• Tie-break w meczu Osaki. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża za burtą Garrosa

    Tie-break w meczu Osaki. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża za burtą Garrosa

    Pierwsze dni tegorocznego Roland Garros już przyniosły kilka ogromnych niespodzianek. Z turniejem pożegnały się między innymi Jessica Pegula i Jelena Rybakina, choć jeszcze przed startem rywalizacji wiele osób widziało je w gronie kandydatek do końcowego triumfu. Spore emocje budziło również starcie Naomi Osaki z Donną Vekić. Trudno było wskazać wyraźną faworytkę – Japonka od lat nie czuje się najlepiej na paryskiej mączce, z kolei Chorwatka ma za sobą olimpijski finał rozegrany właśnie na tej nawierzchni. Ostatecznie po 111 minutach zaciętej walki zwycięsko z kortu zeszła Osaka.

    Patrząc na dorobek obu zawodniczek, cztery wielkoszlemowe tytuły czy pozycję w historii kobiecego tenisa, to właśnie Naomi wydawała się tenisistką z większym potencjałem. Roland Garros od zawsze pozostawał jednak dla niej problematyczny. Nawet w najlepszych latach kariery nigdy nie potrafiła w Paryżu przebić bariery trzeciej rundy. Podobne trudności miała zresztą na trawie, choć na kortach twardych przez lata dominowała praktycznie bezdyskusyjnie.

    Nowy rozdział rozpoczął się jednak dziesięć miesięcy temu, gdy współpracę z Japonką rozpoczął Tomasz Wiktorowski. Polski trener doskonale zna realia gry na ceglanej nawierzchni – razem z Igą Świątek świętował triumfy w Roland Garros i uczestniczył w budowaniu jej sukcesów w Paryżu. To właśnie doświadczenie Wiktorowskiego miało pomóc Osace zrobić krok naprzód także na mączce.

    Donna Vekić również miała z paryską nawierzchnią swoje wspomnienia. Rok temu sensacyjnie sięgnęła po srebrny medal igrzysk olimpijskich rozgrywanych właśnie na kortach Rolanda Garrosa. Chorwatka nigdy jednak nie była kojarzona z grą na ziemi – zdecydowanie lepiej odnajdywała się na szybkich nawierzchniach. Ostatnie miesiące nie należały dla niej do łatwych. Wypadła z czołowej dwudziestki rankingu, a nawet znalazła się poza pierwszą setką. Dopiero dobre wyniki w Linzu i Stambule pozwoliły jej ustabilizować sytuację rankingową.

    Mecz na korcie Simonne Mathieu od początku układał się zgodnie z przewidywaniami pod względem stylu gry. Osaka próbowała dominować niemal w każdej wymianie, uderzała mocniej i przejmowała inicjatywę. Ryzyko oznaczało jednak również błędy. Vekić szybko przełamała Japonkę i objęła prowadzenie 3:1, ale gdy podopieczna Wiktorowskiego podkręciła tempo, błyskawicznie odrobiła straty.

    Przy stanie 5:4 Chorwatka stanęła przed szansą zamknięcia seta przy własnym serwisie. Osaka jednak nie odpuszczała. Najpierw wywalczyła break pointa, a chwilę później kapitalnym bekhendem doprowadziła do remisu 5:5. Końcówka partii przyniosła jeszcze więcej napięcia. Vekić obroniła aż trzy piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka, lecz w nim praktycznie nie miała nic do powiedzenia. Seria błędów Chorwatki i pewna gra Osaki sprawiły, że Japonka szybko odskoczyła na 6-0 i po 62 minutach triumfowała w secie 7:6(1).

    Drugą odsłonę spotkania Osaka rozpoczęła równie agresywnie, choć momentami znów traciła koncentrację. Japonka potrafiła budować przewagę, by chwilę później oddawać punkty po własnych pomyłkach. Vekić pozostawała w kontakcie niemal do samego końca i nawet po utracie podania na 4:5 miała jeszcze szansę wrócić do gry. Chorwatka wypracowała break pointa po nieudanym ataku Osaki, ale decydujące akcje należały już do Japonki.

    Naomi zachowała więcej spokoju w kluczowych momentach i zamknęła spotkanie wynikiem 7:6(1), 6:4. Dzięki temu awansowała do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie zmierzy się z Ivą Jović. Jeśli pokona młodą Amerykankę, w czwartej rundzie może dojść do jej kolejnego wielkiego starcia z Aryną Sabalenką.

  • Ostatnia mistrzyni za burtą Roland Garros. 0:6 na starcie, koniec po 78 minutach

    Ostatnia mistrzyni za burtą Roland Garros. 0:6 na starcie, koniec po 78 minutach

    Piąty dzień rywalizacji podczas Roland Garros 2026 przyniósł dokończenie spotkań drugiej rundy singla. W jednym z najciekawiej zapowiadających się meczów na korcie numer 14 miał pojawić się Hubert Hurkacz, którego rywalem został Frances Tiafoe. Jeszcze przed starciem Polaka kibice obejrzeli jednak amerykański pojedynek w kobiecej części turnieju. Dla jednej z tenisistek zakończył się on wyjątkowo boleśnie.

    W ubiegłym tygodniu rozegrano dwa turnieje WTA — imprezę rangi 500 w Strasburgu oraz zawody rangi 250 w Rabacie. Oba finały rozpoczęły się niemal równocześnie, chwilę po godzinie 14:00. Jako pierwsza po tytuł sięgnęła Petra Marcinko. Chorwatka triumfowała jednak w nietypowych okolicznościach, ponieważ Anhelina Kalinina poddała mecz przy stanie 6:2, 3:0 dla rywalki.

    Znacznie więcej emocji dostarczył finał w Strasburgu. Tam kibice byli świadkami trzysetowego widowiska, zakończonego zwycięstwem Emmy Navarro. Amerykanka pokonała Victorię Mboko, która niedawno rozpoczęła współpracę z Wimem Fissette’em, 6:0, 5:7, 6:2. Dzięki temu Navarro została ostatnią triumfatorką turnieju WTA przed rozpoczęciem zmagań w Paryżu.

    We wtorek reprezentantka USA udanie rozpoczęła Roland Garros, pokonując Janice Tjen 6:4, 6:3. W drugiej rundzie czekało ją jednak trudniejsze zadanie — amerykańskie starcie z rozstawioną z numerem 17 Ivą Jovic. Na papierze zapowiadał się wyrównany pojedynek, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Jovic. Navarro szybko wypracowała prowadzenie 30:0, lecz młodsza z Amerykanek zdołała odwrócić losy gema i objąć prowadzenie. Chwilę później Emma miała okazję doprowadzić do remisu 1:1, jednak nie wykorzystała swojej szansy. Od tego momentu inicjatywa należała już wyłącznie do Ivy Jovic.

    Turniejowa „17” całkowicie zdominowała przebieg pierwszego seta. Navarro nie była w stanie znaleźć odpowiedzi na agresywną i pewną grę rywalki, przez co nie wygrała już ani jednego gema w tej partii. Jovic zamknęła seta wynikiem 6:0.

    Druga odsłona meczu rozpoczęła się równie źle dla mistrzyni ze Strasburga. W drugim gemie Navarro straciła podanie po długiej walce i obronie kolejnych break pointów. Po chwili Jovic prowadziła już 6:0, 3:0 i wydawało się, że spotkanie błyskawicznie dobiegnie końca.

    Dopiero wtedy Emma Navarro zdołała się przebudzić. Amerykanka zaczęła stopniowo odrabiać straty i przy stanie 2:4 obroniła kolejną okazję rywalki, wracając do gry. Końcówka należała jednak ponownie do 18-letniej Jovic. Młodsza z tenisistek wygrała trzy kolejne gemy i po 78 minutach zakończyła mecz zwycięstwem 6:0, 6:3.

    Dzięki efektownej wygranej Iva Jovic awansowała do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie zmierzy się z lepszą z pary Naomi Osaka — Donna Vekić.

  • Rybakina za burtą w Paryżu. Jej pogromczyni po meczu zaskoczyła

    Rybakina za burtą w Paryżu. Jej pogromczyni po meczu zaskoczyła

    Julija Starodubcewa autorką kolejnej sensacji na kortach Rolanda Garrosa. Ukrainka w drugiej rundzie paryskiego turnieju odprawiła z kwitkiem dwukrotną mistrzynię wielkoszlemową, Jelenę Rybakinę. Podczas pomeczowej konferencji prasowej 26-latka zaskoczyła dziennikarzy nietypowym wyznaniem. Opowiedziała o obietnicy, którą złożył jej trener, który jest także jej życiowym partnerem.
    Julija Starodubcewa wyeliminowała Jelenę Rybakinę

    Julija Starodubcewa wyeliminowała Jelenę RybakinęBurak AkbulutAFP

    Tenis po raz kolejny udowadnia, jak nieprzewidywalną potrafi być dyscypliną. Za nami pierwsze dni zmagań w ramach 125. edycji turnieju Rolanda Garrosa, po których z marzeniami o wielkoszlemowym trofeum pożegnało się wiele gwiazd. W singlu mężczyzn wyeliminowani zostali na przykład Taylor Fritz i Daniił Miedwiediew. W grze pojedynczej kobiet natomiast za burtą znalazły się takie zawodniczki jak m.in.Barbora Krejcikova, Qinwen Zheng, Jessica Pegula, Jelena Ostapenko, Jasmine Paolini i Jelena Rybakina.

    Ostatnia z pań, a więc reprezentantka Kazachstanu, w drugiej rundzie wyeliminowana została przez Ukrainkę Juliję Starodubcewą, która po trzysetowej batalii pokonała znacznie bardziej doświadczoną i utytułowaną oponentkę 3:6, 6:1, 7:6(4).

    Julija Starodubcewa ujawniła, co obiecał jej trener. “Zaczyna się bać”

    Ukraińska zawodniczka na pomeczową konferencję prasową dotarła w znakomitym humorze. Nie jest to jednak zaskoczenie. Mało kto bowiem zakładał, że 26-latka będzie w stanie zagrozić tak utytułowanej rywalce, która na swoim koncie ma przecież dwa tytuły wielkoszlemowe (wygrała Wimbledon 2022 i Australian Open 2026).

    W trakcie rozmowy z dziennikarzami 26-letnia zawodniczka zdecydowała się na wyznanie. Postanowiła bowiem opowiedzieć o obietnicy, którą złożył jej jakiś czas temu jej trener Pearse Dolan, który przy okazji jest także jej partnerem. “Powiem wam ciekawą rzecz. Mój chłopak Pearse Dolan jest moim trenerem i powiedział, że jeśli wejdę do TOP 50, to się oświadczy… Zaczyna się bać” – przyznała z wyraźnym rozbawieniem.

    Na ten moment po awansie do trzeciej rundy Ukrainka zajmuje 54. pozycję w światowym rankingu. Jeśli jednak z najbliższym meczu deblowa partnerka Magdy Linette pokona Wang Xiyu i awansuje do 1/8 finału wielkoszlemowej imprezy, zapewni jej to miejsce w TOP 50.
    Julija Starodubcewa

    Julija StarodubcewaAl Bello/Getty Images via AFPAFP
    Julia Starodubcewa, Roland Garros 2025

    Julia Starodubcewa, Roland Garros 2025Matthieu Mirville/DPPI via AFPAFP
    Tenisistka w sportowym stroju trzymająca rakietę, wykonująca gest zwycięstwa z zaciśniętą pięścią podczas meczu na korcie.

    Julija StarodubcewaALAIN JOCARDAFP

    Tommy Paul – Ignacio Buse. Skrót meczu.

  • Świątek wyznała: “Trudno jest udawać kogoś, kim nie jesteś”. WTA reaguje

    Świątek wyznała: “Trudno jest udawać kogoś, kim nie jesteś”. WTA reaguje

    Iga Świątek rozpoczęła Roland Garros bez niemiłej niespodzianki. W dwóch pierwszych spotkaniach reprezentantka Polski nie straciła seta, pokonała kolejno Emerson Jones i Sarę Bejlek. W międzyczasie znalazła również czas na zobowiązania marketingowo-sponsorskie. Wystąpiła w reklamie, na co zareagowała sama organizacja WTA.
    Iga Świątek w fioletowej czapce i sportowej koszulce trzyma rakietę, na tle rozmytego kortu tenisowego.

    Iga Świątek, WTAFOTO OLIMPIK / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP / zrzut ekrany WTAAFP

    W pierwszym meczu na tegorocznej edycji Roland Garros Iga Światek rozbiła Emerson Jones 6:1, 6:2. Tylko w krótkich fragmentach spotkania Australijka była w stanie jakkolwiek zagrozić naszej tenisistce.

    Dwa dni później czterokrotna mistrzyni z Paryża zmierzyła się z kolejną utalentowaną zawodniczką – Sarą Bejlek. W meczu z Czeszką popełniała sporo niewymuszonych, kompletnie niepotrzebnych błędów, jednak ostatecznie rywalkę było stać tylko na pięć gemów (6:2, 6:3). W ten sposób 24-latka pewnie zameldowała się w trzeciej rundzie.

    Oto co Świątek zrobiła w Paryżu. WTA musiało zareagować, tak oceniono Polkę

    W czasie trwania turnieju w stolicy Francji Polka nie żyje tylko samym tenisem. W poniedziałek w mediach społecznościowych ukazał się materiał, w którym spełniła się jako… aktorka.

    24-latka wcieliła się w rolę sprzedawczyni w sklepie On – szwajcarskiej marki obuwia i odzieży sportowej, która jest jej sponsorem. I jak widać, szło jej naprawdę świetnie. – Wszystko w porządku? – pytała klientów, wyskakując zza wiszących ubrań. – Szczerze mówiąc, to miejsce rozpadłoby się beze mnie – dodawała z teatralną manierą.

    Jej artystyczne umiejętności ocenił oficjalny profil WTA. “Iga Świątek zawsze miała wyczucie komika i znów udowodniła” – czytamy.

    Po wygranej z Sarą Bejlek nasza reprezentantka była pytana o to, jak podobała jej się aktorska przygoda. – Myślę, że to superśmieszne, a ta scena miała być zabawna. Wycięli tę, kiedy oceniałam moich pracowników, więc szkoda, bo ja potrafię oceniać całkiem nieźle – mówiła z uśmiechem na twarzy.

    – Myślę, że takie reklamy przyciągają trochę więcej uwagi. A w Melbourne pracowałam jako kelnerka, wiesz? Uwielbiam to. Czasami trudno jest udawać kogoś, kim nie jesteś, ale zazwyczaj proszą cię, żebyś była kimś, kim możesz być – opowiadała.

    “Sprawiało jej to ogromną przyjemność. Miała okazję pokazać trochę swojej osobowości, a nie tylko prezentować strój czy wykonać forhend” – dodaje WTA. – Oscary w przyszłym roku? – żartowała Polka.

    W trzeciej rundzie Roland Garros jej rywalką będzie Magda Linette. Zapraszamy do śledzenia relacji w Interii Sport.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekJOSE BRETONNurPhotoNurPhoto via AFPAFP
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP

    Crystal Palace FC – Rayo Vallecano. Skrót meczu.

  • Polska sensacja w Rolandzie Garrosie. “Trudno o większą, nota 10 na 10”

    Polska sensacja w Rolandzie Garrosie. “Trudno o większą, nota 10 na 10”

    Hubert Hurkacz i Maja Chwalińska – to właśnie tych dwoje polskich tenisistów najbardziej wyróżniło się indywidualnie w pierwszej rundzie Roland Garros. Tak przynajmniej uważa rozmówca Artura Gaca, który nie ukrywał ogromnego uznania zarówno dla postawy Hurkacza wracającego po problemach zdrowotnych, jak i dla sensacyjnego triumfu Chwalińskiej nad Qinwen Zheng.

    – Hubert wraca po długiej i trudnej kontuzji, która ciągnęła się za nim przez dłuższy czas. Mam nadzieję, że teraz jego sytuacja zdrowotna jest już zdecydowanie lepsza. Korty ziemne nigdy nie były dla niego wymarzoną nawierzchnią, a po takich przejściach tym bardziej nie jest mu łatwo – podkreślił. – Tym bardziej trzeba docenić zwycięstwo nad Hiszpanem, który bardzo dobrze czuje się na mączce. Najważniejsze, że Hubert potrafił zamknąć ten mecz i wytrzymał trudne momenty.

    Jeszcze więcej emocji wywołał jednak występ Mai Chwalińskiej. Polka najpierw przebrnęła przez kwalifikacje, a następnie sprawiła gigantyczną niespodziankę, eliminując mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng.

    – To jedna z największych sensacji całego turnieju. Naprawdę trudno przecenić skalę tego sukcesu – zaznaczył. – Qinwen Zheng świetnie gra na ziemi, a dodatkowo zdobyła przecież złoty medal olimpijski właśnie na tych kortach. Taki triumf daje ogromną pewność siebie. Tymczasem Maja kompletnie odebrała jej komfort gry.

    Rozmówca zwrócił uwagę, że Chwalińska mimo braku imponujących warunków fizycznych posiada ogromny tenisowy talent i niezwykłą kreatywność.

    – Dawid Celt nazwał ją kiedyś tenisową czarodziejką i trudno się z tym nie zgodzić. Ona potrafi robić na korcie rzeczy wyjątkowe. Dosłownie związała Zheng nogi i obrzydziła jej tenis – mówił z uznaniem. – To był prawdziwy tenis ziemny, pełen finezji, skrótów, lobów i inteligentnych rozwiązań. Tego dziś często brakuje.

    W rozmowie pojawiło się również porównanie do Agnieszki Radwańskiej.

    – Trochę zapomnieliśmy już, jak wygląda tenis oparty na sprycie i czuciu piłki. A przecież właśnie za to wszyscy kochali Agnieszkę Radwańską. Ona nie opierała swojej gry na sile, tylko na pomysłowości i technice. Maja ma w sobie coś podobnego i bardzo dobrze, że wciąż są zawodniczki potrafiące grać w taki sposób. Nie chciałbym, żeby tenis całkowicie został zdominowany przez samych bombardierów.

    Dużo miejsca poświęcono także sytuacji Huberta Hurkacza. Powrót po kontuzji, presja rankingu i konieczność odbudowy pewności siebie sprawiają, że każdy wygrany mecz ma dla niego ogromne znaczenie.

    – Doskonale rozumiem jego położenie. Sam przechodziłem przez podobne sytuacje z Karoliną, gdy zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Powrót po długiej przerwie zawsze jest trudny, zwłaszcza w największych turniejach – tłumaczył. – Ranking ma ogromne znaczenie, bo nierozstawiony zawodnik może od razu trafić na największych faworytów. Dlatego teraz kluczowe jest, by Hubert przetrwał pierwsze rundy i złapał rytm meczowy.

    Nie ukrywał też, że bardzo wierzy w możliwości Polaka.

    – Napisałem mu, że mocno mu kibicuję. Jeśli przejdzie trzy rundy, później może być już tylko lepiej. Paradoksalnie właśnie wtedy może stać się bardzo groźny dla każdego rywala.

    Pojawił się również temat charakteru Hurkacza, który od lat uchodzi za jednego z najbardziej kulturalnych tenisistów w tourze. Czy czasem nie brakuje mu jednak większej bezwzględności?

    – Kultura nigdy nie jest wadą. Hubert jest po prostu sobą i to trzeba szanować. Jasne, czasem można by oczekiwać większej agresji czy sportowego cwaniactwa, ale udawanie kogoś innego zazwyczaj kończy się źle – ocenił. – Jeśli odzyska pełne zaufanie do własnego ciała i zacznie regularnie wygrywać z najlepszymi, wtedy jego pewność siebie automatycznie wzrośnie. On pamięta przecież, że potrafił pokonywać Jannika Sinnera i innych wielkich graczy. Ma odpowiedni poziom i ogromne ambicje.

    Rozmówca podkreślił również profesjonalizm Hurkacza.

    – Hubert jest niesamowicie sumienny. Nie ma u niego fuszerki, odpuszczania czy taryfy ulgowej. To wzór profesjonalisty. Życzę mu, żeby z każdym kolejnym tygodniem wyglądał coraz lepiej i na Wimbledon pojechał już z pełnym przekonaniem o swojej sile.

    W dalszej części rozmowy pojawił się temat Igi Świątek. Zdaniem eksperta liderka polskiego tenisa spokojnie i dojrzale rozpoczęła turniej.

    – W Wielkich Szlemach nie liczy się to, ile gemów się straciło, tylko czy wygrało się mecz. Pierwsze rundy zawsze bywają trudne, nawet dla największych gwiazd. Historia zna mnóstwo przypadków sensacyjnych porażek faworytek już na starcie turnieju – przypomniał.

    Według niego Świątek zagrała dokładnie tak, jak wymagała tego sytuacja.

    – Nie musiała grać wybitnego meczu. Wystarczyło, że była solidna i skoncentrowana. Wygrała pewnie i kontrolowała wydarzenia na korcie. Największe wyzwania dopiero przed nią, bo jeśli drabinka ułoży się zgodnie z przewidywaniami, czekają ją bardzo wymagające pojedynki.

    Rozmówca wierzy jednak, że obecność nowego szkoleniowca może pomóc Polce w trudniejszych momentach turnieju.

    – Myślę, że nowy trener wnosi świeżość i może bardzo pozytywnie wpłynąć na Igę. Zwłaszcza gdy przyjdzie mierzyć się z rywalkami, które wcześniej sprawiały jej problemy. Wtedy zobaczymy, czy ta nowa energia rzeczywiście robi różnicę.

    Na horyzoncie może pojawić się także potencjalny hit z Jeleną Ostapenko, z którą Świątek do tej pory nie potrafiła znaleźć sposobu. Choć rozmówca liczy, że wcześniej Łotyszkę zatrzyma Magda Linette.

    – Bardzo kibicuję Magdzie. To zawodniczka niezwykle doświadczona i odporna psychicznie. W dodatku współpracuje z Agnieszką Radwańską, która doskonale rozumie tenis oparty na sprycie i taktyce. Mam nadzieję, że uda się doprowadzić do polskiego meczu w kolejnej rundzie – zakończył.

  • Już jest jedną z największych sensacji Roland Garros. To o Chwalińskiej wiedziało niewielu

    Już jest jedną z największych sensacji Roland Garros. To o Chwalińskiej wiedziało niewielu

    Maja Chwalińska już zdążyła sprawić sensację na tegorocznym Roland Garros. Polka najpierw doskonale spisała się w kwalifikacjach do turnieju i po raz pierwszy w karierze dotarła do głównej drabinki, a potem pokonała w pierwszej rundzie mistrzynię olimpijską z tych kortów, Qinwen Zheng. Jej początki mogły być jednak dla niektórych zaskakujące. Okazało się, że przed tenisem uprawiała też inny sport.
    Maja Chwalińska w sportowym stroju z rakietą tenisową przygotowuje się do odbioru piłki na korcie

    Maja ChwalińskaMarcin GolbaAFP

    Ten Roland Garros dla Mai Chwalińskiej będzie z pewnością niezapomniany. Polka gra zresztą jeden z najlepszych sezonów w karierze – udało jej się sięgnąć po tytuł w Oeiras, a ostatnio rzadko kiedy w ogóle zdarza jej się przegrywać.

    Maja Chwalińska sensacją na Roland Garros

    Najpierw po raz pierwszy w karierze udało jej się dotrzeć do głównej drabinki Roland Garros, a później, w pierwszej rundzie turnieju, pokonała Qinwen Zheng, mistrzynię olimpijską, która przekreśliła w półfinale zmagań marzenia Igi Świątek o złocie. Maja Chwalińska pokazuje, że ten sezon może należeć do niej.

    Polska zawodniczka przez lata przyjaźniła się z Igą Świątek i choć dziś ich znajomość nieco się rozluźniła, to panie wciąż bardzo się lubią i ta, która ma za sobą już wielkie triumfy jest wzorem dla Chwalińskiej. Kto wie, może za jakiś czas zmierzą się ze sobą na wielkoszlemowym turnieju.

    Maja Chwalińska “wyróżniała się” już wcześniej

    Od samego początku Chwalińska pokazywała, że jest zawodniczką niebanalną. W wywiadzie dla Weszło, jej były trener, Paweł Kałuża, który pracował z nią przez 12 lat, stwierdził, że pogromczyni Zheng zaskakiwała już na starcie swojej tenisowej drogi.

    “Po upływie pół roku widziałem, że się wyróżnia. Zresztą nawet na samym początku potrafiła robić szpagat, była bardzo wygimnastykowana. Z tego względu, że jako sześciolatka chodziła na karate. Wyróżniała się sprawnością fizyczną na tle innych dzieci w roczniku. Oczywiście była najmniejsza, leworęczna, szybko się uczyła i była skoncentrowana na tle grupy” – przekazał Kałuża.

    Najbliższy mecz Chwalińskiej na Roland Garros zaplanowany został na 28 maja. Polka zmierzy się w nim z Elise Mertens. Spotkanie z Belgijką odbędzie się najwcześniej około godziny 12:40.
    Tenisistka uderzająca piłkę podczas meczu, w okrągłej ramce zbliżenie na inną zawodniczkę trzymającą rakietę.

    Maja Chwalińska szaleje w Paryżu. Do świetnych kwalifikacji dołożyła wygraną z mistrzynią olimpijską Qinwen Zheng.Dariusz OstafinskiEast News
    Dwie tenisistki na korcie – jedna ujęta w trakcie uderzenia rakietą, druga opuszcza kort z rakietą i ręcznikiem na ramieniu.

    “Miała wyjść i ją zmiażdżyć”. Odsłania kulisy wygranej Chwalińskiej z Zheng.Nur Photo/Wu HuiwoEast News

    AMW Arka Gdynia – Zastal Zielona Góra. Skrót meczu.

  • Starcie Świątek z Linette. Daje jej 10 procent szans, “jeśli zapomni o Miami”

    Starcie Świątek z Linette. Daje jej 10 procent szans, “jeśli zapomni o Miami”

    Przed południem, spodziewając się w trzeciej rundzie meczu Igi Świątek z Ostapenko, zastanawiałem się, na czym polega problem Polki, że nie potrafi wygrać z Łotyszką. Już nie muszę.

    Tomasz Wolfke, komentator Eurosportu: Mamy jednak coś ciekawszego. Jeszcze nigdy nie mieliśmy polskiego meczu na tym poziomie Roland Garros. Starcie Igi z Magdą Linette będzie dla nas dużo ciekawsze od rozważań o Ostapenko.

    Linette zwolniła trenera Fissette

    Zwłaszcza że ostatnio Linette wygrała ze Świątek w Miami.

    – Magda wygrała, zwolniła trenera Fissette i już to dodaje nam pewnej pikanterii. Natomiast trudno wyciągać jakieś wnioski z tamtego meczu. W końcu Iga była wtedy w kryzysie, a poza tym Magdzie łatwiej gra się na kortach twardych. Teraz nawierzchnia bardziej będzie sprzyjała Idze, to ona jest królową mączki.

    Będzie też faworytką.

    – Jest 90 procent szans na to, że wygra Świątek, ale to jest sport. Magda jest doświadczona, pracowita, wiele lat pracowała na swoją pozycję, a od kilku sezonów wyciska z tej kariery, co tylko się da. Choćby z tego powodu nie możemy jej ot tak skreślić. Zresztą wystarczy spojrzeć ile ona serca i sił wkłada, żeby pokonywać kolejne przeszkody. W meczach z Valentovą łapały ją skurcze, serwowała z dołu, żeby jakoś te trudne chwile przetrwać. Potem przez dwa dni nie miała rakiety w ręce. Wskoczyła za to do wanny z lodem.

    Świątek będzie teraz spokojniejsza

    Tak jej doradziła Agnieszka Radwańska.

    – A trener się pod tym podpisał. To było mądre posunięcie i pomogło wygrać z Ostapenko.

    Jak się jednak popytać ludzi ze środowiska o Linette, to mówią, że pewnego poziomu już nie przeskoczy.

    – W szczycie była dziewiętnasta, to było po tym, jak sensacyjnie dotarła do półfinału Australian Open. Mówiąc uczciwie, bez patriotyzmu, trudno będzie jej do tego wrócić. Już to, że od pięciu lat kręci się koło pięćdziesiątki, to duży wyczyn. Magda nie ma jakieś specjalnie groźnej tenisowej broni, którą mogłaby podbić świat. Z Ostapenko pomogło jej to, że dobrze serwowała.

    Komentatorzy mówili, że ma plan, chwalili ją też za spryt.

    – Plan na Ostapenko jest prosty. Trzeba ruszyć ją z miejsca i nie pozwolić jej strzelać kolejnych tenisowych pocisków. Wystarczy spojrzeć na ten lob, który zamknął spotkanie. 9 na 10 zawodniczek by do tego pobiegło, ale nie Ostapenko. I dobrze, bo teraz Iga będzie spokojniejsza, że nie ma jej zmory. To jest w końcu zawodniczka, z którą ma najgorszy bilans.

    Prawie wszystko wskazuje na wygraną Świątek z Linette

    Karol Stopa powiedział mi, że jakby teraz panie się spotkały, to Iga by wygrała.

    – Zgodziłbym się z tym stwierdzeniem. Iga jest po Rzymie spokojniejsza. Na pewno byłaby faworytką takiego spotkania. Postawiłbym 55 do 45 dla Świątek. Ale z Linette jest 90 do 10, więc dla Igi lepiej się stało.

    Linette pracując z Radwańską, zaczyna jednak zaskakiwać. Może to jest jakiś przepis na niespodziankę?

    – Agnieszka Radwańska pojawiła się u Magdy, żeby zmienić detale. Podejście mentalne czy odnowę. Ona jest od takich decyzji, jak ta ostatnia, gdzie zawodniczka prawie umarła na korcie, to rakieta idzie do kąta i zamiast tego jest obkładanie się lodem. Magda ma 34 lata, jej organizm jest zużyty. To 20 lat grania, z czego 15 na takim profesjonalnym poziomie. Magdę nazywają Kubotem w spódnicy, bo podobnie jak Łukasz jest pracowita. Siedem lat dobijała się do setki. To wszystko jednak kosztuje. Dlatego nie uważam, żeby miało z tego wyjść coś więcej.

    Świątek jest poza zasięgiem Linette?

    – Nie jest może poza zasięgiem, ale nawierzchnia, forma, pesel i osiągnięcia na kortach ziemnych wskazują na Igę. Te dziesięć procent szans dla Magdy wynika wyłącznie z tego, co stało się w Miami. Iga ma swój temperament i lubi do takich spraw wracać. Jeśli zapomni o Miami, to wygra 6:2, 6:1, a jeśli nie, to dopiero wtedy otworzy się jakaś szansa dla Magdy. Teraz jednak powiedziałbym, że to szansa na lepszy wynik, na więcej gemów, a nie na wygraną w całym meczu.

    Linette jak GKS, Świątek jak Legia

    Niedawno przez piłkarską Polskę przetoczyła się dyskusja odnośnie rywalizacji GKS-u Katowice z Legią Warszawa o Ligę Konferencji. GKS okazał się lepszy i pojawiły się głosy, że szkoda, bo Legia mogłaby w pucharach zdziałać więcej.

    – Rozumiem, że idziemy w porównania, gdzie Iga jest Legią, a Magda GKS-em. Odkładając na bok kwestie sportowe, można oczywiście powiedzieć, że dla Polski byłoby lepiej, jakby wygrała Świątek, bo nie ulega wątpliwości, że ona ma większe niż Magda szanse na końcowy triumf w Roland Garros.

    Po tych dwóch meczach wygranych przez Świątek w raczej ekspresowym tempie trudno jednak powiedzieć, czy to jest forma na wygraną.

    – Moja opinia nie zmieniła się od meczu ze Switoliną w Rzymie. Iga może wygrać, ale i też przegrać z każdą zawodniczką z dziesiątki. Na razie idzie bez straty seta, ale to normalne. W końcu jest na tych kortach dominatorką i niewątpliwie stać ją na wiele. Ale czy na wygraną? Z odpowiedzią na to pytanie wstrzymałbym się do kolejnych spotkań, tych, które czekają Igę po ewentualnej wygranej z Linette.
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce z rakietą w ręku, patrząca do góry z wyrazem zdziwienia lub rozczarowania na twarzy, na tle niebieskiej tablicy z napisem.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News
    Tenisistka w jasnozielonym stroju sportowym oraz czapce z daszkiem, wyrażająca emocje po zakończonej akcji na korcie tenisowym, rozmyte tło areny sportowej.

    Magda LinetteSMG/ShutterstockEast News
    Kobieta z upiętymi włosami w białej koszuli siedzi przy stole konferencyjnym, na którym znajduje się butelka wody oraz mikrofon, w tle zielony baner z częściowo widocznym napisem.

    Agnieszka RadwańskaTomasz Jastrzebowski/REPORTERReporter

    Kto wygra Ligę Konferencji? Dyskusja w Polsat Futbol Cast

  • Iga Świątek wyciągnęła asa z rękawa. Tej “broni” nie było w scenariuszu

    Iga Świątek wyciągnęła asa z rękawa. Tej “broni” nie było w scenariuszu

    Iga Świątek wyciągnęła asa z rękawa. Tej „broni” nie było w scenariuszu

    Iga Świątek po raz kolejny udowodniła, że potrafi zaskakiwać nawet najbardziej doświadczonych ekspertów tenisowych. W meczu, który miał przebiegać według przewidywalnego scenariusza, Polka nagle sięgnęła po rozwiązanie, którego rywalka kompletnie się nie spodziewała. To właśnie ten element okazał się kluczowy i pozwolił jej przejąć kontrolę nad spotkaniem w najważniejszym momencie.

    Jeszcze przed rozpoczęciem meczu wielu komentatorów podkreślało, że największą siłą Świątek będzie tradycyjnie agresywny forhend, niezwykła regularność oraz kapitalna praca nóg. Jednak wydarzenia na korcie pokazały, że liderka światowego tenisa ma w swoim arsenale znacznie więcej „broni”, niż można było przypuszczać.

    Pierwsze gemy spotkania wyglądały dość nerwowo. Rywalka Polki starała się narzucić bardzo szybkie tempo gry, często atakowała już po returnie i próbowała skracać wymiany. Przez moment wydawało się nawet, że plan taktyczny przeciwniczki działa. Świątek popełniła kilka niewymuszonych błędów, a jej serwis nie funkcjonował jeszcze na najwyższym poziomie.

    Właśnie wtedy nastąpił moment zwrotny. Polka zdecydowała się na rozwiązanie, którego praktycznie nikt nie przewidywał. Zamiast wdawać się w długie wymiany z głębi kortu, zaczęła częściej zmieniać rytm gry. Pojawiły się niespodziewane skróty, odważne wejścia do siatki i znacznie bardziej ryzykowne returny. Rywalka wyglądała na kompletnie zaskoczoną.

    Eksperci szybko zauważyli, że Świątek przygotowała specjalny wariant taktyczny właśnie na ten pojedynek. Do tej pory Polka była kojarzona przede wszystkim z dominacją fizyczną i znakomitą defensywą, ale tym razem pokazała zupełnie inne oblicze. Grała bardziej kreatywnie, momentami wręcz widowiskowo, a jej pewność siebie rosła z każdą kolejną akcją.

    Ogromne znaczenie miał również serwis. W kluczowych momentach Świątek potrafiła posyłać piłki z ogromną precyzją, często trafiając tuż przy linii. Kilka asów serwisowych całkowicie wybiło przeciwniczkę z rytmu. To właśnie wtedy komentatorzy zaczęli mówić o „asie z rękawa”, którego nikt wcześniej nie brał pod uwagę.

    Nie chodziło jednak wyłącznie o pojedyncze zagrania. Największe wrażenie robiła dojrzałość taktyczna Polki. Kiedy sytuacja na korcie stawała się trudna, Świątek nie panikowała. Wręcz przeciwnie — potrafiła cierpliwie budować przewagę i wykorzystywać najmniejsze słabości przeciwniczki. Tego rodzaju tenis wymaga ogromnego doświadczenia i doskonałego przygotowania mentalnego.

    W pewnym momencie spotkania rywalka próbowała jeszcze wrócić do gry. Kilka efektownych winnerów oraz agresywne ataki sprawiły, że kibice ponownie uwierzyli w wyrównaną końcówkę meczu. Jednak wtedy Świątek pokazała klasę mistrzyni. Zachowała pełny spokój, nie dawała się prowokować emocjom i konsekwentnie realizowała swój plan.

    Publiczność była pod ogromnym wrażeniem. Każda kolejna akcja wywoływała coraz większe emocje na trybunach. Kibice szczególnie doceniali odwagę Polki, która nie bała się podejmować ryzyka w najważniejszych momentach spotkania. Takie zachowanie jest charakterystyczne dla największych mistrzyń światowego sportu.

    Po meczu eksperci zgodnie przyznawali, że Świątek zrobiła kolejny krok w swoim tenisowym rozwoju. Jej gra staje się coraz bardziej wszechstronna, a rywalki mają coraz większy problem z przewidzeniem jej taktyki. Jeszcze kilka lat temu Polka bazowała głównie na sile i regularności. Dziś potrafi także zaskoczyć finezją, kreatywnością i inteligencją taktyczną.

    Iga Świątek wyciągnęła asa z rękawa. Tej "broni" nie było w scenariuszu

    Sama zawodniczka po spotkaniu zachowała jednak dużą pokorę. Podkreślała, że cały czas pracuje nad nowymi elementami gry i chce być coraz bardziej nieprzewidywalna dla przeciwniczek. Zaznaczyła również, że współpraca ze sztabem szkoleniowym przynosi bardzo dobre efekty, a nowe rozwiązania taktyczne są regularnie ćwiczone podczas treningów.

    Warto zauważyć, że presja wokół Świątek jest ogromna. Każdy jej mecz przyciąga uwagę mediów z całego świata, a kibice oczekują zwycięstw praktycznie w każdym turnieju. Mimo tego Polka potrafi utrzymać koncentrację i nadal rozwijać swoje umiejętności. To właśnie odróżnia wielkie mistrzynie od bardzo dobrych zawodniczek.

    Coraz częściej pojawiają się również głosy, że Świątek wchodzi właśnie w najlepszy okres swojej kariery. Jest bardziej doświadczona, dojrzalsza mentalnie i znacznie pewniejsza siebie niż jeszcze kilka sezonów temu. Co ważne, nie zatrzymuje się w rozwoju. Każdy kolejny turniej pokazuje nowe elementy w jej grze.

    Nie bez znaczenia pozostaje także przygotowanie fizyczne. Polka słynie z niezwykłej wytrzymałości oraz dynamiki poruszania się po korcie. Dzięki temu może utrzymywać bardzo wysokie tempo przez całe spotkanie. W połączeniu z coraz bardziej kreatywną grą daje to mieszankę niezwykle trudną do zatrzymania.

    Wielu ekspertów uważa, że największym atutem Świątek jest obecnie umiejętność adaptacji. Jeśli pierwszy plan nie działa, potrafi błyskawicznie znaleźć inne rozwiązanie. Dokładnie to było widać w ostatnim meczu. Gdy rywalka próbowała narzucić własne warunki, Polka odpowiedziała czymś kompletnie niespodziewanym.

    To zwycięstwo może mieć ogromne znaczenie również pod względem mentalnym. Świątek pokazała sobie i całemu tenisowemu światu, że potrafi wygrywać nie tylko dzięki sile i regularności, ale także dzięki sprytowi oraz odwadze. Takie mecze budują pewność siebie przed kolejnymi wyzwaniami.

    Kibice już teraz zastanawiają się, jakie kolejne „ukryte bronie” może jeszcze pokazać polska tenisistka. Jedno jest pewne — rywalki będą musiały przygotować się na znacznie więcej niż tylko klasyczny, agresywny tenis z głębi kortu. Świątek staje się zawodniczką kompletną, a to może oznaczać jeszcze większe sukcesy w przyszłości.

    Najbliższe tygodnie zapowiadają się niezwykle interesująco. Forma Polki rośnie, a jej pewność siebie jest widoczna w każdym meczu. Jeśli nadal będzie rozwijać nowe elementy swojej gry, może okazać się jeszcze trudniejsza do pokonania niż dotychczas.

    Jedno spotkanie wystarczyło, by cały tenisowy świat ponownie przekonał się, że Iga Świątek nigdy nie przestaje zaskakiwać. A „as z rękawa”, którego użyła tym razem, może stać się początkiem nowego etapu w jej imponującej karierze.

  • Krzyk, płacz i wózek inwalidzki. Taki koniec pogromczyni Sabalenki w Paryżu

    Krzyk, płacz i wózek inwalidzki. Taki koniec pogromczyni Sabalenki w Paryżu

    Środowe mecze drugiej rundy singla na kortach Rolanda Garrosa przyniosły polskim kibicom sporo emocji. Awans do kolejnej fazy wywalczyły dwie z trzech reprezentantek Polski — Iga Świątek oraz Magda Linette, które teraz staną naprzeciw siebie w bezpośrednim pojedynku o miejsce w 1/8 finału. W cieniu tych wydarzeń rozegrał się jednak dramatyczny mecz na korcie numer 6, gdzie doszło do jednej z najbardziej przykrych scen tegorocznego turnieju.

    W spotkaniu o trzecią rundę zmierzyły się Hailey Baptiste i Xiyu Wang. Amerykanka jeszcze kilka tygodni temu przeżywała najlepszy okres w swojej karierze. Kapitalny występ w Madrycie, gdzie pokonała między innymi Aryna Sabalenka po niezwykle dramatycznym meczu, pozwolił jej awansować do czołowej trzydziestki rankingu WTA. W Paryżu liczyła na kolejny przełomowy wynik, ale jej przygoda zakończyła się w prawdziwie koszmarnych okolicznościach.

    Jeszcze przed rozpoczęciem drugiej rundy wiele wskazywało na to, że w dolnej części drabinki może dojść do kilku wielkich hitów. Potencjalny pojedynek Świątek z Jelena Ostapenko przepadł po sensacyjnej porażce Łotyszki z Linette. Równie ciekawie zapowiadało się możliwe starcie Elena Rybakina z Baptiste. Ostatecznie jednak kibice zobaczą w piątek mecz Julia Starodubcewa z Wang, ponieważ Amerykanka nie była w stanie dokończyć swojego spotkania.

    Baptiste jeszcze niedawno pozostawała zawodniczką szerzej nieznaną. Choć od końcówki 2024 roku regularnie utrzymywała się w pierwszej setce rankingu, prawdziwy przełom nastąpił dopiero w obecnym sezonie. Dobre wyniki w Australii, półfinał turnieju w Abu Zabi i znakomity występ w Miami sprawiły, że zaczęto mówić o niej jako o jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się tenisistek w tourze. W Miami wyeliminowała między innymi Elina Switolina i Ostapenko, a w Madrycie ograła samą Sabalenkę po ponad 2,5 godzinach walki i obronie sześciu piłek meczowych. Dopiero w półfinale zatrzymała ją Mirra Andriejewa.

    Roland Garros rozpoczęła od bardzo trudnego starcia z Barbora Krejcikova. Choć przegrała pierwszego seta, zdołała odwrócić losy meczu i triumfowała 6:7, 7:6, 6:2. Wydawało się, że również przeciwko Wang może odrobić straty, mimo że od początku spotkania musiała gonić wynik.

    Kluczowy moment nastąpił przy stanie 4:5 w pierwszym secie. W niezwykle długim gemie Baptiste walczyła o wyrównanie, ale Wang skutecznie się broniła. Przy jednej z akcji Chinka zagrała mocny bekhend, piłka po taśmie spadła na stronę Amerykanki. Baptiste dobiegła do uderzenia, wykonała ruch na lewą nogę i nagle upadła na kort. Wszystko wskazuje na to, że doszło do bardzo poważnego urazu kolana.

    Tenisistka od razu zaczęła krzyczeć z bólu. Na kort wbiegł jej ojciec Qasim, ale zawodniczka prosiła, by jej nie dotykać. Chwilę później rozpłakała się, a sędzia Marija Cicak natychmiast wezwała pomoc medyczną. Na trybunach zapadła cisza, przerywana jedynie jękami cierpiącej zawodniczki.

    Po kilku minutach Baptiste została zabrana z kortu na wózku inwalidzkim. Dokładna diagnoza nie jest jeszcze znana — dopiero badania pokażą, czy doszło jedynie do przeprostu, czy też do poważniejszego uszkodzenia więzadeł. Już teraz wiadomo jednak, że Amerykanka najprawdopodobniej nie wystąpi również w deblu, gdzie miała zagrać u boku Venus Williams.

  • Cztery dni po wielkim triumfie, a trener tak potraktował Pajor. Wylano morze łez

    Cztery dni po wielkim triumfie, a trener tak potraktował Pajor. Wylano morze łez

    FC Barcelona Femeni ponad miesiąc temu zapewniła sobie siódme z rzędu mistrzostwo Hiszpanii. Z kolei w sobotę Ewa Pajor i jej koleżanki świętowały zwycięstwo w Lidze Mistrzyń. W środowy wieczór najlepsza drużyna Europy rozegrała przedostatnie spotkanie ligowe w sezonie 2025/26. Wynik był sprawą drugorzędną, bo numerem jeden okazało się pożegnanie legendy klubu – Alexii Putellas. Kibice liczyli na kolejny świetnych występ Ewy Pajor, ale stało się zupełnie inaczej.

    Cztery dni po wielkim triumfie, a trener tak potraktował Pajor. W tle pożegnanie legendyJONATHAN NACKSTRAND/AFP/East News / screen sport.tvp.plEast News

    FC Barcelona Femeni to absolutne dominatorki na hiszpańskich boiskach. Zespół już 22 kwietnia przypieczętował siódme z rzędu mistrzostwo Hiszpanii. Wydarzyło się to na kilka kolejek przed końcem sezonu.

    Święto w Barcelonie. Legenda żegna się z klubem po 14 latach

    W środę (27 maja) Barcelona rozegrała ostatnie domowe spotkanie w tym sezonie. Rywalem “Dumy Katalonii” był Real Sociedad, który plasuje się na 3. miejscu w ligowej tabeli i jako jedyny potrafił pokonać “Blaugranę” (1:0). Miało to miejsce w meczu 9. kolejki Ligi F.

    Putellas rzecz jasna wybiegła w pierwszym składzie “Dumy Katalonii”, która od początku narzuciła swoje warunki gry. Gospodynie już w 14. minucie wyszły na prowadzenie. Na listę strzelczyń wpisała się Claudia Pina, która świetnie odnalazła się w polu karnym po podaniu z lewej strony boiska od Carli Julii Martinez. Dla Hiszpanki było to 21. trafienie w tegorocznych rozgrywkach, dzięki któremu umocniła w klasyfikacji strzelczyń.

    Piłkarki Realu Sociedad nie miały zamiaru oddać meczu bez walki. Choć gospodynie dominowały, to w 27. minucie Emma Ramirez Gorgoso z ostrego kąta pokonała bramkarkę Barcelony.

    Pięć minut później Barcelona ponownie była na prowadzeniu. Przepiękną koronkową akcję wykończyła Aitana Bonmati, która wykorzystała podanie Putellas.

    Tak trener potraktował Ewę Pajor. Cały mecz na ławce rezerwowych

    Po zmianie stron Barcelona dalej dominowała na boisku, ale nie potrafiła już sforsować bramki rywalek. W 81. minucie doszło do momentu, na który czekała cała Barcelona. Putellas opuściła boisko, a koleżanki z zespołu i rywalki zrobiły dla niej szpaler. Oczywiście nie brakowało łez i podziękowań za lata wspólnej gry.

    Polscy kibice liczyli, że udział w tym historycznym spotkaniu udział weźmie Ewa Pajor. Polka przesiedziała jednak całe spotkanie na ławce rezerwowych.

    Przed żeńską drużyną Barcelony jeszcze jeden ligowy mecz. W niedzielę (31 maja) o godz. 16:00 zmierzy się na wyjeździe z Madrid CFF.

    FC Barcelona – Real Sociedad 2:1 (2:1)

    Ewa Pajor

    Ewa PajorDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP
    piłkarka w stroju FC Barcelony z logo sponsora Spotify, stojąca na boisku z rękami na biodrach, skupiona podczas meczu

    Ewa Pajor z drugim mistrzowskim tytułem w HiszpaniiUrbanandsportAFP
    Piłkarka w stroju FC Barcelona z rozłożonymi ramionami świętuje zdobycie bramki na tle bramki piłkarskiej i siatki.

    Alexia PutellasUrbanandsportAFP

    AMW Arka Gdynia – Zastal Zielona Góra. Skrót meczu.