• Polak i jego partner nagle podeszli do rywali. Przedwczesny koniec marzeń

    Polak i jego partner nagle podeszli do rywali. Przedwczesny koniec marzeń

    Nie będzie finału turnieju rangi ATP Masters 1000 w deblu dla Jana Zielińskiego. Polak w duecie z Luke’iem Johnsonem przez prawie godzinę walczyli z rozstawioną z nr 3 parą Henry Patten – Harri Heliovaara. Musieli odrabiać straty po przegranym pierwszym secie. Niestety nie było nam dane się przekonać, czy by im się to udało. Przy stanie 6:3, 4:3 dla rywali problemy zdrowotne Brytyjczyka uniemożliwiły im dalszą rywalizację.

    Współpraca Zielińskiego z Johnsonem od początku roku układała się różnie. Początek roku był świetny, bo dotarli do półfinału wielkoszlemowego Australian Open. Potem jednak wygrali tylko trzy z kolejnych dwunastu spotkań. W końcu jednak znów odnaleźli dobrą wspólną formę, a konkretnie w Madrycie. Polsko-brytyjski duet wygrał trzy mecze z rzędu, w tym trwające ponad 1,5 h spotkanie ćwierćfinałowe z parą Sadio Doumbia – Fabien Reboul i zameldowali się w półfinale turnieju ATP Masters 1000.

    Trudna walka z faworytami. Partner Zielińskiego miał problemy
    W nim naprzeciwko nich stanęła utytułowana para Harri Heliovaara – Henry Patten, mistrzowie Wimbledonu 2024 i Australian Open 2025. Fin i Brytyjczyk uciekli w tych zawodach katu spod topora, bo wybronili trzy piłki meczowe w 1/8 finału. Wciąż jednak to ich należało upatrywać w roli faworytów tego starcia. Szybko zresztą potwierdziło się dlaczego.

    Zieliński oraz Johnson nie mieli w pierwszym secie praktycznie nic do powiedzenia przy podaniu rywali. Nie miało to znaczenia, czy akurat serwował Heliovaara, czy Patten. Polsko-brytyjski duet w całej partii wygrał tylko cztery wymiany, będąc na returnie. Co gorsza, w ich wypadku serwowanie już tak dobrze nie wyglądało. Zwłaszcza po stronie Johnsona, który sprawiał wrażenie, jakby nie był w pełni zdrów. Zresztą to właśnie jego podanie zostało w czwartym gemie przełamane przez przeciwników, co ostatecznie zdecydowało, iż duet Heliovaara – Patten wygrał seta 6:3.

    Kolejne przełamanie i przedwczesny koniec
    W drugiej partii Polak i jego partner już trochę mocniej powalczyli z pozycji returnujących. Mieli nawet dwa breakpointy, zmarnowane niestety. W dodatku, gdy przy stanie 3:3 fińsko-brytyjska para wywalczyła sobie kolejną szansę, przy kiepskim w tym meczu serwisie Johnsona, nie zmarnowała jej. Wtedy właśnie potwierdziło się, iż partner Jana Zielińskiego gra z kontuzją, Przełamanie w takim momencie odebrało Johnsonowi chęć do dalszego ryzykowania pogłębienia trapiących go kłopotów. Minęło 56 minut gry, gdy polsko-brytyjska para skreczowała przy wyniku 3:6, 3:4. Heliovaara i Patten weszli do finału i już czekają na przeciwników.

    Nie będzie finału turnieju rangi ATP Masters 1000 w deblu dla Jana Zielińskiego. Polak w duecie z Luke’iem Johnsonem przez prawie godzinę walczyli z rozstawioną z nr 3 parą Henry Patten – Harri Heliovaara. Musieli odrabiać straty po przegranym pierwszym secie. Niestety nie było nam dane się przekonać, czy by im się to udało. Przy stanie 6:3, 4:3 dla rywali problemy zdrowotne Brytyjczyka uniemożliwiły im dalszą rywalizację.

    Współpraca Zielińskiego z Johnsonem od początku roku układała się różnie. Początek roku był świetny, bo dotarli do półfinału wielkoszlemowego Australian Open. Potem jednak wygrali tylko trzy z kolejnych dwunastu spotkań. W końcu jednak znów odnaleźli dobrą wspólną formę, a konkretnie w Madrycie. Polsko-brytyjski duet wygrał trzy mecze z rzędu, w tym trwające ponad 1,5 h spotkanie ćwierćfinałowe z parą Sadio Doumbia – Fabien Reboul i zameldowali się w półfinale turnieju ATP Masters 1000.

    Trudna walka z faworytami. Partner Zielińskiego miał problemy
    W nim naprzeciwko nich stanęła utytułowana para Harri Heliovaara – Henry Patten, mistrzowie Wimbledonu 2024 i Australian Open 2025. Fin i Brytyjczyk uciekli w tych zawodach katu spod topora, bo wybronili trzy piłki meczowe w 1/8 finału. Wciąż jednak to ich należało upatrywać w roli faworytów tego starcia. Szybko zresztą potwierdziło się dlaczego.

    Zieliński oraz Johnson nie mieli w pierwszym secie praktycznie nic do powiedzenia przy podaniu rywali. Nie miało to znaczenia, czy akurat serwował Heliovaara, czy Patten. Polsko-brytyjski duet w całej partii wygrał tylko cztery wymiany, będąc na returnie. Co gorsza, w ich wypadku serwowanie już tak dobrze nie wyglądało. Zwłaszcza po stronie Johnsona, który sprawiał wrażenie, jakby nie był w pełni zdrów. Zresztą to właśnie jego podanie zostało w czwartym gemie przełamane przez przeciwników, co ostatecznie zdecydowało, iż duet Heliovaara – Patten wygrał seta 6:3.

    Kolejne przełamanie i przedwczesny koniec
    W drugiej partii Polak i jego partner już trochę mocniej powalczyli z pozycji returnujących. Mieli nawet dwa breakpointy, zmarnowane niestety. W dodatku, gdy przy stanie 3:3 fińsko-brytyjska para wywalczyła sobie kolejną szansę, przy kiepskim w tym meczu serwisie Johnsona, nie zmarnowała jej. Wtedy właśnie potwierdziło się, iż partner Jana Zielińskiego gra z kontuzją, Przełamanie w takim momencie odebrało Johnsonowi chęć do dalszego ryzykowania pogłębienia trapiących go kłopotów. Minęło 56 minut gry, gdy polsko-brytyjska para skreczowała przy wyniku 3:6, 3:4. Heliovaara i Patten weszli do finału i już czekają na przeciwników.

  • Świątek już po pierwszym starciu w Rzymie. 90 minut gry z mistrzynią Australian Open

    Świątek już po pierwszym starciu w Rzymie. 90 minut gry z mistrzynią Australian Open

    Niespełna tydzień temu Iga Świątek musiała przedwcześnie zakończyć swój występ w turnieju WTA 1000 w Madrycie. W meczu trzeciej rundy przeciwko Ann Li skreczowała z powodu problemów zdrowotnych, które – jak się później okazało – były efektem infekcji żołądkowo-jelitowej. Choć Polka walczyła dzielnie i doprowadziła do decydującego seta, przy stanie 6:7(4), 6:2, 0:3 (30-30) zdecydowała się zejść z kortu po konsultacji z fizjoterapeutą i lekarzem. Była to rozsądna decyzja – zdrowie w tym momencie było ważniejsze niż wynik.

    Już chwilę po meczu raszynianka przyznała, że ostatnie godziny przed spotkaniem były dla niej bardzo trudne. Na szczęście jej stan szybko się poprawił. W poniedziałek rano przekazała kibicom pozytywne wieści – wraca do sił i wkrótce wznowi treningi. Słowa dotrzymała. Jeszcze tego samego dnia pojawiła się informacja od organizatorów turnieju w Rzymie, że Świątek rozpocznie przygotowania na kortach Foro Italico w środę. Tak też się stało – pierwsze treningi odbyła zgodnie z planem, początkowo pracując ze sparingpartnerem.

    Prawdziwy sprawdzian przyszedł jednak dopiero dzisiaj. O godzinie 12:00 Polka zmierzyła się na treningu z wymagającą rywalką – Madison Keys, mistrzynią Australian Open 2025. Amerykanka ma na koncie zwycięstwa nad największymi gwiazdami, w tym także nad Świątek, którą pokonała w drodze po wielkoszlemowy tytuł, a także nad Jelena Rybakina i Aryna Sabalenka.

    Obie tenisistki dobrze się znają i miały już okazję rywalizować w Rzymie w poprzednich latach. Tym razem spotkały się na 90-minutowym sparingu na BNP Paribas Arena. Fragmenty ich wspólnego treningu zostały udostępnione w mediach społecznościowych organizatorów, którzy opatrzyli nagranie komentarzem: „Poważna praca w Rzymie”.

    Na tym jednak nie koniec aktywnego dnia Świątek. O godzinie 16:00 czeka ją jeszcze wyjątkowe wydarzenie w samym sercu miasta – na Piazza del Popolo, gdzie specjalnie przygotowano kort tenisowy. Jak sama przyznała w mediach społecznościowych, nie będzie to zwykły trening, a raczej forma rywalizacji z jej trenerem. „To bardziej mecz niż trening – nie mogę się doczekać” – napisała z uśmiechem.

    Wszystko wskazuje na to, że Polka szybko wraca do pełni sił i jest gotowa do walki o kolejny sukces na kortach w Rzymie.

    https://x.com/z_kortu/status/2050207869585252493?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2050207869585252493%7Ctwgr%5E0a574c13f86df082a4b238be8925d529888088d4%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-juz-po-pierwszym-starciu-w-rzymie-90-minut-gry-z-misnId23471445

  • Świątek musi skorzystać na współpracy z Nadalem. Ekspert: złapała Pana Boga za nogi

    Świątek musi skorzystać na współpracy z Nadalem. Ekspert: złapała Pana Boga za nogi

    Iga Świątek cały czas stara się poprawić swoją grę po zakończeniu współpracy z Wimem Fissettem. Raszynianka wreszcie ma okazję do bliższej współpracy z jednym ze swoich tenisowych idoli, Rafaelem Nadalem. Ekspert Eurosportu mówił wyraźnie, ile ta relacja może dać naszej zawodniczce.

    Nadal od zawsze był w życiu Świątek. “Postać z obrazka”
    O współpracy z nowym trenerem i o tym, co znaczy dla Świątek osoba Rafaela Nadala, mówił ekspert Eurosportu Karol Stopa. W rozmowie z Interią Sport stwierdził, że nowy trener, który wiele lat spędził z idolem naszej zawodniczki, jest w stanie znacząco pomóc.

    – Ten optymizm opieram na osobie Nadala, który całe życie był jej idolem, był postacią z obrazka wiszącego nad łóżkiem. Ona o tym Nadalu zawsze mówiła. Są dziesiątki wywiadów na potwierdzenie. Zatem teraz jest w sytuacji, gdzie złapała Pana Boga za nogi. Nadal dał jej swojego człowieka i pobłogosławił. To musi jej dać impuls do czegoś lepszego. Jeśli tak się nie stanie, to będzie to bardzo dziwne – podsumował Stopa.

    Świątek gotowa na Rzym
    Świątek miała okazję spędzić kilka tygodni na Majorce, w centrum treningowym Nadala pracując ze szkoleniowcem Francisco Roigiem. Udała się tam po zakończeniu współpracy z wcześniejszym trenerem, Wimem Fissettem.

    Na to, by zobaczyć zmiany w tenisie naszej zawodniczki, potrzeba jednak więcej czasu. Obecnie Raszynianka szykuje się do kolejnego wyzwania. 5 maja rozpocznie się rywalizacja na turnieju w Rzymie, w którym wystąpi Świątek. Wygrała ten turniej w 2021, 2022 i w 2024 roku. Tym razem także mierzy wysoko.

  • To najbardziej boli Paulę Badosę. Powiedziała wprost

    To najbardziej boli Paulę Badosę. Powiedziała wprost

    Paula Badosa nie jest w stanie nawiązać do swoich najlepszych wyników po tym, jak przedwcześnie zakończyła zeszły sezon z powodu kontuzji. Z ostatnich trzech turniejów odpadała już w pierwszej rundzie. Hiszpanka podkreśla jednak, że w ostatnim czasie przestała zwracać uwagę na komentarze w internecie. W rozmowie z Mario Gomezem zaznaczyła, że boli ją coś zupełnie innego.

    W ostatnich miesiącach Paula Badosa nie spisuje się najlepiej. Była wiceliderka światowego rankingu plasuje się obecnie na początku drugiej setki zestawienia, choć jeszcze po zeszłorocznym Australian Open była w czołowej dziesiątce. Kariera Hiszpanki wyhamowała jednak przez poważne kontuzje, które negatywnie też wpływają na psychikę tenisistki.

    “Strach, ten cholerny strach. Jakie to okropne. Czasami czuję, że nie potrafię opanować głosów w mojej głowie. Emocje są zbyt silne i czuję się przytłoczona. (…) Jeśli coś mnie definiuje, to fakt, że zawsze się podnoszę. Zamień ból w siłę, prawda? Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Jedno jest dla mnie jasne: zawsze będę próbować z całych sił. Zrobię wszystko, co trzeba. Wiem, że daleko mi do mojej najlepszej wersji, ale wiem też, że ta wersja wciąż jest we mnie” – napisała w marcu na Instagramie.

    Paula Badosa jasno o komentarzach w internecie
    Ostatnie tygodnie potwierdzają, że Paula Badosa nie jest obecnie w stanie nawiązać do swoich najlepszych wyników. Z ostatnich trzech turniejów odpadła już w pierwszym meczu. W Linzu przegrała z Lilli Tagger, w Stuttgarcie – z Evą Lys, a w zeszłym tygodniu w Madrycie lepsza okazała się Julia Grabher. Przed rokiem Badosa dotarła do półfinału Australian Open, co było jej najlepszym wielkoszlemowym wynikiem. Tym razem odpadła już w drugiej rundzie.

    W rozmowie z Mario Suarezem w programie “El Camino de Mario” Hiszpanka zauważyła, że w ostatnim czasie zwraca dużo mniejszą uwagę na komentarze w mediach społecznościowych. – Teraz znacznie mniej mnie to dotyka. Często cierpię, staram się nie zagłębiać w to zbytnio, ale teraz jest to trudne, bo wchodzisz na Twittera i pojawiają się rzeczy o tobie – powiedziała,

    To boli Paulę Badosę
    28-latka stwierdziła, że hejterskie wpisy w internecie spływają po niej jak po kaczce. – Nie przejmuję się już zbytnio, gdy zaczynają mnie obrażać, życzą mi śmierci. To wszystko mnie już nie boli. Bardziej mnie boli, gdy widzę jakiś artykuł o mnie, o mojej grze, o moim sposobie bycia, a autor mnie nie zna – podsumowała Badosa.

    Mario Suarez jest byłym napastnikiem Atletico Madryt, a Badosa pochodzi z Katalonii. Rozmowa zeszła więc na tematy futbolowe. – Od zawsze kibicowałam Barcy, bo moja rodzina mieszkała w Barcelonie. Aż nagle zostałam zaproszona na mecz Realu z Manchesterem City w 2022 roku. Real odrobił straty, a mi to tak zaimponowało, że teraz kibicuję Królewskim. Bliscy teraz chcą mnie zabić – przyznała ze śmiechem tenisistka

  • Stopa zaczął mówić o Świątek. “Złapała Pana Boga za nogi”

    Stopa zaczął mówić o Świątek. “Złapała Pana Boga za nogi”

    Iga Świątek ma za sobą burzliwy początek sezonu. Niepowodzenia na twardej nawierzchni skutkowały rozstaniem z trenerem Wimem Fissettem i połączeniem sił z Francisco Roigiem, byłym członkiem sztabu szkoleniowego Rafaela Nadala. Najlepsza nasza tenisistka pierwszych turniejów na kortach ceglanych nie może zaliczyć do udanych. W Stuttgarcie 24-latka pożegnała się z rywalizacją na etapie ćwierćfinału, gdy przegrała w trzech setach z Mirrą Andriejewą, natomiast w Madrycie Raszynianka wycofała się z turnieju, kreczując w meczu a Ann Li w trzeciej rundzie rywalizacji.

    Świątek “złapała Pana Boga za nogi”
    Po chorobie najwyraźniej nie pozostał już żaden ślad, gdyż Polka przygotowuje się do startu turnieju WTA 1000 w Rzymie. W sobotnie popołudnie na Piazza del Popolo nasza rodaczka odbędzie pokazowy trening.

    Optymistycznie o rywalizacji Świątek w Rzymie wypowiada się ekspert Eurosportu – Karol Stopa. W rozmowie z Interia Sport przyznał, iż współpraca z Roigiem oraz Nadalem może tenisistce tylko i wyłącznie wyjść na dobre. Komentator dodał, iż Świątek “złapała Pana Boga za nogi”. – Ten optymizm opieram na osobie Nadala, który całe życie był jej idolem, był postacią z obrazka wiszącego nad łóżkiem. Ona o tym Nadalu zawsze mówiła. Są dziesiątki wywiadów na potwierdzenie. Zatem teraz jest w sytuacji, gdzie złapała Pana Boga za nogi. Nadal dał jej swojego człowieka i pobłogosławił. To musi jej dać impuls do czegoś lepszego. Jeśli tak się nie stanie, to będzie to bardzo dziwne – ocenił Stopa.

    Rafa Nadal w boksie Świątek?
    Czy wobec tego 14-krotny triumfator wielkoszlemowego Roland Garros może pojawić się podczas turnieju w stolicy Włoch w boksie Polki? – Mało prawdopodobne, żeby on dał się na to namówić. Może zjawić się w Paryżu, ale dlatego, że zaproszą go organizatorzy. Przy okazji jednak odwiedzi Igę i trenera, którego zna – stwierdził Stopa.

    Na kortach w Rzymie Świątek wygrywała trzykrotnie (2021, 2022, 2024). Zdaniem eksperta naszej tenisistce powinno być łatwiej o sukces we Włoszech niż w Hiszpanii czy Niemczech. – Rzym jest jej bliski. Trzy razy tam wygrywała, a zaczęło się to w 2021, kiedy w finale pokonała Pliskovą 6:0, 6:0. Będzie jej tam łatwiej niż w Stuttgarcie i Madrycie. Te dwa turnieje są mało wygodne, trudno się tam gra. Z Rzymem jest inaczej – przyznał.

    Ekspert liczy na powtórkę z Wimbledonu
    Komentator liczy na to, iż jego słowa znajdą potwierdzenie w rzeczywistości. Wnioskuje przy okazji, iż Polka może tak samo wejść na najwyższy poziom jak podczas ubiegłorocznego Wimbledonu, gdzie sięgnęła po swój historyczny triumf. – Uczciwie mogę powiedzieć, że spodziewam się i liczę na to, że ona odpali, że ten impuls spowodowany Nadalem i hiszpańską lekcją zadziała na sto procent. Możemy być tak samo zaskoczeni, jak rok temu w przypadku Wimbledonu. To jest zawodniczka z ogromnym potencjałem. Według mnie powinna mieć o wiele więcej wygranych szlemów. To się z różnych powodów nie zdarzyło, ale się wydarzy – twierdzi Karol Stopa.

    Rywalizacja w Rzymie potrwa od 5 do 17 maja. W drabince turniejowej Świątek będzie rozstawiona z “3”.

  • Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”

    Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”

    – Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy – mówi Sport.pl Łukasz Fijałkowski, dyrektor operacyjny Eurosportu. I w szczegółowej rozmowie o planach stacji zapowiada nowość: transmisje kwalifikacji i meczów z dodatkowych kortów turniejów Wielkiego Szlema.

    Łukasz Fijałkowski z polskim oddziałem Eurosportu związany jest od 2018 roku. Od 2020 pełni funkcję dyrektora operacyjnego. Odpowiada nie tylko za analizę i akwizycję praw sportowych, ale też rozwój biznesu i technologii oraz marketing nadawcy. Od początku kwietnia zarządza już czterema kanałami nadawcy, bo na rynku pojawiły się Eurosport 3 i 4. A w poniższej rozmowie szczegółowo opowiada o funkcjonowaniu i planach stacji.

    Kacper Sosnowski: Aż tak ciasno było z kontentem, że trzeba było od razu uruchomić dwa nowe kanały?
    Łukasz Fijałkowski: Kontentu nigdy nie jest za dużo, szczególnie sportowego. Natomiast rzeczywiście, jeśli w sporcie nakładają się na siebie wydarzenia, to nie da się pokazać wszystkiego w telewizji linearnej. Wtedy część transmisji wkładamy do streamingu, budując mocną streamingową ofertę dla widzów. Chcielibyśmy również móc je oferować tym, którzy wybrali telewizję linearną. Trzeba jednak brać pod uwagę także kwestię kosztów. Prawa sportowe są bardzo drogie, te ceny bywają wręcz niewiarygodne. Każda telewizja sportowa, która jest telewizją komercyjną, musi na swej działalności zarobić.

    Trudno zakładać, by przy większej konkurencji na rynku koszty praw nagle ostro wyhamowały, a to nie są dobre informacje dla telewizji i kibiców.
    – Wiesz jaki jest problem z prawami sportowymi? One są w tej chwili rozczłonkowane. Fani sportu muszą korzystać z usług wielu dostawców, żeby obejrzeć swoją ulubioną dyscyplinę, czy ligę w całości. Tak się dzieje, bo pieniądze wydawane na prawa, czasem po prostu nie spinają się telewizjom. Ktoś płaci ogromne pieniądze, a potem często musi się wspomagać sublicencją, która pomoże mu spłacić koszty i wyjść na swoje.

    Dlatego często przy nowych prawach nadawcy proponują widzom droższe pakiety, nowe kanały, czy rozwijają streaming.
    – Kiedy trafiły się nam prawa do NBA, które są bardzo atrakcyjnymi prawami, zastanawialiśmy się jak nimi zarządzać. Uznaliśmy, że najlepszym sposobem z punktu widzenia biznesowego, ale jednocześnie szerokiego dotarcia do widza, będą nowe kanały. Streaming nie ma jeszcze takiej penetracji jak telewizja, on się rozwija, jest przyszłością, ale na razie nie dociera do tylu widzów, ilu nadal ma telewizja linearna. Już od dekady słyszymy, że telewizja się kończy, niemniej jednak akurat sportowa telewizja ma się świetnie. W ostatnich latach regularnie bijemy rekordy oglądalności, co jest ogromnym osiągnięciem biorąc pod uwagę dużą konkurencję i nasycenie transmisji sportowych. Igrzyska w Paryżu były ogromnym sukcesem w stosunku do Tokio, a te w Mediolanie i Cortinie, w porównaniu z Pekinem. US Open w zeszłym roku obejrzało się najlepiej w historii transmisji tego turnieju w Eurosporcie. Skoki narciarskie? Teoretycznie w Pucharze Świata nasi skoczkowie nie bardzo mieli się czym pochwalić, a przed telewizorami zanotowaliśmy najlepsze otwarcie sezonu w historii. Potem to się wyrównało. Emocje sportowe raczej są przeżywane na żywo, bez względu na medium z jakiego korzystamy.

    I żeby wasz sport był na dużym ekranie i nie było rozczłonkowywania, musiał wejść Eurosport 3 i 4.
    – Takie jest założenie. W Eurosporcie 3, oprócz NBA, będzie całe Speedway Grand Prix. Widzowie żużla do tej pory musieli kombinować, korzystać ze streamingu albo kupować kanały kodowane, czego wielu w Polsce nie zrobiło. Ponieważ nasz model biznesowy polega na podpisywaniu umów z dystrybutorami, a nie na posiadaniu własnej platformy, postanowiliśmy otworzyć dwa dodatkowe kanały linearne i zaoferować je każdemu z operatorów telewizji w Polsce. Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy. Jednocześnie jesteśmy oczywiście w streamingu: w Playerze i HBO Max. W Playerze otworzyliśmy specjalnie nowy pakiet sportowy Eurosport Pass. Oferuje on wszystko, co ma Eurosport, w tym linearne kanały Eurosport 3 i 4 za bardzo rozsądne pieniądze.

    Na nowych antenach będziemy mogli pokazać dwa dodatkowe korty ze szlemów [Roland Garros, US Open i Australian Open]. Na początku turnieju, będziemy tam pokazywali też kwalifikacje! Tyle, ile zmieścimy. W Playerze będzie można za to obejrzeć również wszystkie transmitowane mecze, nawet te rozgrywane na bocznych kortach i bez wielkiej realizacji telewizyjnej.

    Ale widz najpierw musi te kanały mieć możliwość oglądać.
    – Liczba operatorów kablowych, którzy oferują nowe kanały zwiększa się z każdym tygodniem – teraz jest ich już około 37. Z dużych dystrybutorów mamy już podpisane umowy z Play i T-Mobile. Rozmawiamy z innymi. Zakładam, że za chwilę będziemy finalizowali współpracę z pozostałymi wielkimi platformami. Nasze założenie jest takie, że będziemy wszędzie, a tam, gdzie są nasze dwa pierwsze kanały, będą także dwa kolejne.

    Te kanały dla części widzów też będą jednak dodatkowo płatne, kolejne 5 czy 10 złotych u dystrybutora.
    – Jaka to będzie dokładnie kwota, to zależy od dystrybutora. Niektórzy oferują swoim abonentom Eurosportu oba kanały bez dodatkowych opłat. Eurosport Pass też jest u nas w dobrej cenie – za 20 złotych i jest tam wszystko: cztery kanały i dodatkowe transmisje. Nie wymagamy przy tym posiadania jakiegokolwiek innego pakietu. Jak ktoś nie chce paczki telewizji na żywo, bo interesuje go tylko sport, to bierze ten pakiet. Co miesiąc można go zresztą wypowiedzieć. I pytanie, czy dwie dychy to w takim układzie dużo? Tyle kosztuje jedna kawa na mieście albo trzy litry benzyny.

    Czy NBA, żużel i wielkie szlemy, które zresztą są skumulowane w pewnych okresach, wystarczą, by przekonać kibiców do dokupienia nowego pakietu na rok czy dwa?
    – Mamy NBA od października do czerwca, potem od maja do października jest żużel. W trakcie są szlemy. Oprócz tego na Eurosporcie 3 będziemy pokazywali całe łyżwiarstwo, które po igrzyskach cieszy się dużym zainteresowaniem. Będzie łyżwiarstwo figurowe, szybkie, short track. Pokażemy też kolarstwo, którego jest tak dużo, że nawet dwie anteny nie są w stanie obsłużyć wszystkiego. Sezon kolarski trwa właściwie cały rok. Jest kolarstwo szosowe, przełajowe, torowe, MTB, czy BMX. Do tego mamy sporty motorowe, zimowe, snowboard i skoki kobiet. Mam nadzieję, że to zadowoli naszych kibiców, gdy czegoś zabraknie im na głównych antenach.

    Czasem było o tym głośno na portalach społecznościowych, że choćby przez sterowane z centrali transmisje na Eurosporcie 1 i 2 nie było ważnych dla Polaków zmagań.
    – Sam mam taką anegdotę: kiedyś zadzwonił do mnie kibic z awanturą, że nie pokazujemy pływania. Nawet nie wiem, skąd miał numer. Tłumaczyłem mu, że my decydujemy, co ma priorytet pod kątem ważności dla odbiorcy. Okazało się, że jego syn startuje w zawodach, no i się nie dogadaliśmy. Oczywiście nie wszystko możemy pokazywać, bo do części wydarzeń nie mamy praw, ale mając dwie dodatkowe anteny, i to dedykowane polskiemu rynkowi, będzie nam łatwiej sprostać oczekiwaniom widzów.

    To teraz pewnie byłoby z tym pływaniem łatwiej, bo jest jeszcze mniej obłożony transmisjami Eurosport 4.
    – Tak, bo Eurosport 4 będzie też obszarem dla powtórek, wspomnień sportowych i dokumentów. W telewizji sportowej 24/7 większość programów to powtórki. Mało kogo stać na prawa siedem dni w tygodniu nawet w tzw. prime time.

    Natomiast obserwujemy zainteresowanie “złotymi momentami” z naszymi w roli głównej, więc na czwartym kanale pokażemy między innymi ważne dla Polaków retransmisje z Robertem Kubicą, Dawidem Kubackim, Igą Świątek, czy siatkarzami w roli głównej. Będą tam też podcasty Eurosportu, które nagrywamy od dwóch lat. Świetnie prowadzi je Piotr Karpiński. Pokażemy też dokumenty lokalne i międzynarodowe, w tym olimpijskie.

    Czyli, jak rozumiem, po pierwsze nie ma presji dokładania tam nowych praw, po drugie będziecie z zawartością nowych kanałów autonomiczni.
    – My cały czas szukamy. Mamy centralny dział praw. Jego priorytetem jest kupowanie praw paneuropejskich na 65 krajów. Wtedy dostajemy coś z dobrodziejstwem inwentarza. Eurosport 3 i 4 to kanały wyłącznie polskie! Oczywiście możemy przenieść tam część praw nabytych centralnie, których nie mieścimy na antenach 1 i 2, by nie trzymać ich tylko w streamingu. Z drugiej strony moim zadaniem jest też szukanie praw lokalnych, patrzenie na trendy, rzeczy przyszłościowe, sugerowanie ich centrali. Przygotowuję analizy biznesowe, biorąc pod uwagę oglądalność, koszty, grupę docelową, to, czy gdzieś są polscy sportowcy, gdzie możemy to pokazać. Sprawdzam też, czy gdzieś jeszcze w Europie kibice będą takim produktem zainteresowani, by była w tym synergia.

  • Porażka Sabalenki na WTA Madryt, teraz organizatorzy informują ws. Rzymu. Jest potwierdzenie

    Porażka Sabalenki na WTA Madryt, teraz organizatorzy informują ws. Rzymu. Jest potwierdzenie

    Turniej WTA 1000 w Madrycie okazał się najgorszym dotychczas występem Aryny Sabalenki w tym sezonie. Po raz pierwszy nie dotarła do decydującego starcia. Obrończyni tytułu odpadła na etapie ćwierćfinału, mimo aż sześciu meczboli w decydującym secie pojedynku z Hailey Baptiste. Trzy dni po porażce Białorusinki pojawiła się informacja od organizatorów tysięcznika w Rzymie. Na oficjalnym profilu Internazionali BNL d’Italia zamieszczono dwa nagrania z liderką rankingu. Oto szczegóły.
    Aryna Sabalenka podczas meczu z Hailey Baptiste w ćwierćfinale WTA 1000 w Madrycie

    Aryna Sabalenka podczas meczu z Hailey Baptiste w ćwierćfinale WTA 1000 w MadrycieJOSE BRETONAFP

    Aryna Sabalenka ma za sobą pierwszy występ na mączce w tym sezonie. Białorusinka niespodziewanie zakończyła go na ćwierćfinale. Po tym, jak z turnieju WTA 1000 w Madrycie odpadły Jelena Rybakina, Iga Świątek i Coco Gauff, tenisistka z Mińska wydawała się murowaną faworytką do obrony tytułu. Tak się jednak nie stało. Sensacyjną pogromczynią liderki rankingu okazała się Hailey Baptiste. Amerykanka obroniła w sumie sześć meczboli w decydującym secie i pokonała zawodniczkę rozstawioną z “1” 2:6, 6:2, 7:6(6).

    Co ciekawe, gdy Aryna po raz ostatni przegrywała w stolicy Hiszpanii, również miało to miejsce po niewykorzystanych piłkach meczowych. W finale madryckich rozgrywek przed dwoma laty Sabalenka posiadała w sumie trzy okazje na zdobycie trofeum, ale ostatecznie triumfowała Iga Świątek – 7:5, 4:6, 7:6(7). Tamto spotkanie okrzyknięto wówczas meczem sezonu w zmaganiach WTA i jednym z najlepszych w całej dekadzie.

    Porażka z Baptiste była dla tenisistki z Mińska dopiero drugą w 2026 roku. Wcześniej patent na pokonanie Białorusinki znalazła jedynie Jelena Rybakina. Podczas finału Australian Open, reprezentantka Kazachstanu wróciła ze stanu 0:3 30-30 w trzecim secie i zwyciężyła 6:4, 4:6, 6:4.

    Informacja od organizatorów WTA Rzym ws. Sabalenki

    Zobaczymy, jak liderka rankingu poradzi sobie w dalszej fazie sezonu na kortach ziemnych. Już za kilka dni rozpocznie się turniej WTA 1000 w Rzymie. Dziś o poranku napłynął komunikat organizatorów Internazionali BNL d’Italia ws. Sabalenki. Włodarze rozgrywek oficjalnie potwierdzili, że Aryna dotarła już do stolicy Włoch. W swoich mediach społecznościowych zamieścili nagranie, jak tenisistka z Mińska przemieszcza się po Foro Italico i podąża na trening. Później dodano jeszcze drugi filmik, jak Białorusinka rozgrzewa się w towarzystwie swojego pieska.

    27-latka nie próżnuje i zamierza się jak najlepiej przygotować do zmagań na Półwyspie Apenińskim. Na dzisiaj zaplanowała aż dwie sesje treningowe. Jedna już dobiegła końca, bowiem od godz. 10:30 do 12:00 przebywała na BNP Paribas Arena. Później liderka rankingu odbędzie jeszcze dwugodzinne zapoznanie z Campo Centrale, czyli główną areną włoskich rozgrywek. Początek drugich zajęć wyznaczono na 15:00.
    kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym, z wyrazem skupienia na twarzy, nosząca kolczyki i dwa naszyjniki, w tle niewyraźni kibice na trybunach

    Aryna SabalenkaMAHOUDEAU Clement / KMSP / KMSP via AFPAFP
    tenisistka w różowym stroju wyraża silne emocje, stoi z otwartymi ustami w geście krzyku na korcie tenisowym, w tle rozmazana postać sędziego

    Aryna SabalenkaPhoto by CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / GETTY IMAGES VIA AFPAFP
    Tenisistka w żółtym stroju trzymająca rakietę tenisową, unosząca rękę w geście pożegnania lub podziękowania na tle rozmytej publiczności na trybunach.

    Aryna SabalenkaWilliam WestAFP

    Flavio Cobolli – Alexander Zverev. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    To się dzieje z Igą Świątek. “Zawracanie głowy. Przecież nie zapomniała”

    Dariusz Ostafiński, Interia: Iga Świątek ma za sobą dwa turnieje z nowym trenerem Francisco Roigem. Miało być lepiej, a już słyszę od niektórych ekspertów, że więcej jest minusów niż plusów. Jest powód, by załamywać ręce?

    Karol Stopa, ekspert Eurosportu: – Żadnej potrzeby załamywania rąk nie widzę. Nawet bym unikał kategorycznych sądów. Jest za wcześnie. A to, co zdarzyło się dotąd z nowym trenerem, nie daje podstaw do jakiś miarodajnych ocen. Jakby w Madrycie zagrała cały turniej, to jeszcze.

    Tu się zgodzę.

    – I pewnie zgodzi się pan też z tym, że Madryt nie wypalił z przyczyn zdrowotnych. Nie zrobiła niczego źle, a zwyczajnie była chora i nie ma, co kruszyć kopii, bo uważam, że to byłoby złośliwe. Ja widzę tylko jeden mecz Igi Świątek w ostatnim czasie, z którego można wyciągać jakiekolwiek wnioski.

    Z Andriejewą w Stuttgarcie.

    – Tak. Ten mecz, choć przegrany, nie był złym meczem w wykonaniu Swiątek. Było tam kilka rzeczy autentycznie pozytywnych. Nawet można w tej ocenie wskazać na kilka plusów. Cały pierwszy set i pół drugiego były dobre. Potem się wszystko posypało, były lekko nerwowe reakcje, ale nic takiego strasznego się nie stało. Nie ma powodu, by dramatyzować i wyrażać kategoryczne opinie. Powtórzę raz jeszcze, że za mało mamy materiału, by mówić o poważnych ocenach.

    To jest kłopot Świątek. “Trzeba tylko dokręcić śrubkę”

    Tych opinii sporo się już jednak pojawiło. I dużo w stylu, że światełka w tunelu nie widać.

    – Mnie to trochę śmieszy. Oczywiście każdy ma prawo. I żeby było jasne, to nie wszystkie opinie wrzuciłbym do jednego worka. Są jednak takie, które określiłbym zawracaniem głowy. A to, że tu ruszyła 3 centymetry w prawo, tu ugięła kolano, a tam nie ugięła łokcia. Każdy tenisista ma dziesiątki odruchów, niepotrzebnych gestów i zachowań. Są ludzie, co zaczynają mówić o drobiazgach. To są takie opowieści na zasadzie, że przychodzi hydraulik i pyta, kto to panu zepsuł? A potem mówi, że on to zrobi lepiej.

    Większość chyba niepotrzebnie skupia się na szukaniu jakichś nowych zagrań, które miałby wprowadzić Roig. Wojciech Fibak powiedział mi, ze to bzdura, bo Hiszpan nie uczy Świątek gry w tenisa, ale pracuje nad tym, by odzyskała pewność siebie.

    – Też jestem tego zdania. Od początku mówię, że problem tkwi w głowie, a nie w technice. Jasne, że w technice zawsze można coś skorygować, ale to nie jest ten główny kłopot. Iga jednego dnia zagrała genialnie z Muchovą, a dzień później była katastrofa ze Switoliną. Przecież nie zapomniała w 24 godziny, jak się gra. I teraz wrócę do tego hydraulika. Jeden powie, że rury do wymiany, a drugi, że trzeba tylko śrubkę dobrze dokręcić.

    Pan stawia na to drugie?

    – Tak. Może i w technice jest jakiś mankament, ale to jest temat poboczny, coś w rodzaju listka figowego. Kwestia główna, to jest głowa tenisistki. Może jeszcze jakieś układy, które są, albo ich nie ma, a ja nie chcę w to wnikać, bo musielibyśmy zacząć mówić o poważnych kwestiach, a nie mamy dowodów, ani nawet prawa, żeby w to wchodzić. Zobaczymy, jak to będzie w Rzymie. Zjawi się komplet osób z teamu w boksie, będą poważniejsze rywalki i daj Boże, że okaże się, że to wszystko, co robiła do tej pory, miało sens.

    Wierzy w odrodzenie Świątek. Podaje powód

    Czyli jest pan optymistą?

    – A ten optymizm opieram na osobie Nadala, który całe życie był jej idolem, był postacią z obrazka wiszącego nad łóżkiem. Ona o tym Nadalu zawsze mówiła. Są dziesiątki wywiadów na potwierdzenie. Zatem teraz jest w sytuacji, gdzie złapała Pana Boga za nogi. Nadal dał jej swojego człowieka i pobłogosławił. To musi jej dać impuls do czegoś lepszego. Jeśli tak się nie stanie, to będzie to bardzo dziwne.

    Rozumiem, że po Rzymie będziemy już mogli powiedzieć, w jakim kierunku to wszystko zmierza i czy coś z tego będzie?

    – To już na pewno. Korty w Rzymie są inne niż w Stuttgarcie i Madrycie. Są gęste od mączki, bo tam sypią dużo tego materiału. Jest też inny sposób przygotowania kortów do gry. Jednym to pasuje bardziej, innym mniej. Idze Świątek bardziej.

    Pojawiły się takie apele, żeby Nadal pojechał z Igą Świątek do Rzymu. Myśli pan, że to możliwe?

    – Mało prawdopodobne, żeby on dał się na to namówić. Może zjawić się w Paryżu, ale dlatego, że zaproszą go organizatorzy. Przy okazji jednak odwiedzi Igę i trenera, którego zna.

    Świątek zaskoczy, jak rok temu w Wimbledonie

    Jest możliwe, że w Rzymie Świątek przejdzie metamorfozę, choć w Stuttgarcie i Madrycie, z różnych względów to nie wyszło dobrze?

    – Rzym jest jej bliski. Trzy razy tam wygrywała, a zaczęło się to w 2021, kiedy w finale pokonał Pliskovą 6:0, 6:0. Będzie jej tam łatwiej niż w Stuttgarcie i Madrycie. Te dwa turnieje są mało wygodne, trudno się tam gra. Z Rzymem jest inaczej.

    I może pan powiedzieć, z ręką na sercu, że Iga Świątek nagle wyjdzie z głębokiego dołka i z zawodniczki z problemami zamieni się w taką, która sama rozstawia rywalki po kątach?

    – Uczciwie mogę powiedzieć, że spodziewam się i liczę na to, że ona odpali, że ten impuls spowodowany Nadalem i hiszpańską lekcją zadziała na sto procent. Możemy być tak samo zaskoczeni, jak rok temu w przypadku Wimbledonu. To jest zawodniczka z ogromnym potencjałem. Według mnie powinna mieć o wiele więcej wygranych szlemów. To się z różnych powodów nie zdarzyło, ale się wydarzy. W końcu Iga przerasta rywalki o kilka klas. Żadna inna kobieta grająca w tenisa nie biega tak po korcie. Może tylko Kostiuk i Gauff. Obie mają jednak mankamenty. A Świątek jest najbliższa ideału, jak chodzi o poruszanie na kortach ceglanych. Nikt nie jest tak elastyczny, nie tak nie zmienia kierunku, jak ona. Czasem się dziwię, że to nie działa, ale powtórzę raz jeszcze: wierzę, że Świątek odpali.
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    tenisistka z opuszczoną głową i zakrytą dłonią twarzą schodzi z kortu ziemnego, niosąc dużą sportową torbę na ramieniu

    Iga ŚwiątekTOMASZ BARANSKI/REPORTEREast News

    Flavio Cobolli – Alexander Zverev. Skrót meczu.

  • Ukrainka odmówiła tenisistce z Rosji, wszystko na oczach Polki. Zawrzało w Madrycie

    Ukrainka odmówiła tenisistce z Rosji, wszystko na oczach Polki. Zawrzało w Madrycie

    Atmosfera przed półfinałami turnieju WTA 1000 w Madrycie była wyjątkowo napięta, a wszystko za sprawą zestawienia Marty Kostiuk z Anastazją Potapową. Ukrainka już wcześniej jasno zapowiadała, że nie poda ręki rywalce wywodzącej się z Rosji – niezależnie od faktu, że ta obecnie reprezentuje Austrię. Ostatecznie Kostiuk nie tylko dotrzymała słowa, ale również wygrała spotkanie, a jej zachowanie po meczu odbiło się szerokim echem w mediach.

    Od momentu ogłoszenia półfinałowej pary było jasne, że emocji nie zabraknie. Kostiuk od dłuższego czasu konsekwentnie odmawia tradycyjnego uścisku dłoni z zawodniczkami rosyjskiego pochodzenia. Wyjątek zrobiła jedynie dla Darii Kasatkiny, która publicznie sprzeciwiła się wojnie i zmieniła obywatelstwo. W przypadku Potapowej sytuacja wygląda inaczej – tenisistka przez długi czas nie odcinała się od działań Kremla, co dla Ukrainki ma kluczowe znaczenie.

    – Jedyną Rosjanką, której podałam rękę, była Kasatkina, bo jasno powiedziała, że nie popiera wojny. To dla mnie ważne. Inne zawodniczki, mimo zmiany paszportu, nie zabrały głosu w tej sprawie – tłumaczyła Kostiuk jeszcze przed meczem.

    Sam pojedynek nie zawiódł pod względem sportowym, choć napięcie było wyczuwalne od pierwszej piłki. Ostatecznie lepsza okazała się Ukrainka, która tym samym awansowała do finału. Po ostatniej wymianie nie doszło jednak do tradycyjnego gestu fair play – Kostiuk nie podeszła do siatki i ograniczyła się jedynie do gestów w stronę publiczności.

    Duże poruszenie wywołała także nietypowa scena z udziałem jej trenerki, Sandry Zaniewskiej. Polka pokazała zawodniczce kartę – waleta karo. Ten niecodzienny sygnał szybko stał się tematem dyskusji, a sama tenisistka została zapytana o jego znaczenie podczas konferencji prasowej.

    – To nie miało żadnego ukrytego sensu. Po prostu bawiliśmy się w zgadywanie kart. Sandra je trzymała, a my podawaliśmy liczby. Trafiłam przypadkiem, bez żadnej logiki – wyjaśniła Kostiuk, rozwiewając spekulacje.

    Nie brakuje jednak głosów, że gest może mieć symboliczne znaczenie. Było to bowiem 11. zwycięstwo Ukrainki z rzędu, a walet jest jedenastą kartą w talii. Czy rzeczywiście był to subtelny przekaz od sztabu? Być może odpowiedź przyniesie finał – jeśli Kostiuk sięgnie po tytuł, kolejna karta może stać się jeszcze bardziej wymowna.

    W decydującym meczu Ukrainka zmierzy się z Mirrą Andriejewą, która wcześniej pokonała Hailey Baptiste. Dla Kostiuk będzie to szansa na pierwszy triumf w turnieju tej rangi i jednocześnie kolejny pojedynek z zawodniczką rosyjskiego pochodzenia – co tylko podgrzewa atmosferę przed finałem.

  • Lewandowski gotowy na transfer, prezes Barcelony reaguje. Agent Polaka wezwany

    Lewandowski gotowy na transfer, prezes Barcelony reaguje. Agent Polaka wezwany

    Przyszłość Robert Lewandowski w FC Barcelona wisi na włosku. Coraz więcej wskazuje na to, że kapitan reprezentacji Polski poważnie rozważa zmianę barw klubowych, a jednym z najbardziej konkretnych kierunków jest Juventus FC. Na rozwój wydarzeń błyskawicznie zareagował prezes „Dumy Katalonii”, Joan Laporta, który zdecydował się na pilne spotkanie z piłkarzem i jego agentem, Pini Zahavi.

    Według najnowszych doniesień Lewandowski jest już bardzo blisko opuszczenia Barcelony. Choć klub zaproponował mu przedłużenie kontraktu, Polak nie jest przekonany do pozostania — zwłaszcza w roli rezerwowego i przy znacząco niższym wynagrodzeniu.

    Najbardziej konkretna oferta nadeszła z Turynu. Juventus FC miał zaproponować 37-letniemu napastnikowi roczną umowę wartą około 6 milionów euro netto plus bonusy. Jak informują włoskie media, pierwsze rozmowy przedstawicieli zawodnika z władzami klubu przebiegły w pozytywnej atmosferze. Sam Lewandowski ma postrzegać „Starą Damę” jako najciekawszą opcję i coraz poważniej myśli o przeprowadzce do Serie A.

    W obliczu tych sygnałów Joan Laporta postanowił działać. Szef Barcelony chce zrobić wszystko, by zatrzymać swojego snajpera, którego wielokrotnie publicznie chwalił. Według hiszpańskich mediów zaplanowano już spotkanie z Pini Zahavi, podczas którego mają zostać omówione wszystkie scenariusze i podjęta ostateczna decyzja.

    Obecnie Lewandowski zarabia w Barcelonie około 16 milionów euro netto rocznie. Klub z Katalonii nadal jest więc w stanie zaproponować mu wyższe wynagrodzenie niż Juventus, choć ograniczenia finansowe i przepisy ligi sprawiają, że nowa oferta nie może być niższa niż połowa jego dotychczasowej pensji.

    Co z innymi opcjami? Polak miał już odrzucić możliwość gry w MLS, uznając tamtejsze propozycje za mało atrakcyjne finansowo. Wciąż aktualny pozostaje natomiast kierunek saudyjski, gdzie kluby kuszą gigantycznymi kontraktami.

    Najbliższe dni mogą okazać się kluczowe dla przyszłości jednego z najlepszych napastników świata.