• Nikola Grbić ze szpilką w Bartosza Kurka. Tak ocenił kapitana kadry

    Nikola Grbić ze szpilką w Bartosza Kurka. Tak ocenił kapitana kadry

    ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Bogdanka LUK Lublin stoczyły w 23. kolejce PlusLigi prawdziwą siatkarską bitwę. Głównymi aktorami pięciosetowego widowiska byli zawodnicy reprezentacji Polski: Bartosz Kurek i Wilfredo Leon. Ich grze z trybun bacznie przyglądał się Nikola Grbić. Selekcjoner siatkarskiej reprezentacji Polski po spotkaniu chwalił obu zawodników w rozmowie z “Super Expressem”, ale nie omieszkał też zauważyć przestoju w grze kapitana reprezentacji Polski.

    Czytaj więcej na

     

    Transfery Wilfredo Leona i Bartosza Kurka do klubów siatkarskiej PlusLigi latem rozgrzały kibiców. Obaj szybko stali się gwiazdami swoich zespołów, ale na ich bezpośrednią rywalizację trzeba było czekać aż do lutego. Wszystko przez to, że Kurek przygodę w ZAKS-ie Kędzierzyn-Koźle rozpoczął pechowo, od urazu oka już w pierwszym oficjalnym meczu.Do spotkania dwóch wicemistrzów olimpijskich – na boisku był jeszcze trzeci, rozgrywający ZAKS-y Marcin Janusz – doszło dopiero w 23. kolejce. Warto było jednak czekać, bo ich drużyny zapewniły fanom widowisko pełne emocji. Kędzierzynianie wygrali dwa pierwsze sety, ale potem do głosu doszła Bogdanka LUK Lublin, którą napędzała m.in. dobra dyspozycja Leona. Ostatecznie ZAKSA wygrała dopiero po tie-breaku, dzięki czemu zrównała się z lubelską drużyną w punktacji PlusLigi.

    Czytaj więcej na

     

    Kurek wyszedł z rywalizacji z Leonem podwójnie zwycięsko. Nie dość, że jego zespół zwyciężył, to jeszcze atakujący zdobył więcej punktów od urodzonego na Kubie przyjmującego. Na 22 “oczka” Kurka złożyło się 20 udanych ataków – przy 53-procentowej skuteczności – jeden punktowy blok i jeden as serwisowy. Efektywność gry Kurka wyniosła +15, najwięcej w drużynie.Leon zakończył spotkanie z 18 punktami na koncie. 17 z nich to dzieło ataków, w których przyjmujący zanotował 56-procentową skuteczność. Do tego doszedł jeden punkt zagrywką i ogółem +8 efektywności gry.Rywalizacji gwiazd kadry smaczku dodała obecność na trybunach Nikoli Grbicia. Selekcjoner reprezentacji Polski przyjechał do kraju obejrzeć kilka spotkań PlusLigi, porozmawiać z siatkarzami i współpracownikami – Serb kompletuje nowy sztab kadry. Po spotkaniu docenił dobrą postawę obu gwiazd swojej reprezentacji. Nie zamierzał jednak przesadnie komplementować Leona i Kurka, w grze tego drugiego dostrzegł bowiem minus.

    Czytaj więcej na

     

    Leon i Kurek wypadli ogólnie dobrze. Może tylko z tą różnicą, że Wilfredo prezentował się równiej przez całe spotkanie, podczas gdy Bartek zaczął znakomicie, a potem przytrafił mu się słabszy moment w czwartym secie, kiedy nie mógł się dobić atakami do boiska. Wtedy właśnie Lublin wrócił do gry” – skomentował Grbić w rozmowie z “Super Expressem”.Dwóch rywalizujących skrzydłowych pogodził zresztą trzeci. Nagrodę dla MVP spotkania otrzymał bowiem Rafał Szymura, przyjmujący ZAKS-y, który w meczu z Bogdanką LUK zdobył 20 punktów. Być może i on zasłuży na uwagę Grbicia, tym bardziej że Serb powoływał go już do kadry, a i później nie szczędził mu ciepłych słów. Powołań na najbliższy sezon reprezentacyjny, w którym główną imprezą będą mistrzostwa świata, można spodziewać się wiosną.

    Czytaj więcej na

     

     

  • Dramatyczne wyznanie legendy skoków. “Łzy nadal płyną”

    Dramatyczne wyznanie legendy skoków. “Łzy nadal płyną”

    Gdy mama była w szpitalu, znalazłem się w dołku, więc napisała do mnie list. Za każdym razem, gdy od czasu do czasu go czytam, łzy nadal płyną — opowiada Noriaki Kasai. W bardzo szczerym wywiadzie udzielonym “Friday Digital” mówi o najtrudniejszych momentach swojego życia, jakimi były strata matki i siostry.

    Już za dwa tygodnie w Sapporo Noriaki Kasai wróci do rywalizacji w Pucharze Świata. 52-latek pokazał ostatnio, że jest w niezłej formie, wygrywając zawody TVh Cup. Legendarny zawodnik oddał najdłuższy skok — na Okurayamie uzyskał aż 142 m.

     

    Przy okazji tego wydarzenia, udzielił obszernego wywiadu, w którym opowiedział o trudach, które przeżył w dzieciństwie, a także ostatnich latach.

     

    — Mój ojciec często chorował, a my byliśmy tak biedni, że ledwo starczało nam na jedzenie. Nie mogliśmy pozwolić sobie na drogi sprzęt, korzystaliśmy z tego odziedziczonego po starszych kolegach. Moja matka maksymalnie ograniczała wydatki i pracowała, aby utrzymać rodzinę. Postanowiłem, że pewnego dnia wystartuję w igrzyskach olimpijskich, zdobędę złoty medal i ułatwię jej życie. To życzenie stało się moją siłą napędową do kontynuowania kariery — przyznał.

     

    Noriaki Kasai wspomina rodzinne tragedie

    Cel udało mu się spełnić. Na igrzyskach w Soczi sięgnął po srebrny medal indywidualny na dużej skoczni. Tym sukcesem zdołał jeszcze ucieszyć siostrę, która zmarła dwa lata później.

     

    — Moja siostra, która była ode mnie o pięć lat młodsza, cierpiała na poważną chorobę zwaną niedokrwistością aplastyczną. Myślałem, że zdobycie złotego medalu, który sprawi jej radość, będzie dla niej najlepszą terapią. Żartowała sobie: “może gdybym rozpuściła złoty medal i go wypiła, to by mi się polepszyło” — opowiadał.

     

    To nie jedyny dramat rodzinny, który przeżył Kasai. Przed igrzyskami olimpijskimi w Nagano w 1998 r. spłonął dom rodzinny skoczka. Poważnych obrażeń doznała wówczas jego matka.

     

    Pomimo leczenia zmarła młodo, mając 48 lat… Gdy była w szpitalu, znalazłem się w dołku, więc napisała do mnie list. Za każdym razem, gdy od czasu do czasu go czytam, łzy nadal płyną. Dodawała mi otuchy, gdy wewnętrznie umierałem… — mówił skoczek.

     

     

  • Dramatyczne wyznanie legendy skoków. “Łzy nadal płyną”

    Dramatyczne wyznanie legendy skoków. “Łzy nadal płyną”

    Dramatyczne wyznanie legendy skoków. “Łzy nadal płyną

     

    Gdy mama była w szpitalu, znalazłem się w dołku, więc napisała do mnie list. Za każdym razem, gdy od czasu do czasu go czytam, łzy nadal płyną — opowiada Noriaki Kasai. W bardzo szczerym wywiadzie udzielonym “Friday Digital” mówi o najtrudniejszych momentach swojego życia, jakimi były strata matki i siostry.

     

    Już za dwa tygodnie w Sapporo Noriaki Kasai wróci do rywalizacji w Pucharze Świata. 52-latek pokazał ostatnio, że jest w niezłej formie, wygrywając zawody TVh Cup. Legendarny zawodnik oddał najdłuższy skok — na Okurayamie uzyskał aż 142 m.

     

    Przy okazji tego wydarzenia, udzielił obszernego wywiadu, w którym opowiedział o trudach, które przeżył w dzieciństwie, a także ostatnich latach.

     

    — Mój ojciec często chorował, a my byliśmy tak biedni, że ledwo starczało nam na jedzenie. Nie mogliśmy pozwolić sobie na drogi sprzęt, korzystaliśmy z tego odziedziczonego po starszych kolegach. Moja matka maksymalnie ograniczała wydatki i pracowała, aby utrzymać rodzinę. Postanowiłem, że pewnego dnia wystartuję w igrzyskach olimpijskich, zdobędę złoty medal i ułatwię jej życie. To życzenie stało się moją siłą napędową do kontynuowania kariery — przyznał.

     

    Noriaki Kasai wspomina rodzinne tragedie

    Cel udało mu się spełnić. Na igrzyskach w Soczi sięgnął po srebrny medal indywidualny na dużej skoczni. Tym sukcesem zdołał jeszcze ucieszyć siostrę, która zmarła dwa lata później.

     

    — Moja siostra, która była ode mnie o pięć lat młodsza, cierpiała na poważną chorobę zwaną niedokrwistością aplastyczną. Myślałem, że zdobycie złotego medalu, który sprawi jej radość, będzie dla niej najlepszą terapią. Żartowała sobie: “może gdybym rozpuściła złoty medal i go wypiła, to by mi się polepszyło” — opowiadał.

     

    To nie jedyny dramat rodzinny, który przeżył Kasai. Przed igrzyskami olimpijskimi w Nagano w 1998 r. spłonął dom rodzinny skoczka. Poważnych obrażeń doznała wówczas jego matka.

     

    Pomimo leczenia zmarła młodo, mając 48 lat… Gdy była w szpitalu, znalazłem się w dołku, więc napisała do mnie list. Za każdym razem, gdy od czasu do czasu go czytam, łzy nadal płyną. Dodawała mi otuchy, gdy wewnętrznie umierałem…— mówił skoczek.

     

  • Dobry sezon Roberta Lewandowskiego. Polak znowu na szczycie

    Dobry sezon Roberta Lewandowskiego. Polak znowu na szczycie

    Dobry sezon Roberta Lewandowskiego. Polak znowu na szczyci

     

    Kapitan reprezentacji Polski znowu gra bardzo dobrze, odkąd drużynę objął nowy trener. Dzięki temu dominuje w kolejnej klasyfikacji.

     

    Robert Lewandowski reprezentuje barwy FC Barcelony od lipca 2022 roku. W swoim pierwszym sezonie w Katalonii zdobył mistrzostwo La Liga pod wodzą Xaviego. Wystąpił w 46 spotkaniach, zdobył 33 bramek i osiem razy asystował.

     

    Kolejny sezon Polaka to rozczarowanie, ponieważ zagrał w 49 meczach, a do siatki trafił 26 razy i jeden raz więcej asystował. Barcelona straciła tytuł mistrza kraju, a Lewandowski oddał koronę króla strzelców.

     

    Ale w obecnych rozgrywkach 36-latek znowu bryluje. Jest dopiero początek lutego, a podopieczny Hansiego Flicka strzelił 30 goli w 32 starciach. Polak prowadzi w tabeli strzelców hiszpańskiej ekstraklasy, jak i Ligi Mistrzów. Odpowiednio ma 18 i dziewięć.

     

    Oprócz tego – jak się okazuje – Polak jest najlepszy w jeszcze jednej klasyfikacji. Hiszpański dziennikarz Pedro Martin opublikował zestawienie piłkarzy La Liga, którzy zdobyli najwięcej punktów dla drużyny dzięki bramkom. Na pierwszym miejscu oczywiście jest nasz rodak z 13 punktami. Kolejną pozycję zajmuje Ayoze Perez z Villarreal (11), a pod nim jest Ante Budimir z Osasuny (10).

     

    Transfermarkt wycenia snajpera na 15 milionów euro, natomiast kontrakt “Lewego” wygasa w czerwcu 2026 roku.

  • Tragedia na A2, nie żyje Maciej Chrystek. Miał 49 lat

    Tragedia na A2, nie żyje Maciej Chrystek. Miał 49 lat

    W poniedziałek, 3 lutego 2025 roku, na autostradzie A2 doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął 49-letni Maciej Chrystek. Do zdarzenia doszło na 295. kilometrze trasy, w okolicach miejscowości Wola Szydłowicka.

     

    Według wstępnych ustaleń, około godziny 4 nad ranem, pan Chrystek zatrzymał swój pojazd na pasie awaryjnym z powodu awarii koła. Podczas próby jego wymiany, został potrącony przez nadjeżdżający samochód dostawczy, którym kierował obywatel Estonii. Mimo natychmiastowej reakcji służb ratunkowych i podjętej reanimacji, życia 49-latka nie udało się uratować.

     

    Na miejscu zdarzenia pracowali policjanci pod nadzorem prokuratora, którzy zabezpieczyli ślady i prowadzili czynności mające na celu wyjaśnienie dokładnych okoliczności wypadku. Przeprowadzono również badania trzeźwości kierowcy samochodu dostawczego; wyniki nie wykazały obecności alkoholu w jego organizmie.

     

    Autostrada A2 w kierunku Warszawy była zablokowana przez kilka godzin, a ruch kierowano na objazdy. Służby apelują do wszystkich użytkowników dróg o zachowanie szczególnej ostrożności, zwłaszcza w warunkach ograniczonej widoczności oraz podczas wykonywania czynności na pasie awaryjnym.

     

    Maciej Chrystek był cenionym członkiem lokalnej społeczności. Pozostawił żonę i dwójkę dzieci. Rodzinie i bliskim składamy wyrazy głębokiego współczucia.

     

     

  • Beata Pawlikowska wyznała, że rozmawiała z duchami. “Nie jest to dziwne

    Beata Pawlikowska wyznała, że rozmawiała z duchami. “Nie jest to dziwne

    Beata Pawlikowska, znana polska pisarka, podróżniczka i dziennikarka, wielokrotnie dzieliła się swoimi doświadczeniami związanymi z duchowością i kontaktami z duchami. W swojej książce “W dżungli podświadomości” opisuje, jak przez trzydzieści lat obserwowała swój umysł, badając wpływ podświadomości na życie człowieka. Podkreśla, że to, co myślimy i robimy, nasze zdrowie i szczęście, zależy od naszej podświadomości.

     

    Pawlikowska, podczas swoich licznych podróży, miała okazję zetknąć się z różnymi systemami wierzeń, w tym z wierzeniami Indian amazońskich. W wywiadzie dla Wirtualnej Polski zauważyła, że w kulturach tych nie istnieją pieniądze, które mogłyby korumpować ludzkie umysły, a życie toczy się w uczciwej wspólnocie. Wspomniała również o istotach duchowych obecnych w wierzeniach tych społeczności, co może sugerować jej otwartość na doświadczenia duchowe.

     

    W artykule na swojej stronie internetowej zatytułowanym “Życie po śmierci” Pawlikowska zadaje pytania o to, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy, czy Ziemia jest naszym jedynym domem oraz czy śmierć jest ostatecznym rozdzieleniem, czy może raczej etapem wędrówki, która nigdy się nie kończy.

     

    Jej zainteresowanie duchowością i doświadczeniami z pogranicza życia i śmierci znajduje odzwierciedlenie w jej twórczości oraz publicznych wypowiedziach. Dla Pawlikowskiej rozmowy z duchami i eksploracja duchowych aspektów życia nie są czymś dziwnym, lecz naturalnym elementem jej poszukiwań i refleksji nad sensem istnienia.

     

     

  • To dlatego Sabalenka przekroczyła granice. Polacy mają z tym problem

    To dlatego Sabalenka przekroczyła granice. Polacy mają z tym problem

    Aryna Sabalenka, liderka światowego rankingu WTA, wielokrotnie wzbudzała kontrowersje swoim zachowaniem na korcie i poza nim, co spotkało się z krytyką ze strony polskich kibiców.

     

    Podczas Australian Open 2025, po przegranym finale z Madison Keys, Sabalenka w szatni wraz ze swoim zespołem udawała oddawanie moczu na trofeum za drugie miejsce. Nagranie tego incydentu szybko obiegło media, wywołując oburzenie wśród fanów i komentatorów sportowych. Wielu uznało to za brak szacunku dla turnieju i rywalki.

     

    Dodatkowo, podczas tego samego turnieju, Sabalenka została ukarana grzywną w wysokości 20 tysięcy dolarów za zniszczenie rakiety po porażce w finale. Jej zachowanie na korcie, w tym głośne okrzyki podczas wymian, również budziło kontrowersje i było odbierane jako próba dekoncentracji przeciwniczek.

     

    Wcześniej, w trakcie Roland Garros 2023, Sabalenka odmówiła udziału w konferencji prasowej po meczu z ukraińską tenisistką Martą Kostiuk, co zostało odebrane jako unikanie pytań dotyczących sytuacji politycznej i konfliktu zbrojnego. Jej milczenie w sprawie wojny na Ukrainie oraz brak jednoznacznego potępienia działań Rosji i Białorusi spotkały się z krytyką, zwłaszcza w krajach sąsiadujących, w tym w Polsce.

     

    Iga Świątek, polska tenisistka i rywalka Sabalenki, zauważyła: “Wiem, że Polacy nie do końca ją lubią”. Wynika to zarówno z kontrowersyjnych zachowań Białorusinki, jak i z napięć politycznych związanych z jej ojczyzną.

     

    Te incydenty przyczyniły się do negatywnego odbioru Sabalenki wśród polskich kibiców, którzy oczekują od sportowców nie tylko wysokiego poziomu gry, ale także odpowiedniego zachowania i postawy poza kortem.

     

     

  • Iga Świątek została poproszona o wskazanie „najbardziej onieśmielającej zawodniczki” na WTA Tour.

    Iga Świątek została poproszona o wskazanie „najbardziej onieśmielającej zawodniczki” na WTA Tour.

    Iga Świątek, liderka światowego tenisa, została zapytana o to, która z zawodniczek na WTA Tour budzi w niej największy respekt. Choć sama jest uznawana za dominującą postać w kobiecym tenisie, wskazała na Arynę Sabalenkę jako zawodniczkę, która wywiera na niej największe wrażenie swoją grą i determinacją.

     

    Sabalenka, pochodząca z Białorusi, od dłuższego czasu prezentuje wysoki poziom, co czyni ją jedną z najgroźniejszych rywalek na korcie. Jej agresywny styl gry i imponująca siła uderzeń sprawiają, że jest przeciwniczką, z którą należy się liczyć w każdym turnieju.

     

    Warto zauważyć, że zarówno Świątek, jak i Sabalenka rywalizują o najwyższe pozycje w rankingu WTA. Obecnie Sabalenka zajmuje pierwsze miejsce, podczas gdy Świątek plasuje się tuż za nią. Ich pojedynki na korcie są zawsze emocjonujące i przyciągają uwagę kibiców na całym świecie.

     

    W nadchodzących WTA Finals w Rijadzie obie zawodniczki będą miały okazję ponownie zmierzyć się ze sobą, co z pewnością dostarczy wielu sportowych emocji. Świątek, mimo uznania dla Sabalenki, z pewnością będzie dążyć do zwycięstwa i odzyskania pozycji liderki światowego tenisa.

     

    Rywalizacja między tymi dwiema tenisistkami jest doskonałym przykładem sportowej walki na najwyższym poziomie, gdzie wzajemny szacunek i podziw idą w parze z determinacją do osiągania kolejnych sukcesów.

     

     

  • Tak mówiono kiedyś o Idze Świątek. Daria Abramowicz zareagowała

    Tak mówiono kiedyś o Idze Świątek. Daria Abramowicz zareagowała

    W ostatnich miesiącach pojawiły się liczne spekulacje dotyczące roli Darii Abramowicz, psycholog sportowej, w zespole Igi Świątek. Niektórzy sugerowali, że jej wpływ na decyzje zawodniczki, w tym zakończenie współpracy z trenerem Tomaszem Wiktorowskim, jest zbyt dominujący. Lech Sidor, ekspert Eurosportu, zauważył: “Nastąpiło zatarcie tych granic i jest tego trochę za dużo”.

     

    Iga Świątek stanowczo odniosła się do tych opinii, podkreślając, że są one bezpodstawne i oparte na nieznajomości jej życia oraz funkcjonowania zespołu. W wywiadzie dla Sportowych Faktów stwierdziła: “Ci ludzie nic nie wiedzą o mnie i moim życiu. Nie wiedzą, jak funkcjonuję i z czym się zmagam”.

     

    Daria Abramowicz, współpracująca z Igą od 2019 roku, jest cenioną psycholog sportową, która wcześniej pracowała z różnymi sportowcami, w tym żeglarzami i pływakami. Jej współpraca z Świątek była kluczowa w osiągnięciu przez tenisistkę sukcesów na arenie międzynarodowej.

     

    W obliczu krytyki, Abramowicz pozostaje skupiona na swojej pracy, a Świątek kontynuuje współpracę z nią, podkreślając jej znaczenie w swoim rozwoju zarówno na korcie, jak i poza nim.

     

     

  • Wspaniały triumf Mai Chwalińskiej, mistrzyni świata zupełnie bezradna. Polka w ćwierćfinale

    Wspaniały triumf Mai Chwalińskiej, mistrzyni świata zupełnie bezradna. Polka w ćwierćfinale

    Wspaniały triumf Mai Chwalińskiej, mistrzyni świata zupełnie bezradna. Polka w ćwierćfinale

    Maja Chwalińska nie dostała się do głównej drabinki WTA 250 w Kluż-Napoce w singlu, ale wciąż posiadała szanse na dobry wynik w deblu. Pierwszy krok w tym celu udało się wykonać już dzisiaj. Polka i grająca z nią w parze Anastasia Detiuc awansowały do ćwierćfinału zmagań po zwycięstwie 6:1, 6:3. Duet z naszą reprezentantką świetnie poradził sobie w poniedziałkowym starciu, mimo że po drugiej stronie siatki znajdowała się zawodniczka, która przyczyniła się do wygranej Włoszek w BJK Cup 2024 – Lucia Bronzetti.

     

    Maja Chwalińska zrezygnowała z udziału w turnieju ITF W75 w Lesznie, by spróbować swoich sił w zmaganiach wyższej rangi. Przyjaciółka Igi Świątek udała się do Kluż-Napoki na imprezę WTA 250. Najpierw przystąpiła do walki o awans do głównej drabinki w singlu. Niestety, w decydującej rundzie eliminacji powstrzymała ją Ella Seidel. Reprezentantka Niemiec triumfowała po zaciętym spotkaniu 6:4, 7:6(2).

     

    W grze pojedynczej Polce pozostało jedynie oczekiwać na ew. wycofanie którejś z zawodniczek, wtedy być może pojawi się szansa na wejście jako tzw. szczęśliwa przegrana z kwalifikacji. Nawet jeśli tak się nie stanie, to 23-latka wciąż liczy się w deblu, gdzie występuje w duecie z Anastasią Detiuc.

     

    Dzisiaj polsko-czeski team rozegrał swoje pierwsze spotkanie w tej kategorii podczas Transylvania Open. Zadanie nie należało do najłatwiejszych, bowiem rywalki miały w swojej ekipie Lucię Bronzetti. To tenisistka, która mocno przyczyniła się do triumfu Włoszek w rozgrywkach BJK Cup 2024, nazywanych też drużynowymi mistrzostwami świata. U jej boku występowała inna zawodniczka, która należała do składu złotej drużyny – Elisabetta Cocciaretto. Mimo takich laurów reprezentantki Półwyspu Apenińskiego nie miały wiele do powiedzenia w poniedziałkowym starciu.

     

    Maja Chwalińska i Anastasia Detiuc w ćwierćfinale debla podczas WTA 250 w Kluż-Napoce

     

    Maja i Anastasia rozpoczęły mecz kapitalnie, od prowadzenia 4:0. Przeciwniczki zdołały odpowiedzieć wygranym gemem dopiero podczas piątego rozdania. Jak się jednak okazało – było to jedyne “oczko” zdobyte przez Lucię i Elisabettę w tej części pojedynku. Do końca seta dominowały już Chwalińska i Detiuc. W siódmym gemie doprowadziły do decydującego punktu, a podczas niego wywalczyły trzecie przełamanie w meczu, dzięki czemu zatriumfowały w premierowej partii 6:1.

     

    W drugiej odsłonie zobaczyliśmy już trochę więcej emocji. Włoszki miały nawet jedną okazję na prowadzenie 2:1 z breakiem. Polsko-czeski duet wyszedł jednak z opresji i sam zdołał przełamać podczas szóstego rozdania. Po chwili rywalki odrobiły stratę i serwowały po wyrównanie na 4:4, ale Maja i Anastasia nie dopuściły do tego. Powróciły do dwugemowej przewagi, a później wykorzystały swój serwis, by zamknąć mecz zwycięstwem 6:1, 6:3. Dzięki temu Chwalińska i Detiuc zagwarantowały sobie awans do ćwierćfinału WTA 250 w Kluż-Napoce, gdzie zagrają z rozstawionym z “4” duetem Emily Appleton/Qianhui Tang.

     

    Nie tylko Maja Chwalińska. Także Katarzyna Piter zagra o półfinał w rumuńskim turnieju

     

    Tak się składa, że Maja nie jest jedyną Polką, która zameldowała się na tym etapie zmagań. Kilka godzin później dołączyła do niej także Katarzyna Piter, która rywalizuje w parze z Aliaksandrą Sasnowicz. W dzisiejszym pojedynku w efektownym stylu rozprawiły się z turniejowymi “3” – Quinn Gleason i Kimberley Zimmermann. Mecz zakończył się wynikiem 6:2, 6:0 po zaledwie 59 minutach gry. Chwalińska i Piter mogą na siebie trafić w deblu najwcześniej w finale. Kto wie, jeśli obie nasze reprezentantki utrzymają taką formę, być może doczekamy się polskiego starcia o tytuł w rumuńskiej imprezie rangi WTA 250.