• Pogrom w meczu Magdy Linette. 6:1, 6:1 w 60 minut. Turniejowa “4” za burtą

    Pogrom w meczu Magdy Linette. 6:1, 6:1 w 60 minut. Turniejowa “4” za burtą

    Pogrom w meczu Magdy Linette. 6:1, 6:1 w 60 minut. Turniejowa “4” za burtą

    Noc z wtorku na środę czasu polskiego przyniosła nam rywalizację z udziałem Magdy Linette. Poznanianka walczyła o awans do ćwierćfinału WTA 250 w Hobart. Jej przeciwniczką okazała się utalentowana Maya Joint. O ogromnym potencjale 18-latki mogli się przekonać podczas dzisiejszej batalii. Młoda reprezentantka Australii zupełnie zdominowała naszą tenisistkę. Turniejowa “4” nie potrafiła znaleźć recepty na przeciwstawienie się znakomicie grającej rywalce i przegrała 1:6, 1:6 w zaledwie godzinę.

     

    Magda Linette zdecydowała się na jeszcze jeden występ przed Australian Open i udała się na turniej WTA 250 do wietrznego Hobart. Polka została rozstawiona z “4” w singlu, ale postanowiła także wziąć udział w zmaganiach w grze podwójnej w duecie z Sofią Kenin. To właśnie w parze z Amerykanką zanotowała swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie 2025. Dzień później nadszedł także czas na premierowy triumf w singlu, po zaciętej batalii z Warwarą Graczewą. Ostatecznie poznanianka wygrała to spotkanie 6:3, 3:6, 6:4.

     

    Dzisiaj 32-latka walczyła już o ćwierćfinał imprezy poprzedzającej pierwsze wielkoszlemowe rozgrywki. Linette zmierzyła się z wielką nadzieją australijskiego tenisa – Mayą Joint. Młodsza o 14 lat zawodniczka zasłynęła w oczach polskich kibiców z tego, że jest swego rodzaju zmorą dla Mai Chwalińskiej. Przyjaciółka Igi Świątek miała w zeszłym roku spory problem z tą przeciwniczką i obecnie jej bilans bezpośrednich spotkań przeciwko zawodniczce notowanej na 118. miejscu w rankingu WTA wynosi 0-3. Teraz o potencjale Joint przekonała się także poznanianka. Różnica 80 lokat w kobiecym zestawieniu nie odgrywała na korcie żadnej korzyści z perspektywy Magdy.

     

    Magda Linette bez szans w starciu z Mayą Joint. Porażka Polki w drugiej rundzie WTA 250 w Hobart

     

    Już pierwszy gem spotkania pokazał, że Linette nie będzie miała dzisiaj łatwego zadania. Na otwarcie straciła własne podanie do zera. Magda ruszyła do walki, by natychmiast odrobić stratę, prowadziła 30-15 przy serwisie Joint. Od tego momentu trzy punkty z rzędu powędrowały jednak na konto reprezentantki Australii, która tym samym potwierdziła przewagę przełamania. Maya nie zamierzała się zatrzymywać, cały czas wywierała presję na naszej tenisistce. Grała ofensywnie, a przy tym popełniała stosunkowo mało błędów. Efektem tego kolejny break i prowadzenie 3:0.

     

    Dopiero w czwartym rozdaniu poznaniance udało się nieco zneutralizować napór przeciwniczki. 32-latka odrobiła stratę jednego przełamania, ale nie nacieszyła się tym faktem zbyt długo. Po chwili Joint znów zaczęła “odjeżdżać” z rezultatem. W kolejnych trzech gemach Linette zdołała wygrać zaledwie 2 z 14 rozegranych punktów. To sprawiło, że tenisistka gospodarzy cieszyła się z wygranej 6:1 w pierwszym secie po 26 minutach gry.

     

    Na początku drugiej odsłony Magda próbowała załapać się na grę, coś zmienić. Chociaż nie udało się przełamać rywalki na starcie, to pojawił się cień nadziei, że być może w tym secie zawiąże się większa walka. Drugi gem rozwiał jednak te domysły. Zacięta batalia przy serwisie poznanianki zakończyła się breakiem na korzyść Australijki. Od tego momentu wynik zaczął się robić coraz gorszy z perspektywy Linette. Rywalka kolekcjonowała kolejne gemy i w pewnym momencie prowadziła już 5:0.

     

    Dopiero wtedy turniejowa “4” zdobyła swoje pierwsze “oczko” w tym fragmencie spotkania. Na więcej 18-latka już nie pozwoliła Polce. Maya bardzo pewnie wyserwowała sobie zwycięstwo w meczu gemem do zera. Ostatecznie reprezentantka Australii pokonała Magdę 6:1, 6:1. Cały pojedynek potrwał zaledwie 60 minut. Także statystyki potwierdzały dominację Joint na korcie – 13 uderzeń kończących i tylko 15 niewymuszonych błędów. Po stronie Linette bilans był na wyraźnym minusie: 5-19. W punktach wygranych podczas całej rywalizacji aż 58 do 29 na korzyść 18-latki.

     

    W ćwierćfinale WTA 250 w Hobart, Australijka zagra z deblową partnerką poznanianki w tym turnieju – Sofią Kenin. Nasza tenisistka jeszcze dzisiaj powalczy z Amerykanką o awans do półfinału gry podwójnej w polskim meczu, bowiem po drugiej stronie siatki pojawi się m.in. Katarzyna Piter. Kolejna z zawodniczek pochodzących z Poznania wystąpi w duecie z Angelicą Moratelli.

     

  • Tego o Annie Lewandowskiej nie wiecie. Zagrała w … “Klanie”

    Tego o Annie Lewandowskiej nie wiecie. Zagrała w … “Klanie”

    Tego o Annie Lewandowskiej nie wiecie. Zagrała w … “Klanie”

    Rodzinna Anny Lewandowskiej od lat jest związana z produkcją filmowa, jej ojciec jest operatorem filmowym, a mama przed laty także pracowała jako realizatorka filmowa i telewizyjna. Teraz “Pudelek” odpalił prawdziwą bombę, informując, że żona Roberta Lewandowskiego próbowała swoich sił w aktorstwie. Można ją dostrzec w jednym z odcinków popularnego polskiego serialu “Klan”.

     

    Anna Lewandowska pochodzi z rodziny filmowej

    Anna Lewandowska jest wielokrotną medalistką mistrzostw świata, Europy i Polski w karate tradycyjnym, jednak większość zna ją po prostu dlatego, że jest żoną Roberta Lewandowskiego. Polka ma na swoim koncie osiągnięcia w różnych dziecinach, obecnie jest prężnie rozwijającą swoje firmy bizneswoman, która angażuje się w różne projekty, a także motywuje fanów do aktywności fizycznej. Żona gracza FC Barcelony wychowywała się w rodzinie filmowej, a przed rozpoczęciem studiów na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, marzyła o tym, by studiować właśnie w łódzkiej filmówce.

     

    Anna Lewandowska marzyła o tym, by pójść na łódzką filmówkę

    “To było moje wielkie marzenie, przygotowywałam się do tego, ale w pewnym momencie mój ojciec chrzestny Jacek Bławut zadał mi pytanie, czy naprawdę tego chcę, bo to trudna i ciężka praca. I rzeczywiście, sytuacja życiowa zmusiła mnie do rezygnacji z tych studiów i wybrałam sport” — mówiła Anna Lewandowska w rozmowie z “Grazią”.

     

    Trenerka fitness nie ukrywała, że w dzieciństwie często przebywała na planie filmowym. “Opuszczałam przez to szkołę albo wstawałam o 5 rano, żeby tam pobyć. Już w podstawówce miałam sporą wiedzę o tym, co tam się dzieje, o scenariuszu, planach, rodzaju oświetlenia, żyłam tym. Totalnie mnie to wciągnęło” — dodała.

     

    Anna Lewandowska była statystką. Grała w “Klanie”

    Nie powinno więc dziwić to, że Polka ma na swoim koncie epizodyczną rolę w serialu. Anna Lewandowska chyba nigdy o tym nie mówiła, a teraz “Pudelek” podaje, że grała w jednym z odcinków “Klanu” z 2007 r.

     

  • Aryna Sabalenka Przerywa Milczenie: Broni Igi Świątek w Obliczu Zarzutów Dopingowych i Wzywa Krytyków do Szukania Prawdy”

    Aryna Sabalenka Przerywa Milczenie: Broni Igi Świątek w Obliczu Zarzutów Dopingowych i Wzywa Krytyków do Szukania Prawdy”

    “Aryna Sabalenka Przerywa Milczenie: Broni Igi Świątek w Obliczu Zarzutów Dopingowych i Wzywa Krytyków do Szukania Prawdy”

     

    W świecie, gdzie sportowcy często stają się ofiarami opinii publicznej, Aryna Sabalenka wystąpiła w obronie swojej rywalki, Igi Świątek, w obliczu kontrowersji dopingowej, która wstrząsnęła światem tenisa. Sabalenka, obecna liderka światowego rankingu, skrytykowała krytyków, którzy – jej zdaniem – osądzili Świątek, nie próbując poznać całej prawdy o okolicznościach tej sprawy.

     

    Świątek spotkała się z falą krytyki po tym, jak w jej organizmie wykryto niedozwoloną substancję – trimetazydynę, którą rzekomo spożyła nieświadomie, przyjmując melatoninę. Incydent ten doprowadził do miesięcznego zawieszenia, które zmusiło polską gwiazdę do opuszczenia kluczowych turniejów podczas azjatyckiej części sezonu 2024. Jej nieobecność wpłynęła nie tylko na ranking, ale także pozwoliła Sabalence, która dominowała na kortach twardych, zdetronizować Świątek i zakończyć sezon jako liderka rankingu WTA.

    Mocne Słowa Sabalenki

    W rozmowie z The Ages, Sabalenka ostro skrytykowała pochopne osądy, które często towarzyszą takim kontrowersjom:

    > „Cokolwiek się stało, wierzę w czysty sport. Ludzie zawsze przesadzają, kiedy widzą coś, nie próbując zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło i kim jest zawodnik. Zawsze znajdą coś, aby ocenić czyjeś sukcesy. Dlatego wolę wierzyć w czysty sport i w jej niewinność. Jeśli to udowodnią, oznacza to, że jest niewinna.”

    Trzykrotna mistrzyni Wielkiego Szlema podkreśliła, że jej awans na szczyt nie wynikał jedynie z nieobecności Świątek, lecz był rezultatem jej konsekwentnej ciężkiej pracy i umiejętności wywierania presji przez cały sezon.

    Dominacja Sabalenki Trwa

    Komentarze Sabalenki pojawiły się niedługo po jej imponującym zwycięstwie w Brisbane International, gdzie pokonała Polinę Kudermetovą w finale, zdobywając swój pierwszy tytuł w sezonie 2025. Nieustępliwość i koncentracja Białorusinki ugruntowały jej pozycję liderki rankingu, a jej wsparcie dla Świątek jest dowodem na zaangażowanie w zasady uczciwości i sprawiedliwości w sporcie.

    Wyzwania i Wytrwałość Świątek

    Dla Świątek ostatnie miesiące były pełne wzlotów i upadków. Kontrowersje związane z dopingiem, w połączeniu z rozczarowującym zakończeniem United Cup, wystawiły na próbę wytrwałość pięciokrotnej mistrzyni Wielkiego Szlema. W finale United Cup Świątek poniosła porażkę z Coco Gauff z USA, a jej partner z drużyny, Hubert Hurkacz, również uległ Taylorowi Fritzowi, co przypieczętowało przegraną Polski.

    Pomimo trudności Świątek zachowała spokój i podziękowała swojemu zespołowi za nieustające wsparcie:

    > „Chciałam podziękować drużynie, bo jak mogliście zobaczyć na ławce, mieliśmy niesamowitą atmosferę. Nawet jeśli to wydarzenie jest wyczerpujące, to właśnie to czyni je tak wyjątkowym i niesamowitym. Posiadanie waszego wsparcia. Dziękuję za to. To daje nam mnóstwo energii.”

    Przed Świątek Australian Open

    Teraz Świątek koncentruje się na Australian Open – turnieju, w którym historycznie nie radziła sobie najlepiej. W zeszłym roku odpadła w trzeciej rundzie po wyczerpującym trzysetowym meczu. W tym roku zamierza jednak zmienić tę historię i udowodnić swoją siłę na kortach w Melbourne.

     

    Podczas gdy świat tenisa przygotowuje się na kolejny emocjonujący sezon, rywalizacja między Świątek a Sabalenką zapowiada nie tylko emocjonujące pojedynki, ale także opowieść o wzajemnym szacunku i wsparciu, nawet w obliczu kontrowersji. Choć prawda o sprawie Świątek może wymagać czasu, obrona Sabalenki przypomina, że zrozumienie i empatia powinny górować nad pochopnym osądem.

     

  • To co zrobiła Coco Gauff poszło w świat. Po cichu podkopała pozycję Igi Świątek

    To co zrobiła Coco Gauff poszło w świat. Po cichu podkopała pozycję Igi Świątek

    To co zrobiła Coco Gauff poszło w świat. Po cichu podkopała pozycję Igi Świątek

    – Jelena Rybakina i Aryna Sabalenka – powiedział Wim Fissette, po chwili namysłu, gdy zapytaliśmy go o najgroźniejszą rywalkę Igi Świątek w nowym sezonie WTA. Dziś już chyba wie, że Coco Gauff też ma ogromną ochotę na numer 1 w rankingu światowego tenisa. Amerykanka zrobiła w swoim warsztacie rewolucję i powoli podkopuje pozycję Polki. Jej celebracja po wygranej z Igą Świątek w finale United Cup nie jest przypadkiem. Pogoń się zaczęła.

     

    Coco Gauff zmieniła trenera niemal w tym samym momencie co Iga Świątek. Dużo szybciej zaczęła jednak zmieniać swój tenis. Pokazujemy jak

     

    Amerykanka “zamieniła się” z Polką rolami na korcie. Statystyki ich ostatnich meczów wyraźnie pokazują, że Świątek staje się bezradna

     

    Gauff wyprzedziła Igę na liście faworytek Australian Open. W rankingu WTA traci do niej mniej niż Świątek do Aryny Sabalenki

     

    Coco Gauff wygrała ostatnią wymianę z Igą Świątek i chwyciła swoją rakietę tak, jak łapie się łopatę. Następnie wykonała dwa ruchy, przypominające wykopywanie ziemi w ogródku i dopiero podbiegła do Polki, podziękować jej za wyrównany mecz. Świątek nie była w nastroju do wylewnych gestów – niektórzy spekulują, że właśnie przez celebrację Amerykanki. To byłoby dziwne, bo sama nie raz wybuchała radością po ważnych zwycięstwach, a ten gest Gauff da się łatwo wytłumaczyć.

     

    Dużo trudniej będzie za to poradzić sobie z tenisem Coco, która w kilka tygodni weszła na wyższy poziom. Zaraz opiszemy, jakim cudem Gauff stała się nową wersją… Igi Świątek.

     

    Kopanie rakietą oburzyło część polskich kibiców. W mediach społecznościowych oskarżyli Amerykankę o brak szacunku dla rywalki. To myślenie dość obsesyjne. W języku angielskim istnieje zwrot “digging deep” [tłum. “kopać głęboko”], który pada w tysiącach wywiadów. To takie nasze “dawanie z siebie wszystkiego”, sięganie w najgłębsze pokłady możliwości.

     

    Mocna prognoza. Coco Gauff idzie po numer 1 w rankingu WTA

     

    Gauff na konferencji po triumfie United Cup przyznała, że łopatę “wzięła” od swoich kolegów z kadry, Taylora Fritza i Tommy’ego Paula, którzy tak samo świętowali zwycięstwa na drodze do brązu igrzysk olimpijskich w Paryżu. Wykopać może nią jednak znacznie więcej niż oni. Steve Weissman, dziennikarz Tennis Channel i NBC twierdzi, że 20-latka – czasami zapominamy, jak młoda jest Coco – idzie po numer 1 w rankingu WTA.

     

    Podobnie przed sezonem wypowiadał się były amerykański tenisista, ćwierćfinalista Wimbledonu, Christopher Eubanks. – Widzieliśmy po niej już tyle dobrego, że nie zaryzykuję wiele, mówiąc, że będzie numerem 1 na świecie. Jej strata punktowa jest duża, ale może tego dokonać już w 2025 r. – powiedział Amerykanin w grudniu. Nieco ponad miesiąc wcześniej Gauff podjęła kluczową decyzję dla swojej przyszłości. Rozstała się z trenerem-celebrytą i postawiła na natychmiastowe zmiany w technice.

     

    Coco Gauff zmieniła trenera. “To było bardzo niezręczne”

     

    Brad Gilbert. To jedno z największych nazwisk w światowym tenisie. Andre Agassi zdobył z nim sześć wielkoszlemowych tytułów. Prowadził też Andy’ego Roddicka, Andy’ego Murraya, od połowy 2023 r. Coco Gauff. Współpraca przyniosła natychmiastowe efekty. Gauff została mistrzynią US Open. Ale im dalej w las, tym więcej problemów.

     

    Gilbert ślepo wierzył w swój geniusz. Wyraźnie zmienił technikę serwisu Coco i ten element stał się enigmą. Amerykanka zyskała siłę, ale mnożyły się podwójne błędy. Innym kłopotem było zamiłowanie trenera do telewizyjnych kamer. Równolegle pracował bowiem jako ekspert ESPN.

    – Wiesz, że kiedy Coco Gauff – jego zawodniczka – przegrała mecz w US Open, on natychmiast pobiegł do studia i analizował dla telewizji jej błędy? Krytykował, zanim jeszcze z nią porozmawiał. To było bardzo niezręczne. Nie jest więc żadną niespodzianką, że się rozstali. Mało poważny człowiek – mówił w wywiadzie z Przeglądem Sportowym Onet amerykański dziennikarz Ben Rothenberg.

    Zmiany nadeszły błyskawicznie. I zwycięstwo nad Igą Świątek też

    Gauff rozstała się z Gilbertem w podobnym momencie, w którym Iga Świątek podziękowała za współpracę Tomaszowi Wiktorowskiemu. Różnica była jedna. Polka zapowiadała tylko delikatne korekty, Amerykanka zaraz ogłoszeniu następcy, którym został Matt Daly – w parze z zatrudnionym kilka miesięcy wcześniej Jean-Christophe Faurelem, przystąpiła do rewolucji. Błyskawicznie zobaczyliśmy jej efekty

    Daly gwiazdą wielkiej sceny nigdy nie był, choć kiedyś uważano go za największy tenisowy talent w amerykańskich college’ach. Jest za to znakomitym warsztatowcem, specjalistą od pracy nóg i uchwytu. Wspólnie z partnerem założyli firmę Grip MD, która zajmuje się produkcją wyspecjalizowanych rozwiązań dla zawodowców i amatorów, poprawiających komfort trzymania rakiety.

    https://x.com/vanshv2k/status/1875444998428356743

    – Tak, nie było na co czekać – powiedziała Coco Gauff w Rijadzie, przed startem WTA Finals 2024, zapytana przez jednego z dziennikarzy, czy wspólnie z nowym trenerem wprowadzili już korekty w technice serwisu. Zmienili też delikatnie uchwyt przy forhendzie, czyli elemencie, który często Amerykankę zawodził. I choć Gauff twierdzi, że na nikim się nie wzorowała, to ekspertom jej technika przypomina uderzenia… Świątek. Nagle pojawiło się w nich więcej rotacji.

    Gauff wygrała WTA Finals, pokonując po drodze i starą, i nową liderkę rankingu WTA. Igę Świątek oraz Arynę Sabalenkę.

    Iga Świątek miała sposób na Coco Gauff. Amerykanka odwróciła sytuację

    To było pierwsze z dwóch kolejnych zwycięstw Coco Gauff z Igą Świątek. Wcześniej ich bilans wyglądał wręcz absurdalnie jak na dwie czołowe tenisistki świata. 11 do 1 dla Polki, która skwapliwie korzystała z chimerycznego serwisu Amerykanki, atakując jej drugie podanie. Znacznie lepiej wytrzymywała też te starcia mentalnie. Emocjonalnej Gauff wystarczyło przerzucać piłkę na drugą stronę kortu, by w końcu popełniła błąd.

    W Rijadzie i Sydney to Amerykanka stała się murem, a Światek strzelała na wiwat.

    Zanim nadeszła dwumeczowa seria zwycięstw Coco nad Igą, to Polka wygrała cztery kolejne spotkania. W każdym z nich miała znacznie mniej niewymuszonych błędów niż rywalka. Sytuacja odwróciła się w WTA Finals i United Cup. Oto liczby.

    Co się zmieniło? Świadomość, że wszystkie elementy dookoła mnie są poukładane i wystarczy, bym grała swój najlepszy tenis, a każda rywalka będzie miała ze mną problemy – mówiła po ostatnim zwycięstwie Gauff. W notowaniach bukmacherów przed Australian Open właśnie wyprzedziła Świątek. Tylko Aryna Sabalenka jest wyżej. W rankingu WTA Amerykanka jest trzecia i traci do drugiej Polki mniej punktów [1232] niż Iga do liderki [1536].

    https://x.com/TennisTV/status/1875456169239556182

  • Świątek wyznała, co czuje. Kyrgios tylko na to czekał. “Kiepski żart”

    Świątek wyznała, co czuje. Kyrgios tylko na to czekał. “Kiepski żart”

    Świątek wyznała, co czuje. Kyrgios tylko na to czekał. “Kiepski żart”

    Nick Kyrgios ma obecnie więcej tweetów nt. Igi Świątek niż wygranych meczów w nowym sezonie. W niedzielę Australijczyk skomentował mecz Polki w United Cup, a w poniedziałkowy wieczór ponownie odniósł się do sprawy wykrycia w jej organizmie nielegalnej substancji. “Stara karta ‘jestem ofiarą’” – napisał.

     

    – Nie mam nic do Igi. Po prostu uważam, że wszyscy powinni mieć równe szanse i to mnie wkurza. Im wydaje się, że mają przewagę, bo są po prostu bogami, a potem biorą te wszystkie inne leki poprawiające wydajność. Kiedy już zostaniesz złapany, nie możesz zachowywać się jak ofiara – mówił pod koniec 2024 roku Nick Kyrgios. Australijczyk od kilku tygodni regularnie w mediach społecznościowych atakuje Igę Świątek i Jannika Sinnera po tym, jak w ich organizmach wykryto nielegalne substancje.

     

    Kyrgios po półtorarocznej przerwie wrócił do gry w turnieju ATP 250 w Brisbane, gdzie przegrał już w pierwszej rundzie z Giovannim Mpetshi Perricardem. Skoro nie mógł brylować na kortach, to postanowił znowu dać o sobie znać w mediach społecznościowych.

     

    W miniony weekend 29-latek odniósł się do porażki Igi Świątek z Coco Gauff w finale drużynowego United Cup. “Jeden z najstraszniejszych widoków w tenisie: Iga Świątek opuszczająca kort po przegranym secie z notatnikiem Roland-Garros w ręku” – napisał na portalu X dziennikarz Bastien Fachan. “I z całą pozostałą pomocą” – skomentował Kyrgios, dodając roześmianą emotikonę. Doskonale wiadomo, co na myśli miał Australijczyk.

     

    Nick Kyrgios znowu zareagował na sprawę Igi Świątek

     

    Na kolejny przytyk ze strony Nicka Kyrgiosa nie trzeba było długo czekać. Jeden z tenisowych blogerów przytoczył ostatnie słowa Świątek z podkastu Caroline Garcii, w którym powiedziała, że nie wie, czy jej zawieszenie potrwa trzy miesiące bądź trzy lata. “Ostatecznie zawieszono ją tylko na miesiąc, a zawieszenie zostało rozłożone na raty, z czego połowa przypadała na okres poza sezonem, aby mogła zagrać w lukratywnych WTA Finals i BJK Cup” – napisał.

    https://x.com/pavyg/status/1876375449150124063

    A jak zareagował Kyrgios? “Stara karta ‘jestem ofiarą’. Świat tenisa naprawdę kontroluje narrację. To kiepski żart” – napisał Australijczyk, znajdując poklask u części fanów.

    https://x.com/NickKyrgios/status/1876378260797571102

  • Collins prowadziła 5:3. A potem dramat! Polscy kibice od razu jej wytknęli

    Collins prowadziła 5:3. A potem dramat! Polscy kibice od razu jej wytknęli

    Collins prowadziła 5:3. A potem dramat! Polscy kibice od razu jej wytknęli

    Cóż to był za mecz podczas turnieju WTA w Adelajdzie. Ons Jabeur przegrywała z Danielle Collins już 3:5, a w dziewiątym gemie pierwszego seta było 30:30. Ostatecznie Tunezyjka podniosła się, wróciła do rywalizacji, a całą partię wygrała 7:6. W drugiej nie dała Amerykance żadnych szans i przypieczętowała zwycięstwo pewną wygraną 6:2. Od razu zareagowali polscy kibice.

     

    Danielle Collins prowadziła w pierwszym secie z Ons Jabeur i nie tylko dała się dogonić, ale przegrała partię. W drugiej rywalka nie dała jej żadnych szans. To koniec marzeń Amerykanki o sukcesie podczas turnieju WTA w Adelajdzie. Jej przygoda kończy się na etapie 1/16 finału.

     

    Collins przegrała. Polscy kibice nie odpuścili

     

    Po zakończonym spotkaniu momentalnie zareagowali polscy kibice, którzy pod wpisem profilu Z kortu – informacje tenisowe pozwolili sobie na złośliwości względem Danielle Collins.

     

    “A Collins nie miała kończyć kariery w tamtym sezonie?” – pytał jeden z użytkowników, a inna z komentujących drwiła “jak mi przykro”.

     

    “Ojej. A to strasznie przykro jest, że jej tak nie idzie. Ale z drugiej strony intuicja podpowiadała, żeby zakończyć karierę. Czasami warto mądrego posłucha…” – drwił jeden z użytkowników komentujących wpis.

     

    “New year, old me… tak to leciało?” – ironizowała komentująca, ewidentnie nawiązując do niedawnego wpisu samej Collins.

     

    Skąd komentarze polskich kibiców? W niedzielnym finale United Cup Danielle Collins w niezwykle chłodny i lekceważący sposób przywitała się z Igą Świątek, o której już wcześniej wypowiadała się w niezbyt miły sposób. Śmiało można przypuścić, że nie przysporzyła sobie nad Wisłą wielu kibiców.

     

    Przypomnijmy, że pomiędzy Collins a Świątek – przynajmniej ze strony Amerykanki – iskrzy od czasu igrzysk olimpijskich w Paryżu. Obie panie zmierzyły się w bezpośrednim starciu, które zakończyło się kreczem Collins. Po zakończonym starciu miała ona pretensje do Polki i mówiła, że jest “nieszczera”. Czas pokaże, czy w potencjalnym kolejnym pojedynku również będzie się zachowywała chłodno wobec najlepszej polskiej tenisistki.

     

  • Linette przegrała seta, Radwańska wkroczyła do akcji. Odrodzenie i triumf Polki

    Linette przegrała seta, Radwańska wkroczyła do akcji. Odrodzenie i triumf Polki

    Linette przegrała seta, Radwańska wkroczyła do akcji. Odrodzenie i triumf Polki

    W momencie, gdy Magdalena Fręch rywalizowała w Adelajdzie z Jeleną Ostapenko, swój mecz, tyle że w Hobart, rozgrywała także Magda Linette. Rywalką poznanianki w pierwszej rundzie turnieju WTA 250 była Warwara Graczewa. Była reprezentantka Francji odrobiła stratę seta i ostatecznie o losach spotkania decydowała trzecia odsłona. Ta potoczyła się po myśli naszej tenisistki, chociaż walki nie zabrakło. 32-latka triumfowała 6:3, 3:6, 6:4 i zagra o ćwierćfinał z Mayą Joint.

     

    Magda Linette rozpoczęła sezon od turnieju WTA 500 w Brisbane. Jej przygoda z tymi zmaganiami nie potrwała jednak zbyt długo. Pożegnała się już na etapie pierwszej rundy, przegrywając z McCartney Kessler. Przed rozpoczęciem Australian Open zdecydowała się na jeszcze jeden start. Udała się do Hobart na imprezę rangi “250”. Poznanianka postanowiła spróbować swoich sił w singlu i deblu. Wczoraj odniosła zwycięstwo w duecie z Sofią Kenin, dzięki czemu zobaczymy w ćwierćfinale polskie starcie z duetem Katarzyna Piter/Angelica Moratelli.

     

    Podczas drugiego turnieju w 2025 roku dla 32-latki, w jej boksie pojawiła się także Agnieszka Radwańska, która dołączyła do sztabu Linette podczas okresu przygotowawczego. Krakowianka towarzyszyła Magdzie podczas meczu pierwszej rundy w grze pojedynczej. Przeciwniczką tenisistki rozstawionej z “4” była Warwara Graczewa, która od pewnego czasu reprezentuje Francję. Obie grały ze sobą dotychczas trzykrotnie. W zestawieniu H2H to poznanianka prowadziła 2-1.

     

    Magda Linette awansowała do drugiej rundy WTA 250 w Hobart.

     

    Wygrana po trudnym bojuPoczątek spotkania był bardzo zacięty. Na pierwszego break pointa trzeba było zaczekać do czwartego gema. Wówczas Linette miała jedną okazję na 3:1, ale nie udało się jej wykorzystać. Po chwili to rywalka miała dwie szanse na przełamanie. W obu przypadkach Magda uruchamiała jednak świetną obronę serwisem, dzięki czemu wciąż nie doszło do wygranego rozdania przez returnującą zawodniczkę.

     

     

    Ten stan potrwał do ósmego gema. Wówczas zniecierpliwiona Graczewa zaczęła popełniać błędy. To zaowocowało stanem 40-0 dla poznanianki i aż trzema break pointami z rzędu. Udało się wykorzystać drugą okazję i tym samym przy wyniku 5:3 Linette serwowała po zwycięstwo w partii. Magda nie miała większych problemów z zamknięciem pierwszej odsłony. Po drugim setbolu cieszyła się z rezultatu 6:3 na swoją korzyść.

     

    Na starcie kolejnej partii Warwara nadal miała problem z odzyskaniem koncentracji, która towarzyszyła jej na w początkowej fazie spotkania. W gemie otwarcia popełniła sporo błędów i po kilku break pointach doszło do przełamania na korzyść poznanianki. Niestety, Magda nie poszła za ciosem. Po chwili w łatwy sposób dała rywalce odrobić stratę, przegrywając swoje podanie do zera.

     

    W następnych minutach Linette mogła odzyskać to, co straciła. Miała break pointa na 2:1, ale ostatecznie taki wynik pojawił się z perspektywy rywalki. Magda wytraciła impet, a Warwara nabierała wiatru w żagle. Reprezentantka Francji wykorzystała swój moment i powiększyła przewagę, po raz kolejny przełamując poznaniankę. W następnym gemie 32-latka znalazła sposób, by odpowiedzieć przeciwniczce i wywalczyła powrotnego breaka, ale nie nacieszyła się nim zbyt długo. Później to znów Graczewa uciekła z wynikiem, tym razem już do stanu 5:2. Notowana na 69. miejscu zawodniczka nie dała już sobie wyrwać prowadzenia. Tym razem to ona triumfowała 6:3, a to oznaczało decydującą partię.

     

    Zanim doszło do trzeciego seta, Linette skorzystała z porad Agnieszki Radwańskiej. Obie przez kilka minut dyskutowały nad tym, co dzieje się na korcie. Na starcie rozstrzygającej odsłony obie pilnowały swoich podań. Wydawało się, że podobnie będzie także w piątym rozdaniu. Magda prowadziła 30-0, ale wtedy nastąpił zwrot akcji. Poznanianka zaczęła popełniać błędy i pojawił się break point dla przeciwniczki. Graczewa wykorzystała pierwszą nadarzającą się okazję i wyszła na prowadzenie 3:2 z przełamaniem.

     

    W następnym gemie mieliśmy sporo emocji. Najpierw Linette dostała okazję na wyrównanie, później reprezentantka Francji miała szansę na 4:2, ale przeszkodził jej wiatr. Ostatecznie gem trafił w ręce Magdy po nieczystym zagraniu rywalki i zrobiło się 3:3. Podrażniona Warwara ruszyła do ataku, wygrała dwie pierwsze akcje w siódmym rozdaniu. Polka przetrwała jednak trudny moment i ponownie znalazła się z przodu.

     

    Zbliżaliśmy się do końca pojedynku, w związku z czym rosła odpowiedzialność na serwujących zawodniczkach. W ósmym gemie znów obserwowaliśmy długą batalię przy podaniu Graczewej. W kluczowym momencie to rywalka poznanianki popełniała błędy i dzięki temu przy stanie 5:3 Linette serwowała po zwycięstwo w meczu. Magda nie poradziła sobie z tym faktem, przegrała gema do zera. Kilka minut później przeciwniczka miała jednak ten sam problem. Ostatecznie nasza tenisistka triumfowała 6:3, 3:6, 6:4. O ćwierćfinał WTA 250 w Hobart zagra z Mayą Joint.

  • Ponad trzygodzinny horror Polki i tak, tak, tak! Półfinał walki o Australian Open!

    Ponad trzygodzinny horror Polki i tak, tak, tak! Półfinał walki o Australian Open!

    Ponad trzygodzinny horror Polki i tak, tak, tak! Półfinał walki o Australian Open!

    Tego meczu nie dało się wyreżyserować. Ponad trzy godziny walki, wiele zwrotów akcji i super tie-break, który przyprawił polskich fanów o palpitację serca. Ale udało się! Maja Chwalińska pokonała Dominikę Salkovą (152. WTA) 7:6(3), 5:7, 7:6(10) po meczu który długo zapadnie w naszej pamięci. Polka przegrywała już 3:7 w decydującym tie-breaku, ale odrodziła się. I to jak! 23-latka tym samym znalazła się w półfinale kwalifikacji do głównej drabinki Australian Open.

     

    Maja Chwalińska była w tym meczu wielokrotnie pod ścianą. W super tie-breaku wydawało się, że wszystko już pogrzebane. A jednak! To co zrobiła w końcówce meczu z Dominiką Salkovą było niesamowite

     

    23-letnia Polka w drugiej partii miała wszystkie karty w ręku, by rozstrzygnąć ten mecz w dwóch setach. Niepowodzenie powetowała sobie w końcówce, serwując kibicom ogromny dreszczowiec

     

    W półfinale kwalifikacji Australian Open powinno być teoretycznie łatwiej. Ale jej kolejna rywalka również pokazała, że potrafi grać pod ogromną presją. Zapowiadają się wielkie emocje

     

    We wtorkowy poranek polskiego czasu walkę o przepustkę do głównej drabinki Australian Open rozpoczęła Maja Chwalińska. 23-latka w pierwszej rundzie zmierzyła się z Dominiką Salkovą, która w rankingu WTA plasuje się 26. pozycji niżej w rankingu.

     

    20-letnia Czeszka w maju zeszłego roku miała już jednak okazję spotkać się z Chwalińską i podczas turnieju w Pradze sprawiła jej srogie lanie. Polka uległa młodszej rywalce 3:6, 0:6.

     

    Początek meczu, którego stawką był awans do drugiej fazy eliminacji Chwalińska również rozpoczęła fatalnie. Czeszka wygrała pierwsze dwa gemy, ale to co działo się później na korcie przeszło najśmielsze oczekiwania. Zwrotów akcji i emocji było bowiem co nie miara.

     

    Kolejne cztery gemy padły bowiem łupem Polki, która następnie… przegrała kolejne trzy gemy. O losach tego seta decydował tie-break, w którym nerwy na wodzy utrzymała Chwalińska. 23-latka szybko wypracowała sobie przewagę i utrzymała ją do końca.

     

    Szalony mecz Chwalińskiej. Ile razy się podnosiła?! Nie do wiary

     

    Ale to był dopiero przedsmak tego, co czekało nas w kolejnych dwóch setach. W drugiej odsłonie Polka prowadziła już 5:3 i przy własnym serwisie mogła dopełnić dzieła i oszczędzić kibicom nerwów. Ale 20-letnia Czeszka nie złożyła broni i rzuciła się w niesamowitą pogoń. Zresztą, nie jedyną w ciągu tego spotkania.

     

    Jej łupem padły cztery kolejne gemy i z 3:5 zrobiło się 7:5. A to oznaczało, że o losach tego meczu i awansu do półfinału kwalifikacji zdecyduje trzeci set. A w nim działy się rzeczy kompletnie nieprzewidywalne.

     

    Ten super tie-break zapamiętany na długo

     

    W pierwszych pięciu gemach mieliśmy aż trzy przełamania, w tym dwa na koncie Czeszki, która długo dyktowała warunki. Tym razem role na korcie się odwróciły i to 20-latka prowadziła 5:3. Ale również nie potrafiła przypieczętować wygranej. 23-latka z Dąbrowy Górniczej rzuciła się do odrabiania strat i po kilku minutach… prowadziła 6:5! Ale najciekawsze rzeczy były dopiero przed nami.

     

    Super tie-break rozgrywany w Melbourne trzymał w napięciu do samego końca. I udowodnił, że nawet kilkupunktowa przewaga może okazać się nie wystarczająca. Chwalińska pokazała ogromną wolę walki i nie złożyła broni, gdy przegrywała 3:7 w dodatku z trzema przełamaniami. Polka ponownie postawiła wszystko na jedną kartę i po niesamowitej walce na przewagi triumfowała 12:10! Co to był za mecz!

     

    W półfinale trzystopniowych kwalifikacji rywalką polskiej tenisistki będzie Marie Benoit (200. WTA), która po równie emocjonującym meczu rozprawiła się z Yuriko Miyazaki(182. WTA) 5:7, 6:4, 7:6(8).

  • 3 godziny i 20 minut! Dramatyczny bój Chwalińskiej w AO. Dokonała niemożliwego

    3 godziny i 20 minut! Dramatyczny bój Chwalińskiej w AO. Dokonała niemożliwego

    3 godziny i 20 minut! Dramatyczny bój Chwalińskiej w AO. Dokonała niemożliwego

    Maja Chwalińska wygrała pierwszy singlowy mecz w 2025 roku. Polka rywalizowała we wtorek w godzinach porannych czasu polskiego w eliminacjach do wielkoszlemowego Australian Open. Chwalińska wygrała 7:6 (3), 5:7, 7:6 (10) z Czeszką Dominiką Salkovą, a spotkanie trwało blisko 3,5 godziny. W ten sposób Chwalińskiej udało się jej zrewanżować rywalce za porażkę w maju zeszłego roku w finale turnieju w Pradze.

     

    Do tej pory Maja Chwalińska (126. WTA) grała tylko raz w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Był to Wimbledon w 2022 r., gdy Polka dotarła do drugiej rundy. Wtedy przegrała 6:3, 1:6, 0:6 z Alison Riske-Amritraj, ale wcześniej wyeliminowała Katerinę Siniakovą (46. WTA). Chwalińska ma za sobą najlepszy sezon w karierze, w którym wygrała dwa turnieje deblowe (Florianopolis, Buenos Aires) i jeden singlowy (Florianopolis) – wszystkie w grudniu 2024 r.

     

    Chwalińska była też częścią reprezentacji Polski podczas turnieju United Cup, w którym kadra przegrała w finale z USA. Chwalińska grała w mikście z Janem Zielińskim przy okazji spotkań z Wielką Brytanią oraz Kazachstanem.

     

    Chwalińska rozpoczęła nowy sezon od kwalifikacji do wielkoszlemowego Australian Open. Jej pierwszą rywalką była Czeszka Dominika Salkova (152. WTA), z którą przegrała 3:6, 0:6 w finale zeszłorocznego turnieju W75 w Pradze.

     

    Udany rewanż Chwalińskiej na Czeszce. Co za horror. 12:10 w super tie-breaku

     

    Cały mecz był bardzo wyrównany, choć lepiej w niego weszła Salkova. Czeszka obroniła dwa break pointy w pierwszym gemie, a potem przełamała Chwalińską i prowadziła 2:0. Polka odrobiła straty i doprowadziła do remisu 2:2. Później to Chwalińska wygrywała 4:2, a Salkova odrobiła stratę przełamania. Było więc 4:4. Później do przełamań już nie doszło, więc set rozstrzygał się w tie-breaku.

     

    W nim Chwalińska zaznaczyła swoją dominację, o czym świadczą dwa mini-breaki i prowadzenie 5:1. Chwalińska wykorzystała pierwszą piłkę setową i wygrała 7:3, kończąc akcję dropszotem.

     

    Na początku drugiego seta tenisistki utrzymywały własne podanie. W trzecim gemie Chwalińska mogła zostać przełamana przez Salkovą, ale obroniła break pointa. Po trzecim gemie na korcie pojawiła się fizjoterapeutka, która opatrywała Czeszkę. Kluczowy dla losów tego spotkania mógł okazać się ósmy gem, w którym Chwalińska miała dwa break pointy i jednego z nich wykorzystała. Polka prowadziła więc 5:3. Salkova jednak odrobiła straty i po chwili było 5:5.

     

    Później sytuacja się skomplikowała, bo Salkova wygrywała 6:5 z przewagą przełamania, a po jednej z akcji Chwalińska upuściła rakietę na kort. W dwunastym gemie Chwalińska przegrywała 15:40, ale obroniła dwie piłki setowe. Potem sama miała szansę na przełamanie, natomiast jej nie wykorzystała. Po trzeciej piłce setowej Salkova wygrała 7:5. Tym samym Chwalińska przegrała cztery kolejne gemy z rzędu.

     

    Trzeci set mógł się zacząć od przełamania Chwalińskiej, która przegrywała 0:40. Chwalińska bardzo irytowała się swoimi błędami, natomiast doprowadziła do równowagi i obroniła trzy break pointy, a potem utrzymała własne podanie. W drugim gemie Chwalińska miała dwie okazje do przełamania Salkovej, ale ich nie wykorzystała. W trzecim gemie Chwalińska została przełamana i przegrała gema do zera. Strata była jednak odrobiona błyskawicznie, a trzy gemy z rzędu wygrywały zawodniczki returnujące.

     

    Salkova utrzymała podanie w szóstym gemie i prowadziła 4:2 z Chwalińską. Czeszka mogła wygrywać już 5:2, ale nie wykorzystała break pointa przy wyniku A:40. Chwalińska nie odrobiła straty przełamania i przegrywała 3:5. Chwilę później Chwalińska wygrała trzy kolejne gemy. Ostatecznie doszło do super tie-breaka.

     

    Sytuacja Chwalińskiej w tie-breaku była już fatalna. Polka przegrywała 2:6, ale zdobyła pięć punktów i odrobiła straty na 7:7. Później Chwalińska obroniła dwie piłki meczowe i było 10:10. Ostatecznie Maja wygrała super tie-breaka 12:10 po blisko 3,5-godzinnej rywalizacji na korcie numer 15.

     

    Chwalińska zagra w kolejnej rundzie kwalifikacji z Belgijką Marie Benoit (200. WTA), która wygrała 5:7, 6:4, 7:6 (8) z Brytyjką Lily Miyazaki (182. WTA).

     

  • Świątek podpisała umowę z gigantem. I się zaczęło. “Daria to zauważyła”

    Świątek podpisała umowę z gigantem. I się zaczęło. “Daria to zauważyła”

    Świątek podpisała umowę z gigantem. I się zaczęło. “Daria to zauważyła”

    Iga Świątek ujawniła kulisy początków dorosłej kariery. – Przegrałam mecz i płakałam wtedy cały dzień – opowiadała w podcaście “Tennis Insider Club”.

     

    Tenisistka Caroline Garcia prowadzi od kilku miesięcy podcast na YouTube “Tennis Insider Club”. Zaprasza czołowe zawodniczki oraz zawodników. Gościem najnowszego odcinka była Iga Świątek, która opowiadała nie tylko o ostatnich wydarzeniach z jej kariery, ale także tych bardziej odległych.

     

    Świątek wskazywała m.in., jak wielką presję sama nałożyła na siebie po niespodziewanej wygranej w Roland Garros 2020. To wtedy w Paryżu rozpoczęła się wielka kariera naszej tenisistki. Polka w finale pokonała Amerykankę Sofię Kenin. W siedmiu spotkaniach nie straciła wówczas ani jednego seta. Do paryskiej imprezy przystępowała jako 19-latka i 54. rakieta rankingu. Zadziwiła świat.

     

    Iga Świątek nawiązała do umowy z Roleksem

     

    Wielki sukces w młodym wieku otworzył drogę Idze Świątek także na płaszczyźnie sponsorskiej. Pod koniec 2020 roku podpisała umowę z Roleksem, stając się ambasadorką marki zegarków jako pierwszy polski sportowiec w historii.

     

    – Pamiętam, jak nawiązałam swoją pierwszą wielką współpracę ze sponsorem. Czułam dużą presję podczas pierwszych spotkań, bo myślałam: „O mój Boże, mam tego sponsora, chcą, bym wygrywała, a co jeśli nie powtórzę tego, co osiągnęłam w Paryżu? – mówiła Świątek w rozmowie z Garcią.

     

    Przyznała, że nie było jej łatwo odnaleźć się w tej nowej sytuacji. – Pamiętam, jak przegrałam w turnieju przed Australian Open. Płakałam wtedy cały dzień, bo myślałam, że zawiodłam ich, dlaczego zainwestowali we mnie tyle pieniędzy, skoro przegrywam? To było trudne – dodała.

     

    Kolejny sezon po wygranej w Roland Garros 2020 Iga Świątek rozpoczęła w Australii. Trwała wtedy pandemia, a turniej rangi WTA 500 przygotowujący do imprezy wielkoszlemowej rozgrywano także w Melbourne. Iga Świątek przystępowała do zawodów od drugiej rundy z racji rozstawienia. Pokonała najpierw Słowenkę Kaję Juvan 2:6, 6:2, 6:1, a następnie przegrała z Rosjanką Jekateriną Aleksandrową 4:6, 2:6.

     

    To były pierwsze mecze naszej tenisistki po dłuższej przerwie. Poprzedni sezon zakończyła 10 października, wygrywając wspomniany finał w Paryżu z Kenin. Roland Garros rozgrywano wówczas wyjątkowo jesienią z uwagi na pandemię COVID-19.

     

    Z czasem Świątek zaczęła współpracować także z innymi sponsorami, których ma do dziś – to m.in. Visa, Lego, Oshee czy Infosys. Wcześniej żaden polski tenisista nie był ambasadorem tak znanych marek.

     

    Jak Daria Abramowicz pomogła Idze Świątek

    Świątek opowiedziała, jak chwilowo zmieniła się jej perspektywa po pierwszym wielkoszlemowym sukcesie. – Po tym, gdy wygrałam turniej paryski, przez trzy miesiące byłam skupiona na biznesowej stronie sportu. Myślałam, że to prawdopodobnie będzie mój jedyny sukces w karierze. Przez trzy miesiące nie skupiałam się na tenisie i treningach. Daria (Abramowicz, psycholog – przyp. red.) to zauważyła, chciała mi pomóc poradzić sobie z tym. Wpadłam w pułapkę związaną z pieniędzmi i sponsorami – opowiadała tenisistka.

     

    I dodała: “Gdy Daria zobaczyła, że nie zmieniam tego, pokazała mi “Hej, to nie jest dobra droga. I to nie jest jedyny sukces, jaki osiągniesz w życiu”. Na nowo skupiłam się na tenisie, mogłam pracować na korcie, a nie siedzieć przed laptopem.”

     

    Sezon 2021 był ważnym etapem w karierze Igi Świątek. Triumfowała w turniejach WTA w Rzymie i Adelajdzie. Jako jedyna zawodniczka w tourze w każdej z imprez wielkoszlemowych doszła co najmniej do czwartej rundy. Dołączyła do czołówki kobiecego tenisa. Miała za sobą także kilka trudniejszych momentów, jak m.in. niepowodzenie na igrzyskach w Tokio.

     

    W ostatnich dniach nasza zawodniczka występowała w drużynowym turnieju United Cup, gdzie Polacy doszli do finału. Przegrali tylko z zespołem USA. Teraz przed Świątek tydzień przerwy od startów. 12 stycznia w Melbourne rusza wielkoszlemowy Australian Open. Rok temu Polka doszła tam do trzeciej rundy.