• To już plaga! Kolejna wielka rywalka Igi Świątek rezygnuje z turnieju

    To już plaga! Kolejna wielka rywalka Igi Świątek rezygnuje z turnieju

     

    To już plaga! Kolejna wielka rywalka Igi Świątek rezygnuje z turniej

     

    Kolejna gwiazda rezygnuje z występu w turnieju WTA w Dausze! Po rezygnacji Madison Keys decyzję o wycofaniu podjęła także Karolina Muchova. Czeszka, która ostatnio rywalizowała w imprezie rangi 500 w Linzu, musiała zrezygnować z występu ze względu na uraz nogi, o czym informuje samo WTA. A to nie jedyna wiadomość o wycofaniu przed startem turnieju.

     

    W czwartek WTA ogłosiło ważne wiadomości dotyczące wycofań przed dwoma najbliższymi dużymi turniejami rangi 1000. Czołowe tenisistki świata zagrają w Dausze i Dubaju, gdzie do zgarnięcia będzie łącznie aż 2000 pkt. Jak wiemy, w obu imprezach zabraknie Madison Keys, triumfatorki niedawnego Australian Open

     

    W Dausze zabraknie kolejnych dwóch zawodniczek. Jak się bowiem okazuje, w turnieju nie wystąpią Karolina Muchova oraz Marie Bouzkova. Powodem nieobecności dwóch reprezentantek Czech są urazy. To może zaboleć szczególnie tą pierwszą, która wciąż próbuje ustabilizować swoją pozycję w rankingu

     

    Karolina Muchova nie zagra w WTA w Dausze

    Muchova zajmuje 17. pozycję w rankingu WTA z dorobkiem 2344 pkt. Możemy jedynie przewidywać, że jej pozycja byłaby wyższa, gdyby nie powracające kłopoty ze zdrowiem. 28-latka musi rezygnować z wielu prestiżowych startów, a przecież regularnie była w stanie sprawiać kłopoty zarówno Idze Świątek, jak i Arynie Sabalence.

     

    Kolejnym turniejem w planie Muchovej będzie zatem Dubaj, który wystartuje tydzień po imprezie w Dausze. Potem czołowe tenisistki świata spotkają się dopiero przy następnej rywalizacji rangi 1000 w Indian Wells.

     

    Dziś wiemy już zatem, że w turnieju w Dausze zabraknie kilku nazwisk z absolutnej czołówki rankingu WTA. Na pewno nie wystąpią tam Madison Keys, Danielle Collins, Anna Kalinska czy, jak się dziś dowiedzieliśmy, Muchova.

     

    W Dausze tytułu bronić będzie Iga Świątek, a w Dubaju do obrony tytułu przystąpi Jasmine Paolini.

  • Co się dzieje? Kolejna rywalka Igi Świątek ogłasza rezygnację. “Przepraszam…”

    Co się dzieje? Kolejna rywalka Igi Świątek ogłasza rezygnację. “Przepraszam…”

    Co się dzieje? Kolejna rywalka Igi Świątek ogłasza rezygnację. “Przepraszam…

     

    Polscy kibice z niecierpliwością wyczekują powrotu na kort Igi Świątek. Druga rakieta świata weźmie udział w turnieju WTA 1000 w Dosze, który rozpoczyna się już w najbliższą niedzielę. Niemal z dnia na dzień wydłuża się jednak lista potencjalnych rywalek raszynianki, które rezygnują z gry w stolicy Kataru. Tylko w czwartek z rywalizacji wycofała się najpierw Madison Keys, a wkrótce potem w jej ślady poszła Karolina Muchova.

     

    “Przepraszam za moją nieobecność na tegorocznej edycji turnieju w Dosze. Pracuję nad powrotem do zdrowia. Zobaczymy się w Dubaju” – napisała Karolina Muchova (17. WTA) w mediach społecznościowych.28-latka, uznawana obecnie za jedną z najbardziej wszechstronnych tenisistek świata, zmaga się urazem nogi. Kontuzja nie jest na szczęście poważna, co jasno wynika z zamieszczonego komunikatu. Turniej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich odbędzie się zaraz po zakończeniu rywalizacji w Katarze. Kuracja ma być zatem ekspresowa

     

    Iga Świątek wraca do gry. Lista potencjalnych rywalek z czołówki coraz krótsza

     

    Muchova to kolejna tenisistka z szerokiej czołówki rankingu WTA, która wycofuje się z gry w Dosze. Wcześniej taką samą decyzję podjęły Anna Kalinska, Danielle Collins oraz Madison Keys, triumfatorka tegorocznego Australian Open.

     

    Na przełomie stycznia i lutego Czeszka brała udział w turnieju WTA 500 w Linzu. Była rozstawiona z numerem jeden, ale nie sprostała roli faworytki. W półfinale musiała uznać wyższość Jekateriny Aleksandrowej, przegrywając 0:6, 4:6 na dystansie 73 minut.

     

    Z imprez w Linzu i Abu Zabi planowo zrezygnowała Iga Świątek. Po przegranym półfinale AO polska tenisistka zrobiła sobie dłuższą przerwę. Wróci do gry w Dosze, by bronić tytułu sprzed roku. W stolicy Kataru wygrała zresztą trzy razy z rzędu, co wcześniej nie udało się żadnej innej zawodniczce

     

    Bilans dotychczasowych konfrontacji raszynianki z Muchovą to trzy wygrane i porażka. Ostatni raz panie stanęły naprzeciw siebie w tegorocznej edycji United Cup. Druga rakieta świata wygrała to spotkanie  6:3, 6:4.  

  • Ależ pogrom w meczu Barcelony! Rywal Lewandowskiego był niewiarygodny

    Ależ pogrom w meczu Barcelony! Rywal Lewandowskiego był niewiarygodny

    Ależ pogrom w meczu Barcelony! Rywal Lewandowskiego był niewiarygodny

    FC Barcelona w półfinale Pucharu Króla! Zespół Hansiego Flicka drugi raz na przestrzeni niespełna dwóch tygodni rozniósł w puch Valencię, która wyglądała na tle Katalończyków gorzej niż czwartoligowe Barbastro. Już do przerwy było 4:0, a ostatecznie skończyło się 5:0. Hattricka ustrzelił konkurent Roberta Lewandowskiego, czyli Ferran Torres. Polak spędził cały mecz na ławce rezerwowych. Zagrał natomiast Wojciech Szczęsny.

    Ligowe starcie Barcelony z Valencią, które te kluby rozegrały nieco ponad tydzień temu (niedziela 26 stycznia), zakończyło się prawdziwą miazgą. Katalończycy rozgnietli rywali 7:1, prowadząc 4:0 już w 24. minucie. Lanie było okrutne, a “Nietoperze” wyglądały jak amatorski zespół złożony z przypadkowo zrekrutowanych do gry ludzi.

    Flick nie zmienił prawie nic. Jego zawodnicy także

    Hansi Flick ewidentnie nie zamierzał przesadnie kombinować i wybierając skład, uznał, że skoro raz zadziałało, to zadziała ponownie. Jedyna różnica między wyjściową jedenastką ze starcia ligowego a tą na ćwierćfinał Pucharu Króla, to Pedri zamiast Marca Casado. Oznaczało to Ferrana Torresa w miejsce Roberta Lewandowskiego na szpicy i Wojciecha Szczęsnego w bramce.

    Barcelona zaczęła ten mecz z Valencią równie piorunująco, co ich wspomniane starcie ligowe. Nawet otworzyli wynik meczu w dokładnie tej samej minucie co wtedy, czyli w trzeciej. Świetne podanie od Alejandro Balde otrzymał Ferran Torres, który uciekł Yarkowi Gasiorowskiemu i spokojnie pokonał Stole Dimitrevskiego. Na drugiego gola trzeba było poczekać dłużej, bo “aż” do 17. minuty. Strzał Lamine’a Yamala, odbity przez bramkarza na słupek, dobił znów Torres. Sędziowie początkowo dopatrzyli się spalonego, ale VAR skutecznie wyprowadził ich z błędu.

    https://x.com/sport_tvppl/status/1887602750633939278

    Obrońcy Valencii jak kot Schroedingera. Istnieli i nie istnieli jednocześnie

     

    Minuta 23. to już 3:0. Długie podanie od Pedriego do Fermina Lopeza, ten perfekcyjnie unika spalonego, mija bramkarza i dopełnia formalności. Mało? “Mało!” – odpowiedzieli gracze Barcelony. Wszak już w 30. minucie było 4:0. Hattricka ustrzelił Ferran, który wykorzystał zgranie piłki od Raphinhi i ze skraju pola karnego oddał idealnie celny strzał, nie dając szans Dimitrevskiemu.

     

    Obrońcy Valencii sprawiali wrażenie, jakby nie wiedzieli co to spalony, bo przy każdym golu łamali linię. Natomiast Barcelona tym razem na strzelenie czterech bramek potrzebowała 30 minut, a nie 24. Może na wyjeździe chcieli być delikatniejsi dla gospodarzy? U siebie to jeszcze przed przerwą strzelili piątego. A na Estadio Mestalla poprzestali na 4:0.

     

    Barcelona strzelała gdy chciała. A nawet gdy już nie chciała

    W drugiej połowie Barcelona znacznie zwolniła. Valencia nawet strzeliła gola krótko po przerwie, ale okazało się, że akurat obrońcy Katalończyków wiedzą, jak łapać rywali na spalonym. Sama “Blaugrana” nie chciała już nawet szczególnie strzelać goli, ale… i tak się udało. W 59. minucie strzał Yamala odbił się lekko rykoszetem od Moukhtara Diakhaby’ego i zaskoczył Dimitrevskiego. Macedończyk powinien był to obronić tak czy inaczej, ale nie żeby to robiło Valencii jakąś większą różnicę.

     

    Obie drużyny chciały już głównie dograć ten mecz do końca. Barcelona mogła strzelić na 6:0, ale Daniego Olmo zatrzymał w 76. minucie bramkarz. Z kolei Valencia drugi raz trafiła do siatki i drugi raz ze spalonego (oni naprawdę powinni sobie przypomnieć, co to jest). Tym samym więcej goli w tym meczu już nie zobaczyliśmy.

    https://x.com/sport_tvppl/status/1887607568794853658

    Barcelona z ogromnym spokojem awansowała do półfinału Pucharu Króla. Dołączyła tym samym do Realu Madryt, Realu Sociedad i Atletico Madryt. Rywala poznają drogą losowania w środę 12 lutego. Półfinały rozgrywane są w formacie dwumeczów. Pierwsze spotkania odbędą się pomiędzy 25 a 27 lutego, a rewanże pomiędzy 1 a 3 kwietnia.

     

    Valencia – FC Barcelona 0:5 (Torres 3′,17′,30′, Fermin 23′, Yamal 59′)

     

  • Totalna demolka w meczu Igi Świątek. “Ofiara” nie chce zejść z kortu

    Totalna demolka w meczu Igi Świątek. “Ofiara” nie chce zejść z kortu

    Totalna demolka w meczu Igi Świątek. “Ofiara” nie chce zejść z kortu

    Emma Raducanu nie odpuszcza. Mimo że od III rundy tegorocznego Australian Open notuje czarną serię, nie zamierza tracić czasu na dodatkowy trening, regenerację lub po prostu odpoczynek od kortu. Organizatorzy turnieju WTA 1000 w Dosze właśnie przyznali brytyjskiej tenisistce dziką kartę. 22-latka wybiera się do Kataru, mimo że w dwóch imprezach niższej rangi odpadała w ostatnich dniach już po pierwszym występie.

     

    Życiowym wyczynem Emmy Raducanu pozostaje triumf w US Open 2021. Sięgnęła wówczas po tytuł jako kwalifikantka i wydawało się, że przez kolejne lata utrzyma się w światowej czołówce. Sukces okazał się jednak efemerydą.

     

    Od tamtego czasu zawodniczka miała aż 10 trenerów. Efekt? W turniejach wielkoszlemowych nie doszła dalej niż do IV rundy. Trzeba jednak przypomnieć, że po części wynikało to także z jej kłopotów zdrowotnych, co skutkowało m.in. operacją obu nadgarstków.

     

    Emma Raducanu w potężnym kryzysie. Okazji do renesansu poszuka w stolicy Kataru

     

    Raducanu dostała bolesną lekcję w III rundzie tegorocznego Australian Open. Została rozbita w starciu z Igą Świątek, ulegając Polce 1:6, 0:6. Mecz trwał ledwie godzinę i 11 minut.

     

    To był początek czarnej serii. Z dwóch kolejnych imprez 22-letnie tenisistka odpadała już po pierwszym występie. W Singapurze przegrała z niżej notowaną Cristiną Bucsą, z kolei w Abu Zabi nie poradziła sobie z Marketą Vondrousovą.

     

    Pauza na reset? Być może byłoby to w tej chwili najrozsądniejsze posunięcie. Raducanu wybrała jednak inną opcję. Po raz kolejny rzuca się w ogień rywalizacji i wierzy, że zła passa się odwróci.

     

    Właśnie dostała dziką kartę od organizatorów turnieju WTA 1000 w Dosze. To był jedyny sposób, by zameldować się na licie startowej. Raducanu plasuje się bowiem dopiero na 56. miejscu w światowym rankingu.

     

    Impreza w stolicy Kataru odbędzie się w dniach 9-15 lutego. Trzy ostatnie edycje triumfem kończyła Świątek. Polka przystąpi do obrony tytułu i będzie to jej pierwszy występ po wielkoszlemowych zmaganiach w Melbourne, gdzie dotarła do półfinału.  

     

  • Lewandowski rozbił bank na WOŚP! Nie do wiary, ile dorzucił do puszki. Rekordowa suma

    Lewandowski rozbił bank na WOŚP! Nie do wiary, ile dorzucił do puszki. Rekordowa suma

    Lewandowski rozbił bank na WOŚP! Nie do wiary, ile dorzucił do puszki. Rekordowa suma

    Zakończyła się aukcja przedmiotów ofiarowanych przez Roberta Lewandowskiego na rzecz 33. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym roku piłkarz w imponującym stylu pobił rekord. Dzięki wystawieniu na licytację podwójnego zaproszenia na ligowy mecz Barcelony oraz możliwości zobaczenia z bliska treningu drużyny dorzucił do puszki WOŚP ogromną kwotę. Przebił nawet Rafaela Nadala, którego rakieta i piłka z autografem “zebrały” 200 tysięcy złotych.

     

    Robert Lewandowski zapewne dobrze będzie wspominał ostatnie kilka miesięcy. Przewodzi w klasyfikacji strzelców La Ligi z 18 trafieniami na koncie, dystansując drugiego Kyliana Mbappe (15 goli) oraz trzeciego Raphinię (12). Jeśli Polak utrzyma skuteczność, może sięgnąć po prestiżowe Trofeo Pichichi, czyli nagrodę dla króla strzelców hiszpańskich rozgrywek. Na razie jednak sprawa jest otwarta, wszak sezon potrwa do maja, a przed Barceloną jeszcze 16 meczów ligowych.

     

    Jedno ze spotkań na żywo będzie miał okazję obejrzeć zwycięzca licytacji wyjątkowego upominku, który “Lewy” przekazał na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Choć 33. finał akcji organizowanej przez Jerzego Owsiaka już za nami, dopiero teraz zakończyła się aukcja, na której można było zgarnąć podwójne zaproszenie na ligowy pojedynek Barcelony. Suma, jaką zebrano dzięki hojności piłkarza, jest oszałamiająca.

     

    Już wiadomo, ile zebrano na WOŚP dzięki Robertowi Lewandowskiemu. Oszałamiająca kwota

     

    6 lutego po godzinie 15.00 zakończyła się aukcja z inicjatywy Roberta Lewandowskiego. Piłkarz reprezentacji Polski i Barcelony ofiarował dwa bilety na dowolny mecz “Dumy Katalonii” w La Lidze (do wyboru jest m.in. wstęp na pojedynek z Realem Madryt, zaplanowany na 11 maja). Do tego dorzucił możliwość obejrzenia z bliska treningu drużyny, o czym poinformowali organizatorzy WOŚP. To dla fanów ekipy z Camp Nou nie lada gratka.

     

    Na nasz apel odpowiedział również: Robert Lewandowski I w Jego imieniu na nasze aukcje trafiają: Dwa bilety na dowolny domowy mecz FC Barcelona w rozgrywkach LaLiga oraz wizyta na treningu drużyny Z ogromną radością przekazuję na aukcję dwa bilety na dowolny mecz domowy FC Barcelona w rozgrywkach LaLiga. To nie wszystko! W ramach tej wyjątkowej oferty zwycięzca aukcji otrzyma również możliwość uczestniczenia w treningu drużyny dzień po meczu, gdzie z bliska zobaczy piłkarzy podczas przygotowań i poczuje wyjątkową atmosferę piłkarskiego świata na najwyższym poziomie

     

    ~ – opisali.

     

    Ostatecznie komplet został wylicytowany za ogromną kwotę – 272 tysiące złotych. To rekordowa suma. “Lewy” przebił nawet Rafaela Nadala, który przekazał na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy swoją rakietę oraz piłkę tenisową z podpisem. Obie rzeczy zebrały nieco ponad 200 tysięcy złotych i wydawało się, że trudno będzie zbliżyć się do takiego wyniku. A jednak.

     

    To nie pierwszy raz, gdy Robert Lewandowski wsparł WOŚP. W poprzednich latach też przekazywał na aukcje przedmioty. W zeszłym roku koszulka z autografami piłkarzy Barcelony wylicytowana została za 55 100 złotych, a dwa lata temu trykot, w którym “Lewy” zdobył z drużyną Superpuchar Hiszpanii, osiągnął kwotę 80 600 zł. To oznacza, że przez dwie edycje za sprawą kapitana naszej kadry zebrano łącznie 135 700 zł. Teraz suma została podwojona.

     

    W 2025 roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała pod hasłem: “Gramy na zdrowie!”. Licytacje jeszcze trwają, a zgromadzone pieniądze przekazane zostaną na rzecz wsparcia onkologii i hematologii dziecięcej. Na motyw przewodni wybrano bezpieczeństwoi zdrowie dzieci.

     

  • Wpadka w Abu Zabi! Mistrzyni Wimbledonu wyrzucona przez 157. tenisistkę świata

    Wpadka w Abu Zabi! Mistrzyni Wimbledonu wyrzucona przez 157. tenisistkę świata

    W turnieju World Tennis League w Abu Zabi doszło do niespodziewanego rozstrzygnięcia. Iga Świątek, triumfatorka Wimbledonu, przegrała w meczu deblowym, grając w parze z Hiszpanką Paulą Badosą, z Białorusinką Aryną Sabalenką i Rosjanką Mirrą Andriejewą. Mecz zakończył się wynikiem 1:6 na niekorzyść polsko-hiszpańskiego duetu.

     

    Świątek i Badosa nie były w stanie przeciwstawić się dynamicznej grze rywalek. Sabalenka imponowała mocnymi uderzeniami, a Andriejewa wykazywała się sprytem i doświadczeniem w grze deblowej. Jedyny wygrany gem przez Świątek i Badosę nastąpił pod koniec seta, jednak nie zdołały one odwrócić losów spotkania.

     

    World Tennis League to pokazowy turniej, w którym biorą udział cztery drużyny: “Orły” (z Igą Świątek w składzie), “Kanie”, “Jastrzębie” i “Sokoły”. Każde spotkanie składa się z czterech setów: jednego singla kobiet, jednego singla mężczyzn oraz dwóch gier deblowych lub mikstów. Drużyny rywalizują ze sobą przez trzy dni, a dwie najlepsze zmierzą się w finale.

     

    Mimo porażki w deblu, Świątek kontynuuje rywalizację w turnieju, przygotowując się do kolejnych meczów, zarówno w grze pojedynczej, jak i podwójnej.

     

     

  • “Shocking Split! Elena Rybakina and Goran Ivanisevic Part Ways After Just One Month – What Went Wrong?”

    “Shocking Split! Elena Rybakina and Goran Ivanisevic Part Ways After Just One Month – What Went Wrong?”

    The 2022 Wimbledon champion was involved in drama with her coach Stefano Vukov last season. They separated after a hectic year in which Rybakina faced several physical and mental health issues. There were reports of alleged mistreatment by the Croatian coach, which are under WTA investigation.

    Vukov’s return marks Ivanisevic’s departure

    Rybakina announced her split from Vukov in September 2024 after five years of working together. However, in mid-January, shortly after Ivanisevic replaced him on her team, the Kazakh player announced that Vukov would return to the team and would be in Melbourne supporting her during her participation in the first major of the year. Since he is suspended while the investigation is ongoing, Vukov was unable to obtain accreditation or enter the Melbourne Park facilities.

    Amid the speculation, Rybakina defended Vukov despite the investigation against him. “I’m not happy with the situation or the comments I see, especially from people on the Tour. I don’t think it’s fair,” she said. “I’ve known Stefano for six years, and I respect him for everything he’s done. From when I was ranked 200 to winning a Grand Slam, he’s been there. He never mistreated me,” she added in Australia.

     

    The World No. 5 reached the fourth round at the Australian Open and lost to eventual champion Madison Keys in three sets. A few days later, Ivanisevic announced that they would no longer be working together. “After our trial period that finished with Australian Open, I wish Elena and her team best of luck moving forward,” he wrote on social media.

     

    Rybakina addresses coaching changes but avoids details on Ivanisevic split

    Rybakina arrived in Abu Dhabi, this time without Ivanisevic on her team, and won her opening match against Katie Volynets (2-6, 6-4, 6-4) to advance to the quarterfinals. The defending champion will face Tunisian Ons Jabeur for a spot in the semifinals.

     

    In a recent interview from Abu Dhabi, the former Aussie Open runner-up did not want to give too many details about her split with Ivanisevic but commented that it was a mutual agreement. “We just sat down, we talked, and we decided to go our separate ways. But I think I learned a lot and it’s not easy to find a good collaboration. It, of course, takes time and everything, but that was our decision.

     

    We’ll see how this year goes for me. I’m also not such an easy player maybe like some people think, ‘Oh it’s easy with her,’ or something, but it’s not really like this,” the ‘Ice Queen’ stated. “I think every person is different and there is no one who is perfect. I can be sometimes stubborn on the court, stubborn on some things, that’s at least my honest opinion,” she added.

     

    Meanwhile, Rybakina hired Davide Sanguinetti as her new head coach, who will be working directly with Vukov. “Yeah, we are working with Davide. We did one week of preparation together. I knew him a little bit from before and he was available.”

     

    Sanguinetti previously worked with former World No. 1 Dinara Safina, and since October 2023, he has been coaching 2022 Next Gen ATP Finals champion Brandon Nakashima. “Sometimes, he would speak with Stefano (Vukov). So, we will see how it goes, but for now, I am happy with how we are working together. But we need to take time and get used to each other,” Rybakina concludded.

     

     

  • To będzie koniec wielkiej ery polskich skoków. Nadziei trzeba szukać gdzie indziej

    To będzie koniec wielkiej ery polskich skoków. Nadziei trzeba szukać gdzie indziej

    To będzie koniec wielkiej ery polskich skoków. Nadziei trzeba szukać gdzie indzie

    W przyszłorocznych igrzyskach w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo zmagania w skokach narciarskich odbędą się w Predazzo. Prawdopodobnie po raz ostatni o olimpijskie medale powalczą tam Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Nadzieją napawa rosnąca forma Pawła Wąska

    Predazzo jest dla biało-czerwonych dość szczęśliwe. W XXI w. dwukrotnie gospodarzem mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym było Val di Fiemme, a zmagania skoczków odbywały się wówczas właśnie w Predazzo. W 2003 r. dublet wywalczył tam Adam Małysz, a 10 lat później na dużym obiekcie triumfował Stoch. W 2013 r. Polacy wywalczyli jeszcze brązowy medal w konkursie drużynowym. Ponadto w 2019 Kubacki odniósł tam swoje pierwsze indywidualne zwycięstwo w Pucharze Świata.

    Stoch, który w maju skończy 38 lat, jest jednym z najbardziej utytułowanych polskich sportowców na igrzyskach, i to licząc zarówno zimowe, jak i letnie. Do dwóch złotych medali w konkursach indywidualnych w Soczi (2014) dołożył kolejne złoto na dużej skoczni w Pjongczangu (2018), gdzie cieszył się także z trzeciego miejsca w drużynie z Kubackim, Stefanem Hulą i Maciejem Kotem. Prawie 35-letni Kubacki w dorobku ma jeszcze brąz z Pekinu (2022), gdzie Stoch zajął szóste miejsce na normalnej i czwarte na dużej skoczni.

    Bez medalu olimpijskiego pozostaje na razie Żyła, który był za to dwa razy indywidualnym mistrzem świata. Biorąc pod uwagę jego wypowiedzi po nieudanych startach w Pekinie, nie byłoby zaskoczeniem, gdyby w przyszłym roku w składzie polskiej reprezentacji go zabrakło.

    “Dramat. Igrzyska mnie rozbiły, więcej nie przyjadę. Widocznie nie są dla mnie. Wylatujesz, narty w dół… i za cztery lata. To jest bez sensu. Nie dla mnie widocznie są igrzyska i tyle w temacie” — mówił wówczas Żyła, który w styczniu skończył 38 lat.

    Igrzyska 2026. W Predazzo możliwy “ostatni taniec” trójki wielkich polskich skoczków
    Cała trójka nie najlepiej radzi sobie od wielu miesięcy w międzynarodowych zawodach, za to coraz bliżej podium jest 25-letni Wąsek. W tym roku kalendarzowym był piąty w zawodach PŚ w Innsbrucku i Zakopanem oraz czwarty na mamuciej skoczni w Oberstdorfie.

    Włosi nie mają wielkiego doświadczenia w organizacji zawodów międzynarodowych z udziałem światowej elity w tej dyscyplinie. Ostatnio najlepsi skoczkowie zawitali tam w styczniu 2020 r., gdy odbyła się rywalizacja w PŚ — właśnie w Predazzo. Wówczas na najniższym stopniu podium dwukrotnie stanął Kubacki.

    W styczniu tego roku w Predazzo miała się odbyć runda Pucharu Świata, mająca być jednocześnie sprawdzianem olimpijskim, ale kilka miesięcy wcześniej imprezę odwołano ze względu na opóźnienia w przygotowaniach obiektów. Nowością w programie skoków będzie konkurs duetów, który zastąpi przeprowadzaną regularnie od igrzysk w Calgary w 1988 roku rywalizację drużynową. Na skoczniach w Predazzo odbędą się także olimpijskie konkursy skoków do kombinacji norweskiej. Gospodarzem drugiej części zawodów w tej dyscyplinie będzie pobliskie Tesero, gdzie o medale powalczą też biegacze narciarscy.

  • Robert Lewandowski wskazany, wystarczyła sekunda. La Liga puściła przekaz w świat

    Robert Lewandowski wskazany, wystarczyła sekunda. La Liga puściła przekaz w świat

    Robert Lewandowski wskazany, wystarczyła sekunda. La Liga puściła przekaz w świa

     

    Piłkarska celność? W tym elemencie Robert Lewandowski nie ma sobie równych – przynajmniej zdaniem Gerarda Pique. Legenda FC Barcelona wspomniała o kapitanie reprezentacji Polski podczas tworzenia “najlepszego piłkarza świata”. Nagranie przedstawiające popularne w sieci wyzwanie z udziałem 38-letniego byłego obrońcy “Dumy Katalonii” opublikowała w mediach społecznościowych La Liga.

     

    Gerard Pique to legenda FC Barcelona i wychowanek słynnej La Masii. Zanim jednak na dobre rozwinął skrzydła w barwach “Dumy Katalonii”, wcześniej trafił jeszcze do Manchesteru United oraz Realu Saragossa. Później jednak stanowił już o sile nie tylko ekipy z Camp Nou, ale i reprezentacji Hiszpanii.38-latek ma na koncie między innymi aż 9 tytułów mistrza Hiszpanii, 1 mistrzostwo Anglii, 4 triumfy w Lidze Mistrzów oraz mistrzostwo świata i Europy zdobyte wraz z drużyną narodową.

     

    Przez kilka miesięcy Gerard Pique dzielił szatnię Barcelony wraz z Robertem Lewandowskim, aż w końcu pod koniec 2022 postanowił nagle zakończyć swoją karierę, dotrzymując tym samym słowa danego kibicom. Obiecał bowiem, że nigdy nie odejdzie z Barcelony po to, by zagrać w innej drużynie. Mimo tak krótkiej wspólnej gry Hiszpan ceni jednak kapitana reprezentacji Polski.

     

    Gerard Pique stworzył idealnego piłkarza. Nie zapomniał o Robercie Lewandowskim

     

    La Liga zaprosiła 38-letniego byłego piłkarza do popularnej w mediach społecznościowej zabawy, w której miał stworzyć “piłkarza idealnego”, biorąc po jednym elemencie od wybranych zawodników. I tak prawą nogę początkowo wziął od Pedriego, choć później nazwał go jednak autorem najlepszych podań, zmieniając swój wybór w pierwszej kategorii na Kyliana Mbappe. Najlepszą lewą nogą natomiast według Hiszpana dysponuje – bez niespodzianki – Leo Messi, u boku którego święcił swoje największe klubowe sukcesy.

     

    Szybkość? Tu Gerard Pique postawił na Ousmane’a Dembele, a w przypadku siły wybrał Ronalda Araujo. Później przyszła pora na kategorię dotyczącą celności. Główny bohater nagrania zastanowił się przez sekundę i wymienił nazwisko Roberta Lewandowskiego.

     

    Całą klasyfikację zdominowali piłkarze FC Barcelona. Posiadaczem najlepszej boiskowej inteligencji okrzyknięty został Marc Casado, najlepszych piłkarskich umiejętności Lamine Yamal, a najlepszym obrońcą Pau Cubarsi. Także poza murawą na wyróżnienie zasługują zdaniem Gerarda Pique właśnie zawodnicy “Dumy Katalonii”. A mianowicie Jules Kounde jako najlepszy strojniś oraz Raphinha jako posiadacz najbardziej szykownej fryzury.

  • Hubert Hurkacz w ćwierćfinale, rewelacja sezonu za burtą. Polak złamał magiczną barierę

    Hubert Hurkacz w ćwierćfinale, rewelacja sezonu za burtą. Polak złamał magiczną barierę

    Hubert Hurkacz w ćwierćfinale, rewelacja sezonu za burtą. Polak złamał magiczną barierę

    Tuż przed godz. 23:00 rozpoczął się środowy pojedynek z udziałem Huberta Hurkacza. Polak walczył o pierwszy w karierze awans do ćwierćfinału turnieju ATP 500 w Rotterdamie. Nasz reprezentant mierzył się z Jirim Lehecką, którego pokonał 12 miesięcy temu, właśnie w Ahoy Arena. Także dzisiaj zwycięzcą okazał się Hurkacz, chociaż mecz zakończył się przedwcześnie. Przy stanie 7:5, 2:0 40-0 z perspektywy Huberta, przeciwnik poddał spotkanie. Tym samym Polak wreszcie przerwał passę porażek w drugiej rundzie w Rotterdamie.

     

    Hubert Hurkacz przystępował do tegorocznej rywalizacji w ATP 500 w Rotterdamie z nadzieją, że w końcu uda mu się dotrzeć dalej niż do drugiej rundy zmagań. Polak jeszcze nigdy nie zameldował się w ćwierćfinale ABN AMRO Open. Poprzednie cztery starty kończył na 1/8 finału. Tym razem chciał przerwać tę niechlubną passę. Turniej w Holandii rozpoczął w bardzo dobrym stylu, od zwycięstwa 6:3, 6:2 w starciu z Flavio Cobollim. Wrocławianin zagrał ofensywny tenis i wykorzystał wszystkie mankamenty w grze Włocha.

     

    Prawdziwy test dla naszego reprezentanta miał jednak nadejść w środowy wieczór, gdy przyszło mu się zmierzyć z Jirim Lehecką. Czech zanotował imponujący początek sezonu 2025. Wygrał imprezę rangi “250” w Brisbane, a podczas Australian Open dotarł do czwartej rundy, gdzie wyeliminował go Novak Djoković. Rozgrywki w Rotterdamie rozpoczął od zwycięstwa z Alexeiem Popyrinem 7:5, 6:2.

     

    Hurkacz i Lehecka mierzyli się ze sobą dotychczas tylko raz. I co ciekawe – ich jedyne starcie miało miejsce właśnie w Rotterdamie. Przed rokiem panowie zafundowali sobie prawdziwy thriller, który zakończył się wygraną Huberta. Wówczas Polak obronił trzy meczbole i pokonał rywala 6:3, 6:7(9), 7:6(9). Dwanaście miesięcy temu faworytem spotkania był wrocławianin. Teraz więcej szans dawano Czechowi.

     

    Hubert Hurkacz w ćwierćfinale ATP w Rotterdamie. Rywal nie dokończył meczu

     

    Początek spotkania przebiegał bez większej historii, obaj pewnie utrzymywali własne podania. Pierwsze emocje nastały podczas szóstego rozdania, gdy Lehecka wypracował sobie break pointy na 4:2. Czech miał w sumie aż cztery okazje, ale za każdym razem Hurkacz bardzo dobrze się bronił. Wyciągał serwis lub wygrywające akcje i w ten sposób oddalał zagrożenie. Ostatecznie po długiej walce Hubert zdołał wyrównać stan rywalizacji w premierowym secie na 3:3.

     

    W kolejnych minutach wróciliśmy do obrazu z początku pojedynku. W dziewiątym rozdaniu, zaraz po jednym z zagrań, Jiri złapał się za lewe udo, jakby coś sobie naciągnął. Mimo to nie korzystał wtedy z żadnej przerwy medycznej i normalnie kontynuował grę. Podczas dziesiątego gema Czech miał dobrą okazję, by wywalczyć sobie piłkę setową. Przy stanie 30-30 miał przewagę sytuacyjną w wymianie, ale popełnił mały błąd. Później Polak zgarnął kolejną akcję i zrobiło się 5:5

     

    Chwilę później swojej szansy w końcu doczekał się Hurkacz. 27-latek zmusił przeciwnika do błędu i pojawił się pierwszy break point dla Huberta. Reprezentant naszych południowych sąsiadów zaliczył minimalną pomyłkę z forhendu, który kosztował go utratę własnego podania. Przy stanie 6:5 wrocławianin serwował po zwycięstwo w secie. Nasz tenisista nie miał większych problemów z domknięciem partii i mógł się cieszyć z wygranej 7:5.

     

    Po przegranym secie Lehecka w końcu poprosił o pomoc medyczną. Czech wrócił do gry, ale wrocławianin już na “dzień dobry” wywalczył sobie przełamanie w drugiej odsłonie. Z każdą minutą widać było coraz większe problemy po stronie Jiriego. Hubert umiejętnie rozrzucał rywala po korcie i wykorzystywał jego kłopoty z poruszaniem. Przy stanie 7:5, 2:0 40-0 z perspektywy naszego reprezentanta, przeciwnik postanowił skreczować, nie chcąc pogłębiać swojego urazu.

     

    Tym samym Hurkacz awansował do ćwierćfinału ATP 500 w Rotterdamie. Za szóstym podejściem w końcu udało mu się zameldować w najlepszej “8” zmagań w Ahoy Arena. O półfinał powalczy w piątek z Andriejem Rublowem lubFabianem Marozsanem.