• Trener USA wściekły. Ruszył do sędziego po zachowaniu Igi Świątek w finale

    Trener USA wściekły. Ruszył do sędziego po zachowaniu Igi Świątek w finale

    Trener USA wściekły. Ruszył do sędziego po zachowaniu Igi Świątek w finale

    W trakcie wielkiego finału United Cup, w którym Iga Świątek mierzyła się z Coco Gauff, tuż przed końcem drugiego seta doszło do kontrowersyjnych scen! Polska tenisistka zdecydowała się skorzystać z przerwy medycznej, a to wyjątkowo nie spodobało się trenerowi reprezentacji Stanów Zjednoczonych, który nagle ruszył do sędziego.

     

    Finał United Cup od samego początku zagwarantował spore emocje. W starciu Igi Świątek z Coco Gauff działo się naprawdę dużo, jednak finalnie górą z tego starcia wyszła Amerykanka. Pokonała ona naszą rodaczkę 6:4, 6:4, o czym więcej piszemy tutaj. A to oznacza, że los Biało-Czerwonych pozostaje w rękach Huberta Hurkacza, który lada moment zmierzy się z Taylorem Fritzem.

     

    Iga Świątek potrzebowała przerwy medycznej. Trener USA nagle ruszył do sędziego

     

    Do zaskakujących scen doszło jednak tuż przed końcem pojedynku Świątek z Gauff. Przy wyniku 4:5 dla Amerykanki druga rakieta świata zdecydowała poprosić o przerwę medyczną. Gdy Polce była udzielana pomoc, z interwencją do sędziego nagle ruszył trener ekipy ze Stanów Zjednoczonych, co błyskawicznie wyłapali widzowie.

    https://x.com/JeuBlanc_off/status/1875820534002544656

    Warto przypomnieć, że w jednym z poprzednich starć, a konkretniej w spotkaniu z Katie Boulter z Wielkiej Brytanii w ćwierćfinale United Cup nasza rodaczka również była zmuszona korzystać z przerwy medycznej. Wtedy po spotkaniu wyznała, że w trakcie zażyła aż cztery tabletki przeciwbólowe. Tym razem jak widać, ponownie pojawiły się kłopoty zdrowotne.

     

    https://x.com/edgeAIapp/status/1875819801702232190

     

  • 4:2 dla Świątek i bolesny zwrot akcji. Przerwa medyczna dla Polki, a Gauff znów triumfuje

    4:2 dla Świątek i bolesny zwrot akcji. Przerwa medyczna dla Polki, a Gauff znów triumfuje

    4:2 dla Świątek i bolesny zwrot akcji. Przerwa medyczna dla Polki, a Gauff znów triumfuj

     

    Polska i USA to dwie najwyżej rozstawione ekipy tegorocznej edycji United Cup. Oba teamy okazały się dotychczas niepokonane i dotarły aż do decydującego starcia o końcowe trofeum. Na początku finałowej rywalizacji obejrzeliśmy spotkanie Iga Świątek – Coco Gauff. Po pierwszym secie wygranym przez Amerykankę, raszynianka miała szansę, by doprowadzić do trzeciej partii. Od stanu 4:2 nastąpił jednak zwrot akcji, była także przerwa medyczna dla Igi. Ostatecznie to Coco triumfowała 6:4, 6:4.

     

    Reprezentacja Polski po raz drugi z rzędu zameldowała się w finale United Cup. Przed rokiem nasza drużyna była o krok od zdobycia trofeum. Hubert Hurkacz miał dwie piłki mistrzowskie w starciu z Alexandrem Zverevem, ale przy jednej z nich od szczęścia dzieliły go dosłownie centymetry. Ostatecznie zawodnicy z Niemiec odwrócili losy rywalizacji i to nasi zachodni sąsiedzi cieszyli się z wygranej.

     

    Teraz ekipa dowodzona przez Mateusza Terczyńskiego wypracowała sobie kolejną szansę na zgarnięcie tytułu. Tym razem rywalami okazali się rozstawieni z “1” Amerykanie. Podobnie jak przed rokiem, także i tym razem razem finał otwierała Iga Świątek. Na raszyniankę czekało niezwykle ciekawe wyzwanie, bowiem mierzyła się z Coco Gauff. Chociaż Polka prowadziła w zestawieniu H2H aż 11-2, to ich ostatni pojedynek podczas WTA Finals zakończył się zwycięstwem 20-latki. Raszynianka dostała zatem szansę na rewanż za tamtą porażkę.

     

    Gauff znów sprawiła problemy Świątek. Polka miała sporo kłopotów z serwisemOd początku spotkania obserwowaliśmy próbę budowania przewagi przez obie zawodniczki. To jednak Gauff rozpoczęła mecz od prowadzenia, utrzymując swój serwis do 30. W kolejnym gemie w jeszcze lepszym stylu mogła odpowiedzieć raszynianka. Od stanu 40-15 dla Polki doszło jednak do równowagi. Ostatecznie to rozdanie zakończyło się po myśli Amerykanki i mieliśmy 2:0 dla 20-latki. Coco była już na dobrej drodze do podwyższenia przewagi, wygrała dwa pierwsze punkty przy swoim serwisie. Później sytuacja uległa jednak zmianie. Świątek zwietrzyła swoją szansę i dopięła swego. Po czterech skutecznych akcjach odrobiła stratę przełamania, a potem wróciła ze stanu 15-30 przy własnym podaniu i wyrównała stan rywalizacji na 2:2.Iga przeniosła momentum na swoją stronę i zaczęła spychać przeciwniczkę do defensywy. A to powodowało pierwsze poważniejsze błędy po stronie Gauff i lekkie zdenerwowanie na twarzy mistrzyni WTA Finals 2024. Nasza tenisistka poszła za ciosem i zdobyła trzeciego gema z rzędu, po raz pierwszy wychodząc na prowadzenie. Świątek miała jednak w tym fragmencie problem z pierwszym serwisem i po chwili to ona znalazła się pod presją. Przy break poincie dla Coco, Polka znowu musiała korzystać z drugiego podania i Amerykanka to wykorzystała. Po blisko 30 minutach rywalizacji mieliśmy 3:3.

     

    W decydujących momentach pierwszej partii to Amerykanka pewniej utrzymywała swoje podania. Przy stanie 5:4 Iga znalazła się pod presją, by utrzymać się w premierowej odsłonie. Błąd Polki przyniósł pierwszą okazję dla Gauff na zwycięstwo w secie, raszynianka nie kryła po nim swojej frustracji. W kluczowym momencie znów nie pomagał serwis, był problem z “jedynką”. Mimo tego wiceliderka mogła się wybronić i przedłużyć jeszcze swoje nadzieje na triumf w secie, ale przy ostatniej piłce zrobiła podobny błąd, co Rybakina przy ostatniej akcji meczu ze Świątek w półfinale. Ostatecznie to Amerykanka cieszyła się z triumfu 6:4 w premierowej partii.Na starcie drugiej odsłony obie lepiej radziły sobie przy własnym podaniu, pewnie utrzymywały swoje gemy serwisowe. Przełom nastąpił w piątym rozdaniu, gdy Iga wygrała ważną akcję przy stanie 30-15 dla Amerykanki (co można zobaczyć na poniższym nagraniu). Chwilę później pojawił się break point dla raszynianki, a przy nim… Gauff popełniła podwójny błąd serwisowy. Podobnie jak to miało miejsce w pierwszym secie, Świątek wyszła na prowadzenie 3:2 z przełamaniem. Różnica polegała jednak na tym, że tym razem Iga zdołała potwierdzić przewagę. Nie było o to łatwo, potrzebowała aż kilku piłek na skończenie, ale za czwartą szansą się udało.

     

    Coco nie zamierzała odpuszczać. W ósmym gemie 20-latka robiła wszystko, by zniwelować stratę. Świątek również starała się robić wszystko, by utrzymać prowadzenie. Po kilku rewelacyjnych wymianach Amerykanka dopięła jednak swego i wyrównała na 4:4, wykorzystując trzeciego break pointa. Gauff poszła za ciosem i zdobyła trzeciego gema z rzędu. W tym momencie Iga poprosiła o przerwę medyczną. Podobnie jak w starciu z Katie Boulter, odbyła się ona poza kortem.Po powrocie można było dostrzec bandaż u raszynianki na lewym udzie. Nasza tenisistka od razu znalazła się pod dużą presją, bowiem musiała utrzymać swój serwis, by przedłużyć nadzieje na triumf. Niestety, Iga nie zdołała przedłużyć emocji. Doszło do kolejnego przełamania, po którym Coco cieszyła się z triumfu 6:4, 6:4. Na koniec Iga popełniła podwójny błąd serwisowy. Jeśli Taylor Fritz pokona Huberta Hurkacza, wówczas losy finału rozstrzygną się już po grach singlowych.

     

    Mecz Polska – USA w finale United Cup:Iga Świątek – Coco Gauff 4:6, 4:6Hubert Hurkacz – Taylor FritzMikststan rywalizacji: 1-0 dla USA

     

    Dokładny zapis relacji z meczu Iga Świątek – Coco Gauff jest dostępny TUTAJ. Transmisja z wielkiego finału United Cup jest dostępna na głównej antenie oraz sportowych kanałach Polsatu.Zobacz również:

  • Sensacja w finale United Cup, Iga Świątek nie wygrała nawet seta

    Sensacja w finale United Cup, Iga Świątek nie wygrała nawet seta

    Sensacja w finale United Cup, Iga Świątek nie wygrała nawet seta

    Tenisowa wojna dla Coco Gauff! Iga Świątek przegrała z Amerykanką w dwóch setach 4:6, 4:6 stojący na niesamowitym poziomie mecz, a Polska przegrywa ze Stanami Zjednoczonymi w finale United Cup 0-1. Dla Świątek była to trzecia porażka z Amerykanką, z którą w przeszłości również 11 spotkań wygrywała. Niedzielny mecz obfitował w emocje, szczególnie gdy Polka w końcówce poprosiła o przerwę medyczną, a Amerykanie nerwowo dyskutowali z sędzią spotkania.

     

    Po niespełna tygodniu wielkich emocji reprezentacja Polski po raz drugi z rzędu weszła do finału United Cup. Wielki wkład w ten wynik włożyła Iga Świątek, która łącznie od poniedziałku zagrała już sześć meczów, cztery singlowe i dwa mikstowe, co najważniejsze, wszystkie z nich wygrała.

     

    Rywalizowała m.in. z Karoliną Muchovą, Jeleną Rybakiną i Katie Boulter. Nazwiskami ze światowej czołówki. Dla wiceliderki rankingu WTA jest to doskonała okazja do szlifowania formy przed Australian Open. W niedzielę ponownie czekało ją niezwykle trudne zadanie, bo po przeciwnej stronie siatki stanęła Coco Gauff.

     

    Dla Amerykanki nie ma rywalek, do których podchodzi tak ambicjonalnie, jak do Świątek. Wszystko przez to, że 20-latka notuje z Polką bilans dwóch zwycięstw i… jedenastu porażek.

     

    Mało tego, Gauff od lat jest w Stanach Zjednoczonych uważana za naturalną następczynię Sereny Williams w przyszłości i z pewnością ta hurraoptymistyczna narracja mogłaby być minimalnie bliższa prawdy, gdyby Amerykanka nie miała tak fatalnego bilansu z dominatorką kobiecego tenisa ostatnich lat.

     

    Trzeba dodać, że przepaść, jaka dzieliła obie tenisistki w poprzednich latach, znacznie się zmniejszyła. Obecnie, szczególnie na twardej nawierzchni, Świątek wciąż należy traktować jako faworytkę, ale już nie murowaną, jak jeszcze dwa lata temu.

     

    W niedzielę na korcie w Sydney oglądaliśmy dwie tenisistki, które świetnie czują się w grze bekhendem, ale obie miewają problemy z forhendem. Na tym podobieństwa się nie kończą, bo choć Świątek serwuje z mniejszą prędkością niż Gauff, to w obu przypadkach podanie nie jest najmocniejszą stroną.

     

    W pierwszym secie niedzielnej rywalizacji obserwowaliśmy niezwykłą walkę i częste zmiany na prowadzeniu. Początek zdecydowanie należał do Amerykanki, która po walce przełamała Świątek na 2:0. Przewagi nie utrzymała zbyt długo, bo Polka w kolejnym gemie znacznie skuteczniej rozgrywała akcje po returnie i wykorzystała pierwszego break pointa. Świątek na tym nie poprzestała, przełamując Amerykankę po raz kolejny. Niestety Polka miała spore problemy z drugim serwisem, przez co również nie była w stanie “odjechać”. Przegrała drugiego gema serwisowego, a Gauff mogła się cieszyć z doprowadzenia do stanu 3:3.

     

    Stało się jasne, że tego seta wygra ta z tenisistek, która będzie w stanie ustabilizować własne podanie. Z tym lepiej poradziła sobie Gauff, która do końca seta utrzymała swój serwis, a sama wykorzystała wywalczonego break pointa przy stanie 5:4 i wygrała seta 6:4.

     

    Drugi set stał na znacznie wyższym poziomie. Obie tenisistki momentami grały wymiany nie z tego świata, po których można było się łapać za głowę. W trakcie tej niesamowitej walki Świątek zdołała przełamać Amerykankę na 3:2, by po chwili prowadzić już 4:2. Niestety swojej przewagi utrzymać nie zdołała. Gauff wrzuciła jeszcze wyższy bieg, genialnie rozrzucała Polkę po liniach, a gdy miała ku temu okazje, to skutecznie skracała akcje przy siatce. Wygrała trzy gemy z rzędu i objęła prowadzenie 5:4.

     

    Wówczas Polka poprosiła o przerwę medyczną, co spotkało się z nerwową reakcją amerykańskiego zespołu, który po chwili dopytywał arbiter tego spotkania, po jakim czasie Świątek wróci na kort.

     

    https://x.com/TennisTV/status/1875812647347569117

  • Łzy Igi Świątek w finale United Cup? Oto cała prawda [WIDEO]

    Łzy Igi Świątek w finale United Cup? Oto cała prawda [WIDEO]

    Łzy Igi Świątek w finale United Cup? Oto cała prawda [WIDEO]

    Iga Świątek w zaciętym meczu finału United Cup walczy z Coco Gauff. Polka jest zmęczona i targają nią emocje, które rozładować potrafi jej przyjaciółka Maja Chwalińska. Kamery pokazały ujęcie, na którym wydaje się, że wiceliderka rankingu WTA płacze podczas rozmowy z koleżanką, jednak nic bardziej mylnego. Po jej twarzy spływał po topiący się na jej głowie lód.

    Iga Świątek we łzach? To nie to!

    Maja Chwalińska w tym roku zadebiutowała na United Cup, z czego cieszyła się Iga Świątek, z którą przyjaźni się od lat. W zaciętym, finałowym meczu turnieju nie brakuje emocji. Iga Świątek się nie poddaje, choć widać, że nie jest jej łatwo.

    Podczas jednej z przerw kamery pokazały 23-letnią raszyniankę rozmawiającą z Mają Chwalińską. Polka zakrywając usta, mówiła coś swojej rówieśniczce i wydawało się, że z jej oczu płyną łzy. Okazuje się jednak, że Iga Świątek trzymała emocje na wodzy, a po jej policzku spływał pot i woda z topiącego się lodu, którym jej głowę okładała Maja Chwalińska.

    “Act 1” — napisano na profilu United Cup na platformie X.

    https://x.com/UnitedCupTennis/status/1875814862611263938

  • Popis Lewandowskiego w Pucharze Króla! Szczęsny w końcu się pokazał

    Popis Lewandowskiego w Pucharze Króla! Szczęsny w końcu się pokazał

    Popis Lewandowskiego w Pucharze Króla! Szczęsny w końcu się pokazał

    Dublet Roberta Lewandowskiego i czyste konto w debiucie Wojciecha Szczęsnego – to najważniejsze informacje z meczu FC Barcelony w 1/16 finału Pucharu Króla z czwartoligowym UD Barbastro. Barca wygrała na wyjeździe 4:0 i bardzo pewnie awansowała do kolejnej rundy.

     

    Na początek nowego roku 2025 FC Barcelona ma do rozegrania mecze Pucharu Króla oraz Superpucharu Hiszpanii. Jej pierwszym rywalem było zaledwie czwartoligowe UD Barbastro, które już rok temu sprawiło niemałe problemy “Dumie Katalonii”, przegrywając jedynie 2:3. Rozgrywki Pucharu Hiszpanii okazały się okazją na debiut dla polskiego bramkarza Wojciecha Szczęsnego, który znalazł się obok Roberta Lewandowskiego w wyjściowej jedenastce zespołu Hansiego Flicka.

     

    Dublet Lewandowskiego, dobry debiut Szczęsnego. Barcelona zrobiła swoje w Pucharze Króla

     

    W pierwszej połowie Szczęsny nie miał wiele pracy. Obronił jeden strzał z dystansu w środek swojej bramki, a także dwukrotnie dobrze interweniował na przedpolu. Wszystko dlatego, że przez ok. 95 proc. czasu piłka znajdowała się na połowie czwartoligowca, który został zdominowany przez Barcelonę, nawet pomimo koszmarnego stanu murawy.

     

    To jednak sprawiło, że Barcelona szukała więcej górnych zagrań w pole karne niż takich po ziemi. Ta taktyka okazała się skuteczna. Groźne centrostrzały zagrywał z lewej strony boiska Fermin Lopez, ale bramkarz Barbastro Arnau Fabrega sobie z nimi radził. Niewiele do szczęścia brakowało po uderzeniach głową Julesowi Kounde czy wracającemu po ciężkiej kontuzji Ronaldowi Araujo – w tej drugiej sytuacji w 20. minucie doskonale interweniował Fabrega.

     

    Minutę później było już jednak 1:0 dla Barcelony. Po centrze z głębi pola Frenkiego de Jonga Araujo zgrał piłkę głową na głowę Erica Garcii, a ten precyzyjnym strzałem otworzył wynik spotkania.

     

    Barcelonie to rzecz jasna nie wystarczało. Kilka minut później świetnej sytuacji nie wykorzystał Fermin Lopez, który po akcji Gerarda Martina spudłował z dziesięciu metrów.

     

    Po pół godziny gry wreszcie konkrety zaczął dawać Robert Lewandowski. Polak, któremu do tej pory brakowało czystego uderzenia na bramkę i dogodnych sytuacji bramkowych, wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego Pablo Torre i trafił do siatki głową, choć piłka po drodze dotknęła ręki jednego z obrońców Barbastro.

     

    Kilkadziesiąt sekund później pierwszą i jedyną poważną interwencję w pierwszej połowie miał Wojciech Szczęsny, broniąc wspomniany już strzał z dystansu. Po drugiej stronie boiska podwyższyć wynik próbowali nieskutecznie Kounde i Araujo, a na przerwę Barca schodziła z dwubramkowym prowadzeniem.

     

    Tyle że tuż po przerwie Barcelona zdołała dobić rywala za sprawą drugiej bramki Roberta Lewandowskiego, który w 47. minucie po podaniu Pablo Torre wykorzystał połamaną linię spalonego u rywali, a następnie sytuację sam na sam z Arnau Fabregą.

     

    W 56. minucie koszmarnie pomylił się bramkarz gospodarzy Fabrega, który podał piłkę prosto pod nogi Pablo Torre, a ten mógł bez trudu skierować ją do pustej bramki na 0:4.

     

    Dla Hansiego Flicka to wystarczyło. Po tym, jak w przerwie Pedriego zmienił Gavi, tak w 62. minucie zmienił innych trzech liderów swojej drużyny – Roberta Lewandowskiego, Julesa Kounde oraz Inigo Martineza. To rzecz jasna sprawiło, że Barbastro zaczęło mieć więcej do powiedzenia, choć nie przekładało się na groźne strzały na bramkę Wojciecha Szczęsnego.

     

    FC Barcelona szukała piątego gola za sprawą Ansu Fatiego i Fermina Lopeza, ale ci marnowali bardzo dobre sytuacje do dobicia przeciwnika. Po drugiej stronie boiska pewnemu do tej pory Szczęsnemu przydarzyła się w 87. minucie nieporozumienie z Gerardem Martinem, które gdyby nie Pau Cubarsi mogło kosztować gola honorowego dla Barbastro.

     

    Wynik już jednak się nie zmienił. FC Barcelona pewnie wygrała na wyjeździe z UD Barbastro 4:0 i bez trudu awansowała do 1/8 finału Pucharu Króla. Losowanie tej fazy rozgrywek powinno być w środę, a mecze powinny zostać rozegrane w okolicach 15 stycznia. Przed Barceloną teraz Superpuchar Hiszpanii, a w półfinale w środę zmierzysię ona z Athletikiem Bilbao.

     

  • Sensacyjne wieści prosto z Gali Mistrzów Sportu. Iga Świątek poza podium!

    Sensacyjne wieści prosto z Gali Mistrzów Sportu. Iga Świątek poza podium!

    Sensacyjne wieści prosto z Gali Mistrzów Sportu. Iga Świątek poza podium!

     

    Dwie wygrane z rzędu i na tym… koniec! Iga Świątek została zdetronizowana i nie zgarnie statuetki dla Najlepszego Sportowca Polski w 2024 r. Co więcej, w 90. Plebiscycie Przeglądu Sportowego najlepsza polska tenisistka znalazła się poza podium! To prawdziwa sensacja. Tym bardziej że za Polką sezon obfitujący w kolejne wielkie sukcesy.

     

    Obroniony wielkoszlemowy tytuł na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu, czy olimpijski medal wywalczony w Paryżu nie wystarczył. Iga Świątek po dwóch z rzędu triumfach została zdetronizowana i w 90. Plebiscycie “Przeglądu Sportowego” na Najlepszego Sportowca Polski wypadła poza podium, zajmując ostatecznie 4. miejsce.

     

    Wiemy, które miejsce zajmie Iga Świątek w Plebiscycie Przeglądu Sportowego. Sensacja

    Takiego rozstrzygnięcia się nie spodziewaliśmy, bo polska tenisistka była stawiana w gronie jednej z głównych faworytek do zgarnięcia kolejnej statuetki.

     

    W czołówce tegorocznego plebiscytu było niezwykle ciasno, a losy 23-latki w czołowej “trójce” ważyły się do ostatnich chwil. Ostatecznie Świątek wypadła poza plebiscytowe podium i po dwóch triumfach z rzędu musi przełknąć gorzkąpigułkę.

     

  • Wilfredo Leon trafiony, musiał reagować. Jest rekord, tego w Polsce jeszcze nie było

    Wilfredo Leon trafiony, musiał reagować. Jest rekord, tego w Polsce jeszcze nie było

    Wilfredo Leon trafiony, ale odpowiedział z rekordowym wynikiem. Kapitalne emocje w Bełchatowie

    W Bełchatowie odbyło się niezwykle emocjonujące spotkanie w PlusLidze. Bogdanka LUK Lublin fatalnie rozpoczęła mecz z PGE GiEK Skrą Bełchatów, a po dwóch setach sytuacja wydawała się sprzyjać sensacji. Gospodarze bombardowali Wilfredo Leona zagrywkami, ale reprezentacyjny przyjmujący odpowiedział w imponujący sposób, ustanawiając osobisty rekord punktów zdobytych w jednym meczu PlusLigi. Jego drużyna odzyskała rytm i w czwartej partii zdeklasowała rywali 25:12, by następnie przetrwać emocjonujący tie-break.

     

    PGE GiEK Skra Bełchatów przystąpiła do meczu z jasno określonym celem – ostrzałem zagrywkami w stronę Wilfredo Leona. Kiedy Ziga Stern “ustrzelił” Leona serwisem, bełchatowianie objęli prowadzenie 12:11. Słoweniec znów popisał się asem serwisowym, a kolejny jego serwis powiększył przewagę do trzech punktów. Gdy Amin Esnaeilnezhad zaserwował piłkę między Leonem a Thalesem Hossem, gospodarze prowadzili już 19:14. Trener Bogdanki LUK Lublin, mając ograniczone możliwości zmiany, zareagował wprowadzając Jakuba Wachnika za Benniego Tuinstrę. Jednak pomimo starań lublinian, to bełchatowianie utrzymali przewagę, wygrywając pierwszego seta 25:19. Leon zakończył partię z jednym asem serwisowym, ale też czterema błędami w przyjęciu.

     

    Wilfredo Leon trafiony, ale odpowiedział wspaniale. PGE GiEK Skra Bełchatów nie wytrzymała

     

    W drugim secie gospodarze kontynuowali atak zagrywkami w stronę Leona. Prowadzenie 6:3 zapewnił im as Bartłomieja Lemańskiego, który trafił w boczną linię boiska. Gdy Tuinstra opuścił boisko, Bełchatowianie szybko objęli prowadzenie 13:8, a Lemański skutecznie zablokował Leona. Kubański przyjmujący popełnił jednak dwa błędy serwisowe, a przy stanie 17:11 trener Massimo Botti poprosił o przerwę. Skra nie zdołała zatrzymać rozpędzonego LUK Lublin, który wygrał 25:18.

     

    Po zmianie stron, w trzecim secie, Bogdanka LUK Lublin wyszła z Wachnikiem, choć ten nie był w najlepszej formie (jeden z dziewięciu ataków skończony). Mimo to, lublinianie trzymali się blisko rywali. Po świetnym ataku Kewina Sasaka i kontrze Sterna, Skra objęła prowadzenie 9:6, ale po chwili dzięki zagrywkom Tuinstry, goście wyrównali. Lublinianie przełamali rywali w końcówce, wygrywając 25:20.

     

    PGE GiEK Skra Bełchatów deklasowana w czwartym secie

     

    W czwartym secie, goście z Lublina rozpoczęli z impetem. To Wilfredo Leon rozpoczął ostrzał zagrywkami, a jego drużyna szybko prowadziła 7:1. Trener Cretu zmienił taktykę, wprowadzając Pavle Pericia, jednak przewaga LUK Lublin rosła z minuty na minutę, prowadząc już 17:4. Pomimo kilku poprawionych akcji, Bełchatowianie przegrali 12:25 w ciągu zaledwie 18 minut.

     

    Emocjonujący tie-break: LUK Lublin triumfuje

     

    Tie-break rozpoczął się od szybkiego prowadzenia LUK Lublin 3:1. Leon próbował ratować swoją drużynę, ale rywale utrzymali przewagę. Wynik oscylował wokół remisu, a Leon ustanowił nowy rekord punktowy w PlusLidze, zdobywając 27 punktów. W końcówce, po kontrze Leona i decydującym punkcie Sasaka, goście wygrali 15:13 i zakończyli spotkanie triumfem. Leon zdobył sześć asów serwisowych, a jego drużyna mogła cieszyć się z wygranej, po emocjonującym spotkaniu.

     

  • “AS” odpalił bombę. Robert Lewandowski może odejść z Barcelony

    “AS” odpalił bombę. Robert Lewandowski może odejść z Barcelony

    “AS” odpalił bombę. Robert Lewandowski może odejść z Barcelony

    Hiszpański dziennik “AS” donosi, że FC Barcelona rozważa zatrudnienie Viktora Gyökeresa. Według informacji gazety, decyzja o sprowadzeniu szwedzkiego napastnika mogłaby oznaczać konieczność rozstania z Robertem Lewandowskim.

     

    Gyökeres imponuje formą

     

    Viktor Gyökeres rozpoczął rok 2025 w znakomitym stylu. W swoim pierwszym meczu w nowym roku w portugalskiej lidze zdobył hat-tricka w starciu z Vitórią Guimarães. Choć Sporting Lizbona nie zdołał wygrać (mecz zakończył się remisem 4:4), szwedzki napastnik po raz kolejny udowodnił swoją wartość i klasę.

     

    Pozostanie w Sportingu na razie pewne

     

    Mimo licznych spekulacji dotyczących transferu Gyökeresa, jego agent, Hasan Cetinkaya, szybko zdementował możliwość zimowej przeprowadzki. Sam zawodnik wyraził chęć dokończenia sezonu w barwach Sportingu Lizbona. To daje Barcelonie czas na przygotowanie się do ewentualnego transferu latem.

     

    Statystyki, które robią wrażenie

     

    Obecny sezon Gyökeresa można określić mianem „życiowego”. W 28 meczach zdobył już 30 bramek i zanotował 6 asyst. W samej lidze portugalskiej, w 17 meczach, strzelił 21 goli i dołożył 3 asysty. W Lidze Mistrzów UEFA zanotował 5 trafień w 6 spotkaniach, co czyni go jednym z najbardziej skutecznych napastników w Europie.

     

    Barcelona w obliczu trudnych decyzji

     

    Według “AS”, priorytetem Barcelony jest rozwiązanie problemów finansowych, które mogą wymusić sprzedaż Roberta Lewandowskiego. Polak w ostatnich tygodniach zmagał się z krytyką, szczególnie gdy przez kilka kolejnych spotkań nie zdołał zdobyć bramki.

     

    Tymczasem Gyökeres jawi się jako idealny kandydat na lidera ataku „Blaugrany”. Jego transfer mógłby być jednym z największych hitów letniego okna transferowego, a jego dynamiczna forma z pewnością pomogłaby Barcelonie w walce o najwyższe cele. Jednak, aby to osiągnąć, klub musi działać szybko, gdyż zainteresowanie szwedzkim napastnikiem wyraża również Manchester United oraz inne europejskie potęgi.

     

    Czy Barcelona zdecyduje się na tak drastyczny krok i pożegna się z Lewandowskim? Przyszłość napastnika w stolicy Katalonii staje się coraz bardziej niepewna.

     

  • Tyle Iga Świątek zarobiła za zwycięstwo z Jeleną Rybakiną. Pękła granica

    Tyle Iga Świątek zarobiła za zwycięstwo z Jeleną Rybakiną. Pękła granica

    Tyle Iga Świątek zarobiła za zwycięstwo z Jeleną Rybakiną. Pękła granica

    Iga Świątek zaliczyła czwarte zwycięstwo w tegorocznej edycji United Cup, co przełożyło się na bardzo konkretne zarobki. Pokonanie Jeleny Rybakiny pokazało, że Polka wraca do świetnej formy, a do tego zapewniło awans naszej drużynie do finału rozgrywek. Dzięki temu zawodnicy naszej kadry mogą liczyć na poważne pieniądze. Liderka już teraz zgarnie grubo ponad milion zł.

     

    Coraz poważniejsze pieniądze na koncie Igi Świątek

     

    Świątek ma na koncie cztery wygrane, dwie w fazie grupowej i po jednej w ćwierćfinale i półfinale. Za te triumfy na Polki koncie znalazło się już 310 700 dol. (1 mln 289 tys. 405 zł), do tego trzeba doliczyć premie za zwycięstwo zespołu w fazie grupowej i meczach fazy pucharowej — to kwota 29 800 dol. (123 670 zł).

     

    W finale na Polaków czekają bardzo duże pieniądze

     

    To jednak nie koniec pieniędzy, które może zgarnąć Iga Świątek, Hubert Hurkacz i Jan Zieliński oraz Maja Chwalińska, którzy grają w deblu. Za zwycięstwa w swoich meczach w decydującej rozgrywce zawodnicy mogą zebrać potężne premie. Iga i Hubert jeśli wygrają swoje mecze, otrzymają po 280 250 dol. (1 mln 162 tys. 038 zł).

     

    Premie za zwycięstwa w United Cup 2025

    W finale:

     

    280 250 dol. (1 mln 162 tys. 038 zł) – singiel

    52 800 dol. (218 520 zł) – mikst

    W półfinale:

     

    147 500 dol. (612 125 zł) – singiel

    27 650 dol. (114 448 zł) – mikst

    W ćwierćfinale:

     

    77 600 dol. (322 040 zł) – singiel

    14 550 dol. (60 683 zł) – mikst

    W fazie grupowej:

     

    42 800 dol. (177 620 zł) – singiel

    8 000 dol. (33 200 zł) – mikst

    Premie za zwycięstwa zespołu

     

    Zwycięstwo w finale: 25 850 dol. (107 278 zł)

    W półfinale: 15 250 dol. (63 788 zł)

    W ćwierćfinale: 8 950 dol. (37 143 zł)

    W faziegrupowej: 5 600 dol. (23 240 zł)

     

  • Życiowy sukces Polaka, co za końcówka konkursu. Zmiana lidera Turnieju Czterech Skoczni

    Życiowy sukces Polaka, co za końcówka konkursu. Zmiana lidera Turnieju Czterech Skoczni

    Życiowy sukces Polaka, co za końcówka konkursu. Zmiana lidera Turnieju Czterech Skoczni

     

    Karawana Pucharu Świata w skokach narciarskich gościła w piątek i sobotę do Innsbrucku. Za nami już trzeci konkurs 73. Turnieju Czterech Skoczni. Na Bergisel Austriacy dali kolejny popis swojej mocy. Najlepszy był Stefan Kraft, który został nowym liderem klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni. Drugi był Jan Hoerl, a trzeci Daniel Tschofenig. Najwyżej z Polaków uplasował się Paweł Wąsek, który zajął 5. miejsce. To jego najlepszy wynik w karierze.

     

    Pierwszym z Polaków, który zaprezentował się w sobotnim konkursie był ten, z którym wiązano największe nadzieje. Potwierdziły się – Paweł Wąsek wylądował na 129. metrze i długo prowadził w całym konkursie. Jego rywal Naoki Nakamura także skoczył nieźle i mógł liczyć na awans z grona szczęśliwych przegranych, ale jednak w rywalizacji w parze stracił 7,1 pkt.

     

    Kolejne minuty przyniosły niespodzianki w konfrontacjach z udziałem “Biało-Czerwonych”. Jakub Wolny nie olśnił (120,5 m), ale swoją próbę popsuł Niemiec Felix Hoffmann. Podobnie było w przypadku Dawida Kubackiego (121,5 m), który dostał “prezent” od Szwajcara Killiana Peiera (117,5). Nasi reprezentanci nieco niespodziewanie wygrali walkę w swoich parach o odpowiednio 9,9 oraz 7,6 pkt.

     

    Ciekawie było jednak także w innych parach – do rundy finałowej nie awansowali Halvor Egner Granerud czy Karl Geiger. Obaj przez jakiś czas jeszcze utrzymywali się w gronie lucky loserów, ale dobre skoki takich zawodników jak Niko Kytosaho czy Benjamin Oestvold wyrzuciły ich z grona pięciu szczęśliwców.

     

    To samo niestety spotkało Aleksandra Zniszczoła (125,5 m), który przegrał pojedynek z Michaelem Hayboeckiem o zaledwie 2,7 punktu. Uroki systemu KO sprawiły jednak, że mając “netto” 26. notę, pożegnał się z zawodami (32. lokata). Fatalny skok oddał Piotr Żyła, wylądował na 110. metrze, co dało dopiero 48. pozycję. Odnotujmy, że stracił do swojego oponenta Gregora Deschwandena dokładnie 39 punktów. To przepaść.

     

    Na półmetku prowadził Jan Hoerl przed Stefanem Kraftem i Danielem Tschofenigiem. Nic w tym zaskakującego, ale fakt, że ich noty zamknęły się w przestrzeni 0,9 punktu zwiastował bardzo emocjonującą walkę o zwycięstwo. Za plecami Austriaków ustawili się Forgang, Zajc, Domen Prevc i Pius Paschke. Druga seria zapowiadała się bardzo dobrze także – a może przede wszystkim – z tego powodu, że Wąsek zajmował 9. miejsce. Kubacki był 27., a Wolny 29.

     

    Turniej Czterech Skoczni. Stefan Kraft wygrał PŚ w Innsbrucku. Paweł Wąsek piątyPoczątek rundy finałowej przyniósł dobre informacje dla Thomasa Thurnbichlera, bo Wolny błyskawicznie poprawił się o kilka lokat po próbie na 126,5 metra, a i Kubacki (122,5) zanotował nieznaczny awans.

     

    Można było się zastanawiać, czy i Wąsek pójdzie śladem swoich kolegów z kadry i powalczy o jeszcze wyższą pozycję. Tego początkowo nie można było być pewnym. 25-latek skoczył bowiem 129,5 m i po swoim skoku był drugi, przegrywając z Deschwandenem ze względu na większą liczbę punktów odjętych za wiatr.Za niego wskoczył jednak wchodzący po nim na belkę Maximilian Ortner (125,5 m), a później także Pius Paschke (123,5 m), Domen Prrevc (123,5 m) i Timi Zajc (119 m). Dzięki temu stało się jasne, że reprezentant Polski w najgorszym wypadku będzie szósty.

     

    Walkę z Wąskiem przegrał jednak później także Johann Andre Forfang (122 m) i nasz skoczek mógł być pewny, że zanotuje swój najlepszy wynik w Pucharze Świata w swojej karierze. Ostatecznie skończyło się na piątej lokacie.Zawody na Bergisel wygrał Stefan Kraft – nowy lider Turnieju Czterech Skoczni – przed swoimi rodakami – Janem Hoerlem oraz Danielem Tschofenigiem.

     

    Wyniki konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Innsburcku:

    1. Stefan Kraft

    2. Jan Hoerl

    3. Daniel Tschofenig…

    5. Paweł Wąsek…

    24. Jakub Wolny…

    26. Dawid Kubacki…

    31. Aleksander Zniszczoł…

    48. Piotr Żyła