• Sprzeciw Sabalenki i innych gwiazd. Padł mocny apel. Ostra reakcja z Rosji

    Sprzeciw Sabalenki i innych gwiazd. Padł mocny apel. Ostra reakcja z Rosji

    Do rozpoczęcia kwalifikacji do Rolanda Garrosa pozostały zaledwie dwa tygodnie, a start turnieju głównego nastąpi niespełna trzy tygodnie od teraz. Wraz ze zbliżającą się imprezą rośnie jednak nie tylko sportowe napięcie – coraz więcej mówi się o konflikcie między czołowymi tenisistami a organizatorami turniejów wielkoszlemowych.

    Jak informuje agencja Associated Press, w poniedziałek czołowi zawodnicy światowego tenisa – w tym Aryna Sabalenka, Jannik Sinner czy Coco Gauff – wyrazili swoje niezadowolenie wobec organizatorów paryskiego turnieju. Ich zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim wysokości puli nagród, ale także braku działań w kwestiach takich jak długoterminowa opieka zdrowotna czy system emerytalny dla graczy.

    Organizatorzy French Open ogłosili 16 kwietnia, że w tegorocznej edycji przeznaczą na nagrody finansowe 61,7 mln euro, co oznacza wzrost o 9,5 procent względem poprzedniego roku. Tenisiści zwracają jednak uwagę, że same kwoty nominalne nie oddają pełnego obrazu sytuacji. Kluczowy jest bowiem udział puli nagród w całkowitych przychodach turnieju – a ten, według ich wyliczeń, spada.

    Z danych przedstawionych przez zawodników wynika, że udział ten zmniejszy się z 15,5 procent w 2024 roku do prognozowanych 14,9 procent w 2026 roku. Co więcej, w 2025 roku wskaźnik ten wynosił jedynie 14,3 procent. Choć więc kwoty rosną, to w relacji do przychodów turniej przeznacza na tenisistów proporcjonalnie mniej środków. Gracze oczekują, by udział ten wzrósł do poziomu około 22 procent – podobnego do tego, jaki obowiązuje w turniejach rangi ATP i WTA 1000.

    Na razie organizatorzy Roland Garros nie odnieśli się oficjalnie do zarzutów.

    Nie wszyscy jednak podzielają stanowisko zawodników. Krytycznie wobec ich postulatów wypowiedział się Jewgienij Kafielnikow, były lider rankingu ATP, dwukrotny mistrz turniejów wielkoszlemowych i złoty medalista olimpijski z Sydney. W rozmowie z rosyjskim „Sport-Expressem” stwierdził, że obecni gracze powinni docenić wysiłek poprzednich pokoleń.

    – Powinni być wdzięczni tym, którzy byli przed nimi i zbudowali fundamenty, dzięki którym dziś mogą zarabiać tak duże pieniądze. Te skargi są nieuzasadnione – powiedział.

    Narastający konflikt między zawodnikami a organizatorami najważniejszych turniejów tenisowych trwa już od kwietnia 2025 roku. Wówczas gracze podkreślali, że w przeciwieństwie do innych globalnych dyscyplin sportu, tenis wciąż opiera się zmianom w zakresie zarządzania i inwestowania w przyszłość. Zwracali również uwagę na brak realnego dialogu oraz niewystarczające działania na rzecz poprawy warunków życia i bezpieczeństwa zawodników, którzy – jak podkreślają – stanowią fundament całej dyscypliny.

  • Wszystko jasne. Wtedy Świątek wejdzie do gry w Rzymie

    Wszystko jasne. Wtedy Świątek wejdzie do gry w Rzymie

    Przed nami turniej WTA 1000 w Rzymie. Dziennikarz Canal+ Bartosz Ignacik poinformował, że w piątek do akcji wkroczy Iga Świątek. Poznaliśmy już także szczegóły na temat występów Magdaleny Fręch i Magdy Linette.

    Iga Świątek na początku kwietnia ogłosiła, że jej nowym trenerem został Francisco Roig. Pod wodzą Hiszpana miała okazję rozegrać jednak tylko cztery mecze. W Stuttgarcie pojawiła się na korcie dwa razy i Madrycie również. W tym drugim turnieju złapała wirusa, przez co bardzo źle się czuła i skreczowała w spotkaniu trzeciej rundy z Ann Li w trakcie trzeciego seta. Ostatnie miesiące nie są dla Polki łatwe, ale teraz wróciła do miejsca, w którym potrafiła grać w przeszłości znakomicie.

    Stolica Włoch szczęśliwa dla Świątek. Trzy wiktorie
    Mowa rzecz jasna o Rzymie. Imprezę rangi WTA 1000 w tym mieście Świątek wygrała trzy razy (2021, 2022, 2024). Więcej zwycięstw zanotowała tylko na kortach Rolanda Garrosa, gdzie triumfowała czterokrotnie.

    Jeśli chodzi o zmagania w stolicy Włoch, to w pamięci mamy szczególnie pierwsze zwycięstwo. Wówczas bowiem Świątek w finale pokonała Karolinę Pliskovą 6:0, 6:0. Tak jednostronne spotkania o tytuł zdarzają się niezwykle rzadko.

    W tym roku Świątek ponownie rozpocznie swój udział w turnieju w Rzymie od drugiej rundy. Na korcie pojawi się w piątek, o czym na platformie X poinformował Bartosz Ignacik, dziennikarz Canal+.

    Oto potencjalna rywalka Świątek. Są też informacje na temat meczów Fręch i Linette
    W drugiej rundzie Świątek zmierzy się z kimś z pary Catherine McNally – Daria Kasatkina. Na kolejnym etapie może potencjalnie trafić na Emmę Navarro, a w czwartej rundzie może dojść do potyczki z Naomi Osaką.

    Wiemy już też, kiedy należy spodziewać się meczów pozostałych Polek. “Magda Linette z Marią i Magdalena Fręch z Ealą w środę. Jeśli wygrają: Magda druga runda w czwartek, Magdalena w piątek” – poinformował Ignacik.

    Miejmy nadzieję, że czekają nas wielkie emocje. Internazionali BNL d’Italia to nie tylko prestiżowy turniej, ale również próba generalna przed wielkoszlemowym Rolandem Garrosem, który będzie zwieńczeniem okresu gry na mączce.

  • Iga Świątek wejdzie do akcji w Rzymie. Znamy już datę. Organizatorzy ogłosili

    Iga Świątek wejdzie do akcji w Rzymie. Znamy już datę. Organizatorzy ogłosili

    Znamy już ramowy plan turnieju WTA w Rzymie. Ważne wieści dotyczą meczów Magdy Linette, Magdaleny Fręch i Igi Świątek. Oczywiście program godzinowy będzie pojawiał się na bieżąco, ale tenisistki wiedzą już, w jakie konkretne dni zagrają. Raszynianka trafiła tzw. wolny los i miejsce w dolnej połówce drabinki. Co to oznacza?
    Iga Świątek podczas treningu w Rzymie, 4 maja, w białej czapce i jasnej koszulce na korcie ziemnym.

    Iga Świątek trenująca w Rzymie, 4 majaRobert PrangeGetty Images

    Iga Świątek po turnieju w Madrycie mogła być sfrustrowana, bo wirus spowodował jej krecz już w pierwszym meczu z Ann Li. Sportową złość będzie mogła przekuć na zwycięstwa w kolejnym “tysięczniku”, tym razem w Rzymie. Poniedziałkowe losowanie przydzieliło ją do dolnej połówki drabinki. Raszynianka zacznie zmagania od drugiej rundy, w pierwszej ma wolny los.

    Oznacza to, że na korcie zobaczymy ją w piątek 8 maja. Ewentualne starcie w 3. rundzie zagra w niedzielę 10.05, 1/8 finału w poniedziałek 11.05., konfrontacja ćwierćfinałowa może czekać w środę 13.05., a półfinałowa w czwartek 14.05. Piątek 15 maja byłby dniem oczekiwania na sobotni finał.

    Oto harmonogram WTA Rzym. Iga Świątek w piątek w akcji

    Magda Linette zmierzy się z Tatjaną Marią w środę, podobnie jak Magdalena Fręch z Alexandrą Ealą (1. runda). Poznanianka trafiła numer 5, jest w głównej części drabinki, co oznacza rozegranie potencjalnego spotkania 2. rundy już w czwartek. Łodzianka zaś znalazła się w dolnej, więc ma sytuację podobną do Świątek.

    Przypomnijmy, że Linette w 3. rundzie może wpaść na Arynę Sabalenkę, a Fręch na Jelenę Rybakinę.

    Organizatorzy zastrzegają, że pogoda i “nieprzewidziane okoliczności” mogą zmienić przedstawiony harmonogram. We wtorek szansa na deszcz w stolicy Włoch wynosi ok. 25 procent. W środę jest większa (40 proc.). W dalszej części turnieju ma już wyjść słońce.
    Młoda kobieta o prostych, brązowych włosach udziela wywiadu lub bierze udział w konferencji prasowej, siedząc przy mikrofonie na tle niebieskiej ściany ze wzorami i logotypami.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz / SplashNews.com/Splash/East NewsEast News
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce na głowie, pijąca wodę z niebieskiego bidonu podczas przerwy w meczu tenisowym na korcie.

    Iga ŚwiątekDita Alangkara/Associated Press/East NewsEast News
    Tenisistka w sportowym stroju trzymająca rakietę na korcie, skupiona na meczu, w tle rozmyte trybuny z kibicami.

    Iga ŚwiątekMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    DJB: Sieciówka – 04.05.26 [WIDEO]Polsat Box G

  • Barcelona w finale, a Pajor wyróżniona. Czeka na głosy. To decyzja UEFA

    Barcelona w finale, a Pajor wyróżniona. Czeka na głosy. To decyzja UEFA

    Za nami rewanże półfinałowe UEFA Women’s Champions League. Olympique Lyon odrobił straty i wyrzucił za burtę londyński Arsenal, a FC Barcelona wyeliminowała Bayern Monachium. Teraz europejska centrala piłkarska ruszyła z tradycyjnym głosowaniem. Ewa Pajor znalazła się wśród nominowanych i czeka na wsparcie internautów.

    23 maja na Ullevaal Stadion w Oslo zostanie rozegrany finał Ligi Mistrzyń UEFA 2025/2026. Znamy już skład – Olympique Lyon zmierzy się z FC Barceloną. Francuski zespół ograł u siebie obrończynie tytułu z Arsenalu 3:1, dzięki czemu w dwumeczu było 4:3. Decydujący cios padł w 86. minucie ze strony Jule Brand. Drużyna ta liczy na 7. triumf w tych rozgrywkach 2016 roku.

    Z kolei “Duma Katalonii” podchodziła do starcia z Bayernem z całkowicie czystą kartą, bo w pierwszym starciu w Monachium padł wynik 1:1. Teraz nie było mowy o remisie. Zawodniczki Barcelony wygrały 4:2 i awansowały do swojego 6. finału UWCL z rzędu oraz 7. na przestrzeni 8 sezonów. Polska napastniczka miała wymierny udział przy zwycięstwie, trafiła do siatki w 54. minucie, podwyższając rezultat na 3:1.

    Świetnie dołożyła głowę do piłki dośrodkowanej przez Salmę Paralluelo, wygrała pojedynek powietrzny ze środkową obrończynią rywalek Vanessą Gilles. Futbolówka poleciała tuż przy lewym słupku bramki.

    Pajor vs Paralluelo vs Brand. Głosowanie na “Goal of The Week”
    Nasza rodaczka rywalizuje ze wspomnianymi Paralluelo i Brand. Ta pierwsza strzeliła na 1:0, dobrze wybiegając za plecy defensorek i domykając dobrą wrzutkę Caroline Graham Hansen, a druga znokautowała “Kanonierki” w podobny sposób, wbiegając w tempo za linię obrony.

    Wszystkie trzy czekają teraz na wsparcie internautów. W teorii uderzenie Pajor było najtrudniejsze technicznie, ale nie można wykluczyć, że waga trafienia Brand okaże się przeważająca.

  • Oficjalnie! Stefan Horngacher wraca do polskich skoków. Oto jego nowa rola

    Oficjalnie! Stefan Horngacher wraca do polskich skoków. Oto jego nowa rola

    To już oficjalne – Stefan Horngacher wraca do Polski! Taką informację podał Polski Związek Narciarski. Działacze wyjaśnili, czym utytułowany Austriak będzie się zajmował w naszej kadrze skoczków narciarskich.

    Miniony sezon Pucharu Świata był koszmarny dla polskiej kadry. Najlepiej spisał się Kacper Tomasiak, ale zajął dopiero 23. miejsce w klasyfikacji generalnej. Gdyby nie sukcesy na igrzyskach olimpijskich, to można byłoby sezon spisać na straty. Nic więc dziwnego, że PZN postanowił dokonać zmian. Trener najpewniej zostanie ten sam, ale media informowały, że zjawi się ktoś do pomocy. Mówił o tym również sam Adam Małysz. Chodzi o Stefana Horngachera, byłego trenera Biało-Czerwonych.

    PZN ogłasza ws. Stefana Horngachera
    – Stefan bardziej ma działać jako trener, ale w roli koordynatora całego systemu szkolenia. Kogoś, kto stoi nad tym wszystkim i podpowiada, natomiast zawodnicy mają swoich bezpośrednich trenerów – mówił kilka dni temu prezes PZN. W poniedziałkowy poranek Interia przekazała, że właśnie dziś powinien pojawić się oficjalny komunikat w sprawie Austriaka, którego zaproszono na zgrupowanie kadry.

    I medium się nie pomyliło. PZN zamieścił oficjalne oświadczenie. “Stefan Horngacher wraca do polskich skoków narciarskich!” – poinformował Polski Związek Narciarski w serwisie X.

    “W ostatnich tygodniach prowadzone były intensywne negocjacje pomiędzy Polskim Związkiem Narciarskim a austriackim szkoleniowcem. Ich efektem jest wypracowanie spójnych ram organizacyjnych współpracy, obejmujących precyzyjny podział kompetencji, jasno określony zakres odpowiedzialności oraz długofalową wizję funkcjonowania systemu szkolenia” – czytamy w komunikacie.

    Czym Stefan Horngacher będzie się zajmował? “We współpracy ze sztabami trenerskimi Zarząd PZN wypracował założenia i zatwierdził formułę działania. Stefan Horngacher rozpoczął już pracę w Polsce i będzie pełnił funkcję koordynatora systemu szkolenia ściśle współpracując z trenerami kadr narodowych. Model współpracy zakłada jednoznaczny podział odpowiedzialności, określony zakres kompetencji oraz jasno zdefiniowane, mierzalne cele sportowe” – zakończono.

    To powrót Stefana Horngachera do Polski, ale w nieco innej roli. Od 2016 do 2019 pracował jako pierwszy szkoleniowiec kadry. Odniósł z nią spore sukcesy. Do najważniejszych można zaliczyć złoto igrzysk olimpijskich z Kamilem Stochem, wygranie przez tego skoczka dwóch edycji Turnieju Czterech Skoczni czy dwa zwycięstwa Biało-Czerwonych w Pucharze Narodów. Pod jego wodzą formę wyśrubowali też Piotr Żyła czy Dawid Kubacki.

  • Jasna deklaracja Świątek po losowaniu w Rzymie. “To właśnie zrobię”

    Jasna deklaracja Świątek po losowaniu w Rzymie. “To właśnie zrobię”

    – To zawsze było moją rutyną. I to właśnie zrobię – zapewniała Iga Świątek. Polka błyskawicznie zareagowała na losowanie drabinki WTA 1000 w Rzymie. Ujawniła, jak zamierza do niej podejść. Nie pozostawiła żadnych wątpliwości, ale nie tylko temat potencjalnych rywalek poruszono w trakcie rozmowy.

    “To, co stało się z Jeleną Rybakiną, Coco Gauff, Igą Świątek i Jessicą Pegulą, było ogromnym szokiem dla wszystkich, biorąc pod uwagę, jak nieprzyzwyczajeni jesteśmy ostatnio do tak drastycznego upadku faworytek. Pozostaje pytanie, czy to początek nowej zmiany trendu, czy po prostu anomalia” – zastanawiali się hiszpańscy dziennikarze po turnieju w Madrycie. Kibice Polki mają nadzieję, że szczególnie w jej przypadku to ta druga opcja i błyskawicznie wróci na właściwe tory. Szansę będzie miała już w najbliższych dniach, rywalizując w WTA 1000 w Rzymie.

    Iga Świątek mówi wprost. Tylko to interesuje ją po losowaniu w Rzymie
    Świątek trafiła się dość trudna drabinka. Już na start może zmierzyć się z Darią Kasatkiną lub Caty McNally. Zdaniem wielu osób, największym wyzwaniem w ćwiartce i pierwszym poważnym sprawdzianem może być 1/8 finału i potencjalne starcie z Naomi Osaką. A co na temat losowania sądzi sama zainteresowana? Czy analizuje już potencjalne starcia, czy koncentruje się wyłącznie na inauguracyjnym pojedynku?

    – Patrzę tylko na pierwszy mecz. To zawsze było moją rutyną – ujawniła tuż po ceremonii losowania drabinki. – Muszę się skupić na nadchodzącym wyzwaniu. Nie ma sensu myśleć o kolejnej części drabinki, bo musisz być gotowy na ten najbliższy mecz. I to właśnie zrobię – zapewniała. Nie tylko o tę kwestię zapytano Świątek podczas ceremonii. Prowadząca chciała dowiedzieć się, jakie wyjątkowe wspomnienie z Rzymu ma tenisistka. – Oprócz trofeów i tiramisu. Jeden wyjątkowy moment – śmiała się dziennikarka

    Świątek ujawnia. To jeden z jej ulubionych turniejów
    – Kocham ten turniej, ponieważ może tu przyjechać moja rodzina i przyjaciele. Rzym nie jest tak daleko od Polski. Jest to jeden z tych turniejów, kiedy mogę z nimi spędzić czas poza kortem. To daje mi zupełnie inne uczucie i wytwarza inną atmosferę. Dlatego też mogę powiedzieć, że to są dla mnie najlepsze wspomnienia z Rzymu. Zazwyczaj jestem bardzo skupiona na turniejach i nie robię wiele poza meczami, a tutaj jest zawsze zabawnie. Zawsze potrafię znaleźć czas na relaks – zdradziła. – Też super jest widzieć, jak ten turniej się zmienia, ewoluuje – dodawała.

    Czy ten rok okaże się szczęśliwy dla Świątek w Rzymie? W poprzednim sezonie nie pokazała się z najlepszej strony, bo odpadła już w III rundzie. Wówczas pokonała ją Danielle Collins, z którą już od wielu miesięcy Polka ma konflikt, szczególnie poza kortem. Ale ma też dobre wspomnienia z Rzymu. Dwukrotnie triumfowała na tych kortach. W 2022 roku w finale pokonała Ons Jabeur, tracąc ledwie cztery gemy, a dwa lata później jeden więcej oddała Arynie Sabalence – 6:2, 6:3.

  • Trener Świątek ma duży problem. Skończyły się czasy, gdy świat trząsł się ze strachu

    Trener Świątek ma duży problem. Skończyły się czasy, gdy świat trząsł się ze strachu

    Lech Sidor nie ma wątpliwości – kobiecy tenis wszedł w nową fazę, a dominacja kilku największych nazwisk przestaje być oczywistością. Ekspert zwraca uwagę, że ostatnie turnieje pokazały wyraźnie, iż półfinały największych imprez nie są już domeną wyłącznie ścisłej czołówki.

    – Wystarczy spojrzeć na Madryt. W najlepszej czwórce znalazły się zawodniczki z różnych rejonów rankingu: Mirra Andriejewa z TOP10, ale też Hailey Baptiste, Marta Kostiuk czy Anastasia Potapova. To pokazuje, że hierarchia się wyrównuje – tłumaczy.

    Koniec „łatwych” meczów dla faworytek

    Zdaniem Sidora, czasy, gdy zawodniczki z czołowej piątki bez większego wysiłku przechodziły przez pierwsze rundy, należą już do przeszłości. Dziś poziom jest znacznie bardziej wyrównany, a rywalki spoza ścisłej czołówki potrafią postawić bardzo trudne warunki.

    – Kiedyś mecz numeru 3 z numerem 30 często kończył się szybkim 6:2, 6:2. Teraz takie scenariusze zdarzają się znacznie rzadziej. Wracamy do czasów ogromnej konkurencji, kiedy przed turniejami wielkoszlemowymi trudno było wskazać jednoznaczną faworytkę – podkreśla.

    Czołówka przestała budzić strach

    Ekspert zauważa też zmianę mentalną wśród rywalek. Najlepsze tenisistki, takie jak Aryna Sabalenka, Elena Rybakina czy Iga Świątek, nie są już postrzegane jako nie do pokonania.

    – Świat nie stoi w miejscu. Rywalki analizują, uczą się i szukają sposobów na wygrywanie z najlepszymi. Coraz większą rolę odgrywa fizyczność i siła gry – zaznacza Sidor.

    Problem Świątek jest głębszy

    W kontekście Igi Świątek pojawia się dodatkowy problem. Polka od dłuższego czasu nie odnosi zwycięstw nad zawodniczkami z TOP10, co utrudnia jej powrót do pełnej dominacji.

    – Kiedyś miała komfort kilku spokojnych rund na rozruch. Dziś od pierwszego meczu musi grać na najwyższym poziomie. To utrudnia wprowadzanie zmian, bo pod presją zawodnik wraca do starych nawyków – tłumaczy ekspert.

    To prowadzi do błędnego koła – brak wyników obniża pewność siebie, a brak pewności utrudnia rozwój i adaptację nowych elementów gry.

    Szansa na przełamanie w Paryżu

    Mimo trudnej sytuacji Sidor widzi jednak światełko w tunelu. Jego zdaniem atutem Świątek może być świeżość fizyczna oraz naturalna wytrzymałość.

    – Jeśli doda do tego spokój mentalny, może znów wejść na swój najwyższy poziom. Kluczowe będzie, żeby przestała analizować każdy удар i zaczęła grać bardziej intuicyjnie – ocenia.

    Ekspert sugeruje też, że Polka mogłaby czasowo uprościć swoją grę, na wzór tego, jak robiła to Caroline Wozniacki w trudniejszych momentach kariery – grając bardziej zachowawczo, budując akcje i wykorzystując swoją kondycję.

    – Iga nie musi się cofać głęboko za linię końcową. Wystarczy drobna korekta ustawienia i wykorzystanie jej mocnego topspinowego forhendu, który wciąż jest jedną z najgroźniejszych broni w kobiecym tenisie – podsumowuje Sidor.

  • Świątek ledwo poznała rywalki. Już mamy pierwszą niespodziankę w Rzymie

    Świątek ledwo poznała rywalki. Już mamy pierwszą niespodziankę w Rzymie

    Turniej WTA 1000 w Rzymie to kolejna impreza, w której udział weźmie Iga Świątek. Polka poznała już nawet potencjalne rywalki. Choć rywalizacja w głównej drabince jeszcze nie wystartowała, już doczekaliśmy pierwszej niespodzianki. W kwalifikacjach przepadła zawodniczka, która była w nich rozstawiona z numerem 3. Chodzi o Kimberly Birrell. Australijka przegrała 3:6, 2:6 z Yue Yuan.

    Iga Świątek, Magdalena Fręch oraz Magda Linette wystąpią w rozpoczynającym się w tym tygodniu turnieju WTA 1000 w Rzymie. Największe nadzieje wiążemy oczywiście z Igą Świątek, która będzie rozstawiona z numerem 4. Po poniedziałkowym losowaniu jasne stało się, że w pierwszej rundzie będzie miała wolny los, a w drugiej zmierzy się z Darią Kasatkiną lub Caty McNally. Na Foro Italico wciąż jednak trwają eliminacje. Doszło w nich nawet do niemałej niespodzianki.

    Była “trójką” w kwalifikacjach w Rzymie. Ugrała pięć gemów i koniec
    Sprawiła ją Kimberly Birrell. 28-letnia Australijka w rankingu WTA zajmuje 82. miejsce. Do kwalifikacji przystępowała zaś jako turniejowa “trójka”. Można było więc zakładać, że powinna wywalczyć awans. Tymczasem w poniedziałek wyraźnie lepsza od niej okazała się Chinka Yue Yuan.

    Mecz wyrównany był tylko na początku pierwszego seta. Od stanu 3:2 Australijka nie potrafiła wygrać już ani jednego gema w tej partii. Kolejną rozpoczęła od porażki do zera przy swoim serwisie. Później co prawda przełamała, ale na więcej nie było ją stać. Kiepsko wyglądał jej serwis, a do tego popełniła aż siedem podwójnych błędów. Do końca spotkania ugrała jeszcze jednego gema. Ostatecznie przegrała 3:6, 2:6.

    Ze zwycięstwa cieszyła się więc dopiero 115. na światowych listach Yuan. Chinka nie ma jednak jeszcze zapewnionego udziału w I rundzie zmagań. Aby tak się stało, musi wygrać jeszcze jeden mecz. W finale kwalifikacji czeka na nią Simona Waltert (91. WTA). Szwajcarka pokonała w poniedziałek Włoszkę Giorgię Pedone (322. WTA) 6:2, 7:6(4).
    Mecz Yuan – Waltert odbędzie się we wtorek 5 maja. Wtedy też wystartuje rywalizacja w głównej drabince. Zawody potrwają do 17 maja. Pula nagród wynosi ponad 8,3 mln dolarów.

  • Największy koszmar Ewy Pajor. “Nigdy nie widziałem jej tak przybitej”

    Największy koszmar Ewy Pajor. “Nigdy nie widziałem jej tak przybitej”

    23 maja w Oslo Ewa Pajor po raz szósty zagra w finale Ligi Mistrzyń. Do sześciu razy sztuka? Nikt przed Polką nie przegrał finału tych najważniejszych rozgrywek pięciokrotnie.

    – Nigdy w życiu nie widziałem Ewy tak przybitej – opowiadał Piotr Kozłowski, pierwszy trener Pajor, który w szkole w Wieleninie odkrył jej talent do piłki, a kilka lat później zawiózł do Medyka Konin, gdzie zaczęła karierę.

    Nina Patalon, obecnie trenerka reprezentacji Polski, była wtedy piłkarką Medyka, ale stawiała pierwsze kroki jako trenerka w pracy z dziećmi. „Kurcze. To jakiś Leo Messi w spódnicy” – pomyślała, gdy zobaczyła Ewę z piłką przy nodze. Dziś pracują razem w kadrze. Rok temu Patalon jako selekcjonerka poprowadziła naszą reprezentację w finałach kobiecych mistrzostw Europy, oczywiście z Ewą Pajor w składzie.

    Łzy Barcelony
    Zanim pojechały na turniej do Szwajcarii, Ewa przeżyła jednak sportową traumę. W Lizbonie jej Barcelona przegrała finał Ligi Mistrzyń z Arsenalem 0:1. Zespół z Katalonii bronił trofeum, był zdecydowanym faworytem, ale zagrał słaby mecz i po 18 latach to piłkarki Arsenalu wróciły na europejski tron.

    Pajor odebrała tę porażkę osobiście. W finale Ligi Mistrzyń grała wcześniej cztery razy z Wolfsburgiem. I cztery razy przegrała, między innymi w 2023 roku z Barceloną 2:3. Zdobyła wtedy bramkę, a trenerzy rywalek zdali sobie sprawę, że takiej właśnie środkowej napastniczki jak Polka potrzebują. Kiedy latem 2024 roku Pajor skończył się kontrakt w niemieckim klubie, przeniosła się do Barcelony – właśnie po to, by wznieść w końcu puchar za triumf w Lidze Mistrzyń. W Lizbonie, w starciu z Arsenalem, przeżyła jednak kolejne rozczarowanie, największe ze wszystkich.

    Kozłowski jeździ z żoną na wszystkie ważniejsze mecze Ewy. Był w stolicy Portugalii i patrzył na łzy gwiazdy. Pajor była załamana. Zaraz po tym odwołała wszystkie umówione wywiady przed zgrupowaniem reprezentacji Polski w Gdańsku. Potrzebowała czasu, by przetrawić piątą porażkę w finale Ligi Mistrzyń. Dotąd za największego pechowca elitarnych rozgrywek uchodził francuski obrońca Patrice Evra, który w finale Champions League przegrywał cztery razy.

    Nie tylko dla Ewy, ale dla całej Barcelony finał w Lizbonie był doświadczeniem bolesnym. W swoim debiutanckim sezonie w Katalonii Polka zdobyła 43 gole w 46 meczach. Pobiła rekord skuteczności w klubie z Camp Nou, wywalczyła z nim wszystkie krajowe trofea, ale to najważniejsze, europejskie, znów okazało się nieosiągalne. Barcelona straciła status najlepszej kobiecej drużyny Europy.

    Obecny sezon zaczął się od złych wieści. Trener Pere Romeu musiał się pogodzić z odejściem kilku dobrych piłkarek, bo zadłużony klub z Katalonii szukał oszczędności we wszystkich swoich sekcjach. Romeu sięgnął do akademii. I, jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Młode zawodniczki są nie tyle uzupełnieniem, co wzmocnieniem zespołu.

    Barcelona, wciąż z Pajor w składzie, z impetem ruszyła do walki o przywrócenie hegemonii w Europie. Klub z Katalonii docierał do finału Ligi Mistrzyń nieprzerwanie od 2021 roku. Wygrał go trzy razy, w latach 2021, 2023 i 2024. Jego gwiazdy, Alexia Putellas i Aitana Bonmati, zmonopolizowały “Złotą Piłkę” w ostatnich pięciu edycjach plebiscytu France Football.

    Pierwszym rywalem Barcy w fazie ligowej tego sezonu był Bayern Monachium. Przyjechał na Camp Nou po wygraniu wszystkich meczów na starcie rozgrywek Bundesligi, tymczasem w Barcelonie poległ aż 1:7! Tamta lekcja pokory przydała się piłkarkom z Bawarii pół roku później, w półfinale LM. W pierwszym spotkaniu, w Monachium, padł wynik 1:1. Pajor zdobyła piękną bramkę, ale Franziska Kett wyrównała. Piłkarki Bayernu obroniły wynik, choć w 79. min Kett dostała czerwoną kartkę. Niemki zastosowały tę samą taktykę, którą wybrał trener Arsenalu na finał Ligi Mistrzyń w Lizbonie, czyli uważną grę w defensywie i wyczekiwanie na okazje do kontry.

    “Klątwa nad Pajor”
    Remis w Monachium nie był zły dla Barcelony, a jednak sfrustrował zawodniczki Romeu. Putellas mówiła o poczuciu straconej szansy. Pajor i jej koleżanki przygotowywały się do rewanżu w wielkim skupieniu. Bilety na mecz na Camp Nou kupiło 60 tys. fanów – nie było wolnych miejsc na trybunach. W niedzielę wzdłuż ulic dojazdowych do stadionu stały tłumy ludzi w koszulkach Barcelony. Okrzykami mobilizowali piłkarki, jadące na mecz z Bayernem. Putellas, która jest kapitanem drużyny, nie potrafiła zapanować nad wzruszeniem, gdy później o tym wspominała.

    Tego dnia wydarzyło się jeszcze coś ważnego. Po pięciu miesiącach od złamania nogi do zespołu wracała Aitana Bonmati. Najlepsza piłkarka świata ostatnich trzech lat usiadła na ławce, weszła na boisko w drugiej połowie, powitana owacją. Barcelona prowadziła wtedy 4:1, po dwóch golach Putellas i kolejnej wspaniałej bramce Pajor. Polka zdobyła ją główką, nie dając bramkarce Bayernu najmniejszych szans na interwencję.

    To nie był jednak łatwy mecz dla Barcelony. Piłkarki Bayernu zdobyły gola na 2:4 i ruszyły do frontalnego ataku. VAR anulował im trzecią bramkę, dwa razy trafiły w poprzeczkę bramki Caty Coll. Mimo wszystko wynik się już nie zmienił.

    W 87. min Romeu zdjął z boiska Putellas, by fani mogli jej podziękować za wysiłek. Mowa nie tylko o tym meczu – podczas swojej niesamowitej kariery, przerwanej na jakiś czas zerwaniem więzadeł w kolanie, Alexia zdobyła dla Barcelony 232 gole i w klasyfikacji najskuteczniejszych dogoniła legendarnego napastnika, Cesara Rodrigueza. Oboje są teraz na drugim miejscu. Przed nimi tylko Leo Messi (672 bramki).

    Łzy wzruszenia Putellas oddają skalę emocji, które przeżyły piłkarki Barcelony podczas niedzielnej batalii o finał Ligi Mistrzów. Zagrają w nim po raz siódmy, a po raz szósty z kolei. Alexia grała w 2019 roku w finale w Budapeszcie, przeciwko Olympique Lyon. Zespół z Katalonii przegrał wówczas 1:4. Dwa lata później, w finale w Göteborgu, pokonał Chelsea. Putellas zdobyła gola z karnego, w meczu wygranym 4:0.

    Rok później Lyon pokonał Barcelonę w finale w Turynie 3:1. W 2023 roku zespół z Katalonii ograł Wolfsburg z Pajor, a w kolejnej edycji wreszcie pokonał Lyon – 2:0 w Bilbao. Piłkarki z Lyonu triumfowały w Lidze Mistrzyń aż osiem razy i są najbardziej utytułowaną drużyną Europy. To właśnie one wyeliminowały Arsenal w półfinale obecnych rozgrywek i 23 maja zagrają z Barceloną finał w Oslo.

    Dla Ewy Pajor będzie to być może najważniejszy mecz w karierze. Przed rokiem media pisały o klątwie ciążącej nad Polką. Nikt bardziej niż ona nie zasługuje na triumf w najbardziej prestiżowych rozgrywkach. Trofea trzeba jednak zdobyć na boisku. Za rok finał Ligi Mistrzyń odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie, ale Ewa z pewnością nie chce czekać tak długo.

  • Półfinalistka WTA Madryt już po starciu w Rzymie. Dwa sety numeru “1”

    Półfinalistka WTA Madryt już po starciu w Rzymie. Dwa sety numeru “1”

    Turniej Mutua Madrid Open 2026 przeszedł do historii – poznaliśmy wszystkie rozstrzygnięcia, na Caja Magica było w tym roku sensacyjnie. Niemal wszystkie gwiazdy zameldowały się już w Rzymie, w poniedziałek przed południem rozlosowano tu drabinkę. Aż do niedzieli na wycofanie którejś z zawodniczek czekała Anastazja Potapowa, jedna z bohaterek z Madrytu, która tam dotarła do półfinału. I się nie doczekała, w poniedziałek musiała przystąpić do gry w kwalifikacjach, jako ta rozstawiona z “1”. Jej mecz na słynnym korcie Pietrangeli trwał 86 minut.

    Takiego drugiego tygodnia zmagań w kobiecej rywalizacji w Madrycie nikt się chyba nie spodziewał. U panów wszystko toczyło się zgodnie z planami – po wycofaniu kontuzjowanego Carlosa Alcaraza do finału dotarli dwaj najwyżej rozstawieni: Jannik Sinner i Alexander Zverev. Włoch dość łatwo wygrał finał 6:1, 6:2 – i powiększył przewagę nad Carlitosem. A skoro Hiszpan opuści też Rzym i Paryż, pozycja światowej “jedynki” w męskim tenisie zostanie pewnie na długo zarezerwowana dla Sinnera.

    U pań w zmaganiach na Caja Magica zazwyczaj w finale też dochodziło do hitów. Rok temu było to starcie Aryny Sabalenki z Coco Gauff, w dwóch wcześniejszych edycjach Białorusinka mierzyła się tam z Igą Świątek. A teraz tylko ona spośród ośmiu najwyżej rozstawionych zawodniczek dotarła do 1/4 finału. I tam sensacyjnie uległa Hailey Baptiste, mimo sześciu meczboli.

    Amerykanka odpadła w półfinale, na tym etapie swoją przygodę zakończyła też druga z niespodziewanych bohaterek. Mowa o Anastazji Potapowej, która pod koniec zeszłego roku zamieniła Rosję na Austrię. Ten sezon zaczęła źle, pod koniec marca spadła na 97. miejsce w rankingu WTA. Przełom przyszedł w Linzu, w WTA 500 – dopiero w finale uległa Mirze Andriejewej. A w Madrycie zameldowała się w półfinale, po pokonaniu Jeleny Ostapenko, Jeleny Rybakiny i Karoliny Pliskovej. Uległa dopiero, po trzysetowym boju, Marcie Kostiuk.

    WTA 1000 w Rzymie. idealny początek bohaterki z Madrytu. 20 z 23 wygranych akcji Anastazji Potapowej
    Po Mutua Madrid Open Potapowa wskoczyła na 38. miejsce na świecie – dziś mogłaby niemal myśleć o… rozstawieniu w Rzymie. Tyle że w momencie zamykania zgłoszeń do głównej drabinki Internazionali BNL d’Italia była daleko w rankingu. I nie załapała się do niej. Została jednak rozstawiona z “1” w kwalifikacjach – i dziś musiała do nich przystąpić.

    Los dla Potapowej okazał się dość łaskawy, na pięknym korcie Pietrangeli zmierzyła się z Rumunką Iriną Camelią Begu. Grały dotąd raz, też na mączce, w Lozannie. Cztery lata temu lepsza okazała się Potapowa, choć to Rumunka była wyżej w rankingu. 35-letnia Begu wraca właśnie po kontuzji, pauzowała dziewięć miesięcy. A jej ostatnim występem był… tytuł WTA 250 w Jassach, w lipcu zeszłego roku.

    W Madrycie, z zamrożonym rankingiem, załapała się do głównej drabinki – przegrała jednak z Laurą Siegemund. W Rzymie starcie z reprezentantką Austrii zaczęła fatalnie.

    Ledwie minął kwadrans, a już Potapowa prowadziła… 5:0. Mało tego, Begu w tym czasie wygrała zaledwie trzy akcje. W pięciu gemach! Zanosiło się na wyjątkowo szybką rozprawę w tej partii. Powtórzyła się jednak sytuacja z piątku, gdy Anstazja wygrywała w drugim secie z Kostiuk 5:0, serwowała po bajgla. I przegrała gema do zera. Teraz Begu triumfowała po drugim break poincie. Seta przegrała jednak 1:6.

    W drugiej partii role się odwróciły – to 35-letnia Rumunka odskoczyła na 3:0, później prowadziła 4:1. I miała piłkę na 5:1. Przegrała tego gema, Potapowa zaczęła dokładać kolejne. I to ona wyszła na prowadzenie 5:4. Ostatecznie wygrała 6:1, 7:5.

    We wtorkowym finale kwalifikacji Austriaczka zagra z Nikolą Bartunkovą. Jeśli przegra, to i tak w pierwszej kolejności będzie losowana jako “lucky loser” w przypadku wycofania zawodniczek z głównej drabinki.