• Była 5.30. Iga Świątek wciąż pracowała. Kulisy wyszły na jaw

    Była 5.30. Iga Świątek wciąż pracowała. Kulisy wyszły na jaw

    Była 5.30. Iga Świątek wciąż pracowała. Kulisy wyszły na jaw

    — Fizjoterapeuci swoją pracę, zwłaszcza z Igą, kończyli koło 5.30 nad ranem. […] Zostawiła kupę zdrowia i naprawdę dała z siebie maksa — opisuje Dawid Celt. Kapitan reprezentacji Polski zdradził szczegóły tego, co działo się za “zamkniętymi drzwiami” obozu Biało-Czerwonych w trakcie Billie Jean King Cup Finals. Okazuje się, że zawody te kosztowały Igę Świątek sporo zdrowia i sama nie kryła tego, że jest jej ciężko.

     

    Polki w turnieju Billie Jean King Cup Finals dotarły do półfinału, a w nim rozegrał się absolutny thriller! Finalnie triumfowały w nim Włoszki, ale wynik naszych rodaczek i tak można uznać za duży sukces. Teraz nieco o tym, co działo się w obozie Biało-Czerwonych w trakcie zawodów opowiedział kapitan naszej reprezentacji, czyli Dawid Celt w rozmowie z Markiem Furjanem na kanale “Break Point”.

     

    Iga Świątek nie ukrywała. “Bolało mnie kolano, bolał mnie bark”

    — Przede wszystkim tak, dobra chemia była w drużynie. Naprawdę mieliśmy dobrą atmosferę, dobry klimat, wsparcie. Wszyscy pracowali naprawdę bardzo ciężko na ten sukces, bo po meczu z Czeszkami dzień kończyliśmy o 5.30 nad ranem. Fizjoterapeuci swoją pracę, zwłaszcza z Igą, kończyli koło 5.30 nad ranem. Koło szóstej kładli się spać — mówi w pewnym momencie Celt.

     

    — Wiesz co, była liderką pełną gębą, to bez dwóch zdań. Zostawiła kupę zdrowia i naprawdę dała z siebie maksa. Ten ostatni dzień już po meczu z Włoszkami mówi: “Nie mogłam w nocy spać. Bolało mnie kolano, bolał mnie bark”. Naprawdę obciążenie gigantyczne i zrobiła naprawdę maksimum tego, co mogła zrobić, więc z tego jestem bardzo dumny i bardzo jej za to dziękuję — dodaje kapitan naszej reprezentacji na temat Igi Świątek.

     

    Dawid Celt podsumowuje występ na BJKC Finals. “Jesteśmy w stanie wygrywać ze wszystkimi”

    Potem Celt zdecydował się jeszcze w kilku słowach podsumować całe wydarzenie. — Ten turniej potwierdził nam to, że z Igą w składzie jesteśmy w stanie wygrywać ze wszystkimi. Byliśmy blisko naprawdę bardzo dużej rzeczy. Osiągnęliśmy spory sukces, historyczny sukces, ale byliśmy stosunkowo blisko finału i nie wiadomo, co by się w tym finale wydarzyło — stwierdził.

     

    Iga Świątek już niedługo wróci do gry. Najpierw weźmie udział w pokazowym turnieju World Tennis League, a następnie nowy sezon rozpocznie od zmagań w United Cup, ponownie w barwach reprezentacji Polski. Te zawody rozpoczną się 27 grudnia i potrwają do 5 stycznia 2025 r.

     

  • Iga Świątek Powraca! Oficjalne Potwierdzenie i Wielkie Nadzieje na United Cup 2025

    Iga Świątek Powraca! Oficjalne Potwierdzenie i Wielkie Nadzieje na United Cup 2025

    Iga Świątek Powraca! Oficjalne Potwierdzenie i Wielkie Nadzieje na United Cup 2025

    Znamy skład reprezentacji Polski na United Cup 2025! Organizatorzy potwierdzili informacje, które elektryzują fanów tenisa w całym kraju. W drużynie Biało-Czerwonych znalazły się największe gwiazdy polskiego tenisa: Iga Świątek, Hubert Hurkacz, Maja Chwalińska, Kamil Majchrzak, Alicja Rosolska i Jan Zieliński. Ale to właśnie powrót Świątek, po miesięcznym zawieszeniu, przyciąga największą uwagę.

     

    Świątek Rozpoczyna Nowy Sezon z Przytupem

     

    Po krótkim rozbracie z kortami Iga Świątek jest gotowa, by wrócić w wielkim stylu. Jej występ w Abu Zabi na pokazowym turnieju World Tennis League będzie tylko przedsmakiem emocji, jakie czekają nas podczas United Cup. Turniej ten startuje już 27 grudnia 2024 roku i potrwa do 5 stycznia 2025 roku. To właśnie tam Polka oficjalnie zainauguruje nowy sezon.

     

    Mecze Polaków w Grupie B: Kiedy i z Kim?

     

    Reprezentacja Polski zmierzy się w grupie B z Norwegią i Czechami. Plan spotkań zapowiada się niezwykle emocjonująco:

     

    30 grudnia, godz. 7:30: Iga Świątek vs. Malene Helgo

     

    30 grudnia, godz. 9:00: Hubert Hurkacz vs. Casper Ruud

     

    31 grudnia/1 stycznia, godz. 0:30: Hubert Hurkacz vs. Tomas Machac

     

    1 stycznia, godz. 2:00: Iga Świątek vs. Karolina Muchova

     

     

    Tenisiści z Polski będą walczyć nie tylko o wygrane mecze, ale i o serca kibiców, którzy mają nadzieję na sukces na miarę ubiegłorocznego finału.

     

    Wielkie Nadzieje i Wspomnienia Sukcesów

     

    Przypomnijmy, że w poprzedniej edycji United Cup Polacy dotarli aż do finału, gdzie przegrali z Niemcami 1:2. Wtedy Świątek pokonała Angelique Kerber, a Hubert Hurkacz uległ Alexandrowi Zverevowi. Ostatecznie, w deblowym starciu, Niemcy okazali się minimalnie lepsi.

     

    Iga Świątek na Celowniku Świata

     

    To nie koniec wyzwań dla Świątek. Choć emocje związane z United Cup dominują, wiele mówi się także o dalszych planach Polki. Wszystko wskazuje na to, że najbliższe miesiące będą kluczowe dla jej kariery, zwłaszcza w kontekście rywalizacji z Aryną Sabalenką, która obecnie zasiada na tenisowym tronie.

     

    Nie ma wątpliwości – powrót Igi Świątek na korty zapowiada się jako wielkie wydarzenie w świecie sportu. Czy Polska powtórzy sukces sprzed roku i sięgnie po triumf? Czas pokaże, ale jedno jestpewne – emocji nie zabraknie!

     

  • Całe Niemcy śmiały się z Roberta Lewandowskiego. Powód wyszedł na jaw po latach

    Całe Niemcy śmiały się z Roberta Lewandowskiego. Powód wyszedł na jaw po latach

    Całe Niemcy Śmiały Się z Roberta Lewandowskiego – Kulisy Prawdy, Która Wyszła na Jaw po Latach

    Robert Lewandowski, dziś jeden z najbardziej utytułowanych piłkarzy na świecie, nie zawsze cieszył się miłością kibiców i mediów. Droga, która zaprowadziła go na szczyt, była pełna wyzwań, a początki w Borussii Dortmund obfitowały w trudności, z których wiele przez lata pozostawało ukrytych. Jak to się stało, że młody napastnik z Polski, który miał zostać gwiazdą Bundesligi, stał się obiektem żartów w całych Niemczech?

     

    Decyzja, która zmieniła wszystko

     

    Historia Lewandowskiego w Dortmundzie mogła nigdy się nie wydarzyć. Jeszcze jako zawodnik Lecha Poznań Lewandowski miał różne propozycje transferowe. Kluby takie jak Fenerbahce czy Szachtar Donieck oferowały wielkie pieniądze, ale kierunki te od początku nie budziły jego entuzjazmu. – Nigdy nie interesował nas wschodni czy turecki kierunek. Robert chciał miejsca, które zapewni mu rozwój – wspominał jego były menedżer, Cezary Kucharski.

     

    Borussia Dortmund wygrała rywalizację o młodego napastnika, choć jej oferta finansowa nie była najatrakcyjniejsza. Lewandowski przyznał po latach, że początkowo nie marzył o grze w Dortmundzie, a w rozmowach z kolegami określał klub jako mało interesujący. Mimo to właśnie tam postanowił rozwinąć skrzydła.

     

    Początek pełen chaosu i krytyki

     

    Przyjazd do Dortmundu w 2010 roku był dla Lewandowskiego szokiem. Klub, który jeszcze niedawno zmagał się z ogromnymi problemami finansowymi, nie mógł zapewnić mu wsparcia, do jakiego był przyzwyczajony. – Dwa miesiące mieszkałem w hotelu, sam załatwiałem mieszkanie, samochód, telefon. Byłem wyczerpany psychicznie i fizycznie – wspominał Lewandowski.

     

    Początek sezonu był fatalny. Dziewięć meczów bez strzelonego gola sprawiło, że niemieckie media nie zostawiły na nim suchej nitki. Przezwisko „Lewandoofski” (od niemieckiego „doof” – głupi) oraz kpiące filmiki w internecie były codziennością. Przez chwilę wydawało się, że młody Polak nie podoła wyzwaniu.

     

    Zmieniona narracja – narodziny legendy

     

    Wszystko zmieniło się, gdy Lewandowski zaczął rozumieć filozofię Juergena Kloppa i adaptować się do niemieckiego stylu gry. Jego pierwszym przełomem była bramka przeciwko Schalke, a później regularne występy na najwyższym poziomie. Momentem kulminacyjnym była jednak pamiętna noc 25 kwietnia 2013 roku, gdy w półfinale Ligi Mistrzów strzelił cztery bramki Realowi Madryt.

     

    Od tego czasu jego nazwisko znalazło się na ustach całego piłkarskiego świata. Nie tylko przełamał barierę krytyki, ale stał się kluczowym graczem Borussii. Jego liczby mówiły same za siebie, a sposób, w jaki zakończył swoją przygodę z klubem – zostając królem strzelców Bundesligi – przyniósł mu uznanie kibiców i szacunek na zawsze.

     

    Powrót do Signal Iduna Park i symboliczne zamknięcie rozdziału

     

    W 2024 roku, po dekadzie pełnej sukcesów, Lewandowski powrócił na stadion Borussii Dortmund w barwach FC Barcelony. To wydarzenie wywołało falę wspomnień i zamknęło jeden z najważniejszych rozdziałów w jego karierze. Mimo trudnych początków Lewandowski udowodnił, że warto walczyć o swoje marzenia, nawet jeśli wiąże się to z początkowymi niepowodzeniami.

     

    Lekcja na całe życie

     

    Robert Lewandowski to przykład zawodnika, który nigdy się nie poddał. Historia jego początków w Borussii Dortmund pokazuje, jak trudno osiągnąć sukces na obcej ziemi, ale też jak determinacja i ciężka praca mogą odmienić los. Dziś, gdy cały świat podziwia jego osiągnięcia, początkowe trudności wydają się tylko epizodem w drodze na szczyt. Jednak to właśnie one ukształtowały człowieka, który nie boi się wyzwańi zawsze dąży do perfekcji.

     

  • Rekord świata! Atomowy serwis Wilfredo Leona. Tak przeszedł do historii

    Rekord świata! Atomowy serwis Wilfredo Leona. Tak przeszedł do historii

    Rekord świata! Atomowy serwis Wilfredo Leona. Tak przeszedł do historii

    Wilfredo Leon to jeden z najlepszych siatkarzy świata i zawodnik, który zyskał miano legendy dzięki niezwykłym osiągnięciom na boisku. Jego serwisy są postrachem dla przeciwników, a jeden z nich na zawsze wpisał się do historii siatkówki.

     

    Rekord świata. Niesamowity serwis Wilfredo Leona

    W 2020 roku, podczas meczu Sir Safety Perugii przeciwko Itasowi Trentino, Leon popisał się serwisem, który osiągnął prędkość aż 138 km/h. To osiągnięcie do dziś pozostaje rekordem w historii siatkówki. Co więcej, zawodnik regularnie przekracza barierę 130 km/h, co czyni go jednym z najbardziej niebezpiecznych serwujących na świecie. Rezultat 138 km/h powtórzył również w meczu Polska — Dania podczas ME w 2023 r.

     

    Usain Bolt jest tylko jeden i tylko do niego należy rekord świata w sprincie. Ja też chcę, żeby obok rekordu zagrywki widniało tylko jedno nazwisko: Wilfredo Leon — mówił siatkarz w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onet”.

     

    Jego fenomen zaczął się na Kubie

    Kariera Wilfredo Leona rozpoczęła się na Kubie, gdzie błyskawicznie wyróżnił się jako siatkarski talent. Zadebiutował w reprezentacji narodowej w wieku zaledwie 14 lat i stał się jednym z liderów „cudownej generacji” kubańskiej siatkówki. W latach 2007–2012 był gwiazdą swojej drużyny, prowadząc ją do licznych sukcesów na arenie międzynarodowej.

     

    Jednak mimo wielkich osiągnięć na Kubie, Leon zdecydował się na zmianę swojego życia. Opuszczenie ojczyzny pozwoliło mu rozwijać karierę w Europie, gdzie osiągnął jeszcze wyższy poziom sportowy.

     

    Ostatecznie został Polakiem

    W 2015 roku Wilfredo Leon przyjął polskie obywatelstwo, a cztery lata później zadebiutował w reprezentacji Polski w sparingu z Holandią, wygranym 3:0. Od tamtego czasu stał się kluczowym zawodnikiem biało-czerwonych, regularnie prowadząc drużynę do sukcesów na największych imprezach.

     

    Jednym z najbardziej pamiętnych występów był mecz przeciwko Brazylii w fazie grupowej igrzysk olimpijskich, w którym Leon odegrał kluczową rolę, pomagając Polakom wygrać 3:2.

     

  • “Nie potrafiłam płakać”. Długo walczyła ze stanami lękowymi. Jeden obraz zmienił wszystko

    “Nie potrafiłam płakać”. Długo walczyła ze stanami lękowymi. Jeden obraz zmienił wszystko

    “Nie potrafiłam płakać”. Długo walczyła ze stanami lękowymi. Jeden obraz zmienił wszystko

    Droga jedynej polskiej mistrzyni olimpijskiej z Paryża do zdobycia upragnionego krążka, jak i samej kwalifikacji była dość kręta. Aleksandra Mirosław dopiero po powrocie z igrzysk wprost powiedziała o tym, co działo się przez kilkanaście ostatnich miesięcy i przyznała do stanów lękowych. – Nie było złości, nie było nawet łez, a tak bardzo chciałam się rozpłakać, żeby wyrzucić to wszystko z siebie. Czułam kompletną pustkę – mówi. Ujawnia także, kto pomógł jej w walce z problemami.

    Sierpień 2023 r. Światowa czołówka przyjeżdża do szwajcarskiego Berna nie tylko po to, by powalczyć o medale we wspinacze sportowej, ale także zdobyć olimpijską kwalifikację. Bilety do Paryża w konkurencji na czas zapewnią sobie finaliści. Choć miejsca Aleksandry Mirosław w tym gronie nie należy rozpatrywać w kategorii formalności, to jednak jej brak byłby sporym zaskoczeniem, a dla samej rekordzistki świata – równie dużym rozczarowaniem. A jednak. Mirosław przegrywa półfinał z Amerykanką Emmą Hunt po błędzie na samym początku i odpadnięciu od ściany. Pozostaje jej zatem tylko walka o brąz, po który ostatecznie sięga, ale nie może jeszcze cieszyć się z kwalifikacji olimpijskiej.

    Zaraz po przegranym półfinale, jeszcze stojąc przy ścianie, zalewa się łzami. Ale później trudno jest jej wyzwolić je w sobie. Nawet jeśli czuje, jak bardzo jej tego potrzeba.

    — Pamiętam moment, gdy po przegranym biegu półfinałowym podeszłam do Mateusza, mojego męża oraz trenera, i nie czułam nic. To było najgorsze. Nie było złości, nie było nawet łez, a tak bardzo chciałam się rozpłakać, żeby wyrzucić to wszystko z siebie. Czułam kompletną pustkę. Ostatecznie ten bieg o brąz w Bernie dał mi więcej niż niejedno złoto. Przywrócił trochę radości z biegania. Choć kolejne cztery tygodnie były bardzo trudne. Przychodziłam na trening i fizycznie czułam się super, ale nagle przed ścianą wpadałam w histerię. Biegłam, ale to był bieg przez łzy. Bardzo pomógł mi wtedy Mateusz, który po prostu był ze mną. Dzięki tamtym doświadczeniom przekonałam się, że mam wspaniałych ludzi – wspomina Aleksandra Mirosław, gdy spotyka się z uczestnikami 22. Krakowskiego Festiwalu Górskiego.

    Obok niej na fotelu siedzi wówczas inna wybitna polska sportsmenka i mistrzyni olimpijska Justyna Kowalczyk-Tekieli, a spotkanie z dwójką mistrzyń olimpijskich, które prowadzi Joanna Sakowicz-Kostecka, przyciąga tłumy do blisko dwutysięcznej hali krakowskiego centrum kongresowego ICE. To właśnie wybitna polska biegaczka narciarska jako pierwsza przed laty złamała tabu dotyczące problemów mentalnych u sportowców, przyznając się do depresji. Jej wyznanie ośmieliło wtedy innych, by o tych kwestiach mówić głośno.

    Przekonała się, że nie jest maszyną. Pojawiły się stany lękowe

    Mirosław po raz pierwszy o swoich kłopotach powiedziała przed dwoma miesiącami w wywiadzie dla TVN24. “W brutalny sposób przekonałam się, że jestem człowiekiem, a nie maszyną” – mówiła w rozmowie z Anitą Werner. Co prawda w przypadku mistrzyni olimpijskiej z Paryża nie chodziło o depresję, ale odczuwała ona bardzo silne stany lękowe. Do szczegółów wydarzeń z mistrzostw świata w Bernie wróciła także w Krakowie.

    — Dziś potrafię to trafnie określić i powiedzieć, że byłam wtedy przemotywowana oraz przebodźcowana, a w głowie miałam tylko złoto i nie myślałam o tym, co chcę zrobić w innych biegach. Na ubiegłoroczne mistrzostwa świata przyjechałam po złoty medal i kwalifikację olimpijską, co się ostatecznie nie udało. Później okazało się, że po raz pierwszy pojawiły się u mnie wtedy stany lękowe, z którymi zmagam się właściwie do dziś i pewnie jeszcze przez wiele lat – przyznaje Mirosław.

    Histeria przed kwalifikacjami. Zobaczyła ten jeden obraz

    Po ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Bernie nie było miejsca na zbytnie rozluźnienie, bo za rogiem już czekała kolejna szansa na bilet do Paryża. Cztery tygodnie po zmaganiach w Szwajcarii, w Rzymie miały odbyć się europejskie kwalifikacje. Tyle że tam można było wywalczyć tylko jedno miejsce na igrzyska, a więc należało wygrać całe zawody.

    Łzy okazały się uwalniające, a gdy Mirosław wygrywała finał w Rzymie i sięgała po olimpijską kwalifikację, zewsząd dało się odczuć, jak ogromny kamień spadł z jej serca. I jak bardzo trudne były dla niej poprzedzające tygodnie.

    Późniejsza mistrzyni olimpijska z Paryża swoją przepustkę na igrzyska wywalczyła na ścianie ustawionej na jednym z kortów Foro Italico, gdzie po tytuły w Rzymie sięgała Iga Świątek. I ta sytuacja stała się poniekąd wróżbą dla liderki polskiej wspinaczki, bowiem trzy miesiące później sięgnęła po pomoc psychologiczną, a konkretnie zwróciła się do Darii Abramowicz, na stałe współpracującej z drugą rakietą świata.

    — Z Darią pracuję od grudnia zeszłego roku. To właśnie dzięki współpracy z psychologiem potrafię nazwać to przemotywowanie i przebodźcowanie towarzyszące mi przed mistrzostwami świata w Bernie. Najistotniejsze dla mnie w całej tej sytuacji było to, że zdawałam sobie sprawę, że te stany lękowe mogą wrócić, ale wiedziałam, że będę już potrafiła sobie z nimi poradzić – zaznacza Mirosław, gdy słuchamy jej wystąpienia podczas Krakowskiego Festiwalu Górskiego.

    Na igrzyskach w Paryżu oprócz Mirosław w sprinterskiej konkurencji wystartowała też druga z Polek Aleksandra Kałucka, bo maksymalnie dwie zawodniczki może “wystawić” w tej imprezie dany kraj. Kałucka swoją przepustkę wywalczyła dzięki odpowiednio wysokiej pozycji w rankingu olimpijskim, a na podium stanęła razem ze starszą koleżanką, dla której zmagania w Paryżu nie były olimpijskim debiutem.

    Wcześniej Mirosław wystartowała w Tokio, gdy jeszcze konkurencja sprinterska była częścią wieloboju i nie otrzymywało się za nią oddzielnego kompletu medali. Mirosław ukończyła wtedy zmagania na 4. miejscu, ale zapisała się w pamięci kibiców jako rekordzistka świata. Wynik ten poprawiała jeszcze później kilkukrotnie w trakcie cyklu olimpijskiego, a także już podczas samych igrzysk w Paryżu.

    — Mój olimpijski debiut przebiegał w pandemicznych warunkach i wszystko było jedną wielką niewiadomą. Do Tokio leciałam po to, żeby obserwować i chłonąć to wszystko. O występie w Paryżu ostatnio rozmawiałam nawet z moją psycholog i gdy zapytała mnie, jak stresujące były dla mnie igrzyska w skali od 1 do 10, ja oceniłam je na sześć lub siedem. Wiedziałam, że jestem świetnie przygotowana i chcę się skupiać na każdym kolejnym etapie. Wiedziałam, że chcę zrobić swoje – opowiadała Mirosław podczas Krakowskiego Festiwalu Górskiego.

    W Paryżu późniejsza mistrzyni olimpijska unikała rozmów z dziennikarzami po kwalifikacjach, bo dwa dni później czekała ją ważna faza finałowa. – Chciałam jak najszybciej wyjść z roboty i odpocząć, a czas na rozmowy przyjdzie po decydującej fazie. Nie chciałam nawet zastanawiać się nad tym, o co byłabym pytana, czyli czy będzie złoto albo kolejny rekord. Bo ktoś zada ci pytanie i odejdzie, a ty to później wałkujesz w głowie i analizujesz, czy mogłaś odpowiedzieć tak, a może inaczej – tłumaczy Mirosław.

    W finale olimpijskim pokonała Chinkę Deng Lijuan, osiągając znakomity czas 6,10 s. Za to już w pierwszej fazie rywalizacji w czasówce, w biegach o rozstawienie, dwukrotnie poprawiała rekord świata i to w ciągu pięciu minut! W pierwszym biegu uzyskała wynik 6,21 s, a następnie jeszcze bardziej wyśrubowała ten rezultat do 6,05, czyli aktualnego rekordu globu.

    Na olimpijskim podium stanęła razem z drugą z Polek – Aleksandrą Kałucką, która sięgnęła po brąz. Obydwie zaczynały swoją przygodę ze wspinaczką, gdy nie była ona jeszcze w programie igrzysk, ale na ich oczach dokonywała się transformacja tej dyscypliny w tę olimpijską.

    — Świadomie przygotowywałam się do zdobycia mistrzostwa olimpijskiego w Paryżu przez ostatni cykl olimpijski, ale nieświadomie przez całą swoją karierę. Bo niezależnie o tym, czy mowa o złocie olimpijskim, czy też mistrzostw świata, trzeba w to włożyć bardzo dużo pracy. A to wszystko nie dzieje się z dnia na dzień – kończy Mirosław.

    Już za kilka miesięcy olimpijskie medalistki z Paryża będą miały okazję powalczyć o podium Pucharu Świata przed własną publicznością. W dniach 5-7 lipca w Krakowie odbędą się zawody z pucharowego cyklu, które w stolicy Małopolski mają gościć aż przez trzy edycje z rzędu. Najważniejszą przyszłoroczną imprezą będą jednak zaplanowane na drugą połowę września mistrzostwa świata w Seulu.

  • Silna delegacja PZPN na losowanie MŚ 2026. Polacy czekają na rywali

    Silna delegacja PZPN na losowanie MŚ 2026. Polacy czekają na rywali

    Silna delegacja PZPN na losowanie MŚ 2026. Polacy czekają na rywal

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

    W piątek w Zurychu odbędzie się losowanie grup eliminacyjnych do mistrzostw świata 2026. Polską delegację tworzą selekcjoner Michał Probierz, prezes PZPN Cezary Kulesza oraz sekretarz generalny Łukasz Wachowski. Ceremonia rozpocznie się o godzinie 12.00 w siedzibie FIFA. Biało-Czerwoni, którzy niedawno spadli z najwyższej dywizji Ligi Narodów UEFA, będą losowani z drugiego koszyka.

    Delegacje na ceremonię w Zurychu są trzyosobowe, co tłumaczy obecność najważniejszych osób w PZPN w polskiej ekipie. Do Szwajcarii mają polecieć rano w dniu losowania. Mundial 2026, który odbędzie się w USA, Kanadzie i Meksyku, po raz pierwszy w historii zgromadzi 48 krajów. Z Europy awans wywalczy 16 reprezentacji.

    W strefie UEFA do rywalizacji przystąpią 54 zespoły, które zostaną podzielone na 12 grup. Sześć z nich będzie pięciozespołowych, a sześć czteroosobowych. Przed losowaniem drużyny podzielono na koszyki, bazując na rankingu FIFA oraz wynikach Ligi Narodów. Polska znalazła się w drugim koszyku, co oznacza, że nie trafi na Ukrainę, Szwecję, Turcję, Walię, Węgry, Serbię, Rumunię, Grecję, Norwegię, Słowację i Czechy.

    Bezpośredni awans na mundial wywalczą zwycięzcy 12 grup. O pozostałe cztery miejsca powalczy 16 drużyn w barażach. Trafią do nich zespoły z drugich miejsc grup eliminacyjnych oraz cztery najlepsze drużyny z klasyfikacji końcowej Ligi Narodów, które nie ukończyły fazy grupowej europejskich kwalifikacji na dwóch czołowych lokatach.

    Zespoły z pięciozespołowych grup rozpoczną kwalifikacje w marcu, co oznacza, że Polska może znaleźć się w takiej grupie, ponieważ nie gra już w Lidze Narodów. Drużyny z czterodrużynowych grup zaczną rywalizację we wrześniu. Faza grupowa eliminacji zakończy się w listopadzie 2025 r., a baraże zaplanowane są na marzec 2026.

    Terminarz i lokalizacje MŚ 2026
    Turniej finałowy mistrzostw świata 2026 odbędzie się od 11 czerwca do 19 lipca w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie. W USA mecze rozegrane zostaną w 11 miastach, w tym w Atlancie, Bostonie i Los Angeles. W Meksyku gospodarzem będą Guadalajara, Mexico City i Monterrey, a w Kanadzie Toronto i Vancouver.

     

  • Nowy sport na zimowych igrzyskach. Czy Polacy mają szansę w skimo?

    Nowy sport na zimowych igrzyskach. Czy Polacy mają szansę w skimo?

    Nowy sport na zimowych igrzyskach. Czy Polacy mają szansę w skimo

    W 2026 r. we Włoszech po raz pierwszy zobaczymy rywalizację w narciarstwie wysokogórskim znanym także jako skialpinizm. A za granicą — skimo. — Bardzo się cieszyliśmy, że nasz sport w końcu pojawi się na igrzyskach i uatrakcyjni ich program, ale z drugiej strony to była gorzka pigułka do przełknięcia — mówi Iwona Januszyk. Po prawie ćwierć wieku w programie zimowych igrzysk olimpijskich znowu dojdzie do poważnej zmiany i debiutu nowej dyscypliny. Jak wyglądają zawody? Czy Polacy mają szansę na udział w igrzyskach?

    Letnie igrzyska olimpijskie regularnie przechodzą zmiany, pojawiają się nowe dyscypliny, niektóre wypadają i wracają. Zimowe IO do tej pory w XXI wieku były dość hermetyczne. Od dołączenia w 2002 r. skeletonu program zmieniał się tylko poprzez zwiększanie liczby konkurencji. Dyscyplin nie dodawano, co wynikało trochę z tego, że wśród zimowych wybór jest dużo mniejszy.

  • Liga Mistrzów. Robert Lewandowski w akcji. Gdzie obejrzeć Borussia – Barcelona w TV?

    Liga Mistrzów. Robert Lewandowski w akcji. Gdzie obejrzeć Borussia – Barcelona w TV?

    Liga Mistrzów. Robert Lewandowski w akcji. Gdzie obejrzeć Borussia – Barcelona w TV?

    Dzisiaj w ramach szóstej kolejki Ligi Mistrzów odbędzie się emocjonujące spotkanie pomiędzy Borussią Dortmund a FC Barcelona. Obie drużyny mają na swoim koncie po 12 punktów, co czyni ten mecz kluczowym dla układu tabeli. Gdzie obejrzeć mecz Borussia Dortmund — FC Barcelona? Gdzie oglądać Ligę Mistrzów w TV? Robert Lewandowski w akcji!

     

    Liga Mistrzów. Mecz Borussia Dortmund – FC Barcelona dzisiaj na żywo. Zapowiedź spotkania

    Borussia Dortmund i FC Barcelona zajmują odpowiednio czwarte i trzecie miejsce w tabeli, obie z dorobkiem 12 punktów. Ewentualne zwycięstwo przybliży jedną z drużyn do bezpośredniego awansu do 1/8 finału LM. Zgodnie z oczekiwaniami w pierwszym składzie FC Barcelony powinien być Robert Lewandowski, dla którego to będzie sentymentalne spotkanie. To przecież w Borussii Dortmund zaczęła się jego międzynarodowa kariera. Klasycznie, na ławce zacznie Wojciech Szczęsny

     

    Gdzie obejrzeć Borussia Dortmund – FC Barcelona? Liga Mistrzów w TV. TRANSMISJA NA ŻYWO, STREAM, WYNIKI LIVE

     

    Mecz Borussia Dortmund — FC Barcelona rozpocznie się dzisiaj o godzinie 21. Transmisję na żywo będzie można obejrzeć na kanale Canal+ Extra 1. Dla tych, którzy preferują oglądanie online, dostępny będzie stream na platformy streamingowe. Relację tekstową z wynikiem na żywo zapewni Onet Przegląd Sportowy.

  • Zasłabł na boisku, teraz przeszedł operację. Teraz kluczowe badania

    Zasłabł na boisku, teraz przeszedł operację. Teraz kluczowe badania

    Zasłabł na boisku, teraz przeszedł operację. Teraz kluczowe badania

    Dramatyczne sceny z udziałem Edoardo Bove. 22-latek musi zmierzyć się z niepewną przyszłością w Serie A

    Piłkarski świat zamarł, gdy Edoardo Bove, 22-letni zawodnik Fiorentiny, zasłabł w trakcie meczu Serie A przeciwko Interowi Mediolan. Jak donosi “La Gazzetta dello Sport”, piłkarz przeszedł zabieg wszczepienia tymczasowego defibrylatora po kilkudniowym pobycie w szpitalu. Jeśli kolejne badania potwierdzą konieczność stałego korzystania z urządzenia, Bove będzie musiał zakończyć karierę na włoskich boiskach.

     

    Dramat na boisku i szybka interwencja medyczna

     

    Do zdarzenia doszło w trakcie jednego z najbardziej wyczekiwanych spotkań ligi włoskiej. Bove nagle zasłabł, co wywołało falę niepokoju wśród zawodników, sztabu trenerskiego i kibiców. Zawodnika natychmiast przewieziono do szpitala Careggi w Florencji, gdzie został objęty specjalistyczną opieką na oddziale intensywnej terapii kardiologicznej.

     

    Tymczasowy defibrylator – pierwszy krok do stabilizacji

     

    Zabieg wszczepienia tymczasowego defibrylatora przeszedł bez komplikacji, a zawodnik czuje się lepiej. Jak poinformowano, Bove opuści szpital w ciągu kilku najbliższych dni. Jednak przez kolejne miesiące piłkarz będzie musiał żyć z urządzeniem, czekając na pełną diagnozę lekarską, która określi, czy wszczepienie stałego defibrylatora będzie konieczne.

     

    Przepisy Serie A bezlitosne dla zawodników z defibrylatorami

     

    We włoskiej Serie A przepisy są jasne – zawodnicy korzystający z defibrylatorów nie mogą występować w rozgrywkach ligowych. Oznacza to, że w przypadku konieczności stałego korzystania z urządzenia, Edoardo Bove będzie musiał kontynuować swoją karierę poza granicami Włoch.

     

    Bove mógłby wówczas podążyć śladami Cristiana Eriksena, który po dramatycznych wydarzeniach podczas mistrzostw Europy w 2021 roku musiał opuścić szeregi Interu Mediolan. Duński pomocnik z powodzeniem gra obecnie w Premier League, reprezentując barwy Manchesteru United.

     

    Decyzja należy do Bove

     

    Ostateczna decyzja w sprawie dalszej kariery Bove zależy od wyników badań i jego własnych wyborów. Tymczasem włoska społeczność piłkarska, koledzy z zespołu oraz kibice wyrażają wsparcie dla młodego zawodnika, życząc mu szybkiego powrotu do zdrowia i gry, choćby poza granicami Italii.

     

  • Znamy gospodarza mundialu 2034. Gianni Infantino nie czekał na głosowanie. “Partia FIFA”

    Znamy gospodarza mundialu 2034. Gianni Infantino nie czekał na głosowanie. “Partia FIFA”

    Znamy gospodarza mundialu 2034. Gianni Infantino nie czekał na głosowanie. “Partia FIFA

     

    Gianni Infantino w środę, na kongresie FIFA w Zurychu, ogłosi, że gospodarzem mistrzostw świata w piłce nożnej w 2034 r. będzie Arabia Saudyjska. W zasadzie już to ogłosił… na swoim Instagramie, a dziś jego wolę pokornie wykonają w głosowaniu przedstawiciele 211 krajów, w tym Polska. – Dużo się teraz mówi o partiach wodzowskich i FIFA też taką organizacją jest. Słowo Infantino jest w niej święte. On może wszystko – mówi Michał Banasiak z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej i zabiera nas za kulisy wielkiej politycznej gry człowieka nazywanego kiedyś żartobliwie “Łysym z FIFA”.

     

    Sebastian Parfjanowicz, Przegląd Sportowy Onet: W środę Arabia Saudyjska zostanie wybrana przez FIFA jako organizator mundialu 2034. Bez kontrkandydata. Co nam to mówi?

     

    Michał Banasiak, Polski Instytut Dyplomacji Sportowej: Potwierdza, że FIFA to organizacja zarządzana jednoosobowo. Działa w taki sposób, w jaki jeden człowiek chce. Gianni Infantino przewodniczącym FIFA został po skandalu korupcyjnym, po tym, jak wyszły na jaw kulisy przyznawania mistrzostw świata Rosji i Katarowi. I obiecał to zmienić…

     

    Infantino miał zastąpić tego złego, skorumpowanego Seppa Blattera. Nie stał się przypadkiem jego skuteczniejszą wersją?

     

    Chyba można tak powiedzieć. Nie mamy już niesławnego komitetu wykonawczego, który drążyła korupcja. Mamy 211 federacji z całego świata. Każda z prawem głosu. Ale co z tego, skoro i tak zrobią, co zaplanuje Infantino. Przecież Arabia Saudyjska to pierwszy w historii gospodarz mistrzostw świata, który został ogłoszony na długo przed głosowaniem. I to w mediach społecznościowych. W końcówce 2023 r. Infantino napisał sobie na Instagramie, że Arabia Saudyjska będzie gospodarzem mistrzostwa świata. W środę to się zmaterializuje.

     

    Najmniejszych. Cały ten proces przyznawania praw do mundialu został skonstruowany w taki sposób, żeby nie było wątpliwości. Żeby niechcący nie pojawił się jakiś rywal, który mógłby ten plan utrudnić. Przecież okienko na przyjmowanie ofert przez FIFA było najkrótsze w historii. Było na to kilkanaście dni, a już kilkadziesiąt godzin po otwarciu zgłosiła się Arabia Saudyjska, która zupełnie “przypadkiem” miała wszystko gotowe. A Infantino od razu – bez żadnej oceny, komisji – ogłosił, że to znakomity kandydat i dostanie mundial. Nikt inny się potem nie zgłosił.

     

    Nikt tam w FIFA nie podniósł tematu łamania praw człowieka, śmierci robotników budujących stadiony, traktowania kobiet? To wszystko dotyczy przecież przyszłego gospodarza.

     

    Te hasła są w sloganach FIFA, są w hasłach firm, które ją sponsorują, ale na dużym obrazku nie mają żadnego znaczenia. Bledną wobec budżetu, najwyraźniej.

     

    Wspomniałeś o Blatterze. On był człowiekiem starej szkoły. Trudno mu się było przestawić na nowe czasy, zrozumieć, że media cały czas patrzą na ręce, że mamy sygnalistów, itd. Infantino obserwował go z bliska i wiedział, jakich błędów nie może powtórzyć. Nauczył się fantastycznie sterować nie tylko federacjami, ale też opinią publiczną.

     

    Czytaj również: Kto Gianniemu Infantino zabroni? “Blick” ujawnia sekrety szefa FIFA

    Reputacja FIFA raczej się nie zmieni, wszyscy wiemy, jakie wartości tam są najważniejsze. Ale na Infantino i tak pół świata patrzy z przymrużeniem oka. Nawet te wszystkie polskie porównania do Ryszarda Ochódzkiego. To nam go trochę oswaja. Patrzymy jak na bohatera filmów Barei. Wiemy, że to co robi jest złe, ale i tak się śmiejemy

     

    Wybitna kreacja. A kto jest pod maską?

     

    Człowiek, który doskonale gra w dużą politykę. Blatter bywał na salonach gościem wyłącznie ze względu na piastowaną funkcję. A jak próbował coś ugrać, to wychodziły z tego pomysły dość odjechane, jak na przykład mecz Palestyny z Izraelem, po którym miał niby zapanować pokój na Bliskim Wschodzie.

     

    Niemieckie media publikowały ostatnio wypowiedzi byłego członka FIFA, Miguela Maduro, który mówił, że pod tą maską czai się bezwzględny człowiek i bezwzględny system. Że jak nie wypełnisz jego zaleceń, to spotka cię kara. Jak Infantino wpływa na związki.

     

    budżetem. Jak ktoś jest prymusem, to zawsze można mu więcej pieniędzy przelać. A jak podpadnie, to nic nie dostanie. To może być pod płaszczykiem szczytnej idei. Choćby teraz Infantino podróżuje po świecie i dużo mówi o rozwoju piłki kobiecej. Chętnie przyznaje na to środki. Co akurat samo w sobie jest cenne.

     

    Rosja, Katar, Arabia Saudyjska – FIFA oferuje najlepszy “sportswashing?”

    To prawda, jest o co grać. Nawet PZPN chce coś uszczknąć z FIFA na budowę ośrodka reprezentacji, skoro minister Nitras dotacji dać nie planuje.

     

    Metody są różne. Można dostać pieniądze na rozwój infrastruktury, można na sport młodzieżowy. Tych programów “fifowskich” jest bardzo dużo. I nie jest to wszystko szczególnie transparentne.

     

    Dużo się teraz mówi o partiach wodzowskich i FIFA też taką organizacją jest. Słowo Infantino jest w niej święte. On może wszystko. Nawet ogłosić na swoim Instagramie gospodarza mundialu