• Kubacki nagle ogłosił koniec współpracy

    Kubacki nagle ogłosił koniec współpracy

    Dwukrotny medalista olimpijski – Dawid Kubacki poinformował w mediach społecznościowych o ważnej zmianie. Okazało się bowiem, że zakończył współpracę, która trwała wiele lat.

    Marzec 2023 – to właśnie wtedy Dawid Kubacki osiągnął ostatni wielki sukces w swojej karierze. Polski skoczek zdobył wówczas brązowy medal na mistrzostwach świata na skoczni dużej, rozgrywanych w Planicy. Od tamtej pory nie osiągnął już wielkiego sukcesu, a w ostatnim sezonie Pucharu Świata został sklasyfikowany dopiero na 44. miejscu.

    Ważna zmiana u Dawida Kubackiego
    Teraz Dawid Kubacki poinformował w mediach społecznościowych o ważnej zmianie. Okazało się bowiem, że nie będzie już współpracował z austriacką firmą Manner. Ich współpraca trwała kilkanaście lat.

    “Po wielu latach wspaniałej współpracy nadszedł ten moment… nie będę już skakał w różowym kasku Manner. Praca z wami to była przyjemność i cieszę się, że przeżyliśmy wspólnie tyle pięknych chwil. Waszej firmie życzę wszystkiego najlepszego i do zobaczenia na skoczniach” – napisał Dawid Kubacki na Instagramie.

    W tym tygodniu Polski Związek Narciarski ogłosił skład reprezentacji Polski A i B na sezon 2026/2027. W gronie zawodników w kadrze A znalazł się Dawid Kubacki. Obok niego w tym składzie są też Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek, Piotr Żyła, Klemens Joniak oraz Maciej Kot.

    Dawid Kubacki w swojej dotychczasowej karierze zdobył dwa brązowe medale igrzysk olimpijskich –indywidualnie (2022) i drużynowo (2018). Oprócz tego wywalczył pięciu medali mistrzostw świata (trzy indywidualnie i dwa w drużynie), dwa medale w drużynowych mistrzostw świata w lotach i w 2020 roku wygrał Turniej Czterech Skoczni.

  • Radość Polki po szalonym meczu w Madrycie. Andriejewa poznała rywalkę w finale

    Radość Polki po szalonym meczu w Madrycie. Andriejewa poznała rywalkę w finale

    Turniej WTA 1000 w Madrycie dobiega końca i choć wiele kart zostało już odkrytych, jedna wciąż pozostaje zakryta — kto sięgnie po tytuł? Odpowiedź poznamy w sobotę, po wielkim finale. W czwartek rozegrano półfinały, które dostarczyły ogromnych emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

    Najpierw awans do finału wywalczyła Mirra Andriejewa, pokonując Hailey Baptiste 6:4, 7:6 (8), choć końcówka drugiego seta była dla niej niezwykle nerwowa. Rosjanka zmarnowała dużą przewagę i musiała bronić dwóch piłek setowych, ale ostatecznie dopięła swego i zameldowała się w decydującym meczu.

    Wieczorem oczy kibiców skierowały się na starcie Marty Kostiuk z Anastazją Potapową. Ten mecz miał dodatkowy kontekst i od początku było jasne, że emocji nie zabraknie. Ukrainka przystępowała do spotkania z imponującą serią 10 zwycięstw na mączce i była w świetnej formie. Z kolei Potapowa znalazła się w turnieju niemal przypadkiem — jako „szczęśliwa przegrana”, po wycofaniu się Madison Keys. I tę szansę wykorzystała znakomicie, eliminując po drodze m.in. Jelenę Rybakinę.

    Początek półfinału należał do Kostiuk. Ukrainka szybko objęła prowadzenie 3:0 i kontrolowała przebieg gry. Choć Potapowa próbowała się jeszcze ratować, nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki. Set zakończył się wynikiem 6:2, a Rosjanka (reprezentująca obecnie Austrię) popełniła aż 21 niewymuszonych błędów.

    Druga partia przyniosła jednak całkowite odwrócenie ról. Kostiuk straciła rytm, zaczęła się mylić, a Potapowa wykorzystała moment słabości rywalki. Szybko zrobiło się 5:0 i choć Ukrainka uniknęła „bajgla”, set zakończył się wynikiem 6:1 dla Potapowej.

    Decydująca odsłona znów przyniosła zwrot akcji. Tym razem to Kostiuk wróciła do swojej gry, a Potapowa zaczęła popełniać błędy. Efekt był błyskawiczny — 4:0 dla Ukrainki i praktycznie rozstrzygnięty mecz. Ostatecznie Kostiuk zwyciężyła 6:2, 1:6, 6:1, meldując się w finale. W jej boksie triumfowała trenerka Sandra Zaniewska, która symbolicznie pokazała kartę – waleta karo.

    Po zakończeniu spotkania doszło do sytuacji, której można było się spodziewać. Kostiuk nie podała ręki Potapowej. Już wcześniej zapowiadała, że nie zamierza tego robić wobec zawodniczek związanych z Rosją, które nie potępiły wojny. Wyjątek zrobiła jedynie dla Darii Kasatkiny, która otwarcie sprzeciwiła się agresji.

    — To niczego nie zmienia. Zmiana paszportu bez jasnego stanowiska to za mało — podkreślała Ukrainka jeszcze przed meczem.

    Finał zapowiada się więc nie tylko jako sportowe widowisko, ale także starcie dwóch mocnych osobowości.

  • Chwalińska – Parry: gdzie dziś oglądać za darmo? Transmisja w TV i stream (1.06.2026)

    Chwalińska – Parry: gdzie dziś oglądać za darmo? Transmisja w TV i stream (1.06.2026)

    Po porażce Igi Świątek ostatnią polską reprezentantką w singlowym turnieju Roland Garros jest rewelacyjna Maja Chwalińska. W poniedziałek zagra z Diane Parry o awans do ćwierćfinału. Sprawdź gdzie i jak oglądać mecz za darmo.

    Ranking przygotowany przez Betliga, w oparciu o analizę ofert bukmacherskich wybranych podmiotów

    Mecz Chwalińska – Parry możesz oglądać dzięki darmowej transmisji. Aby otrzymać do niej dostęp zarejestruj w Betclic konto z kodem promocyjnym BETWP i wpłać środki w dowolnej kwocie. Oprócz darmowego dostępu do transmisji z turniejów tenisowych posiadacz konta ma możliwość postawienia zakładu bez ryzyka na 50 zł.

    OGLĄDAJ MECZ ZA DARMO W BETCLIC TVREKLAMA
    Betclic to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych podlega karze. Hazard może uzależniać. 18+
    Transmisja dzisiejszego meczu Mai Chwalińskiej
    W poniedziałek, 1 czerwca, nie wcześniej niż o godzinie 12:40 Maja Chwalińska rozegra mecz czwartej rundy Roland Garros z Diane Parry. Jak do tej pory Polka spisuje się w Paryżu fenomenalnie. Wygrała sześć meczów i jest to jej bez wątpienia największy sukces w karierze. Teraz przed nią pojedynek z Diane Parry, która również należy do największych rewelacji tegorocznego turnieju. Francuzka przed rozpoczęciem Roland Garros zajmowała 92. miejsce w rankingu WTA. W trzeciej rundzie sprawiła ogromną niespodziankę, eliminując rozstawioną z numerem szóstym Amandę Anisimovą.

    REKLAMA
    KONIEC REKLAMY
    OGLĄDAJ MECZ ZA DARMO W BETCLIC TVREKLAMA
    Betclic to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych podlega karze. Hazard może uzależniać. 18+
    Mecz będzie transmitowany w TV. Z meczu Chwalińska – Parry dostępny będzie dostępny darmowy stream.

    Chwalińska – Parry: transmisja TV
    Transmisje meczów Roland Garros są dostępne na antenach Eurosportu oraz w HBO Max i na Playerze. Mecz Mai Chwalińskiej będzie transmitowany “na żywo” na kanale Eurosport 1. Początek nie wcześniej niż o godzinie 12:40. Pojedynek Chwalińska – Parry będzie też można oglądać zupełnie za darmo.

    Betclic to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych podlega karze. Hazard może uzależniać. 18+
    Chwalińska – Parry: transmisja w streamingu za darmo
    Transmisja meczu Maja Chwalińska – Diane Parry będzie dostępna za darmo w Betclic TV.

  • Godziny do “meczu sezonu”, a tu takie słowa Ewy Pajor. Oto największy sekret. “Nie lubię”

    Godziny do “meczu sezonu”, a tu takie słowa Ewy Pajor. Oto największy sekret. “Nie lubię”

    W pierwszym półfinałowym pojedynku Barcelony w ramach tegorocznej Ligi Mistrzyń padł wynik 1:1. Już za kilka dni rywalizacja z Bayernem Monachium przeniesie się jednak na legendarne Spotify Camp Nou. Ewa Pajor została wypytana przez hiszpańskich dziennikarzy od zbliżający się coraz większymi krokami hit. W odpowiedzi zdradziła jeden z sekretów, stojących za sukcesami drużyny.

    Do pewnego momentu kobieca FC Barcelona praktycznie nie miała sobie równych w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Fazę zasadniczą katalońskie zawodniczki ukończyły na 1. miejscu, notując bilans 5 wygranych oraz 1 remisu.

    W kolejny etap tych rozgrywek również weszły one z przysłowiowym przytupem. W ćwierćfinale rozgromiły bowiem swoje odwieczne rywalki – zawodniczki Realu Madryt. To pozwoliło im awansować do najlepszej czwórki zmagań, gdzie już czekały piłkarki Bayernu Monachium.

    Pierwszy mecz tych drużyn rozegrany został na stadionie bawarskiej ekipy. Tam strzelanie rozpoczęła Ewa Pajor, jednak jej wysiłek doprowadził ostatecznie do dość niespodziewanego rezultatu. Starcie zakończyło się bowiem wynikiem 1:1.

    Pajor przemówiła przed kluczowym rewanżem. “Zdecydują detale”
    Dziennikarze hiszpańskiego portalu “sport.es” zdecydowali się zapytać polską napastniczkę o jej odczucia względem zbliżającego się spotkania LM.

    – Nie lubię mówić, że jesteśmy faworytkami. To półfinał Ligi Mistrzyń, a dodatkowo mecz rewanżowy. Bayern Monachium to fantastyczna drużyna, która potrafi dominować w posiadaniu piłki, ale jest też bardzo groźna w kontratakach. To będzie półfinał, o którym zadecydują detale, więc musimy być przygotowane na wszystko – powiedziała Pajor. W dalszej części wywiadu zdradziła ona jednak, co może zadziałać na korzyść katalońskiej ekipy.

    Rewanżowe spotkanie z Bayernem rozegrane zostanie na ikonicznym Spotify Camp Nou. Dla Barcelony to wymarzony scenariusz, ponieważ cieszy się ona bardzo dużym wsparciem i zaangażowaniem swoich sympatyków. Pajor przekonała się o tym jeszcze za czasów gry w niemieckim Wolfsburgu. Wówczas atmosfera panująca na stadionie “Barcy” wzbudziła w niej bardzo duży zachwyt.

    Myślałam sobie “Jacy kibice i jak ta drużyna gra!”. Teraz jestem tutaj, mogę grać dla tego klubu i dla tych ludzi. To niesamowite uczucie i zaszczyt być częścią tego wszystkiego

    Wsparcie trybun z pewnością będzie jednym z atutów “Dumy Katalonii”. Hiszpanie już teraz ogłaszają, że na nadchodzący rewanżowy pojedynek LM zostało sprzedanych około 50.000 biletów. Obecność zaangażowanych kibiców może okazać się “tajną bronią”, która tego dnia poprowadzi Ewę Pajor i spółkę do zwycięstwa, premiowanego awansem do finału europejskich rozgrywek.

    W pierwszym półfinałowym pojedynku Barcelony w ramach tegorocznej Ligi Mistrzyń padł wynik 1:1. Już za kilka dni rywalizacja z Bayernem Monachium przeniesie się jednak na legendarne Spotify Camp Nou. Ewa Pajor została wypytana przez hiszpańskich dziennikarzy od zbliżający się coraz większymi krokami hit. W odpowiedzi zdradziła jeden z sekretów, stojących za sukcesami drużyny.

    Do pewnego momentu kobieca FC Barcelona praktycznie nie miała sobie równych w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Fazę zasadniczą katalońskie zawodniczki ukończyły na 1. miejscu, notując bilans 5 wygranych oraz 1 remisu.

    W kolejny etap tych rozgrywek również weszły one z przysłowiowym przytupem. W ćwierćfinale rozgromiły bowiem swoje odwieczne rywalki – zawodniczki Realu Madryt. To pozwoliło im awansować do najlepszej czwórki zmagań, gdzie już czekały piłkarki Bayernu Monachium.

    Pierwszy mecz tych drużyn rozegrany został na stadionie bawarskiej ekipy. Tam strzelanie rozpoczęła Ewa Pajor, jednak jej wysiłek doprowadził ostatecznie do dość niespodziewanego rezultatu. Starcie zakończyło się bowiem wynikiem 1:1.

    Pajor przemówiła przed kluczowym rewanżem. “Zdecydują detale”
    Dziennikarze hiszpańskiego portalu “sport.es” zdecydowali się zapytać polską napastniczkę o jej odczucia względem zbliżającego się spotkania LM.

    – Nie lubię mówić, że jesteśmy faworytkami. To półfinał Ligi Mistrzyń, a dodatkowo mecz rewanżowy. Bayern Monachium to fantastyczna drużyna, która potrafi dominować w posiadaniu piłki, ale jest też bardzo groźna w kontratakach. To będzie półfinał, o którym zadecydują detale, więc musimy być przygotowane na wszystko – powiedziała Pajor. W dalszej części wywiadu zdradziła ona jednak, co może zadziałać na korzyść katalońskiej ekipy.

    Rewanżowe spotkanie z Bayernem rozegrane zostanie na ikonicznym Spotify Camp Nou. Dla Barcelony to wymarzony scenariusz, ponieważ cieszy się ona bardzo dużym wsparciem i zaangażowaniem swoich sympatyków. Pajor przekonała się o tym jeszcze za czasów gry w niemieckim Wolfsburgu. Wówczas atmosfera panująca na stadionie “Barcy” wzbudziła w niej bardzo duży zachwyt.

    Myślałam sobie “Jacy kibice i jak ta drużyna gra!”. Teraz jestem tutaj, mogę grać dla tego klubu i dla tych ludzi. To niesamowite uczucie i zaszczyt być częścią tego wszystkiego

    Wsparcie trybun z pewnością będzie jednym z atutów “Dumy Katalonii”. Hiszpanie już teraz ogłaszają, że na nadchodzący rewanżowy pojedynek LM zostało sprzedanych około 50.000 biletów. Obecność zaangażowanych kibiców może okazać się “tajną bronią”, która tego dnia poprowadzi Ewę Pajor i spółkę do zwycięstwa, premiowanego awansem do finału europejskich rozgrywek.

  • Gwiazda tenisa schodzi z kortu. To już oficjalne

    Gwiazda tenisa schodzi z kortu. To już oficjalne

    Kei Nishikori to bez wątpienia najbardziej utytułowany tenisista z Azji. Finalista US Open z 2014 roku po aktualnym sezonie postanowił przejść na sportową emeryturę. – Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie w każdym momencie – napisał w specjalnym oświadczeniu.

    Ta informacja wstrząsnęła fanami tenisa z Azji. Japończyk należy do najbardziej utytułowanych zawodników, jacy kiedykolwiek walczyli w największych tenisowych turniejach na świecie. Zdaniem wielu, 36-latek przez wzgląd na wiele kontuzji nie w pełni wykorzystał swój potencjał.

    Kei Nishikori przyznaje. “Wciąż chciałbym kontynuować karierę”
    Japończyk zaczął treningi tenisowe już w wieku 5 lat. W 2003 roku stwierdził, że dla dobra swojej kariery przeniesie się do Stanów Zjednoczonych. Swoje umiejętności zaczął szlifować w słynnej akademii Nicka Bollettieriego na Florydzie. Doszedł do poziomu nieosiągalnego dotąd dla zawodników z Azji. Wiadomo już, że po obecnym sezonie Nishikori zakończy karierę.

    “Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie w każdym momencie. Szczerze mówiąc, wciąż chciałbym kontynuować karierę. Jednak patrząc wstecz na wszystko, co osiągnąłem, mogę z dumą powiedzieć, że dałem z siebie wszystko. Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogłem kroczyć tą drogą. Będę cenił każdą chwilę w pozostałych meczach i będę walczył do samego końca” – napisał w oświadczeniu.

    Do największych sukcesów Japończyka należy osiągnięcie finału US Open w 2014 roku. W drodze do ostatecznie przegranego finału z Chorwatem Marinem Ciliciem pokonał samego Novaka Djokovicia. Dwa lata później Nishikori zdobył brązowy medal podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. W kluczowym starciu wygrał z Rafaelem Nadalem 6:2. 6:7, 6:3.

    Poza tym Japończyk był wielokrotnym ćwierćfinalistą turniejów Wielkiego Szlema: czterokrotnie osiągał ten etap w Australian Open oraz Roland Garros, dwa razy odpadał w 1/4 finału Wimbledonu. Według ekspertów tenisa Nishikori nie mógł w pełni wykorzystać swojego potencjału przez ciągle powtarzające się urazy.

    Bywały chwile, gdy czułem przytłoczenie, frustrację i niepokój z powodu powracających kontuzji, które nie pozwalały mi grać tak, jak bym chciał. Mimo to, moja miłość do tenisa i wiara w to, że mogę stać się silniejszym graczem, zawsze przyciągały mnie z powrotem na kort” – zaznaczył 36-latek.

    Kei Nishikori to bez wątpienia najbardziej utytułowany tenisista z Azji. Finalista US Open z 2014 roku po aktualnym sezonie postanowił przejść na sportową emeryturę. – Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie w każdym momencie – napisał w specjalnym oświadczeniu.

    Ta informacja wstrząsnęła fanami tenisa z Azji. Japończyk należy do najbardziej utytułowanych zawodników, jacy kiedykolwiek walczyli w największych tenisowych turniejach na świecie. Zdaniem wielu, 36-latek przez wzgląd na wiele kontuzji nie w pełni wykorzystał swój potencjał.

    Kei Nishikori przyznaje. “Wciąż chciałbym kontynuować karierę”
    Japończyk zaczął treningi tenisowe już w wieku 5 lat. W 2003 roku stwierdził, że dla dobra swojej kariery przeniesie się do Stanów Zjednoczonych. Swoje umiejętności zaczął szlifować w słynnej akademii Nicka Bollettieriego na Florydzie. Doszedł do poziomu nieosiągalnego dotąd dla zawodników z Azji. Wiadomo już, że po obecnym sezonie Nishikori zakończy karierę.

    “Jestem głęboko wdzięczny mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie w każdym momencie. Szczerze mówiąc, wciąż chciałbym kontynuować karierę. Jednak patrząc wstecz na wszystko, co osiągnąłem, mogę z dumą powiedzieć, że dałem z siebie wszystko. Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogłem kroczyć tą drogą. Będę cenił każdą chwilę w pozostałych meczach i będę walczył do samego końca” – napisał w oświadczeniu.

    Do największych sukcesów Japończyka należy osiągnięcie finału US Open w 2014 roku. W drodze do ostatecznie przegranego finału z Chorwatem Marinem Ciliciem pokonał samego Novaka Djokovicia. Dwa lata później Nishikori zdobył brązowy medal podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. W kluczowym starciu wygrał z Rafaelem Nadalem 6:2. 6:7, 6:3.

    Poza tym Japończyk był wielokrotnym ćwierćfinalistą turniejów Wielkiego Szlema: czterokrotnie osiągał ten etap w Australian Open oraz Roland Garros, dwa razy odpadał w 1/4 finału Wimbledonu. Według ekspertów tenisa Nishikori nie mógł w pełni wykorzystać swojego potencjału przez ciągle powtarzające się urazy.

    Bywały chwile, gdy czułem przytłoczenie, frustrację i niepokój z powodu powracających kontuzji, które nie pozwalały mi grać tak, jak bym chciał. Mimo to, moja miłość do tenisa i wiara w to, że mogę stać się silniejszym graczem, zawsze przyciągały mnie z powrotem na kort” – zaznaczył 36-latek.

  • Narzeczony zrobił to po porażce Sabalenki w Madrycie. Musiała skomentować

    Narzeczony zrobił to po porażce Sabalenki w Madrycie. Musiała skomentować

    Aryna Sabalenka sprawiła niemałą sensację, odpadając w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 Madrid Open po porażce z Hailey Baptiste. Białorusinka, która przed rokiem triumfowała w stolicy Hiszpanii, tym razem musiała uznać wyższość rywalki i pożegnała się z marzeniami o obronie tytułu. Krótko po meczu głos w mediach społecznościowych zabrał jej narzeczony, Georgios Frangulis, a odpowiedź tenisistki pojawiła się niemal natychmiast.

    Sabalenka przyjechała do Madrytu jako główna faworytka i trudno było się temu dziwić – broniła trofeum wywalczonego przed rokiem. Początek tegorocznych zmagań również układał się po jej myśli. Najpierw pokonała Peyton Stearns, następnie wygrała z Jaqueline Cristian, a w 1/8 finału po zaciętym, trzysetowym pojedynku wyeliminowała Naomi Osaka.

    Prawdziwe zaskoczenie przyniósł jednak ćwierćfinał. Na korcie Manolo Santana liderka rankingu napotkała ogromny opór ze strony Baptiste. Amerykanka przegrała pierwszego seta, ale w dwóch kolejnych zaprezentowała się znacznie lepiej, grając odważnie i agresywnie. Ostatecznie Sabalenka uległa 6:2, 2:6, 6:7 (6).

    Po spotkaniu Białorusinka wskazała moment przełomowy: przyznała, że dwa podwójne błędy serwisowe na początku drugiego seta dodały rywalce pewności siebie. Podkreśliła również, że Baptiste zaczęła grać śmielej i zasłużyła na słowa uznania.

    Po meczu aktywny w sieci był także Frangulis, który opublikował na Instagramie zdjęcia z pobytu w Madrycie, w tym wspólne fotografie z Sabalenką. Wpis szybko przyciągnął uwagę kibiców, a wśród licznych komentarzy pojawił się również ten od samej tenisistki. Sabalenka krótko, lecz wymownie odpowiedziała po portugalsku: „Kocham cię”.

  • Świątek wypadła z czołówki. Ekspert nie ma wątpliwości. Nadszedł bolesny cios

    Świątek wypadła z czołówki. Ekspert nie ma wątpliwości. Nadszedł bolesny cios

    Jak na razie pod wodzą nowego trenera Iga Świątek nie zaprezentowała jeszcze pełni swoich możliwości. W Madrycie przeszkodziła jej choroba, po której została zmuszona skreczować w meczu trzeciej rundy. Tym samym zostały jeszcze dwa turnieje, które rozegra na ukochanej mączce. Zdaniem jednego z ekspertów Polka nie należy już do czołówki zawodniczek na ziemnych kortach.
    Iga Świątek w sportowej koszulce i fioletowej czapce z daszkiem na korcie tenisowym

    Iga ŚwiątekLi Jing / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

    Po intensywnych treningach na Majorce – pod okiem Francisco Roiga i Rafaela Nadala – Iga Świątek rozpoczęła sezon na mączce od WTA 500 Stuttgart. Tam na start pokonała Laurę Siegemund, jednak w ćwierćfinale lepsza okazała się Mirra Andriejewa.

    Później mistrzyni Wimbledonu udała się na “tysięcznik” do Madrytu. W stolicy Hiszpanii na start bezproblemowo wygrała z Darią Snigur, a potem zmierzyła się z Ann Li. Niestety w trakcie pojedynku przeciwko Amerykance odezwała się… choroba. – Ostatnie dwa dni były dość okropne, chyba złapałam jakiegoś wirusa. W niektórych momentach czułam się dobrze, a w innych naprawdę źle. Nie miałam ani odrobiny energii, nie czułam się stabilnie i po prostu fizycznie czułam się naprawdę kiepsko – tłumaczyła po meczu 24-latka. Skończyło się kreczem i odpadnięciem z zawodów.

    Były tenisista mówi wprost. “Temat Igi jest tematem trudnym”. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Zobaczył, co Świątek zrobiła w Madrycie. I wydał werdykt. To zaboli

    Tym samym w obecnym sezonie na ten moment bilans Świątek na kortach ziemnych wynosi 2-2. Nie od dziś wiadomo, że mączka to ulubiona nawierzchnia Raszynianki. W końcu na jej koncie znajdziemy cztery puchary Roland Garros oraz tytuły przywiezione ze Stuttgartu, Madrytu czy Rzymu.

    Czy mimo słabszej dyspozycji 24-latkę nadal można umieścić w gronie najlepszych tenisistek na mączce? Klarowną i o nieco bolesną opinię w tym temacie ma Sam Querrey.

    – Na “Tennis Channel” omawialiśmy obecnie pięciu najlepszych zawodników na kortach ziemnych, a ja nie umieściłem Igi w pierwszej piątce – rozpoczął były amerykański tenisista w podcascie “Nothing Major Show”, cytowany przez “The Tennis Gazette”.

    – Spotkało się to z pewnym sprzeciwem ze względu na jej wyniki na kortach ziemnych w ciągu ostatnich pięciu lat. Przez ostatnie pięć lat była najlepsza. Ale obecnie już nią nie jest – powiedział wprost ekspert.

    Następnie zwrócił uwagę na fakt, iż w przypadku Igi Świątek obecnie zawodzić mogą kwestie mentalne. – Myślę, że pewność siebie to najważniejsza cecha w tenisie. Przyjechała do Madrytu, nie mając na koncie żadnego półfinału! Nie mogła być teraz zbyt pewna siebie – podsumował.

    Podobną opinię wygłosił inny z fachowców, Steve Johnson. – Z szacunku umieściłbym ją na piątym miejscu, ale nie sądzę, żeby była bliska piątej pozycji. Umieściłbym ją tam na podstawie dotychczasowych wyników, ale nie uważam, że jest obecnie piątą najlepszą zawodniczką (na mączce – red). Do tego tygodnia nie wciskałem przycisku paniki, ale teraz oficjalnie to zrobiliśmy – dodał.

    Za tydzień Polka rozpocznie zmagania na WTA 1000 Rzym, a potem przystąpi do Roland Garros.
    Osoba ubrana w sportową białą kurtkę i czapkę z daszkiem, widoczne logotypy Oshee oraz On, lekko rozchylone usta, w tle rozmyty widok z konturami sylwetek ludzkich.

    Iga Świątek została rozstawiona z “4” podczas turnieju WTA 1000 w MadrycieDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekBERTRAND GUAY / AFPAFP
    Tenisistka w ciemnym stroju i białej czapce zakrywa dłonią twarz w geście wyrażającym emocje, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozmyta widownia.

    Iga ŚwiątekAFP

    Vit Kopriva – Rafael Jodar. Skrót meczu.

  • Sabalenka miała sześć piłek meczowych i przegrała. Tak się tłumaczy

    Sabalenka miała sześć piłek meczowych i przegrała. Tak się tłumaczy

    Aryna Sabalenka nie obroni tytułu w turnieju WTA 1000 w Madrycie. Liderka światowego rankingu odpadła w ćwierćfinale po porażce 6:2, 2:6, 6:7 z Amerykanką Hailey Baptiste. Sabalenka miała sześć piłek meczowych w trzecim secie, w tym pięć przed tie-breakiem. – Miałam kilka okazji w trzecim secie, ale czułam też, że w niektórych punktach byłam trochę poganiana – zauważyła Sabalenka.
    Fot. Violeta Santos Moura / REUTERS

    Aryna Sabalenka to jedna z dwóch tenisistek, która wygrywała turniej WTA w Madrycie aż trzykrotnie. Jako pierwsza dokonała tego Czeszka Petra Kvitova, która wygrywała ten turniej w 2011, 2015 i 2018 r. Potem do tego grona dołączyła Sabalenka, która wygrywała edycje w 2021, 2023 i 2025 r. W zeszłym roku Białorusinka pokonała w finale 6:3, 7:6 (3) Amerykankę Coco Gauff. Teraz już wiadomo, że Sabalenka nie obroni tytułu, bo odpadła w ćwierćfinale po pojedynku z Hailey Baptiste (6:2, 2:6, 6:7).

    Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej
    Dlatego Sabalenka nie wykorzystała sześciu meczboli. “Rywalka zagrała odważnie”

    Sabalenka miała łącznie aż sześć piłek meczowych, z czego pięć jeszcze przed tie-breakiem przy stanie 5:4 i serwisie rywalki. Dlaczego Białorusinka tego nie wykorzystała?

    – Hailey zagrała kilka świetnych akcji. Ja miałam kilka szans, ale ich nie wykorzystałam. Uważam, że rywalka zagrała bardzo odważnie w momentach, gdy miałam piłki meczowe. I to właśnie zrobiło różnicę. To był trudny mecz. Ona grała bardzo dobrze, ja też. Miałam kilka okazji w trzecim secie, ale czułam też, że w niektórych punktach byłam trochę poganiana. Czasami trzeba się uczyć, wyciągnąć wnioski i iść dalej – powiedziała Sabalenka, cytowana przez serwis puntodebreak.com.

    – W Miami nie dałam Baptiste wielu szans i nie potrafiła przełamać mojego serwisu. Tutaj, w pierwszym gemie drugiego seta, popełniłam dwa podwójne błędy serwisowe i czułam, że to dodało jej pewności siebie. Od tego momentu zaczęła grać bardziej agresywnie. Nie do końca było tak, że nie miałam presji. Po prostu grałam na korcie, próbowałam znaleźć sposób na wygranie meczu. Dziś mi się nie udało. W ogóle nie myślałam o swojej zwycięskiej passie – dodała Białorusinka.

    Zobacz też: Tak zagrał Hurkacz w Challengerze. Zmarnował trzy piłki meczowe

    Ostatnio Sabalenka mogła pochwalić się serią 15 wygranych meczów z rzędu. Jej pierwsza porażka w sezonie miała miejsce w finale wielkoszlemowego Australian Open, gdzie przegrała 4:6, 6:4, 4:6 z Kazaszką Jeleną Rybakiną.

    Teraz Sabalenka weźmie udział w turnieju WTA 1000 w Rzymie, który potrwa w dniach 5-17 maja. W zeszłym roku Sabalenka dotarła tam do ćwierćfinału, w którym przegrała 4:6, 3:6 z Chinką Qinwen Zheng.

  • Tenisistka zaczepiła Igę Świątek i się zaczęło. “Dziewczyno…”

    Tenisistka zaczepiła Igę Świątek i się zaczęło. “Dziewczyno…”

    Niemałe emocje wywołała Carson Branstine. Niezbyt utytułowana, ale mimo to dość popularna tenisistka, wstawiła na TikToka nagranie, na którym żartobliwie narzeka na problemy, z jakimi zmagają się tenisistki z niższych partii rankingu WTA. Wypowiedziała tam m.in. słowa dotyczące dopingu, dość ewidentnie odnosząc się do Igi Świątek. To wywołało reakcję wielu fanów, którzy stanęli w obronie Polki.
    Branstine i Świątek
    fot. REUTERS/Kai Pfaffenbach fot. Screen: Carson Branstine/TikTok

    O Carston Branstine głośniej zrobiło się podczas zeszłorocznego Wimbledonu. Kanadyjka odpadła co prawda w I rundzie z Aryną Sabalenką, ale została zauważona przez media, zwłaszcza brytyjskie. Jej nietuzinkowa uroda sprawiła, iż okrzyknięto ją nawet “najpiękniejszą tenisistką Wimbledonu 2025”, natomiast sama Branstine na co dzień korzysta właśnie z urody, pracując jako modelka. Mimo to w wywiadach nie ukrywała, że finansowo tenis jest dla niej dużym wyzwaniem.

    Zobacz wideo Kamil Nalepka: Udowodnił, że jest w stanie grać, wytrzymał to ciśnienie
    Popularna tenisistka postanowiła ponarzekać. Oczywiste nawiązanie do Świątek

    Kanadyjka zresztą nie gryzie się w język w tej sprawie. Jej wrzucone we wtorek 28 kwietnia wideo na TikToku wywołało niemałe poruszenie. Branstine w sarkastyczny sposób narzeka w nim na problemy tenisowego świata dla słabszych zawodników. Zwłaszcza na bardzo wysokie koszty i horrendalne kary, jesli ktoś nagle się wycofa z turnieju. Odniosła się też do ogromnych cen ubezpieczenia zdrowotnego na turniejach, jako że sama jest obecnie poważnie kontuzjowana, a urazu doznała w eliminacjach do Australian Open. Nie zabrakło również ciosu związanego z dopingiem.

    – Tak, miała pozytywny wynik testu. Ale jest numerem jeden na świecie, potrzebujemy jej. Z drugiej strony zawodniczka nr 300. w rankingu światowym ma pozytywny wynik spowodowany skażonym mięsem i jej dajemy 4 lata dyskwalifikacji, bo jej nie potrzebujemy – powiedziała Branstine. Fani nie mieli wątpliwości, że to nawiązanie do Igi Świątek, która w 2024 roku po znalezieniu w jej organizmie śladowych ilości zabronionej trimetazydyny, otrzymała miesiąc zawieszenia.
    Fani stanęli w obronie Igi. Nie przebierali w środkach

    Reakcje na te słowa nie były zbyt pozytywne. “Dzień, w którym tenisiści nauczą się czytać, będzie najlepszym dniem w historii”, “Rozumiem, że to może być frustrujące dla kogoś niżej w rankingu, ale mówienie o dopingu odniesieniu do Świątek i najpewniej Sinnera też, jest absurdalne”, “Dziewczyno, zajmij się najpierw dotarciem w turnieju tak daleko, by zmierzyć się w ogóle z Igą, a potem w nią uderzaj” – to tylko niektóre z nadających się do cytowania komentarzy na portalu X.

    Jeden z fanów stwierdził także, że Branstine odniosła się najpewniej także do Tary Moore. Brytyjka otrzymała w 2025 roku czteroletnią dyskwalifikację, po tym, jak nie uznano jej argumentacji, że zabronione substancje były w zakażonym mięsie, które spożyła nieświadomie. – Zapomniała dodać, że poziom sterydów anabolicznych w próbce Tary Moore był jakieś 10000 razy wyższy, niż trimetazydyny w próbce Igi – napisał.

  • Klęska Sabalenki, od razu znalazła “winną”. Białorusinka bez ogródek

    Klęska Sabalenki, od razu znalazła “winną”. Białorusinka bez ogródek

    Tegoroczna edycja turnieju WTA 1000 w Madrycie obfituje w niespodzianki, do półfinału zmagań dotarła tylko jedna tenisistka z czołowej “10” światowego rankingu. Nie jest nią Aryna Sabalenka, która w ćwierćfinale poniosła sensacyjną klęskę, została wyeliminowana przez Hailey Baptiste. Po spotkaniu Białorusinka pojawiła się na konferencji prasowej, podczas której już na chłodno przeanalizowała przyczyny porażki. Szybko znalazła “winną” takiego obrotu spraw, odniosła się także do poprzedniego starcia z Amerykanką.

    Aryna Sabalenka w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie przegrała z Hailey BaptisteJOSE BRETONAFP

    W czasie, gdy Iga Świątek skreczowała w meczu trzeciej rundy, a Jelena Rybakina i Coco Gauff przegrały swoje starcia o ćwierćfinał, Sabalenka należycie wywiązywała się z roli faworytki. Białorusinka najpierw bez straty seta odprawiła Peyton Stearns Jaqueline Cristian, później szybko podniosła się po przegranej partii w czwartej rundzie z Naomi Osaką, oddając rywalce zaledwie pięć gemów.

    Tenisistka z Mińska po ograniu podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego znalazła się już o trzy kroki od obrony tytułu, jednak dość nieoczekiwanie musiała uznać wyższość rozstawionej z “30” Baptiste. Wprawdzie liderka światowego rankingu wygrała pewnie pierwszego seta (6:2), ale w drugiej partii zaczęła popełniać podwójne błędy serwisowe, co wyraźnie podbudowało rywalkę. Amerykanka wygrała 6:2, w trzeciej odsłonie meczu z kolei wybroniła sześć piłek meczowych, pieczętując sensacyjny triumf nad pierwszą rakietą świata (2:6, 6:2, 7:6(6)).

    WTA Madryt. Aryna Sabalenka przemówiła po porażce z Hailey Baptiste

    Po przegranym meczu Sabalenka pojawiła się na konferencji prasowej. I zwróciła uwagę na jej zdaniem moment przełomowy tego spotkania – był to początek drugiego seta, gdy popełniła dwa podwójne błędy serwisowe. Tym samym Białorusinka dała do zrozumienia, że to ona jest “winna” tego, jak później potoczył się bój o półfniał.

    “W pierwszym gemie, w drugim secie, po prostu popełniłam dwa podwójne błędy serwisowe znienacka. Wydawało się, że to dodało jej wiary. Potem zaczęła grać bardziej agresywnie. Grała odważnie. Cóż mogę powiedzieć? Brawo” – powiedziała.

    Liderka rankingu WTA nawiązała także do poprzedniego meczu z Amerykanką – w ćwierćfinale ostatniego turnieju w Miami pokonała ją 6:4, 6:4.

    Mam wrażenie, że w Miami nie dałam jej wielu szans. Nie potrafiła przełamać mojego serwisu

    Baptiste najwyraźniej wyciągnęła wnioski z poprzedniego starcia z tenisistką z Mińska, ta z kolei popełniała błędy, które stanowiły szansę dla Amerykanki. A ta ją wykorzystała, dzięki czemu to ona zagra w półfinale z Mirrą Andriejewą.
    Tenisistka w sportowym stroju z łańcuszkiem na szyi, z ręką przy twarzy w geście zamyślenia lub frustracji, na tle rozmytej publiczności i kortu.

    Aryna Sabalenka, Madryt 2026Jose Breton/NurPhotoAFP
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Eliną Switoliną o awans do finału WTA 1000 w Madrycie

    Aryna SabalenkaPIERRE-PHILIPPE MARCOU / AFPAFP
    Zawodniczka tenisowa w różowym stroju z włosami upiętymi w kok, wyrażająca zdziwienie lub frustrację, unosi jedną dłoń z rozłożonymi palcami, z widoczną biżuterią na szyi i nadgarstku.

    Aryna SabalenkaRich StorryAFP

    Stefanos Tsitsipas – Casper Ruud. Skrót meczu.