• Karol Nawrocki nie zamierza zwlekać. Sztandarowa ustawa już gotowa

    Karol Nawrocki nie zamierza zwlekać. Sztandarowa ustawa już gotowa

    Karol Nawrocki nie zamierza zwlekać. Sztandarowa ustawa już gotowa

    Karol Nawrocki nie zamierza zwlekać – tuż po zaprzysiężeniu w środę, 6 sierpnia, planuje rozpocząć ofensywę legislacyjną. Gotowy ma być już projekt ustawy w sprawie sztandarowej obietnicy wyborczej – tzw. PIT 0 proc. dla rodzin wychowujących co najmniej dwójkę dzieci. Jak ustalił portal money.pl, nowy prezydent ma zaprezentować projekt jeszcze w tym tygodniu. Szacunkowy koszt rozwiązania to nawet 13 mld zł.

     

    Karol Nawrocki tuż po wejściu do Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie ma ruszyć do pracy. Z informacji money.pl wynika, że na pierwszy ogień pójdą dwa projekty ustaw nowego prezydenta – ustawa o Centralnym Porcie Komunikacyjnym (czwartek) oraz ustawa o PIT 0 proc. dla rodzin z co najmniej dwójką dzieci (piątek).

     

    Karol Nawrocki złoży projekt ustawy. PIT 0 proc. dla rodzin pójdzie na pierwszy ogień

     

     

    Zwolnienie z podatku dochodowego do wysokości progu podatkowego dla każdego rodzica wychowującego co najmniej dwójkę dzieci (małoletnich, niepełnosprawnych lub uczących się do 25. roku życia) – to sztandarowy postulat Karola Nawrockiego z czasu kampanii prezydenckiej. W jej trakcie propozycja była prezentowana razem z inną, zakładającą podniesienie progu podatkowego z 120 tys. zł do 140 tys. zł.

     

    Jak donosi money.pl, w otoczeniu nowego prezydenta obecnie trwają ostatnie szlify projektu. Według jego wyliczeń PIT 0 dla rodzin ma kosztować budżet państwa nawet około 13 mld złotych. Wcześniejsze szacunki mówiły m.in. o 15,9 mld zł (think tank CenEA) czy ok. 29,1 mld zł (ministerstwo finansów).

     

    Zdaniem rozmówcy z otoczenia Nawrockiego, którego cytuje serwis, trzeba “skończyć z opowieściami”, że to propozycja, która będzie kosztować kilkadziesiąt miliardów złotych. Jego zdaniem, kwota 13 mld zł “to nie jest wcale dużo pieniędzy”. Twierdzi, że dla osób o najniższych dochodach jest 800 plus i inne transfery, natomiast ulga ma być sposobem na podniesienie zamożności pracujących rodziców.

     

    Były wiceminister rodziny i pracy w czasach rządu PiS – Bartosz Marczuk – który wprowadzał 500 plus, uważa, że najpierw powinna zostać dokonana ocena, jak działa cały system świadczeń i ulg skierowanych do rodzin. “Mija niemal 10 lat od wprowadzenia programu 500 plus. Wówczas nie ruszono istniejącego systemu świadczeń rodzinnych, do tego doszły różne inne formy wsparcia w tym rozwiązania podatkowe np. ulga dla rodzin ‘4 plus’. Dlatego warto zrobić solidną ewaluację transferów do rodzin przez pryzmat celów, jakie chcemy osiągnąć. Ile wydajemy, na jakie instrumenty i co nam ma to dać” – ocenił w rozmowie z portalem.

     

    Minister finansów: Będę oczekiwał, że w propozycjach Nawrockiego znajdzie się źródło ich finansowania

     

     

    Podczas wtorkowej konferencji prasowej Andrzej Domański zapytany został o sfinansowanie obietnic wyborczych prezydenta-elekta Karola Nawrockiego. “Będę oczekiwał, że w przedstawionych przez Karola Nawrockiego propozycjach znajdą się również źródła ich finansowania” – podkreślił. Minister wskazał, że Polska ma obecnie duże wydatki związane z obronnością, ochroną zdrowia oraz programem inwestycyjnym prowadzonym przez rząd. “Wszystkie nowe propozycje wymagają wskazania źródeł ich finansowania” – podkreślił.

     

    “Mnie interesują rozwiązania, które wspierają polską gospodarkę, które budują długoterminową ścieżkę wzrostu gospodarczego (…). Jeżeli pan prezydent będzie przedstawiał takie rozwiązania, to oczywiście będziemy o nich dyskutować” – zadeklarował Domański.

    W trakcie kampanii wyborczej Nawrocki zapowiadał – oprócz zerowego PIT dla rodzin z przynajmniej dwójką dzieci – m.in. obniżkę VAT, likwidację podatku od zysków kapitałowych, waloryzację emerytur czy podniesienie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł. Eksperci firmy doradczej Colliers oszacowali zaraz po wygranej przez Nawrockiego II turze wyborów, że koszt jego obietnic może przekroczyć 50 mld zł rocznie.

     

  • Świątek wraca do gry. I od razu rywalka z wielkiego finału. Kibice pamiętają łzy

    Świątek wraca do gry. I od razu rywalka z wielkiego finału. Kibice pamiętają łzy

    Świątek wraca do gry. I od razu rywalka z wielkiego finału. Kibice pamiętają łzy

    Pierwszy turniej na kontynencie północnoamerykańskim nie okazał się dla Igi Świątek udany. Zmagania w Montrealu polska tenisistka zakończyła na IV rundzie. Na znacznie lepszy występ liczy w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. W czwartek zaliczy tam pierwszy oficjalny trening, a po przeciwnej stronie kortu stanie Karolina Muchova – rywalka z pamiętnego finału French Open AD 2023.

     

    – Mecz był wyrównany. Byłam tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Gratulacje dla ciebie, Iga. Mam nadzieję, że to dopiero początek. Zrobiłam ogromny postęp i wrócę w jeszcze lepszej formie – to słowa wypowiedziane przez Karolinę Muchovą po finale Roland Garros 2023.

     

    Dla Czeszki był to pierwszy finał Wielkiego Szlema. Nie była faworytką i nie pokusiła się o niespodziankę, choć postawiła opór. Uległa jednak Polce 2:6, 7:5, 4:6. Po ostatniej piłce nie kryła łez.

     

    Iga Świątek ponowie na korcie. Turniej WTA 1000 w Cincinnati to ostatni próba przed US Open

    Świątek obroniła wówczas w Paryżu tytuł sprzed roku. Była pierwszą tenisistką od 16 lat, której się to udało. Powtórzyła wyczyn Justine Henin z 2007 roku.

     

    Muchova kolejnego wielkoszlemowego finału jeszcze się nie doczekała. Dwukrotnie docierała do półfinału US Open (2023, 2024). W zbliżającej się edycji liczy przynajmniej na powtórkę.

     

    Zanim panie przeprowadzą się do Nowego Jorku, czeka je rywalizacja w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. W czwartek Świątek i Muchova (obecnie 14. lokata w światowym rankingu) wyjdą na wspólny trening. Pojawią się na korcie w samo południe, czyli o 18:00 czasu polskiego.

     

    Raszynianka w I rundzie może liczyć na wolny los. Do turniejowej batalii przystąpi w sobotę lub niedzielę. Jej rywalką będzie Rosjanka Anastazja Potapowa (44. WTA), jeśli tylko wcześniej upora się z kwalifikantką.

  • Nawrocki prezydentem. Oto co usłyszał od kibiców w Warszawie

    Nawrocki prezydentem. Oto co usłyszał od kibiców w Warszawie

    Karol Nawrocki prezydentem Polski. Na trasie przemarszu spotkała go niespodzianka od kibiców Lechii Gdańsk

    W środę 6 sierpnia Karol Nawrocki oficjalnie objął urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Uroczystości związane z jego zaprzysiężeniem przyciągnęły tłumy mieszkańców Warszawy oraz przyjezdnych z całego kraju. Wśród wiwatujących nie zabrakło też wiernych kibiców Lechii Gdańsk – klubu, z którym nowy prezydent od lat jest emocjonalnie związany. Ich głośna obecność nie przeszła bez echa, a sam Nawrocki nie krył radości z tego niecodziennego spotkania.

    Po oficjalnym zaprzysiężeniu przed Zgromadzeniem Narodowym, nowy prezydent udał się na mszę świętą do katedry św. Jana Chrzciciela. Następnie uczestniczył w ceremonii przejęcia zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi RP na placu Piłsudskiego, odwiedził Zamek Królewski, a później ruszył pieszo Krakowskim Przedmieściem w stronę Pałacu Prezydenckiego. To właśnie podczas tego przemarszu doszło do sceny, która szybko obiegła internet.

    W pewnym momencie z tłumu zebranych przy trasie ludzi dało się słyszeć donośne okrzyki: „A my swoje! Lechia Gdańsk, Lechia Gdańsk!”. Na te hasła Karol Nawrocki zareagował bardzo żywiołowo. Odwrócił się w stronę skandujących, szeroko się uśmiechnął i uniósł kciuk w górę w geście uznania. Nagranie z tego momentu opublikował później profil TLG Gdańsk na Instagramie, opatrując je podpisem: „Gratulacje dla Prezydenta RP, Karola Nawrockiego!”.

    Trudno się dziwić tej entuzjastycznej reakcji prezydenta. Karol Nawrocki pochodzi z Gdańska i od lat otwarcie przyznaje się do kibicowania Lechii. Z klubem związany był nie tylko emocjonalnie, ale też środowiskowo. W przeszłości miał wytatuować na swoim ciele emblemat grupy Chuligani Wolnego Miasta – jednej z najbardziej rozpoznawalnych frakcji kibicowskich Lechii.

    To jednak nie wszystko. Przeszłość nowego prezydenta obejmuje również mniej oficjalne epizody związane z ruchem kibicowskim. Jak przypomnieli niedawno fani z Trójmiasta, Nawrocki miał wziąć udział w słynnej bójce z 25 października 2009 roku, w której starły się grupy pseudokibiców Lechii Gdańsk i Lecha Poznań. Podczas jednego z niedawnych meczów kibice Lechii wywiesili transparent z hasłem: „Lech Poznań pamięta wp***dol od prezydenta”, nawiązując wprost do tamtych wydarzeń. Informacje te zostały potwierdzone przez dziennikarzy, którzy dotarli do szczegółów tamtej bójki.

    Choć dziś Karol Nawrocki pełni najwyższy urząd w państwie, jego związki z kibicowskim światem pozostają żywe – i nie są tajemnicą. Wielu jego dawnych towarzyszy z trybun traktuje go jako jednego z „swoich”, a wizerunek prezydenta, który nie wypiera się swojego pochodzenia i przeszłości, budzi spore emocje – zarówno pozytywne, jak i krytyczne.

    Jedno jest pewne: nowy prezydent nie zamierza odcinać się od swojej tożsamości kibica, a wydarzenia z Krakowskiego Przedmieścia tylko to potwierdzają. Czy jednak ta otwartość wobec kontrowersyjnych epizodów z przeszłości będzie atutem, czy przeszkodą w jego prezydenturze – pokażą kolejne miesiące.

  • Totalny chaos przed turniejem ze Świątek. Są duże podejrzenia

    Totalny chaos przed turniejem ze Świątek. Są duże podejrzenia

    Totalny chaos i bałagan w WTA. Problemy tuż przed turniejem w Cincinnati

    Wielki zamęt i niepewność – tak w skrócie wygląda sytuacja przed rozpoczęciem turnieju WTA 1000 w Cincinnati, w którym mają wziąć udział m.in. Iga Świątek, Aryna Sabalenka i Coco Gauff. Kobiecy kalendarz tenisowy został ułożony w sposób budzący ogromne kontrowersje. Władze WTA próbują łatać powstałe luki prowizorycznymi rozwiązaniami, które jednak nie rozwiewają wszystkich wątpliwości i mogą realnie wpłynąć na formę półfinalistek turnieju w Montrealu. Na domiar złego pojawiły się pytania o transparentność losowania turniejowej drabinki w Cincinnati.

    Elita turniejowa, amatorszczyzna organizacyjna

    Organizacja WTA od dawna nie cieszy się opinią wzoru profesjonalizmu, ale tym razem zamieszanie dotknęło jednych z najważniejszych imprez sezonu – turniejów rangi WTA 1000. To druga co do prestiżu kategoria, ustępująca jedynie Wielkiemu Szlemowi, który organizuje Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF). Tymczasem wiele wskazuje na to, że również zbliżające się US Open może nie obyć się bez kłopotów.

    Podstawowy problem to fatalnie zaplanowany kalendarz. Turnieje w Montrealu i Cincinnati zostały sztucznie wydłużone do 12 dni – co samo w sobie nie jest złe, o ile znajdzie się dla nich odpowiednie miejsce w napiętym terminarzu. Tymczasem wygląda na to, że zostały wciśnięte na siłę, co prowadzi do kolizji terminów i ogólnego chaosu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że władze WTA nie do końca wiedzą, co robią.

    Dwa turnieje na raz

    Turniej w Montrealu rozpoczął się 27 lipca i potrwa do czwartku 7 sierpnia. Tego samego dnia rusza impreza w Cincinnati, która potrwa do 18 sierpnia. Następnie w Nowym Jorku odbędzie się turniej miksta w ramach US Open (18–23 sierpnia), a już 24 sierpnia wystartują zmagania w grze pojedynczej w najważniejszym amerykańskim turnieju sezonu.

    Kalendarz jest więc przeładowany, a kolejnym problemem okazało się samo losowanie drabinki turniejowej w Cincinnati. Na stronie WTA podano, że ceremonia odbędzie się we wtorek, ale bez konkretnej godziny. Mimo że dzień dobiegał końca, drabinka nie została oficjalnie opublikowana. Dopiero po 22:00 czasu lokalnego (czyli po 4:00 nad ranem w Polsce) w mediach społecznościowych zaczęły się pojawiać zrzuty ekranu przedstawiające układ turniejowych meczów – publikowane przez anonimowe konta i kilka niszowych profili tenisowych.

    Szybko pojawiły się wątpliwości: czy te nieoficjalne informacje są wiarygodne? Główna strona WTA milczała, podobnie jak oficjalna witryna turnieju w Cincinnati, która opublikowała wyłącznie męską drabinkę ATP. Dopiero w środę rano polskiego czasu znany tenisowy profil “Z kortu” odnalazł plik PDF głęboko ukryty na stronie WTA, który potwierdzał autentyczność kobiecej drabinki.

    Finał w Montrealu, mecz w Cincinnati – dzień po dniu?

    Kolejna komplikacja dotyczy zawodniczek, które dotarły do półfinałów w Montrealu – wśród nich są rozstawione Jelena Rybakina i Clara Tauson oraz nierozstawione Naomi Osaka i Victoria Mboko. Jeśli Japonka i Kanadyjka zagrają w czwartkowym finale w Kanadzie, to już w piątek musiałyby rywalizować w pierwszej rundzie w Cincinnati – gdyby nie były rozstawione i nie mogłyby liczyć na tzw. „wolny los”.

    W tej sytuacji organizatorzy postanowili zastosować rzadko używane rozwiązanie „Performance Bye”. Przy nazwiskach Osaki i Mboko w drabince Cincinnati zapisano, że ich rywalkami będzie „Performance bye lub kwalifikantka/szczęśliwa przegrana”.

    Czym jest „Performance Bye”?

    To mechanizm stosowany zazwyczaj pod koniec sezonu, dający zawodniczkom, które osiągną znakomity wynik w poprzednim turnieju (np. półfinał lub finał), prawo do automatycznego awansu do drugiej rundy w kolejnej imprezie – nawet jeśli nie są rozstawione. Ma to na celu ochronę ich zdrowia oraz zapewnienie im możliwości godnego występu w kolejnych zawodach.

    W przypadku Osaki i Mboko założono więc, że jeśli któraś z nich dotrze do finału w Montrealu, to dostanie „wolny los” w Cincinnati i rozpocznie rywalizację od drugiej rundy. Jeśli natomiast przegrają w półfinale, zagrają w pierwszej rundzie z kwalifikantką lub szczęśliwą przegraną z eliminacji.

    Rozwiązanie to łagodzi nieco sytuację, ale nie rozwiązuje jej całkowicie. Jeśli Osaka lub Mboko odpadną w środę w Montrealu, ich pierwszy mecz w Cincinnati zaplanowany będzie na czwartek, piątek lub sobotę. Teoretycznie więc mogą mieć więcej czasu na regenerację – jeśli ich spotkania zostaną wyznaczone na sobotę. Jednak obie znalazły się w przeciwnych połówkach drabinki, więc nie mogą grać tego samego dnia. Druga runda zaplanowana jest tylko na sobotę i niedzielę, a rozgrywki odbywają się systemem „dzień po dniu”, co oznacza, że trzecia runda odbędzie się już w poniedziałek.

    Chcesz więcej? Graj dłużej

    Skąd w ogóle ten chaos? Od lat zawodniczki domagają się od WTA wyższych nagród pieniężnych. Federacja jednak nie chce płacić więcej za niezmieniony „produkt”, dlatego zamiast tego wydłuża turnieje – co pozwala dłużej transmitować je w telewizji i zwiększyć ekspozycję sponsorów. W efekcie już i tak napakowany kalendarz pęka w szwach.

    Co więcej, organizowanie turniejów WTA 1000 parami w tym samym okresie to praktyka, która od lat budzi kontrowersje. W lutym rozgrywa się zawody w Dubaju i Dosze, wiosną w Indian Wells i Miami, potem w Madrycie i Rzymie, latem w Montrealu i Cincinnati, a jesienią w Wuhan i Pekinie. To tylko potęguje wrażenie niechlujnego planowania i nieprzemyślanej logistyki.

    Nie dziwi więc, że wśród kibiców i samych tenisistek coraz częściej słychać pytania nie tylko o jakość zarządzania kalendarzem, ale też o przejrzystość losowań. Wizerunek WTA znów mocno ucierpiał – i to w jednym z kluczowych momentów sezonu.

  • Rewolucja w plebiscycie Złotej Piłki! Już ogłaszają: Pajor wygra

    Rewolucja w plebiscycie Złotej Piłki! Już ogłaszają: Pajor wygra

    Rewolucja w plebiscycie Złotej Piłki! Już ogłaszają: Pajor wygra

    Tegoroczna gala Złotej Piłki będzie się różniła od poprzednich. Po pierwsze, odbędzie się niemal miesiąc wcześniej niż tradycyjnie. Po drugie, dojdzie do sporych zmian w kobiecym futbolu. Okazuje się, że organizatorzy chcą zniwelować różnice między panami i paniami i w tym roku zawodniczki otrzymają tyle samo nagród na gali, co mężczyźni. Do kobiecej piłki wprowadzone zostaną trzy dodatkowe trofea indywidualne, na czym zyska m.in. Ewa Pajor. Niemal pewne jest, że zgarnie jedno z nich!

     

    Złota Piłka to jedna z najbardziej prestiżowych nagród w futbolu. Dwukrotnie blisko jej zdobycia był Robert Lewandowski. W 2020 roku był murowanym faworytem, ale plebiscyt “France Football” odwołano z powodu pandemii koronawirusa. Z kolei rok później kontrowersyjnie zwyciężył Leo Messi, a nasz rodak był drugi. W poprzednich latach nominowana była też Ewa Pajor, ale ani razu nie była bliska wywalczenia statuetki – zajęła 18. i 29. pozycję. W tegorocznej edycji Polka najpewniej zajmie najwyższe miejsce w karierze, ale eksperci nie dają jej większych szans na trofeum – ma znaleźć się w TOP 10, ale raczej w jego dalszej części. Wydaje się jednak, że mimo wszystko z nagrodą z gali w Paryżu wyjdzie. Jak to możliwe? Wszystko dzięki “France Football”.

     

    Organizatorzy Złotej Piłki wprowadzają wielkie zmiany. Kobiety na równi z mężczyznami. Zyska na tym Ewa Pajor

     

    Jak donosi “RMC Sport”, organizator Złotej Piłki wprowadza spore zmiany. Będą one dotyczyły kobiecego futbolu i wejdą w życie już od tego roku. “Rok Równości” – piszą dziennikarze. Okazuje się, że magazyn “France Football” zadecydował, że na gali zostaną wyłonione zwyciężczynie również w trzech innych kategoriach indywidualnych oprócz Złotej Piłki. Te kategorie istnieją już u panów, ale u pań ich dotąd nie stosowano. O które chodzi?

     

    Od tego roku na gali Złotej Piłki zawodniczkom zostaną przyznane: Puchar Kopa, czyli nagroda dla najlepszej piłkarki do 21. roku życia, Puchar Jaszyna, czyli statuetka dla najlepszej bramkarki, a także Puchar Gerda Muellera, a więc wyróżnienie dla najlepszej strzelczyni, biorąc pod uwagę zarówno liczbę goli w klubie, jak i w reprezentacji. I jak donoszą dziennikarze, w tej trzeciej kategorii najpewniej wygra… właśnie Pajor! Liczą się bramki od 1 sierpnia 2024 do 31 lipca 2025, a tych Polka strzeliła łącznie aż 47.

     

    Oto faworyci do Złotej Piłki w kobiecym i męskim futbolu

     

    Pytanie, które najbardziej interesuje kibiców, dotyczy tego, która z pań zgarnie tę najważniejszą nagrodę, czyli Złotą Piłkę. Skoro Polka, mimo tak znakomitego sezonu w klubie tego nie zrobi, to kto? Zdaniem katalońskiego “Sportu”, będzie to Mariona Caldentey, triumfatorka Ligi Mistrzyń, a także wicemistrzyni Anglii z Arsenalem oraz wicemistrzyni Europy. A który z panów ma największe szanse? Według “The Touchline” niemal pewniakiem jest Ousmane Dembele. PSG z nim w składzie zgarnęło praktycznie wszystko, co do wygrania było możliwe, oprócz Klubowych Mistrzostw Świata. Już 22 września poznamy oficjalne rozstrzygnięcia.

     

  • Nawrocki zaprosił mistrza świata, mimo że się nie znają. Oto reakcja

    Nawrocki zaprosił mistrza świata, mimo że się nie znają. Oto reakcja

    Dwukrotny mistrz świata w Sejmie. Głowacki komentuje przeszłość Karola Nawrockiego

    W środę 6 sierpnia Karol Nawrocki złożył przysięgę prezydencką podczas Zgromadzenia Narodowego w Sejmie, oficjalnie obejmując urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wśród zaproszonych gości nie zabrakło znanych postaci, a jedną z nich był Krzysztof Głowacki — dwukrotny mistrz świata federacji WBO w wadze junior ciężkiej, obecnie zawodnik MMA.

    Obok Głowackiego w Sejmie pojawiło się jeszcze kilku przedstawicieli świata sportów walki. Był m.in. Wojciech Bartnik, brązowy medalista olimpijski z Barcelony w boksie i były trener kadry narodowej. Bartnik w czasie kampanii wyborczej aktywnie wspierał kandydaturę Nawrockiego, wchodząc w skład jego komitetu poparcia. W przypadku Głowackiego było inaczej — nie należał do oficjalnych struktur kampanijnych, ale do Sejmu trafił na specjalne zaproszenie.

    — Zostałem zaproszony, choć niestety nie miałem jeszcze okazji poznać pana prezydenta osobiście. Obaj mieliśmy być obecni na jednej z wigilii bokserskich organizowanych pod Gdańskiem, ale nie mogłem wtedy przyjechać, czego bardzo żałuję — mówi nam były mistrz świata.

    Choć bez osobistej znajomości, Głowacki deklaruje, że w wyborach popierał właśnie Karola Nawrockiego. — Głosowałem na niego już w pierwszej turze — przyznaje bez wahania.

    Zapytany o przeszłość nowego prezydenta, w tym o jego udział w nielegalnych „ustawkach” pseudokibiców Lechii Gdańsk, Głowacki nie chce komentować dawnych spraw. — Nie będę oceniał przeszłości innych ludzi. Liczy się to, co jest tu i teraz. Prezydent Karol Nawrocki to człowiek z zasadami i spójną wizją, która ma łączyć Polaków. Jest odpowiednią osobą na to stanowisko i zasługuje na zaufanie — odpowiada zdecydowanie.

    Przypomnijmy, że Karol Nawrocki w młodości był aktywnym kibicem Lechii Gdańsk, a wcześniej sam trenował boks. W 2004 roku, mając 21 lat, wygrał Strefowy Turniej o Puchar Polski juniorów w kategorii do 91 kg. Dziś na najwyższym urzędzie w państwie wciąż pozostaje blisko związany z tym środowiskiem.

  • Kaczyński nazwał dziennikarza “chamem”. Będą konsekwencje

    Kaczyński nazwał dziennikarza “chamem”. Będą konsekwencje

    Kaczyński nazwał dziennikarza “chamem”. Będą konsekwencje

    – Ja z chamami nie rozmawiam, pan jest chamem – powiedział Jarosław Kaczyński w stronę dziennikarza, próbującego zadać mu pytanie. Słowa prezesa PiS skomentował premier Donald Tusk, z kolei europoseł PO Krzysztof Brejza skierował wniosek do sejmowej komisji etyki o ukaranie polityka.

     

    “Skierowałem wniosek do komisji etyki ws. Jarosława Kaczyńskiego. Po raz kolejny używa hejterskiego języka, tym razem obraził dziennikarza Radomira Wita” – napisał w sieci Krzysztof Brejza. Dodał do niego dwustronicowy skan pisma, w który prosi szefa tego gremium o ukaranie prezesa PiS za jego środową wypowiedź, krótko po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na prezydenta.

     

    Według europosła PO 76-letni polityk dopuścił się trzech rażących naruszeń:

     

    Brejza przekonywał we wniosku, że obrażanie przedstawicieli mediów przez osobę pełniącą mandat poselski podważa zaufanie do instytucji parlamentu i stwarza atmosferę zastraszania wobec dziennikarzy.

     

    “Jarosław Kaczyński nie po raz pierwszy w taki sposób odnosi się do dziennikarzy i oponentów politycznych, co czyni tym bardziej uzasadnionym potrzebę formalnej reakcji Komisji Etyki Poselskiej” – dodał Brejza.

     

    Europoseł PO wniósł o ukaranie prezesa PiS oraz “wyrażenie jednoznacznego stanowiska, że dla tego typu języka nie ma miejsca w debacie publicznej”.

     

    Jarosław Kaczyński vs. dziennikarz TVN24. “Pan jest chamem”

     

    Do wymiany zdań między prezesem PiS a reporterem TVN24 doszło na korytarzu sejmowym. Radomir Witt pytał Jarosława Kaczyńskiego o słowa zaprzysiężonego na prezydenta Karola Nawrockiego, który w swoim expose zapowiedział przywrócenie praworządności.

     

    – Rozumiem, że pan jest w trudnej sytuacji. Ale (Karol Nawrocki – red.) chce naprawiać zupełne zniszczenie konstytucji i praworządności przez obecny rząd – powiedział prezes PiS. Dziennikarz podkreślił w kolejnym pytaniu, że pytał o “spuściznę” rządów PiS w zakresie praworządności. – Spuścizna była praktycznie bez zarzutów – odparł.

     

    … polityk podczas udzielania wywiadu otoczony był reprezentantami prawicy. Jak relacjonowały media jedna z posłanek – Joanna Lichocka – miała głośno stwierdzić “płacą im za to przecież, ten pan (dziennikarz – red.) sporo zarabia za to”. To nie pozostało bez reakcji Radomira Witta.

     

    – Proszę nie mierzyć innych swoją miarą – odparł Witt, na co z kolei replikował Kaczyński. – Wie pan co, niech pan się wobec kobiet inaczej zachowuje – powiedział polityk. Dziennikarz próbował zadać jeszcze jedno pytanie, ale wtedy prezes PiS stwierdził, że “z chamami nie rozmawia”. – Pan jest chamem – powiedział Kaczyński, a następnie odszedł.

     

    Tusk o zachowaniu Kaczyńskiego: Nerwy są uzasadnione

    Na zachowanie prezesa PiS zareagował później Donald Tusk.

     

    – Jest zmiana warty na prawicy, jest ewidentnie nowy lider prawicy – mówił premier po orędziu nowego prezydenta Polski.

    – Nie wiem, kto z was usłyszał dzisiaj gorzkie słowa od bardzo zdenerwowanego pana Kaczyńskiego do któregoś z dziennikarzy. Chyba dowiedział się, że jest chamem. Więc wydaje mi się, że te nerwy prezesa Kaczyńskiego są uzasadnione. Nie chciałbym być dzisiaj w jego skórze – powiedział lider Platformy Obywatelskiej.

  • Nie wojna totalna, ale szorstka przyjaźń. Prezydent chce recenzować rząd

    Nie wojna totalna, ale szorstka przyjaźń. Prezydent chce recenzować rząd

    Nie wojna, lecz szorstka przyjaźń. Prezydent Nawrocki zapowiada aktywny nadzór nad rządem Tuska
    Komentarz politologa dr. hab. Bartłomieja Biskupa dla Interii

    Orędzie nowego prezydenta Karola Nawrockiego, wygłoszone tuż po zaprzysiężeniu, wywołało duże emocje. Jak ocenił w rozmowie z Interią politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, dr hab. Bartłomiej Biskup, w przemówieniu nie padły bezpośrednie deklaracje wojny politycznej z rządem Donalda Tuska, ale nie brakowało zapowiedzi, które można odczytać jako ostrzeżenie.

    Najmocniejszy fragment orędzia – zdaniem eksperta – dotyczył wymiaru sprawiedliwości, a konkretnie kwestii powoływania sędziów. Nowy prezydent jednoznacznie zadeklarował, że nie będzie nominować osób, które – jego zdaniem – naruszają konstytucyjny porządek Rzeczypospolitej. To otwarta krytyka zarówno wobec Krajowej Rady Sądownictwa, jak i wobec wcześniejszych praktyk, w tym stosowanych przez jego poprzednika, Andrzeja Dudę.

    – Prezydent był w tym aspekcie bardzo stanowczy. Zadeklarował, że nie będzie powoływał sędziów rekomendowanych przez KRS, jeśli będą oni uderzać w fundamenty porządku prawnego. To mocna, wręcz konfrontacyjna deklaracja – zauważył dr Biskup. – Andrzej Duda takich decyzji nie podejmował, Nawrocki deklaruje coś odwrotnego.

    Choć ten obszar może stać się główną linią sporu z rządem, prezydent – według Biskupa – zostawił też przestrzeń do porozumienia, zapowiadając powołanie Rady ds. Naprawy Ustroju Państwa, która miałaby się zająć reformą wymiaru sprawiedliwości i przywracaniem jego stabilności. To ruch, który politolog odczytuje jako próbę wyjścia z impasu i szansę na konstruktywną debatę.

    W kontekście legislacyjnym, wbrew wcześniejszym zapowiedziom kampanijnym, Karol Nawrocki nie wspomniał w orędziu o projekcie podwyższenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. – To była najostrzejsza broń prezydenta, a jednak postanowił jej nie użyć. Zrezygnował z frontalnej konfrontacji z rządem w tej sprawie – ocenił Biskup. W zamian skupił się na projekcie ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym (CPK), który zamierza złożyć w Sejmie już następnego dnia. Ten temat, choć politycznie znaczący, nie budzi obecnie dużych kontrowersji i ma szerokie poparcie społeczne.

    – CPK to bezpieczny temat. Inwestycja budzi poparcie, a skutki budżetowe są rozłożone w czasie. W przeciwieństwie do natychmiastowych konsekwencji, jakie wywołałoby podniesienie kwoty wolnej – dodał ekspert.

    Karol Nawrocki, zdaniem komentatora, bardzo mocno podkreślał znaczenie swojego programu wyborczego, wskazując, że zamierza go realizować. To jednak – jak zauważył dr Biskup – może prowadzić do konfliktu kompetencyjnego z rządem, który zgodnie z konstytucją sprawuje realną władzę wykonawczą. – Pytanie, czy prezydent rzeczywiście będzie próbował realizować swój program, czy raczej ograniczy się do narracji i wykorzystywania ustawowych kompetencji, takich jak inicjatywa ustawodawcza – podkreślił.

    Zaskoczeniem dla wielu było zapowiedziane zwołanie jeszcze w sierpniu Rady Gabinetowej. Prezydent oczekuje, że rząd złoży mu pełną informację o stanie państwa. – To brzmi jak wezwanie premiera i jego ministrów “na dywanik”. Choć Rada Gabinetowa nie ma mocy prawnej, jej potencjał polityczny może być znaczący – zauważył Biskup.

    Ekspert zwrócił też uwagę na celowy wybór obszarów, w których prezydent chce rozliczać rząd: strategiczne inwestycje oraz stan finansów publicznych. To pola, na których można prowadzić ofensywę symboliczną, wzmacniając wizerunek głowy państwa jako aktywnego strażnika interesów obywateli.

    Pytany o ogólny charakter wystąpienia Karola Nawrockiego, dr Biskup ocenił: – Nie mamy tu do czynienia z zapowiedzią totalnej wojny między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera. To raczej zapowiedź szorstkiej, męskiej przyjaźni. Były w orędziu akcenty koncyliacyjne, próby budowania wspólnoty, nawet cytaty z ojców polskiej niepodległości z różnych stron sceny politycznej. Prezydent będzie recenzował działania rządu, niekoniecznie tocząc z nim otwarty konflikt.

    Na zakończenie dr Biskup podsumował: – To orędzie to zapowiedź aktywnej prezydentury, niepozbawionej ambicji politycznych, ale też świadomej ograniczeń. Narracja, symbolika i inicjatywy prezydenckie będą kluczem do zbudowania roli Karola Nawrockiego w systemie władzy.

  • Zaczął fatalnie”, “przejechał jak walec”. Fala komentarzy po orędziu

    Zaczął fatalnie”, “przejechał jak walec”. Fala komentarzy po orędziu

    Pierwsze orędzie Karola Nawrockiego w roli prezydenta wywołało ogromne poruszenie na polskiej scenie politycznej. Politycy komentowali jego przemówienie z wyjątkową intensywnością – od entuzjastycznych pochwał po miażdżącą krytykę. Emocje nie opadły długo po zakończeniu wystąpienia, a głosy z różnych stron sceny politycznej ukazują głębokie podziały w ocenie nowej głowy państwa.

    Opozycja ostro: “Orędzie szefa sztabu PiS, nie prezydenta”

    Jednym z najbardziej krytycznych głosów był poseł Koalicji Obywatelskiej Witold Zembaczyński, który na platformie X ocenił orędzie krótko, ale dosadnie: – „Od pierwszego zdania Prezydent zaczął fatalnie”. Jego zdaniem wystąpienie Karola Nawrockiego nie miało nic wspólnego z rolą bezstronnego prezydenta, a raczej przypominało manifest polityczny PiS-u.

    Jeszcze ostrzej wypowiedział się Tomasz Trela z Nowej Lewicy, który w mediach społecznościowych stwierdził: – „Dzisiejsze wystąpienie Karola Nawrockiego to wystąpienie szefa sztabu PiS, nie prezydenta RP. Chce konfrontacji politycznej – będzie konfrontacja polityczna!”

    Jakub Stefaniak, zastępca szefa Kancelarii Premiera, również nie pozostawił suchej nitki na orędziu. – „Naprawianie ustroju po tym, jak PiS go zdemolował. Zobaczymy” – skwitował.

    Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL wyraził swoje zaskoczenie tonem przemówienia. – „Dziwi mnie miażdżąca krytyka 10 lat prezydentury Andrzeja Dudy i ośmiu lat rządów PiS. Tak rządzili, że – jak twierdzi prezydent – Polska stała się gospodarstwem pomocniczym? My na pewno takim nie jesteśmy – przewodzimy w wielu obszarach. Ktoś go ewidentnie wprowadził w błąd” – ocenił szef MON.

    PiS i prawica: “Mocne przemówienie, które wyznacza nowy kierunek”

    W zupełnie innym tonie wypowiadali się politycy związani z Prawem i Sprawiedliwością. Poseł Kazimierz Smoliński nie krył entuzjazmu: – „Przemówienie prezydenta Nawrockiego wgniotło w ziemię Tuska z całą Koalicją 13 grudnia. Prezydent przejechał się po nich jak walec. Mocne przemówienie, w którym przypomniał, że w Polsce łamane jest prawo i potwierdził realizację swojego programu. Brawo!”

    Podobnie wypowiedziała się Agata Wojtyszek z PiS, która określiła moment zaprzysiężenia jako wzruszający. – „To owoc ciężkiej pracy, odwagi i wiary w Polskę silną, sprawiedliwą i suwerenną. To nowy rozdział, który daje nadzieję milionom Polaków” – stwierdziła.

    Zbigniew Ziobro pogratulował prezydentowi, zwracając uwagę na jego zdecydowane stanowisko w sprawie praworządności i porządku prawnego. – „Mocne wystąpienie prezydenta: suwerenność, rozwój, bezpieczeństwo i praworządność. Jest tylko jeden legalny Prokurator Krajowy, sędziowie nie stoją ponad prawem, a za łamanie prawa będą wyciągane konsekwencje” – zaznaczył były minister sprawiedliwości.

    Konfederacja: ostrożna nadzieja i przypomnienie obietnic

    Wśród przedstawicieli Konfederacji pojawiły się głosy pełne nadziei, ale również przypomnienia o zobowiązaniach, jakie Karol Nawrocki złożył w trakcie kampanii.

    Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak zauważył, że nowy prezydent staje przed ogromną odpowiedzialnością. – „Urząd prezydenta wymaga nie tylko reprezentowania kraju na zewnątrz, ale także podejmowania decyzji, które wpływają na bezpieczeństwo, suwerenność i kierunek, w jakim Polska będzie zmierzać” – podkreślił, życząc prezydentowi “trafnych decyzji i siły w działaniu zgodnym z polską racją stanu”.

    Ewa Zajączkowska-Hernik, europosłanka Konfederacji, wyraziła duże oczekiwania wobec prezydentury Nawrockiego. – „Wierzę, że pan prezydent postawi na niezależność i będzie godnie reprezentował interesy milionów Polaków, a nie jednej partii. Przed Polską wielkie wyzwania – pakt migracyjny, Zielony Ład. Potrzebujemy silnego i suwerennego ośrodka władzy” – napisała. Przypomniała też, że Nawrocki jeszcze przed drugą turą wyborów odwiedził Sławomira Mentzena i podpisał tzw. deklarację toruńską. Zobowiązał się w niej m.in. do niepodnoszenia podatków, odmowy zgody na członkostwo Ukrainy w NATO i sprzeciwu wobec przekazywania kompetencji do Unii Europejskiej.

    Podział jak w soczewce

    Reakcje na orędzie Karola Nawrockiego ukazują ostry podział w polskim życiu publicznym. Jedni widzą w nowym prezydencie szansę na silne, suwerenne państwo i odnowę instytucji, inni – politycznego kontynuatora PiS, który od pierwszego dnia kadencji zamiast jednoczyć, pogłębia podziały. Niezależnie od oceny, jedno jest pewne – prezydentura Nawrockiego już od pierwszego dnia jest jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej w Polsce.

  • Zobaczył, ile wynosi pensja prezydenta Nawrockiego, i nie mógł tego przemilczeć. “To jakiś ponury żart” – grzmi w sieci

    Zobaczył, ile wynosi pensja prezydenta Nawrockiego, i nie mógł tego przemilczeć. “To jakiś ponury żart” – grzmi w sieci

    Karol Nawrocki oficjalnie prezydentem. Ile zarabia głowa państwa? Trwa burzliwa dyskusja

    W środę 6 sierpnia 2025 roku Karol Nawrocki został uroczyście zaprzysiężony na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W obecności Zgromadzenia Narodowego złożył przysięgę, obejmując najwyższy urząd w państwie na pięcioletnią kadencję. Zwycięzca tegorocznych wyborów, popierany przez Prawo i Sprawiedliwość, pokonał w drugiej turze kandydata Koalicji Obywatelskiej Rafała Trzaskowskiego.

    Choć ceremonia zaprzysiężenia przyciągnęła uwagę opinii publicznej, to niemal równie gorącym tematem stała się kwestia wynagrodzenia nowego prezydenta. W przestrzeni medialnej pojawiło się wiele głosów – zarówno popierających wysokość pensji głowy państwa, jak i zdecydowanie ją krytykujących.

    Jednym z pierwszych, którzy zabrali głos, był Marek Szkolnikowski – były szef TVP Sport. Na portalu X opublikował wpis, w którym wyraził swoje niezadowolenie z poziomu wynagrodzenia przysługującego prezydentowi.

    „Dziś głośno o zarobkach Prezydenta Polski. 30 tysięcy brutto dla przywódcy prawie czterdziestomilionowego kraju z ambicjami sięgającymi G20 to ponury żart. Niektórzy mediaworkerzy (nie dziennikarze) zarabiają dwa-trzy razy tyle” – napisał Szkolnikowski.

    Pod jego wpisem szybko rozgorzała dyskusja. Internauci byli mocno podzieleni. Część komentujących stwierdziła, że funkcja prezydenta powinna być wyrazem służby narodowi, a nie drogą do wysokich zarobków. “Politycy powinni nic nie zarabiać” – skwitował jeden z użytkowników. Inni podkreślali jednak, że najważniejsze stanowiska w państwie muszą być odpowiednio wynagradzane, aby przyciągać osoby kompetentne i niezależne finansowo.

    „Obiektywnie to jest zbyt mało. Ministrowie wraz z premierem też powinni zarabiać zdecydowanie więcej” – dodał inny komentujący, wskazując na niską konkurencyjność polskich wynagrodzeń w sektorze publicznym.

    Zgodnie z informacjami opublikowanymi przez portal money.pl, miesięczne wynagrodzenie Karola Nawrockiego jako prezydenta RP wynosi obecnie nieco ponad 29 900 zł brutto. Po odliczeniu podatków i składek ZUS, jego pensja netto to około 21 000 zł. Na całość składają się:

    • Wynagrodzenie zasadnicze: 18 413,12 zł brutto
    • Dodatek funkcyjny: 7891,34 zł brutto
    • Dodatek za wysługę lat: 3682,62 zł brutto (przy maksymalnym naliczeniu)

    Choć kwota ta dla wielu obywateli może wydawać się wysoka, w kontekście odpowiedzialności i prestiżu urzędu prezydenckiego – niektórzy komentatorzy uznają ją wręcz za zaniżoną. Podnoszony jest także argument, że niskie wynagrodzenia mogą demotywować do podejmowania pracy w administracji publicznej osoby z doświadczeniem i wysokimi kwalifikacjami.

    Sam Karol Nawrocki podczas swojej przysięgi nie odniósł się do kwestii finansowych. W swojej mowie inauguracyjnej podkreślał natomiast znaczenie służby państwu i konstytucji.

    Obejmując z woli narodu urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności narodu, niepodległości i bezpieczeństwa państwa, a dobro ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem. Tak mi dopomóż Bóg – powiedział, wypowiadając rotę przysięgi przed Zgromadzeniem Narodowym.

    Ceremonia zaprzysiężenia była szeroko relacjonowana przez media, a wiele osób śledziło to wydarzenie na żywo. Wydaje się, że temat zarobków prezydenta pozostanie jeszcze przez dłuższy czas przedmiotem publicznej debaty – szczególnie w kraju, gdzie zarobki przeciętnego obywatela często pozostają dalekie od wynagrodzeń najwyższych urzędników państwowych.