• Co za wyczyn! Polska olimpijka ustanowiła Rekord Guinnessa. “Kosmos”

    Co za wyczyn! Polska olimpijka ustanowiła Rekord Guinnessa. “Kosmos”

    Co za wyczyn! Polska olimpijka ustanowiła Rekord Guinnessa. “Kosmos”

    Do wielkiego wydarzenia doszło na pływalni Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Polska olimpijka Karolina Szczepaniak z Pekinu (2008) i Londynu (2012) ustanowiła nie tylko fantastyczny rekord kraju, ale też Rekord Guinnessa. Nasza zawodniczka pływała nieustannie przez 48 godzin. To jeden z etapów wielkiego projektu.

     

    Bez dwóch zdań wyczyn Karoliny Szczepaniak zasługuje na szacunek. Nasza olimpijka w pływaniu z Pekinu i Londynu podjęła się wielkiego wyzwania. Na pływalni Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie pływała nieustannie przez 48 godzin!

     

    W tym czasie 32-latka, zawodniczka AZS AWF Warszawa, przepłynęła dystans 149,025 km. To rekord Polski, ale też Rekord Guinnessa. To prawdziwy pokaz wytrwałości, siły i pasji, który zapisze się na kartach sportu.

     

    “Morze Emocji”. Karolina Szczepaniak przygotowuje się do wielkiego wyzwania

     

    “Blisko 150 km w 48 godzin. Kosmos” – napisała w mediach społecznościowych Alicja Tchórz do niedawna czołowa polska pływaczka.

     

    Szczepaniak karierę pływacką zakończyła osiem lat temu, ale postanowiła ją wznowić. Kryje się za tym wielki projekt “Morze Emocji”. 32-latka chce zostać pierwszą w historii Polką, która przepłynie Morze Bałtyckie.

     

    Celem jest ustanowienie rekordu świata w pływaniu ultra na wodach otwartych, poprzez przepłynięcie 172 km w linii prostej z Czołpina w Polsce do Olandii w Szwecji. Planowany czas tego wyczynu to około 70 godzin bez snu, bez dotykania łodzi asekuracyjnej.

     

    Podczas tej próby Karolina będzie musiała zmierzyć się z wieloma wyzwaniami, takimi jak: wejście w stan relaksacji podczas intensywnego wysiłku fizycznego, sen w trakcie pływania, dysocjacja od bólu obejmującego całe ciało, adaptacja do zmieniającej się temperatury wody.

     

    Cały projekt “Morze Emocji” ma również cel charytatywny – zbiórkę funduszy na rehabilitację oraz protezy dla dzieci i młodzieży po utracie kończyn górnych, realizowaną we współpracy z Fundacją Otwarte Ramiona.

     

    I właśnie wyczyn na pływalni AWF w Warszawie był jednym z etapów tego projektu.

  • Potwierdziły się doniesienia ws. Agnieszki Radwańskiej. Nad ranem podzieliła się radością ze światem

    Potwierdziły się doniesienia ws. Agnieszki Radwańskiej. Nad ranem podzieliła się radością ze światem

    Potwierdziły się doniesienia ws. Agnieszki Radwańskiej. Nad ranem podzieliła się radością ze świate

     

    Agnieszka Radwańska od ładnych kilku lat cieszy się życiem na “sportowej emeryturze”. Tenisistka postanowiła skupić się na życiu rodzinnym i spełnianiu swoich marzeń, na co nie miała za wiele czasu, gdy była aktywna zawodowo. Jakiś czas temu wróciła jednak na korty, ale tym razem w roli drugiej trenerki Magdy Linette. Ich współpraca trwa już od połowy grudnia. Teraz “Isia” postanowiła zrobić sobie przerwę. Oto co w środowy poranek przekazała swoim fanom na Instagramie.

     

    Zanim Iga Świątek pojawiła się na kortach, to bez wątpienia Agnieszka Radwańska była naszą gwiazdą tej dyscypliny. “Isia” została pierwszą Polką, która dotarła do 2. miejsca światowego rankingu i wygrała WTA Finals – imprezę kończącą sezon.Wielkim wsparciem był dla niej bez wątpienia Dawid Celt, jej sparingpartner, który potem został jej mężem. Para doczekała się syna, który jest ich oczkiem w głowie.

     

    Spore zmiany w życiu Agnieszki Radwańskiej

     

    Przez ostatnie lata słynna krakowianka cieszyła się urokami “sportowej emerytury”, na którą przeszła z powodów problemów zdrowotnych. W połowie grudnia 2024 roku okazało się, że Agnieszka nieco zatęskniła za kortami i została drugą trenerką Magdy Linette, o czym poinformowała uradowana poznanianka.

     

    Byłam niesamowicie zachwycona faktem, że Agnieszka Radwańska zechciała dołączyć do mojego teamu. Było to dla mnie zaskoczenie. Bardzo niepewnie zapytałam, nie sądziłam, że będzie miała ochotę wrócić (…) Będzie częścią mojego teamu jako drugi trener, jako konsultant. Póki co będzie to 8-10 tygodni. Ustaliłyśmy sobie czas do końca sezonu na kortach ziemnych i zobaczymy, jak to będzie funkcjonowało, jak uda nam się wszystko rozplanować” – opowiadała w programie “Break Point”.

     

    Agnieszka Radwańska podzieliła się radością ze światem. Doniesienia się potwierdziły

     

    Po intensywnych treningach nadszedł w końcu czas na wyczekiwany zapewne wypoczynek. Jak zresztą “Isia” opowiadała w wywiadach, podróże to jej największa pasja, na którą nie szczędzi grosza.

     

    Potrafię wydać pieniądze, ale raczej z głową. Teraz chyba najbardziej wydaję na okulary przeciwsłoneczne i na podróże. Na podróże faktycznie wydaję sporo, lubię poznawać miejsca i podróżować” – zwierzyła się również w programie Break Point, którego twórcami są Marek Furjan oraz jej mąż, Dawid Celt.

     

    Radwańska cieszy się w sieci sporą popularnością. Jej konto na Instagramie śledzi ponad 300 tysięcy internautów. “Isia” jest tam zresztą bardzo aktywna i chętnie dzieli się nowinami ze swojego życia. Tak też było w środowy poranek. W relacjach zamieściła bowiem nagrania z lotniska, gdy podążą swoją ulubioną “vip line” do samolotu. Agnieszka na wakacje nie wybrała się jednak sama. Towarzyszył jej ukochany synek Kuba. Trudno się nie wzruszyć takim widokiem. Na razie “Isia” nie zdradziła, gdzie wybrała się na rodzinny urlop. Zapewne niebawem uchyli jednak rąbka tajemnicy i podzieli kolejnymi zdjęciami z jakiegoś rajskiego wypoczynku. 

  • Serena Williams skradła show. Głośno o tym, co zrobiła na Super Bowl

    Serena Williams skradła show. Głośno o tym, co zrobiła na Super Bowl

    Serena Williams skradła show. Głośno o tym, co zrobiła na Super Bowl

     

    Serena Williams zaskoczyła widzów Halftime Show, tańcząc na scenie w trakcie występu Kendricka Lamara. Pojawiła się w nieprzypadkowym momencie, bowiem utwór “Not Like Us”… oskarża jej byłego partnera o pedofilię. Drake, o którym mowa w utworze, napisał przed laty piosenkę dla wybitnej tenisistki.

     

    Kendrick Lamar był bohaterem Halftime Show, czyli koncertu w przerwie Super Bowl. Raper, który niedawno otrzymał pięć statuetek Grammy, wywołał sporo kontrowersji. Lamar droczył się z widzami, ale ostatecznie odśpiewał swój hit “Not Like Us”, w którym oskarża o pedofilię innego rapera — Drake’a. Podczas wykonywania utworu na scenie pojawiła się Serena Williams. 43-letnia tenisistka zatańczyła do głośnego przeboju.

     

    Serena Williams zrobiła furorę na Halftime Show

    Jej występ w tym konkretnym momencie może nie być przypadkowy. Tenisistka, według amerykańskiej prasy, przed laty spotykała się z Drakem. Ten w materiale BTS ujawnił, że utwór “Too good” napisał właśnie dla Amerykanki. “Serena krótko spotykała się z Drake’iem około 2011 r. i chociaż nie zakończyło się to zbyt dobrze, od tego czasu pozostają przyjaciółmi” — mówił jeden z informatorów portalowi Page Six.

     

    Tenisistka zrobiła furorę swoim tańcem, a na profilu WTA została nazwana MVP [najlepszym zawodnikiem] Super Bowl.

     

    Super Bowl zakończyło się sensacyjną porażką obrońców tytułu Kansas City Chiefs, którzy mieli przejść do historii, zdobywając trzeci tytuł mistrzowski z rzędu. Zamiast tego polegli 22:40 z Philadelphia Eagles.

  • Szalony tie-break i popis Igi w drugim secie. Tak Rybakina poległa ze Świątek w Dosze

    Szalony tie-break i popis Igi w drugim secie. Tak Rybakina poległa ze Świątek w Dosze

    Szalony tie-break i popis Igi w drugim secie. Tak Rybakina poległa ze Świątek w Dosz

    Można powiedzieć, że w obliczu odpadnięcia wielu zawodniczek z czołowej “10” rankingu WTA z turnieju w Dosze już po ich pierwszym meczu, drugie starcie Igi Świątek z Jeleną Rybakiną będzie przedwczesnym finałem tego turnieju. Tym bardziej że pojedynek ten będzie powtórką wielkiego finału tego samego turnieju sprzed roku. Wówczas polska tenisistka Kazaszkę po dwóch skrajnie różnych setach.

    Iga Świątek w tym roku walczy o to, aby turniej w Dosze wygrać po raz czwarty z rzędu. Przed rokiem to właśnie Jelena Rybakina była jej finałową rywalką. Polka nie rozpoczęła tamtego pojedynku najlepiej. Dwa pierwsze przełamania w meczu padły łupem Rybakiny i w pewnym momencie Kazaszka prowadziła już 4:1.

    Świątek wróciła z 1:4. Wygrała po szalonym tie-breaku, w drugim secie zagrała koncert i sięgnęła po tytuł

    Polka w kluczowym momencie seta stanęła na wysokości zadania i przełamała na 2:4, a później na 4:4. W pierwszym secie doszło do tie-breaka, który dramaturgią dorównał całemu setowi. Ostatecznie to Polka wygrała go 10:8 dopiero po czwartej piłce setowej.

    Przegranie pierwszego seta w takich okolicznościach dla Jeleny Rybakiny okazało się bardzo bolesnym ciosem. Iga Świątek natomiast dostała wiatru w żagle przed kolejną odsłoną. Można powiedzieć, że mentalnie obie rywalki w tym momencie znajdowały się na dwóch przeciwnych biegunach.

    Iga Świątek wykorzystała tę sytuację i w drugim secie przełamała już na 2:1. W siódmym gemie polska tenisistka ponownie wygrała gema przy serwisie Rybakiny. Przy stanie 5:2 dla Polki losy finału były już przesądzone. Przy następnej okazji Świątek wygrała do 15, a całego seta 6:2. W takich okolicznościach Polka sięgnęła po swój trzeci triumf w turnieju w Dosze.

    Wcześniej Jelena Rybakina była nazywana “zmorą” Igi Świątek, ponieważ potrafiła wygrywać z nią regularnie. W ostatnich latach ta sytuacja się zmieniła, choć nadal nie na korzyść Polki. Do tej pory Świątek i Rybakina grały ze sobą 7 razy, a 4 z tych meczów wygrywała Kazaszka. W ćwierćfinale tegorocznego turnieju w Dosze Polka będzie miała okazję wyrównać ich bilans bezpośrednich spotkań.

  • Abramowicz zobaczyła, co zarzucono Świątek. “Nie do przyjęcia”

    Abramowicz zobaczyła, co zarzucono Świątek. “Nie do przyjęcia”

    Abramowicz zobaczyła, co zarzucono Świątek. “Nie do przyjęcia”

    Najbardziej rażące i naruszające osobiste granice są chyba sugestie, że Iga udaje kontuzje. Sporo było też takich treści po meczu z Rybakiną w Rzymie, że to na pewno nie była kontuzja, tylko że to był na pewno atak paniki – mówiła nam Daria Abramowicz krótko po chyba najdziwniejszym meczu Igi Świątek z Jeleną Rybakiną w historii ich pojedynków. Teraz te świetne tenisistki zmierzą się już po raz ósmy. Stawką będzie półfinał turnieju WTA 1000 w Dosze.

     

    Rok temu zagrały w Dosze świetny finał, a teraz zmierzą się już w ćwierćfinale. To będzie ich ósmy pojedynek. Iga Świątek przegrywa z Jeleną Rybakiną 3:4. Choć są tacy, którzy twierdzą, że bardziej remisuje 3:3. W każdym razie trener Wim Fissette to właśnie w urodzonej w Moskwie reprezentantce Kazachstanu widzi najtrudniejszą dla Igi rywalkę na świecie.

     

    “Trener Igi Świątek wskazał jej najtrudniejszą rywalkę i nie jest nią Aryna Sabalenka” – taka wiadomość obiegła świat w grudniu. Tenisowe serwisy cytowały wywiad, jakiego Fissette udzielił “Przeglądowi Sportowemu”. I argumentowały liczbami – z Sabalenką, obecną liderką rankingu WTA, Świątek ma bilans 8:4. Tymczasem z Rybakiną jest na minusie.

     

    Ten minus jest już mniejszy po ich meczu sprzed miesiąca. W ramach United Cup w Sydney Świątek wygrała 7:6, 6:4. Jeśli teraz znów wygra, wyrówna stan rywalizacji z Rybakiną. Ale część kibiców Igi cały czas nie może odżałować jednego z przegranych przez nią meczów z tą przeciwniczką. Bo Iga musiała wtedy zejść z kortu przy remisie.

     

    Udo, bandaż, a za chwilę Roland Garros – Świątek musiała zrezygnować

    To było w maju 2023 roku. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie było 6:2, 6:7 i 2:2, patrząc z perspektywy Świątek, gdy Polka skreczowała. Iga doznała kontuzji już w tie-breaku drugiego seta. Na trzecią partię wróciła z obandażowanym udem. Walczyła, ale musiała przestać. Musiała, choć część widzów tamtego meczu nie wiadomo dlaczego uznała, że było inaczej. W mediach społecznościowych niektórzy zarzucali Idze, że stchórzyła, że symulowała kontuzję!

     

    – Media społecznościowe zaburzają poczucie pewności siebie i samoocenę. Czytając o sobie treści, które podważają, że jesteśmy w czymś dobrzy, zaczynamy myśleć, czy aby na pewno jesteśmy dobrzy. Chcąc nie chcąc, zasiewa się w nas wątpliwość […] Najbardziej rażące i naruszające osobiste granice są chyba sugestie, że Iga udaje kontuzje. Sporo było też takich treści po meczu z Rybakiną w Rzymie, że to na pewno nie była kontuzja, tylko że to był na pewno atak paniki. Nie do przyjęcia są takie niby diagnostyczne treści. Tego rodzaju komentarze są absolutnie krzywdzące i bardzo mocno wpływają na każdego, kto ich doświadcza. Kropka – mówiła dla Sport.pl Daria Abramowicz kilkanaście dni po tamtym meczu.

     

    Świątek nie jest z teflonu

    – Albo jeszcze jedno – wyobrażam sobie, że pod naszą rozmową pojawiają się komentarze, że jeśli na Igę coś takiego wpływa, to znaczy, że jest słaba. Nie, nie jest słaba. Każdy, kto otrzymywałby takie treści, byłby nimi dotknięty. Absolutną niemożliwością jest być z teflonu, od którego wszystko się odbija – dodawała psycholożka pracująca ze Świątek.

     

    Ciekawe światło na tamten krecz Igi rzucił też wkrótce Maciej Ryszczuk, czyli jej trener przygotowania fizycznego i zarazem fizjoterapeuta.

     

    Z ręką na sercu: w momencie kontuzji w meczu z Rybakiną w Rzymie pomyślałeś, że Roland Garros może Idze uciec? – pytałem już po tym jak Świątek zagrała w Paryżu i Rolanda wygrała.

     

    – Tak naprawdę była chwila, gdy poważnie się wystraszyłem. Iga tak dziwnie postawiła nogę, że bałem się czy nie uszkodziła więzadła krzyżowego. Jednak kiedy zobaczyłem, że chociaż nie może się swobodnie ruszać, to jednak może dalej grać gem za gema z Rybakiną, to zrozumiałem, że nie stało się nic aż takiego, co by wymagało hospitalizacji. Ale rezygnacja z dokończenia tamtego meczu była konieczna, żeby nie pogłębić urazu i żeby próbować zdążyć na Rolanda. Kwestia była taka, że przed nami albo tydzień albo trzy tygodnie trudnej roboty. Wyszło, że uraz mięśniowy jest na tyle poważny, że do ostatniej chwili przed Rolandem musieliśmy się wstrzymywać z pewnymi rzeczami w treningu. Ale zdążyliśmy – wyjaśniał.

     

  • Nagła wiadomość ws. Szczęsnego, a potem burza w Barcelonie. Flick popełnił błąd, dziś już to wie

    Nagła wiadomość ws. Szczęsnego, a potem burza w Barcelonie. Flick popełnił błąd, dziś już to wie

    Nagła wiadomość ws. Szczęsnego, a potem burza w Barcelonie. Flick popełnił błąd, dziś już to wi

     

    Kataloński dziennik “Mundo Deportivo” poinformował o tym, że przyszłość Inakiego Peni, który dziś pełni rolę zmiennika Wojciecha Szczęsnego w FC Barcelona jest niepewna, ponieważ w tym momencie klub rozważa przedłużenie umowy z Polakiem o kolejny rok. On wówczas w hierarchii Flicka spadłby na trzecie miejsce – również za ter Stegenem. Gabriel Sans informuje również o pewnym błędzie Hansiego Flicka. Niemiec miał zdać sobie z niego sprawę po rozmowie z członkami swojego sztabu i Inakim Peną.

     

    Kiedy Marc-Andre ter Stegen doznał poważnej kontuzji kolana, w jego miejsce wskoczył Inaki Pena. Później do zespołu dołączył Wojciech Szczęsny, ale mimo to Pena utrzymywał miejsce w wyjściowym składzie FC Barcelona. Ta sytuacja zmieniła się nagle. W dniu meczu Ligi Mistrzów z Benficą Łukasz Wiśniowski w portalu Meczyki.pl zapowiedział, że Wojciech Szczęsny zagra w podstawowym składzie. Informacja ta pojawiła się na kilka godzin przed spotkaniem, a później została potwierdzona w Barcelonie.

     

    O tym, że ma grać Szczęsny, Pena miał dowiedzieć się z mediów. Flick przyznał, że popełnił tu błąd

     

    Co ciekawe, Inaki Pena o tym, że nie zagra z Benficą, miał dowiedzieć się z mediów. Hansi Flick swoją decyzję przekazał tylko Wojciechowi Szczęsnemu. Hansi Flick po rozmowie z Hiszpanem i członkami sztabu szkoleniowego po wszystkim miał przyznać, że popełnił błąd, rozgrywając sprawę w taki sposób.

     

    Decyzja została podjęta tego samego dnia i została przekazana polskiemu bramkarzowi, ale nie Inakemu Peni, który dowiedział się o tym za pośrednictwem prasy. Wcześniej myślał, że będzie numerem jeden w meczu Ligi Mistrzów. Wiadomość pojawiła się w Polsce i została potwierdzona w Barcelonie na kilka godzin przed meczem. Niemiecki trener przyznał w późniejszej rozmowie z zawodnikiem i członkami swojego sztabu, że nie było to najlepsze zarządzanie – podaje “Mundo Deportivo” powołując się na klubowe źródło.

     

    Według Gabriela Sansa było to poważne naruszenie zaufania Inakego Peni. Zostało to podane jako powód, z którego pozostanie Hiszpana w klubie ze stolicy Katalonii stanęło pod wielkim znakiem zapytania. Sprawę jeszcze bardziej komplikuje to, że w tym momencie FC Barcelona planuje przedłużyć umowę z Wojciechem Szczęsnym o kolejny rok. To by oznaczało, że po powrocie Marca-Andre ter Stegena Inaki Pena byłby dopiero trzecim w kolejności bramkarzem “Dumy Katalonii”.

     

    Umowa Inakego Peni z Barceloną obowiązuje do końca sezonu 2025/26. Jeśli klub chce sprzedać tego bramkarza, zarabiając przy tym jakiekolwiek pieniądze, ostatnią szansę będzie miał po zakończeniu bieżącej kampanii.

     

    Mecz Ligi Mistrzów z Benficą, o którym wspomniane było powyżej, FC Barcelona wygrała 5:4. Spotkanie to było niezwykle szalone, emocjonujące i pełne zwrotów akcji. “Duma Kataloni” odrobiła w nim dwubramkową stratę, a ostatecznie zdołała zwyciężyć. W drugiej połowie Szczęsny, przy stanie 4:4, wybronił rewelacyjnie strzał Di Marii w sytuacji “sam na sam”.

     

    Trzeba jednak przypomnieć o tym, że w pierwszej połowie polski bramkarz popełnił dwa duże błędy prowadzące bezpośrednio do straty gola. Jednak od kilku spotkań Szczęsny notuje regularny postęp w swojej grze w barwach Barcelony, a jego pozycja w wyjściowym składzie stała się całkowicie stabilna.

  • Ledwo Świątek wygrała w Dosze, a tu WTA już ogłasza. I jeszcze ten komentarz samej Igi

    Ledwo Świątek wygrała w Dosze, a tu WTA już ogłasza. I jeszcze ten komentarz samej Igi

    Ledwo Świątek wygrała w Dosze, a tu WTA już ogłasza. I jeszcze ten komentarz samej Ig

     

    Po zaciętym meczu Iga Świątek pokonała Lindę Noskovą 6:7(1), 6:4, 6:4, dzięki czemu zapewniła sobie awans do ćwierćfinału turnieju w Dosze. W następnej rundzie spotka się z Jeleną Rybakiną. Fakt ten odnotowuje oficjalny serwis WTA. Przytoczono statystyki pojedynków obu tenisistek. Następnie znienacka nawiązano do innych czołowych zawodniczek, które pożegnały się z Katarem. Ogłoszono ciekawy wniosek i obwieszczono możliwą wendettę Kazaszki. Tymczasem głos w sprawie piątkowego starcia zabrała sama Iga.

     

    Iga Świątek stoczyła zacięty bój o awans do ćwierćfinału turnieju WTA 1000 w Dosze. Mecz z Lindą Noskovą pełen był emocjonujących zwrotów akcji i rozpoczął się lepiej dla Czeszki, która po pierwszym secie objęła prowadzenie. Kolejne dwa sety należały jednak do Polki (ostateczny rezultat: 6:7(1), 6:4, 6:4) i to ona będzie miała szansę sprawdzić się w pojedynku z Jeleną Rybakiną (piątek 14 lutego).Łatwo zapewne nie będzie, a statystyka przemawia delikatnie na korzyść Kazaszki. Ona i Iga krzyżowały rakiety siedmiokrotnie, z czego cztery razy wygrywała Rybakina (Australian Open 2023, Indian Wells 2023, Rzym 2023 – po kreczu Świątek, Stuttgart 2024). Ostatni raz spotkały się na korcie niedawno, bo na początku stycznia przy okazji United Cup. Wówczas górą była Polka (7:6, 6:4). Doświadczenia te doprowadziły Igę do pewnych wniosków, którymi podzieliła się ze światem tuż po pojedynku z Noskovą.

     

    Stanowcze słowa Igi Świątek przed meczem z Jeleną Rybakiną. “Trudna walka”

     

    Zgodnie z przyjętym zwyczajem tuż po meczu w 1/8 finału turnieju w Katarze zwyciężczyni starcia stanęła przed kamerą i na gorąco odpowiedziała na kilka pytań. Jedno z nich dotyczyło opinii na temat następnej rywalki, w tym przypadku Jeleny Rybakiny. Co tak naprawdę Iga Świątek sądzi o Kazaszce?

     

    “Musisz zagrać na sto procent swoich możliwości, jeśli chcesz z nią wygrać. Skorzystam ze swojego doświadczenia zdobytego m.in. przy okazji ostatniego rozegranego z nią meczu. Nie będzie łatwo. To będzie trudna walka” – dodała, a następnie podziękowała za krótką rozmowę i odeszła w kierunku trybun.

     

    O zbliżającym się starciu Świątek – Rybakina rozpisuje się oficjalny serwis WTA, który wieszczy możliwy rewanż za zeszłoroczny finał w Dosze, który należał do Igi. Zauważono też, że obie tenisistki są obecnie najwyżej rozstawionymi zawodniczkami, które pozostały w grze w turnieju w Katarze. Wcześniej z cyklem pożegnały się Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Zheng Qinwen, Paula Badosa i Jasmine Paolini.

     

    Chociaż Świątek jest czterokrotną mistrzynią Rolanda Garrosa, to Rybakina wygrała oba ich mecze na kortach ziemnych: dwa lata temu w Rzymie i w zeszłym roku w Stuttgarcie. Świątek ma przewagę 3-2 na kortach twardych, wliczając w to jedyny mecz w tym roku, który odbył się mniej niż sześć tygodni temu na United Cup w Sydney” – czytamy.

     

    Zacytowano również wypowiedź Jeleny na temat wiceliderki rankingu WTA. “To zdecydowanie najtrudniejsza przeciwniczka, z jaką przyjdzie mi się zmierzyć w tym turnieju. Ale skupiam się przede wszystkim na sobie i swojej taktyce na korcie” – miała powiedzieć.

  • Ewa Pajor: Ostatni kawałek w niepowstrzymanym ataku FC Barcelona Femeni

    Ewa Pajor: Ostatni kawałek w niepowstrzymanym ataku FC Barcelona Femeni

    Ewa Pajor: Ostatni kawałek w niepowstrzymanym ataku FC Barcelona Femeni
    Ewa Pajor: Ostatni kawałek w niepowstrzymanym ataku FC Barcelona Femení

    Gdy FC Barcelona Femení latem 2024 roku ogłosiła transfer Ewy Pajor, świat kobiecej piłki wiedział, że kataloński klub właśnie dodał brakujący element do już niemal perfekcyjnego ataku. Polska napastniczka, przez lata gwiazda VfL Wolfsburg, stała się nową bronią Blaugrany, uzupełniając ofensywne trio, które teraz wydaje się nie do zatrzymania.

    Transfer, który miał sens

    Pajor od lat była jedną z najbardziej bramkostrzelnych zawodniczek Europy. Jej niesamowita skuteczność, szybkość i umiejętność gry w polu karnym uczyniły ją kluczową postacią Bundesligi. Przejście do Barcelony było więc naturalnym krokiem w jej karierze – klub od dawna szukał zawodniczki, która doda nową dynamikę do ich ataku, zwłaszcza po kilku odejściach w poprzednich sezonach.

    Zawodniczka świetnie wpasowała się w styl gry zespołu, który opiera się na technicznej dominacji, szybkiej wymianie podań i wysokim pressingu. Dzięki temu Pajor nie musiała długo czekać na pierwsze bramki i asysty w barwach Blaugrany.

    Jak Pajor wzmocniła atak Barcelony?

    Przed jej transferem ofensywa Barcelony i tak była jedną z najmocniejszych na świecie, z takimi gwiazdami jak Aitana Bonmatí, Caroline Graham Hansen czy Salma Paralluelo. Jednak Pajor wniosła do zespołu coś, czego wcześniej brakowało – naturalnego snajpera, który doskonale odnajduje się w polu karnym.

    Jej największe atuty:

    Instynkt strzelecki – Pajor potrafi zdobywać bramki w każdej sytuacji, zarówno po dośrodkowaniach, jak i po strzałach z dystansu.

    Szybkość i siła fizyczna – dzięki temu jest nie tylko groźna w kontratakach, ale także trudna do powstrzymania dla defensorek rywalek.

    Doświadczenie na najwyższym poziomie – grając przez lata w Wolfsburgu i regularnie rywalizując w Lidze Mistrzyń, Pajor przywykła do presji i wielkich meczów.

    Nowe możliwości dla Barcelony

    Dodanie Pajor do składu sprawiło, że trener Jonatan Giráldez ma jeszcze większą elastyczność w ofensywie. Może rotować ustawieniem, stawiając na klasyczne 4-3-3 z Pajor jako centralnym napastnikiem lub na bardziej dynamiczne 4-2-3-1, gdzie Polka może współpracować z Salmą Paralluelo w ataku.

    Dzięki jej obecności Barcelona ma większą różnorodność w sposobach zdobywania bramek – może zarówno dominować poprzez kombinacyjną grę, jak i zaskoczyć rywala szybkim kontratakiem, w którym Pajor czuje się doskonale.

    Czy Barcelona stanie się niepokonana?

    Już przed transferem Pajor FC Barcelona była jednym z faworytów do zwycięstwa w każdej rozgrywce, w której brała udział. Teraz, z nową napastniczką, Blaugrana wydaje się jeszcze trudniejsza do pokonania. Jeżeli Polka utrzyma swoją skuteczność i zdrowie, może odegrać kluczową rolę w kolejnych triumfach Barcelony, zarówno w hiszpańskiej Primera División, jak i w Lidze Mistrzyń.

    Jedno jest pewne – Ewa Pajor była brakującym ogniwem w ataku Barcelony. Teraz, gdy puzzle zostało ułożone, rywalki muszą się przygotować na najpotężniejszą ofensywę w kobiecej piłce nożnej.

     

  • Robert Lewandowski zdetronizowany w walce o koronę w LM! I to nie koniec

    Robert Lewandowski zdetronizowany w walce o koronę w LM! I to nie koniec

    Robert Lewandowski, napastnik FC Barcelony, został zdetronizowany w walce o koronę króla strzelców Ligi Mistrzów UEFA w sezonie 2024/2025. Po imponującym początku rozgrywek, gdzie prowadził z dorobkiem dziewięciu bramek, został wyprzedzony przez innych zawodników.

     

    W styczniu 2025 roku Lewandowski był liderem klasyfikacji strzelców z dziewięcioma golami na koncie. Tuż za nim plasował się jego klubowy kolega, Raphinha, z ośmioma trafieniami.

     

    Jednak w miarę postępu rozgrywek inni napastnicy zaczęli nadrabiać straty. Erling Haaland z Manchesteru City oraz Kylian Mbappé z Paris Saint-Germain wykazali się wyjątkową skutecznością, co pozwoliło im wyprzedzić Lewandowskiego w klasyfikacji strzelców.

     

    Pomimo utraty pozycji lidera, Lewandowski nadal odgrywa kluczową rolę w ofensywie Barcelony. Jego doświadczenie i umiejętności są nieocenione dla drużyny, która wciąż walczy o najwyższe cele w europejskich rozgrywkach.

     

    Warto również zauważyć, że Lewandowski w listopadzie 2024 roku dołączył do elitarnego grona zawodników, którzy zdobyli 100 bramek w Lidze Mistrzów, stając się trzecim piłkarzem w historii, który osiągnął ten kamień milowy, po Cristiano Ronaldo i Lionelu Messim.

     

    Sezon 2024/2025 Ligi Mistrzów wkracza w decydującą fazę, a rywalizacja o tytuł króla strzelców pozostaje otwarta. Fani na całym świecie z niecierpliwością czekają na kolejne mecze, które z pewnością dostarczą wielu emocji i niespodzianek.

     

     

  • Robert Lewandowski ujawnił prawdę o relacjach z piłkarzami Barcelony

    Robert Lewandowski ujawnił prawdę o relacjach z piłkarzami Barcelony

    Robert Lewandowski, odkąd dołączył do FC Barcelony, stał się nie tylko kluczowym zawodnikiem na boisku, ale również ważnym liderem w szatni. Jego relacje z kolegami z drużyny, zwłaszcza z młodszymi piłkarzami, są pełne wzajemnego szacunku i zrozumienia.

     

    W sierpniu 2024 roku Lewandowski w rozmowie z “CBS Sports Golazo” podkreślił, jak bardzo ceni sobie współpracę z młodymi talentami Barcelony. “Uwielbiam spędzać czas z piłkarzami z młodej generacji, bo myślą inaczej niż zawodnicy z mojego pokolenia” – mówił Polak. Dodał również, że jego doświadczenie może być dla nich cenne, a jednocześnie czerpie od nich energię i świeże spojrzenie na grę.

     

    Jednym z przykładów bliskiej współpracy jest jego relacja z Pedrim. Już w sierpniu 2022 roku media donosiły o ich doskonałym porozumieniu na boisku i poza nim. Wspólne treningi i wzajemne wsparcie przyczyniły się do lepszej gry zespołu.

     

    Lewandowski nie unikał również odpowiedzialności w trudnych momentach dla drużyny. W marcu 2024 roku, po serii nieudanych meczów, zorganizował w swoim domu spotkanie dla całego zespołu, aby zjednoczyć drużynę i omówić bieżące problemy. “Czułem, że coś nie gra. (…) Pogadaliśmy sobie, myślę bardziej to dla młodych zawodników” – relacjonował w rozmowie z TVP Sport.

     

    Dzięki takim działaniom Lewandowski zyskał miano lidera zarówno na boisku, jak i poza nim, stając się wzorem do naśladowania dla młodszych kolegów z drużyny.