• Zacięty bój, Świątek była pod ścianą. A rywalka wprost o Polce. Tak ją nazwała

    Zacięty bój, Świątek była pod ścianą. A rywalka wprost o Polce. Tak ją nazwała

    Zacięty bój, Świątek była pod ścianą. A rywalka wprost o Polce. Tak ją nazwała

    Brytyjska tenisistka Katie Boulter w pierwszej rundzie Australian Open zmierzy się z reprezentantką Kanady – Rebeccą Marino. Bezpośrednim przygotowaniem 28-latki do wielkoszlemowej imprezy był singlowy pojedynek z Igą Świątek w trakcie United Cup. 23. zawodniczka rankingu WTA została podczas konferencji prasowej zapytana o tamto spotkanie, wypowiadając się także przy tym wprost na temat samej Igi Świątek.

     

    Polska mierzyła się z Wielką Brytanią w ćwierćfinale tegorocznej edycji turnieju United Cup. Rywalizacja rozpoczęła się po myśli “Biało-Czerwonych”, a wszystko za sprawą Huberta Hurkacza, który wywiązał się z roli faworyta, pokonując Billy’ego Harrisa. Później na kort wyszły Iga Świątek oraz Katie Boulter.W pierwszym secie tamtego pojedynku wiceliderka światowego rankingu została zaskoczona przez niżej notowaną rywalkę, która przegrywała już wprawdzie 0:3, lecz później doprowadziła do tie-breaka, w którym wygrała już 7-4. Wówczas Iga Świątek znalazła się pod ścianą. Mimo to udowodniła swoją wyższość.

     

    Zobacz również:

     

    Nie przeszkodziły jej nawet problemy zdrowotne. Przypomnijmy – w trzeciej partii Polka poprosiła o przerwę medyczną, po której wróciła z obandażowanym udem. I tak w drugim oraz trzecim secie oddała Katie Boulter łącznie tylko pięć gemów, wygrywając 6:1, 6:4. Dla Brytyjki było to ostatnie rozegrane spotkanie przed startem w Australian Open.

     

    Katie Boulter wraca do meczu z Igą Świątek przed Australian OpenPodczas konferencji prasowej poprzedzającej oficjalną inaugurację turnieju, Katie Boulter została zapytana o mecz z Igą Świątek i o jego wagę w budowaniu niezwykle cennej pewności siebie. Jak wynika z jej słów, starcie z Polką stanowi dla niej pewien punkt odniesienia.

     

    🎤Mam wrażenie, że moja wiara w samą siebie rośnie wraz z każdym dniem. Im więcej spotkań rozgrywam w taki właśnie sposób, tym bardziej utrzymuję się w przekonaniu, że jestem na tym poziomie i mogę na nim być każdego dnia. Teraz chodzi o to, by powtarzać to co tydzień. Z fizycznością, jaką starałam się wnosić do swojej gry, powinnam być w tym wszystkim bardziej powtarzalna. To powinno pomóc mi zachować stabilność przez cały rok. Ostatecznie będę coraz więcej trenować przez starty w turniejach. Mam nadzieję, że to ustabilizuje się więc wraz z biegiem czasu🎤

     

    ~ stwierdziła 28-latka⬆️

     

    Później Katie Boulter wypowiedziała się już wprost na temat Igi Świątek, chwaląc jej niebywałą formę, którą nasza tenisistka prezentowała i wciąż prezentuje na światowych kortach.- Popatrzcie, Iga jest jedną z najlepszych w tej grze. Naprawdę czułam, że mogę przekroczyć tę granicę. Czułam, że byłam w miarę opanowana i spokojna w tej sytuacji, co nie dzieje się zawsze, gdy mierzę się z tak potężnymi rywalkami. Uważam, że takie nastawienie mentalne pomoże mi w tym, by wygrywać takie mecze. Naprawę wierzę, że jestem w stanie to zrobić – zadeklarowała Katie Boulter.

  • Noc polskich tenisistek w Australian Open. Iga Świątek, a zaraz obok wielki hit

    Noc polskich tenisistek w Australian Open. Iga Świątek, a zaraz obok wielki hit

    Noc polskich tenisistek w Australian Open. Iga Świątek, a zaraz obok wielki hit

    Emocje sięgają zenitu przed rozpoczęciem zmagań w ramach głównej drabinki Australian Open. Kibice czekają bowiem na ostateczną decyzję ws. Igi Świątek. Pierwsze mecze już w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu, ale na korcie nie zobaczymy wówczas drugiej rakiety świata. Organizatorzy ujawnili, że przed nami noc polskich tenisistek w Melbourne.

     

    Dla kibiców rozpoczyna się gorący czas i zarywanie nocy. Najlepsi tenisiści i tenisistki świata zlatują się do Melbourne, gdzie w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu rozpoczną się zmagania w ramach pierwszego turnieju wielkoszlemowego w tym roku. Emocji dla polskich fanów nie zabraknie, bowiem w głównej drabince znalazło się aż sześcioro rodaków. Poza Igą Świątek, Magdaleną Fręch, Magdą Linette i Hubertem Hurkaczem, na australijskich kortach zobaczymy też Maję Chwalińską i Kamila Majchrzaka.

     

    Na start drugiej rakiecie świata przyjdzie zmierzyć się z mistrzynią olimpijską z Paryża w grze mieszanej, Kateriną Siniakovą. Magdalena Fręch o awans do kolejnej rundy powalczy z finalistką WTA 500 w Brisbane, Poliną Kudiermietową, a na Magdę Linette czeka Moyuka Uchijima. Hubert Hurkacz wylosował Tallona Griekspoora, Maja Chwalińska Niemkę Jule Niemeier, a Kamil Majchrzak stoczy batalię z Pablo Carreno Bustą. Już w pierwszych dniach rywalizacji z pewnością nie zabraknie więc emocji. Zaskakujący komunikat ws. Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek wraca do tenisaA najwięcej będzie ich w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu, która upłynie pod znakiem najlepszych polskich tenisistek. To właśnie drugiego dnia zmagań na kort wyjdą Iga Świątek, Magdalena Fręch i Magda Linette. Jak ujawnili już organizatorzy, także na 13 stycznia zaplanowano hitowy pojedynek lidera męskiego rankingu, Jannika Sinnera czy wciąż budzącej niemałe zainteresowanie Wiktorii Azarenki.

     

    Polacy powinni jednak zarezerwować sobie czas już noc wcześniej, bowiem w niedzielę jako druga na korcie od godziny 3:00 zamelduje się Maja Chwalińska. Po jej meczu nie warto wracać do spania, bo już o 9:00 zmagania w Australian Open zacznie Aryna Sabalenka. Na mecze męskiej części reprezentacji Polski trzeba będzie poczekać aż do ostatniego dnia zmagań. Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka zobaczymy w grze dopiero z poniedziałku na wtorek.

     

    Szczegółowy plan poniedziałkowych spotkań poznamy jednak dopiero w sobotę, zaś wtorkowych prawdopodobnie w niedzielę. 

  • Jasna wiadomość dla Świątek. Sabalenka nie gryzła się w język. “To zarozumiałe”

    Jasna wiadomość dla Świątek. Sabalenka nie gryzła się w język. “To zarozumiałe”

    Jasna wiadomość dla Świątek. Sabalenka nie gryzła się w język. “To zarozumiałe

     

    Fani tenisa mogą odliczać już godziny do oficjalnej inauguracji pierwszego wielkoszlemowego turnieju w tym sezonie – Australian Open. Przed startem rywalizacji największe gwiazdy spotkały się z dziennikarzami podczas serii konferencji prasowych. Z przedstawicielami mediów spotkała się między innymi liderka rankingu WTA – Aryna Sabalenka, która wysłała jasną wiadomość do swoich największych rywalek z Igą Świątek na czele.

     

    Aryna Sabalenka przybyła na Australian Open jako pierwszoplanowa gwiazda kobiecego tenisa. Nie dość, że wygrała dwie poprzednie edycje tej wielkoszlemowej imprezy, to jeszcze pod koniec minionego sezonu po raz drugi w karierze awansowała na fotel liderki rankingu WTA, detronizując Igę Świątek. Tym razem na znacznie dłużej.- Cóż, przy ostatniej okazji byłam numerem jeden może przez tydzień. To nie była wielka rzecz – powiedziała, śmiejąc się, Aryna Sabalenka podczas konferencji prasowej, w której wzięła udział przed oficjalną inauguracją turnieju Australian Open.

     

    Czy jednak tym razem Białorusinka podchodzi do sprawy zupełnie inaczej niż przy pierwszym podejściu? Na to pytanie nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć.

     

    Australian Open. Aryna Sabalenka mówi wprost. “Dlatego ciężko pracuję”Aryna Sabalenka została zapytana także o to, czy rzeczywiście – jak twierdzi wielu sportowców – łatwiej jest gonić niż uciekać, utrzymując się na szczycie i czy po awansie na fotel liderki rankingu WTA musiała mierzyć się z trudnymi dla siebie momentami. Mówiąc o tej kwestii Białorusinka wysłała jasną wiadomość do Igi Świątek oraz pozostałych zawodniczek, czających się za jej plecami. I czekających na okazję do ataku.- Myślę, że każda z nas jest inna. Ale w moim przypadku to coś zawsze tkwiło w moim charakterze. Zawsze lubiłam rywalizację i stawianie czoła naprawdę trudnym wyzwaniom. Osobiście lubię być tą, którą wszyscy ścigają. Podoba mi się to uczucie. To mnie napędza i pozwala mi utrzymać motywację, ponieważ wiem, że tarcza z celem, w który każdy chce trafić, wyrysowana jest na moich plecach. A ja naprawdę to lubię. Właśnie dlatego ciężko pracuję, by upewnić się, że nikt nie będzie w stanie mnie dopaść – zadeklarowała odważnie Aryna Sabalenka.

     

    Swój wywód skwitowała jednak w humorystyczny sposób. – O mój Boże, to było zbyt zarozumiałe, prawda? – zapytała śmiejąc się Białorusinka.

  • Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

     

    – Tak naprawdę – a powiem o tym głośno po raz pierwszy, bo obiecałam sobie, że wyjawię to przy takiej okazji – kontrakt na walkę eliminacyjną o pas WBC Silver był już podpisany z Argentynką Caroliną Duer. Miałyśmy zmierzyć się na gali w Rzeszowie – ujawnia w rozmowie z Interią aktualnie najlepsza polska pięściarka zawodowa, Laura Grzyb. 29-latka mocno zaskoczyła, gdy wskazała, kogo ma na myśli. Zawodniczka kategorii superkoguciej nie traci nadziei na walkę życia, ale póki co zmienia profesję.

     

    Artur Gac, Interia: Na horyzoncie jest twoja 12. zawodowa walka?

     

    Laura Grzyb: – Cóż powiedzieć… Niestety muszę szykować się do walki w MMA. Zatem na sali treningowej przerabiam nowości.Czyli jednak przebranżowienie?

     

    – Dokładnie. Sytuacja w boksie jest ciężka. Może nie jestem obrażona na ten sport, ale chwilowo na politykę i ludzi rządzących w tym świecie. Po prostu nie mam możliwości, a zamiast tego mam związane ręce.

     

    Jak diagnozujesz tę sytuację? Widzisz rezerwy na poziomie głównego promotora Andrzeja Wasilewskiego, czy jego rozgrzeszasz, a patrzysz na sprawę bardziej globalnie, iż ciężko przebić się kobiecemu boksowi?

     

    – Sprawa jest prosta. Ja zostałam wyznaczona do finałowego eliminatora o mistrzostwo świata federacji WBC. I ta walka po prostu nie została zorganizowana przez mojego promotora. To jest jedyny powód, dla którego nie walczę o pas WBC Silver wagi superkoguciej, który był przepustką do pełnoprawnego mistrzostwa. Prosta sprawa.

     

    Usłyszałaś próbę logicznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji ze strony promotora? A może wcale nie odbyliście takiej szczerej rozmowy?

     

    – Osobiście z promotorem nie rozmawiałam, ale z ludźmi, którzy zarządzają grupą. Jako jedyny powód cały czas podawane były sprawy finansowe, czyli podnoszono argument, że taka walka jest droga. Jednak tak naprawdę – a powiem o tym głośno po raz pierwszy, bo obiecałam sobie, że wyjawię to przy takiej okazji – kontrakt na walkę eliminacyjną o pas WBC Silver był już podpisany z Argentynką Caroliną Duer. Miałyśmy zmierzyć się na gali w Rzeszowie, gdzie w walce wieczoru Różański walczył z Okoliem. Argentynka odesłała podpisany kontrakt, ale niestety osoby, które również uczestniczyły w gali, po prostu wyraziły sprzeciw. I to bez żadnych podstaw i bez przyczyny ta walka się nie odbyła. Na tym się zakończyło, nie było nawet kolejnej próby podjęcia tematu. Do tej osoby karma już wróciła, więc tyle dobrego. Ja doprowadziłam do wysokiego miejsca w rankingu i zrobiłam wszystko, co mogłam, a ktoś nie wyraził zgody na moją walkę życia.

     

    O jakiej osobie mówisz? Chyba nie o promotorze?- Nie, to ktoś inny. Pan Andrzej, mam wrażenie, zajmuje się tymi najważniejszymi sprawami. Ja nie byłam z nim w stałym kontakcie, tylko z pracownikami grupy. Jest menedżer, Jacek Szelągowski, który zajmuje się sprawami bieżącymi. Aczkolwiek wiem, że Jacek próbował mi pomóc i starał się swoimi kontaktami zorganizować mi tę walkę, ale wiadomo, że są rzeczy, których sam nie przeskoczy.Mówiłaś też o kwestiach finansowych. Czyli dodatkowo ci zakomunikowano, że nie opłaca się organizować na gali tak drogiej walki?

     

    – Powiedzmy sobie szczerze: budżet był olbrzymi. Wszyscy to wiedzą i wszyscy o tym mówią. To dlatego, że w tym mieście są sponsorzy, którzy wykładają olbrzymie pieniądze na gale. Naprawdę, tam były wpakowane ogromne środki, więc choć nie wiem tego oficjalnie, to podejrzewam, że zarobki samego Łukasza Różańskiego były potężne, jeśli chodzi o polski rynek. Powiem tak: ktoś miał kaprys i nie chciał mojej walki na tej gali. Powinien pomóc, a nie pomógł.

     

    🎤- Ja zobowiązałam się w pojedynku z Duer walczyć całkowicie za darmo. Bez żadnego wynagrodzenia, pomimo tego, że poniosłam ogromne koszty przygotowań. Do samego końca trenowałam, bo cały czas nie traciłam wiary, że zawalczę na tej gali. Wierzyłam, a w zasadzie byłam pewna, że wygram ten pojedynek. Więc ułożyłam to sobie w głowie tak, że dopiero walka o pas mistrza świata zapewni mi tytuł i zrekompensuje te straty.🎤

    ~ Laura Grzyb

    Ale kto? Jeśli nawet nie chcesz wymienić z imienia i nazwiska, możesz bliżej spersonalizować?

    – Mogę powiedzieć, że jeden z pięściarzy.Jeden z pięściarzy?!

    – Dokładnie.

    To już w ogóle jakieś kuriozum. Jeden z kolegów po fachu zablokował tobie walkę?

    – Z informacji, które mi przekazano, to wła

    śnie tak.Polski pięściarz?

    – Tak.

    Mogłaś mu czymś nadepnąć na odcisk?

    – Nie, absolutnie. Myślę, że tu bardziej chodzi o kwestię finansową i własnego zarobku. Sądzę, że to był jedyny powód, ale kompletnie tego nie rozumiem. Jest to dla mnie przykra sytuacja, cała ta sprawa z galą i niedoszłą walką. My-zawodnicy doskonale rozumiemy, jaka jest sytuacja polskiego boksu. Rozumiemy, jak bardzo potrzebujemy sukcesu, pasów i generalnie rozgłosu dla naszej dyscypliny. A do tego sami najlepiej znamy nasze warunki, zarabiamy w Polsce marne pieniądze, ale wszyscy robimy to z wizją, celem i marzeniami. Więc po drodze i na końcu powinniśmy sobie wzajemnie pomagać, lecz niestety nie każdy tak do tego podchodzi.

    Podprogowo sugerujesz, że brak twojej walki, przy ogromnym budżecie na rzeszowską galę, pozwolił temu komuś bardziej się obłowić?- Pewnie tak. A gdyby doszła moja walka, to jedna czy druga osoba miałaby mniej niż być może sobie założyły. Natomiast muszę tu podkreślić ważną rzecz.Słucham.

    – Ja zobowiązałam się w tym pojedynku z Duer walczyć całkowicie za darmo. Bez żadnego wynagrodzenia, pomimo tego, że poniosłam ogromne koszty przygotowań. Do samego końca trenowałam, bo cały czas nie traciłam wiary, że zawalczę na tej gali. Dopiero pod sam koniec stało się to, o czym rozmawiamy. Oczywiście nie zostało to podane do wiadomości publicznej, a cały czas podtrzymywano, że wystąpię. Z moim menedżerem Michałem Pernachem pracowaliśmy nad sponsorami, a on sam jeszcze próbował zorganizować dodatkowych partnerów na pokrycie kosztów tej walki. Pracowaliśmy zespołowo, to dlatego powiedziałam, że nie chcę nawet jednej złotówki.

    Dlaczego aż tak?- Bo wierzyłam, a w zasadzie byłam pewna, że wygram ten pojedynek. Więc ułożyłam to sobie w głowie tak, że dopiero walka o pas mistrza świata zapewni mi tytuł i zrekompensuje te straty. Tymczasem niestety mam wrażenie, że ten eliminator mocno się oddalił. Niby są jakieś informacje, że jeśli znowu zechcemy go zorganizować, to zostanie podtrzymany i odbędzie się w Polsce, ale nie mam żadnego oficjalnego potwierdzenia.

    Od początku podtrzymywałaś stanowisko, że chcesz zaboksować bez wynagrodzenia, czy zareagowałaś tak dopiero w momencie, gdy widziałaś, że walka się “wysypuje”?

    – Początkowo nawet nie rozmawialiśmy o żadnej stawce. Rozmowy zaczęły się od tego, by zorganizować tę walkę. A w momencie, gdy zaczynały się pierwsze schody, od razu powiedziałam, że walczę za darmo. I do tego się zobowiązałam, bo chciałam, żeby walka się odbyła. Ludzie, którzy ze mną pracują doskonale wiedzą, że nie traktuję boksu jako sportu zarobkowego. Nigdy w nim nie zarobiłam takich pieniędzy, dzięki którym mogłabym sobie swobodnie żyć. Najbardziej chciałam spełniać marzenia i wywalczyć dla Polski mistrzowski pas. Na tamten moment byłam trzecia w rankingu WBC. Uważam, że w formie, którą zbudowałam, ta walka być może nawet nie potrwałaby pełnych dziesięciu rund. Po prostu grzechem było nie zawalczyć na tej gali.

    Rozumiem, że pięściarz, który zgodnie z twoją narracją zrobił ci krecią robotę, wystąpił na tamtej gali?

    – Tak, tak… Ludzie już mają mnie za pyskatą, ale ja nie chcę robić afery. Po prostu jestem rozgoryczona i smutna. Od 12. roku życia, czyli przez 17 lat trenuję boks. Całe swoje młode życie poświęciłam tej pasji. Miałam mało czasu poza salą treningową, wielokrotnie osamotniona, bo bez rodziny, a napędzana cały czas jednym marzeniem. Gdy z panem Wasilewskim spotkałam się podczas podpisywania kontraktu, usłyszałam przepiękne słowa. Upewnił mnie, że będą mistrzynią świata, a wszyscy zrobią wszystko, by mi w tym pomóc. Nasłuchałam się o pięknych spodenkach ze złotym orzełkiem, a także o walkach w Stanach Zjednoczonych. Wierzyłam w to, co mówił pan Andrzej, bo byłam też świadoma swoich umiejętności i możliwości. Dlatego jest mi tak przykro, że to wszystko się nie zrealizowało.

    Czy wobec tego masz już wyznaczony termin walki, która byłaby twoim debiutem – strzelam – w KSW?

    – Nie mam kontraktu z federacją KSW, więc nie ma jeszcze żadnych informacji odnośnie tego, gdzie i kiedy wystąpię. Są jakieś przymiarki i mam nadzieję, że najpóźniej początkiem wiosny już będę w klatce.

     

    Bierzesz pod uwagę, gdy chodzi o federację, jakieś zaskakujące rozwiązanie?

     

    – Powiem szczerze, że różne propozycje są kierowane do mojego menedżera, bo wiadomo, że to może być ciekawy debiut w MMA. My te rozmowy podejmujemy, dlatego kontrakt nie został jeszcze podpisany. Natomiast potwierdzam, że pertraktujemy też z federacją KSW.

    🎤- Rozumiem, co masz na myśli. Sama jestem przeciwna tym wszystkim wydarzeniom, które towarzyszą samym galom, czyli głównie konferencjom. W ogóle nie trafia do mnie to, co tam się dzieje. Też dlatego, na dzisiaj, nie widzę siebie w takim miejscu. Mam naprawdę olbrzymie ambicje, więc trenując MMA w sposób regularny od kilku miesięcy czuję, że mogę się mierzyć z zawodniczkami sportowymi, a nie muszę uciekać na łatwiznę do walk freakowych. Idziemy z menedżerem takim torem, że podpiszemy kontraktz federacją sportową.🎤

    ~ Laura Grzyb

    Powiedziałaś kiedyś, że absolutnie wykluczasz występy na galach freak-fightowych. Czy w dalszym ciągu to podtrzymujesz, a może zmieniła się twoja optyka? – Znaczy może nie tak dosłownie powiedziałam, że absolutnie wykluczam, ale chciałabym walczyć sportowo. A że jestem ambitną zawodniczką, to cele mam jasno sprecyzowane. To jest dla mnie priorytet, dlatego w tym momencie nie biorę pod uwagę takich walk. Natomiast o ile miałabym kiedykolwiek zawalczyć na takich imprezach, byłyby to wyłącznie pojedynki sportowe. Ja zawsze przytaczam jeden przykład, bo moim zdaniem była to super walka, czyli pojedynek Borysa Mańkowskiego z Normanem Parke. Czyli starcie w klatce, na bokserskich zasadach, na dystansie 15 minut. Według mnie takie zestawienie zdało egzamin i było widowiskiem w pełni sportowym.

     

    Zgoda, ale nie miałabyś poczucia, że tego typu federacje potrzebują was po to, i dlatego płacą wielkie pieniądze, abyście jako prawdziwi sportowcy autoryzowali ich rozrywkę, której istotnym elementem nierzadko są patologiczne zachowania i rynsztokowe dialogi?

     

    – Rozumiem, co masz na myśli. Sama jestem przeciwna tym wszystkim wydarzeniom, które towarzyszą samym galom, czyli głównie konferencjom. W ogóle nie trafia do mnie to, co tam się dzieje. Też dlatego, na dzisiaj, nie widzę siebie w takim miejscu. Mam naprawdę olbrzymie ambicje, więc trenując MMA w sposób regularny od kilku miesięcy czuję, że mogę się mierzyć z zawodniczkami sportowymi, a nie muszę uciekać na łatwiznę do walk freakowych. Idziemy z menedżerem takim torem, że podpiszemy kontrakt z federacją sportową.

     

    Tak, jak ty uwierzyłaś w te perspektywy, które roztaczano przed tobą w boksie, tak ja przez chwilę zacząłem się zastanawiać nad prawdziwością zrzutu ekranu, który zamieściłaś w mediach społecznościowych, jakoby obecny nadpromotor w boksie, Saudyjczyk Turki Alalshikh chciał zorganizować ci walkę o tytuł. Finalnie wiemy, że to był tylko dobry żart.

     

    – Zdecydowanie tak, ale taki żart, który delikatnie poprawił mi humor. Wymyślił go znajomy, bo przez ostatnie dwa miesiące naprawdę bardzo przeżywałam całą tę sytuację. Do tego niedawno był zjazd federacji WBC w Hamburgu, na który pojechali chłopaki z naszej grupy KnockOut Promotions, ale mnie już nawet nie zabrano do Niemiec. Dlatego sądzę, że nawet nie ma żadnych planów na rozwój mojej kariery. Jest to dla mnie bolesne, bo boks jest całym moim życiem. Cały czas łudziłam się, że do wielkiej walki dotrwam, a teraz dzieje się inaczej. Oczywiście nieustannie tego pragnę i jeśli kiedyś tylko pojawi się na horyzoncie okazja, by dopiąć organizację takiej walki, pakuję się i znów na sto procent haruję na obozie bokserskim pod takie wyzwanie. To pragnienie, że chcę zostać polską mistrzynią świata w boksie zawodowym, chyba nigdy mi nie minie. Jednak już niebawem będę obchodziła 30. urodziny i dłużej nie mogę pozwolić sobie na to, by tracić kolejne miesiące.

     

    Ten żart z galą w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej był wymyślony w porozumieniu z tobą, czy początkowo także ciebie kolega wkręcił?

     

    – To było w porozumieniu, troszkę się z tego ponabijaliśmy, ale faktycznie dużo ludzi uwierzyło i uaktywniło się w mediach społecznościowych. Pisali do mnie wiadomości, czy to zdarzy się na serio. Miałam nawet straszną ochotę dopisać, że tak (śmiech).

     

    A jak stanowi twój obecny kontrakt z grupą KnockOut Promotions? Jest w dalszym ciągu ważny, czy wygasł?

     

    – Mój kontrakt z KnockOutem wygasł i aktualnie nie jestem związana z żadną grupą ani federacją. Jestem wolnym zawodnikiem. Pracujemy nad tym, żeby w tym roku pojawiły się duże rzeczy, ale na tym skończę, żeby nie zapeszać. Jak się zrealizuje, to będziesz wiedziało tym pierwszy.

     

  • Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Polska gwiazda mówi “dość” i ujawnia sensacyjną informację. “Powiem o tym głośno po raz pierwszy”

    Tak naprawdę – a powiem o tym głośno po raz pierwszy, bo obiecałam sobie, że wyjawię to przy takiej okazji – kontrakt na walkę eliminacyjną o pas WBC Silver był już podpisany z Argentynką Caroliną Duer. Miałyśmy zmierzyć się na gali w Rzeszowie – ujawnia w rozmowie z Interią aktualnie najlepsza polska pięściarka zawodowa, Laura Grzyb. 29-latka mocno zaskoczyła, gdy wskazała, kogo ma na myśli. Zawodniczka kategorii superkoguciej nie traci nadziei na walkę życia, ale póki co zmienia profesję.

     

    Artur Gac, Interia: Na horyzoncie jest twoja 12. zawodowa walka?Laura Grzyb: – Cóż powiedzieć… Niestety muszę szykować się do walki w MMA. Zatem na sali treningowej przerabiam nowości.Czyli jednak przebranżowienie?- Dokładnie. Sytuacja w boksie jest ciężka. Może nie jestem obrażona na ten sport, ale chwilowo na politykę i ludzi rządzących w tym świecie. Po prostu nie mam możliwości, a zamiast tego mam związane ręce.

     

    Jak diagnozujesz tę sytuację? Widzisz rezerwy na poziomie głównego promotora Andrzeja Wasilewskiego, czy jego rozgrzeszasz, a patrzysz na sprawę bardziej globalnie, iż ciężko przebić się kobiecemu boksowi?- Sprawa jest prosta. Ja zostałam wyznaczona do finałowego eliminatora o mistrzostwo świata federacji WBC. I ta walka po prostu nie została zorganizowana przez mojego promotora. To jest jedyny powód, dla którego nie walczę o pas WBC Silver wagi superkoguciej, który był przepustką do pełnoprawnego mistrzostwa. Prosta sprawa.Usłyszałaś próbę logicznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji ze strony promotora? A może wcale nie odbyliście takiej szczerej rozmowy?

     

    Osobiście z promotorem nie rozmawiałam, ale z ludźmi, którzy zarządzają grupą. Jako jedyny powód cały czas podawane były sprawy finansowe, czyli podnoszono argument, że taka walka jest droga. Jednak tak naprawdę – a powiem o tym głośno po raz pierwszy, bo obiecałam sobie, że wyjawię to przy takiej okazji – kontrakt na walkę eliminacyjną o pas WBC Silver był już podpisany z Argentynką Caroliną Duer. Miałyśmy zmierzyć się na gali w Rzeszowie, gdzie w walce wieczoru Różański walczył z Okoliem. Argentynka odesłała podpisany kontrakt, ale niestety osoby, które również uczestniczyły w gali, po prostu wyraziły sprzeciw. I to bez żadnych podstaw i bez przyczyny ta walka się nie odbyła. Na tym się zakończyło, nie było nawet kolejnej próby podjęcia tematu. Do tej osoby karma już wróciła, więc tyle dobrego. Ja doprowadziłam do wysokiego miejsca w rankingu i zrobiłam wszystko, co mogłam, a ktoś nie wyraził zgody na moją walkę życia.

     

    O jakiej osobie mówisz? Chyba nie o promotorze?- Nie, to ktoś inny. Pan Andrzej, mam wrażenie, zajmuje się tymi najważniejszymi sprawami. Ja nie byłam z nim w stałym kontakcie, tylko z pracownikami grupy. Jest menedżer, Jacek Szelągowski, który zajmuje się sprawami bieżącymi. Aczkolwiek wiem, że Jacek próbował mi pomóc i starał się swoimi kontaktami zorganizować mi tę walkę, ale wiadomo, że są rzeczy, których sam nie przeskoczy.Mówiłaś też o kwestiach finansowych. Czyli dodatkowo ci zakomunikowano, że nie opłaca się organizować na gali tak drogiej walki?- Powiedzmy sobie szczerze: budżet był olbrzymi. Wszyscy to wiedzą i wszyscy o tym mówią. To dlatego, że w tym mieście są sponsorzy, którzy wykładają olbrzymie pieniądze na gale. Naprawdę, tam były wpakowane ogromne środki, więc choć nie wiem tego oficjalnie, to podejrzewam, że zarobki samego Łukasza Różańskiego były potężne, jeśli chodzi o polski rynek. Powiem tak: ktoś miał kaprys i nie chciał mojej walki na tej gali. Powinien pomóc, a nie pomógł

     

    Ale kto? Jeśli nawet nie chcesz wymienić z imienia i nazwiska, możesz bliżej spersonalizować?- Mogę powiedzieć, że jeden z pięściarzy.Jeden z pięściarzy?!- Dokładnie.To już w ogóle jakieś kuriozum. Jeden z kolegów po fachu zablokował tobie walkę?- Z informacji, które mi przekazano, to właśnie tak.Polski pięściarz?- Tak.

     

    Mogłaś mu czymś nadepnąć na odcisk?- Nie, absolutnie. Myślę, że tu bardziej chodzi o kwestię finansową i własnego zarobku. Sądzę, że to był jedyny powód, ale kompletnie tego nie rozumiem. Jest to dla mnie przykra sytuacja, cała ta sprawa z galą i niedoszłą walką. My-zawodnicy doskonale rozumiemy, jaka jest sytuacja polskiego boksu. Rozumiemy, jak bardzo potrzebujemy sukcesu, pasów i generalnie rozgłosu dla naszej dyscypliny. A do tego sami najlepiej znamy nasze warunki, zarabiamy w Polsce marne pieniądze, ale wszyscy robimy to z wizją, celem i marzeniami. Więc po drodze i na końcu powinniśmy sobie wzajemnie pomagać, lecz niestety nie każdy tak do tego podchodzi.

     

    Podprogowo sugerujesz, że brak twojej walki, przy ogromnym budżecie na rzeszowską galę, pozwolił temu komuś bardziej się obłowić?- Pewnie tak. A gdyby doszła moja walka, to jedna czy druga osoba miałaby mniej niż być może sobie założyły. Natomiast muszę tu podkreślić ważną rzecz.Słucham.- Ja zobowiązałam się w tym pojedynku z Duer walczyć całkowicie za darmo.

    Bez żadnego wynagrodzenia, pomimo tego, że poniosłam ogromne koszty przygotowań. Do samego końca trenowałam, bo cały czas nie traciłam wiary, że zawalczę na tej gali. Dopiero pod sam koniec stało się to, o czym rozmawiamy. Oczywiście nie zostało to podane do wiadomości publicznej, a cały czas podtrzymywano, że wystąpię. Z moim menedżerem Michałem Pernachem pracowaliśmy nad sponsorami, a on sam jeszcze próbował zorganizować dodatkowych partnerów na pokrycie kosztów tej walki. Pracowaliśmy zespołowo, to dlatego powiedziałam, że nie chcę nawet jednej złotówki.

     

    Dlaczego aż tak?- Bo wierzyłam, a w zasadzie byłam pewna, że wygram ten pojedynek. Więc ułożyłam to sobie w głowie tak, że dopiero walka o pas mistrza świata zapewni mi tytuł i zrekompensuje te straty. Tymczasem niestety mam wrażenie, że ten eliminator mocno się oddalił. Niby są jakieś informacje, że jeśli znowu zechcemy go zorganizować, to zostanie podtrzymany i odbędzie się w Polsce, ale nie mam żadnego oficjalnego potwierdzenia.

     

    Rozumiem, że pięściarz, który zgodnie z twoją narracją zrobił ci krecią robotę, wystąpił na tamtej gali?- Tak, tak… Ludzie już mają mnie za pyskatą, ale ja nie chcę robić afery. Po prostu jestem rozgoryczona i smutna. Od 12. roku życia, czyli przez 17 lat trenuję boks. Całe swoje młode życie poświęciłam tej pasji. Miałam mało czasu poza salą treningową, wielokrotnie osamotniona, bo bez rodziny, a napędzana cały czas jednym marzeniem. Gdy z panem Wasilewskim spotkałam się podczas podpisywania kontraktu, usłyszałam przepiękne słowa. Upewnił mnie, że będą mistrzynią świata, a wszyscy zrobią wszystko, by mi w tym pomóc. Nasłuchałam się o pięknych spodenkach ze złotym orzełkiem, a także o walkach w Stanach Zjednoczonych. Wierzyłam w to, co mówił pan Andrzej, bo byłam też świadoma swoich umiejętności i możliwości. Dlatego jest mi tak przykro, że to wszystko się nie zrealizowało.

     

    Czy wobec tego masz już wyznaczony termin walki, która byłaby twoim debiutem – strzelam – w KSW?- Nie mam kontraktu z federacją KSW, więc nie ma jeszcze żadnych informacji odnośnie tego, gdzie i kiedy wystąpię. Są jakieś przymiarki i mam nadzieję, że najpóźniej początkiem wiosny już będę w klatce.Bierzesz pod uwagę, gdy chodzi o federację, jakieś zaskakujące rozwiązanie?- Powiem szczerze, że różne propozycje są kierowane do mojego menedżera, bo wiadomo, że to może być ciekawy debiut w MMA. My te rozmowy podejmujemy, dlatego kontrakt nie został jeszcze podpisany. Natomiast potwierdzam, że pertraktujemy też z federacją KSW.-

     

    Powiedziałaś kiedyś, że absolutnie wykluczasz występy na galach freak-fightowych. Czy w dalszym ciągu to podtrzymujesz, a może zmieniła się twoja optyka? – Znaczy może nie tak dosłownie powiedziałam, że absolutnie wykluczam, ale chciałabym walczyć sportowo. A że jestem ambitną zawodniczką, to cele mam jasno sprecyzowane. To jest dla mnie priorytet, dlatego w tym momencie nie biorę pod uwagę takich walk. Natomiast o ile miałabym kiedykolwiek zawalczyć na takich imprezach, byłyby to wyłącznie pojedynki sportowe. Ja zawsze przytaczam jeden przykład, bo moim zdaniem była to super walka, czyli pojedynek Borysa Mańkowskiego z Normanem Parke. Czyli starcie w klatce, na bokserskich zasadach, na dystansie 15 minut. Według mnie takie zestawienie zdało egzamin i było widowiskiem w pełni sportowym.

     

    Zgoda, ale nie miałabyś poczucia, że tego typu federacje potrzebują was po to, i dlatego płacą wielkie pieniądze, abyście jako prawdziwi sportowcy autoryzowali ich rozrywkę, której istotnym elementem nierzadko są patologiczne zachowania i rynsztokowe dialogi?- Rozumiem, co masz na myśli. Sama jestem przeciwna tym wszystkim wydarzeniom, które towarzyszą samym galom, czyli głównie konferencjom. W ogóle nie trafia do mnie to, co tam się dzieje. Też dlatego, na dzisiaj, nie widzę siebie w takim miejscu. Mam naprawdę olbrzymie ambicje, więc trenując MMA w sposób regularny od kilku miesięcy czuję, że mogę się mierzyć z zawodniczkami sportowymi, a nie muszę uciekać na łatwiznę do walk freakowych. Idziemy z menedżerem takim torem, że podpiszemy kontrakt z federacją sportową.Tak, jak ty uwierzyłaś w te perspektywy, które roztaczano przed tobą w boksie, tak ja przez chwilę zacząłem się zastanawiać nad prawdziwością zrzutu ekranu, który zamieściłaś w mediach społecznościowych, jakoby obecny nadpromotor w boksie, Saudyjczyk Turki Alalshikh chciał zorganizować ci walkę o tytuł. Finalnie wiemy, że to był tylko dobry żart.

     

  • Iga Świątek ujawniła, jak traktują ją inne tenisistki. Tak zachowały się po jej powrocie

    Iga Świątek ujawniła, jak traktują ją inne tenisistki. Tak zachowały się po jej powrocie

    Iga Świątek ujawniła, jak traktują ją inne tenisistki. Tak zachowały się po jej powroci

     

    Iga Świątek za kilka dni rozpocznie rywalizację w Australian Open, a w pierwszej rundzie zagra z Kateriną Siniakovą. Polka podczas konferencji prasowej poprzedzającej turniej była pytana jednak nie o spotkanie z Czeszką, a o aferę dopingową z jej udziałem. Wiceliderka rankingu WTA ujawniła m.in., jak traktują ją inne tenisistki od momentu powrotu po krótkim zawieszeniu.

     

    Iga Świątek po tym, jak wykryto u niej śladowe ilości trimetazydyny, została objęta dochodzeniem, a następnie zawieszona na miesiąc. Polce udało się udowodnić, że zakazana substancja trafiła do jej organizmu poprzez zanieczyszczoną melatoninę, co teoretycznie zamyka temat. Teoretycznie, bo wiceliderka rankingu WTA co jakiś czas jest proszona o komentarz do sprawy.Nie inaczej było podczas konferencji prasowej przed Australian Open. 23-latka została poproszona o podzielenie się swoimi przemyśleniami – dlaczego wiedząc, że rezygnuje z turnieju WTA w Pekinie, ponieważ toczy się wobec niej postępowanie, tłumaczyła tę decyzję “powodami osobistymi”?

     

    Szczerze mówiąc od samego początku, nie było tak, że wiedziałam, że będę miała przerwę czy coś, bo nie miałam pojęcia, co się stanie. Nie wiedziałam, czy moje zawieszenie nastąpi tak szybko, czy nie. Pierwsze trzy tygodnie były dość chaotyczne. Nie było sposobu, aby uzyskać odpowiedzi na pytania. Skupiliśmy się tylko na znalezieniu źródła zanieczyszczenia” – wyjaśniła.

     

    Iga Świątek wprost o zachowaniu innych zawodniczekZawieszenie Świątek kończyło się 4 grudnia, a więc już po zakończeniu sezonu. Polka na kort wróciła podczas pokazowego World Tennis League w Abu Zabi, a następnie wystąpiła w United Cup w Australii. Podczas piątkowej konferencji prasowej została zapytana o to, jak w świetle afery dopingowej traktują ją inne tenisistki.”Dziewczyny są świetne. Już na pokazowym turnieju w Abu Zabi doświadczyłam, że są naprawdę wspierające. Większość z nich do mnie podchodziła. Mówiły: Hej, jak możemy czegoś takiego uniknąć (przypadkowego zanieczyszczenia zakazaną substancją – przyp.red)? Czy jest sposób, żeby być bardziej ostrożnym?” – relacjonowała.

     

    Polska tenisistka już wcześniej mówiła o tym, że bała się reakcji innych zawodników i zawodniczek. Teraz wyjaśniła, dlaczego. “Zawsze ciężko pracowałam, aby być dobrym przykładem, by pokazywać swoją uczciwość i dobre zachowanie” – przyznała. Jak się okazało, jej obawy były nieuzasadnione. “Jest wielu czołowych zawodników, nie będę wymieniała nazwisk, którzy naprawdę nas wspierają. Naprawdę to doceniam, ponieważ poczułam się lepiej kiedy wróciłam nie wiedząc jak to będzie” – podsumowała.

  • Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Już tylko dwa dni pozostały do oficjalnego rozpoczęcia rywalizacji w głównej drabince Australian Open 2025. Na otwarcie zmagań Iga Świątek zmierzy się z mistrzynią olimpijską z Paryża w mikście – Kateriną Siniakovą. Polka rozegra swoje spotkanie w poniedziałek lub wtorek. Zanim to nastąpi, miała okazję przetestować się na głównej arenie w starciu z inną złotą medalistką ze stolicy Francji – Qinwen Zheng. Panie walczyły na korcie przez 90 minut. Po sieci krążą już fragmenty zarejestrowane przez kamery.

     

    Za Igą Świątek udana inauguracja sezonu 2025. Chociaż tym razem Polce nie udało się wywalczyć kompletu zwycięstw w singlowej rywalizacji na United Cup, to jednak trzeba otwarcie przyznać, że tym razem miała ku temu zdecydowanie trudniejsze zadanie. Pokonała po drodze m.in. Karolinę Muchovą, Katie Boulter i Jelenę Rybakinę. Cieszyła zwłaszcza wygrana w potyczce z reprezentantką

     

    w potyczce z reprezentantką Kazachstanu, bowiem zawodniczki mierzyły się ze sobą w teoretycznie gorszych warunkach z perspektywy raszynianki, na dość szybkiej nawierzchni w Sydney. A jak wiemy, z mistrzynią Wimbledonu 2022 nigdy Idze nie grało się łatwo. Jedyną przegraną nasza zawodniczka zanotowała w starciu z Coco Gauff, gdzie dało o sobie znać także zmęczenie całą wymagającą rywalizacją w drużynowych rozgrywkach.

     

    Później Świątek odpoczywała przez kilka dni. O regeneracji wspominał także jej trener – Wim Fissette. 23-latka wykorzystała trochę wolnego i relaksowała się m.in. na plaży. Teraz jednak wchodzi już powoli w rytm Australian Open. Ma już za sobą pierwsze treningi na kortach w Melbourne, a szczególnie wartościowy okazał się ten dzisiejszy, gdy po drugiej stronie siatki znalazła się Qinwen Zheng. Wspólne zajęcia z zawodniczką, która pokonała Polkę w półfinale igrzysk

     

    olimpijskich w Paryżu, a później sięgnęła po złoty medal, to już niemal stały element przy okazji wielkich imprez. Wczoraj około godz. 10:00 czasu polskiego organizatorzy turnieju ogłosili, że obie tenisistki potrenują ze sobą na Rod Laver Arena przez 90 minut, a fani będący na miejscu mogą obejrzeć to z trybun zupełnie za darmo.

     

    Iga Świątek znów trenowała z Qinwen Zheng. Solidne przetarcie przed Australian Open

     

    Zawodniczki pojawiły się na korcie około godz. 2:00 czasu polskiego. Od początku narzucały sobie wysoką intensywność gry i testowały różne warianty. Na zarejestrowanych obrazkach które krążą po platformie X można dostrzec, że obie starały się przejmować inicjatywę i wymuszać błędy na przeciwniczce. Jeden z urywków zamieścił także oficjalny profil Roland Garros. Osoby zajmujące się paryskim Szlemem również są obecne w Australii i śledzą poczynania tenisistek.

     

    Dla Igi jest to z pewnością bardzo dobre przetarcie przed startem rywalizacji w Melbourne. Trening z mocno uderzającą i dobrze serwującą rywalką to przydatna kwestia w tych dość szybkich warunkach, jakie panują w stolicy stanu Wiktoria. Świątek rozpocznie Australian Open w poniedziałek lub wtorek. Wtedy bowiem odbędą się mecze w dolnej części kobiecej drabinki. W pierwszym spotkaniu raszynianka zmierzy się z Kateriną Siniakovą, czyli inną mistrzynią olimpijską z Paryża, tyle że w grze mieszanej. Czeszka triumfowała w duecie z Tomasem Machacem.

     

    Znamy już za to plan gier na niedzielę. W premierowy dzień zmagań zobaczymy m.in. Arynę Sabalenkę, która zmierzy się na Rod Laver Arena ze Sloane Stephens nie przed godz. 9:00 czasu polskiego. Nas jednak najbardziej będzie interesować starcie z udziałem Mai Chwalińskiej. To nasza jedyna reprezentantka, która rozegra swój pojedynek tego dnia. Przeciwniczką tenisistki klubu BKT Advantage Bielsko-Biała będzie Jule Niemeier, którą

     

    pokonała w 2023 roku podczas imprezy rangi WTA 125 w Kozerkach. Oby i tym razem sytuacja potoczyła się podobnie.

     

  • Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Już tylko dwa dni pozostały do oficjalnego rozpoczęcia rywalizacji w głównej drabince Australian Open 2025. Na otwarcie zmagań Iga Świątek zmierzy się z mistrzynią olimpijską z Paryża w mikście – Kateriną Siniakovą. Polka rozegra swoje spotkanie w poniedziałek lub wtorek. Zanim to nastąpi, miała okazję przetestować się na głównej arenie w starciu z inną złotą medalistką ze stolicy Francji – Qinwen Zheng. Panie walczyły na korcie przez 90 minut. Po sieci krążą już fragmenty zarejestrowane przez kamery.

     

    Za Igą Świątek udana inauguracja sezonu 2025. Chociaż tym razem Polce nie udało się wywalczyć kompletu zwycięstw w singlowej rywalizacji na United Cup, to jednak trzeba otwarcie przyznać, że tym razem miała ku temu zdecydowanie trudniejsze zadanie. Pokonała po drodze m.in. Karolinę Muchovą, Katie Boulter i Jelenę Rybakinę. Cieszyła zwłaszcza wygrana w potyczce z reprezentantką Kazachstanu, bowiem zawodniczki mierzyły się ze sobą w teoretycznie gorszych warunkach z perspektywy raszynianki, na dość szybkiej nawierzchni w Sydney. A jak wiemy, z mistrzynią Wimbledonu 2022 nigdy Idze nie grało się łatwo. Jedyną przegraną nasza zawodniczka zanotowała w starciu z Coco Gauff, gdzie dało o sobie znać także zmęczenie całą wymagającą rywalizacją w drużynowych rozgrywkach

     

    Później Świątek odpoczywała przez kilka dni. O regeneracji wspominał także jej trener – Wim Fissette. 23-latka wykorzystała trochę wolnego i relaksowała się m.in. na plaży. Teraz jednak wchodzi już powoli w rytm Australian Open. Ma już za sobą pierwsze treningi na kortach w Melbourne, a szczególnie wartościowy okazał się ten dzisiejszy, gdy po drugiej stronie siatki znalazła się Qinwen Zheng. Wspólne zajęcia z zawodniczką, która pokonała Polkę w półfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu, a później sięgnęła po złoty medal, to już niemal stały element przy okazji wielkich imprez. Wczoraj około godz. 10:00 czasu polskiego organizatorzy turnieju ogłosili, że obie tenisistki potrenują ze sobą na Rod Laver Arena przez 90 minut, a fani będący na miejscu mogą obejrzeć to z trybun zupełnie za darmo.

     

    Iga Świątek znów trenowała z Qinwen Zheng. Solidne przetarcie przed Australian OpenZawodniczki pojawiły się na korcie około godz. 2:00 czasu polskiego. Od początku narzucały sobie wysoką intensywność gry i testowały różne warianty. Na zarejestrowanych obrazkach które krążą po platformie X można dostrzec, że obie starały się przejmować inicjatywę i wymuszać błędy na przeciwniczce. Jeden z urywków zamieścił także oficjalny profil Roland Garros. Osoby zajmujące się paryskim Szlemem również są obecne w Australii i śledzą poczynania tenisistek.

     

    Dla Igi jest to z pewnością bardzo dobre przetarcie przed startem rywalizacji w Melbourne. Trening z mocno uderzającą i dobrze serwującą rywalką to przydatna kwestia w tych dość szybkich warunkach, jakie panują w stolicy stanu Wiktoria. Świątek rozpocznie Australian Open w poniedziałek lub wtorek. Wtedy bowiem odbędą się mecze w dolnej części kobiecej drabinki. W pierwszym spotkaniu raszynianka zmierzy się z Kateriną Siniakovą, czyli inną mistrzynią olimpijską z Paryża, tyle że w grze mieszanej. Czeszka triumfowała w duecie z Tomasem Machacem.

     

    Znamy już za to plan gier na niedzielę. W premierowy dzień zmagań zobaczymy m.in. Arynę Sabalenkę, która zmierzy się na Rod Laver Arena ze Sloane Stephens nie przed godz. 9:00 czasu polskiego. Nas jednak najbardziej będzie interesować starcie z udziałem Mai Chwalińskiej. To nasza jedyna reprezentantka, która rozegra swój pojedynek tego dnia. Przeciwniczką tenisistki klubu BKT Advantage Bielsko-Biała będzie Jule Niemeier, którą pokonała w 2023 roku podczas imprezy rangi WTA 125 w Kozerkach. Oby i tym razem sytuacja potoczyła się podobnie.

  • Norweski skoczek był bliski zakończenia kariery. Nieoczekiwane wsparcie nadeszło z Polski

    Norweski skoczek był bliski zakończenia kariery. Nieoczekiwane wsparcie nadeszło z Polski

    Norweski skoczek był bliski zakończenia kariery. Nieoczekiwane wsparcie nadeszło z Polsk

     

    Benjamin Oestvold kilka tygodni temu obawiał się, czy uda mu się dotrwać do końca sezonu. 23-latek ze względu na problemy finansowe rozważał przerwanie kariery i założył nawet zbiórkę internetową, aby zebrać potrzebne środki. Na pomoc Norwegowi błyskawicznie ruszyli kibice z Polski. Teraz skoczek zabrał głos, aby podziękować Polakom za wsparcie.

     

    Benjamin Oestvold jeszcze przed końcem ubiegłego roku zdecydował się opowiedzieć światu o swoich problemach. Jak się wówczas okazało, nie był pewny tego, czy uda mu się dokończyć sezon 2024/2025. Wszystko przez problemy finansowe, z jakimi od dłuższego już czasu zmaga się norweska reprezentacja. Skoczek z Raufoss ujawnił, że w kluczowym dla niego momencie firmy, z którymi współpracuje prywatnie, także musiały zacisnąć pasa, przez co stracił dodatkowe 200 tys. koron norweskich z tytułu sponsoringu osobistego.

     

    Trudna sytuacja zmusiła młodego Norwega do podjęcia jeszcze trudniejszych decyzji. 23-latek podjął pracę na nocne zmiany jako portier w hotelu w Gjoevik. W dodatku założył zbiórkę internetową i poprosił kibiców o pomoc w kontynuowaniu sportowej kariery. “To niezręczne i myślę, że zawstydzające. Ale w zasadzie muszę to zrobić, aby przetrwać sezon. (…) Wszystkie pieniądze, które do mnie docierają, pomagają. Oznacza to, że jestem o krok bliżej dotrwania do końca sezonu” – ujawnił wówczas w rozmowie z NRK.

     

    Benjamin Oestvold dziękuje polskim kibicom. “To, że dalej skaczę, zawdzięczam Polakom”Na reakcję ze strony fanów Oestvold wcale nie musiał długo czekać. Jak się okazało, pomoc przyszła z dość nieoczekiwanej strony – dużą rolę odegrali bowiem kibice z Polski. Byłem zdesperowany. Skierowałem tę akcję przede wszystkim do znajomych, rodziny i norweskich kibiców, lecz nieoczekiwanie największe wsparcie, bo ponad połowę wpłaconych środków, otrzymałem z Polski. Tam kochają skoki i musiałem im zaimponować najdłuższym skokiem w Zakopanem (Norweg w macu 2021 roku huknął 150 metrów w serii próbnej przed konkursem Pucharu Kontynentalnego na Wielkiej Krokwi i do dziś pozostaje nieoficjalnym rekordzistą tego obiektu – przyp. red.). “To, że dalej skaczę, zawdzięczam Polakom” – poinformował po zakończeniu Turnieju Czterech Skoczni w rozmowie z NRK.

     

    Benjamin Oestvold poprawił swoją sytuację także dzięki znakomitym występom w Pucharze Świata. Tej zimy Norweg zainkasował już 14,3 tys. franków szwajcarskich, a więc prawie 65 tys. złotych.

  • Wielkie zmiany w reprezentacji Polski. To pewne, Nikola Grbić już ogłosił

    Wielkie zmiany w reprezentacji Polski. To pewne, Nikola Grbić już ogłosił

    Wielkie zmiany w reprezentacji Polski. To pewne, Nikola Grbić już ogłosi

     

    Reprezentacja Polski w siatkówce prowadzona przez Nikolę Gribicia rozpoczyna kolejny, bardzo wymagający rok. Serbski szkoleniowiec w rozmowie z TVP Sport wyznał, że w kadrze dojdzie do wielu zmian. W tym samym wywiadzie z Sarą Kalisz selekcjoner wrócił do tego, co działo się podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu, na których jego podopieczni osiągnęli historyczny sukces w postaci srebrnego medalu.

     

    Rok 2024 był dla polskiej siatkówki absolutnie historyczny. Największym sukcesem było oczywiście zdobycie srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Podopieczni Nikoli Grbicia wreszcie przełamali “klątwę ćwierćfinału”. Awansowali do strefy medalowej i przegrali z gospodarzami dopiero w wielkim finale. To już jednak historia. Pora skupić się na wyzwaniach, które “Biało-Czerwonych” czekają w 2025 roku. A odbędą się w nim, chociażby mistrzostwa świata, których początek zaplanowany jest na 12 września. Tym razem gospodarzem tej wielkiej imprezy będą Filipiny, które tym samym zadebiutują na MŚ.

     

    W rozmowie z TVP Sport Nikola Grbić przyznał, że najlepszą wersję reprezentacji Polski obserwowaliśmy podczas mistrzostw Europy w 2023 roku. Dodał, że mimo wszystko jest zadowolony ze swoich decyzji personalnych podjętych przed igrzyskami olimpijskimi, ponieważ jego drużyna wróciła z imprezy z medalem.

     

    Nikola Grbić kompletuje sztab przed sezonem. Będzie sporo zmianCzego w najbliższym czasie mogą spodziewać się kibice reprezentacji Polski? Przede wszystkim zmian personalnych w sztabie szkoleniowym. Nikola Grbić wyznał, że w tym momencie skompletowanie go jest jego priorytetowym celem. Dopiero później zaczną się rozmowy z poszczególnymi zawodnikami. – Wciąż negocjujemy. Będzie sporo zmian (w sztabie szkoleniowym – przyp. red.) – wyznał Nikola Grbić. Szkoleniowiec zadeklarował jednak, że jego sztab będzie w stu procentach polski. – Piotr Graban będzie z młodszymi rocznikami. Nie chcę jednak spekulować o konkretnych nazwiskach. Na pewno będę miał jednego asystenta. Co do drugiego, muszę jeszcze zdobyć potwierdzenie. Chcę, by moi współpracownicy byli usatysfakcjonowani kontraktami. Musimy więc zaczekać i liczyć na to, że wszyscy dojdą do porozumienia – skomentował trener.