• Historyczny sukces drużyny Wilfredo Leona. Polscy siatkarze już mogą świętować

    Historyczny sukces drużyny Wilfredo Leona. Polscy siatkarze już mogą świętować

    Historyczny sukces drużyny Wilfredo Leona. Polscy siatkarze już mogą świętować

    Koncert gospodarzy w lubelskiej hali Globus. Bogdanka LUK Lublin potrzebowała dwóch wygranych setów, by awansować do półfinału Pucharu Challenge. I siatkarze z PlusLigi z Wilfredo Leonem na czele wykonali zadanie błyskawicznie. W dwóch partiach rozbili reprezentującą Hiszpanię drużynę CV Melilla i mogli wraz z kibicami świętować historyczny sukces. Lubelski zespół w tym sezonie debiutuje w europejskich pucharach, a już ma szansę na pierwsze trofeum.

     

    Trener Bogdanki LUK Lublin Massimo Botti w meczu Pucharu Challenge nie miał do dyspozycji podstawowego atakującego drużyny Kewina Sasaka, którego wyeliminowało przeziębienie. W szóstce zastąpił go Mateusz Malinowski, a Włoch zdecydował się też na zmianę na środku, gdzie mecz rozpoczął Jan Nowakowski.

     

    Co najważniejsze, w szóstce był też Wilfredo Leon. Botti w weekend chciał dać odpocząć gwieździe swojej drużyny, ale bez niego mecz z ostatnim w tabeli PlusLigi GKS-em Katowice nie układał się najlepiej i trener musiał wezwać reprezentacyjnego przyjmującego na boisko. Tym razem takich kombinacji nie było, a Bogdanka LUK od początku prowadziła. Po kontrataku wykończonym przez Malinowskiego wygrywała 9:5, przewaga wzrosła do sześciu punktów dzięki dobrym zagrywkom gospodarzy.

     

    Asem serwisowym popisał się również Leon i lublinianie prowadzili już 21:14. U gości najmocniej postawił się argentyński przyjmujący Valentino Vidoni, który zdobył w pierwszym secie siedem punktów, kończąc pięć z sześciu piłek w ataku. Ale Bogdanka LUK i tak wygrała bez problemu 25:19.

     

    Puchar Challenge. Bogdanka LUK Lublin z historycznym awansem już po dwóch setach

     

    Polski zespół był już więc o krok od awansu do półfinału Pucharu Challenge. Dzięki zwycięstwu 3:0 w pierwszym meczu – Bogdanka LUK musiała wybrać się aż do Afryki, bo Melilla leży po południowej stronie Morza Śródziemnego – przepustkę do kolejnej fazy dawały już dwa zwycięskie sety.

     

    I w drugiej partii lublinianie szli po awans szybkim krokiem. Z pola zagrywki rywali raził środkowy Fynnian McCarthy i gospodarze prowadzili już 10:3. Z dobrych serwisów kolegów korzystał również Leon, który był czujny przy siatce i efektownie wykończył piłkę wracającą na lubelską stronę. Przewaga Bogdanki LUK sięgnęła dziesięciu punktów. Na boisku pojawił się rezerwowy libero gospodarzy Maciej Czyrek. Co prawda w końcówce hiszpański blok zdołał zatrzymać Leona, a Czyrek popełnił błąd w przyjęciu, ale nie zmieniło to losów rywalizacji. Lubelscy siatkarze wygrali 25:15 i kibice w hali Globus mogli świętować awans do półfinału.

     

    Botti zdecydował się więc na zmiany. I to gruntowne – na boisku na trzeciego seta pozostał tylko Malinowski, odpoczywać mogli Leon, kapitan Marcin Komenda i pozostali podstawowi zawodnicy. Takie przemeblowanie szóstki musiało wprowadzić nieco zamieszania, co wykorzystali goście, prowadząc 9:7.

     

    Z czasem jednak lubelscy siatkarze odnaleźli właściwy rytm. Blokiem straty zmniejszył przyjmujący Jakub Wachnik, a po błędzie Federico Martiny gospodarze objęli prowadzenie 12:11. Po kilku minutach wyrównanej gry przewagę Bogdance LUK zapewnił Malinowski. 32-letni siatkarz najpierw nie zawiódł w ataku, po chwili dołożył asa serwisowego, i polski zespół prowadził już 19:16. Skończyło się wygraną 25:20 i zakończeniem spotkania po trzech setach.

     

    Bogdanka LUK Lublin jako pierwszy zespół zapewnił sobie grę w półfinale Pucharu Challenge. Przeciwnika polski zespół pozna w środę. Będzie nim zwycięzca rywalizacji Sportingu z Decospan Menen. Bliżej awansu jest zespół z Portugalii, który w pierwszym meczu pokonał rywali na ich terenie 3:0.

     

    Bogdanka LUK Lublin: Malinowski, McCarthy, Sawicki, Komenda, Nowakowski, Leon – Thales (libero) oraz Czyrek (libero), Słotarski, Grozdanow, Tuinstra, Wachnik, Zając

     

    CV Melilla: Martina, Mendez, Vidoni, Folguera, Macarro, Del Carmen – Ruiz (libero) oraz Rasanen, Mimoun,Portero, Hamed (libero)

     

  • O 13:18 nadeszły wieści od Igi Świątek. Polka już się z tym nie kryje

    O 13:18 nadeszły wieści od Igi Świątek. Polka już się z tym nie kryje

    O 13:18 nadeszły wieści od Igi Świątek. Polka już się z tym nie kryj

     

    Iga Świątek musi poczekać do kolejnego sezonu, by spróbować wygrać wielkoszlemowy Australian Open. W tym roku Świątek odpadła w półfinale po trzysetowym boju z Madison Keys, a więc późniejszą triumfatorką Wielkiego Szlema. We wtorek o 13:18 Świątek opublikowała krótki wpis, w którym podsumowała swój wynik w Australian Open. Polka już się nie kryje z tym, jakie są jej najbliższe plany.

     

    Iga Świątek (2. WTA) wyrównała swój najlepszy wynik w wielkoszlemowym Australian Open. Polka dotarła do półfinału, ale tam przegrała 3:6, 6:2, 6:7 (8) z Amerykanką Madison Keys (7. WTA), a więc późniejszą triumfatorką całego turnieju. Są jednak dobre wiadomości, ponieważ strata Świątek do prowadzącej Aryny Sabalenki (1. WTA) w światowym rankingu stopniała do 186 punktów. – Grała pewnie, grała bardzo dobrze, grała solidnie. W zasadzie w każdym meczu była różnica klas na jej korzyść. Pokazała, że jest głodna rywalizacji – mówił Dawid Celt, kapitan reprezentacji Polski.

     

    Świątek otrzymała sporo pochwał po turnieju. – Mecz Świątek z Keys był najlepszym meczem, jaki kiedykolwiek widziałam na korcie. Tempo i precyzja, z jaką te kobiety uderzały piłki tenisowe, była po prostu hipnotyzująca. Iga zagra bardzo dobry sezon – zapamiętajcie moje słowa. Na Australian Open 2025 grała o wiele bardziej zgodnie ze swoim DNA. Używała rotacji na forhendzie i prowadziła długie wymiany, tak jak robi to na mączce – stwierdziła Andrea Petković, była niemiecka tenisistka.

     

    Świątek straciła zaledwie 14 gemów w drodze do półfinału Australian Open. – W Australii Iga była naładowana, zmotywowana, emanowała wyjątkowo pozytywną energią, chętna, wręcz fruwająca po korcie! I w United Cup, i w Australian Open. Dawno tego u niej nie widziałem – skomentował Wojciech Fibak, były tenisista.

     

    Świątek zdradziła swoje plany i podsumowała AO. “Dobra robota”

    Świątek opublikowała krótki wpis w mediach społecznościowych o godz. 13:18. W nim Iga podsumowała miniony Australian Open i zdradziła, jakie są jej najbliższe tenisowe plany. “Australia 2025: świetny, solidny czas. Więcej satysfakcji, kolorów i dobrych doświadczeń. Choć oczywiście pozostaje niedosyt związany z samym wynikiem, to patrząc realnie, widzimy i wiemy, jaką dobrą robotę wykonaliśmy. Czas na projekt Middle East Swing – do zobaczenia wkrótce” – czytamy we wpisie Igi Świątek.

     

    Czym jest Middle East Swing? To określenie na turnieje, które będą rozgrywane na Bliskim Wschodzie. Świątek wróci do gry w dniach 9-15 lutego br., kiedy to będzie rozgrywany turniej WTA 1000 w Dosze. Tam Świątek broni tytułu – w zeszłym roku w finale wygrała 7:6 (8), 6:2 z Kazaszką Jeleną Rybakiną (5. WTA).

     

    Potem odbędzie się kolejny turniej WTA 1000 – w Dubaju (16-22 lutego). W nim tytułu bronić będzie Jasmine Paolini (4. WTA). Świątek odpadła w półfinale po porażce 4:6, 4:6 z Rosjanką Anną Kalińską (18. WTA).

  • Iga Świątek bez szans na rewanż. Potrójna rezygnacja. Kibice będą rozczarowani

    Iga Świątek bez szans na rewanż. Potrójna rezygnacja. Kibice będą rozczarowani

    Iga Świątek bez szans na rewanż. Potrójna rezygnacja. Kibice będą rozczarowani

    Ci, którzy w najbliższym czasie liczyli na ponowną konfrontację Igi Świątek i Danielle Collins, muszą poczuć się srogo rozczarowani. Amerykana nie weźmie udziału w żadnej z trzech imprez, które w lutym odbędą się na Półwyspie Arabskim. Nie zgłosiła się do turnieju w Abu Zabi, a wizyty w Dosze i Dubaju odwołała. Nie dojdzie zatem do szybkiego rewanżu za niedawny finał United Cup, przed którym doszło na korcie do żenujących scen.

     

    Rywalizacja Igi Świątek i Danielle Collins (12. WTA) niepostrzeżenie wykroczyła poza tenis. To oznacza, że budzi emocje już nie tylko sportowe. Stało się tak za sprawą postawy amerykańskiej tenisistki, która najpierw okazywała Polce niechęć, a ostatnio – otwartą pogardę.

     

    Wszystko zaczęło się latem ubiegłego roku, gdy po starciu w igrzyskach olimpijskich Collins zarzuciła raszyniance, że ta jest fałszywa. Te same słowa powtórzyła przed dziennikarzami, nie precyzując bliżej zarzutu. Można się było łudzić, że Amerykanka ma słabszy dzień i jest sfrustrowana kłopotami zdrowotnymi (skreczowała). Ale rychło okazało się, że sprawa jest jednak poważniejsza.

     

    Collins kontra Świątek. Duszna relacja i brzydki teatr zamiast sportowej rywalizacji

     

    Przed finałem United Cup w Sydney, wygranego przez ekipę USA, doszło do chłodnego przywitania obu zawodniczek. Collins przybiła Polce piątkę z niesmakiem i zadbała o to, żeby wyraźnie to zademonstrować. Nagranie tego momentu stało się w sieci viralem.

     

    “Nie wiem, czy zauważyliście, ale… nowy rok, ta sama ja” – napisała szyderczo 31-latka w mediach społecznościowych, ilustrując post zdjęciem swojej miny z momentu przywitania z Igą.

     

    Od tej pory każda konfrontacja obu tenisistek już zawsze postrzegana będzie przez pryzmat żenującego incydentu. Kibice, którzy oczekują emocji nie tylko czysto sportowych, liczyli na jak najszybsze spotkanie Collins i Świątek. Wydawało się, że może do niego dojść już w przyszłym miesiącu na Bliskim Wschodzie.

     

    Taki scenariusz nie doczeka się jednak realizacji. Polka została pozbawiona szansy na ewentualny rewanż. Jak informuje serwis Polski-tenis.pl, Amerykanka nie weźmie udziału w turnieju w Abu Zabi (WTA 500, również bez Świątek) i rezygnuje z dwóch imprez rangi WTA 1000 – w Dosze i w Dubaju. Zastąpi ją najprawdopodobniej Dunka Clara Tauson (39. WTA).

     

    Po porażce w półfinale Australian Open druga rakieta świata też postanowiła chwilę odpocząć. W stolicy Kataru nie mogło jej jednak zabraknąć. Polka wygrywała tu trzy kolejne edycje i ma zamiar podtrzymać dobrą passę (początek rywalizacji 9 lutego). Zaraz potem przenosi się do Dubaju, gdzie przed rokiem potknęła się wboju o finał.    

     

  • Iga Świątek bez szans na rewanż. Potrójna rezygnacja. Kibice będą rozczarowani

    Iga Świątek bez szans na rewanż. Potrójna rezygnacja. Kibice będą rozczarowani

    Iga Świątek bez szans na rewanż. Potrójna rezygnacja. Kibice będą rozczarowan

     

    Ci, którzy w najbliższym czasie liczyli na ponowną konfrontację Igi Świątek i Danielle Collins, muszą poczuć się srogo rozczarowani. Amerykana nie weźmie udziału w żadnej z trzech imprez, które w lutym odbędą się na Półwyspie Arabskim. Nie zgłosiła się do turnieju w Abu Zabi, a wizyty w Dosze i Dubaju odwołała. Nie dojdzie zatem do szybkiego rewanżu za niedawny finał United Cup, przed którym doszło na korcie do żenujących scen.

     

    Rywalizacja Igi Świątek i Danielle Collins (12. WTA) niepostrzeżenie wykroczyła poza tenis. To oznacza, że budzi emocje już nie tylko sportowe. Stało się tak za sprawą postawy amerykańskiej tenisistki, która najpierw okazywała Polce niechęć, a ostatnio – otwartą pogardę.

     

    Wszystko zaczęło się latem ubiegłego roku, gdy po starciu w igrzyskach olimpijskich Collins zarzuciła raszyniance, że ta jest fałszywa. Te same słowa powtórzyła przed dziennikarzami, nie precyzując bliżej zarzutu. Można się było łudzić, że Amerykanka ma słabszy dzień i jest sfrustrowana kłopotami zdrowotnymi (skreczowała). Ale rychło okazało się, że sprawa jest jednak poważniejsza.

     

    Collins kontra Świątek. Duszna relacja i brzydki teatr zamiast sportowej rywalizacji

     

    Przed finałem United Cup w Sydney, wygranego przez ekipę USA, doszło do chłodnego przywitania obu zawodniczek. Collins przybiła Polce piątkę z niesmakiem i zadbała o to, żeby wyraźnie to zademonstrować. Nagranie tego momentu stało się w sieci viralem.

     

    “Nie wiem, czy zauważyliście, ale… nowy rok, ta sama ja” – napisała szyderczo 31-latka w mediach społecznościowych, ilustrując post zdjęciem swojej miny z momentu przywitania z Igą.

     

    Od tej pory każda konfrontacja obu tenisistek już zawsze postrzegana będzie przez pryzmat żenującego incydentu. Kibice, którzy oczekują emocji nie tylko czysto sportowych, liczyli na jak najszybsze spotkanie Collins i Świątek. Wydawało się, że może do niego dojść już w przyszłym miesiącu na Bliskim Wschodzie.

     

    Taki scenariusz nie doczeka się jednak realizacji. Polka została pozbawiona szansy na ewentualny rewanż. Jak informuje serwis Polski-tenis.pl, Amerykanka nie weźmie udziału w turnieju w Abu Zabi (WTA 500, również bez Świątek) i rezygnuje z dwóch imprez rangi WTA 1000 – w Dosze i w Dubaju. Zastąpi ją najprawdopodobniej Dunka Clara Tauson (39. WTA)

     

    Po porażce w półfinale Australian Open druga rakieta świata też postanowiła chwilę odpocząć. W stolicy Kataru nie mogło jej jednak zabraknąć. Polka wygrywała tu trzy kolejne edycje i ma zamiar podtrzymać dobrą passę (początek rywalizacji 9 lutego). Zaraz potem przenosi się do Dubaju, gdzie przed rokiem potknęła się w boju o finał.

  • Iga Świątek skarcona przez legendy. Jej zachowanie wywołało burzę

    Iga Świątek skarcona przez legendy. Jej zachowanie wywołało burzę

    Iga Świątek skarcona przez legendy. Jej zachowanie wywołało burz

     

    Martinie Navratilovej i Lindsay Davenport nie spodobało się zachowanie Igi Świątek podczas półfinału Australian Open. Byłe gwiazdy tenisa rozmawiały na ten temat w podcaście Tennis Channel Live. – Widziałam, jak Iga robiła to dość często. Po prostu zatrzymywała serwującego – stwierdziła Czeszka. – To nie jest w porządku – dodawała druga.

     

    Niestety Iga Świątek pożegnała się z Australian Open w półfinale. Madison Keys, która wygrała później cały turniej, okazała się rywalką nie do przejścia. I choć to Polka prowadziła przez większość tie-breaka, ostatecznie przegrała 7:5, 1:6, 6:7(8).

     

    Jeszcze w trakcie meczu niektórzy kibice zwrócili uwagę na nieeleganckie zachowania wiceliderki rankingu. “Brudne gierki Świątek powracają. Przegrywa seta 6:1 i zmusza Keysa do czekania na jej serwis. Keys wyraźnie nie jest zadowolona” — brzmiał jeden ze wpisów na profilu “ATP WTA DRAMA ALERT” w serwisie X.

     

    To nie jedyny profil, który zwrócił uwagę na sytuację z udziałem Polki. Okazuje się, że nie uszła ona uwadze także byłym gwiazdom tenisa — Martinie Navratilovej i Lindsay Davenport, które rozmawiały na jej temat w podcaście.

     

    Legenda nie ma wątpliwości: nie podoba mi się to

    — Widziałam, jak Iga robiła to dość często. Po prostu zatrzymywała serwującego. Lubi być w swoim rytmie, ale zasada jest taka, że trzeba grać w rytm serwującego. Mogła być gotowa trzy sekundy wcześniej. Nie podoba mi się to — stwierdziła Navratilova.

     

    — To nie jest w porządku i na pewno skupiło na sobie uwagę Madison. Nie była zbyt zadowolona z niektórych rzeczy, które działy się podczas tego meczu — wtórowała jej Davenport.

     

  • Jego transfer z Barcelony wstrząsnął światem. Teraz wielki powrót. Hitowe wieści ws. Neymara

    Jego transfer z Barcelony wstrząsnął światem. Teraz wielki powrót. Hitowe wieści ws. Neymara

    Jego transfer z Barcelony wstrząsnął światem. Teraz wielki powrót. Hitowe wieści ws. Neymara

    W 2023 roku Neymar opuścił Paris Saint-Germain i śladami Cristiano Ronaldo udał się do Arabii Saudyjskiej. Jednak w przeciwieństwie do Portugalczyka, miejsca tam nie zagrzał. Spędził tam zaledwie półtora roku i w tym czasie rozegrał dla Al-Hilal zaledwie siedem spotkań. Teraz Fabrizio Romano potwierdza, że Brazylijski gwiazdor przeniesie się do innego klubu. To będzie jego spektakularny powrót

     

    Wielki talent Neymara wystrzelił po 2010 roku. Wówczas bardzo młody Brazylijczyk stał się jednym z najbardziej pożądanych przez wszystkie największe kluby piłkarzy. Trudno było mu rozstać się z macierzystym Santosem, ale ostatecznie, w 2013 roku, przeniósł się do FC Barcelona.

     

    Neymar podbił Europę. Jego odejście z Barcelony zmieniło wszystko

     

    W Katalonii Neymar zrobił zawrotną karierę. Rozegrał dla Barcy 186 meczów, zdobył 105 goli i zanotował 76 asyst. Zdobył z tym klubem wszystkie możliwe trofea, a w sezonie 2014/15 pod wodzą Luisa Enrique skompletował potrójną koronę. Nigdy później Barcelonie nie udało się powtórzyć tego osiągnięcia, ponieważ wygranie Ligi Mistrzów jest poza jej zasięgiem

     

    W 2017 roku doszło do transferu, który wstrząsnął całym piłkarskim światem. Neymar przeniósł się do PSG za rekordowe 222 miliony euro. Do dziś żaden piłkarz nie został sprzedany za większą sumę. Brazylijczyk zrobił to, aby wyjść z cienia Leo Messiego i powalczyć o Złotą Piłkę, mając status największej gwiazdy swojej drużyny

     

    Dziś najpewniej żałuje tego ruchu. Z PSG nie udało mu się nigdy wygrać Ligi Mistrzów, nie zdobył Złotej Piłki, a wszystko skończyło się tak, że Kylian Mbappe i Lionel Messi w Paryżu pod koniec jego pobytu tam znaczyli więcej niż on.

     

    Następnym krokiem Neymara było saudyjskie Al-Hilal. Brazylijczyk był już wówczas zawodnikiem mającym duże problemy ze zdrowiem. Przez dodanie do tego problemów ze sportową postawą, które w jego przypadku objawiały się na przestrzeni całej kariery, Neymar w Arabii Saudyjskiej nie błysnął ani razu. Dla Al-Hilal rozegrał zaledwie siedem spotkań. Oficjalnie, w przeciwieństwie do Cristiano Ronaldo, zdobył jednak mistrzostwo kraju.

     

    Neymar wraca do domu. Fabrizio Romano ogłasza

     

    Teraz Fabrizio Romano ogłasza, że spektakularny powrót Neymara dojdzie do skutku. Brazylijski gwiazdor znów ma zagrać dla swojego macierzystego Santosu, z którego w 2013 roku odszedł do Barcelony. Wówczas płakał, opuszczając swój rodzinny klub. Wciąż jest tam jednak postrzegany jako wielka legenda i kibice z pewnością przyjmą z powrotem z ogromnym szczęściem.

     

    Klub Al-Hilal rozwiązał kontrakt Neymara ze skutkiem natychmiastowym. Brazylijczyk uda się teraz na badania medyczne i podpisze kontrakt jako nowy piłkarz Santosu. Powrót do Santosu, powrót do Vila Belmiro. Neymar wraca do domu! – ogłasza Romano.

  • Sabalenka się doigrała. To koniec. Czekamy już tylko na oficjalny komunikat

    Sabalenka się doigrała. To koniec. Czekamy już tylko na oficjalny komunikat

    Sabalenka się doigrała. To koniec. Czekamy już tylko na oficjalny komunikat

    Wybuchy niekontrolowanej agresji na korcie to niestety coraz częstszy obrazek w zawodowym tenisie. Tego typu incydentów nie udało się uniknąć również podczas zakończonego właśnie Australian Open. Konsekwencje? Zwykle nie są wyciągane. Tym razem ma być jednak inaczej. Jak donosi serwis News.com, zapadła decyzja o nałożeniu sankcji finansowych na Arynę Sabalenkę, która po przegranym finale na oczach widowni roztrzaskała z furią rakietę.

     

    – Czy ja coś powinnam powiedzieć w kierunku mojego teamu? To jest wasza wina oczywiście, jak zawsze. Nie chcę was widzieć przez następny tydzień. Nienawidzę was – to słowa wypowiedziane przez Arynę Sabalenkę po przegranym finale Australian Open. Utrzymane były w żartobliwym tonie. Kilka minut wcześniej Białorusinka nie potrafiła jednak zapanować nad emocjami.

     

    Liderka światowego rankingu pojawiła się w Melbourne, by odbywający się tam turniej wielkoszlemowy wygrać trzeci raz z rzędu. W XXI wieku żadnej tenisistce jeszcze się to nie udało. Jako ostatnia dokonała tego Martina Hingis w latach 1997-99.

     

    Media: Sabalenka zapłaci za wybuch agresji po finale. Koniec pobłażania

     

    W decydującej rozgrywce tegorocznej edycji Sabalenka uległa Madison Keys 3:6, 6:2, 5:7. Dla Amerykanki, która w półfinale uporała się z Igą Świątek, była to pierwsza impreza tej rangi zakończona triumfem. W zgodnej opinii obserwatorów w pełni na niego zasłużyła.

     

    – Tak serio, to dziękuję za wszystko, co dla mnie robicie – zwróciła się do członków swojego sztabu Sabalenka. – Myślę, że zrobiliśmy tyle, ile się dało. Madison grała naprawdę niesamowicie, nie mogłam więcej zrobić w tym meczu. Następnym razem zagram lepiej. Kocham was, mimo że przegraliśmy.

     

    Zanim jednak poczuła w sercu miłość, długo szamotała się z nieokiełznaną złością. Po ostatniej piłce podała zwyciężczyni rękę, a zaraz potem z impetem roztrzaskała rakietę o kort. Po dewastacji na moment usiadła, zakryła głowę ręcznikiem i zaczęła szlochać.

     

    Jak informuje australijski serwis News.com, tym razem władze kobiecego tenisa postanowiły stanowczo zareagować. Wedle nieoficjalnych jeszcze ustaleń, Sabalenka zostanie ukarana finansowo. Za swój wybryk zapłacić ma 15-20 tys. dolarów, co w przeliczeniu wynosi ok. 60-80 tys. złotych.

     

    Maksymalna sankcja za tego typu zachowanie to 50 tys. dol. (ok. 200 tys. zł). Jak czytamy, pierwsza rakieta świata nie jest uznawana za recydywistkę, więc wymiar kary nie będzie najsurowszy.

    https://x.com/tennis_gifs/status/1883105525019423177

    https://x.com/tennis_gifs/status/1883148488529330637

  • Media: rozłam w szatni Barcelony! Koledzy nie chcą Szczęsnego w bramce

    Media: rozłam w szatni Barcelony! Koledzy nie chcą Szczęsnego w bramce

    Rozłam w szatni Barcelony! Dobrze poinformowana katalońska dziennikarka Laia Prades wyjawia, że “w szatni Barcelony są zawodnicy, którzy woleliby, aby to Inaki Pena był pierwszym bramkarzem”. Na to szybko zareagowali kibice, którzy stanęli w obronie Szczęsnego.

     

    Wojciech Szczęsny najwyraźniej przekonał do siebie Hansiego Flicka, który stawiał na Polaka w ostatnich dwóch ważnych meczach Barcy. We wtorek bowiem Szczęsny grał od pierwszych minut z Benficą w Lidze Mistrzów, a pięć dni później zagrał 90 minut w LaLidze z Valencią. Okazuje się jednak, że niektórzy z piłkarzy Blaugrany nie są przekonani do polskiego golkipera.

     

    Rozłam w szatni Barcelony. Koledzy nie chcą Szczęsnego w pierwszym składzie

     

    “W szatni Barcelony są zawodnicy, którzy woleliby, aby to Inaki Pena był pierwszym bramkarzem” — wyjawia Laia Prades, dziennikarka Catalunya Radio.

     

    “Najważniejsze, że trener wie, co jest najlepsze dla drużyny” — komentuje jeden z kibiców na platformie X.

     

    “Gracze, którzy wolą Inakiego to Lamine Yamal, Fermin Lopez i Pedri” — dodaje kolejny z kibiców, sugerując jednocześnie, że za Peną stoją jego hiszpańscy koledzy z szatni.

     

    “Dzięki Bogu, że oni nie są trenerem” — komentuje kolejny kibic.

     

    Trener bramkarzy również nie chciał Szczęsnego w bramce

    To jednak niejedyny głos z Barcelony przeciwko Szczęsnemu. “AS” ujawnia, że w szatni Barcelony doszło nawet do pewnego rozłamu na linii Flick — trener bramkarzy. Właśnie z powodu Szczęsnego.

     

    “Jak dowiedział się »AS«, decyzja o wyborze polskiego bramkarza przed Hiszpanem jest decyzją Flicka. W rzeczywistości trener bramkarzy, Jose Ramon de la Fuente, był bardziej za utrzymaniem Peni jako pierwszego bramkarza w LaLiga. Niemiecki trener zdecydował się jednak dać ciągłość gry Szczęsnemu, który wygrał wszystkie swoje mecze” — czytamy na łamach hiszpańskiego dziennika.

    https://x.com/BarcaUniversal/status/1883949271185252450

    Pięć spotkań, w których grał Szczęsny — mimo pewnych problemów Polaka — Barca zdołała wygrać, co może oznaczać, że były bramkarz Juventusu zagra również 29 stycznia w Lidze Mistrzów w starciu z Atalantą. Piłkarze Flicka są już pewni awansu do 1/8 finału. Po siedmiu meczach zajmują drugie miejsce z 18 pkt na koncie.

     

  • Stało się, Barcelona obwieszcza. Hit – zadecydował Lewandowski. Klub reaguje

    Stało się, Barcelona obwieszcza. Hit – zadecydował Lewandowski. Klub reaguje

    Stało się, Barcelona obwieszcza. Hit – zadecydował Lewandowski. Klub reaguje

    Robert Lewandowski w meczu z Valencią (7:1) niespodziewanie zasiadł na ławce rezerwowych, lecz w drugiej części spotkania pojawił się na murawie. Do gry został wprowadzony po godzinie gdy i potrzebował tylko sześciu minut, by trafić do siatki. Jego trafienie okazało się decydujące w kwestii hitu, na który czekał trener Hansi Flick i którym po meczu z dumą chwali się FC Barcelona.

     

    FC Barcelona do starcia z Valencią przystępowała po niepokojącej serii czterech meczów bez zwycięstwa w rozgrywkach La Liga. Szybko jednak stało się jasne, że tym razem podopieczni trenera Hansiego Flicka nie potkną się, a zamiast tego zanotują efektowne zwycięstwo.

     

    Już po pierwszym kwadransie “Duma Katalonii” prowadziła 3:0, a popisom swoich kolegów z bramki przyglądał się bezrobotny przez większość spotkania Wojciech Szczęsny. Tymczasem Robert Lewandowski przesiedział pierwszą połową meczu na ławce rezerwowych. Pojawił się jednak na placu gry w 60. minucie i już sześć minut później cieszył się z bramki, płaskim strzałem wieńcząc akcję po dograniu Fermina Lopeza.

     

    Jak się okazało, był to wyjątkowy moment nie tylko dla samego reprezentanta Polski, ale i dla trenera Hansiego Flicka oraz całej Barcelony. Trafienie Polaka okazało się bowiem setną bramką zdobytą za kadencji niemieckiego szkoleniowca. A wynik ten wyśrubował jeszcze potem obrońca Valencii Cesar Tarrega trafiając do własnej siatki, a tym samym ustalając wynik spotkania.

     

    La Liga. FC Barcelona chwali się wyczynem swojej drużyny. Wszystkiego dopełnił Lewandowski

     

    FC Barcelona chwali się, że Hansi Flick został drugim “najszybszym” szkoleniowcem w historii klubu, który dobił do tej magicznej granicy. Jego podopieczni potrzebowali bowiem zaledwie 32 meczów, by osiągnąć trzycyfrowy wynik strzelecki, notując średnią 3,16 bramki na mecz. Niemiec przegrał tylko Helenio Herrerą, który jeszcze w latach 50-tych z identycznego wyczynu swojej ekipy mógł cieszyć się już po 31 meczach. Za plecami Hansiego Flicka plasują się natomiast takie sławy jak Luis Enrique (34 spotkania), Tito Vilanova (34), Domenec Balmanya (36), Laszlo Kubala (36) czy Pep Guardiola (37).

     

    Najwięcej bramek dla FC Barcelona zdobył w tym sezonie rzecz jasna Robert Lewandowski, którego licznik zatrzymał się obecnie na 29 trafieniach. Reprezentanta Polski wciąż próbuje gonić notujący genialny sezon Raphinha (23 gole), a trzecie miejsce w klubowej klasyfikacji strzelców zajmuje Lamine Yamal – autor 9 bramek.

     

    Spośród ekip, którym Barcelona strzelała gole w tym sezonie, Valencia i Real Madryt wypadają najgorzej. Obie drużyny straciły dziewięć goli przeciwko drużynie Hansiego Flicka

     

    ~ czytamy na oficjalnym portalu FC Barcelona

     

    Niedzielne trafienie Roberta Lewandowskiego było dla niego niezwykle ważne w kwestii walki o tytuł króla strzelców La Liga. Polak odpowiedział w ten sposób na hat-tricka, którego Kylian Mbappe skompletował w meczu z Realem Valladolid. Obecnie jego przewaga nad francuskim gwiazdorem wynosi zaledwie dwiebramki.

     

  • Burza po finale Australian Open. Chcą dyskwalifikacji Sabalenki, awantura na cały świat

    Burza po finale Australian Open. Chcą dyskwalifikacji Sabalenki, awantura na cały świat

    Burza po finale Australian Open. Chcą dyskwalifikacji Sabalenki, awantura na cały świat

    Aryna Sabalenka nie obroniła tytułu Australian Open wywalczonego przed rokiem. Chociaż Białorusinka postrzegana była jako wyraźna faworytka, w finale uległa w trzech setach Madison Keys. Amerykanka sprawiła w Melbourne potężną niespodziankę i sięgnęła po pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. Niedługo po finale do sieci wyciekło bulwersujące nagranie z szatni Sabalenki. Kibice nie kryli oburzenia i domagają się dyskwalifikacji Białorusinki.

     

    Kompletnie zaskakujący przebieg miał finał Australian Open 2025. Zaskoczenie budził już sam fakt, że oprócz Aryny Sabalenki dotarła do niego Madison Keys, nie zaś Iga Świątek. Raszynianka w starciu z Amerykanką miała już nawet piłkę meczową, a do tego prowadziła niemal przez całego super tie-breaka. Ostatecznie po trwającej ponad dwie i pół godziny batalii uległa starszej rywalce.

     

    Zacięta walka w finale Australian Open. Madison Keys z pierwszym tytułem w karierze

     

    Keys narzuciła Sabalence twarde warunki i triumfowała w pierwszym secie 6:2. W drugim Białorusinka wzięła się w garść, a układ sił na korcie uległ znacznej zmianie. Role się odwróciły i to liderka rankingu WTA przeważała. W efekcie triumfowała 6:2 i doprowadziła do wyrównania.

     

    Trzeci set był zdecydowanie najbardziej wyrównany, ale ostatecznie padł łupem Keys i sensacja stała się faktem. 29-latka sięgnęła po pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy, a Sabalenka musiała obejść się smakiem. Nerwy puszczały jej już w trakcie meczu. W pewnym momencie z furią zaczęła tłuc rakietą o kort, roztrzaskując ją. Jeszcze bardziej kibiców zbulwersowało jednak zachowanie 26-latki po finale.

     

    Kibice oburzeni zachowaniem Sabalenki. Grzmią o dyskwalifikacji

     

    Wkrótce po finale do sieci wyciekło nagranie z szatni Aryny Sabalenki. Widać na nim, jak wraz z członkami sztabu szkoleniowego śmieją się, wykonując jednocześnie kontrowersyjny gest w stosunku do trofeum za finał Australian Open. W opinii kibiców wyglądało to, jakby chcieli oni “oddać mocz” na puchar. Spotkało się to z jednoznaczną reakcją w mediach społecznościowych.

     

    Co za brak szacunku. Już ją zablokowałem po tym geście z ubiegłej nocy. To nie w porządku, nawet jeśli sobie tylko żartują. Nigdy jej nie lubiłem. Cieszę się, że nie wygrała

     

    ~ pieklili się kibice

     

    Niektórzy poszli o krok dalej, domagając się wprost dyskwalifikacji Białorusinki. W ich opinii był to skrajny brak szacunku zarówno wobec organizatorów rozgrywek, jak i pozostałych rywalek.

     

    Już w trakcie finału można było odczuć, że lwia część kibiców zgromadzonych na trybunach dopinguje mocniej Madison Keys. Amerykanka wzbudziła sympatię i szacunek ze strony kibiców ze względu na swoją postawę w trakcie rozgrywek w Melbourne.

    https://x.com/tennis_gifs/status/1883148488529330637