• Genialny Wilfredo Leon demolował rywali. Zatrzymany w decydującym momencie, co za historia

    Genialny Wilfredo Leon demolował rywali. Zatrzymany w decydującym momencie, co za historia

     

    Genialny Wilfredo Leon demolował rywali. Zatrzymany w decydującym momencie, co za historia

    Przez dwa sety Wilfredo Leon wręcz demolował rywali z PGE Projektu Warszawa, a jego Bogdanka LUK Lublin szła po komplet punktów. W drugim secie rozbiła przeciwnika 25:11 i była o włos od zwycięstwa, ale pozwoliła gościom ze stolicy się odrodzić. Warszawscy siatkarze doprowadzili do tie-breaka, w nim obie drużyny miały piłki meczowe, ale ostatecznie – mimo aż dwóch osobistych rekordów Leona w PlusLidze – to PGE Projekt dopisał sobie zwycięstwo. Tym samym trzeci zespół tabeli ucieka czwartemu.

     

    Celem dla każdego przeciwnika Bogdanki LUK Lublin jest powstrzymanie Wilfredo Leona. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach reprezentacyjny przyjmujący radzi sobie świetnie, ale to nie zawsze wystarcza, by jego zespół wygrywał. W poprzedniej kolejce w Kędzierzynie-Koźlu zdobył 18 punktów, ale lublinianie przegrali z ZAKS-ą po tie-breaku.

     

    W piątkowym hicie kolejki to właśnie po ataku Leona Bogdanka LUK Lublin objęła prowadzenie 7:5 w pierwszym secie. Po chwili jednak warszawianie po raz pierwszy zablokowali wicemistrza olimpijskiego i doprowadzili do remisu. A potem zaczęli budować przewagę. Punkt zagrywką zdobył Jurij Semeniuk, w aut zaatakował partnerujący na przyjęciu Leonowi Mikołaj Sawicki. PGE Projekt po raz drugi zatrzymał blokiem Leona, ale trzypunktową przewagę stracił przy wyniku 16:16.

     

    Gospodarzom pomogły zagrywki środkowego Jana Nowakowskiego. Po chwili wyrównanej gry to oni popisali się punktowym blokiem, a po pierwszym tego dnia asie serwisowym Leona prowadzili 21:18. Zagrywki 31-letniego siatkarza zdemolowały zespół z Warszawy. Bogdanka LUK wygrała 25:19.

     

    Wilfredo Leon szalał w polu zagrywki. Ale Bogdanka LUK Lublin nie zamknęła meczu

     

    Seta dla PGE Projektu nie uratowało wejście na boisko Kevina Tillie’ego. W pierwszej szóstce zastąpił go Tobias Brand, bo Francuz nie był w pełni sił. Podobnie było z Bartłomiejem Bołądziem i Michałem Kozłowskim, bo w drużynie rozpanoszyła się grypa. Z gry z kontuzją wypadł też jednak Linus Weber i Bołądź musiał być na boisku.

     

    W drugim secie warszawska drużyna nadal była w rozsypce. Najpierw dwa asy serwisowe posłał na ich stronę Leon, potem jednego środkowy Aleks Grozdanow. A gospodarze bezwzględnie korzystali z pomyłek rywali w przyjęciu i objęli prowadzenie 11:3. Trener PGE Projektu Piotr Graban już w tym momencie wykorzystał drugą przerwę. Wprowadził też na boisko Karola Borkowskiego, ale zaliczka lublinian i tak sięgnęła 13 punktów. Lublinianie mieli kolosalną przewagę, punkt zagrywką zdobył także Marcin Komenda. Warszawianie zakończyli partię z tzw. pozytywnym przyjęciem na poziomie zaledwie 18 procent. Bogdanka LUK wręcz zdemolowała rywali 25:11.

     

    Początek trzeciej partii to znów dwie punktowe zagrywki Leona – z jedną nie poradził sobie Brand, z drugą libero Damian Wojtaszek. Gospodarze prowadzili już 7:2. Graban ponownie szybko wykorzystał pierwszą przerwę i jego siatkarze w końcu odzyskali nieco równowagi. Kontratak wykończony przez Jakuba Kochanowskiego dał im remis 9:9. To była jednak słabsza chwila lublinian, po której wygrali trzy kolejne akcje, znów w ataku ze świetnej strony pokazał się Leon.

     

    Ale goście jeszcze raz się zerwali. Doprowadzili do remisu 17:17, po stronie lubelskiej zaczęły się nerwy – wymachujący rękami po jednym z challenge’ów trener Massimo Botti obejrzał żółtą kartkę. Jego siatkarze jeszcze raz uciekli na dwa punkty, ale PGE Projekt znów wyrównał. I seta rozstrzygnęła wyrównana końcówka. W niej asem serwisowym popisał się Bołądź, po chwili lublinianie pogubili się w ataku, i goście wygrali 25:23.

     

    PlusLiga. Kluczowe wejście Andrzeja Wrony, Wilfredo Leon zatrzymany

     

    Bogdanka LUK straciła szansę na zwycięstwo 3:0 i gra gospodarzy nie była już tak łatwa i przyjemna. Po wyrównanym początku czwartej partii goście odskoczyli na trzy punkty przy stanie 13:10. Pomagały bloki Semeniuka, Botti zdecydował się na zmianę atakującego – na boisku zameldował się Mateusz Malinowski. Ale to siatkarze PGE Projektu byli skuteczni w ataku, dwa punkty zagrywką dodał Artur Szalpuk. Szansą dla gospodarzy mogły być jeszcze zagrywki Leona, ale skończyło się tylko jednym asem. Warszawianie wygrali 25:20, asem serwisowym seta zakończył Tillie.

     

    Otwarcie tie-breaka to udane akcje gości, blok przy ataku Kewina Sasaka i dwa punkty ich przewagi. Do remisu doprowadził kolejny, ósmy już as serwisowy Leona – to jego nowy rekord w PlusLidze. A po zmianie stron i bloku Nowakowskiego Bogdanka LUK objęła prowadzenie 9:8. Po chwili błędy w ataku popełnili Semeniuk i Bołądź – grę warszawskich siatkarzy mocno utrudnił zagrywkami Malinowski. Do remisu 13:13 serwisem doprowadził Semeniuk, któremudał się zaskoczyć Leon.

     

    Reprezentant Polski po chwili zdobył 28. punkt w meczu – a potem jeszcze 29., to również jego nowy rekord – i dał piłkę meczową Bogdance LUK. O wyniku zdecydowała gra na przewagi, a na jej początku rezerwowy Andrzej Wrona zablokował atak Leona. W ostatniej akcji w aut zaatakował Sawicki i gospodarze przegrali 15:17.

     

  • Odrodzenie Hurkacza po bolesnym tie-breaku, Rosjanin pokonany. Polak kontra Alcaraz

    Odrodzenie Hurkacza po bolesnym tie-breaku, Rosjanin pokonany. Polak kontra Alcaraz

    Odrodzenie Hurkacza po bolesnym tie-breaku, Rosjanin pokonany. Polak kontra Alcara

     

    Mecz z udziałem Huberta Hurkacza zamykał piątkowe zmagania w Ahoy Arena. Wrocławianin wyszedł na kort po godz. 21:00, by rywalizować o pierwszy w karierze półfinał ATP 500 w Rotterdamie. Przeciwnikiem naszego tenisisty był Andriej Rublow, którego pokonał w finale tysięcznika w Szanghaju w 2023 roku. Także i tym razem zwycięzcą okazał się Polak. Hurkacz odrodził się po boleśnie przegranym tie-breaku i wygrał cały mecz 6:7(5), 6:3, 6:4. W sobotę nie przed godz. 19:30 zagra o finał z Carlosem Alcarazem.

     

    Niezależnie od dzisiejszego wyniku, Hurkacz miał już zagwarantowany życiowy wynik w ramach swoich występów w ATP 500 w Rotterdamie. W żadnym z poprzednich startów wrocławianin nie dotarł do ćwierćfinału rozgrywek w Ahoy Arena. W tym roku udało się to zmienić, dzięki zwycięstwom z Flavio Cobollim oraz Jirim Lehecką. Pojedynek drugiej rundy z reprezentantem Czech zakończył się przedwcześnie. Przy stanie 7:5, 2:0 40-0 z perspektywy naszego tenisisty, rywal skreczował z powodu kontuzji.

     

    W batalii o półfinał Huberta czekało starcie z Andriejem Rublowem – mistrzem turnieju w Rotterdamie sprzed czterech lat. Polak miał dobry bilans w bezpośrednich bataliach z Rosjaninem, prowadził 3-2 w zestawieniu H2H. Ich ostatni mecz okazał się prawdziwym thrillerem. Panowie zmierzyli się ze sobą w październiku 2023 roku podczas finału ATP Masters 1000 w Szanghaju. Wówczas Hurkacz obronił piłkę mistrzowską i pokonał rywala 6:3, 3:6, 7:6(8), sięgając po drugie trofeum tej rangi w swojej singlowej karierze. Teraz przeciwnik chciał się zrewanżować za tamtą rywalizację, przy okazji wyrównując bilans bezpośrednich spotkań. Na zwycięzcę pojedynku czekał już w półfinale Carlos Alcaraz

     

    Trzy sety w starciu Hurkacz – Rublow. Znamy ostatniego półfinalistę ATP 500 w Rotterdamie

     

    Mecz od serwisu rozpoczynał Rublow. Wydawało się, że Hurkacz nieźle wszedł w pojedynek, prowadził 30-15. Kolejne akcje trafiły na konto Rosjanina i w efekcie Andriej uniknął niepotrzebnej nerwówki na “dzień dobry”. Po chwili 10. tenisista rankingu ATP wykorzystał słabszą dyspozycję Huberta przy własnym podaniu. Wrocławianin miał problem ze znalezieniem rytmu, przez co nie budował sobie za bardzo pozycji na korcie po serwisie. Przeciwnik Polaka wypracował sobie dwa break pointy po udanych wymianach. Nasz reprezentant zniwelował pierwszą okazję, ale przy następnej piłka wkroczyła już do gry i pojawiły się spore kłopoty. Przy jednym z zagrań Hurkacz popełnił wyraźny błąd, który dał przełamanie rywalowi.

     

    Podczas następnego rozdania przy serwisie Rublowa znów mieliśmy rezultat 30-15 z perspektywy Huberta, ale gem zakończył się w taki sam sposób, jak ten, co otwierał mecz. W efekcie zrobiło się 3:0 dla Rosjanina. Z czasem wrocławianin budował skuteczność przy swoim podaniu, pojawiało się coraz więcej łatwo wygranych punktów, ale tym samym odpowiadał przeciwnik. Sytuacja uległa zmianie dopiero przy siódmym rozdaniu. Wówczas Andriej wypuścił z rąk prowadzenie 30-0 i doszło do break pointów dla naszego reprezentanta. Przy pierwszym Polakowi przeszkodziła taśma, po podwójnym błędzie rywala pojawiła się kolejna okazja. I tym razem Hurkacz popisał się kapitalnym minięciem po linii, które pozwoliło mu na odrobienie straty przełamania. Potem dołożył świetnego gema przy swoim serwisie i z 1:4 zrobiło się 4:4.

     

    Rosjanin zaliczył chwilowy kryzys. Na starcie dziewiątego gema popełnił dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu. Zdołał się jednak podnieść, wygrywając cztery kolejne wymiany. Hubert znalazł się pod presją, by pozostać w grze o triumf w secie. Mimo stanu 30-30, wyrównał na 5:5. Jeszcze ciekawiej zrobiło się podczas kolejnego rozdania. Doszło do stanu równowagi przy serwisie Rublowa. Ostatecznie nie obejrzeliśmy jednak ani jednego break pointa dla Polaka i rywal zapewnił sobie co najmniej tie-break. Po chwili Hurkacz utrzymał podanie do zera i dostaliśmy decydującą rozgrywkę.

     

    Tie-break rozpoczął się znakomicie z perspektywy naszego tenisisty, od mini przełamania. W pewnym momencie Hurkacz prowadził już 4-1 i miał dwa serwisy, potem było 5-2. Od tego momentu Hubert nie zdobył już jednak ani jednego punktu w decydującej rozgrywce. W kluczowej fazie Polakowi zabrakło serwisu. Przy stanie 5-5 popełnił błąd będąc w dogodnej sytuacji przy siatce. To wszystko kosztowało go przegraną w pierwszym secie. Ostatecznie to Rosjanin cieszył się z triumfu 7:6(5) w premierowej odsłonie pojedynku.

    Drugą partię otwierał wrocławianin i już na “dzień dobry” zrobiło się niebezpiecznie, bo przeciwnik miał 30-15. Potem jednak Hurkacz wygrał trzy akcje i rozpoczął seta od prowadzenia. W kolejnych minutach zrodziła się szansa dla Polaka na 2:0, a później na 3:1. Mimo w sumie aż pięciu break pointów, naszemu tenisiście nie udało się wykorzystać żadnego z nich. Dzięki temu po czterech gemach na tablicy wyników widniał rezultat 2:2.

     

    Na kolejne okazje na przełamanie trzeba było zaczekać do ósmego gema. Tym razem Hubert wziął sprawy w swoje ręce i w końcu zdołał potwierdzić swoją optyczną przewagę. Zagrał świetny forhend, po którym przeciwnik nie znalazł już skutecznej odpowiedzi. Przy stanie 5:3 nasz tenisista mógł zamykać seta. Na twarzy Rublowa zagościła frustracja, a Polak wykonał zadanie. Rezultatem 6:3 przedłużył emocje w pojedynku.

     

    Decydująca partia mogła się rozpocząć kapitalnie dla Hurkacza. Zdobył dwa punkty przy serwisie Andrieja, ale Rosjanin zdołał później opanować sytuację. Po kilku minutach zrobiło się jeszcze goręcej, bo przeciwnik miał na rakiecie piłkę na break pointa. Rublow popełnił jednak kosztowny błąd i zabrał sobie tę szansę. Potem Hubert dołożył jeszcze jedną wygraną akcję i zrobiło się 1:1. W siódmym gemie pojawiły się pierwsze okazje na przełamanie dla wrocławianina. Przy premierowej szansie Rublow oddalił zagrożenie, ale później rewelacyjną wymianę rozegrał Hurkacz. Kończącym forhendem wzdłuż linii wywalczył kolejnego breaka.

     

    Polak wyszedł na prowadzenie 4:3, ale to nie oznaczało końca emocji. Po chwili zrobiło się 40-0 dla Rosjanina, przy serwisie Polaka. Hubert znów uwolnił kapitalne zagrania i wyszedł z opresji. Po pięciu wygranych wymianach z rzędu mieliśmy 5:3 dla wrocławianina. Do końca spotkania nasz tenisista utrzymał już przewagę. Ostatecznie Hurkacz wygrał 6:7(5), 6:3, 6:4 i zameldował się w półfinale ATP 500 w Rotterdamie, gdzie zagra z Carlosem Alcarazem. Pojedynek rozpocznie się w sobotę nie przed godz. 19:30.

  • Spektakularny rekord, który Ewa Pajor pobiła na początku sezonu

    Spektakularny rekord, który Ewa Pajor pobiła na początku sezonu

    Spektakularny rekord, który Ewa Pajor pobiła na początku sezonu

    Ewa Pajor zaliczyła najlepszy strzelecki start w historii FC Barcelony. Polska zawodniczka zdobyła 9 goli w 6 meczach.

    Ewa Pajor jest prawdziwą gwiazdą początku sezonu w FC Barcelona Femení. Polska napastniczka strzeliła 9 goli w pierwszych 6 meczach ligowych, co jest najlepszym wynikiem w historii kobiecej drużyny Barcelony.

     

    Do ostatniej niedzieli rekord należał do Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez, które zdobyły po sześć bramek w pierwszych sześciu spotkaniach. Jednak hat-trick Pajor w meczu przeciwko Espanyolowi pozwolił jej osiągnąć aż 9 goli w debiutanckich meczach jako piłkarka Blaugrany. Pajor trafiła do Barcelony latem tego roku, przechodząc z Wolfsburga.

     

    Tym samym Polka zrównała się tempem strzeleckim ze swoim rodakiem, Robertem Lewandowskim, który jest najlepszym strzelcem męskiej drużyny Barcelony. Lewandowski ma na koncie 10 bramek w pierwszych 9 kolejkach La Liga. Co ciekawe, w ostatnim meczu przed przerwą na reprezentacje, przeciwko Alavés, ‘Lewy’ również skompletował hat-tricka, co tylko potwierdza, że polska siła ofensywna zawitała do Katalonii, by robić różnicę.

     

  • Hubert Hurkacz zmarnował szansę. A potem? Popis! Będzie mecz z gigantem

    Hubert Hurkacz zmarnował szansę. A potem? Popis! Będzie mecz z gigantem

    Hubert Hurkacz zmarnował szansę. A potem? Popis! Będzie mecz z gigantem

    Zrobił to! Hubert Hurkacz awansował do półfinału turnieju ATP 500 w Rotterdamie. Polak wypuścił z rąk prowadzenie 5-2 w tie-breaku pierwszego seta meczu z Andriejem Rublowem, ale jego reakcja w dwóch kolejnych setach była najlepsza z możliwych. Ostatecznie wygrał 6:7(5), 6:3, 6:4. Już w sobotę czeka nas nie lada gratka, bo Polak o wielki finał zmierzy się z Carlosem Alcarazem.

     

    Ich mecze dotychczas były niczym obietnica wielkich emocji. W pięciu bezpośrednich spotkaniach trzykrotnie triumfował Hurkacz, w dwóch pojedynkach górą był Rublow. Rosjanin lubi grać w Rotterdamie. Triumfował tam w 2021 r., a także wielokrotnie osiągał tam przynajmniej ćwierćfinał. Hurkacz pod tym względem jest jego przeciwieństwem. Polak nigdy wcześniej nie przebrnął w turnieju organizowanym w Ahoy Arenie przez drugą rundę.

     

    Efektowny początek Rublowa. Hurkacz musiał odrabiać straty

     

    Hurkacz nie zaczął tego meczu najlepiej. Wyciszony Rublow bez większych problemów wygrał pierwszego gema, a następnie przegrywając tylko dwa punkty, przełamał Polaka. Hurkacz przegrywał już 1:4, ale z każdym gemem jego gra ulegała wyraźnej poprawie. Zredukował liczbę błędów, wzmocnił serwis i wyczekiwał na słabszy moment Rosjanina.

     

    Doczekał się chwilę później, przełamując powrotnie na 3:4. Rublow, który od jakiegoś czasu podczas przerw stosuje metody relaksacyjne, nawet nie próbował ukrywać wściekłości.

     

    Obaj tenisiści nie byli już w stanie stworzyć większego zagrożenia na returnie, a o wyniku pierwszego seta zadecydował tie-break.

     

    W przeciwieństwie do początku meczu tym razem to Hurkacz rozpoczął lepiej. Już w pierwszej akcji przełamał Rosjanina, a po chwili prowadził nawet 3:0 i 4:1. Mimo trudnej sytuacji Rublow utrzymał nerwy na wodzy, świetnie returnował i dał popełnić błąd Polakowi. Niestety Hurkaczowi przydarzyły się aż trzy, Rosjanin odrobił straty i rzutem na taśmę wygrał tie-breaka 7:6(5).

     

    Kapitalna odpowiedź Hurkacza. Wściekłość Rublowa

     

    Mimo przegranej w samej końcówce gra Hurkacza sprawiała lepsze wrażenie. Polak od czasu do czasu zaskakiwał rywala strzelającego piłkami z linii końcowej kontratakami po liniach. Rosjanin w trudnych momentach nie był w stanie opanować emocji, a po stracie serwisu na 3:5 wpadł w szał, krzycząc i gestykulując w kierunku swojego sztabu.

     

    – Jestem zmęczony tym graniem. Co ja mam zrobić? – nerwowo pytał trenera Fernando Vincente.

     

    Ostatecznie Hurkacz utrzymał podanie i doprowadził do wyrównania w setach.

     

    O tym, kto zmierzy się w półfinale z Carlosem Alcarazem zadecydował trzeci set.

     

    Obaj doskonale zdawali sobie sprawę, że na tym etapie meczu nie ma już miejsca na błąd. Obaj pewnie wykorzystywali własne gemy serwisowe. To zmieniło się przy stanie 3:3. Wówczas Polak kilkoma kapitalnymi akcjami wypracował sobie pierwsze w tym secie break pointy. Potężnym huknięciem po prostej wykorzystał drugą szansę, a bezsilny Rublow tylko wrzasnął.

     

    27-latek bez najmniejszych problemów “dowiózł” przewagę do końca meczu, wygrywając trzeciego seta 6:4.

     

  • Wielki Hurkacza w półfinale! Świetny powrót po przegranym tie-breaku

    Wielki Hurkacza w półfinale! Świetny powrót po przegranym tie-breaku

    Wielki Hurkacza w półfinale! Świetny powrót po przegranym tie-breaku

    Hubert Hurkacz zameldował się w półfinale turnieju ATP 500 w Rotterdamie. Polak po pełnym emocji spotkaniu i zmarnowaniu szans na zwycięstwo w pierwszej partii pokonał 6:7(5), 6:3, 6:4 Andrieja Rublowa. Teraz zagra z turniejową “jedynką”.

     

    W poprzednich latach Hubert Hurkacz nie miał szczęścia w turnieju ATP 500 w Rotterdamie. Tym razem po raz pierwszy udało mu się wygrać dwa mecze w tych zmaganiach i awansować do ćwierćfinału. W drugiej rundzie 21. tenisista świata rozegrał niepełne spotkanie, a wszystko za sprawą kreczu Jiriego Lehecki na początku drugiej partii.

     

    O miejsce w najlepszej czwórce Polak zawalczył z Andriejem Rublowem. Nasz zawodnik już pięciokrotnie mierzył się z tym znanym z wybuchowego charakteru rywalem. Lepszy bilans miał 27-latek, który trzy razy pokonał Rosjanina. Po raz ostatni w finale zmagań w Szanghaju w 2023 roku.

     

    Hurkacz niestety nie wszedł najlepiej w piątkowe spotkanie. Już w pierwszym gemie przy własnym podaniu dał się bowiem przełamać, co od razu stawiało go w trudnej sytuacji. Rosjanin nie miał z kolei problemów przy serwisie, co pozwoliło mu wyjść na 3:0. Korzystny dla niego wynik utrzymał się jednak tylko do czasu

     

    Polak skuteczny atak na podanie przeciwnika przypuścił w siódmym gemie. Choć pierwszego break pointa nie udało się wykorzystać, przy drugim nasz zawodnik dopiął swego i odrobił stratę. Po obronionym po chwili serwisie 27-latek doprowadził do remisu 4:4. Późniejsze utrzymywanie podań sprawiło, że o losach tej odsłony zadecydował tie-break.

     

    W nim Hurkacz odskoczył na 3-0 z małym przełamaniem. Do pewnego czasu nasz zawodnik utrzymał tę przewagę, jednak słabsza postawa w drugiej połowie sprawiła, że rywal doprowadził do wyrównania. Rublow wygrał łącznie pięć ostatnich akcji, a w rezultacie całą rozgrywkę 7-5.

     

    Polak mógł bardzo dobrze rozpocząć drugiego seta. Po obronionym serwisie miał bowiem trzy break pointy, ale żadnego nie zdołał wykorzystać. Rublow obronił się również w czwartym gemie, nie pozwalając naszemu zawodnikowi się przełamać. Seria utrzymywanych podań trwała do ósmego gema. Wówczas Hurkacz wykorzystał już pierwszego break pointa, by po obronionym serwisie cieszyć się z wygranej 6:3.

     

    Początek trzeciej partii przyniósł pewnie utrzymane podania przez obu zawodników. Na pierwsze break pointy trzeba było czekać aż do siódmego gema. Wówczas skuteczny atak przypuścił Polak, który zanotował przełamanie, wywołując zdenerwowanie u Rosjanina.

     

    Po chwili nasz tenisista pokazał wielką moc mentalną. W znakomitym stylu wrócił ze stanu 0:40 przy własnym podaniu, wygrał pięć kolejnych akcji i nie dał się przełamać. Choć w dziewiątym gemie Rublow po emocjonującej walce utrzymał serwis, Hurkacz odpowiedział tym samym. W rezultacie wygrał tę odsłonę 6:4, triumfując w całym meczu i meldując się w półfinale. Polak o miejsce w finale zmagań w Rotterdamie powalczy z Carlosem Alcarazem.ABN AMRO Open, Rotterdam (Holandia)

    ATP 500, kort twardy w hali, pula nagród 2,563 mln euro

    piątek, 7 lutego

     

    ćwierćfinał gry pojedynczej:

     

    Hubert Hurkacz (Polska, 8) – Andriej Rublow (4) 6:7(5), 6:3, 6:4

  • Polka zszokowała wszystkich. Rekord! I nagle dramat. Kuriozalna decyzja

    Polka zszokowała wszystkich. Rekord! I nagle dramat. Kuriozalna decyzja

    Polka zszokowała wszystkich. Rekord! I nagle dramat. Kuriozalna decyzja

    Pola Bełtowska zachwyciła wszystkich, pobiła rekord skoczni w Lake Placid, a później… jej próba została anulowana! Z powodu złych warunków atmosferycznych dojdzie do restartu konkursu kobiet. A wyśmienita próba Polki ostatecznie nie została uznana!

     

    To był niewiarygodny skok Poli Bełtowskiej w Lake Placid! Polka poszybowała na odległość 131 metrów i pobiła rekord skoczni. Nasza skoczkini po raz pierwszy w karierze awansowała do serii finałowej zawodów z cyklu Pucharu Świata. Potem okazało się jednak, że wszystkie te informacje… nie są już aktualne!

     

    Tego dnia wiatr na skoczni był bowiem niezwykle silny, a to sprawiło, że oglądaliśmy coraz dłuższe przerwy w konkursie. Aż w końcu organizatorzy… postanowili anulować dotychczasowe zawody i zarządzili reset konkursu, który odbędzie się w nocy z piątku na sobotę o godz. 00.15 polskiego czasu. A to fatalne wieści dla Polki!

    Rekord Bełtowskiej został bowiem anulowany razem ze wszystkimi próbami, które udało się oddać na skoczni w Lake Placid. Nie wszyscy zgadzali się jednak z tym, że Polka nie przeszła ostatecznie do historii.

    “Nie ma co traktować na serio debilnych przepisów FiSu, skok Poli Bełtowskiej spełnia wszystkie kryteria, by mógł być uznany za oficjalny rekord, dlatego tak też będzie widniał w bazie skoczni świata, dopóki któraś zawodniczka nie skoczy dalej” — czytamy na profilu inSJders.

    https://x.com/inSJders/status/1887890936723591328

  • Iga Świątek poznała drabinkę w Dosze. Możliwy polski mecz!

    Iga Świątek poznała drabinkę w Dosze. Możliwy polski mecz!

    Iga Świątek poznała drabinkę w Dosze. Możliwy polski mecz

     

    Iga Świątek rozpoczyna występ na Bliskim Wschodzie. Polska tenisistka została wysoko rozstawiona w zawodach WTA 1000 na kortach twardych w Dosze. W piątek wiceliderka rankingu WTA oraz Magdalena Fręch i Magda Linette poznały swoje rywalki.

     

    Po występie w wielkoszlemowym Australian Open 2025 Iga Świątek zrobiła sobie parę tygodni przerwy od startów. Teraz przyleciała do Dohy, skąd ma bardzo miłe wspomnienia. Polska tenisistka wygrała trzy poprzednie edycje zawodów Qatar TotalEnergies Open. Powalczy zatem o czwarte z rzędu mistrzostwo.

     

    Będzie hit ze Świątek w ćwierćfinale?

    Świątek została rozstawiona z drugim numerem i otrzymała na początek wolny los. Pierwszą rywalką Polki będzie dobrze jej znana Greczynka Maria Sakkari lub tenisistka z eliminacji. Dwustopniowe kwalifikacje rozpoczęły się w piątek i potrwają do soboty.

     

    W przypadku awansu do III rundy na drodze Świątek stanie oznaczona 15. numerem Chorwatka Donna Vekić, Czeszka Linda Noskova, Kazaszka Julia Putincewa lub kwalifikantka.

     

    Jeśli Świątek dojdzie do ćwierćfinału, to na jej drodze będzie mogła stanąć przeciwniczka z zeszłorocznego finału. Kazaszka Jelena Rybakina została rozstawiona z piątym numerem. Na tym etapie możliwe jest również spotkanie z Rosjanką Mirrą Andriejewą, która została oznaczona “12”.

     

    W dolnej połówce, do której trafiła Świątek, znalazły się także Włoszka Jasmine Paolini (numer 4) i Chinka Qinwen Zheng (numer 7), Rosjanki Diana Sznaider i Ludmiła Samsonowa, Łotyszka Jelena Ostapenko czy Tunezyjka Ons Jabeur. Z tymi przeciwniczkami Polka może się jednak spotkać dopiero w półfinale.

     

    Możliwy polski mecz

    Pozostałe nasze reprezentantki trafiły do drugiej ćwiartki turniejowej drabinki i rozpoczną zmagania od I rundy. Magda Linette wylosowała kwalifikantkę. Natomiast Magdalena Fręch zmierzy się z oznaczoną 13. numerem Beatriz Haddad Maią. Jeśli Linette i Fręch wygrają swoje mecze, to zmierzą się ze sobą w drugiej fazie.

     

    Gdyby Linette lub Fręch udało się awansować do III rundy, to na tym etapie może ją czekać pojedynek z rozstawioną z trzecim numerem Coco Gauff. W trzeciej ćwiartce ulokowane zostały ponadto Amerykanka Emma Navarro (numer 8) i Hiszpanka Paula Badosa (numer 9).

     

    Ciekawe rywalki na drodze Sabalenki

    Najwyżej rozstawioną tenisistką w Dosze jest oczywiście liderka rankingu WTA, Aryna Sabalenka. Białorusinka także otrzymała na początek wolny los. Jej pierwszą rywalką będzie nagrodzona dziką kartą Brytyjka Emma Raducanu lub Rosjanka Jekaterina Aleksandrowa.

     

    Kolejną przeciwniczką Sabalenki może być Dunka Clara Tauson czy Rosjanka Anna Kalinska. Ciekawie może być w ćwierćfinale. Na drodze pierwszej rakiety świata na tym etapie może bowiem stanąć Amerykanka Jessica Pegula (numer 6), Rosjanka Daria Kasatkina (numer 10), Ukrainka Elina Switolina czy Czeszka Marketa Vondrousova.

     

    Zmagania w głównej drabince zawodów Qatar TotalEnergies Open 2025 rozpoczną się już w niedzielę (9 lutego) i potrwają do soboty (15 lutego). Triumfatorka turnieju singla otrzyma 1000 punktów do rankingu WTA oraz czek na sumę 597 tys. dolarów.

     

    Qatar TotalEnergies Open, Doha (Katar)

    WTA 1000, kort twardy, pula nagród 3,664 mln dolarów

     

    Losowanie głównej drabinki:

     

    Aryna Sabalenka (1) wolny los

    Emma Raducanu (Wielka Brytania, WC) – Jekaterina Aleksandrowa

    Elise Mertens (Belgia) – Clara Tauson (Dania)

    Q – Anna Kalinska (14)

    Daria Kasatkina (10) – Anastazja Potapowa

    Elina Awanesjan (Armenia) – Xinyu Wang (Chiny)

    Marketa Vondrousova (Czechy) – Elina Switolina (Ukraina)

    Jessica Pegula (USA, 6) wolny los

     

    Coco Gauff (USA, 3) wolny los

    Marta Kostiuk (Ukraina) – Zeynep Sonmez (Turcja, WC)

    Q – Magda Linette (Polska)

    Magdalena Fręch (Polska) – Beatriz Haddad Maia (Brazylia, 13)

    Paula Badosa (Hiszpania, 9) – Katerina Siniakova (Czechy)

    Amanda Anisimova (USA) – Wiktoria Azarenka

    Q – Leylah Fernandez (Kanada)

    Emma Navarro (USA, 8) wolny los

     

    Qinwen Zheng (Chiny, 7) wolny los

    McCartney Kessler (USA) – Ons Jabeur (Tunezja)

    Ashlyn Krueger (USA) – Sofia Kenin (USA, WC)

    Q – Diana Sznaider (11)

    Ludmiła Samsonowa (16) – Lulu Sun (Nowa Zelandia)

    Q – Jelena Ostapenko (Łotwa)

    Yue Yuan (Chiny) – Caroline Garcia (Francja, WC)

    Jasmine Paolini (Włochy, 4) wolny los

     

    Jelena Rybakina (Kazachstan, 5) wolny los

    Dajana Jastremska (Ukraina) – Peyton Stearns (USA)

    Anhelina Kalinina (Ukraina) – Rebecca Sramkova (Słowacja)

    Q – Mirra Andriejewa (12)

    Donna Vekić (Chorwacja, 15) – Linda Noskova (Czechy)

    Julia Putincewa (Kazachstan) – Q

    Maria Sakkari (Grecja) – Q

    Iga Świątek (Polska, 2) wolny los

  • Jeden! Wielki! Szok!”. Co najlepszego zrobiła 18-latka z Polski?

    Jeden! Wielki! Szok!”. Co najlepszego zrobiła 18-latka z Polski?

     

    “Jeden! Wielki! Szok!”. Co najlepszego zrobiła 18-latka z Polski

     

    Co to był za skok! Pola Bełtowska zaskoczyła podczas konkursu Pucharu Świata w Lake Placid i poszybowała bardzo daleko. Ten lot po prostu trzeba zobaczyć!

     

    18-letnia Pola Bełtowska znalazła się na ustach fanów skoków narciarskich, gdy w piątek oddała rekordowy skok w Lake Placid. Reprezentantka Polski znakomicie wykorzystała warunki wietrzne i poszybowała o trzy metry dalej od rozmiaru skoczni.

     

    Bełtowska wylądowała na 131. metrze. Jej próba zszokowała wszystkich, ponieważ nikt nie spodziewał się, że Polka odda aż tak daleki skok. Otrzymała za niego w sumie 120 punktów. Sporo punktów jej odjęto ze względu na mocny przedni wiatr.

     

    “Jeden! Wielki! Szok! A do tego życiowy sukces Poli Bełtowskiej, która ni stąd, ni zowąd ustanawia rekord skoczni w #LakePlacid Ogromne, przeogromniaste brawa dla Poli” – napisano na profilu Eurosportu na platformie X, na którym zamieszczono wideo z tego skoku (zobacz je poniżej).

     

    Skok Bełtowskiej zachwycił ekspertów. “Jak żyję, nie widziałem takiego skoku Polki! 131 metrów, rekord skoczni w Lake Placid! Pola Bełtowska show!” – napisał Mateusz Leleń z TVP Sport.

     

    “Teraz cała Polska ściska mocno kciuki, aby organizatorom w #LakePlacid udało się dokończyć pierwszą serię konkursu kobiet” – dodał Adam Bucholz ze serwisu skijumping.pl.

     

    Niestety, po 14 skokach zawodniczek organizatorzy zdecydowali się anulować pierwszą serię i przełożyć zawody na godz. 0:15 w nocy czasu polskiego. Tym samym rekord obiektu ustanowiony przez Bełtowską nie będzie uwzględniany w oficjalnych statystykach FIS.

  • Media: Reprezentacja Polski bez trenera! Trzęsienie ziemi

    Media: Reprezentacja Polski bez trenera! Trzęsienie ziemi

    Media: Reprezentacja Polski bez trenera! Trzęsienie ziemi

    A więc jednak! Jak informuje TVP Sport, Marcin Lijewski po nieudanych mistrzostwach świata ma pożegnać się z posadą trenera reprezentacji Polski w piłce ręcznej. To efekt debaty trenerów Związku Piłki Ręcznej w Polsce, która odbyła się w czwartek. Według nieoficjalnych informacji prezes Związku, czyli Sławomir Szmal ma rozmawiać z dwoma zagranicznymi trenerami. Wykluczono natomiast nazwiska kilku szkoleniowców, o których spekulowano, że mogą podjąć się pracy z Polakami.

     

    Ostatnie tygodnie to niełatwy czas dla reprezentacji Polski w piłce ręcznej. Na mistrzostwach świata zajęła dalekie 25. miejsce, a dodatkowo nie obyło się bez kontrowersji wokół jej zawodników, Kamila Syprzaka i Michała Olejniczaka. Ta sytuacja sprawiła, że przyszłość Marcina Lijewskiego na stanowisku selekcjonera Biało-Czerwonych stanęła pod znakiem zapytania.

     

    Media: Klamka zapadła, Marcin Lijewski zwolniony z reprezentacji Polski

    I jak informuje teraz TVP Sport, dotychczasowy szkoleniowiec ma pożegnać się ze swoją posadą. “W czwartek Lijewski przedstawił raport z przygotowań oraz z mistrzostw Radzie Trenerów ZPRP. W jej skład wchodzą Rafał Kuptel, Bartosz Jurecki, Adrian Struzik, Zygmunt Kamys, Jakub Bonisławski i Wojciech Jedziniak. Według informacji TVPSPORT.PL Rada oceniła raport negatywnie i taką opinię przekazała też do prezesa ZPRP Sławomira Szmala” — czytamy.

     

    Jak podaje ten sam portal, ostateczna decyzja po stronie Szmala miała już zapaść i ma to być koniec Lijewskiego w roli trenera polskiej kadry. Już niedługo, bo w marcowych spotkaniach w ramach eliminacji do Euro 2026 pojawić ma się zupełnie nowy selekcjoner. Na razie jednak nie wiadomo, kto dokładnie, ale prezes ZPRP ma rozmawiać z dwoma kandydatami z zagranicy.

     

    Według TVP Sport wśród nich nie znajdują się Xavi Sabate, Tałant Dujszebajew, Kim Rasmussen i Bennet Wiegert. “Oficjalny komunikat ZPRP o zakończeniu współpracy Lijewskiego z reprezentacją zostanie opublikowany najpewniej w przyszłym tygodniu, po spotkaniu Szmala z Lijewskim. Jego kontrakt obowiązuje do końca lutego 2028” — kończy się tekst TVP Sport.

  • Media: Reprezentacja Polski bez trenera! Trzęsienie ziemi

    Media: Reprezentacja Polski bez trenera! Trzęsienie ziemi

     

    Media: Reprezentacja Polski bez trenera! Trzęsienie ziemi

    A więc jednak! Jak informuje TVP Sport, Marcin Lijewski po nieudanych mistrzostwach świata ma pożegnać się z posadą trenera reprezentacji Polski w piłce ręcznej. To efekt debaty trenerów Związku Piłki Ręcznej w Polsce, która odbyła się w czwartek. Według nieoficjalnych informacji prezes Związku, czyli Sławomir Szmal ma rozmawiać z dwoma zagranicznymi trenerami.

     

    Ostatnie tygodnie to niełatwy czas dla reprezentacji Polski w piłce ręcznej. Na mistrzostwach świata zajęła dalekie 25. miejsce, a dodatkowo nie obyło się bez kontrowersji wokół jej zawodników, Kamila Syprzaka i Michała Olejniczaka. Ta sytuacja sprawiła, że przyszłość Marcina Lijewskiego na stanowisku selekcjonera Biało-Czerwonych stanęła pod znakiem zapytania.

     

    Media: Klamka zapadła, Marcin Lijewski zwolniony z reprezentacji Polski

     

    I jak informuje teraz TVP Sport, dotychczasowy szkoleniowiec ma pożegnać się ze swoją posadą. “W czwartek Lijewski przedstawił raport z przygotowań oraz z mistrzostw Radzie Trenerów ZPRP. W jej skład wchodzą Rafał Kuptel, Bartosz Jurecki, Adrian Struzik, Zygmunt Kamys, Jakub Bonisławski i Wojciech Jedziniak. Według informacji TVPSPORT.PL Rada oceniła raport negatywnie i taką opinię przekazała też do prezesa ZPRP Sławomira Szmala” — czytamy.

     

    Jak podaje ten sam portal, ostateczna decyzja po stronie Szmala miała już zapaść i ma to być koniec Lijewskiego w roli trenera polskiej kadry. Już niedługo, bo w marcowych spotkaniach w ramach eliminacji do Euro 2026 pojawić ma się zupełnie nowy selekcjoner. Na razie jednak nie wiadomo, kto dokładnie, ale prezes ZPRP ma rozmawiać z dwoma kandydatami z zagranicy.

     

    Według TVP Sport wśród nich nie znajdują się Xavi Sabate, Tałant Dujszebajew, Kim Rasmussen i Bennet Wiegert. “Oficjalny komunikat ZPRP o zakończeniu współpracy Lijewskiego z reprezentacją zostanie opublikowany najpewniej w przyszłym tygodniu, po spotkaniu Szmala z Lijewskim. Jego kontrakt obowiązuje do końca lutego 2028” — kończy się tekst TVP Sport.