanizmy unijne.

    Reakcja rządu Donalda Tuska

    Decyzja prezydenta spotkała się z ostrą reakcją rządu. Premier Donald Tusk określił ją jako „nieodpowiedzialną i szkodliwą dla bezpieczeństwa państwa”.

    Według przedstawicieli rządu:

    Polska traci dostęp do dużych środków modernizacyjnych

    osłabiona zostaje pozycja kraju w UE

    decyzja może wpłynąć negatywnie na relacje z partnerami zachodnimi

    blokada programu osłabia zdolności obronne w kluczowym momencie geopolitycznym

    Rząd zapowiedział próbę ponownego skierowania projektu do parlamentu oraz rozważenie alternatywnych mechanizmów finansowania.

    Polityczna eskalacja konfliktu

    Spór szybko przerodził się w otwartą walkę polityczną. W parlamencie rozpoczęły się gorące debaty, a przedstawiciele obu stron wymieniają się ostrymi oskarżeniami.

    Obóz rządowy zarzuca prezydentowi:

    blokowanie strategicznych inwestycji

    działanie na szkodę państwa

    kierowanie się politycznymi interesami opozycji

    Z kolei strona prezydencka twierdzi, że rząd:

    próbuje ograniczyć rolę prezydenta

    zbyt mocno podporządkowuje Polskę instytucjom unijnym

    ignoruje obawy dotyczące suwerenności

    Konflikt ten przeniósł się również do przestrzeni publicznej, gdzie społeczeństwo jest wyraźnie podzielone.

    Reakcje międzynarodowe

    Sytuacja w Polsce została zauważona również poza granicami kraju. Partnerzy w Unii Europejskiej wyrażają zaniepokojenie, ponieważ Polska jest jednym z kluczowych państw wschodniej flanki UE i NATO.

    Niektóre stolice europejskie obawiają się, że:

    opóźnienie w programie osłabi wspólną politykę obronną

    wewnętrzny konflikt polityczny w Polsce wpłynie na decyzje UE

    może dojść do dalszej polaryzacji w regionie

    Jednocześnie część analityków wskazuje, że spór ten odzwierciedla szerszy problem w UE dotyczący równowagi między integracją a suwerennością państw członkowskich.

    Konsekwencje gospodarcze i militarne

    Zablokowanie programu może mieć realne skutki dla Polski. Eksperci wskazują na kilka potencjalnych konsekwencji:

    opóźnienie modernizacji armii

    utrata części unijnych funduszy

    zmniejszenie inwestycji w sektor obronny

    osłabienie pozycji negocjacyjnej Polski w UE

    Szczególnie istotne jest to w kontekście rosnących wydatków na obronność w Europie oraz napiętej sytuacji geopolitycznej.

    Podziały społeczne

    Konflikt polityczny znajduje odzwierciedlenie również w społeczeństwie. Część obywateli popiera decyzję prezydenta, argumentując, że ochrona suwerenności jest priorytetem.

    Inni z kolei uważają, że Polska powinna maksymalnie wykorzystać dostępne środki unijne, szczególnie w obszarze bezpieczeństwa.

    Debata publiczna staje się coraz bardziej spolaryzowana, co dodatkowo utrudnia osiągnięcie kompromisu.

    Możliwe scenariusze rozwoju sytuacji

    Eksperci polityczni wskazują kilka możliwych kierunków rozwoju wydarzeń:

    1. Ustępstwo jednej ze stron – kompromis w sprawie części programu

    2. Ponowne głosowanie w parlamencie – próba odrzucenia weta

    3. Zmiana projektu – renegocjacja warunków z UE

    4. Długotrwały impas polityczny – utrzymanie obecnego konfliktu

    Każdy z tych scenariuszy niesie ze sobą różne konsekwencje dla stabilności kraju.

    Podsumowanie

    Spór o wart 43,7 miliarda euro unijny program obronny stał się symbolem głębszego konfliktu politycznego w Polsce. Nie chodzi już tylko o pojedynczą ustawę, ale o fundamentalne pytania dotyczące kierunku polityki państwa, relacji z Unią Europejską oraz równowagi władzy między prezydentem a rządem.

    Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego i reakcja premiera Donalda Tuska pokazują, że Polska weszła w fazę intensywnej rywalizacji politycznej, której skutki mogą być odczuwalne jeszcze przez wiele lat.

    W najbliższym czasie kluczowe będzie to, czy obie strony zdecydują się na kompromis, czy też konflikt będzie dalej eskalował, wpływając na stabilność kraju i jego pozycję w Europie.

  • Pogrążyła Andriejewą, teraz znowu spotkają się na korcie. Ukrainka wysłała wiadomość światu

    Pogrążyła Andriejewą, teraz znowu spotkają się na korcie. Ukrainka wysłała wiadomość światu

    Mirra Andrirjewa w Madrycie będzie miała szansę na wywalczenie trzeciego w sezonie singlowego trofeum, ale pierwszego w turnieju rangi WTA 1000. Rosjanka w decydującym meczu zmierzy się z Martą Kostiuk, z którą już raz w tym sezonie grała. Wówczas górą była Ukrainka, teraz jej rywalka będzie miała okazję do rewanżu. Kostiuk przed finałem wysłała jasną wiadomość – finał w Madrycie będzie zupełnie inny niż poprzednie starcie tych tenisistek.

    Mirra Andriejewa w finale turnieju w Madrycie zagra z Martą KostiukMAHOUDEAU CLEMENTAFP

    Mirra Andriejewa na początku sezonu wygrała turniej w Adelajdzie, w kwietniu z kolei była najlepsza w Linzu. Były to jednak turnieje rangi WTA 500, teraz stanie przed szansą na to, by wygrać pierwszy “tysięcznik” w 2026 roku. Rosjanka po pokonaniu w półfinale Hailey Baptiste zameldowała się w finale, w sobotnie popołudnie zmierzy się z Martą Kostiuk.

    Przed tym meczem na oficjalnej stronie WTA pojawiła się obszerna zapowiedź, w którym zwrócono uwagę na ostatnie występy Rosjanki na kortach ziemnych.

    “Sezon Andriejewej na kortach ziemnych pokazał jej dotychczasową regularność i dominację, a także pokazał, że potrafi walczyć w trudnych sytuacjach, pomimo napięcia. Jest w swoim pierwszym finale w La Caja Mágica i trzecim finale WTA 1000, stając się pierwszą nastolatką, która trzykrotnie dotarła do finału 1000 w swojej karierze. Ma również bilans 2-0 w tych poprzednich meczach, po dwóch z rzędu w Dubaju i Indian Wells w 2025 roku” – czytamy.

    Mirra Andriejewa może zrewanżować się Marcie Kostiuk

    W przygotowanej zapowiedzi doceniono także Kostiuk, zwracając uwagę na to, że ta też świetnie prezentuje się na kortach ziemnych. “Czwartkowy półfinał był jak dotąd jedynym trzysetowym meczem Ukrainki w Madrycie i nie znalazła się w zbyt niebezpiecznej sytuacji, by przegrać mecz” – zauważono.

    WTA w swojej analizie przypomina także, że do tej pory Andriejewa i Kostiuk mierzyły się raz, było to w styczniu 2026 roku, kiedy to Ukrainka pokonała Rosjankę w ćwierćfinale turnieju w Brisbane. Wówczas spotkanie rozgrywano na nawierzchni twardej, w związku z tym tenisistka z Kijowa ma świadomość, że w Hiszpanii razem z rywalką będzie pisała zupełnie inną historię.

    Myślę, że to zupełnie inny kort i wszystko inne. Wtedy to był naprawdę trudny mecz. Nie mogę się doczekać finału, bo to w końcu finał

    23-latka doceniła przy tym swoją przeciwniczkę, zwracając uwagę na to, że ta gra bardzo solidnie. “Bardzo mocno uderza, ma raczej bardzo mocny serwis” – dodała.

    A co do powiedzenia w sprawie finału miała Andriejewa? 19-latka dała do zrozumienia, że nie uważa się za faworytkę meczu, ponieważ wie, że niezależnie od tego, z kim jej przychodzi grać w finale, jest to trudna rywalka.

    Nauczyłam się nie przejmować rankingiem rywalki ani jej nazwiskiem. Po prostu postaram się wyjść na kort i zrobić to, co muszę, żeby naprawdę skupić się na planie gry, który stworzymy z Conchitą [Martinez], i to jest jedyna rzecz, którą mogę kontrolować

    Finałowy mecz w Madrycie zostanie rozegrany w sobotę 2 maja, początek najwcześniej o godz. 17, a na relację tekstową z tego starcia zapraszamy do Interii. Następnego dnia Andriejewa przystąpi do walki o kolejny tytuł, razem z Dianą Sznajder dotarła bowiem do finału rywalizacji deblowej.
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    tenisistka w ciemnej koszulce i białej opasce na głowie wykonuje dynamiczne uderzenie forhendowe niebieską rakietą, skupiając wzrok na lecącej piłce

    Marta KostiukCHENG MINAFP
    kobieta w sportowym stroju z opaską na głowie zaciska pięść i wyraża silne emocje, stojąc na korcie tenisowym

    Marta KostiukOSCAR DEL POZOAFP

    Flavio Cobolli – Alexander Zverev. Skrót meczu.

  • Polska chce wielkiej imprezy u siebie. Świątek tylko na to czeka. Rosjanie na drodze

    Polska chce wielkiej imprezy u siebie. Świątek tylko na to czeka. Rosjanie na drodze

    Jakiś czas temu pojawił się temat organizacji turnieju WTA Finals w Polsce. Impreza miałaby się odbyć w Gdańsku. Polska ma mocnych kontrkandydatów, ale może się okazać, że największą przeszkodą okaże się… polityka. Znany dziennikarz Ben Rothenberg przeanalizował sytuację, wskazując na podejście Polski do Rosjan i Białorusinów. -Kontekst polityki międzynarodowej ma wpływ na ostateczną decyzję – ocenił Mieszko Rajkiewicz dla “Sport.pl”.
    Iga Świątek

    Iga Świątek podczas turnieju WTA Finals 2024 w Rijadzie Artur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    31 marca 2026 roku Sebastian Parfjanowicz z “Przeglądu Sportowego” przekazał zaskakujące wieści. Z informacji dziennikarza wynikało wprost, że Polska może przejąć organizację kończącego sezon turnieju WTA Finals. Jako miasto, które miałoby gościć tenisistki wskazał Gdańsk.

    “Jak udało nam się dowiedzieć, w najbliższych dniach przyleci do Polski silna delegacja WTA, z dyrektor generalną Portią Archer. W planach jest przede wszystkim Gdańsk i wizytacja ERGO Areny, która miałaby gościć najlepsze tenisistki świata. Co istotne, nie pierwsza. Według naszych informacji, obiekt był już wstępnie sprawdzany i dostał zielone światło” – przekazał dziennikarz.

    Świątek i Sabalenka w Polsce? Polityka w grze

    Zakulisowa walka trwa, a kluczowa może okazać się polityka. Znany dziennikarz tenisowy Ben Rothenberg przeanalizował sytuację. “Ta wyraźna tendencja w polityce Polski w zakresie organizacji imprez sportowych musi stanowić czynnik zakłócający dla kandydatury Gdańska na gospodarza finałów WTA, biorąc pod uwagę długotrwałą pobłażliwość w tenisie wobec zawodniczek z Rosji i Białorusi” – napisał na Twitterze.

    Dziennikarze “Sport.pl” skontaktowali się z ekspertami z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. – W obecnych czasach nie jest to bez znaczenia. Nie potrafię powiedzieć, na ile to jest przesądzające, ale na pewno kontekst polityki międzynarodowej ma wpływ na ostateczną decyzję. Powód, dla którego Rosję i Białoruś w bardzo dużym stopniu wykluczono z międzynarodowego sportu nie zniknął – rozpoczął Mieszko Rajkiewicz.

    – Rosja nadal prowadzi działania wojenne i innego rodzaju sankcje (polityczne, ekonomiczne) obowiązują. Te sportowe jednak najłatwiej uchylić, dlatego też niektóre państwa, w tym Polska, utrzymuje swoją postawę względem sportowców rosyjskich. Widać trend decyzyjny w międzynarodowych organizacjach sportowych. I Polska niestety będzie musiała się do tego w jakimś stopniu odnieść, jeśli nadal chcemy organizować podobne wydarzenia. Czy kompletnie dostosować? Trudno powiedzieć. W każdej dyscyplinie sportowej potrzebne będzie indywidualne podejście – dodał.

    Do WTA Finals pozostało jeszcze wiele czasu. Mowa bowiem o końcówce sezonu 2027, a więc prawdopodobnie przełomie października i listopada. Z doniesień medialnych wynika, że konkurencja dla polskiej kandydatury jest naprawdę mocna. Organizacją turnieju ma być bowiem zainteresowane USA.

    Decyzję, gdzie zagrają Iga Świątek i spółka poznamy pewnie w najbliższych miesiącach. Najbliższa edycja ma się odbyć się jeszcze w Rijadzie. Turniej zaplanowano na drugi tydzień listopada. Rozpocznie się 7 listopada, finał zostanie rozegrany 14 listopada. Iga w tym momencie plasuje się poza ósemką w rankingu WTA race.
    dwie tenisistki w sportowych strojach ściskają sobie dłonie na korcie, obie uśmiechnięte, w tle widoczne rozmyte postacie kibiców

    Emma Raducanu dziękuję za grę Idze ŚwiątekAFP
    Iga Światek, Rzym 2024. Polka zacznie wkrótce bronić większości swoich punktów, które obecnie ma w rankingu WTA

    Iga Światek, Rzym 2024. Polka zacznie wkrótce bronić większości swoich punktów, które obecnie ma w rankingu WTAFILIPPO MONTEFORTEAFP
    Młoda kobieta w sportowym stroju tenisowym z rakietą tenisową w jednej ręce, ubrana w białą koszulkę bez rękawów z charakterystycznym wzorem i fioletową czapkę, znajduje się na korcie tenisowym podczas meczu.

    Sensacyjny pomysł dyrektora Australian Open. Może to wpłynąć na Igę ŚwiątekAaron FavilaEast News

    Najlepsze bloki Tauron Ligi w sezonie 2025/2026.

  • Usłyszał opinie o Świątek. “Mnie to trochę śmieszy”

    Usłyszał opinie o Świątek. “Mnie to trochę śmieszy”

    Mirra Andriejewa w Madrycie czuje się znakomicie. Rosjanka w półfinale turnieju WTA 1000 w stolicy Hiszpanii pokonała Hailey Baptiste. Dzień później przed Andriejewą pojawiła się kolejna szansa. Tym razem w parze z Dianą Sznajder rywalizowała o awans do finału turnieju także w deblu. Po drugiej stronie siatki stały Laura Siegemund i Wiera Zwonariowa. Ostatecznie w dwóch setach lepsze okazały się Rosjanki.

    Mirra Andriejewa wciąż wyczekuje swojego pierwszego triumfu w turnieju rangi Wielkiego Szlema. Nastolatka z Rosji już od dłuższego czasu przestała być zawodniczką perspektywiczną, stała się tenisistką światowej czołówki. Mówi o tym chociażby ranking WTA, gdzie Andriejewa plasuje się na ósmym miejscu.

    Świątek już po pierwszym starciu w Rzymie. 90 minut gry z mistrzynią Australian Open

    Wydaje się, że sporą szansą na pierwsze zwycięstwo w Wielkim Szlemie może być dla nastolatki turniej na kortach imienia Rolanda Garrosa. Jak na razie jej granie na nawierzchni ziemnej w tym roku jest prawie idealne. Na 13 meczów singlowych wygrała dwanaście. Przegrała jedynie w finale w Stuttgarcie z Jeleną Rybakiną.

    Andriejewa w kolejnym finale. Powalczy o dwa tytuły
    Oprócz tego wygrała imprezę rangi WTA 500 w Linz, a także dotarła już do finału “tysięcznika” w Madrycie. O tytuł w stolicy Hiszpanii powalczy w sobotnie popołudnie z Martą Kostiuk. Rosjanka będzie oczywiście faworytką. To jednak nie jedyny finał jaki zagra w Madrycie.

    Krecz zakończył mecz Polaka o finał w Madrycie. Dokonało się po drugim breaku

    W piątkowe popołudnie w parze z Djaną Sznajder walczyła o awans do ostatniego meczu turnieju debla. Po drugiej stronie siatki stały doświadczone Wiera Zwonariowa oraz Laura Siegemund. Mecz zaczął się doskonale dla rosyjskiej pary. Już w pierwszym gemie Andriejewa ze Sznajder przełamały rywalki.

    Prowadzenia już do końca seta nie oddały, wygrywając go 6:3. Druga partia zaczęła się od dwóch przełamań. Najpierw serwis rywalkom odebrały Rosjanki, a potem same oddały podanie. Ostatecznie seta wygrały Andriejewa i Sznajder 6:2. To rosyjska para powalczy o tytuł w finale.

  • Głośno o “pupilce Putina”. Tak traktują ją w Rosji po wyjeździe z kraju

    Głośno o “pupilce Putina”. Tak traktują ją w Rosji po wyjeździe z kraju

    Jeszcze do niedawna Jelena Isinbajewa była symbolem sukcesu rosyjskiego sportu i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci związanych z władzą na Kremlu. Dwukrotna mistrzyni olimpijska przez lata uchodziła za ulubienicę Władimir Putin, a jej wizerunek wykorzystywano jako przykład narodowej dumy. Wszystko zmieniło się jednak po rozpoczęciu wojny w Ukrainie.

    W obliczu nowych realiów była rekordzistka świata zdecydowała się opuścić Rosję i rozpocząć nowe życie za granicą. Jej wybór padł na Teneryfę, gdzie – jak donoszą zagraniczne media – posiada nieruchomości i mieszka wraz z rodziną, z dala od polityki oraz medialnego szumu. Ten krok sprawił, że w ojczyźnie jej wizerunek uległ całkowitej zmianie. Z bohaterki narodowej zaczęła być postrzegana jako osoba, która odwróciła się od kraju.

    Mimo wyprowadzki nazwisko Isinbajewej regularnie powraca w rosyjskich mediach. Ostatnio znów zrobiło się o niej głośno, tym razem w kontekście problemów finansowych. Według informacji publikowanych przez kanał SHOT w serwisie Telegram była lekkoatletka miała zostać pozwana za zaległości związane z opłatami za mieszkania w Moskwie. Mowa o kwocie sięgającej setek tysięcy rubli, obejmującej rachunki za media oraz koszty utrzymania nieruchomości, które – jak twierdzą rosyjskie źródła – przez dłuższy czas nie były regulowane.

    To jednak nie koniec kłopotów. Jak informuje portal news.ru, niedługo po jej wyjeździe sprawą sportsmenki zainteresowały się również rosyjskie organy podatkowe. W ubiegłym roku naliczono jej zobowiązania przekraczające milion rubli. Późniejsze doniesienia sugerowały jednak, że część należności została spłacona, a ostatecznie dług wobec fiskusa miał zostać uregulowany.

    Historia Isinbajewej pokazuje, jak szybko może zmienić się pozycja nawet największych ikon sportu w obliczu wydarzeń politycznych. Jeszcze niedawno była twarzą rosyjskiego sukcesu, dziś jej życie toczy się z dala od kraju, a jej nazwisko częściej pojawia się w kontekście kontrowersji niż sportowych triumfów.

  • Walkower! Polki mają awans na mistrzostwach świata

    Walkower! Polki mają awans na mistrzostwach świata

    Polskie tenisistki stołowe wygrały walkowerem 3:0 z Demokratyczną Republiką Konga i zajęły drugie miejsce w swojej grupie drużynowych mistrzostw świata w Londynie. Wcześniej Polki przegrały z Koreą Północną 0:3 oraz pokonały Hiszpanię 3:1.

    Oprócz zwycięzców 14 grup awans wywalczy także sześć najlepszych zespołów z drugich miejsc. Pozostałe zagrają w barażach, a czterej triumfatorzy też pozostaną w zawodach. Do tych 24 drużyn dołączy osiem najlepszych z rankingu, które w dwóch grupach będą rywalizować o jak najlepsze rozstawienie.
    W czwartek bezpośrednio do 1/16 finału awansowali Polacy po zwycięstwie nad Mołdawią 3:2. W poprzednich dniach biało-czerwoni w swojej grupie wygrali z Tahiti i z Chile po 3:0.

    Mistrzostwa świata potrwają do 10 maja. Tytułów bronią oba zespoły Chin.(PAP)