• Wielka niespodzianka w konkursie mikstów! Tylko jedno dało Polakom nadzieję

    Wielka niespodzianka w konkursie mikstów! Tylko jedno dało Polakom nadzieję

    Wielka niespodzianka w konkursie mikstów! Tylko jedno dało Polakom nadzieję

    To był bardzo trudny późny wieczór dla polskich kibiców, którzy postanowili obejrzeć konkurs mikstów w skokach narciarskich podczas weekendu w amerykańskim Lake Placid. Polacy zajęli tylko siódme miejsce i byli lepsi jedynie od Japończyków, którzy zdecydowali się oszczędzić swoje największe gwiazdy. Na wysokości zadania stanął jedynie Paweł Wąsek, co daje światełko nadziei przed niedzielną rywalizacją. Dość niespodziewanie wygrali Niemcy, którzy pokonali m.in. wielkich faworytów Austriaków.

     

    Sobota w Lake Placid dla skoczków narciarskich była bardzo intensywna. Kilka godzin po rywalizacji kobiet i mężczyzn odbył się konkurs mikstów. Polskę reprezentowali Pola Bełtowska, Anna Twardosz, Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek.

     

    Co ciekawe jeszcze przed startem rywalizacji, Polacy pewni byli udziału w drugiej serii, bo do konkursu przystąpiło tylko osiem drużyn. Przypomnijmy, że w Willingen Biało-Czerwoni zakończyli zmagania już na pierwszej serii.

     

    Pierwszą reprezentantką na belce była Pola Bełtowska. Polska zawodniczka, która w piątek zachwyciła, skacząc 131 m, osiągnęła w sobotni wieczór tylko 85 m, co było najkrótszą odległością w pierwszej rundzie. Niewiele lepiej poszło Zniszczołowi, który skoczył zaledwie 110 m. Takie próby sprawiły, że na półmetku Polacy zajmowali ostatnie miejsce.

     

    Tylko 98,5 m osiągnęła Anna Twardosz. Zdecydowanie najlepszym z Polaków w pierwszej serii był Paweł Wąsek. Lider naszej kadry skoczył 118 m, co tylko umocniło Biało-Czerwonych na siódmej lokacie.

     

    Bełtowska poprawiła się w drugiej serii, lecz 88 m to małe pocieszenie. Po pierwszej grupie Polacy spadli na ostatnie ósme miejsce. Zdecydowanie lepiej w swojej próbie zaprezentował się Zniszczoł. Skoczył 117,5 m, dzięki czemu Biało-Czerwoni zmniejszyli stratę do Japończyków do niecałych 6 pkt!

     

    Bardzo niespokojnie w powietrzu zaprezentowała się Twardosz. Mocne podmuchy pod wiatr dały jej jednak 103 m i przy słabej próbie Kikki Sakamoto (84 m), Polacy wrócili na siódmą lokatę.

     

    Pozytywny akcent na koniec zmagań mikstów w Lake Placid

     

    Na koniec Wąsek bardzo dobrze zaprezentował się Wąsek. Skoczył 123 m i pozytywnym akcentem zakończył sobotnie skakanie. Biało-Czerwoni zajęli ostatecznie siódme miejsce i wyrównali najlepszy wynik mikstowy w tym sezonie z Lillehammer. Jest jednak niewielkie pocieszenie, patrząc, że przed Polakami znaleźli się Amerykanie i Finowie. Nasza drużyna wyprzedziła jedynie Japonię, która nie wystawiła najmocniejszego składu.

     

    Wygrali Niemcy, którzy dość niespodziewanie pokonali Norwegię i naszpikowaną gwiazdami trzecią Austrię.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1888372581646115281

    To jeszcze nie koniec skakania w Lake Placid. W niedzielę zaplanowany jest drugi z konkursów indywidualnych mężczyzn. Start pierwszej serii już o godz. 16.00. Wcześniej rozegrane zostaną kwalifikacje (godz. 14.30). Relację będzie można śledzić na stronie Przeglądu Sportowego Onet.

     

  • Raport: Duży pożar w Moskwie. Dzieci błagały z okien o pomoc “Raport wideo”.

    Raport: Duży pożar w Moskwie. Dzieci błagały z okien o pomoc “Raport wideo”.

    “Raport: Duży pożar w Moskwie. Dzieci błagały z okien o pomoc “Raport wideo”.

    W sobotni wieczór wybuchł pożar w budynkach dawnej Moskiewskiej Fabryki Lamp Elektrycznych. Ze względu na instalację elektryczną pożar otrzymał czwarty stopień skomplikowania w pięciostopniowej skali. Ewakuowano dzieci ze szkółek sportowych, które mają swoją siedzibę w palącym się budynku. Najmłodsza hospitalizowana ma osiem lat.

     

    Śledczy cytowani przez rosyjski sport-express podejrzewają, że pożar mógł zostać wywołany przez awarię lub przeciążenie instalacji elektrycznej. Niewykluczony jest również udział osób trzecich, ponieważ w momencie wybuchu pożaru w budynku przebywało ponad 120 osób. Dziewięć z nich trafiło do szpitala z objawami zatrucia dymem, a najmłodsza hospitalizowana osoba ma osiem lat.

     

    Pożar w Moskwie

     

    W ponadstuletnich budynkach Moskiewskiej Fabryki Lamp Elektrycznych mieściły się ośrodki sportowe — studio tańca, boisko do siatkówki i szermierki oraz skatepark. We wszystkich odbywały się wieczorne zajęcia. Gdy wybuchł pożar, część pomieszczeń została odcięta od wyjścia, a uwięzieni wybili okna i wołali o pomoc. “Nikt nie był psychicznie przygotowany na śmiertelne zagrożenie ich życia. Było zamieszanie i panika, ale dzięki skoordynowanym działaniom managerów studia i strażaków udało się uniknąć najgorszego scenariusza” — informuje rosyjska prasa.

    https://x.com/S8gy2AEgVRHyS2Q/status/1888255030043496907

    Gaszenie pożaru trwało pięć godzin. Brało w nim udział 16 wozów strażackich oraz ponad 60 specjalistów Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

     

  • Media ogłaszają skład Barcelony na dziś. Oto co Flick zrobi z Lewandowskim i Szczęsnym

    Media ogłaszają skład Barcelony na dziś. Oto co Flick zrobi z Lewandowskim i Szczęsnym

    Media ogłaszają skład Barcelony na dziś. Oto co Flick zrobi z Lewandowskim i Szczęsnym

    Już w niedzielę FC Barcelona zagra na wyjeździe z Sevillą. Hiszpańskie media dywagują nad składem Katalończyków na ten mecz. Co do jednego są zgodne. To obsada bramki, defensywa, a także linia ataku. Czy na murawie pojawią się zarówno Wojciech Szczęsny, jak i Robert Lewandowski? Oto przewidywany skład Barcelony na mecz z Sevillą.

     

    FC Barcelona udanie rozpoczęła rok 2025 w La Liga. W trzech dotychczasowych starciach nie zaznała porażki. Najpierw zremisowała 1:1 z Getafe, a następnie triumfowała z Valencią (7:1) i z Deportivo Alaves (1:0). Wykorzystała potknięcia rywali i znacząco zredukowała stratę w tabeli. A już w niedzielny wieczór stanie przed szansą, by na dwa punkty zbliżyć się do lidera Realu Madryt. Czy tak się stanie? Kogo Hansi Flick deleguje do realizacji tego zadania?

     

    Hiszpanie mówią wprost. Lewandowski i Szczęsny znów na boisku

     

    W ostatnim meczu Barcelony, w Pucharze Króla z Valencią (5:0) szkoleniowiec dokonał kilku zmian, głównie w środku pola, ale modyfikacje dotknęły też Polaków. Choć Wojciech Szczęsny był w bramce, to w linii ataku zabrakło Roberta Lewandowskiego. Zastąpił go Ferran Torres i poradził sobie kapitalnie, bo ustrzelił hat-tricka. Czy i tym razem 36-letni napastnik zacznie mecz na ławce rezerwowych?

     

    Zdaniem hiszpańskich mediów, absolutnie nie. Trener ma postawić na najsilniejszy skład, a w nim jest Lewandowski. I każdy z dzienników wyraził takie zdanie. “Niemiecki trener przywróci do gry w ataku najskuteczniejszego strzelca Lewandowskiego”, “Zrezygnuje z ‘fałszywej 9’ i ponownie wystawi Polaka na środku ofensywy” – pisze “Mundo Deportivo”.

     

    Większość dziennikarzy jest zdania, że na murawie już od pierwszych minut pojawi się Gavi. Hiszpan starł się przed tygodniem z jednym z zawodników Deportivo Alaves i mocno ucierpiał. Panowie zderzyli się głowami i obaj nie byli w stanie kontynuować rywalizacji. Badania nie wykazały żadnych niepokojących urazów, ale Flick i tak dał odpocząć zawodnikowi z Valencią. Teraz ma jednak przywrócić go do składu.

     

    Jak zauważają dziennikarze “Mundo Deportivo”, czy też katalońskiego “Sportu” nie ma żadnych wątpliwości co do ataku. Tam Lewandowskiemu pomagać mają Lamine Yamal i Raphinha. Jest jeszcze jedna pozycja absolutnie pewna. “To miejsce w bramce. Tam ponownie ustawi się ‘Tek’ Szczęsny”, “Barcelona zacznie mecz ze Szczęsnym jako zwycięzcą – przynajmniej na razie – ‘bitwy’ o bramkę. Ten chce ponownie pokazać się z dobrej strony i możliwe, że zachowa czyste konto” – czytamy.

     

    Przewidywalny skład Barcelony na mecz z Sevillą (wg “Mundo Deportivo” i “Sportu”):

    Szczęsny; Balde, Cubarsi, Araujo, Kounde; Pedri, Gavi, Casado; Raphina, Lewandowski, Yamal.

     

    Nieco inne zdanie w sprawie składu wyraziła “Marca”. Jej zdaniem Gavi nie pojawi się od pierwszych minut na murawie. Zamiast niego dość zaskakująco ma wejść… Ferran Torres. – Ferran może grać na innych pozycjach, zobaczymy jutro – mówił Flick na sobotniej konferencji prasowej.

     

    Przewidywany skład Barcelony na mecz z Sevillą (wg “Marki”):

    Szczęsny; Balde, Cubarsi, Araujo, Kounde; Torres, Casado, Pedri, Raphinha, Lewandowski, Yamal.

    Mecz Barcelony z Sevillą zaplanowano na godzinę 21:00. Już teraz zapraszamy do śledzenia relacji na stronie głównej 

     

  • Przykry widok po skokach Polaków. Aż trudno było na to patrzeć. Dramat

    Przykry widok po skokach Polaków. Aż trudno było na to patrzeć. Dramat

    Przykry widok po skokach Polaków. Aż trudno było na to patrzeć. Dramat

    Jeszcze pamiętamy gorzki smak dziewiątego miejsca z Willingen, mikstu rozegranego przed tygodniem, ale znów musieliśmy doświadczyć słabiutkiego występu polskich skoczków i skoczkiń. Tym razem wynik był nieco lepszy, ale tylko ze względu na mizerną obsadę zawodów – osiem zespołów, w dodatku nie wszystkie w swoich najsilniejszych składach.

     

    Polacy pokonali tylko Japonię. Kolejny słabiutki występ w mikście

     

    Polska drużyna – w składzie Pola Bełtowska, Aleksander Zniszczoł, Anna Twardosz i Paweł Wąsek – zajęła dopiero siódme miejsce. Udało się wyprzedzić jedynie mikst z Japonii. Yuzuki Sato, Yukiya Sato, Kikka Sakamoto i Ren Nikaido skończyli rywalizację na ósmej pozycji, tracąc do Polaków 34,1 punktu.

     

    Już po pierwszej serii Polska zajmowała właśnie siódmą pozycję. Nota 344,5 punktu była lepsza od Japonii o 14,8 punktu, ale do szóstej Finlandii to polski zespół tracił sporo, bo 33,6 punktu. Straty do wyższych pozycji przytacza się aż przykro – 127,3 punktu do podium i aż 138,1 punktu do liderów.

     

    Potem, w serii finałowej, aż nie dało się patrzeć, jak po skokach Poli Bełtowskiej i Aleksandra Zniszczoła Polska na wyświetlanych pomiędzy grupami klasyfikacjach była na ostatnim miejscu. Sytuacja zmieniła się po trzeciej kolejce, gdy bardzo słabo skoczyła Japonka Kikka Sakamoto. Tak wpuściła Polskę na siódme miejsce. Przed skokiem Pawła Wąska, kończącym zawody dla naszego mikstu, przewaga nad rywalami wynosiła 31,7 punktu.

     

    Na szczęście Wąsek jeszcze ją nieznacznie – bo tylko o 2,4 punktu – powiększył. Ale straty do najlepszych pozostały ogromne. Wygrali Niemcy – 260,9 punktu przed Polską, drugie miejsce zajęli Norwegowie – zgromadzili 248,1 punktu więcej od polskiego zespołu, a trzecie Austriacy – 239 punktów więcej od naszego mikstu.

     

    Wąsek uratował polski zespół i go poprowadził. Thurnbichler może się zastanawiać nad swoją decyzją

     

    I to właśnie Wąsek jako jedyny z polskiej czwórki prezentował się dość solidnie. Skoki na 118 i 123 metry nie były jego najlepszymi w ten weekend, ale wyglądały całkiem solidnie, choć w drugiej serii Polakowi powiało ponad dwa metry na sekundę pod narty w uśrednionym pomiarze, więc można było oczekiwać o wiele dalszego skoku. Jak wykorzystywać takie warunki chwilę później pokazał Wąskowi Anze Lanisek, który lądował na 129. metrze. Ale liderowi polskiej kadry tej zimy trzeba oddać, że w sobotę był w stanie poprowadzić zespół. A raczej uratować go przed zajęciem ostatniego miejsca w konkursie.

     

    Aleksander Zniszczoł, choć wydawało się, że z polskich skoczków ma największy maksymalny poziom w USA, skakał słabiutko. Jego 110 metrów w pierwszej serii to był występ rozczarowujący. 117,5 metra w finałowej tylko trochę poprawiło jego sytuację, ale z obydwu tych prób swojego zawodnika nie może być zadowolony trener Thomas Thurnbichler. Austriak wybrał go do składu mikstu zamiast Dawida Kubackiego, a to on był lepszy od Zniszczoła w ostatecznych wynikach sobotniego konkursu indywidualnego – zajął 20., a Zniszczoł 25. miejsce. Teraz może się zastanawiać, czy to na pewno była właściwa decyzja.

     

    Szkoda, że lepiej nie spisały się też polskie skoczkinie. Jednak one jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej miały tu drugą rywalizację indywidualną w ten weekend. Miały prawo być zmęczone, ale skoki Polek były wyjątkowo krótkie. Anna Twardosz uzyskała tylko 98,5 i 103 metry, a Pola Bełtowska 85 i 88 metrów.

     

    Próba generalna przed MŚ wypadła blado. Jeszcze jeden konkurs w Lake Placid przed Polakami

     

    Mikst w Lake Placid był próbą generalną przed mistrzostwami świata w Trondheim i nie trzeba długo analizować wyników, żeby stwierdzić, że Polska wypadła na niej blado.

     

    Celem, który wyznaczył kadrze na MŚ Thomas Thurnbichler, trener skoczków, jest piąte miejsce. Nieco realniej na tę sprawę patrzy szkoleniowiec kobiecej reprezentacji, Marcin Bachleda, który mówi o potrzebie wejścia do ósemki. Ta na dziś wydaje się możliwa, ale też niepewna. A brak awansu do serii finałowej na imprezie rangi mistrzowskiej zostałby przyjęty w Polsce jako absolutna kompromitacja.

     

    Na razie panie skończyły już rywalizację na PŚ w Lake Placid, a panów czeka jeszcze jedne zawody. O 16:00 czasu polskiego w niedzielę będą rywalizować na obiekcie w USA w drugim konkursie indywidualnym. Półtorej godziny wcześniej czekają ich kwalifikacje. Transmisja w Eurosporcie, TVN i na platformie Max.

  • Hurkacz postawił się Alcarazowi! To jednak nie wystarczyło do zwycięstwa

    Hurkacz postawił się Alcarazowi! To jednak nie wystarczyło do zwycięstwa

    Hurkacz postawił się Alcarazowi! To jednak nie wystarczyło do zwycięstw

     

    Finał turnieju ATP w Rotterdamie nie dla Huberta Hurkacza. Najlepszy polski tenisista przegrał w półfinale z Carlosem Alcarazem. Starcie trwało 143 minuty i zakończyło się w trzech setach.

     

    Początek spotkania był wymarzony dla Hurkacza. Już w drugim gemie przełamał rywala, a do tego dołożył dwa zwycięstwa przy swoich serwisach. Dość szybko Polak wyszedł na prowadzenie 3:0. Wówczas wydawało się, że ten set może pójść na jego konto. W pewnym momencie Hurkacz prowadził nawet 4:1 i 40:0 w gemie. Wtedy jednak przebudził się Alcaraz. .

     

    Trzeci zawodnik światowego rankingu nie pozwolił wrocławianinowi na ponowne przełamanie i sam zaczął skuteczniej punktować. W końcu przy wyniku 4:2 i serwisie Hurkacza Hiszpan wygrał gema i mieliśmy 1:1 w przełamaniach. Kluczowa dla losów pierwszej partii okazała się wymiana przy stanie 4:4. Podawał Polak, ale to Alcaraz wykorzystał czwarty break point i w kolejnym gemie serwował na zwycięstwo w secie.

     

    21-latek mógł cieszyć się z wygranej już po pierwszej piłce setowej. Pierwsza odsłona rywalizacji zakończyła się wynikiem 6:4.

     

     

     

    Drugiego seta obaj zawodnicy zaczęli od wygranych przy swoich serwisach. W kolejnych gemach nie poprzestawali. Polak i Hiszpan nadal byli bardzo skuteczni, kiedy rozpoczynali wymiany. W końcu na tablicy z wynikiem pojawił się rezultat 6:6 i stało się jasne, że konieczne będzie rozegranie tie-breaka.

     

     

     

    W nim więcej zimnej krwi zachował Hurkacz. Polak dwukrotnie przełamał rywala, zaś ten odpowiedział tym samym tylko raz. W ten sposób tenisista z Wrocławia doprowadził do wyrównania w całym meczu.

     

     

     

    Decydująca partia zaczęła się dobrze dla Alcaraza. Hiszpan już w drugim gemie przełamała Hurkacza i szybko wyszedł prowadzenie 3:0. Następnie obaj punktowali przy swoich podaniach. W końcu przy stanie 5:3 trzeci tenisista świata serwował na wygraną w meczu. Swoją szansę wykorzystał i zapewnił sobie awans do finału

     

     

     

    Hubert Hurkacz – Carlos Alcaraz 1:2 (4:6, 7:6, 3:6)

  • Genialny popis Igi Świątek, a tu niespodzianka. Wszystko przez Collins. WTA ogłasza

    Genialny popis Igi Świątek, a tu niespodzianka. Wszystko przez Collins. WTA ogłasza

    Genialny popis Igi Świątek, a tu niespodzianka. Wszystko przez Collins. WTA ogłasza

    Przed nami pierwsza w tym sezonie impreza rangi WTA 1000 – turniej w Dosze, którego wielką faworytką będzie walcząca o swój czwarty triumf z rzędu Iga Świątek. W przededniu otwarcia rywalizacji na kortach w Katarze oficjalny portal WTA postanowił podsumować to, co wydarzyło się na “tysięcznikach” w poprzednim sezonie, wspominając przy tym o kapitalnych popisach polskiej tenisistki, ale i niespodziance, do której doszło za sprawą Danielle Collins.

     

    Iga Świątek zapewniła sobie w ostatnich latach tytuł “królowej Kataru”, bo jako pierwsza w historii trzy razy z rzędu wygrała turniej w Dosze, a teraz powalczy o swój czwarty z rzędu tytuł. Znamy już ścieżkę, jaką Polka będzie musiała przejść w drodze do ewentualnego finału. 23-latka ze względu na swoje rozstawienie w pierwszej rundzie otrzymała rzecz jasna wolny los. W swoim premierowym spotkaniu zmierzy się natomiast z Greczynką Marią Sakkari lub kwalifikantką, która powalczy z nią o awans.

     

    Impreza w Dosze będzie pierwszym w tym roku turniejem rangi WTA 1000. Z tej okazji oficjalny portal organizacji zarządzającej kobiecym tenisem przygotował podsumowanie tego, co działo się w minionym sezonie na kortach w najważniejszych imprezach, nie licząc tych należących do Wielkiego Szlema.

     

    – To elitarne wydarzenia, podczas których najlepsze zawodniczk wykonują swoją pracę najpiej, jak potrafią. To nie przypadek, że rok temu trzy najwyżej sklasyfikowane w rankingu WTA zawodniczki wygrały najwięcej meczów w turniejach WTA: Iga Świątek 30, Aryna Sabalenka 28 i Coco Gauff 24 – czytamy.

     

    Popis Igi Świątek i niespodzianka od Danielle Collins. WTA wylicza przed turniejem w Dosze

     

    Chcąc zaintrygować fanów tenisa, eksperci WTA przygotowali także specjalne ciekawostki. Przy okazji pierwszej z nich doceniona została Iga Świątek. Jak się okazuje, Polka zanotowała w poprzednim sezonie największy współczynnik zwycięstw na imprezach WTA 1000. Wygrała 30 z 33 meczów, co daje 90,9 procenta wygranych pojedynków. To był więc popis w wykonaniu Igi Świątek. Nieoczekiwanie jednak drugi najlepszy wynik pod tym względem zanotowała… Danielle Collins, która schodziła z kortu jako wygrana przy okazji 81 procent swoich meczów (17 wygranych, 4 porażki).

     

    Kolejna niespodzianka także dotyczy Igi Świątek, która do spółki z Aryną Sabalenką zanotowała najwięcej, bo aż dziesięć zwycięstw z zawodniczkami z TOP 10 rankingu WTA. Za plecami dwóch czołowych tenisistek świata uplasowała się niespodziewanie Anna Kalinska z czterema triumfami na koncie.

     

    WTA doceniła dodatkowo to, jak w poprzednim sezonie spisywała się Aryna Sabalenka. A dokładnie to, jak wielki popłoch wśród reszty stawki wyczyniały jej uderzenia.

     

    – Nie było szokiem to, jak Aryna Sabalenka zachwycała jeśli chodzi o statystyki dotyczące siły. Występując w dziewięciu z dziesięciu turniejów WTA 1000, została liderką w kwestii zanotowanych asów z wynikiem 147 i oszałamiającą (dla tych, które znalazły się po drugiej stronie siatki) liczbą 1034 winnerów. Jej 551 winnerów po zagraniach forhendem to wynik o 211 lepszy od drugiej najlepszej Igi Świątek. I teraz to się nazywa dominacją – pisze WTA na swoim oficjalnym portalu.

     

  • Nieprawdopodobny zwrot w meczu Huberta Hurkacza o finał. Popis w tie-breaku! I ta końcówka

    Nieprawdopodobny zwrot w meczu Huberta Hurkacza o finał. Popis w tie-breaku! I ta końcówka

    Nieprawdopodobny zwrot w meczu Huberta Hurkacza o finał. Popis w tie-breaku! I ta końcówk

    To był prawdziwy rollercoaster! W półfinałowym starciu Huberta Hurkacza i Carlosa Alcaraza nie zabrakło efektownych wymian, potężnych serwisów i niespodziewanych zwrotów akcji. Ostatecznie, szalony pojedynek 6:4, (5)6:7, 6:3 wygrał Hiszpan, choć przede wszystkim w pierwszej części meczu na korcie dominował Polak, który raz po raz zaskakiwał swojego utytułowanego przeciwnika kolejnymi zagraniami. Mimo bolesnej porażki nasz tenisista, bez cienia wątpliwości, może być zadowolony ze swojego występu w Rotterdamie.

    “Hubi” w tym roku w Holandii grał bardzo dobrze i osiągnął życiowy sukces. Do tej pory nie był w stanie przebrnąć w Ahoy Arenie drugiej rundy, a tym razem udało mu się dotrzeć aż do półfinału. Było jednak jasne, że o kolejne zwycięstwo i miejsce w finale łatwo nie będzie, bo nasz reprezentant trafił na wielkiego faworyta całej rywalizacji, który w Rotterdamie rozstawiony jest z nr 1. Ale pomimo tego Polak wcale nie stał na straconej pozycji.

    Za wrocławianinem przemawiał przede wszystkim jego znakomity serwis, o którego sile Alcaraz przekonał się już w pierwszym gemie. 27-latek popisał się asem i oddał tylko jeden punkt, wygrywając pewnie do 15. A chwilę później… przełamał Hiszpana do zera. W trzecim gemie Hurkacz ponownie nie dał się zaskoczyć przy swoim podaniu i prowadził już 3:0.

    W kolejnej partii nasz tenisista znów miał break pointa, ale tym razem Hiszpan wyszedł z opresji i zdołał się obronić. Podobnie było przy stanie 1:4 z jego perspektywy, kiedy to Polak wypracował sobie aż trzy okazje do przełamania. Niestety, nawet to nie wystarczyło, aby po raz kolejny odebrać serwis faworytowi.

    4:1 i 40:0 to za mało! Hubert Hurkacz naprawdę przegrał tego seta
    To uskrzydliło Alcaraza, który w następnym gemie przycisnął “Hubiego” i doprowadził do równowagi. I to tuż po fenomenalnej akcji zakończonej triumfem wrocławianina. Ostatecznie, po długiej i zaciętej rozgrywce, lepszy okazał się młodszy z półfinalistów, który po kolejnej szalonej akcji wykorzystał pierwszego break pointa i odrobił stratę przełamania, a krótko po tym wyrównał stan seta, zwyciężając przy własnym serwisie bez straty punktu.

    Niestety, to nie był koniec problemów Hurkacza. W następnym gemie najlepszy tenisista znad Wisły znów stracił podanie i Hiszpan serwował na seta. Dość nieoczekiwanie jednak turniejowa “1” wyciągnęła pomocną dłoń i sprezentowała Polakowi break pointa. Niestety, podopieczny Ivana Lendla i Nicola Massu go nie spożytkował, a chwilę później przegrał seta.

    Hubert Hurkacz dał radę! Tie-break dla Polaka

    Druga odsłona rywalizacji mogła rozpocząć się dla naszego zawodnika najgorzej, jak tylko mogła, czyli od szybkiej utraty serwisu. 27-latek obronił jednak trzy break pointy i wygrał gem otwarcia. Od tego momentu obaj tenisiści prezentowali się przy swoim podaniu zdecydowanie pewniej i kibice nie byli świadkami nawet jednej równowagi. Oglądali za to kolejne znakomite wymiany, po których ręce same składały się do oklasków.

    Taki stan rzeczy utrzymał się do samego końca, a to oznaczało, że o wszystkim zadecyduje tie-break. W nim gra toczyła się punkt za punkt. Przy stanie 4:4 “Hubi” wyrzucił jednak w aut i Alcaraz uzyskał minibreaka. Gdy wydawało się, że może to być kluczowy moment spotkania, Hiszpan najpierw popełnił podwójny błąd serwisowy, a następnie przegrał wymianę i Polak dość niespodziewanie uzyskał setbola. I tej szansy nie zmarnował, doprowadzając do wyrównania w meczu.

    Zadecydowało jedno przełamanie… Carlos Alcaraz w wielkim finale

    Niestety, Hurkacz nie poszedł za ciosem i w trzeciego seta wszedł bardzo źle. W trzech pierwszych gemach ugrał tylko jeden punkt i po dziesięciu minutach przegrywał 0:3. W siódmej partii, przy stanie 2:4, Polak wyszedł na prowadzenie 30:0 i wydawało się, że stanie przed szansą na odrobienie przełamania. Innego zdania był jednak Alcaraz. Hiszpan zapisał na swoim koncie cztery kolejne punkty i wygrywał już 5:2.

    Naszego tenisistę było jeszcze stać na triumf przy swoim podaniu, ale chwilę później, Carlitos przypieczętował awans. Dokonał tego przy drugim meczbolu, kończąc całe starcie po dwóch godzinach i 23 minutach zażartej rywalizacji.

    W niedzielę, w meczu o tytuł, jego przeciwnikiem będzie Alex de Minaur. Australijczyk wygrał z Włochem Mattią Belluccim 6:3, 6:1. Rozstawiony z nr 3. 25-latek drugi rok z rzędu dotarł do finału w Rotterdamie. Dwanaście miesięcy temu przegrał z Jannikiem Sinnerem

  • Już wszystko jasne ws. Świątek. Informacja prosto z Dohy, nastąpiła aktualizacja drabinki

    Już wszystko jasne ws. Świątek. Informacja prosto z Dohy, nastąpiła aktualizacja drabinki

    Już wszystko jasne ws. Świątek. Informacja prosto z Dohy, nastąpiła aktualizacja drabink

     

    Zakończyły się już eliminacje do WTA 1000 w Dosze. Na tę informację czekała m.in. Iga Świątek, bowiem nasza tenisistka trafiła w drugiej rundzie zmagań na zwyciężczynię starcia Marii Sakkari z kwalifikantką. Teraz już wiemy, z kim Greczynka powalczy o prawo gry przeciwko raszyniance w 1/16 finału imprezy rozgrywanej w stolicy Kataru. Swoją pierwszą przeciwniczkę poznała także Magda Linette. Organizatorzy nie zwlekali z dolosowaniem zawodniczek z eliminacji i już zaktualizowali turniejową drabinkę.

     

    Iga Świątek posiada wolny los w pierwszej rundzie WTA 1000 w Dosze. W związku z tym Polka przystąpi do rywalizacji od drugiej fazy zmagań. Podczas piątkowego losowania okazało się, że nasza reprezentantka rozpocznie udział w turnieju w stolicy Kataru od starcia z Marią Sakkari lub kwalifikantką. Raszynianka musiała zatem zaczekać na sfinalizowanie eliminacji, by poznać swoją drugą potencjalną przeciwniczkę. Te dobiegły końca dzisiaj, tuż po godz. 15:00 czasu polskiego.

     

    Organizatorzy rozgrywek nie zwlekali z aktualizacją drabinki na stronie WTA i szybko dowiedzieliśmy, która z zawodniczek trafiła w dane miejsce. Wiemy już, że Iga Świątek zagra w swoim premierowym spotkaniu ze zwyciężczynią pojedynku Maria Sakkari – Elena-Gabriela Ruse. Rumunka awansowała do głównej rywalizacji dzięki wygranym z Taylor Townsend oraz Darią Saville.

     

    Magda Linette również poznała swoją przeciwniczkę. Polka zmierzy się z nieprzewidywalną Rosjanką

     

    Swoją rywalkę w pierwszej rundzie WTA 1000 w Dosze poznała także Magda Linette. I trzeba przyznać, że poznanianka mogła trafić zdecydowanie lepiej. 32-latka zmierzy się na otwarcie zmagań z nieprzewidywalną Weroniką Kudiermietową. Rosjanka, która była rozstawiona z “1” w eliminacjach, przeszła przez dwustopniowe rozgrywki po zwycięstwach z Sarą Errani i Eriką Andriejewą. Szykuje się zatem wymagające starcie dla Linette.

     

    Jeśli Magda awansuje do drugiej rundy turnieju w stolicy Kataru, to wówczas może dojść do polskiego pojedynku o miejsce w najlepszej “16” turnieju WTA 1000 w Dosze. A to dlatego, że tuż obok poznanianki znalazła się w drabince inna reprezentantka naszego kraju – Magdalena Fręch. Zawodniczka klubu KS Górnik Bytom również otworzy zmagania od wymagającej potyczki, bowiem jej przeciwniczką będzie Beatriz Haddad Maia. W przypadku niepowodzenia obu naszych tenisistek, rywalki stoczą rewanżowy pojedynek za mecz trzeciej rundy Australian Open. Wtedy Kudiermietowa pokonała Haddad Maię.

     

    Rywalizacja w głównej drabince WTA 1000 w Dosze wystartuje już jutro i potrwa aż do soboty, 15 lutego. Obrończynią tytułu jest oczywiście Iga Świątek, która wygrała trzy ostatnie edycje zmagań w stolicy Kataru. W ubiegłorocznym finale pokonała Jelenę Rybakinę. Teraz obie tenisistki mogą się ze sobą zmierzyć już w ćwierćfinale. Tym razem Polka nie jest najwyżej rozstawioną zawodniczką turnieju. To miano należy do Aryny Sabalenki, która wystartuje w Dosze po raz pierwszy od trzech lat.

  • Hurkacz czeka na mecz, a tu taka wiadomość z Rotterdamu. Polak już w finale

    Hurkacz czeka na mecz, a tu taka wiadomość z Rotterdamu. Polak już w finale

    Hurkacz czeka na mecz, a tu taka wiadomość z Rotterdamu. Polak już w final

    Najwcześniej o godz. 19:30 rozpocznie się rywalizacja z udziałem Huberta Hurkacza i Carlosa Alcaraza. Zanim dojdzie do polsko-hiszpańskiego starcia o finał ATP 500 w Rotterdamie, swój pojedynek w Ahoy Arena rozegrał już inny reprezentant naszego kraju – Jan Zieliński. Tenisista z Warszawy walczył o awans do decydującego pojedynku w duecie Sanderem Gillem. Po pasjonującej batalii pokonali liderów deblowego rankingu Marcelo Arevalo i Mate Pavicia 7:6(7), 7:6(6), dzięki czemu zagrają w niedzielę o pierwszy wspólny tytuł.

    Jan Zieliński i Sander Gille znakomicie prezentowali się podczas swoich dotychczasowych występów w Ahoy Arena. Na otwarcie uporali się z duetem Ivan Dodig/Zhizhen Zhang, a później odprawili parę Nikola Mektić/Michael Venus. Dzięki temu wywalczyli awans do pierwszego wspólnego półfinału.

    O finał imprezy rangi “500” w Rotterdamie przyszło im się zmierzyć z liderami rankingu ATP w deblu – Marcelo Arevalo i Mate Paviciem. Reprezentanci Salwadoru i Chorwacji współdzielą miejsce na szczycie zestawienia najlepszych deblistów. Duet rozstawiony z “1” również dotarł do sobotniego półfinału bez straty seta. Zapowiadało się zatem bardzo trudne wyzwanie dla Polaka i Belga.

    Jan Zieliński i Sander Gille w finale ATP 500 w Rotterdamie. Zwycięstwo z liderami rankingu

    Półfinałowe starcie rozpoczęło się niekorzystnie z perspektywy Zielińskiego i Gille’a. W drugim gemie, mimo prowadzenia 30-0, a potem 40-30, dopuścili do break pointa dla przeciwników. Liderzy rankingu ATP w deblu wykorzystali swoją okazję. Po kolejnym rozdaniu objęli już prowadzenie 3:0. W trakcie szóstego gema sytuacja zrobiła się jeszcze trudniejsza. Arevalo i Pavić mieli aż dwie okazje na 5:1, ale Jan i Sander wyszli z opresji.

    To był początek zmian. Polsko-belgijski duet nabrał wiary w to, że można jeszcze powalczyć o wygraną w pierwszym secie. W następnym rozdaniu wypracowali sobie aż trzy szanse na przełamanie powrotne. Udało się wykorzystać drugą z nich i w ten sposób Zieliński i Gille wrócili do gry o zwycięstwo w premierowej odsłonie. Kolejne gemy odbywały się bez większej historii, aż nadszedł dwunasty, tuż przed tie-breakiem. Marcelo i Mate osiągnęli prowadzenie 40-0, a to oznaczało cztery setbole dla duetu rozstawionego z “1”. W newralgicznym momencie Sander wyciągnął świetne serwisy, które pozwoliły doprowadzić do decydującej rozgrywki w pierwszej partii.

    Początek tie-breaka układał się korzystnie z perspektywy Zielińskiego i Gille’a. Wyszli na prowadzenie 3-1, ale rywale szybko wyrównali stan rywalizacji. W kolejnych minutach sytuacja znów układała się po myśli Polaka i Belga, dzięki czemu przy wyniku 6-4 pojawiły się dwa setbole dla duetu z naszym tenisistą. Rywale w doskonałym stylu odrobili jednak stratę, mieli nawet kolejną okazję na zamknięcie partii. Decydujący głos w premierowej odsłonie należał jednak do Jana i Sandera. Najpierw utrzymali dwa swoje podania, a później kapitalny return posłał Zieliński. Zagrał prosto w linię i dał wygraną swojej parze w secie 7:6(7).

    Druga odsłona przez długi czas przebiegała pod dyktando serwujących. Na pierwszego break pointa trzeba było zaczekać do siódmego rozdania. Wtedy Arevalo i Pavić doprowadzili do decydującej akcji ze stanu 15-40. Na szczęście wtedy Sander ponownie wyciągnął znakomite podanie, którym szybko zniwelował zagrożenie. Kilka minut później liderzy rankingu ATP znów doprowadzili do wyniku 40-40, tym razem po wygraniu aż trzech akcji z rzędu. Jan wytrzymał jednak presję i również posłał kapitalny serwis w kluczowym momencie.

    Marcelo i Mate konsekwentnie napierali przy podaniu polsko-belgijskiego duetu, także w jedenastym gemie wypracowali sobie break pointy – i to aż dwa. Jeszcze raz jednak Zieliński i Gille zaimponowali odpornością psychiczną. Ostatecznie o losach seta znów decydował tie-break. Rozgrywka rozpoczęła się niekorzystnie z perspektywy Jana i Sandera. Polak popełnił podwójny błąd serwisowy, a przeciwnicy zbudowali sobie prowadzenie 3-0. Duet z naszym reprezentantem nie spuszczał jednak z tonu. Szybko zniwelował przewagę rywali, a potem wypracował sobie dwie okazje na awans do finału. Arevalo i Pavić zdołali doprowadzić do jeszcze jednego wyrównania.

    Ostatnie dwie akcje potoczyły się po myśli Zielińskiego i Gille’a. Przy kolejnym meczbolu Jan znów błysnął returnem w samą linię. Dzięki temu Polak i Belg pokonali liderów rankingu ATP 7:6(7), 7:6(6) i zagrają w niedzielnym finale ATP 500 w Rotterdamie. Pojedynek o tytuł w grze podwójnej zaplanowano na godz. 13:00. Rywalami Jana i Sandera będą zwycięzcy spotkania Simone Bolelli/Andrea Vavassori – Julian Cash/Lloyd Glasspool.

  • Wiadomo już, co z Igą Świątek. WTA się tłumaczy, mówią o błędzie

    Wiadomo już, co z Igą Świątek. WTA się tłumaczy, mówią o błędzie

    Wiadomo już, co z Igą Świątek. WTA się tłumaczy, mówią o błędzie

    WTA sprowadziło na siebie gniew kibiców tenisa. Przed turniejem w Dausze ujawnione zostały dwie, mocno różniące się między sobą drabinki. Losowanie nie było jawne, co tym bardziej zaniepokoiło fanów, a krążące po sieci dwa zestawienia wprowadziły ogromny chaos. Pojawiły się też oskarżenia o oszustwo. Jak twierdzą władze kobiecego tenisa, doszło do błędu.

     

    Wcześniej w sieci pojawiły się dwie drabinki – jedna została opublikowana przez dziennikarzy, którzy zostali wpuszczeni na losowanie, by móc je obserwować. Inna drabinka wisiała później na oficjalnej stronie WTA. Z tej wpadki wyniknęło spore zamieszanie.

     

    Iga Świątek już wie, kiedy zagra. Oto oficjalna drabinka

     

    W pierwszej rundzie turnieju w Dausze, Iga Świątek ma wolny los i grę rozpocznie dopiero 11 lutego. Według oficjalnej drabinki rywalką w pierwszym meczu Polki może być Maria Sakkari – w drabince opublikowanej przez dziennikarzy Greczynka znajdowała się po drugiej stronie i mogła być potencjalną rywalką Aryny Sabalenki.

     

    Organizatorom zarzucano ustawianie losowania. Jego tajność również nie była dobrze widziana przez kibiców – turniej w Dausze ma rangę 1000, co oznacza, że jest jednym z najważniejszych w sezonie. Decyzja o zamknięciu losowania dla publiczności wydawała się dziwna. Ostatecznie jednak WTA postanowiło wyjaśnić, dlaczego doszło do zamieszania.

     

    WTA się tłumaczy

     

    W oświadczeniu przekazanym “Przeglądowymi Sportowemu”, WTA poinformowało, że doszło do błędu. “Przed zakończeniem losowania wykryto błąd techniczny. W związku z tym podjęto drugą próbę, która została ostatecznie zatwierdzona jako oficjalna” – przekazała organizacja.

     

    “Wygląda na to, że osoby będące na miejscu i śledzące losowanie na żywo opublikowały drabinkę, która nie była jeszcze rozlosowana w całości i zatwierdzona jako oficjalna, co wywołało całe nieporozumienie. Drabinka dostępna na naszej stronie internetowej jest prawidłowa i to jedyna wersja, jaką my, jako WTA, przedstawiliśmy” – podsumowano sytuację. Trudno jednak stwierdzić, czy takie wyjaśnienie uspokoi fanów tenisa. Ostatecznie Iga Świątek wciąż czeka na swoją rywalkę, z którą zagra we wtorek. Będzie to Maria Sakkari lub nieznana jeszczek walifikantka.