• Lewandowski ruszył do akcji. Oto co powiedział do Araujo po finale z Realem

    Lewandowski ruszył do akcji. Oto co powiedział do Araujo po finale z Realem

    FC Barcelona zagrała pierwszą częśc sezonu praktycznie niezmienionym środkiem obrony, który tworzyli Inigo Martinez i Pau Cubarsi. Ale pierwszy z nich nabawił się kontuzji w El Clasico. Wtedy wszedł Ronald Araujo, który ostatnio miał wyrazić chęć odejścia z klubu. Dał jednak bardzo dobrą zmianę. Szatnia chce go za wszelką cenę zatrzymać. Nawet Robert Lewandowski próbował wpłynąć na jego decyzję.

    W ostatnich dniach hiszpańskie i włoskie media przekonywały, że wkrótce dojdzie do transferu Ronalda Araujo z FC Barcelony do Juventusu. Urugwajczyk miał zakomunikować szatni i Hansiemu Flickowi, że chce opuścić stolicę Katalonii. Obrońca miał nawet prosić trenera, by nie korzystał z niego w finale Superpucharu Hiszpanii, ale musiał wpuścić go na boisko w obliczu kontuzji Inigo Martineza.

    Lewandowski namawiał Araujo, by został w Barcelonie
    Araujo nie grał przez ostatnie pół roku. Wszystko przez kontuzję, której nabawił się podczas Copa America. Barcelona zarzucała urugwajskim lekarzom i piłkarzowi nieodpowiedzialne podejście do urazu, które przełożyło się na dość długą przerwę w treningach. Wrócił w tym roku, El Clasico w finale Superpucharu Hiszpanii było jego drugim występem. Zagrał naprawdę dobre zawody

    Zapewne gdyby nie kontuzja Martineza, Araujo nie miałby większych szans na grę. Inigo oraz Pau Cubarsi stworzyli znakomicie zgrany duet, który na boisku rozumie się bez słów. Wcześniej nie wyobrażano sobie wyjściowej jedenastki bez Urugwajczyka, ale ostatnie miesiące wszystko zmieniły.

    Mimo to szatnia chce, by Araujo został w zespole, wszak jest jednym z kapitanów “Blaugrany”, który wciąż może dać dużo jakości na boisku. Dostrzega to także Robert Lewandowski. Zdaniem hiszpańskich mediów osobiście namawiał Araujo, by pozostał w Barcelonie na dłużej.

    Zobacz też: Boniek bez litości po decyzji PZPN ws. Narodowego. “Sprawa jest bardzo prosta

    Marca” opisuje nagranie z rozmowy Lewandowskiego z Urugwajczykiem tuż po odebraniu trofeum za wygranie Superpucharu Hiszpanii. – Ronald, zostań. Musisz zostać z nami. Podpisz ten nowy kontrakt. Tak będzie dla ciebie lepiej, będziesz grał teraz, bracie” – przekonywał Polak.

    Najbliższe tygodnie będą kluczowe i być może zmienią podejście Araujo. Martinez wypadł na ponad miesiąc, więc Urugwajczyk będzie miał okazję go zastąpić. Barcelonie także zależy, żeby zatrzymać Araujo. Proponowała mu dwukrotnie przedłużenie umowy (ta wygasa 30 czerwca 2026 r.), ale za każdym razem Urugwajczyk odrzucał propozycję. Klub wciąż chce z nim rozmawiać.

    Pewne jest, że Barcelona tak łatwo go nie sprzeda. Odrzuciła ofertę Juventusu w wysokości 35 mln euro i odrzuci szykowaną na 50 mln euro. A jeśli będzie musiała go sprzedać, to za co najmniej 70 mln euro.

    Najbliższe spotkanie FC Barcelony już w środę. Wtedy zmierzy się u siebie z Betisem w 1/8 finału Pucharu Króla.

     

  • Za granicą głośno o księżnej Kate. Media nie mają wątpliwości

    Za granicą głośno o księżnej Kate. Media nie mają wątpliwości

    Księżna Kate, żona następcy brytyjskiego tronu, od miesięcy znajduje się w centrum uwagi międzynarodowych mediów. Jej walka z chorobą nowotworową, powrót do obowiązków królewskich oraz związane z tym kontrowersje przyciągają uwagę opinii publicznej na całym świecie.

     

    Diagnoza i leczenie

     

    W styczniu 2024 roku księżna Kate przeszła planowaną operację jamy brzusznej. W marcu poinformowała, że w jej trakcie wykryto nowotwór, w związku z czym poddała się profilaktycznej chemioterapii. W opublikowanym nagraniu wideo poprosiła o poszanowanie prywatności w tym trudnym dla niej czasie.

     

    Powrót do obowiązków

     

    Po zakończeniu leczenia księżna stopniowo wracała do publicznych obowiązków. W czerwcu pojawiła się na uroczystości Trooping the Colour, a w lipcu uczestniczyła w finałach Wimbledonu. Jej obecność na tych wydarzeniach spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, a nagrania z jej udziałem zdobyły miliony wyświetleń.

     

    Kontrowersje i dezinformacja

     

    Niestety, okres rekonwalescencji księżnej nie obył się bez kontrowersji. W mediach społecznościowych pojawiły się teorie spiskowe dotyczące jej stanu zdrowia, które zmusiły ją do wcześniejszego ujawnienia informacji o chorobie. Brytyjski rząd podejrzewa, że za częścią tych dezinformacji stoją wrogie państwa, takie jak Rosja, Chiny i Iran, dążące do destabilizacji zachodnich społeczeństw.

     

    Reakcja mediów i społeczeństwa

     

    Media na całym świecie bacznie obserwują każdy krok księżnej Kate. Jej powrót do obowiązków królewskich jest szeroko komentowany, a wybory modowe i zachowanie analizowane. Przykładowo, podczas jednej z wizyt publicznych zauważono, że nie nosiła swojego charakterystycznego pierścionka zaręczynowego, co wywołało spekulacje w mediach.

     

    Podsumowanie

     

    Księżna Kate pozostaje jedną z najbardziej wpływowych i obserwowanych postaci na świecie. Jej zmagania z chorobą, powrót do zdrowia i obowiązków królewskich oraz związane z tym wyzwania pokazują jej siłę i determinację, a także wpływ, jaki wywiera na opinię publiczną i media na całym świecie.

     

     

     

     

  • Stoch nie wytrzymał i nagle ruszył do Wąska. Emocje wzięły górę

    Stoch nie wytrzymał i nagle ruszył do Wąska. Emocje wzięły górę

    Stoch nie wytrzymał i nagle ruszył do Wąska. Emocje wzięły górę

    Kamil Stoch był pierwszym, który pogratulował Pawłowi Wąskowi jego pierwszego tytułu mistrza Polski w karierze. – Podziwiam to, co zrobił – mówi o sukcesie Polaka na Turnieju Czterech Skoczni.

     

    Wąsek po powrocie z Austrii i Niemiec zdążył odpocząć, ale w sobotę widać, że z jego znakomitej formy nie uleciało właściwie nic. Jego skoki w mistrzostwach Polski były pewne i dalekie. Zapewnił sobie nimi zasłużony złoty medal.

     

    Piękne słowa Stocha o Wąsku. “Wyznaczył pewien standard”

    Po sukcesach na Turnieju Czterech Skoczni – życiowym wyniku w Pucharze Świata, czyli piątym miejscu w Innsbrucku oraz ósmej pozycji w klasyfikacji generalnej TCS – wiele osób przypominało przydomek Wąska z początków jego kariery. Przez znakomity styl i pozycję w locie nazywano go “Baby Stochem” w uznaniu dla innego świetnego stylisty na skoczni, Kamila Stocha.

     

    – Nie widzę w Pawle siebie. Widzę w nim Pawła Wąska, który ma przed sobą naprawdę świetlaną przyszłość – mówi Stoch, który jako pierwszy ruszył do najlepszego obecnie polskiego skoczka po drugiej serii sobotniego konkursu MP i pogratulował mu zwycięstwa. Stoch zdobył srebrny medal.

     

    – To, co Paweł zrobił na Turnieju, sposób, w jaki skakał i jak radził sobie z presją czy emocjami, było wyjątkowe. Miał pewnie świadomość, że ciągnie nas jako grupę. Wyznaczył pewien standard, do którego my będziemy dążyć. Super. Podziwiałem to, co robił i serdecznie mu tego gratuluję – wskazuje Kamil Stoch.

     

    Wąsek myślał, czy nie wylądować bomby na 145 metrów telemarkiem. I ma jeszcze, gdzie się poprawić

    Na mistrzostwach Polski Wąsek odleciał przede wszystkim w pierwszej rundzie zawodów. Poleciał aż na 145 m, zabrakło mu tylko dwóch metrów do rekordu Wielkiej Krokwi Japończyka Yukiyi Sato. – Zawsze takie przeskoczenie skoczni to dużo fajnych emocji. Cieszę się, że to się udało. Zastanawiałem się tylko, czy lądować na dwie nogi, czy próbować telemarku. Nabrałem jednak sporej wysokości, a jesteśmy w połowie sezonu, przed nami sporo zawodów, więc nie chciałem ryzykować. Wylądowałem bezpiecznie, choć nie bałem się, że gdzieś mnie tam poskłada. Nie było to aż tak daleko, ale wolałem ustać to pewnie – wyjaśnia skoczek.

     

    W skokach Wąska coraz bardziej widać stabilność i powtarzalność, a na pewnym etapie tej zimy miał już z tym problem. – Można powiedzieć, że to taki automatyzm. Staram się tak funkcjonować, nie myśleć za dużo o tym, co mam do zrobienia, tylko ufać pamięci mięśniowej. Pojawiają się jeszcze błędy i niektóre rzeczy mogę jeszcze skontrolować, poprawić – ocenia Wąsek

     

    Skoro nawet przy tak dobrych skokach Wąsek widzi jeszcze swoje błędy, to co będzie, gdy już nie będzie ich popełniał? Może wskoczy wtedy do walki o podium Pucharu Świata? Taka szansa przed nim już w dniach 17-19 stycznia w Zakopanem. Zawodnicy powalczą wówczas w dwóch konkursach PŚ – drużynowym i indywidualnym. Relacje na żywo na Sport.pl, a transmisje w Eurosporcie, na platformie Max i w Telewizji Polskiej.

  • Jan Tomaszewski nie wytrzymał. Nagle wypalił ws. Wojciecha Szczęsnego

    Jan Tomaszewski nie wytrzymał. Nagle wypalił ws. Wojciecha Szczęsnego

    Jan Tomaszewski nie wytrzymał. Nagle wypalił ws. Wojciecha Szczęsnego

    Wojciech Szczęsny na początku stycznia zadebiutował w barwach FC Barcelona. Polak zagrał od początku w meczu Pucharu Króla z UD Barbastro, a potem zdecydowanie bardziej niespodziewanie wystąpił w dwóch spotkaniach Superpucharu Hiszpanii, w tym w El Clasico. Polak tego hitowego starcia nie dokończył, bo dostał czerwoną kartkę. Jan Tomaszewski o sytuacji bramkarza wypowiada się jasno. – Nie nadaje się – stwierdził w rozmowie z “Super Expressem”.

     

    Wojciech Szczęsny na swój debiut w barwach FC Barcelona musiał długo poczekać. Jego transfer oficjalnie ogłoszony został na samym początku października i mimo tego, że Hansi Flick zapowiadał rychłą szansę na występ, to Polaka w bramce nie oglądaliśmy. Swoją pozycję bardzo znacząco ugruntował w niej wychowanek “Blaugrany” Inaki Pena.

     

    Hiszpan często musi mierzyć się z krytyką za brak pewności między słupkami, ale są pewne aspekty, w których zdecydowanie przewyższa Szczęsnego. Mowa tu, choćby o tym, co dzieje się poza polem karnym i umiejętność krycia przestrzeni za plecami linii defensywnej.

     

    Tomaszewski krytykuje Szczęsnego. Bez żadnej litości

     

    Szczęsny dał tej tezie świadectwo w hitowym El Clasico w finale Superpucharu Hiszpanii. Polak źle obliczył swoje wyjście z bramki w drugiej połowie i sfaulował przed polem karnym Kyliana Mbappe. Sędzia po analizie VAR uznał, że należy mu się czerwona kartka, z czym były bramkarz reprezentacji Polski nie dyskutował.

     

    Ze swoją krytyką nie mógł powstrzymać się Jan Tomaszewski. – Tu nie trzeba być filozofem, żeby powiedzieć, że Pena jest lepszy, bo on cały rok gra w piłkę i ją czuje. On ma dynamikę, lepszą szybkość startową. Pena wybiłby tę piłkę nogą przed Mbappe – ocenił w rozmowie z “Super Expressem”.

     

    – On się do tego nie nadaje. Udowodnił to w reprezentacji Polski i Juventusie, że nie jest dwunastym zawodnikiem. To nie jest ta gra, której oczekują przedstawiciele i fani Barcelony, jeśli chodzi o grę bramkarza. Pena się z tego wszystkiego bardzo dobrze wywiązuje – dodał bezlitośnie były legendarny golkiper Biało-Czerwonych. 

     

  • Iga Świątek zdegradowana na Australian Open! To się nie zdarzyło od trzech lat

    Iga Świątek zdegradowana na Australian Open! To się nie zdarzyło od trzech lat

    Iga Świątek świetnie rozpoczęła rywalizację w Australian Open. Wygrała 6:3, 6:4 z Kateriną Siniakovą, lecz uwagę ekspertów przyciągnął fakt, że Polka grała z Czeszką na John Cain Arena. Jest to dopiero trzeci co do ważności kort w Melbourne. Natomiast światowy Eurosport zdecydował się nie pokazywać meczu naszej tenisistki na swoim kanale. Ważniejszy okazał się, chociażby pojedynek 27. tenisisty rankingu ATP Australijczyka Jordana Thompsona.

     

    Noc z poniedziałku na wtorek była bardzo intensywna dla polskich tenisistek w Australian Open. Najpierw po emocjonującym meczu Magda Linette przegrała z Moyuką Uchijimą 6:4, 2:6, 6:7(8). Nie zawiodły natomiast Świątek i Magdalena Fręch. Obie wygrały swoje mecze w dwóch setach. Pierwsza pokonała Siniakovą 6:3, 6:4, a druga wygrała z Poliną Kudiermietową 6:4, 6:4. Na koniec Maja Chwalińska przegrała z Jule Niemeier 0:6, 1:6.

     

    Spotkanie Świątek z Siniakovą odbywało się na John Cain Arena, czyli trzecim co do ważności obiektem Australian Open. Najważniejszym kortem jest Rod Laver Arena, a tuż za nim jest Margaret Court Arena. I to w ostatnim czasie na tych dwóch stadionach grała polska tenisistka

     

    Występ na John Cain Arena był dla wielu ekspertem wielkim zaskoczeniem. Co prawda Polka nie jest już liderką rankingu WTA, ale nawet druga zawodniczka zestawienia najczęściej występuje pierwszych dwóch najważniejszych kortach. Jak się okazuje ostatni raz, kiedy Świątek występowała na tak niskim korcie, był trzy lata temu. Mierzyła się wtedy w drugiej rundzie z Rebeccą Peterson.

     

    John Cain Arena nie różni się o innych aren tylko prestiżem, ale także pojemnością. Spotkanie Świątek mogła oglądać 10,5 tys. widzów. Natomiast Rod Laver Arena może pomieścić aż 14 820 kibiców. Mniejszy jest za to Margaret Court Arena, którego pojemność to tylko 7,5 tys. miejsc.

     

    Zobacz także: Stało się. Iga Świątek przeszła do historii. Jest jedyna

    Iga Świątek pominięta przez światowy Eurosport

    Co ciekawe kibice nie mogli oglądać Świątek na światowym kanale Eurosportu. Jak napisał dziennikarz Jose Morgado, zamiast mecz Polki pokazano pojedynek Jannika Sinnera i Jordana Thompsona. Jak jeszcze wybór transmisji z meczu lidera rankingu ATP nie dziwi, to kompletnie szokuje większa ważność spotkania 27. rakiety świata niż starcia wiceliderki wśród kobiet. Jej mecz był dostępny jedynie na platformie streamingowej MAX.

     

    Wiem, że Eurosport/Discovery stawia na to, żeby ludzie subskrybowali MAX-a (ja subskrybowałem na turniej), ale szokujące jest dla mnie to, że na światowym kanale Eurosportu zamiast Igi Świątek jest Sinner (oczywiście) i Thompson (????)… szaleństwo” — napisał portugalski dziennikarz.

     

    Teraz w drugiej rundzie Świątek zmierzy się ze Słowaczką Rebeccą Sramkovą, która pokonała Amerykankę Katie Volynets 3:6, 6:2, 6:2.

  • Świątek już zna rywalkę w drugiej rundzie Australian Open. To wicemistrzyni świata

    Świątek już zna rywalkę w drugiej rundzie Australian Open. To wicemistrzyni świata

    Świątek już zna rywalkę w drugiej rundzie Australian Open. To wicemistrzyni świat

    Iga Świątek ma już za sobą pierwsze spotkanie w Melbourne. W dzisiejszej potyczce okazała się od Kateriny Siniakovej. Polka pokonała mistrzynię olimpijską z Paryża w grze mieszanej 6:3, 6:4. Zanim rozpoczął się pojedynek z udziałem raszynianki, wyłoniono już potencjalną przeciwniczkę w drugiej rundzie Australian Open. To zawodniczka, która błyszczała pod koniec ubiegłego sezonu, a podczas finałów Pucharu Billie Jean King wprowadziła swoją reprezentację do wielkiego finału.

    Wiceliderka rankingu WTA trafiła na wymagające losowanie w pierwszej rundzie Australian Open. Świątek już na “dzień dobry” musiała się zmierzyć z Kateriną Siniakovą – dwukrotną mistrzynią olimpijską, wielokrotną triumfatorką imprez wielkoszlemowych w deblu oraz liderką kobiecego zestawienia w grze podwójnej. Czeszka zagrała ponadprzeciętnie, jeśli chodzi o swoje singlowe występy i postawiła się reprezentantce Polski. Iga musiała wejść na wysokie obroty już od premierowej potyczki w Melbourne.

    W kluczowych momentach 23-latka zaznaczała jednak swoją dominację i potwierdziła dobrą dyspozycję na początku sezonu 2025. Nasza zawodniczka triumfowała w całym pojedynku 6:3, 6:4. W wielu momentach obserwowaliśmy bardzo dobre serwowanie w wykonaniu raszynianki. W świetnym stylu zagrała ostatni gem przy własnym podaniu, nie oddając rywalce ani jednego punktu. A przecież return to mocna strona Siniakovej. Czeszka mocno bazuje na tym elemencie w pojedynkach deblowychutm.

    Iga Świątek zagra o trzecią rundę Australian Open. Kolejna wymagająca przeciwniczkaKolejny mecz z udziałem Świątek odbędzie się w czwartek. Wtedy to przystąpi do rywalizacji o trzecią rundę. Przeciwniczka dla Igi została wyłoniona jeszcze przed startem rywalizacji z udziałem Polki. Nasza reprezentantka zmierzy się z Rebeccą Sramkovą. Zawodniczka ze Słowacji błyszczała pod koniec ubiegłego sezonu. Po US Open zanotowała sporo zwycięstw, a jej największym sukcesem okazał się srebrny medal w finałach Pucharu Billie Jean King. 28-latka mocno przyczyniła się do osiągnięcia naszych południowych sąsiadów.Sramkova plasuje się obecnie na 49. miejscu w rankingu WTA. To o 6 lokat niżej od jej “życiówki” ustanowionej 4 listopada ubiegłego roku. Obecną kampanię rozgrywek rozpoczęła od dwóch porażek. Najpierw przegrała w Brisbane z Eliną Awanesian, a potem w Hobart – z McCartney Kessler. Dzisiaj nadeszło jednak dla niej premierowe zwycięstwo. Odwróciła losy pojedynku z Katie Volynets i pokonała Amerykankę 3:6, 6:2, 6:2. Co ciekawe, Świątek i Sramkova nigdy wcześniej ze sobą nie grały. Będzie to ich pierwsze bezpośrednie starcie.

    Walkę o awans do trzeciej rundy Australian Open ma już także zagwarantowaną Magdalena Fręch. Zawodniczka KS Górnik Bytom także doczekała się swojego pierwszego triumfu w tym sezonie. Na otwarcie zmagań pokonała rewelację początku obecnego roku, czyli Rosjankę Polinę Kudiermietową – 6:4, 6:4. Z singlowym turniejem pożegnała się niestety Magda Linette. Poznanianka odpadła po dramatycznym boju z Moyuką Uchijimą. 32-latka miała meczbola przy stanie 5:3 w trzecim secie, ale ostatecznie przegrała 6:4, 2:6, 6:7(8).

  • Kulisy sensacyjnej decyzji! To dlatego reprezentacja Polski wyprowadza się z Warszawy

    Kulisy sensacyjnej decyzji! To dlatego reprezentacja Polski wyprowadza się z Warszawy

    Kulisy sensacyjnej decyzji! To dlatego reprezentacja Polski wyprowadza się z Warszaw

     

    To  już praktycznie przesądzone – reprezentacja Polski nie zagra żadnego meczu w tym roku na PGE Narodowym. Skąd taka sensacyjna decyzja? Zajrzeliśmy za kulisy, by poznać szczegóły. PZPN całe zamieszanie chce wykorzystać jako otwarcie się na kibiców z innych stron Polski. W tym roku mecze kadry będzie można obejrzeć nawet na trzech stadionach i żadnym z nich nie będzie Stadion Narodowy. Gdyby kadra pozostała w stolicy, ceny biletów mocno poszybowałyby w górę.

     

    We wtorek odbędzie się posiedzenie zarządu PZPN. Po posiedzeniu zostanie wydany komunikat w sprawie meczów reprezentacji Polski w 2025 roku – przekazał nam Tomasz Kozłowski, dyrektor departamentu komunikacji i mediów PZPN.

     

    Przedstawiciele Polskiego Związku Piłki Nożnej nabrali więc wody w usta, ale decyzja, o której jako pierwszy napisał serwis Meczyki, wydaje się formalnością – reprezentacja Polski wyprowadzi się z PGE Narodowego i jej domem w najbliższym czasie będzie Stadion Śląski w Chorzowie. Powód? Jak udało nam się ustalić kością niezgody była bardzo wysoka podwyżka kosztów wynajmu. Mówi się o kwocie nawet dwukrotnie wyższej.

     

    Przegląd Sportowy Onet dotarł do kulis tej decyzji, która z pewnością jest dla kibiców reprezentacji Polski rewolucyjna. PGE Narodowy to stadion, który nierozerwalnie kojarzony jest z meczami Biało-Czerwonych. Został otwarty przed Euro 2012 i od tego momentu gościł kadrę w zdecydowanej większości meczów, zwłaszcza w ramach el. ME i MŚ.

     

    Ale, jak słyszymy, wyprowadzka kadry ze stolicy może być jedynie tymczasowa i obowiązywać tylko na cztery najbliższe domowe mecze w ramach eliminacji MŚ (właśnie na taki czas ma obowiązywać umowa ze Stadionem Śląskim). PZPN traktuje to również jako część negocjacji, swego rodzaju straszak na PGE Narodowy, by operator największego polskiego stadionu zmiękczył swoje stanowisko wobec znaczącej podwyżki.

     

    Najbliższy rok reprezentacji Polski będzie zatem wyglądał następująco: cztery domowe spotkania kadry w ramach el. MŚ, a zatem:

    Polska – Litwa (21.03)

    Polska – Malta (24.03)

    Polska – Finlandia (7.09)

    Polska – Hiszpania/Holandia (14.11)

    odbędą się na Stadionie Śląskim

     

    Ale to nie wszystko. Tegoroczne mecze towarzyskie (ich terminy, i rywale, nie są jeszcze znane) odbędą się w dwóch różnych lokalizacjach i nie będzie to ani Chorzów, ani Warszawa.

     

    PZPN chce otworzyć reprezentację Polski na kibiców

    To o tyle ważne, że całe zamieszanie PZPN chce wykorzystać jako swego rodzaju eksperyment i otwarcie się na kibiców z innych części Polski. Rozgrywanie meczów na PGE Narodowym miało wiele plusów, ale na pewno ograniczało możliwość dotarcia na mecz dla fanów z niektórych części Polski. Wiadomo, że przyjazd na mecz to koszty – nie tylko na sam bilet, ale również transport i niekiedy również nocleg. Ceny w stolicy są najwyższe, co mogło odstraszać część fanów. Dlatego w tym roku sympatycy Biało-Czerwonych głównie z południa dostaną Roberta Lewandowskiego i spółkę na wyciągnięcie ręki.

     

    Wyprowadzkę z PGE Narodowego w PZPN zakulisowo tłumaczą również tym, że dzięki temu ceny biletów na spotkania Polski pozostaną na podobnym poziomie. Gdyby Cezary Kulesza przystał na żądania Stadionu Narodowego, ceny za wejściówki znacznie by wzrosły. A nikt nie chciał zniechęcać kibiców do najważniejszej drużyny w kraju.

  • Zrobiła to Idze Świątek, jako jedyna. Już odpadła z Melbourne. Koniec serii 15 zwycięstw

    Zrobiła to Idze Świątek, jako jedyna. Już odpadła z Melbourne. Koniec serii 15 zwycięstw

    Iga Świątek, liderka światowego rankingu WTA, zakończyła swoją imponującą serię 15 zwycięstw, odpadając w trzeciej rundzie Australian Open 2024. Polska tenisistka uległa 19-letniej Czeszce, Lindzie Noskovej, w trzech setach: 6:3, 3:6, 4:6.

     

    Mecz rozpoczął się pomyślnie dla Świątek, która wygrała pierwszego seta 6:3. Jednak w kolejnych partiach Noskova zdołała przejąć inicjatywę, prezentując agresywny styl gry i skuteczne serwisy. W drugim secie Czeszka przełamała Polkę w ósmym gemie, co pozwoliło jej wygrać 6:3. Decydujący set również należał do Noskovej, która triumfowała 6:4, eliminując tym samym najwyżej rozstawioną zawodniczkę turnieju.

     

    To pierwszy od 1979 roku przypadek, gdy liderka rankingu WTA odpada z Australian Open przed 1/8 finału. Wówczas Rumunka Virginia Ruzici przegrała już w pierwszej rundzie.

     

    Mimo tej porażki, Iga Świątek pozostanie na szczycie światowego rankingu. Jej dotychczasowa passa 15 zwycięstw świadczy o wysokiej formie i determinacji, a porażka w Melbourne może stanowić motywację do dalszej pracy i przygotowań do kolejnych turniejów wielkoszlemowych.

     

     

  • Są wyniki kontroli leku Igi Świątek. Producent ogłasza

    Są wyniki kontroli leku Igi Świątek. Producent ogłasza

    Są wyniki kontroli leku Igi Świątek. Producent ogłasz

     

    Iga Świątek ujawniła w listopadzie, że miała pozytywny wynik antydopingowy. W jej organizmie znaleziono śladowe ilości trimetazydyny – substancji zakazanej przed Światową Agencję Antydopingową (WADA) na poziomie 0,05 ng/ml

     

    Zobacz wideo

    Dlaczego Iga Świątek nie mogła grać? “W tenisie są równi i równiejsi”

     

    W toku postępowania przed Międzynarodową Agencją ds. Integralności Tenisa (ITIA) tenisistka wykazała, że to konsekwencja przyjęcia leku z melatoniną firmy LEK-AM, jaki stosowała od dawna w związku z jet-lagiem. W efekcie Świątek została zawieszona jedynie na miesiąc.

     

    W tym czasie polskie przedsiębiorstwo wydało komunikat, w którym wskazało: “Melatonina LEK-AM 1 mg podlega ścisłej kontroli na każdym etapie produkcji. Wykryte w zbadanych opakowaniach leku śladowe ilości zanieczyszczenia są znacznie poniżej dopuszczalnej normy, co oznacza, że w żadnym stopniu nie zagrażają zdrowiu i życiu pacjentów. Melatonina LEK-AM 1 mg jest bezpieczna dla pacjentów. (…). W związku z zaistniałą sytuacją LEK-AM jest w stałym kontakcie z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym (GIF). Deklarujemy pełną współpracę w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości.

     

    Na początku stycznia podawaliśmy, że GIF nie ogłosił jeszcze wyników, ale wszczął procedurę wyjaśniającą w tej sprawie. Inspektorzy sprawdzili, w jakich warunkach powstaje melatonina.

     

    – Zweryfikowali dokumentację dotyczącą procedur czyszczenia wykorzystywanych do produkcji leków urządzeń oraz przyjrzeli się instrukcjom i zapisom dotyczącym zasad przestrzegania higieny w zakładzie w Zakroczymiu – pomieszczeń, urządzeń i personelu. W żadnym z tych obszarów inspektorzy nie stwierdzili krytycznych i ważnych niezgodności – czytamy także w komunikacie przesłanym nam przez firmę.

     

    Skąd więc cała sprawa Igi Świątek? To dlatego, że sprzęt laboratoryjny stosowany przez kontrolerów antydopingowych jest bardzo czuły, a normy są surowsze aniżeli te, jakim podlegają same leki. Podkreśla to także przedsiębiorstwo LEK-AM.

     

    Koniec sprawy już zaraz?

    – Eksperci komentujący sprawę polskiej tenisistki zwracali uwagę zarówno na kwestie pojawiania się w lekach innych substancji jak również na bardzo restrykcyjne wymogi badań antydopingowych. W kontrolach antydopingowych wykrywa się dużo niższe poziomy niż wymagane bezpieczeństwem pacjentów limity – zakończono.

     

    4 grudnia minęła kara miesięcznego zawieszenia nałożona przez ITIA na Igę Świątek. Polska Agencja Antydopingowa (WADA) nie zdecydowała się odwoływać od wyroku pierwszej instancji do Trybunału ds. Sportu w Lozannie (CAS). To oznacza, że do 21 stycznia włącznie prawo to zyskała jeszcze WADA. Jeśli i ona nie złoży apelacji, 22 stycznia nastąpi koniec sprawynaszej tenisistki.

     

  • Nie żyje Florian Fischer. Miał 24 lata

    Nie żyje Florian Fischer. Miał 24 lata

    Kolejna tragiczna wiadomość ze Szwajcarii. Po tym, jak niedawno pod lawiną zginęła 26-letnia Sophie Hedinger, teraz zmarł młody snowboardzista Florian Fischer. “Jego droga skończyła się zbyt szybko” – napisał magazyn “Method”.

     

     

     

     

     

     

     

     

    Florian Fischer był utalentowanym snowboardzistą. Zmarł w wieku 24 lat z powodu raka kości.

     

    Fischer był znany z rywalizacji w dyscyplinach slopestyle i big air (lata 2015-2018) i jego śmierć to kolejna tragiczna wiadomość ze świata sportów zimowych w Szwajcarii. Pod koniec 2024 r. pod lawiną zginęła rodaczka Fischera Sophie Hedinger. 26-letnia snowboardzistka brała udział w igrzyskach olimpijskich w Pekinie.

     

    Byliśmy głęboko zasmuceni wiadomością o śmierci Flo, po dzielnej i nieustępliwej walce z rzadką i agresywną postacią raka kości” – napisał w poście na Instagramie snowboardowy magazyn “Method”

     

    Podczas tej walki pozytywność, siła i pasja do życia Flo pozostały niezachwiane, inspirując wszystkich, którzy go znali. Jego podróż zakończyła się o wiele za wcześnie, ale ślad, jaki pozostawił w naszych sercach i społeczności snowboardowej, nigdy nie zniknie” – dodano.