• Wyciekło nagranie z szatni Sabalenki. Żądają jej dyskwalifikacji

    Wyciekło nagranie z szatni Sabalenki. Żądają jej dyskwalifikacji

    Aryna Sabalenka stoczyła zacięty bój z Madison Keys w sobotnim finale Australian Open, ale ostatecznie pokonać Amerykanki się nie udało – 3:6, 6:2, 5:7. Więcej jednak niż o postawie sportowej Białorusinki, mówi się o tym, co zrobiła po ceremonii wręczenia nagród. Wraz ze sztabem wykonała dość skandaliczny gest, który oburzył internautów. Ci domagają się surowej kary. Co na to organizatorzy Australian Open?

     

    Aryna Sabalenka miała jasny cel przed Australian Open – zdobyć trzeci tytuł w Melbourne z rzędu, a także obronić prowadzenie w rankingu WTA. I ostatecznie plan zrealizowała połowicznie. Nadal jest liderką kobiecego tenisa, ale w finale musiała uznać wyższość Madison Keys. Pojedynek był pełen zwrotów akcji, ale ostatecznie to Amerykanka lepiej wytrzymała ciśnienie.

     

    – Nie udało się wygrać meczu, ale wrócę silniejsza i dam z siebie wszystko w przyszłym roku – deklarowała Białorusinka. Te słowa wygłosiła podczas ceremonii wręczenia nagród, kiedy to nieco ochłonęła. Bo tuż po ostatniej piłce emocje w niej buzowały. Wyładowała je na rakiecie, którą rozbiła o kort. Później usiadła na krzesełku i zakryła głowę ręcznikiem. I wydawało, że atak złości był największą kontrowersją, jaką tego dnia wywołała Sabalenka. A jednak nie!

     

    Skandaliczne zachowanie Sabalenki po ceremonii wręczenia nagród

    Do sieci trafiło nagranie zza kulis. Widać na nim, w jaki sposób sztab Białorusinki, jak i sama zawodniczka zachowali się po ceremonii wręczenia nagród. Zdaniem wielu internautów, całkowicie zbezcześcili trofeum, które wręczono Sabalence, co powinno spotkać się z surową karą. Co takiego zrobiła tenisistka i jej współpracownicy?

     

    Na filmiku widać trofeum, które leży na podłodze w szatni. Wokół niego zebrali się Sabalenka, jej partner Georgios Frangoulis oraz trener Jason Stacey. I nagle szkoleniowiec wykonał gest, który powtórzyli pozostali. Udawał, że zamierza oddać mocz na paterę. Cała trójka wykonała ten ruch z uśmiechem na twarzach, wyraźnie rozbawiona, co mocno oburzyło środowisko tenisowe.

     

    Media i kibice grzmią ws. gestu Sabalenki i jej sztabu. Domagają się jednego

     

    Głos w sprawie zabrał m.in. ukraiński portal champion.com.ua. “Okazała brak szacunku dla Australian Open: Sabalenka i jej zespół symulowali defekację na trofeum. (…) Incydent stał się jednym z najbardziej skandalicznych momentów tegorocznego turnieju. Białorusinka nie odniosła się jeszcze do sprawy, ale wielu fanów czeka na oficjalne wyjaśnienia” – pisali dziennikarze.

     

    I faktycznie mieli rację. Bo wielu kibiców nie tylko z niecierpliwością oczekuje na komentarz Sabalenki, ale i wyraziło oburzenie w mediach społecznościowych. “Wooow, jaki to jest brak szacunku…”, “To nie w porządku. Nawet jeśli to tylko żarty”, “To nie jest zabawne”, “Widać, właściwa osoba wygrała AO”, “Całkowity brak klasy”, “Jakie obrzydliwe i niegrzeczne zachowanie. Zasługujemy na wyjaśnienie i publiczne przeprosiny za te straszne gesty” – pisali wzburzeni internauci na X.

     

    Ale na tym nie zakończyli. Jedna z fanek poszła o krok dalej. Oznaczyła organizatorów i domagała się wyciągnięcia bardzo surowych konsekwencji wobec Sabalenki. “Powinni zostać na stałe wykluczeni z Australian Open” – czytamy.

    https://x.com/tennis_gifs/status/1883148488529330637

    Jak na razie ani zawodniczka, ani też organizatorzy nie zabrali głosu w sprawie. Sabalenka opublikowała tylko jeden wpis, w którym podsumowała występ w Melbourne. “Australio, dziękuję za gościnność w tych ostatnich dwóch tygodniach. Atmosfera, którą tworzycie dla mnie na każdym meczu, sprawia, że czuję się jak w domu. Nie mogłabym osiągnąć tego wszystkiego bez was! Do mojego zespołu, porozmawiam z wami zatydzień…” – pisała.  

     

  • Ogromny ścisk w klasyfikacji Złotego Buta. Robert Lewandowski walczy o pełną pulę

    Ogromny ścisk w klasyfikacji Złotego Buta. Robert Lewandowski walczy o pełną pulę

    Ogromny ścisk w klasyfikacji Złotego Buta. Robert Lewandowski walczy o pełną pul

     

    Robert Lewandowski wrócił na podium klasyfikacji Złotego Buta. Goni Mohameda Salaha i Erlinga Haalanda, ale jednocześnie musi czujnie spoglądać za plecy. Jak wygląda obecnie zestawienie czołowych strzelców Europy?

     

    Robert Lewandowski nie znalazł się w wyjściowym składzie na spotkanie z Valencią. Piłkarze Blaugrany doskonale radzili sobie jednak bez Polaka. Na przerwę schodzili przy wyniku 5:0, a rywale byli kompletnie bezradni.

     

    Choć wydawałoby się, że to dla “Lewego” doskonały moment, by odpocząć, Hansi Flick w 60. minucie dokonał zmiany i nasz napastnik zastąpił Raphinhę. Szybko wykorzystał swoją szansę i już w 66. minucie strzelił gola.

     

    Robert Lewandowski wrócił na podium

    To dla Lewandowskiego w tym sezonie La Liga trafienie nr 17. A jak przekłada się to na klasyfikację Złotego Buta? Polak zajmuje w niej obecnie trzecie miejsce. Z jedną bramką więcej wyprzedza go Erling Haaland, a także liderujący Mohamed Salah, który na swoim koncie ma dwa trafienia więcej od naszego reprezentanta.

     

    Dwóch innych rywali ma tyle samo bramek i jednocześnie punktów co “Lewy”. To Alexander Isak i Harry Kane.

     

    Oto czołówka klasyfikacji Złotego Buta

    Mohamed Salah (Liverpool): 19 goli (x2), 38 punktów

    Erling Haaland (Manchester City): 18 goli (x2), 36 punktów

    Robert Lewandowski (FC Barcelona): 17 goli (x2), 34 punkty

    Alexander Isak (Newcastle): 17 goli (x2), 34 punkty

    Harry Kane (Bayern Monachium): 17 goli (x2), 34 punkty

    Viktor Gyökeres (Sporting CP): 22 gole (x1,5), 33 punkty

    Mateo Retegui (Atalanta): 16 goli (x2), 32 punkty

    Omar Marmoush (Eintracht Frankfurt): 15 goli (x2), 30 punktów

    Kylian Mbappé (Real Madryt): 15 goli (x2), 30 punktów

    Cole Palmer (Chelsea): 14 goli (x2), 28 punktów

    *za fcbarcelonanoticias.com

  • Spektakularny triumf ekipy Pajor i… wielki niesmak. “Żenujące”

    Spektakularny triumf ekipy Pajor i… wielki niesmak. “Żenujące”

    Spektakularny triumf ekipy Pajor i… wielki niesmak. “Żenujące

     

    Spore poruszenie po tym, jak żeńska drużyna FC Barcelony sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii. “La Razon” donosi, że nagroda dla pań jest około 300 razy mniejsza niż ta, którą zgarnęli Robert Lewandowski i spółka.

     

    Żeńska FC Barcelona, z Ewą Pajor w składzie, zdobyła piąty Superpuchar Hiszpanii, pokonując Real Madryt 5:0 na stadionie w Butarque. Jak podaje “La Razon”, nagroda finansowa dla zwyciężczyń wynosi 27,5 tys. euro. To znacznie mniejsza gratyfikacja niż w przypadku męskich rozgrywek.

     

    “Żenująca różnica” – ocenia hiszpańska gazeta, dodając jednocześnie, że tytułowi kobiecej “Dumy Katalonii” towarzyszy “absurdalna nagroda finansowa”.

     

    Zwycięzca Superpucharu Hiszpanii w kategorii męskiej otrzymuje aż 8 mln euro. Dla porównania, finalista rozgrywek kobiecych, Real Madryt, otrzymał 17,5 tys. euro, a półfinaliści – Atletico Madryt i Real Sociedad – po 12,5 tys. euro.

     

    FC Barcelona wyraziła swoje niezadowolenie z powodu niskich nagród, które nie pokrywają nawet kosztów udziału w turnieju. Klub już wcześniej zgłaszał swoje zastrzeżenia do RFEF, podkreślając, że koszty przewyższają przyznane nagrody.

     

    W męskich rozgrywkach, dzięki umowie z Arabią Saudyjską, nagrody są znacznie wyższe. Real Madryt i FC Barcelona dostali ponad 6 mln euro za udział, a dodatkowe 2 mln euro przyznano za zwycięstwo. Półfinaliści – Athletic Club i Mallorca – otrzymali odpowiednio 2 mln i 850 tys. euro.

     

    Dodatkowo, drużyny Realu Madryt i FC Barcelony przekazały po 200 tys. euro z nagród podstawowych na rzecz Mallorki, co zwiększyło jej dochody do 1,25 mln euro.

     

    Przytoczone liczby ukazują ogromne różnice w finansowaniu między rozgrywkami męskimi a kobiecymi.

  • WTA ogłasza w nocy. Oto oficjalny ranking po Australian Open

    WTA ogłasza w nocy. Oto oficjalny ranking po Australian Open

    WTA ogłasza w nocy. Oto oficjalny ranking po Australian Ope

    W poniedziałek ukazało się notowanie rankingu WTA, które uwzględnia wyniki tenisistek w wielkoszlemowym Australian Open 2025. Jak przedstawia się sytuacja Igi Świątek i innych reprezentantek Polski?

    Za nami dwa tygodnie zmagań na kortach w Melbourne Park, a to tradycyjnie oznacza roszady w światowej czołówce. Iga Świątek po raz drugi w karierze dotarła do półfinału Australian Open. Pięciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa poprawiła się w stosunku do poprzedniej edycji zawodów w Melbourne, ale pozostała drugą rakietą świata.

    Świątek goni Sabalenkę, awans nowej mistrzyni

    Pierwsze miejsce w rankingu WTA zachowała Aryna Sabalenka. Białorusinka nie obroniła co prawda tytułu w międzynarodowych mistrzostwach Australii, ale i tak ma na koncie więcej punktów od Świątek. Bardzo dobrą wiadomością dla Polki jest jednak to, że ten dystans zmalał. Aktualnie wynosi on 186 punktów.

    Miejsce na najniższym stopniu podium zachowała Amerykanka Coco Gauff, która tym razem zakończyła występ w Melbourne na etapie ćwierćfinału. Czwartą pozycję utrzymała z kolei Włoszka Jasmine Paolini. Do Top 5 natomiast powróciła Kazaszka Jelena Rybakina, która odpadła w IV rundzie Australian Open 2025. Tuż za nią plasuje się Amerykanka Jessica Pegula.

    Triumfatorka pierwszej wielkoszlemowej imprezy sezonu, Madison Keys, wskoczyła do pierwszej “10”. Amerykanka przesunęła się bowiem z 14. na 7. lokatę. To wyrównanie jej najlepszego rezultatu w karierze. Na ósme miejsce spadła Chinka Qinwen Zheng (zeszłoroczna finalistka Australian Open), a na dziewiąte Amerykanka Emma Navarro (pokonana przez Świątek w ćwierćfinale). Top 10 zamyka Hiszpanka Paula Badosa, która w Melbourne dotarła do półfinału i tym samym awansowała o dwie lokaty.

    Z najlepszej “dziesiątki” wypadły w poniedziałek Daria Kasatkina oraz Barbora Krejcikova, która z powodu kontuzji nie wzięła udziału w Australian Open 2025. Rosjanka zajmuje 11. miejsce, natomiast Czeszka 14. W Top 20 zadebiutowała Kazaszka Julia Putincewa. Z tego grona wypadła za to Ukrainka Marta Kostiuk.

    Polka wygrała turniej i awansowała
    Magdalena Fręch wygrała w Melbourne dwa pojedynki, po czym zatrzymała ją Rosjanka Mirra Andriejewa. Łodzianka obroniła zatem tylko część punktów za ubiegłoroczną IV rundę. W poniedziałek nasza tenisistka spadła z 26. na 28. lokatę w rankingu WTA.

    Nieudany występ w Australian Open 2025 zaliczyła Magda Linette. Poznanianka przegrała już w I rundzie z Japonką Moyuką Uchijimą. Ponieważ w zeszłym roku także bez powodzenia grała na Antypodach, to nie straciła rankingowych punktów. Mało tego dzięki roszadom (spadki zaliczyły tenisistki, które dobrze sobie radziły w poprzedniej edycji turnieju w Melbourne, czyli Dajana Jastremska, Linda Noskova i Amanda Anisimova) przesunęła się w światowej klasyfikacji z 40. na 37. lokatę.

    Czwarta Polka, która wystąpiła w turnieju głównym Australian Open 2025, czyli Maja Chwalińska, nie poprawiła swojej sytuacji w rankingu WTA. 23-latka utrzymała w poniedziałek 126. miejsce. W najbliższym czasie nie broni większej liczby punktów, dlatego jest szansa na osiągnięcie nowej życiówki.

    Duży awans zaliczyła w poniedziałek Linda Klimovicova. W czasie gdy tenisistki rywalizowały w Australian Open, 20-latka spędziła dwa tygodnie w tunezyjskiej La Marsie. W pierwszym tygodniu dotarła do finału. W drugim wywalczyła mistrzostwo zawodów rangi ITF World Tennis Tour i dzięki temu przeskoczyła 60 konkurentek. Aktualnie Klimovicova jest 212. rakietą globu.

    Katarzyna Kawa, która nie dostała się do turnieju kwalifikacyjnego Australian Open, spadła w poniedziałek z 228. na 247. pozycję. W dół osunęły się także kolejne na liście Biało-Czerwone, czyli Gina Feistel (WTA 304) i Martyna Kubka (WTA 401). Awans w rankingu zanotowały za to inne młode reprezentantki Polki, takie jak Olivia Lincer (WTA 432), Zuzanna Pawlikowska (WTA 535) i Monika Stankiewicz (WTA 574).

    Jakie zmiany w rankingu deblistek?

    W rankingu deblistek numerem jeden pozostała Katerina Siniakova. Czeszka triumfowała w Australian Open 2025 wspólnie z Taylor Townsend. Dzięki temu Amerykanka awansowała na trzecią pozycję w tej klasyfikacji. Przedziela je aktualna wiceliderka, Nowozelandka Erin Routliffe.

    Jeśli chodzi o Polki notowane w Top 100 rankingu deblistek, to zaliczyły one spadki po turnieju w Melbourne. Najwyżej klasyfikowana spośród Biało-Czerwonych Katarzyna Piter jest 65. Magda Linette przesunęła się w dół na 74. pozycję, a Katarzyna Kawa spadła na 95. lokatę.

    W tym tygodniu będą się odbywać dwie imprezy głównego cyklu. Tenisistki będą mogły walczyć o rankingowe punkty w Linzu (WTA 500) i Singapurze (WTA 250)

    Notowanie WTA w grze pojedynczej:
    1. Aryna Sabalenka 8956 pkt
    2. Iga Świątek (Polska) 8770
    3. Coco Gauff (USA) 6538
    4. Jasmine Paolini (Włochy) 5289
    5. Jelena Rybakina (Kazachstan) 4893
    6. Jessica Pegula (USA) 4861
    7. Madison Keys (USA) 4680
    8. Qinwen Zheng (Chiny) 4095
    9. Emma Navarro (USA) 3709
    10. Paula Badosa (Hiszpania) 3608

  • Komunikat WTA nadszedł tuż przed północą. Dokładnie 36 godzin po finale Sabalenk

    Komunikat WTA nadszedł tuż przed północą. Dokładnie 36 godzin po finale Sabalenk

    Komunikat WTA nadszedł tuż przed północą. Dokładnie 36 godzin po finale Sabalen

     

    Gdy Iga Świątek przeszła trzecią rundę Australian Open było już wiadomo, że jej ogromna strata do Aryny Sabalenki w rankingu WTA się zmniejszy. Polka miała szansę wrócić na pierwsze miejsce, ale przepadła ona w chwili, gdy przegrała swój półfinał, tuż po awansie Białorusinki. Tytuł dla Madison Keys oznaczał, że strata Igi do Aryny nie będzie duża, ale trzeba było jeszcze czekać na oficjalny komunikat WTA – organizacja zaskakiwała ostatnio karami i odjęciem punktowych zdobyczy. Ten komunikat pojawił się w niedzielę, kilka minut przed północą.

     

    Nie ma co ukrywać, Aryna Sabalenka miała prawo liczyć, że jej przewaga nad Igą Świątek będzie wynosić blisko 1000 punktów, a tak by się stało, gdyby po raz trzeci z rzędu wygrała Australian Open. Była w tym roku niepokonana, to na nią stawiali fachowcy w pojedynku z Madison Keys. Podobnie jednak stawiali na Igę Świątek, gdy przyszło jej walczyć z Amerykanką w półfinale.A tymczasem Madison sprawiła obu wielkim faworytkom psikusa i zgarnęła główne trofeum. Zarazem sprawiła, że choć zmiany na pozycji liderki rankingu WTA nie ma, to jednak formalnie będzie ona możliwa jeszcze w lutym. Choć, to trzeba przyznać, bardzo trudna do zrealizowania.

     

    Madison Keys wygrała ten mecz o tytuł 6:3, 2:6, 7:5 – po raz pierwszy w karierze zgarnęła do swojego dorobku 2000 punktów, wyrównała historyczne osiągnięcie – z… października 2016 roku. Wtedy też była siódma, teraz ma realną szansę, by wkrótce znaleźć się nawet o dwa albo trzy miejsca wyżej. W Dosze i Dubaju w 2024 roku nie grała, w Indian Wells i Miami nie przebrnęła odpowiednio drugiej i trzeciej rundy. Sporo więc powinna wiosną zyskać

     

    Jest już oficjalny ranking WTA. Niewielka strata Igi Świątek do Aryny Sabalenki

     

    Sabalenka została liderką rankingu 21 października, gdy Polce nagle odjęto punkty za brak wymaganej liczby turniejów WTA 500. Choć i tak to prowadzenie by straciła, ale tydzień później. Przed Australian Open dzieliło je ponad 1500 punktów, ale już w Melbourne to Białorusinka mogła stracić a o 1870 punktów więcej. Tak się nie stało, choć sama nie wygrała zmagań, a Polka nie zaszła dalej niż ona. Na szczycie jest więc niby status quo, ale jednak w detalach sytuacja wygląda inaczej niż dwa tygodnie wcześniej.

     

    WTA potwierdziło, że Aryna ma w dorobku 8956 punktów, w Iga – 8770. Dzieli je więc 186 punktów, to kwestia jednego turnieju. Aż chciałoby się napisać, że jeśli obie awansują w kolejnym WTA 1000 w Dosze do finału, to stoczą walkę między sobą o fotel liderki. Tak nie jest – Polka broni w Katarze tytułu, to aż 1000 punktów. A Białorusinka rok temu ów turniej odpuściła, odpoczywała po Australian Open.

     

    Jeśli Iga wygra, a Aryna zawali ten turniej, to do zmiany na pozycji światowej jedynki może dojść najwcześniej w Dubaju. A dokładnie – 24 lutego. Choć raczej to jest kwestia dalszej przyszłości.

     

    W czołowej dziesiątce, poza ogromnym awansem Madison Keys, aż o siedem pozycji, warto odnotować powrót Pauli Badosy. Hiszpanka dotarła do półfinału, grała znakomicie i potwierdziła, że gdy nie przeszkadzają jej sprawy zdrowotne, może dokonywać wielkich rzeczy. Aż trzy pozycje straciła zaś mistrzyni olimpijska Qinwen Zheng, która w 2024 roku grała w finale Australian Open. Z czołową dziesiątką pożegnały się zaś: Daria Kasatkina i Barbora Krejcikova.

     

    Dwie pozycje straciła z kolei Magdalena Fręch, która rok temu odpadła w Melbourne w czwartej rundzie, teraz zaś w trzeciej. Magda Linette znalazła się zaś trzy miejsca wyżej, mimo, że po raz drugi z rzędu zupełnie jej nie poszło i odpadła już po pierwszym spotkaniu. A to dlatego, że sporo punktów straciły: Amanda Anisimova, Linda Noskova i Dajana Jastremska. Ta ostatnia, półfinalistka z 2024 roku, spadła aż o 39 pozycji, na 72. miejsce.

     

    Warto zwrócić uwagę na ogromny awans Lindy Klimovičovej, która w trakcie AO najpierw zagrała w finale turnieju ITF W35 w La Marsa, a następnie wygrała drugie takie zmagania.

  • Robert Lewandowski potrzebował sześciu minut. Tak dorzucił się do pogromu [WIDEO]

    Robert Lewandowski potrzebował sześciu minut. Tak dorzucił się do pogromu [WIDEO]

    Robert Lewandowski potrzebował sześciu minut. Tak dorzucił się do pogromu [WIDEO]

     

    FC Barcelona nie miała litości dla Valencia CF. Od razu rzuciła się na niżej notowanego rywala, a do przerwy zaaplikowała mu cztery gole. W drugiej połowie kolejne trafienia pogrążyły Nietoperze. Gospodarze wygrali 7:1, a gola po wejściu z ławki strzelił Robert Lewandowski. Zobacz, jak padły bramki.

     

    FC Barcelona szybko przeszła do czynów. Już w 3. minucie Lamine Yamal wrzucił piłkę z prawej strony do Frenkiego de Jonga, a ten uderzył po przyjęciu piłki i dał Barcelonie prowadzenie! Tak efektowne otwarcie Barcelonie nie wystarczyło. Pokazało jednak, że miał rację Hansi Flick. Niemiec stwierdził, że w osiągnięciu zwycięstwa nie będzie mu potrzebny Robert Lewandowski, a przynajmniej nie od początku spotkania. Wpuścił go dopiero po godzinie gry z ławki, a Polak i tak odwdzięczył się bramką.

     

     

    Pięć minut później było już 2:0. Ferran Torres precyzyjnie uderzył z pierwszej piłki po centrze Alejandro Balde. Nie minął jeszcze kwadrans gry, a na tablicy wyników już 3:0! Raphinha dostał długie podanie od Fermína Lopeza, minął Giorgiego Mamardaszwiliego i trafił do pustej bramki! Spokojnie można było już mówić o demolce.

     

     

    Barcelona się zatrzymała, ale tylko na moment, dała się wyszumieć rywalowi. Fenomenalnym długim podaniem pomocnika Barcelony, Ferrana Torresa obsłużył Pau Cubarsí. Sędzia potem sprawdzał, czy Valencii nie należy się rzut karny za faul Wojciecha Szczęsnego, ale zmienił decyzję. Zamiast gola dla gości, była kolejna bramka dla gospodarzy.

     

    W doliczonym czasie gry do pierwszej połowy w słupek uderzył Raphinha, a celnie dobił po chwili do pustej bramki Fermín Lopez. 5:0 do przerwy gospodarze mogli uznać za zasłużony wynik, a goście za najniższy wymiar kary.

     

    Diego López idealnie podał z lewej strony do Hugo Duro i nie miał szans Wojciech Szczęsny. Zaledwie chwilę po tym, jak do bramki trafiła Valencia, na boisku pojawił się Robert Lewandowski. Już w 66. minucie kapitan naszej kadry oddał precyzyjny strzał przy słupku po podaniu Fermína Lopeza.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883631265137529159

    W 75. minucie César Tárrega pokonał własnego bramkarza próbując przeciąć dośrodkowanie Ferrana Torresa. I tak się zakończyło to spotkanie. Widzowie zobaczyli osiem bramek i przeżyli spore emocje.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883612292459192330

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883625077872226428

     

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883617236394352731

  • Wystarczyło 6 minut. Lewandowski wszedł i “zrobił robotę”. Magiczny dotyk Polaka

    Wystarczyło 6 minut. Lewandowski wszedł i “zrobił robotę”. Magiczny dotyk Polaka

    Wystarczyło 6 minut. Lewandowski wszedł i “zrobił robotę”. Magiczny dotyk Polaka

    Robert Lewandowski rozpoczął mecz 21. kolejki ligi hiszpańskiej z Valencią na ławce rezerwowych. W drugiej połowie pojawił się jednak na murawie i już po upływie zaledwie 6 minut zdobył kolejnego gola dla FC Barcelona. Polski napastnik wykorzystał swoją świeżość i bardzo szybko wpisał się na listę strzelców. Wystarczyło mu 6 minut, aby poprawić swój dorobek bramkowy w tych rozgrywkach.

     

    Robert Lewandowski mógł być rozczarowany, że tym razem Hansi Flick postanowił posadzić go na ławce rezerwowych. Rywalem była bowiem Valencia, czyli jeden z najsłabszych zespołów w lidze i drużyna, przeciwko której Polak czuje się bardzo dobrze.

     

    Lewandowski wszedł i od razu strzelił. Wystarczyło 6 minut

     

    I rzeczywiście, FC Barcelona od początku tego meczu strzelała jak na zawołanie. Już do przerwy prowadziła 5:0 i można tylko zastanawiać się, co by było, gdyby Lewandowski był wówczas na murawie. Ten pojawił się na niej dopiero w 60. minucie meczu.

     

    Polski napastnik dostał od Hansiego Flicka pół godziny, ale tak naprawdę wystarczyło mu 6 minut, aby wpisać się na listę strzelców. Już w 66. minucie Polak doskonale zabrał się z piłką, wygrał pozycję z obrońcą Valencii i w pięknym stylu wykończył tę akcję.

     

    Był to już 17. gol Roberta Lewandowskiego w lidze w tym sezonie. Polak tym samym, przynajmniej w minimalnym stopniu, odpowiedział na wczorajszego hat-tricka Kyliana Mbappe. Po tym trafieniu przewaga Polaka nad Francuzem wynosi 2 gole

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1883631265137529159

  • Co za rekord! Paweł Wąsek odpalił prawdziwą petardę!

    Co za rekord! Paweł Wąsek odpalił prawdziwą petardę!

    Co za rekord! Paweł Wąsek odpalił prawdziwą petardę!

    W sobotę był dopiero 35., a niedzielę zaczął od pięknego rekordu! Aż 225,5 metra poleciał Paweł Wąsek w kwalifikacjach w Oberstdorfie. Lider polskiej kadry pokazuje, że jest gotów na wielkie rzeczy również w lotach, których od lat się boi. Konkurs od godziny 16.00.

     

    – Musimy naprawdę cieszyć się jego formą i wynikami. Każdy z nich zwiększa jego pewność siebie i będzie mu pomagał – mówił Thomas Thurnbichler o Pawle Wąsku tydzień temu. W niedzielę w Zakopanem najlepszy obecnie Polski skoczek wyrównał swój rekord życiowy w Pucharze Świata, zajmując piąte miejsce. W sobotę w Oberstdorfie totalnie rozczarował – był dopiero 35. Ale niedzielę zaczął jak nowonarodzony!

     

    W sobotę słabo było już w serii próbnej. Wąsek zajął w niej dopiero 29. miejsce. Wtedy poleciał tylko 185,5 metra. W konkursie było jeszcze gorzej – złe wyjście z progu, lot krzywy i krótki, tylko na 179 metrów. I zaraz po lądowaniu wymowna mina. Wąsek czekając na notę za swój skok niezadowolony kręcił głową. Od razu stało się jasne, że nie wejdzie do drugiej serii.

     

    Wąsek może pokochać to, czego przez lata się bał

     

    Dopiero 35. miejsce, pierwszy od półtora miesiąca (i trzeci w sezonie) brak awansu do drugiej serii konkursu – a to wszystko zaledwie kilka dni po naprawdę bardzo dobrym, budującym występie w Zakopanem. Zastanawialiśmy się, jak czytać taką zapaść Wąska. Nasz legendarny trener Jan Szturc (wychował sportowo m.in. Adama Małysza, Piotra Żyłę, Aleksandra Zniszczoła i właśnie Wąska) był przekonany, że to tylko wypadek przy pracy. – Zawsze będę pamiętał jego wypadek z 2014 roku z Wisły. Ja go wtedy puszczałem, ja byłem za niego odpowiedzialny i ja nagrałem ten wypadek. Oczywiście, że z tyłu głowy Paweł ma taką nitkę rezerwy, obawy. To za się za nim ciągnie, chodzi za nim ten upadek, mimo że minęło już 11 lat. Ale myślę, że już przerobił to z psychologiem na tyle, że teraz ma mental nastawiony, jak trzeba, czyli tylko na dobre skoki. Może Paweł za bardzo chciał. To go mogło troszkę usztywnić – mówił Szturc w sobotniej rozmowie ze Sport.pl. – Mam nadzieję, że będą trochę lepsze warunki i wtedy Pawłowi będzie łatwiej. Jestem spokojny, że w niedzielę zobaczymy dużo lepszego Pawła – dodawał.

     

    Niedziela zaczęła się dla Wąska od świetnych kwalifikacji. W nich było dokładnie tak, jak wywróżył trener Szturc – w dobrych warunkach (0,79 m/s wiatru pod narty) lider polskiej kadry osiągnął aż 225,5 metra. Przyjemnie było patrzeć, jak wielką frajdę dało to Pawłowi!

     

    – Strach we mnie cały czas siedzi i myślę, że nie pokonam go do końca swojej kariery – mówił Wąsek w rozmowie ze Sport.pl tydzień temu. Z Pawłem siedliśmy przed weekendowymi zawodami na Wielkiej Krokwi i szczerze pogadaliśmy. Głównie o jego traumie. Wąsek miał 14 lat, gdy tak upadł na skoczni w Wiśle, że stracił przytomność i dostał półroczny zakaz powrotu do sportu, który kocha (to ten upadek wspomina Szturc). A jak już wrócił, to miał duże problemy. – Nie mogłem się doczekać skakania. Ale jak wróciłem i siadłem na belce, to głowa zaczęła szwankować, wyświetlać różne głupie myśli. Wtedy zaczął się problem – opowiadał nam szczerze Wąsek.

     

    Ten problem – konkretnie strach – wraca, gdy zawody z obiektów dużych przenoszą się na tzw. mamucie. – Te różnice się bardzo odczuwa. Opory są dużo większe. Podchodzą już pod limity pozwalające na bezpieczne latanie. I jeszcze musisz wytrzymać lot trwający dwa razy dłużej. Różnice między skocznią dużą a mamucią są naprawdę dużo większe niż może to sobie wyobrazić ktoś, kto tego sam nie sprawdzi i nie poczuje – przekonywał Paweł.

     

    W trakcie tego weekendu widzieliśmy wyraźną różnicę w jego wynikach na skoczni mamuciej w porównaniu do niedawnych wyników ze skoczni dużych. W piątek Wąsek skakał jeszcze przyzwoicie – był 14. i 24. na treningach oraz 15. w kwalifikacjach. Ale już te rezultaty były dalekie od piątego miejsca sprzed chwili, z Zakopanego. A na Wielkiej Krokwi Wąsek zdecydowanie pokazywał stabilizację na poziomie top 10 (indywidualnie był też piątym skoczkiem konkursu drużynowego). Natomiast wyniki Wąska z soboty nijak nie przystają do formy, którą przed chwilą robił na nas coraz większe wrażenie.

     

    Wąsek wiedział, co robił źle. Poprawa wręcz zachwycająca!

     

    Po sobotnim konkursie Wąsek szczerze mówił o swoich problemach z symetrią obecnemu w Oberstdorfie dziennikarzowi Sport.pl Jakubowi Balcerskiemu. – Przyczynę tego, czemu skoczyłem słabiej, znam, mniej więcej wiem, jak sobie z tym poradzić, ale co do tego nigdy nie mogę być pewny. Mogę tylko spróbować i powalczyć, żeby to zmienić – tłumaczył Wąsek.

     

    Kwalifikacje pokazują, jak pięknie Wąsek potrafi powalczyć! Paweł zajął w nich 11. miejsce, a przede wszystkim zaimponował tym dalekim lotem. Aż 225,5 metra to o dziewięć metrów więcej od dotychczasowej życiówki Wąska – 216,5 metra z Vikersund sprzed dwóch lat.

     

    Takie kwalifikacje zaostrzają nasze apetyty na konkurs. W zawodach poza Wąskiem zobaczymy jeszcze trzech Polaków – Jakuba Wolnego (był 21. w kwalifikacjach – skoczył 209 m), Piotra Żyłę (26. – 194,5 m) i Aleksandra Zniszczoła (31. – 197 m). Niestety, do zawodów nie zdołał awansować Kamil Stoch. W kwalifikacjach był 44. (osiągnął 193 m w bardzo słabym stylu – od sędziów dostał tylko 47,5 pkt), a w konkursie zobaczymy tylko 40 skoczków.

  • Ależ lot! Fantastyczny rekord i życiowy sukces Wąska! Przebił nawet Małysza

    Ależ lot! Fantastyczny rekord i życiowy sukces Wąska! Przebił nawet Małysza

    Ależ lot! Fantastyczny rekord i życiowy sukces Wąska! Przebił nawet Małysza

    Paweł Wąsek w świetnym stylu zrehabilitował się za nieudany sobotni konkurs Pucharu Świata w Oberstdorfie. W niedzielnych lotach najlepszy obecnie polski skoczek nie tylko pobił swój rekord życiowy (233 metry), ale zajął najwyższe w karierze czwarte miejsce! Polak ustąpił jedynie zwycięskiemu Słoweńcowi Domenowi Prevcowi, Norwegowi Johannowi Andre Forfangowi oraz Austriakowi Michaelowi Hayboeckowi.

     

    W sobotę odbył się pierwszy konkurs lotów narciarskich w ramach Pucharu Świata w sezonie 2024/25. Na skoczni w niemieckim Oberstdorfie najlepszy okazał się Słoweniec Timi Zajc, który wyprzedził Norwega Johanna Andre Forfanga oraz swojego rodaka Domena Prevca. Polacy znów nie błyszczeli, a najlepszy z nich Piotr Żyła był 17.

     

    W niedzielne popołudnie skoczkowie ponownie rywalizowali na mamucie w Oberstdorfie i “Biało-Czerwoni” mieli nadzieję na znacznie lepsze występy niż dzień wcześniej. Wiadomo było, że nie uda się Kamilowi Stochowi, który nie przebrnął kwalifikacji, zajmując w nich 44. miejsce.

     

    Co za lot! Fantastyczny rekord i życiowy sukces Wąska! Przebił nawet Małysza

     

    Cel zrealizował za to Paweł Wąsek, który po niezakwalifikowaniu się do drugiej serii w sobotę, w niedzielę w pierwszej serii skoczył aż 222 metry i był najlepszym z Polaków, co przekładało się na wysokie ósme miejsce. Niewiele mniej, bo 220 metrów zaliczył Aleksander Zniszczoł, który po tej próbie plasował się na piętnastej pozycji.

     

    Do drugiej serii awansował także Piotr Żyła, który skoczył 196 metrów i był 21.. Odpadł jedynie Jakub Wolny, który trafił na wyjątkowo trudne warunki i mimo aż 25 punktów rekompensaty jego 183,5 metra nie dało miejsca w TOP 30, a jedynie 32. lokatę.

     

    Po pierwszej kolejce w konkursie prowadził Domen Prevc. Słoweniec osiągnął 226,5 metra i miał niespełna cztery punkty przewagi nad drugim Austriakiem Michaelem Hayboeckiem (220 m) oraz ponad sześciu nad trzecim Szwajcarem Gregorem Deschwandenem (234,5 m).

     

    W drugiej serii niedzielnych zawodów Paweł Wąsek spisał się jeszcze lepiej. Skoczył aż 233 metry, w świetnym stylu bijąc swój rekord życiowy. Mało tego, pod tym względem Wąsek przeskoczył nawet Adama Małysza, który kończył karierę z najlepszym wynikiem 230,5 metra. Dzięki tej znakomitej próbie Wąsek awansował na czwarte miejsce, najwyższe w swojej karierze

     

    25-latek ustąpił jedynie zwycięzcy – Słoweńcowi Domenowi Prevcowi, który skoczył w drugiej serii 231,5 metra, drugiemu Norwegowi Johannowi Andre Forfangowi (223 metry), a także trzeciemu Austriakowi Michaelowi Hayboeckowi (229 metrów).

     

    Aleksander Zniszczoł, który w drugiej kolejce osiągnął 228 metrów, utrzymał swoją piętnastą pozycję. Ledwie trzy miejsca niżej uplasował się Piotr Żyła po skoku na 214,5 metra.

     

    Lider Pucharu Świata Austriak Daniel Tschofenig był szósty, tuż za wiceliderem klasyfikacji generalnej Janem Hoerlem.

     

    W Pucharze Świata dalej prowadzi Tschofenig z 1146 punktami przed Hoerlem (1043) oraz Niemcem Piusem Paschke (871). Paweł Wąsek jest trzynasty z dorobkiem 354 punktów.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1883560526191776250

    Po dwóch konkursach na skoczni mamuciej w Oberstdorfie, Puchar Świata w skokach narciarskich pozostaje w Niemczech, jako że w przyszłym tygodniu skoczkowie będą rywalizowali w Willingen. Tam odbędą się aż trzy konkursy – w piątek będzie to konkurs drużyn mieszanych, a w sobotę i niedzielę zawody indywidualne. Relacje na żywo na Sport.pl.

     

  • Historyczna chwila w Oberstdorfie. Wąsek przebił Małysza, najlepszy konkurs w życiu

    Historyczna chwila w Oberstdorfie. Wąsek przebił Małysza, najlepszy konkurs w życiu

    Historyczna chwila w Oberstdorfie. Wąsek przebił Małysza, najlepszy konkurs w życiu

    Tego dnia warunki w Oberstdorfie były dość kapryśne i miały wpływ na to, co działo się na skoczni. Jedni skoczkowie trafiali lepiej, inni gorzej, a podczas lotów może mieć to kluczowe znaczenie. Pecha miał na przykład Jakub Wolny, który, jako jedyny z Polaków nie awansował do serii finałowej. Znakomicie natomiast spisał się Paweł Wąsek, który w drugiej serii pobił swój życiowy rekord – od teraz może pochwalić się odległością lepszą niż sam Adam Małysz. Ostatecznie Wąsek zajął 4. miejsce, czyli najwyższe w swojej karierze. Ten dzień z pewnością zapamięta na długo.

     

    Jako pierwszy z Polaków na belce startowej w konkursie usiadł Paweł Wąsek. Kilka godzin wcześniej pobił on swój życiowy rekord, a w pierwszej serii również stanął na wysokości zadania. Skoczył aż 222 metry i bardzo szybko zapewnił sobie miejsce w drugiej serii.

     

    Między Wąskiem a Zniszczołem mieliśmy przerwę spowodowaną chwilowym pogorszeniem warunków. Stało się to tuż przed skokiem Stefana Krafta, więc organizatorzy tym bardziej byli wstrzemięźliwi. Ostatecznie Austriak oddał fenomenalny skok na 231 metrów. Chwilę po nim Zniszczoł osiągnął 220 metrów, więc, jak na siebie, również bardzo dobry wynik.

     

    Trzech Polaków awansowało do drugiej serii. Jakub Wolny nie dał rady

     

    Nieco później swój skok oddał Jakub Wolny. Jego próba nie była już tak udana i wyniosła zaledwie 183.5 metra. Piotr Żyła, przeciwieństwie do tego, jak skakał wczoraj, dziś w pierwszej serii nie przekroczył bariery 200 metrów. Skoczył 196 metrów, ale to wystarczyło, aby zakwalifikować się do drugiej serii.

     

    W pierwszej serii pięknym i dalekim skokiem popisał się Gregor Deschwanden. Szwajcar poleciał aż na 234.5 metra. To właśnie ta próba była najdalsza. Pierwszą serię wygrał jednak Domen Prevc, który skoczył 226.5 metra, ale jego nota ogólna okazała się najwyższa.

     

    Do drugiej serii awansowali: Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł i Piotr Żyła. Zabrakło w niej natomiast Jakuba Wolnego

     

    Historyczny moment. Wąsek przebił Małysza, nowa “życiówka”

     

    Drugą serię dla Polaków otworzył Piotr Żyła, który skoczył 214.5 metra. Była to bardzo udana próba byłego mistrza świata, która w tamtym momencie dawała mu prowadzenie. Kilku kolejnych zawodników, w tym Andreas Wellinger, nie dało rady go wyprzedzić.

     

    Aleksander Zniszczoł, który skakał niedługo później, trafił na naprawdę korzystne warunki i dobrze je wykorzystał. Skoczył 228 metrów i wyprzedził Żyłę. Po swoim skoku był zadowolony, a przegrywał tylko z Ryoyu Kobayashim.

     

    Jako ostatni z Polaków w niedzielę swój skok oddał Paweł Wąsek. Oddał on skok iście historyczny, ponieważ pobił swój życiowy rekord ustanowiony przed kilkoma godzinami. Od teraz jego “życiówka” wynosi 233 metry – przebił tym samym wynik Adama Małysza, którego najdalszy skok wynosił 230.5 metra. Oddał go 13 lutego 2011 w Vikersund.

     

    Paweł Wąsek nie tylko oddał najdalszy skok w swojej karierze, ale także zajął najwyższe miejsce. Polak otarł się o podium i ostatecznie zajął 4. miejsce. Cały konkurs wygrał Domen Prevc, drugie miejsce zajął Johann Andre Forfang.