• Wilfredo Leon pomógł drużynie, później ruszył do Warszawy. A teraz taka wiadomość

    Wilfredo Leon pomógł drużynie, później ruszył do Warszawy. A teraz taka wiadomość

    Wilfredo Leon pomógł drużynie, później ruszył do Warszawy. A teraz taka wiadomość

    Wilfredo Leon od momentu debiutu w PlusLidze zachwyca i regularnie notuje świetne występy w Bogdance LUK Lublin. Siatkarz, który niedawno zajął trzecie miejsce w Plebiscycie Przeglądu Sportowego i Telewizji Polsat, przed odebraniem statuetki rozegrał spotkanie ligowe przeciwko Skrze Bełchatów. Kilka dni później okazało się, że jego występ został doceniony przez kibiców, którzy przyznali mu prestiżowy tytuł.

     

    Wilfredo Leon ma za sobą bardzo udany rok. Najpierw w barwach Sir Susa Vim Perugia sięgnął po mistrzostwo Włoch, a później razem z reprezentacją Polski wywalczył wicemistrzostwo olimpijskie. Po transferze do Bogdanki LUK Lublin zachwyca z kolei na parkietach PlusLigi i regularnie przyciąga na trybuny tysiące kibiców. Ostatnio odebrał też statuetkę za trzecie miejsce w Plebiscycie Przeglądu Sportowego i Telewizji Polsat na “Sportowca Roku”.

     

    “To, że znalazłem się na podium, to zasługa przede wszystkim kibiców, którzy uwielbiają siatkówkę i oddali swoje głosy na mnie. Dziękuję im za to bardzo, podobnie jak dziękuję mojej rodzinie i oczywiście Panu Bogu. Wierzę, że trzyma mnie za rękę” – mówił później w rozmowie z Interią.W dniu Gali Mistrzów Sportu zespół Leona rozegrał spotkanie ligowe, a przyjmujący reprezentacji Polski po raz kolejny poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Bogdanka wygrała 3:2 na wyjeździe z PGE GiEK Skrą Bełchatów, w czym duża zasługa właśnie urodzonego na Kubie zawodnika. Jego świetny występ docenił Polski Związek Piłki Siatkowej, który nominował go do tytułu “Reprezentanta kolejki”.

     

    PlusLiga. Wilfredo Leon z tytułemPoza Leonem nominowano także Bartosza Kurka i Bartłomieja Bołądzia, którzy w ostatniej rundzie otrzymali nagrody dla MVP oraz Jakuba Popiwczaka, którego Jastrzębski Węgiel wprawdzie przegrał z PGE Projektem Warszawa, ale libero pokazał się z bardzo dobrej strony. Kibice w głosowaniu wskazali na Leona.

     

    Związek kierowany przez Sebastiana Świderskiego przypomniał, że po meczu w Bełchatowie lider Bogdanki pojechał do Warszawy i wziął udział we wspomnianej Gali Mistrzów Sportu. Przypomnijmy, że wspomniany plebiscyt wygrała Aleksandra Mirosław, która wyprzedziła Natalię Bukowiecką. Za plecami Leona uplasowały się z kolei inne gwiazdy polskiego sportu, na co uwagę zwrócił sam siatkarz.”Wyprzedziłem między innymi Roberta Lewandowskiego i Bartosza Zmarzlika, a to przecież wybitni sportowcy, którzy wielokrotnie znajdowali się w pierwszej trójce, a nawet wygrywali. Tym razem to ja znalazłem się nad nimi. Jestem dumny i bardzo zadowolony” – powiedział.

  • Lider rankingu ATP na drodze Huberta Hurkacza. Oto drabinka Australian Open

    Lider rankingu ATP na drodze Huberta Hurkacza. Oto drabinka Australian Open

    Lider rankingu ATP na drodze Huberta Hurkacza. Oto drabinka Australian Ope

     

    Podczas tej samej ceremonii, oprócz drabinki kobiet, rozlosowano także męskie zmagania podczas Australian Open. Swoją drogę w turnieju poznał m.in. Hubert Hurkacz. W zeszłym roku wrocławianin dotarł do ćwierćfinału imprezy, zatem ma do obrony sporo punktów. Nasz reprezentant już na otwarcie zmierzy się z wymagającym, dobrze serwującym rywalem. Potencjalna czwarta runda to pojedynek z Jannikiem Sinnerem, chociaż już wcześniej czekają na 27-latka bardzo trudni rywale.

     

    Hubert Hurkacz ma już za sobą jeden turniej w tym sezonie. Chociaż wiąże się on z negatywnym bilansem 2-3, to dało się zauważyć, że z każdym meczem rosła dyspozycja wrocławianina. 27-latek rozpoczął United Cup niemrawo, dało się zauważyć długą przerwę od rozgrywek. W wielkim finale, chociaż przegranym z Taylorem Fritzem, przez długie fragmenty można było zaobserwować triumfatora dwóch imprez rangi ATP Masters 1000 w najlepszej wersji. Grał śmiało i odważnie. Brakło jedynie postawienia przysłowiowej “kropki nad i”.

     

    Forma naszego najlepszego tenisisty ma spore znaczenie, bowiem podczas tegorocznego Australian Open ma do obrony aż 400 punktów za ubiegłą imprezę rozgrywaną w Melbourne. W sezonie 2024 Hurkacz dotarł do ćwierćfinału zmagań, gdzie przegrał po pięciosetowej batalii z zawodnikiem, który potem otarł się o końcowy tytuł, czyli Daniilem Miedwiediewem. Już teraz Hubert plasuje się na 18. miejscu. Jeśli przydarzyłaby mu się wpadka w stolicy stanu Wiktoria, będzie mu grozić wypadnięcie z TOP 20. A to nie zdarzyło się od momentu, gdy wygrał tysięcznika w Miami w 2021 roku, czyli już blisko cztery lata.

     

    Hurkacz poznał pierwszego rywala w Australian Open 2025. Oto drabinka PolakaPolak poznał już swoją pierwszą przeszkodę podczas wielkoszlemowej rywalizacji w Melbourne. W meczu otwarcia zmierzy się z bardzo dobrze serwującym Holendrem – Tallonem Griekspoorem. Później wcale nie będzie łatwiej. Ewentualna druga runda to starcie z Miomirem Kecmanoviciem lub Dusanem Lajoviciem. Potem może nadejść pojedynek z Holgerem Rune, Matteo Berrettinim, Zhizhenem Zhangiem lub Cameronem Norrie.

     

    Jeśli wrocławianin dotrze do 1/8 finału, wówczas prawdopodobnie czeka na niego najtrudniejsze zadanie zadanie z możliwych – pojedynek z Jannikiem Sinnerem. Włoch nie tylko jest liderem rankingu ATP, ale także broni tytułu wywalczonego przed rokiem. Na otwarcie zmagań w Melbourne zagra z Nicolasem Jarrym.

     

    Już w ćwierćfinale Australian Open może dojść do rywalizacji pomiędzy Carlosem Alcarazem i Novakiem Djokoviciem. Obaj trafili do trzeciej ćwiartki. Hiszpan otworzy turniej od meczu z niedawnym rywalem Huberta Hurkacza – Aleksandrem Szewczenką.Do wrocławianina dołączył w głównej drabince także Kamil Majchrzak. Polak rywalizował o awans z Billym Harrisem – tenisistą, który również miał okazję zmierzyć się z naszym najlepszym tenisistą podczas United Cup. Majchrzak wygrał 7:5, 6:2 i oczekuje na swojego przeciwnika w pierwszej rundzie docelowych zmagań.

  • Nie tylko Hurkacz. Mamy kolejnego Polaka w Australian Open. Ósmy setbol przyniósł radość

    Nie tylko Hurkacz. Mamy kolejnego Polaka w Australian Open. Ósmy setbol przyniósł radość

    Nie tylko Hurkacz. Mamy kolejnego Polaka w Australian Open. Ósmy setbol przyniósł radoś

    Czwartek na Australian Open przyniósł emocje nie tylko związane z losowaniem drabinki głównych zmagań. To także dzień, na który zaplanowano spotkania decydującej rundy eliminacji. O awans rywalizował m.in. Kamil Majchrzak. Polak spotkał się z rywalem, z którym tydzień temu mierzył się Hubert Hurkacz. Podobnie jak wrocławianin, także i Majchrzak znalazł sposób na Brytyjczyka. Nasz reprezentant wygrał spotkanie 7:5, 6:2. Szczególnie elektryzująca okazała się pierwsza partia, gdzie Kamil wykorzystał dopiero ósmego setbola.

    Kamil Majchrzak walczył o pierwszy od ponad dwóch lat występ w głównej drabince wielkoszlemowej imprezy. Po raz ostatni miał ku temu okazję podczas US Open 2022. Kolejny sezon Polak stracił w związku z wykryciem w jego organizmie śladowych ilości niedozwolonej substancji. Poprzedni rok był dla zawodnika z Piotrkowa Trybunalskiego momentem odbudowy swojej pozycji w rankingu ATP. Podczas amerykańskiego Szlema załapał się na eliminacje i był bliski awansu. W trzeciej, decydującej rundzie eliminacji przegrał jednak ze znakomicie dysponowanym w tamtym momencie Mattią Belluccim.

    Niemal 29-letni tenisista rozpoczął tegoroczne eliminacje do Australian Open od dwóch trzysetowych spotkań. Niewiele zabrakło, a Majchrzak pożegnałby się z marzeniami o występie w głównej drabince w Melbourne już po pierwszej fazie. Kamil bronił dwóch meczboli w starciu z Marco Trungellitim, ale wyszedł z opresji na własnych warunkach. Później odwrócił losy pojedynku i zameldował się w drugim etapie. Z Zacharym Svajdą również przegrał premierowej seta, jednak potem zupełnie zdominował przeciwnika.Dzięki temu mogliśmy oglądać dzisiaj Polaka w walce o miejsce w głównej drabince australijskiego Szlema. Przeciwnikiem zawodnika z Piotrkowa Trybunalskiego okazał się Billy Harris. Reprezentant Wielkiej Brytanii jeszcze tydzień temu mierzył się z Hubertem Hurkaczem w ćwierćfinale United Cup. Tenisista z Wysp zastępował w tej imprezie kontuzjowanego Jacka Drapera. Chociaż Harris plasuje się w drugiej setce rankingu, to pozostawił po sobie dobre wrażenie. Sprawił sporo kłopotów wrocławianinowi, zagrał z nim jednego tie-breaka, a prawie doszło także do drugiego. Zapowiadała się niełatwa potyczka dla Kamila.

    Kamil Majchrzak awansował do głównej drabinki Australian Open. Rywal Huberta Hurkacza pokonanyOd początku spotkania nie brakowało szans na przełamanie. Już w drugim gemie pierwszą okazję miał Majchrzak, ale wtedy rywal wyszedł jeszcze z opresji. Później to Harris miał dwa break pointy – tym razem zagrożenie oddalił Polak. Premierowe przełamanie nadeszło w czwartym rozdaniu. Wówczas to Kamil dopiął swego, a po potwierdzeniu przewagi zrobiło się już 4:1 dla naszego reprezentanta.Przeciwnik nie dawał jednak za wygraną i w kolejnych minutach odrobił straty. Losy pierwszej partii mogły się rozstrzygnąć w dziesiątym gemie. Wtedy to tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego miał cztery setbole, jednak nie udało się wykorzystać żadnego z nich. Kopia sytuacji nastąpiła tuż przed potencjalnym tie-breakiem. Tym razem Majchrzak dopiął swego i za ósmą w sumie okazją wygrał premierową odsłonę, triumfując 7:5, bez niepotrzebnych nerwów w decydującej rozgrywce.

    w centrum afery W drugim secie to Billy jako pierwszy wywalczył sobie okazje na przełamanie i to aż trzy z rzędu. Majchrzak wyszedł jednak ze stanu 0-40, wygrywając pięć kolejnych akcji. Po chwili to Kamil dostał szansę na 3:1 – tym razem to przeciwnik oddalił zagrożenie. Kolejne minuty potoczyły się idealnie dla naszego reprezentanta. Po tym, jak dobrał się do serwisu przeciwnika w szóstym gemie, “odjechał” z rezultatem na dobre. Nie oddał już Harrisowi ani jednego “oczka”, a wszystko zwieńczył efektownym breakiem do zera. Ostatecznie zawodnik z Piotrkowa Trybunalskiego zwyciężył 6:2.

    Historyczny awans do głównej drabinki Australian Open stał się zatem faktem. Wkrótce niespełna 29-letni tenisista pozna swojego przeciwnika w docelowej rywalizacji. Pierwszego rywala zna już za to Hubert Hurkacz. Wrocławianin trafił na dobrze serwującego Holendra – Tallona Griekspoora.

  • Chwalińska dołączyła do Świątek i reszty. Historyczna chwila polskiego tenisa

    Chwalińska dołączyła do Świątek i reszty. Historyczna chwila polskiego tenisa

    Chwalińska dołączyła do Świątek i reszty. Historyczna chwila polskiego tenis

     

    Iga Świątek, Magdalena Fręch, Magda Linette, a teraz także i Maja Chwalińska. Polski tenis kobiecy doczekał się aż czterech zawodniczek w głównej części Australian Open! 23-letnia zawodniczka, która w Melbourne grała kiedyś w juniorskim finale debla wspólnie z Igą Świątek, tym razem wielki sukces osiągnęła samodzielnie. Pokonała w decydującej rundzie kwalifikacji 17-letnią Brendę Fruhvirtovą z Czech 6:3, 6:4.

     

    Cztery Polki w głównej części Australian Open – takiego obrotu sprawy mogli spodziewać się chyba tylko najwięksi optymiści. Maja Chwalińska na przełomie listopada i grudnia pokazała bardzo dobrą dyspozycję w turniejach w Ameryce Południowej, wygrała nawet challengera WTA w Brazylii, ale jednak na innej nawierzchni. Na mączce zaś czuje się lepiej niż na kortach twardych, choć znów udowodniła, że i tu grać potrafi. I to z zawodniczkami, które były już w pierwszej setce rankingu.

     

    Polka jest starsza od Brendy Fruhvirtovej, rocznikowo, o siedem lat, a nigdy tego nie doświadczyła. Wkrótce jednak to się może zmienić, jest na dobrej drodze by w swojej karierze dokonać wreszcie przełomu.

     

    Maja Chwalińska – Brenda Fruhvirtova w meczu o główną drabinkę Australian Open. Faworytką była 17-latka z CzechMaja tylko raz dotąd grała w głównej części zawodów wielkoszlemowych – w 2022 roku przeszła eliminacje na Wimbledonie, pokonała później Katerinę Siniakovą, odpadła dopiero w drugiej rundzie. Teraz ten piękny scenariusz się powtórzył, choć już w finale kwalifikacji nie była faworytką. Polka wpadła na zaledwie 17-letnią Brendę Fruhvirtovą, jedno z tych cudownych dzieci czeskiego tenisa. Już jako 15-latka przeszła eliminacje w Melbourne, powtórzyła to rok temu. Wówczas zatrzymała ją Aryna Sabalenka, ale wkrótce 16-letnia zawodniczka znalazła się w TOP 100 rankingu WTA. I w Wimbledonie znalazła się już w głównej drabince, pokonała Mirrę Andriejewą. To świadczy o jej potencjale.Chwalińska nie wystraszyła się jednak młodszej z sióstr Fruhvirtovych. Ani tego, co młoda Czeszka zrobiła w środę z deblową mistrzynią, o 20 lat od siebie starszą Sarą Errani. Włoszka ugrała z nią zaledwie dwa gemy, na początku drugiego seta.

     

    Polka też została przełamana zaraz po rozpoczęciu meczu, ale szybko odpowiedziała tym samym. Maja grała ofensywnie, choć oczywiście nie z taką mocą, jak jej rywalka. Za to dokładniej, często w okolicach linii. A do tego umiejętnie zmieniała rytm akcji, wybijała Czeszkę z uderzenia, zmuszała ją do poruszania się.

     

    to dawało efekty, nastolatka nie była w stanie uzyskać przewagi, odskoczyć. Chwalińska zaś w ósmym gemie dostała dwie szanse na breaka – i drugą z tych piłek Czeszka wyrzuciła za końcową linię. Polka nie zmarnowała okazji, w kolejnym gemie zamknęła tego seta, wygrała 6:3.

     

    Maja Chwalińska w Australian Open! Świetny drugi set Polki w finale kwalifikacjiByło jasne, że w im trudniejszej sytuacji znajdzie się Fruhirtova, tym bardziej będzie ryzykowała. I grała mocno, ale Polka znakomicie się broniła. Obie miały początkowo problemy w swoich gemach serwisowych, przełamywały się wzajemnie. W końcu jednak i to się zmieniło. Czeszka niczego nie dostawała tu za darmo, mogła tylko pomarzyć o 40 winnerach, jakie posłała dzień wcześniej Sarze Errani w dwóch krótkich setach.

     

    Kluczowy był tym razem dziewiąty gem, gdy Czeszka nie wytrzymała presji. Chwalińska wygrała trzy wymiany, wywalczyła break pointa. I od razu zamieniła go na przełamanie. Prowadziła 5:4, serwowała po awans, wielką nagrodę finansową (ok. 340 tys. złotych) i 50 punktów do rankingu WTA.

     

    Nerwy też ją dopadły, trzy razy pomyliła się serwisem. Później jednak wytrzymała kanonadę ze strony Czeszki, aż zaskoczyła ją na swoich warunkach, pięknym lobem. Potrzebne były jeszcze dwa punkty.I te dwa punkty zdobyła, Fruhvirtova wyrzuciła ostatnią piłkę. Maja wygrała 6:3, 6:4, choć jej całą radością była zaciśnięta pięść i delikatny uśmiech.Zagra w Australian Open!Australian Open Q (K)Finał

  • Świątek zagra z mistrzynią olimpijską, pech Sabalenki i Gauff. Oto drabinka Australian Open

    Świątek zagra z mistrzynią olimpijską, pech Sabalenki i Gauff. Oto drabinka Australian Open

    Świątek zagra z mistrzynią olimpijską, pech Sabalenki i Gauff. Oto drabinka Australian Open

    W momencie, gdy rozgrywano decydującą rundę eliminacji Australian Open, rozlosowano już główną drabinkę zmagań. Swoje pierwsze rywalki poznały Iga Świątek i Aryna Sabalenka oraz pozostałe nasze reprezentantki mające już gwarancję miejsca w docelowych rozgrywkach, czyli Magdalena Fręch oraz Magda Linette. Świątek rozpocznie zmagania od starcia z mistrzynią olimpijską z Paryża w grze mieszanej. Szczęścia w losowaniu nie miała Sabalenka, która już w czwartej rundzie może zagrać z Mirrą Andriejewa, a na dodatek ma w swojej połówce Coco Gauff.

     

    Już w niedzielę rozpocznie się rywalizacja w głównej drabince pierwszego wielkoszlemowego turnieju w tym sezonie. Od poniedziałku trwają kwalifikacje, a od niedzieli do gry wkroczą też najlepsi gracze. Naszą największą nadzieją na udany występ w Melbourne jest oczywiście Iga Świątek. Polka nie ma co prawda dobrych wspomnień z poprzednich dwóch edycji, gdy odpadała na etapie czwartej i trzeciej rundy, ale miała już na swoim koncie świetny występ w stolicy stanu Wiktoria. Przed trzema laty dotarła do półfinału. Teraz z pewnością chciałby co najmniej powtórzyć to osiągnięcie, a nawet poprawić.

     

    Raszynianka znów otworzyła rok w dobrym stylu. Tym razem nie udało się co prawda zdobyć kompletu zwycięstw na United Cup, bo w ostatnim meczu musiała uznać wyższość lepszej tego dnia Coco Gauff, ale wcześniej 23-latka pokonała chociażby Jelenę Rybakinę, z którą zawsze gra się jej ciężko. Na dodatek zwycięstwo przyszło na szybkiej nawierzchni w Australii, czyli w warunkach, które teoretycznie mniej sprzyjają Idze. Taki sukces mógł podbudować Świątek przed rywalizacją w Melbourne, gdzie również jest stosunkowo szybko.

    https://x.com/z_kortu/status/1877201343040962717

    Tegoroczny turniej Australian Open będzie dla Polki wyjątkowy, bowiem po raz pierwszy od trzech lat nie jest rozstawiona z “1” w wielkoszlemowej imprezie. Ten numerek przywdziewa Aryna Sabalenka, która wskazywana jest na główną faworytkę zmagań. Nic dziwnego, bowiem wygrała dwa poprzednie Szlemy w Melbourne, a ponadto rozpoczęła sezon od tytułu WTA 500 w Brisbane. Białorusinka będzie jednak musiała się zmierzyć z nieco większą presją, bowiem jej ew. potknięcie może sprawić, że straci pozycję liderki rankingu WTA na koniec stycznia. Szykuje się zatem bardzo ciekawa batalia.

     

    Znamy drabinkę kobiecego Australian Open. Oto przeciwniczki Polek

     

    Tuż po godz. 4:30 czasu polskiego rozlosowano drabinkę kobiecych zmagań. Oprócz Igi Świątek na rozstawienie załapała się także Magdalena Fręch. Zawodniczka pochodząca z Łodzi widnieje z numerem 23. 27-latka broni punktów wywalczonych w ubiegłym sezonie za dotarcie do czwartej rundy. Do wyróżnienia zabrakło za to kilku miejsc Magdzie Linette. Z racji tego, że poznanianka nie została rozstawiona, to już w pierwszej rundzie mogło teoretycznie dojść do jej potyczki z Igą Świątek lub Magdaleną Fręch. Dla przykładu: raszynianka i łodzianka nie miały takiej opcji, by trafić na siebie wcześniej niż w trzeciej rundzie.

     

    Iga Świątek rozpocznie Australian Open od meczu z mistrzynią olimpijską z Paryża w grze mieszanej – Kateriną Siniakovą. Magdalena Fręch trafiła na rywalkę z eliminacji, a Magda Linette zmierzy się z Moyuką Uchijimą. Aryna Sabalenka wystartuje od meczu z Sloane Stephens. Niezwykle ciekawie zapowiada się mecz z udziałem Coco Gauff. Amerykanka trafiła w pierwszej rundzie na Sofię Kenin.

     

    Patrząc na dalsze fazy, Iga już w trzeciej rundzie może trafić na Jekaterinę Aleksandrową lub Emmę Raducanu. Potencjalna 1/8 finału to starcie z Anną Kalinską lub Wiktorią Azarenką. W ćwiartce Polki są także: Emma Navarro, Daria Kasatkina czy Julia Putincewa. W połówce z raszynianką znalazły się Jasmine Paolini i Jelena Rybakina.Ciekawie jest w sekcji Aryny. Potencjalna czwarta runda to starcie z Mirrą Andriejewą, później może trafić na Qinwen Zheng. Już w półfinale możliwe starcie z Coco Gauff. Ćwiartka Amerykanki jest bardzo mocno obsadzona. Są tam Jessica Pegula, Karolina Muchova, Jelena Ostapenko czy Naomi Osaka. Japonka zagra w pierwszej rundzie z Caroline Garcią. Z kolei Łotyszka trafiła na Belindę Bencić.

     

    Swojego pierwszego rywala poznał już także Hubert Hurkacz. Wrocławianin trafił na dobrze serwującego Holendra – Tallona Griekspoora. Dalsza droga naszego najlepszego tenisisty również jest wyboista. Jeśli dobrze do 1/8 finału, to prawdopodobnie czeka go starcie z liderem rankingu ATP – Jannikiem Sinnerem. Do głównej drabinki zmagań dołączyli także Maja Chwalińska i Kamil Majchrzak. Oni oczekują jeszcze na swoich przeciwników.

     

    Polskie mecze w pierwszej rundzie Australian Open:Iga Świątek – Katerina SiniakovaMagdalena Fręch – kwalifikantkaMagda Linette – Moyuka UchijimaMaja Chwalińska – ?Hubert Hurkacz – Tallon Griekspoor Kamil Majchrzak – ?

  • Świątek zagra z mistrzynią olimpijską, pech Sabalenki i Gauff. Oto drabinka Australian Open

    Świątek zagra z mistrzynią olimpijską, pech Sabalenki i Gauff. Oto drabinka Australian Open

    Świątek zagra z mistrzynią olimpijską, pech Sabalenki i Gauff. Oto drabinka Australian Ope

     

    W momencie, gdy rozgrywano decydującą rundę eliminacji Australian Open, rozlosowano już główną drabinkę zmagań. Swoje pierwsze rywalki poznały Iga Świątek i Aryna Sabalenka oraz pozostałe nasze reprezentantki mające już gwarancję miejsca w docelowych rozgrywkach, czyli Magdalena Fręch oraz Magda Linette. Świątek rozpocznie zmagania od starcia z mistrzynią olimpijską z Paryża w grze mieszanej. Szczęścia w losowaniu nie miała Sabalenka, która już w czwartej rundzie może zagrać z Mirrą Andriejewa, a na dodatek ma w swojej połówce Coco Gauff.

     

     

    Już w niedzielę rozpocznie się rywalizacja w głównej drabince pierwszego wielkoszlemowego turnieju w tym sezonie. Od poniedziałku trwają kwalifikacje, a od niedzieli do gry wkroczą też najlepsi gracze. Naszą największą nadzieją na udany występ w Melbourne jest oczywiście Iga Świątek. Polka nie ma co prawda dobrych wspomnień z poprzednich dwóch edycji, gdy odpadała na etapie czwartej i trzeciej rundy, ale miała już na swoim koncie świetny występ w stolicy stanu Wiktoria. Przed trzema laty dotarła do półfinału. Teraz z pewnością chciałby co najmniej powtórzyć to osiągnięcie, a nawet poprawić.

     

    Raszynianka znów otworzyła rok w dobrym stylu. Tym razem nie udało się co prawda zdobyć kompletu zwycięstw na United Cup, bo w ostatnim meczu musiała uznać wyższość lepszej tego dnia Coco Gauff, ale wcześniej 23-latka pokonała chociażby Jelenę Rybakinę, z którą zawsze gra się jej ciężko. Na dodatek zwycięstwo przyszło na szybkiej nawierzchni w Australii, czyli w warunkach, które teoretycznie mniej sprzyjają Idze. Taki sukces mógł podbudować Świątek przed rywalizacją w Melbourne, gdzie również jest stosunkowo szybko.Tegoroczny turniej Australian Open będzie dla Polki wyjątkowy, bowiem po raz pierwszy od trzech lat nie jest rozstawiona z “1” w wielkoszlemowej imprezie. Ten numerek przywdziewa Aryna Sabalenka, która wskazywana jest na główną faworytkę zmagań. Nic dziwnego, bowiem wygrała dwa poprzednie Szlemy w Melbourne, a ponadto rozpoczęła sezon od tytułu WTA 500 w Brisbane. Białorusinka będzie jednak musiała się zmierzyć z nieco większą presją, bowiem jej ew. potknięcie może sprawić, że straci pozycję liderki rankingu WTA na koniec stycznia. Szykuje się zatem bardzo ciekawa batalia.

     

    Znamy drabinkę kobiecego Australian Open. Oto przeciwniczki PolekTuż po godz. 4:30 czasu polskiego rozlosowano drabinkę kobiecych zmagań. Oprócz Igi Świątek na rozstawienie załapała się także Magdalena Fręch. Zawodniczka pochodząca z Łodzi widnieje z numerem 23. 27-latka broni punktów wywalczonych w ubiegłym sezonie za dotarcie do czwartej rundy. Do wyróżnienia zabrakło za to kilku miejsc Magdzie Linette. Z racji tego, że poznanianka nie została rozstawiona, to już w pierwszej rundzie mogło teoretycznie dojść do jej potyczki z Igą Świątek lub Magdaleną Fręch. Dla przykładu: raszynianka i łodzianka nie miały takiej opcji, by trafić na siebie wcześniej niż w trzeciej rundzie.Iga Świątek rozpocznie Australian Open od meczu z mistrzynią olimpijską z Paryża w grze mieszanej – Kateriną Siniakovą. Magdalena Fręch trafiła na rywalkę z eliminacji, a Magda Linette zmierzy się z Moyuką Uchijimą. Aryna Sabalenka wystartuje od meczu z Sloane Stephens. Niezwykle ciekawie zapowiada się mecz z udziałem Coco Gauff. Amerykanka trafiła w pierwszej rundzie na Sofię Kenin.

     

    Patrząc na dalsze fazy, Iga już w trzeciej rundzie może trafić na Jekaterinę Aleksandrową lub Emmę Raducanu. Potencjalna 1/8 finału to starcie z Anną Kalinską lub Wiktorią Azarenką. W ćwiartce Polki są także: Emma Navarro, Daria Kasatkina czy Julia Putincewa. W połówce z raszynianką znalazły się Jasmine Paolini i Jelena Rybakina.Ciekawie jest w sekcji Aryny. Potencjalna czwarta runda to starcie z Mirrą Andriejewą, później może trafić na Qinwen Zheng. Już w półfinale możliwe starcie z Coco Gauff. Ćwiartka Amerykanki jest bardzo mocno obsadzona. Są tam Jessica Pegula, Karolina Muchova, Jelena Ostapenko czy Naomi Osaka. Japonka zagra w pierwszej rundzie z Caroline Garcią. Z kolei Łotyszka trafiła na Belindę Bencić.

     

    Swojego pierwszego rywala poznał już także Hubert Hurkacz. Wrocławianin trafił na dobrze serwującego Holendra – Tallona Griekspoora. Dalsza droga naszego najlepszego tenisisty również jest wyboista. Jeśli dobrze do 1/8 finału, to prawdopodobnie czeka go starcie z liderem rankingu ATP – Jannikiem Sinnerem. Do głównej drabinki zmagań dołączyli także Maja Chwalińska i Kamil Majchrzak. Oni oczekują jeszcze na swoich przeciwników.

     

    Polskie mecze w pierwszej rundzie Australian Open:Iga Świątek – Katerina SiniakovaMagdalena Fręch – kwalifikantkaMagda Linette – Moyuka UchijimaMaja Chwalińska – ?Hubert Hurkacz – Tallon GriekspoorKamil Majchrzak – ?

  • Zmiana w teamie Igi Świątek tuż przed Australian Open. Będzie pełnił ważną rolę

    Zmiana w teamie Igi Świątek tuż przed Australian Open. Będzie pełnił ważną rolę

    Zmiana w teamie Igi Świątek tuż przed Australian Open. Będzie pełnił ważną rol

     

    Iga Świątek przed Australian Open najpierw musi odpocząć i wyleczyć kontuzję, która doskwierała jej podczas United Cup, a potem zająć się wytężoną pracą. W tym celu w jej teamie swoje miejsce znalazła nowa osoba. Wiadomo już, jaką rolę będzie pełniła. To postać bardzo zasłużona dla polskiego tenisa. Teraz będzie pomagał Świątek wejść na najwyższy poziom przed turniejem.

     

    Najważniejszymi osobami w teamie Igi Świątek od ostatniego czasu są Wim Fissette, Daria Abramowicz, Maciej Ryszczuk oraz Tomasz Moczek. Ten ostatni był jej sparingpartnerem. Na czas gry w Australii Moczek nie pojechał jednak ze sztabem Polki. Jego miejsce zajął ktoś inny.

     

    Iga Świątek przygotowuje się do Australian OpenJuż od 12 stycznia rywalizacja w Australian Open ruszy z kopyta. Aktualnie trwają kwalifikacje, w których z Polaków grają Kamil Majchrzak i Maja Chwalińska. Oboje będą musieli pokonać swoich rywali w III rundzie eliminacyjnej, jeśli będą chcieli zagrać w głównej drabince Wielkiego Szlema.

     

    Tymczasem Iga Świątek na razie stara się odpoczywać nim wróci w pełni do przygotowań przed pierwszym indywidualnym turniejem w tym sezonie. Podczas United Cup mocno odczuła zmęczenie i trudy meczów. W jej teamie za to szykuje się zmiana. Tomasza Moczka nie ma z nią w Australii, a na jego miejsce przyjechał znany polski tenisista. Nowy tenisista w teamie Igi Świątek”W Melbourne, przy okazji Australian Open, w rolę sparingpartnera Igi Świątek wciela się Kacper Żuk. Zastępuje on Tomasza Moczka. 25-latek, niegdyś 162. tenisista świata, pod koniec ubiegłego roku poinformował o zakończeniu kariery i poświęceniu się pracy trenera” – pisał na portalu X Michał Pochopień.

     

    Kacper Żuk z wynikiem 162. miejsca w rankingu ATP uzyskał 9. najlepszy wynik spośród wszystkich polskich tenisistów w historii. Najpewniej nie pozostanie on jednak z drużyną Świątek na stałe. Jego celem, jak zapowiadał przy okazji zakończenia kariery, było szkolenie nowych pokoleń tenisistóww Polsce. 

  • Maja Chwalińska to wyszarpała, zagra w Australian Open! Kamil Majchrzak też! Polska może świętować

    Maja Chwalińska to wyszarpała, zagra w Australian Open! Kamil Majchrzak też! Polska może świętować

    Maja Chwalińska to wyszarpała, zagra w Australian Open! Kamil Majchrzak też! Polska może świętować

     

    Wielki sukces Mai Chwalińskiej! Polka w popisowy sposób awansowała do turnieju głównego Australian Open. W ostatniej rundzie kwalifikacji jej wyższość musiała uznać Brenda Fruhvirtova. Polka wygrała z Czeszką 6:3, 6:4. Do wielkoszlemowych zawodów awansował też Kamil Majchrzak. Mamy więc sześcioro Polaków w szalenie prestiżowym turnieju!

     

    Chwalińska przed tym meczem mogła pochwalić się świetną dyspozycją i passą siedmiu zwycięstw z rzędu. W drodze do turnieju głównego Australian Open pokonała Dominikę Salkovą z Czech oraz belgijską tenisistkę Marie Benoit. Oba pojedynki były bardzo długie. Na kortach zatem spędziła około sześciu godzin, podczas gdy jej rywalka Brenda Fruhvirtova około dwóch. 17-letnia Czeszka pokonała Sarę Errani z Włoch oraz Ysaline Bonaventure z Belgii.

     

    Już na samym początku Chwalińska została przełamana i musiała gonić wynik. Wkrótce jednak mieliśmy przełamanie powrotne i stan równowagi. Pomysłowo grająca Polka starała się odskoczyć rywalce, gra jednak wciąż była wyrównana, a wynik oscylował wokół remisu. Do czasu jednak. Chwalińska w bardzo ważnym momencie przełamała Czeszkę i doprowadziła do stanu 5:3. Kolejny gem, wygrany przy własnym serwisie, pozwolił jej zamknąć partię przy stanie 6:3.

     

    W drugiej partii polska zawodniczka wręcz wydarła pierwszego gema, czym przełamała rywalkę. Fruhvirtova zrewanżowała jej się tym samym, zatem początek drugiego seta był bardzo podobny do pierwszego. Różnica była taka, że w kolejnych gemach żadna z zawodniczek nie potrafiła wykorzystać atutu własnego serwisu i mieliśmy kolejne przełamania, choć wynik wciąż oscylował wokół remisu.

     

    Ważnym momentem spotkania było kolejne przełamanie w końcówce, po którym Chwalińska wyszła na prowadzenie 5:4. Szansy nie zmarnowała. Zwyciężyła 6:4 i awansowała do turnieju głównego. Po raz pierwszy nie potrzebowała na to dużo czasu.

     

    Maja Chwalińska jak Kamil Majchrzak

     

    Nieco wcześniej podobny wynik osiągnął Kamil Majchrzak. W ostatniej rundzie kwalifikacji Australian Open pokonał Billy’ego Harrisa 7:5, 6:2. Polski tenisista w popisowy sposób, jak burza dostał się do turnieju głównego.

     

    Zmagania eliminacyjne w Melbourne zaplanowano od 6 stycznia do 9 stycznia, natomiast główne rozgrywki Australian Open odbędą się w dniach 12-26 stycznia. W turnieju singla pewne miejsce miały już inne polskie rakiety: Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch oraz Hubert Hurkacz.

     

  • Rewelacja mistrzostw Europy rozbita przez Polaków. I to tuż przed mundialem!

    Rewelacja mistrzostw Europy rozbita przez Polaków. I to tuż przed mundialem!

    Rewelacja mistrzostw Europy rozbita przez Polaków. I to tuż przed mundialem!

    Przez ponad 20 minut Polacy toczyli w Płocku zacięty bój z ósmą drużyną ostatnich mistrzostw Europy, czyli Austrią. A później po prostu tę drużynę rozbili w pył. Zwycięstwo 31:19 (16:13) daje dużo optymizmu przed pierwszym startem mundialu, ale wcześniej drużynę Marcina Lijewskiego czekają jeszcze dwie inne testowe potyczki. Pierwsza z nich już w czwartek o godz. 20.30 z Japonią. Transmisja na antenach Polsatu.

     

    Austria, Japonia i Tunezja – takich rywali Związek Piłki Ręcznej w Polsce zaprosił do udziału w turnieju 4 Nations Cup – ostatniego i właściwie jedynego  sprawdzianu dla Biało-Czerwonych przed mistrzostwami świata. I tak właściwie wyłącznie ten pierwszy mecz może mieć większe znaczenie w kontekście przygotowań do meczów mistrzowskich.W Herning, już za tydzień, Polacy zaczną mundial od starcia z Niemcami. Później będą jeszcze potyczki z Czechami i Szwajcarią, czyli wyłącznie drużynami z Europy. Grającymi dość podobnie, zarazem na tyle mocnymi, że celem drużyny Marcina Lijewskiego będzie sam awans do drugiej fazy. Jedynie Niemcy wydają się być znacznie mocniejsi, z resztą można powalczyć. Dlatego też spotkanie z Austrią mogło pokazać, na jakim etapie jest polski zespół tuż przed imprezą sezonu. I jak może sobie radzić, gdy w jego składzie brakuje dwóch spośród czterech asów: Szymona Sićki i Michała Daszka.

     

    Weteran z reprezentacji Austrii raz za razem karcił Polaków. Ale gdy skończył, Biało-Czerwoni uciekliAustriacy byli rewelacją zeszłorocznych mistrzostw Europy, awansowali z grupy kosztem Hiszpanii. Remisy z Chorwacją, Hiszpanią, Niemcami, zwycięstwo z Węgrami – to robi wrażenie. Do ostatniego spotkania, przegranego z Islandią, byli w grze o półfinał, potrzebowali zwycięstwa. Trener Aleš Pajovič miał dość wąski skład, ale świetnie do wykorzystywał. O powtórkę będzie jednak bardzo trudno, bo kontuzjowany na mundial nie pojedzie największy as tej drużyny Nikola Bilyk. I zabrakło go też oczywiście dzisiaj w Płocku, co miało wpływ na grę drugiej linii. Sytuację ratował Austriakom weteran Janko Božović.W ekipie Biało-Czerwonych wątpliwości też jest sporo – Lijewski testuje więc zawodników i szuka rozwiązań. Głównie zastępców dla liderów tej drużyny, bo trzon, tak się wydaje, wyłonił się jakiś czas temu.

     

    Polacy zaczęli dość przeciętnie w defensywie, sytuację ratował w bramce Adam Morawski. W ataku nie było dużo lepiej, znów brakowało rzutów z drugiej linii. Taktyką było szukanie Kamila Syprzaka na kole, to zdawało egzamin. W 10. minucie był remis 3:3, ofensywa kulała z obu stron.

     

    Później to się poprawiło, bardzo dobrą zmianę dał w polskiej ekipie Paweł Paterek. Radził sobie na prawym rozegraniu, dogrywał na skrzydło do Marka Marciniaka, debiutant zdobył nawet swoją pierwszą bramkę. W końcówce pierwszej połowy Polacy uzyskali nawet większą przewagę niż jednobramkową, najpierw 14:12, gdy rzucił Marciniak, później 6:13, gdy poprawił Łukasz Rogulski. To też zasługa harowania w defensywie Michała Olejniczaka, wspierającego go Marciniaka oraz wciąż dobrze broniącego Morawskiego. I trzy bramki przewagi zespół Lijewskiego miał po pierwszej połowie.

     

    Polska – Austria w 4 Nations Cup w Płocku. Znakomita dyspozycja Biało-Czerwonych w drugiej połowie.W 40. minucie różnica wzrosła zaś do sześciu bramek – Mikołaj Czapliński rzucił wtedy do pustej bramki. Austriaccy rezerwowi nie dawali rady, brakowało w polu wsparcia odpoczywającego Božovicia, fatalnie wyglądała gra siedmiu na sześciu gości. A Polacy z tego korzystali, kontrowali, rzucali do pustej bramki. Albo z drugiej linii, za sprawą Ariela Pietrasika.

     

    Co jednak najważniejsze, mieliśmy kapitalną defensywę, którą po przerwie wspierał w bramce Marcel Jastrzębski, a w ostatnim kwadransie: Kacper Ligarzewski. W 44. minucie Polacy wygrywali już 23:15, losy tego spotkania były więc rozstrzygnięte. Przy czym zaznaczmy: wynik był tu najmniej ważny, liczyły się inne rzeczy. Choćby wzorowa współpraca w obronie, kierowanej przez znakomicie dysponowanego Olejniczaka.W 52. minucie obie drużyny dzieliło już 10 bramek różnicy (28:18). Skończyło się zaś na dwunastu.W czwartek Polska zagra w Płocku z Japonią, w piątek – z Tunezją. A w przyszłą środę w Herning pierwsze spotkanie na mundialu – z Niemcami

     

    Polska – Austria 31:19 (16:13)Polska: Morawski, Jastrzębski, Ligarzewski – Paterek 7 (2), Syprzak 4, Czuwara 3, Pietrasik 3, Moryto 3, Olejniczak 2, Rogulski 2, Wojdan 2, Czapliński 2, Jędraszczyk 1, Marciniak 1, Będzikowski 1, Przytuła, Gębala, Papina.Kary: 4 minuty. Rzuty karne: 2/2.Austria: Möstl, Kaiper, Bergmann – Božović 5, Frimmel 3 (1), Wagner 3, Lastro 1, Hutecek 1, Herburger 1, Beloš 1, Albek 1, Nigg 1, Mahr 1, Zivkovic 1, Schweighofer, Kofler, Miskovez.

  • Iga Świątek zakłamała całą polską rzeczywistość. Czas przejrzeć na oczy

    Iga Świątek zakłamała całą polską rzeczywistość. Czas przejrzeć na oczy

    Iga Świątek zakłamała całą polską rzeczywistość. Czas przejrzeć na oczy

    Odnoszę wrażenie, że awans Kamila Majchrzaka i Mai Chwalińskiej do finałowej rundy kwalifikacji Australian Open traktowany jest w Polsce po macoszemu. Już w tym momencie muszę zaprotestować; trzeba cofnąć się zaledwie do lata, aby zobaczyć, że to nie jest miła i nieszczególnie istotna ciekawostka, a wyczyn, na który na ogół Biało-Czerwonych po prostu nie stać. I wszystko to przez nasze dobro narodowe. Wyniki Plebiscytu “Przeglądu Sportowego” dobitnie pokazały, że Iga Świątek przyzwyczaiła rodaków do sukcesów, których nigdy nie powinniśmy oczekiwać. Trafiła się nam jak ślepej kurze ziarno i apeluję, aby zdać sobie z tego sprawę, nim będzie za późno.

     

    Iga Świątek, Hubert Hurkacz, a idąc nieco dalej, również Robert Lewandowski trafili nam się jak ślepej kurze ziarno. Przyszedł moment, że trzeba te słowa powtórzyć. Zbyt łatwo przyzwyczajamy się do dobrego, a warto być świadomym, że żyjemy w erze polskiej tenisistki. Drugiej takiej za swojego życia najpewniej nie doczekamy.

     

    Nie ma racjonalnych argumentów, żeby sądzić, że będzie inaczej. Pisząc wprost, w tenisie brakuje niemal wszystkiego.

     

    Nie mamy ani odpowiedniej liczby trenerów, ani tym bardziej obiektów treningowych. Równie mizernie wypadamy pod względem organizacyjnym, o czym pisałem w lutym zeszłego roku. Mimo tego, że Świątek i Hurkacz należą do światowej czołówki, a polscy kibice chcą ich oglądać u siebie w kraju, to nie mają na to szans.

     

    W latach 2021-2023 Tomasz Świątek, choć łatwo nie było, organizował w Warszawie turniej BNP Paribas Poland (później Warsaw) Open. W latach 1995-2007 Warszawa zapraszała najlepsze tenisistki świata na turniej J&S Cup, a w podobnym czasie rozgrywano turniej Idea Prokom Open

     

    Korty w Sopocie gościły wówczas wielu znakomitych tenisistów. To tam pierwszy turniej wygrał Rafael Nadal. Niestety ponad 20 lat wojny klubu z miastem sprawiły, że obecnie ich stan jest tak zły, że “przejście przez bramę grozi zawaleniem”.

     

    Niewiele wskazuje również na to, że podobnej skali święto tenisa ponownie zagości w Polsce w bliskiej przyszłości.

     

    Wracając do Świątek i Hurkacza to w tym momencie, o czym warto pamiętać, jest to tylko część naszego narodowego tenisowego dobra, bo w głównej drabince kolejnego z rzędu turnieju wielkoszlemowego bez potrzeby udziału w kwalifikacjach zobaczymy również innych Biało-Czerwonych. W Melbourne na pewno zagrają również Magdalena Fręch, Magda Linette i Jan Zieliński w deblu.

     

    A i to nie wszystko, bo w trzeciej rundzie kwalifikacji Australian Open zagrają Maja Chwalińska i Kamil Majchrzak. Biorąc pod uwagę wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe od początku 2024 r., będzie to drugi turniej, w którym dwoje Polaków zagra w decydującej rundzie kwalifikacji. Kilka miesięcy temu Majchrzak przegrał walkę o awans do głównej drabinki w Nowym Jorku. Wówczas największy dotychczasowy sukces osiągnął z kolei Maks Kaśnikowski, który pierwszy raz w karierze zakwalifikował się do turnieju wielkoszlemowego.

     

    Polacy, którzy dotarli do 3. rundy kwalifikacji turniejów wielkoszlemowych w 2024 r.:

     

    W Melbourne Kaśnikowski po wygraniu pierwszego seta, przegrał dwa kolejne z dekadę starszym Boliwijczykiem Hugo Dellienem. Polak zebrał kolejne doświadczenia na wielkoszlemowych kortach, co powinno mu pomóc w przyszłości.

     

    Dwoje Polaków powalczy o główną drabinkę Australian Open. Będzie bardzo trudno

    Wierzę, że w czwartek zarówno Chwalińska, jak i Majchrzak będą w stanie trafić do drabinki głównej, ale z drugiej strony mam świadomość tego, jak trudne czekają ich zadania.

     

    23-latka, która obecnie plasuje się na najwyższym w karierze 126. miejscu trafiła na Brendę Fruhvirtovą, czyli młodszą z sióstr uznawanych za jedne z najbardziej utalentowanych tenisistek młodego pokolenia. Choć obecnie plasuje się na 197. pozycji, to w połowie zeszłego roku Czeszka zajmowała już nawet 87. miejsce w klasyfikacji tenisistek.

     

    W Melbourne zachwyca formą, co potwierdzają liczby. W dwóch spotkaniach z Ysaline Bonaventurą i Sarą Errani łącznie spędziła na korcie zaledwie… 2 godz. i 6 min. Maja na swoje dwie wygrane napracowała się zdecydowanie mocniej.

     

    Z Dominiką Salkovą i Marie Benoit łącznie rywalizowała aż 5 godz. i 29 min. To końska dawka, jak na zaledwie dwa dni, a przypomnijmy, że finałowe spotkanie odbędzie się już w czwartek.

     

    Sporo pracy w Melbourne wykonał też Kamil Majchrzak. 28-latek podobnie jak Chwalińska rozegrał w kwalifikacjach już sześć setów (4 godz. 20 min), a jego czwartkowy rywal Billy Harris pięć setów, które trwały łącznie 3 godz. 23 min.

     

    Upływający czas w czwartek nie będzie pracował na korzyść naszych tenisistów, ale oboje są w takiej formie i potrafili wybronić się w Australii już z takich kłopotów, że awans zarówno Mai, jak i Kamila nie będzie dla mnie zaskoczeniem.