• Groźba dyskwalifikacji, a teraz jeszcze to. Sabalenka w tarapatach, werdykt był jednoznaczny

    Groźba dyskwalifikacji, a teraz jeszcze to. Sabalenka w tarapatach, werdykt był jednoznaczny

    Groźba dyskwalifikacji, a teraz jeszcze to. Sabalenka w tarapatach, werdykt był jednoznaczn

     

    Postawa Aryny Sabalenki w trakcie, a także po finale Australian Open wzburzyła kibiców. Białorusince na korcie puściły nerwy, w efekcie czego roztrzaskała rakietę. Prawdziwa burza wybuchła jednak po wycieku nagrania z jej szatni po meczu z Madison Keys. Kibice domagali się dyskwalifikacji tenisistki, a na tym nie koniec. Kolejny cios spadł na nią na kilka dni po finale rozgrywek w Melbourne. I to z nieoczekiwanej strony.

     

    Gorzki smak miały dla Aryny Sabalenki ostatnie dni Australian Open. Białorusinka postrzegana była jako murowana faworytka do obrony tytułu mistrzowskiego. W finale musiała uznać jednak wyższość pogromczyni Igi Świątek – Madison Keys. Amerykanka po trzysetowym boju wyrzuciła w górę ręce i mogła świętować pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy.

     

    Sabalenka “dała popis” w Melbourne. Kibice oburzeni jej zachowaniem

     

    Znana z ognistego temperamentu 26-latka w trakcie finału miała problemy z opanowaniem emocji i kiedy sprawy obrały niekorzystny obrót, puściły jej hamulce. Po zwycięskim punkcie dla rywalki z wściekłością roztrzaskała o kort rakietę, co nie spodobało się zgromadzonym na stadionie kibicom. Ci żywo dopingowali Madison Keys, co potęgowało z pewnością frustrację obrończyni tytułu.

     

    Prawdziwa burza rozpętała się jednak dopiero gdy do sieci wyciekło nagranie z szatni Sabalenki. Widać było na nim, jak tenisistka, a także członkowie jej zespołu udają, że “oddają mocz” na trofeum za udział w finale. Zadaniem fanów dali w ten sposób wyraz braku szacunku zarówno dla rywalki, jak i pozostałych uczestniczek turnieju. Dla wielu z nich sam udział w finale byłby ogromną nobilitacją.

     

    Atmosfera wokół liderki rankingu WTA stała się tak napięta, że kibice domagali się nawet jej dyskwalifikacji. Kolejny cios spadł na nią kilka dni po finale. Ze strony Rennae Stubbs.

     

    Legenda skrytykowała Arynę Sabalenkę. Bolesne słowa po finale w Melbourne

     

    Była australijska tenisistka skrytykowała Sabalenkę za wybuchł w trakcie finału. Jednocześnie starała się jakoś zracjonalizować jej zachowanie, wskazując jego przyczynę.

     

    To źle wpłynie na jej wizerunek, a jeszcze to roztrzaskanie rakiety potęguje negatywne odczucia. Normalnie ona umie znosić porażki z godnością. Z pewnością chciałaby cofnąć się w czasie i inaczej wtedy zareagować. Nie można było odbierać Madison Keys tej chwili – dodała w trakcie rozmowy na “Rennae Stubbs Podcast”.

     

    Zdaniem mediów Arynę Sabalenkę za wybuch w trakcie finału Australian Open spotka kara finansowa. Mówi się o kwocie rzędu 15-20 tysięcy dolarów.

  • Groźba dyskwalifikacji, a teraz jeszcze to. Sabalenka w tarapatach, werdykt był jednoznaczny

    Groźba dyskwalifikacji, a teraz jeszcze to. Sabalenka w tarapatach, werdykt był jednoznaczny

    Groźba dyskwalifikacji, a teraz jeszcze to. Sabalenka w tarapatach, werdykt był jednoznaczny

    Postawa Aryny Sabalenki w trakcie, a także po finale Australian Open wzburzyła kibiców. Białorusince na korcie puściły nerwy, w efekcie czego roztrzaskała rakietę. Prawdziwa burza wybuchła jednak po wycieku nagrania z jej szatni po meczu z Madison Keys. Kibice domagali się dyskwalifikacji tenisistki, a na tym nie koniec. Kolejny cios spadł na nią na kilka dni po finale rozgrywek w Melbourne. I to z nieoczekiwanej strony.

     

    Gorzki smak miały dla Aryny Sabalenki ostatnie dni Australian Open. Białorusinka postrzegana była jako murowana faworytka do obrony tytułu mistrzowskiego. W finale musiała uznać jednak wyższość pogromczyni Igi Świątek – Madison Keys. Amerykanka po trzysetowym boju wyrzuciła w górę ręce i mogła świętować pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy.

     

    Sabalenka “dała popis” w Melbourne. Kibice oburzeni jej zachowaniem

     

    Znana z ognistego temperamentu 26-latka w trakcie finału miała problemy z opanowaniem emocji i kiedy sprawy obrały niekorzystny obrót, puściły jej hamulce. Po zwycięskim punkcie dla rywalki z wściekłością roztrzaskała o kort rakietę, co nie spodobało się zgromadzonym na stadionie kibicom. Ci żywo dopingowali Madison Keys, co potęgowało z pewnością frustrację obrończyni tytułu.

     

    Prawdziwa burza rozpętała się jednak dopiero gdy do sieci wyciekło nagranie z szatni Sabalenki. Widać było na nim, jak tenisistka, a także członkowie jej zespołu udają, że “oddają mocz” na trofeum za udział w finale. Zadaniem fanów dali w ten sposób wyraz braku szacunku zarówno dla rywalki, jak i pozostałych uczestniczek turnieju. Dla wielu z nich sam udział w finale byłby ogromną nobilitacją.

     

    Atmosfera wokół liderki rankingu WTA stała się tak napięta, że kibice domagali się nawet jej dyskwalifikacji. Kolejny cios spadł na nią kilka dni po finale. Ze strony Rennae Stubbs.

     

    Legenda skrytykowała Arynę Sabalenkę. Bolesne słowa po finale w Melbourne

     

    Była australijska tenisistka skrytykowała Sabalenkę za wybuchł w trakcie finału. Jednocześnie starała się jakoś zracjonalizować jej zachowanie, wskazując jego przyczynę.

     

    Sabalenka straciła kompletnie panowanie nad sobą w finale, co nie wyglądało dobrze. W tamtej sytuacji była pewna, że return wylądował na aucie. Patrząc na jej reakcję, widać jak na dłoni, że mówi do sędziego, iż to był aut. Dlatego wpadła w szał

     

    ~ stwierdziła Rennae Stubbs

     

    – To źle wpłynie na jej wizerunek, a jeszcze to roztrzaskanie rakiety potęguje negatywne odczucia. Normalnie ona umie znosić porażki z godnością. Z pewnością chciałaby cofnąć się w czasie i inaczej wtedy zareagować. Nie można było odbierać Madison Keys tej chwili – dodała w trakcie rozmowy na “Rennae Stubbs Podcast”.

     

    Zdaniem mediów Arynę Sabalenkę za wybuch w trakcie finału Australian Open spotka kara finansowa. Mówi się o kwocie rzędu15-20 tysięcy dolarów. 

     

  • Kapitalny kontratak pogrążył Real! Co za akcja Espanyolu [WIDEO]

    Kapitalny kontratak pogrążył Real! Co za akcja Espanyolu [WIDEO]

    Kapitalny kontratak pogrążył Real! Co za akcja Espanyolu [WIDEO

     

    Real Madryt przegrał 0:1 z Espanyolem w meczu 22. kolejki La Ligi. Mistrzowie Hiszpanii w końcówce spotkania skupili się głównie na atakowaniu, co bezlitośnie wykorzystali rywale.

     

    Mistrzowie Hiszpanii byli zdecydowanymi faworytami sobotniego starcia. Real Madryt jest liderem tabeli i w ostatnich meczach prezentował niezłą formę. Espanyol przed rozpoczęciem rywalizacji znajdował się w strefie spadkowej tabeli La Ligi.

     

    “Królewscy” w pierwszej połowie meczu nie mogli znaleźć sposobu na szczelną obronę rywali. W tej części zmagań brakowało sytuacji bramkowych, a kibice mieli pełne prawo narzekać na atrakcyjność widowiska.

     

    Carlo Ancelotti nie miał w przerwie powodów do zadowolenia. Martwić mógł nie tylko wynik. W 15. minucie zmagań boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Antonio Ruediger (więcej TUTAJ).

     

    W drugiej połowie Real osiągnął już zdecydowaną przewagę i wydawało się, że zdobycie bramki przez gości jest tylko kwestią czasu. Nic bardziej mylnego. Wzorowy kontratak w 85. minucie przeprowadzili zawodnicy Espanyolu.

     

    Zaczęło się od słabego dośrodkowanie Luki Modricia z rzutu wolnego. Gospodarze wybili piłkę i ruszyli z atakiem. Omar El Hilali popisał się świetnym dośrodkowaniem, a akcję wykończył Carlos Romero.

     

    Hiszpańskie media z pewnością będą po tym meczu analizować, czy strzelec bramki powinien jeszcze w ogóle znajdować się na boisku. W 60. minucie brutalnie sfaulował Kyliana Mbappe, ale sędzia pokazał w tej sytuacji tylko żółtą kartkę.

  • Nicola Zalewski oficjalnie w nowym klubie! Tyle gigant zapłacił za Polaka

    Nicola Zalewski oficjalnie w nowym klubie! Tyle gigant zapłacił za Polaka

    Nicola Zalewski oficjalnie w nowym klubie! Tyle gigant zapłacił za Polak

     

    Nicola Zalewski piłkarzem Interu Mediolan! 20-krotni mistrzowie Włoch wypożyczyli polskiego wahadłowego z Romy za 600 tys. euro, zapewniając sobie jednocześnie możliwość wykupu za ok. 6 mln euro. Inter spieszył się z transferem, bowiem według włoskich dziennikarzy, chce mieć Zalewskiego już w niedzielę na ławce rezerwowanych podczas hitowych derbów z Milanem.

     

    Inter Mediolan w nocy z soboty na niedzielę ogłosił transfer Nicoli Zalewskiego. Polski wahadłowy ma za sobą bardzo nieudane pół roku w Romie, gdzie był głównie rezerwowym i to niespodziewanie wykorzystał Inter, który słynie z gry właśnie wahadłowymi. Wiadomo już, z jakim numerem zagra w Mediolanie.

     

    Nicola Zalewski piłkarzem Interu

    23-latek będzie występować z numerem 59. Inter wypożyczył go z Romy do końca sezonu za 600 tys. euro (ok. 2,5 mln zł). 20-mistrzowie Włoch zapewnili sobie prawo do wykupu Zalewskiego za ok. 6 mln euro (ok. 25 mln zł).

     

    Wypożyczenie zostało sfinalizowane po tym, jak reprezentant Polski przedłużył umowę z Romą o rok do czerwca 2026 r.

     

    Na początku Zalewski będzie prawdopodobnie zmiennikiem wahadłowych. Zastąpi w tej roli Tajona Buchanana. Kanadyjczyk przeniósł się w styczniu do Villarreal.

     

    Inter najbliższy mecz rozegra już dziś w niedzielę 2 lutego i według włoskich mediów Inter chce zdążyć z zarejestrowaniem Zalewskiego, by mieć go na ławce już w tym meczu. Więcej o tym tutaj.

  • Oficjalnie: Nicola Zalewski ma nowy klub! Hit transferowy

    Oficjalnie: Nicola Zalewski ma nowy klub! Hit transferowy

    Oficjalnie: Nicola Zalewski ma nowy klub! Hit transferowy

    Nicola Zalewski zaliczył sensacyjną przeprowadzkę wewnątrz Serie A. Reprezentant Polski dołączył do Piotra Zielińskiego w Interze Mediolan.

     

    Wychowanek AS Roma w dotychczasowym klubie nie miał większych szans na regularną grę. W końcówce zimowego okienka transferowego nadarzyła się okazja, by Nicola Zalewski mógł zmienić otoczenie, a negocjacje przebiegły bardzo sprawnie.

     

    Lokalni dziennikarze informowali, że w sobotni wieczór Zalewski był widziany na lotnisku w Mediolanie. Jeszcze tego samego dnia klub w oficjalnym komunikacie potwierdził medialne doniesienia.

     

    Inter Mediolan ogłosił wypożyczenie Zalewskiego z AS Roma do końca obecnego sezonu. Należy zaznaczyć, że “Nerazzurri” w umowie rzymianami zagwarantowali sobie możliwość wykupu reprezentanta Polski.

     

    Fabrizio Romano ustalił, że za wypożyczenie mediolańczycy zapłacą 600 tysięcy euro. Jeżeli w lipcu klub z Giuseppe Meazza zdecyduje się na transfer definitywny, będzie musiał wyłożyć na stół około 6 milionów.

     

    Zalewski na brak zainteresowania nie narzekał. Niedawno zawodnik odrzucił możliwość gry w takich klubach jak PSV Eindhoven czy Galatasaray. Jego priorytetem było bowiem pozostanie we Włoszech.

     

    Urodzony w 2002 roku Zalewski w ten sposób dołącza do swojego rodaka, Piotra Zielińskiego. Drugi z wymienionych kadrowiczów przed sezonem również zaliczył transfer wewnątrz Serie A, odchodząc z SSC Napoli.

     

    Dużo wskazuje na to, że Zalewski będzie mógł zadebiutować już w niedzielnym spotkaniu z AC Milan. Derby Mediolanu rozpoczną się o godz. 18.

  • Ekspertka wydała wyrok na Świątek po Australian Open. To byłoby coś niespotykanego

    Ekspertka wydała wyrok na Świątek po Australian Open. To byłoby coś niespotykanego

    Ekspertka wydała wyrok na Świątek po Australian Open. To byłoby coś niespotykanego

    Iga Świątek rozpoczęła sezon od wyrównania swojego najlepszego wyniku podczas zmagań w Australian Open. Raszynianka awansowała do półfinału, gdzie niestety uległa późniejszej triumfatorce – Madison Keys (7:5, 1:6, 6:7). Pomimo braku wygranej, 23-latka zrobiła bardzo dobre wrażenie. Nad drugą rakietą świata rozpływa się Rennae Stubbs, która zwróciła uwagę na progres poczyniony przez Polkę na twardych kortach.

     

    Iga Świątek nadal nie spełniła marzenia o triumfie w Australian Open. Rennae Stubbs ma jednak dobre odczucia na temat aktualnej formy Polki. Była tenisistka uważa wręcz, że na jednym z pół raszynianka może być w tym sezonie niepokonana.

     

    Iga Świątek szła jak burza, nagle na jej drodze stanęła późniejsza zwyciężczyni

     

    Iga Świątek ma za sobą dobry, choć niespuentowany żadnym trofeum styczeń. Polka rozpoczęła ten miesiąc od zmagań w Pucharze Davisa, gdzie jako liderka kadry poprowadziła ją aż do finału. Tam silniejsi okazali się Amerykanie. Następnie 23-latka przystąpiła do jednego z najważniejszych turniejów w tourze, czyli Australian Open. Tam szło jej znakomicie. Dopiero po raz drugi w swojej karierze awansowała do półfinału, a w dodatku uczyniła to w wielkim stylu, bo po drodze straciła zaledwie 14 gemów. Tam spotkała się jednak z Madison Keys, która po trzysetowej batalii wywalczyła awans, a później ostatecznie sięgnęła po swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.

     

    Świątek z pewnością miała nadzieję na jeszcze lepsze wyniki, ale jej obecna forma każe wierzyć, że czeka ją kolejny udany sezon.

     

    Stubbs zachwycona Świątek. “Życzę powodzenia jej rywalkom na mączce”

     

    Pod wrażeniem występu 23-letniej Polki w półfinale Australian Open jest była tenisistka Rennae Stubbs. “Nigdy nie widziałam, by Iga zagrała lepszy mecz na twardym korcie – a przecież wygrała US Open. Zdarzyło jej się parę błędów i utraty punktów, ale przyzwyczailiśmy się do czepiania się przegranej. A ona tak świetnie atakowała, wszystko szło po jej myśli. Można powiedzieć, że powinna wygrać ten pojedynek” – powiedziała Australijka cytowana przez “The Tennis Gazzette”.

     

    Później Stubbs poszła jeszcze dalej. Widać, że pokłada w Świątek ogromne nadzieje. “Nie było niczego, za co można by ją poważnie skrytykować. Dlatego też uważam, że w tym sezonie Świątek nie przegra żadnego meczu na mączce. Skoro tak prezentuje się na kortach twardych, życzę powodzenia jej rywalkom na mączce” – przepowiada zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych w grze podwójnej i mieszanej.

     

    Raszynianka znana jest jako “królowa mączki”,  bo wygrała cztery z pięciu ostatnich edycji French Open. Jej piętą achillesową pozostają właśnie nawierzchnie twarde i trawiaste. Jeśli wierzyć Stubbs, w tym sezonie Świątek może zaliczyć pod tymwzględem przełom.

     

  • FIS wydał komunikat po skandalu w Willingen. Szybko zniknął z sieci. Oto jego treść

    FIS wydał komunikat po skandalu w Willingen. Szybko zniknął z sieci. Oto jego treść

    FIS wydał komunikat po skandalu w Willingen. Szybko zniknął z sieci. Oto jego treść

    Zamieszanie w skokach narciarskich! Słoweniec Timi Zajc wręcz zakpił z narciarskich władz po tym, jak oddał w piątek skok w tym samym kombinezonie, w którym kilka godzin wcześniej został zdyskwalifikowany. Wystarczyło tylko, że Zajc naciągnął kombinezon podczas celebracji po swojej drugiej próbie i przeszedł kontrolę. W sobotę FIS opublikował oświadczenie po całym zamieszaniu, które… po kilku minutach usunęła. Oto jego treść.

     

    Przypomnijmy, że w pierwszej serii piątkowych zmagań w Willingen za nieprzepisowy kombinezon został zdyskwalifikowany Timi Zajc. Już po drugiej próbie przeszedł natomiast kontrolę, choć skakał w tym samym stroju.

     

    To rozwścieczyło i Słoweńców, którzy uznali to za absurd i władze FIS, które się ośmieszyły. Dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile i trener Słoweńców Robert Hrgota gorąco dyskutowali po całym zajściu.

    Awantura w skokach narciarskich

    “Bardzo długa pogadanka Sandro Pertile i Roberta Hrgoty. Zaczęła się dość agresywnie, teraz jest już dyskusja. Przeszli z mixed zony TV, przez piszące media aż za scenę, gdzie odbywa się program muzyczny imprezy. Sandro odmówił rozmowy i chciał, żebym odszedł. Odciągał też Hrgotę” — relacjonował na platformie X Jakub Balcerski ze Sport.pl.

     

    “W ostatnich dwóch tygodniach pojawiło się wiele dyskwalifikacji słoweńskich skoczków, które w naszej opinii nie są sprawiedliwe. Wczoraj Słoweński Związek Narciarski oficjalnie ostrzegł dyrektora Pucharu Świata, że ostatnie decyzje ws. kontroli sprzętu, wzmagają wątpliwości wobec jasności i równości zasad. Dzisiejsza dyskwalifikacja Timiego Zajca tylko wzmacnia poczucie, że kontrole sprzętu nie są robione na podstawie zasad, a pewnych wytycznych.

     

    Słoweńscy skoczkowie w Willingen w ten weekend potrzebują spokoju i koncentracji ponad wszystkim innym, żeby skupić się na ich występach i osiągać najlepsze wyniki. Jednocześnie związek aktywnie zbiera wszystkie potrzebne nagrania i dane, które chcemy pokazać wyższym władzom.

     

    W obecnej sytuacji słoweński związek wyda oficjalną odpowiedź w połowie przyszłego tygodnia, gdy wszystkie kolejne prawne i formalne kroki zostaną podjęte”

     

    Oświadczenie FIS zniknęło po kilku minutach

    W sobotę oświadczenie wydał FIS. Niespodziewanie jednak zostało usunięte z oficjalnych stron po kilku minutach. Oto jego treść:

     

    “Po dyskwalifikacji i następujących po niej reakcjach, wypowiedziach Słoweńca Timiego Zajca po konkursie mikstów w Willingen odbyło się spotkanie stron w tej sprawie. Timi Zajc, Christian Kathol, Sandro Pertile i Robert Hrgota spotkali się, żeby przedyskutować sprawę. Przedyskutowaliśmy i przeanalizowaliśmy wczorajszą sytuację razem. Timi Zajc głęboko żałuje swojego zachowania i wypowiedzi wygłoszonych w mixed zonie, przeprosił i zapewnił nas, że takie wydarzenia nie będą miały już miejsca w przyszłości” — czytamy w oświadczeniu.

    https://x.com/JakubBalcerski/status/1885378569355874432

    — Zaakceptowaliśmy te przeprosiny i patrzymy w przyszłość. Nie możemy doczekać się konkursów w Willingen i koncentrujemy się na świetnych sportowych emocjach, których tu doświadczymy — przekazał Sandro Pertile po spotkaniu.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1885709911566209422

    Z oświadczenia wynika, że Słoweńcy, a szczególnie Timi Zajc nie chcą awanturować się z władzami, które mają teraz spory problem. Zajc bowiem zakpił z aktualnie obowiązujących przepisów w skokach narciarskich. Nadchodzą burzliwe tygodnie dla tej dyscypliny.

  • Występ marzeń Krzysztofa Piątka! Hat-trick, jest bohaterem. A to nie koniec

    Występ marzeń Krzysztofa Piątka! Hat-trick, jest bohaterem. A to nie koniec

    Występ marzeń Krzysztofa Piątka! Hat-trick, jest bohaterem. A to nie koniec

    Trwa show Krzysztofa Piątka, który w sobotnim meczu Basaksehiru z Samsunsporem zdobył hat-tricka i zagwarantował swojej drużynie zwycięstwo 4:0. Polak ma już na koncie 18 goli w lidze i jest zdecydowanym liderem klasyfikacji najlepszych strzelców rozgrywek, w których występują takie gwiazdy jak Victor Osimhen, Mauro Icardi, Edin Dżeko czy Ciro Immobile.

     

    Ostatnie miesiące są dla naszego reprezentacyjnego napastnika wyśmienite. Od 27 listopada “Pio” rozegrał dwanaście spotkań, w których zapisał na koncie aż… 15 bramek. Pomimo fenomenalnej skuteczności w tym okresie nie udało mu się jednak ustrzelić hat-tricka. W sobotę się to zmieniło, a o kapitalnej dyspozycji naszego piłkarza przekonał się Samsunspor — trzecia drużyna ligi.

     

    Polak demolkę rozpoczął już w 19. minucie, kiedy to otworzył wynik strzałem głową po świetnym dośrodkowaniu Deniza Turuca. Dwa kolejne gole padały już po przerwie. W 58. minucie Piątek popisał się ładnym uderzeniem, wykorzystując dogranie Oliviera Kemena, a w 69. minucie ten sam zawodnik raz jeszcze obsłużył Polaka i hat-trick stał się faktem.

     

    Popis Krzysztofa Piątka! Wielkie gwiazdy daleko za Polakiem

     

    W 82. minucie najlepszy strzelec Basaksehiru opuścił murawę. Już bez Polaka na boisku gospodarzom udało się ustalić końcowy rezultat. Jego autorem był Davidson Pereira. Dzięki wygranej ekipa ze Stambułu przesunęła się na szóste miejsce w tabeli. Samsunspor wciąż jest trzeci i ustępuje tylko dwóm hegemonom — Galatasaray oraz Fenerbahce.

    https://x.com/LaczyNasPilka/status/1885747152279761014

    Piątek w klasyfikacji strzelców ma już 18 bramek i aż o pięć wyprzedza wicelidera tego zestawienia, Simona Banzę. Trzeci jest Osimhen, który zaliczył 12 trafień. Wspomniani na wstępie Dżeko i Immobile posyłali piłkę do siatki 10 razy, a Icardiemu udało się to tylko czterokrotnie.

     

  • 6-0! To, co zrobił Robert Lewandowski, nikomu nie może umknąć

    6-0! To, co zrobił Robert Lewandowski, nikomu nie może umknąć

    6-0! To, co zrobił Robert Lewandowski, nikomu nie może umknąć

    FC Barcelona świetnie rozpoczęła nowy rok. W styczniu nie przegrała żadnego spotkania. Duża w tym zasługa Roberta Lewandowskiego, który podtrzymuje kapitalną formę strzelecką. W niedzielę drużyna Hansiego Flicka w 22. kolejce La Liga zmierzy się z Deportivo Alaves. Z pewnością polski napastnik już nie może się doczekać meczu z tym przeciwnikiem. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na te kosmiczne liczby!

     

    2025 rok FC Barcelona rozpoczęła od wygranej 4:0 z czwartoligowym Barbastro w Pucharze Króla. Następnie przyszedł czas na Superpuchar Hiszpanii, w którym Katalończycy zaprezentowali się równie dobrze. Po wygranych z Athletikiem Bilbao i Realem Madryt sięgnęli po pierwsze trofeum pod wodzą Hansiego Flicka. Wpadką okazał się remis z Getafe w La Liga (1:1), jednak Barcelona szybko zrehabilitowała się rozbiciem Valencii aż 7:1.

     

    Lewandowski ostrzy zęby na Deportivo. Co za statystyka!

     

    Łącznie w styczniu wicemistrzowie Hiszpanii rozegrali osiem meczów, w których odnieśli aż sześć zwycięstw i zanotowali dwa remisy. Do siatki trafiali w sumie… 31 razy! Sześć z puli tych bramek należy do Roberta Lewandowskiego, który od początku sezonu jest w wyśmienitej formie. Co prawda zdarzają mu się słabsze mecze bez gola, jednak w ogólnym rozrachunku za kadencji Niemca spisuję się wzorowo.

     

    Pierwszym spotkaniem w lutym dla Barcelony będzie domowe starcie z Deportivo Alaves w ramach 22. kolejki La Liga. Można przypuszczać, że kapitan reprezentacji Polski już teraz nie może doczekać się pierwszego gwizdka. Z jakiego powodu? Wystarczy spojrzeć na jego indywidualne statystyki przeciwko temu rywalowi.

     

    Biorąc pod uwagę wszystkie lata spędzone w Barcelonie, Lewandowski strzelił sześć goli w trzech meczach przeciwko baskijskiemu klubowi. Co więcej, wszystkie te spotkania kończyły się zwycięstwami jego zespołu. W sezonie 2023/2024 najpierw w 13. serii gier dwukrotnie pokonywał bramkarza Alaves, a dziesięć kolejek później dołożył jednego gola. Za to w trwającej kampanii 6 października zeszłego roku ustrzelił hat-tricka!

     

    Jak widać, Robert Lewandowski uwielbia mecze przeciwko Deportivo Alaves i z pewnością ma chrapkę na kolejne bramki przeciwko temu rywalowi. Okazję do wyśrubowania rekordu będzie miał w niedzielę o godz. 21:00. Wtedy na Estadi Olimpic Lluis Companys wybrzmi pierwszy gwizdek. Na ten moment Barcelona zajmuje trzecie miejsce w tabeli. Do pierwszego Realu traci siedem punktów. W tym sezonie Polak rozegrał już 31 meczów, w których strzelił 29 goli i zanotowałtrzy asysty.

     

  • 69 minut i koniec. Kapitalny powrót Chwalińskiej do cyklu WTA. Dwie “bagiety”

    69 minut i koniec. Kapitalny powrót Chwalińskiej do cyklu WTA. Dwie “bagiety”

    69 minut i koniec. Kapitalny powrót Chwalińskiej do cyklu WTA. Dwie “bagiety”

    Świetna końcówka poprzedniego roku, ale i przejście kwalifikacji w Australian Open – to wszystko sprawiło, że Maja Chwalińska znów może myśleć o rywalizacji w głównym cyklu WTA Tour. Na razie w kwalifikacjach turniejów rangi WTA 250 – ten w Kluż-Napoce zaczęła znakomicie, w 69 minut rozgromiła Rumunkę Ilincę Amariei 6:1, 6:1. W niedzielę zagra w finale o miejsce w podstawowej drabince – z 19-letnią Niemką Ellą Seidel.

     

    Aby móc rywalizować w turniejach WTA 250, a przynajmniej na etapie kwalifikacji, trzeba w światowym rankingu być w drugiej setce. A i czasem to nie wystarczy, wszystko zależy od popularności zawodów i ilości zgłoszeń. Czasem trafiają tu zawodniczki niżej notowane, ale głównie dzięki dzikim kartom, gdy reprezentują choćby kraj organizujący turniej.

     

    Maja Chwalińska też już w przeszłości trafiała go głównego cyklu. Grała nawet w głównej drabince Wimbledonu, ale to zawody z większą obsadą, dla 128 zawodniczek w podstawowej ich części. Kontuzja kolana, operacja, długa przerwa – to wszystko sprawiło, że zawodniczka z Bielska-Białej straciła sporo czasu, a później miała problemy z powrotem do drugiej setki rankingu WTA. A gdy to się stało, latem zeszłego roku, wreszcie coś się ruszyło.

     

    W październiku zeszłego roku wreszcie zagrała w turnieju rangi 250 – w meksykańskiej Meridzie. Przeszła tam kwalifikacje, dotarła do drugiej rundy, wygrała seta z najwyżej rozstawioną Renatą Zarazuą. Przegrała jednak całe spotkanie.

     

    Dziś jest 126. na świecie, utrzymała tę pozycję sprzed Australian Open. I ma realną szansę, by zaliczyć kolejny skok. Po zawodach w Rumunii, w których zawodniczka BKT Advantage startuje tak w singlu, jak w i deblu.

     

    WTA Kluż-Napoka. Maja Chwalińska w finale kwalifikacji. Pewne zwycięstwo z Rumunką Ilincą Amariei

     

    Maja Chwalińska pokazała już pod koniec zeszłego roku, że jest w stanie rywalizować z zawodniczkami wyżej notowanymi, we Florianopolis ograła 68. w WTA Mayar Sherif. Wygrane w Melbourne z Dominiką Salkovą czy Brendą Fruhvirtovą też mają swoją wartość. Porażka z Jule Niemeier, bardzo wysoka, przerwała co prawda serię ośmiu zwycięstw, ale być może właśnie w Rumunii zacznie się kolejna.

     

    W losowaniu eliminacji Polki miała trochę szczęścia, ale też została tu rozstawiona z “szóstką”. W pierwszej rundzie trafiła na znacznie niżej notowaną od siebie, młodszą o rok Rumunkę Ilincę Amariei, była zdecydowaną faworytką. I nie zawiodła, uporała się z rywalką w 69 minut, oddała jej zaledwie dwa gemy. Po jednym w każdym secie. W pierwszej partii nastąpiło to przy stanie 4:0, w drugiej – przy 5:0. I w obu przypadkach Polka wtedy serwowała. Jakby chciała oszczędzić rywalce “bajgla”.

     

    Co warto podkreślić, to znakomitą postawę 23-latki na returnie. Amariei wygrała z 41 punktów po swoim serwisie zaledwie 10. A gdy ma się takie statystyki, nie sposób myśleć o awansie.

    https://x.com/z_kortu/status/1885651825204003000

    W finale kwalifikacji rywalką Polki będzie Niemka Ella Seidel, która w rankingu WTA jest o 19 pozycji niżej. Niespełna 20-letnia Niemka (urodziny będzie miała za 13 dni), w drugiej setce rankingu jest od późne jesieni 2023 roku. Rok temu, w Linzu, pokonała w kwalifikacjach Magdalenę Fręch, która chwilę wcześniej zaliczyła życiowy występ w Australian Open.