• Nowy sondaż prezydencki pokazuje wielką mobilizację. Ekspert: to byłby cud

    Nowy sondaż prezydencki pokazuje wielką mobilizację. Ekspert: to byłby cud

    Gdyby wybory prezydenckie odbyły się dziś, to do urn poszłoby prawie 84 proc. Polaków — wynika z najnowszego sondażu SW Research dla “Wprost”. To oznaczałoby absolutny rekord frekwencyjny w najnowszej historii Polski. Zdaniem eksperta należałoby to rozpatrywać w kategoriach “cudu

    Najnowsze badanie “Wprost” skupia się na tym, czy Polacy poszliby głosować, czy raczej zostaliby w domu. I choć coraz głośniej mówi się o potencjalnym niezadowoleniu i znużeniu części Polaków polityką, to wyniki tego sondażu temu przeczą.

    Wynika bowiem z niego, że aż 64,5 proc. wyborców deklaruje, że na pewno pójdzie w maju głosować. Kolejne 19,4 proc. Polaków wybrało opcję “raczej tak”. Przeciwnego zdania jest 6,3 proc. z nas, a niemal co dziesiąty ankietowany nie podjął jeszcze w tej sprawie decyzji.

    Oznaczałoby to, że frekwencja wyborcza może wynieć 84 proc. co byłoby absolutnym rekordem wolnej Polski. W wyborach parlamentarnych w październiku 2023 r. była ona na poziomie 75 proc., a w poprzednich wyborach prezydenckich nie przekroczyła 70 proc.

    — Musielibyśmy mieć do czynienia z niebywałymi zjawiskami, żeby frekwencja faktycznie osiągnęła poziom, który zadeklarowali ankietowani w sondażu – komentuje dla “Wprost” prof. Rafał Chwedoruk.

    Przypomnijmy, że pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się 18 maja. Ewentualna druga tura przypadnie zatem na 1 czerwca. W wyścigu weźmie udział Rafał Trzaskowski z KO oraz Karol Nawrocki, kandydat zgłoszony przez PiS. Swoje kandydatury ogłosili też Szymon Hołownia, reprezentujący Polskę 2050, Sławomir Mentzen z Konfederacji oraz Marek Jakubiak, który wystartuje z ramienia Wolnych Republikanów. Lewica wystawia Magdalenę Biejat, a Razem — Adriana Zandberga.

  • Pogrom Polki w Australian Open! Aż trudno w to uwierzyć

    Pogrom Polki w Australian Open! Aż trudno w to uwierzyć

    Noc z niedzieli na poniedziałek była bardzo intensywna, jeśli chodzi o polskie wątki w pierwszej rundzie turnieju singlowego kobiet w Australian Open. Najpierw po emocjonującym meczu Magda Linette przegrała z Moyuką Uchijimą 6:4, 2:6, 6:7(8). Nie zawiodły natomiast Iga Świątek i Magdalena Fręch. Obie wygrały swoje mecze w dwóch setach. Pierwsza pokonała Katerinę Siniakovą 6:3, 6:4, a druga wygrała z Poliną Kudiermietową 6:4, 6:4. Ostatnią z Biało-Czerwonych, która przystąpiła do rywalizacji w drabince głównej była Maja Chwalińska, której mecz ze względu na ulewny deszcz nie odbył się pierwszego dnia turnieju.

     

    Polak do drabinki głównej dostała się dzięki świetnym kwalifikacjom. W pierwszej rundzie jej rywalką była Jule Niemeier, która w rankingu WTA jest 93. i na papierze była w zasięgu polskiej tenisistki.

     

    Niestety pierwszy set dla Chwalińskiej był bez historii. Niemka kompletnie zdominowała naszą zawodniczkę. Przełamała ją aż trzykrotnie i zdemolowała 126. zawodniczkę na świecie aż 6:0. Otwierająca partia trwała niecałe 30 minut.

     

    Polka wygrała pierwszego gema dopiero po godzinie gry

    Po krótkiej przerwie spotkanie się lekko wyrównało, lecz nie przełożyło się to na początku na zdobycie pierwszego gema przez Polkę. Niemeier już przy pierwszej możliwej okazji przełamała Chwalińską i zbudowała sobie drobną przewagę. 23-latka miała nawet później cztery break pointy, żeby nadrobić stratę przełamania, lecz ich nie wykorzystała. Pierwszy gem na konto Polki wpadł dopiero po godzinie gry.

     

    W końcówce Niemeier pewnie utrzymywała własny serwis i dołożyła jeszcze jedno przełamanie. Polka, która wydawała się już pogodzona ze swoim losem, nie zdołała już nawiązać walki w tym spotkania. Chwalińska przegrała 0:6, 1:6 i błyskawicznie pożegnała się z drabinką główną Australian Open.

     

    Polak do drabinki głównej dostała się dzięki świetnym kwalifikacjom. W pierwszej rundzie jej rywalką była Jule Niemeier, która w rankingu WTA jest 93. i na papierze była w zasięgu polskiej tenisistki.

     

    Niestety pierwszy set dla Chwalińskiej był bez historii. Niemka kompletnie zdominowała naszą zawodniczkę. Przełamała ją aż trzykrotnie i zdemolowała 126. zawodniczkę na świecie aż 6:0. Otwierająca partia trwała niecałe 30 minut.

     

    Polka wygrała pierwszego gema dopiero po godzinie gry

    Po krótkiej przerwie spotkanie się lekko wyrównało, lecz nie przełożyło się to na początku na zdobycie pierwszego gema przez Polkę. Niemeier już przy pierwszej możliwej okazji przełamała Chwalińską i zbudowała sobie drobną przewagę. 23-latka miała nawet później cztery break pointy, żeby nadrobić stratę przełamania, lecz ich nie wykorzystała. Pierwszy gem na konto Polki wpadł dopiero po godzinie gry

     

    W końcówce Niemeier pewnie utrzymywała własny serwis i dołożyła jeszcze jedno przełamanie. Polka, która wydawała się już pogodzona ze swoim losem, nie zdołała już nawiązać walki w tym spotkania. Chwalińska przegrała 0:6, 1:6 i błyskawicznie pożegnała się z drabinką główną Australian Open.

     

    Niemka w drugiej rundzie zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania Nao Hibino — Marta Kostjuk.

  • Piorunujące otwarcie Igi Świątek w Australian Open! I ten zwrot w drugim secie

    Piorunujące otwarcie Igi Świątek w Australian Open! I ten zwrot w drugim secie

    Piorunujące otwarcie Igi Świątek w Australian Open! I ten zwrot w drugim secie

    Katerina Siniakova potrafiła momentami postraszyć Igę Świątek, ale niespodzianki sprawić nie zdołała i to najlepsza polska tenisistka zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open 2025! Podopieczna Wima Fissette’a pokonała Czeszkę 6:3, 6:4 i może z optymizmem spoglądać w stronę kolejnych wyzwań czekających ją w Melbourne. A tym najbliższym będzie starcie ze Słowaczką, w którym raszynianka będzie olbrzymią faworytką.

     

    Polka po udanym starcie w United Cup, gdzie wspólnie z reprezentacją dotarła do finału i ostatecznie w całej imprezie przegrała tylko jeden raz, z olbrzymi nadziejami przystępowała do rywalizacji na Antypodach. Dla 23-latki był to bowiem nie tylko pierwszy turniej Wielkiego Szlema w sezonie, ale również, a może przede wszystkim, pierwszy pod wodzą nowego szkoleniowca i pierwszy po zawieszeniu, które było wynikiem wykrycia w jej organizmie śladowych ilości niedozwolonego środka — trimetazydyny.

     

    Początek spotkania pokazał, że najlepszą polską zawodniczkę może czekać trudne zadanie. Czeszka, znana głównie ze swoich sukcesów w grze podwójnej, prezentowała się bardzo dobrze i toczyła z wiceliderką rankingu WTA wyrównany bój. W szóstym gemie, Świątek prowadząc 3:2, w końcu znalazła sposób na serwis rywalki i uzyskała przełamanie.

     

    Przełamanie za przełamanie! Pierwszy set dla Igi Świątek

     

    Nasza reprezentantka nie cieszyła się jednak z niego zbyt długo. Chwilę później, pomimo wyniku 40:0, Siniakova zdołała wrócić do gema i przy drugim breakpoincie zapisać go na swoim koncie. Na szczęście odpowiedź Polki była natychmiastowa — przełamanie do 15, a krótko po tym wygrany własny serwis i zwycięstwo w secie 6:3, które wprawiło w euforię licznie zgromadzonych polskich kibiców, co nie umknęło uwadze oficjalnemu profilowi WTA na platformie X.

     

    Świątek dobrze weszła też w drugą odsłonę pojedynku: szybko uzyskała prowadzenie 2:0 i miała szansę na kolejne przełamanie. Rywalka zdołała jednak wyjść z opresji i… zaczęła grać jak z nut, wygrywając trzy gemy z rzędu. Na więcej nie było już jej jednak stać. Wiceliderka rankingu nie tylko odrobiła straty, ale znów uciekła z wynikiem i na tablicy wyników pojawił się rezultat 5:3.

     

    Awans! Iga Świątek kontra Rebecca Sramkova. Stawką trzecia runda AO

     

    Kilka minut później pięciokrotna triumfatorka turniejów Wielkiego Szlema mogła natomiast świętować zamknięcie całego spotkania już przy pierwszym meczbolu i awans do kolejnego etapu tegorocznego Australian Open! — To nie była łatwa pierwsza runda. Cieszę się, że przeszłam dalej. Grałam z Kateriną debla i wiem, że nie jest łatwą rywalką — powiedziała na gorąco, tuż po zapewnieniu sobie zwycięstwa.

    https://x.com/WTA/status/1878654405295374340

    W następnej rundzie Polka zmierzy się z sąsiadującą z Siniakovą w rankingu WTA Rebeccą Sramkovą (49. WTA). 28-letnia Słowaczka, która nigdy wcześniej nie miała okazji walczyć z raszynianką, w pierwszej rundzie Australian Open 2025 pokonała Katie Volynets 3:6, 6:2, 6:2.

  • Nikt nie widział Roberta Lewandowskiego. Aż nagle zrobił to, co potrafi tylko on

    Nikt nie widział Roberta Lewandowskiego. Aż nagle zrobił to, co potrafi tylko on

    Z jednej strony niezwykle dyskretny, a z drugiej – niezwykle konkretny. Tak potrafi tylko Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski długimi fragmentami starcia o Superpuchar Hiszpanii z Realem Madryt (5:2) był zupełnie niewidoczny, a mimo to i tak został jednym z bohaterów Barcelony.

    Były momenty w tym niezwykle szalonym meczu, kiedy można było zapomnieć, że Robert Lewandowski był na boisku. A jednocześnie napastnik Barcelony pokazał, że nie musi odgrywać pierwszoplanowej roli, by na końcu i tak schodzić z boiska z podniesioną głową. To Lewandowski był bowiem dla Barcelony wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowała.

    Cały świat oglądał niedzielny El Clasico, ale do pewnego momentu nikt Polaka na boisku nie widział. Do 18. min. Lewandowski zaledwie trzy razy dotknął piłkę.

    Ale co z tego? To czwarte dotknięcie okazało się niezwykle pożyteczne i potrzebne. W 22. min., gdy Real prowadził 1:0 po strzale Kyliana Mbappe, polski snajper podał do Lamine’a Yamala, a ten zdobył bramkę na 1:1.

    Ten moment tylko nieco uaktywnił Polaka. Liczba kontaktów z piłką rosła, ale personalnie żadne z nich nie dało splendoru Lewandowskiemu. Aż do 36. min. Wówczas kapitan reprezentacji Polski wykorzystał rzut karny i dał Barcy prowadzenie 2:1. To był dopiero jego drugi strzał w tym meczu, a pierwszy celny.

    Podsumowując – asystę zaliczył po zaledwie czwartym kontakcie z piłką. A gola strzelił po pierwszym celnym strzale.

    W drugiej połowie obraz gry Lewandowskiego się nie zmienił. Nie dostawał zbyt dużo podań, oddał pole Raphinhi, który rozgrywał mecz życia. Lewandowski nie był zdesperowany, by na siłę strzelić gola. Postanowił pracować dla zespołu. W jednej z sytuacji, zamiast pokusić się o strzał, tylko zamarkował takie zagranie, a w rzeczywistości zagrał do tyłu. W tym momencie ważniejsze było, by przy korzystnym wyniku przytrzymać piłkę. To oznaczało, że po zmianie stron Lewandowski nie oddał już ani jednego strzału.

     

  • 78 minut Igi Świątek na John Cain Arena. Mistrzyni olimpijska odarta z marzeń

    78 minut Igi Świątek na John Cain Arena. Mistrzyni olimpijska odarta z marzeń

    78 minut Igi Świątek na John Cain Arena. Mistrzyni olimpijska odarta z marzeń

    Dla Igi Świątek tegoroczny Australian Open jest pierwszym wielkoszlemowym turniejem pod wodzą Wima Fissette’a. Belg w przeszłości doprowadzał swoje podopieczne do wielkich sukcesów w takich rywalizacjach, podobnych planów nie ukrywa w swoich działaniach z Polką. W Melbourne raszynianka nigdy dotąd nie zagrała w finale singla, teraz – zwłaszcza po losowaniu drabinki – jest na to spora szansa. Swoją drogę zaczęła znakomicie – pokonała Kateřinę Siniakovą 6:3, 6:4.

     

    Iga Świątek mogła wylosować znacznie lepiej – to nie ulegało wątpliwości. Kateřina Siniaková nie jest może w singlu tak liczącą się zawodniczką w kobiecym tourze, ale to jednak liderka rankingu deblowego, wielokrotna wielkoszlemowa mistrzyni. W jednym z tych finałów, w Roland Garros w 2021 roku, wspólnie z Barborą Krejčíkovą pokonała zresztą duet z Igą w składzie.

     

    Gdy Czeszce zostawia się sporo czasu na zagranie piłki, gdy próbuje się z nią rywalizować na tenisowe sztuczki, można się na tym mocno przejechać. Iga nie zamierzała na to pozwalać, od początku wrzuciła bardzo wysoki bieg. Chciała wywalczyć awans do drugiej rundy bez większych nerwów, na swoich warunkach.

     

    Australian Open. Kateřina Siniaková rywalką Igi Świątek w 1. rundzie w Melbourne. Kapitalny początek meczu

     

    Głównym etapem przygotowań Świątek do tego turnieju był start w United Cup – Iga wygrała w Sydney cztery mecze, trzy bardzo zacięte, przegrała tylko z niesamowitą Coco Gauff. Zmagała się z bólem w udzie, miała nawet opatrunek w niektórych meczach, ale przez te osiem dni odpoczęła, zregenerowała się. W Melbourne poruszała się znakomicie, nic jej nie przeszkadzało.

     

    Wiceliderka rankingu WTA kapitalnie od początku serwowała, gładko wygrywała swoje gemy, ale Czeszka też miała swoje atuty, gdy stawała do serwisu. Uzyskiwała inicjatywę, ryzykowała, starała się kończyć akcje w trzech-czterech wymianach. I zaskakiwała Igę, tak kapitalną przecież w obronie. A tu raszynianka wielokrotnie nie dobiegała do piłki. Pytanie brzmiało, jak długo 28-letnia zawodniczka będzie w stanie grać na takim poziomie?

     

    Mecz był bowiem niesamowity, w pierwszych pięciu gemach obie zaliczyły – łącznie – tylko cztery niewymuszone błędy, przy aż 10 wygrywających zagraniach.

     

    Ta seria pewnych gemów serwisowych została przerwana wtedy, gdy dwukrotna mistrzyni olimpijska miała wyrównać na 3:3. Nie wyrównała, w końcu lepsza okazała się strona returnująca, co oznaczało przełamanie dla Polki. Iga była cierpliwa, Czeszka w końcu musiała gdzieś popełnić błąd. A popełniła jeden, za chwilę drugi – i już stała się nerwowa. Świątek zaś szła za ciosem, za chwilę prowadziła 40:0 przy swoim podaniu. Była na autostradzie do wygrania pierwszego seta, bo 5:2 dawałoby taki właśnie komfort.

     

    Jak zareagowała Siniaková? Najlepiej jak się da, opanowała nerwy. Wygrała kilka ważnych wymian z Polką, przy drugiej szansie zdołała odrobić stratę breaka. Na 4:4 jednak nie wyrównała, Iga nie pozwoliła. A po raz drugi przy swoim serwisie zaskoczyć się nie dała, akurat po swoich dwóch najmocniejszych serwisach, gdy tablica pokazała najpierw 181, a za chwilę 180 km/godz. I po 38 minutach wygrała partię 6:3.

     

    Mistrzyni olimpijska z Tokio i Paryża pozbawiona złudzeń. Dominacja Igi Świątek od początku drugiego seta

     

    Polka nie zamierzała nic w tym spotkaniu pozostawiać przypadkowi. Czeska mistrzyni olimpijska z Tokio (debel) i Paryża (mikst) mogła zagrozić jej tylko w przypadku swojej fenomenalnej gry, bezbłędnej. Siniaková zaś bezbłędna nie była, zaczęła pomagać Polce nieudanymi zagraniami. Trzy takie spowodowały, że od razu została przełamana. Koncert raszynianki zaś trwał dalej, za chwilę było już 2:0, a mogło być i 3:0. Czeszka obroniła break pointa, wygrała swojego pierwszego gema w tym secie i jakby znów wstąpiły w nią nowe siły.

     

    Co najważniejsze – ponownie przełamała Polkę, kapitalnie returnowała. Wkrótce zaś prowadziła 3:2.I na tym jej seria się skończyła, Iga znów wzięła sprawy w swoje ręce. Skoncentrowana, pewna siebie. Aż w końcu uzyskała trzy piłki meczowe. Wykorzystała pierwszą, wynik 6:3, 6:4 dał jej miejsce w drugiej rundzie.

  • Przerażające wiadomości właśnie napłynęły o pożarze lasów w Kalifornii.

    Przerażające wiadomości właśnie napłynęły o pożarze lasów w Kalifornii.

    W Kalifornii trwają niszczycielskie pożary, które szczególnie dotknęły obszar Los Angeles. Według najnowszych doniesień, liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 16, a ponad 12 000 budynków zostało zniszczonych, co zmusiło około 150 000 mieszkańców do ewakuacji.

     

    Gubernator Gavin Newsom ostrzegł, że te pożary mogą stać się najkosztowniejszą klęską żywiołową w historii Stanów Zjednoczonych, z szacowanymi stratami ekonomicznymi sięgającymi od 135 do 150 miliardów dolarów. Analizy wskazują, że straty ubezpieczeniowe mogą znacznie przekroczyć dotychczasowe rekordy, ze względu na rozległe zniszczenia w gęsto zaludnionych i zamożnych rejonach.

     

    Strażacy, wspierani przez międzynarodowe ekipy, walczą z żywiołem, jednak silne wiatry utrudniają działania gaśnicze. Dodatkowo, problemy z dostępem do wody w hydrantach oraz błędne alarmy ewakuacyjne komplikują sytuację.

     

    W obliczu tej tragedii, lokalni przedsiębiorcy okazują solidarność. Louie Ryan, pochodzący z Dublina właściciel restauracji w Los Angeles, otworzył swoje lokale dla ewakuowanych, oferując im schronienie i wsparcie.

     

    Senator Kalifornii, Adam Schiff, wezwał do powołania niezależnej komisji w celu oceny reakcji na pożary, podkreślając potrzebę analizy popełnionych błędów i wyciągnięcia wniosków na przyszłość.

     

    Gubernator Newsom zaprosił prezydenta elekta Donalda Trumpa do odwiedzenia zniszczonych obszarów, apelując o nieupolitycznianie tej tragedii i współpracę na rzecz szybszej odbudowy.

     

    W obliczu tych wydarzeń, społeczność Los Angeles jednoczy się, oferując pomoc poszkodowanym i służbom ratunkowym, starając się wspólnie stawić czoła tej katastrofie.

     

     

     

     

  • Co tam się działo?! Zobacz memy po szalonym meczu Barcelony z RealemCo tam się działo?! Zobacz memy po szalonym meczu Barcelony z Realem

    Co tam się działo?! Zobacz memy po szalonym meczu Barcelony z RealemCo tam się działo?! Zobacz memy po szalonym meczu Barcelony z Realem

    Ależ to były emocje! FC Barcelona mierzyła się z Realem Madryt w finale Superpucharu Hiszpanii i wygrała 5:2. Szalone spotkanie w swoim stylu skomentowali internauci. W sieci pojawiły się memy.

     

    Już po pierwszej połowie Duma Katalonii prowadziła 4:1. Gola dla Królewskich strzelił Kylian Mbappe. Z kolei bramki dla Barcelony zdobywali Lamine Yamal, Robert Lewandowski, Raphinha i Alejandro Balde. Wielu emocji dostarczyła też druga połowa. Do siatki trafiali Raphinha (dla Barcelony) i Rodrygo (dla Realu Madryt). Co więcej, w 56. minucie czerwoną kartkę obejrzał Wojciech Szczęsny. Bramkarz musiał opuścić boisko po faulu na Kylianie Mbappe. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 5:2 dla Barcelony.

  • Szejkowie obsypali Lewandowskiego i resztę złotem! Ogromna kasa za zwycięstwo

    Szejkowie obsypali Lewandowskiego i resztę złotem! Ogromna kasa za zwycięstwo

    Ta wygrana będzie mieć szczególne znaczenie dla zawodników Barcelony. Piłkarze prowadzeni przez Hansiego Flicka pokonali Real Madryt 5:2, zdobywając Superpuchar Hiszpanii. I dzięki temu zapewnili swojemu klubowi sowitą premię finansową. Ten wynik oznacza, że Blaugrana już teraz może świętować zdobycie kolejnego trofeum, co wiąże się z zarobkiem wynoszącym aż 8 mln euro!

    Organizowany w Arabii Saudyjskiej Superpuchar Hiszpanii znacząco różni się pod względem przepisów od swojego odpowiednika w innych krajach. Dla przykładu, w Polsce mamy do czynienia z pojedynczym meczem, tymczasem w przypadku Hiszpanów obejrzeliśmy aż trzy spotkania — dwa półfinały i niedzielne starcie o właściwe trofeum. Każdy z uczestników mógł liczyć na solidną premię finansową.

    Już za sam udział w rywalizacji w Arabii Real Madryt i FC Barcelona zapewniły sobie po 6 mln euro. Wynik niedzielnego meczu oznacza, że do Katalonii powędrują kolejne 2 mln euro, a do Madrytu — 1 mln. Ostateczna premia dla Blaugrany wyniesie więc 8 mln euro!
    Swoje zarobią także pozostali uczestnicy Superpucharu, którzy odpadli już na etapie półfinałów. Athletic Bilbao, który przegrał z Barceloną, zarobi za wyjazd do Arabii 2 mln euro, a do Mallorki, która odpadła z Realem, trafi 850 tys. euro.

    Pod względem finansowym wyjazd na mecz Superpucharu do innego kraju opłaci się zatem każdemu z drużyn. Ta kwota ma ogromne znaczenie dla Barcelony, zwłaszcza biorąc pod uwagę problemy organizacyjne klubu. A samo zwycięstwo nad Los Blancos było sygnałem, że drużyna Hansiego Flicka zamierza walczyć o wszystkie możliwe trofea do końca sezonu.

    Zobacz także: Real zmiażdżony w El Clasico, Wojciech Szczęsny wyleciał, Robert Lewandowski znów katem!
    Drużyna Roberta Lewandowskiego wróci do gry już 15 stycznia. To właśnie wtedy obejrzymy ją w akcji w meczu Pucharu Króla przeciwko Realowi Betis.

  • 3 godziny i 20 minut! Dramatyczny bój Chwalińskiej w AO. Dokonała niemożliwego

    3 godziny i 20 minut! Dramatyczny bój Chwalińskiej w AO. Dokonała niemożliwego

    Maja Chwalińska, 23-letnia polska tenisistka, odniosła spektakularne zwycięstwo w pierwszej rundzie kwalifikacji do Australian Open 2025. W trwającym 3 godziny i 20 minut meczu pokonała Czeszkę Dominikę Šalkovą wynikiem 7-6(3), 5-7, 7-6[10], ratując się przed porażką, gdy przeciwniczka miała dwie piłki meczowe.

    Spotkanie obfitowało w dynamiczne zwroty akcji i było starciem odmiennych stylów gry. Chwalińska, znana z szybkości i precyzyjnych zagrań, objęła prowadzenie, wygrywając pierwszego seta w tie-breaku. W drugim secie prowadziła już 5-3, jednak Šalková, prezentując siłę i agresywną grę, zdołała odwrócić losy seta na swoją korzyść.

    W decydującej partii to Czeszka wyszła na prowadzenie 5-3, a następnie 7-3 w super tie-breaku. Jednak Chwalińska, wykazując się niezwykłą determinacją, odrobiła straty, wykorzystując m.in. slice’y, które zmuszały rywalkę do błędów. Ostatecznie triumfowała w tie-breaku, zapewniając sobie awans do kolejnej rundy kwalifikacji.

    Po meczu organizatorzy Australian Open podkreślili waleczność Polki, publikując na oficjalnym profilu turnieju: “Battling through 👊 Maja Chwalinska outlasts Salkova 7-6(3), 5-7, 7-6(10) in three hours and 20 minutes to move into the second round of qualifying 🇵🇱”.

    W drugiej rundzie kwalifikacji Chwalińska zmierzy się z Belgijką Marie Benoît, która w swoim meczu pokonała Yuriko Lily Miyazaki 5-7, 6-4, 7-6[8]. Polska tenisistka, zajmująca obecnie 126. miejsce w rankingu WTA, liczy na kontynuację dobrej passy i awans do głównej drabinki turnieju.

    Maja Chwalińska, urodzona 11 października 2001 roku w Dąbrowie Górniczej, ma na swoim koncie m.in. zwycięstwo w turnieju WTA 125 w 2024 roku oraz dwa tytuły deblowe na tym samym poziomie. Jej najwyższe miejsce w rankingu singlowym to 128., osiągnięte w grudniu 2024 roku.

     

     

  • Way too much chaos” – Elena Rybakina winning Australian Open ruled out by tennis insider amid Stefano Vukov saga

    Way too much chaos” – Elena Rybakina winning Australian Open ruled out by tennis insider amid Stefano Vukov saga

    Elena Rybakina, the 2022 Wimbledon champion and 2023 Australian Open finalist, is facing significant challenges ahead of the 2025 Australian Open due to ongoing controversies involving her coaching team. These issues have led some tennis analysts to question her prospects in the tournament.

    The primary concern centers around her former coach, Stefano Vukov, who was provisionally suspended by the Women’s Tennis Association (WTA) for an alleged breach of its code of conduct. Rybakina, who parted ways with Vukov in August 2024 before the US Open, had recently announced plans to reintegrate him into her team. However, the WTA’s suspension has complicated this reunion. Rybakina has publicly defended Vukov, stating, “I have never made any complaints… he never mistreated me.”

    In the interim, Rybakina appointed Goran Ivanisevic as her coach on a trial basis until the end of the Australian Open. Ivanisevic, known for his previous work with Novak Djokovic, has expressed uncertainty about his future with Rybakina, especially in light of the potential return of Vukov. He commented, “I am, for the moment, here. What’s going to happen in a couple of days, I don’t know.”

    This coaching instability has led to skepticism among tennis insiders regarding Rybakina’s performance at the upcoming Grand Slam. Analyst Jon Wertheim remarked, “I just think there is way too much chaos here. I don’t think Elena Rybakina makes it to the weekend.”

    Despite these distractions, Rybakina remains focused on her game. She is set to face Australian teenager Emerson Jones in the first round of the Australian Open. While the off-court issues present a significant hurdle, Rybakina’s resilience and on-court prowess cannot be underestimated. As the tournament unfolds, it will become clear whether she can overcome these challenges and replicate or surpass her previous successes in Melbourne.