• Stefan Kraft załamany po skoku, już miał gonić Stocha. Dramat mistrza w Bischofshofen

    Stefan Kraft załamany po skoku, już miał gonić Stocha. Dramat mistrza w Bischofshofen

    Stefan Kraft załamany po skoku, już miał gonić Stocha. Dramat mistrza w Bischofshofen

    73. Turniej Czterech Skoczni jeszcze przed jego startem zapowiadał się na kompletną dominację Austriaków w tercecie: Stefan Kraft, Jan Hoerl, Daniel Tschofenig. Tak też faktycznie było. Cała trójka do ostatniego skoku walczyła o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej całej imprezy. Ostatecznie najlepszy okazał się ten najmłodszy. Daniel Tschofenig wygrał, dzięki swojej znakomitej próbie w ostatnim skoku turnieju.

     

    Turniej Czterech Skoczni historycznie zdominowany jest głównie przez wielkiego Fina Janne Ahonena. Fińska legenda skoków narciarskich w swojej karierze aż pięciokrotnie wygrywała tę imprezę. Za plecami Fina jest Niemiec Jens Weislog, który wygrał ją czterokrotnie. Na trzecim miejscu historycznego podium znajdują się aż cztery wielkie postaci skoków narciarskich.

     

    W tym gronie nie zabrakło oczywiście miejsca dla Kamila Stocha, który podobnie jak Ryoyu Kobayashi, Bjorn Wirkola i Helmut Recknagel zwyciężał trzykrotnie. To Polak i Japończyk mogą się jednak pochwalić wybitnym osiągnięciem, jakim jest wygrana wszystkich czterech konkursów w jednej edycji. W związku z tym tę dwójkę można postawić historycznie o piętro wyżej od Niemca i Norwega. Daniel Tschofenig triumfatorem Turnieju Czterech Skoczni! Kraft już miał gonić Stocha

     

    Tych, którzy wygrywali tę imprezę dwa razy jest aż siedmiu, a na dołączenie do grona, które liczy aż czterech Austriaków, chrapkę miał Stefan Kraft, który wygrał ostatni raz ten turniej w sezonie 2014/2015, co może się wydawać wręcz niewiarygodne, biorąc pod uwagę jego osiągnięcia.

     

    Przed ostatnim konkursem 73. edycji Turnieju Czterech Skoczni prowadził Stefan Kraft, ale jego przewaga nad Danielem Tschofenigiem i Janem Hoerlem była minimalna. Zwiększyła się nieco po pierwszej serii rywalizacji w Bischofshofen, ale wciąż wszystko było otwarte.

     

    Druga seria zmieniła układ sił. Cudownym skokiem popisał się 22-letni Daniel Tschofenig, który wylądował na odległości 140,5 metra w znakomitym stylu i w ostatniej próbie tej imprezy wyprzedził Stefana Krafta o ledwie nieco ponad cztery punkty w końcowej klasyfikacji turnieju. Między tą dwójką zmieścił się jeszcze Jan Hoerl. Paweł Wąsek zakończył imprezę na znakomitym ósmym miejscu. Końcowa klasyfikacja 73. Turnieju Czterech Skoczni:

     

    Końcowa klasyfikacja 73. Turnieju Czterech Skoczni:

    1. Daniel Tschofenig – 1194.4 pkt

    2. Jan Hoerl – 1193.0 pkt

    3. Stefan Kraft – 1190.3 pkt…

    8. Paweł Wąsek – 1109.3 pkt

  • Co za forma! Paweł Wąsek zachwycił w Bischofshofen! I ta bitwa o TCS

    Co za forma! Paweł Wąsek zachwycił w Bischofshofen! I ta bitwa o TCS

    Co za forma! Paweł Wąsek zachwycił w Bischofshofen! I ta bitwa o TCS

    Zrobił to! Paweł Wąsek skoczył aż 139 metrów w drugiej serii finałowego konkursu 73. Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen i zajął w poniedziałkowych zmaganiach ósme miejsce. Polak prestiżowy TCS skończył finalnie na rewelacyjnym ósmym miejscu! O wygraną walczyli Austriacy. Po zaciętej walce zwyciężył Daniel Tschofenig, który zgarnął pokaźny bonus.

    W serii próbnej przed poniedziałkowym konkursem ponownie bardzo dobry skok na Paul-Ausserleitner-Schanze oddał Aleksander Zniszczoł. 30-latek uzyskał aż 138,5 metra, co dało mu trzecie miejsce. Dobrze spisał się też Paweł Wąsek, który skoczył 136 metrów. W samym konkursie jednak Zniszczoł udowodnił, że skoki konkursowe nie wychodzą mu już tak udanie. Na szczęście dla polskich kibiców na wysokości zadania stanął Paweł Wąsek.

    Emocjonująca pierwsza seria

    25-latek skoczył aż 137,5 metra, dzięki czemu wygrał rywalizację w parze z Amerykaninem Kevinem Bicknerem, który zaskoczył, uzyskując aż 135 metrów. Wynik ten dał Polakowi dziewiąte miejsce po pierwszej serii.

    Dobrze zaprezentował się również Dawid Kubacki, który skoczył 128,5 metra. Polak co prawda przegrałem z Renem Nikaido, który uzyskał 135,5 metra, jednak Kubacki wywalczył awans do drugiej serii, będąc piątym “szczęśliwym przegranym”.

    Awans do finałowej serii 73. TCS wywalczył jeszcze jeden Polak — Aleksander Zniszczoł. Urodzony w Cieszynie reprezentant Polski skoczył jednak zaledwie 127,5 metra, co wystarczyło do wygranej w parze z Piotrem Żyłą (121 m). Zniszczoł po pierwszej serii był dopiero 29.

    Pierwszą serię wygrał rewelacyjny Stefan Kraft, który skoczył 136 metrów. Austriak tym samym przed decydującą serią powiększył przewagę nad kolegami z kadry — Janem Hoerlem i Danielem Tschofenigiem w klasyfikacji generalnej 73. TCS

    Wyniki polskich skoczków po pierwszej serii:

    9. Wąsek – 137,5 m

    23. Kubacki – 128,5 m

    29. Zniszczoł – 127,5 m

    Czołowa piątka po zakończeniu pierwszej serii:

    1. Stefan Kraft

    2. Maximilian Ortner

    3. Jan Hoerl

    4. Johann Andre Forfang

    5. Daniel Tschofenig

    Decydująca seria 73. Turnieju Czterech Skoczni

    Drugą serię znakomicie rozpoczął Szwajcar Killian Peier, który skoczył aż 136 metrów. Po Szwajcarze swój skok oddał Aleksander Zniszczoł, który poprawił się względem pierwszej serii aż o siedem metrów, skacząc 134,5 metra.

    Kilka minut później na belce pojawił się rekordzista skoczni Dawid Kubacki, który w 2019 roku podczas kwalifikacji poszybował w Bischofshofen na 145. metr. W drugiej serii jednak 34-latek skoczył zaledwie 124,5 metra, co po skoku dało mu dopiero szóste miejsce.

    Po skokach 10 zawodników w drugiej serii na prowadzeniu był Austriak Markus Mueller, który skoczył 133 metry i wyprzedził po swojego rodaka Manuela Fettnera.

    W drugiej serii zaskoczył Kevin Bickner, który w pierwszej przegrał rywalizację w parze z Pawłem Wąskiem. Amerykanin skoczył po przerwie aż 137 metrów i po próbie objął zdecydowane prowadzenie.

    Po 20 skokach w drugiej serii prowadził Andreas Wellinger. Niemiec uzyskał w drugim skoku 135,5 metra.

    Decydujące skoki 73. Turnieju Czterech Skoczni. Rewelacyjny Paweł Wąsek!

    W decydującym skoku znakomicie spisał się Paweł Wąsek. Polak skoczył aż 139 metrów i zapewnił sobie rewelacyjne ósme miejsce w TCS. Sam konkurs 25-latek skończył również na ósmym miejscu.

    O wygraną w 73. TCS walczyli Austriacy. Jako pierwszy w drugiej serii na belce pojawił się, jak się później okazało, późniejszy triumfator Daniel Tschofenig, który skoczył znakomicie, uzyskując 140,5 metra.

    Chwilę później odpowiedział Jan Hoerl. Skoczył 143 metry, jednak źle wylądował i po skoku uplasował się za swoim reprezentacyjnym kolegą.

    Jako ostatni skakał Stefan Kraft, który uzyskał 137,5 metra. To spowodowało, że 73. TCS wygrał 22-letni Daniel Tschofenig!

    Triumfator 73. Turnieju Czterech Skoczni zgarnął bonus w wysokości 100 tys. franków szwajcarskich (ok. 452 tys. zł).

     

  • Piotr Żyła zawalił skok. Natychmiast wezwany przez sędziów. “Brawo FIS”

    Piotr Żyła zawalił skok. Natychmiast wezwany przez sędziów. “Brawo FIS”

    Piotr Żyła zawalił skok. Natychmiast wezwany przez sędziów. “Brawo FIS”

    Piotr Żyła skoczył zaledwie 121 metrów w pierwszej serii finałowego konkursu 73. Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen, jednak w obronę polskiego skoczka wziął Michał Chmielewski z TVP Sport. Dziennikarz podkreśla, że Żyła skakał po długiej przerwie spowodowanej awarią drona, który spadł na zeskok. “Ani jednego przedskoczka w tym czasie — brawo FIS. W ogóle nie było o tym mówione sto razy” — pisze Chmielewski. Okazuje się, że Żyła został po skoku… wezwany na kontrolę.

     

    Tuż przed konkursowymi próbami Piotra Żyły i Aleksandra Zniszczoła zawody zostały przerwane. Okazuje się, że na zeskok spadł dron i organizatorzy musieli szybko poradzić sobie z tym nieoczekiwanym problemem. Zapomniano jednak o utrzymaniu sprawiedliwych warunków.

    Piotr Żyła skrzywdzony przez organizatorów?

    “Oczywiście, Żyła skoczył fatalnie. Ale przed jego skokiem 3 min przerwy, bo spadł dron. Ani jednego przedskoczka w tym czasie, tory tępieją. Tu też — brawo FIS. W ogóle nie było o tym mówione sto razy” — pisze na gorąco wzburzony dziennikarz TVP Sport, Michał Chmielewski, który wziął w obronę weterana.

     

    “Piotr Żyła wzięty do kontroli po swoim skoku. Brawo FIS. Ekstra pomysł” — dodaje, wbijając szpilę w narciarskie władze. W tym sezonie często mówi się o tym, że na kontrole są przywoływani głównie zawodnicy spoza czołowych reprezentacji.

     

    Ostatnie zmagania w Innsbrucku wygrał Stefan Kraft, który znokautował rywali, skacząc 132,5 metra w bardzo dobrym stylu. Austriak wyprzedził kolegów z kadry — Jana Hoerla i Daniela Tschofeniga. Kraft objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej TCS, wyprzedzając rodaków. Awans na rewelacyjne ósme miejsce w klasyfikacji TCS zanotował Paweł Wąsek, który dziś broni rewelacyjnego miejscaw TOP 10.

     

  • Bezpardonowy atak kibiców na Igę Świątek. Kuriozalny powód

    Bezpardonowy atak kibiców na Igę Świątek. Kuriozalny powód

    Bezpardonowy atak kibiców na Igę Świątek. Kuriozalny powód

    Reprezentacja Polski nie zdołała sięgnąć po końcowy triumf w rozgrywkach United Cup. Marzeń pozbawili ich reprezentanci Stanów Zjednoczonych, którzy wygrali oba mecze singlowe. Podczas starcia Igi Świątek i Coco Gauff doszło do sytuacji, która rozwścieczyła fanów tenisa. Ci nie powstrzymali się od reakcji i… zaatakowali polską zawodniczkę.

     

    W niedzielny poranek Polacy zasiedli przed telewizorami, aby obejrzeć finał rozgrywek United Cup w Australii. Po raz kolejny o końcowe trofeum mieli okazję walczyć polscy tenisiści z Igą Świątek na czele. W ubiegłym roku “Biało-Czerwoni” zmierzyli się na korcie z reprezentantami Niemiec. Wówczas Iga Świątek w znakomitym stylu pokonała Angelique Kerber 6:3, 6:0, jednak Hubert Hurkacz nie podołał zadaniu i musiał uznać wyższość Alexandra Zvereva. Przysłowiowym “gwoździem do trumny” był mecz mikstów, który zakończył się triumfem naszych rywali.

     

    Iga Świątek zaatakowana po finale United Cup

     

    W tym roku “Biało-Czerwonym” przyszło zmierzyć się z Amerykanami. Tym razem jednak problemy u naszych zawodników zaczęły się już podczas pierwszego meczu. W trakcie meczu Igi Świątek z Coco Gauff przy stanie 5:4 w drugim secie Polka niespodziewanie poprosiła o przerwę medyczną z powodu bólu nogi. Ostatecznie zawodniczka opuściła kort z przedstawicielem sztabu szkoleniowego.

     

    Wówczas na komentarz zdecydował się dziennikarz tenisowy Jose Morgado, który w mediach społecznościowych poinformował kibiców o kłopotach zdrowotnych obecnej wiceliderki rankingu WTA.

     

    Na reakcję fanów nie musiał długo czekać. Internauci mocno zaskoczyli i… zaatakowali Igę Świątek, zarzucając jej kłamstwo. “Udawana kontuzja”, “Zachowuje się jak rozpieszczony dzieciak”, “Iga jest bardzo słabą zawodniczką. Tylko jej fani nie widzą wszystkich nonsensów, które mają miejsce, kiedy wydarzenia na korcie nie idą po jej myśli” – komentowali kibice.

     

    Znalazły się jednak osoby, które stanęły w obronie Polki i przypomnieli, że kłopoty ze zdrowiem wiceliderka światowego rankingu miała już w trakcie ćwierćfinałów – podczas meczu z Katie Boulter również wzięła bowiem przerwę medyczną.

     

  • Zapytano go o dramat Świątek. I nagle wypalił, dwukrotnie ominął kontrolę

    Zapytano go o dramat Świątek. I nagle wypalił, dwukrotnie ominął kontrolę

    Zapytano go o dramat Świątek. I nagle wypalił, dwukrotnie ominął kontrolę

    Świat tenisa powoli wraca do normalności po tym, co stało się pod koniec poprzedniego sezonu. Na przełomie listopada oraz grudnia kibice dowiedzieli się o pozytywnym teście antydopingowym u Igi Świątek. Sprawa do dziś jest szeroko komentowana, choć Polka udowodniła już dawno swoją niewinność. W temacie wypowiedział się Alexander Bublik. Kazachski zawodnik rosyjskiego pochodzenia podzielił się z fanami zaskakującym wyznaniem. Okazuje się, że on sam był bliski zawieszenia z powodu ominiętych aż dwóch kontroli.

     

    Dramatem Igi Świątek kilka tygodni temu żyło dosłownie całe środowisko sportowe. Kariera Polki na moment znalazła się nad przepaścią ze względu na pozytywny wynik testu antydopingowego, który wykonano jej w sierpniu. Wykazał on obecność zakazanej trimetazydyny. Na szczęście raszynianka wraz z teamem szybko udowodniła, że wina leży po stronie producenta leku z melatoniną. Partia przyjęta przez podopieczną Wima Fissetta została fabrycznie zanieczyszczona. Efekt? “Tylko” miesięczne zawieszenie. 23-latka normalnie rozpoczęła kolejny sezon i już ma za sobą pierwszy sukces w postaci awansu do finału United Cup.

     

    Niestety co niektórzy gracze oraz eksperci nie dają zawodniczce spokoju. Mowa choćby o Nicku Kyrgiosie. Australijczyk stale szuka pretekstu, by odezwać się w mediach społecznościowych w sprawie Polki lub Jannika Sinnera. Włoch również nie przeszedł jednego z testów, ale w początkowej fazie współzawodnictwa przeprowadzonego w 2024 roku. Tenisiście z Antypodów wtóruje Simona Halep. “Siedzę i próbuję to zrozumieć, ale naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć czegoś takiego” – pisała swego czasu w mediach społecznościowych.

     

    Alexander Bublik znalazł się w trudnej sytuacji. Dalsza kariera wisiała na włoskuZe sprawą dopiero w styczniu skonfrontowano innego z czołowych zawodników, Aleksandra Bublika. Kazach zapytany o przypadek Włocha oraz Polki delikatnie zmienił temat i zaczął opowiadać o sobie, ujawniając zaskakujące kulisy ostatnich kilkunastu miesięcy. Okazało się, że nie współpracował on wzorowo z organami odpowiedzialnymi za pilnowanie czystości w tenisie. Sportowiec rosyjskiego pochodzenia ominął aż dwie kontrole. Za trzecie naruszenie groziło mu długie zawieszenie.

     

    “Kiedyś nie zmieniłem adresu mojego domu w Monako na Sankt Petersburg i ludzie przyjechali do Monako” – opowiedział o pierwszej sytuacji (cytat za: “ubitennis.net”). “Przyjąłem to ze spokojem – tak, popełniłem błąd. Potem tak się złożyło, że 20 kwietnia zgłosiłem się na turniej w Genewie, który rozpoczął się 25 maja. Otrzymałem informację, że dostałem drugi (opuszczony test), bo nie powiadomiłem ich (oficerów antydopingowych) o udziale w turnieju w Genewie” – dodał na temat drugiego wykroczenia na łamach “Match TV”.

     

    Powyższe wpadki długo siedziały w jego głowie i mogły spowodować obniżenie poziomu sportowego. “W ciągu roku miałem poważny atak paniki, ponieważ dwie nieobecności to dużo. Kolejna to trzy lata dyskwalifikacji i właściwie koniec mojej kariery” – wyznał całkowicie szczerze. Na szczęście nie doszło do dramatu. 27-latek wciąż znajduje się w szerokiej czołówce. W najnowszym zestawieniu ATP dzierży33 pozycję.

     

  • Porażka z Gauff i łzy Świątek, ale co stało się potem. Co za wiadomość, ratunek dla Polki

    Porażka z Gauff i łzy Świątek, ale co stało się potem. Co za wiadomość, ratunek dla Polki

    Porażka z Gauff i łzy Świątek, ale co stało się potem. Co za wiadomość, ratunek dla Polki

    Iga Świątek, podobnie jak podczas WTA Finals okazała się gorsza od Coco Gauff i przegrała w United Cup 4:6, 4:6. Po porażce z Amerykanką na twarzy Polki pojawił się łzy. Można było domyślać się, że czuje się winna, zwłaszcza że mocno ograniczyło to możliwości Polski na triumf w rozgrywkach. Ten ostatecznie przypadł kadrze USA. Wkrótce po pojedynku dla raszynianki nadszedł “ratunek” z nieoczekiwanej strony.

    Przed finałowymi zmaganiami w United Cup kibice nie mogli się wprost doczekać rewanżu pomiędzy Coco Gauff i Igą Świątek. Amerykanka w trakcie WTA Finals przełamała fatalną serię kolejnych porażek z Polką i sięgnęła po drugie w karierze zwycięstwo nad nią. Niestety górą byłą również na Antypodach.United Cup. Zacięte starcie i kolejna porażka. Gauff górą nad Świątek

    Gauff rozpoczęła od szybkiego przełamania raszynianki i prowadzenia 2:0. Na szczęście 23-latka odpowiedziała tym samym i zrobiło się 2:2. W grze obu tenisistek widać było oznaki nerwowości – tylko w pierwszym secie byliśmy świadkami aż pięciu przełamań. Ostatecznie to młodsza z zawodniczek była górą 6:4.

    Na początku drugiego seta Gauff i Świątek imponowały spokojem i konsekwencją przy swoich serwisach. Punktowały regularnie, aż wreszcie Świątek udało się przełamać Amerykankę i doprowadzić do stanu 3:2. Dołożyła po chwili kolejnego gema przy swoim podaniu i wyszła na dwugemowe prowadzenie. Niestety wtedy do głosu doszła reprezentantka USA.

    Trzecia rakieta świata przejęła inicjatywę, wygrała cztery gemy z rzędu i pozbawiła Świątek nadziei na triumf w Sydney. Na twarzy raszynianki malowała się potężna frustracja, którą już po chwili zastąpiły łzy. Widać było, że ma do siebie wiele pretensji. W końcu powrót do rywalizacji i doprowadzenie do wyniku 1-1 w setach było na wyciągnięcie ręki. Niestety swoje spotkanie z Taylorem Fritzem przegrał również Hubert Hurkacz, wobec czego miksta już nie oglądaliśmy. USA triumfowało w finale United Cup, a Polacy musieli zadowolić się drugim miejscem.

    Świątek ze wsparciem po porażce. Wojciech Fibak nadszedł “z ratunkiem”Niedługo po porażce z Gauff nadeszła wiadomość poświęcona Idze Świątek. W obronie tenisistki stanął Wojciech Fibak, który nie miał do niej żalu o porażkę z Amerykanką. Były tenisista podkreślił, że rywalka była tego dnia świetnie dysponowana.

    To nie jest tak, że Iga zawiodła w finale. To Gauff zagrała fenomenalny mecz. To był kosmos. Nigdy nie widziałem u niej takiego poziomu

    ~ stwierdził w rozmowie z redakcją “FAKT”

    – Nie ma powodów do rozpaczy. Wiadomo, że Iga chciała wygrać, ale pokazała się z dobrej strony. Świetnie grała przez cały turniej – dodał mistrz Australian Open w deblu z 1978 r.

     

    Iga Świątek nie ma zbyt wiele czasu na rozpamiętywanie porażki z Coco Gauff, ponieważ na horyzoncie jest już Australian Open. 6 stycznia rozpoczęły się kwalifikacje do wielkoszlemowego turnieju. Start finałów zaplanowano nasześć dni później.

     

  • Aryna Sabalenka znów mówi o Idze Świątek. “To nie tak”

    Aryna Sabalenka znów mówi o Idze Świątek. “To nie tak”

    Aryna Sabalenka znów mówi o Idze Świątek. “To nie tak”

    Niedawno Aryna Sabalenka i Iga Świątek zaskoczyły swoich fanów wspólnymi treningami, a nawet rolką nagraną na TikToka. Wcześniej relacje tenisistek opisywano jako chłodne, tym bardziej że każda z nich stara się skupiać na sobie. Okazuje się jednak, że ich relacje są cieplejsze, niż się wydawało, o czym w najnowszym wywiadzie powiedziała Białorusinka. “To nie tak, że coś do niej miałam lub byłam kiedyś wobec niej niegrzeczna…” — zaczęła 26-latka, a później przeszła do sedna.

     

    Aryna Sabalenka jasno o relacjach z Igą Świątek

     

    Aryna Sabalenka i Iga Świątek od lat rywalizują ze sobą na najwyższym poziomie. W październiku 2024 r. Białorusinka po raz drugi odebrała Polce miejsce liderki rankingu WTA, na które ta planuje wrócić już niedługo. Pierwszą okazję do tego będzie miała pod koniec stycznia br. Ze względu na to, że zawodniczki walczą ze sobą na korcie, często pisano o tym, że nie darzą się sympatią. Ostatnie tygodnie pokazały jednak co innego. Teraz wyjaśniła to też Aryna Sabalenka.

     

    Sabaleka otwarcie o Świątek: nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami

    “To nie tak, że coś do niej miałam coś przeciwko niej lub byłam kiedyś wobec niej niegrzeczna” — powiedziała Sabalenka w rozmowie z “The Age”.

     

    “Myślę, że każdy skupia się na sobie, ale kiedy dochodzi się do pewnego momentu, to można podejść do wszystkiego spokojniej i może nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, ale przynajmniej możemy ze sobą poćwiczyć” — dodała liderka rankingu WTA, zaznaczając, że gdy dochodzi się do pierwszej piątki rankingu WTA, to stara się zdystansować od wszystkich.

    “Będziemy sobie pomagać i doskonalić się nawzajem, pchając się na wyższy poziom. Naprawdę fajnie jest ćwiczyć z kimś, z kim rywalizujesz” — zaznaczyła Aryna Sabalenka.

  • Świątek wygarnęła wszystko przed kamerą. “Nigdy nie powiedzą tego w twarz”

    Świątek wygarnęła wszystko przed kamerą. “Nigdy nie powiedzą tego w twarz”

    Świątek wygarnęła wszystko przed kamerą. “Nigdy nie powiedzą tego w twarz”

    – Za granicą nikt nie powiedział o tym słowa. Dla nich było w porządku, że zrobiłam sobie przerwę i omijam dwa turnieje. Ale w Polsce? To było szalone – powiedziała Iga Świątek o tym, co działo się w trakcie jej zawieszenia w związku z dochodzeniem ws. przyjmowania zabronionych substancji. W wywiadzie dla Tennis Insider Club tenisistka głośno wyraziła swoje pretensje do dziennikarzy. – Media zdiagnozowały u mnie problemy psychiczne – rzuciła.

     

    Iga Świątek (2. WTA) dopiero co zakończyła udział w United Cup, gdzie znów była liderką reprezentacji Polski i doprowadziła ją do finału (tam 23-latka przegrała jedyny mecz, z Coco Gauff). Był to dla niej pierwszy start w nowym sezonie, który jest dla niej swego rodzaju nowym otwarciem.

     

    Iga Świątek opowiedziała o tym, co ją dotyka. Wróciła do głośnej sprawy

     

    Końcówkę poprzedniego roku tenisistka straciła z powodu głośnej sprawy dopingowej – podczas sierpniowego turnieju w Cincinnati wykryto u niej minimalne stężenie trimetazydyny, przez co po US Open została prowizorycznie zawieszona. Udało jej się udowodnić przypadkowość przyjęcia tej substancji (pochodziła z zanieczyszczonej melatoniny), przez co skończyło się na miesięcznej karze i mogła wrócić do gry na WTA Finals (tam odpadła w grupie). A następnie po raz pierwszy w karierze wystąpiła w turnieju finałowym Billie Jean King i pomogła polskiej kadrze dotrzeć do półfinału (porażka z Włoszkami). A w międzyczasie zmieniła trenera, po starcie w Nowym Jorku Tomasza Wiktorowskiego zastąpił Wim Fissette.

     

    Do tamtych wydarzeń Świątek wróciła w rozmowie z rywalką z kortu Caroline Garcią (48. WTA) oraz Borją Duranem (narzeczony Garcii) w podkaście Tennis Insider Club. Duran zapytał: – Wspomniałaś, że gdybyś po długim sezonie nie zagrała w Billie Jean King Cup, spadnie na ciebie duża krytyka. Jak radzisz sobie z tą zewnętrzną presją, oczekiwaniami, a nawet hejtem. To na ciebie oddziałuje?

     

    – Sądzę, że tak. Staram się zbyt dużo nie siedzieć w internecie, po prostu publikuję swoje rzeczy i znikam, nic nie czytam. Przez to są mniejsze szanse, że to mnie dotknie – zaczęła wiceliderka światowego rankingu. A następnie otwarcie opowiedziała o niedawnych wydarzeniach i swoich odczuciach.

     

    Szczerze mówiąc, teraz miałam najtrudniejszą sytuację z mediami i tym, jak do mnie podchodzono w Polsce. Ponieważ za granicą nic nie było. Nie zagrałam w Chinach z powodu mojej sprawy (dopingowej – red.). Teraz wszyscy to wiedzą, ale wcześniej nie wiedział nikt. Za granicą nikt nie powiedział o tym słowa. Dla nich było w porządku, że zrobiłam sobie przerwę i omijam dwa turnieje. Ale w Polsce? To było szalone – stwierdziła. Chociaż cofając się do tamtego okresu, można znaleźć zagraniczne artykuły, w których dywaguje się np. o “trudnych chwilach poza kortem” ówczesnej liderki światowego rankingu.

     

    Iga Świątek wszystko wygarnęła mediom. “Nie czułam się dobrze, miałam trudny czas”

    23-latka nie kryła dużego żalu do polskich dziennikarzy. – Media zdiagnozowały u mnie problemy psychiczne. Zaburzenia, nagłą depresję, wypalenie. Nagle wyrzucałam wszystkich z mojego teamu. Pisali te artykuły, z clickbaitowymi tytułami, że dzieje się ze mną coś złego, bo nie zagrałam w dwóch turniejach. To było trudne, bo czułam, że muszę dawać im aktualizację z każdej minuty mojego życia, ponieważ inaczej pójdą w dziwną stronę – powiedziała.

     

    Później, gdy ogłosiliśmy informację o prowadzonym dochodzeniu, każdy nagle zrozumiał. Ale w okresie, gdy o tym nie wiedzieli, było trudno, toczyłam najtrudniejszą bitwę, jaką kiedykolwiek miałam i nie czułam się dobrze. Miałam trudny czas, a nagle polskie media ścigały mnie, dlaczego nie zagrałam w dwóch turniejach – dodała.

     

    – Hejt był duży, każdy natychmiast oceniał. Sądzę, że piszą rzeczy, których nigdy nie powiedzieliby nam w twarz. Sądzę, że to część mojej pracy. Nie powinno tak być, internet nie idzie w dobrą stronę, ale… –zakończyła Świątek.

     

  • Świat wściekł się na Igę Świątek. To farsa. “Absolutnie powinna korzystać”

    Świat wściekł się na Igę Świątek. To farsa. “Absolutnie powinna korzystać”

    Świat wściekł się na Igę Świątek. To farsa. “Absolutnie powinna korzystać

     

    Po meczu Igi Świątek z Coco Gauff lawina krytyki ruszyła. — Jeżeli zawodnik ma prawo do konsultacji medycznej, coś go boli, to absolutnie powinien z tego korzystać. To jest metoda na to, żeby wygrać — mówi nam Tomasz Wolfke. Ceniony tenisowy ekspert i komentator Eurosportu jednoznacznie ocenia hejt z całego świata wymierzony w kierunku Polki. — Iga bardzo przeżyła porażkę — dodaje. I wyjaśnia także, czy występ drugiej rakiety świata w Australian Open może być zagrożony.

     

    Maciej Skorupa: W ostatnich meczach Iga Świątek dwukrotnie korzystała z przerw medycznych. Najpierw w ćwierćfinale, a potem w finale United Cup. To zły znak przed Australian Open?

     

    Tomasz Wolfke (komentator Eurosportu): Nie sądzę, bo jest jeszcze tydzień do turnieju. Gdyby to był taki uraz, który uniemożliwia jej grę, to ona by po prostu nie grała. Myślę, że to jakieś lekkie naciągnięcie mięśnia i że jak się pojawi Maciek Ryszczuk, to wszystko będzie dobrze, bo oczywiście z całym szacunkiem dla tego fizjoterapeuty, który był w ekipie, to wiadomo, że ten jej osobisty, jeden z najlepszych fachowców w Polsce i znakomicie znający jej ciało, powinien ją doprowadzić, jeśli nie do 100 proc. sprawności, to 98 proc., czy 99 proc. Nie wydaje mi się, żeby zawodowy sportowiec, gdyby miał poważny uraz, to nawet zakładając, że to jest gra dla reprezentacji Polski, zdecydowałby się na występy.

     

    Wycofanie Igi Świątek z Australian Open? “Absolutnie przedwczesne spekulacje”

     

    Jeśliby już doszło do takiej sytuacji, że Iga wycofałaby się z Australian Open, to byłby dla niej duży cios?

     

    To na pewno, ale myślę, że to absolutnie przedwczesne spekulacje. Kontuzje w sporcie są czymś normalnym i tak naprawdę oni mają lekkie urazy bez przerwy i Iga pod tym względem ma dużo szczęścia. Miała jedną poważną kontuzję, jeszcze zanim wygrała Roland Garros. I tak naprawdę w ciągu ostatnich czterech lat gra bez żadnej dłuższej przerwy z powodów zdrowotnych. Gdy się wycofywała, to były pojedyncze turnieje. Nie pamiętam, żeby kreczowała w czasie meczu. To się chyba nie zdarzyło, więc poza jakimiś drobnymi kłopotami, to ona wygląda na okaz zdrowia.

     

    Jest fenomenalnie zbudowana fizycznie, jest znakomicie umięśniona, jest wytrenowana. Myślę, że rzeczywiście Maciej Ryszczuk, o którym wszyscy mówią, że to jest, jeśli nie najlepszy, to jeden z najlepszych polskich specjalistów od przygotowania fizycznego, a równocześnie będący jej fizjoterapeutą. I z jednej strony potrafi z jej ciała wycisnąć wszystko, co się da, a równocześnie, kiedy trzeba, to potrafi to ciało zreperować, bardzo szybko zregenerować i pomóc jej wrócić do sił. Dlatego na razie za wcześnie w ogóle, żeby myśleć o rezygnacji z Australian Open. Urazy są normalne w zawodowym sporcie i to się zawsze będzie zdarzało.

     

    Wylało się też dużo krytyki za branie przerwy medycznej w kluczowym momencie seta w starciu z Coco Gauff. To element taktyki?

     

    Nie sądzę. Wszyscy to robią, a przepisy na to pozwalają. Tylko zawodnik tak naprawdę wie, czy ta przerwa jest potrzebna, czy nie. Jeżeli można taką przerwę wziąć, to nie sądzę, żeby to było udawane. Ja zawsze wierzę w człowieka i zakładam jego dobrą wolę, czyli zakładam, że jeżeli zawodnik ma prawo do konsultacji medycznej, coś go boli, to absolutnie powinien z tego korzystać. To jest metoda na to, żeby wygrać. Jeżeli zawodnik czuje, że ma lekką kontuzję, a ten fizjoterapeuta czy lekarz może w ciągu tych kilku minut pomóc, dać pigułkę przeciwbólową czy rozmasować lekko ten naciągnięty mięsień, to nie widzę w tym żadnego powodu do szukania dziury w całym.

     

    Czwarte miejsce Igi Świątek w plebiscycie na Sportowca Roku. “Nie sądzę, żeby się przejęła”

     

    Iga Świątek w plebiscycie Przeglądu Sportowego na Sportowca Roku zajęła czwarte miejsce i wiele osób się z tym nie zgadza. Mogło to na nią jakkolwiek wpłynąć?

     

    Iga jest bardzo rozsądnym, młodym człowiekiem. Takie mam wrażenie ze wszystkich jej wypowiedzi i z całej jej mowy ciała, zachowania, z jej empatii, dlatego nie sądzę, żeby ona się przejęła tym, że zajęła tylko czwarte miejsce w roku olimpijskim, w którym nie zdobyła złotego medalu. Myślę, że to było całkowicie jasne, że wygra Aleksandra Mirosław i chyba mało kto miał co do tego jakiekolwiek wątpliwości. A to, że medal zarówno siatkarzy, jak i Natalii Bukowieckiej jest co najmniej porównywalny z brązowym medalem Igi Świątek, to myślę, że to jest zupełnie normalne, że wśród tego grona to się rozstrzygnęło. A czy Iga by zajęła drugie miejsce, czy czwarte, to nie sądzę, żeby to była jakaś dla niej istotna różnica.

     

    Czwarte miejsce jest więc zasłużone?

     

    Jako kibic tenisa mogę powiedzieć, że gdybym ja miał układać dziesiątkę, to bym Igę postawił na drugim miejscu. W moim przekonaniu to, czego dokonała w pierwszej połowie sezonu, czyli obrona tytułu na kortach Rolanda Garrosa, jeden z najlepszych meczów w ostatnich latach w kobiecym tenisie, jaki rozegrała w Madrycie z Aryną Sabalenką, jej dominacja w pierwszej części sezonu to, że jest wiceliderką światowego rankingu w sporcie, który jest z całym szacunkiem, ale na pewno nieporównywalnie bardziej nośnym niż skoki narciarskie czy żużel, to w moim przekonaniu bym ją postawił na drugim miejscu. Jednak to czwarte mnie osobiście absolutnie ani nie zaskoczyło, ani nie zabolało. Myślę, że bardziej może narzekać Robert Lewandowski, który zajął miejsce ósme, ale to też jest efekt po prostu mizerii polskiej piłki. Robert cierpi niezasłużenie.

     

    Powrót Huberta Hurkacza. “Dlaczego on ma nie dojść do finału Wielkiego Szlema, a nawet go wygrać?”

    Wróćmy do United Cup. Hubert Hurkacz wracający na dobre po kontuzji pokazał się z niezłej strony.

     

    Myślę, że występ Huberta był w porządku. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że mamy tenisistę w pierwszej światowej dziesiątce i myślę, że przyszły sezon w jego wykonaniu może być lepszy. W 2023 r. był najlepiej serwującym tenisistą świata, teraz jest jednym z trzech najlepiej serwujących. Dlaczego on ma nie dojść do finału Wielkiego Szlema, a nawet go wygrać przy pewnych sprzyjających wiatrach? Więc cały czas w niego wierzę. To jest chłopak, który genialnie gra przy siatce jak na jego ograniczenia fizyczne. Sprawność, jaką on mimo tego osiągnął, zwłaszcza przy siatce, jego genialne woleje, jego fenomenalne smecze, to jest naprawdę najwyższa światowa półka.

     

    W niczym nie odstaje w tym elemencie od takich zawodników jak Alcaraz, Sinner, Zverev czy właśnie Fritz. Tak że naprawdę nie mamy żadnego powodu, żeby w Huberta nie wierzyć. Oczywiście, on ma pewne ograniczenia emocjonalne, bo to nie jest “killer”, to nie jest “zły chłopak”, to nie jest ktoś, kto dopadnie ofiarę i “przegryzie jej gardło”. I to jest jego problem, który zresztą też się objawił w półfinale z Fritzem. Mimo wszystko powiedziałbym, że mamy z niego też bardzo dużo pociechy i trzeba to doceniać.

     

    Dwa lata temu porażka ze Stanami Zjednoczonymi w półfinale. Rok temu porażka z Niemcami w finale. Teraz ponownie finał i rywal sprzed dwóch lat. Taka porażka boli?

     

    Oczywiście, to jest bolesna przegrana, ale myślę, że to podobna historia jak porażka siatkarzy w olimpijskim finale. W dniu, w którym dostali łomot od Francuzów, to naprawdę bardzo bolało, ale później z każdym dniem, z każdym tygodniem docierało do nich, że mają jednak medal po tych pięciu nieudanych podejściach. I tu jest podobnie. Z całą pewnością Iga bardzo przeżyła porażkę. Z całą pewnością Hubert bardzo przeżył porażkę, ale prawda jest taka, że zawodnicy USA byli wyżej rozstawieni. To była jedyna drużyna, która miała w swoim składzie dwójkę z pierwszej dziesiątki światowych rankingów, czyli Gauff — rankingową “trójkę” i Fritza — “czwórkę”. Wynik naszych i tak jest świetny. Jak ja się zajmuję tenisem 40 lat, to z całą pewnością jest to jeden z najlepszych okresów polskiego tenisa, jaki pamiętam.

     

    Tomasz Wolfke jednoznacznie o reprezentacji Polski i BJKC. “To był błąd”

    Mimo porażki mamy najlepszą reprezentację na świecie?

     

    Mamy bardzo dobrą reprezentację pań i wróciłbym w tym przypadku do Billie Jean King Cup. Ja to powtarzałem, będę powtarzał i Idze pewnie będę to wypominał do końca kariery, że bardzo źle się stało, że ona nie zagrała w finałach w zeszłym roku i dwa lata temu, bo reprezentacja Polski by je po prostu wygrała. Wtedy w życiowej formie była Magda Linette i ogrywała najlepsze Amerykanki i najlepsze Czeszki, bo grała wtedy na pierwszej rakiecie. A tak, gdyby była Iga, to Iga byłaby liderką, Magda drugą rakietę i nawet deble by nie były potrzebne, bo wygrywalibyśmy po singlach 2:0.

     

    Wtedy triumfowały Kanada i Szwajcaria, ale gdyby Iga zagrała w tamtych pucharach, to uważam, że Polki byłyby górą. Dlatego ja będę do końca jej kariery uważał, że to był błąd i że ona mogła ten puchar dla Polski zdobyć, co pokazała w tym roku w Maladze, gdzie rzeczywiście bardzo niewiele zabrakło. Trochę gorzej to wygląda u panów, bo nie mamy singlistów o zbliżonym potencjale do Huberta. Natomiast ta reprezentacja kombinowana, czyli dwoje singlistów, dopóki oni będą w takiej formie, w jakiej są, to w United Cup na pewno zawsze się będziemy bardzo liczyli.

     

     

     

  • Collins jest niemożliwa. Pochwaliła się światu chamstwem wobec Świątek

    Collins jest niemożliwa. Pochwaliła się światu chamstwem wobec Świątek

    Collins jest niemożliwa. Pochwaliła się światu chamstwem wobec Świątek

    Reprezentacja Polski przegrała finał United Cup 2025 z USA, a przyczyniła się do tego m.in. porażka Igi Świątek z Coco Gauff 4:6, 4:6. Jednak po całej polsko-amerykańskiej rywalizacji równie głośno co o wyniku, było o zachowaniu Danielle Collins. Zawodniczka ze Stanów Zjednoczonych po raz kolejny dała pokaz braku szacunku wobec Igi Świątek i to już podczas przywitania. Teraz sama tenisistka postanowiła się do tego odnieść. Jak? Cóż… Amerykanka raczej niczego nie żałuje.

     

    Finały United Cup nie są jak na razie mocną stroną reprezentacji Polski. Po ubiegłorocznej porażce z Niemcami, w tym roku marzeń o tytule pozbawili nas Amerykanie. Przy czym nasi zachodni sąsiedzi potrzebowali ku temu meczu w mikście. Z USA po zabawie było już po meczach singlowych. Porażki Igi Świątek z Coco Gauff (4:6, 4:6) i Huberta Hurkacza z Taylorem Fritzem (4:6, 7:5, 6:7(4)) mocno zabolały, sprawiając, że marzenia o triumfie trzeba odłożyć na co najmniej rok.

     

    Gauff znalazła sposób na Świątek. Ale to nie o niej było najgłośniej

     

    Szczególnie rozczarowująca była porażka Świątek. Polka po raz pierwszy w karierze przegrała z Gauff drugi raz z rzędu (poprzednio podczas WTA Finals w Rijadzie). W podobnym zresztą stylu – bardziej przez swoje błędy, niż jakąś wybitną grę Amerykanki. Jednak to jest początek sezonu, nierówna forma może się zdarzyć. Między innymi dlatego równie głośno było o innym zdarzeniu z udziałem Polki. Takim, które zdarzyło się jeszcze podczas przywitania obu reprezentacji.

     

    Sprawczynią całego zamieszania była Danielle Collins. Amerykanka jest w otwartym konflikcie ze Świątek, a przynajmniej tak to wygląda z jej perspektywy. Podczas ich starcia na igrzyskach w Paryżu, iskrzyło już na korcie. A gdy Collins skreczowała z powodu urazu mięśni brzucha, miała po meczu pretensje do Igi, a po wszystkim nazwała Polkę nieszczerą. Jej niechęć do Świątek objawiła się po raz kolejny, tym razem w Australii.

     

    Collins nadal ma uraz do Świątek. Mocny

    Podczas przywitania Danielle bardzo niechętnie podała Idze rękę, robiąc przy okazji minę, którą większość obserwatorów uznała za lekceważącą. Na Amerykankę posypały się gromy, a ów krytyka najwyraźniej zwróciła jej uwagę. Collins opublikowała bowiem relację na Instagramie odnoszącą się do zdarzenia. Przeprosiła? Jakoś wytłumaczyła skąd coś takiego? Nic bardziej mylnego.

     

    Collins nie żałuje tego, co zrobiła. Wydaje się wręcz dumna

     

    Amerykanka zażartowała z całej sytuacji, dopisując “nie wiem, czy to zauważyliście, ale… nowy rok, stara ja”. Dorzuciła jeszcze w tle piosenkę o tytule “Be Real”, czyli “Bądź Prawdziwy”. Później dodała jeszcze jedno stories z tą sytuacją, pisząc “czasami po prostu muszę śmiać się sama z siebie”.

     

    Jakby tego było mało, Collins zmieniła sobie zdjęcie profilowe na Instagramie będące od teraz właśnie miną, którą zrobiła podczas przywitania z Igą. Jeśli ktoś zatem liczył na jakąś refleksję czy pokajanie się Amerykanki, to niech policzy jeszcze raz. Można się tylko zastanawiać, co ona wymyśli, gdy los skojarzy ją i Polkę podczasjakiegoś turnieju.