• Komunikat z WTA Tour ws. Świątek tuż po porażce Sabalenki. Już oficjalnie. “Królowa powraca”

    Komunikat z WTA Tour ws. Świątek tuż po porażce Sabalenki. Już oficjalnie. “Królowa powraca”

    Komunikat z WTA Tour ws. Świątek tuż po porażce Sabalenki. Już oficjalnie. “Królowa powraca”

    Sobotni poranek przyniósł nam emocjonujący finał Australian Open w singlu kobiet. Aryna Sabalenka, będąca faworytką do tytułu, musiała uznać wyższość rewelacyjnej Madison Keys. Po pasjonującym pojedynku Amerykanka triumfowała 6:3, 2:6, 7:5. Teraz panie wrócą do regularnych zmagań w cyklu WTA Tour. Już za dwa tygodnie czeka nas pierwsza impreza rangi “1000”, gdzie w ostatnich latach dominuje Iga Świątek. Kilka godzin po decydującym starciu w Melbourne, organizatorzy przekazali oficjalną informację ws. Polki.

     

    Im bliżej było końca tegorocznych zmagań w Melbourne, tym częściej mówiło się o potencjalnym finale z udziałem Igi Świątek i Aryny Sabalenki, którego stawką byłoby nie tylko trofeum za wygranie Australian Open, ale także pozycja liderki rankingu WTA po rywalizacji w stolicy stanu Wiktoria. Ostatecznie jednak do takiego starcia nie doszło. Zupełnie inne plany w tej kwestii miała Madison Keys. Amerykanka obroniła piłkę meczową w dwunastym gemie trzeciego seta pojedynku przeciwko Polce, a następnie triumfowała 5:7, 6:1, 7:6(8). Już w tamtej chwili stało się jasne, że Białorusinka pozostanie na szczycie kobiecego zestawienia.

     

    Dzisiaj zawodniczka z Mińska stanęła przed szansą na trzecie z rzędu trofeum w Melbourne, ale finalnie także ona musiała uznać wyższość rewelacyjnej na początku sezonu reprezentantki USA. Keys spuentowała najlepszy turniej w karierze, pokonując w decydującym starciu rozstawioną z “1” tenisistkę 6:3, 2:6, 7:5. Tym samym Madison sięgnęła po swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł. Taki rezultat oznacza, że zestawieniu, które ukaże się 27 stycznia, Sabalenka będzie miała tylko 186 pkt przewagi w rankingu nad drugą Świątek.

     

    Tenisowa karuzela nie zamierza się zatrzymywać. Teraz panie wrócą do regularnego grania w cyklu WTA Tour. Już od poniedziałku rozpocznie się rywalizacja w imprezie rangi “500” w Linz, tydzień później w Abu Zabi. Od 9 lutego będzie rozgrywany pierwszy tysięcznik w sezonie 2025. Mowa o zmaganiach w Dosze, gdzie ostatnio dominuje Iga Świątek. Polka wygrała trzy poprzednie edycje rozgrywek w stolicy Kataru. W ubiegłym roku pokonała w finale Jelenę Rybakinę.

     

    Iga Świątek oficjalnie zaprezentowana jako uczestniczka turnieju WTA 1000 w Dosze

     

    O tym, że 23-latka ponownie pojawi się w Dosze, mówiło się od momentu zamknięcia list startowych. Teraz tę informację wreszcie zdecydowali się potwierdzić także sami organizatorzy zmagań. Kilka godzin po finale Australian Open, na oficjalnym profilu Katarskiej Federacji Tenisowej zaprezentowano Igę Świątek jako kolejną uczestniczkę rozgrywek. “Królowa powraca! Trzykrotna triumfatorka Qatar TotalEnergies Open jest gotowa do pogoni za swoim czwartym tytułem” – przekazano w komunikacie.

     

    Polka nie jest jedyną zawodniczką, która została już zaprezentowana przez organizatorów. Wcześniej włodarze rozgrywek w Dosze zdecydowali się na opublikowanie informacji na temat startu Aryny Sabalenki, Ons Jabeur, Darii Kasatkiny czy Jessiki Peguli. Ciekawe czy aktualna liderka rankingu WTA ostatecznie wystąpi w stolicy Kataru. Białorusinka rezygnowała z udziału w poprzednich dwóch edycjach, chcąc odpocząć po rywalizacji w Melbourne. Także i tym razem grała do samego końca w stolicy stanu Wiktoria, chociaż nie zgarnęła tytułu. O wszystkich decyzjach przekonamy się w najbliższych dniach.

     

  • 9 goli w meczu, a polski napastnik zachwycił. Wielki powrót po pauzie

    9 goli w meczu, a polski napastnik zachwycił. Wielki powrót po pauzie

    9 goli w meczu, a polski napastnik zachwycił. Wielki powrót po pauzie

    Krzysztof Piątek w zeszły weekend miał wolne, bo nie mógł zagrać przeciwko Rizesporowi z uwagi na zawieszenie za żółte kartki. Wrócił z przytupem, choć jego wysiłki nie pomogły zdobyć punktów. Strzelił Alanyasporowi dwa gole, zanotował także asystę, ale jego Instabul Basaksehir przegrał w meczu 21. kolejki ligi tureckiej 4:5.

     

    Krzysztof Piątek w ostatnim czasie jest w wielkiej formie. W piątek minęło sześć lat od momentu podpisania kontraktu z Milanem. Teraz o polskim napastniku nie jest już tak głośno w mediach, ale wydaje się, że w stolicy Turcji znalazł swoje miejsce na Ziemi. W tym sezonie strzelił już 25 goli, w tym 15 w samej lidze. W sobotę poprawił swój dorobek o dwa trafienia.

     

    Jego bramki może nie były bardzo efektowne, bo najpierw w 29. minucie starcia z Alanyasporem dołożył nogę do pustej bramki, a w 97. wykorzystał rzut karny, ale pokazał także kilka efektownych momentów. Ładnie asystował przy bramce Deniza Turuca oraz oddał piękny strzał tuż zza pola karnego, który zatrzymał się na spojeniu słupka z poprzeczką. Nasz napastnik już zaczynał biec w stronę trybun, by się cieszyć z gola, ale musiał obejść się smakiem.

     

    Jego drużyna prowadziła już 3:2, ale słabszy okres od 80. do 92. minuty bardzo mocno ją kosztował. Wtedy rywale zadali trzy ciosy i byli już bezpieczni.

     

    10 goli Krzysztofa Piątka w ostatnich 10 meczach ligowych. Ależ forma

     

    Od listopada Istanbul Basaksehir rozegrał 11 kolejek. Piątek wystąpił w 10 z nich (w poprzedniej pauzował za żółte kartki) i strzelił 10 goli. Taka średnia musi imponować.

    https://x.com/beINSPORTS_TR/status/1883163212222279824

    29-latek urodzony w Dierżoniowie jest liderem klasyfikacji strzelców Super Lig. Odskoczył na dwa trafienia Simonowi Banzie (13) i na cztery znanemu zapewne na całym świecie Viktorowi Osimhenowi (11).

     

    Basaksehir zajmuje 7. miejsce w tabeli, ma w dorobku 29 punktów. Liderujące Galatasaray ma ich 51, a zajmujące drugie miejsce Fenerbahce Jose Mourinho i Sebastiana Szymańskiego 45.

     

  • Sensacyjny lider Polaków w Oberstdorfie! Kapitalna walka o wygraną. Co za loty!

    Sensacyjny lider Polaków w Oberstdorfie! Kapitalna walka o wygraną. Co za loty!

    Sensacyjny lider Polaków w Oberstdorfie! Kapitalna walka o wygraną. Co za loty!

    Koszmarnie zakończył się dla Pawła Wąska sobotni konkurs lotów narciarskich w Oberstdorfie. Lider naszej kadry nie zdołał wywalczyć awansu do drugiej serii i zajął odległą pozycję. Ponownie zawiódł też Kamil Stoch, który wciąż nie może znaleźć optymalnej formy. Dobrze spisał się za to Piotr Żyła, potwierdzając, że na skoczniach mamucich wciąż można na niego liczyć. Wygrał Timi Zajc po fenomenalnych lotach.

     

    Po raz pierwszy w tym sezonie skoczkowie mieli okazję rywalizować na skoczni mamuciej. Piątkowe kwalifikacje wygrał Johann Andre Forfang, który popisał się fenomenalnym skokiem (236 m). Polskich kibiców nie zawiódł Paweł Wąsek, który osiągnął 210,5 m. Dla fanów jednak najważniejsze było to, że komplet naszych reprezentantów awansował do sobotniego konkursu.

     

    Już w serii próbnej były największe emocje. Najlepiej z Polaków spisał się bowiem Piotr Żyła, a nie Wąsek, do czego ostatnio byliśmy przyzwyczajeni. W sobotni poranek niemieckie media donosiły o alercie pogodowym w Oberstdorfie, to jednak nie pokrzyżowało losów rywalizacji.

     

    Zaskoczeniem piątkowych kwalifikacji była przeciętna forma słoweńskich skoczków, którzy niejednokrotnie dominowali na dużych skoczniach. Już jednak seria próbna wszystko odwróciła, bo wygrał ją Timi Zajc, czym potwierdził wysokie możliwości i aspiracje.

     

    Piotr Żyła zaskoczył. Kamil Stoch i Paweł Wąsek odpadli

     

    Piotr Żyła zaskoczył w pierwszej serii konkursu, skoczył 205,5 m i nawet przez krótką chwilę był liderem. Ostatecznie po pierwszej serii plasował się na 15. miejscu. Do serii finałowej awansowało też dwóch innych reprezentantów Polski. Oprócz Żyły awans wywalczyli Jakub Wolny (24. miejsce, 205 m) oraz Aleksander Zniszczoł (27. miejsce, 191,5 m). Niestety, Kamil Stoch (186,5 m, 32. miejsce) i Paweł Wąsek (179 m, 35. miejsce) zakończyli swój udział w konkursie po pierwszej serii. Szczególnie zły wynik Wąska mógł dziwić, który w ostatnich zawodach był najlepszy z Polaków, ale skoki na mamucie wyraźnie mu nie wyszły. Stoch, który nie prezentuje zbyt dobrej formy w tym sezonie mógł mieć pecha. Tuż przed jego skokiem przesunięto belkę.

     

    Żyła ogólnie był najlepszy z Polaków. W drugiej serii konkursu uzyskał 215 m, co dało mu 17. miejsce. To bardzo dobry rezultat. Jakub Wolny w drugiej serii poszybował na 206,5 m i ostatecznie zajął 22. miejsce. Aleksander Zniszczoł nie poprawił swojej lokaty. 182 m oznaczały 28. pozycję dla polskiego skoczka. I to tylko dlatego, że zdyskwalifikowani zostali Kristoffer Eriksen Sundal i Stefan Kraft.

     

    Interesująca była walka o czołowe lokaty. Johann André Forfang z odległością 221,5 metra był liderem po pierwszej serii i chciał utrzymać swoją pozycję. Długo na fotelu lidera utrzymywał się Karl Geiger, ale zabrał mu tę pozycję Michael Hayboeck po fenomenalnym skoku na odległość 229 m. Dosłownie o włos wyprzedził go Maximilian Ortner, a zaraz potem Ryoyu Kobayashi.

     

    Można było mieć wrażenie, że Domen Prevc niemal przeskoczył skocznię, gdy pofrunął na odległość 231 m. Zaraz po nim skok oddał Daniel Tschofenig, również fenomenalny, na odległość 230,5 m, był jednak gorszy od Słoweńca. Zaraz potem pogodził ich TImi Zajc ze skokiem na z obniżonej belki na 233 metr. Forfang skoczył jeszcze dalej, bo 235 m, ale lądował na dwie narty niemal w przysiadzie. To oznaczało, że nie wygra.

     

    Ostatecznie triumfował Zajc, który pofrunął na odległość 231 m. Drugi był wspominany Forfang, a trzeci Prevc.

  • Sabalenka przegrała, Świątek wraca “do gry”. Oto sytuacja w rankingu WTA

    Sabalenka przegrała, Świątek wraca “do gry”. Oto sytuacja w rankingu WTA

    Sabalenka przegrała, Świątek wraca “do gry”. Oto sytuacja w rankingu WTA

    Aryna Sabalenka nie wygrała po raz trzeci z rzędu Australian Open, tym samym nie powtórzy wyczynu Martiny Hingis i czterech innych legend tenisa, które w erze open trzy razy z rzędu wygrywały rywalizację w Melbourne. Zarazem też diametralnie zmienia się sytuacja w światowym rankingu, choć Białorusinka wciąż będzie w nim przed Igą Świątek. Tyle że jej przewaga nad Polką nie będzie wynosić ponad 1,5 tys. punktów, ale zaledwie 186. Madison Keys wyrówna zaś swoje najlepsze osiągnięcie w karierze, awansuje na siódmą pozycję.

     

    Dla Aryny Sabalenki przegrana w finale Australian Open była ogromnym przeżyciem – pogratulowała sukcesu Madison Keys, podziękowała szwedzkiej sędzi Louise Azemar Engzell, a później wściekła wyżyła się na swojej rakiecie, uderzyła nią w nawierzchnię, później rzuciła pod ławkę. Zakryła twarz ręcznikiem, popłakała się.

     

    Płakała też Madison Keys, ona dopiero w swoim 46. starcie w zawodach Wielkiego Szlema odniosła sukces – wygrała z Sabalenką 6:3, 2:6, 7:5. Miała skrajnie trudną drogą do tego sukcesu, ograła m.in. Jelenę Rybakinę, Igę Świątek, a teraz – Sabalenkę. I w rankingu WTA awansuje na siódme miejsce, najwyższe w karierze. Z niewielką stratą do wyprzedzających ją Jessiki Peguli i Jeleny Rybakiny.

     

    Znacznie ciekawiej jest jednak na samym szczycie. Iga Świątek ma niewielką stratę do Sabalenki, ale wyprzedzić Białorusinkę w najbliższych miesiącach i tak będzie jej bardzo trudno.

     

    Ranking WTA po Australian Open. Było 1536 punktów przewagi Sabalenki nad Świątek. A będzie – 186

     

    Sabalenka przed tym turniejem traciła do Świątek ponad 1500 punktów, ale w wirtualnym rankingu, w trakcie Australian Open, to Polka była wyżej. Wszystko za sprawą ubiegłorocznych wyników w Melbourne, gdy Białorusinka tu wygrała, a raszynianka odpadła już w trzeciej rundzie, po porażce z Lindą Noskovą. Jedna traciła więc 2000 punktów, druga – zaledwie 130.Polka miała szansę zostać nową liderką rankingu, musiała “tylko” dojść przynajmniej do tego samego etapu co Białorusinka. Tyle że Sabalenka swój półfinał z Paulą Badosą gładko wygrała, a Świątek po bardzo wyrównanym starciu, była o dwie piłki gorsza od Madison Keys.

     

    Już przed finałem było jasne, że Aryna będzie światową “jedynką”, nie było tylko wiadomo, czy jej przewaga nad Polką będzie wynosiła niecałe 200 punktów, czy niecałe 900. Wygrała ta pierwsza opcja – Keys pokonała Sabalenką, to jej dopisane zostanie 2000 punktów.

     

    Świątek w pogoni za Sabalenką. Będzie jednak trudno, Polka ma więcej do stracenia

     

    Sabalenka w najbliższy poniedziałek będzie miała więc w dorobku 8956 punktów, Świątek zaś – 8770. Różnica jest niewielka, ale też w najbliższym czasie raczej nie powinniśmy się spodziewać, że na szczycie dojdzie do radykalnej zmiany.

     

    Obie staną do rywalizacji w Dosze i Dubaju, to turnieje rangi WTA 1000. Polka zdobyła w nich rok temu 1390 punktów, Sabalenka zaś – praktycznie nic. Zrezygnowała z gry w Katarze, a w Dubaju odpadła po pierwszym spotkaniu. Podobnie będzie później w “Sunshine Double” w USA – tu Polka też ma więcej do stracenia niż Białorusinka. A o zmaganiach na ziemi – lepiej nie wspominać.

     

    Niemniej tak niewielka różnica może nałożyć pewną presję na poczynania Sabalenki, choć w Melbourne dobrze sobie z nią radziła. Grała przed Igą, wytrzymywała to napięcie. Aż w końcu w finale jej seria się skończyła – po 11 kolejnych zwycięstwach została pokonana.

     

    Ranking WTA po Australian Open

    1. Aryna Sabalenka – 8956 punktów

    2. Iga Świątek – 8770 punktów

    3. Coco Gauff – 6538 punktów

    4. Jasmine Paolini – 5289 punktów

    5. Jelena Rybakina – 4893 punktów

    6. Jessica Pegula – 4861 punktów

    7. Madison Keys – 4680 punktów

    8. Qinwen Zheng – 4095 punktów

    9. Emma Navarro – 3709 punktów

    10. Paul Badosa – 3608 punktów

  • Nawet finał nie pomógł Arynie Sabalence. Iga Świątek zbliża się w rankingu

    Nawet finał nie pomógł Arynie Sabalence. Iga Świątek zbliża się w rankingu

    Nawet finał nie pomógł Arynie Sabalence. Iga Świątek zbliża się w rankingu

    Zwycięstwo w Australian Open przez Madison Keys to bardzo dobra wiadomość dla Igi Świątek w kontekście rywalizacji w rankingu WTA. Aryna Sabalenka nie obroniła tytułu, a tym samym straciła aż 700 pkt i jej przewaga nad Polką to tylko 186 “oczek”. Przed turniejem w Melbourne różnica pomiędzy obiema tenisistkami wynosiła aż 1536 pkt! Jest jednak pewien haczyk, bo przed naszą tenisistką bardzo trudny okres, ponieważ w większości przypadków będzie bronić punkty niż je zdobywać.

     

    Dobiegł końca turniej singlowy kobiet podczas Australian Open. Sensacyjną triumfatorką została Madison Keys. Amerykanka pokonała w finale liderkę rankingu WTA i obrończynię tytułu Arynę Sabalenkę 6:3, 2:6, 7:5. Dla 29-latki to pierwszy wielkoszlemowy triumf.

     

    Keys, dzięki wygranej wskoczyła na 7. miejsce w rankingu WTA (4680 pkt). Jej zwycięstwo to także dobre informacje dla Igi Świątek. Co prawda Sabalenka utrzyma w następnych miesiącach pierwsze miejsce w rankingu WTA, lecz ze względu na porażkę w finale w Melbourne straciła aż 700 pkt rankingowych. To oznacza, że Białorusinka ma tylko 186 pkt więcej “oczek” niż Świątek.

     

    Sabalenka ma ich obecnie 8956 pkt, a Świątek 8770. Gdyby Białorusinka wygrałaby w Melbourne po raz trzeci z rzędu, to jej przewaga wynosiłaby aż 886 pkt. To jednak nie oznacza, że w kolejnych miesiącach liderka rankingu będzie zagrożona.

     

    Piekielnie trudny okres przed Igą Świątek

    Jak pisaliśmy już po przegranym przez Polkę półfinale z Keys, zbliżający się okres będzie piekielnie trudny. W poprzednim sezonie Świątek wygrała turnieje rangi 1000 w Dausze, Indian Wells, Madrycie i Rzymie, a potem triumfowała też w Rolandzie Garrosie. Tylko w tych turniejach wywalczyła aż 6000 pkt, które teraz będzie musiała obronić, żeby nie stracić dystansu do swojej największej rywalki.

     

    Łącznie Świątek po Australian Open do Wimbledonu będzie musiała obronić 6835 z 8770 pkt, co stanowi aż 77 proc. jej całkowitej zdobyczy w klasyfikacji WTA! Sabalenka ma dużo łatwiejsze zadanie, bo do obrony będzie miała 2196 pkt z 8956 pkt i przez słabsze wyniki we wskazanej wyżej części sezonu może jeszcze bardziej zbudować swój ranking.

     

    Sytuacja odwróci się w okresie od Wimbledonu do końca sezonu, kiedy Świątek ze względu na zamieszanie dopingowe nie grała, a kiedy była na korcie to już tak nie zachwycała. Wtedy to Sabalenka będzie miała więcej punktów do obrony niż Polka.

     

    Świątek po Australian Open do rywalizacji wróci podczas turniejów WTA 1000 w Dausze (9-15 lutego) i Dubaju (16-22 lutego). Polka zrezygnowała ze startów w Linzu (27 stycznia-2 lutego) i Abu Zabi (3-8 lutego), o czym na antenie Radia Zet mówiła menedżerka PR naszej tenisistki, Daria Sulgostowska.

     

  • Epicki bój Polki z finalistką Roland Garros. Dwa meczbole i… jeszcze 90 minut

    Epicki bój Polki z finalistką Roland Garros. Dwa meczbole i… jeszcze 90 minut

    Epicki bój Polki z finalistką Roland Garros. Dwa meczbole i… jeszcze 90 minut

    Turniej w tunezyjskim kurorcie La Marsa jest dopiero trzecim dla Lindy Klimovicovej jako reprezentantki Polski, ale była juniorska półfinalistka Wimbledonu znów zachwyca. Tydzień temu awansowała tam do finału, teraz zameldowała się już w półfinale. Mało tego, wyszła ze sporych opresji w pojedynku ze swoją byłą rodaczką Laurą Samson, ubiegłoroczną finalistką juniorskiego Roland Garros. W drugim secie to “nowa” Polka miała dwie piłki meczowe, w trzecim dwóch punktów do końcowego triumfu brakowało rywalce.

     

    Jeszcze kilka miesięcy temu Linda Klimovicova i Laura Samson były formalnie… rodaczkami. Od połowy ta pierwsza ma jednak polskie obywatelstwo, druga zaś rok temu… zmieniła nazwisko. Nazywała się Samsonova, ale nie chciała być utożsamiana ze znaną rosyjską tenisistką Ludmiłą Samsonową, której nazwisko w języku angielskim pisze się tak samo, przez “v”. 16-latka zapisała się w historii WTA jako pierwsza, która wygrała mecz w głównej drabince turnieju WTA 250 – dokonała tego w Pradze, pokonując Kateriną Siniakovą. A później przegrała z Magdaleną Fręch.

     

    Młoda zawodniczka mogłaby formalnie dalej startować w zmaganiach juniorskich, byłaby pewnie jedną z faworytek Australian Open. Rok temu dotarła przecież do finału Roland Garros, w sezonie 2023 wygrała w grze podwójnej juniorski Wimbledon.

     

    A teraz stawia już na rywalizację zawodową, jest o krok od trzeciej setki światowej listy.

     

    Trzy godziny i 19 minut zażartego starcia w Tunezji. 20-latka z Polski minimalnie lepsza od finalistki juniorskiego French Open

     

    Klimovicova z kolei wróciła teraz do zmagań po czteromiesięcznej przerwie, spowodowanej kontuzją stawu skokowego. Przed tygodniem w kurorcie La Marsa nad Morzem Śródziemnym zameldowała się w finale, teraz Tunezja dalej jest dla niej szczęśliwa. Z Samson mierzyły się o półfinał, stworzyły potyczkę, której zapewne na długo nie zapomną. Trwającą 3 godziny i 19 minut, choć wszystko mogło się zakończyć o półtorej godziny szybciej. A każdy z trzech setów miał niezwykłą historię.

     

    Set numer 1. Samson prowadziła już z przełamaniem 3:2, ale Klimovicova wygrała trzy kolejne gemy. Miała później 5:3, własny serwis, a za chwilę był remis. Mało tego: przy prowadzeniu 6:5 uzyskała trzy piłki setowe. A i tak musiały walczyć w tie-breaku, w którym reprezentantka Polski doprowadziła ze stanu 0-3 do 7-4.

     

    Set numer 2. Samson wygrywała już 4:1, była na dobrej drodze do wyrównania stanu na 1:1, gdy Klimovicova włączyła wyższy bieg. Wygrała cztery kolejne gemy, prowadziła 5:4 i 40-15 przy własnym serwisie. Miała więc dwie piłki meczowe i… przegrała cztery kolejne akcje. Doszło do tie-breaka, w którym z 1-0 dla Lindy zrobiło się 1-5. Samson wygrała 7-3.

     

    Set numer 3 to dalszy ciąg zaskakujących zdarzeń. Klimovicova prowadziła 2:1, by przy wyniku 3:5 być już o dwie piłki od przegrania meczu. Zdołała jednak wyrównać, a później wygrała trzy kolejne gemy. Zatem: 7:6 (4), 6:7 (3), 7:5 po 199 minutach spędzonych na korcie!

     

    W rankingu WTA Live 20-latka z BKT Advantage Bielsko-Biała awansowała na 234. miejsce. O finał zagra z Litwinką Jolantą Mikulskyte, którą ograła 6:1, 6:2 w poprzednim turnieju w La Marsa już w pierwszej rundzie.

     

    Turniej ITF W50 w La Marsa, korty twarde. Ćwierćfinał

     

    Linda’s Klimovicova (Polska) – Laursa Samson (Czecy) 7:6(2), 6:7(3), 7:5.

  • Pokonali Hiszpanię i przeszli do historii! Pierwszy raz zagrają w ćwierćfinale MŚ

    Pokonali Hiszpanię i przeszli do historii! Pierwszy raz zagrają w ćwierćfinale MŚ

    Pokonali Hiszpanię i przeszli do historii! Pierwszy raz zagrają w ćwierćfinale MŚ

    Piątek, 24 stycznia przejdzie do historii portugalskiej piłki ręcznej! Portugalia po raz pierwszy awansowała do ćwierćfinału mistrzostw świata. W dodatku kosztem dwukrotnych mistrzów świata i brązowych medalistów ostatniego turnieju – Hiszpanów.

     

    Dla reprezentacji Hiszpanii piątkowy pojedynek był ostatnią szansą awansu do ćwierćfinału. Sytuacja dwukrotnych mistrzów świata (w latach 2005 i 2013) skomplikowała się po tym, jak wcześniej zremisowali ze Szwecją 29:29 i przegrali z Norwegią 24:25. Teraz nie mogli przegrać z Portugalią, by zachować szanse na awans. Tymczasem rywale w przypadku wygranej, zapewniliby sobie przepustkę do 1/4 finału.

     

    Wielki wyczyn Portugalii! Historyczny wynik

     

    W pierwszej połowie lepiej grali Hiszpanie, którzy mieli nawet dwukrotnie przewagę czterech goli (12:8, 13:9). W końcówce tej części Portugalczycy odrobili niemal całe straty. Kluczowe dla losów pojedynku były dwa fragmenty gry w drugiej połowie. Najpierw między 34. a 43. minutą. Wtedy Hiszpanie nie zdobyli żadnego gola, a stracili aż sześć z rzędu i Portugalczycy prowadzili 22:19! Jeszcze w 49. minucie po trafieniu Daniela Dujszebajewa Hiszpanie przegrywali tylko 23:24. Wtedy jednak w ciągu czterech minut nie zdobyli bramki, a stracili aż cztery i było 23:28.

     

    Portugalię do zwycięstwa poprowadzili zaledwie 19-letni rozgrywający, grający na co dzień w Sportingu, ale będący już na liście życzeń najlepszych klubów świata – Francisco Costa oraz rok od niego starszy bramkarz Diogo Marques. Ten drugi został nawet wybrany najlepszym zawodnikiem meczu.

     

    Portugalia dzięki wygranej zapewniła sobie pierwszy w historii awans do ćwierćfinału mistrzostw świata. Dotychczas ich najlepszy wynik to 10 miejsce na mistrzostwach świata w 2021 roku. W dodatku po raz pierwszy w historii występów w tym turnieju pokonała Hiszpanię.

     

    Zobacz: Rekord na pocieszenie. Tego dokonali Polacy na mistrzostwach świata

     

    Tymczasem dla drużyny prowadzonej przez trenera Jordi Ribery brak awansu do ćwierćfinału to bardzo duże rozczarowanie. Ostatni raz nie było jej w najlepszej “8” aż 16 lat temu na MŚ w 2009 roku, rozegranych w Chorwacji.

     

    Mecz II rundy mistrzostw świata: Hiszpania – Portugalia 29:35 (16:15)

    Hiszpania: Perez de Vargas, Hernandez – Fernandez 6, Casado 5, A. Dujszebajew 4, Barrufet 3, Garciandia 3, Tarrafeta 3, Serdio 2, Sole 2, Rodriguez 1, D. Dujszebajew, Migallon, Cikusa.

    Portugalia: Marques, Capdeville – F. Costa 8, Salvador 6, Iturriza 4, M. Costa 3, Areia 3, Silva 2, Fernandes 2, Magalhaes 2, Gomes 2, Portela 1, Branquinho 1, Frade 1.

    MVP: Diogo Rema Marques.

     

    Tabela grupy 3:

    Portugalia 4 mecze 7 punktów bramki: 133:120

    Brazylia 4 6 110:104

    Szwecja 4 4 132:123

    Hiszpania 4 3 113:111

    Norwegia 3 2 79:84

    Chile 3 0 76:101

     

  • Iga Świątek podjęła decyzję! Długa przerwa po porażce w Australian Ope

    Iga Świątek podjęła decyzję! Długa przerwa po porażce w Australian Ope

    Iga Świątek podjęła decyzję! Długa przerwa po porażce w Australian Open

    Iga Świątek nie zagra w dwóch najbliższych turniejach rangi WTA 500 w Linzu (27 stycznia-2 lutego) i Abu Zabi (3-8 lutego). Taką informację na antenie Radia ZET przekazała menedżerka PR naszej tenisistki, Daria Sulgostowska. — Kolejne turnieje w kalendarzu startowym to Ad-Dauha i Dubaj — dodała.

     

    To oznacza, że wiceliderkę rankingu WTA na korcie najwcześniej zobaczymy 9 lutego. Właśnie wtedy rozpoczyna się bowiem rywalizacja w stolicy Kataru, która potrwa do 15 lutego. Dzień później wystartują natomiast zmagania w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zaplanowane od 16 do 22 lutego.

     

    Przypomnijmy, że w czwartek Polka odpadła z rywalizacji w wielkoszlemowym Australian Open. Podopieczna Wima Fissette’a dość nieoczekiwanie nie sprostała w półfinale Madison Keys, przegrywając z doświadczoną Amerykanką po dramatycznym meczu zakończonym w super tie-breaku. Wcześniej, na początku sezonu 2025, nasza tenisistka brała udział w reprezentacyjnym United Cup i pokazowej World Tennis League.

     

    Iga Świątek nie zdecydowała się na zmianę planów.

     

    Warto podkreślić, że zarówno w Linzu, jak i w Abu Zabi (oba turnieje rangi WTA 500) 23-latka nie grała także rok temu. I w tym się to nie zmieni. Teoretycznie jasne było to już na początku stycznia, kiedy opublikowano listy startowe obu imprez. Raszynianka mogła jednak poprosić o “dziką kartę”, która niemal na pewno zostałaby jej przyznana.

     

    Ostatecznie wcześniejsze plany, pomimo braku zwycięstwa w Melbourne, nie uległy zmiany. I trudno się temu dziwić, bo Polka w Linzu i Abu Zabi nie broniłaby jakichkolwiek punktów. Inaczej sytuacja wygląda za to w przypadku zmagań w Ad-Dausze i Dubaju (oba turnieje rangi WTA 1000), gdzie Polka wystąpiła. W tej pierwszej okazała się najlepsza, a w drugiej dotarła do półfinału, co oznacza, że łącznie będzie starała się obronić aż 1390 “oczek”.

     

  • To dlatego Świątek nie awansowała do finału AO. Wielu nawet nie pomyślało

    To dlatego Świątek nie awansowała do finału AO. Wielu nawet nie pomyślało

    To dlatego Świątek nie awansowała do finału AO. Wielu nawet nie pomyślało

    – To brutalny moment – mówi krótko dla Sport.pl Tim Henman po przegranym przez Igę Świątek półfinale Australian Open. Sam sześć razy docierał do tego etapu turniejów wielkoszlemowych i za każdym razem przegrywał walkę o finał. – Iga była spięta i nerwowa. Może to dlatego, że we wcześniejszych meczach nie miała żadnych problemów – zastanawia się Barbara Schett.

     

    Iga Świątek miała piłkę meczową w półfinale Australian Open z Madison Keys, ale przegrała 7:5, 1:6, 6:7 (8-10) i odpadła z pierwszego w tym roku turnieju wielkoszlemowego.

     

    Triumf Amerykanki notowanej na 14. miejscu światowego rankingu nad Polką, która zajmuje drugie miejsce, to spora niespodzianka. Komentują ją eksperci z całego świata.

     

    – Już wcześniej zaobserwowaliśmy, że na nawierzchni twardej Świątek może się za bardzo spieszyć. W meczu z Keys zdarzało jej się to często i nie była w dobrym rytmie. Ona bała się tego spotkania. Miała piłkę meczową i mogła dotrzeć do swojego pierwszego finału w Australii. Nie ulega wątpliwości, że taki wynik to duże rozczarowanie – oceniła dla Eurosportu ekspertka tej stacji Justine Henin.

     

    Dla Sport.pl odpadnięcie Świątek komentują inne gwiazdy tenisa, które pracują dla Eurosportu. – Iga miała piłkę meczową na finał. I to przy własnym serwisie [przy stanie 7:5, 1:6, 6:5, 40:30]. Nie wykorzystała jej i odpadła. To brutalny moment – ocenia krótko Tim Henman. Brytyjczyk – kiedyś numer cztery rankingu ATP – doszedł w swojej karierze do sześciu półfinałów wielkoszlemowych (cztery razy na Wimbledonie i po razie na Roland Garros oraz US Open), ale wszystkie przegrał. On na pewno dobrze czuje to, co teraz przeżywa Świątek, która była o włos od pierwszego w życiu finału Australian Open.

     

    Ciekawe spojrzenie na brak awansu Igi do tego finału ma Barbara Schett. Była tenisistka notowana najwyżej na siódmym miejscu światowego rankingu, uważa, że Świątek mogła przegrać zacięty mecz z Keys dlatego, że we wcześniejszych rundach Australian Open 2025 nie miała ani jednego trudnego momentu. – Madison Keys fenomenalnie uderzała, czym sprawiała Idze wiele problemów. We wcześniejszych meczach Iga z niczym takim się nie mierzyła. Nie miała większych kłopotów od początku turnieju i może właśnie tego jej zabrakło. Zadziwiające jest, że w drugim secie nie wygrała żadnego punktu po swoim drugim serwisie. Generalnie Iga była coraz bardziej spięta i nerwowa, a Keys wytrzymała ten mecz świetnie i nigdy się nie poddała, nawet gdy Świątek miała piłkę meczową – podkreśla Austriaczka.

     

    W sobotnim finale Keys zmierzy się z wielką faworytką, Aryną Sabalenką. Białorusinka może wygrać Australian Open po raz trzeci z rzędu. Ale Keys gra naprawdę wspaniały turniej – przed trzysetowym thrillerem ze Świątek wygrała m.in. trzysetówki z Eliną Switoliną i Jeleną Rybakiną. Natomiast w roku 2025 Amerykanka wygrała już 13 meczów, a przegrała tylko jeden i za chwilę wróci do top 10 światowego rankingu. Czy w finale zdoła sprawić kolejną niespodziankę? Mecz o tytuł zaplanowano na sobotni poranek czasu polskiego (godz. 9.30). Transmisja w Eurosporcie, relacja na żywona Sport.pl.

     

  • Nagła wiadomość przed finałem AO. Iga Świątek rezygnuje z gry. Sztab potwierdza

    Nagła wiadomość przed finałem AO. Iga Świątek rezygnuje z gry. Sztab potwierdza

    Nagła wiadomość przed finałem AO. Iga Świątek rezygnuje z gry. Sztab potwierdza

    Iga Świątek postanowiła odpocząć chwilę od emocji na korcie. Jak informuje Radio ZET, druga rakieta świata nie weźmie udziału w najbliższych turniejach rangi WTA 500 – w Linzu i Abu Zabi. Wróci do rywalizacji po dwutygodniowej pauzie, by powalczyć o tytuły w Dosze i Dubaju. Informację tę potwierdziła Daria Sulgostowska, menedżerka PR najlepszej polskiej tenisistki.

     

    “Kolejne turnieje w kalendarzu startowym to Doha i Dubaj” – przekazała Radiu ZET menedżerka PR Igi Świątek, Daria Sulgostowska.

     

    Impreza w stolicy Kataru odbędzie się w dniach 9-15 lutego. Dwie wcześniejsze pozycje w kalendarzu WTA to Linz (27 stycznia – 2 lutego) i Abu Zabi (3-8 lutego). Listy startowe obu turniejów zostały opublikowane odpowiednio 2 i 9 stycznia. Nie było na nich Świątek.

     

    Świątek ma klarowny plan. Leci za dwa tygodnie do Kataru, zaraz potem Dubaj

     

    Awizowana absencja raszynianki nie stanowi zatem sensacji. Teoretycznie w ostatnich dniach mogła jeszcze wystąpić o “dziką kartę”. Na taki wariant zdecydowała się Czeszka Karolina Muchova (20. WTA), która w Linzu będzie rozstawiona z numerem pierwszym.

     

    Polka podeszła do zaplanowania najbliższych tygodni strategicznie. Nie chodziło wyłącznie o odpoczynek po ciężkiej batalii w Australian Open. W ubiegłym roku w Dosze okazała się bezkonkurencyjna, w Dubaju dotarła do półfinału. Niebawem będzie tam bronić 1390 rankingowych punktów.

     

    Świątek opuszcza Melbourne rozgoryczona. Zmagania o pierwszy w tym roku wielkoszlemowy tytuł zakończyła na półfinale, ulegając Madison Keys 7:5, 1:6, 6:7(8). Powtórzyła tym samym swój dotychczas najlepszy wynik z AO (2022). Apetyty miała jednak znacznie większe.

     

    29-letnia Amerykanka w finale australijskiej imprezy zmierzy się z Aryną Sabalenką, zasiadająca na szczycie światowego rankingu od 21 października zeszłego roku. Początek decydującej rozgrywki – w sobotę o godz. 9:30 polskiego czasu.