• Media: odwieczni wrogowie zorganizują Euro! UEFA ryzykuje ogromny skandal

    Media: odwieczni wrogowie zorganizują Euro! UEFA ryzykuje ogromny skandal

    Odwieczni wrogowie zorganizują Euro! UEFA ryzykuje ogromny skandal

     

    Europejski futbol ponownie znalazł się w ogniu kontrowersji po decyzji UEFA o przyznaniu organizacji Mistrzostw Europy krajom o burzliwej historii politycznej i społecznej. Tym razem wybór gospodarzy Euro wywołał falę oburzenia, a eksperci ostrzegają, że UEFA podejmuje ogromne ryzyko, mogąc doprowadzić do skandalu na niespotykaną dotąd skalę.

     

    Polityka ponad sportem?

     

    Wybór państw gospodarzy Euro zawsze był w pewnym stopniu decyzją polityczną, jednak tym razem UEFA zdaje się igrać z ogniem. Przyznanie turnieju dwóm krajom, które od lat pozostają w otwartym konflikcie politycznym, wywołało mieszane reakcje – zarówno w środowisku piłkarskim, jak i poza nim. Wielu kibiców zastanawia się, czy federacja nie ryzykuje zbytnio, powierzając organizację tak prestiżowej imprezy krajom, których wzajemne relacje są napięte jak nigdy dotąd.

     

    – To jawne prowokowanie problemów. UEFA powinna unikać sytuacji, w których sport miesza się z polityką, a tym razem wygląda na to, że zrobiła dokładnie odwrotnie – powiedział anonimowo jeden z działaczy piłkarskich.

     

    Ryzyko zamieszek i bojkotu?

     

    Nie brakuje głosów, że decyzja UEFA może doprowadzić do poważnych konsekwencji, takich jak protesty, bojkoty czy nawet akty agresji podczas turnieju. Relacje między społeczeństwami obu krajów są dalekie od poprawnych, a atmosfera polityczna dodatkowo podsyca napięcia. Pojawiają się obawy, że organizacja turnieju w tych państwach może skutkować wzmożonymi incydentami na stadionach i ulicach miast-gospodarzy.

     

    – Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której kibice obu krajów świętują razem. To przepis na katastrofę – zauważył znany komentator sportowy.

     

    Ponadto część reprezentacji może rozważać bojkot turnieju, jeśli sytuacja polityczna nie ulegnie poprawie. Wiele federacji narodowych już teraz wyraża swoje wątpliwości co do bezpieczeństwa zawodników i kibiców.

     

    UEFA broni decyzji

     

    Mimo ogromnych kontrowersji UEFA nie zamierza się wycofać. Władze federacji argumentują, że piłka nożna powinna łączyć, a nie dzielić, i że turniej może stać się okazją do pojednania zwaśnionych narodów.

     

    – Chcemy pokazać, że futbol ma moc budowania mostów. Euro w tych krajach to szansa na zbliżenie społeczeństw i przełamanie historycznych podziałów – powiedział jeden z przedstawicieli UEFA.

     

    Eksperci są jednak sceptyczni i przypominają, że podobne nadzieje towarzyszyły innym międzynarodowym wydarzeniom sportowym, które zamiast przynieść pojednanie, jedynie pogłębiały istniejące konflikty.

     

    Czy UEFA wywołała burzę, której nie da się zatrzymać?

     

    Jedno jest pewne – decyzja UEFA to ryzyko, jakiego federacja dawno nie podjęła. Wybór gospodarzy Euro w krajach z trudną historią polityczną może stać się jednym z najbardziej kontrowersyjnych momentów w historii europejskiego futbolu. Czy UEFA udźwignie ciężar tej decyzji? A może turniej zamieni się w chaos, który na długo zapisze się w niechlubnej historii mistrzostw Europy? Na odpowiedzi przyjdzie nam jeszcze poczekać.

     

     

  • Tak prezenterka ubrała się na mecz. I wywołała burzę. “Gdzie tu profesjonalizm?”

    Tak prezenterka ubrała się na mecz. I wywołała burzę. “Gdzie tu profesjonalizm?”

    Diletta Leotta doskonale wie, jak przykuć uwagę. Włoszka, która uchodzi za jedną z najsłynniejszych i najpiękniejszych prezenterek sportowych na świecie, chętnie stawia na odważne stylizacje. Tym razem dziennikarka pochwaliła się w sieci, jak ubrała się na mecz AC Milan z Interem. Żona niemieckiego bramkarza Lorisa Kariusa znów podzieliła fanów!

     

    Diletta Leotta od 2018 r. jest prezenterką platformy streamingowej DAZN (wcześniej pracowała w Sky Sports) i regularnie można ją oglądać na włoskich stadionach. Prezenterka sportowa na mecze często wybiera stylizacje, o których później jest głośno w sieci. Nie inaczej było, gdy pojawiła się na meczu AC Milan — Inter (1:1).

     

    Diletta Leotta znów przykuła uwagę stylizacją. “Niestosowny ubiór”

    33-latka zaprezentowała się w mini spódniczce, do której dobrała czarny prześwitujący top. Całość uzupełniła oversizowym płaszczem i ciemnymi kozakami. Na Instagramie Leotta opublikowała kilka zdjęć, na których uwagę przykuwała jej stylówka.

     

    Pod postem Włoszki pojawiło się mnóstwo komentarzy. Jedni fani byli zachwyceni, inni wręcz przeciwnie. Nie brakowało sugestii, że prezenterka sportowa po raz kolejny wybrała strój niestosowny do okazji.

     

    Zobaczyła go w restauracji. Od razu wypaliła do koleżanek, że to mężczyzna jej życia

    “Gdzie tu profesjonalizm?”, “Nie bądź niegrzeczna […]”, “To nie ma nic wspólnego z piłką nożną […]”, “Wygląda tak dziwnie”, “Niestosowny ubiór […]. Nigdy się do tego nie przyzwyczaję”, “Bez smaku i klasy […]”, “Albo robi to specjalnie (mam nadzieję, że nie…) albo po prostu się do tego nie nadaje” — pisali internauci. Jeden z nich wspomniał nawet, że może Leotta powinna założyć konto na platformie OnlyFans, gdzie zarabia się na publikacji odważnych zdjęć

     

     

  • Mecz Magdaleny Fręch trwał tylko 62 minuty. To była deklasacja!

    Mecz Magdaleny Fręch trwał tylko 62 minuty. To była deklasacja!

    Mecz Magdaleny Fręch trwał tylko 62 minuty. To była deklasacja!

    Bardzo szybki koniec przygody Magdaleny Fręch z turniejem WTA 500 w Abu Zabi. Polka przegrała w I rundzie z Czeszką Lindą Noskovą 0:6, 3:6 i odpadła z dalszej rywalizacji. Był to niezwykle słaby mecz w jej wykonaniu, a pierwszego seta nie da się określić inaczej niż “egzekucja”. Tym razem nie było powtórki z Australian Open, gdzie Polka potrafiła podnieść się po równie koszmarnym początku.

     

    Dla Magdaleny Fręch występ w Abu Zabi był pierwszym po Australian Open. Polka dotarła w Melbourne do III rundy, zatrzymana przez Mirrę Andriejewą, jednak wziąwszy pod uwagę fakt, iż przed turniejem miała serię pięciu porażek z rzędu, wynik ten i tak był bardzo solidny. Zwłaszcza że ograła m.in. Polinę Kudermietową, która wcześniej dotarła do finału w Brisbane i sprawiła niemałe kłopoty Arynie Sabalence

     

    Dramatyczny początek Fręch. Set do zapomnienia. Najlepiej na zawsze

    W Abu Zabi na początek Polka trafiła na Lindę Noskovą. Na papierze niezbyt fortunne losowanie, bo Czeszka to 39. rakieta świata i w szczytowej formie potrafi sprawić problemy najlepszym, a nawet z nimi wygrywać (jak z Igą Świątek podczas Australian Open 2024). Przy czym Noskova w topowej dyspozycji absolutnie nie była. Od początku roku wygrała tylko jeden mecz w Brisbane z Ancą Alexią Todoni, ale już Mirra Andriejewa (Brisbane), Maria Sakkari (w Adelajdzie) i Clara Tauson (I runda AO) okazywały się lepsze. Wydawało się zatem, że Fręch może rywalkę spokojnie ograć.

     

    Jednak by wygrać mecz, trzeba najpierw wyjść na kort, a w pierwszym secie Polka wyglądała, jakby została w szatni. To była absolutna masakra. Noskova w zaledwie 23 minuty rozgniotła naszą reprezentantkę 6:0, z czego trzykrotnie wygrywała gemy do 0. Nie ma się nawet za bardzo co rozwodzić nt. tego co w grze Fręch działało, a co nie, bo nie działało nic. Pozostała nadzieja, że Polka zrobi to samo co w II rundzie Australian Open z Rosjanką Anną Blinkową, gdy pierwszą partię przegrała 0:6 i to jeszcze szybciej (22 minuty), a potem nagle odwróciła wszystko do góry nogami, wygrywając dwie kolejne 6:0, 6:2.

     

    Fręch umie się podnosić po koszmarnym starcie. Lecz nie tym razem

    W drugim secie faktycznie mecz się wyrównał, Polka przede wszystkim dwukrotnie przypilnowała własnego serwisu. Zaś przy stanie 2:2 miała nawet dwie piłki na przełamanie, których niestety nie wykorzystała. Zaś czego nie zrobiła Polka, tego dokonała Noskova. Czeszka miała swoją szansę w szóstym gemie i kapitalnym skrótem objęła prowadzenie 4:2. Chwilę później było już 5:2 i sytuacja zaczęła wyglądać bardzo źle dla Fręch.

     

    Niestety na tyle źle, że Polka nie była już w stanie odwrócić losów meczu. Udało jej się wygrać jeszcze gema przy własnym serwisie, ale Noskova zrobiła dokładnie to samo. Dało jej to triumf w całym meczu 6:0, 6:3 w zaledwie godzinę i dwie minuty. Czeszka awansowała do 1/8 finału, gdzie już czeka na nią rozstawiona z nr 2 Paula Badosa.

  • W głowie się nie mieści. Barcelona reaguje ws. Lewandowskiego. I wprost ogłasza

    W głowie się nie mieści. Barcelona reaguje ws. Lewandowskiego. I wprost ogłasza

    W głowie się nie mieści. Barcelona reaguje ws. Lewandowskiego. I wprost ogłasza

    Robert Lewandowski na dobra zażegnał krótkotrwały kryzys strzelecki, który dopadł go pod koniec minionego roku. W styczniu polski napastnik znów wdał się we znaki swoim rywalom, a udanie rozpoczął się dla niego także luty. 36-latek strzelił gola dla FC Barcelona jedynego gola w niedzielnym meczu z Deportivo Alaves (1:0). A kataloński klub zachwyca się jego formą, odnotowując kapitalny wyczyn, którym może pochwalić się nasz rodak. “Lewy” jest najlepszy w topowych ligach całej Europy.

     

    – Przed meczem wiedzieliśmy, że musimy zwyciężyć. Nie zawsze możemy wygrać z przewagą 4-5 bramek, czasami mamy takie mecze jak ten, w których rywale są w bardzo niskim pressingu. Przegraliśmy już wystarczająco dużo meczów w La Liga, teraz nadszedł czas, aby wszystkie wygrać – powiedział Robert Lewandowski tuż po meczu z Deportivo Alaves, stając przed kamerą DAZN.

     

    I trudno nie przyznać mu racji. Podczas niedzielnego spotkania szybko stało się jasne, że nie musi to być łatwa potyczka dla FC Barcelona. O ile w starciu z Valencią rozpędzona ekipa Hansiego Flicka już po kwadransie prowadziła trzema bramkami, tak w tym przypadku kolejne minuty wciąż mijały, a “Duma Katalonii” wciąż biła głową w mur. Nie pomagały jej przy tym niedokładne zagrania, a także ambitna postawa piłkarzy z Kraju Basków, którzy utrzymywali zwarte szeregi w okolicach swojego pola karnego.

     

    W końcu jednak impas został przełamany. A wszystko za sprawą Roberta Lewandowskiego, który w 61. minucie błysnął skutecznością. I miał przy tym nieco szczęścia. Piłka zagrana przez Lamine’a Yamala dotarła do niego bowiem dopiero po rykoszecie od jednego z rywali. Dzięki temu kapitan reprezentacji Polski mógł z najbliższej odległości skierować ją do siatki, zostając bohaterem Barcelony i zapewniając jej niezwykle cenne trzy punkty.

     

    FC Barcelona dumna z Roberta Lewandowskiego. Klub wylicza wyczyn Polaka

     

    Kataloński klub jest dumny z popisów strzeleckich swojego najskuteczniejszego zawodnika i postanowił pochwalić się jego wyczynem za pośrednictwem swojego oficjalnego portalu. Robert Lewandowski kolejny raz okazał się bowiem kluczowy w rozbrojeniu obrony rywali. A pod tym kątem jest najlepszy w czołowych ligach Europy, co wylicza “Duma Katalonii”.

     

    Lewandowski stał się ekspertem w zdobywania pierwszych bramek w meczu. W 22 spotkaniach ligowych, w których zagrał od początku, strzelał premierowego gola siedmiokrotnie. Więcej niż jakikolwiek inny zawodnik w lidze w tym sezonie. Co więcej, w sześciu z siedmiu przypadków Barcelona zgarniała później trzy punkty

     

    ~ wylicza FC Barcelona

     

    Jak dalej zaznacza FC Barcelona, żaden snajper z najlepszych pięciu lig Europy nie może równać się pod tym względem z Robertem Lewandowskim. Tuż za jego plecami czają się Harry Kane – jego następca w barwach Bayernu Monachium – oraz gwiazdor Realu Madryt Kylian Mbappe. Obaj otwierali wyniki spotkań w tym sezonie już sześciokrotnie.

     

    Niedzielna wygrana z Deportivo Alaves pozwoliła Barcelonie zbliżyć się na cztery punkty do Realu Madryt – który przegrał dzień wcześniej 0:1 z Espanyolem – i na trzy do Atletico Madryt. W najbliższej kolejce La Liga podopieczni trenera Hansiego Flicka zmierzą się z Sevillą. Wcześniej jednak czeka ich jeszcze ćwierćfinałowe spotkanie Pucharu Króla z Valencią.

     

  • “Wyprzedzą Igę Świątek”. Brutalne słowa o przyszłości Polki

    “Wyprzedzą Igę Świątek”. Brutalne słowa o przyszłości Polki

    “Wyprzedzą Igę Świątek”. Brutalne słowa o przyszłości Polk

     

    Eksperci widzę szansę na przewrót w rankingu WTA! W Polsce wyliczamy, czego potrzeba do tego, by Iga Świątek nie straciła zbyt wielu punktów do Aryny Sabalenki, a tymczasem świat tenisa wieszczy większe zmiany. Niestety, mogą odbywać się kosztem pozycji 23-latki. — Myślę, że Qinwen Zheng i Coco Gauff będą kontynuować swój postęp i przewyższą Świątek — mówi prezenter i dziennikarz tenisowy Jonathan Overend.

     

    Przed polską tenisistką trudne miesiące. Jeszcze niedawno miała szanse na to, by teraz być liderką światowego zestawienia, ale nie zaszła dalej w Australian Open od Białorusinki. Aż do półfinału spisywała się jednak świetnie, przez co słowa ekspertów z ostatnich dni mogą zaskakiwać.

     

    Przewidują koszmarny scenariusz dla Igi Świątek! “Wyprzedzą ją”

    Tylko dwóch dziennikarzy cytowanych przez serwis Tennis365 stawia, że Świątek nie spadnie niżej w rankingu w tym sezonie. Tim Henman wprost uznał Polkę jako najlepszą przed Sabalenką i Gauff, a Laura Robson uznała, że obecna sytuacja utrzyma się w najbliższych miesiącach.

     

    Innego zdania jest prezenterka Sky Sports Tennis Gigi Salmon. — Sabalenka nadal rośnie w siłę, bez widocznych słabości w swojej grze. Wydaje się stabilna na korcie i poza nim, z ludźmi wokół niej — zaczęła i kontynuowała przewidywania względem Polki.

     

    Światek przechodzi okres przejściowy z nowym teamem i myślę, że Gauff może się do niej zbliżyć. Myślę, że Sabalenka powstrzyma wszystkich — ocenia.

     

    Według Jonathana Overenda jest szansa, że Świątek wypadnie nawet z pierwszej trójki, a wielką liderką pozostanie Sabalenka. — Myślę, że Zheng i Gauff będą kontynuować swój rozwój i wyprzedzą Świątek. Nie sądzę, aby wygrały wystarczająco dużo, aby zastąpić Arynę, która jest obecnie zdecydowanie najlepszą zawodniczką na świecie — podkreśla angielski prezenter i dziennikarz tenisowy. Zupełnie inaczej typuje za to Naomi Broady, stawiając Gauff na pozycji numer 1 przed Sabalenką i Polką.

     

    Amerykanka traci obecnie do Świątek 2232 punkty. A wielką szansę ma za to Sabalenka. Nadszedł miesiąc, w którym może gigantycznie powiększyć swoją przewagę w rankingu WTA. Wszystko przez to, że do stracenia w lutym ma zaledwie 10 punktów, a liderką jest już teraz. Do tego Świątek musi bronić ogromnego dorobku. To aż 1390 pkt.

  • “Brudna zagrywka?”. Linette wprost o tym, co robi Świątek

    “Brudna zagrywka?”. Linette wprost o tym, co robi Świątek

    “Brudna zagrywka?”. Linette wprost o tym, co robi Świąte

     

    Przerwa toaletowa Igi Świątek w półfinale Australian Open wywołała burzę komentarzy. Czy była to strategia, czy naturalny element gry? Magda Linette nie ma wątpliwości i jasno odpowiedziała redakcji Sport.pl na zarzuty wobec Polki.

     

    Półfinałowy mecz Igi Świątek w Australian Open zakończył się porażką Polki, ale po spotkaniu najwięcej emocji wzbudziło nie samo starcie ze świetnie dysponowaną Madison Keys, a przerwa toaletowa, którą Świątek wzięła po przegranym drugim secie.

     

    Pojawiły się spekulacje, czy był to element strategii mający na celu wybicie rywalki z rytmu. Magda Linette, zapytana o tę sytuację przez Sport.pl, odniosła się do kontrowersji i jasno przedstawiła swoje stanowisko w tej sprawie.

     

    Zdaniem Linette takie sytuacje są naturalnym elementem gry i nie powinny być przedmiotem dyskusji. – Na pewno są takie sytuacje, że ktoś wychodzi na przerwę do toalety, żeby wybić rywala z rytmu. Myślę, że to jest część gry. Jeśli wszystko jest zgodne z zasadami, można wychodzić do toalety, aby z niej skorzystać, albo się zresetować. Nie ma to tak naprawdę znaczenia. Osoba, która gra, musi być na to przygotowana – podkreśliła polska tenisistka.

     

    Pojawiły się też głosy, że takie zachowanie można uznać za nie do końca fair, a nawet za tzw. “brudną zagrywkę tenisiową”. Linette kategorycznie nie zgodziła się z takim określeniem.

     

    – Absolutnie, nie sądzę, że to jest w ogóle brudna zagrywka. Nie oceniałabym tego jako czegoś, co jest bardzo nie fair. Jeżeli ktoś nie przesadza, wraca w ramach czasowych i nie przedłuża przerwy, to według mnie nie jest to żaden problem – dodała.

     

    Polska zawodniczka zaznaczyła również, że każda tenisistka musi być gotowa na takie sytuacje, bo zdarzają się one regularnie. – To działa w dwie strony. Takie wyjście do toalety może wybić z rytmu osobę czekającą, jak i zawodniczkę, która wychodzi. Uważam, że to po prostu jest część tenisa – stwierdziła Linette.

     

    Według Magdy Linette przerwy toaletowe są częścią sportu, a zawodniczki na najwyższym poziomie powinny być mentalnie przygotowane na ich ewentualny wpływ na grę. Tenisistka zaznaczyła, że trzeba po prostu grać dalej i się skupić na tym, co się dzieje na korcie.

  • Mecz Magdaleny Fręch trwał tylko 62 minuty. To była deklasacja!

    Mecz Magdaleny Fręch trwał tylko 62 minuty. To była deklasacja!

    Mecz Magdaleny Fręch trwał tylko 62 minuty. To była deklasacja!

    Bardzo szybki koniec przygody Magdaleny Fręch z turniejem WTA 500 w Abu Zabi. Polka przegrała w I rundzie z Czeszką Lindą Noskovą 0:6, 3:6 i odpadła z dalszej rywalizacji. Był to niezwykle słaby mecz w jej wykonaniu, a pierwszego seta nie da się określić inaczej niż “egzekucja”. Tym razem nie było powtórki z Australian Open, gdzie Polka potrafiła podnieść się po równie koszmarnym początku.

     

    Dla Magdaleny Fręch występ w Abu Zabi był pierwszym po Australian Open. Polka dotarła w Melbourne do III rundy, zatrzymana przez Mirrę Andriejewą, jednak wziąwszy pod uwagę fakt, iż przed turniejem miała serię pięciu porażek z rzędu, wynik ten i tak był bardzo solidny. Zwłaszcza że ograła m.in. Polinę Kudermietową, która wcześniej dotarła do finału w Brisbane i sprawiła niemałe kłopoty Arynie Sabalence.

     

    Dramatyczny początek Fręch. Set do zapomnienia. Najlepiej na zawsze

     

    W Abu Zabi na początek Polka trafiła na Lindę Noskovą. Na papierze niezbyt fortunne losowanie, bo Czeszka to 39. rakieta świata i w szczytowej formie potrafi sprawić problemy najlepszym, a nawet z nimi wygrywać (jak z Igą Świątek podczas Australian Open 2024). Przy czym Noskova w topowej dyspozycji absolutnie nie była. Od początku roku wygrała tylko jeden mecz w Brisbane z Ancą Alexią Todoni, ale już Mirra Andriejewa (Brisbane), Maria Sakkari (w Adelajdzie) i Clara Tauson (I runda AO) okazywały się lepsze. Wydawało się zatem, że Fręch może rywalkę spokojnie ograć.

     

    Jednak by wygrać mecz, trzeba najpierw wyjść na kort, a w pierwszym secie Polka wyglądała, jakby została w szatni. To była absolutna masakra. Noskova w zaledwie 23 minuty rozgniotła naszą reprezentantkę 6:0, z czego trzykrotnie wygrywała gemy do 0. Nie ma się nawet za bardzo co rozwodzić nt. tego co w grze Fręch działało, a co nie, bo nie działało nic. Pozostała nadzieja, że Polka zrobi to samo co w II rundzie Australian Open z Rosjanką Anną Blinkową, gdy pierwszą partię przegrała 0:6 i to jeszcze szybciej (22 minuty), a potem nagle odwróciła wszystko do góry nogami, wygrywając dwie kolejne 6:0, 6:2.

     

    Fręch umie się podnosić po koszmarnym starcie. Lecz nie tym razem

     

    W drugim secie faktycznie mecz się wyrównał, Polka przede wszystkim dwukrotnie przypilnowała własnego serwisu. Zaś przy stanie 2:2 miała nawet dwie piłki na przełamanie, których niestety nie wykorzystała. Zaś czego nie zrobiła Polka, tego dokonała Noskova. Czeszka miała swoją szansę w szóstym gemie i kapitalnym skrótem objęła prowadzenie 4:2. Chwilę później było już 5:2 i sytuacja zaczęła wyglądać bardzo źle dla Fręch.

     

    Niestety na tyle źle, że Polka nie była już w stanie odwrócić losów meczu. Udało jej się wygrać jeszcze gema przy własnym serwisie, ale Noskova zrobiła dokładnie to samo. Dało jej to triumf w całym meczu 6:0, 6:3 w zaledwie godzinę i dwie minuty. Czeszka awansowała do 1/8 finału, gdzie już czeka na nią rozstawiona z nr 2 Paula Badosa. 

     

  • Cristiano Ronaldo mówi o powrocie na stadion Realu Madryt. Kibice będą czekać

    Cristiano Ronaldo mówi o powrocie na stadion Realu Madryt. Kibice będą czekać

    Cristiano Ronaldo mówi o powrocie na stadion Realu Madryt. Kibice będą czeka

     

    W 2018 roku ścieżki Cristiano Ronaldo i Realu Madryt się rozeszły i już nigdy nie zbiegły. Portugalski gwiazdor nie miał od wtedy okazji zagrać przeciwko “Królewskim”. To już się raczej nie zmieni, bo obecnie występuje w lidze saudyjskiej. 39-latek, który będzie obchodził okrągłe urodziny w środę, udzielił wywiadu Edu Aguirre, swojemu przyjacielowi, dziennikarzowi programu “El Chiringuito”. Nie wykluczył powrotu na Estadio Santiago Bernabeu, by zostać uhonorowanym.

     

    Świętowanie zwycięstwa w Lidze Mistrzów 2017/18 przez Real Madryt zostało zmącone niejasnymi wypowiedziami Cristiano Ronaldo, który jeszcze na Stadionie Olimpijskim w Kijowie przyznawał przed kamerami, że jego przyszłość w klubie stoi pod znakiem zapytania. – Teraz trzeba cieszyć się tym momentem. W następnych dniach jednak dam odpowiedź fanom, którzy zawsze byli ze mną. Pięknie było grać w Realu Madryt. W następnych dniach przemówię, ok? […] W tym momencie przyszłość piłkarzy nie jest ważna. Nie wiem. Wypowiem się w najbliższych dniach – mówił (cyt. za RealMadryt.pl).

     

    Fani mówili o zepsuciu celebracji. Dobrze zinterpretowali, że Portugalczyk może odejść. W lipcu 2018 r. ogłoszono jego transfer do Juventusu. Od tamtej pory jego ścieżki z “Królewskimi” ani razu się nie zbiegły. Co prawda w marcu 2020 r. z trybun Estadio Santiago Bernabeu obejrzał El Clasico, ale nie zagrał już na murawie obiektu “Los Blancos”. “Stara Dama” nie trafiła na nich w Lidze Mistrzów, tak samo było z Manchesterem United w sezonie 2021/22, bo przecież na koniec europejskiego etapu kariery sam zainteresowany wrócił do “Czerwonych Diabłów”. Los połączył go dwukrotnie z Atletico, raz z Barceloną, ale nigdy z byłym zespołem.

     

    W rozmowie wyemitowanej w poniedziałkowy wieczór przyznał, że byłby zainteresowany uhonorowaniem na Bernabeu. – Może pewnego dnia. Nie wykluczam tego. Zostawiłem tam spuściznę, piękny ślad. Może na koniec kariery uda mi się zrobić coś fajnego. Ludzie w dzisiejszych czasach cenią sobie te pojedynki z Barceloną, żyliśmy przez tydzień z napięciem sięgającym zenitu. Kibice, telewizja mówiąca o meczu… Real-Barcelona, Cristiano-Messi, Piqué i Ramos? To było piękne, rywalizacja, która istniała i była zdrowa – powiedział w rozmowie z dziennikarzem Edu Aguirre (będącym prywatnie jego przyjacielem) dla La Sexty (cytaty za Marca.com).

     

    Cristiano Ronaldo: “Chciałbym zagrać na mistrzostwach świata 2026”

     

    O samym odejściu ze stolicy Hiszpanii po 9 owocnych latach (2009-18) powiedział: “Chciałem innego etapu, ten był zamknięty. Chciałem innej motywacji. Nie męczyło mnie to, to było coś, co powiedziałem Florentino Perezowi, on to zaakceptował. Byliśmy w fazie negocjacji i nie zachował się wobec mnie najlepiej, chciał się wycofać, a ja już dałem słowo Juve. Ale bardzo cenię Florentino, to poważna osoba, dobrze mnie traktował i wiele razem wygraliśmy”

     

    Wypowiedział się również na wiele innych tematów. Wspominaliśmy już o wątku z Kylianem Mbappe. “CR7” określił siebie najlepszym piłkarzem wszech czasów, jak przyznał, nie widział nikogo lepszego od siebie. Wyraził też zdziwienie, że to Rodri wygrał Złotą Piłkę. – Myślę, że Vinicius powinien był wygrać Złotą Piłkę. Czułem to samo dwa razy, to daje ci bezsilność, ale potem zrozumiałem… a kiedy rozumiesz rzeczy, nie idziesz do walk, których nie wygrasz – podkreślił w swoim stylu.

     

    Dodał również, że chciałby zagrać na mistrzostwach świata 2026, ale jak zaznaczył, do mundialu pozostało jeszcze wiele czasu. W środę będzie obchodził 40. urodziny. Wielu fanów futbolu, którzy dorastali oglądając jego grę, będzie mogło poczuć tęsknotę za dawnymi czasami.

  • Agent Rybusa zabrał głos. Dosadniej się nie da

    Agent Rybusa zabrał głos. Dosadniej się nie da

    Agent Rybusa zabrał głos. Dosadniej się nie da

    Maciej Rybus zdecydował się pozostać w Rosji, ale nie może znaleźć klubu. Według jego menedżera, Romana Oreszczuka, były reprezentant Polski może już wkrótce zakończyć karierę.

     

    Latem 2024 roku Maciej Rybus rozstał się z Rubinem Kazań. Rosyjski zespół nie zdecydował się przedłużyć kontraktu z polskim piłkarzem, którzy może występować na pozycji obrońcy lub pomocnika.

     

    Obecnie Rybus pozostaje bez klubu. Jego agent, Roman Oreszczuk, udzielił wywiadu portalowi matchtv.ru. Menedżer byłego reprezentanta Polski przyznał wprost, że sytuacja jego podopiecznego jest trudna.

     

    – Na chwilę obecną nie prowadzimy żadnych rozmów z żadnym klubem. Ci, którzy interesują się Maciejem, nie są dla niego interesujący. Trudno będzie znaleźć drużynę tej zimy – powiedział Oreszczuk.

     

    Jako piłkarz Rybus rozegrał 66 meczów w reprezentacji Polski w latach 2009-2021. Od 2012 roku, z przerwą na sezon 2017/2017, gdy był zawodnikiem francuskiego Olympique Lyon, jest związany z Rosją. Bronił barw takich klubów, jak Terek Grozny, Lokomotiw Moskwa, Spartak Moskwa i Rubin Kazań.

  • Kolejna dyskwalifikacja w tenisie. Drakońska kara. Nie zagra przez 10 lat!

    Kolejna dyskwalifikacja w tenisie. Drakońska kara. Nie zagra przez 10 lat!

    Drakońska kara została utrzymana! Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) właśnie podjął decyzję w sprawie dwóch zawodników zawieszonych za naruszenia Programu Przeciwdziałania Korupcji w Tenisie (TACP). O ile Dragos Madaras może mówić o szczęściu, o tyle dziesięcioletnia kara dla 30-letniego Leny’ego Mitjany jest jednoznaczna z zakończeniem kariery

    Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) właśnie podjął decyzję w sprawie dwóch zawodników zawieszonych za naruszenia Programu Przeciwdziałania Korupcji w Tenisie (TACP).

     

    Drakońska kara dla Mitjany. Francuz może kończyć karierę

    Dragos Madaras, szwedzki tenisista, może mówić o złagodzeniu kary – jego zawieszenie zostało skrócone z czterech i pół roku do dwóch lat. Nieco mniej szczęścia miał Leny Mitjana z Francji, którego odwołanie zostało odrzucone, a 10-letni zakaz gry pozostał w mocy.

     

    Madaras, który jeszcze w 2023 r. był w czołowej 200 rankingu ATP, został ukarany za brak współpracy z organami antykorupcyjnymi. CAS uznał jednak, że pierwotna kara była zbyt surowa. Jego zawieszenie rozpoczęło się w sierpniu 2023 r. i potrwa do połowy 2025 r.

    Zupełnie inaczej wygląda sprawa Mitjany – tenisista nie tylko nie doczekał się skrócenia kary, ale jego lista przewinień wzrosła do 22 naruszeń regulaminu. W jego przypadku zawieszenie potrwa aż do 2033 r.

     

    Obaj zawodnicy, zgodnie z decyzją CAS, nie będą mogli rywalizować, trenować ani pojawiać się na turniejach organizowanych przez ATP, ITF, WTA czy inne światowe i krajowe federacje.