• Iga Świątek walczy w finale w Cincinnati! Tak symulacje typuje wynik z Jasmine Paolini

    Iga Świątek walczy w finale w Cincinnati! Tak symulacje typuje wynik z Jasmine Paolini

    Iga Świątek walczy w finale w Cincinnati! Tak symulacje typuje wynik z Jasmine Paolini

    Zostało już tylko jedno starcie! Iga Świątek ma przed sobą spore wyzwanie, bo w finale WTA 1000 w Cincinnati zmierzy się z Jasmine Paolini. Podczas amerykańskiego “tysięcznika” Włoszka pokazywała się z bardzo dobrej strony, dlatego nie będzie bez szans. Która z pań zwycięży? Symulacja przygotowana przez sztuczną inteligencję przewiduje zacięty i trudne trzysetowe starcie! Oto jej rezultat.

     

    W półfinale WTA 1000 w Cincinnati Iga Świątek w dwóch setach pokonała Jelenę Rybakinę, a Jasmine Paolini potrzebowała aż trzech partii, żeby wyeliminować Weronikę Kudiermietową. Teraz jest już jasne, że trzecia i dziewiąta rakieta świata spotkają się w finale, a stanie się to nie przed północą czasu polskiego w nocy z poniedziałku na wtorek. Która z tenisistek sięgnie po trofeum? Zapytaliśmy o to znane narzędzie sztucznej inteligencji — ChatGPT — które przygotowało nam hipotetyczną symulację tego pojedynku.

     

    Tak symulacja typuje wynik finału Igi Świątek z Jasmine Paolini w Cincinnati

     

    “Pierwszy set: Mecz zaczyna się od bardzo agresywnej gry Paolini, która nie boi się wchodzić w wymiany z głębi kortu i szuka odważnych uderzeń po linii. Włoszka wykorzystuje pewną nerwowość Świątek i szybko obejmuje prowadzenie 2:0. Polka jednak odzyskuje rytm returnu i zaczyna przejmować inicjatywę. Dzięki większej regularności i mocnym forhendowym crossom odrabia straty i wychodzi na prowadzenie 4:2. Paolini walczy o każdy punkt, ale przy stanie 5:3 Świątek gra perfekcyjnego gema serwisowego i zamyka seta. Świątek wygrywa pierwszego seta 6:3” — czytamy.

     

    “Drugi set: Paolini nie zamierza się poddawać. Jej szybka gra i częste zmiany tempa zaskakują Świątek. Włoszka świetnie serwuje, a jej forhend zaczyna regularnie trafiać w linie. Po zaciętym gemie w połowie seta przełamuje Polkę na 4:2 i utrzymuje przewagę do końca. Świątek popełnia kilka niewymuszonych błędów, co daje rywalce przewagę psychologiczną. Paolini kończy seta winnerem z forhendu, wyrównując stan meczu. Paolini zwycięża drugiego seta 6:4” — kontynuuje sztuczna inteligencja.

     

    “Trzeci set: Decydująca partia to popis tenisowego kunsztu obu zawodniczek. Świątek wraca do swojego najwyższego poziomu: znakomicie returnuje i zmusza Paolini do defensywy. Włoszka walczy ambitnie, broni trzy break pointy przy stanie 2:2, ale w kolejnym gemie Świątek przełamuje ją po długiej wymianie zakończonej bekhendem po linii. Od tego momentu Polka kontroluje grę. Pewnie serwuje, dominuje w wymianach i nie pozwala rywalce na powrót. Przy stanie 5:3 Świątek serwuje na mecz i kończy finał asem. Iga Świątek pokonuje Jasmine Paolini 6:3, 4:6, 6:3 i wygrywa turniej WTA 1000 w Cincinnati!” — kończy się symulacja.

     

    Oczywiście, trzeba pamiętać, że jest to jedynie hipotetyczny scenariusz, który nie musi potwierdzić się na korcie. Jedno jest pewne: jeżeli tak potoczyłoby się finałowe starcie, to na brak emocji nie można byłoby narzekać, a na końcu fani Polki na pewno byliby zadowoleni. Ostatecznie jednak wszystko rozstrzygnie się w prawdziwym spotkaniu obu pań, a do typów sztucznej inteligencji należy podejść z dozą dystansu.

  • Ogromna burza wokół Świątek po słowach legendy. “Absurdalne stwierdzenie”

    Ogromna burza wokół Świątek po słowach legendy. “Absurdalne stwierdzenie”

    Iga Świątek po znakomitym występie zameldowała się w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati, pokonując Jelenę Rybakinę. Choć Polka zaprezentowała świetny tenis, mocno krytyczną opinią podzieliła się Lindsay Davenport. Amerykanka zasugerowała, że zwycięstwo liderki polskiego tenisa było ułatwione – co szybko spotkało się z ostrą reakcją kibiców.

    Rybakina bez recepty na Świątek

    Nie od dziś wiadomo, że Jelena Rybakina potrafi być bardzo groźną przeciwniczką. W tym sezonie jednak kompletnie nie znajduje sposobu na Igę Świątek. Panie mierzyły się już czterokrotnie i za każdym razem lepsza była Polka. W Cincinnati również potwierdziła swoją dominację – choć w półfinale w pierwszym secie przegrywała 3:5, to ostatecznie wygrała 7:5. W drugiej partii kontrolowała sytuację i zwyciężyła 6:3. Mimo to nie wszyscy doceniają klasę, jaką Polka prezentuje na korcie.

    Davenport bez ogródek

    Lindsay Davenport – była liderka rankingu i trzykrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych – otwarcie stwierdziła, że Świątek miała „ułatwione zadanie”. Jej zdaniem Polka mogła się szybciej zaaklimatyzować do trudnych warunków pogodowych, ponieważ wszystkie swoje mecze grała w godzinach przedpołudniowych (11:00 lub 13:00 czasu lokalnego). Rybakina natomiast częściej występowała wieczorem.

    – Człowiek przyzwyczaja się do takich warunków. To nie jest do końca sprawiedliwe – podsumowała Davenport.

    Kibice odpowiedzieli natychmiast

    Słowa Amerykanki wywołały burzę wśród fanów Igi. Na portalu sportskeeda.com pojawiło się wiele komentarzy krytykujących jej opinię.

    – A może spojrzeć na to inaczej? Iga grała cały czas w największym upale i powinna być jeszcze bardziej zmęczona, podczas gdy inne zawodniczki mogły rywalizować w niższych temperaturach – zwrócił uwagę jeden z kibiców.
    – Absurd. Iga nie ma wpływu na harmonogram i godzinę meczu – napisał inny.
    – Davenport rozczarowuje za każdym razem, gdy się wypowiada. Szkoda, że nie mówiła o korzystnych losowaniach Coco Gauff na US Open – dodano na jednym z profili.

    Historyczny finał przed Świątek

    Choć dyskusja wokół komentarzy Davenport trwa, fani podkreślają, że największym faktem jest świetna forma Polki. Świątek od dwóch miesięcy gra na bardzo wysokim poziomie, a w Cincinnati po raz pierwszy w karierze dotarła do finału.

    O tytuł zmierzy się z Jasmine Paolini. Obie zawodniczki grały już ze sobą pięć razy i zawsze górą była Polka. Finałowe starcie rozpocznie się o północy czasu polskiego, z poniedziałku na wtorek.

  • “Absolutnie niemożliwe” Burza w sprawie Igi Świątek tuż przed US Open. Błąd organizatorów

    “Absolutnie niemożliwe” Burza w sprawie Igi Świątek tuż przed US Open. Błąd organizatorów

    “Absolutnie niemożliwe” Burza w sprawie Igi Świątek tuż przed US Open. Błąd organizatorów

    Iga Świątek znalazła się w turniejowej drabince mikstowej rywalizacji rozgrywanej w ramach US Open, ale jak zauważa ceniony dziennikarz Jose Morgado, jej występ stoi pod dużym znakiem zapytania. To samo dotyczy Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera. Oto dlaczego.

     

    Tegoroczny turniej mikstowy w ramach US Open poprzedzi rywalizację singlistów i zostanie rozegrany w nowej formule. Zawody potrwają zaledwie dwa dni. We wtorek rozegrana zostanie 1/8 finału oraz ćwierćfinały, a w środę półfinały i finał imprezy.

     

    Iga Świątek, która pojawi się na korcie u boku Caspera Ruuda znalazła się na liście zgłoszeń, a jej nazwisko widnieje w drabince. Tyle tylko, że to jeszcze może się zmienić ze względu na fatalny timing organizatorów.

     

    Iga Świątek będzie musiała się wycofać?

     

    Pierwszy mecz Świątek i Ruuda zaplanowano na wtorek na godzinę 12:00 amerykańskiego czasu. Wcześniej Polka rozegra finał w Cincinnati, który rozpocznie się dziś o godz. 18. W tzw. międzyczasie miałaby jeszcze pokonać drogę z Ohio do Nowego Jorku. To wszystko brzmi jak szaleństwo. “To wygląda na absolutnie niemożliwe” — podkreśla Jose Morgado.

    https://x.com/josemorgado/status/1957232789671076016

    Podobny problem mogą mieć Jannik Sinner i Carlos Alcaraz. Ich spotkanie zostanie rozegrane wcześniej, tuż przed finałem kobiet, natomiast rywalizację w Nowym Jorku powinni rozpocząć o godz. 14:00. Na ewentualne decyzje z niepokojem wyczekują z pewnością ich partnerki — Katerina Siniakova oraz Emma Raducanu. “Zastępcy powinni być gotowi” — wieszczy wspomniany wcześniej dziennikarz.

     

  • Wieści od WTA na godziny przed finałem. Sromotna klęska Paolini. Świątek już triumfuje

    Wieści od WTA na godziny przed finałem. Sromotna klęska Paolini. Świątek już triumfuje

    Wieści od WTA na godziny przed finałem. Sromotna klęska Paolini. Świątek już triumfuje

    Iga Świątek może dziś zaserwować sobie potężny zastrzyk pewności siebie przed zbliżającym się wielkoszlemowym US Open. Nasza tenisistka zagra około północy czasu polskiego z Włoszką Jasmine Paolini o prestiżowy tytuł w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Polka wydaje się faworytką tego starcia. Ba, już przed jego rozpoczęciem zanotowała “pokaźne zwycięstwo” nad swoją rywalką. A wszystko za sprawą oficjalnego serwisu WTA.

     

    W Cincinnati trwa już ostatnie odliczanie do wielkiego finału tamtejszego tysięcznika, w którym Iga Świątek zmierzy się z mającą polskie korzenie reprezentantką Włoch – Jasmine Paolini. W niedzielnym półfinale nasza tenisistka pewnie rozprawiła się w dwóch setach z Jeleną Rybakiną (7:5, 6:3) natomiast 9. obecnie rakieta świata, stoczyła trwającą prawie 2,5 godziny trzysetową batalię z Rosjanką Weroniką Kudiermietową, którą wygrała 6:3, 6:7(2), 6:3.

     

    Warto podkreślić, że dla Igi Świątek będzie to pierwszy w karierze finał turnieju WTA 1000 w Cincinnati. W dwóch poprzednich edycjach tej imprezy raszynianka zatrzymywała się na półfinale. Może to więc dla niej stanowić podwójną motywację. A Jasmine Paolimi ma świadomość, że czeka ją niezwykle trudne starcie.

     

    Zawsze bardzo trudno gra się z Igą. Ona dużo broni i świetnie serwuje, ale dam z siebie wszystko i postaram się wrócić do poziomu, który pozwolił mi tu dotrzeć. Naprawdę podobają mi się warunki w Cincinnati i mam nadzieję, że to będzie dobry mecz. Na pewno będziemy walczyć

     

    powiedziała Włoszka po awansie do wielkiego finału

     

    Iga Świątek pokona Jasmine Paolini? Jednoznaczne typy przed finałem w Cincinnati

     

    Oficjalny portal WTA przed dzisiejszym finałem przygotował jego zapowiedź. Do tekstu dołączona została ankieta, w której użytkownicy mogą wskazać na zawodniczkę, która ich zdaniem sięgnie po tytuł w Cincinnati.

     

    W głosowaniu Iga Świątek po prostu miażdży Jasmine Paolini. Na zwycięstwo Polki wskazało – na ten moment – 91 procent respondentów, podczas gdy w jej rywalkę wierzy zaledwie 7 procent z nich. W oczach fanów kwestia tego, kto sięgnie po tytuł, pozostaje więc dość jasna.

     

    Także WTA przy okazji nazwało Igę Świątek “zdecydowaną faworytką do zwycięstwa” w finale, wskazując na to, czego Polka dokonała w starciu z Jeleną Rybakiną – odwracając losy pierwszego seta, a później zachwycając swoją grą w drugiej partii – oraz na bezpośredni bilans w pojedynkach z Jasmine Paolini.

     

    Historia sugeruje, że Paolini będzie miała pełne ręce roboty. Świątek wygrała 10 z 11 setów, które ze sobą rozegrały. Jej forhend po prostu przekracza to, co może znieść Paolini

    czytamy

    Po stronie Igi Świątek stoi także olbrzymie doświadczenie. Polka rozegra dzisiaj swój 13. finał imprezy rangi WTA 1000. Dla Jasmine Paolini będzie to dopiero trzecie takie wydarzenie w karierze. Piłeczka znajduje się więc po stronie naszej byłej liderki światowego rankingu. Ale sport, w tym także tenis, porywa nas właśnie tym, że zawsze potrafi zaskoczyć. I nie inaczej może być także dzisiaj.

  • Godzina snu, rekord świata i wschodząca gwiazda: Historia Huberta Trościanki

    Godzina snu, rekord świata i wschodząca gwiazda: Historia Huberta Trościanki

    Godzina snu, rekord świata i wschodząca gwiazda: Historia Huberta Trościanki

    Nowe nazwisko, które wstrząsnęło lekkoatletyką

    W świecie lekkoatletyki co jakiś czas pojawia się talent, który sprawia, że eksperci zaczynają zastanawiać się, gdzie tak naprawdę leżą granice możliwości człowieka. Dla Polski tym nazwiskiem jest teraz Hubert Trościanka. Zaledwie 19-letni dziesięcioboista zadziwił Europę i środowisko lekkoatletyczne na całym świecie, bijąc juniorski rekord świata podczas mistrzostw Europy U20 w fińskim Tampere.

     

    A zrobił to w niezwykłych okolicznościach — po zaledwie godzinie snu, zmagając się z kontuzjami, a mimo to osiągnął wynik, jakiego w historii nie dokonał żaden junior.

     

    Głos przeszłości, który rozbrzmiewa mocno

     

    Kiedy wieść o tym sukcesie obiegła media, jednym z pierwszych poproszonych o komentarz był Sebastian Chmara, były mistrz świata w dziesięcioboju, a obecnie prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Jego reakcja? Czysty zachwyt.

     

    > „To jest niewiarygodny talent. Nigdy nie mieliśmy tak wielkiego w wielobojach i od dawna nie mieliśmy takiego talentu w całej polskiej lekkoatletyce. Spodziewam się, że ten młody chłopak zdobędzie medal olimpijski już na najbliższych igrzyskach” — powiedział Chmara w rozmowie ze Sport.pl.

     

     

     

    To nie tylko pochwała — to wręcz przepowiednia. I wypływa z ust kogoś, kto doskonale wie, co oznacza sukces w najbardziej wymagającej konkurencji lekkoatletycznej.

     

    Rekord, który zmienił wszystko

     

    7 i 8 sierpnia w Tampere Trościanka zgromadził 8514 punktów w dziesięcioboju. Wynik ten zdetronizował rekord świata juniorów, który od 2017 roku należał do Niemca Nikasa Kaula (8435 pkt).

     

    Aby zrozumieć wagę tego wyczynu, warto przypomnieć: Kaul później został seniorskich mistrzem świata. Trościanka, wciąż nastolatek, już go przebił.

     

    Kulisy oczami trenera

     

    Marek Rzepka, trener, który wcześniej prowadził Adrianę Sułek do sukcesów, a dziś stoi za Trościanką, wiedział, że zbliża się coś wyjątkowego. Ale jego zadaniem jest także tonowanie emocji.

     

    > „Podzielam optymizm prezesa, ale muszę być realistą. Naszym zadaniem nie jest tylko gonienie marzeń, lecz także dbanie o zdrowie i przyszłość Huberta. Nikt nie przewidzi kontuzji, ale mogę powiedzieć jedno: on jest wybitny. Absolutnie wybitny” — podkreśla Rzepka.

     

     

     

    Szkoleniowiec zdradził nawet, że jadąc do Tampere, ich celem nie było po prostu zdobycie złota. Ich celem było pobicie rekordu świata. I udało się.

     

    Ukryta walka z kontuzjami

     

    To, co czyni ten sukces jeszcze bardziej niesamowitym, to fakt, że Trościanka nie był w optymalnej formie zdrowotnej. W ostatnich miesiącach zmagał się z problemami z kolanem, piętą, ścięgnem Achillesa, mięśniem czworogłowym, a ostatnio także łokciem.

     

    Właśnie uraz łokcia niemal uniemożliwił mu przygotowania do rzutu oszczepem — jednej z kluczowych konkurencji. Praktycznie wcale tego nie trenował. Jednak na kilka dni przed mistrzostwami, podczas treningu w Spale, posłał oszczep na blisko 60 metrów. Wtedy Rzepka wiedział: są gotowi.

     

    Na zawodach Trościanka pobił rekord życiowy, osiągając 68,87 m — rekord mistrzostw w rzucie oszczepem wśród wieloboistów i rezultat, który praktycznie zagwarantował mu rekord świata. Trener jest przekonany, że w przyszłości jego podopieczny rzuci jeszcze dalej — ponad 70 m, a nawet do 75 m.

     

    Zawodnik bez słabych punktów

     

    Największą cechą wielkiego dziesięcioboisty jest wszechstronność — zdolność do świetnych wyników zarówno w biegach, rzutach, jak i skokach. Trościanka już ją ma.

     

    W skoku o tyczce pokonał 4,80 m, a wkrótce może sięgnąć 5,10–5,20 m.

     

    W dysku w Tampere rzucił „tylko” 43,36 m, ale w tym roku miał już rezultat prawie 50 m.

     

    Na 400 m uzyskał 46,21 s — czas, który dałby mu srebro w rywalizacji indywidualnej.

     

    W skoku wzwyż trenuje zmianę nogi odbicia, a jego trener jest pewien, że pozwoli mu to pokonywać wysokości ponad 2 metry.

     

     

    Jak tłumaczy Rzepka:

     

    > „On jest duży, szybki, silny, dynamiczny i ma niesamowitą wytrzymałość. Nie ma słabych stron. Kiedy na niego patrzę, widzę kompletnego sportowca — i to takiego, który będzie jeszcze lepszy.”

     

     

     

    Budowanie zespołu wokół diamentu

     

    Chmara i Rzepka są zgodni: talenty takie jak Trościanka zdarzają się niezwykle rzadko. Dlatego teraz najważniejsze jest odpowiednie wsparcie i ochrona.

     

    Polski Związek Lekkiej Atletyki już zapewnia opiekę medyczną i fizjoterapeutyczną, ale zdaniem Rzepki potrzeba czegoś więcej. Trzyletni plan, a nie krótkotrwałe rozwiązania, jest konieczny, aby myśleć o igrzyskach w Los Angeles 2028.

     

    Trościanka już korzysta ze wsparcia legendarnego psychologa sportowego profesora Jana Blecharza, który pracował m.in. z Adamem Małyszem. Regularnie poddaje się także fizjoterapii, choć jego trener chce, aby była ona jeszcze bardziej systematyczna — nastawiona nie tylko na reagowanie na kontuzje, ale przede wszystkim na ich zapobieganie.

     

    Marzenie olimpijskie — krok po kroku

     

    Łatwo byłoby już teraz ogłosić Trościankę przyszłym mistrzem olimpijskim, ale Rzepka zachowuje ostrożność. W 2028 roku Hubert będzie miał dopiero 22 lata — to wciąż bardzo młody wiek jak na dziesięcioboistę, którzy zwykle osiągają szczyt później.

     

    Na razie najważniejszym celem są młodzieżowe mistrzostwa Europy w Bydgoszczy w 2027 roku, a stopniowe wejście do rywalizacji seniorskiej będzie następowało etapami. Nawet przyszłoroczny występ w halowych mistrzostwach świata w Toruniu nie jest jeszcze przesądzony.

     

    Długofalowa wizja jest jasna: rozwijać się spokojnie, bez skrótów, pozwolić talentowi naturalnie dojrzewać.

     

    Rzadkie osiągnięcie trenerskie

     

    Rzepka pozostaje skromny, gdy pytany o swoje dokonania. W ostatnich latach miał udział w dwóch rekordach świata — Sułek w pięcioboju halowym i teraz Trościanka w juniorskim dziesięcioboju.

     

    > „Nie chciałbym tego tak przedstawiać” — mówi cicho, gdy sugeruje mu się wyjątkowość tego osiągnięcia. Ale fakty mówią same za siebie.

     

     

     

    Słowo na koniec

     

    Historia Huberta Trościanki dopiero się zaczyna. Ma 19 lat, już jest rekordzistą świata i już niesie na barkach oczekiwania całego kraju.

     

    Czy sięgnie po olimpijskie złoto w Los Angeles? Tego nie da się przewidzieć. Ale jedno jest pewne: Polska znalazła sportowca na miarę pokolenia — takiego, który łączy w sobie talent, charakter i mentalność mistrza.

     

    A jak powiedział jego trener — on nie jest po prostu dobry. On jest wybitny. Prawdziwie wybitny.

  • Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Iga Świątek

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Iga Świątek

    Iga Świątek w znakomitym stylu pokonała Jelenę Rybakinę 7:5, 6:3 i zameldowała się w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Stawką poniedziałkowego meczu będzie nie tylko prestiżowy tytuł, ale także powrót Polki na pozycję wiceliderki światowego rankingu. To idealny moment na taki awans – tuż przed rozpoczęciem US Open.

    Turniej pełen znaczenia dla czołówki

    Rywalizacja w Cincinnati miała ogromne znaczenie dla całej ścisłej czołówki WTA. Do Stanów Zjednoczonych przyjechało aż osiem z dziesięciu najlepszych tenisistek rankingu. W tym gronie znalazły się oczywiście Aryna Sabalenka, Coco Gauff i Iga Świątek. Białorusinka i Amerykanka – główne rywalki Polki w walce o drugie miejsce – odpadły już w ćwierćfinale.

    Dla Świątek oznaczało to sporą szansę na poprawę pozycji. Liderka zestawienia Sabalenka pozostaje poza zasięgiem z dorobkiem 11 225 punktów, natomiast Coco Gauff przed półfinałami miała na koncie 7874 punkty. Polka, dzięki awansowi do półfinału, zapewniła sobie już 7323 „oczka”. Zwycięstwo w całym turnieju dałoby jej 7933 punkty i awans na drugą pozycję w rankingu.

    Atut przed US Open

    Ewentualny powrót na drugie miejsce w klasyfikacji WTA byłby dla Świątek ogromnym atutem przed US Open, które rozpocznie się 25 sierpnia. Rozstawienie z numerem dwa oznaczałoby, że Polka trafi na przeciwną stronę drabinki niż Aryna Sabalenka.

    Perfekcyjny półfinał i walka o więcej

    W niedzielnym półfinale Świątek zagrała znakomicie i pewnie pokonała Rybakinę. Dzięki temu Polka ma już 7583 punkty, a w poniedziałek stanie do walki o zwycięstwo w prestiżowym turnieju i pozycję wiceliderki WTA. Aby tego dokonać, musi pokonać triumfatorkę drugiego półfinału, w którym zmierzyły się Weronika Kudiermietowa i Jasmine Paolini.

    Zmiany w rankingu za plecami Świątek

    Dla Rybakiny półfinałowa porażka oznacza duży zawód – Kazaszka miała szansę przesunąć się nawet o dwie lokaty w górę, lecz po turnieju jej dorobek stopniał do 3663 punktów, co oznacza, że pozostaje na 10. miejscu.

    Z kolei Paolini może zanotować awans – samo dotarcie do finału daje jej co najmniej 4116 punktów, co pozwoli wyprzedzić Amandę Anisimovą. Włoszka, póki co, plasuje się na dziewiątej pozycji.

    Ranking WTA (stan na 17.08.2025)

    1. Aryna Sabalenka – 11 225 pkt

    2. Coco Gauff – 7874 pkt

    3. Iga Świątek – 7583 pkt

    4. Jessica Pegula – 4903 pkt

    5. Mirra Andriejewa – 4733 pkt

    6. Madison Keys – 4689 pkt

    7. Qinwen Zheng – 4433 pkt

    8. Amanda Anisimova – 3859 pkt

    9. Jasmine Paolini – 3856 pkt

    10. Jelena Rybakina – 3663 pkt
    …

    30. Magdalena Fręch – 1626 pkt

    36. Magda Linette – 1404 pkt

  • Świątek kontra Paolini: Rewanż, który przywołuje wspomnienia paryskiej dominacji

    Świątek kontra Paolini: Rewanż, który przywołuje wspomnienia paryskiej dominacji

    Świątek kontra Paolini: Rewanż, który przywołuje wspomnienia paryskiej dominacji

    Kiedy Iga Świątek i Jasmine Paolini wyjdą na kort w Cincinnati, by rozegrać finał prestiżowego turnieju WTA 1000, nie będzie to tylko kolejny mecz. To spotkanie naładowane historią, starcie, które natychmiast przywołuje echo ubiegłorocznego finału Roland Garros — meczu, w którym Świątek całkowicie zdemolowała swoją rywalkę. Teraz, ponad rok później, włoska gwiazda ponownie staje naprzeciw liderki rankingu, licząc na odkupienie.

    Rywalizacja zapisana jednostronnymi liczbami

    Ich historia rozpoczęła się w 2018 roku na turnieju ITF w Pradze, gdzie Świątek pewnie zwyciężyła. Od tego czasu ich bezpośrednie starcia były brutalnie jednostronne. Bilans wynosi 5-0 w oficjalnych meczach na korzyść Polki, a doliczając spotkania pokazowe, aż 6-0. Paolini rzadko potrafiła utrzymać wyrównany poziom.

    Włoszka urwała Idze tylko jednego seta — podczas półfinału Billie Jean King Cup na początku tego roku. Nawet wtedy Świątek odpowiedziała z pełną mocą, wygrywając 3:6, 6:4, 6:4. W pozostałych meczach Paolini walczyła co najwyżej o kilka gemów, często kończąc spotkania bezradna.

    I właśnie dlatego to starcie budzi takie emocje. Czy Paolini znajdzie sposób, by napisać nowy scenariusz, czy znów zostanie ofiarą dominacji Świątek?

    Cincinnati: korty, które wystawiają Świątek na próbę

    Na papierze Cincinnati nie powinno być ulubionym miejscem Świątek. Korty należą do najszybszych w cyklu WTA, a piłki odbijają się nisko, co utrudnia grę zawodniczkom bazującym na ciężkim topspinie. Dla wielu ekspertów to warunki stworzone po to, by neutralizować styl gry Polki.

    Ale liczby mówią coś innego. Mimo trudnych parametrów, 24-latka odnalazła w Ohio swój rytm. Trzy kolejne półfinały z rzędu uczyniły ją najmłodszą tenisistką w erze open, która dokonała tego wyczynu. Dwukrotnie jednak zatrzymywała się krok przed finałem — najpierw na Coco Gauff, a później na Arynie Sabalence.

    W tym sezonie Świątek wreszcie przełamała tę barierę. Po niezwykle wymagającym półfinale z Jeleną Rybakiną po raz pierwszy awansowała do finału w Cincinnati.

    Przełomowy moment w meczu z Rybakiną

    Półfinał Świątek z Rybakiną pokazał odporność psychiczną, która czyni Polkę najbardziej dominującą zawodniczką swojego pokolenia. Początek spotkania był dla niej trudny. Rybakina narzucała tempo gry, prowadziła 5:3 i serwowała przy stanie 30-15. Wydawało się, że mecz wymyka się spod kontroli.

    Wtedy Świątek podniosła poziom. Precyzyjne returny i większa konsekwencja w wymianach odwróciły losy seta. Od tego momentu to ona kontrolowała przebieg meczu. Ostateczny wynik — 7:5, 6:3 — był dowodem na to, że Polka nie tylko przetrwała presję, ale potrafiła zamienić ją w swoją siłę.

    Znajoma rywalka na największej scenie

    Scena jest więc gotowa na kolejny rozdział pojedynków Świątek i Paolini. Dla Włoszki to wyzwanie gigantyczne. Bilans nie daje jej większych powodów do optymizmu, a styl gry — oparty na regularności, szybkim poruszaniu się i kontratakach — idealnie pasuje Polce.

     

    Wciąż żywe są wspomnienia finału Roland Garros 2024: wynik 6:2, 6:1 nie pozostawił złudzeń. Nawet w ich ostatnim meczu w Bad Homburg Świątek zwyciężyła gładko 6:1, 6:3.

    A jednak finały mają to do siebie, że potrafią pisać niespodziewane historie. Paolini w ostatnich miesiącach zanotowała przełom, wspinając się do światowej czołówki i pokazując, że potrafi rywalizować z najlepszymi. Czy właśnie teraz nadejdzie jej moment prawdy?

    Co przyniesie nocne starcie

    Kiedy obie zawodniczki pojawią się na korcie w Cincinnati, stawka będzie jasna. Dla Świątek to okazja, by udowodnić, że jej dominacja nie zna ograniczeń, że nawet szybkie i niskie korty w Ohio nie są w stanie jej zatrzymać. Dla Paolini to szansa, by przełamać historię, uciszyć krytyków i wreszcie wygrać z najbardziej bezlitosną rywalką w całym tourze.

     

    Historia podpowiada kolejny jednostronny wynik. Ale tenis ma to do siebie, że potrafi zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Czy czeka nas kolejne łatwe zwycięstwo Świątek, czy Paolini w końcu odwróci losy rywalizacji?

    Jedno jest pewne: cały tenisowy świat będzie śledził ten mecz z zapartym tchem.

  • Świątek kontra Paolini – Bitwa, która przesunęła granice i zostawiła łzy na korcie

    Świątek kontra Paolini – Bitwa, która przesunęła granice i zostawiła łzy na korcie

    Świątek kontra Paolini – Bitwa, która przesunęła granice i zostawiła łzy na korcie

    Świat tenisa szykuje się na kolejne dramatyczne starcie pomiędzy Igą Świątek a Jasmine Paolini — ale zanim spojrzymy na finał w Cincinnati, warto przypomnieć sobie to niezapomniane starcie, które pokazało, jak daleko obie tenisistki potrafią sięgnąć i jak blisko Paolini była, by zszokować światową „jedynkę”.

    To nie jest tylko kolejny mecz w kalendarzu WTA. Dla Świątek każda konfrontacja z Paolini niesie echo tamtej nocy w Maladze, gdy przekroczyła swoje fizyczne granice, zostawiła wszystko na korcie i zeszła z niego ze łzami w oczach.

    Cincinnati – scena jest gotowa

    Iga Świątek znów w imponującym stylu zameldowała się w finale. W półfinale w Cincinnati pokonała Jelenę Rybakinę 7:5, 6:3 i zapewniła sobie miejsce w ostatnim finale WTA 1000 przed US Open. A po drugiej stronie czeka znajoma rywalka: Jasmine Paolini.

    Włoszka awansowała do finału po zaciętym, trzysetowym boju z Wieroniką Kudiermietową. Jej zwycięstwo otworzyło drogę do szóstego już spotkania z Świątek — rywalizacji, która na papierze wygląda jednostronnie, ale kryje w sobie głębię, którą pamiętają tylko prawdziwi kibice.

    Ich bilans pełen jest jednostronnych zwycięstw Polki:

    2018 – Świątek gładko pokonała Paolini 6:2, 6:1 w Pradze.

    2022 – Pewne 6:3, 6:0 w pierwszej rundzie US Open.

    2024 – Dominacja 6:2, 6:1 w finale Roland Garros.

    2025 – Kolejne łatwe zwycięstwo 6:1, 6:3 w półfinale w Bad Homburgu.

    Ale wśród tych wyników kryje się jedno niezwykłe spotkanie — taki mecz, w którym Paolini stanęła oko w oko z najlepszą tenisistką świata, a Świątek musiała sięgnąć głębiej niż kiedykolwiek wcześniej.

    Noc, w której Świątek i Paolini zagrały ponad granice

    Listopad 2024 roku, półfinał Billie Jean King Cup w Maladze. Stawka nie mogła być wyższa: Polska kontra Włochy, gra o awans do finału.

    Pojedynek zaczął się od dramatu. Magda Linette uległa Lucii Bronzetti i Italia prowadziła 1:0. Cały ciężar odpowiedzialności spadł na Igę Świątek. W nogach miała już trzysetowe boje z Paulą Badosą i Lindą Noskovą, a także wymagający debel z Katarzyną Kawą przeciw Czeszkom. Była zmęczona, ale drużyna jej potrzebowała.

    Na kort wyszła Jasmine Paolini.

    Od pierwszych piłek było jasne, że to nie będzie rutynowe zwycięstwo Igi. Paolini grała precyzyjnie i z ogromnym opanowaniem, popełniając zaledwie 17 niewymuszonych błędów w prawie trzygodzinnym meczu. Świątek miała ich aż 32.

    Statystyka mówiła sama za siebie: z 210 rozegranych punktów obie wygrały po 105. Świątek miała przewagę w sile — 35 kończących uderzeń wobec 24 winnerów Paolini — ale za każdym razem, gdy zawahała się choć na chwilę, Włoszka była gotowa, by to wykorzystać.

    Świątek przegrała pierwszego seta 3:6, w drugim wyglądała na wyczerpaną, ale w jakiś sposób go wyszarpała 6:4. W decydującym secie odnalazła ogień. Kolejne 6:4 i Polska wciąż była w grze.

    Ale cena była ogromna. Ramiona opadały, nogi były coraz cięższe, a twarz zdradzała zmęczenie.

    „Nie byłam tak regularna jak w naszych wcześniejszych spotkaniach” – przyznała później Świątek. – „Tym razem pozwoliłam jej wrócić do meczu i to wykorzystała. To topowa zawodniczka i nie możesz sobie na to pozwolić, jeśli chcesz wygrać gładko. W drugim secie wyraźnie zabrakło mi energii. Sama nie wiem, jak odzyskałam ją w trzecim.”

    Łzy, wyczerpanie i ostatnia walka

    Większość zawodniczek po takim maratonie nie byłaby w stanie podnieść się z ławki. Ale Świątek nie miała wyboru. Po zaledwie półgodzinnej przerwie wróciła na kort — tym razem u boku Katarzyny Kawy — by zagrać o finał w decydującym deblu.

    Zadanie graniczyło z niemożliwym. Po drugiej stronie siatki stanęły Paolini i Sara Errani — jedna z najlepszych par świata, mistrzynie olimpijskie. Polki nie trenują i nie grają ze sobą na co dzień.

    A mimo to były bliskie sensacji. Wynik 5:7, 5:7 mówił wszystko — tak blisko, a jednak tak daleko.

    Kiedy padła ostatnia piłka, Italia eksplodowała z radości. Kamery śledziły euforię Włoszek, ale po drugiej stronie siatki obraz był zupełnie inny. Świątek, ze łzami, które dopiero co otarła z policzka, runęła w ramiona kapitana Dawida Celta. Obok Magda Linette próbowała ją pocieszyć, a Kawa wyglądała na załamaną.

    Zegar wskazywał już po północy. Polska odpadła. A Świątek dała z siebie wszystko — i jeszcze więcej.

    Szacunek Włochów

    Mimo własnej radości, nawet włoscy dziennikarze nie mogli przejść obojętnie obok tego, co zobaczyli.

    „To był występ prawdziwej liderki” – komentowali dla Sport.pl. – „Całkowicie poświęciła się drużynie, przekroczyła swoje fizyczne granice, by utrzymać Polskę w turnieju. Nie okazywała zmęczenia, za każdym razem próbowała jeszcze raz, jeszcze jedną piłkę, jeszcze jeden gem, jeszcze jeden mecz. Przez długi czas myślałem, że Iga nie da rady z Jasmine. Poruszała się jak zawodniczka wyczerpana, grała wolniej niż zwykle. Nie była sobą, a jednak wygrała dzięki determinacji i koncentracji.”

    Teraz czas na Cincinnati

    Kiedy Świątek i Paolini szykują się do swojego szóstego starcia, kibice wiedzą, że większość ich meczów była jednostronna. Ale ci, którzy pamiętają Malagę, wiedzą więcej.

    Widzieli noc, w której Świątek przekroczyła granice.

    Widzieli noc, w której Paolini niemal zdetronizowała królową kobiecego tenisa.

    I wiedzą jedno: jeśli Cincinnati przyniesie choćby ułamek tamtego dramatu, czeka nas widowisko, którego nie da się zapomnieć.

     

  • Iga Świątek poznała rywalkę w finale! Ależ to był thriller

    Iga Świątek poznała rywalkę w finale! Ależ to był thriller

    Świątek poznała rywalkę w finale Cincinnati. Paolini po trzysetowej batalii pokonała Kudiermietową

    Iga Świątek w znakomitym stylu wywalczyła awans do finału turnieju WTA 1000 w Cincinnati, po tym jak w półfinale pokonała Jelenę Rybakinę. Polka mogła więc spokojnie czekać na rozstrzygnięcie drugiego półfinału, w którym zmierzyły się Jasmine Paolini (9. WTA) i Weronika Kudiermietowa (36. WTA). Choć początek wskazywał na łatwe zwycięstwo Włoszki, spotkanie zamieniło się w długi i emocjonujący pojedynek, który trwał blisko dwie i pół godziny.

    Nierówny półfinał, daleki od poziomu Świątek i Rybakiny

    Faworytką meczu była wyżej notowana Paolini, jednak Kudiermietowa w Cincinnati udowodniła, że potrafi sprawić niespodziankę. Na drodze do półfinału Rosjanka wyeliminowała m.in. Belindę Bencic (19. WTA), Clarę Tauson (15. WTA) oraz Magdę Linette (40. WTA). Mimo to początek meczu wyraźnie należał do Włoszki. Grała solidnie, unikała błędów i to w zupełności wystarczyło, by poradzić sobie z dość przewidywalną rywalką. Pierwszego seta Paolini wygrała pewnie 6:3.

    Gra Kudiermietowej opierała się w dużej mierze na silnym serwisie, ale poza tym jej poczynania były czytelne i łatwe do rozpracowania. Na dodatek Rosjanka coraz częściej zdradzała oznaki frustracji. Grała szybko, a gdy popełniała błędy – jeszcze bardziej przyspieszała, co prowadziło do kolejnych pomyłek. Nastroju nie poprawiały także ciągłe komentarze jej trenera i zarazem męża, Siergieja Diemiochina, który reagował niemal na każde zagranie. Z czasem można było odnieść wrażenie, że zawodniczka zaczyna mieć dość nieustannych uwag płynących z jej boksu.

    Rosjanka wraca do gry, ale w trzecim secie górą Paolini

    Choć po pierwszym secie nic tego nie zapowiadało, Kudiermietowa zdołała odwrócić losy meczu. W drugiej partii zaczęła grać odważniej i skuteczniej, przełamała rywalkę, a po chwili doprowadziła do tie-breaka. Tam okazała się zdecydowanie lepsza – zwyciężyła 7:2 i doprowadziła do trzeciego seta.

    Decydująca partia była już znacznie bardziej wyrównana. Obie zawodniczki starały się za wszelką cenę utrzymać własne podanie, wiedząc, że jedno przełamanie może przesądzić o losach spotkania. Krytyczny moment nadszedł przy stanie 2:4, gdy Kudiermietowa oddała serwis. Choć w kolejnym gemie miała aż trzy okazje, by odrobić stratę, nie zdołała ich wykorzystać. To złamało jej opór psychiczny. Paolini przejęła inicjatywę i zakończyła mecz zwycięstwem 6:3, 6:7(2), 6:3.

    Finałowa rywalka Świątek już znana

    Włoszka po raz kolejny potwierdziła, że w 2024 i 2025 roku należy do ścisłej czołówki światowego tenisa. To właśnie ona w poniedziałek zmierzy się z Igą Świątek w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Teoretycznie zapowiada się trudniejsza przeprawa dla Polki, jednak bilans dotychczasowych spotkań obu zawodniczek jest jednoznaczny – Świątek prowadzi 5:0. Najbardziej pamiętnym pojedynkiem była oczywiście ubiegłoroczna wygrana Polki w finale Roland Garros 6:2, 6:1.

    Dla 24-letniej liderki światowego rankingu finał w Cincinnati to kolejna okazja do umocnienia swojej pozycji i zdobycia cennego tytułu przed zbliżającym się US Open. Paolini natomiast spróbuje przełamać fatalny bilans meczów z Polką i udowodnić, że także na twardych kortach potrafi rywalizować z najlepszymi.

    Finałowe starcie Świątek – Paolini odbędzie się w nocy z poniedziałku na wtorek, o północy czasu polskiego.

    Weronika Kudiermietowa – Jasmine Paolini 3:6, 7:6(2), 3:6

  • Świątek wygrała z Paolini, ale co się stało po meczu?! “Przekroczyła granice”

    Świątek wygrała z Paolini, ale co się stało po meczu?! “Przekroczyła granice”

    Iga Świątek i Jasmine Paolini zagrają w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Spotkanie zapowiada się niezwykle ciekawie, bo Włoszka nigdy nie była tak blisko pokonania Polki, jak w ubiegłym roku podczas Billie Jean King Cup. Wtedy obie zawodniczki rozegrały prawdziwy maraton, trwający 2 godziny i 38 minut, w którym każda z nich zdobyła po 105 punktów. Paolini popełniła tylko 17 niewymuszonych błędów, przy aż 32 pomyłkach Świątek. To właśnie tamten mecz pokazał, że Włoszka potrafi mocno zagrozić liderce światowego rankingu.

    Do finału w Cincinnati Iga awansowała w znakomitym stylu, pokonując w półfinale Jelenę Rybakinę 7:5, 6:3. Chwilę później poznaliśmy jej rywalkę – Paolini po trzysetowym boju wygrała z Wieroniką Kudiermietową 6:3, 6:7, 6:3. To będzie szóste spotkanie obu tenisistek, choć dotąd bilans przemawia zdecydowanie na korzyść Świątek.

    Polka cztery razy zwyciężała bardzo pewnie – 6:2, 6:1 w 2018 roku w Pradze, 6:3, 6:0 w pierwszej rundzie US Open 2022, 6:2, 6:1 w finale Roland Garros 2024 oraz 6:1, 6:3 w półfinale tegorocznego turnieju w Bad Homburgu. Jedynym wyjątkiem pozostaje pamiętny pojedynek w Maladze z listopada 2024 roku, który przeszedł do historii jako jeden z najbardziej emocjonujących meczów obu tenisistek.

    Tamten bój miał ogromną wagę – Polska walczyła z Włochami o awans do finału Billie Jean King Cup. Po porażce Magdy Linette z Lucią Bronzetti, Świątek musiała wygrać z Paolini, by utrzymać nasze szanse. Nie było to łatwe, bo miała w nogach już trzy wyczerpujące spotkania singlowe i debla. Pierwszego seta przegrała 3:6, lecz później odwróciła losy meczu, zwyciężając 6:4, 6:4. Po wszystkim mówiła, że w drugim secie brakowało jej energii, którą odzyskała dopiero w decydującej partii.

    Spotkanie z Paolini było tak intensywne, że obie zawodniczki dostały pół godziny przerwy przed deblem decydującym o losach całej rywalizacji. W nim Świątek z Katarzyną Kawą zmierzyły się z Sarą Errani i Paolini. Choć Polki były skazywane na porażkę, walczyły dzielnie, przegrywając dopiero 5:7, 5:7. Cały półfinał Polska – Włochy, rozpoczęty o 17, zakończył się dopiero po północy. Świątek po wszystkim nie kryła emocji i łez, a włoscy dziennikarze podkreślali, że jej postawa była wzorem przywództwa i poświęcenia dla drużyny.

    Teraz obie tenisistki znów staną naprzeciw siebie – tym razem w wielkim finale WTA 1000 w Cincinnati. Spotkanie odbędzie się w nocy z poniedziałku na wtorek polskiego czasu, początek o północy. Transmisja w Canal+, relacja tekstowa na żywo na Sport.pl.

    Chcesz, żebym przygotował też wersję bardziej publicystyczną – z szerszym porównaniem stylów gry Świątek i Paolini oraz kontekstem przed US Open?