• Anna Nehrebecka powiedziała o chorobie nowotworowej: trzeba przejść przez to, co los przynosi

    Anna Nehrebecka powiedziała o chorobie nowotworowej: trzeba przejść przez to, co los przynosi

    Anna Nehrebecka w sobotnim wydaniu programu “Halo, tu Polsat” poinformowała, że walczy z nowotworem. Ceniona aktorka jest jednak pełna wiary, że pokona chorobę. “Można siąść i mówić: Boże, dlaczego ja jestem taka dotknięta przez los! Naprawdę, są ludzie bardziej dotknięci” – powiedziała gwiazda na antenie Polsatu.

    owała 77. urodziny. Gwiazda polskiego kina znana m.in. z takich produkcji jak: “Ziemia obiecana”, “Noce i dnie”, “Polskie drogi” czy “Jan Serce”, gościła 11 stycznia w studiu “Halo, tu Polsat”. W rozmowie z Agnieszką Hyży i Maciejem Rockiem aktorka wyznała, że zmaga się z nowotworem. Kiedy pojawiły się niepokojące objawy, udała się do lekarza. Wówczas usłyszała dramatyczną diagnozę.

    NEWSY

    ROYALSI

    PREMIUM

    PLEJADA  NEWSY  ANNA NEHREBECKA WALCZY Z NOWOTWOREM: UMÓWIŁAM SIĘ ZE SOBĄ, ŻE WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE

    Anna Nehrebecka walczy z nowotworem: umówiłam się ze sobą, że wszystko będzie dobrze

    KAROL LEWANDOWSKI

    Dzisiaj, 16:39

    Jacek Kurnikowski / AKPA

    Anna Nehrebecka

    Anna Nehrebecka w sobotnim wydaniu programu “Halo, tu Polsat” poinformowała, że walczy z nowotworem. Ceniona aktorka jest jednak pełna wiary, że pokona chorobę. “Można siąść i mówić: Boże, dlaczego ja jestem taka dotknięta przez los! Naprawdę, są ludzie bardziej dotknięci” – powiedziała gwiazda na antenie Polsatu.

    Anna Nehrebecka kilka tygodni temu świętowała 77. urodziny. Gwiazda polskiego kina znana m.in. z takich produkcji jak: “Ziemia obiecana”, “Noce i dnie”, “Polskie drogi” czy “Jan Serce”, gościła 11 stycznia w studiu “Halo, tu Polsat”. W rozmowie z Agnieszką Hyży i Maciejem Rockiem aktorka wyznała, że zmaga się z nowotworem. Kiedy pojawiły się niepokojące objawy, udała się do lekarza. Wówczas usłyszała dramatyczną diagnozę.

    Na pewno nie czekałam na taką odpowiedź, ale w momencie, kiedy usłyszałam, już to było bardzo ładnie powiedziane: “mamy gościa”. I tak to potraktowałam, że trzeba szybko zacząć działać. I rzeczywiście miałam ludzi wokół, którzy mi bardzo w tym pomogli

    byłam tylko wdzięczna, dziękowałam sama sobie, że zawierzyłam swojej intuicji, że coś jest nie tak, że coś mi się nie podoba. I miałam tę odwagę, żeby po prostu pójść do lekarza i poszukać” – powiedziała Anna Nehrebecka.

    Anna Nehrebecka powiedziała o chorobie nowotworowej: trzeba przejść przez to, co los przynosi

    Anna Nehrebecka podkreśliła, że na pewno się nie podda i podchodzi do wszystkiego zadaniowo. Stara się normalnie funkcjonować i czerpać radość z każdego dnia.

    Anna Nehrebecka powiedziała o chorobie nowotworowej: trzeba przejść przez to, co los przynosi

    Anna Nehrebecka podkreśliła, że na pewno się nie podda i podchodzi do wszystkiego zadaniowo. Stara się normalnie funkcjonować i czerpać radość z każdego dnia.

    REKLAMA

    Ja nie myślę, o swojej chorobie. To jest sprawa, która każdego z ludzi może dotknąć. To jest kwestia tego, jak to traktujemy. Ja się umówiłam, po prostu, że trzeba przejść przez to, co nam los przynosi.

    “Nie mam na to wpływu, tak się stało i muszę zrobić wszystko, żeby to pokonać. Umówiłam się ze sobą, że wszystko będzie dobrze. I próbuję normalnie funkcjonować, myślę, że mi się to udaje. To jest chyba dosyć ważne. Jest zawsze wybór. Można siąść i mówić: Boże, dlaczego ja jestem taka dotknięta przez los! Naprawdę, są ludzie bardziej dotknięci” – powiedziała aktorka w śniadaniówce Polsatu.

    Anna Nehrebecka powiedziała o chorobie nowotworowej: trzeba przejść przez to, co los przynosi

    Anna Nehrebecka podkreśliła, że na pewno się nie podda i podchodzi do wszystkiego zadaniowo. Stara się normalnie funkcjonować i czerpać radość z każdego dnia.

    Ja nie myślę, o swojej chorobie. To jest sprawa, która każdego z ludzi może dotknąć. To jest kwestia tego, jak to traktujemy. Ja się umówiłam, po prostu, że trzeba przejść przez to, co nam los przynosi.

    “Nie mam na to wpływu, tak się stało i muszę zrobić wszystko, żeby to pokonać. Umówiłam się ze sobą, że wszystko będzie dobrze. I próbuję normalnie funkcjonować, myślę, że mi się to udaje. To jest chyba dosyć ważne. Jest zawsze wybór. Można siąść i mówić: Boże, dlaczego ja jestem taka dotknięta przez los! Naprawdę, są ludzie bardziej dotknięci” – powiedziała aktorka w śniadaniówce Polsatu.

    Zobacz też: Przy drugim mężu odnalazła szczęście. Dla niego porzuciła karierę. Losy Anny Nehrebeckiej

    Anna Nehrebecka ma wsparcie rodziny: prowadzimy normalne życie

    77-letnia gwiazda podkreśliła na antenie “Halo, tu Polsat”, że otuchy dodaje jej rodzina. Bliscy zapewniają jej wielkie wsparcie, dzięki czemu z uśmiechem rozpoczyna każdy dzień.

    Ja mam męża, córki i to jest moje olbrzymie wsparcie. Ale to wsparcie nie polega na tym, że siedzimy i rozpaczamy: o Boże, ktoś z nas jest chory, tylko prowadzimy normalne życie.

    Anna Nehrebecka powiedziała o chorobie nowotworowej: trzeba przejść przez to, co los przynosi

    Anna Nehrebecka podkreśliła, że na pewno się nie podda i podchodzi do wszystkiego zadaniowo. Stara się normalnie funkcjonować i czerpać radość z każdego dnia.

    Ja nie myślę, o swojej chorobie. To jest sprawa, która każdego z ludzi może dotknąć. To jest kwestia tego, jak to traktujemy. Ja się umówiłam, po prostu, że trzeba przejść przez to, co nam los przynosi.

    “Nie mam na to wpływu, tak się stało i muszę zrobić wszystko, żeby to pokonać. Umówiłam się ze sobą, że wszystko będzie dobrze. I próbuję normalnie funkcjonować, myślę, że mi się to udaje. To jest chyba dosyć ważne. Jest zawsze wybór. Można siąść i mówić: Boże, dlaczego ja jestem taka dotknięta przez los! Naprawdę, są ludzie bardziej dotknięci” – powiedziała aktorka w śniadaniówce Polsatu.

    Zobacz też: Przy drugim mężu odnalazła szczęście. Dla niego porzuciła karierę. Losy Anny Nehrebeckiej

    Anna Nehrebecka ma wsparcie rodziny: prowadzimy normalne życie

    77-letnia gwiazda podkreśliła na antenie “Halo, tu Polsat”, że otuchy dodaje jej rodzina. Bliscy zapewniają jej wielkie wsparcie, dzięki czemu z uśmiechem rozpoczyna każdy dzień.

    Ja mam męża, córki i to jest moje olbrzymie wsparcie. Ale to wsparcie nie polega na tym, że siedzimy i rozpaczamy: o Boże, ktoś z nas jest chory, tylko prowadzimy normalne życie.

    “Jeżeli ja czegoś nie mogę zrobić, to zawsze mam przy sobie męża albo córki i to mi daje tę siłę, że w ogóle nie ma tego tematu. Życie jest naprawdę tak piękne i tyle jest niespodzianek w życiu, że nie ma co się zastanawiać i cierpieć, że coś jest tu w tym momencie strasznego” – podsumowała Anna Nehrebecka

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. W serwisie Plejada.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach show-biznesowych.Bądź na bieżąco! Obserwuj Plejadę w Wiadomościach Google. Odwiedź nas także

  • Wielkie zwycięstwo Pawła Wąska w Zakopanem! Gigantyczna przewaga

    Wielkie zwycięstwo Pawła Wąska w Zakopanem! Gigantyczna przewaga

    Wielkie zwycięstwo Pawła Wąska w Zakopanem! Gigantyczna przewaga

    Paweł Wąsek po raz pierwszy w karierze został mistrzem Polski w skokach narciarskich! 25-latek był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem sobotnich zmagań na Wielkiej Krokwi i całkowicie zasłużenie zdobył złoty medal. Srebrny krążek przypadł Kamilowi Stochowi, a brązowy Jakubowi Wolnemu. Nie popisał się za to Dawid Kubacki, który przegrał nawet z jednym z Kazachów i uplasował się dopiero na siódmym miejscu. Skoczkom nieustannie przeszkadzał silny i często zmieniający się wiatr.

     

    Zanim rozpoczęła się właściwa rywalizacja uczestnicy MP wzięli udział w sesji treningowej, w której najlepszy okazał się Kubacki (138 m), wyprzedzając Aleksandra Zniszczoła (129 m) i Wolnego (121 m). Chwilę później, w serii próbnej, najlepszy był natomiast Wolny (129,5 m), za którym uplasowali się Zniszczoł (131 m) oraz Wąsek (133 m).

    Już na początku zmagań kibice, którzy postanowili odwiedzić w sobotnie popołudnie Wielką Krokiew, przeżyli chwile grozy. Wszystko za sprawą Klemensa Staszela, który w powietrzu otrzymał silny podmuch wiatru i uzyskał tylko 69 m, a dodatkowo zaliczył upadek. Skoczek, na szczęście, zdołał jednak opuścić zeskok o własnych siłach.

    Słabe skoki Polaków. Liderami… Kazachowie!

    Posucha gospodarzy zmieniła się dopiero wtedy, gdy do końca pierwszej serii pozostało 15 z 63 zawodników. Wówczas na belce startowej pojawił się Mateusz Gruszka i jako pierwszy z Polaków poszybował 130 m. Chwilę później nieźle pokazał się także Andrzej Stękała (129 m).

    Najlepsi pokazali klasę. A Paweł Wąsek? Przeskoczył skocznię!

    Przed próbami sześciu najwyżej notowanych Polaków zdecydowano się obniżyć belkę z 16 na 14. Z niższego rozbiegu Piotr Żyła uzyskał 132 m i objął prowadzenie. Gorzej spisali się Dawid Kubacki (127 m), Kamil Stoch (127,5 m) i Aleksander Zniszczoł (130 m). Świetny skok oddał za to Jakub Wolny, przy którego nazwisku pojawiło się 136,5 m, ale wszystkich przebił zamykający pierwszą serię Paweł Wąsek, lecąc aż… 145 m!

    W drugiej serii jako pierwszy powyżej 120 m skoczył Gruszka, uzyskując 124 m i obejmując prowadzenie, które stracił po próbie Krzaka (121,5 m). Krótko po tym na czele znalazł się Kubacki (127 m). Niestety, nasz doświadczony skoczek nie miał okazji zbyt długo się z niego cieszyć, bo Miziernych poleciał aż 135,5 m.

    Paweł Wąsek mistrzem Polski! Koszmar Piotra Żyły

    Kazacha szybko zdetronizował Zniszczoł, który poleciał 135 m z rozbiegu obniżonego o dwa stopnie. Cztery metry bliżej wylądował Stoch, ale miał znacznie gorsze warunki, dzięki czemu wyprzedził młodszego kolegę z kadry. Kompletnie zawiódł za to Żyła. Popularny “Wewiór” uzyskał tylko 119,5 m i stracił szansę na medal.

    https://x.com/sport_tvppl/status/1878134703863066796

    Średnio wypadł również Wolny, ale jego wynik, także równy 119,5 m, wystarczył do zagwarantowania sobie brązu. A chwilę później Wąsek przypieczętował triumf uzyskując 134,5 m i wygrywając zawody z ogromną przewagą.

    https://x.com/Skijumpingpl/st atus/1878147967447674991

  • Głośno o problemach Świątek w Melbourne. Ostrzeżenie dla Polki tuż przed Australian Open

    Głośno o problemach Świątek w Melbourne. Ostrzeżenie dla Polki tuż przed Australian Open

    Głośno o problemach Świątek w Melbourne. Ostrzeżenie dla Polki tuż przed Australian Ope

     

    Z wielkimi nadziejami do Australian Open przystępuje Iga Świątek. Raszynianka w ubiegłym sezonie pożegnała się z rozgrywkami już na etapie 3. rundy. Ma zatem wiele do udowodnienia zarówno sobie, jak i kibicom. Ponadto musi gonić w rankingu WTA Arynę Sabalenkę, która jeszcze przed WTA Finals wyszła na prowadzenie. Tuż przed pierwszym starciem w Australian Open Polka otrzymała jednak poważne ostrzeżenie.

     

    Z Kateriną Siniakovą przyjdzie Idze Świątek zmierzyć się jako pierwszą w trakcie tegorocznego Australian Open. Tym samym raszyniankę już na starcie wielkoszlemowego turnieju czeka niemałe wyzwanie. Czeszka ma na koncie wiele sukcesów, w tym dwa medale olimpijskie, jednak świętowała je przede wszystkim w deblu. Co ciekawe, będzie to dla tenisistek pierwsze starcie w karierze. Raszynianka do turnieju przystępuje z nadziejami na rychłe zdetronizowanie Aryny Sabalenki, która odebrała jej pozycję liderki rankingu WTA pod koniec ubiegłego roku. Białorusinka triumfowała w ubiegłym roku w Melbourne i przed turniejem postrzegana jest za największą faworytkę. Uwaga kibiców skierowana jest także na Coco Gauff. Amerykanka jest w świetnej formie, a niedawno świętowała razem z kadrą USA triumf w United Cup

     

    W ubiegłym sezonie Australian Open dla Igi Świątek zakończyło się niezwykle szybko. Polka odpadła już w 3. rundzie z Lindą Noskovą, co zostało okrzyknięte nie lada sensacją. Tuż przed turniejem raszynianka otrzymała ostrzeżenie, które nadeszło ze strony Barbary Schett. Była austriacka tenisistka obecnie komentatorka i ekspertka Eurosportu wskazała faworytkę do triumfu w Melbourne. Jej wybór padł na Arynę Sabalenkę. Przypomniała przy tym o problemach raszynianki z ubiegłego sezonu

     

    Jej zdaniem trzy najwyżej notowane w rankingu WTA tenisistki powinny obawiać się i uważać na zagrożenie ze strony Jeleny Rybakiny. Kazaszka w jej opinii może namieszać w Australian Open.

     

    – Nigdy nie można też lekceważyć Jeleny Rybakiny. Gdy jej serwis i forhend działają, to naprawdę trudno ją pokonać – dodała

     

    Rybakina w 1. rundzie Australian Open zmierzy się z zaledwie 16-letnią Australijką Emerson Jones. W przypadku triumfu zmierzy się ze zwyciężczynią pary Nuria Parrizas-Diaz –Iva Jović. 

  • Ewa Pajor znów strzela! I zbliża się do Roberta Lewandowskiego [WIDEO]

    Ewa Pajor znów strzela! I zbliża się do Roberta Lewandowskiego [WIDEO]

    Ewa Pajor znów strzela! I zbliża się do Roberta Lewandowskiego [WIDEO

    Ewa Pajor znów błyszczy! Kolejny gol i świetny występ w meczu z Badaloną Ewa Pajor zdobyła kolejną bramkę dla Barcelony w spotkaniu przeciwko Badalonie, które zakończyło się imponującym wynikiem 6:0 na korzyść jej zespołu. Jednak nie tylko gol wyróżnił Polkę w tym meczu – Pajor miała również asystę i była jedną z kluczowych postaci na…

    Ewa Pajor znów błyszczy! Kolejny gol i świetny występ w meczu z Badaloną

    Ewa Pajor zdobyła kolejną bramkę dla Barcelony w spotkaniu przeciwko Badalonie, które zakończyło się imponującym wynikiem 6:0 na korzyść jej zespołu. Jednak nie tylko gol wyróżnił Polkę w tym meczu – Pajor miała również asystę i była jedną z kluczowych postaci na boisku. Jej fantastyczna forma sprawia, że z dużą przewagą prowadzi w klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej, a także zbliża się do osiągnięć Roberta Lewandowskiego w tym sezonie.

    Gol i asysta Pajor

    W meczu z Badaloną Ewa Pajor wpisała się na listę strzelców w 38. minucie, podnosząc wynik na 3:0 po składnej akcji zespołu. Było to jej już 14. trafienie w tym sezonie hiszpańskiej ligi, co czyni ją niekwestionowaną liderką w klasyfikacji strzelczyń. Dla porównania, Robert Lewandowski, lider strzelców w męskiej La Liga, ma na swoim koncie o dwa gole więcej. Pajor wyprzedza drugą w zestawieniu, Nigeryjkę Ednę Imede z Granady, aż o pięć trafień, co podkreśla jej dominację na hiszpańskich boiskach.

    To jednak nie wszystko, czym wyróżniła się polska zawodniczka w tym spotkaniu. Pajor dołożyła również asystę przy piątej bramce Barcelony, zdobytej przez Salmę Paralluelo. Jej wszechstronność i zaangażowanie sprawiają, że jest niezastąpionym elementem układanki trenera Barcelony.

    Dominacja Barcelony w lidze

    FC Barcelona kobiet kontynuuje swoją imponującą serię zwycięstw w tym sezonie. Drużyna prowadzi w tabeli z kompletem 15 wygranych meczów i niesamowitym bilansem bramkowym 69:7. Wicelider, Real Madryt, traci już 11 punktów do Barcelony, choć ma dwa zaległe mecze. Mimo to przewaga katalońskiego klubu jest wyraźna, a forma zespołu, w tym Ewy Pajor, nie pozostawia złudzeń co do ich dominacji w lidze.

    Pajor a Lewandowski – kto lepszy w Barcelonie?

    Forma Ewy Pajor sprawia, że jej nazwisko coraz częściej porównywane jest z Robertem Lewandowskim, liderem męskiej drużyny Barcelony. Oboje prezentują się znakomicie, prowadząc w klasyfikacjach strzelców swoich lig. Pajor, mimo że gra w lidze kobiecej, nie ustępuje statystykami swojemu starszemu klubowemu koledze.

    Jeśli Pajor utrzyma swoją formę, niewykluczone, że uda jej się dogonić, a może nawet wyprzedzić Lewandowskiego pod względem liczby zdobytych bramek w tym sezonie. Jedno jest pewne – oboje są niezastąpionymi liderami swoich drużyn i wzorem dla młodszych pokoleń.

  • Paweł Wąsek znokautował konkurencję w Zakopanem. Kamil Stoch wrócił na podium

    Paweł Wąsek znokautował konkurencję w Zakopanem. Kamil Stoch wrócił na podium

    Paweł Wąsek znokautował konkurencję w Zakopanem. Kamil Stoch wrócił na podiu

     

    Jeszcze kilka miesięcy temu na trwający weekend zaplanowane było rozegranie przedolimpijskich konkursów na skoczni w Predazzo, ale prace na obiekcie we Włoszech na to nie pozwoliły. W związku z tym na skoczni w Zakopanem oglądaliśmy mistrzostwa Polski pod znakiem powrotu Kamila Stocha. Nasz mistrz ostatecznie zajął drugie miejsce. Najlepszy okazał się Paweł Wąsek, który znokautował konkurencję po dwóch znakomitych skokach.

     

    Ostatnie miesiące w polskich skokach są serią niepowodzeń, w których raz na jakiś czas pojawią się pewne pozytywne wieści. W tym sezonie dotyczą one głównie duetu Paweł Wąsek – Aleksander Zniszczoł, którzy w pierwszej części prezentują się zdecydowanie najlepiej. Wąsek bardzo pozytywne sygnały wysłał podczas 73. Turnieju Czterech Skoczni, który ukończył na ósmym miejscu w klasyfikacji generalnej i ugruntował swoją pozycję w światowej czołówce.

     

    Oczywiście Wąska trudno zestawiać jeszcze z fenomenalnymi Austriakami, ale to są te sygnały, na które czekały polskie skoki od dawna. W trudnym momencie znaleźli się bowiem Ci, którzy liderowali naszej reprezentacji przez wiele poprzednich lat. Z pewnymi problemami walczyć muszą Kamil Stoch, Dawid Kubacki oraz Piotr Żyła. Trzykrotny mistrz olimpijski nie poleciał nawet na Turniej Czterech Skoczni, aby w spokoju trenować pod okiem Michała Dolezala. Paweł Wąsek mistrzem Polski. Wielka pogoń Kamila StochaPierwszym poważnym testem dla naszego mistrza miała być rywalizacja na skoczni w Zakopanem podczas mistrzostw Polski, w których udział wzięło aż 62 skoczków. Wszyscy oczywiście wyczekiwali tego, jak spiszą się Ci, którzy w teorii powinni latać najdalej. Pierwsza seria przez długi czas zaskakiwała, bo zdecydowaną większość jej czasu na fotelu lidera spędził… Kazach Ilya Mizernykh, który ostatecznie zajął w niej szóstce miejsce. Przed nim uplasowali się: Aleksander Zniszczoł (piąty po locie na 130 metrów), Kamil Stoch (czwarty po locie na 127,5 metrów), Piotr Żyła (trzeci po locie na 132,5 metra), Jakub Wolny (drugi po locie na 136,5 metra) oraz liderujący Paweł Wąsek, który popisał się próbą wylądowaną na odległości 145 metrów. Dopiero ósmy był Kubacki.

     

    Nasz brązowy medalista olimpijski w drugiej serii nie poprawił się znaczący sposób, ale udało mu się wyprzedził Daniła Wasiljewa. Zdecydowanie lepiej spisali się Olek Zniszczoł i Kamil Stoch. Ten drugi swoim lotem na 131 metrów wyprzedził trzeciego po pierwszej serii Piotra Żyłę, a także drugiego Jakuba Wolnego. Pieczątkę przy swoim zwycięstwie w drugiej serii postawił Wąsek, który po locie na 134,5 metra zapewnił sobie ponad 16 punktów przewagi nad drugim Stochem. Między skokami panów swoje próby mogły oddać także panie, których na rozbiegu zobaczyliśmy jednak ledwie siedem. Po pierwszej serii prowadziła nieco niespodziewanie Pola Bełtowska przed Anną Twardosz. Ostatecznie Twardosz odrobiła straty i dzięki skokowi w drugiej serii wyprzedziła Bełtowską, która ostatecznie straciła do niej ledwie jeden punkt.

  • Paweł Wąsek znokautował konkurencję w Zakopanem. Kamil Stoch wrócił na podium

    Paweł Wąsek znokautował konkurencję w Zakopanem. Kamil Stoch wrócił na podium

    Paweł Wąsek znokautował konkurencję w Zakopanem. Kamil Stoch wrócił na podium

    Jeszcze kilka miesięcy temu na trwający weekend zaplanowane było rozegranie przedolimpijskich konkursów na skoczni w Predazzo, ale prace na obiekcie we Włoszech na to nie pozwoliły. W związku z tym na skoczni w Zakopanem oglądaliśmy mistrzostwa Polski pod znakiem powrotu Kamila Stocha. Nasz mistrz ostatecznie zajął drugie miejsce. Najlepszy okazał się Paweł Wąsek, który znokautował konkurencję po dwóch znakomitych skokach.

     

    Ostatnie miesiące w polskich skokach są serią niepowodzeń, w których raz na jakiś czas pojawią się pewne pozytywne wieści. W tym sezonie dotyczą one głównie duetu Paweł Wąsek – Aleksander Zniszczoł, którzy w pierwszej części prezentują się zdecydowanie najlepiej. Wąsek bardzo pozytywne sygnały wysłał podczas 73. Turnieju Czterech Skoczni, który ukończył na ósmym miejscu w klasyfikacji generalnej i ugruntował swoją pozycję w światowej czołówce.

     

    Oczywiście Wąska trudno zestawiać jeszcze z fenomenalnymi Austriakami, ale to są te sygnały, na które czekały polskie skoki od dawna. W trudnym momencie znaleźli się bowiem Ci, którzy liderowali naszej reprezentacji przez wiele poprzednich lat. Z pewnymi problemami walczyć muszą Kamil Stoch, Dawid Kubacki oraz Piotr Żyła. Trzykrotny mistrz olimpijski nie poleciał nawet na Turniej Czterech Skoczni, aby w spokoju trenować pod okiem Michała Dolezala.

     

    Paweł Wąsek mistrzem Polski. Wielka pogoń Kamila Stocha

     

    Pierwszym poważnym testem dla naszego mistrza miała być rywalizacja na skoczni w Zakopanem podczas mistrzostw Polski, w których udział wzięło aż 62 skoczków. Wszyscy oczywiście wyczekiwali tego, jak spiszą się Ci, którzy w teorii powinni latać najdalej.

     

    Pierwsza seria przez długi czas zaskakiwała, bo zdecydowaną większość jej czasu na fotelu lidera spędził… Kazach Ilya Mizernykh, który ostatecznie zajął w niej szóstce miejsce. Przed nim uplasowali się: Aleksander Zniszczoł (piąty po locie na 130 metrów), Kamil Stoch (czwarty po locie na 127,5 metrów), Piotr Żyła (trzeci po locie na 132,5 metra), Jakub Wolny (drugi po locie na 136,5 metra) oraz liderujący Paweł Wąsek, który popisał się próbą wylądowaną na odległości 145 metrów. Dopiero ósmy był Kubacki.

     

    Nasz brązowy medalista olimpijski w drugiej serii nie poprawił się znaczący sposób, ale udało mu się wyprzedził Daniła Wasiljewa. Zdecydowanie lepiej spisali się Olek Zniszczoł i Kamil Stoch. Ten drugi swoim lotem na 131 metrów wyprzedził trzeciego po pierwszej serii Piotra Żyłę, a także drugiego Jakuba Wolnego. Pieczątkę przy swoim zwycięstwie w drugiej serii postawił Wąsek, który po locie na 134,5 metra zapewnił sobie ponad 16 punktów przewagi nad drugim Stochem.

     

    Między skokami panów swoje próby mogły oddać także panie, których na rozbiegu zobaczyliśmy jednak ledwie siedem. Po pierwszej serii prowadziła nieco niespodziewanie Pola Bełtowska przed Anną Twardosz. Ostatecznie Twardosz odrobiła straty i dzięki skokowi w drugiej serii wyprzedziła Bełtowską, która ostatecznie straciła do niej ledwie jeden punkt. Podium uzupełniła Nicole Konderla. 

     

  • Król-Walas znowu błyszczy w Pucharze Świata. Kapitalny triumf Polki w Scuolu

    Król-Walas znowu błyszczy w Pucharze Świata. Kapitalny triumf Polki w Scuolu

    Król-Walas znowu błyszczy w Pucharze Świata. Kapitalny triumf Polki w Scuolu

    Aleksandra Król-Walas weszła w końcówce listopada w świetnym stylu w zmagania Pucharu Świata w snowboardzie i zdobyła drugie miejsce w slalomie gigancie równoległym w chińskim Mylin Valley. Potem w swojej popisowej konkurencji pokazywała się również od jak najlepszej strony w dwóch odsłonach zawodów we Włoszech. 11 stycznia tymczasem w szwajcarskim Scuolu… wygrała całą rywalizację w gigancie pokonując w finale Japonkę Tsubaki Miki.

     

    Aleksandra Król-Walas rozpoczęła rywalizację w Pucharze Świata w snowboardzie w kampanii 2024/2025 “z wysokiego C” i zajęła w slalomie gigancie równoległym w chińskim Mylin Valley drugie miejsce, ustępując pola jedynie Czeszce Ester Ledeckiej.W tej samej konkurencji Polka odnosiła potem sukcesy również w zmaganiach w Carezzie oraz Cortinie d’Ampezzo – także i w Italii obejmowała drugie pozycje, tuż za Włoszką Jasmin Coratti oraz Austriaczką Sabine Payer.

     

    PŚ w Scuolu. Występ Król-Walas znów przyniósł ogrom emocjiNie może więc dziwić, że gdy gigant powrócił w terminarzu PŚ wraz z zawodami w szwajcarskim Scuolu nadzieje kibiców Król-Walas były naprawdę duże – i tylko urosły po tym, jak w kwalifikacjach objęła ona najniższe miejsce podium.Osamotniona w finałach “Biało-Czerwona”  – awansu do dalszych faz nie uzyskały niestety Olimpia Kwiatkowska (19. lokata), Weronika Dawidek (26.) i Maria Bukowska-Chyc (33.) – musiała na dobry początek spróbować swoich sił z Amerykanką Iris Pflum.

     

    W starciu tym wywodząca się z Zakopanego snowboardzistka uzyskała czas o 0,06 s lepszy od rywalki i tym samym przedarła się do ćwierćfinału, gdzie czekała już Payer. Na tym etapie zrobiło się już skrajnie emocjonująco – początkowo to Austriaczka minimalnie przeważała na pierwszym punkcie kontrolnym, ale ostatecznie… najpierw straciła swój zapas czasowy, a następnie przewróciła się i nie ukończyła zjazdu.Tym samym Polka miała zmierzyć się w półfinale z Holenderką Michelle Dekker – i pokazała tu wielką klasę, mając na drugim punkcie kontrolnym już 0,26 s przewagi. Jej przeciwniczka nie zdołała nawet dotrzeć do linii mety – tak czy inaczej na Król-Walas czekało już tylko jedno wyzwanie.

     

    W wielkim finale przeciwko Japonce Tsubaki Miki nasza reprezentantka znów była nie do zatrzymania – wyprzedziła rywalkę o 0,23 s i w ten sposób mogła cieszyć się z fantastycznego triumfu. Podium uzupełniła jeszcze jedna przedstawicielka “Kraju Kwitnącej Wiśni” Tomoka Takeuchi, która była lepsza od Dekker o 0,14 s.Tym samym Aleksandra Król-Walas umocniła się na pozycji liderki klasyfikacji generalnej slalomu giganta równoległego. Warto nadmienić, że to dopiero jej drugie w karierze zwycięstwo w PŚ – wcześniej mogła cieszyć się z podobnego sukcesu jedynie w austriackim Simonhoehe w styczniu 2022 roku.

     

    PŚ w snowboardzie. Kiedy kolejny konkurs?Kolejny konkurs Pucharu Świata odbędzie się dokładnie 14 stycznia w austriackim Bad Gastein – wówczas to uczestniczki współzawodnictwa pokażą swoje umiejętności w slalomie równoległym. Sezon zakończy się w połowie marca w niemieckim Winterbergu.

  • Sensacyjny werdykt ws. Szczęsnego, Flick się nie wahał. Przeciek z szatni Barcelony

    Sensacyjny werdykt ws. Szczęsnego, Flick się nie wahał. Przeciek z szatni Barcelony

    Sensacyjny werdykt ws. Szczęsnego, Flick się nie wahał. Przeciek z szatni Barcelon

     

    Przed El Clasico w hiszpańskich mediach trwa ożywiona debata dotycząca tego, który z bramkarzy powinien wybiec na boisko w podstawowym składzie. Hansi Flick nie chce uchylić rąbka tajemnicy, a kibice w przeważającej liczbie domagają się Wojciecha Szczęsnego. Polak spisał się znakomicie przeciwko Athletikowi w półfinale, a na dzień przed rywalizacją z Realem Madryt miała już zapaść decyzja względem jego występu. Hiszpanie ujawnili opinię Flicka.

     

    Debata dotycząca obsady bramki Barcelony zdaje się nie mieć końca. Hiszpańscy dziennikarze prześcigają się w przekazywaniu najnowszych wieści z szatni “Dumy Katalonii” a atmosfera zrobiła się niezwykle gorąca z uwagi na zbliżające się El Clasico. W finale Superpucharu Hiszpanii podopieczni Hansiego Flicka zmierzą się z Realem Madryt, a kibice przedstawili już swój pogląd na to, kto powinien stanąć między słupkami.

     

    Pena czy Szczęsny, kto na El Clasico? Kibice już wybraliRedakcja “Mundo Deportivo” przeprowadziła wśród fanów Barcy ankietę, której wyniki były przytłaczające. Aż 85 procent ankietowanych uważa, iż to Polak powinien bronić w niedzielnym El Clasico. Czy pokrywa się to z poglądem szkoleniowca “Blaugrany”? Ten za wszelką cenę starał się unikać odpowiedzi w trakcie konferencji prasowej.

     

    Na dzień przed Klasykiem prosto z Hiszpanii napłynęły przełomowe wieści ws. Wojciecha Szczęsnego. Dziennikarze redakcji “Mundo Deportivo” są przekonani, że to Polak wybiegnie na murawę w podstawowym składzie. Hiszpanie są pewni, że chociaż trener stara się wstrzymać z decyzją, ta już zapadła.

     

    Hiszpanie nie mają wątpliwości. Klasyk dla Wojciecha Szczęsnego34-latek zaimponował przeciwko Athletikowi, a do tego coraz częściej stara się być aktywny na przedpolu, wzorem swojego konkurenta. Pena najpewniej prezentował się właśnie w tym aspekcie. Jeśli jednak chodzi o same umiejętności, daleko mu do Polaka. To jednak dopiero początek dobrych wiadomości dla Szczęsnego.

     

    Większość hiszpańskich dziennikarzy uważa, że jeśli były reprezentant Polski zaprezentuje się przyzwoicie na tle Realu Madryt, może liczyć na miejsce w podstawowym składzie na kolejne spotkania, tym razem już w lidze. Drobne spóźnienie Inakiego Peni przed starciem półfinałowym w Supewrpucharze Hiszpanii może okazać się fatalnew skutkach. 

  • Wideo z Lewandowskim i Szczęsnym podbija sieć. “Polski duet”

    Wideo z Lewandowskim i Szczęsnym podbija sieć. “Polski duet”

    Wideo z Lewandowskim i Szczęsnym podbija sieć. “Polski duet”

    FC Barcelona opublikowała na Instagramie wideo z Robertem Lewandowskim i Wojciechem Szczęsnym. “Polski duet po raz pierwszy próbuje arabskiej herbaty” — czytamy w opisie. Na wpis zareagowały m.in. żony piłkarzy.

     

    Robert Lewandowski w 2022 r. został piłkarzem FC Barcelona i był jedynym Polakiem w klubie z Katalonii. Dwa lata później dołączył do niego Wojciech Szczęsny, z którym “Lewy” zna się i przyjaźni od lat. Niedawno obaj panowie mieli też szansę zagrać razem w barwach Dumy Katalonii. Kto wie, może w niedzielę 12 stycznia znów zaczną wspólnie kolejny mecz. Wtedy bowiem odbędzie się finał Superpucharu Hiszpanii, w którym to Duma Katalonii zmierzy się z Realem Madryt. Kibiców czeka więc kolejne El Clasico. Mecz ten rozgrywany będzie w Arabii Saudyjskiej.

     

    FC Barcelona zamieściła wideo z Robertem Lewandowskim i Wojciechem Szczęsnym. Zareagowały żony piłkarzy

    https://www.instagram.com/p/DEp_DLPAZ69/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

     

    Piłkarze Barcelony i Realu Madryt już od kilku dni są w Arabii Saudyjskiej. Tam bowiem rozgrywane były też półfinały Superpucharu Hiszpanii. Przy okazji wizyty we wspomnianym wcześniej kraju powstało nagranie, na którym widzimy Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego, próbujących arabskiej herbaty. Wideo to zostało umieszczone na oficjalnym profilu Dumy Katalonii na Instagramie.

     

    Do nagrania zostało też dołączone zdjęcie. Wpis szybko podbił sieć. Do momentu publikacji tego artykułu polubiło go ponad 975 tys. użytkowników. Na wpis zareagowało wielu kibiców, jak również żony Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego.

     

    “Polski duet” — napisała w komentarzu Anna Lewandowska. Dodała też kilka emotikon, w tym uśmiechniętych twarzy z oczami w kształcie serc. Na wpis emotikonami zareagowała też Marina Łuczenko-Szczęsna.

    Finał Superpucharu Hiszpanii zostanie rozegrany w niedzielę 12 stycznia. Początek meczu Real Madryt — FC Barcelona zaplanowano na godz. 20. Relację na żywo będzie można śledzić w naszym serwisie.

     

  • Iskry na linii Collins – Świątek. Amerykanka naprawdę to zrobiła, teraz się tłumaczy

    Iskry na linii Collins – Świątek. Amerykanka naprawdę to zrobiła, teraz się tłumaczy

    Iskry na linii Collins – Świątek. Amerykanka naprawdę to zrobiła, teraz się tłumacz

    Relacje między Igą Świątek a reprezentantka Stanów Zjednoczonych Danielle Collins są – najkrócej rzecz ujmują – złe. Obie panie niedawno po raz kolejny miały ze sobą styczność w trakcie rozgrywek United Cup i wówczas szeroko komentowano ich chłodne (lub wręcz lodowate) powitanie. Później Amerykanka postanowiła za to podgrzać atmosferę swoim zachowaniem w sieci, a teraz… tłumaczyła się ze swojej postawy.

    Iga Świątek i Danielle Collins bez dwóch zdań za sobą nie przepadają, a napięcie pomiędzy nimi zaczęło się w trakcie ostatnich letnich igrzysk olimpijskich, podczas których obie panie spotkały się w ćwierćfinale rozgrywek. Amerykanka kreczowała we wspomnianym starciu, a potem, jak sama przyznała, dała do zrozumienia Polce, że uważa ją za nieszczerą.Gęsta atmosfera pomiędzy sportsmenkami nawet po kilku miesiącach się nie rozrzedziła. W czasie zmagań spod szyldu United Cup Świątek i Collins co prawda nie rywalizowały ze sobą bezpośrednio, ale wymieniły na korcie uścisk dłoni – powitanie było jednak naprawdę chłodne:

    Następnie przedstawicielka USA zmieniła na Instagramie swoją fotografię profilową na ujęcie pochodzące dokładnie z momentu wymiany “uprzejmości” z raszynianką, co odebrano jako kolejną uszczypliwość względem drugiej rakiety świata…

    Danielle Collins tłumaczy się ze swoich zachowań. “Czasami śmieję się sama z siebie”Obecnie Danielle Collins szykuje się do występu w wielkoszlemowym Australian Open. Podczas konferencji prasowej przed swoim pierwszym meczem w Melbourne 31-latka otrzymała m.in. pytanie o wymianę uścisków dłoni w świecie tenisa.

    “Wszyscy mocno rywalizujemy ze sobą i dajemy z siebie wszystko, ale w ogólnym rozrachunku myślę, że nikt nie ma koniec końców z tym problemów” – stwierdziła. “Jestem tylko człowiekiem. Są sytuacje, które mi się podobają i takie, które mi się nie podobają. Na moim Instagramie pojawiają się memy z tym związane, moja twarz mówiła wszystko” – opisywała.”Jestem kimś, kto szczerze wyraża to co czuje i myśli i czasami śmieję się sama z siebie” – wskazała, dodając, że nie chce traktować własnej osoby zbyt serio i również inny poleca podobne podejście. “Kibice myślą, że znają dobrze zawodniczki i wiedzą, co dzieje się u nich na co dzień, ale tak nie jest” – skwitowała

    Australian Open 2025: Danielle Collins zna już swoją pierwszą rywalkęDanielle Collins swój pierwszy mecz na Australian Open 2025 rozegra w poniedziałek 13 stycznia mierząc się z Ukrainką Dariją Snihur. Amerykanka na AO dotarła najdalej do finału, co miało miejsce w 2022 roku – wówczas w starciu o trofeum przegrała z Ashleigh Barty.