• Franciszek Przybylski, niegdyś rozpoznawalna twarz z hitowego serialu “M jak miłość”, gdzie już jako 7-latek wcielał się w rolę Łukasza Wojciechowskiego, dziś kreuje swoją artystyczną drogę poza światłem reflektorów.

    Franciszek Przybylski, niegdyś rozpoznawalna twarz z hitowego serialu “M jak miłość”, gdzie już jako 7-latek wcielał się w rolę Łukasza Wojciechowskiego, dziś kreuje swoją artystyczną drogę poza światłem reflektorów.

    Pamiętany jako syn Dominiki Ostałowskiej, Przybylski zagrał w serialu od jego początków aż do 2006 r. Jego rola, choć przyniosła mu rozpoznawalność, stała się z czasem dla niego obciążeniem, czego dał wyraz w emocjonalnym wpisie na Instagramie.

    Przybylski ukończył studia na wydziale Operatorskim i Realizacji Telewizyjnej w łódzkiej szkole filmowej. Jego kariera aktorska ustąpiła miejsca pracy reżyserskiej. Jako asystent reżysera brał udział w realizacji takich projektów jak “Wielka woda” czy “Rojst’97”. Ponadto założył własny zespół muzyczny i eksploruje świat stand-upu.

  • Nie dał się skorumpować i został bohaterem. Po latach znaleziono go martwego w busie

    Nie dał się skorumpować i został bohaterem. Po latach znaleziono go martwego w busie

    W barwach Stali przejeździł tylko dwa sezony, ale na wieki pozostanie legendą gorzowskiego klubu. Gdyby nie on bowiem, to powrotu do Ekstraligi mogłoby nigdy nie być. Matej Ferjan w 2007 r. otrzymał lukratywną propozycję korupcyjną. Miał dostać 25 tysięcy euro i odpuścić mecz decydujący o awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie zrobił tego, ujawnił całą aferę, a na torze wywalczył 10 punktów i poprowadził Stal do awansu. Dziękowało mu całe miasto! Gdyby żył, dziś świętowałby swoje 48. urodziny. W 2011 r. znaleziono go jednak martwego w jego własnym busie.
    Matej Ferjan urodził się 5 stycznia 1977 roku w Lublanie. Swoją przygodę ze sportem rozpoczął od narciarstwa klasycznego. Wada kolan sprawiła jednak, że nie mógł dalej uprawiać tej dyscypliny sportu. Przerzucił się więc na żużel

    W polskiej lidze zadebiutował w 1998 r. w Grudziądzu. W trzech meczach wykręcił dla I-ligowego zespołu średnią 1,357 pkt/bieg. W tym samym roku został też brązowym medalistą indywidualnych mistrzostw świata juniorów. Nie przekonało to jednak polskich działaczy do przedłużenia z nim kontraktu.

    Kolejną szansę dostał dopiero w sezonie 2000 w ZKŻ Zielona Góra i w pełni ją wykorzystał. W 12 meczach na I-ligowym szczeblu punktował ze średnią 1,967 pkt/bieg.

    Solidny I-ligowiec

    Jego postępy błyskawicznie zauważyli działacze Włókniarza Częstochowa i zaproponowali kontrakt na sezon 2001. W tym samym roku zadebiutował też w cyklu Grand Prix. W elicie wypadł blado (średnia 1,357 w Ekstralidze i 19. miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata), więc w kolejnym roku musiał szukać szczęścia w I lidze. Trafił do Opola, skąd po roku przeniósł się do II-ligowego Ostrowa. Tam poprowadził drużynę do awansu, by potem także w I lidze pokazać wreszcie, że jest w stanie być liderem zespołu.

    Zobacz również: Gdy uderzył o tor, ludzie myśleli, że głowę mu urwało. Tylko żona wierzyła!

    W 2005 r. świetnie punktował dla zespołu z Krosna (2,49), po czym wrócił do Ostrowa, by w końcu w sezonie 2007 zawędrować do Gorzowa.

    Rozgrywki tak się ułożyły, że w finale play-off znalazła się Stal i dobrze znana Ferjanowi Ostrovia. Gra toczyła się o wielką stawkę — awans do elity. Play-off rozgrywany był wówczas do dwóch zwycięstw, a obie drużyny wygrały po jednym spotkaniu. O wszystkim zatem miał zdecydować pojedynek zaplanowany na 30 września 2007 r. na torze w Gorzowie.

    Łapówka za dwa upadki

    Już na kilka dni przed zawodami Ferjan zaczął dostawać dziwne telefony i smsy. Ludzie związani z klubem z Ostrowa chcieli, żeby odpuścił mecz. Scenariusz był dokładnie opracowany. Słoweniec miał dwa razy się przewrócić i wycofać z dalszych zawodów, a w zamian zgarnąć 25 tysięcy euro. – Na tamte czasy to była astronomiczna kwota. Wystarczy powiedzieć, że aby tyle zarobić na żużlu, Matej musiał pojechać na solidnym poziomie przynajmniej w sześciu meczach — zdradził nam parę lat temu Władysław Komarnicki, ówczesny prezes Stali

    Żużlowiec nie uległ szantażowi. O korupcyjnej propozycji poinformował klub, a potem zgłosił sprawę na policję. — Pamiętam, że gdy pierwszy raz usłyszałem o propozycji i tej kwocie, to byłem w takim szoku, że nie wiedziałem, co powiedzieć. To nie była zwykła oferta korupcyjna, bo Ferjan był szantażowany i przed i po zgłoszeniu wszystkiego na policję. Mam do niego niesamowity szacunek, bo okazał się bardzo twardym człowiekiem i nawet przez chwilę nie myślał, żeby ugiąć się szantażystom — mówił nam Komarnicki.

    Być, albo nie być!

    Dla działaczy z Gorzowa awans do Ekstraligi był wówczas sprawą być, albo nie być klubu. Stal powoli wygrzebywała się z olbrzymich problemów finansowych i od lat bezskutecznie próbowała powrócić do elity po spadku z niej w sezonie 2002. Drużyna miała za sobą cztery nieudane ligowe batalie i kolejne niepowodzenie spowodowałoby dymisję zarządu i wycofanie największych sponsorów.

    Ferjan jednak nie tylko ujawnił korupcyjną propozycję, ale też znakomicie zaprezentował się na torze. Zdobył 10 punktów i dwa bonusy, a Stal wygrała 49:41 i awansowała do elity, w której pozostaje do dziś. Większość fachowców jest zgodnych. Gdyby nie Słoweniec, drzwi do elity mogłyby się zamknąć dla gorzowian na lata.

    Zapadły wyroki

    Trzy dni po meczu pod zarzutem próby przekupienia zawodnika z Gorzowa, policja aresztowała syna jednego ze sponsorów ostrowskiego klubu — Marcina G.. Do aresztu trafił też trener Lech K.. Potem listę oskarżonych poszerzono jeszcze o ojca Marcina G. — Jana G. i prezesa klubu Jana Ł.

    Ten ostatni nie zasiadł na ławie oskarżonych, gdyż krótko później zginął w wypadku samochodowym. Sponsorzy natomiast zostali skazani na rok i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata (Jan G.) oraz rok i 8 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata (Marcin G.). Trener Lech K., początkowo również skazany, ostatecznie w październiku 2011 roku, wyrokiem Sądu Okręgowego w Kaliszu, został uniewinniony od zarzuconych mu czynów. Wrócił do zawodu.

    Najdotkliwiej w całej sprawie ucierpiał natomiast ostrowski klub. Od GKSŻ otrzymał karę 400 tys. zł, a do kolejnych I-ligowych rozgrywek przystąpił z dorobkiem minus siedmiu punktów. Upragniony awans do Ekstraligi wywalczył w 2021 r., by po jednym sezonie z niej spaść.

    W dowód wdzięczności Ferjanowi, na początku czerwca zeszłego roku, na koronie gorzowskiego stadionu żużlowego, w pobliżu wieżyczki sędziowskiej, pojawiła się tablica pamiątkowa. Na uroczystości jej odsłonięcia pojawili się działacze Stali oraz rodzina żużlowca. — Do końca życia będę mu wdzięczny — przyznał Komarnicki.

    Zabrakło oczywiście samego Ferjana. Ten od 2011 r. nie żyje.

    Złe towarzystwo?
    Słoweniec po awansie ze Stalą do Ekstraligi został w Gorzowie na kolejny sezon, ale nie były to dla niego udane rozgrywki. Punktował ze skutecznością ledwie 1,194 pkt/bieg.

    W 2009 r. znów zszedł więc ligę niżej i odjechał przyzwoity sezon dla GKM-u Grudziądz (1,859 pkt/bieg). Stamtąd przeniósł się do Startu Gniezno (1,617), by niespodziewanie w 2011 r. znów dostać propozycję z elity. W barwach Stali Rzeszów dane było mu wystąpić jednak tylko w jednym meczu (2 pkt).

    22 maja 2011 r. rano ciało Ferjana jego ówczesna partnerka odnalazła w jego żużlowym busie. Prokuratura wykluczyła udział osób trzecich. Sekcja zwłok wykazała, iż przyczyną śmierci była niewydolność oddechowo-krążeniowa, spowodowana przedawkowaniem silnego narkotyku.

    – W mojej pamięci zostanie jako uśmiechnięty, życzliwy i uczciwy człowiek. Niestety w Gorzowie faktycznie sporo mówiło się wtedy, że po opuszczeniu Stali, trochę się życiowo pogubił i trafił w złe towarzystwo i być może właśnie dlatego ta historia skończyła się tak przykro – wyjaśnił nam Komarnicki.

     

     

     

  • Todd Woodbridge szczerze o sprawach dopingowych Jannika Sinnera i Igi Świątek

    Todd Woodbridge szczerze o sprawach dopingowych Jannika Sinnera i Igi Świątek

    Były australijski tenisista Todd Woodbridge, znany z sukcesów w grze podwójnej, wyraził swoje zdanie na temat niedawnych przypadków dopingu związanych z Jannikiem Sinnerem i Igą Świątek.

     

    Jannik Sinner, włoski tenisista, w 2024 roku uzyskał pozytywny wynik testu na obecność klostebolu, zakazanego sterydu anabolicznego. Według Międzynarodowej Agencji ds. Integralności Tenisa (ITIA), substancja dostała się do jego organizmu przypadkowo, gdy fizjoterapeuta użył sprayu zawierającego klostebol do leczenia skaleczenia, a następnie bez rękawiczek przeprowadził masaż Sinnera. W rezultacie Sinner został pozbawiony punktów i nagród pieniężnych z turnieju w Indian Wells, ale nie nałożono na niego dalszych sankcji, uznając brak winy lub zaniedbania z jego strony.

     

    Iga Świątek, polska tenisistka, w sierpniu 2024 roku uzyskała pozytywny wynik testu na obecność trimetazydyny, zakazanej substancji. ITIA ustaliła, że substancja ta dostała się do jej organizmu nieumyślnie poprzez zanieczyszczony suplement melatoniny, który stosowała na problemy ze snem związane z jet lagiem. W rezultacie nałożono na nią jednomiesięczną karę zawieszenia, którą odbyła w grudniu, poza sezonem turniejowym.

     

    Woodbridge skrytykował reakcje niektórych zawodników, w tym Nicka Kyrgiosa, którzy publicznie potępili Sinnera i Świątek. Podkreślił, że oskarżenia bez pełnych informacji mogą być szkodliwe i niesprawiedliwe. Zwrócił uwagę na potrzebę zachowania ostrożności w takich sytuacjach oraz na znaczenie dokładnego zrozumienia okoliczności przed formułowaniem opinii.

     

    Woodbridge zaznaczył również, że przypadki te podkreślają konieczność edukacji zawodników i ich zespołów na temat ryzyka związanego z używaniem różnych substancji oraz potencjalnych konsekwencji przypadkowego zanieczyszczenia. Jego zdaniem, lepsza edukacja i świadomość mogą pomóc w uniknięciu podobnych incydentów w przyszłości.

     

    W kontekście tych wydarzeń, Woodbridge wezwał do większej empatii i wsparcia dla zawodników przechodzących przez trudne sytuacje, zamiast pochopnego ich osądzania. Podkreślił, że sportowcy są ludźmi i mogą popełniać błędy, a kluczem jest wyciąganie z nich wniosków i dążenie do poprawy.

     

    W obliczu tych kontrowersji, głos Woodbridge’a stanowi apel o rozwagę, edukację i wsparcie w świecie tenisa, aby chronić integralność sportu i dobro zawodników.

     

    Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, można obejrzeć poniższy materiał wideo:

     

     

     

     

  • Klienci mogą się zdziwić. Ten popularny produkt jest nie do kupienia w sklepach

    Klienci mogą się zdziwić. Ten popularny produkt jest nie do kupienia w sklepach

    Jeśli ktoś chciałby w sklepie kupić zwykłe masło orzechowe, to może spotkać go potężne rozczarowanie i zawód. Na półkach żadnego sklepu nie znajdziemy bowiem takiego produktu. To skutek decyzji, która zapadła już parę lat temu. A wszystko przez zmianę nazwy.

    Na próżno szukać masła orzechowego na półkach sklepów. Choć wydaje się, że właściwie jeszcze bardzo niedawno było ono bez problemu dostępne. Okazuje się, że produkt — i to bez względu na markę — został wycofany ze sprzedaży, a powód jest dość prozaiczny. Zagadkę masła orzechowego, które jest niedostępne w na półkach sklepowych, wyjaśnił Wojewódzki Inspektorat Jakości Handlowej Art. Rolno-Spożywczych w Opolu.

    Czy zauważyliście, że z półek sklepowych zniknęła nazwa »masło orzechowe«” — napisano w poście w mediach społecznościowych WIJHARS, opublikowanym 10 stycznia. I dodano: “Nazwa »masło« może być zastosowana tylko do przetworów mlecznych. Produkty wyłącznie roślinne nie mogą posługiwać się nazwą »masło«, nawet wówczas, gdy nazwa uzupełniona jest wyjaśnieniem lub opisem wskazującym na roślinne pochodzenie danego produktu” — wyjaśniono.

    To efekt decyzji Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprzed paru lat, zgodnie z którymi nie można stosować nazw sugerujących produkt mleczny, jeśli dane wyroby takimi nie są. W konsekwencji ze sklepów w UE zaczęły znikać produkty nazywane nie tylko masłem orzechowym, ale też mlekiem kokosowym czy migdałowym.

    Inspektorat w mediach społecznościowych wyjaśnił także, że regulacje dotyczące tego produktu zmusiły do zdecydowanych działań wszystkich producentów.

    Co zaznaczono, od reguły, która zakazuje stosowania nazwy “masło orzechowo” w handlu, istnieją odstępstwa. “Produkty wskazane w załączniku I do decyzji Komisji 2010/791 pomimo swojego roślinnego pochodzenia mogą posługiwać się nazwami zarezerwowanymi dla produktów mlecznych. Jednym z takich wyjątków jest angielska nazwa… »Peanut Butter«” — wyjaśnił Wojewódzki Inspektorat Jakości Handlowej Art. Rolno-Spożywczych w Opolu we wpisie w mediach społecznościowych.

  • Ewa Pajor nagrodzona w EA FC 25. Ta karta zrobi furorę

    Ewa Pajor nagrodzona w EA FC 25. Ta karta zrobi furorę

    Ewa Pajor nagrodzona w EA FC 25. Ta karta zrobi furorę

    Grająca w kobiecej dywizji klubu FC Barcelona Ewa Pajor jest w ostatnim czasie w znakomitej formie. Bramkostrzelność i wysokie notowania Polki nie umknęły twórcom EA Sports FC 25. Polka została wyróżniona i znalazła się na samym szczycie ostatniej drużyny tygodnia. Jej karta zachwyca, a wynik overall przebija takich zawodników jak Lorenzo Pellegrini, czy Scott McTominay.

     

    Polscy kibice klubu z Barcelony mają w ostatnim czasie mnóstwo powodów do zadowolenia. Długo wyczekiwane występy Wojciecha Szczęsnego i regularna gra Roberta Lewandowskiego i Ewy Pajor mogą napawać optymizmem. Zarówno “Lewy” jak i Pajor mogą zaliczyć obecny sezon do naprawdę udanych. Polce udało się dokonać w tym tygodniu jednak czegoś, w co ciężko uwierzyć.

     

    Ewa Pajor na samym szczycie. Polka przebiła największe gwiazdy

     

    Dzięki znakomitej dyspozycji w ostatnim meczu polska napastniczka znalazła się w drużynie tygodnia (TOTW) EA Sports FC 25. Przypomnijmy, że w niedzielę (5 stycznia) w wygranym 6:0 spotkaniu przeciwko Realowi Sociedad, Ewa Pajor zaliczyła hattricka i asystę.

     

    Takie osiągnięcie pozwoliło Polce nie tylko znaleźć się na liście najlepszych zawodników ubiegłego tygodnia, ale również zająć pierwsze miejsce pod względem najwyższego wyniku overall. Wyprzedziła ona kilka światowych gwiazd piłki nożnej, a jej karta stanie się teraz niezwykle pożądanym przedmiotem.

     

    Statystyki nowej karty Ewy Pajor prezentują się następująco: wynik ogólny – 89, tempo – 90, strzały – 90, podania – 67, drybling – 91, obrona – 24, fizyczność – 73.

     

    Poza Ewą Pajor na liście znaleźli się tacy piłkarze jak Viktor Gyökeres (88 overall) ze Sportingu CP, czy Scott McTominay (84) z SSC Napoli. Zawodnikami wyróżnionymi z gwiazdką zostali natomiast Lorenzo Pellegrini (87) z AS Roma oraz Anthony Gordon (86) grający dla Newcastle United F.C.

    https://x.com/easportsfcit/status/1877056532237480302

  • O 17.16 Barcelona dostała prezent przed El Clasico. Od Realu Madryt

    O 17.16 Barcelona dostała prezent przed El Clasico. Od Realu Madryt

    Karty zostały odkryte! Real Madryt na niecałe trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego zaprezentował skład, w jakim przystąpi do walki o Superpuchar Hiszpanii. Królewscy o pierwsze trofeum w 2025 r. powalczą w El Clasico z FC Barcelona, a niewykluczone, że na murawie zobaczymy dwóch Polaków. Opiekun Blaugrany Hansi Flick nie zdradził jeszcze wyjściowego ustawienia “Dumy Katalonii”. Oto wybrańcy Carlo Ancelottiego, który nie kalkuluje. Początek meczu o godz. 20.00.

    Tematy: Real Madryt, FC Barcelona, Kylian Mbappe, Superpuchar Hiszpanii, Robert Lewandowski, Wiadomości Sportowe, Carlo Ancelotti

  • Przemek Czaja zamordowany przez policjanta. Przejmujące wyznanie matki

    Przemek Czaja zamordowany przez policjanta. Przejmujące wyznanie matki

    Aż mnie ciarki przeszły, jak powiedział pan o podobnym przypadku. Przypomniało mi się coś sprzed wielu lat. Niedługo po narodzinach Przemka moja babcia przepowiedziała jego śmierć — mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet Marzenna Czaja. 10 stycznia 19998 r. jej syn Przemek Czaja został skatowany przez policjanta. Pani Czaja szczerze opowiedziała nam nie tylko o babcinej przepowiedni, ale i o rozmowach ze zmarłym Przemkiem, o pretensjach do Pana Boga i o tym, dlaczego śmierć syna mimo wszystko nie poszła na marne.

    Dariusz Dobek: Kim Przemek chciał zostać?

    Marzenna Czaja: Stolarzem. Miał duże zdolności manualne. Potrafił skonstruować sobie taką maszynę z klocków. Wkładał do niej kredkę i w ten sposób rysował. Bardzo ładnie mu to wychodziło.

    To, co powiem, może zabrzmi dziwnie… Kiedyś obiecał, że jak już zostanie stolarzem, to zatrudni nas w swojej firmie. Ja miałam być jego księgową.

    — No dobrze, synku, a jaką to firmę chcesz otworzyć?

    — Domki będę robił.

    — Synuś, jakie domki?

    — No, trumny. Zakład pogrzebowy otworzę.

    (cisza)

    Też byłam bardzo zaskoczona. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. “Dobrze, synuś. Zostaniesz, kim zechcesz”. Bardzo racjonalnie podchodził do życia

    Natomiast jego pierwszym marzeniem było to, żeby zostać koszykarzem.

    — Synuś, za niski jesteś na ten sport. Musiałbyś mieć 1,9 m wzrostu.

    — Mamo, dam radę.

    Miał 1,5 m, akurat zaczął bardziej rosnąć. Ale już nie zdążył…

    Ze zdjęć, które się zachowały, spogląda na nas chłopiec o łagodnym wyrazie twarzy.

    Był bardzo roześmiany, pogodny. A to pieski, a to kotki, a to małe dzieci, a to piłeczka. Lubił wpadać znienacka do domu i rzucić: “A dzień dobry, mamuśka!”. Był naprawdę wesołym, uczynnym dzieckiem.

    Przynosił mi do domu wszystkie psy i koty z okolicy. Co chwila było: “Mamuśka, daj mu jeść, wtedy go wypuszczę”. No i tak robiłam. Proszę sobie wyobrazić, że przez dwa miesiące po pogrzebie na jego grobie czuwał jakiś piesek. Dzień w dzień go spotykaliśmy, a to była sroga zima. Przemuś musiał się nim wcześniej zaopiekować.

    Wie pan, to nie są łatwe sprawy…

    Reportaż TV Słupsk o śmierci Przemka Czai:

    Bo to nie jest tak, że czas leczy rany. To nieprawda. Jest nam bardzo ciężko o tym mówić. Ktoś może stwierdzić: “A, co tam, 25 lat minęło, baba już pewnie zapomniała”. Nie, nic z tych rzeczy. To tak, jakby było wczoraj.

    Jest pewnie trochę lepiej niż wcześniej, ale nie przeszliśmy nad tym do porządku dziennego. Wie pan, od śmierci Przemka my tak naprawdę nie obchodzimy świąt Bożego Narodzenia. To znaczy obchodzimy, ale to nie jest taka radość, jaka była wcześniej.

    Brak radości uwidacznia się też w innych momentach państwa życia?

    Na okrągło. Nie jesteśmy już tacy sami, jacy byliśmy.

    Kilka lat po śmierci Przemka przyznała pani, że czasem już nie potrafi rozmawiać z mężem. Takie sytuacje nadal mają miejsce?

    Tak. Nawet bardzo często. To zrujnowało naszą psychikę. Tego nie da się zapomnieć. Są takie dni, że zamykamy się z mężem osobno w pokojach. Mamy takie doły. Zwłaszcza przed świętami, rocznicami urodzin czy śmierci.

    Otrzymali państwo pomoc specjalistów?

    Tak. Leczyliśmy się. Psycholog, psychiatra… Pojawiły się depresja i stany lękowe.

    Wie pan, jeszcze nie pogodziliśmy się z tą śmiercią. O Przemku nigdy nie mówimy w czasie przeszłym, tylko w teraźniejszym. Dalej jest wśród nas. Dalej funkcjonujemy, jakby on był. Ale jest trudno. Bardzo trudno.

    W jakich momentach szczególnie łapie się pani na takiej myśli, że Przemek dalej gdzieś jest? Że zaraz wróci z podwórka i poprosi, żeby zrobiła mu pani kanapki na kolację?

    Jest dużo takich momentów, tym bardziej że moje dzieci są do siebie bardzo podobne. A mój wnuczek Alanek to jest po prostu wykapany Przemek. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, mało zawału nie dostałam.

    Bardzo często z nim rozmawiam. Na różne tematy. O tamtym dniu też. Nie mogłam sobie wybaczyć, że nie wsiadł w autobus i nie przyjechał nim do domu, tylko szedł z innymi kibicami. W przeciwnym razie nadal by żył. Po bardzo, bardzo długim czasie uznałam, że najwidoczniej Pan Bóg tak chciał.

    W takich sytuacjach nieodzowne jest pytanie, dlaczego spotkało to akurat kogoś takiego. Rozmawiała pani na ten temat z Bogiem?

    Bardzo często pytałam Pana Boga, dlaczego zabrał mi Przemka. Miałam o to do Niego pretensje. Tak naprawdę do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego tak się stało. Siła wyższa. Bardzo dużo pociechy znaleźliśmy wtedy u księży salezjanów.

  • Polska wojowniczka zginęła z ukochanym. Ich honda roztrzaskała się o kapliczkę

    Polska wojowniczka zginęła z ukochanym. Ich honda roztrzaskała się o kapliczkę

    22-letnia Ewa Larysa Krause wracała do treningów pełna nadziei na kolejne sukcesy. Pół roku wcześniej na igrzyskach w Atlancie otarła się o medal. Marzenia brutalnie przerwał tragiczny wypadek. 12 stycznia 1997 r. judoczka jechała z narzeczonym do Zakopanego na zgrupowanie kadry narodowej. Pod Częstochową ich honda wypadła z drogi i uderzyła w przydrożną kapliczkę. Oboje nie przeżyli.

    Niewysoka, drobna dziewczyna o jasnych włosach i nieśmiałym uśmiechu, która na macie do judo zamieniała się w maszynę do wygrywania. Zapowiadała się na gwiazdę polskiego sportu i wielokrotnie potwierdzała swój talent.

    Urodziła się 4 stycznia 1975 r. w Koszalinie. W życiu nie miała lekko. Wychowywała ją babcia, w domu się nie przelewało oraz nie brakowało problemów rodzinnych. Wchodząca w nastoletni wiek Ewa bywała niesforna i raczej nie uchodziła za prymuskę w Szkole Podstawowej nr 4 im. Władimira Komarowa. Jednak to właśnie tam wydarzyło się coś, co odmieniło jej życie.

    W wieku 12 lat trafiła pod opiekę trenera judo klubu Gwardia, Andrzeja Adamskiego. Sprawne oko fachowca od razu wychwyciło drzemiący w niej potencjał — sprawność, zwinność i szybkość, a przede wszystkim wielką wolę zwyciężania. Trener Adamski musiał tylko (i aż) oszlifować diament, który trafił do niego na zajęcia.

    Ewa Krause nie pojechała na igrzyska do Barcelony. Wkrótce otrzymała kolejny cios

    Wydawało się, że nie będzie to łatwe zadanie, tym bardziej że nastolatka była wyjątkowo nieśmiała. Jednak szybko okazała się osobą, która odwzajemnia zaufanie, a wskazówki i pochwały motywują ją do jeszcze większego wysiłku. Jej pracowitość i poświęcenie treningom w kolejnych latach zaprowadziły ją z podstawówki do kadry narodowej, gdzie prowadził ją Wiesław Błach.

    Sukcesów nie brakowało. Już w 1991 r. Larysa Ewa Krause została złotą medalistką na Europejskich Igrzyskach Młodzieży i wicemistrzynią Europy juniorów. Rok później była już mistrzynią kontynentu w swojej kategorii, a brak jej powołania na igrzyska olimpijskie w Barcelonie wywołał w środowisku spore poruszenie. Drugi cios, jaki w tamtym czasie otrzymała, był jeszcze bardziej bolesny, ponieważ z Koszalina nadeszła wiadomość o śmierci jej babci.

    Judoczka jednak nie poddawała się, dalej robiła swoje i przywoziła kolejne medale. W 1994 r. została mistrzynią Europy seniorów, rok później wywalczyła brąz mistrzostw kontynentu (w kat. 52 kg). W kraju nie miała sobie równych — od 1993 r. cztery razy z rzędu zdobywała złoto w krajowych mistrzostwach.

    Rywalka “tupała w matę, pozorując ataki”

    Jednak największy sukces miał nadejść na igrzyskach w Atlancie w 1996 r. Larysa Ewa Krause dotarła do półfinału, gdzie w kontrowersyjnych okolicznościach przegrała z mistrzynią świata Marie-Claire Restoux. “Francuzka tupała w matę, pozorując ataki. Krause natomiast wykonała kilka akcji, szkoda, że nie zakończonych zdobyciem punktów” — analizował Wojciech Borowiak, ówczesny trener Pawła Nastuli, który w Atlancie zdobył złoto

    Ostatecznie szansa na brązowy medal dla Ewy Krause przepadła po pechowej porażce z Noriko Sugawarą. Po minucie i 14 sekundach pojedynku Polka dała się rzucić aktywniej walczącej Japonce. Nie było wątpliwości — ippon i koniec walki. “Nie zaliczyłbym tej akcji na ippon, to najwyżej było waza-ari (druga najwyższa ocena przyznawana zawodnikowi po ipponie — red.). Medal się Ewie należał” — przekonywał jej trener Wiesław Błach

  • Aryna Sabalenka, Iga Świątek i Coco Gauff walczą o pozycję numer 1 na świecie podczas Australian Open.

    Aryna Sabalenka, Iga Świątek i Coco Gauff walczą o pozycję numer 1 na świecie podczas Australian Open.

    Rywalizacja o Pozycję Numer 1: Sabalenka, Świątek i Gauff na Australian Open 2025

    Australian Open 2025 zapowiada się niezwykle emocjonująco, nie tylko ze względu na prestiż turnieju, ale także przez zaciętą walkę o pozycję liderki rankingu WTA. O miano najlepszej tenisistki świata rywalizować będą Aryna Sabalenka, Iga Świątek oraz Coco Gauff.

    Sabalenka broni pozycji liderki

    Białorusinka Aryna Sabalenka przystępuje do turnieju jako obecna numer 1 rankingu WTA. Jej celem będzie nie tylko zwycięstwo w Melbourne, ale przede wszystkim obrona swojej pozycji. Sabalenka ma na koncie triumf w Australian Open 2024 i jeśli powtórzy ten sukces, pozostanie liderką bez względu na wyniki rywalek.

    Świątek powraca na szczyt?

    Dla Igi Świątek Australian Open to szansa na odzyskanie pozycji numer 1, którą straciła na rzecz Sabalenki po US Open 2024. Polka zapowiada walkę o każdą piłkę i podkreśla, że jest gotowa na nowe wyzwania. “Skupiam się na swojej grze i każdym kolejnym meczu. Ranking to tylko dodatek” – powiedziała Świątek na konferencji prasowej przed turniejem.

    Gauff rośnie w siłę

    Coco Gauff, mistrzyni US Open 2024, jest trzecią zawodniczką walczącą o fotel liderki. Amerykanka, która z każdym turniejem pokazuje coraz dojrzalszą grę, może zaskoczyć zarówno Sabalenkę, jak i Świątek. Aby jednak zdobyć pierwsze miejsce w rankingu, musi osiągnąć finał lub wygrać turniej, licząc jednocześnie na mniej udane występy rywalek.

    Scenariusze walki o numer 1

    1. Sabalenka pozostanie liderką, jeśli dotrze do finału lub wygra turniej.

    2. Świątek może wrócić na szczyt, jeśli wygra Australian Open i Sabalenka odpadnie przed finałem.

    3. Gauff zdobędzie pozycję numer 1 tylko w przypadku zwycięstwa w turnieju i słabszych wyników Sabalenki oraz Świątek.

     

    Emocje gwarantowane

    Zacięta rywalizacja trzech czołowych tenisistek zapowiada spektakularne mecze w Melbourne. Fani z całego świata z niecierpliwością czekają na początek turnieju, który może przynieść zmiany na szczycie światowego tenisa kobiecego.

    Kto zakończy Australian Open 2025 jako liderka rankingu? Odpowiedź poznamy już wkrótce.

     

  • Ależ akcja Igi Świątek! Wideo z kortu Australian Open natychmiast obiegło świat

    Ależ akcja Igi Świątek! Wideo z kortu Australian Open natychmiast obiegło świat

    Ależ akcja Igi Świątek! Wideo z kortu Australian Open natychmiast obiegło świa

     

    Ależ akcja Igi Świątek! Wideo z kortu Australian Open natychmiast obiegło świat

     

    Tuż przed rozpoczęciem Australian Open Iga Świątek zagrała w meczu pokazowym podczas Dnia Dziecięcego Tenisa. Wraz z innymi gwiazdami stworzyli wielkie widowisko, które było nie lada gratką dla młodych kibiców. Jedna z akcji po zagraniu Świątek obiegła świat. To po prostu trzeba zobaczyć!

     

    Lada moment rozpocznie się pierwszy tegoroczny turniej wielkoszlemowy. Drabinki Australian Open są już rozlosowane, a kibice odliczają godziny do pierwszych spotkań, które zostaną rozegrane w niedzielę w nocy polskiego czasu.

     

    Iga Świątek swój mecz pierwszej rundy rozegra w poniedziałek, więc w sobotę wzięła udział w meczu pokazowym w ramach Dnia Tenisa Dziecięcego [Kids Tennis Day]. Wydarzenie od dawna jest stałym punktem programu Australian Open w przeddzień turnieju głównego. Na młodych adeptów tenisa czekają występy, zabawy i mecz pokazowy, w którym udział wzięła właśnie nasza tenisistka.

     

    Oprócz Polki w wydarzeniu udział wzięło czterech Australijczyków: Ajla Tomljanović, Olivia Gadecki, Alex de Minaur oraz Alexei Popyrin oraz Amerykanin Ben Shelton.

     

    Była to świetna okazja do poruszania się po korcie w znacznie mniej poważnej atmosferze niż zazwyczaj. Wszyscy rywalizujący doskonale się przy tym bawili, a jedna z akcji błyskawicznie obiegła świat. Widzimy na niej, jak będąca w parze z De Minaurem Iga Świątek posłała w kierunku Bena Sheltona tweenera [uderzenie piłki pomiędzy nogami], na co Shelton zareagował tym samym.

     

    Zobacz zagrania Igi Świątek z meczu pokazowego przed Australian Open:

     

    Zachwycająca była również inna akcja, w której wszyscy będący na korcie tenisiści zagrywali wyłącznie wolejami. Po dłuższej wymianie akcję wygrał zespół Igi Świątek, a Polka zmusiła do błędu Alekseia Popyrina.

     

    Przypomnijmy, że spotkanie Igi Świątek z Kateriną Siniakovą odbędzie się w poniedziałek na korcie Johna Caina. Mecz został zaplanowany na środek nocy w Polsce. Start odbędzie się nie przed 3.30.