• Świątek urządziła Niemce demolkę na korcie. Kolejny set do zera, ledwie 59 minut gry

    Świątek urządziła Niemce demolkę na korcie. Kolejny set do zera, ledwie 59 minut gry

    Świątek urządziła Niemce demolkę na korcie. Kolejny set do zera, ledwie 59 minut gry

    Organizatorzy Australian Open okazali się łaskawi dla polskich kibiców i umieścili poniedziałkowy mecz Igi Świątek w sesji wieczornej, czyli o poranku naszego czasu. Polka walczyła z Evą Lys o ćwierćfinał Australian Open. Wiceliderka rankingu WTA przystępowała do spotkania w roli wyraźnej faworytki i wywiązała się z tej roli doskonale. 23-latka wygrała dzisiejsze starcie 6:0, 6:1 w zaledwie 59 minut. Dzięki temu zameldowała się w najlepszej “8” turnieju i w środę zmierzy się z Emma Navarro lub Darią Kasatkiną.

     

    Iga Świątek imponowała formą od początku tegorocznego Australian Open. W pierwszych trzech spotkaniach straciła zaledwie dziesięć gemów, z czego tylko trzy w dwóch ostatnich pojedynkach. Imponowała jej pewność siebie na korcie, bardzo dobrze funkcjonował serwis i forehand raszynianki. Idealnym potwierdzeniem formy 23-latki było jej starcie z Emmą Raducanu. Mistrzyni US Open 2021, chociaż nie grała źle, została całkowicie zdominowana przez wiceliderkę rankingu WTA. Nasza reprezentantka wygrała 6:1, 6:0, zgarniając 11 gemów z rzędu na koniec.

     

    W czwartej rundzie Australian Open rywalką Świątek niespodziewanie okazała się Eva Lys. Niemka z ukraińskimi korzeniami dostała się do głównej drabinki turnieju jako szczęśliwa przegrana z eliminacji, dzięki wycofaniu Anny Kalinskiej w ostatniej chwili. 22-latka wykorzystała swoją szansę doskonale. Pokonała kolejno Kimberly Birrell, Warwarę Graczewą i Jaqueline Cristian, dzięki czemu po raz pierwszy w karierze zameldowała się na etapie najlepszej “16” imprezy i mogła zmierzyć się z Igą. W poniedziałek zawodniczki rozegrały drugie bezpośrednie starcie. Poprzednie, w kwietniu 2022 roku, zakończyło się zwycięstwem Świątek 6:1, 6:1. Także dzisiaj obserwowaliśmy ogromną dominację raszynianką.

     

    Iga Świątek wykonała swoje zadanie doskonale. Polka zagra o półfinał Australian Open

     

    Polka rozpoczęła spotkanie od serwisu. Miała lekkie problemy ze złapaniem dobrego rytmu, popełniła kilka błędów. Nie do końca funkcjonowało jeszcze pierwsze podanie raszynianki. Niespodziewanie pojawiły się dwa break pointy dla Niemki. W kluczowym momencie gema otwarcia punkty wędrowały na konto Świątek, chociaż trzeba przyznać, że przy jednej z okazji na przełamanie Lys zanotowała niewielką pomyłkę po zagraniu wzdłuż linii. Ostatecznie to Iga wystartowała od prowadzenia i zaczęła budować swoją przewagę na korcie.

     

    Wiceliderka rankingu WTA wykorzystywała słabszy serwis przeciwniczki i już od returnu starała się przechodzić do ataku. Do 15 udało się przełamać Evę i wyjść na prowadzenie 2:0. Polka wchodziła na coraz wyższy poziom, a rywalka zaczęła celebrować nawet wygranie pojedynczych wymian. Tenisistka naszych zachodnich sąsiadów robiła, co mogła, by przeciwstawić się raszyniance, ale w premierowej odsłonie nie wystarczyło to do zgarnięcia choćby jednego gema. Ostatecznie po 24 minutach Iga cieszyła się z czwartego w tym sezonie seta wygranego do zera.

     

    Świątek nie zamierzała spuszczać z tonu, przykładała się do każdego punktu. Niemka trochę bardziej zaczepiła się na grę dopiero w środkowej fazie drugiej partii. W czwartym gemie, przy własnym podaniu, zaowocowało to premierowym “oczkiem” na koncie tenisistki, która po Australian Open zadebiutuje w TOP 100 rankingu WTA. Ciekawa rywalizacja zawiązała się jeszcze w szóstym rozdaniu. Wówczas Niemka miała cztery okazje na drugiego gema. Ostatecznie Iga wykorzystała czwartego break pointa i po chwili zamknęła mecz przy własnym serwisie. Nasza reprezentantka wygrała 6:0, 6:1. Cały pojedynek potrwał zaledwie 59 minut. Rywalką raszynianki w środowym ćwierćfinale będzie Emma Navarro lub Daria Kasatkina.

     

  • Ewa Pajor: Najlepszy start strzelecki w historii FC Barcelony

    Ewa Pajor: Najlepszy start strzelecki w historii FC Barcelony

    Ewa Pajor: Najlepszy start strzelecki w historii FC Barcelony

     

    Ewa Pajor, polska napastniczka i gwiazda światowego futbolu, zapisała się na kartach historii FC Barcelony dzięki niezwykle imponującemu startowi w nowym klubie. Po transferze z VfL Wolfsburg, Pajor natychmiast udowodniła swoją wartość, osiągając niespotykane dotąd wyniki strzeleckie, które czynią ją najlepszą debiutantką w historii klubu.

     

    Niezwykły start w nowym klubie

     

    Pajor zadebiutowała w barwach Barcelony w wielkim stylu, zdobywając bramki w pierwszych kilku meczach we wszystkich rozgrywkach, w których wzięła udział. Jej precyzja, szybkość i umiejętność odnajdywania się w polu karnym zachwyciły zarówno kibiców, jak i ekspertów. Dzięki swojemu instynktowi strzeleckiemu stała się kluczową zawodniczką w zespole prowadzonym przez trenera Jonatana Giráldeza.

     

    Rekordowe statystyki

     

    W pierwszych pięciu meczach dla Barcelony Pajor zdobyła aż osiem bramek, co czyni ją zawodniczką z najlepszym dorobkiem strzeleckim na początku swojej przygody z klubem. Przekroczyła tym samym osiągnięcia takich legend jak Alexia Putellas czy Asisat Oshoala, które również miały znakomite początki, ale nie dorównały liczbie goli polskiej napastniczki.

     

    Wpływ na zespół

     

    Obecność Pajor w Barcelonie daje drużynie dodatkowy wymiar ofensywny. Jej styl gry idealnie współgra z filozofią klubu, a współpraca z takimi zawodniczkami jak Caroline Graham Hansen czy Patri Guijarro przynosi spektakularne efekty. Dzięki niej Barcelona zachowuje status jednej z najbardziej dominujących drużyn w kobiecym futbolu.

     

    Ewa Pajor: nowa ikona polskiego futbolu

     

    Osiągnięcia Pajor w FC Barcelonie potwierdzają, że jest jedną z najlepszych napastniczek na świecie. Jej sukcesy w nowym klubie przynoszą również ogromną dumę polskim kibicom, którzy z dumą obserwują jej karierę.

     

    Co dalej?

     

    Jeśli Pajor utrzyma swoją formę, ma szansę nie tylko na kolejne rekordy w Barcelonie, ale również na zdobycie indywidualnych wyróżnień, takich jak Złota Piłka. Jedno jest pewne: jej historia w FC Barcelonie dopiero się zaczyna, a potencjał na kolejne sukcesy jest ogromny.

     

    Ewa Pajor już teraz zapisała się w historii klubu, a jej występy zapowiadają kolejne emocjonujące rozdziały w jej karierze. Czy stanie się jedną z największych legend Barcelony? Czas pokaże.

     

     

  • Danielle Collins znalazła nową ofiarę. “Ty biedaku”. Już nie tylko Iga Świątek

    Danielle Collins znalazła nową ofiarę. “Ty biedaku”. Już nie tylko Iga Świątek

    O napiętej relacji na linii Iga Świątek — Danielle Collins mówi się już od dawna, ale w ostatnim czasie amerykańska tenisistka ponownie wzbudziła duże kontrowersje. A to z powodu jej zachowania w Australian Open, które rozjuszyło fanów. Po turnieju 11. rakieta świata odpowiedziała na jeden z krytycznych komentarzy i błyskawicznie znalazła sobie nową “ofiarę”. Nie oszczędziła dziennikarzowi Tony’emu Jonesowi cierpkich słów.

     

    Ale kiedy mamy ludzi takich jak Danielle Collins, która prowadzi taki styl życia, a potem uciera nam nosa, ludziom, którzy naprawdę zapłacili dobre pieniądze, aby tam pojechać i ją oglądać i oczywiście Australijkę — Destanee Aiavę — a potem ona [Collins] odwraca się i w zasadzie mówi: “Jestem tu tylko dla pieniędzy i mogę pojechać na miłe pięciogwiazdkowe wakacje na wasz koszt”. Pomyślałem, że to przesada — podsumował australijski dziennikarz Tony Jones.

     

    Ty biedaku”. Danielle Collins nie przestaje szokować. Ma nowy cel

    Te słowa to oczywiście nawiązanie do meczu ze wspomnianą Destanee Aiavą, w którego trakcie Collins prowokowała fanów, a po wygranej pokazała z uśmiechem na swoje uszy i oczekiwała reakcji kibiców. Spotkały ją wówczas głośne gwizdy i buczenie, o czym pisaliśmy tutaj. Po meczu nie zamierzała przepraszać za swoje zachowanie i to samo ma miejsce teraz. Amerykanka zdecydowała się odpowiedzieć dziennikarzowi.

     

    Tony, znasz tę atmosferę — słyszałam, że też zarabiasz grube wypłaty. Wygląda na to, że potrzebujesz dobrych wakacji, biedaku” — napisała 11. rakieta świata na swoim profilu na Instagramie. Tym samym emocje wokół niej na pewno nie będą maleć i niewykluczone, że właśnie taki jest zamiar amerykańskiej tenisistki. Z Australian Open odpadła w trzeciej rundzie, przegrywając ze swoją rodaczką Madison Keys 4:6, 4:6.

  • Rybakina wyeliminowana z Australian Open. Świątek traci groźną rywalkę na drodze do finału

    Rybakina wyeliminowana z Australian Open. Świątek traci groźną rywalkę na drodze do finału

    Rybakina wyeliminowana z Australian Open. Świątek traci groźną rywalkę na drodze do finału

    O godz. 4:30 czasu polskiego na Margaret Court Arena rozpoczął się kolejny mecz 1/8 finału Australian Open w grze pojedynczej kobiet. Na korcie obserwowaliśmy walkę pomiędzy Jeleną Rybakiną i Madison Keys. Pojedynek miał różne fazy. Najpierw dominowała Amerykanka, później reprezentantka Kazachstanu. W trzecim secie, gdy emocje sięgały zenitu, tych zwrotów akcji było jeszcze więcej. Ostatecznie triumfowała Keys – 6:3, 1:6, 6:3. To ważna informacja dla Igi Świątek, bowiem Rybakina znajdowała się na kursie Polki do finału imprezy.

     

    Patrząc na same rezultaty, Jelena Rybakina dotarła do czwartej rundy tegorocznego Australian Open bez większego problemu. W żadnej batalii nie straciła do tej pory seta. Istniały jednak obawy o zdrowie reprezentantki Kazachstanu. Podczas meczu z Dajaną Jastremską poprosiła o przerwę medyczną, narzekała na kłopoty z plecami. Na konferencji przyznała, że sytuacja nie wygląda zbyt dobrze, ale jej fizjo postara się zrobić wszystko, by doprowadzić ją do gotowości na poniedziałkowy pojedynek z Madison Keys.

     

    Dzisiaj poprzeczka dla 25-latki miała powędrować zdecydowanie wyżej. A to dlatego, że jej rywalka zanotowała świetny początek sezonu. Amerykanka wywalczyła tytuł podczas WTA 500 w Adelajdzie, a już w Melbourne wyeliminowała chociażby Danielle Collins. Zapowiadało się ciekawe starcie zawodniczek, które opierają swoją grę na potężnym serwisie i mocnych uderzeniach z głębi kortu.

     

    Trzysetowe starcie Rybakina – Keys. Mecz pełen zwrotów akcji na Margaret Court Arena

     

    Spotkanie mogło rozpocząć się idealnie po myśli Rybakiny, gdyż miała break pointa na 2:0. Keys wyszła jednak z opresji, a po chwilę sama przełamała rywalkę. Od tego momentu Amerykanka przejęła kontrolę nad wydarzeniami premierowej odsłony pojedynku. W siódmym gemie Madison otrzymała dwie okazje na 5:2, ale wtedy Jelena oddaliła jeszcze zagrożenie. W końcówce seta reprezentantce Kazachstanu mocno przeszkadzały podwójne błędy serwisowe. Te przeszkodziły jej w dziewiątym rozdaniu, gdy walczyła o pozostanie w partii. Właśnie w taki sposób zakończyła ten fragment rywalizacji. Dzięki temu Amerykanka mogła cieszyć się z wyniku 6:3.

     

    Mistrzyni Wimbledonu 2022 udała się do szatni na przerwę. Te kilka minut pozytywnie wpłynęło na grę 25-latki, a wyraźnie wytrąciło z rytmu finalistkę US Open 2017. W gemie otwarcia drugiego seta to Keys popełniała mnóstwo błędów, także przy serwisie. Dzięki temu Jelena już na “dzień dobry” wywalczyła sobie przełamanie. Tenisistka z USA od razu próbowała odrobić stratę, ale nie powiodła się ta sztuka. Rybakina obroniła break pointa, a później wyszła na 2:0.

     

    Reprezentantka Kazachstanu zaczęła prezentować wyższy poziom, popełniała mniej błędów. Dzięki temu przerzucała bardziej presję na stronę przeciwniczki. To Keys miała w tym fragmencie większe problemy z utrzymywaniem własnego podania. W piątym rozdaniu doszło do kolejnego breaka na korzyść Jeleny. 25-latka nie zamierzała odpuszczać. Po chwili podwyższyła prowadzenie na 5:1, a następnie zamknęła partię już przy podaniu przeciwniczki. Wynik 6:1 oznaczał, że tenisistki rozegrają jeszcze jedną partię.

     

    Nieciekawie zapowiadał się także początek decydującej odsłony z perspektywy Keys. Nadal popełniała sporo błędów i pachniało przełamaniem na 2:0 dla przeciwniczki. Rybakina miała aż cztery break pointy, jednak ostatecznie Madison wyrównała stan rywalizacji. Ten moment zabrał pewność w grze Jeleny. Po chwili to Keys nieoczekiwanie dostała szansę na przełamanie po tym, jak reprezentantka Kazachstanu popełniła podwójny błąd serwisowy. Amerykanka przycisnęła rywalkę i wyszła na prowadzenie 2:1.

     

    Nagle momentum znów wróciło na stronę finalistki US Open 2017. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych potwierdziła przewagę i podwyższyła rezultat do stanu 3:1. Madison nie nacieszyła się tym faktem zbyt długo. Pozwoliła przeciwniczce na szybkie zniwelowanie straty i zrobiło się 3:3 na tablicy wyników. Ten fakt nie zdeprymował jednak Amerykanki, a wyłącznie zmotywował do podniesienia poziomu swojej gry. Po chwili znów znalazła się na prowadzeniu po kapitalnym gemie na returnie.

     

    Keys poszła za ciosem i nie oddała już rywalce ani jednego “oczka” do końca pojedynku. Ostatecznie triumfowała 6:3, 1:6, 6:3 i zameldowała się w ćwierćfinale Australian Open, gdzie zagra z Eliną Switoliną. Tym samym Jelena Rybakina wypadła z grona potencjalnych rywalek Igi Świątek na drodze do finału turnieju rozgrywanego w Melbourne.

  • 68 minut i koniec. To był pierwszy taki mecz w karierze Igi Świątek

    68 minut i koniec. To był pierwszy taki mecz w karierze Igi Świątek

    68 minut i koniec. To był pierwszy taki mecz w karierze Igi Świątek

    Iga Świątek zmierzy się w poniedziałek z Evą Lys w meczu czwartej rundy Australian Open. Polka miała okazję dotąd tylko raz rywalizować z niemiecką tenisistką, wygrywając wtedy bardzo wyraźnie. Jak będzie w Melbourne?

     

    Australian Open 2025 wchodzi w decydującą fazę. W turnieju kobiecym trwa dokończenie zmagań w czwartej rundzie. W poniedziałek od godziny 9:00 rano czasu polskiego Iga Świątek ma rywalizować z Evą Lys.

     

    Starcie wiceliderki rankingu WTA z aktualnie 128. tenisistką świata odbędzie się na korcie głównym Rod Laver Arena. Lys występuje w Melbourne jako “szczęśliwa przegrana” – tenisistka, która odpadła w eliminacjach AO, a w turnieju głównym zagrała po tym, jak z rywalizacji wycofała się Rosjanka Anna Kalińska.

     

    Polka i Niemka miały wcześniej okazję spotkać się tylko raz na korcie. Do tego meczu doszło pod koniec kwietnia 2022 w ramach turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Dla Świątek był to szczególny występ – pierwszy raz zagrała w imprezie Organizacji Kobiecego Tenisa po tym, jak oficjalnie została numerem jeden na świecie.

     

    Nasza zawodniczka formalnie objęła prowadzenie 4 kwietnia. Chwilę później w Radomiu przystąpiła do rywalizacji drużynowej w meczu Polska – Rumunia w ramach Pucharu Billie Jean King organizowanego przez Międzynarodową Federację Tenisową (ITF). Następnie udała się już do Niemiec na turniej Organizacji Kobiecego Tenisa (WTA).

     

    Iga Świątek grała już z Evą Lys

     

    W Stuttgarcie Iga Świątek z racji rozstawienia z numerem pierwszym miała tzw. wolny los w pierwszej rundzie – przystępowała do zawodów od drugiej rundy, w której trafiła na Ewę Lys. Reprezentantka gospodarzy dostała się do turnieju głównego przez kwalifikacje, a w pierwszej rundzie pokonała Szwajcarkę Wiktorię Golubić 5:7, 7:5, 7:5.

     

    Lys mierząc się ze Świątek, pierwszy raz miała szansę spotkać się liderką rankingu kobiecego tenisa. Mogła czuć się stremowana – tym bardziej że rywalka od samego początku meczu pokazywała, że nieprzypadkowa właśnie została rakietą numer jeden.

     

    Polka dyktowała warunki, grając bardzo agresywnie, spychając Niemkę do obrony. Świątek świetnie serwowała, a returnem sprawiała przeciwniczce wiele kłopotów. Po 20 minutach prowadziła 4:0. Miała nawet szansę na wygranie pierwszej partii do zera, ale reprezentantka gospodarzy obroniła się przy swoim podaniu. W efekcie skończyło się 6:1.

     

    Druga partia wyglądała podobnie – całkowita dominacja ze strony Igi Świątek. Tempo gry narzucane przez Polkę było zbyt szybkie dla Niemki. Wiele krótkich akcji, bezpośrednio zdobytych punktów przez Świątek. Jedyny moment radości na trybunach nastąpił wtedy, gdy Lys przełamała faworytkę przy stanie 0:5 z jej perspektywy.

     

    Niemiecka tenisistka obroniła piłkę meczową, a następnie wygrała gema na przewagi. Nie była jednak w stanie utrzymać własnego podania i po 64 minutach przegrała 1:6, 1:6. Przy piłce meczowej Polka zaskoczyła rywalkę krótkim zagraniem, po czym zawodniczki ciepło pożegnały się pod siatką.

     

    Po prawie trzech latach Iga Świątek jest dziś wiceliderką rankingu, a Lys nadal walczy o przebicie się do czołówki. Dla Niemki czwarta runda Australian Open to największy sukces w dotychczasowej karierze. Wcześniej tylko raz przeszła pierwszą rundę wielkoszlemową – w US Open 2023 (druga runda).

     

    W Stuttgarcie panie rywalizowały na korcie ziemnym, w Melbourne zmierzą się na nawierzchni twardej. Kluczowa dla losów tego pojedynku może być postawa Ewy Lys przy własnym serwisie.

     

    – Eva uderza mocno z głębi kortu, nie widać żadnych słabości w backhandzie i forhendzie. W meczu trzeciej rundy z Jaqueline Cristian zaliczyła tyle samo winnerów z obu stron. Jej największą słabością pozostaje podaje – opisywał w rozmowie ze Sport.pl niemiecki dziennikarz tenisowy Andreas Thies.

     

    Kto w ćwierćfinale AO?

     

    Podczas ich wspomnianego spotkania w Stuttgarcie Niemka wygrała tylko 41 procent punktów po pierwszym podaniu i 35 procent po drugim. W poniedziałkowym starciu przeciwko Polce potrzebuje znacznie lepszych statystyk serwisowych, jeśli marzy o sprawieniu sensacji.

     

    Tym bardziej że Iga Świątek prezentuje się wyśmienicie w tegorocznym Australian Open. Wygrała 6:3, 6:4 z Czeszką Kateriną Siniakovą; 6:0, 6:2 ze Słowaczką Rebeccą Sramkovą oraz 6:1, 6:0 z Brytyjką Emmą Raducanu. W tym ostatnim spotkaniu zagrała koncertowo – także na returnie. Lys musi serwować znacznie lepiej niż Raducanu, jeśli nie chce podzielić jej losu.

     

    Zwyciężczyni meczu Iga Świątek – Eva Lys trafi w ćwierćfinale na lepszą z pary Daria Kasatkina – Emma Navarro. Transmisje z turnieju Australian Open w Eurosporcie oraz na platformie Max.

  • Leon i spółka dokonali niemożliwego! Komentator już nie wierzył. Kosmos!

    Leon i spółka dokonali niemożliwego! Komentator już nie wierzył. Kosmos!

    Leon i spółka dokonali niemożliwego! Komentator już nie wierzył. Kosmos!

    Bogdanka Luk Lublin dokonała niesamowitej rzeczy w niedzielnym meczu PlusLigi. Odrobiła stratę, wydawało się już praktycznie nie do odrobienia. – Nie ma elementu, który w dalszym ciągu mógłby utrzymywać nadzieję graczy z Lublina na końcowy sukces – mówił nawet komentator Polsatu Sport.

     

    Dwa tygodnie temu Bogdanka Luk Lublin w meczu 19. kolejki PlusLigi przegrywała 0:2 w setach na wyjeździe z PGE GiEK Skrą Bełchatów. Lublinianie potrafili jednak odwrócić losy meczu i wygrać 3:2 (23:25, 18:25, 25:20, 25:12, 15:13).

     

    Było 17:10. Komentator nie wierzył, a potem stało się to

    Teraz Bogdanka Luk Lublin w wyjazdowym pojedynku z zespołem Ślepsk Malow Suwałki znów musiała odrabiać straty. I znów przegrywała 0:2 w setach. Mało tego, drużyna prowadzona przez trenera Massimo Bottiego w czwartej partii przegrywała aż 10:17!

     

    – Ja nie chcę mówić, co się wydarzy za chwilę, ale nie ma elementu, który w dalszym ciągu mógłby utrzymywać nadzieję graczy z Lublina na końcowy sukces w tym meczu. Nie ma – mówił Witold Roman, komentator Polsatu Sport cytowany na portalu X przez Jakuba Balcerzaka, miłośnika siatkówki.

     

    Lublinianie potrafili odwrócić losy tego seta i wygrać 25:23. W efekcie doszło do tie-breaka. W nim gospodarze mieli dwie piłki meczowe (przy 15:14 i 16:15), ale ich nie wykorzystali. Trzecią piłkę meczową skończyli za to goście po skutecznym ataku z kontrataku z lewego skrzydła reprezentanta Polski Wilfredo Leona i cieszyli się ze zwycięstwa.

    https://x.com/Jakub110Jakub/status/1881050157191766446

    Zobacz: Pięciosetowy horror Jastrzębskiego Węgla w LM. Z najsłabszą drużyną grupy!

     

    Leon wciąż jest najlepiej zagrywającym zawodnikiem PlusLigi. Średnio na seta ma 0,67 asa.

    https://x.com/polsatsport/status/1881058010589495786

    Bogdanka Luk Lublin po tym zwycięstwie awansowała na czwarte miejsce w tabeli PlusLigi. Ma 43 punkty, osiem mniej od prowadzącego Jastrzębskiego Węgla, ale też jeden mecz rozegrany więcej. Ślepsk Malow Suwałki z 29 punktami jest na dziewiątej pozycji.

     

    Ślepsk Malow Suwałki – Bogdanka Luk Lublin 2:3 (25:23, 25:21, 18:25, 23:25, 17:19)

     

  • Stawką ćwierćfinał. Jest godzina meczu Świątek

    Stawką ćwierćfinał. Jest godzina meczu Świątek

    Stawką ćwierćfinał. Jest godzina meczu Świąte

     

    W poniedziałek Iga Świątek powalczy o miejsce w ćwierćfinale wielkoszlemowego Australian Open 2025. Organizatorzy przekazali informację ws. godziny pojedynku Polki z Niemką Evą Lys. Nastąpiła ważna zmiana.

     

    W ramach Australian Open 2025 Iga Świątek wyraźnie się rozpędza. Wiceliderka rankingu WTA wygrała trzy spotkania bez straty seta i zameldowała się w IV rundzie. Na tym etapie jej przeciwniczką będzie Niemka Eva Lys.

     

    Organizatorzy międzynarodowych mistrzostw Australii podali już szczegółowy plan gier na poniedziałek (20 stycznia). Świątek i Lys zmierzą się ze sobą o godz. 9:00 naszego czasu na Rod Laver Arena, czyli najważniejszym obiekcie w Melbourne Park.

     

    To zmiana w porównaniu do poprzednich meczów Świątek. Polka bowiem rozgrywała je w sesji dziennej. W poniedziałek jednak będzie gwiazdą sesji wieczornej na Rod Laver Arena. Jej pojedynek wyłoni ostatnią ćwierćfinalistkę wielkoszlemowej imprezy w Melbourne

     

    Świątek grała wcześniej z Lys tylko raz. W 2022 roku nie dała Niemce żadnych szans w II rundzie halowego turnieju WTA 500 w Stuttgarcie (6:1, 6:1).

     

    Reprezentantka naszych zachodnich sąsiadów już osiągnęła w Melbourne życiowy sukces w Wielkim Szlemie. Jako “szczęśliwa przegrana” z eliminacji dostała się do głównej drabinki i dotarła do 1/8 finału.

     

    Transmisję z meczu Świątek – Lys przeprowadzi Eurosport 1. Portal WP SportoweFakty zaprasza na relację tekstową na żywo.

  • Jeszcze jeden medal! Najlepszy występ Polski w historii

    Jeszcze jeden medal! Najlepszy występ Polski w historii

    Jeszcze jeden medal! Najlepszy występ Polski w histori

     

    Męska sztafeta reprezentacji Polski zdobyła srebrny medal mistrzostw Europy w short tracku. Biało-Czerwoni ukończyli zmagania na trzecim miejscu, lecz zdyskwalifikowani zostali Holendrzy. Nasza kadra zanotowała najlepszy wynik w historii ME

     

    W niedzielę (19 stycznia) zakończone zostały mistrzostwa Europy w short tracku. Dzień przed reprezentacja Polski wywalczyła pierwszy medal, a konkretnie dokonała tego kobieca sztafeta, zdobywając brąz.

     

    W ostatnim dniu rywalizacji polska sztafeta mieszana stanęła na najniższym stopniu podium. Biało-Czerwoni co prawda ukończyli zmagania na czwartym miejscu, ale po dyskwalifikacji Włochów przesunęli się i zdobyli brązowy medal.

     

    Oprócz tego nasz dorobek jeszcze się powiększył. Nasza męska sztafeta w składzie Łukasz Kuczyński, Michał Niewiński, Diane Sellier i Neithan Thomas, a także Paweł Adamski, rywalizujący w ćwierćfinale, zdobyła srebrny medal.

     

    Co prawda rywalizację na dystansie 5000 metrów ukończyli na trzecim miejscu, ale los się do nich uśmiechnął. Zdyskwalifikowani zostali Holendrzy, przez co Polacy przesunęli się wyżej.

     

    Łącznie Polacy zdobyli trzy medale, w tym jeden srebrny i dwa brązowe. To najlepszy wynik Biało-Czerwonych w historii mistrzostw Europy.

     

    ZOBACZ WIDEO: Aida Bella zrobiła karierę poza sportem. “Prawdziwe zderzenie z biznesem”

  • Najlepszy taki konkurs w karierze Pawła Wąska. Szeroki uśmiech Kamila Stocha

    Najlepszy taki konkurs w karierze Pawła Wąska. Szeroki uśmiech Kamila Stocha

    Najlepszy taki konkurs w karierze Pawła Wąska. Szeroki uśmiech Kamila Stocha

    Sobotni konkurs drużynowy na skoczni w Zakopanem zakończył się piątym miejsce dla Polaków, a najlepszym z naszych był wówczas Paweł Wąsek. Dzień później w serii próbnej najmłodszy z Biało-Czerwonych wypadł szokująco słabo, kończąc ją w ostatniej dziesiątce. Najlepiej wypadli Stoch i Kubacki, ale najważniejsze były ich występy kilkadziesiąt minut później. Tu najlepiej spisał się Wąsek, który zajął piąte miejsce, najwyższe w historii startów na Wielkiej Krokwi, wygrał zaś Daniel Tschofenig.

    Reprezentacja Polski w skokach narciarskich Puchar Świata w sezonie 2024/2025 rozpoczęła źle. Kolejny rok z rzędu kadra prowadzona przez Thomasa Thurnbichlera na starcie zmagań wyraźnie zawodziła i nie była w stanie spełnić oczekiwań, jakie rok w rok pokładają w niej kibice. Tak naprawdę jedynie pojedyncze próby dawały nadzieję na to, że może być lepiej. Szczególnie Paweł Wąsek i Aleksander Zniszczoł wysyłali sygnały, że są w stanie walczyć z najlepszymi.

    Ostatecznie tylko ten młodszy z polskich skoczków był w stanie ustabilizować się na takim poziomie, który daje mu szansę na walkę o czołowe pozycje. Wszystko zmieniło się podczas 73. Turnieju Czterech Skoczni, a sam Wąsek przyznał, że kluczowe było pokonanie w parze Karla Geigera. Od tego momentu Wąsek zaczął wyraźnie rosnąć, a to ostatecznie przełożyło się na zajęcie ósmego miejsca w klasyfikacji generalnej całej tej prestiżowej niemiecko-austriackiej imprezy.

    Wąsek wytrzymał presję trybun. Szeroki uśmiech Kamila Stocha

    Gdy Wąsek rósł, inni poszukiwali swojej formy. Choćby Kamil Stoch zrezygnował z wyjazdu na turniej i spokojnie trenował w Polsce. To ostatecznie przyniosło efekt w postaci wicemistrzostwa Polski, właśnie 5.za plecami Wąska. Dzięki temu występowi Stoch wywalczył sobie miejsce w kadrze na konkursy Pucharu Świata w Zakopanem, a później wystąpił także w konkursie drużynowym, gdzie nasza kadra zajęła piąte miejsce. Dzień później przyszedł czas na powrót do rywalizacji indywidualnej.

    Trzeba przyznać, że nasz mistrz niedzielne oficjalne skakanie na skoczni w Zakopanem rozpoczął od naprawdę mocnego uderzenia. Stoch bowiem w swojej pierwszej próbie osiągnął 133. metry i widać było, że ten skok dał mu naprawdę sporą satysfakcję. Po nim na belce usiadł Dawid Kubacki, który wylądował metr bliżej, ale miał nieco gorsze warunki i co zaskakujące… lepsze noty. W związku z tym jego strata do Stocha była naprawdę niewielka, ale też miał powody do uśmiechu.

    Później było zdecydowanie gorzej, bo najpierw po skoku na 124. metr nie mógł cieszyć się Jakub Wolny, który dodatkowo został zdyskwalifikowany. Niedługo po nim niewiele lepiej spisał się Aleksander Zniszczoł, on wylądował trzy metry dalej i o drugiej serii również mógł jedynie marzyć. Bardzo wydatnie nastroje kibicom na trybunach poprawił Paweł Wąsek, który w swojej próbie osiągnął 136 metrów i mógł liczyć na miejsce w czołowej dziesiątce. Po pierwszej serii prowadził zaś bardzo wyraźnie Anze Lanisek.

    Druga seria z polskiej perspektywy rozpoczęła się bardzo źle, bo Dawid Kubacki osiągnął ledwie 120 metrów i zdecydowanie spadł w klasyfikacji konkursu. Wyraźnie gorzej spisał się także Kamil Stoch, choć nie była to tak zła próba, jak w przypadku jego kolegi z zespołu. Nasz mistrz osiągnął bowiem 125,5 metra i również nie mógł liczyć na awans. Pozostało już tylko wyczekiwanie na to, co zrobi Paweł Wąsek. Najmłodszy z naszych skoczków spisał się bardzo dobrze. 137 metrów dawało mu prowadzenie po swojej próbie. Ostatecznie Polak zakończył zawody na piątym miejscu, co jest jego najlepszym występem w historii konkursów w Zakopanem. Wygrał Daniel Tschofenig.

    Wyniki konkursu w Zakopanem:1. Daniel Tschofenig – 316.7 pkt

    2. Johann Andre Forfang – 309.4 pkt3.

    Jan Hoerl – 309.3 pkt…

    5. Paweł Wąsek – 300.3 pkt2

    4. Kamil Stoch – 269.2 pkt2

    6. Dawid Kubacki – 257.2 pkt

  • Niebywałe, co zrobił Lanisek. Wąsek wyrównał swój rekord

    Niebywałe, co zrobił Lanisek. Wąsek wyrównał swój rekord

    Niebywałe, co zrobił Lanisek. Wąsek wyrównał swój rekord

    11,9 pkt przewagi nie wystarczyło Anze Laniskowi. Słoweniec nie wykorzystał ogromnej szansy na wygraną i wypadł nawet z czołowej trójki. Świetny występ zaliczył Paweł Wąsek, który wyrównał rekord kariery.

     

    Słodko-gorzki. Taki smak miał konkurs w Zakopanem dla reprezentacji Polski. Biało-Czerwoni zdążyli już do tego przyzwyczaić w trwającym sezonie. Na długo oczekiwane przełamanie weteranów przyjdzie jeszcze nieco poczekać.

     

    Zaczęło się nieźle. Kamil Stoch w pierwszej serii skoczył 133 metry i na jego twarzy w końcu pojawiła się radość. Wydawało się, że coś drgnęło. Były nadzieje na to, że w drugiej próbie powalczy o poprawienie 20. miejsca, jakie zajmował na półmetku.

     

    Dwóch równych skoków nie zdołał oddać także Dawid Kubacki. On również zanotował spadek w klasyfikacji. Dość powiedzieć, że w drugiej serii wylądował o… 12 metrów bliżej. To było zdecydowanie zbyt mało, aby włączyć się w walkę o drugą dziesiątkę.

     

    Już po pierwszych skokach przepadli Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny. Temu pierwszemu zabrakło niewiele – uzyskał 127 metrów i zajął 34. miejsce. Drugi natomiast rywalizował na środkach przeciwbólowych. Wylądował blisko, a na domiar złego został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon.

     

    – Jestem zły, bo ten weekend nie był w ogóle po mojej myśli. No cóż, muszę pójść na skocznię, na trening, i jechać dalej. Błędy się nawarstwiały od początku sezonu i teraz potrzebuję takich skoków na luzie, nie w zawodach i mogę iść dalej – tłumaczył Zniszczoł w rozmowie z Eurosportem.

     

    Tej słodyczy konkursowi dodał Paweł Wąsek. Choć również i on skakał w niedzielę nierówno. Zaczął od 48. lokaty w serii próbnej. Później zdecydowanie się poprawił i na półmetku był siódmy. Co więcej, miał realne szanse na walkę o podium.

     

    W drugiej próbie spisał się jeszcze lepiej! 137 metrów dało mu prowadzenie na tym etapie rywalizacji. Pozostało czekać na wyniki pozostałej szóstki. O ile Vladimir Zografski Polaka nie przeskoczył, o tyle dokonał tego Jan Hoerl skokiem na 140 metrów.

     

    Skończyło się na piątej pozycji, a więc wyrównaniu najlepszego wyniku w karierze. Kamil Stoch zakończył zmagania na 24. lokacie, a Dawid Kubacki był 26.

     

    Niezagrożone wydawało się za to pierwsze miejsce. Anze Lanisek wręcz zdeklasował swoich rywali w pierwszej serii. Osiągnął 145 metrów i miał 11,9 pkt przewagi nad drugim Johannem Andre Forfangiem. Słoweniec… nie wykorzystał swojej szansy. Co więcej, zabrakło go nawet na podium.

     

    W drugim skoku wylądował na 130. metrze. Zwyciężył Daniel Tschofenig, który atakował z trzeciej pozycji. Na podium stanęli jeszcze Johann Andre Forfang i Jan Hoerl. Rywalizacja w Pucharze Świata przeniesie się teraz do Oberstdorfu na obiekt do lotów.