• Bezpardonowy atak na Świątek. “Polska oszustka” to był początek, teraz takie słowa

    Bezpardonowy atak na Świątek. “Polska oszustka” to był początek, teraz takie słowa

    Iga Świątek w świetnym stylu kontynuuje swój występ w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Polka wcześniej wyeliminowała Anastazję Potapową oraz Soranę Cirsteę, a w piątkowym ćwierćfinale zmierzyła się z Anną Kalinską. 24-letnia liderka polskiego tenisa nie miała większych problemów, by poradzić sobie z Rosjanką, zwyciężając 6:3, 6:4. Dzięki temu już trzeci rok z rzędu zameldowała się w półfinale prestiżowej imprezy rozgrywanej w stanie Ohio, zapisując się w historii jako najmłodsza zawodniczka ery open, która może pochwalić się taką serią w tym turnieju.

    Burza w Rosji po meczu Świątek – Kalinska

    Ćwierćfinałowe starcie Świątek z Kalinską wywołało spore emocje również w rosyjskich mediach. Co ciekawe, większość tamtejszych portali skupiła się wyłącznie na aspekcie sportowym. Serwis sports.ru zaznaczył, że dla Kalinskiej był to pierwszy mecz przegrany z zawodniczką z czołowej trójki rankingu WTA – wcześniej bilans Rosjanki wynosił 4:0. Dziennikarze podkreślili także osiągnięcie Polki, przypominając, że był to już jej 21. półfinał turnieju rangi WTA 1000. W historii tej kategorii tylko Martina Hingis i Maria Szarapowa osiągnęły taki wynik w młodszym wieku.

    Zupełnie inaczej do sprawy podeszli autorzy ze sportbox.ru, znani z krytycznego nastawienia do Świątek. Przypomnijmy, że już po ćwierćfinale Wimbledonu 2025, w którym Polka pokonała Ludmiłę Samsonową, nazwali ją „oszustką”. „Polska oszustka rujnuje turniej życia rosyjskiej tenisistki. Świątek nie może żyć bez podłości” – pisano wówczas.

    Przed meczem w Cincinnati tamtejszy portal ponownie próbował podgrzać atmosferę, oskarżając organizatorów o niesprawiedliwe traktowanie Kalinskiej i sugerując, że Rosjanka zmierzy się z „dopingowiczką”. Po spotkaniu opublikowali artykuł zatytułowany: „Amerykanie wystawili piękność z Rosji. Ale Anna i tak walczyła z oszustką Świątek”.

    Kalinska zatrzymana w ćwierćfinale

    Ostatecznie Anna Kalinska, rozstawiona w Cincinnati z numerem 28, musiała uznać wyższość Igi Świątek. Polka, aktualnie trzecia w światowym rankingu, wygrała w dwóch setach 6:3, 6:4 po meczu trwającym godzinę i 34 minuty. Dla Rosjanki była to bolesna porażka, tym bardziej że jeszcze przed spotkaniem narzekała na ułożenie terminarza, a w trakcie gry zmagała się z problemami zdrowotnymi.

    Świątek w półfinale zmierzy się z Jeleną Rybakiną, która w ćwierćfinale okazała się lepsza od Aryny Sabalenki. Relację na żywo z tego pojedynku będzie można śledzić w serwisie Interia Sport.

  • Oto nowy rekord w przysiadzie. Polka dokonała niemożliwego

    Oto nowy rekord w przysiadzie. Polka dokonała niemożliwego

    Zuzanna Kula zapisała się w historii World Games, dokonując wyczynu, który na długo pozostanie w pamięci kibiców sportów siłowych. Polska trójboistka rozpoczęła rywalizację od fenomenalnego startu – w pierwszej konkurencji, czyli w przysiadzie ze sztangą, nie tylko zwyciężyła, ale również pobiła rekord świata. Potem nie zwolniła tempa, pokazując ogromną moc w wyciskaniu na leżąco i martwym ciągu. Efekt? Złoty medal i kolejny rekord świata na koniec zawodów!

    Dominacja Polki od pierwszego podejścia

    Kula, specjalizująca się w trójboju siłowym, już wcześniej udowadniała, że należy do światowej czołówki. Rok temu sięgnęła po mistrzostwo świata w wyciskaniu leżąc, osiągając wynik 168 kg. Tym razem błysnęła w chińskim Chengdu, gdzie odbywały się World Games. Startowała w kategorii lekkiej, a jej waga startowa wynosiła 51,9 kg.

    Pierwsza konkurencja – przysiad – przyniosła coś absolutnie niezwykłego. Polka udźwignęła 223 kg, poprawiając dotychczasowy rekord świata. Sędziowie, którzy szczególnie rygorystycznie podchodzą do prób rekordowych, nie mieli wątpliwości – wszystko było zgodnie z regulaminem. Emocje Kuli po udanym podejściu mówiły same za siebie. „To coś niewiarygodnego, absolutna dominatorka!” – komentowali z podziwem eksperci Polsatu Sport.

    Rekordowy wynik i złoto World Games

    Reprezentantka Polski nie poprzestała na jednym rekordzie. W wyciskaniu na leżąco uzyskała 155 kg, a w martwym ciągu 185 kg. W każdej z konkurencji była najlepsza, a jej łączny rezultat – 563 kg – oznaczał nowy rekord świata i pewne zwycięstwo. Co więcej, to aż 11 razy więcej niż wynosi jej waga ciała!

    Na podium obok Kuli znalazły się dwie Ukrainki – Tetiana Bila oraz Anastasija Derewianko. Obie uzyskały identyczny wynik 512,5 kg, jednak o srebrze Bili przesądziła lepsza punktacja. Stawkę zamykała Portorykanka Frankmary Duno, która jednak została zdyskwalifikowana.

    Polka nie tylko sięgnęła po złoty medal World Games, ale również potwierdziła, że w świecie trójboju siłowego jest obecnie bezkonkurencyjna.

  • Skandal w Cincinnati. Jest reakcja Igi Świątek

    Skandal w Cincinnati. Jest reakcja Igi Świątek

    Iga Świątek zameldowała się w półfinale prestiżowego turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Polka pokonała w dwóch setach Annę Kalinską 6:3, 6:4, choć zwycięstwo nie przyszło jej łatwo. W piątkowym spotkaniu mierzyła się bowiem nie tylko z ambitnie walczącą Rosjanką, lecz także z panującym w Ohio nieznośnym upałem. Trudne warunki atmosferyczne towarzyszą tenisistkom praktycznie od początku imprezy, a Świątek podczas konferencji prasowej odniosła się do problemu, apelując do władz WTA o wprowadzenie drobnych zmian, które ułatwiłyby zawodniczkom rywalizację w ekstremalnych temperaturach.

    Już w starciu czwartej rundy z Soraną Cirsteą było widać, jak bardzo mordercza pogoda daje się we znaki tenisistkom. – Pierwszy raz widzę zawodniczkę, która wychodzi na mecz już spocona – komentowała w Canal+ Joanna Sakowicz-Kostecka, patrząc na Świątek przed rozpoczęciem pojedynku. Polka jednak poradziła sobie świetnie i wygrała 6:4, 6:3. Choć zwycięstwo przyszło jej w dobrym stylu, nasuwało się pytanie: czy w takich warunkach mecze w ogóle powinny się odbywać?

    Podobnie wyglądała sytuacja w ćwierćfinale przeciwko Kalinskiej. Iga triumfowała 6:3, 6:4, lecz widać było, że toczy podwójną walkę – z rywalką i z pogodą. – Szczerze mówiąc, musimy oswoić się z tym, jak zmienia się świat. Myślę, że takie sytuacje będą coraz częstsze – podkreślała po spotkaniu, nawiązując do zmian klimatycznych.

    Podczas konferencji prasowej Świątek doprecyzowała swoje stanowisko, wskazując, że tenis potrzebuje drobnych korekt, by zawodniczki mogły skuteczniej radzić sobie z trudnymi warunkami. – Wszyscy powinniśmy być świadomi tego, co dzieje się z klimatem i starać się jak najlepiej chronić planetę – mówiła, cytowana przez portal puntodebreak.com. – Lubię mecze rozgrywane rano, ale jeśli już musimy grać w takich upałach, to może organizatorzy powinni dać nam pięć sekund więcej na użycie ręcznika i chwilę więcej na złapanie oddechu. W takich warunkach naprawdę o to trudniej – apelowała.

    Teraz przed liderką polskiego tenisa kolejne wielkie wyzwanie – półfinał z Jeleną Rybakiną. Historia ich spotkań przemawia nieznacznie za Świątek, która prowadzi w bilansie 5:4. – Mecze z Jeleną zawsze są bardzo intensywne. Rzadko daje przeciwniczce szanse, ma świetny serwis i znakomicie porusza się z głębi kortu, mimo że jest wysoka. Potrafi perfekcyjnie kryć całą powierzchnię. Trzeba być maksymalnie skoncentrowanym, żeby wykorzystać nieliczne okazje – tłumaczyła Iga, dodając, że jest zadowolona ze swojej postawy w Cincinnati. – Cieszę się, że z każdym meczem robię postępy – zaznaczyła.

    Spotkanie Świątek z Rybakiną odbędzie się w niedzielę, 17 sierpnia. Godzina rozpoczęcia nie została jeszcze ogłoszona. Zwyciężczyni zagra w finale z Jasmine Paolini lub Wieroniką Kudiermietową. Z turniejem pożegnały się już dwie największe faworytki – Aryna Sabalenka i Coco Gauff – co sprawia, że najwyżej rozstawioną zawodniczką pozostałą w stawce jest właśnie Iga Świątek, aktualnie trzecia tenisistka świata.

  • Nazwali Świątek “polską oszustką”. Tak zareagowali po meczu z Rosjanką

    Nazwali Świątek “polską oszustką”. Tak zareagowali po meczu z Rosjanką

    Rosyjskie media znów atakują Igę Świątek. Sportbox.ru nie przebiera w słowach po meczu z Anną Kalińską

    Iga Świątek pewnie zameldowała się w półfinale prestiżowego turnieju WTA 1000 rozgrywanego na twardych kortach w Cincinnati. Polska liderka światowego tenisa pokonała w ćwierćfinale Rosjankę Annę Kalińską 6:3, 6:4 i po raz trzeci z rzędu znalazła się w najlepszej czwórce tej imprezy. Zanim jednak doszło do meczu, rosyjskie media ponownie postanowiły uderzyć w naszą zawodniczkę.

    Portal Sportbox.ru, który już wcześniej zasłynął z obraźliwych publikacji, w których Świątek nazywano wręcz „polską oszustką”, tym razem przed spotkaniem grzmiał, że Anna Kalińska została potraktowana niesprawiedliwie przez organizatorów. W tytule tekstu pojawiły się mocne słowa: „Rosyjska tenisistka w USA w niemożliwych warunkach. W imię polskiej dopingowiczki”. Już sam nagłówek jasno sugerował, że celem ataku była Polka.

    Po zakończonym meczu na łamach tego samego serwisu pojawił się kolejny paszkwil. Dziennikarze nie kryli rozczarowania porażką Rosjanki i pozwolili sobie na kolejne personalne ataki. „Amerykanie wystawili piękność z Rosji. Ale Anna i tak walczyła z oszustką Świątek” – brzmiał jeden z nagłówków, który od razu zwrócił uwagę swoją agresywną retoryką.

    Mecz trwał godzinę i 34 minuty. Choć Kalińska momentami była w stanie nawiązać wyrównaną walkę, ostatecznie musiała uznać wyższość Polki. Rosjanka, rozstawiona z numerem 28, odpadła z turnieju po raz pierwszy przegrywając z rywalką z czołowej trójki rankingu WTA. Wcześniej jej bilans w takich meczach wynosił 4–0.

    Sportbox.ru skupił się nie tylko na wyniku, ale i na narzekaniach Kalińskiej sprzed spotkania. Zawodniczka twierdziła, że terminarz działał na jej niekorzyść i że była poszkodowana przez organizatorów. W trakcie meczu zaczęły doskwierać jej także problemy zdrowotne, co – zdaniem rosyjskich dziennikarzy – miało wpłynąć na przebieg gry.

    Zdecydowanie inny ton przyjęły inne rosyjskie portale. Sports.ru docenił poziom pojedynku i pochwalił obie tenisistki, podkreślając, że był to wartościowy mecz dla kibiców. Z kolei serwis sovsport.ru ograniczył się do podania najważniejszych statystyk: pięć asów Kalińskiej, pięć podwójnych błędów serwisowych, jeden wykorzystany break point, a po drugiej stronie – dwa asy Świątek, trzy podwójne błędy i trzy przełamania na jedenaście okazji.

    Dziennikarze zwrócili też uwagę, że dla Świątek był to już 21. półfinał turnieju rangi WTA 1000 w karierze. Od czasu wprowadzenia tej kategorii w 1990 roku tylko Martina Hingis i Maria Szarapowa osiągały taki wynik w młodszym wieku.

    Polka w pomeczowym wywiadzie zachowała spokój i poczucie humoru. – Jak dbam o spokój na korcie? Nie ma żadnych sekretów, po prostu piję… wodę (śmiech). To wszystko. Musimy się przyzwyczaić do trudnych warunków, bo świat się zmienia i będzie coraz trudniej – podkreśliła.

    Świątek w półfinale zmierzy się ze zwyciężczynią hitowego pojedynku Aryna Sabalenka – Jelena Rybakina.

    Nie brakowało również komentarzy polskich dziennikarzy. Agnieszka Niedziałek ze Sport.pl zauważyła, że Kalińska próbowała różnymi sposobami „zamęczyć” Polkę, ale ta zachowała konsekwencję i kontrolę. – Kalinska przewidziała przebieg tego meczu już ponad rok temu, ale nie udało jej się oszukać przeznaczenia – pisała dziennikarka, podkreślając, że w opisie gry Rosjanki komentatorka powtarzała jedno słowo: zmęczenie.

    Świątek udowodniła po raz kolejny, że jest w świetnej formie fizycznej i mentalnej, a odpowiedzią na medialne ataki zza wschodniej granicy była najlepsza możliwa odpowiedź – wygrana na korcie.

  • Alarm! Oto ranking WTA po awansie Igi Świątek do półfinału w Cincinnati

    Alarm! Oto ranking WTA po awansie Igi Świątek do półfinału w Cincinnati

    Alarm! Oto ranking WTA po awansie Igi Świątek do półfinału w Cincinnati

    To się dzieje! Iga Świątek pokonała 6:3, 6:4 Annę Kalinską i ma już miejsce w półfinale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Tym samym nasza rodaczka wykonała kolejny krok, aby awansować na lokatę numer dwa w światowym rankingu WTA. Jest jedno “ale”. Jej plan jednak błyskawicznie — bo już w nocy z piątku na sobotę — może legnąć w gruzach. Wszystko zależy od wyniku spotkania Coco Gauff, czyli aktualnej “dwójki”. Wyjaśniamy wszelkie rankingowe zawiłości.

     

    Po czterech meczach (w tym jednym walkowerze) Iga Świątek zameldowała się w półfinale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. W ćwierćfinale nasza rodaczka pokonała Annę Kalinską wynikiem 6:3, 6:4. To bardzo dobra wiadomość, bo oznacza, że podczas amerykańskiego “tysięcznika” Polka wciąż może wrócić na drugą pozycję w światowym rankingu. Istnieje jednak tylko jeden scenariusz, żeby tak się stało. A on może się bardzo szybko się zdezaktualizować.

     

    Coco Gauff może pokrzyżować plan Igi Świątek. Wystarczy jedno

     

    A mianowicie: w tej chwili w zestawieniu “na żywo” Świątek ma 7323 pkt, druga Coco Gauff 7874, a pierwsza Aryna Sabalenka 11225. Do liderki przejdziemy za chwilę, ale teraz należy skupić się na rywalizacji Polki z Amerykanką. Nasza rodaczka traci do niej 551 “oczek” i jeśli chce ją dogonić, to musi wygrać turniej w Cincinnati. “Haczyk” jest jednak taki, że jeśli druga rakieta świata awansuje do półfinału, to wynik Świątek nie będzie miał już żadnego znaczenia. Gauff na miejscu numer dwa pozostanie.

     

    Szansę na awans dalej Amerykanka będzie miała już w nocy z piątku na sobotę o godz. 2.30. Wtedy to zmierzy się w ćwierćfinale z Jasmine Paolini (9. WTA) i jeśli wygra, to pozbawi najlepszą polską tenisistkę szansy na powrót na “dwójkę” w zestawieniu WTA. Dlatego w tej chwili tak naprawdę nic nie zależy od Świątek. To czy, będzie mogła jeszcze w Cincinnati powrócić na drugą lokatę w rankingu, pozostaje w rękach amerykańskiej tenisistki.

     

    Walka w Cincinnati trwa. Liczy się każdy punkt, a oto ranking WTA

     

    Tak czy inaczej, nawet jeśli Gauff dostanie się do półfinału, to wciąż jest o co grać podczas amerykańskiego “tysięcznika”. Rok temu Świątek dotarła w tych zawodach do półfinału, ale jej wynik nie został dopisany do rankingu WTA, bo to właśnie wtedy Polka dostała pozytywny wynik testu antydopingowego. Dlatego nie broni żadnych punktów i już teraz jest 390 “na plusie”. Jeśli chodzi o jej rywalki, to wspominana już wielokrotnie Gauff w 2024 r. odpadła w drugiej rundzie i teraz zdobyła już 205 nowych “oczek” (jeśli wygra w półfinale, będzie ich 380).

     

    W najgorszym położeniu jest zaś Sabalenka. Ona rok temu triumfowała w Cincinnati, dlatego broni aż 1000 pkt. Teraz również jest już w ćwierćfinale (o godz. 18.30 zmierzy się o awans z Jeleną Rybakiną) i udało jej się obronić 215 “oczek”. Wciąż na jej koncie widnieje jednak minus 785 pkt za zeszłoroczną edycję. Przewaga Białorusinki nad drugą i trzecią rakietą świata jest jednak wciąż na tyle duża, że panie nie mają szans dogonić światowej liderki. Zmienić się to będzie mogło dopiero w ciągu kolejnych turniejów, a szczególną uwagę trzeba będzie poświęcić US Open, bo tam Sabalenka będzie bronić aż 2000 “oczek”.

     

  • Cały świat usłyszał słowa Świątek. “Myślę, że będzie coraz gorzej”

    Cały świat usłyszał słowa Świątek. “Myślę, że będzie coraz gorzej”

    Iga Świątek w świetnym stylu awansowała do półfinału turnieju WTA 1000 w Cincinnati, pokonując Annę Kalinską 6:3, 6:4. Tym samym Polka skutecznie zrewanżowała się Rosjance za porażkę sprzed kilku miesięcy w Dubaju. Choć wynik może sugerować pewną przewagę, trzecia rakieta świata w pomeczowym wywiadzie zaznaczyła, że spotkanie wcale nie należało do łatwych. Następnie, z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru, zdradziła swój prosty sposób na utrzymanie koncentracji i odpowiedniego nawodnienia. – Piję… oczywiście wodę – powiedziała z uśmiechem, co wywołało salwę śmiechu na trybunach.

    Świątek rozgrywa w Cincinnati znakomity turniej. W drugiej rundzie bez większych problemów pokonała Anastazję Potapową 6:1, 6:4, a w trzeciej awansowała walkowerem po tym, jak Marta Kostiuk z powodu kontuzji nie mogła wyjść na kort. W ćwierćfinale jej rywalką była Sorana Cirstea, która walczyła ambitnie, lecz musiała uznać wyższość Polki, przegrywając w dwóch setach.

    Według wyliczeń profilu „The Tennis Letter”, zwyciężczyni tegorocznego Wimbledonu awansowała właśnie do swojego 24. ćwierćfinału imprezy rangi WTA 1000 i trzeciego z rzędu w Cincinnati. Co więcej, Świątek jest najmłodszą tenisistką od czasów Simony Halep w 2015 roku, która dokonała tego wyczynu trzy razy z rzędu.

    Spotkanie z Kalinską zaczęło się od problemów Rosjanki. Przy stanie 2:1 poprosiła ona o przerwę medyczną z powodu urazu, po której wróciła na kort z opatrunkiem na lewej łydce. Od tego momentu Świątek zdecydowanie przyspieszyła grę, wygrywając cztery z kolejnych sześciu gemów i zamykając pierwszego seta wynikiem 6:3. W drugiej partii utrzymała kontrolę nad przebiegiem meczu, zwyciężając 6:4 i kończąc całe spotkanie w dwóch setach.

    Po meczu Polka przyznała, że starcie w Cincinnati różniło się od tego w Dubaju. – Cieszę się, że od początku byłam aktywna i grałam swoją grę. Utrzymałam intensywność i wywierałam presję, choć wcale nie było łatwo – mówiła na korcie.

    Zapytana o radzenie sobie z ekstremalnym upałem, z uśmiechem odpowiedziała: – Po prostu piję… wodę, oczywiście. Po chwili jednak dodała na poważnie refleksję o zmianach klimatycznych: – Szczerze mówiąc, musimy przyzwyczaić się do tego, jak zmienia się świat. Myślę, że będzie tylko gorzej.

    W półfinale Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Aryna Sabalenka – Jelena Rybakina. Niezależnie od tego, która z nich awansuje, Polkę czeka bardzo wymagający mecz – zarówno liderka rankingu z Białorusi, jak i Kazaszka już wielokrotnie udowadniały, że potrafią stawić jej twardy opór.

  • Świat zobaczył, jak Świątek “traktuje” rywalki. “Nie mogę oddychać”

    Świat zobaczył, jak Świątek “traktuje” rywalki. “Nie mogę oddychać”

    W poniedziałek zwycięstwo bez gry po walkowerze rywalki, w piątek awans po kreczu przeciwniczki – niewiele brakowało, by właśnie tak wyglądała droga Igi Świątek w tegorocznym turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Tymczasem w skrajnie trudnych, dusznych warunkach w USA można było wyraźnie zobaczyć, w jak znakomitej dyspozycji fizycznej znajduje się Polka – szczególnie na tle swoich rywalek. Świątek zameldowała się już w półfinale, w którym zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    Przypomnijmy, że miesiąc temu, podczas meczu czwartej rundy Wimbledonu, Clara Tauson krzyczała w trakcie starcia z Polką: „Ku**a, nie mogę oddychać”. Duński dziennik Ekstra Bladet opisywał wtedy, że mimo ogromnych problemów zdrowotnych Dunka dokończyła spotkanie. Podobnie w Cincinnati – Anna Kalinska, choć zmagała się z kontuzją, walczyła do końca, starając się przeciwstawić faworytce. Takie sytuacje, powtarzające się w meczach Świątek, pokazują jednak, że wiele przeciwniczek nie wytrzymuje fizycznego tempa, jakie narzuca liderka polskiego tenisa.

    Po 45 minutach ćwierćfinału z Kalinską Iga zmieniła jedynie przepoconą koszulkę i czapkę, po czym natychmiast była gotowa grać dalej. Prowadziła wówczas 6:3, a Rosjanka udała się na dłuższą przerwę medyczną. Pierwsze wątpliwości co do tego, czy Kalinska dokończy mecz, pojawiły się już po kwadransie gry, gdy przy stanie 2:1 dla Świątek poprosiła o interwencję fizjoterapeutki. Z lodem na karku, zabandażowaną łydką i po dawce środków przeciwbólowych wróciła jednak na kort. Tymczasem Polka, mimo upału sięgającego 30 stopni i wilgotności powyżej 70 proc., poruszała się energicznie, jakby warunki nie robiły na niej większego wrażenia.

    Rosjanka jeszcze dzień wcześniej publicznie skarżyła się na harmonogram gier, twierdząc, że nie miała czasu na regenerację po spotkaniu z Jekateriną Aleksandrową, które zakończyło się po północy. Świątek faktycznie skończyła swój mecz poprzedniej rundy około 12 godzin wcześniej, ale i tak Kalinska miała ponad dobę odpoczynku – co w tourze WTA wcale nie jest rzadkością.

    W trakcie meczu Rosjanka wielokrotnie sygnalizowała ból łydki, lecz nie zrezygnowała z gry. Obroniła nawet cztery piłki meczowe przy stanie 3:6, 4:5, imponując walecznością. Jednak Świątek zachowała pełen spokój, serwując na zwycięstwo do 15 i wykorzystując piątego meczbola.

    Takie scenariusze w spotkaniach Igi zdarzają się regularnie. Od momentu, gdy została numerem jeden światowego rankingu, aż osiem razy wygrała mecze dzięki walkowerowi lub kreczowi rywalki – m.in. z Martą Kostiuk, Danielle Collins, Caroline Wozniacki, Karoliną Plíškovą, Łesią Curenko czy Ons Jabeur. Sama Świątek w tym czasie oddała mecz przed rozpoczęciem tylko raz – w Bad Homburgu 2023 – oraz raz skreczowała w trakcie gry, w ćwierćfinale w Rzymie przeciwko Rybakinie z powodu kontuzji uda.

    Tamten rzymski mecz wywołał falę absurdalnych komentarzy w mediach społecznościowych, jakoby Iga symulowała uraz, co stanowczo zdementowała jej psycholożka Daria Abramowicz, podkreślając, że takie insynuacje są krzywdzące i naruszają granice prywatności.

    Historia pojedynków z Kalinską ma dodatkowy wątek – jedyne wcześniejsze starcie tych tenisistek, w Dubaju 2024, Świątek przegrała 4:6, 4:6. Dopiero później ujawniono, że tamtego dnia Polka zmagała się z objawami COVID-19, mając problemy z oddychaniem i koncentracją. Mimo tego nie zeszła z kortu, walcząc do końca – co jeszcze bardziej podkreśla jej odporność fizyczną i mentalną.

  • Świątek czekała na rewanż z Sabalenką. Hit odwołany. Aryna zdemolowana w Cincinnati

    Świątek czekała na rewanż z Sabalenką. Hit odwołany. Aryna zdemolowana w Cincinnati

    Świątek czekała na rewanż z Sabalenką. Hit odwołany. Aryna zdemolowana w Cincinnati

    Rok temu Iga Świątek próbowała w nieszczęsnym dla niej ostatecznie Cincinnati odegrać się za brązowy medal z igrzysk, bo przecież marzyła o złocie. W półfinale przegrała jednak z Aryną Sabalenką, a miesiąc później dowiedziała się o pozytywnym wyniku badania antydopingowego. Z Białorusinką zagrała jeszcze w półfinale French Open, też przegrała. Po dzisiejszym awansie Igi do półfinału można było liczyć na to, że znów o finał zagra z liderką rankingu WTA. Jelena Rybakina na to jednak nie pozwoliła. I to w jakim stylu!

     

    Dwa miesiące temu w Berlinie Aryna Sabalenka też zmierzyła się z Jeleną Rybakiną w walce o półfinał. Obie gwiazdy kobiecego tenisa stoczyły blisko trzygodzinny bój, dwa sety rozstrzygały w tie-breakach. W tym ostatnim gemie trzeciego seta Kazaszka miała już cztery piłki meczowe, prowadziła 6-2. I przegrała sześć akcji z rzędu. Porażka w takim stylu może boleć bardziej niż jakieś 1:6, 1:6.

     

    Teraz doszło do rewanżu – śmiało można powiedzieć, że na terytorium Sabalenki. To ona jest wciąż światową jedynką, w Cincinnati triumfowała rok temu. Tyle że w ostatnich dniach nie prezentowała jakiejś wybitnej gry, mogła odpaść w starciu z Emmą Raducanu.

     

    Rybakina zaś znów długimi momentami gra tak, jak zawodniczka ze ścisłej czołówki rankingu. Wciąż jest trochę niestabilna, bo przecież trudno było wytłumaczyć porażki w półfinałach w Waszyngtonie (z Leylah Fernandez) i Montrealu (z Victorią Mboko), w obu tych spotkaniach serwowała po finały. W Cincinnati też w każdym z trzech starć przegrywała pierwszego seta, by później włączać swój niszczący serwis, ale i skuteczny return.

     

    W meczu z Sabalenką pokazała to wszystko od początku. A sztab Igi Świątek pewnie się zastanawiał, czy aby starcie z tak grającą Kazaszką w niedzielnym półfinale to będzie najlepsze dla Polki rozwiązanie. Jelena nie zostawiła jednak innej opcji.

     

    WTA 1000 Cincinnati. Aryna Sabalenka kontra Jelena Rybakina. Dwa i pół zaciętego gema, później pogrom liderki rankingu

     

    Sabalenka już w gemie otwarcia miała break pointa, w trzecim zaś prowadziła – przy serwisie Rybakiny – 30-0. Wtedy Kazaszka nie trafiała pierwszym podaniem, to był jej główny mankament. Gdy jednak serwis zaczął funkcjonować na poziomie najlepszym chyba na świecie, nawet Sabalenka zaczęła być bezradna. Dość powiedzieć, że w pierwszej partii Jelena miała stuprocentową skuteczność przy pierwszym podaniu (9/9), drugie też jakoś specjalnie nie zawodziło.

     

    A Sabalenka? Nie popełniała wielu błędów, nie grała jakoś bardzo źle. Była jednak bezradna, kompletnie bezradna. Płaskie zagrania Rybakiny były za mocne, za precyzyjne. Za chwilę zrobiło się 1:3, później 1:4, 1:5, 1:6. Po 29 minutach od pierwszego serwisu Kazaszki. Tak wysoko liderka rankingu WTA oberwała po raz ostatni w kwietniu, w finale WTA 500 w Stuttgarcie z Jeleną Ostapenko. Na kortach twardych zaś w listopadzie zeszłego roku, w Rijadzie. A po drugiej stronie siatki znajdowała się wtedy… Rybakina.

     

    Po tym fatalnym secie Sabalenka udała się do szatni, skorzystała z przerwy toaletowej. A Rybakina wysłuchiwała porad Stefano Vukova, chyba niepotrzebnie, bo w takiej dyspozycji niczego nie powinna zmieniać.

     

    Widać było po Białorusince, że jest zła. Półfinał wymykał jej się z rąk, a przecież broniła tu aż tysiąca punktów za zeszłoroczny triumf. Za chwilę będzie zaś bronić dwóch tysięcy w US Open.

     

    Odpowiedź Sabalenki na demolkę w pierwszej partii. Nagły zryw, szanse na przełamanie. I wszystko się szybko skończyło

     

    Sabalenka lepiej zaczęła drugą partię, wygrała swojego gema, za moment miała 30-0, a później dwa break pointy przy podaniu Rybakiny. Kazaszce już tak pierwsze podanie idealnie nie wychodziło, ale i tak wyrównała. Liderka rankingu znów mogła mieć do siebie żal, zwłaszcza przy tej drugiej okazji. Bała się już mocy podania Rybakiny, ale ta miała drugi serwis, którym nie ryzykowała. A Białorusinka i tak się źle ustawiła.

     

    Skoro Rybakina wyszła z tak dużych opresji, to za chwilę postawiła kolejny krok w kierunku awansu. Po prostu przełamała liderkę rankingu, korzystała z jej potwornej niemocy.

     

    Rybakina odskoczyła na 4:2, potrzebowała jeszcze po prostu “przytrzymać” własne podanie. Sabalenka grała trochę lepiej, a może po zeszła z niej jakaś presja i stawiała wszystko na jedną kartę. Wygrywała przynajmniej swoje gemy, a to już było coś. Choć za mało by odwrócić losy meczu.

     

    Rybakina nie pozwoliła jej jednak na powrót, nie zmarnowała tej szansy. Obroniła break pointa w ósmym gemie, oczywiście – asem. Dziewiątym w spotkaniu. A później kolejnego – dziesiątym asem.

     

    Choć już też walczyła z emocjami, a to nie jest jej mocną stroną. Wygrała jednak to starcie w 75 minut 6:1, 6:4. I to ona zagra w niedzielę o finał z Polką.

     

    Czy to dobre rozwiązanie dla Świątek? Iga wygrała z Kazaszką już trzy mecze w tym roku: w Sydney, Dosze i Paryżu. Wydaje się jednak, że teraz Rybakina jest w znacznie lepszej dyspozycji.

  • Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek z Rosjanką

    Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek z Rosjanką

    Iga Świątek bez większych kłopotów zameldowała się w półfinale turnieju WTA w Cincinnati, pokonując Annę Kalinską 6:3, 6:4. Jej kolejną rywalką może być Aryna Sabalenka – pod warunkiem, że Białorusinka poradzi sobie z Jeleną Rybakiną. Dzisiejsza wygrana Polki ma jednak także znaczenie w kontekście rankingu WTA, w którym Świątek zbliżyła się do wiceliderki, Coco Gauff.

    W Cincinnati wszystko układa się dla Igi Świątek zgodnie z planem. Polka pozostaje niepokonana w tym turnieju i jak dotąd nie straciła nawet seta. Najtrudniejszą przeprawę miała w starciu z Soraną Cirsteą, lecz i Rumunkę pokonała pewnie – 6:4, 6:3.

    Ćwierćfinałowy pojedynek z Anną Kalinską nie zmienił tej passy. Świątek kontrolowała przebieg meczu, zwyciężając 6:3, 6:4, i wywalczyła awans do najlepszej czwórki turnieju. Dzięki temu dopisała do swojego konta kolejne punkty rankingowe, zmniejszając stratę do Coco Gauff.

    Obecnie w rankingu WTA LIVE Świątek ma 7323 punkty, podczas gdy Amerykanka – 7874. Jeżeli Gauff przegra w nocy z piątku na sobotę z Jasmine Paolini, nie poprawi już swojego dorobku w Cincinnati. Wówczas Polka wciąż będzie mogła ją dogonić, jednak aby wyprzedzić wiceliderkę, musiałaby sięgnąć po tytuł – wtedy jej bilans wzrósłby do 7933 punktów.

    Liderką światowej klasyfikacji pozostaje Aryna Sabalenka z dorobkiem 11 225 punktów i jej pozycja nie jest zagrożona, niezależnie od wyników pozostałych spotkań.

    W półfinale Świątek zmierzy się z triumfatorką meczu Sabalenka – Rybakina. Drugi półfinał utworzą zwyciężczynie pojedynków Warwara Graczowa – Wieronika Kudiermietowa oraz Coco Gauff – Jasmine Paolini. Turniej WTA w Cincinnati można śledzić na stronie Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Świątek schowała pomocną dłoń. Komentatorka powtarzała jedno słowo

    Świątek schowała pomocną dłoń. Komentatorka powtarzała jedno słowo

    Anna Kalinska mogła odczuwać deja vu, bo piątkowy ćwierćfinał turnieju w Cincinnati z Igą Świątek w dużej mierze przypominał scenariusz, który Rosjanka przewidywała już ponad rok temu. Wtedy to ona spróbowała zaskoczyć Polkę i narzucić jej własne warunki gry, jednak tym razem – mimo wielu prób – nie zdołała odwrócić losów meczu. Świątek wygrała 6:3, 6:4, rewanżując się za sensacyjną porażkę sprzed kilkunastu miesięcy.

    Podczas transmisji w Canal+ komentatorka Joanna Sakowicz-Kostecka wielokrotnie powtarzała jedno określenie w odniesieniu do 34. w rankingu WTA Kalinskiej – „spóźniona”. Rzeczywiście, Rosjanka często nie nadążała za tempem wymian, które Świątek tradycyjnie narzucała od pierwszych piłek. Było to podwójnie dotkliwe: z jednej strony przez wyjątkowo wymagające warunki w Cincinnati (upał i duża wilgotność), a z drugiej – z powodu wyraźnych problemów zdrowotnych Kalinskiej.

    Jeszcze przed meczem 26-latka dała w mediach społecznościowych upust frustracji z powodu terminarza. Zaledwie kilka godzin po nocnym pojedynku z rodaczką Jekateriną Aleksandrową, zakończonym po drugiej w nocy, dowiedziała się, że następnego dnia zagra pierwszy ćwierćfinał o godzinie 11. – Jak można oczekiwać od zawodników pełnej dyspozycji przy tak niesprawiedliwym harmonogramie? – pytała retorycznie.

    Na korcie jej fizyczne problemy stały się widoczne już w początkowej fazie meczu. Przy stanie 2:1 dla Świątek poprosiła o przerwę medyczną i wróciła z zabandażowaną łydką. Mimo to próbowała realizować swój plan – skracała wymiany, często stosowała skróty i chciała szybko kończyć akcje. Jednak skuteczne zagrania przeplatała prostymi błędami.

    Przed rokiem w Dubaju Kalinska zastosowała podobną strategię i odniosła największe wówczas zwycięstwo w karierze, pokonując Świątek 6:4, 6:4. – Wiedziałam, że jeśli nie będę agresywna, to ona mnie zniszczy – mówiła wtedy z entuzjazmem. Tamten mecz był jednak w wykonaniu Polki daleki od ideału; sama przyznała, że czuła brak mocy i kontroli, a do tego popełniła 18 niewymuszonych błędów.

    Tym razem role się odwróciły. To Kalinskiej brakowało sił i regularności, a liczba pomyłek rosła z każdą kolejną wymianą. Wciąż atakowała, czasem efektownie, ale – jak zauważyła Sakowicz-Kostecka – „nie liczyła się z konsekwencjami”. W końcówce broniła cztery piłki meczowe, lecz Świątek zamknęła spotkanie, choć mogła zrobić to szybciej. W obu setach zdarzało jej się oddawać rywalce gemy „w prezencie”, co nieco opóźniło moment triumfu.

    Dla Świątek turniej w Cincinnati jest okazją do odbudowy formy po Wimbledonie i przestawieniu się na amerykańskie korty twarde. Co ciekawe, do ćwierćfinału dotarła, rozgrywając zaledwie trzy mecze – w pierwszej rundzie miała wolny los, a w 1/8 finału skorzystała z walkowera Marty Kostiuk. Wcześniej zaliczyła wpadkę w meczu z Anastazją Potapową oraz nie najlepszy występ przeciwko Soran Cirstei, gdy popełniła aż 33 niewymuszone błędy.

    Mimo tych potknięć po raz trzeci z rzędu zameldowała się w półfinale Cincinnati, potwierdzając reputację zawodniczki o wyjątkowej regularności. Teraz stanie przed szansą na pierwszy finał w tej imprezie – o miejsce w nim powalczy ze zwyciężczynią starcia liderki rankingu Aryny Sabalenki z Jeleną Rybakiną.