• Lewandowscy też ulegli modzie. Tylko spójrzcie na ich świąteczne stroje!

    Lewandowscy też ulegli modzie. Tylko spójrzcie na ich świąteczne stroje!

    Lewandowscy też ulegli modzie. Tylko spójrzcie na ich świąteczne stroje

     

    Anna Lewandowska w ostatnich dniach pokazała na Instagramie sporo świątecznych, rodzinnych kadrów. Wśród nich nie zabrakło fotografii, do której pozowała z mężem i córkami w takich samych piżamach. Tego typu zdjęcia można było zobaczyć u wielu innych gwiazd. Trenerka personalna podzieliła się z fanami również uroczym filmikiem z czteroletnią Laurą w roli głównej. “To chyba będzie niezła agentka” — podsumowała jedna z internautek.

     

    Anna i Robert Lewandowscy na święta Bożego Narodzenia przylecieli do Polski. W Wigilię wybrali się do mamy trenerki personalnej — Marii Stachurskiej. Do wieczerzy wigilijnej zasiedli w pokaźnym gronie, o czym więcej pisaliśmy tutaj. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia fani znanej WAG doczekali się za to słynnego zdjęcia z córkami przy choince. Anna Lewandowska ma swoją małą tradycję i co roku publikuje w święta podobny kadr ze swoimi pociechami.

     

    Tak Lewandowscy spędzali święta. Anna pokazała dużo prywatnych kadrów

     

    W czwartkowy wieczór Anna Lewandowska opublikowała post, w którym podsumowała świąteczny czas. Na pierwszym dwóch slajdach zamieściła urocze zdjęcia, do których pozowała z mężem i córkami w takich samych czerwonych piżamach ze świątecznym motywem. Uwagę przykuwały nie tylko stroje i radość na twarzach całej czwórki, ale też piękna choinka znajdująca się na drugim planie. Dodajmy, że rodzinne fotografie w świątecznych ubraniach do spania co roku publikuje w social mediach wiele gwiazd

     

    Pod postem żony Roberta Lewandowskiego pojawiło się dużo komentarzy. “Przepiękny czas”, “Czuć u was magię”, “Najpiękniejsze momenty”, “Cudowna rodzina”, “Miło widzieć was wszystkich szczęśliwych”, “Wow”, “Piękne zdjęcia! Dzieci cudne”, “Jak słodko”, “Ślicznie wyglądacie” — zachwycali się fani.

     

    Na jednym z ostatnich slajdów Anna Lewandowska opublikowała zabawne nagranie, na którym jej młodsza córka robiła sobie makijaż, najprawdopodobniej kosmetykami mamy. Internauci od razu zwrócili uwagę na wideo z czteroletnią Laurą

     

    “Cudowności. Z Laurki to chyba będzie niezła agentka”, “Można umówić się do tej małej damy na makijaż?”, “Rodzina jest najważniejsza, a Laurunia rozbiła bank tym makijażem”, “Laura jaki make-up”, “Chciałabym zobaczyć ten piękny, gotowy makijaż”, “Córka jaka makijażystka” — pisali pod postem

  • Powątpiewają w Igę Świątek na starcie sezonu. Piszą wprost: to będzie test

    Powątpiewają w Igę Świątek na starcie sezonu. Piszą wprost: to będzie test

    Powątpiewają w Igę Świątek na starcie sezonu. Piszą wprost: to będzie tes

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

     

    Pod nieobecność Aryny Sabalenki Iga Świątek będzie najwyżej sklasyfikowaną tenisistką podczas United Cup. Polka błyszczała podczas ubiegłorocznej edycji tego turnieju i tym razem zanosi się na podobny scenariusz. W dobrą postawę raszynianki wierzy także serwis Tennis365.com, aczkolwiek pojawiają się też powątpiewania. Z jednym z faktów nie sposób polemizować.

     

    Już w poniedziałek ponownie zobaczymy Igę Świątek na korcie. Polka wystąpi w meczu z Norwegią w ramach United Cup. Dwa dni później Biało-Czerwoni zmierzą się z Czechami. Światową “dwójkę” czeka wtedy starcie z Karoliną Muchovą. Rywalizacja z dziewiątą rakietą świata ma być najpoważniejszym sprawdzianem dla formy naszej tenisistki

     

    Ta pozostaje pewną niewiadomą. Po ujawnieniu wpadki dopingowej pod koniec listopada Świątek nie występowała jeszcze w oficjalnych rozgrywkach. Przed świętami zagrała co prawda w Abu Zabi, ale była to jedynie impreza pokazowa.

     

    Co innego rozgrywki pod szyldem United Cup. W Australii zaprezentuje się wiele czołowych tenisistów i tenisistek świata, z Igą Świątek na czele. Polka z pewnością liczy na równie udany występ, co w poprzedniej edycji. Wtedy wygrała wszystkie pięć meczów singlowych, a Biało-Czerwoni dotarli aż do finału, w którym musieli jednak uznać wyższość Niemiec (1-2).

     

    Serwis Tennis365.com nazywa Polkę “prawdopodobną MVP poprzedniego United Cup”. Zarazem jednak zauważa, że “23-latka przystępuje do tego turnieju bez wygrania żadnego turnieju od czasu swojego czwartego triumfu na kortach Rolanda Garrosa”. Autorowi artykułu nie umknął uwadze także fakt, że Świątek wraca do rywalizacji po “kontrowersyjnym miesięcznym zawieszeniu za doping”.

     

    “Jak Świątek poradzi sobie pod względem fizycznym i psychicznym, pozostaje kwestią otwartą, a mecz fazy grupowej z Karoliną Muchovą będzie znaczącym testem” — czytamy na Tenis365.com.

     

  • Fatalna wiadomość na koniec roku. Dramat Lewandowskiego, a mógł tego uniknąć

    Fatalna wiadomość na koniec roku. Dramat Lewandowskiego, a mógł tego uniknąć

    Fatalna wiadomość na koniec roku. Dramat Lewandowskiego, a mógł tego uniknąć

    Rok 2024 powoli dobiega końca, a FC Barcelona nie ma zbyt wielu powodów do świętowania. Choć początek sezonu dawał nadzieję na sukcesy, ostateczne wyniki przyniosły rozczarowanie zarówno dla kibiców, jak i dla samych zawodników. Zarówno pod wodzą Xaviego Hernandeza, jak i jego następcy Hansiego Flicka, kataloński klub zanotował wyjątkowo słabą formę, szczególnie w meczach na własnym stadionie. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy aż pięciokrotnie schodzili z Camp Nou pokonani, co jest jednym z najgorszych wyników w historii klubu w XXI wieku.

     

    Problemy Lewandowskiego i drużyny

     

    Jednym z głównych tematów poruszanych przez katalońskie media jest forma strzelecka Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik, który na początku sezonu błyszczał skutecznością, w kluczowych momentach zawodził. Szczególnie bolesne dla drużyny były jego zmarnowane okazje w przegranych meczach z Leganes i Atletico Madryt. W tych spotkaniach Lewandowski miał szansę odmienić losy spotkań, ale brak precyzji kosztował Barcelonę cenne punkty.

     

    Sezon 2024 Lewandowski rozpoczął w imponującym stylu, zachwycając fanów znakomitym występem w El Clasico, gdzie zdobył dwa gole przeciwko Realowi Madryt. Niestety, po tym sukcesie jego forma zaczęła drastycznie spadać, co nie pozostało niezauważone przez media i kibiców.

     

    Nie tylko Lewandowski zawodzi

     

    Choć krytyka często skupia się na Polaku, problemy Barcelony są znacznie głębsze. W decydujących momentach zawodziła cała drużyna. Pau Cubarsi, Jules Kounde, Fermin Lopez i Inigo Martinez – to tylko niektórzy z piłkarzy, którzy nie spełnili oczekiwań w ważnych spotkaniach. Pod wodzą Hansiego Flicka zespół stracił spójność i przypominał ten z końcowego etapu kadencji Xaviego Hernandeza, gdy wyniki również pozostawiały wiele do życzenia.

     

    Pięć domowych porażek w jednym roku

     

    Statystyki nie kłamią – w 2024 roku FC Barcelona przegrała aż pięć meczów na Camp Nou. To trzeci najgorszy wynik w XXI wieku. Gorsze były jedynie lata 2021 (sześć porażek) i 2003 (siedem porażek). Przegrane z Villarreal, PSG, Las Palmas, Leganes i Atletico Madryt wyraźnie pokazują, że Barcelona straciła swoją dawną fortecę, jaką był jej stadion.

     

    Rozczarowujące zakończenie roku

     

    Rok 2024 Barcelona zakończy na trzecim miejscu w tabeli La Liga. To wynik, który trudno uznać za sukces, zwłaszcza biorąc pod uwagę znakomity początek sezonu. Wydaje się, że brak skuteczności, problemy z organizacją gry i niespójność taktyczna sprawiły, że drużyna nie była w stanie utrzymać tempa.

     

    Choć Robert Lewandowski nie uniknie krytyki, odpowiedzialność za słaby rok spoczywa na całej drużynie oraz na decyzjach trenerskich. Rok 2024 przejdzie do historii Barcelony jako czas niewykorzystanych szans i bolesnych porażek, które będą dla klubu gorzkąlekcją na przyszłość.

     

  • Fatalna wiadomość na koniec roku. Dramat Lewandowskiego, a mógł tego uniknąć

    Fatalna wiadomość na koniec roku. Dramat Lewandowskiego, a mógł tego uniknąć

    Fatalna wiadomość na koniec roku. Dramat Lewandowskiego, a mógł tego unikną

    Na początku tego sezonu FC Barcelona miała swoje dobre dwa miesiące, ale ogólnie rok 2024 nie zostanie przez nią zbyt dobrze zapamiętany. Katalońskie media zauważyły, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zespół Xaviego Hernandeza, a następnie Hansiego Flicka, zanotował wyjątkowo dużo domowych porażek. Słaba forma strzelecka Roberta Lewandowskiego w ostatnim czasie zdecydowanie nie pomogła im tego uniknąć

    Gdyby Robert Lewandowski w ostatnich tygodniach dysponował lepiej ustawionym celownikiem, sytuacja w tabeli FC Barcelona mogłaby wyglądać teraz o wiele lepiej. Zespół Polaka zakończy rok 2024 na trzecim miejscu w lidze hiszpańskiej. Biorąc pod uwagę znakomity początek rozgrywek w ich wykonaniu, jest to rezultat bardzo rozczarowujący. Niestety, w decydujących momentach polski napastnik nie stanął na wysokości zadania. W meczach z Leganes i Atletico Madryt zmarnował kilka znakomitych okazji – oba te spotkania zakończyły się porażkami jego drużyny

    Pięć domowych porażek Barcelony w 2024 rokuPolak ma czego żałować, ponieważ na początku sezonu prezentował formę jak za swoich najlepszych lat. Szczególnie dobry występ zaliczył z Realem Madryt, któremu strzelił aż dwa gole. Fani Barcelony z pewnością zapamiętają mu ten występ, ale później polski piłkarz zaczął ich mocno zawodzić. Lewandowski nie jest jednak jedynym winnym. Wielu piłkarzy Barcelony zawodziło w ważnych meczach. Formę stracili m.in. Pau Cubarsi, Jules Kounde, Fermin Lopez czy Inigo Martinez. Cała układanka Hansiego Flicka mocno się posypała i wyglądało to tak, jak u schyłku kadencji Xaviego Hernandeza, czyli wysoce niezadowalająco.Dziennik “Mundo Deportivo” obliczył, że w 2024 roku FC Barcelona zanotowała aż pięć domowych porażek. Pod tym względem był to trzeci najgorszy rok “Dumy Katalonii” w XXI wieku. Gorzej było tylko w 2021 roku (6 porażek) i w 2003 roku (7 porażek). Robert Lewandowski i spółka w 2024 roku u siebie przegrywali z: Villarreal, PSG, Las Palmas, Leganes i Atletico Madryt

  • “Myśli samobójcze”. Dramatyczne wyznanie polskiej gwiazdy. Nagle przerwała milczenie

    “Myśli samobójcze”. Dramatyczne wyznanie polskiej gwiazdy. Nagle przerwała milczenie

    “Myśli samobójcze”. Dramatyczne wyznanie polskiej gwiazdy. Nagle przerwała milczeni

     

    Malwina Smarzek zdobyła się na wyjątkowe wyznanie. Gwiazda polskiej siatkówki zdradziła, że zmagała się z myślami samobójczymi. Ostatnie miały miejsce dwa lata temu. “Ani trochę nie jest to dla mnie łatwe” — napisała na początku swojego postu na Instagramie.

     

    Smarzek zadebiutowała w seniorskiej reprezentacji Polski przed dekadą. Z czasem wyrosła na czołową postać kobiecej siatkówki nad Wisłą. Dwa lata temu niespodziewanie zniknęła z kadry. W tym roku wróciła do drużyny narodowej i sięgnęła z nią po pierwszy medal w rywalizacji seniorek. W Lidze Narodów Biało-Czerwone zdobyły brąz.

     

    Z treści opublikowanej w jej poście na Instagramie wynika, że absencja w reprezentacji zbiegła się w czasie z problemami psychicznymi.

     

    “Ja wiem, że dziś są jeszcze święta, ale dla mnie jest to bardzo ważny dzień i chciałabym się czymś z Wami podzielić. I nie jest to ani trochę łatwe dla mnie, ale #herewego” — zaczęła gwiazda polskiej siatkówki.

     

    “Dziś mija 5 lat od momentu, w którym pierwszy raz poczułam, jak ataki paniki wkradają się w moje życie. I jak bardzo były ignorowane przez moje otoczenie. Pamiętam, jak bardzo czułam się nierozumiana, momentami ignorowana. Przez ostatnie 3 lata zmagałam się z depresją, która była moim cieniem, towarzysząc mi w najciemniejszych chwilach” — wyznała Smarzek

     

    Reprezentantka Polski zaznaczyła, że “czuła się osamotniona, przytłoczona i bezsilna”. “Każdy dzień był walką, a sport, który kiedyś dawał mi radość, stał się niekończącą się torturą. Pogodzenie depresji z moją pasją, która nie była już pasją, zwykle wychodzenie na mecz kosztowało mnie więcej sił, niż miałam. Często musiałam zmuszać się do treningów, nawet kiedy głupi prysznic czy zjedzenia śniadania było wyzwaniem” — zdradziła.

     

    Smarzek przyznała, że jej “towarzyszami na boisku” były strach przed oceną, poczucie braku wartości i niepewność. “Mimo to wiedziałam, że muszę walczyć — jeżeli nie dla sportu to dla siebie. W swojej głowie karierę kończyłam już wielokrotnie” — zapewniła.

     

    Siatkarka wyznała, że ostatnie myśli samobójcze miała dwa lata temu. “Z perspektywy [tych] dwóch lat chciałabym podkreślić, jak ważne jest, aby temat zdrowia psychicznego był traktowany z taką samą powagą jak zdrowie fizyczne, zwłaszcza w świecie sportu. Każdy z nas zmaga się z własnymi demonami, a otwartość na rozmowę może uratować życie” — zaapelowała.

     

    “Czuję ogromną wdzięczność, że mogę znowu cieszyć się tym, co kocham, a problemy takie jak bycie w formie czy nie wydają się błahe. Moje priorytety się zmieniły, a życie nabrało nowego sensu. Chciałabym, aby każdy, kto zmaga się z podobnymi wyzwaniami, wiedział, że nie jest sam. Życie może być piękne, nawet po najciemniejszych chwilach. Niech ten post będzie przypomnieniem, że zdrowie psychiczne jest równie ważne jak fizyczne” — dodała.

     

    “Na samym końcu chciałam podziękować tym którzy byli ze mną w tych najgorszych momentach. Zarówno bliskim, jak i mojej cudownej psychoterapeutce i psychiatrze” — zakończyła Smarzek

  • Wzruszenie odbiera głos, jak Wilfredo Leon po raz pierwszy spędził święta z żoną. Wyznanie siatkarza wywołało poruszenie

    Wzruszenie odbiera głos, jak Wilfredo Leon po raz pierwszy spędził święta z żoną. Wyznanie siatkarza wywołało poruszenie

    Wzruszenie odbiera głos, jak Wilfredo Leon po raz pierwszy spędził święta z żoną. Wyznanie siatkarza wywołało poruszenie

     

    Święta Bożego Narodzenia to specjalny czas, w którym sportowcy mają jedną z niewielu okazji w trakcie sezonu, aby odpocząć od codziennych problemów i spędzić czas ze swoją rodziną. Wilfredo Leon, który do tej pory reprezentował barwy zagranicznych drużyn, nie miał jednak okazji do tego, aby celebrować święta z rodziną i dziećmi. Aż do teraz. Wyznanie gwiazdora reprezentacji Polski wywołało poruszenie.

    https://www.instagram.com/p/DD-K_TOsMHG/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

     

    Wzruszenie odbiera głos, jak Wilfredo Leon po raz pierwszy spędził święta z żoną

    W ostatnich miesiącach życie Wilfredo Leona zmieniło się diametralnie. Gwiazdor reprezentacji Polski przeniósł się do Lublina i zasilił szeregi Bogdanki LUK Lublin, dzięki czemu teraz może nie tylko spełniać się na boisku, ale przede wszystkim być blisko swojej rodziny. W ostatnich latach, od 2018 roku, polski siatkarz grał dla włoskiej Perugii i przyjazd do rodziny na Święta Bożego Narodzenia był bardzo problematyczny i niemalże niemożliwy. Teraz, kiedy Wilfredo Leon na co dzień jest przy swojej żonie i dzieciach, wreszcie mógł spędzić ten cudowny czas w gronie swoich najbliższych. To wyjątkowe wydarzenie sprawiło, że szybko on i jego małżonka pochwalili się tym w mediach społecznościowych, czym wywołali niemałe poruszenie.

     

    Pierwsze takie święta Wilfredo Leona z rodziną

    – To pierwsze Święta w moim domu z całą rodziną🥹 – napisali na Instagramie Wilfredo Leon i jego małżonka Małgorzata, dodając wspólne zdjęcie przy ogromnej choince. Szerokie uśmiechy gwiazdora reprezentacji Polski i jego żony od razu dają do zrozumienia, jak bardzo ważna jest to dla nich chwila.

     

    Również internauci nie kryli swojej radości z tego, że Leon wreszcie miał okazję do tego, aby spędzić ten szczególny czas w gronie swoich najbliższych i zaczęli składać parze najszczersze życzenia świąteczne.

     

    Wszystkiego co najlepsze Leony – napisał jeden z internautów.

     

    – Cudownych, pełnych magii Świąt. Bez pośpiechu ale z uśmiechem i ciepłem w ❤️ – czytamy dalej pod zdjęciem.

    – Panie Wilfredo, ja bym chciał złożyć Panu najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia, dużo zdrowia, radości, miłości i spokoju, a przede wszystkim w gronie rodziny i znajomych, ale także szczęścia i pomyślności w Nowym Roku. – rozpisał się kolejny z fanów polskiego siatkarza. 

     

  • Kolejny sukces polskiego tenisa. Dopiero drugi raz w historii!

    Kolejny sukces polskiego tenisa. Dopiero drugi raz w historii!

    Kolejny sukces polskiego tenisa. Dopiero drugi raz w historii!

    Marek Furjan przekazał, że Marta Mrozińska została drugą polską sędzią odznaczoną tzw. “złotą blachą”. “To najwyższy stopień wśród arbitrów tenisowych” — podkreślił komentator Eurosportu.

     

    “Aktualnie mamy więc na świecie 36 osób (22 mężczyzn i 14 kobiet) z tak wysokim stopniem” — dodał Furjan, podkreślając, że Mrozińska, podobnie jak większość tenisistów, rozpocznie nowy sezon w Australii

     

    Kilka lat temu w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet polska arbiter zdradziła, w jaki sposób rozpoczęła się jej kariera sędziowska.

     

    Tak wyglądały początki Marty Mrozińskiej

    “Zaczęło się w Szczecinie. Pochodzę z tego miasta, grałam na miejscowych kortach przy alei Wojska Polskiego, często uczestniczyłam też w turnieju Pekao Szczecin Open. Najpierw jako widz, potem jako osoba do podawania piłek. W pewnym momencie stwierdziłam jednak, że nie ma sensu biegać za nimi, skoro po prostu mogę sobie usiąść na korcie i pracować jako sędzia” — mówiła.

     

     

    “Zaczynałam na studiach. Wtedy było mi trochę trudniej godzić to z nauką, ale jak już skończyłam edukację, stwierdziłam, że nadal będę próbować swoich sił w tym zawodzie. No i tak próbuję już od ośmiu lat” — podkreślała w 2019 r.

     

    Przypomnijmy, że rozgrywki w sezonie 2025 rozpoczną się jeszcze w tym miesiącu, kiedy to wystartuje United Cup. Później najlepsze tenisistki i tenisistów świata czekają zmagania m.in. w Brisbane, Auckland, Adelajdzie i oczywiście Melbourne, gdzie odbędzie się pierwsza wielkoszlemowe impreza roku — Australian Open.

     

  • Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Sydney. Skończyło się dogrywką przy siatce

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Sydney. Skończyło się dogrywką przy siatce

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Sydney. Skończyło się dogrywką przy siatce

    Rosną emocje przed startem drużynowych rozgrywek United Cup, gdzie nasi reprezentanci powalczą o premierowe trofeum w tych zmaganiach. Polscy tenisiści trenują na kortach w Sydney. Dzisiaj doszło do ciekawego spotkania po dwóch stronach siatki. Naprzeciw siebie stanęły Iga Świątek oraz mistrzyni olimpijska z Tokio – Belinda Bencić. W pewnym momencie miało miejsce intrygujące zdarzenie, które uchwycił fotoreporter WTA. Transmisje z Australii od piątku na sportowych antenach Polsatu.

     

    Reprezentanci Polski prowadzą intensywne przygotowania do rozpoczynającego się już jutro turnieju United Cup. Na pierwszy mecz naszej drużyny trzeba jednak zaczekać aż do 30 grudnia. Iga Świątek, Hubert Hurkacz oraz reszta ekipy mają zatem jeszcze kilka dni na treningi i dogłębne zapoznanie się z warunkami panującymi w Sydney, gdzie będą rozgrywać wszystkie swoje spotkania.

     

    Dzisiaj raszynianka sprawdziła swoją formę w sparingu z… Belindą Bencić, mistrzynią olimpijską z igrzysk rozgrywanych przed trzema laty w Tokio. Szwajcarka wróciła niedawno po przerwie macierzyńskiej i próbuje odbudować swoją pozycję w kobiecym tenisie. 27-latka wzięła już udział w kilku turniejach niższej rangi i dało się zauważyć, że z każdym kolejnym meczem łapała coraz większą pewność siebie. Rozgrywki United Cup będą zatem dla niej weryfikacją, jak blisko znajduje się obecnie światowego topu. Już w fazie grupowej przyjdzie jej się zmierzyć z rewelacją ostatniego sezonu – Jasmine Paolini.

     

    Zanim jednak dojdzie do potyczki z Włoszką, w czwartek Belinda Bencić trenowała z naszą Igą Świątek. Dla Polki również był to niezwykle cenny czas, bowiem przez dłuższy okres nie widziała się z reprezentantką Szwajcarii na światowych arenach. Wydarzenie to uwiecznił fotoreporter WTA – Robert Prange, zwany Jimmie48. Po intensywnej gierce, w pewnym momencie panie postanowiły zrobić sobie małą dogrywkę. Zabawiły się przy siatce i zagrały w… kamień, papier, nożyce.

     

    Reprezentacja Polski szykuje zmianę w mikście? Testowano nowy wariant z Igą ŚwiątekTrening z Bencić nie był jedynym, jaki Świątek odbyła w czwartek. 23-latka miała również okazję pograć w miksta. Co ciekawe, u boku Igi nie znalazł się Hubert Hurkacz. Na fotografiach Roberta Prange’a można dostrzec Jana Zielińskiego. Wygląda na to, że nasza reprezentacja testuje nowy wariant przed potencjalnymi spotkaniami w grze mieszanej. Wśród osób obserwujących deblowy trening polskiej ekipy znalazła się m.in. Jasmine Paolini.

     

    Pierwszy mecz drużyny prowadzonej przez kapitana Mateusza Terczyńskiego odbędzie się w poniedziałek, 30 grudnia, nie przed godz. 7:30. Wówczas rywalem naszej reprezentacji będzie Norwegia. W nocy z 31 grudnia na 1 stycznia, o godz. 0:30, rozpocznie się batalia Polaków z Czechami. Potencjalny ćwierćfinał z udziałem naszej ekipy przypada na 2 stycznia, nie przed godz. 7:30. Decydująca faza turnieju odbędzie się w dniach 4-5 stycznia. Transmisje z United Cup od jutra na sportowych antenach Polsatu. Tekstowe relacje oraz różne materiały zrozgrywek 

     

  • Gwiazda, która spadła na dno. Tuż przed śmiercią leczył się… alkoholem

    Gwiazda, która spadła na dno. Tuż przed śmiercią leczył się… alkoholem

    Gwiazda, która spadła na dno. Tuż przed śmiercią leczył się… alkoholem

    Był dzieckiem szczęścia, które bawiło się skokami narciarskimi. Mając 20 lat, cieszył się z pierwszego medalu olimpijskiego, których w całej karierze zdobył pięć, w tym cztery złote. Zdaniem wielu, w tym Adama Małysza, był najwybitniejszym skoczkiem narciarskim w historii. I przemawiają za tym fakty, bo na skoczniach wygrał absolutnie wszystko, co było do wygrania. Matti Nykaenen przerastał swoich rywali, tak samo, jak życie poza skocznią przerastało Nykaenena. Fin był szczęśliwy, gdy frunął, ale lądowanie w codzienności pełnej alkoholu, wybryków i skandali kończyło się upadkiem.

     

    Jego niebywały talent niósł go z łatwością przez życie, z którym później zaczął się zderzać i nie radził sobie całkowicie. Jego życie po zakończeniu kariery to ciąg nieustannych porażek. Gdyby umiał przenieść na życie tę lotność, mielibyśmy do czynienia z wielkim człowiekiem — mówił po odejściu ledwie 55-letniego Matii Nykanenea Włodzimierz Szaranowicz w rozmowie z TVP Sport.

     

    — Lista jego kłopotów mogła być równie długa, co sukcesów sportowych. Co nie zmienia faktu, że był niepowtarzalnym i wyjątkowo utalentowanym zawodnikiem — żegnał fińskiego arcymistrza skoków Adam Małysz. Nie było tajemnicą, że Fin był człowiekiem o dwóch osobowościach. Z jednej strony uciekający przed mediami, zagubiony w medialnym świecie chłopiec, z drugiej — król nocnego życia, który potrafił usiąść na belce tuż po wyjściu z knajpy. I wygrać.

     

    Było ich dwóch. Matti i Nykaenen

    Gdyby znalazł się ktoś, kto, widząc nastoletniego Mattiego Nykaenena stwierdziłby, że ten chłopiec zostanie najwybitniejszym skoczkiem narciarskim w historii tej dyscypliny, zostałby uznany za człowieka — delikatnie mówiąc — o zbyt wybujałej wyobraźni.

     

    Nykaenen był drobnej postury, co powodowało, że wśród rówieśników traktowany był gorzej, niż wysportowani koledzy. Przyszły mistrz olimpijski postanowił się czymś wyróżnić, więc wybrał się na skocznię, gdzie mógł udowodnić swoją odwagę. I ta decyzja okazało się strzałem w dziesiątkę. W wieku 18 lat został po raz pierwszy mistrzem świata, a dwa lata później cieszył ze srebrnego i złotego medalu olimpijskiego

     

    Według Marko Lempinena autora książki “Życie to bal” o Nykaenenie, to właśnie wtedy na dobre zaczęły się problemy. Fiński skoczek zdobył złoty medal na dużej skoczni w Sarajewie, jednak srebrny krążek na skoczni normalnej, został odebrany w kraju jako rozczarowanie. — Myślę, że właśnie wtedy prawdziwy Matti przestał istnieć, a jego miejsce coraz częściej zajmował ktoś inny. Nykanen stał się osobą publiczną, coraz częściej zachowywał się arogancko. Coraz więcej pił i zaczął odgrywać rolę kogoś, kim nigdy nie chciał stać się na trzeźwo. W jego głowie pojawiło się przekonanie, że gwiazdy nie mogą popełniać żadnych błędów. To go niszczyło i w niewłaściwy sposób próbował sobie z tą presją poradzić — oceniał Lempinen

     

    Nykaenen i kobiety

     

    I Nykaenen trwał w tym paradoksie. Zwycięstwa na skoczni przychodziły łatwo i lekko, nawet wtedy, gdy do hotelu wracał nad ranem. Kiedy frunął w powietrzu, był sobą. Można było odnieść wrażenie, że tylko wtedy, przez kilka sekund jest naprawdę szczęśliwy. Gorzej radził sobie jako celebryta. — W kraju, w którym mieszkają cztery miliony ludzi, nagle pojawia się ktoś tak uroczy, łatwo wygrywający i dający poczucie dumy, a jednocześnie bogata dusza artystyczna. On był kimś więcej niż tylko sportowcem. Chciał być postacią spoza obszaru sportu i to było wyzwanie, z którym sobie nie radził — opowiadał Włodzimierz Szaranowicz.

     

    Uzależnienie od alkoholu, skandale, niezliczona ilość związków — tak wyglądała codzienność legendy skoków. Gdy Nykaenaen zauważył, że jego popularność przekłada się na zainteresowanie kobiet, zaczął z tego bez skrupułów korzystać. Fin potrafił zjawić się w mieszkaniu swojego kolegi i zapytać, czy jest u niego jakaś koleżanka, by po chwili być z nią sam na sam w sypialni.

     

    Był sześciokrotnie żonaty. Każdy z jego związków to odrębna historia, każdy był burzliwy i opisywany w prasie. Jednak czwarte małżeństwo Nykaenena z celebrytką Mervi Tapolą (2004-2010) było prawdziwym dramatem. Para ciągnęła się na dno, oboje nadużywali alkoholu, a Nykaenen trafiał trzykrotnie do więzienia. Za pierwszym razem, gdy zaatakował żonę nożem, za drugim, gdy ugodził nożem 59-letniego mężczyznę, za trzecim razem, gdy zranił jednego z klientów pizzerii.

     

    Nykaenen jak gwiazda rocka

    Matti Nykaenen żył jak najbardziej zepsuta gwiazda rocka przebrana za skoczka narciarskiego. Nie powinno być więc wielkim zaskoczeniem, że po zakończeniu kariery jedna z wytwórni zaproponowała mu nagranie płyty. — Matti powiedział, że nie ma pojęcia, czy umie śpiewać, bo nigdy nawet nie próbował tego robić, a ja dostałem kilka tygodni, by nagrać wszystkie piosenki. Na szczęście wtedy, na początku lat 90., w Finlandii pojawił się rap, więc Matti po prostu recytował swoje wersy, a ja oraz chórek śpiewaliśmy refren. Plan zakładał, by album po prostu powstał, tymczasem bardzo szybko zdobył status złotej płyty — opowiadał Jussi Niemi, popularny fiński muzyk i producent.

     

    — Większa część widowni najprawdopodobniej czuła wątpliwości. Czy to w ogóle prawda? Czy najlepszy skoczek wszech czasów, ten urwis ze skoczni, który bał się publicznych wystąpień, naprawdę ma zamiar wejść na scenę i po raz pierwszy, całkowicie bez przygotowania, zaśpiewać na żywo? Czy to jakiś żart? — opisywał Lepinen w książce. Jak się później okazało — to nie był żart, a Nykaenen i Niemi współpracowali ze sobą niemal trzydzieści lat, grając rock’n’rolla i żyjąc, jak na gwiazdy rocka przystało

     

    Życzenie się spełniło

    Nykaenen ostatni koncert zagrał trzy dni przed swoją śmiercią. Być może wszystko skończyłoby się inaczej, gdyby nie lekceważenie lekarzy i własnego organizmu. Jego trzustka wielokrotnie alarmowała o konieczności zaprzestania picia. Jednak Nykaenen nie trzymał się żadnych poleceń lekarzy i robił — tak jak przez całe życie — to, co uważał za stosowne. Nawet gdy na dwa dni przed śmiercią bolał go brzuch, wymiotował i nie mógł podnieść się z podłogi, zabronił wzywać karetkę i leczył się piwami.

     

    — Obaj powiedzieliśmy, że nie chcielibyśmy opuszczać szpitala jako “warzywa”. Uważaliśmy, że śmierć, która przyjdzie jako światło z czystego nieba, byłaby najlepszą drogą. Mogę powiedzieć, że życzenie Mattiego się spełniło — powiedział Kai Merilae, przyjaciel Nykaenena z zespołu

     

    Matti Nykaenen w swojej karierze czterokrotnie zdobywał złoto igrzysk olimpijskich, pięciokrotnie mistrzostw świata i raz Mistrzostwa Świata w lotach. Cztery razy wygrywał klasyfikację generalną Pucharu Świata, dwa razy Turniej Czterech Skoczni. 46 konkursów Pucharu Świata kończyło się jego zwycięstwem, a w 76 razy stawał na podium. Matti Nykaenen zmarł 4 lutego 2019 r. Bezpośrednią przyczyną śmierci było zapalenie trzustki, które doprowadziło do zapalenia płuc.

     

     

  • Takich słow o Idze Świątek jeszcze nie było. Prosto z mostu. “Rażące kłamstwo”

    Takich słow o Idze Świątek jeszcze nie było. Prosto z mostu. “Rażące kłamstwo”

    Takich słow o Idze Świątek jeszcze nie było. Prosto z mostu. “Rażące kłamstwo

     

    Jason Goodall w mocnych słowach skrytykował brak przejrzystości w kwestii dopingu w tenisie. Ceniony analityk Tennis Channel odniósł się m.in. do zamieszania związanego z Igą Świątek i nie zamierzał gryźć się w język. Jego zdaniem mieliśmy do czynienia z “rażącym kłamstwem”.

     

    W sezonie 2024 zmierzyliśmy się z dwoma głośnymi przypadkami dopingowymi z udziałem Jannika Sinnera oraz Igi Świątek. To, co mi się nie podobało, to brak przejrzystości w obu wspomnianych przypadkach – powiedział Goodall w rozmowie przeprowadzonej przez Tennis Channel

     

    — O sprawie Sinnera dowiedzieliśmy się przed rozpoczęciem US Open, chociaż wszystko miało miejsce już wiosną. Jeśli natomiast chodzi o Świątek, to oficjalnie przekazano nam, że robi sobie przerwę od gry, aby skupić się na treningu i poprawie swojej formy. A jak się okazało to nie była prawda. Wręcz przeciwnie: to było po prostu rażące kłamstwo — ocenił

     

    Goodall jest zdania, że oba przypadki powinny zostać ujawnione publicznie od razu, gdy tylko stało się jasne, że chodzi o kwestie dopingowe, a ATP i WTA powinny natychmiastowo wziąć odpowiedzialność za wyjaśnianie takich sytuacji.

     

    – Nie wiedzieliśmy, że Świątek odbywa ciche zawieszenie. Dlaczego? Po prostu mówcie nam prawdę. Jeśli zawodnik uzyskał pozytywny wynik testu, jak Sinner, w próbkach A i B, powinniśmy znać fakty. Czemu ich nie znamy? Chcę większej przejrzystości, a nie żadnych tajnych zawieszeń — grzmiał Goodall.

     

    Przypomnijmy, że w całym zamieszaniu związanym z Polką chodziło o to, że w jej organizmie wykryto trimetazydynę (TMZ). Doszło do tego 12 sierpnia podczas testu przeprowadzonego przed turniejem w Cincinnati. Sama dowiedziała się o wyniku miesiąc później i została natychmiast zawieszona. Z tego względu opuściła imprezy w Seulu, Wuhan i Pekinie. Wtedy podkreślano, że jest to związane z chęcią spokojnego treningu i próbą odzyskania formy.

     

    Prawda była jednak inna. Raszynianka wraz ze swoim zespołem współpracowała wówczas z antydopingowymi organami, dzięki czemu ostatecznie wykazała, że przekroczyła stężenie TMZ nieświadomie (przez zanieczyszczony fabrycznie lek z melatoniną, który został jej przepisany przez lekarza). Organy antydopingowe uznały ekspertyzy i argumenty świadczące o jej niewinności. Świątek została więc zawieszona jedynie symbolicznie na miesiąc. Na poczet kary zostały zaliczone wstecznie trzy tygodnie – od 12 września do 5 października. Pozostałych osiem dni zostanie naliczonych od dnia opublikowania decyzji, czyli 28 listopada. To oznaczało, że już 4 grudnia miała tę sprawę oficjalnie za sobą.