• Mecz Świątek – Kalinska już “rozstrzygnięty”? Niewiarygodne, co sugeruje Rosjanka

    Mecz Świątek – Kalinska już “rozstrzygnięty”? Niewiarygodne, co sugeruje Rosjanka

    Anna Kalińska nie kryje pretensji do organizatorów turnieju WTA 1000 w Cincinnati przed ćwierćfinałowym meczem z Igą Świątek. Rosjanka uważa, że została potraktowana niesprawiedliwie, choć w rzeczywistości część jej zarzutów można zrozumieć jedynie częściowo. Natomiast sugestia, że godzina meczu została ustalona specjalnie z myślą o polskiej tenisistce, wydaje się przesadzona i pozbawiona podstaw.

    Spór o harmonogram Spotkanie Świątek – Kalińska zaplanowano na piątek, na godzinę 11:00 czasu miejscowego (w Polsce będzie to 17:00). Rosjanka twierdzi, że termin ten jest dla niej wyjątkowo niekorzystny. W mediach społecznościowych opisała, że po zwycięskim meczu czwartej rundy z Jekateriną Aleksandrową wróciła do hotelu dopiero o 2:40 w nocy, a zasnęła około 4:00. Kilka godzin później odbyła trening, a następnie dowiedziała się, że już następnego dnia rano ma wyjść na kort w ćwierćfinale. – Jak WTA i organizatorzy mogą oczekiwać od zawodników maksymalnej formy przy tak niesprawiedliwym harmonogramie? Regeneracja, w tym prawidłowy rytm snu, jest kluczowa. Wydaje się to trochę jednostronne – napisała Kalińska.

    Trudne warunki pogodowe Zamieszanie wynika z kapryśnej pogody w Ohio. Najpierw ogromny upał, później intensywny deszcz wymusiły liczne zmiany w terminarzu. Turniej musi zakończyć się w poniedziałek, bo już we wtorek i środę w Nowym Jorku odbędzie się mikstowy US Open z udziałem wielu czołowych tenisistów. Dlatego w piątek zaplanowano wszystkie ćwierćfinały kobiet, a w niedzielę – półfinały. Problem w tym, że zawodniczki z dolnej części drabinki – Paolini, Gauff, Graczowa i Kudermietowa – swoje mecze czwartej rundy rozgrywały dopiero w czwartek. Organizatorzy dali im więc najpóźniejsze możliwe godziny ćwierćfinałów. Pozostałe dwa mecze – Świątek z Kalińską oraz Sabalenka z Rybakiną – musiały odbyć się wcześniej, kolejno po sobie na korcie centralnym.

    Czy Rosjanka ma rację? Częściowo tak – późne zakończenie meczu z Aleksandrową faktycznie zaburzyło rytm dnia i utrudniło regenerację. Jednak między tym spotkaniem a starciem ze Świątek minie ponad 30 godzin, co w turniejowej rzeczywistości nie jest wyjątkową sytuacją. Zawodniczki często grają dzień po dniu, a czasem nawet dwa mecze w ciągu jednego dnia. Kalińska nie musiała też w czwartek rywalizować, miała czas na odpoczynek i przygotowania.

    Problem większy niż jeden mecz Prawdziwym kłopotem jest brak dachu nad kortami w turniejach tej rangi. Cincinnati to prestiżowa impreza z wielomilionową pulą nagród, a mimo to deszcz potrafi sparaliżować rywalizację. Podobnie dzieje się w Rzymie, gdzie od lat mówi się o zadaszeniu, ale póki co organizatorzy mogą tylko liczyć na dobrą pogodę.

    Kontrowersyjna sugestia Najbardziej dyskusyjne w wypowiedzi Rosjanki jest stwierdzenie, że sytuacja jest „jednostronna”, co można odczytać jako insynuację, iż godzina meczu została dobrana pod Igę Świątek. To jednak nie ma żadnego uzasadnienia – Polka zakończyła swój mecz w środę wczesnym popołudniem, więc naturalne było, że w piątek może zagrać wcześniej. Układ godzin wynikał z konieczności dostosowania planu do warunków pogodowych i równoległego turnieju ATP, a nie z faworyzowania którejkolwiek z zawodniczek.

    Podsumowując – można zrozumieć rozczarowanie Kalińskiej spowodowane zaburzonym rytmem, ale jej sugestia o preferencyjnym traktowaniu Świątek jest całkowicie bezpodstawna.

  • Młoda Świątek trafiła na stół operacyjny. To mógł być koniec jej kariery

    Młoda Świątek trafiła na stół operacyjny. To mógł być koniec jej kariery

    Operacja, która niemal zakończyła karierę Igi Świątek, zanim ta w ogóle się rozpoczęła – i niewiarygodny powrót, który po niej nastąpił

    Dziś Iga Świątek jest jedną z najbardziej dominujących postaci w kobiecym tenisie — zawodniczką słynącą z odporności psychicznej, niezłomnego charakteru i niezwykłej regularności. Dla przeciętnego kibica może się wydawać wręcz niezwyciężona, rzadko ulegająca urazom i odporna na kontuzje, które niszczą kariery wielu innych sportowców.

     

    Jednak ten wizerunek skrywa rozdział z jej przeszłości, który niemal całkowicie zakończył jej tenisową drogę, zanim ta na dobre się rozpoczęła. Rozdział, który zaczął się, gdy miała zaledwie 16 lat… i znalazła się na stole operacyjnym.

     

    Gdy obiecująca kariera wisiała na włosku

     

    Był rok 2017. Nastolatka Świątek, pełna nadziei, ale wciąż szukająca swojego miejsca w świecie tenisa, rywalizowała w turnieju Warsaw Sport Group Open na kortach Legii. W pierwszej rundzie zmierzyła się z Włoszką Martiną Trevisan — mecz ten okazał się znacznie ważniejszy, niż sugerowałby sam wynik.

     

    Świątek walczyła dzielnie, przegrywając 2:6, 6:2, 2:6, ale prawdziwy cios nie padł na tablicy wyników, lecz w jej stawie skokowym. Kontuzja była na tyle poważna, że wzbudziła poważne obawy — choć początkowo być może sama Iga nie zdawała sobie sprawy z jej skali.

     

    Ten niefortunny moment zaprowadził ją prosto do szpitala, gdzie przeszła operację przeprowadzoną przez doktora Jacka Jaroszewskiego, wieloletniego lekarza piłkarskiej reprezentacji Polski.

     

    > – To był bardzo pechowy uraz — rzadki i trudny do leczenia – wspominał Jaroszewski w rozmowie z Przeglądem Sportowym. – Operacja była skomplikowana, ale zakończyła się pomyślnie. Przed Igą było wiele miesięcy rehabilitacji, ale wiedziałem, że ma w sobie siłę, by przez to przejść.

     

     

     

    Osiem miesięcy poza kortem

     

    Rekonwalescencja była wyczerpująca. Świątek spędziła osiem długich miesięcy z dala od zawodowego tenisa, walcząc nie tylko o odzyskanie sprawności fizycznej, ale też o wiarę w swoją przyszłość. Była tak zdeterminowana, by wrócić, że trenowała nawet na jednej nodze — ryzykowny i nietypowy sposób, który mówił jednak wszystko o jej charakterze.

     

    W tamtym czasie pewność co do swojego tenisowego przeznaczenia była jednak daleka od oczywistości.

     

    Wspominając to po latach podczas turnieju w Rzymie, przyznała:

     

    > – W tamtym momencie naprawdę myślałam, że już nigdy nie zagram w tenisa. Byłam nastolatką i to była dla mnie ogromna sprawa. Nie zawsze wierzyłam, że zostanę profesjonalną zawodniczką. Ta wiara pojawiła się dopiero wtedy, gdy zaczęłam grać w turniejach WTA i wygrywać mecze.

     

     

     

    Ukryta walka za kulisami

     

    Jej wątpliwości dotyczyły nie tylko zdrowia — problemem były także pieniądze. Kontuzja oznaczała w praktyce rozpoczęcie kariery niemal od zera, a koszty były ogromne.

     

    > – Chodziło też o to, czy będziemy mieć pieniądze, żebym mogła zaczynać od nowa – ujawniła Świątek. – Tego typu sytuacja może w jednej chwili zmienić całe twoje życie. Jestem ogromnie wdzięczna tacie, który nie tylko zmotywował mnie do powrotu, ale też znalazł środki, abym mogła trenować i znaleźć trenerów.

     

     

     

    Spektakularny powrót

     

    Kiedy Świątek w końcu wróciła na kort, nie tylko nadrobiła stracony czas — ona wróciła z hukiem. Zaledwie rok po operacji sięgnęła po tytuł juniorskiego Wimbledonu, wysyłając jasny sygnał, że jest gotowa podbić tenisowy świat.

     

    Lata później ponownie uniosła trofeum w Londynie, tym razem już jako seniorka — domykając niezwykłą podróż od nastoletniej rekonwalescentki do wielkoszlemowej mistrzyni. Dziś brakuje jej już tylko jednego tytułu do skompletowania kolekcji Wielkiego Szlema — triumfu w Australian Open.

     

    A wszystko to zaczęło się od młodej dziewczyny na stole operacyjnym w 2017 roku, która odmówiła pogodzenia się z tym, że jej przyszłość może zostać jej odebrana.

     

     

  • Grbić stracił dla niej głowę. Nie powstrzymasz miłości

    Grbić stracił dla niej głowę. Nie powstrzymasz miłości

    Nikola Grbić, trener reprezentacji Polski siatkarzy, nie ukrywa, że u boku swojej żony znalazł prawdziwe ukojenie i szczęście. – Jej rola w naszym życiu była i jest ogromna. To wyjątkowa kobieta – mówi z dumą o Stanisławie, z którą tworzy niezwykle udany związek.

    12 stycznia 2022 roku były znakomity rozgrywający i wielokrotny reprezentant Serbii objął stanowisko selekcjonera biało-czerwonych. Od tamtej chwili jego drużyna odnosi liczne sukcesy: wicemistrzostwo świata (2022), mistrzostwo Europy (2023) oraz cztery medale Ligi Narodów, w tym dwa złote.

    Życie prywatne pełne harmonii

    Równie udane, jak kariera trenerska, jest życie rodzinne Grbicia. Od 15 lipca 2006 roku jest mężem Stanisławy, z którą ślub wzięli na malowniczym toskańskim wybrzeżu. W tym roku para świętowała 19. rocznicę małżeństwa. Wspólnie wychowują dwóch synów – 18-letniego Matiję oraz 15-letniego Milosa.

    Stanisława poświęciła się rodzinie i wychowaniu dzieci, często w dużej mierze samodzielnie, gdy mąż przebywał na zgrupowaniach i turniejach. – Nie jest łatwo praktycznie w samotności wychowywać dwójkę dzieci, ale gdy zakończę karierę, wynagrodzę to żonie i synom. Znalazłem u jej boku prawdziwy spokój. Staram się pomagać w domu, jednak największy ciężar spoczywa na niej – mówił trener w 2010 roku, gdy na świat przyszedł jego młodszy syn.

    Wspólne zasady i wychowanie

    Grbić podkreśla, że w kwestiach wychowawczych z żoną zawsze mówią jednym głosem. – Stasa i ja mamy takie samo podejście do dzieci. Są granice, których się nie przekracza, ale też kwestie, które warto omówić. Zawsze jesteśmy zgodni, a to sprawia, że wszystko jest prostsze. Nie jestem surowym ojcem, ale potrafię egzekwować swoje decyzje bez krzyku – mówił w wywiadzie dla „Story”.

    Początek pięknej historii

    Para poznała się w 2003 roku na przyjęciu u wspólnych znajomych we Włoszech. Od pierwszych chwil między nimi zaiskrzyło. Z czasem odkryli, że mają wiele wspólnego, świetnie się rozumieją i patrzą na świat w podobny sposób. Choć żyją z dala od blasku fleszy, cenią sobie czas spędzony z rodziną.

    Nikola przekazał synom miłość do siatkówki – tak jak on zakochali się w tym sporcie. Czy pójdą w ślady ojca? – Czas pokaże – pisała na początku sierpnia tego roku „Viva.pl”.

  • Świątek kontra Kalinskaya – Rewanż, na który czekał tenisowy świat

    Świątek kontra Kalinskaya – Rewanż, na który czekał tenisowy świat

    Świątek kontra Kalinskaya – Rewanż, na który czekał tenisowy świat

    Ponad półtora roku temu Iga Świątek była u szczytu – liderka światowego rankingu, faworytka do zwycięstwa w Dubaju, gotowa dopisać kolejny tytuł do swojej imponującej kolekcji. A jednak to tam, w lutym 2024 roku, wydarzyło się coś, co wstrząsnęło tenisowym środowiskiem. Rosjanka Anna Kalinskaya – wówczas mało kto dawał jej większe szanse – przerwała marsz Polki, wygrywając w dwóch setach i udowadniając, że w sporcie pewniaków nie ma.

     

    Teraz, w sierpniu 2025 roku, los ponownie krzyżuje ich ścieżki. Stawką jest półfinał prestiżowego turnieju w Cincinnati. A pytanie, które wszyscy zadają, brzmi: czy Świątek odpłaci rywalce za tamten bolesny epizod?

     

     

    —

     

    Droga Świątek do ćwierćfinału

     

    Obecnie trzecia rakieta świata w 4. rundzie w Cincinnati zmierzyła się z doświadczoną Soraną Cirsteą, notowaną dopiero na 138. miejscu w rankingu WTA. Choć mecz nie należał do najłatwiejszych, Świątek zdołała opanować sytuację i zwyciężyła 6:4, 6:3. Teraz czeka ją wyzwanie znacznie poważniejsze – starcie z 34. w rankingu Anną Kalinską, która w poprzednim meczu odwróciła losy rywalizacji z rozstawioną z numerem 16 Jekateriną Aleksandrową, wygrywając 3:6, 7:6, 6:1.

     

     

    —

     

    Dubaj 2024 – początek rywalizacji i niespodziewany cios

     

    Pierwszy pojedynek obu tenisistek miał miejsce w Dubaju w lutym 2024 roku. Wtedy Świątek – światowa „jedynka” – była murowaną faworytką, a Kalinskaya dopiero rozpoczynała wspinaczkę w rankingu, zajmując 40. miejsce. Spotkanie zaczęło się dobrze dla Polki – przy stanie 3:2 przełamała przeciwniczkę po wykorzystaniu piątego break pointa. Ale przewaga szybko wyparowała. Podwójne błędy serwisowe, proste pomyłki przy otwartym korcie i rosnąca frustracja sprawiły, że set zakończył się porażką 4:6.

     

    Druga partia przyniosła jeszcze większe zaskoczenie. Kalinskaya wygrała sześć gemów z rzędu, obejmując prowadzenie 2:0. Wtedy emocje wzięły górę – Świątek uderzyła rakietą o kort, musiała wymienić sprzęt i próbowała wrócić do gry. Choć obroniła dwie piłki meczowe, Rosjanka domknęła spotkanie 6:4, 6:4 po 102 minutach.

     

     

    —

     

    Kariera Kalinskiej nabiera rozpędu

     

    Zwycięstwo nad Świątek w Dubaju było dla Kalinskiej punktem zwrotnym. Awansowała wtedy do finału, gdzie po epickiej walce uległa Jasmine Paolini 6:4, 5:7, 5:7. Tamten turniej rozpoczęła od kwalifikacji, a zakończyła pierwszym finałem WTA 1000 w karierze. Sezon 2024 był dla niej przełomowy – ćwierćfinał Australian Open, finał w Berlinie, wygrane nad takimi nazwiskami jak Coco Gauff czy Aryna Sabalenka. Rok zaczynała jako 80. rakieta świata, kończyła na 11. pozycji i z nominacją WTA w kategorii „Progres Roku”.

     

    A co ciekawe – przed tamtym meczem w Dubaju sztuczna inteligencja dawała jej jedynie… 15% szans na zwycięstwo. Nie wiedziała jednak, że Świątek zmagała się wtedy z konsekwencjami zakażenia COVID-19 – co Polka ujawniła dopiero wiele miesięcy później w serialu „Cztery pory Igi” emitowanym w Canal+.

     

     

    —

     

    Forma przed Cincinnati

     

    Rok 2025 nie zaczął się dla Kalinskiej idealnie. Kontuzje wykluczyły ją z Australian Open, kilka turniejów kończyła kreczem, a w Indian Wells, Dubaju i Dosze odpadała w pierwszych rundach. Na mączce także brakowało sukcesów – porażki w Rzymie i Roland Garros, brak awansu z kwalifikacji w Berlinie, a na Wimbledonie odpadła w drugiej rundzie.

     

    Przełom przyszedł dopiero latem na twardych kortach. W Waszyngtonie dotarła do finału, pokonując m.in. Magdę Linette i Emmę Raducanu. W Cincinnati zaskoczyła wszystkich, eliminując finalistkę Wimbledonu Amandę Anisimową.

     

     

    —

     

    Bitwa w Cincinnati – mecz z podtekstami

     

    Choć Kalinskaya znów wydaje się być na fali, Świątek jest w zupełnie innym miejscu niż w lutym 2024 roku. Zdrowa, skoncentrowana i świadoma, że każda wygrana jest bezcennym krokiem w kierunku US Open, które startuje 24 sierpnia. Pojedynek zaplanowano na piątek, około godziny 17:00 czasu polskiego.

     

    Zwyciężczyni zmierzy się w półfinale z jedną z tenisowych potęg – Aryną Sabalenką lub Jeleną Rybakiną. Dla Świątek to szansa na symboliczny rewanż, a dla Kalinskiej – okazja, by udowodnić, że tamto zwycięstwo sprzed półtora roku nie było przypadkiem.

     

    Jedno jest pewne – gdy te dwie tenisistki wychodzą na kort, emocji nie brakuje. A piątkowe popołudnie może przynieść widowisko, które zapamiętamy na długo.

     

  • Znamy godzinę meczu Świątek! Rywalka jest wściekła

    Znamy godzinę meczu Świątek! Rywalka jest wściekła

    Iga Świątek została najmłodszą tenisistką od czasów Simony Halep w 2015 roku, która po raz trzeci z rzędu awansowała do ćwierćfinału turnieju WTA w Cincinnati. W tegorocznej edycji Polka zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską, a organizatorzy ujawnili już datę i godzinę tego spotkania. Rywalka liderki rankingu nie kryje irytacji decyzją o harmonogramie.

    Świątek pewnie kroczy przez turniej w Ohio. W środowym meczu pokonała Soranę Cirsteę 6:4, 6:3, zapewniając sobie miejsce w najlepszej ósemce. Warunki atmosferyczne były wymagające – temperatura sięgała 30 stopni Celsjusza, a wilgotność przekraczała 70 procent. Komentatorzy określili fragmenty tego starcia jako „szarpaninę na korcie”.

    Godzina meczu Świątek – Kalinska
    O półfinał Polka zagra z Anną Kalinską, która sensacyjnie wyeliminowała Jekaterinę Aleksandrową, wygrywając 3:6, 7:6 (7-5), 6:1. Będzie to ich drugie spotkanie – poprzednio zmierzyły się w półfinale turnieju WTA w Dubaju w 2024 roku. Wtedy lepsza okazała się Rosjanka, triumfując 6:4, 6:4 i awansując do finału, w którym uległa Jasmine Paolini.

    Teraz Świątek stanie przed szansą na rewanż. Organizatorzy poinformowali, że ćwierćfinał odbędzie się w piątek 15 sierpnia, a zawodniczki wyjdą na kort nie wcześniej niż o godz. 17:00 czasu polskiego.

    Kalinska krytykuje harmonogram
    Rosjanka w mediach społecznościowych wyraziła niezadowolenie z ustalonej godziny meczu. Jej zdaniem przerwa między spotkaniami jest zbyt krótka, by mogła w pełni się zregenerować.

    – Jak WTA i organizatorzy mogą oczekiwać od sportowców maksymalnego wysiłku przy tak niesprawiedliwym harmonogramie? Po meczu z Aleksandrową wróciłam o 2:40 nad ranem i zasnęłam dopiero o 4. Potem trochę pospałam, przyjechałam na trening, a następnie dowiaduję się, że gram jutro o 11 rano czasu lokalnego. Jak mam odzyskać siły i dostosować rytm snu, który jest kluczowy dla regeneracji? To wygląda jednostronnie – napisała na Instagramie.

    Szacunek dla rywalki
    Mimo krytyki harmonogramu Kalinska podkreśla, że czeka ją wymagające wyzwanie: – Jestem podekscytowana. To będzie mecz na wysokim poziomie, Iga jest wojowniczką. Zobaczymy, jak to się potoczy. Może odpocznę w szatni – stwierdziła.

    Zwyciężczyni meczu Świątek – Kalinska w półfinale zmierzy się z triumfatorką pojedynku Aryna Sabalenka – Jelena Rybakina.

    Historyczny wynik Świątek
    Jak wyliczył profil „The Tennis Letter”, będzie to już 24. ćwierćfinał turnieju rangi WTA 1000 w karierze Igi Świątek i jednocześnie trzeci z rzędu w Cincinnati. Tym samym Polka jest najmłodszą zawodniczką od czasów Halep, której udało się trzy razy z rzędu dotrzeć do tego etapu zmagań w Ohio.

  • Rywalka Świątek nie wytrzymała przed meczem z Polką, mocny przekaz. “To niesprawiedliwe”

    Rywalka Świątek nie wytrzymała przed meczem z Polką, mocny przekaz. “To niesprawiedliwe”

    Rywalka Świątek nie wytrzymała przed meczem z Polką, mocny przekaz. “To niesprawiedliwe”

    Turniej rangi 1000 w Cincinnati trwa w najlepsze i już niebawem wejdzie w fazę ćwierćfinału, a w stawce wciąż pozostaje tu jedna Polka – Iga Światek, która niedługo skrzyżuje rakietę z Anną Kalinską. Reprezentantka Rosji tymczasem szykuje się do tego starcia w poczuciu pewnej niesprawiedliwości, co ogłosiła w mediach społecznościowych, wbijając szpilkę w WTA oraz organizatorów zmagań. “Wszystko to wydaje się jednostronne” – padło m.in. we wpisie 26-latki.

     

    Do turnieju WTA rangi 1000 w Cincinnati w singlu podeszły trzy reprezentantki Polski. Magdalena Fręch bardzo szybko, bo po zaledwie jednym meczu (z Soraną Cirsteą) pożegnała się ze zmaganiami, z kolei Magda Linette odpadła na poziomie 1/8 finału, przegrywając w nocy z 14 na 15 sierpnia według czasu środkowoeuropejskiego z Weroniką Kudiermietową.

     

    W ćwierćfinale zameldowała się więc tylko jedna “Biało-Czerwona” – Iga Świątek, która po wyeliminowaniu Anastazji Potapowej, awansie walkowerem kosztem Marty Kostiuk oraz pokonaniu wspominanej już Cirstei ma niebawem zmierzyć się z Anną Kalinską. Rosjanka tymczasem jest… wściekła z powodu tego, czego doświadcza podczas rywalizacji w Ohio.

     

    Kalinska uderza w organizatorów turnieju w Cincinnati, tuż przed meczem ze Świątek. “Jak mogą od nas tego oczekiwać?”

     

    “Jak WTA i organizatorzy turnieju mogą oczekiwać od zawodniczek, że dadzą z siebie wszystko, skoro harmonogram jest tak niesprawiedliwy?” – napisała wprost Kalinska w swym wpisie na Instagramie.

     

    “Po meczu z Aleksandrową wróciłam z kortu o 02:40 i położyłam się spać dopiero o 04:00. Trochę się przespałam i przyszłam na kort na trening. Następnie mam na jutro zaplanowany mecz na godz. 11:00. Jak organizatorzy turnieju i WTA mogą wymagać ode mnie regeneracji i ciągłego dostosowywania rytmu snu, który jest jednym z najważniejszych aspektów owej regeneracji?” – stwierdziła zawodniczka.

     

    Wydaje się to nieco jednostronne

     

     

    skwitowała

     

    To dopiero drugie starcie Świątek z Kalinską. Polka chce się zrewanżować za ubiegły rok

     

    Nie zapowiada się oczywiście na to, by miało nagle dojść do zmiany w turniejowym terminarzu, tak więc Świątek i Kalinska powinny rozpocząć swój mecz 15 sierpnia po godz. 17.00 czasu polskiego. W pozostałych spotkaniach ćwierćfinałowych dojdzie do współzawodnictw Sabalenka – Rybakina, Graczowa – Kudiermietowa oraz Paolini – Gauff.

     

    Iga Świątek i Anna Kalinska jak dotychczas mierzyły się ze sobą w oficjalnym seniorskim meczu tylko raz – w ubiegłym roku podczas zawodów w Dubaju. Wówczas górą była Rosjanka, która pokonała Polkę wdwóch setach 6:4, 6:4.

     

  • 96 minut emocji w meczu Linette z Kudiermietową. Znamy ćwierćfinalistkę WTA Cincinnati

    96 minut emocji w meczu Linette z Kudiermietową. Znamy ćwierćfinalistkę WTA Cincinnati

    96 minut emocji w meczu Linette z Kudiermietową. Znamy ćwierćfinalistkę WTA Cincinnati

    Od środy miejsce w najlepszej “8” WTA 1000 w Cincinnati miała zagwarantowane Iga Świątek. Dzisiejszej nocy o awans do ćwierćfinału walczyła inna nasza reprezentantka – Magda Linette. Poznanianka zmierzyła się z mistrzynią tegorocznego Wimbledonu w grze podwójnej – Weroniką Kudiermietową. Po przegranym secie Polka zaczęła walkę o powrót, prowadziła na starcie drugiej odsłony. Później nastąpił jednak zwrot akcji. Ostatecznie awans wywalczyła Rosjanka po zwycięstwie 6:4, 6:3.

     

    Magda Linette zameldowała się w najlepszej “16” singlowej rywalizacji w ramach WTA 1000 w Cincinnati po dwudniowej batalii z Jessicą Pegulą. Polsko-amerykański pojedynek został przerwany po dwóch setach z powodu złej pogody, dokończenie nastąpiło kilkanaście godzin później. Ostatecznie poznanianka triumfowała 7:6(5), 3:6, 6:3 i po raz pierwszy w karierze pokonała swoją przyjaciółkę ze Stanów Zjednoczonych.

     

    Przeciwniczką 33-latki w batalii o ćwierćfinał okazała się mistrzyni tegorocznego Wimbledonu w grze podwójnej – Weronika Kudiermietowa. Rosjanka również sprawiła niespodziankę w poprzedniej rundzie, eliminując Clarę Tauson. Dunka zmagała się z problemami zdrowotnymi w końcowej fazie rywalizacji i ostatecznie przegrała w trzech setach. Później nadeszła wiadomość, że Linette i Tauson, które miały walczyć jeszcze tego samego dnia o awans do najlepszej “8” w deblu, oddały walkowera parze Sara Errani/Jasmine Paolini. Oficjalnym powodem była choroba Dunki.

     

    Dzięki temu nasza reprezentantka otrzymała więcej czasu na regenerację przed walką z 28-latką. W tym roku Magda miała już okazję grać z Kudiermietową. Podczas turnieju WTA 1000 w Dosze pokonała Rosjankę w trzech partiach. Teraz Polka liczyła na ponowne zwycięstwo. Oprócz tego, że panie walczyły o ćwierćfinał, miały także dodatkową stawkę. Wygrana Weroniki oznaczała gwarancję rozstawienia w nadchodzącym US Open. W przypadku poznanianki – niemal pewność numerka przy nazwisku podczas zmagań w Nowym Jorku.

     

    WTA Cincinnati: Magda Linette kontra Weronika Kudiermietowa o ćwierćfinał singla

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Linette. Rywalka próbowała wywierać presję już od pierwszego gema. Chociaż to Magda mogła najpierw zamknąć premierowe rozdanie, to później po kapitalnym returnie break pointa wypracowała sobie Kudiermietowa. Finalnie poznanianka wyszła jednak z opresji i objęła prowadzenie. Weronika nieźle otworzyła pojedynek, ale mimo to nasza reprezentantka pilnowała swojego podania. W trakcie czwartego gema, od stanu 40-30 dla Rosjanki, mistrzyni tegorocznego Wimbledonu w grze podwójnej popełniła dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu. To sprawiło, że Polka otrzymała szansę na 3:1. 33-latka posłała return poza linię końcową, ale po forhendowej pomyłce rywalki, Linette dostała jeszcze jedną okazję. Tym razem świetną akcją popisała się Kudiermietowa. Ostatecznie Rosjanka wyrównała na 2:2.

     

    Ten moment wzmocnił Weronikę. 28-latka poszła za ciosem i w trakcie piątego rozdania wyszła ze stanu 15-30 przy serwisie Magdy. Wywalczyła sobie drugiego break pointa w meczu i tym razem zamieniła go na przełamanie. Kudiermietowa przewidziała kierunek zagrania poznanianki. Pozostała w tym narożniku i skutecznie posłała piłkę w ten fragment kortu, gdzie nie było naszej reprezentantki. Po zmianie stron Weronika dobrze podawała, wróciła “jedynka”. Dzięki temu w łatwy sposób podwyższyła prowadzenie do wyniku 4:2. Rosjanka kontynuowała wywieranie presji na Polce poprzez return. Niewiele brakowało, a w siódmym gemie mistrzyni Wimbledonu 2025 w deblu wypracowałaby sobie break pointa na podwójne przełamanie. Naszą reprezentantkę uratowała dobra antycypacja. Finalnie 33-latka znów złapała kontakt z przeciwniczką.

     

    Podczas ósmego rozdania dość niespodziewanie pojawiła się piłka na 4:4 dla poznanianki. Najpierw rywalka zanotowała fatalny błąd, a potem świetnym zagraniem popisała się Linette. I tak z wyniku 30-15 dla Kudiermietowej, zrobiło się 30-40. Wtedy Weronika posłała jednak asa. Finalnie 28-latka znów oddaliła zagrożenie i odzyskała dwa “oczka” przewagi. Po chwili Magda dorzuciła czwartego gema na swoje konto i przerzuciła presję zamykania partii na serwis przeciwniczki. Rosjanka poradziła sobie z tym wyzwaniem bez problemu, wygrywając rozdanie do zera. Pomogły w tym również błędy naszej reprezentantki, których było zdecydowanie za dużo w tym secie. Ostatecznie Kudiermietowa zgarnęła premierową odsłonę rezultatem 6:4.

    Druga partia rozpoczęła się nietypowo. Obie tenisistki traciły prowadzenie 40-0 przy własnym podaniu. W przypadku Linette nie skończyło się to break pointami, ale podczas serwisu Kudiermietowej – już tak. Przy pierwszej okazji na przełamanie Magdzie zabrakło trochę większej odwagi, przez co oddała inicjatywę przeciwniczce. Potem posłała jednak kapitalny lob i wypracowała sobie kolejną okazję na breaka. Tym razem popisała się świetnym returnem, którym otworzyła sobie drogę do ataku. W ten sposób poznanianka doczekała się premierowego przełamania na swoją korzyść. Niestety 33-latka szybko straciła przewagę breaka. Chociaż miała piłkę 3:0, to dopuściła rywalkę do wygrania ostatniej piłki w trakcie trzeciego gema. Po zmianie stron zrobiło się 2:2. Nasza reprezentantka zaczęła się frustrować na rakietę, która momentami wyraźnie się jej nie słuchała.

     

    Podczas siódmego rozdania znów zobaczyliśmy słabszą dyspozycję Linette przy własnym podaniu. Chociaż Polka zgarnęła pierwszy punkt, to później przegrała już wszystkie. Kudiermietowa wywalczyła przełamanie do 15 i znalazła się z przodu w drugiej odsłonie. Mowa ciała Linette nie wyglądała najlepiej. Można było odnieść wrażenie, że Magda straciła wiarę w to, że jeszcze może wygrać ten pojedynek. Po chwili Weronika dorzuciła piąte “oczko” na swoje konto i znacząco przybliżyła się do zwycięstwa. Kolejny gem okazał się ostatnim. Poznanianka miała dwie okazje na czwarte rozdanie, ale nie wykorzystała żadnej z nich. 28-latka wróciła ze stanu 15-40 i wygrała cały pojedynek 6:4, 6:3 po 96 minutach rywalizacji. Tym samym to Rosjanka powalczy o półfinał WTA 1000 w Cincinnati z Varvarą Grachevą.

  • Świątek prowadziła 4:2 i nie wytrzymała. Koniec po 102 minutach

    Świątek prowadziła 4:2 i nie wytrzymała. Koniec po 102 minutach

    Iga Świątek niespodziewanie uległa Annie Kalińskiej w półfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju w lutym ubiegłego roku, a dopiero po kilku miesiącach zdradziła, co przeszkadzało jej wtedy w grze. Teraz, po upływie półtora roku, obie tenisistki ponownie spotkają się na korcie – tym razem w ćwierćfinale prestiżowego turnieju w Cincinnati. Czy tym razem Polka zdoła zrewanżować się rywalce?

    Trzecia rakieta świata pokonała w czwartej rundzie Soranę Cirsteę (138. WTA) 6:4, 6:3, dzięki czemu awansowała do najlepszej ósemki imprezy. W walce o półfinał zmierzy się z 34. w rankingu Anną Kalińską, która w swoim poprzednim meczu wyeliminowała rozstawioną z numerem 16 Jekaterinę Aleksandrową 3:6, 7:6, 6:1.

    Będzie to dopiero drugie bezpośrednie starcie Świątek i Kalińskiej. Pierwsze miało miejsce w Dubaju w 2024 r., gdy Polka była liderką światowego rankingu, a Rosjanka zajmowała 40. pozycję. Wówczas sensacyjnie lepsza okazała się Kalińska, wygrywając 6:4, 6:4.

    Dubaj 2024 – mocny start i frustracja Polki
    Mecz rozpoczął się obiecująco dla Świątek. Przy stanie 3:2 przełamała rywalkę, wykorzystując piątego break pointa. Niestety już w kolejnym gemie popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i przewaga szybko stopniała. Chwilę później ponownie straciła podanie – tym razem po prostych błędach przy otwartym korcie. W końcówce pierwszego seta to niewymuszone pomyłki Polki przesądziły o wyniku 4:6.

    Początek drugiej partii również należał do Kalińskiej, która wygrała sześć gemów z rzędu, obejmując prowadzenie 2:0. W tym momencie Świątek dała upust emocjom – mocno uderzyła rakietą o kort, po czym musiała ją wymienić. Choć pod koniec próbowała jeszcze odrobić straty, obroniła dwie piłki meczowe i miała szansę na remis, ostatecznie Rosjanka zamknęła mecz po 102 minutach gry.

    Kariera Kalińskiej nabrała tempa
    Wygrana w Dubaju dała Kalińskiej awans do finału, w którym po zaciętej walce uległa Jasmine Paolini 6:4, 5:7, 5:7. Był to jej pierwszy finał na poziomie WTA 1000, osiągnięty po przejściu eliminacji. Sezon 2024 okazał się najlepszy w jej karierze – dotarła do ćwierćfinału Australian Open, finału w Berlinie, a po drodze pokonała m.in. Świątek, Coco Gauff i Arynę Sabalenkę. Zaczynała rok jako 80. rakieta świata, a kończyła na 11. pozycji, zdobywając nominację WTA w kategorii „Progres Roku”.

    Przed meczem w Dubaju sztuczna inteligencja dawała Rosjance jedynie 15% szans na zwycięstwo. Nie mogła jednak przewidzieć, że Polka zmagała się wtedy z konsekwencjami zakażenia COVID-19, co ujawniła dopiero w grudniu w serialu Canal+ „Cztery pory Igi”.

    Obecna forma obu zawodniczek
    Początek sezonu 2025 był dla Kalińskiej trudny. Z powodu kontuzji opuściła Australian Open, w kilku turniejach kreczowała, a w Indian Wells, Dubaju i Dosze odpadała w pierwszych rundach. Na mączce również nie odnosiła sukcesów, przegrywając wcześnie w Rzymie i Roland Garros. W Berlinie nie przeszła kwalifikacji, a na Wimbledonie przegrała w drugiej rundzie z Clarą Tauson. Przełamanie przyszło dopiero na kortach twardych – w Waszyngtonie dotarła do finału, eliminując po drodze m.in. Magdę Linette i Emmę Raducanu. W Cincinnati niespodziewanie ograła finalistkę Wimbledonu Amandę Anisimową.

    Mimo że forma Rosjanki ostatnio wyraźnie zwyżkuje, Iga Świątek ma wszystkie atuty, by powalczyć o półfinał. Spotkanie obu zawodniczek zaplanowano na piątek, około godziny 17:00 czasu polskiego. Zwyciężczyni zmierzy się z Arynę Sabalenką lub Jeleną Rybakiną. Turniej w Cincinnati to dla Świątek ostatni ważny sprawdzian przed rozpoczynającym się 24 sierpnia US Open.

  • Karol Nawrocki reaguje na to, jak Izraelczycy nazwali Polaków

    Karol Nawrocki reaguje na to, jak Izraelczycy nazwali Polaków

    Podczas rewanżowego meczu Rakowa Częstochowa z Maccabi Hajfa doszło do wydarzeń, które przyćmiły sportowy aspekt rywalizacji. Choć zespół Marka Papszuna odniósł cenne zwycięstwo 2:0 i wywalczył awans do decydującej rundy kwalifikacji Ligi Konferencji, to atmosfera spotkania została poważnie zakłócona przez skandaliczne zachowanie części kibiców drużyny z Izraela.

    Spotkanie odbyło się na Węgrzech, gdzie Raków musiał odrobić straty z pierwszego meczu przegranego 0:1. Piłkarze z Częstochowy wykonali swoje zadanie znakomicie – jeszcze przed przerwą prowadzenie zapewnił Węgier Peter Barath, który trafił do siatki w doliczonym czasie pierwszej połowy. Wynik ustalił w 76. minucie Lamine Diaby-Fadiga, pieczętując awans polskiego klubu.

    Jednak to, co wydarzyło się na trybunach w drugiej połowie, wywołało oburzenie nie tylko w Polsce, ale także w środowisku międzynarodowym. Kibice Maccabi Hajfa wywiesili transparent z napisem „Murderers since 1939” („Mordercy od 1939 roku”), bezpośrednio wymierzony w Polaków. To nie wszystko – jeden z sympatyków izraelskiej drużyny dopuścił się skandalicznej prowokacji, symulując akt seksualny z manekinem owiniętym w polską flagę.

    Na incydent natychmiast zareagował prezydent RP Karol Nawrocki. W swoim wpisie w serwisie X potępił zachowanie kibiców, zwracając uwagę na jego skrajną obraźliwość i historyczną ignorancję:

    > „Skandaliczny transparent wywieszony przez kibiców Maccabi Hajfa obraża pamięć o obywatelach polskich – ofiarach II wojny światowej, wśród których było 3 mln Żydów. Głupota, której nie tłumaczą żadne słowa”.

    Prezydent zaznaczył również, że tego typu działania powinny spotkać się z dotkliwymi sankcjami ze strony organizatorów rozgrywek oraz władz piłkarskich, gdyż nie mają one nic wspólnego z duchem sportu ani zasadami fair play.

    Choć awans Rakowa Częstochowa jest sportowym sukcesem, zwłaszcza w kontekście trudnego meczu wyjazdowego i konieczności odrobienia strat, to wydarzenia z trybun pozostawiły gorzki posmak. Teraz częstochowianie w decydującym dwumeczu o fazę grupową Ligi Konferencji zmierzą się z bułgarską Ardą Kyrdżali, ale nad tymi rozgrywkami nadal unosi się cień skandalu z udziałem kibiców Maccabi Hajfa.

    Chcesz, żebym przygotował też rozszerzoną wersję tego tekstu z szerszym tłem historycznym i analizą możliwych konsekwencji dla Maccabi Hajfa?

  • Tak słynny trener Szarapowej nazwał Świątek. Poszło w świat

    Tak słynny trener Szarapowej nazwał Świątek. Poszło w świat

    Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału turnieju WTA 1000 w Cincinnati, prezentując formę, która imponuje zarówno kibicom, jak i ekspertom. Polka konsekwentnie stara się zrekompensować fanom bolesną porażkę w Montrealu, a jej gra w ostatnich dniach jest najlepszą odpowiedzią na wcześniejsze niepowodzenia. Docenił ją nawet legendarny trener Rick Macci, znany z pracy z Sereną i Venus Williams czy Marią Szarapową.

    Świątek rozpoczęła turniej od pewnego zwycięstwa nad Anastazją Potapową. W kolejnej rundzie nie musiała nawet wychodzić na kort, gdyż Marta Kostjuk wycofała się z powodu kontuzji nadgarstka. Dzięki temu Polka miała aż trzy dni odpoczynku, które wykorzystała perfekcyjnie – po przerwie zdominowała Soranę Cirsteę, wygrywając 6:4, 6:3.

    Hiszpański portal puntodebreak.com podkreślił, że „Świątek jest w świetnej formie i to widać”, a oficjalna strona WTA opisała jej występ jako „bezbłędny”. Choć w rzeczywistości obie zawodniczki popełniały sporo błędów, trudno było nie zauważyć przewagi Igi. Rick Macci, komentując jej postawę, użył barwnych porównań:

    > „Polski kat naciska na spust i idzie na całość. Zawsze potrafiła kontratakować, ale teraz sama szuka okazji, by skończyć wymianę wcześniej. Tasuje talię, rozdaje karty i jest wyjątkowa przy siatce” – napisał.

    Dodał też, że „Iga ma niezwykle ostre, wręcz brutalne ataki w poprzek kortu, co sprawia rywalkom ogromne problemy”.

    Radości z jej dyspozycji nie kryli także trenerzy – Wim Fissette i Maciej Ryszczuk. Jak relacjonował Dominik Senkowski z Sport.pl, już po dwóch pierwszych gemach obaj spojrzeli na siebie z wymownym uśmiechem, widząc, że ich podopieczna weszła w mecz z pełną energią i pewnością siebie. „Świątek grała szybko, zdecydowanie i w idealnym rytmie” – podsumował dziennikarz.

    W piątek Polka powalczy o półfinał z Anną Kalinską, która niespełna miesiąc temu pokonała Magdę Linette w Waszyngtonie. Dotychczas mierzyły się tylko raz – półtora roku temu w Dubaju, gdzie Rosjanka niespodziewanie wygrała 6:4, 6:4. Tym razem Świątek będzie chciała wyrównać rachunki. W przypadku zwycięstwa zmierzy się w półfinale z lepszą z pary Aryna Sabalenka – Jelena Rybakina.