• Iga Świątek ujawniła, jak traktują ją inne tenisistki. Tak zachowały się po jej powrocie

    Iga Świątek ujawniła, jak traktują ją inne tenisistki. Tak zachowały się po jej powrocie

    Iga Świątek ujawniła, jak traktują ją inne tenisistki. Tak zachowały się po jej powroci

     

    Iga Świątek za kilka dni rozpocznie rywalizację w Australian Open, a w pierwszej rundzie zagra z Kateriną Siniakovą. Polka podczas konferencji prasowej poprzedzającej turniej była pytana jednak nie o spotkanie z Czeszką, a o aferę dopingową z jej udziałem. Wiceliderka rankingu WTA ujawniła m.in., jak traktują ją inne tenisistki od momentu powrotu po krótkim zawieszeniu.

     

    Iga Świątek po tym, jak wykryto u niej śladowe ilości trimetazydyny, została objęta dochodzeniem, a następnie zawieszona na miesiąc. Polce udało się udowodnić, że zakazana substancja trafiła do jej organizmu poprzez zanieczyszczoną melatoninę, co teoretycznie zamyka temat. Teoretycznie, bo wiceliderka rankingu WTA co jakiś czas jest proszona o komentarz do sprawy.Nie inaczej było podczas konferencji prasowej przed Australian Open. 23-latka została poproszona o podzielenie się swoimi przemyśleniami – dlaczego wiedząc, że rezygnuje z turnieju WTA w Pekinie, ponieważ toczy się wobec niej postępowanie, tłumaczyła tę decyzję “powodami osobistymi”?

     

    Szczerze mówiąc od samego początku, nie było tak, że wiedziałam, że będę miała przerwę czy coś, bo nie miałam pojęcia, co się stanie. Nie wiedziałam, czy moje zawieszenie nastąpi tak szybko, czy nie. Pierwsze trzy tygodnie były dość chaotyczne. Nie było sposobu, aby uzyskać odpowiedzi na pytania. Skupiliśmy się tylko na znalezieniu źródła zanieczyszczenia” – wyjaśniła.

     

    Iga Świątek wprost o zachowaniu innych zawodniczekZawieszenie Świątek kończyło się 4 grudnia, a więc już po zakończeniu sezonu. Polka na kort wróciła podczas pokazowego World Tennis League w Abu Zabi, a następnie wystąpiła w United Cup w Australii. Podczas piątkowej konferencji prasowej została zapytana o to, jak w świetle afery dopingowej traktują ją inne tenisistki.”Dziewczyny są świetne. Już na pokazowym turnieju w Abu Zabi doświadczyłam, że są naprawdę wspierające. Większość z nich do mnie podchodziła. Mówiły: Hej, jak możemy czegoś takiego uniknąć (przypadkowego zanieczyszczenia zakazaną substancją – przyp.red)? Czy jest sposób, żeby być bardziej ostrożnym?” – relacjonowała.

     

    Polska tenisistka już wcześniej mówiła o tym, że bała się reakcji innych zawodników i zawodniczek. Teraz wyjaśniła, dlaczego. “Zawsze ciężko pracowałam, aby być dobrym przykładem, by pokazywać swoją uczciwość i dobre zachowanie” – przyznała. Jak się okazało, jej obawy były nieuzasadnione. “Jest wielu czołowych zawodników, nie będę wymieniała nazwisk, którzy naprawdę nas wspierają. Naprawdę to doceniam, ponieważ poczułam się lepiej kiedy wróciłam nie wiedząc jak to będzie” – podsumowała.

  • Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Już tylko dwa dni pozostały do oficjalnego rozpoczęcia rywalizacji w głównej drabince Australian Open 2025. Na otwarcie zmagań Iga Świątek zmierzy się z mistrzynią olimpijską z Paryża w mikście – Kateriną Siniakovą. Polka rozegra swoje spotkanie w poniedziałek lub wtorek. Zanim to nastąpi, miała okazję przetestować się na głównej arenie w starciu z inną złotą medalistką ze stolicy Francji – Qinwen Zheng. Panie walczyły na korcie przez 90 minut. Po sieci krążą już fragmenty zarejestrowane przez kamery.

     

    Za Igą Świątek udana inauguracja sezonu 2025. Chociaż tym razem Polce nie udało się wywalczyć kompletu zwycięstw w singlowej rywalizacji na United Cup, to jednak trzeba otwarcie przyznać, że tym razem miała ku temu zdecydowanie trudniejsze zadanie. Pokonała po drodze m.in. Karolinę Muchovą, Katie Boulter i Jelenę Rybakinę. Cieszyła zwłaszcza wygrana w potyczce z reprezentantką

     

    w potyczce z reprezentantką Kazachstanu, bowiem zawodniczki mierzyły się ze sobą w teoretycznie gorszych warunkach z perspektywy raszynianki, na dość szybkiej nawierzchni w Sydney. A jak wiemy, z mistrzynią Wimbledonu 2022 nigdy Idze nie grało się łatwo. Jedyną przegraną nasza zawodniczka zanotowała w starciu z Coco Gauff, gdzie dało o sobie znać także zmęczenie całą wymagającą rywalizacją w drużynowych rozgrywkach.

     

    Później Świątek odpoczywała przez kilka dni. O regeneracji wspominał także jej trener – Wim Fissette. 23-latka wykorzystała trochę wolnego i relaksowała się m.in. na plaży. Teraz jednak wchodzi już powoli w rytm Australian Open. Ma już za sobą pierwsze treningi na kortach w Melbourne, a szczególnie wartościowy okazał się ten dzisiejszy, gdy po drugiej stronie siatki znalazła się Qinwen Zheng. Wspólne zajęcia z zawodniczką, która pokonała Polkę w półfinale igrzysk

     

    olimpijskich w Paryżu, a później sięgnęła po złoty medal, to już niemal stały element przy okazji wielkich imprez. Wczoraj około godz. 10:00 czasu polskiego organizatorzy turnieju ogłosili, że obie tenisistki potrenują ze sobą na Rod Laver Arena przez 90 minut, a fani będący na miejscu mogą obejrzeć to z trybun zupełnie za darmo.

     

    Iga Świątek znów trenowała z Qinwen Zheng. Solidne przetarcie przed Australian Open

     

    Zawodniczki pojawiły się na korcie około godz. 2:00 czasu polskiego. Od początku narzucały sobie wysoką intensywność gry i testowały różne warianty. Na zarejestrowanych obrazkach które krążą po platformie X można dostrzec, że obie starały się przejmować inicjatywę i wymuszać błędy na przeciwniczce. Jeden z urywków zamieścił także oficjalny profil Roland Garros. Osoby zajmujące się paryskim Szlemem również są obecne w Australii i śledzą poczynania tenisistek.

     

    Dla Igi jest to z pewnością bardzo dobre przetarcie przed startem rywalizacji w Melbourne. Trening z mocno uderzającą i dobrze serwującą rywalką to przydatna kwestia w tych dość szybkich warunkach, jakie panują w stolicy stanu Wiktoria. Świątek rozpocznie Australian Open w poniedziałek lub wtorek. Wtedy bowiem odbędą się mecze w dolnej części kobiecej drabinki. W pierwszym spotkaniu raszynianka zmierzy się z Kateriną Siniakovą, czyli inną mistrzynią olimpijską z Paryża, tyle że w grze mieszanej. Czeszka triumfowała w duecie z Tomasem Machacem.

     

    Znamy już za to plan gier na niedzielę. W premierowy dzień zmagań zobaczymy m.in. Arynę Sabalenkę, która zmierzy się na Rod Laver Arena ze Sloane Stephens nie przed godz. 9:00 czasu polskiego. Nas jednak najbardziej będzie interesować starcie z udziałem Mai Chwalińskiej. To nasza jedyna reprezentantka, która rozegra swój pojedynek tego dnia. Przeciwniczką tenisistki klubu BKT Advantage Bielsko-Biała będzie Jule Niemeier, którą

     

    pokonała w 2023 roku podczas imprezy rangi WTA 125 w Kozerkach. Oby i tym razem sytuacja potoczyła się podobnie.

     

  • Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Świątek już po starciu z mistrzynią olimpijską w Melbourne. Zacięta walka przez 90 minut

    Już tylko dwa dni pozostały do oficjalnego rozpoczęcia rywalizacji w głównej drabince Australian Open 2025. Na otwarcie zmagań Iga Świątek zmierzy się z mistrzynią olimpijską z Paryża w mikście – Kateriną Siniakovą. Polka rozegra swoje spotkanie w poniedziałek lub wtorek. Zanim to nastąpi, miała okazję przetestować się na głównej arenie w starciu z inną złotą medalistką ze stolicy Francji – Qinwen Zheng. Panie walczyły na korcie przez 90 minut. Po sieci krążą już fragmenty zarejestrowane przez kamery.

     

    Za Igą Świątek udana inauguracja sezonu 2025. Chociaż tym razem Polce nie udało się wywalczyć kompletu zwycięstw w singlowej rywalizacji na United Cup, to jednak trzeba otwarcie przyznać, że tym razem miała ku temu zdecydowanie trudniejsze zadanie. Pokonała po drodze m.in. Karolinę Muchovą, Katie Boulter i Jelenę Rybakinę. Cieszyła zwłaszcza wygrana w potyczce z reprezentantką Kazachstanu, bowiem zawodniczki mierzyły się ze sobą w teoretycznie gorszych warunkach z perspektywy raszynianki, na dość szybkiej nawierzchni w Sydney. A jak wiemy, z mistrzynią Wimbledonu 2022 nigdy Idze nie grało się łatwo. Jedyną przegraną nasza zawodniczka zanotowała w starciu z Coco Gauff, gdzie dało o sobie znać także zmęczenie całą wymagającą rywalizacją w drużynowych rozgrywkach

     

    Później Świątek odpoczywała przez kilka dni. O regeneracji wspominał także jej trener – Wim Fissette. 23-latka wykorzystała trochę wolnego i relaksowała się m.in. na plaży. Teraz jednak wchodzi już powoli w rytm Australian Open. Ma już za sobą pierwsze treningi na kortach w Melbourne, a szczególnie wartościowy okazał się ten dzisiejszy, gdy po drugiej stronie siatki znalazła się Qinwen Zheng. Wspólne zajęcia z zawodniczką, która pokonała Polkę w półfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu, a później sięgnęła po złoty medal, to już niemal stały element przy okazji wielkich imprez. Wczoraj około godz. 10:00 czasu polskiego organizatorzy turnieju ogłosili, że obie tenisistki potrenują ze sobą na Rod Laver Arena przez 90 minut, a fani będący na miejscu mogą obejrzeć to z trybun zupełnie za darmo.

     

    Iga Świątek znów trenowała z Qinwen Zheng. Solidne przetarcie przed Australian OpenZawodniczki pojawiły się na korcie około godz. 2:00 czasu polskiego. Od początku narzucały sobie wysoką intensywność gry i testowały różne warianty. Na zarejestrowanych obrazkach które krążą po platformie X można dostrzec, że obie starały się przejmować inicjatywę i wymuszać błędy na przeciwniczce. Jeden z urywków zamieścił także oficjalny profil Roland Garros. Osoby zajmujące się paryskim Szlemem również są obecne w Australii i śledzą poczynania tenisistek.

     

    Dla Igi jest to z pewnością bardzo dobre przetarcie przed startem rywalizacji w Melbourne. Trening z mocno uderzającą i dobrze serwującą rywalką to przydatna kwestia w tych dość szybkich warunkach, jakie panują w stolicy stanu Wiktoria. Świątek rozpocznie Australian Open w poniedziałek lub wtorek. Wtedy bowiem odbędą się mecze w dolnej części kobiecej drabinki. W pierwszym spotkaniu raszynianka zmierzy się z Kateriną Siniakovą, czyli inną mistrzynią olimpijską z Paryża, tyle że w grze mieszanej. Czeszka triumfowała w duecie z Tomasem Machacem.

     

    Znamy już za to plan gier na niedzielę. W premierowy dzień zmagań zobaczymy m.in. Arynę Sabalenkę, która zmierzy się na Rod Laver Arena ze Sloane Stephens nie przed godz. 9:00 czasu polskiego. Nas jednak najbardziej będzie interesować starcie z udziałem Mai Chwalińskiej. To nasza jedyna reprezentantka, która rozegra swój pojedynek tego dnia. Przeciwniczką tenisistki klubu BKT Advantage Bielsko-Biała będzie Jule Niemeier, którą pokonała w 2023 roku podczas imprezy rangi WTA 125 w Kozerkach. Oby i tym razem sytuacja potoczyła się podobnie.

  • Norweski skoczek był bliski zakończenia kariery. Nieoczekiwane wsparcie nadeszło z Polski

    Norweski skoczek był bliski zakończenia kariery. Nieoczekiwane wsparcie nadeszło z Polski

    Norweski skoczek był bliski zakończenia kariery. Nieoczekiwane wsparcie nadeszło z Polsk

     

    Benjamin Oestvold kilka tygodni temu obawiał się, czy uda mu się dotrwać do końca sezonu. 23-latek ze względu na problemy finansowe rozważał przerwanie kariery i założył nawet zbiórkę internetową, aby zebrać potrzebne środki. Na pomoc Norwegowi błyskawicznie ruszyli kibice z Polski. Teraz skoczek zabrał głos, aby podziękować Polakom za wsparcie.

     

    Benjamin Oestvold jeszcze przed końcem ubiegłego roku zdecydował się opowiedzieć światu o swoich problemach. Jak się wówczas okazało, nie był pewny tego, czy uda mu się dokończyć sezon 2024/2025. Wszystko przez problemy finansowe, z jakimi od dłuższego już czasu zmaga się norweska reprezentacja. Skoczek z Raufoss ujawnił, że w kluczowym dla niego momencie firmy, z którymi współpracuje prywatnie, także musiały zacisnąć pasa, przez co stracił dodatkowe 200 tys. koron norweskich z tytułu sponsoringu osobistego.

     

    Trudna sytuacja zmusiła młodego Norwega do podjęcia jeszcze trudniejszych decyzji. 23-latek podjął pracę na nocne zmiany jako portier w hotelu w Gjoevik. W dodatku założył zbiórkę internetową i poprosił kibiców o pomoc w kontynuowaniu sportowej kariery. “To niezręczne i myślę, że zawstydzające. Ale w zasadzie muszę to zrobić, aby przetrwać sezon. (…) Wszystkie pieniądze, które do mnie docierają, pomagają. Oznacza to, że jestem o krok bliżej dotrwania do końca sezonu” – ujawnił wówczas w rozmowie z NRK.

     

    Benjamin Oestvold dziękuje polskim kibicom. “To, że dalej skaczę, zawdzięczam Polakom”Na reakcję ze strony fanów Oestvold wcale nie musiał długo czekać. Jak się okazało, pomoc przyszła z dość nieoczekiwanej strony – dużą rolę odegrali bowiem kibice z Polski. Byłem zdesperowany. Skierowałem tę akcję przede wszystkim do znajomych, rodziny i norweskich kibiców, lecz nieoczekiwanie największe wsparcie, bo ponad połowę wpłaconych środków, otrzymałem z Polski. Tam kochają skoki i musiałem im zaimponować najdłuższym skokiem w Zakopanem (Norweg w macu 2021 roku huknął 150 metrów w serii próbnej przed konkursem Pucharu Kontynentalnego na Wielkiej Krokwi i do dziś pozostaje nieoficjalnym rekordzistą tego obiektu – przyp. red.). “To, że dalej skaczę, zawdzięczam Polakom” – poinformował po zakończeniu Turnieju Czterech Skoczni w rozmowie z NRK.

     

    Benjamin Oestvold poprawił swoją sytuację także dzięki znakomitym występom w Pucharze Świata. Tej zimy Norweg zainkasował już 14,3 tys. franków szwajcarskich, a więc prawie 65 tys. złotych.

  • Wielkie zmiany w reprezentacji Polski. To pewne, Nikola Grbić już ogłosił

    Wielkie zmiany w reprezentacji Polski. To pewne, Nikola Grbić już ogłosił

    Wielkie zmiany w reprezentacji Polski. To pewne, Nikola Grbić już ogłosi

     

    Reprezentacja Polski w siatkówce prowadzona przez Nikolę Gribicia rozpoczyna kolejny, bardzo wymagający rok. Serbski szkoleniowiec w rozmowie z TVP Sport wyznał, że w kadrze dojdzie do wielu zmian. W tym samym wywiadzie z Sarą Kalisz selekcjoner wrócił do tego, co działo się podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu, na których jego podopieczni osiągnęli historyczny sukces w postaci srebrnego medalu.

     

    Rok 2024 był dla polskiej siatkówki absolutnie historyczny. Największym sukcesem było oczywiście zdobycie srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Podopieczni Nikoli Grbicia wreszcie przełamali “klątwę ćwierćfinału”. Awansowali do strefy medalowej i przegrali z gospodarzami dopiero w wielkim finale. To już jednak historia. Pora skupić się na wyzwaniach, które “Biało-Czerwonych” czekają w 2025 roku. A odbędą się w nim, chociażby mistrzostwa świata, których początek zaplanowany jest na 12 września. Tym razem gospodarzem tej wielkiej imprezy będą Filipiny, które tym samym zadebiutują na MŚ.

     

    W rozmowie z TVP Sport Nikola Grbić przyznał, że najlepszą wersję reprezentacji Polski obserwowaliśmy podczas mistrzostw Europy w 2023 roku. Dodał, że mimo wszystko jest zadowolony ze swoich decyzji personalnych podjętych przed igrzyskami olimpijskimi, ponieważ jego drużyna wróciła z imprezy z medalem.

     

    Nikola Grbić kompletuje sztab przed sezonem. Będzie sporo zmianCzego w najbliższym czasie mogą spodziewać się kibice reprezentacji Polski? Przede wszystkim zmian personalnych w sztabie szkoleniowym. Nikola Grbić wyznał, że w tym momencie skompletowanie go jest jego priorytetowym celem. Dopiero później zaczną się rozmowy z poszczególnymi zawodnikami. – Wciąż negocjujemy. Będzie sporo zmian (w sztabie szkoleniowym – przyp. red.) – wyznał Nikola Grbić. Szkoleniowiec zadeklarował jednak, że jego sztab będzie w stu procentach polski. – Piotr Graban będzie z młodszymi rocznikami. Nie chcę jednak spekulować o konkretnych nazwiskach. Na pewno będę miał jednego asystenta. Co do drugiego, muszę jeszcze zdobyć potwierdzenie. Chcę, by moi współpracownicy byli usatysfakcjonowani kontraktami. Musimy więc zaczekać i liczyć na to, że wszyscy dojdą do porozumienia – skomentował trener. 

     

     

     

  • Chwalińska dołączyła do Świątek i reszty. Historyczna chwila polskiego tenisa

    Chwalińska dołączyła do Świątek i reszty. Historyczna chwila polskiego tenisa

    Chwalińska dołączyła do Świątek i reszty. Historyczna chwila polskiego tenisa

    Iga Świątek, Magdalena Fręch, Magda Linette, a teraz także i Maja Chwalińska. Polski tenis kobiecy doczekał się aż czterech zawodniczek w głównej części Australian Open! 23-letnia zawodniczka, która w Melbourne grała kiedyś w juniorskim finale debla wspólnie z Igą Świątek, tym razem wielki sukces osiągnęła samodzielnie. Pokonała w decydującej rundzie kwalifikacji 17-letnią Brendę Fruhvirtovą z Czech 6:3, 6:4.

     

    Cztery Polki w głównej części Australian Open – takiego obrotu sprawy mogli spodziewać się chyba tylko najwięksi optymiści. Maja Chwalińska na przełomie listopada i grudnia pokazała bardzo dobrą dyspozycję w turniejach w Ameryce Południowej, wygrała nawet challengera WTA w Brazylii, ale jednak na innej nawierzchni. Na mączce zaś czuje się lepiej niż na kortach twardych, choć znów udowodniła, że i tu grać potrafi. I to z zawodniczkami, które były już w pierwszej setce rankingu.

     

    Polka jest starsza od Brendy Fruhvirtovej, rocznikowo, o siedem lat, a nigdy tego nie doświadczyła. Wkrótce jednak to się może zmienić, jest na dobrej drodze by w swojej karierze dokonać wreszcie przełomu.

     

    Maja Chwalińska – Brenda Fruhvirtova w meczu o główną drabinkę Australian Open. Faworytką była 17-latka z CzechMaja tylko raz dotąd grała w głównej części zawodów wielkoszlemowych – w 2022 roku przeszła eliminacje na Wimbledonie, pokonała później Katerinę Siniakovą, odpadła dopiero w drugiej rundzie. Teraz ten piękny scenariusz się powtórzył, choć już w finale kwalifikacji nie była faworytką.

     

    Polka wpadła na zaledwie 17-letnią Brendę Fruhvirtovą, jedno z tych cudownych dzieci czeskiego tenisa. Już jako 15-latka przeszła eliminacje w Melbourne, powtórzyła to rok temu. Wówczas zatrzymała ją Aryna Sabalenka, ale wkrótce 16-letnia zawodniczka znalazła się w TOP 100 rankingu WTA. I w Wimbledonie znalazła się już w głównej drabince, pokonała Mirrę Andriejewą. To świadczy o jej potencjale.Chwalińska nie wystraszyła się jednak młodszej z sióstr Fruhvirtovych. Ani tego, co młoda Czeszka zrobiła w środę z deblową mistrzynią, o 20 lat od siebie starszą Sarą Errani. Włoszka ugrała z nią zaledwie dwa gemy, na początku drugiego seta.

     

    Polka też została przełamana zaraz po rozpoczęciu meczu, ale szybko odpowiedziała tym samym. Maja grała ofensywnie, choć oczywiście nie z taką mocą, jak jej rywalka. Za to dokładniej, często w okolicach linii. A do tego umiejętnie zmieniała rytm akcji, wybijała Czeszkę z uderzenia, zmuszała ją do poruszania się.

     

    I to dawało efekty, nastolatka nie była w stanie uzyskać przewagi, odskoczyć. Chwalińska zaś w ósmym gemie dostała dwie szanse na breaka – i drugą z tych piłek Czeszka wyrzuciła za końcową linię. Polka nie zmarnowała okazji, w kolejnym gemie zamknęła tego seta, wygrała 6:3.

     

    Maja Chwalińska w Australian Open! Świetny drugi set Polki w finale kwalifikacjiByło jasne, że w im trudniejszej sytuacji znajdzie się Fruhirtova, tym bardziej będzie ryzykowała. I grała mocno, ale Polka znakomicie się broniła. Obie miały początkowo problemy w swoich gemach serwisowych, przełamywały się wzajemnie. W końcu jednak i to się zmieniło. Czeszka niczego nie dostawała tu za darmo, mogła tylko pomarzyć o 40 winnerach, jakie posłała dzień wcześniej Sarze Errani w dwóch krótkich setach.

     

    Kluczowy był tym razem dziewiąty gem, gdy Czeszka nie wytrzymała presji. Chwalińska wygrała trzy wymiany, wywalczyła break pointa. I od razu zamieniła go na przełamanie. Prowadziła 5:4, serwowała po awans, wielką nagrodę finansową (ok. 340 tys. złotych) i 50 punktów do rankingu WTA.

     

    Nerwy też ją dopadły, trzy razy pomyliła się serwisem. Później jednak wytrzymała kanonadę ze strony Czeszki, aż zaskoczyła ją na swoich warunkach, pięknym lobem. Potrzebne były jeszcze dwa punkty.I te dwa punkty zdobyła, Fruhvirtova wyrzuciła ostatnią piłkę. Maja wygrała 6:3, 6:4, choć jej całą radością była zaciśnięta pięść i delikatny uśmiech.Zagra w Australian Open!

    https://x.com/AustralianOpen/status/1877236784951636446

  • Boris Becker obejrzał mecze Świątek i wydał wyrok. Te słowa pójdą w świat

    Boris Becker obejrzał mecze Świątek i wydał wyrok. Te słowa pójdą w świat

    Boris Becker obejrzał mecze Świątek i wydał wyrok. Te słowa pójdą w świat

    – Oglądałem mecze Igi Świątek w United Cup i jestem szczęśliwy. Bo ona wróciła. A Iga jest bardzo ważna dla tenisa – mówi Boris Becker dla Sport.pl. Z byłym numerem jeden i zwycięzcą sześciu turniejów wielkoszlemowych mieliśmy okazję porozmawiać przed startem Australian Open 2025.

     

    Boris Becker kiedyś był jednym z najlepszych tenisistów świata, a dziś jest cenionym ekspertem. Podczas Australian Open 2025 będzie pracował w tej roli dla Eurosportu.

     

    Zobacz wideo

    Iga Świątek: To był dla mnie ogromny cios

     

    Jako jedyna polska redakcja mieliśmy okazję uczestniczyć w konferencji prasowej z Beckerem zorganizowanej przed startem pierwszego w tym roku turnieju wielkoszlemowego. Swój czas na pytania do Beckera wykorzystaliśmy, żeby porozmawiać z nim o Idze Świątek. Na jej temat w przeszłości Becker wypowiadał się kontrowersyjnie. Nawet w bardzo niedalekiej przeszłości.

     

    Becker podpadł wpisem o Świątek

     

    Zaledwie kilka dni temu wielu kibiców miało Beckerowi za złe jego wpis na platformie X. Były tenisista, komentując dopingową wpadkę Maksa Purcella, zrównał ją z tym, co przeszła Polka. Becker napisał, że chciałby, ażeby czołowy deblista świata został zawieszony dopiero po Australian Open i dodał sugestię, że Świątek wybrała sobie moment zawieszenia.

    https://x.com/TennisChannel/status/1873510474635235782

    Kibice denerwowali się, że Becker w jednym wątku łączy Purcella, który przyznał się do dożylnego przyjęcia niedozwolonej dawki wlewu witamin i zgodził się na tymczasowe zawieszenie, ze Świątek, która miała pozytywny test antydopingowy dlatego, że zanieczyszczona okazała się melatonina, którą Polka przyjmuje od lat. Co więcej – zanim Świątek ustaliła, co się stało, w wyniku zawieszenia straciła możliwość gry w turniejach w Seulu, Pekinie i Wuhan. Z tego powodu spadła z pierwszego miejsca w światowym rankingu na drugie.

     

    Becker wyciągnął wnioski. “Ja nie chcę być taką osobą”

     

     

    Becker podczas spotkania z dziennikarzami przed Australian Open nie chciał już wypowiadać się na temat zawieszenia Świątek. – Wiele osób powiedziało wiele rzeczy, a niewiele osób zna szczegóły. Iga, tak samo jak Jannik Sinner, który też miał pozytywny test, wypowiedzieli się na ten temat i byli bardzo szczerzy, otwarci. Dlatego ja wolałbym rozmawiać tylko o tenisie. Naprawdę już wiele rzeczy zostało powiedzianych i wyrwanych z kontekstu, a bardzo mało osób zna szczegóły – odcina się Becker. – Świątek została ukarana, była zawieszona przez cztery tygodnie [faktycznie to był miesiąc] i nie mogła grać, natomiast Sinner czeka na osąd WADA, co ma nastąpić w lutym. Wtedy się dowiemy czy zostanie zdyskwalifikowany, czy nie. Do tego czasu myślę, że wszystko zostało powiedziane – dodaje ekspert Eurosportu.

     

    Były mistrz nie chce nawet odpowiedzieć czy rozumie tych tenisistów, którzy złoszczą się, że bogaci i wysoko notowani Świątek oraz Sinner mieli lepsze możliwości, by bronić swojego dobrego imienia niż gracze, którzy przeżywają podobne historie, a są sklasyfikowani na przykład poza pierwszą setką światowego rankingu.

     

    – Jasne, że wszyscy chcą przejrzystości, ale nie wszystko musi być publiczne. Każdy gracz ma prawo do prywatności, nieważne czy jest numerem jeden, czy numerem sto. Dla każdego są zasady, jest jurysdykcja. To jest skomplikowane. Teraz będę ostrożny. Nie chcę o tym za dużo mówić, bo nie znam wszystkich szczegółów, ale osobiście znam oboje graczy i jestem szczęśliwy, że mogą grać dalej. Czy to było dobre dla tenisa? Absolutnie nie! Ale nie zamierzam osądzać. Myślę, że wiele osób popełnia błąd, otwierając usta i nie rozumiejąc, o co w tym chodzi. Ja nie chcę być taką osobą – komentuje Becker.

     

    “Nie sądzę, że Świątek jest w najwyższej formie”

     

    Dużo chętniej dwukrotny mistrz Australian Open (z 1991 i 1996 roku) rozmawia z nami na tematy stricte tenisowe.

     

    – Oglądałem mecze Igi Świątek w United Cup i jestem szczęśliwy. Bo ona wróciła. A Iga jest bardzo ważna dla tenisa – mówi.

     

    Becker zapewnia, że uważnie śledził występy Świątek w Sydney. Widział jej mecze przeciw Karolinie Muchovej (6:3, 6:4), Jelenie Rybakinie (7:6, 4:6) i Coco Gauff (4:6, 4:6). Ekspert wyciąga z tych meczów wnioski, które część kibiców pewnie zaskoczą. – Iga zapłaciła cenę za zawieszenie. I fizycznie, i psychicznie. Nie sądzę, że już jest w swojej najwyższej formie, chociaż grała lepiej niż w WTA Finals w Rijadzie, gdy w listopadzie wróciła po dwumiesięcznej przerwie – analizuje dla nas Becker. – Oczywiście na United Cup Iga już była bardzo konkurencyjna, bo pokonała już wiele trudności i widać, że znów cieszy się tenisem. Ale według mnie nie jest faworytką Australian Open– dodaje były lider rankingu ATP.

    Becker spodziewa się, że wielkoszlemowy turniej w Melbourne po raz trzeci z rzędu wygra Aryna Sabalenka. – Jeśli nie jest kontuzjowana, to jest moją faworytką. A nie słyszałem, żeby miała jakieś kłopoty ze zdrowiem – mówi. – Do Sabalenki jako drugą faworytkę dorzucam Coco Gauff. A Igę umieściłbym w pierwszej czwórce. Ona i Rybakina też są bardzo mocne, ale nie aż tak jak Sabalenka i Gauff – przekonuje Becker.

     

    Becker pewny: trener Fissette zwiększa szanse Świątek

     

    Niemiecką legendę tenisa pytamy też o Wima Fissette’a, który od października jest trenerem Świątek. Becker od razu mówi nam, że Belga zna nie tylko dlatego, że ten kiedyś współpracował z reprezentującą Niemcy Angelique Kerber i doprowadził ją do triumfu na Wimbledonie (w 2018 roku).

     

    – Wima znam dobrze od lat, bo on od dawna jest w tenisowym obiegu. Trenował wiele czołowych zawodniczek i pokazał, że dobrze wie, jak wygrywać ze swoimi tenisistkami turnieje wielkoszlemowe. To bardzo dobrze dla Igi, że ma teraz tak doświadczonego trenera – kończy Becker.

  • Nagranie zza kulis z Igą Świątek robi furorę. I budzi niepokój [WIDEO]

    Nagranie zza kulis z Igą Świątek robi furorę. I budzi niepokój [WIDEO]

    Nagranie zza kulis z Igą Świątek robi furorę. I budzi niepokój [WIDEO]

    Maciej Ryszczuk pracuje na macie z Igą Świątek, a Daria Abramowicz i Wim Fissette mogą tylko patrzeć z boku. Druga rakieta świata została przyłapana za kulisami treningu Australian Open i nowe nagranie z jej udziałem budzi obawy. Pierwsze mecze lada moment, a wciąż nie wiadomo, co z nogą raszynianki.

     

    W czwartek 9 stycznia odbyło się losowanie drabinek Australian Open, o czym piszemy tutaj. Iga Świątek wie już, że w pierwszej rundzie zmierzy się z Kateriną Siniakovą, ale niespodziewanie znów pojawiły się obawy o to, w jakiej kondycji zdrowotnej jest nasza rodaczka. Media społecznościowe obiega nowe nagranie pokazujące kulisy tego, co dzieje się w Melbourne.

    Jest niepokojące nagranie z szatni Igi Świątek

    Należy wyjaśnić, że Świątek w dniu losowania drabinek odbyła także wcześniej sesję treningową, a kamery uchwyciły to, co działo się w szatni. W pewnym momencie druga rakieta świata położyła się na macie i wówczas Maciej Ryszczuk pomagał jej przy ćwiczeniach rozciągających na jedną z nóg. Tuż obok znajdowali się trener Polki Wim Fissette i jej psycholożka Daria Abramowicz i obserwowali to.

     

    Nie wygląda to najlepiej, szczególnie że w trakcie ostatniego turnieju, czyli United Cup najlepsza polska tenisistka dwukrotnie korzystała z przerw medycznych, a noga była bandażowana. Wtedy jednak uspokajała i zapewniała, że nie jest to coś poważnego. Podobnie mówił jej szkoleniowiec. Niewykluczone więc, że na poniższym nagraniu doszło jedynie do standardowych ćwiczeń w ramach regeneracji po treningu.

    https://x.com/Gosia_CzBradf/status/1877157903066398723

    Pierwsze mecze wielkoszlemowego Australian Open rozpoczną się już w niedzielę 12 stycznia. Na relacje i najświeższe informacje na temat występów Biało-Czerwonych zapraszamy do serwisu Przeglądu Sportowego Onet.

     

  • Zaskakujący komunikat ws. Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek wraca do tenisa

    Zaskakujący komunikat ws. Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek wraca do tenisa

     

    Zaskakujący komunikat ws. Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek wraca do tenis

     

    Trener Tomasz Wiktorowski po zakończeniu współpracy z widelicerką rankingu WTA Igą Świątek znalazł sobie nowe zajęcie. Jak się okazało, po krótkim okresie odpoczynku w najbliższym czasie ponownie będzie zajmował się tenisem – na razie jednak nie w roli szkoleniowca, a komentatora. Co więcej, Tomasza Wiktorowskiego będzie można usłyszeć w akcji już w piątek 10 stycznia, w dniu jego 44. urodzin.

     

    Tomasz Wiktorowski to jeden z najlepszych tenisowych ekspertów w naszym kraju, który w ciągu ostatnich miesięcy z bliska mógł nie tylko oglądać, ale i współtworzyć wielkie sukcesy Igi Świątek. Jak się okazuje, z jego wielkiego doświadczenia postanowiła skorzystać teraz stacja Canal+, zatrudniając go w roli komentatora. Poinformował o tym na platformie “X” nowy kolega redakcyjny 43-latka – Bartosz Ignacik.

     

    Co więcej, dodał, że Tomasz Wiktorowski zasiądzie w dziupli komentatorskiej już w piątek 10 stycznia, komentując mecz turnieju WTA w Adelajdzie. A to wszystko w wyjątkowym dla niego dniu.

     

    Zaznaczył przy tym, że nie będzie to jednorazowa akcja. Tomasz Wiktorowski będzie bowiem regularnie gościł za mikrofonem. – A że później znów będą jakieś urodziny, to Pan Tomek będzie wpadał do nas cyklicznie! – napisał.

     

    Tenis. Był trener Igi Świątek Tomasz Wiktorowski znalazł angaż w roli komentatoraIga Świątek poinformowała o rozstaniu z Tomaszem Wiktorowskim na początku października. Ich współpraca trwała niemal 4 lata, rozpoczęła się bowiem w grudniu 2021 i wiodła przez serię niezwykłych sukcesów, na czele z trzema triumfami na kortach Rolanda Garrosa, zwycięstwem w US Open i awansem na szczyt rankingu WTA.

     

    Obecnym trenerem Igi Świątek jest 44-letni Belg Wim Fissette. I to pod jego wodzą 23-letnia tenisistka będzie już za parę dni walczyła o sukces w pierwszym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym – Australian Open.

  • Pół ligi tonie w długach, a Widzew świeci się na zielono. Bogaty inwestor tuż-tuż

    Pół ligi tonie w długach, a Widzew świeci się na zielono. Bogaty inwestor tuż-tuż

    Pół ligi tonie w długach, a Widzew świeci się na zielono. Bogaty inwestor tuż-tu

     

    Widzew przedstawił sytuację finansową klubu. Podobnie jak przed rokiem przynosi dochody i to jeszcze większe niż 12 miesięcy temu. Nic więc dziwnego, że Rafał Dobrzycki, współwłaściciel dewelopera przemysłowego chce zainwestować w klub. – Mam cztery mocne nogi, które przynoszą przychody: dzień meczowy, sponsorzy, prawa telewizyjne i w końcu pojawiły się wpływy z transferów – cieszy się Michał Rydz, prezes Widzewa.

     

    W 2015 roku łódzki klub zbankrutował, ale dzięki kibicom nie zginął i rozpoczął się proces odbudowy. Sportowo udało się to osiągnąć w 2022 roku, kiedy po ośmiu latach znów zagrał w ekstraklasie. Nie byłoby tego, gdyby nie pilnowanie klubowych finansów. A kiedy pojawił się trudny moment w 2021 roku, znów na wysokości zadania stanęli fani. Jeden z nich – Tomasz Stamirowski za obietnicę inwestycji (wpłacił 10 mln zł) przejął większościowy pakiet akcji. I klub zadomowił się w ekstraklasie.

     

    Stamirowski jest finansistą i choć marzy mu się zbudowanie trzeciego wielkiego Widzewa, to twardo stąpa po ziemi. Klub nie wydaje więcej niż ma. Rok temu podał, że zysk wyniósł ponad 3 mln złotych. W polskim futbolu to ewenement. – Dużo mówi się o sytuacji finansowej polskich klubów. To bardzo gorący temat, także na świecie, jeśli wziąć pod uwagę choćby kłopoty Barcelony z rejestracją piłkarzy – zauważył prezes Rydz.A w Polsce co chwilę wychodzą na jaw problemy finansowe klubów i to tych z ekstraklasy. Za zaległości finansowe została zawieszona licencja Lechii Gdańsk. Po audycie potencjalny inwestor w Pogoń Szczecin przestraszył się długów i wycofał. Wielomilionowe zaległości mają Górnik Zabrze. Śląsk Wrocław, Piast Gliwice czy Korona Kielce. Nie przeżyłyby gdyby nie kroplówki z urzędów miasta.

     

    Widzew na tym morzu długów w Ekstraklasie jest jednym z nielicznych okrętów, które na maszt mogą wciągnąć zieloną flagę. Nie szasta jednak pieniędzmi. Wpływy od właściciela, sponsorów, ze sprzedaży karnetów i biletów pozwalają na budżet niemal 60 złotych na sezon (dokładnie 59,4 mln zł). Stamirowski nie jest jednak na tyle bogaty, by wpompować większe pieniądze. A bez nich trudno dołączyć na stałe do ligowej czołówki.

     

    Wielki zysk WidzewaWidzew nie płaci dużo, ale za to na czas. Stara się też nie tworzyć kominów płacowych. To wszytko razem sprawia, że z jednej strony przynosi dochody, nie ma długów, ale z drugiej strony jest dopiero dziewiąty w tabeli i bez większych szans, by dołączyć do czołówki.

     

    Bardzo chcemy wrócić do walki o mistrzostwo i do gry w pucharach, ale to nie może być celem samym w sobie. Budujemy klub, by osiągać wyniki w sposób trwały. To wymaga czasu, jednak warto iść tą drogą. Jesteśmy w czołówce ligi pod kątem stabilności. U nas piłkarze nie strajkują, nie upominają się o pieniądze. Nie musimy być też na łasce radnych głosujących o przyznaniu środków – zaznaczył Stamirowski.Widzew mógł się pochwalić liczbami. Za sezon 2023/24 zysk netto wyniósł niemal 5,5 mln zł (5,42 mln zł). – Game changerem w tym okresie były przede wszystkim transfery. Rok temu mówiliśmy, że chcemy zarabiać na zawodnikach i na sporcie. To nam się udało. Większe przychody były dzięki dziewiątemu miejscu w lidze, ale przede wszystkim ze sprzedaży zawodników – mówi Rydz. – Wydajemy tyle, ile mamy. Mamy pokrycie wydatków w przychodach. Kiedy planujemy budżet, nie ma tam wpisanych przychodów, których do końca nie znamy, jak właśnie zyski z transferów czy za wynik sportowy.

     

    Dobra sytuacja finansowa, brak długów, jasna sytuacja właścicielska, a do tego sympatia sprawiły, że część udziałów chce objąć Robert Dobrzycki. To najważniejsza osoba w Europie i Azji w firmie Panattoni, czyli światowym gigancie na rynku nieruchomości przemysłowych. Jest ważnym udziałowcem firmy, która ma siedzibę w Kalifornii.Szef Panttoni rozmawia z właścicielem Widzewa  Z Widzewem Panattoni związana jest od 2021 roku. Wchodzi do klubu krok po kroku. Najpierw została sponsorem akademii, a dwa lata temu sponsorem strategicznym klubu i jest w radzie nadzorczej. W czerwcu 2024 roku umowę przedłużono. Z naszych informacji wynika, że już wtedy rozpoczęły się rozmowy na temat objęcia udziałów.

     

    I wciąż trwają, a słyszymy w klubie, że jest “coraz bliżej” i “będzie dobrze”. Panattoni ma na początku objąć między 20 a 30 procent udziałów. Byłoby więc mniejszościowym udziałowcem. Stamirowski twierdzi jednak, że propozycji kupna nie ma, choć rozmawia z Dobrzyckim.

     

    – Nie otrzymałem oferty żadnej dotyczącej sprzedaży klubu. Jeśli jednak ktoś ma pieniądze, by zainwestować w klub, to usiądę do rozmów z każdym. – powiedział Stamirowski. – Mamy z Robertem Dobrzyckim dobre relacje. On często bierze udział w się radzie nadzorczej, ale też prywatnie rozmawiamy o przyszłości Widzewa. Jest sporo osób, którym zależy na klubie.