• Nieprawdopodobna historia Szczęsnego. O tym nie miał prawa marzyć

    Nieprawdopodobna historia Szczęsnego. O tym nie miał prawa marzyć

    Nieprawdopodobna historia Szczęsnego. O tym nie miał prawa marzyć

    Gdy Jerzy Dudek żegnany był szpalerem przez piłkarzy Realu Madryt, to wydawało się, że lepszego rozstania z piłką nie można sobie wymarzyć. Tymczasem Wojciech Szczęsny staje przed szansą, by przeżyć jeszcze bardziej nieprawdopodobną historię, zakończoną z jeszcze większymi honorami – pisze w felietonie Piotr Jawor, dziennikarz Interii.

     

    Jest 2007 r. 34-letni Dudek podpisuje umowę z Realem Madryt i – zdaniem wielu – w taki sposób mości sobie posłanie na ciepłą i wygodną emeryturę. I rzeczywiście – piłkarsko w stolicy Hiszpanii wiele nie zwojował, ale mimo to stał się człowiekiem pożegnanym na Santiago Bernabeu szpalerem i owacjami na stojąco. Teraz na to samo może zasłużyć sobie Szczęsny, tylko że nie przez cztery lata, a w zaledwie kilka miesięcy.

     

    Dudek do Realu trafił już po erze “Galacticos”, gdy “Królewscy” wpadli się w wyraźny dołek. Co prawda z Polakiem w składzie zdołali zdobyć jeszcze mistrzostwo i Superpuchar w sezonie 2007/2008, ale wówczas Dudek zaliczył zaledwie jedno spotkanie. Za kadencji Polaka Real sięgnął jeszcze po Puchar Króla (też bez udziału Dudka), ale mimo to został on pożegnany z najwyższymi honorami. Z takimi samymi, na jakie dużo szybciej może zasłużyć sobie Szczęsny.

     

    Już początek jego przygody z Barceloną był jak scenariusz amerykańskiego filmu. Szczęsny został ściągnięty z emerytury, by pomóc zasłużonemu klubowi w potrzebie. Miał tylko pełnić rolę zmiennika dla Inakiego Peni i ewentualnie cierpliwie czekać na szansę. Przed opinią publiczną też zachowywał się tak, jak bohaterowi drugiego planu przystoi. Podkreślał, że Pena słusznie jest numerem jeden, że on sam siebie do bramki by na razie nie wpuścił, że każdy musi sobie zasłużyć na szansę. Przy tym jednak pracował tak, jakby jego kariera nie miała się powoli kończyć, ale zależeć od najbliższych tygodni. Słowem – w krótkim czasie zgromadził te wszystkie cechy, za które Dudek tak bardzo był ceniony w Realu.

     

    Tyle, że Szczęsny może dorzucić do tego także błysk sportowy i już w niedzielę zapracować na pierwsze trofeum dla Barcelony. Jego kilka świetnych interwencji już pomogło w awansie do finału, a 90 minut przeciwko Athletic Bilbao wystarczyło, by Polak kupił sobie ogromną życzliwość kibiców. W ankiecie to jego absolutnie widzą jako numer 1 podczas finału z Realem, a jeśli to właśnie Polak wyjdzie w podstawowym składzie, to będzie już tylko krok od tego, by zdobyć z Barceloną pierwsze trofeum.

     

    Bramkarz ściągnięty awaryjnie z emerytury, dbający o dobrą atmosferę i szybko odzyskujący formę z dawnych lat, staje naprzeciwko odwiecznemu rywalowi i wyczynia cuda przy strzałach Viniciusa, Mbappe, czy Bellinghama. Dzięki temu zostaje bohaterem, a Barcelona wygrywa być może jedyne trofeum w tym sezonie (a może dopiero pierwsze z czterech możliwych do zdobycia?).

     

    I nawet, jeśli ta filmowa historia Szczęsnego i Barcelony miałaby się szybko zakończyć, to czemu nie miałaby to być happy end ze szpalerem i owacjąna stojąco?

     

     

  • Koszmarny trening polskich skoczków. Jeden z kadrowiczów skończył w szpitalu

    Koszmarny trening polskich skoczków. Jeden z kadrowiczów skończył w szpitalu

    Koszmarny trening polskich skoczków. Jeden z kadrowiczów skończył w szpitalu

    To był prawdziwy koszmar na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Polscy skoczkowie dzień przed mistrzostwami Polski w Zakopanem skakali na obiekcie im. Stanisława Marusarza i działy się tam sceny koszmarne. Groźnie wyglądające upadki miało czterech juniorów, ale poważnie głowami o zeskok uderzali też Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny. Ten ostatni wylądował nawet w szpitalu. Trzeba było założyć trzy szwy na twarzy, ale to nie przeszkodziło mu w tym, by wywalczyć brązowy medal.

     

    Polskim skoczkom nie wiedzie się zbytnio w tym sezonie. Wyjątkiem jest tylko Paweł Wąsek, który wbił się do światowej czołówki, a w mistrzostwach Polski na Wielkiej Krokwi w Zakopanem zdeklasował kolegów, zostając – po raz pierwszy w karierze – mistrzem Polski.

     

    Reszta naszych kadrowiczów wciąż walczy o to, by zacząć skakać, jak Wąsek, który niemal zaraz za progiem błyskawicznie układa się na nartach i dzięki temu na dole ma na tyle dużą prędkość, że jest w stanie odlecieć.

     

    Jakub Wolny wylądował w szpitalu. Ma szwy na twarzy. Aleksander Zniszczoł był cały obolały

     

    Niewiele jednak zabrakło, a piątkowy trening na Wielkiej Krokwi wykluczyłby na jakiś czas ze startów dwóch naszych czołowych skoczków. Poważne upadki przy lądowaniu zaliczali bowiem Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny. Na zeskoku leżało też czterech juniorów. Wszystko przez świeży śnieg na dole skoczni.

     

    – Jak ruszam głową, to jeszcze czuję to, co wydarzyło się na piątkowym treningu. Przywaliłem nią trochę o zeskok – powiedział Zniszczoł, który miał lekko podrapaną brodę po przygodach na treningu.

     

    – Nie powiem. Odczułem to. W pierwszym sobotnim skoku miałem lekki stres. Skocznia już była fajnie przygotowana i przeszkadzał nam tylko wiaterek – dodał.

     

    Wiślanin przyznał, że nie było zagrożenia, jeśli chodzi o start w mistrzostwach Polski. Po upadku przy lądowaniu, kiedy mocno przeciągnęło go do przodu i poleciał na twarz, był jednak oszołomiony. Mimo tego chciał skakać, ale trenerzy postanowili, że nie będą ryzykować. W sobotę Zniszczoł przyznał, że miał mocno ponaciągane ciało.

     

    Skoczkiem, który najbardziej ucierpiał na piątkowym treningu, był Wolny. On finalnie wylądował w szpitalu. Trzeba było założyć trzy szwy na jego brodę.

     

    – Cieszę się, że w ogóle mogłem skakać w mistrzostwach Polski. Problem z brodą jest jednak najmniejszym problemem. Jestem po prosto cały obolały. Mimo tego moje skoki były na fajnym poziomie – mówił Wolny, który wywalczył brązowy medal mistrzostw Polski. Pierwszy w karierze w zimowych mistrzostwach kraju.

    Nie ukrywam, że trenerzy nie naciskali na start w mistrzostwach Polski. Dali mi możliwość wyboru, ale czułem się dobrze, choć mocno uderzyłem głową o zeskok. Po tym upadku nie czułem się dobrze, ale w sobotę było już w porządku~

    pregnant 29-latek.

    Wolny przyznał, że w treningu panowały trudne warunki. Przytrzymywało narty na zeskoku, bo był sypki śnieg i to był jeden z głównych problemów jego upadku. Do tego – jak mówił – popełnił błąd.🎤

    “Ten dzień wygląda okropnie”🎤

    – Trzeba było być ostrożnym i skoncentrowanym przy lądowaniu, bo jednak w piątkowym treningu było trochę świeżego śniegu na zeskoku. Trochę było zatem problemów na spadzie – mówił Dawid Kubacki, którego przygody jednak ominęły.

    Problemów nie miał też Wąsek, nowy mistrz Polski, który jednak też potwierdził, że warunki na skoczni wcale nie były łatwe.

    – To był rzeczywiście bardzo trudny trening ze względu na warunki, ale ja bardzo pewnie czuję się na nartach. Nigdy nie miałem większych problemów z lądowaniem. Nie było zatem obawy po tych upadkach. Wiedziałem jednak, że trzeba się przypilnować i lądować trochę bardziej z tyłu, by nie polecieć na twarz. Dlatego nie szalałem i nie starałem się robić telemarków, bo wtedy mogłoby się to źle skończyć – przyznał mistrz Polski.

    🎤Skocznia była dobrze przygotowana przed treningiem. Mieliśmy jednak jeden problem. Pojawił się świeży śnieg i on przytrzymywał narty przy lądowaniu. To są głupie upadki, które jednak odbywają się przy dużej prędkości. Tego zawsze obawia się FIS. Mieliśmy jednak szczęście, bo poza tym, że zawodnikom doskwierał ból po upadku, nie wydarzyło się nic poważniejszego, ale ten dzień wyglądał okropnie🎤

    mówił Thomas Thurnbichler, trener naszej kadry.🎤

  • Kamil Stoch i Piotr Żyła stoczą bój. I obaj mogą przegrać. Wszystko się potwierdziło

    Kamil Stoch i Piotr Żyła stoczą bój. I obaj mogą przegrać. Wszystko się potwierdziło

    Jeśli mistrzostwa Polski w Zakopanem miały dać konkretne odpowiedzi trenerowi Thomasowi Thurnbichlerowi przed zaplanowanym na kolejny weekend Pucharu Świata w skokach, to sprawdziły się doskonale. Austriak już wie, że najprawdopodobniej będzie musiał podjąć decyzję, którą w realiach polskich skoków można nazwać wręcz epokową. Szkoda, że zarazem będzie też w pewien sposób smutna dla wielu kibiców, którzy latami nawet nie brali takiego scenariusza pod uwagę. Był zbyt nierealny. A jednak…

     

    Nie ma co ukrywać, że trwa kolejny marny sezon w wykonaniu polskich skoczków. A słabe wyniki mają swoje skutki. Choćby takie, że Thurnbichler ma małe pole manewru i może wystawiać niewielu skoczków w kolejnych konkursach. W Zakopanem będzie to piątka zawodników. W normalnych okolicznościach to tak bardzo nie boli, skoro Polacy grają drugo- i trzecioplanowe role. Zakopane to jednak co innego. Własna skocznia, którą nasi znają jak własną kieszeń i kibice, którzy nigdy ich nie zawodzą. To wymarzone warunki, żeby szukać przełamania i odzyskiwania pewności siebie. Wszystko jednak wskazuje na to, że jeden z gigantów polskich skoków będzie musiał te zawody oglądać w telewizji lub z trybun jako kibic. Ale po kolei.

     

     

     

    Paweł Wąsek największym wygranym w kadrze

     

    REKLAMA

     

    Mistrzostwa Polski w Zakopanem potwierdziły, że dzisiaj numerem jeden w naszej kadrze jest Paweł Wąsek. Już podczas Turnieju Czterech Skoczni przerastał kolegów o kilka poziomów, teraz wygrał pierwsze złoto z ogromną przewagą. Jego pozycja jest niepodważalna i to akurat super wiadomość, bo jest też najmłodszym skoczkiem w kadrze, a o potrzebie świeżej krwi w polskich skokach piszemy od lat. Co ciekawe, gdyby dobrze wsłuchać się w głosy kadrowiczów, to można odnieść wrażenie, że jest też jedynym, który całkowicie zaufał Thurnbichlerowi i, jak widać, dobrze na tym wychodzi.

     

     

     

    Paweł Wąsek największym wygranym w kadrze

     

    REKLAMA

     

    Mistrzostwa Polski w Zakopanem potwierdziły, że dzisiaj numerem jeden w naszej kadrze jest Paweł Wąsek. Już podczas Turnieju Czterech Skoczni przerastał kolegów o kilka poziomów, teraz wygrał pierwsze złoto z ogromną przewagą. Jego pozycja jest niepodważalna i to akurat super wiadomość, bo jest też najmłodszym skoczkiem w kadrze, a o potrzebie świeżej krwi w polskich skokach piszemy od lat. Co ciekawe, gdyby dobrze wsłuchać się w głosy kadrowiczów, to można odnieść wrażenie, że jest też jedynym, który całkowicie zaufał Thurnbichlerowi i, jak widać, dobrze na tym wychodzi.

     

    Tuż za nim w Zakopanem był Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski ze startu w Turnieju Czterech Skoczni zrezygnował, żeby spokojnie trenować. Miał z kim, bo latem wypisał się drużyny austriackiego trenera i stworzył swój zespół z Michalem Doleżalem oraz Łukaszem Kruczkiem na czele. Przerwa się opłaciła, skoro teraz nie doskoczył tylko do Wąska. Trudno powiedzieć, co to da w zderzeniu ze światem. W tej krajowej grupie Kamil wydaje się być pewniakiem. Wydaje, bo Thomas Thurnbichler uważa inaczej i Kamila na jego liście pewniaków nie ma.

     

    – Jeszcze przed mistrzostwami Polski wskazałem czterech zawodników na Puchar Świata w Zakopanem. To Dawid Kubacki, ponieważ łapie coraz lepsze czucie, zmierza w dobrą stronę i chce mu okazać zaufanie. Oprócz niego wystąpią Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny –

     

     

     

    Paweł Wąsek największym wygranym w kadrze

     

    REKLAMA

     

    Mistrzostwa Polski w Zakopanem potwierdziły, że dzisiaj numerem jeden w naszej kadrze jest Paweł Wąsek. Już podczas Turnieju Czterech Skoczni przerastał kolegów o kilka poziomów, teraz wygrał pierwsze złoto z ogromną przewagą. Jego pozycja jest niepodważalna i to akurat super wiadomość, bo jest też najmłodszym skoczkiem w kadrze, a o potrzebie świeżej krwi w polskich skokach piszemy od lat. Co ciekawe, gdyby dobrze wsłuchać się w głosy kadrowiczów, to można odnieść wrażenie, że jest też jedynym, który całkowicie zaufał Thurnbichlerowi i, jak widać, dobrze na tym wychodzi.

     

    Tuż za nim w Zakopanem był Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski ze startu w Turnieju Czterech Skoczni zrezygnował, żeby spokojnie trenować. Miał z kim, bo latem wypisał się drużyny austriackiego trenera i stworzył swój zespół z Michalem Doleżalem oraz Łukaszem Kruczkiem na czele. Przerwa się opłaciła, skoro teraz nie doskoczył tylko do Wąska. Trudno powiedzieć, co to da w zderzeniu ze światem. W tej krajowej grupie Kamil wydaje się być pewniakiem. Wydaje, bo Thomas Thurnbichler uważa inaczej i Kamila na jego liście pewniaków nie ma.

     

    – Jeszcze przed mistrzostwami Polski wskazałem czterech zawodników na Puchar Świata w Zakopanem. To Dawid Kubacki, ponieważ łapie coraz lepsze czucie, zmierza w dobrą stronę i chce mu okazać zaufanie. Oprócz niego wystąpią Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny – powiedział Austriak.

     

    Thomas Thurnbichler (Foto: Foto Olimpik/NurPhoto / Getty Images)

     

    Piotr Żyła i Kamil Stoch mają problem

     

    Jeśli nie zmieni zdania, to zostaje jedno miejsce… a chętnych co najmniej dwóch, choć gdyby się okazało, że ktoś z naszych osiągnie jakieś spektakularne sukcesy w Pucharze Kontynentalnym w Klingenthal, sytuacja może się skomplikować jeszcze bardziej. Przynajmniej dla naszych dwóch gwiazd, bo generalnie spektakularnych sukcesów polskie skoki bardzo potrzebują.

     

     

  • Zwrot akcji przy 5:3 dla mistrzyni olimpijskiej. Sensacyjny scenariusz na Australian Open

    Zwrot akcji przy 5:3 dla mistrzyni olimpijskiej. Sensacyjny scenariusz na Australian Open

    Zwrot akcji przy 5:3 dla mistrzyni olimpijskiej. Sensacyjny scenariusz na Australian Open

    Za nami pierwszy mecz na Rod Laver Arena podczas tegorocznej edycji Australian Open. Rywalizację na tym korcie otwierała finalistka z ubiegłego sezonu – Qinwen Zheng. Mistrzyni olimpijska mierzyła się z kwalifikantką – Ancą Alexią Todoni. Pierwsza partia miała sensacyjny przebieg. Chinka prowadziła 5:3, miała cztery setbole. Na własne życzenie wpuściła jednak rywalkę do gry, ta miała nawet trzy okazje na zamknięcie pierwszej odsłony. Ostatecznie piąta rakieta świata opanowała jednak sytuację i triumfowała w całym pojedynku 7:6(3), 6:1.

     

    Australian Open to pierwszy przystanek dla Qinwen Zheng w sezonie 2025. Mistrzyni olimpijska z Paryża miała wziąć udział w drużynowych rozgrywkach United Cup, ale na kilka dni przed imprezą postanowiła wycofać się ze zmagań, chcąc otrzymać jeszcze kilka dodatkowych dni na odpoczynek i regenerację po wyczerpującym roku. W związku z tym jej debiut przypadł na imprezę rozgrywaną na kortach w Melbourne.

     

    W piątek Chinka miała okazję potrenować z Igą Świątek. To już niemal tradycja, że obie trenują ze sobą przy okazji większej imprezy. Dzisiaj nadszedł pierwszy test dla 22-latki. Tuż po godz. 1:30 czasu polskiego wyszła na Rod Laver Arena, by zmierzyć się z kwalifikantką – Ancą Alexią Todoni. Utalentowana Rumunka straciła tylko jednego seta na drodze do głównej drabinki. Wciąż to jednak piąta rakieta świata wyraźnie górowała w przedmeczowych notowaniach nad 20-latką będącą o 105 lokat niżej w rankingu WTA.

     

    Problemy Qinwen Zheng na otwarcie Australian Open. Później już poszło zgodnie z planem

     

    Na początku spotkania zawodniczka z eliminacji dzielnie utrzymywała swoje podania, nie dopuszczała faworytki do break pointów. Ta sytuacja uległa zmianie dopiero w siódmym gemie. Wówczas pojawiła się najpierw jedna, a potem także druga okazja dla Zheng. Doszło do przełamania, a potem potwierdzenia przewagi na 5:3. W następnym rozdaniu pojawił się pierwszy setbol dla Qinwen. Ostatecznie Todoni zgarnęła jednak czwarte “oczko” na swoje konto po długiej rywalizacji.

     

    Wydawało się, że Chinka nie będzie miała problemów z zamknięciem partii, bo po przerwie na zmianę stron miała własne podanie do dyspozycji. Wypracowała sobie prowadzenie 40-0, miała kolejne trzy szanse na zamknięcie premierowej odsłony. Mimo to wpuściła przeciwniczkę do gry. Rumunka doprowadziła do stanu równowagi i zrobiło się ciekawie. W następnych minutach pojawiały się break pointy na 5:5. Za drugą okazję Anca Alexia doprowadziła do wyrównania.

     

    Emocje nie ustawały. Tenisistka będąca na 110. miejscu w rankingu nabrała wiatru w żagle i zaczęła spychać mistrzynię olimpijską do defensywy. W dwunastym gemie pojawiły się łącznie trzy setbole dla Todoni. Finalistka Australian Open sprzed roku wybrnęła jednak z opresji, przede wszystkim dzięki dobremu serwisowi, który pomógł jej w krytycznym momencie. Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym od stanu 2:2 to Zheng dyktowała warunki na korcie. Wygrała cztery akcje z rzędu i zbudowała sobie przewagę. Qinwen triumfowała w pierwszej partii 7:6(3).

     

    Drugi set przebiegał już inaczej, pod dyktando złotej medalistki z Paryża. Chociaż na początku nie zabrakło emocji. Rumunka miała break pointa już w gemie otwarcia, ale Zheng odparła atak i później sama wywalczyła przełamanie, tym samym nieco studząc zapędy w poczynaniach przeciwniczki. Qinwen zaczęła kontrolować sytuację na korcie. Todoni swoje jedyne “oczko” w tej partii zgarnęła w czwartym gemie. Później znów pojawiła się korzystna seria dla reprezentantki Chin. Ostatecznie finalistka Australian Open sprzed roku triumfowała 7:6(3), 6:1. W kolejnej rundzie zagra z Laurą Siegeund lub Hailey Baptiste.

     

  • Zwrot akcji przy 5:3 dla mistrzyni olimpijskiej. Sensacyjny scenariusz na Australian Open

    Zwrot akcji przy 5:3 dla mistrzyni olimpijskiej. Sensacyjny scenariusz na Australian Open

    Zwrot akcji przy 5:3 dla mistrzyni olimpijskiej. Sensacyjny scenariusz na Australian Ope

    Za nami pierwszy mecz na Rod Laver Arena podczas tegorocznej edycji Australian Open. Rywalizację na tym korcie otwierała finalistka z ubiegłego sezonu – Qinwen Zheng. Mistrzyni olimpijska mierzyła się z kwalifikantką – Ancą Alexią Todoni. Pierwsza partia miała sensacyjny przebieg. Chinka prowadziła 5:3, miała cztery setbole. Na własne życzenie wpuściła jednak rywalkę do gry, ta miała nawet trzy okazje na zamknięcie pierwszej odsłony. Ostatecznie piąta rakieta świata opanowała jednak sytuację i triumfowała w całym pojedynku 7:6(3), 6:1.

    Australian Open to pierwszy przystanek dla Qinwen Zheng w sezonie 2025. Mistrzyni olimpijska z Paryża miała wziąć udział w drużynowych rozgrywkach United Cup, ale na kilka dni przed imprezą postanowiła wycofać się ze zmagań, chcąc otrzymać jeszcze kilka dodatkowych dni na odpoczynek i regenerację po wyczerpującym roku. W związku z tym jej debiut przypadł na imprezę rozgrywaną na kortach w Melbourne.

    W piątek Chinka miała okazję potrenować z Igą Świątek. To już niemal tradycja, że obie trenują ze sobą przy okazji większej imprezy. Dzisiaj nadszedł pierwszy test dla 22-latki. Tuż po godz. 1:30 czasu polskiego wyszła na Rod Laver Arena, by zmierzyć się z kwalifikantką – Ancą Alexią Todoni. Utalentowana Rumunka straciła tylko jednego seta na drodze do głównej drabinki. Wciąż to jednak piąta rakieta świata wyraźnie górowała w przedmeczowych notowaniach nad 20-latką będącą o 105 lokat niżej w rankingu WTA.

    Problemy Qinwen Zheng na otwarcie Australian Open. Później już poszło zgodnie z planemNa początku spotkania zawodniczka z eliminacji dzielnie utrzymywała swoje podania, nie dopuszczała faworytki do break pointów. Ta sytuacja uległa zmianie dopiero w siódmym gemie. Wówczas pojawiła się najpierw jedna, a potem także druga okazja dla Zheng. Doszło do przełamania, a potem potwierdzenia przewagi na 5:3. W następnym rozdaniu pojawił się pierwszy setbol dla Qinwen. Ostatecznie Todoni zgarnęła jednak czwarte “oczko” na swoje konto po długiej rywalizacji.Wydawało się, że Chinka nie będzie miała problemów z zamknięciem partii, bo po przerwie na zmianę stron miała własne podanie do dyspozycji. Wypracowała sobie prowadzenie 40-0, miała kolejne trzy szanse na zamknięcie premierowej odsłony. Mimo to wpuściła przeciwniczkę do gry. Rumunka doprowadziła do stanu równowagi i zrobiło się ciekawie. W następnych minutach pojawiały się break pointy na 5:5. Za drugą okazję Anca Alexia doprowadziła do wyrównania.

    Emocje nie ustawały. Tenisistka będąca na 110. miejscu w rankingu nabrała wiatru w żagle i zaczęła spychać mistrzynię olimpijską do defensywy. W dwunastym gemie pojawiły się łącznie trzy setbole dla Todoni. Finalistka Australian Open sprzed roku wybrnęła jednak z opresji, przede wszystkim dzięki dobremu serwisowi, który pomógł jej w krytycznym momencie. Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym od stanu 2:2 to Zheng dyktowała warunki na korcie. Wygrała cztery akcje z rzędu i zbudowała sobie przewagę. Qinwen triumfowała w pierwszej partii 7:6(3).Drugi set przebiegał już inaczej, pod dyktando złotej medalistki z Paryża. Chociaż na początku nie zabrakło emocji. Rumunka miała break pointa już w gemie otwarcia, ale Zheng odparła atak i później sama wywalczyła przełamanie, tym samym nieco studząc zapędy w poczynaniach przeciwniczki. Qinwen zaczęła kontrolować sytuację na korcie. Todoni swoje jedyne “oczko” w tej partii zgarnęła w czwartym gemie. Później znów pojawiła się korzystna seria dla reprezentantki Chin. Ostatecznie finalistka Australian Open sprzed roku triumfowała 7:6(3), 6:1. W kolejnej rundzie zagra z Laurą Siegeund lub Hailey Baptiste.

  • Lukas Podolski reaguje po skandalicznym zachowaniu! Ważny gest

    Lukas Podolski reaguje po skandalicznym zachowaniu! Ważny gest

    Lukas Podolski reaguje po skandalicznym zachowaniu! Ważny ges

     

    Kiedy emocje opadły, Lukas Podolski przeprosił piłkarza Wisłoki Dębica za swój skandaliczny faul i wybuch złości podczas halowego turnieju towarzyskiego. Mistrz świata z 2014 r. bił się w pierś za swoje zachowanie, a w sieci pojawiło się zdjęcie, jak przekazuje swoją koszulkę poszkodowanemu Jakubowi Siedleckiemu.

     

    Gwiazdor Górnika Zabrze w sobotni wieczór rozpętał sporą burzę w sieci, kiedy pojawiło się wideo z jego bandyckim faulu podczas halowego turnieju towarzyskiego. Podolski w spotkaniu z Wisłoką Dębica sfaulował rywala, trafiając go wyprostowaną nogą w kolano. To przewinienie mogło wykluczyć gracza Wisłoki na długie miesiące.

     

    Lukas Podolski przeprosił za swoje skandaliczne zachowanie

    Po turnieju, kiedy emocje opadły, Podolski zdecydował się przeprosić Jakuba Siedleckiego. Dał mu koszulkę Górnika, a następnie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie.

     

    “Na boisku były emocje, ale po meczu jest zgoda. Przepraszam za ostry faul. Wszystkiego dobrego w sezonie” — napisał na platformie X Podolski

     

    Podolski po tej sytuacji zachował się zupełnie inaczej niż po meczu Górnika z Piastem w PKO BP Ekstraklasie. Przypomnijmy, że w końcówce tamtego meczu Niemiec najpierw ostra sfaulował Damiana Kądziora, za co powinien zostać ukarany czerwoną kartką. Tuż po przewinieniu zaczął pokazywać gesty Kozakiewicza, a później z premedytacją popchnął Jakuba Czerwińskiego, żeby ostatecznie po spotkaniu nie czuć żadnej skruchy

  • Kłopoty mistrzyni olimpijskiej z kwalifikantką. Prowadziła 5:3 i… broniła setboli

    Kłopoty mistrzyni olimpijskiej z kwalifikantką. Prowadziła 5:3 i… broniła setboli

    Kłopoty mistrzyni olimpijskiej z kwalifikantką. Prowadziła 5:3 i… broniła setbol

     

    Mistrzyni olimpijska gra dalej! Qinwen Zheng wygrała z Ancą Alexią Todoni 7:6(3), 6:1 w pierwszej rundzie Australian Open. Szczególnie ciekawie było w pierwszym secie, gdy Chinka prowadziła już 5:3, ale wypuściła przewagę i musiała bronić piłek setowych. Rankingowa “piątka” może mówić o szczęśliwym losowaniu. Przed nią autostrada do czwartej rundy. Kłopoty zaczną się później. W ćwierćfinale może dojść do wielkiego hitu.

     

    22-letnia Zheng w szerokiej czołówce znalazła się już w 2022 r., ale prawdziwy przełom nastąpił w ubiegłym roku. Chinka najpierw wdarła się do pierwszej dziesiątki rankingu WTA, a sezon zakończyła na najwyższej w karierze piątej lokacie. W międzyczasie zdobyła złoto olimpijskie w Paryżu, wygrała turniej w Tokio, a także zameldowała się w finale w Australian Open, Wuhan i w Rijadzie.

     

    Młoda tenisistka zapowiadała, że 2025 r. ma być w jej wykonaniu jeszcze lepszy. Chinka sezon rozpoczęła od Australian Open. W pierwszej rundzie trafiła na kwalifikantkę Ancę Alexię Todoni (110. WTA), którą ograła w dwóch setach. O ile drugi był formalnością, o tyle w pierwszym Zheng musiała się na zwycięstwo mocno napracować.

     

    Problemy Zheng na początku Australian Open. Broniła setboli

    Rumunka jako pierwsza straciła swój serwis, ale po niesamowitej walce zdołała najpierw wybronić piłkę setową, a w kolejnym gemie wyrównać stan seta na 5:5. Chwilę później wypracowała sobie nawet trzy szanse na seta, ale żadnej z nich nie wykorzystała. Ostatecznie w tie-breaku musiała uznać wyższość wyżej sklasyfikowanej rywalki, przegrywając 6:7(3).

     

    W drugim secie Chinka nie dała Todoni najmniejszych szans, ogrywając Rumunkę 6:1.

     

    Świetne losowanie Zheng. Autostrada do ćwierćfinału

    Przed Zheng bardzo korzystna drabinka Australian Open. 22-latka w drugiej rundzie turnieju zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Laura Siegemund (79. WTA) i Hailey Baptiste (88. WTA). W trzeciej rundzie może zagrać z Anastazją Potapową (35. WTA), Tamarą Zidansek (180. WTA), Anastazją Pawluczenkową (28. WTA) lub Yue Yuan (51. WTA).

     

    W czwartej rundzie najwyżej rozstawionymi tenisistkami, z którymi może się spotkać będą Diana Sznajder (12. WTA) i Donna Vekić (18. WTA). W ćwierćfinale skala trudności momentalnie skoczy, bo jej rywalką może być m.in.Aryna Sabalenka.

  • Problemy organizatorów Australian Open! Nowe informacje w sprawie meczu Polki

    Problemy organizatorów Australian Open! Nowe informacje w sprawie meczu Polki

    Problemy organizatorów Australian Open! Nowe informacje w sprawie meczu Polk

     

    Maja Chwalińska miała rozpocząć swój udział w tegorocznej edycji turnieju Australian Open już w niedzielę 12 stycznia. Jednak z powodu opadów deszczu mecz Polki został przełożony.

     

    Organizatorzy Australian Open już pierwszego dnia rywalizacji natknęli się na spory problem. Przez mocne opady deszczu w Melbourne większość pojedynków, które miały zostać rozegrane na odkrytych kortach, zostało przeniesionych. Tak też stało się z meczem Mai Chwalińskiej.

     

    Polka miała rozpocząć zmagania podczas pierwszego wielkoszlemowego turnieju w tym sezonie już w niedzielę 12 stycznia. Naprzeciwko niej miała stanąć plasująca się na 92. miejscu w rankingu WTA Jule Niemeier. Do starcia Chwalińskiej z niemiecką tenisistką jednak nie doszło – wszystko przez mocne opady deszczu. Najprawdopodobniej mecz 23-latki zostanie rozegrany w poniedziałek 13 stycznia.

     

     

     

    Warto przypomnieć, że Chwalińska, która awansowała do głównej drabinki wielkoszlemowego turnieju poprzez kwalifikacje, jest jedną z czterech Polek, które biorą udział w tegorocznych rozgrywkach singlowych na Australian Open. W Melbourne swoje spotkania rozgrywać będą również Iga Świątek, Magda Linette i Magdalena Fręch. W singlu panów zobaczymy natomiast Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka.

  • Lukas Podolski reaguje po skandalicznym zachowaniu! Ważny gest

    Lukas Podolski reaguje po skandalicznym zachowaniu! Ważny gest

    Kiedy emocje opadły, Lukas Podolski przeprosił piłkarza Wisłoki Dębica za swój skandaliczny faul i wybuch złości podczas halowego turnieju towarzyskiego. Mistrz świata z 2014 r. bił się w pierś za swoje zachowanie, a w sieci pojawiło się zdjęcie, jak przekazuje swoją koszulkę poszkodowanemu Jakubowi Siedleckiemu.

    Gwiazdor Górnika Zabrze w sobotni wieczór rozpętał sporą burzę w sieci, kiedy pojawiło się wideo z jego bandyckim faulu podczas halowego turnieju towarzyskiego. Podolski w spotkaniu z Wisłoką Dębica sfaulował rywala, trafiając go wyprostowaną nogą w kolano. To przewinienie mogło wykluczyć gracza Wisłoki na długie miesiące.

    Po turnieju, kiedy emocje opadły, Podolski zdecydował się przeprosić Jakuba Siedleckiego. Dał mu koszulkę Górnika, a następnie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie.

    Na boisku były emocje, ale po meczu jest zgoda. Przepraszam za ostry faul. Wszystkiego dobrego w sezonie” — napisał na platformie X Podolski.

    Podolski po tej sytuacji zachował się zupełnie inaczej niż po meczu Górnika z Piastem w PKO BP Ekstraklasie. Przypomnijmy, że w końcówce tamtego meczu Niemiec najpierw ostra sfaulował Damiana Kądziora, za co powinien zostać ukarany czerwoną kartką. Tuż po przewinieniu zaczął pokazywać gesty Kozakiewicza, a później z premedytacją popchnął Jakuba Czerwińskiego, żeby ostatecznie po spotkaniu nie czuć żadnej skruchy.

  • Elena Rybakina doubles down in defence of coach under investigation

    Elena Rybakina doubles down in defence of coach under investigation

    Elena Rybakina, the 2022 Wimbledon champion, has publicly defended her former coach, Stefano Vukov, following his provisional suspension by the Women’s Tennis Association (WTA) amid an ongoing investigation into alleged misconduct. Rybakina, who had parted ways with Vukov in August 2024, recently announced his return to her coaching team, a decision that has attracted scrutiny within the tennis community.

    The WTA’s provisional suspension prevents Vukov from obtaining credentials for its tournaments, effectively barring him from accessing player-only areas, including practice courts and training facilities. While the specific allegations against Vukov have not been publicly disclosed, his coaching demeanor has previously faced criticism. Notably, during Rybakina’s run to the 2023 Australian Open final, former Grand Slam doubles champion Pam Shriver expressed concerns over Vukov’s courtside behavior, suggesting that Rybakina should seek a coach who “speaks and treats her with respect at all times.”

    In response to the suspension, Rybakina stated, “I can only say, and I said it already before, that he never mistreated me, it was never anything like that.” She emphasized her longstanding professional relationship with Vukov, noting, “Stefano is re-joining the team because I know the person for six years, and there’s a lot of things we can do outside of the court too.”

    Vukov has denied any wrongdoing, asserting, “I never abused anyone.” The WTA, while refraining from commenting on active investigations, acknowledged the necessity to address recent public statements that may misrepresent the situation. The organization stated, “We will not provide further details at this point in time.”

    Rybakina’s decision to reintegrate Vukov into her coaching team comes as she prepares for the upcoming Australian Open. She has also been working with Goran Ivanisevic, former coach of Novak Djokovic, who joined her team in November 2024. Rybakina expressed satisfaction with the current coaching arrangement, stating, “I’m happy the way we work now for the couple of weeks.”

    The situation has elicited varied reactions within the tennis community. Pam Shriver, responding to the news of Vukov’s reinstatement, remarked, “It’s time for our entire sport to finally stand up to known abuse and cult-like manipulations of players.” Rybakina, however, has expressed frustration over such comments, particularly from individuals within the tour, stating, “I’m not happy with the comments which I see, especially from the people who are on the tour. It’s active coaches, commentators. I don’t think that … .”

    As the WTA’s investigation continues, the implications for Rybakina’s coaching dynamics remain uncertain. The tennis community awaits further developments, particularly concerning Vukov’s potential involvement in upcoming tournaments, including the Australian Open.