• Niemal milion wpisowego dla Igi Świątek. Wyciekły stawki United Cup, jest podwyżka

    Niemal milion wpisowego dla Igi Świątek. Wyciekły stawki United Cup, jest podwyżka

    Niemal milion wpisowego dla Igi Świątek. Wyciekły stawki United Cup, jest podwyżka

    Format United Cup jest dla tenisowych kibiców niezwykle atrakcyjny, bo łączy zmagania pań i panów. A dla zawodniczek i zawodników ma dodatkowy atut – wysokie nagrody, już za samo zgłoszenie się do rywalizacji. W tym roku stawki poszły jeszcze w górę – Iga Świątek ma zagwarantowane 230 tys. dolarów wpisowego, czyli niespełna milion złotych. A ponad dwa razy tyle może jeszcze podnieść z kortu. Maja Chwalińska za samo zgłoszenie się dostanie więcej niż za… singlowy tytuł WTA 125 we Florianopolis kilkanaście dni temu.

     

    Choć do rozpoczęcia United Cup, pierwszego turnieju punktowanego dla światowej czołówki w ramach WTA i ATP, zostały ledwie godziny, organizatorzy wciąż na swojej stronie nie opublikowali informacji o nagrodach finansowych dla jego uczestników. A te są wysokie – zdecydowanie przewyższają stawki w zawodach rangi 500, przynajmniej dla kobiet. Rok temu budżet imprezy wynosił 10 milionów dolarów amerykańskich – po połowie dla pań i panów. Teraz będzie wyższy – dzięki informacjom ATP wiadomo już, że stawka wzrośnie do co najmniej 11,17 miliona dolarów.

     

    Ogromne pieniądze dla wielkich gwiazd tenisa. Setki tysięcy dolarów za samą grę, bez względu na wynikiTo, co najważniejsze, a zarazem i pozwala ściągnąć organizatorom wielkie gwiazdy, to tzw. wpisowe – za sam udział w imprezie. Dotyczy głównie najlepszych rakiet w danym kraju, ale też i one muszą być odpowiednio wysoko notowane. A ściślej mówiąc – w pierwszej dziesiątce. Później jedynym warunkiem otrzymania czeku jest dla nich sam udział w dwóch spotkaniach fazy grupowej.

     

    Rok temu Iga Świątek skasowała 200 tys. dolarów amerykańskich za sam udział, bo w momencie zgłoszeń była liderką rankingu WTA. Teraz jest… podobnie, bo obowiązuje ranking WTA z 14 października, czyli ostatni, w którym Polka wyprzedzała Arynę Sabalenkę. Każda rakieta numer 1, kobieca lub męska, notowana w TOP 10 rankingu ATP lub WTA ma zagwarantowane minimum 230 tys. dolarów, czyli o 15 procent więcej niż rok temu. To zaś oznacza, że 23-letnia tenisistka z Raszyna dostanie niemal 950 tys. złotych za samo wystąpienie w fazie grupowej. Kolejne pieniądze może zarobić za wygrane mecz: w singlu, mikście oraz za sukcesy drużyny.

     

    Tenisiści i tenisistki z TOP 10, którzy dostaną po 230 tys. dolarów: Taylor Fritz (ATP 6), Coco Gauff (WTA 3), Iga Świątek (WTA 1), Jasmine Paolini (WTA 6), Karolina Muchova (WTA 9, chroniony ranking), Jelena Rybakina (WTA 5), Alexander Zverev (ATP 3), Alx De Minaur (ATP 9), Beatriz Haddad Maia (WTA 10), Casper Ruud (ATP 8). 210 tys. dolarów otrzyma Danielle Collins, amerykańska rezerwowa (WTA 9)

     

    Tu stawki też są znane: po 42,8 tys. dolarów za indywidualna zwycięskie starcia w fazie grupowej, czyli z Malene Helgo oraz Karoliną Muchovą. A później 77,6 tys. za wygraną w singlu w ćwierćfinale, 147,5 tys. dolarów za sukces w półfinale, wreszcie – 280 tys. dolarów za zwycięstwo w finale. Rok temu Świątek zarobiła w United Cup niemal 800 tys. dolarów, najwięcej spośród wszystkich uczestników. Teraz może dostać jeszcze więcej, ale warunkiem jest nie tylko jej dobra gra, ale też np. Huberta Hurkacza.

     

    United Cup. Maja Chwalińska zarobi więcej za bycie rezerwową niż za wygrany turniej WTA 125Wrocławianin zgłosił się do gry w tym turnieju będąc 12. zawodnikiem listy ATP – dostanie za to 115 tys. dolarów. Singlowe rakiety numer dwa, czyli Kamil Majchrzak i Maja Chwalińska, mogą liczyć na czeki w wysokości 15,750 tys. dolarów – są bowiem graczami z drugiej setki. Dla zawodniczki BKT Advantage Bielsko-Biała to też olbrzymi zastrzyki finansowy. Dość powiedzieć, że za wygranie turnieju WTA 125 we Florianopolis na początku grudnia zarobiła “zaledwie” 15 tys. dolarów. 2,5 tys. dorzuciła wtedy za triumf w deblu.

     

    Na wpisowe mogą też liczyć debliści: Polska zgłosiła Jana Zielińskiego i Alicję Rosolską. Także i za zwycięstwa mikstów w poszczególnych spotkaniach są nagrody: od 8 tys. za mecz fazy grupowej na parę, do 52,8 tys. dolarów za triumf w finale. Kolejne stawki są za zwycięstwa reprezentacji w poszczególnych spotkaniach – dzielone po równo na wszystkich kadrowiczów. Tu najmniejsza kwota to 5600 dolarów za mecz grupowy, najwyższa zaś to 25850 dolarów za triumf w finale. 

     

  • Sensacyjna porażka Igi Świątek. Wspomina: to było największe rozczarowanie

    Sensacyjna porażka Igi Świątek. Wspomina: to było największe rozczarowanie

    Sensacyjna porażka Igi Świątek. Wspomina: to było największe rozczarowanie

     

    Tuż po kapitalnym rozpoczęciu sezonu nadeszło potężne rozczarowanie, które zaniepokoiło kibiców Igi Świątek. Polka odpadła z Australian Open na początku 2024 r. już w trzeciej rundzie po sensacyjnej porażce z Lindą Noskovą. Po czasie, w serialu Canal+ “Cztery pory Igi” sama wiceliderka rankingu wspomina, że tamten turniej był dla niej prawdopodobnie największym rozczarowaniem całego sezonu, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. A tuż po nim nastąpił wyczekiwany sukces.

     

    Australian Open 2024 nie mogło nadejść w lepszym momencie dla Igi Świątek. Polka była w kapitalnej formie. Podczas United Cup 2024 wygrała wszystkie pięć spotkań singlowych, potwierdzając znakomitą dyspozycję. Za nią została zresztą nagrodzona tytułem MVP całego turnieju. Ówczesna pierwsza rakieta świata liczyła na to, że odbierze tytuł Arynie Sabalence, swojej najgroźniejszej rywalce.

     

    Już w pierwszym spotkaniu pojawiły się niespodziewane kłopoty, gdy Sofia Kenin długo potrafiła zagrażać Polce w pierwszym secie. Ostatecznie jednak Świątek wygrała obie partie i mogła przygotowywać się do meczu z Danielle Collins. To spotkanie dziś możemy określić jednym z najlepszych meczów całego sezonu.

     

    Było 1:4. I wtedy Iga Świątek dokonała niemożliwego

     

    Gdy Iga Świątek wygrała pierwszego seta 6:4, Danielle Collins nie zamierzała się poddawać. To ona wygrała drugą partię rezultatem 6:3, a w trzeciej prowadziła już 4:1. Wydawało się, że Amerykanka sprawi wielką sensację i wyrzuci z turnieju główną faworytkę. I wtedy… Iga Świątek dokonała niemożliwego.

     

    Od stanu 1:4 popisała się fenomenalną serią, wygrywając pięć gemów z rzędu i w wielkim stylu ratując swój los w turnieju. Collins zupełnie się posypała, a po meczu ogłosiła, że ten rok jest jej ostatnim w cyklu WTA (ostatecznie odłożyła plany o rodzicielstwie na później). “It’s not over until it’s over” — pisała Świątek na Twitterze/X po meczu (dopóki coś się nie skończyło, wszystko może się wydarzyć — tłum. PSOnet).

     

    Wydawało się, że po takim thrillerze nic nie jest w stanie złamać Polki. I nagle nadeszło potężne rozczarowanie, którego nie spodziewał się nikt. Pierwsza rakieta świata niespodziewanie uległa Czeszce Lindzie Noskovej już w trzeciej rundzie turnieju. I choć znów decydował trzeci set, tym razem to młodsza z zawodniczek była lepsza.

     

    “Najbardziej rozczarowujący turniej”

    — W Australii to był chyba najbardziej rozczarowujący dla mnie turniej tego roku. (…) Podobna sytuacja jak z Qinwen, na papierze nie powinnam przegrywać, ale tamtego dnia mój forhend nie funkcjonował zbyt dobrze. Ona to wykorzystała. Większość Czeszek gra mądrze w tenisa, ona potrafi czytać grę i po prostu wygrała. Spodziewałam się, że w Australian Open zagram lepiej. W Melbourne czułam, że technika mi się sypie, bo zbliżał się wielki szlem i czułam napięcie. Nie starczyło tego dobrego tenisa, by iść dalej — wspomina Świątek w serialu “Cztery pory Igi”.

     

    Ten wynik trudno było przewidzieć. Sensacyjną porażkę tłumaczył trener Tomasz Wiktorowski, ujawniając kulisy dotyczące tego, jak czuła się jego podopieczna.

     

    — Postrzegamy Igę jako tenisistkę, która powinno wygrywać wszystko i wszystko. Ale niektórych sytuacji nie tyle jeszcze będzie się uczyła, ile bardziej oswajała z nimi. (…) Pamiętajmy, że poleciała tam w nowej roli liderki rankingu w kolejnym sezonie. To był trudny moment i wynik poniżej oczekiwań — powiedział w serialu Canal+ ówczesny szkoleniowiec Polki.

     

    W tym roku Iga Świątek stanie przed szansą na przebicie swojego najlepszego występu w Australii, jakim był półfinał z 2022 r. Po trzech latach znów będzie faworytką do tego, by awansować do finału. Największe szanse zdaniem ekspertów ma jednak Aryna Sabalenka, która wygrywała dwie ostatnie edycje turnieju.

  • Sensacyjna porażka Igi Świątek. Wspomina: to było największe rozczarowanie

    Sensacyjna porażka Igi Świątek. Wspomina: to było największe rozczarowanie

    Sensacyjna porażka Igi Świątek. Wspomina: to było największe rozczarowani

     

    Tuż po kapitalnym rozpoczęciu sezonu nadeszło potężne rozczarowanie, które zaniepokoiło kibiców Igi Świątek. Polka odpadła z Australian Open na początku 2024 r. już w trzeciej rundzie po sensacyjnej porażce z Lindą Noskovą. Po czasie, w serialu Canal+ “Cztery pory Igi” sama wiceliderka rankingu wspomina, że tamten turniej był dla niej prawdopodobnie największym rozczarowaniem całego sezonu, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. A tuż po nim nastąpił wyczekiwany sukces

     

    Australian Open 2024 nie mogło nadejść w lepszym momencie dla Igi Świątek. Polka była w kapitalnej formie. Podczas United Cup 2024 wygrała wszystkie pięć spotkań singlowych, potwierdzając znakomitą dyspozycję. Za nią została zresztą nagrodzona tytułem MVP całego turnieju. Ówczesna pierwsza rakieta świata liczyła na to, że odbierze tytuł Arynie Sabalence, swojej najgroźniejszej rywalce.

     

    Już w pierwszym spotkaniu pojawiły się niespodziewane kłopoty, gdy Sofia Kenin długo potrafiła zagrażać Polce w pierwszym secie. Ostatecznie jednak Świątek wygrała obie partie i mogła przygotowywać się do meczu z Danielle Collins. To spotkanie dziś możemy określić jednym z najlepszych meczów całego sezonu.

     

    Było 1:4. I wtedy Iga Świątek dokonała niemożliwego

     

    Gdy Iga Świątek wygrała pierwszego seta 6:4, Danielle Collins nie zamierzała się poddawać. To ona wygrała drugą partię rezultatem 6:3, a w trzeciej prowadziła już 4:1. Wydawało się, że Amerykanka sprawi wielką sensację i wyrzuci z turnieju główną faworytkę. I wtedy… Iga Świątek dokonała niemożliwego.

     

    Od stanu 1:4 popisała się fenomenalną serią, wygrywając pięć gemów z rzędu i w wielkim stylu ratując swój los w turnieju. Collins zupełnie się posypała, a po meczu ogłosiła, że ten rok jest jej ostatnim w cyklu WTA (ostatecznie odłożyła plany o rodzicielstwie na później). “It’s not over until it’s over” — pisała Świątek na Twitterze/X po meczu (dopóki coś się nie skończyło, wszystko może się wydarzyć — tłum. PSOnet).

     

    Wydawało się, że po takim thrillerze nic nie jest w stanie złamać Polki. I nagle nadeszło potężne rozczarowanie, którego nie spodziewał się nikt. Pierwsza rakieta świata niespodziewanie uległa Czeszce Lindzie Noskovej już w trzeciej rundzie turnieju. I choć znów decydował trzeci set, tym razem to młodsza z zawodniczek była lepsza.

     

    “Najbardziej rozczarowujący turniej”

    — W Australii to był chyba najbardziej rozczarowujący dla mnie turniej tego roku. (…) Podobna sytuacja jak z Qinwen, na papierze nie powinnam przegrywać, ale tamtego dnia mój forhend nie funkcjonował zbyt dobrze. Ona to wykorzystała. Większość Czeszek gra mądrze w tenisa, ona potrafi czytać grę i po prostu wygrała. Spodziewałam się, że w Australian Open zagram lepiej. W Melbourne czułam, że technika mi się sypie, bo zbliżał się wielki szlem i czułam napięcie. Nie starczyło tego dobrego tenisa, by iść dalej — wspomina Świątek w serialu “Cztery pory Igi”.

     

    Ten wynik trudno było przewidzieć. Sensacyjną porażkę tłumaczył trener Tomasz Wiktorowski, ujawniając kulisy dotyczące tego, jak czuła się jego podopieczna.

     

    — Postrzegamy Igę jako tenisistkę, która powinno wygrywać wszystko i wszystko. Ale niektórych sytuacji nie tyle jeszcze będzie się uczyła, ile bardziej oswajała z nimi. (…) Pamiętajmy, że poleciała tam w nowej roli liderki rankingu w kolejnym sezonie. To był trudny moment i wynik poniżej oczekiwań — powiedział w serialu Canal+ ówczesny szkoleniowiec Polki.

     

    W tym roku Iga Świątek stanie przed szansą na przebicie swojego najlepszego występu w Australii, jakim był półfinał z 2022 r. Po trzech latach znów będzie faworytką do tego, by awansować do finału. Największe szanse zdaniem ekspertów ma jednak Aryna Sabalenka, która wygrywała dwie ostatnie edycje turnieju.

     

  • Polka celowała w medal w Paryżu. Teraz przemówiła. “Mam ten cel”

    Polka celowała w medal w Paryżu. Teraz przemówiła. “Mam ten cel”

    Polka celowała w medal w Paryżu. Teraz przemówiła. “Mam ten cel”

     

    Katarzyna Wasick od lat jest jedną z najlepszych polskich pływaczek. Ma w dorobku liczne medale mistrzostw świata i Europy na dystansie 50 m stylem dowolnym, a także pięć startów olimpijskich. Jej nowy cel? Historyczny start numer sześć. — Wszyscy jesteśmy zawiedzeni, choć… piąte miejsce w finale, z tego też trzeba się cieszyć — uważa.

     

    32-letnia Wasick ma na koncie sześć medali mistrzostw świata, do tego osiem razy stanęła na podium mistrzostw Europy. Już pięciokrotnie startował w igrzyskach olimpijskich, ale wciąż tego najcenniejszego krążka jej jednak brakuje.

     

    Do sześciu razy sztuka na IO. Katarzyna Wasick nie poddaje się

    W igrzyskach zadebiutowała już w 2008 r. w Pekinie, gdy mając zaledwie 16 lat popłynęła w sztafecie 4×200 m st. dowolnym. Na pierwszy medal międzynarodowej imprezy musiała poczekać do 2011 roku, gdy wraz z koleżankami zdobyła w Szczecinie brąz mistrzostw Europy na basenie 25-metrowym w sztafecie 4×50 m st. zmiennym.

     

    Rok 2012 to kolejne podejście do igrzysk. W Londynie ponownie nie odniosła jednak sukcesu – na 100 m st. dowolnym odpadła w eliminacjach, podobnie jak w sztafecie. Po nieudanym występie olimpijskim zdecydowała się zmienić otoczenie i na studia wybrała Stany Zjednoczone, kolebkę pływania.

     

    — Wyjechałam na studia w 2012 r. To było dla mnie wielkie przeżycie, bo jestem bardzo związana z rodziną — opowiadała później krakowianka, która rozpoczęła naukę psychologii na Uniwersytecie Południowej Kalifornii.

     

    Trenując pod okiem słynnego amerykańskiego szkoleniowca Dave’a Salo zdobywała medale w akademickiej lidze NCAA. Wywalczyła też trzecią w karierze olimpijską kwalifikację.

     

    Sukcesy akademickie nie przełożyły się udany start w igrzyskach – w Rio de Janeiro ponownie zakończyła starty na eliminacjach. Później jej kariera stanęła pod znakiem zapytania z powodu kontuzji, chociaż w życiu prywatnym 2016 rok był dla niej wyjątkowo szczęśliwy – właśnie wtedy w rodzinnym Krakowie wyszła za mąż.

     

    — Pradziadek mojego męża przed laty emigrował za ocean. Nosił nazwisko Wasik, ale dodali “c”, żeby ułatwić wymowę przez obcokrajowców. Jest w naszym kraju coś, co przyciąga. Mój mąż kocha Polskę i bardzo dobrze się w niej czuje. Tak samo jak ja, uwielbia Kraków oraz piękną polską naturę — przyznała pływaczka.

     

    Jej przerwa od sportu trwała aż dwa lata, ale okazała się dla niej momentem przełomowym. Po powrocie do rywalizacji zaczęła odnosić największe sukcesy w karierze – w 2020 r. w Budapeszcie została wicemistrzynią Europy. Podczas czwartych igrzysk w karierze, w Tokio, po raz pierwszy awansowała do finału, w którym zajęła piąte miejsce. Do medalu zabrakło niewiele – jedenastu setnych sekundy.

     

    Po igrzyskach w Tokio Wasick cieszyła się z jeszcze większych sukcesów, czyli medali mistrzostw świata. Na początku tego roku wraz z mężem Matthew przeniosła się do Dallas, gdzie rozpoczęła współpracę z Wenezuelczykiem Ozziem Quevedo, głównym trenerem pływackiej drużyny kobiet Uniwersytetu Southern Methodist. Pod jego skrzydłami już w lutym zdobyła w Dausze brązowy medal mistrzostw świata.

     

    Wszystko wskazywało na to, że sprinterka jest już gotowa, by stanąć na olimpijskim podium. Do Paryża jechała jako największa nadzieja polskiego pływania i potwierdziła to w eliminacjach oraz półfinale, w których uzyskała, odpowiednio, drugi i trzeci wynik. Finał nie poszedł jednak po jej myśli – ponownie zajęła piąte miejsce.

     

    — Wszyscy jesteśmy zawiedzeni, choć… piąte miejsce w finale, z tego też trzeba się cieszyć. Nie sądziłam, że po Tokio mogę kontynuować karierę przez trzy lata. Znowu jestem na piątym miejscu. Może Bóg da mi jeszcze siłę, żeby spotkać się z wami za cztery lata — powiedziała dziennikarzom łamiącym się głosem po finale we francuskiej stolicy.

     

    Ewentualna deklaracja o końcu kariery z jej ust jednak nie padła. Po igrzyskach zdominowała rywalizację w swojej koronnej konkurencji w Pucharze Świata i wystartowała w Budapeszcie w mistrzostwach globu na krótkim basenie, gdzie wywalczyła dwa brązowe medale – indywidualnie i w sztafecie mieszanej.

     

    — Cały sezon? Na pewno był dobry. Wiem, że wszyscy mieli wielkie oczekiwania przed igrzyskami i ja też je miałam, bo jestem sportowcem, który stawia przed sobą bardzo wysokie cele. Mimo tego niepowodzenia sezon oceniam bardzo dobrze, kończę go medalem mistrzostw świata, więc mam nadzieję, że kolejne sezony też będą takie — powiedziała po ostatnim wyścigu w Budapeszcie.

     

    Jeżeli Wasick zdecyduje się powalczyć o szóstą olimpijską kwalifikację i zdrowie pozwoli jej wystartować za cztery lata w Los Angeles, przejdzie do historii jako trzecia pływaczka, która wystąpiła w sześciu igrzyskach, po Therese Alshammar ze Szwecji i Kristel Kobrich z Chile.

     

    Mimo że występ w Paryżu skończył się dla niej rozczarowaniem, już cztery miesiące później podczas mistrzostw Polski w Bydgoszczy Wasick zapowiedziała, że zamierza wystartować w Los Angeles.

    — Jak patrzę na moje szóste igrzyska? Już nie mogę się ich doczekać. Mam ten cel. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem ambitna i kiedy stawiam sobie cel, to idę w jego kierunku i chcę go osiągnąć. Jestem w stanie poprawiać jeszcze rekordy życiowe, czuję się w świetnej dyspozycji. Cieszę się pływaniem, tym, co robię. To jest moja praca, która sprawia mi wielką przyjemność. Mam nadzieję, że moja droga do szóstych igrzysk będzie piękna, wolna od kontuzji i jak najlepsza — powiedziała pływaczka.

     

    Występ w Los Angeles byłby piękną klamrą dla jej bogatej kariery, bowiem właśnie tam rozpoczęła się jej amerykańska przygoda, która zaowocowała jej największymi sukcesami.

     

    Wcześniej jednak czeka ją długo wyczekiwany i zasłużony odpoczynek.

     

    — Święta spędzam z rodziną w Krakowie, cieszę się, że mam możliwość świętować w taki sposób po tak intensywnym sezonie. W tym roku było dużo zawodów, dużo zgrupowań, igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata… Moja rodzina była w Budapeszcie, ale wiadomo, że tam świętowanie było “na szybko”. Teraz będziemy mieć okazję, żeby naprawdę spędzić ze sobą czas. Sylwestra też planuję spędzić w Polsce, z mężem, który przyjeżdża, żebyśmy zaczęli 2025 rok jak najlepiej, bo też będzie intensywny — zdradziła krakowianka.

    — Święta i sylwester to czas odpoczynku. Nie mam żadnych zawodów zaplanowanych, pierwsze w nowym roku będą dopiero w marcu, więc w święta nie będę sobie odmawiać niczego i będę kosztować wszystkiego, co na stole. Myślę, że w styczniu już na spokojnie wejdziemy w trening, żeby w marcu prezentować się dobrze w zawodach — zapowiedziała Wasick.

     

  • Iga Świątek wykonała wymowny gest. “Akurat to było do trenera Wiktorowskiego”

    Iga Świątek wykonała wymowny gest. “Akurat to było do trenera Wiktorowskiego”

    Iga Świątek wykonała wymowny gest. “Akurat to było do trenera Wiktorowskiego

     

    – To był chyba najbardziej rozczarowujący turniej w roku – zaskoczyła Iga Świątek w serialu Canal+ “Cztery Pory Igi”. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, nie mówiła o igrzyskach olimpijskich w Paryżu, lecz o otwierającym sezon Australian Open. Głos zabrał też były trener Polki, Tomasz Wiktorowski, który zdradził, dlaczego Świątek odpadła już w trzeciej rundzie. Kluczowa była decyzja podjęta kilka tygodni wcześniej

     

    To była sensacja. Po świetnym otwarciu sezonu w United Cup, w Australian Open Iga Świątek odpadła już w trzeciej rundzie, z zajmującą wówczas 50. miejsce w rankingu WTA Lindą Noskovą [3:6, 6:3, 4:6]. Teraz dowiadujemy się, jakie były kulisy tej porażki

     

    Przyjechałam do Melbourne i czułam, że technika mi się sypie. Także dlatego, że zbliżał się turniej Wielkiego Szlema, więc pojawiło się trochę więcej napięcia – przyznała Światek w serialu Canal+. I to miało kluczowe znaczenie dla jakości zagrania, nad którym najwięcej pracowała przed sezonem. Serwisu

     

    Zmiana techniki w tym elemencie – tu pisaliśmy o niej w PS Onet szeroko – była pomysłem Tomasza Wiktorowskiego. Były już trener Igi Świątek z perspektywy czasu nie ma wątpliwości: – To ryzyko trzeba było podjąć i tę decyzję trzeba było podjąć

     

    Pierwsza tak duża zmiana w karierze Igi Świątek. “Miałam dużo wątpliwości”

    – Stary ruch serwisowy Igi Świątek pozwalał na zagrania z prędkością 170 km na godz., maksymalnie 170 i kilka więcej. Wyciągnęła z niego 100 proc. Nowy ruch daje możliwości, by regularnie serwować powyżej 180 km na godz. – uważa Wiktorowski.

     

    To była pierwsza tak duża zmiana techniczna w “dorosłej” karierze Świątek. – Miałam dużo wątpliwości – zdradziła Polka w pierwszym odcinku “Czterech Pór Igi”. I choć przedsezonowe próby wypadły bardzo obiecująco, a i później, na kortach ziemnych nowy serwis przyniósł naszej zawodniczce dużo korzyści, to w Australii ten element po prostu się “posypał”.

     

    Początek sezonu nie zapowiadał kryzysu i rozstania Igi Świątek z trenerem Tomaszem Wiktorowskim

     

    – To był chyba najbardziej rozczarowujący turniej roku – przyznała Świątek. Złe wrażenia z Melbourne, szybko powetowała sobie wygrywając turnieje w Katarze i Indian Wells – o czym również szeroko opowiada pierwszy odcinek serialu, dostępny już w Canal+ Online. Po wygranej w Doha, Świątek wykonała charakterystyczny pokłon w kierunki swojego boksu.

     

    – Akurat to było do trenera Wiktorowskiego, bo przydały się ćwiczenia, których bardzo mi się nie chce robić na treningach, a on mnie zmusza. Dwa ostatnie punkty wygrałam dzięki nim – przyznała Iga w wywiadzie na korcie. Świetnie zaczął też działać nowy serwis Polki

     

    Jak widać początek sezonu 2024 w niczym nie zapowiadał kryzysu i rozstania Igi Świątek z trenerem Tomaszem Wiktorowskim

     

  • Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowie

     

    Miało być gładkie zwycięstwo w półfinale turnieju w Dubaju, a tu nagle szok. Iga Świątek przegrała z Anną Kalinską i odpadła. Teraz na jaw wyszedł znaczący powód, który był trzymany w tajemnicy. — Iga mówiła w trakcie, że jej się ciężko oddycha trochę — mówi Maciej Ryszczuk ze sztabu Polki w najnowszym odcinku serialu “Cztery pory Igi”. A potem diagnoza: covid. — Po meczu czułam się naprawdę dziwnie — dodaje Świątek. Teraz odsłoniła kulisy.

     

    Na platformie Canal+ pojawił się pierwszy odcinek nowego sezonu serialu “Cztery pory Igi”. Pokazuje on, jak wyglądał zeszły sezon w wykonaniu polskiej tenisistki od kulis. Jednym z tematów poruszonych w trakcie odcinku “Zima” był występ na zawodach w Dubaju. W nich nasza rodaczka dotarła do półfinału i w nim poniosła zaskakującą porażkę 4:6, 4:6 z Anną Kalinską.

     

    — Kiedy rozpoczął się mecz z Kalinską, rozmawialiśmy z Maćkiem [Ryszczukiem] i ja powiedziałam do Maćka, że mam takie poczucie, że coś jest inaczej niż zwykle — ujawnia Daria Abramowicz. — To nie jest taki klasyczny poziom stresu, jaki my zazwyczaj obserwujemy u Igi. [Czuliśmy], że jakaś część tego napięcia, co wynikało też z mojej obserwacji, intuicji, znajomości Igi jest inna — dodaje

     

    Świątek miała kłopoty z oddychaniem. I nagle diagnoza: covid

    Szybko wyszło na jaw, co było przyczyną tego napięcia. — Ten mecz w ogóle był taki dziwny, bo Iga mówiła w trakcie, że jej się ciężko oddycha trochę, ciężko jej się skupić na grze, bo ciężko jej złapać oddech, więc tam były takie ciekawe perturbacje — wyjaśnia wspomniany Ryszczuk. — Generalnie od kilku lat jeżdżę do Dubaju i co roku jestem chora. Niezależnie od tego, co zrobię, czy będę się pilnowała ze wszystkim dosłownie — stwierdza Świątek

     

    — […] Akurat wiem, że to głupie o tym tak mówić, bo ludzie zaraz powiedzą, że się usprawiedliwiam czy coś, ale po meczu zrobiłam test i miałam covid — dodaje zawodnika. — Ona mi później na stole trochę tam rzęziła, a że zawsze wożę ze sobą test taki podwójny na grypę i covid, więc obstawiałem, że gdzieś może się to zacząć grypowo, ale zrobiliśmy test i wyszedł covid u Igi — przekazuje Ryszczuk. Świątek wyjaśnia także, dlaczego zdecydowała się powiedzieć o tym dopiero po sezonie

     

    To był sekret. Iga Świątek ujawnia: nie miałam do końca kontaktu ze swoim ciałem

    — Nie mówiłam o tym też wtedy, ponieważ trochę czułam, że nierozsądne było to, że dopiero się zbadałam po kilku dniach, ale te czasy, gdy od razu ludzie się badają na covid już troszeczkę przygasły i myślałam, że to zwykłe przeziębienie, ale później po meczu czułam się naprawdę dziwnie. Tak w ogóle w trakcie czułam, jakbym nie miała do końca kontaktu ze swoim ciałem, nogi się mnie w ogóle nie słuchały i nie kontrolowałam czasami w ogóle swoich ruchów — mówi.

     

    Informacja ta była trzymana w sekrecie również po to, aby nie stała się wymówką dla porażki. — Ten czynnik zdrowotny, który się pojawił, spowodował, że spadła jej koncentracja i pewnie w jakimś stopniu wydolność. Pojawiła się odrobina frustracji, bo w sytuacjach, w których normalnie wcześniej dawała sobie świetnie radę, nie była taka skuteczna i stąd pewnie taki wynik. […] Dużo rzeczy trzyma się w tajemnicy. […] Nie staraliśmy się nigdy zrzucać winy na cokolwiek, na jakąś wymówkę. […] Porażkę trzeba umieć wziąć na klatę — podsumował jej były trener Tomasz Wiktorowski.

     

     

    Innymi poruszonymi tematami w trakcie odcinka, była, chociażby porażka w Australian Open, presja związana z byciem pierwszą rakietą świata czy praca nad nowym sposobem serwisów. Następny odcinek ukaże się już w środę 1 stycznia. Aktualnie Świątek przygotowuje się do zawodów United Cup, które rozpoczną się już za kilka dni.

  • Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Zaskakująca porażka Igi Świątek w Dubaju: teraz na jaw wychodzi prawda ukrywana w tajemnicy

    Wydawało się, że Iga Świątek pewnie zmierza po zwycięstwo w półfinale turnieju w Dubaju. Tymczasem spotkanie z Anną Kalinską zakończyło się niespodziewaną porażką 4:6, 4:6. To wydarzenie odbiło się szerokim echem w świecie tenisa, ale dopiero teraz na jaw wychodzi prawdziwy powód słabszej dyspozycji Polki. Jak się okazuje, Świątek zmagała się z poważnym problemem zdrowotnym. W najnowszym odcinku serialu „Cztery pory Igi” zawodniczka oraz członkowie jej sztabu ujawniają kulisy tego dramatycznego meczu.

     

    Sekret meczu z Kalinską: problemy z oddychaniem i zaskakująca diagnoza

     

    Pierwszy odcinek nowego sezonu dokumentalnego serialu „Cztery pory Igi” dostępny na platformie Canal+ ukazuje nieznane wcześniej szczegóły z ubiegłego sezonu Igi Świątek. Odcinek „Zima” skupia się m.in. na występie Polki w Dubaju. W półfinale turnieju Świątek niespodziewanie przegrała z Anną Kalinską, a już podczas meczu było widać, że coś jest nie tak.

     

    — Kiedy rozpoczął się mecz z Kalinską, rozmawialiśmy z Maćkiem [Ryszczukiem] i ja powiedziałam, że coś jest inaczej niż zwykle — ujawnia Daria Abramowicz, psycholog sportowa Polki. — To nie był ten klasyczny poziom stresu, który obserwujemy u Igi. Wyraźnie czułam, że napięcie było inne, trudniejsze do zrozumienia — dodaje.

     

    Podczas meczu Świątek skarżyła się na trudności z oddychaniem i brak koncentracji. — Powiedziała, że ciężko jej złapać oddech, a przez to skupić się na grze. To były bardzo dziwne okoliczności — wyjaśnia Ryszczuk, członek sztabu Świątek. Po zakończeniu spotkania wykonano test na covid, który potwierdził obecność wirusa.

     

    — Po meczu zrobiłam test i wynik był pozytywny. Czułam się naprawdę dziwnie, nogi mnie nie słuchały, jakbym nie miała pełnego kontaktu ze swoim ciałem — mówi Świątek w odcinku.

     

    Dlaczego Iga milczała o covidzie?

     

    Świątek zdecydowała się zachować tę informację w tajemnicy, aby uniknąć podejrzeń o szukanie wymówek. — W tamtym czasie covid nie był już tak powszechnie testowany, a ja myślałam, że to tylko przeziębienie. Później jednak zrozumiałam, że to coś poważniejszego — tłumaczy Polka.

     

    Jej były trener Tomasz Wiktorowski podkreśla, że w sztabie Świątek nigdy nie szukano wymówek. — Porażkę trzeba umieć wziąć na klatę. Zdrowie na pewno wpłynęło na koncentrację i wydolność Igi, ale to nie zmienia faktu, że każda przegrana jest nauką — zaznacza.

     

    Kulisy sezonu: presja, nowe serwisy i nadchodzące wyzwania

     

    Serial „Cztery pory Igi” nie tylko skupia się na meczu w Dubaju, ale także na innych wydarzeniach z ubiegłego sezonu. W odcinku „Zima” poruszono m.in. temat porażki w Australian Open, presji związanej z byciem liderką rankingu WTA oraz pracę nad nowymi technikami serwisowymi.

     

    Iga Świątek nie zwalnia tempa i już przygotowuje się do kolejnych wyzwań. Jej pierwszy start w nowym sezonie to United Cup, który rozpocznie się za kilka dni. Tymczasem kolejny odcinek serialu ukaże się 1 stycznia, obiecując jeszcze więcej emocjii zakulisowych historii.

     

  • Stało się. Sabalenka zabrała głos ws. afery ze Świątek. Poszło w świat!

    Stało się. Sabalenka zabrała głos ws. afery ze Świątek. Poszło w świat!

    Stało się. Sabalenka zabrała głos ws. afery ze Świątek. Poszło w świat!

    Iga Świątek w 2025 roku będzie chciała wrócić na szczyt rankingu WTA i pokonać swoją wielką rywalkę Arynę Sabalenkę. Białorusinka w ostatnim wywiadzie poruszyła temat sprawy Polki, w której organizmie w tym roku wykryto niedozwoloną substancję. Sabalenka odpowiedziała krótko, co o tym sądzi.

     

    – Jeździła do Francji, żeby badać włosy. Przebukowywała bilety lotnicze do Chin, licząc, że dostanie zgodę na bronienie prowadzenia w rankingu. A przez cały ten czas nie mogła zdradzić, że toczy się postępowanie antydopingowe w związku z pozytywnym wynikiem jej testu. Teraz gdy ogłoszono, że Iga Świątek została zawieszona na miesiąc, możemy przedstawić kulisy całej sytuacji – pisał dziennikarz Sport.pl Łukasz Jachimiak, odsłaniając kulisy sprawy “dopingowej” Igi Świątek.

     

    Sabalenka przemówiła ws. afery ze Świątek. Krótko i stanowczo

    Polka pod koniec listopada ogłosiła światu, że w ostatnich miesiącach przeżywała trudny czas. Miało to związek ze znalezieniem w jej organizmie niedozwolonej substancji. Na szczęście jej sprawa zakończyła się happy endem i – tak się wydaje – wszystko co najgorsze ma już za sobą. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że nazwisko Polki w kontekście tej sprawy było odmieniane przez wszystkie przypadki.

     

    Teraz głos zabrała Aryna Sabalenka – wielka rywalka Igi Świątek, wraz z którą zdominowała w ostatnich latach światowy tenis. Co Białorusinka sądzi o całym zamieszaniu? Jej wypowiedź jest dość dyplomatyczna, ale stanowcza.

     

    Nigdy nie poznamy prawdy. Ludzie zwykle przesadzali w pierwszej chwili, gdy pojawiły się wielkie wieści, więc czuję, że nie chcę zagłębiać się w tę sprawę. Naprawdę wierzę w czysty sport, więc nie chcę tego komentować w żaden inny sposób – powiedziała w rozmowie z Tennis Australia. Fragment nagrania z wywiadu został też opublikowany w mediach społecznościowych.

     

    To właśnie Sabalenka odebrała Polce prowadzenie w rankingu WTA i śmiało można przypuszczać, że rywalizacja obu pań w 2025 roku zapowiada się pasjonująco. Wielkimi krokami zbliża się pierwszy wielkoszlemowy turniej – Australian Open, który już 12 stycznia wystartuje w Melbourne. Obrończynią tytułu będzie właśnie Sabalenka

     

  • Barcelona zdecydowała ws. przyszłości Lewandowskiego! “Nie ma wątpliwości”

    Barcelona zdecydowała ws. przyszłości Lewandowskiego! “Nie ma wątpliwości”

    Barcelona zdecydowała ws. przyszłości Lewandowskiego! “Nie ma wątpliwości”

     

    Robert Lewandowski osiadł ostatnio na laurach i tak skuteczny już nie jest. Nic więc dziwnego, że zaczęto spekulować nad jego przyszłością. Kiedy FC Barcelona podejmie decyzję w sprawie Polaka? Tego jak na razie nie wiadomo, ale kataloński “Sport” poinformował, kiedy rozpoczną się rozmowy między władzami, a 36-latkiem. Poznaliśmy też warunek, który może być kluczowy dla dalszej przygody piłkarza z drużyną.

     

    23 gole i dwie asysty w 24 meczach – to statystyki Roberta Lewandowskiego. I należy przyznać, że są dość imponujące. Tyle tylko, że w ostatnim czasie Polak wpadł w delikatny kryzys, podobnie zresztą, jak i cała FC Barcelona i do siatki tak regularnie już nie trafia. Media zaczęły więc dywagować na temat przyszłości 36-latka. Sugerowały, że jeśli nie odzyska skuteczności, to latem pożegna się z zespołem. Czy tak faktycznie będzie? Kiedy możemy spodziewać się decyzji?

     

    Robert Lewandowski już wie. Wtedy rozpoczną się rozmowy ws. jego przyszłości. Musi być czujny

    Nad tymi pytaniami pochylił się kataloński “Sport”. Jak ujawnili dziennikarze, rozmowy w sprawie przyszłości Lewandowskiego zostaną podjęte w lutym, a więc po zamknięciu okna transferowego. Wtedy też najprawdopodobniej umowa Polaka zostanie automatycznie przedłużona na kolejny sezon, z racji tego, że rozegra wymaganą liczbę spotkań.

     

    Jednak to, że kontrakt będzie trwał nadal, nie oznacza, że Barcelona zostawi Lewandowskiego. Redakcja podkreśliła, że zbliżające się lato może być idealną okazją, by sprowadzić jego następcę. Mowa o Haalandzie czy Gyokeresie. Co więcej, już za kilka miesięcy klub powinien mieć pieniądze na te transakcje.

     

    Jednak to nie transfery mogą wpłynąć na pozycję napastnika, a… jego dyspozycja. Dziennikarze zauważyli, że od lutego klub będzie bacznie przyglądał się wynikom Lewandowskiego i to one mogą zadecydować o pozostawieniu go w klubie. “Od tego momentu osiągi piłkarza określą decyzję, w której toczy się otwarta wewnętrzna debata” – czytamy.

     

    Jak obecnie wygląda sytuacja Lewandowskiego?

    Mimo wszystko, póki co, w kuluarach panuje optymizm. “Barcelona ma znakomite relacje z agentem Lewandowskiego, Pinim Zahavim i od lutego będą rozmawiać na ten temat. Sam Deco nie ma wątpliwości co do tego, że wyniki Polaka są optymalne i że dobrym rozwiązaniem będzie odnowienie jego umowy na kolejny rok i poczekanie do 2026 roku na znalezienie następcy” – czytamy. Te słowa mogą uspokajać napastnika.

     

    Polak musi się pokazać z jak najlepszej strony, by nie tylko zachować miejsce w klubie, ale i wywalczyć prestiżowe nagrody. Mowa m.in. o tytule króla strzelców La Liga, czy Złotym Bucie, a kto wie, może w perspektywie i o Złotej Piłce.

     

    Kolejny mecz Barcelona i Lewandowski rozegrają 4 stycznia. Rywalem będzie Barbastro. To mecz w ramach 1/16 finału Pucharu Króla. Niewykluczone, że dojdzie w nim do tak wyczekiwanego debiutu Wojciecha Szczęsnego. 

     

  • Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Iga Świątek trzymała to w tajemnicy. Teraz ujawnia: poważne problemy ze zdrowiem

    Miało być gładkie zwycięstwo w półfinale turnieju w Dubaju, a tu nagle szok. Iga Świątek przegrała z Anną Kalinską i odpadła. Teraz na jaw wyszedł znaczący powód, który był trzymany w tajemnicy. — Iga mówiła w trakcie, że jej się ciężko oddycha trochę — mówi Maciej Ryszczuk ze sztabu Polki w najnowszym odcinku serialu “Cztery pory Igi”. A potem diagnoza: covid. — Po meczu czułam się naprawdę dziwnie — dodaje Świątek. Teraz odsłoniła kulisy.

     

    Na platformie Canal+ pojawił się pierwszy odcinek nowego sezonu serialu “Cztery pory Igi”. Pokazuje on, jak wyglądał zeszły sezon w wykonaniu polskiej tenisistki od kulis. Jednym z tematów poruszonych w trakcie odcinku “Zima” był występ na zawodach w Dubaju. W nich nasza rodaczka dotarła do półfinału i w nim poniosła zaskakującą porażkę 4:6, 4:6 z Anną Kalinską.

     

    — Kiedy rozpoczął się mecz z Kalinską, rozmawialiśmy z Maćkiem [Ryszczukiem] i ja powiedziałam do Maćka, że mam takie poczucie, że coś jest inaczej niż zwykle — ujawnia Daria Abramowicz. — To nie jest taki klasyczny poziom stresu, jaki my zazwyczaj obserwujemy u Igi. [Czuliśmy], że jakaś część tego napięcia, co wynikało też z mojej obserwacji, intuicji, znajomości Igi jest inna — dodaje.

     

    Iga Świątek miała kłopoty z oddychaniem. I nagle diagnoza: covid

    Szybko wyszło na jaw, co było przyczyną tego napięcia. — Ten mecz w ogóle był taki dziwny, bo Iga mówiła w trakcie, że jej się ciężko oddycha trochę, ciężko jej się skupić na grze, bo ciężko jej złapać oddech, więc tam były takie ciekawe perturbacje — wyjaśnia wspomniany Ryszczuk. — Generalnie od kilku lat jeżdżę do Dubaju i co roku jestem chora. Niezależnie od tego, co zrobię, czy będę się pilnowała ze wszystkim dosłownie — stwierdza Świątek.

     

    — […] Akurat wiem, że to głupie o tym tak mówić, bo ludzie zaraz powiedzą, że się usprawiedliwiam czy coś, ale po meczu zrobiłam test i miałam covid — dodaje zawodnika. — Ona mi później na stole trochę tam rzęziła, a że zawsze wożę ze sobą test taki podwójny na grypę i covid, więc obstawiałem, że gdzieś może się to zacząć grypowo, ale zrobiliśmy test i wyszedł covid u Igi — przekazuje Ryszczuk. Świątek wyjaśnia także, dlaczego zdecydowała się powiedzieć o tym dopiero po sezonie.

     

    To był sekret. Iga Świątek ujawnia: nie miałam do końca kontaktu ze swoim ciałem

     

    — Nie mówiłam o tym też wtedy, ponieważ trochę czułam, że nierozsądne było to, że dopiero się zbadałam po kilku dniach, ale te czasy, gdy od razu ludzie się badają na covid już troszeczkę przygasły i myślałam, że to zwykłe przeziębienie, ale później po meczu czułam się naprawdę dziwnie. Tak w ogóle w trakcie czułam, jakbym nie miała do końca kontaktu ze swoim ciałem, nogi się mnie w ogóle nie słuchały i nie kontrolowałam czasami w ogóle swoich ruchów — mówi.

     

    Informacja ta była trzymana w sekrecie również po to, aby nie stała się wymówką dla porażki. — Ten czynnik zdrowotny, który się pojawił, spowodował, że spadła jej koncentracja i pewnie w jakimś stopniu wydolność. Pojawiła się odrobina frustracji, bo w sytuacjach, w których normalnie wcześniej dawała sobie świetnie radę, nie była taka skuteczna i stąd pewnie taki wynik. […] Dużo rzeczy trzyma się w tajemnicy. […] Nie staraliśmy się nigdy zrzucać winy na cokolwiek, na jakąś wymówkę. […] Porażkę trzeba umieć wziąć na klatę — podsumował jej były trener Tomasz Wiktorowski.

     

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1871836833103184298

     

    Innymi poruszonymi tematami w trakcie odcinka, była, chociażby porażka w Australian Open, presja związana z byciem pierwszą rakietą świata czy praca nad nowym sposobem serwisów. Następny odcinek ukaże się już w środę 1 stycznia. Aktualnie Świątek przygotowuje się do zawodów United Cup, które rozpoczną się już za kilka dni.