• Mistrzostwo Świątek na Roland Garros 2024: Pokaz Siły Forehandu i Zwinności w Obronie

    Mistrzostwo Świątek na Roland Garros 2024: Pokaz Siły Forehandu i Zwinności w Obronie

    Mistrzostwo Świątek na Roland Garros 2024: Pokaz Siły Forehandu i Zwinności w Obronie

    Iga Świątek po raz czwarty w karierze triumfowała na kortach Rolanda Garrosa, udowadniając, że na paryskiej mączce nie ma sobie równych. Jej zwycięstwo w finale nad Eleną Rybakiną (6:3, 7:5) było pokazem tenisowej precyzji, siły oraz niezwykłej zdolności do obrony trudnych piłek.

    Forehand jako klucz do zwycięstwa

    Jednym z najważniejszych elementów gry Świątek w tegorocznym turnieju był jej niezawodny forehand. Dzięki precyzyjnym i mocnym uderzeniom Polka nieustannie wywierała presję na rywalkach, zmuszając je do błędów. Szczególnie w finałowym meczu przeciwko Rybakinie Świątek wielokrotnie wykorzystywała ten atut, zdobywając kluczowe punkty w decydujących momentach.

    Zwinność w obronie

    Nie mniej imponujące było defensywne ustawienie Świątek. Nawet w trudnych sytuacjach potrafiła odbierać niemal niemożliwe do osiągnięcia piłki. Jej szybkie reakcje i doskonała praca nóg pozwalały nie tylko na skuteczną obronę, ale również na natychmiastowe przejście do ataku.

    Droga do triumfu

    Na swojej drodze do finału Świątek pokonała takie rywalki jak Jessica Pegula, Aryna Sabalenka i Coco Gauff. Każdy z tych meczów był wyjątkowym testem jej umiejętności, jednak Polka z każdym kolejnym spotkaniem udowadniała, że jest w szczytowej formie.

    Komentarze i reakcje

    Po meczu Świątek podkreślała, jak wiele znaczy dla niej kolejny triumf w Paryżu. „To wyjątkowe miejsce, a każde zwycięstwo tutaj smakuje inaczej. Cieszę się, że mogłam pokazać swój najlepszy tenis” – mówiła z uśmiechem.

    Historyczny sukces

    Czwarty tytuł na Roland Garros plasuje Świątek wśród najlepszych tenisistek w historii tego turnieju. Eksperci nie mają wątpliwości – Polka jest obecnie nie tylko królową mączki, ale także jedną z najważniejszych postaci światowego tenisa.

    Jej triumf w 2024 roku zapisze się na kartach historii jako kolejny dowód na niezwykły talent i determinację tej młodej zawodniczki. Świątek potwierdziła, że jest nie tylko mistrzynią kortu, ale także inspiracją dla milionów fanów sportu na całym świecie.

     

  • Polski dzień na Australian Open! Cztery mecze Biało-Czerwonych

    Polski dzień na Australian Open! Cztery mecze Biało-Czerwonych

    Polski dzień na Australian Open! Cztery mecze Biało-Czerwonyc

     

    W poniedziałek, drugiego dnia wielkoszlemowego Australian Open w Melbourne, mają się odbyć mecze pierwszej rundy czterech polskich tenisistek. Już o godzinie 1.00 czasu polskiego na kort wyjdzie Magda Linette, a później Magdalena Fręch, Iga Świątek i Maja Chwalińska.

     

    . w światowym rankingu Linette zmierzy się z Japonką Moyuką Uchijimą (63. WTA). To będzie ich czwarte spotkanie. Wszystkie wygrała Polka.

     

     

     

    ZOBACZ TAKŻE: Zmiany w czołówce rankingu! Złe wieści dla polskich tenisistek

     

     

     

    Około 3:00 na korcie może pojawić się rozstawiona z numerem 23. Fręch, którą czeka spotkanie z rosyjską kwalifikantką Poliną Kudiermietową (57. WTA). Ich mecz zaplanowano jako drugi, po spotkaniu Brytyjki Jodie Burrage z Francuzką Leolią Jeanjean.

     

     

     

    Nie przed 3:30 rozpocznie się spotkanie Świątek z Kateriną Siniakovą (50. WTA). Wiceliderka światowego rankingu i Czeszka zagrają po meczu Greka Stefanosa Tsitsipasa z Amerykaninem Alexem Michelsenem.

     

     

     

    Chwalińska (126. WTA) natomiast pierwotnie miała grać z Niemką Jule Niemeier (93. WTA) już w niedzielę, ale na przeszkodzie stanął deszcz. W poniedziałek na korcie pojawią się prawdopodobnie po 5:00. Ich mecz zaplanowano jako trzeci.

     

     

     

    Pierwsza runda AO rozłożona jest na trzy dni. We wtorek Hubert Hurkacz zagra z Holendrem Tallonem Griekspoorem, a Kamil Majchrzak z Hiszpanem Pablo Carreno Bustą

     

  • Hurkacz ogłosił to całemu światu! Złączył się z gigantem. “Twórzmy historię”

    Hurkacz ogłosił to całemu światu! Złączył się z gigantem. “Twórzmy historię”

    Hurkacz ogłosił to całemu światu! Złączył się z gigantem. “Twórzmy historię

    Hubert Hurkacz po występie w United Cup przygotowuje się do udziału w Australian Open. Ale zanim wyszedł na kort, przekazał istotne informacje. Właśnie oficjalnie stało się jasne, że zdecydował się związać z tenisowym gigantem. “Witamy topowego sportowca, byłego światowego nr 6 i dwukrotnego mistrza Masters 1000” – czytamy w mediach społecznościowych.

     

    Hubert Hurkacz (18. ATP) może mieć mieszane uczucia po starcie sezonu. W United Cup w singlu pokonał znacznie niżej notowanych tenisistów: Billy’ego Harrisa (127. ATP) i Aleksandra Szewczenkę (77. ATP), za to przegrał z Taylorem Fritzem (4. ATP), Casperem Ruudem (6. ATP) oraz Tomasem Machacem (25. ATP). Teraz przed nim start w Australian Open, ale jeszcze przed pierwszym meczem Polak ogłosił ważną wiadomość.

     

    Hubert Hurkacz oficjalnie ogłosił nawiązanie współpracy z gigantem. Korzystał z jego sprzętu już podczas United Cup

    Od 2019 r. Polak korzystał ze sprzętu firmy Yonex. Jednak z końcem poprzedniego roku zakończył tę współpracę i ma nowych sponsorów technicznych. Obecnie można go oglądać w stroju Adidasa, a to nie koniec.

     

    Już podczas United Cup niektórzy kibice zauważyli u Hurkacza rakietę Wilsona, marki doskonale znanej i bardzo cenionej w świecie tenisa. W niedzielę to partnerstwo zostało oficjalnie potwierdzone. “Za każdym wspaniałym graczem stoi mocny fundament. A za tym przyszłym dziedzictwem stoi Wilson. Witamy topowego sportowca, byłego światowego nr 6 i dwukrotnego mistrza Masters 1000, Hubiego Hurkacza w rodzinie Wilsona. To zaszczyt być częścią Twojej wielkości – razem twórzmy historię” – czytamy we wpisie firmy na Instagramie, który udostępniono także u Polaka

     

    Zmiany u Huberta Hurkacza. Nowy sprzęt, nowi trenerzy

    Ostatnie tygodnie to u 27-latka czas dużych zmian. Nie tylko związał się z nowymi partnerami technicznymi, ale także ma zupełnie nowy sztab szkoleniowy. Od niedawna pomagają mu dwie legendy tenisa: Ivan Lendl oraz Nicolas Massu, który zasiadał w boksie Polaków podczas United Cup.

     

    Tamta impreza nie okazała się aż tak udana dla Huberta Hurkacza, który o poprawę postara się podczas Australian Open. I już na początek czeka go wymagające spotkanie z Tallonem Griekspoorem (40. ATP) – z czterech dotychczasowych meczów przeciwko Holendrowi dwa wygrał i dwa przegrał.

  • Pierwsza sensacja w Australian Open! Rok temu pokonała Igę Świątek, teraz odpada w I rundzie

    Pierwsza sensacja w Australian Open! Rok temu pokonała Igę Świątek, teraz odpada w I rundzie

    Rok temu sensacyjnie wyeliminowała Igę Świątek z Australian Open, a teraz błyskawicznie odpadła z turnieju! Czeszka Linda Noskova podchodziła do rywalizacji jako jedna z rozstawionych zawodniczek, ale zawiodła i niespodziewanie przegrała z Clarą Tauson 7:5, 3:6, 4:6.

    W Australii to był chyba najbardziej rozczarowujący dla mnie turniej tego roku — wspominała ubiegłoroczne Australian Open w rozmowie z Canal+ Iga Świątek. W serialu “Cztery pory Igi” wiceliderka rankingu ujawniła kulisy sensacyjnej porażki z Lindą Noskovą w styczniu 2024 r. Pomimo prowadzenia przegrała tamten mecz w trzech setach i odpadła z turnieju. Okazja do rewanżu nadeszła jednak bardzo szybko i wtedy polska faworytka była już bezlitosna.

    Teraz okazji na kolejne stracie tych zawodniczek w Australian Open nie będzie. A wszystko przez sensacyjną porażkę Czeszki! To pierwsza rozstawiona tenisistka wielkoszlemowego turnieju, która pożegnała się z rywalizacją.

    Sensacja! Rok temu wyrzuciła z turnieju Igę Świątek. Teraz zawiodła

    Linda Noskova dobrze zaczęła mecz z Clarą Tauson i wygrała pierwszego seta 7:5. W kolejnych partiach to jednak Dunka była znacznie konkretniejsza na korcie i zwyciężyła najpierw 6:3, a potem 6:4. Taki wynik to niespodzianka, bowiem Czeszka była rozstawiona w turnieju z numerem 29.

    Tauson po efektownym zwycięstwie w drugiej rundzie Australian Open zmierzy się z Niemką Tatjaną Marią.

  • Bezterminowe prawo jazdy do wymiany. Do kiedy ważny jest stary dokument?

    Bezterminowe prawo jazdy do wymiany. Do kiedy ważny jest stary dokument?

    Kierowcy, którzy otrzymali bezterminowe prawo jazdy przed marcem 2013 r., w okresie między 19 stycznia 2028 r. a 18 stycznia 2033 r. będą musieli wymienić dokumenty na nowe. Zmiana dotknie blisko 15 mln osób. Nowe prawo jazdy dla kategorii A, B i B+E będzie miało 15-letnią ważność. Dla kategorii C i D będzie to pięć lat.

    Bezterminowe prawo jazdy (oznaczone kreską w rubryce nr 11 dokumentu) podlega obowiązkowej wymianie od 19 stycznia 2028 r. do 18 stycznia 2033 r. Kierowcy, którzy nie wymienią prawa jazdy w określonym terminie, narażają się na mandat w wysokości nawet 5 tys. zł.

    Wymiana dokumentów ma związek z koniecznością aktualizacji danych kierowcy — podkreśla Auto Świat, który przypomina również, że posiadacze prawa jazdy mogą korzystać również z cyfrowej wersji dokumentu, dostępnej w aplikacji mObywatel.

    Wymiana prawa jazdy

    Obowiązkowa wymiana prawa jazdy nie będzie wiązała się z koniecznością ponownego zdawania egzaminu czy przechodzenia badań lekarskich, o ile te ostatnie nie straciły ważności. Konieczne będzie jedynie złożenie stosownego wniosku, dostarczenia aktualnej fotografii oraz kopii dotychczasowego prawa jazdy.

    WOJNA W UKRAINIE

    KRAJ

    ŚWIAT

    WIADOMOŚCI ONET  KRAJ  BEZTERMINOWE PRAWO JAZDY DO WYMIANY. DO KIEDY WAŻNY JEST STARY DOKUMENT?

    Bezterminowe prawo jazdy do wymiany. Do kiedy ważny jest stary dokument?

    DZIENNIKARZE ONET WIADOMOŚCI

    7 stycznia 2025, 11:31

    Bartosz Zakrzewski / Shutterstock

    Wymiana prawa jazdy

    Kierowcy, którzy otrzymali bezterminowe prawo jazdy przed marcem 2013 r., w okresie między 19 stycznia 2028 r. a 18 stycznia 2033 r. będą musieli wymienić dokumenty na nowe. Zmiana dotknie blisko 15 mln osób. Nowe prawo jazdy dla kategorii A, B i B+E będzie miało 15-letnią ważność. Dla kategorii C i D będzie to pięć lat.

    Bezterminowe prawo jazdy (oznaczone kreską w rubryce nr 11 dokumentu) podlega obowiązkowej wymianie od 19 stycznia 2028 r. do 18 stycznia 2033 r. Kierowcy, którzy nie wymienią prawa jazdy w określonym terminie, narażają się na mandat w wysokości nawet 5 tys. zł.

    Wymiana dokumentów ma związek z koniecznością aktualizacji danych kierowcy — podkreśla Auto Świat, który przypomina również, że posiadacze prawa jazdy mogą korzystać również z cyfrowej wersji dokumentu, dostępnej w aplikacji mObywatel.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Wymiana prawa jazdy

    Obowiązkowa wymiana prawa jazdy nie będzie wiązała się z koniecznością ponownego zdawania egzaminu czy przechodzenia badań lekarskich, o ile te ostatnie nie straciły ważności. Konieczne będzie jedynie złożenie stosownego wniosku, dostarczenia aktualnej fotografii oraz kopii dotychczasowego prawa jazdy.

    REKLAMA

    Warto zaznaczyć, że nieco inne zasady dotyczyć będą kierowców kategorii C i D, którzy będą musieli przedstawić aktualne badania lekarskie i psychologiczne.

    Koszty wymiany prawa jazdy wynoszą obecnie 100,50 zł, jednak Ministerstwo Infrastruktury rozważa podniesienie opłat o 50 proc. Dla kategorii C i D koszty wymiany dokumentu i badania to obecnie ok. 200 zł.

    Obecnie prawo jazdy wydawane jest z maksymalnym 15-letnim terminem ważności i otrzymać je mogą osoby bez problemów zdrowotnych. W przypadku np. wady wzroku, prawo jazdy może być wydawane jedynie na okres pięciu lat.

  • Stało się, pierwsza rozstawiona poza AO. Jako ostatnia pokonała tu Igę Świątek

    Stało się, pierwsza rozstawiona poza AO. Jako ostatnia pokonała tu Igę Świątek

    Stało się, pierwsza rozstawiona poza AO. Jako ostatnia pokonała tu Igę Świątek

    Nie minął jeszcze nawet rok od sensacyjnego zwycięstwa Lindy Noskovej w trzeciej rundzie Australian Open z Igą Świątek – 19-latka z Czech pokonała później Elinę Switolinę, zameldowała się w ćwierćfinale. Teraz turniej skończył się da niej już w pierwszej rundzie, przegrała ze znacznie niżej notowaną od siebie Clarą Tauson. Dunka też była uważana swego czasu za ogromny talent, następczynię Caroline Wozniacki, ale prześladowały ją kontuzje. Teraz zaś wraca w wielkim stylu. Z Noskovą wygrała ponad dwugodzinną batalię 5:7, 6:4, 6:3.

     

    Mecz Lindy Noskovej z Clarą Tauson typowany był jako jedno z ciekawszych wydarzeń w pierwszej rundzie Australian Open. Czeszka pokazała się rok temu w Melbourne ze znakomitej strony, sensacyjnie ograła w trzeciej rundzie Igę Świątek, później dotarła do ćwierćfinału. Dopiero tam zatrzymała ją równie rewelacyjna wówczas Dajana Jastremska.O ile jednak dla Ukrainki był to jeden z nielicznych sportowych sukcesów w 2024 roku, to Noskova wygrała jeszcze turniej WTA 500 w Monterrey, kilka razy stawiała mocny opór Idze Świątek. Po raz ostatni w Billie Jean King Cup w Maladze. W Melbourne nie powtórzyła jednak sukcesu sprzed 12 miesięcy. Odpadła jako pierwsza rozstawiona zawodniczka, a miała w drabince numer 29.

     

    Pokonała ją Clara Tauson, która bardzo dobrą dyspozycję pokazała już półtora tygodnia temu w zawodach w Auckland, zdobyła tam tytuł. Trochę szczęśliwie, bo Naomi Osaka skreczowała po wygraniu pierwszej partii, ale jednak. Wcześniej pokonała w pełnym spotkaniu Madison Keys, mistrzynię w kolejnym tygodniu w Adelajdzie.

     

    Australian Open. Mecz Clary Tauson z Lindą Noskovą miał być zacięty. I był. Nagły zwrot w pierwszym secie, Czeszka wyszła z opresjiNoskova mogła przegrać już pierwszego seta – została bowiem przełamana w szóstym gemie. Czeszka miała spore problemy z pierwszym podaniem, a w tej sytuacji – co nie jest tajemnicą – straciła chyba swój największy atut. Z tymi serwami problemy miewała także Świątek. W niedzielę trafiała jednaj rzadko, potrzebowała drugiego podania. I przy stanie 3:2 Tauson wykorzystała w końcu tę niemoc rywalki.Ku radości kibiców, wyraźnie sprzyjającej 22-latce z Danii, Tauson wkrótce odskoczyła na 5:3. Miała seta na wygranie ręki, a… przegrała go. Noskova wygrała cztery kolejne gemy, zarazem i całego seta. Mowa ciała starszej z zawodniczek wskazywała na duże rozczarowanie. Nic dziwnego, miała ogromną szansę na idealne ułożenie sobie tego spotkania.

     

    Zrewanżowała się jednak rywalce w dwóch kolejnych partiach.

     

    W drugim secie Tauson szybko przełamała Noskovą, Czeszka odrobiła jednak te straty. Kolejny break, na 3:1, był już tym ostatnim. Choć wcale nie musiał. Dunka serwowała bowiem po seta, prowadziła 5:3, ale w dziewiątym gemie miała stan 15:30. I wtedy Noskova zmarnowała ogromną szansę na uzyskanie dwóch break pointów. Uderzyła wzdłuż linii, nie było to trudne zagrania. Pomyliła się jednak, trafiła może ze 20 cm obok linii bocznej. Za chwilę zaś Tauson kapitalnym skrótem uzyskała piłkę setową, a ostateczni wyrównała wynik na 1:1.Decydował więc trzeci set, obie bardzo pewnie wygrywały swoje podania. Aż do owego dziewiątego gem, który nie potoczył się po myśli Lindy. Została przełamana, a za chwilę Tauson mogła się już cieszyć z awansu. Pierwsza rozstawiona tenisistka pożegnała się z turniejem.W drugiej rundzie Tauson zmierzy się z Tatjaną Marią z Niemiec, a jeśli wygra, to z bilansem spotkań 7-0 w 2025 roku wpadnie prawdopodobnie na Arynę Sabalenkę

  • Gość na treningu Barcelony. Robert Lewandowski od razu do niego ruszył

    Gość na treningu Barcelony. Robert Lewandowski od razu do niego ruszył

    Kibice mogli sobie zadawać wiele pytań przed niedzielnym meczem FC Barcelona z Realem Madryt, łącznie z tym kto stanie w bramce zespołu z Katalonii i czy będzie to Wojciech Szczęsny. Na treningu zespołu prowadzonego przez Hansiego Flicka w Dżuddzie pojawił się nieoczekiwany gość i od razu wywołał reakcję piłkarzy.

    Franck Kessie był niespodziewanym gościem, który pojawił się na treningu Barcelony. Iworyjski piłkarz stał z boku boiska i przyglądał się, jak trenują jego niedawni koledzy. Pierwszy do niego ruszył Robert Lewandowski i serdecznie się z nim przywitał. Później do 28-letniego zawodnika podchodzili kolejni gracze Barcy.

    Franck Kessie nie jest zawodnikiem FC Barcelona od sierpnia 2023 r., kiedy to zamienił Katalonię na klub Al-Ahli z Arabii Saudyjskiej. Jak widać jednak, wciąż czuje się związany ze swoim poprzednim zespołem. Wcześniej pojawił się już na trybunach podczas półfinałowego spotkania Superpucharu Hiszpanii, w którym Barca mierzyła się z Athletic Bilbao i które wygrała 2:0.

    Zapewne z podobnej pozycji obejrzy jej starcie z Realem Madryt. Specjalne, bo rozgrywane na saudyjskiej ziemi El Clasico powinno być bardzo interesującym starciem. Kibice długo zadawali sobie pytanie, czy w bramce Barcy pojawi się znów, trzeci raz z rzędu Wojciech Szczęsny czy jednak do składu wróci Inaki Pena. Dzień przed spotkaniem wszystko wskazywało na to, że jednak będzie to Polak.

    Kessie, który ze Szczęsnym nie spotkał się w żadnym klubie, większość kariery spędził na włoskich boiskach, gdzie trafił jeszcze jako junior. Przez lata był zawodnikiem Atalanty, skąd był wypożyczany co Ceseny. Przez pięć lat przed epizodem w Barcelonie grał w AC Milan.

     

  • Bandyckie zachowanie Podolskiego i ciąg dalszy w szatni. Zdjęcie obiegło internet

    Bandyckie zachowanie Podolskiego i ciąg dalszy w szatni. Zdjęcie obiegło internet

    Bandyckie zachowanie Podolskiego i ciąg dalszy w szatni. Zdjęcie obiegło internet

    W sobotę polskie media obiegło nagranie z jednego ze spotkań towarzyskiego turnieju Spodek Super Cup. Lukas Podolski brutalnym faulem powstrzymał Jakuba Siedleckiego z Wisłoki Dębica i tylko szczęściu mógł zawdzięczać fakt, iż nie zrobił młodszemu koledze poważnej krzywdy. Chociaż jeszcze na boisku mistrz świata nie popisał się swoją reakcją, już po turnieju zdecydował się na gest względem młodszego kolegi po fachu.

     

    Lukas Podolski zdecydował się przeprosić Jakuba Siedleckiego po zakończeniu udziału w turnieju Spodek Super Cup. Wcześniej piłkarza Górnika Zabrze ewidentnie poniosły emocje i niewiele zabrakło do tragedii.

     

    O czym myślał Podolski? Niezwykle brutalny faul w turnieju towarzyskim

     

    Druga edycja Spodek Super Cup okazała się wielkim sukcesem. W Katowicach blisko dziesięć tysięcy kibiców śledziło zmagania takich zespołów, jak między innymi Górnik Zabrze, GKS Katowice, Wisłoka Dębica czy Drużyny Gwiazd Superbet.

     

    Na trybunach panowała świetna atmosfera, a zgromadzeni fani z zainteresowaniem śledzili zmagania znanych zawodników. Niestety, w meczu o trzecie miejsce po raz kolejny dał o sobie znać Lukas Podolski. Jego Górnik prowadził już z Wisłoką 4:1, ale to nie powstrzymało Niemca przed niezwykle brutalnym faulem. Zaatakował Jakuba Siedleckiego wślizgiem dwiema nogami, z której jedna wyraźnie zahaczyła o kolano drugiego piłkarza. Nie ulega wątpliwości, że w zwykłym spotkaniu 39-latek ujrzałby czerwoną kartkę i musiał mierzyć się z zawieszeniem. Tymczasem w turnieju towarzyskim ujrzał żółtą kartkę – co zresztą wcale mu się nie spodobało. “Poldi” był ewidentnie wściekły za sam fakt odgwizdania faulu, a całość jego zachowania została brutalnie oceniona przez opinię publiczną.

     

    Podolski przeprosił faulowanego zawodnika. To szczęście, że rozeszło się po kościach

     

    Na całe szczęście zawodnik Wisłoki Dębica nie doznał w tym starciu urazu. Chociaż Podolski znany jest nie tylko z kontrowersyjnych zachowań, ale i upierania się przy własnym zdaniu, należy docenić fakt, iż w tym przypadku szybko przyznał się do winy. Tuż po turnieju spotkał się z Siedleckim i podarował mu koszulkę. W mediach społecznościowych Górnik Zabrze zamieścił zaś zdjęcie obu zawodników.

     

    Na boisku były emocje, ale po meczu jest zgoda. Sorry za ostry faul. Wszystkiego dobrego w sezonie

    ~ dodał od siebie mistrz świata z 2014 roku

    https://x.com/RobertTask/status/1878165251826254038

  • Nieprawdopodobna historia Szczęsnego. O tym nie miał prawa marzyć

    Nieprawdopodobna historia Szczęsnego. O tym nie miał prawa marzyć

    Nieprawdopodobna historia Szczęsnego. O tym nie miał prawa marzyć

    Gdy Jerzy Dudek żegnany był szpalerem przez piłkarzy Realu Madryt, to wydawało się, że lepszego rozstania z piłką nie można sobie wymarzyć. Tymczasem Wojciech Szczęsny staje przed szansą, by przeżyć jeszcze bardziej nieprawdopodobną historię, zakończoną z jeszcze większymi honorami – pisze w felietonie Piotr Jawor, dziennikarz Interii.

     

    Jest 2007 r. 34-letni Dudek podpisuje umowę z Realem Madryt i – zdaniem wielu – w taki sposób mości sobie posłanie na ciepłą i wygodną emeryturę. I rzeczywiście – piłkarsko w stolicy Hiszpanii wiele nie zwojował, ale mimo to stał się człowiekiem pożegnanym na Santiago Bernabeu szpalerem i owacjami na stojąco. Teraz na to samo może zasłużyć sobie Szczęsny, tylko że nie przez cztery lata, a w zaledwie kilka miesięcy.

     

    Dudek do Realu trafił już po erze “Galacticos”, gdy “Królewscy” wpadli się w wyraźny dołek. Co prawda z Polakiem w składzie zdołali zdobyć jeszcze mistrzostwo i Superpuchar w sezonie 2007/2008, ale wówczas Dudek zaliczył zaledwie jedno spotkanie. Za kadencji Polaka Real sięgnął jeszcze po Puchar Króla (też bez udziału Dudka), ale mimo to został on pożegnany z najwyższymi honorami. Z takimi samymi, na jakie dużo szybciej może zasłużyć sobie Szczęsny.

     

    Już początek jego przygody z Barceloną był jak scenariusz amerykańskiego filmu. Szczęsny został ściągnięty z emerytury, by pomóc zasłużonemu klubowi w potrzebie. Miał tylko pełnić rolę zmiennika dla Inakiego Peni i ewentualnie cierpliwie czekać na szansę. Przed opinią publiczną też zachowywał się tak, jak bohaterowi drugiego planu przystoi. Podkreślał, że Pena słusznie jest numerem jeden, że on sam siebie do bramki by na razie nie wpuścił, że każdy musi sobie zasłużyć na szansę. Przy tym jednak pracował tak, jakby jego kariera nie miała się powoli kończyć, ale zależeć od najbliższych tygodni. Słowem – w krótkim czasie zgromadził te wszystkie cechy, za które Dudek tak bardzo był ceniony w Realu.

     

    Tyle, że Szczęsny może dorzucić do tego także błysk sportowy i już w niedzielę zapracować na pierwsze trofeum dla Barcelony. Jego kilka świetnych interwencji już pomogło w awansie do finału, a 90 minut przeciwko Athletic Bilbao wystarczyło, by Polak kupił sobie ogromną życzliwość kibiców. W ankiecie to jego absolutnie widzą jako numer 1 podczas finału z Realem, a jeśli to właśnie Polak wyjdzie w podstawowym składzie, to będzie już tylko krok od tego, by zdobyć z Barceloną pierwsze trofeum.

     

    Bramkarz ściągnięty awaryjnie z emerytury, dbający o dobrą atmosferę i szybko odzyskujący formę z dawnych lat, staje naprzeciwko odwiecznemu rywalowi i wyczynia cuda przy strzałach Viniciusa, Mbappe, czy Bellinghama. Dzięki temu zostaje bohaterem, a Barcelona wygrywa być może jedyne trofeum w tym sezonie (a może dopiero pierwsze z czterech możliwych do zdobycia?).

     

    I nawet, jeśli ta filmowa historia Szczęsnego i Barcelony miałaby się szybko zakończyć, to czemu nie miałaby to być happy end ze szpalerem i owacjąna stojąco?

     

     

  • Koszmarny trening polskich skoczków. Jeden z kadrowiczów skończył w szpitalu

    Koszmarny trening polskich skoczków. Jeden z kadrowiczów skończył w szpitalu

    Koszmarny trening polskich skoczków. Jeden z kadrowiczów skończył w szpitalu

    To był prawdziwy koszmar na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Polscy skoczkowie dzień przed mistrzostwami Polski w Zakopanem skakali na obiekcie im. Stanisława Marusarza i działy się tam sceny koszmarne. Groźnie wyglądające upadki miało czterech juniorów, ale poważnie głowami o zeskok uderzali też Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny. Ten ostatni wylądował nawet w szpitalu. Trzeba było założyć trzy szwy na twarzy, ale to nie przeszkodziło mu w tym, by wywalczyć brązowy medal.

     

    Polskim skoczkom nie wiedzie się zbytnio w tym sezonie. Wyjątkiem jest tylko Paweł Wąsek, który wbił się do światowej czołówki, a w mistrzostwach Polski na Wielkiej Krokwi w Zakopanem zdeklasował kolegów, zostając – po raz pierwszy w karierze – mistrzem Polski.

     

    Reszta naszych kadrowiczów wciąż walczy o to, by zacząć skakać, jak Wąsek, który niemal zaraz za progiem błyskawicznie układa się na nartach i dzięki temu na dole ma na tyle dużą prędkość, że jest w stanie odlecieć.

     

    Jakub Wolny wylądował w szpitalu. Ma szwy na twarzy. Aleksander Zniszczoł był cały obolały

     

    Niewiele jednak zabrakło, a piątkowy trening na Wielkiej Krokwi wykluczyłby na jakiś czas ze startów dwóch naszych czołowych skoczków. Poważne upadki przy lądowaniu zaliczali bowiem Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny. Na zeskoku leżało też czterech juniorów. Wszystko przez świeży śnieg na dole skoczni.

     

    – Jak ruszam głową, to jeszcze czuję to, co wydarzyło się na piątkowym treningu. Przywaliłem nią trochę o zeskok – powiedział Zniszczoł, który miał lekko podrapaną brodę po przygodach na treningu.

     

    – Nie powiem. Odczułem to. W pierwszym sobotnim skoku miałem lekki stres. Skocznia już była fajnie przygotowana i przeszkadzał nam tylko wiaterek – dodał.

     

    Wiślanin przyznał, że nie było zagrożenia, jeśli chodzi o start w mistrzostwach Polski. Po upadku przy lądowaniu, kiedy mocno przeciągnęło go do przodu i poleciał na twarz, był jednak oszołomiony. Mimo tego chciał skakać, ale trenerzy postanowili, że nie będą ryzykować. W sobotę Zniszczoł przyznał, że miał mocno ponaciągane ciało.

     

    Skoczkiem, który najbardziej ucierpiał na piątkowym treningu, był Wolny. On finalnie wylądował w szpitalu. Trzeba było założyć trzy szwy na jego brodę.

     

    – Cieszę się, że w ogóle mogłem skakać w mistrzostwach Polski. Problem z brodą jest jednak najmniejszym problemem. Jestem po prosto cały obolały. Mimo tego moje skoki były na fajnym poziomie – mówił Wolny, który wywalczył brązowy medal mistrzostw Polski. Pierwszy w karierze w zimowych mistrzostwach kraju.

    Nie ukrywam, że trenerzy nie naciskali na start w mistrzostwach Polski. Dali mi możliwość wyboru, ale czułem się dobrze, choć mocno uderzyłem głową o zeskok. Po tym upadku nie czułem się dobrze, ale w sobotę było już w porządku~

    pregnant 29-latek.

    Wolny przyznał, że w treningu panowały trudne warunki. Przytrzymywało narty na zeskoku, bo był sypki śnieg i to był jeden z głównych problemów jego upadku. Do tego – jak mówił – popełnił błąd.🎤

    “Ten dzień wygląda okropnie”🎤

    – Trzeba było być ostrożnym i skoncentrowanym przy lądowaniu, bo jednak w piątkowym treningu było trochę świeżego śniegu na zeskoku. Trochę było zatem problemów na spadzie – mówił Dawid Kubacki, którego przygody jednak ominęły.

    Problemów nie miał też Wąsek, nowy mistrz Polski, który jednak też potwierdził, że warunki na skoczni wcale nie były łatwe.

    – To był rzeczywiście bardzo trudny trening ze względu na warunki, ale ja bardzo pewnie czuję się na nartach. Nigdy nie miałem większych problemów z lądowaniem. Nie było zatem obawy po tych upadkach. Wiedziałem jednak, że trzeba się przypilnować i lądować trochę bardziej z tyłu, by nie polecieć na twarz. Dlatego nie szalałem i nie starałem się robić telemarków, bo wtedy mogłoby się to źle skończyć – przyznał mistrz Polski.

    🎤Skocznia była dobrze przygotowana przed treningiem. Mieliśmy jednak jeden problem. Pojawił się świeży śnieg i on przytrzymywał narty przy lądowaniu. To są głupie upadki, które jednak odbywają się przy dużej prędkości. Tego zawsze obawia się FIS. Mieliśmy jednak szczęście, bo poza tym, że zawodnikom doskwierał ból po upadku, nie wydarzyło się nic poważniejszego, ale ten dzień wyglądał okropnie🎤

    mówił Thomas Thurnbichler, trener naszej kadry.🎤